Uwierz we mnie II (Jo Winchester)  4.37/5 (62)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 79 minut/-y    

Źródło: Unsplash

Abbie

Minęło kilka dni, od czasu gdy odwiedziłam Willa w mieszkaniu. Zaproszenie na kolację było tak niespodziewane, że aż dziwne. Ale ten wieczór okazał się dla mnie ciekawym przeżyciem.

Naprawdę polubiłam mojego sąsiada. Jego widok na balkonie, gdy próbowałam pogonić Ricka, stanowił dla mnie spore zaskoczenie. W pierwszej chwili pomyślałam, że William wziął mnie za stuprocentową wariatkę.

Jednak on przyglądał mi się z wyraźnym zaciekawieniem. Później nawet sam rzucił kilka zdań do Ricka i chyba z rozpędu zaprosił mnie na kolację. Wiedziałam, iż zrobił to pod publikę, ale postanowiłam wykorzystać sytuację, aby go lepiej poznać.

Zdarzały się chwile, kiedy Will wyglądał na wyluzowanego. Ale więcej było takich, gdy jego ciało napinało się, a on najchętniej uniknąłby odpowiedzi na moje pytania. Mimo to nie wyprosił mnie, rozmawialiśmy dalej i zjadłam najpyszniejsze burgery w całym moim życiu.

Chociaż w rewanżu zaprosiłam go do siebie, to Will do dzisiaj nie skorzystał z mojej propozycji. Nie widywałam go nigdzie, od niedzieli ani razu nie pojawił się na balkonie, chociaż czasami zerkałam dyskretnie przez okno, czy mężczyzny tam nie ma.

Podobał mi się, ale wciąż dawał wyraźne znaki, że nie miałabym czego u niego szukać. Miałam nieodparte wrażenie, iż za jego zachowaniem kryje się coś więcej niż nieśmiałość, ale przecież nie mogłam o to zapytać.

Rick chyba wreszcie dał mi spokój. Miałam dość byłego chłopaka i nie chciałam więcej się za niego wstydzić. Coraz mniej rozumiałam, jakim cudem wytrzymałam z nim w związku dwa lata. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie popełnię podobnego błędu.

Nadszedł piątek, który postanowiłam ukoronować wyjściem do klubu. Już dawno mnie tam nie było. Mijając mieszkanie Willa, przystanęłam na chwilę, zastanawiając się, czy zapukać, czy nie. W końcu pokręciłam głową, a następnie poszłam do siebie. Nie mogłam go przecież zmusić do interakcji ze mną. Z takimi myślałam zaczęłam szykować się na wieczór.

Umówiłam się z koleżanką z pracy, że spotkamy się w klubie. Założyłam złotą sukienkę i szpilki, rozpuściłam włosy. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam na miejsce spotkania.

– Jesteś! – krzyknęła Sarah, gdy odnalazłyśmy się w tłumie ludzi. Jak zwykle w piątek to miejsce było wypełnione po brzegi. – Co pijemy? – spytała, kiedy przystanęłyśmy przy barze.

– Dla mnie mojito – odparłam, opierając się o blat plecami. Rozglądałam się spokojnie, podczas gdy Sarah składała zamówienie.

W pierwszym momencie, gdy tylko spostrzegłam znajomą sylwetkę, miałam ochotę przetrzeć oczy z niedowierzania. Ale nie miałam omamów. W jednej z lóż, które znajdowały się na parterze tuż przy parkiecie, zobaczyłam Willa. Obok niego siedział jego przyjaciel, Matt, którego zdążyłam poznać na korytarzu, a dalej jeszcze jeden facet oraz uwieszona na jego ramieniu dziewczyna.

Przyglądałam się im dyskretnie, a zwłaszcza Willowi. Z mojej perspektywy wyglądał na bardzo wyluzowanego, jakby nagle ktoś go odczarował. Przy mnie – w najlepszym wypadku – zdołał się tylko uśmiechnąć, ale przeważnie był bardzo zdystansowany. Tu – wręcz przeciwnie. W takiej odsłonie jeszcze nie miałam przyjemności widzieć mojego sąsiada

– Ktoś wpadł ci w oko? – Usłyszałam Sarah, więc spojrzałam na nią.

– Po prostu zobaczyłam znajomego – odparłam spokojnie. Korciło mnie, by do nich podejść, ale nie miałam pojęcia, w jaki sposób Will by zareagował i czy by życzył sobie mojej obecności.

– Ten blondyn? – Sarah była bardzo spostrzegawcza, więc szybko zauważyła, komu przyglądałam się tak intensywnie. – Skąd znasz takie ciastko? – spytała.

– To mój nowy sąsiad – odpowiedziałam niedbale. Moja koleżanka wiedziała, że wreszcie rzuciłam Ricka. Jednak nie byłyśmy ze sobą aż tak blisko, bym chciała jej opowiadać o Willu, z którym utknęłam na etapie: sąsiad – sąsiadka.

– Nie masz ochoty zamienić się ze mną mieszkaniem? – Sarah podała mi drinka, po czym ruszyłyśmy na poszukiwanie miejsc siedzących. Słysząc jej pytanie, parsknęłam śmiechem.

– A co z Davidem? – David był kierownikiem w naszym salonie i Sarah wzdychała do niego po cichu.

– Nie wiem, jak go skusić – westchnęła moja towarzyszka.

– Może powinnaś rozejrzeć się za kimś innym – zasugerowałam. – Patrz, jest wolny stolik! – Pierwsza ruszyłam w tamtą stronę. – Mamy dzisiaj szczęście. Już myślałam, że będziemy stały przy barze.

– Ja też. Za co wypijemy? – Sarah na szczęście nie zapytała więcej o Willa.

– Za udany dla ciebie połów? – zaproponowałam. Koleżanka skinęła głową na zgodę.

Wkrótce wyciągnęła mnie na parkiet. Potrzebowałam tego, wyszalenia się w tańcu, odreagowania całego tygodnia. Zapomniałam o problemach, o Ricku, nawet o Willu. Istniałam tylko ja oraz muzyka. Przetańczyłam niemal godzinę, nawet kilka razy z pewnym chłopakiem, któremu ewidentnie musiałam się spodobać.

Później próbował wprosić się do naszego stolika, ale zasugerowałam mu delikatnie, że wolimy zostać same. O dziwo, jakoś specjalnie nie protestował. Odszedł, najprawdopodobniej w poszukiwaniu kolejnej panienki na podryw.

Sarah ruszyła po następne drinki, a ja normowałam oddech i zbierałam energię na późniejsze wyjście na parkiet.

– Abigail! – Zaskoczona odwróciłam głowę w kierunku osoby, która wypowiedziała moje imię. Zdziwiłam się, widząc Matta. – Zobaczyłem cię, kiedy wracałaś do stolika. Jesteś tu sama? – spytał.

– Cześć, Matt – przywitałam się z uśmiechem. Miałam ochotę zerknąć, czy Will gdzieś za nim nie idzie, ale się powstrzymałam. – Przyszłam z koleżanką. A ty? – Udałam, że nie widziałam ich wcześniej.

– Jesteśmy tutaj całą paczką. Ja, Will i nasz solenizant, Myles ze swoją dziewczyną. Może się do nas przyłączycie? – Mężczyzna wskazał ich lożę, więc obróciłam się w tamtą stronę.

– Nie chciałybyśmy wam przeszkadzać… – mruknęłam, choć tak naprawdę ucieszyła mnie nieoczekiwana propozycja. Chciałam sprawdzić, czy William nadal będzie taki swobodny i roześmiany, gdy się dosiądę.

– Ktoś, kto wytrzymuje z Willem za ścianą, nigdy nie będzie nam przeszkadzał. Poza tym Myles ma urodziny, odmówisz? Czy to twoja koleżanka? – zapytał, kiedy zaskoczona jego obecnością Sarah przystanęła przy stoliku.

– Tak, poznaj Sarah. Sarah, to Matt, przyjaciel mojego sąsiada, Willa. Zapraszają nas do swojej loży.

– Chętnie dołączymy. – Sarah od razu się zgodziła, uśmiechając się szeroko do Matthew.

Wstałam i w trójkę ruszyliśmy do reszty towarzystwa. William chyba nie miał pojęcia, gdzie poszedł Matt, bo miał bardzo zaskoczoną minę, gdy mnie zobaczył.

– Cześć, Will – przywitałam się. Jego dłoń, w której trzymał szklankę z whiskey, zastygła w połowie drogi do ust. Nie wiem, ile by tak trwał w tej pozycji, gdyby nie siedzący obok niego kumpel.

– Abigail. Nie spodziewałem się ciebie tutaj – odezwał się w końcu.

– Fajny zbieg okoliczności, co nie, Will? – zapytał Matt zza moich pleców. – Postanowiłem zaprosić dziewczyny do naszego stolika. Po co mają siedzieć same? W większej grupie raźniej. A tak poza tym, to bardzo przepraszam. Najpierw powinienem dokonać prezentacji. – Mężczyzna szybko naprawił swój błąd.

Nawet nie wiedziałam kiedy zostałam wmanewrowana w siedzenie obok Willa. Byłabym ślepa, gdybym nie zauważyła porozumiewawczego spojrzenia pomiędzy Mylesem a Mattem. Tych dwóch wyglądało tak, jakby chcieli wyswatać swojego przyjaciela. I to koniecznie ze mną.

– Co pijemy? – spytał Myles, gdy wszyscy rozsiedli się wygodnie.

– Ja zostaję przy whiskey – odpowiedział Will, wskazując na pustą już szklaneczkę po alkoholu.

– Ja poproszę wódkę z red bullem – wtrącił się Matt, uśmiechając się znacząco.

– Stary, mieszasz wódkę z red bullem? Widzę, że chcesz szybko się załatwić i zwinąć z imprezy… – zwrócił się do niego mój sąsiad. Przysłuchiwałam się ich konwersacji z zaciekawieniem.

– Spokojnie, nieraz tak piłem i jakoś nigdy nie urwał mi się film. Sam musisz spróbować.

– Podziękuję. Zdecydowanie wolę samą whiskey. – William uśmiechnął się pod nosem.

– Abigail, Sarah? Co dla was zamówić? – Myles spojrzał na mnie i moją koleżankę.

– Mam jeszcze drinka, więc na razie dziękuję.

– Ja również – odparła Sarah, która siedziała tuż obok Matta.

Myles wstał ze swojego miejsca, po czym ruszył do baru. Przeniosłam wzrok na Willa, który chwilowo zamilkł.

– Trochę mnie zaskoczyłeś – odezwałam się pierwsza.

– Czym? – Obrócił twarz w moją stronę. Choć rozmowy przy stoliku trwały dalej, dziewczyna Mylesa opowiadała o czymś, a reszta – prócz mnie i Willa – przytakiwała jej głowami, to miałam nieodparte wrażenie, że nas obserwowali.

– Nie spodziewałam się ciebie w takim miejscu. – Upiłam nieco drinka, przyglądając się sąsiadowi spod przymrużonych powiek.

– Czyżbym nie pasował do klubu? – zapytał wprost, czym mnie kompletnie zaskoczył. – Jestem za wysoki? Za dobrze zbudowany? A może wprost przeciwnie? – Will uśmiechnął się nagle, co uczyniło z niego jeszcze bardziej atrakcyjnego mężczyznę. – Informatycy nie wychodzą z domu?

– Właśnie miałam powiedzieć, że czegoś mi tu brakuje. Twojego laptopa – dopowiedziałam, kiedy zmarszczył brwi w oczekiwaniu na jakieś wyjaśnienie. Oczywiście żartowałam. Nie miałam tego naprawdę na myśli. Will zaczął się śmiać.

– Powinienem wrócić po niego? – spytał zaczepnym tonem. Naprawdę mnie dzisiaj zaskakiwał. Myles zdążył wrócić do stolika z nową dostawą alkoholu. Podał Willowi jego whiskey.

– Dzisiaj ci daruję. Chociaż nie powiem, jakoś dziwnie bez niego wyglądasz – dodałam.

– No proszę, kogo tu mamy… – Padły słowa z ust dziewczyny Mylesa, Amy. Wszyscy na nią spojrzeli.

W tym momencie Will obrócił głowę w stronę, gdzie właśnie spoglądała Amy. Twarz mężczyzny nagle zastygła, uśmiech zniknął.

– Ja pierdolę… – powiedział, co wprawiło mnie w osłupienie.

Nie miałam nic przeciwko przekleństwom, ale pierwszy raz usłyszałam je z ust Willa. Szybko przeniosłam wzrok tam, gdzie on patrzył i dostrzegłam zbliżającą się do naszego stolika parę.

– Kochanie… – odezwał się Myles do swojej partnerki. – Czy możesz mi powiedzieć, co Damon i Anna tutaj robią? – spytał, przyglądając się jej uważnie.

– Rozmawiałam ostatnio z Anną i wspomniałam, że będziemy dzisiaj świętować w tym klubie twoje urodziny – odpowiedziała spokojnie kobieta. – Nie patrz tak, przecież dobrze wiesz…

Zmrużyłam oczy, zastanawiając się w myślach, kim była wspomniana para, skoro Will zareagował na ich obecność w tak gwałtowny sposób.

– Kotku, czy ty musisz mówić wszystkim, dokąd się wybieramy? – Myles nie wyglądał na zachwyconego, ale przybrał na twarz wymuszony uśmiech, kiedy nowi goście przystanęli przy stoliku.

– Cześć. – Mężczyzna przywitał się, przyglądając zgromadzonemu towarzystwu. – Widzę, że dołączyły do was nowe twarze. Jestem Damon, to moja dziewczyna, Anna.

Gdy wyciągnął dłoń w moją stronę, odwzajemniłam gest.

– Abigail.

Wymieniłam uściski z parą. Zauważyłam, że kobieta przygląda się mnie i Willowi dość nachalnie. Skierowałam wzrok na mojego sąsiada, który miał minę, jakby pragnął kogoś zamordować. Kogoś, czyli nowo przybyłych. Zrozumiałam, iż coś jest na rzeczy, więc postanowiłam przyjść mu z pomocą.

Delikatnie wsunęłam swoją dłoń w dłoń Willa, splatając nasze palce. Kupiłam tym jego uwagę. Mrugnęłam do niego porozumiewawczo. Czułam, jaki jest spięty. Chciałam go jakoś wspomóc.

Damon z Anną usiedli tuż przy Sarah, co dawało im na nas świetny widok.

Wtedy Carter chwycił za swoją szklankę, po czym przechylił na raz jej zawartość. Alkohol zniknął w jego gardle.

– Przepraszam cię, ale muszę do toalety. – Mężczyzna spojrzał na mnie. W jego wzroku dostrzegłam furię, więc musiało być naprawdę źle.

– Oczywiście. – Posłałam mu ciepły uśmiech, puściłam jego dłoń i wstałam, żeby go przepuścić. – Tylko nie pozwól mi długo na siebie czekać – mruknęłam.

Will skinął głową, po czym się oddalił w kierunku toalet. Ja usiadłam z powrotem.

Musiałabym niedowidzieć, by nie spostrzec, że przy stoliku – oprócz Amy i Sarah – nikt więcej nie okazał pozytywnych emocji w związku z pojawieniem się niespodziewanych gości.

– Dawno nie widzieliśmy się wszyscy razem – odezwał się Damon, przerywając krępującą ciszę.

– No cóż… – Matt zerknął przelotnie w jego kierunku. – Wcale, a wcale nie tęskniłem.

– Matt – wtrącił Myles.

– No co? – spytał jego przyjaciel, przybierając kpiący wyraz twarzy. – To twoje urodziny, Myles. Nie ja muszę udawać miłego – burknął.

– Jak zwykle czarujący. – Tym razem Anna zabrała głos. – Wcale nie musisz być dla nas przesadnie miły. Ale mógłbyś zachowywać się jak cywilizowany człowiek.

– No bo kurwa jebnę! – Matt posłał jej wrogie spojrzenie. – Specjalistka mi się odezwała. – Mężczyzna upił spory łyk wódki z red bullem. – Ok. Co słychać, kochana Anno? Jak twój cudowny związek z Damonem? Już uwiliście sobie gniazdko? Zdążyłaś zdradzić Damona? Czy nie przedstawił ci reszty swoich przyjaciół, żebyś nie miała w czym wybierać? – Osłupiałam, słysząc słowa Matta. W mig zrozumiałam całą sytuację. Teraz pojęłam, dlaczego Will zareagował tak gwałtownie.

– Matt, to nie jest odpowiedni moment na takie rozmowy… – Myles usiłował powstrzymać kumpla, ale bezskutecznie. Matt nie chciał przestać.

– Nie potrafisz się opanować w dniu urodzin przyjaciela? – Damon zwrócił się do Matta. – Przyszedłem, bo chciałbym, żeby było jak dawniej.

– Hahaha! Ćwiczysz z Anną do kabaretu? – Matt ewidentnie nie przejmował się tym, co wypada, a co nie. – Nie zauważyłem, żebyś pohamował się przed ostudzeniem własnego popędu. Więc mnie nie pouczaj. I nie ma nawet cienia szansy, żeby było jak dawniej. Głównie dzięki tobie oraz twojej kochance.

– Jak widzę, tylko ty wciąż wracasz do tego tematu. Will – zdaje się – już zapomniał o całej sprawie. Znalazł sobie nową dziewczynę. – W tym momencie Damon spojrzał centralnie na mnie.

– Akurat tu miał wyjątkowe szczęście. – Matt nagle uśmiechnął się szeroko. – Abbie jest dla niego idealną partnerką. Przede wszystkim zna pojęcie wierności oraz prawdziwej miłości. Nie tylko tej do zawartości portfela.

– Na nas już pora. – Anna wstała, patrząc wyczekująco na swojego chłopaka. Jej twarz ściągnęła się w gniewie. Słowa przyjaciela Willa musiały nieźle ugodzić jej dumę. Czy współczułam tej kobiecie? Absolutnie nie.

– Dajcie spokój. Matt będzie już grzeczny, prawda? – Myles trącany łokciem przez swoją dziewczynę, zareagował na tę wymianę zdań.

– Dopiero się rozkręcałem. Masz szczęście, że dzisiaj są twoje urodziny. Niech to będzie mój prezent dla ciebie, Myles – odpowiedział chłopak, po czym zamilkł.

Atmosfera zrobiła się napięta. Wtem dostrzegłam, że Will wraca do naszego stolika. Gdy usiadł, widząc, że Damon i Anna jeszcze nie opuścili towarzystwa, chwycił za szklankę Matta i znów wypił wszystko jednym haustem.

* * *

Will

– Stary, właśnie zapiłeś whiskey moją wódką z red bullem! – Oczy Matta mało nie wyskoczyły z orbit, kiedy odstawiałem pustą szklankę na stolik.

Usiadłem, a Abbie na powrót przytuliła się do mego ramienia. Byłem jej z tego powodu wdzięczny, a jednocześnie czułem się głupio, iż została świadkiem takiego zajścia.

– Zamknij się! – warknąłem, chociaż przyjaciel nie był niczemu winien. To nie on zaprosił tutaj Annę i Damona. Że też mieli czelność się pojawić.

– Skarbie… – Abbie delikatnie chwyciła dłonią mój podbródek, abym na nią spojrzał. – Chcę iść do baru. Mam ochotę na kilka shotów.

– Wedle życzenia. – Poczułem nieznaczną ulgę, że nie będę musiał tutaj siedzieć. Co prawda zawsze mogłem wyjść z klubu, ale… Ale trwały urodziny mojego przyjaciela. Może Myles by się nie pogniewał, jednak nie chciałem robić mu przykrości. Zamierzałem wrócić do stolika, kiedy Damon i Anna sobie pójdą.

– Ja również się przejdę. Muszę wyszaleć się w tańcu. Sarah, nie miałabyś ochoty mi towarzyszyć? – spytał Matt koleżankę Abigail.

– Bardzo chętnie. – Dziewczyna wstała, pozwalając mojemu kumplowi poprowadzić się na parkiet.

Ruszyłem z Abbie w stronę baru. Kobieta chwyciła mnie za dłoń, co powodowało rozproszenie mojej uwagi, ale w końcu odgrywaliśmy parę. Znalazłem dla nas miejsce i moja sąsiadka wsunęła się na hoker. Ja zająłem drugi.

– Dwie tequile proszę – krzyknęła do barmana. – Mam nadzieję, że lubisz tequile, Will? – Abigail spojrzała na mnie. Poczułem się jak kretyn. Musiałem jej teraz wszystko wytłumaczyć.

– Lubię. Abbie, posłuchaj mnie… – zacząłem, ale nie miałem pojęcia, co powiedzieć. „Abbie, to była moja dziewczyna i jej nowy chłopak, którego kiedyś nazywałem najlepszym przyjacielem? Poszli ze sobą do łóżka, a ja zostałem na lodzie?”

– Will. – Kobieta przemówiła spokojnie. – Nie musisz nic wyjaśniać. Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, nie mam nic przeciwko. Pomogłam ci tak samo, jak ty wsparłeś mnie przy Ricku. Sam zdecydujesz, czy opowiesz mi o tym w przyszłości.

– Dziękuję – odparłem po kilku sekundach. Byłem jej cholernie wdzięczny.

– Zamiast dziękować, po prostu się ze mną napij. – Uśmiech rozjaśnił twarz Abbie.

Przyjrzałem się mojej towarzyszce uważnie już drugi raz tego wieczoru. Wyglądała ślicznie w złotej sukience, z ustami podkreślonymi czerwoną szminką oraz rozpuszczonymi włosami.

– Wręcz marzę o tym. – Chwyciłem za kieliszek i wlałem całą jego zawartość do gardła. – Nie chcę wracać do stolika. – Nie było sensu udawać, że jest inaczej.

– Przecież nie musimy tego robić. Mam inną propozycję – mruknęła Abbie, kiwając na barmana, aby powtórzył zamówienie.

– Jaką? – spytałem. Jeszcze się nie rozchmurzyłem, chociaż powoli czułem zbawienne działanie alkoholu.

– Wypijemy jeszcze po jednym shocie, a później pójdziemy na parkiet. – Moja sąsiadka uśmiechnęła się tak, że poczułem dreszcze na karku. Nie powinienem tak na nią reagować.

– Zgoda. – Gdybym był całkiem trzeźwy, Abbie nie udałoby się uzyskać mojego przyzwolenia. Ale nie byłem, więc hamulce zaczęły puszczać. Zresztą udawaliśmy parę.

– Wspaniale. – Moja partnerka ucieszyła się i wyglądało to na szczerą reakcję. Dziewczyna była taka naturalna w swoim zachowaniu, a także mądra. W lot pojęła, co się działo przy stoliku i ruszyła mi na pomoc. – Idziemy? – Zsunęła się ze stołka, a ja zagapiłem się na jej długie nogi. Szybko przeniosłem wzrok na twarz Abbie. Przez chwilę mi się zdawało, że kąciki ust kobiety powędrowały do góry.

– Idziemy. – Odstawiłem na blat pusty kieliszek, po czym chwyciłem dłoń, którą Abigail wysunęła w moją stronę.

Chociaż dzięki alkoholowi czułem się nieco swobodniej, to nie zdołałem rozluźnić się do końca. Dodatkowo działała na mnie bliskość Abbie , chociaż prędzej podpisałbym pakt z diabłem, niż przyznałbym się do tego na głos.

Nie miałem do czynienia z żadną kobietą od czasów Anny. A teraz zgodziłem się tańczyć z sąsiadką. Niby nic wielkiego, ale trochę mnie to stresowało. Jednak pozwoliłem, by Abigail objęła mnie za szyję i przylgnęła do mojego ciała.

Powtarzałem sobie w myślach, że wszystko jest w porządku, ale to nie działało tak, jakbym tego chciał. Przez cały czas byłem spięty. Rozpoczęła się jakaś piosenka, a ja czułem, jakbym miał kij w dupie.

– Rozluźnij się, Will – wyszeptała Abbie tuż przy moim uchu. – My tylko tańczymy. Masz się poczuć lepiej. Daj się ponieść muzyce. – Roześmiała się, jakby rozbawiona tym, co przed chwilą powiedziała.

– Przecież tańczę… – mruknąłem, ale bez większego przekonania. Zaczynałem być zły również na siebie.

– Wczuj się w rytm – kontynuowała Abbie. – Chyba nie chcesz dać im satysfakcji z zepsucia ci tak miłego wieczoru? – spytała, a ja wtedy spojrzałem na nią.

– Nikomu jej nie daję – skłamałem.

– Doprawdy? – Dziewczyna sunęła ze mną powoli. Jej bliskość wciąż nie sprzyjała temu, bym się rozluźnił. Gdy nagle zaczęła się o mnie ocierać, niemal zatrzymałem się w miejscu. – Właśnie na nas patrzą – wyjaśniła, spoglądając mi w oczy. – Pozwól, że urządzę dla nich mały pokaz.

– Pokaz? – powtórzyłem. Wziąłem głęboki oddech, kiedy poczułem jej biust na swojej klatce piersiowej, a biodra Abbie tuż przy moich. Musiałbym być ze stali, żeby mnie to nie ruszyło.

– Przyłącz się do mnie, Will – mruknęła zmysłowym głosem. – Mam wszystko pod kontrolą. Damon i Anna przekonają się, że możesz szybko wymazać ich obecność z pamięci.

Zamyśliłem się nad jej słowami, nie przestając tańczyć i pozwalając Abigail, aby ocierała się o mnie. W głowie miałem chaos, a ciało nie chciało mnie słuchać i wyluzować.

Na szczęście piosenka dobiegła końca.

– Myślę, że nie obejdzie się bez jeszcze kilku shotów – zasugerowała Abbie, uśmiechając się delikatnie.

– Podoba mi się twój pomysł. – Nigdy nie piłem tak dużo jak dzisiaj, ale naprawdę tego potrzebowałem.

– Więc chodźmy. – Dziewczyna pierwsza zeszła z parkietu, ja za nią.

– Stary, mam nadzieję, że mogę się z wami napić. – Matt pojawił się znikąd, obok niego stała koleżanka, z którą Abbie zagościła przy naszym stoliku na początku imprezy.

– Bar jest dla ciebie otwarty – odparłem. – Ja się stąmtąd nie ruszę zbyt wcześnie.

– Rozumiem cię bez słów. – Matthew pokierował swoją towarzyszkę i już w czwórkę wybraliśmy się na następną kolejkę. – Chociaż widzę, że niewiele już potrzebujesz do przybicia gwoździa.

– Jeśli tak dalej pójdzie, będę musiała odtransportować Willa do łóżka – odezwała się Abigail. – Ja na razie podziękuję za alkohol. Chciałabym chwilę odetchnąć. Ktoś powinien być trzeźwiejszy.

– Żebyście w nim razem nie wylądowali – odezwał się mój przyjaciel, wybuchając głośnym śmiechem. Sarah mu zawtórowała, a Abbie… Abbie jego wypowiedź pominęła milczeniem.

– Martw się o siebie i swoje towarzystwo. – Zgromiłem kumpla wzrokiem, jednak Matthew nic sobie z tego nie zrobił. W trójkę sięgnęliśmy po kieliszki. Moja sąsiadka wzniosła toast sokiem.

– Mamy się bardzo dobrze, prawda, Sarah? – Matt objął dziewczynę, która zaczęła chichotać. Znałem go, więc wiedziałem, iż istniało duże prawdopodobieństwo, że ta dwójka spędzi tej nocy ze sobą kilka gorących godzin. – Swoją drogą, Will… Nie wiedziałem, że nagle straciłeś zdolność normalnego poruszania się w tańcu. To, co tam wyprawiałeś, bardziej przypominało ruchy Robocopa.

– Stary, zejdź ze mnie! – warknąłem. Czasami dopadała mnie ochota, by udusić tego gada.

– Napij się, Will. Będziesz łatwiejszy! – Matt odsunął się, by znaleźć się poza zasięgiem mojego ewentualnego uderzenia. – Oj, żartuję. Więc jak, po jeszcze jednym shocie? – zaproponował.

Już czułem, jak alkohol krąży w moim krwiobiegu. Byłem blisko stanu upojenia.

– Ostatni.

Kto nie zna moich przyjaciół, ten nie wie, że gdy mówi się ostatni, dla nich to wcale nie oznacza końca. Zapomniałem o tym i dałem się jeszcze namówić na trzy kolejki.

Nie byłem ułomkiem, musiałem wlać w siebie dużą dawkę alkoholu, żeby się upić. I tak było dzisiaj. Zanim Abigail do nas dołączyła, zdążyłem wypić trzy duże whisky. Później przestałem już liczyć, ale tempo spożywania też zrobiło swoje.

Dlatego kiedy wstałem z hokera, zanotowałem ze zdziwieniem, że moje ciało stało się dziwnie rozluźnione. Jeszcze nie tak dawno temu było zupełnie inaczej.

Wtedy DJ włączył piosenkę, którą zawsze lubiłem, a mianowicie Papa Roach “Periscope”. Od razu poczułem zapał do tańca. Spojrzałem na Abigail z uśmiechem. Cholera, byłem bardziej śmiały. Spodobał mi się obecny stan.

– Pan prosi. – Uśmiechnąłem się czarująco. Nie zwróciłem większej uwagi na Matta, który chichotał z boku.

– Mam wrażenie, że teraz taniec sprawi ci mniej problemów – rzekła Abigail. Pozwoliła, bym objął ją w pasie, a następnie poprowadził wśród inne pary.

– Nigdy mi nie sprawiał… – wymruczałem jej wprost do ucha. Nie odczuwałem poprzedniego skrępowania, wręcz przeciwnie. Wreszcie podobała mi się bliskość z sąsiadką. – Lubię twoje imię, Abigail… Abbie. – Sunęliśmy wolno w zmysłowym tańcu. Położyłem dłonie tuż nad jej pośladkami.

– Chyba jesteś pijany. – Kobieta uśmiechnęła się do mnie szeroko.

– Ja? – spytałem. Robiło mi się coraz bardziej błogo. Klub, z którego jeszcze godzinę temu chciałem uciekać, nagle stał się bardzo przyjemnym miejscem. – Skarbie, tylko ci się wydaje. Potrzeba morza alkoholu, żeby upić Willa. – Naprawdę byłem pijany, pomyślałem, skoro zaczynałem mówić o sobie w trzeciej osobie. Po czym powiedziałem to na głos.

– Chcesz wracać do mieszkania? – spytała dziewczyna, przyglądając mi się uważnie. Pokręciłem głową przecząco. Wcale nie miałem ochoty na powrót.

– A czy wyglądam, jakbym tego potrzebował? – Objąłem mocniej Abigail. Ta dziewczyna bardzo mi się podobała. Już miałem wyrazić swoją myśl na głos, gdy Abbie pierwsza zabrała głos.

– Will, przygotuj się teraz… – A później mnie pocałowała.

* * *

Abbie

Im więcej alkoholu Will wlewał w siebie, tym bardziej się rozluźniał. Nie do końca chodziło mi o to, by załatwił się na amen, ale jeśli potrzebował takiej dawki, nie miałam zamiaru protestować. Sama sporo wypiłam, chociaż nie tyle, co mój seksowny sąsiad.

Współczułam mu, że w dniu urodzin przyjaciela musiał zmierzyć się z byłym kumplem i eks dziewczyną, którzy go zdradzili w naprawdę ohydny sposób. Teraz w pełni rozumiałam dystans, który Will okazywał, gdy byliśmy razem. Jego nieśmiałość nieśmiałością, ale zdrada, której padł ofiarą, odcisnęła na nim piętno.

Jakoś specjalnie nie zaskoczyły mnie spojrzenia Anny, które nam rzucała, gdy byłam z Willem na parkiecie. Z loży, w której siedzieli, miała na nas doskonały widok. Kiedy znowu poszliśmy tańczyć i William stał się bardziej śmiały, zauważyłam, że niechciane towarzystwo wreszcie wstaje, opuszczając Mylesa oraz Amy.

Aby trafić do wyjścia, musieli przejść nieopodal mnie i Willa. Zerknęłam na nich, kiedy kierowali się w naszą stronę. Przez sekundę lub dwie mój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Anny. Wtedy podjęłam szybką decyzję.

– Will, przygotuj się teraz… – powiedziałam do niego, po czym objęłam dłońmi twarz mężczyzny i przysunęłam się, aby go pocałować.

Nic nie było w stanie przygotować mnie na to, co poczułam, gdy dotknęłam ustami jego miękkich warg. Will smakował alkoholem, co teraz w ogóle mi nie przeszkadzało. Smakował również prawdziwym facetem.

Musiałam go zaskoczyć, w dodatku był zamroczony po spożyciu sporej ilości trunków, bo nie odpowiedział na pocałunek. Nie od razu. Kiedy nagle rozchylił usta, po czym wysunął swój język, zadrżałam. Nie całowałam się po raz pierwszy w życiu, ale przy Willu poczułam coś niesamowicie przyjemnego.

On pierwszy odsunął się ode mnie, a następnie spojrzał z szerokim uśmiechem. Przez krótką chwilę zapomniałam, co się wokół nas dzieje.

– Jesteś niegrzeczna, Abigail… – wymruczał tak seksownym głosem, że kolana mało się pode mną nie ugięły. Pomyślałam, że alkohol musiał wyzwolić w nim wszelkie pokłady śmiałości, bo na trzeźwo na pewno by się tak nie zachował.

– Tak, Will. Jestem. – Nie było sensu wyjaśniać mu w tym momencie, z jakich pobudek go pocałowałam. Zresztą wciąż byłam zaskoczona, że zareagowałam na to z takim entuzjazmem. – Jak się czujesz? – spytałam, widząc jego mętny wzrok.

– Fantastycznie! Czuję moc, Abbie! – Mężczyzna zaczął chichrać, co tylko mnie przekonało, że alkohol coraz szybciej przejmował nad nim kontrolę.

– Może wrócimy do stolika? – zaproponowałam. Rzut okiem potwierdził, że mieliśmy już wolną drogę do loży. Anna i Damon wyszli.

– Pójdę za tobą wszędzie, niczym wierny piesek… – Aż spojrzałam na Willa, kiedy o tym wspomniał. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.

– Chyba jednak pojedziemy do mieszkania. Powinieneś się położyć. Zapytam Matta, czy mi z tobą pomoże – zawyrokowałam.

Will oparł się o mnie, co pozwoliło się domyślić, że niedługo może zaniemóc. A sama sobie nie dam z nim rady.

– I want to feel your wreckage, it’s a firestorm… – Will zaczął śpiewać piosenkę, do której jeszcze niedawno tańczyliśmy.

Pokierowałam go do loży, gdzie już siedzieli Matt, Sarah oraz Myles z Amy. Przyglądali się nam z uśmiechami, mogącymi mi wiele powiedzieć. Jednak nie zwracałam na nie większej uwagi. Miałam teraz ważniejsze zadanie.

– Matt, pomożesz mi odwieźć Willa? Obawiam się, że potrzebuję pomocy. – Spojrzałam na kumpla Williama, który puścił mi oczko.

– I’m falling like a loaded weapon in your arms… – kontynuował Will, nie zwracając na nas większej uwagi.

– Już się załatwił? – spytał Myles, przyglądając się pijanemu przyjacielowi. – Szybko.

– Przepraszam cię. To moja wina. Ja go namówiłam na shoty. Za dużo ich wypił – próbowałam wyjaśnić, bo nie chciałam, żeby był zły na Willa.

– Daj spokój. Dobrze zrobiłaś, że go stąd odciągnęłaś. Pomożemy ci zabrać naszego zdechlaka do jego mieszkania. – Myles chciał wstać, ale Matt spojrzał na niego wymownie.

– To twoje urodziny, zostajesz w klubie. Ja pomogę Abbie, a później wrócę tu z powrotem. Sarah, zechcesz ze mną pojechać? – spytał kobietę, która była już pod jego całkowitym urokiem. Coś mi się wydawało, że po „zakochaniu” w Davidzie nie pozostał żaden ślad.

– Jasne – odpowiedziała Sarah.

– Will, śpiewaku operowy, jedziemy! – krzyknął mu Matt do ucha, aż William się wzdrygnął.

– Paranoid it might be reckless, no matter what I sayyyyy…. – Mój towarzysz chyba sobie przypomniał, że powinien dalej śpiewać. – Co się dzieje? – Spojrzał na nas, ale było widać, że coraz mniej kontaktuje, a łączność mogła zostać w każdej chwili przerwana.

– Będziesz umilał jazdę kierowcy taksówki. Wstawaj, draniu! – Matt objął kumpla z jednej strony, ja z drugiej.

– Do zobaczenia, Abbie. – Myles pomachał nam na do widzenia, tuląc Amy do siebie drugą ręką.

Will wziął sobie do serca słowa przyjaciela i faktycznie urozmaicał czas kierowcy, który wiózł nas do mieszkania. Matt się z niego naśmiewał, namawiając go do większych głupot, a ja tylko wznosiłam oczy do góry.

Gdy wreszcie dotarliśmy pod mieszkanie Williama, nasz pijany towarzysz stwierdził, że Matt psuje mu atmosferę, cokolwiek by to miało znaczyć.

– Abbie, poradzisz sobie z nim? – spytał Matthew, kiedy stanęliśmy pod mieszkaniem jego kumpla.

– Tak. Chyba że się po drodze przewrócimy – zażartowałam.

– Romeo, nie zawiedź mnie! – Matt poklepał Willa po ramieniu, po czym pociągnął Sarah za sobą i oddalili się w kierunku windy. Wcześniej też z niej skorzystaliśmy, gdyż mieliśmy obawy, iż Carter może nie podołać schodom.

– Will, idziemy – odezwałam się do niego, gdy przymknął oczy, będąc opartym o ścianę. – Will…

– No przecież idę – odpowiedział, po czym chciał ruszyć prosto na ścianę naprzeciwko. Zdążyłam go powstrzymać, nim zrobiłby sobie krzywdę.

– Tędy. Wyciągnij klucze. – Jego zachowanie mnie bawiło. Jednocześnie zaczynałam mu współczuć. Rano będzie miał kaca wielkiego jak melony w markecie.

– Nie dam rady – westchnął ciężko.

– Will, musimy wejść do twojego mieszkania. Wyciągnij klucze – poprosiłam jeszcze raz.

– Mam je… o tu! – Palcem próbował wycelować w lewą kieszeń, ale trafił idealnie na swoje krocze. – Zsunęły się?

– Będzie ciężko – mruknęłam pod nosem.

– Nie, Abbie. One nie są ciężkie… – wybełkotał, aż na niego spojrzałam.

– One? – powtórzyłam.

– Noooo, one… Piłeczki – dodał, uśmiechając się niczym dziecko, które coś spsociło.

– Will, stój grzecznie. Spróbuję wyciągnąć te klucze. – Przewróciłam oczyma i delikatne wsunęłam dłoń w jego kieszeń. Na szczęście obyło się bez większych kłopotów przy wyciąganiu.

Jakimś cudem wtoczyliśmy się do mieszkania. Cudem, gdyż Will był coraz bardziej pijany i coraz gorzej prezentowała się współpraca ze strony sąsiada.

– Gdzie twoja sypialnia? – Byłam zmęczona, ale nie miałam zamiaru odpuścić.

– O tam! Albo tam? – zachichotał Will, wskazując najpierw jedne, a za chwilę kolejne drzwi.

– Zaraz porzucę cię na podłodze! – Oczywiście żartowałam, bo nie zrobiłabym tego naprawdę. Nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi, po prostu ruszyłam z nim do przodu.

Niestety, za pierwszymi drzwiami nie znalazłam sypialni. To musiał być gabinet, w którym Will pracował, bo pod jedną ze ścian dostrzegłam biurko.

Na szczęście udało mi się przy kolejnych. Widząc wielkie łóżko, poczułam ulgę. William coraz mocniej ciążył mi na ramieniu. Normalnie nie miałabym nic przeciwko, ale mogliśmy wywrócić się w każdej sekundzie.

Posadziłam go na środku materacu. Mężczyzna odlatywał powoli, więc musiałam go rozebrać, chociażby z koszuli i butów. Na samą myśl robiło mi się gorąco. Pochyliłam się, a następnie zaczęłam rozpinać mu koszulę. Im więcej odsłaniałam, tym bardziej drżały mi dłonie.

– Abbie, weź się w garść. Zachowujesz się jak licealistka! – fuknęłam sama na siebie, ale niewiele mi to pomogło.

Kiedy rozpięłam wszystkie guziki, rozchyliłam poły materiału na boki. Zagryzłam dolną wargę, widząc piękny, męski tors, na którym dostrzegłam dobrze zarysowane, silne mięśnie. Stałam tam jak oniemiała. Marzyłam, by ich dotknąć, poczuć pod dłonią. Ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Will był pijany, a ja… Nie chciałam czuć się jak napalona kretynka, która pierwszy raz w życiu zobaczyła nagą klatkę piersiową u atrakcyjnego mężczyzny.

Wzięłam głęboki oddech, a później do reszty pozbawiłam Williama koszuli.

– Abbie? – odezwał się nagle, a ja mało co zawału nie dostałam. Obserwował mnie? Widział, jak na niego patrzyłam? – Co ty tutaj robisz?

– Will? – wymówiłam miękko jego imię, chociaż bałam się, że głos mi zadrży. – Pomagam ci się położyć – powiedziałam zgodnie z prawdą.

– Jesteś aniołem. Abbie…

– Tak? – Buty poszły w ślad za koszulą. Dawno się tak nie zmachałam, jak teraz przy sąsiedzie.

– Podobasz mi się. Bardzo mi się podobasz – mruknął, aż znieruchomiałam.

– Jesteś pijany. – Nie powinnam brać tego na serio, ale było już za późno.

– Mówię prawdę. Jestem śpiący.

– Połóż się. – Gapiłam się na niego, sycąc oczy widokiem półnagiego mężczyzny, zbudowanego jak marzenie każdej kobiety. – Rano będziesz umierał.

– Przyjdziesz mi na ratunek? – Will runął na plecy, a ja przełknęłam ślinę. Musiałam się stąd ewakuować.

– Chętnie. Przyniosę ci coś na kaca – obiecałam.

Nie usłyszałam odpowiedzi. Mężczyzna odpłynął, jego oddech się unormował. Z trudem powstrzymałam chęć przejechania dłonią po klatce piersiowej Cartera. Zamiast tego wzięłam narzutę, przewieszoną niedbale przez oparcie fotela. Nakryłam Willa i wyszłam czym prędzej.

Wiedziałam, że nie zasnę zbyt szybko. Nie po takim wieczorze.

* * *

Will

Obudziłem się przed południem. Dobrze znałem objawy kaca, który właśnie mnie dopadł. Czułem się FATALNIE!

Z jękiem zwlokłem się powoli z łóżka. W pierwszej kolejności zacząłem rozglądać się za wodą albo czymkolwiek innym, co nadawałoby się do spożycia i nie byłoby alkoholem. Jego posmak wciąż miałem w ustach. Zastanawiałem się, jak dużo wypiłem poprzedniego wieczoru. Że przekroczyłem dopuszczalną dla mnie normę, tego byłem pewien.

Godzinę później usiadłem na balkonie. Zerknąłem w bok, ale nie dostrzegłem Abbie. Próbowałem przypomnieć sobie przebieg wieczoru, jednak musiałem ze wstydem przyznać, że film mi się urwał zaraz po tym, jak poszliśmy drugi raz do baru.

Nie powinienem tyle pić, nawet jeśli powodem było pojawienie się Anny z Damonem. Na samą myśl o nich znów czułem palącą wściekłość, której doświadczyłem kilkanaście godzin wcześniej.

Nie chciałem tego analizować, więc myślami wróciłem do Abigail. Pomogła mi. Byłem jej wdzięczny, chociaż z drugiej strony czułem się skrępowany bliskością sąsiadki, aż mi było wstyd. Zachowywałem się jak nastolatek, nie dorosły, niemal trzydziestoletni mężczyzna.

– Will? – Usłyszałem głos Abbie. – Nie wiedziałam, czy jeszcze śpisz, czy nie. – Spojrzałem na nią, stała na balkonie i przyglądała mi się intensywnie. – Nie chciałam cię budzić. Zaraz do ciebie przyjdę – powiedziała, po czym odwróciła się, a następnie weszła do swojego mieszkania.

Spoglądałem zdezorientowany, bo nie rozumiałem, dlaczego wybierała się do mnie z wizytą. Chyba jeszcze do końca nie wytrzeźwiałem, a to były moje omamy poalkoholowe. Jednak nie miałem racji, gdyż pięć minut później usłyszałem pukanie do drzwi. Omamy raczej nie pukały.

– Jesteś trochę blady – rzekła Abbie, gdy jej otworzyłem. Dziewczyna stała na progu, trzymając w dłoniach garnek. – Zaraz zagrzeję ci rosół. Nie miałam pojęcia, jak długo będziesz spał, więc ugotowałam go wcześniej, a teraz po prostu podgrzeję.

– Chyba nie bardzo rozumiem… – zacząłem, ale odsunąłem się na bok, by Abbie mogła wejść.

– Nie pamiętasz, że zaprosiłeś mnie w nocy? Przyszłam cię wyleczyć, Will – odpowiedziała dziewczyna z wielkim uśmiechem na twarzy. – I widzę, że dobrze zrobiłam, korzystając z twojego zaproszenia.

– Naprawdę? – Moja inteligencja z pewnością musiała być pijana. Nigdy nie zadawałem tak głupich pytań.

– Nie pamiętasz? – Abbie nie czekając na mnie, skierowała się do kuchni, więc pozostało mi jedynie ruszyć za nią. Postawiła na palniku coś nazywane rosołem, chociaż nie miałem pojęcia, co to może być. Kobieta odwróciła się w moją stronę. – A co ostatnie kojarzysz? – spytała zaciekawiona.

– Piliśmy shoty z Mattem i twoją koleżanką. Dalej mam pustkę. Abigail… – Było mi potwornie głupio, ale postanowiłem wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. – Przepraszam cię za wszystko. Nie powinienem się tak zachować. Dołączyłaś do nas, uratowałaś mnie, a ja upiłem się niczym świnia. – Moje policzki płonęły ze wstydu, jednak musiałem pokonać własną nieśmiałość i zrobić to, co do mnie należało.

– Will. – Twarz kobiety nieco spoważniała, ale kąciki ust pozostały uniesione w górze. – Nie jestem na ciebie zła. Na twoim miejscu pewnie zachowałabym się podobnie, o ile nie gorzej. – Zaśmiała się.

– Czuję się jak kretyn…

– Naprawdę niepotrzebnie. Nie zrobiłeś mi nic złego. – Abbie zamieszała łyżką zupę. – Siadaj, ciepły posiłek dobrze ci zrobi. – Wskazała na zawartość garnka.

– Co to jest? – spytałem, nie mając pojęcia, czy mój żołądek w ogóle cokolwiek przyjmie.

– Rosół. Podobny do naszej zupy z kurczaka, ale ma nieco inne składniki. Jest pyszny i posiada właściwości lecznicze. Koleżanka z Polski nauczyła mnie gotować – dodała. – Will, gdzie są talerze? – zagadnęła, patrząc na szafki.

– Zupa, która ma właściwości lecznicze? – W moim głosie było słychać zaniepokojenie, bo Abigail odwróciła się przodem do mnie, po czym uśmiechnęła uspokajająco.

– Jeśli obawiasz się, że wylądujesz po niej w objęciach sedesu, to możesz się uspokoić. Więc gdzie te talerze? – ponowiła pytanie.

– Tutaj. – Podszedłem i wyjąłem je z szafki wiszącej nad głową sąsiadki. – Ty też zjesz.

– Chcesz sprawdzić na mnie, czy przeżyjesz? Czy to nie próba otrucia ciebie? – Żarty się jej trzymały. – Nie widzę problemu. Usiądź, Will, a ja ci podam.

– Abbie… – Nie dość, że zrobiłem z siebie pajaca na urodzinach Mylesa, a ona się temu przyglądała, to jeszcze teraz mi usługiwała.

– Obiecałam, że cię wyleczę, a ja zawsze dotrzymuję danego słowa. – Kiedy dziewczyna dotknęła dłonią mojego przedramienia, znieruchomiałem. W dodatku znajdowała się tak blisko mnie…

– Dobrze – bąknąłem, odsuwając się na bezpieczną odległość.

Prawie bym się przewrócił na krześle, które stało tuż za mną, ale opanowałem sytuację. Zająłem miejsce i po chwili przede mną stał talerz pełen aromatycznej potrawy. W duchu modliłem się, żeby sobie nie narobić gorszego wstydu, jeśli nie dam rady utrzymać jedzenia w żołądku. Niepewnie nabrałem zupę na łyżkę, po czym wsunąłem ją do ust i przełknąłem.

– Smakuje? – Usłyszałem pytanie Abigail, która – sam nie wiem kiedy – zajęła miejsce na wprost.

– To jest… – Poczułem zaskoczenie, bo nie dość, że danie nie spowodowało mojego odruchu wymiotnego, to jeszcze było naprawdę dobre. – Rewelacja.

– I lepiej się po tym poczujesz. Wypraktykowane na wielu osobach. Jedz, bo wystygnie. – Ponagliła mnie, gdy zrobiłem sobie przerwę po kilku łyżkach.

– Dasz mi przepis? – zapytałem, czując, iż żołądek rozgrzewa się od środka. Miałem nadzieję, że wkrótce zacznie normalnie pracować.

– Zależy, co dostanę w zamian.

– A co byś chciała? – spytałem, biorąc się z powrotem za jedzenie.

– Zaproponuj coś.

– Nie wiem, co lubisz. Nie znamy się aż tak dobrze – powiedziałem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć bardzo niegrzecznie. Nie chciałem jej urazić. – Przepraszam.

– Stanowczo za dużo dzisiaj przepraszasz. Nie gniewam się. Mogę ci coś podpowiedzieć…– Dziewczyna przybrała tajemniczy wyraz twarzy.

– Co? – Skończyłem swoją porcję. Poczułem ochotę na więcej, ale wolałem nie serwować żołądkowi zbyt dużej ilości na raz.

– Widziałam, że masz konsolę PlayStation. Może zrobimy zawody i zagramy? Jeśli oczywiście będziesz czuł się na siłach.

– Chcesz ze mną grać na PlayStation? – Abbie mnie zaskoczyła. Na pewno nie spodziewałem się takiej propozycji. – Jasne, możemy coś zorganizować.

– To świetnie! – Kobieta klasnęła w dłonie. – Może zjesz jeszcze odrobinę?

– Później. Nie za dużo na raz – wyjaśniłem w pośpiechu, obawiając się, iż moja towarzyszka pomyśli, że mi nie smakowało. – Ale wiesz co?

– Słucham?

– Miałaś rację. Ten rosół ma coś w sobie, co pomaga skacowanemu człowiekowi. – Usiłowałem żartować, chociaż to nie był mój dzień na żarty. To w ogóle nie był mój dzień, ale liczyłem, że sytuacja wkrótce ulegnie zmianie.

– Wiem, co mówię. Mnie też kilka razy pomógł. Nie ma nic lepszego. – Dziewczyna chciała odstawić talerze do zlewu, jednak zdążyłem zareagować.

– Nie będziesz za mnie sprzątała. I tak czuję się już wystarczająco głupio.

– Niepotrzebnie. Rozumiem twój stan. A ja lubię pomagać komuś, kto na tę pomoc zasłużył.

– Zapracowałem sobie? – Zwinąłem zastawę ze stołu, zanim Abigail przyszłoby na myśl samej to zrobić. – Dlaczego?

– Bo cię lubię, Will. Nie znając mnie, zdecydowałeś się pomóc mi z Rickiem, uratowałeś mojego laptopa, kiedy panikowałam, że mogę stracić cały tekst. Widzę, jak traktujesz swoich przyjaciół, chociaż dogryzacie sobie wzajemnie. Jesteś dobrym człowiekiem.

– Przesadzasz. – Odwróciłem wzrok. Nie uważałem się za kogoś specjalnego, po prostu byłem normalnym facetem. – Przejdziemy do salonu?

– Jasne. – Abbie wstała razem ze mną. – Jakie masz gry w swojej kolekcji?

– Długo by wymieniać – mruknąłem. – W sumie cały stojak. – Wskazałem jej zestaw różnych płyt umieszczonych na stojaku. – Wybierz, co tylko zechcesz.

– Może „NBA 2K17”? – zaproponowała po dłuższej chwili przeglądania. – Lubię ją.

– Coraz częściej mnie zaskakujesz. Nie znam kobiety, która lubiłaby tę grę – odezwałem się, siadając na podłodze przed telewizorem. Wyciągnąłem dłoń do Abbie po płytę i kiedy mi ją podała, włożyłem do kieszonki w konsoli.

– Dlaczego? – Sąsiadka zajęła miejsce obok mnie. – Bo kobiety nie lubią koszykówki? Will, czy ja właśnie zostałam niesłusznie oceniona? – Zaśmiała się. Pomyślałem, że Abbie ma bardzo miły śmiech.

– Nie znam żadnej, która interesuje się tą dziedziną sportu – odparłem zgodnie z prawdą. Włączyłem ekran telewizora, aby za chwilę rozpocząć grę.

– Zaczekaj! – Mój gość spojrzał na mnie wyczekująco. – Nazywam się Abigail Sulivan i lubię koszykówkę. Miło mi cię poznać, Will. – Abbie wyciągnęła dłoń w moją stronę. – Nie przedstawisz mi się? – spytała, gdy zaniemówiłem.

– Ekhm… – Najpierw musiałem odchrząknąć. Wymieniłem się z nią uściskiem. Miałem nadzieję, że dziewczyna nie widzi, jak jej dotyk na mnie działa. – Jestem William Carter i lubię… lubię rosół. – Przez zdenerwowanie język mi się plątał, a z głowy wyparowała elokwencja, którą rzekomo byłem obdarzony.

– Skoro przeszliśmy od nowa zapoznanie, czy możemy już grać?

– Jasne.

I się zaczęło. Jeśli istniał ktoś, kto mnie ostatnio lubił zaskakiwać, to z pewnością taką osobą była Abbie. Grała tak, jakby przez całe swoje życie nie robiła nic innego. Wkrótce zapomniałem o fatalnym samopoczuciu, o piątkowym wieczorze, w trakcie którego zrobiłem z siebie idiotę z milion razy, a także o tym, że dziewczyna wywoływała we mnie skrajne emocje. Zabawa pochłonęła nas oboje.

Nie wiem, jak dużo czasu upłynęło, zanim Abigail stwierdziła, iż czas na zmianę gry. Wybrała „WRC 5”. Również ją lubiłem. Nieraz walczyłem przy niej z Mylesem czy z Mattem podczas naszych spotkań.

Zdążyłem się rozluźnić, gdyż zrobiło się naprawdę przyjemnie.

– Mogę cię o coś zapytać? – odezwałem się w pewnym momencie.

– Jasne. – Abbie nawet na mnie nie spojrzała, skoncentrowana na grze, ale na tyle świadoma, że była w stanie odpowiedzieć.

– Co się stało po tym, jak wróciliśmy do baru drugi raz? – Próbowałem ją wyprzedzić, jednak Abigail ani myślała ustąpić mi miejsca.

– A co się miało stać? – odpowiedziała pytaniem. – Piliśmy z Mattem i Sarah, a później poszliśmy na parkiet.

– Nie zrobiłem nic głupiego? – dopytywałem.

– Nie licząc tego, że zacząłeś ściągać z siebie koszulę i tańczyć break dance, to nie… – odparła, a ja z wrażenia otworzyłem usta.

– Wkręcasz mnie… Prawda? – zapytałem z taką nadzieją w głosie, że Abigail nie wytrzymała, wybuchając gromkim śmiechem.

– Niestety tak, ale chciałabym zobaczyć twój popis na parkiecie. – Kobieta wcisnęła pauzę na swoim padzie, po czym na mnie spojrzała. – Nie zapomnij oddychać, Will.

– Bardzo zabawne… – bąknąłem, przewracając oczami. – Gramy dalej czy nie?

– Jasne, że tak.

– No, więc wyłącz pauzę. – Odetchnąłem z ulgą, bo jednak nie było tak źle. Co prawda nadal odczuwałem zażenowanie, że puściły mi hamulce i upiłem się niemal do nieprzytomności, ale pocieszeniem był fakt, iż nie zrobiłem czegoś jeszcze bardziej głupiego.

– Will, czy możesz nie zajeżdżać mi drogi? – spytała nagle Abbie, gdy dwie sekundy szybciej/później zdążyłem wyprzedzić ją na torze.

– Nie moja wina, że zrobiłaś mi miejsce. – Wzruszyłem ramionami, nie odrywając wzroku od ekranu.

– Will! Zajechałeś mi drogę! – powtórzyła, trącając mnie łokciem. Tym gestem kupiła moją uwagę. Zatrzymałem grę, skrzyżowaliśmy ze sobą wzrok, po czym pochyliłem się w jej stronę.

– Uważaj, Abbie, bo cię odłączę – powiedziałem z lekkim uśmiechem.

* * *

Abbie

Zgodnie z przewidywaniami, kiedy wróciłam do mieszkaniu po odtransportowaniu Willa do jego łóżka, nie mogłam zasnąć,. Następnego dnia wstałam wcześnie. Usiadłam z kawą na balkonie. Pomyślałam, że Will na pewno jeszcze śpi.

Poszłam do niego dopiero wtedy, gdy spostrzegłam go na zewnątrz. W sumie wprosiłam się, bo po minie sąsiada poznałam, iż nie pamiętał o zaproszeniu. Zabrałam rosół i ruszyłam zająć się skacowanym mężczyzną.

Nie zdziwił mnie jego wygląd. William był blady, oczy miał podkrążone. Jednak dla mnie w dalszym ciągu wyglądał seksownie. I świetnie całował. Na samo wspomnienie robiło mi się gorąco.

Chciałam poruszyć tę kwestię, ale Will napomknął o luce w pamięci, więc zamilkłam. Wolałam, by nie poczuł się skrępowany. W końcu pocałowałam go odruchowo, kiedy Anna zbliżała się w naszym kierunku. Inną sprawą było, jakie wrażenie wywarł na mnie pocałunek.

Im dłużej przebywałam w mieszkaniu sąsiada, tym czułam się swobodniej. Samo towarzystwo przystojnego blondyna też miało niemałe znaczenie. Carter był jak zwykle skrępowany, ale kiedy zaczęliśmy grać na PlayStation, wyluzował.

Ten dzień mogłabym spędzić na setki sposobów, jednak leniwie popołudnie u Willa było czymś, co bardzo mi się podobało. I chciałam, by trwało jak najdłużej.

W końcu doszło do tego, że Will zdołał wyprzedzić mnie na torze. Odezwałam się w żartobliwy sposób. A on mnie zaskoczył, gdy pochylił się w moją stronę, niemal stykając ze mną twarzą.

Bardzo chciałam powtórzyć wcześniejszy pocałunek ze świadomością, iż tym razem Will będzie o nim pamiętał. Kiedy więc nadarzyła się okazja, wykorzystałam ją. Objęłam go za szyję, lekko podniosłam do góry, aby nasze twarze znalazły się na jednym poziomie, po czym pocałowałam mojego kompana do gry.

Usta Willa były suche, ale gorące. Pragnęłam mieć te cudownie miękkie wargi dla siebie jak najdłużej. Coś przyciągało mnie do tego faceta z siłą tak wielką, iż niemożliwością było przeciwstawienie się jej.

Jednak chłopak nie zareagował tak, jak chciałam – do tego wyczułam, że cały zesztywniał. Niechętnie przerwałam i spojrzałam na niego. Patrzył na mnie rozszerzonymi pod wpływem szoku oczyma.

Zrobiło mi się naprawdę głupio. Brak jakiejkolwiek pozytywnej reakcji sąsiada wyraźnie świadczył, iż popełniłam błąd. Wczoraj Will nie kontrolował swojego postępowania, ale dzisiaj już tak.

– Przepraszam – mruknęłam, spuszczając głowę. Natychmiast się odsunęłam, bojąc tego, co mogłabym usłyszeć. – To nie był nasz pierwszy pocałunek – palnęłam, sama nie wiedząc, w jakim celu. Niestety nie zdążyłam ugryźć się w porę w język.

– O czym mówisz? – Milczący dotąd mężczyzna odzyskał mowę. – Przecież… Nie rozumiem…

– To nic takiego. – Usiłowałam zażartować, żeby ukryć zmieszanie. – Twoja była dziewczyna wychodziła z klubu i szła w naszym kierunku, więc pocałowałam cię odruchowo, by nie pomyślała, że coś jest z nami nie tak. – Moje wyjaśnienie brzmiało bezsensownie, ale nie umiałam inaczej tego wytłumaczyć.

– Serio? – Jeśli uważałam, iż nie uda mi się wprawić Willa w jeszcze większe osłupienie, to się pomyliłam. – Przecież mówiłaś…

– Nie pamiętałeś tego. Nie chciałam cię krępować. Przepraszam za wszystko. Chyba lepiej będzie, jeśli sobie pójdę. – Poderwałam się z podłogi, jakby nagle zaczęła mnie parzyć w pośladki. – Cześć… – wymamrotałam, po czym ruszyłam w stronę wyjścia na balkon.

Dopiero kiedy chciałam rozsunąć drzwi, zorientowałam się, co najlepszego wyrabiam. Natychmiast zawróciłam i znów przeszłam obok zdezorientowanego Willa, który milczał. Opuściłam jego mieszkanie, po czym wpadłam do siebie.

– Abbie, coś ty najlepszego narobiła? – Ostatnimi czasy miałam tendencję do prowadzenia rozmów ze sobą.

Wiedziałam, że Will nie grzeszy śmiałością, nie był jak większość mężczyzn. Wielokrotnie widziałam, jak daje mi znaki, iż pomiędzy nami nie nawiąże się nic więcej niż przyjaźń. A jednak parłam do przodu, chociaż obiecywałam sobie, że dam mu spokój.

Jakoś nie dałam. Zawsze umiałam się opanować, dlaczego więc nie tym razem? Jeśli teraz Will zacznie mnie unikać, będzie to tylko i wyłącznie moja wina.

* * *

Will

Siedziałem jak zaklęty, kiedy zadzwonił mój telefon. Wyrwany z roztargnienia spojrzałem w stronę, z której dochodził dźwięk melodii ustawionej na sygnał. Wstałem z podłogi i ruszyłem po komórkę.

– Nawet doby nie możesz beze mnie wytrzymać? – spytałem ironicznie, licząc, że przyjaciel nie usłyszy drżenia w moim głosie.

– Książę wstał! O niebiosa! – odpowiedział Matthew. – Dzwoniłem kilka godzin temu, ale nie odbierałeś. Nawet nie raczyłeś sprawdzić połączeń!

– Spałem. W zasadzie to może od dwóch, trzech godzin jestem na nogach… – Usiadłem na kanapie.

– I nie miałeś czasu, żeby zobaczyć, czy nikt się z tobą nie kontaktował? Stary, tak okazujesz wdzięczność za bezpieczne odtransportowanie cię pod mieszkanie? – Matt roześmiał się, więc wiedziałem, że tak naprawdę nie jest na mnie zły. – Powinienem powiedzieć Abbie, żeby zostawiła cię na wycieraczce, a nie zaprowadziła do łóżka.

– Słucham? – Tego nie wiedziałem. Znaczy, Abbie wspominała, iż ją zapraszałem, ale że weszła ze mną do sypialni, nie pozwalając mi zasnąć byle gdzie… Tego już nie byłem świadomy.

– Tak czułem, że nie będziesz nic pamiętał. Widziałeś się dzisiaj z Abbie?

– Właśnie ode mnie wyszła – napomknąłem.

– Odwiedziła cię? – Czy mi się zdawało, czy w głosie kumpla usłyszałem radość? – Wreszcie idziecie do przodu. Już myślałem, że się nie przemożesz. Czyli pamiętasz wasz pocałunek z klubu?

– Widziałeś to? – Dobrze, że siedziałem, bo z wrażenia pewnie bym nie ustał.

– Stary, ja jestem mało ważny! – Matt brzmiał na podekscytowanego. – Annie mało oczy nie wyszły na wierzch! W ogóle ta twoja Abigail to bardzo mądra dziewczyna, skoro tak szybko zorientowała się w sytuacji i postanowiła zagrać twoją pannę.

– Abbie nie jest moja… – Próbowałem się wtrącić, ale Matt nawet tego nie zauważył.

– Do tego pilnowała cię, jest miła, seksowna i jej się podobasz. Będzie coś z tego, Will?

– Uspokój się – poprosiłem. – Ja i Abbie…

– Jeśli powiesz, że jesteście tylko sąsiadami, to wsiądę do samochodu i tak cię urządzę, że pół roku spędzisz w szpitalu.

– Abigail jest dla mnie zbyt energiczna… – powiedziałem. – A ja dla niej za bardzo nieśmiały. Druga sprawa: nie chcę znowu przechodzić przez to samo. – Liczyłem, że przyjaciel mnie zrozumie.

– Will…– Matt westchnął. – Ile jeszcze będziesz żył przeszłością? Jak długo chcesz karać samego siebie za coś, czemu nigdy nie byłeś winien? Abbie nie jest Anną. Powinieneś dać jej szansę, przecież widzę, że ci się podoba. To pierwsza dziewczyna, na którą w ogóle zwróciłeś uwagę.

– Nie rozumiesz mnie – warknąłem. Poczułem złość. Na kogo? Już sam nie wiedziałem.

– Co ci szkodzi spróbować? – kontynuował Matt. – Rozumiem, że cierpiałeś. Zdrada Anny i Damona była dla ciebie ciosem, ale nie możesz pozwolić, żeby życie przeciekało ci między palcami. Daj Abbie szansę. Przede wszystkim – daj sobie szansę. Jeśli zauważysz, że coś jest nie tak, zawsze możesz się wycofać.

– Dla ciebie to takie proste.

– Nic nie jest proste, Will. Nie chcę, żeby jeden z dwóch moich najlepszych przyjaciół karał siebie za wydarzenia z przeszłości. – Matt, kiedy żartował, to żartował. Ale gdy mu na czymś zależało, potrafił zachować powagę. Wiedziałem, że się o mnie martwił. – Chociaż przemyśl, co powiedziałem – dodał, gdy nic nie odpowiedziałem. – Mam do ciebie zajrzeć?

– Nie trzeba. – Prawdę mówiąc, wolałem być sam. – Lepiej powiedz, czy twoja nowa koleżanka to coś więcej niż tylko koleżanka.

– Dopiero się okaże – powiedział tajemniczym tonem Matt. – Will?

– Tak?

– Jesteś dorosły, nie będę na ciebie naciskał, jeśli naprawdę niczego nie poczujesz do Abbie. Ale nie pozwól, by przeszłość grała pierwsze skrzypce.

– Przemyślę to – obiecałem.

W jakimś stopniu wiedziałem, że Matt ma rację. Karałem się samotnością za występek byłej ukochanej i najlepszego przyjaciela. Zawsze miałem trudności w nawiązywaniu znajomości z kobietami, chociaż ktoś z boku mógł pomyśleć, że się zgrywam. Jednak po zdradzie zrobiło się jeszcze gorzej.

A teraz – gdy poznałem Abigail – poczułem, że to dziewczyna warta zainteresowania. Sam sobie skomplikowałem pewne sprawy, doskonale o tym wiedziałem.

Abbie była żywiołowa i pozytywnie nastawiona do życia. Byliśmy przeciwieństwami. Bałem się po nią sięgnąć, aby nie cierpieć po raz kolejny.

W nocy nie mogłem zasnąć. W końcu wyszedłem na balkon, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. W mieszkaniu Abigail światło było zgaszone.

Kolejnego dnia rano obudziło mnie słońce wpadające przez okno do sypialni. Chwilę po przebudzeniu przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z przyjacielem. Nie potrafiłem podjąć żadnej decyzji, co mnie strasznie frustrowało.

Dwie godziny później pomyślałem, że zaraz zwariuję. Dlaczego nie potrafiłem przestać o tym myśleć? Próbowałem znaleźć sobie zajęcie, ale bezskutecznie. Chodziłem z kąta w kąt, aż poczułem rosnącą frustrację.

Straciłem rachubę, ile razy odtwarzałem w myślach nasz pocałunek – ten, który pamiętałem. Wiedziałem, że Abigail uciekła przez moją reakcję. Zachowałem się, jakby dziewczyna była trędowata. Ruszyłem do wyjścia.

Powinienem ją przeprosić.

Pod takim pretekstem postanowiłem zobaczyć się z Abigail. Kiedy stanąłem pod jej drzwiami, zapukałem energicznie i czekałem, aż otworzy. Zawsze istniała opcja, iż tego nie zrobi.

– Will? – Musiałem ją zaskoczyć, bo Abbie patrzyła na mnie z niedowierzaniem. – Cześć. Coś się stało? – Na jej ustach zagościł niepewny uśmiech. Taka ładna dziewczyna, a ja jeszcze miałem wątpliwości. Zdecydowanie coś było ze mną nie tak.

– Mogę wejść? – spytałem. Starałem się wyglądać na całkowicie wyluzowanego.

– Jasne. – Abigail pozwoliła mi wkroczyć do środka. – Nie obraź się, ale wyglądasz, jakbyś nie przespał ani minuty. To moja wina?

– Dlaczego tak myślisz? – Zamiast od razu przejść do konkretów, ja zadałem głupie pytanie. Aż dziw brał, że w sprawach zawodowych potrafiłem być rzeczowy, zaś w życiu osobistym zachowywałem się niczym nieudacznik.

– Nie spodobało ci się, że cię pocałowałam. – Abbie postanowiła nie owijać w bawełnę. Chociaż ona jedna. – Will, nie chcę, żebyś chował do mnie urazę. Bardzo cię lubię. Owszem, myślałam, że może poznamy się nieco lepiej, aczkolwiek rozumiem, że nie jesteś mną zainteresowany. Wczorajsze zajście to po prostu nieporozumienie.

– Ty mnie przepraszasz? – Ogarnęło mnie zdumienie. Musiałem wreszcie zachować się jak na prawdziwego mężczyznę przystało. – Nie jestem na ciebie zły.

– Nie?

– Nie. Zaskoczyłaś mnie i…

– Czyli wszystko w porządku? Nadal możemy się przyjaźnić jako sąsiedzi? – spytała z nadzieją wypisaną na twarzy.

– Jaaasne – odpowiedziałem przeciągle. Poczułem ochotę, by uderzyć się w twarz. Czy wreszcie zdołam wysłowić się jak normalny człowiek?

– Cudownie! – odpowiedziała. – Nie stójmy w korytarzu, wchodź dalej. Zjesz ze mną ciasto? Może napijesz się kawy? – Abbie naprawdę ucieszyła się na wieść, że nie mam do niej pretensji. Podążyłem za nią.

– Chętnie – odparłem.

– Kawa czy ciasto? A może jedno i drugie? – Dziewczyna zadawała kolejne pytania. Weszliśmy do kuchni. Oparłem się o szafkę, kiedy sąsiadka otworzyła lodówkę.

– To i to. Mam ochotę na coś słodkiego – przyznałem zgodnie z prawdą.

– Cieszę się, że przyszedłeś, Will. – Abbie wyjęła ciasto, po czym położyła je na stole.

Przyglądałem się kobiecie, gdy sięgała po nóż, a później zaczęła nakładać po kawałku na deserowe talerzyki. Mówiła coś, ale się wyłączyłem. Moja uwaga skupiła się na jej ustach. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.

Okłamywałbym samego siebie, gdybym nie przyznał, że pragnąłem powtórzyć nasz pocałunek, ale z tą różnicą, iż tym razem chciałem być stroną zaangażowaną.

– Na co czekasz, kretynie? – zrugałem się w myślach. Musiałem w końcu podjąć decyzję, przestać zachowywać się jak nastolatek.

– Will? – Głos Abigal,która stanęła tuż przede mną,wyrwał mnie z zamyślenia. – Nie słuchasz mnie.

– Słucham – odpowiedziałem machinalnie.

– Więc o czym mówiłam? – spytała, ale jej wzrok mówił: „przecież wiem, że kłamiesz”.

– Że masz pyszne ciasto i jeszcze lepszą kawą – wymyśliłem pierwsze lepsze kłamstwo, które przyszło mi do głowy. W końcu niedawno proponowała jedno i drugie.

– Czyli nie słuchałeś. Chyba jeszcze nie doszedłeś do siebie po urodzinach Mylesa – zażartowała, po czym odwróciła się, by schować ciasto do lodówki.

Teraz nie chciałem się już wycofywać. Wręcz przeciwnie, pragnąłem więcej. Odsunąłem swoją twarz na odległość kilku centymetrów i spojrzałem Abigail prosto w oczy. Dostrzegłem w nich zdumienie, a także nadzieję oraz radość. A ja się bałem, że po mojej wczorajszej reakcji na pocałunek Abbie niczego nie będzie ode mnie chciała.

Nachyliłem się ponownie, ale tym razem pocałowałem ją tak, jak należało to zrobić. Wszystko przestało istnieć, gdy na moich ustach poczułem smak jej warg. Były słodkie, wilgotne i mnie odurzały. Zacząłem je pieścić powoli swoim językiem, aż w końcu wsunąłem go do wnętrza ust sąsiadki.

Dziewczyna westchnęła, po czym zarzuciła mi ręce na kark. Pozwoliła, bym ssał delikatnie jej język, bym delektował się smakiem ciepłych warg, bym wreszcie robił to, na co miałem ochotę od dłuższego czasu.

Mógłbym całować ją tak długo, gdyby nie fakt, że zaczęło mi brakować tchu. Niechętnie przerwałem. Czułem, jak serce tłucze mi się w klatce piersiowej. Uniosłem powieki do góry, napotykając wzrok Abbie. Chyba nadal nie dowierzała, że naprawdę zdobyłem się na odwagę.

– Will… – wyszeptała moje imię. Nie odsunęła się, nadal mnie obejmowała. Ja także nie zwiększyłem dystansu, nie potrzebowałem tego. – To było…

– Podobasz mi się, Abigail. – Bardzo lubiłem jej pełne imię. – Nie jestem typowym facetem, nie zachowuję się jak większość z nich. Znajomość z jakąkolwiek kobietą zawsze traktuję serio. Chciałbym spotykać się z tobą nie tylko jako sąsiad. Jeśli oczywiście ty też byś tego pragnęła… – dodałem w pośpiechu.

– Tak, Will. – Jej śliczną twarz rozjaśnił uśmiech. Abbie wyglądała wtedy jeszcze piękniej. – Cieszę się, że się na to odważyłeś.

– Więc nie myślisz o mnie jak o niewychowanym gburze? – Próbowałem żartować.

– Nie. Jesteś wspaniałym facetem i mam nadzieję, że pozwolisz mi się poznać.

– Tylko ja… Nie chciałbym się nigdzie spieszyć. – Nie każdej kobiecie coś takiego mogło odpowiadać. Wolałem ją uprzedzić, aby nie doszło do żadnego nieporozumienia.

– Rozumiem. – Nadal staliśmy objęci. – Nie zamierzam nalegać na zbyt szybkie tempo. Po prostu spotykajmy się ze sobą, a wtedy zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie.

– Jesteś pewna, że tak chcesz?

– Tak.

– Dziękuję, Abbie – wyszeptałem po chwili.

– Dziękujesz? Za co? – spytała zdumiona. Ja również byłem zaskoczony, ale tym, jak przyjemnie było trzymać ją w ramionach. Naprawdę dawno tego nie czułem.

– Za to, że nie kazałaś mi spadać. – Uśmiechnąłem się, jeszcze odrobinę nieśmiało, aczkolwiek liczyłem, iż skoro zdołałem na tyle się przed nią otworzyć, to zdołam zrobić to jeszcze bardziej.

– Lubię cię. Po prostu masz szczęście. – Dziewczyna mrugnęła do mnie okiem.

– Chyba masz rację. – Puściłem ją i odsunąłem się na niewielką odległość. – Spróbujemy twojego ciasta? – spytałem.

– Jasne. Usiądź. – Abbie zaprosiła mnie do stołu. Sama zajęła miejsce obok, po czym podsunęła jeden z talerzyków w moją stronę. Spoglądałem na nią przez chwilę, aż w końcu postanowiłem skosztować deseru.

– Dobre – powiedziałem, gdy skończyłem przeżuwać pierwszy kęs. – Mam wrażenie, że już gdzieś je jadłem…

– Bardzo możliwe. – Kobieta uśmiechnęła się łagodnie. – Kupiłam je, bo ciasta nie są moją specjalnością, a bardzo je lubię.

– Faktycznie jest smaczne, ale potrafię zrobić lepsze. – Zarzuciłem lekkim żartem, mając nadzieję, iż nie urażę Abigail.

– Doprawdy? – spytała, mrużąc przy tym oczy. – I ja mam w to uwierzyć? – odpowiedziała w podobnym tonie.

– Miałabyś ochotę się przekonać? – zagadnąłem. Nie chciałem być za bardzo bezpośredni. Zresztą w obecności Abbie otwartość nie przychodziła mi łatwo.

– Coś sugerujesz, Will? – Sposób, w jaki wypowiadała moje imię, bardzo mi się podobał.

– Mogłabyś przyjść do mnie jutro wieczorem na kolację oraz deser – mruknąłem. Słowo się rzekło. W napięciu oczekiwałem na odpowiedź.

– Zapraszasz mnie na randkę, Will? – Zazdrościłem jej tej swobody.

– Można to tak nazwać… – odpowiedziałem. Dopiero po chwili zrozumiałem, jak głupio zabrzmiałem. – Tak, zapraszam cię na randkę – potwierdziłem.

– Więc bardzo chętnie na nią pójdę. Może też coś przyszykuję? Nie mogę ci pozwolić…

– Nie, Abbie. – Tym razem zabrzmiałem bardziej stanowczo. – Wszystkim się zajmę, bez obaw. Po prostu przyjdź. – Liczyłem, że nie widać po mnie, jaką ulgę poczułem, gdy usłyszałem zgodę dziewczyny.

– Bez obaw. To zrobię na pewno.

* * *

Abbie

W poniedziałek nie mogłam się skupić na pracy. Wszystko leciało mi z rąk, aż w końcu Sarah spytała, czy wszystko ze mną w porządku. W pierwszym momencie chciałam się przyznać, że wieczorem wychodzę na randkę, ale ostatecznie nic nie powiedziałam.

Will mnie zaskoczył, a po sobotnim po południu u niego sądziłam, iż to mu się nie uda. Gdy nie zareagował na pocałunek w jego mieszkaniu, poczułam się jak kretynka. Zapomniałam z kim mam do czynienia – w końcu mój sąsiad nie był jak większość mężczyzn. Po ucieczce do siebie postanowiłam już nigdy więcej nie próbować ani go całować, ani podrywać.

Nie wiem, co mu się stało, ale bardzo się ucieszyłam, kiedy Will pogrzebał moje plany. Wiedziałam, że na długo zapamiętam ten moment, gdy mężczyzna zaszedł mnie niespodziewanie, po czym pocałował. Z początku nieśmiało, ledwo musnął moje usta. Później… Później było idealnie.

Przez pół dnia się głowiłam, co na siebie założyć. Nie chciałam wypaść zbyt oficjalnie albo onieśmielić Willa przesadnie odważnym strojem. Do mieszkania wpadłam jak bomba i od razu dopadłam do szafy. Na całe szczęście miałam w niej mnóstwo sukienek na różne okazje. Teraz pozostało mi tylko coś wybrać.

Los się do mnie uśmiechnął, kiedy dostrzegłam zwiewną kremową sukienkę przed kolano, na cieniutkich ramiączkach. Była doskonała. Prosta, ale ładna, kobieca, jednak nie odkrywająca za wiele. Wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę.

Poprzedniego dnia, kiedy Will ode mnie wychodził, wymieniliśmy się numerami telefonów. Dzisiejszego dnia w południe dostałam od niego wiadomość z informacją, o której mam się zjawić.

Teraz – gdy się szykowałam – czułam rosnącą ekscytację, a także delikatny stres. Niby byłam na wielu randkach, ale jeszcze nigdy nie zależało mi tak bardzo, by zrobić na chłopaku dobre wrażenie.

Na kilkanaście minut przed umówioną porą byłam gotowa. Przyjrzałam się sobie w lustrze. Włosy zostawiłam rozpuszczone, gdyż ładnie się pofalowały. W pośpiechu wyjęłam z lodówki wino oraz piwo, które zakupiłam po drodze z pracy i pomknęłam do wyjścia.

Zamknęłam swoje mieszkanie, po czym podeszłam pod drzwi Willa. Zapukałam.

– Abigail. – Kiedy Will mi otworzył, przez krótką chwilę oniemiałam z wrażenia. Czy ten facet mógłby chociaż raz nie wyglądać tak zabójczo dobrze? Miał na sobie zwykłą białą koszulę z długimi rękawami – które w tej chwili były podwinięty aż po łokcie – oraz czarne spodnie. – Wejdź, proszę.

– Cześć – przywitałam się, wchodząc do środka. – Dobrze wyglądasz. – Odwróciłam się ku niemu. W tym momencie jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć, że spędzę z nim cały wieczór i że to nasza pierwsza randka. Liczyłam, iż nie ostatnia. – Przyniosłam wino oraz piwo. Nie wiedziałam, co będziemy jeść, dlatego wzięłam to i to.

– Dziękuję. – Will uśmiechnął się do mnie. – Piękna sukienka. – Pochwalił, a ja poczułam, że z radości zaraz uniosę się do góry. – Wino do dzisiejszej kolacji będzie idealne. – Carter przejął ode mnie alkohol, po czym ruszył do kuchni, a ja za nim.

– Co przygotowałeś? Może ci w czymś pomogę? – dopytywałam.

– W zasadzie wszystko jest już gotowe. Zjemy na tarasie – poinformował, wstawiając piwo do lodówki. Z szafki wyciągnął dwa kieliszki.

– Potrafisz zaskoczyć kobietę – odpowiedziałam, kiedy weszliśmy na balkon. Will naprawdę się postarał.

Stół był w pełni nakryty. Na środku w świecznikach paliły się dwie świeczki, w wazonie stał niewielki bukiet kwiatów, pięknych róż w kolorze herbacianym. W kącie dostrzegłam wieżę stereo. Z głośników płynęła spokojna muzyka.

– Chciałbym, żeby nasza randka była godna zapamiętania. – Usłyszałam tuż za sobą. Will podszedł do stołu, odstawił wino razem z kieliszkami, a następnie spojrzał na mnie.

Dostrzegłam, że jest podenerwowany, ale nie byłam tym zaskoczona. Co więcej, ta jego nieśmiała postawa w pewnym sensie zaczynała mi się podobać. William był mężczyzną, którego pragnęłam poznać od początku do końca, przekonać się osobiście, czy również zdoła się otworzyć przede mną tak, jak to robił przy swoich przyjaciołach.

– Jestem pewna, że tak będzie… – odpowiedziałam głęboko o tym przekonana.

– Usiądź, Abbie. – Mężczyzna odsunął do tyłu najbliższe krzesło. Dżentelmen w każdym calu, pomyślałam. – Już podaję kolację.

Gdy Will wszedł z powrotem do mieszkania, westchnęłam cichutko. W powietrzu unosił się aromat jego perfum, typowo męski, zdecydowanie mocny. Ten zapach wyczułam od niego pierwszy raz. I od razu mi się spodobał. Zdecydowanie pasował do Willa.

– Mam nadzieję, że lubisz makaron z krewetkami. – Chłopak wrócił, niosąc półmisek z potrawą. – W sumie powinienem cię zapytać, czy to ci będzie odpowiadać…

– Lubię włoską kuchnię. Trafiłeś idealnie. – Uśmiechnęłam się, aby dodać mu otuchy. – Pięknie pachnie. – Pochyliłam się lekko do przodu.

– Więc teraz mam nadzieję, że jesteś bardzo głodna. – Will zajął swoje miejsce, po czym nałożył mi porcję makaronu na talerz. Chwilę później otworzył wino.

– Szczerze mówiąc, tak – odparłam. – Przez cały dzień niewiele zjadłam…

– Miałaś tak dużo klientek w salonie? – zapytał zaciekawiony. Zauważyłam, iż wreszcie zaczął się rozluźniać.

– Raczej bardziej w oczekiwaniu na wieczór. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądała nasza randka – przyznałam szczerze. Chwyciłam za widelec i nabiłam na niego nieco makaronu.

– Dobrze wypadłem? Zgodnie z twoimi przypuszczeniami czy nie bardzo? – dopytywał Will.

– Jest bardzo przyjemnie. Jak już wspomniałam, zaskoczyłeś mnie kolacją na tarasie. – Wzięłam jedzenie do ust i po chwili aż mruknęłam z zadowolenia. – Will, ile jeszcze talentów posiadasz?

– Nie tak dużo – odpowiedział skromnie. – Gotowanie jest moim hobby, ale nie robię tego zbyt często. Przez większość dnia pracuję…

– Jednak dzisiaj znalazłeś czas. – Weszłam mu w słowo. – Przepraszam – rzekłam, zdając sobie sprawę, że to było niegrzeczne.

– Nie wypadało go nie znaleźć. Smakuje ci? – Will spoglądał na mnie w oczekiwaniu.

– Nie widać? – Zaśmiałam się. Upiłam dwa łyki wina, które idealnie współgrało z potrawą. – Jest przepyszne. Więc jakie jeszcze talenty przede mną ukrywasz?

– Nie jestem aż tak uzdolniony, jak ci się wydaje. Jeśli chodzi o komputery, znasz całą historię. Gotowania nauczyła mnie moja mama. Czasami wyszukiwałem przepisy na potrawy, których chciałem spróbować i po prostu przyrządzałem je metodą prób i błędów.

– A co z deserem, Will? Jestem niezmiernie ciekawa, co przygotowałeś na dzisiejszy wieczór. – Jadłam, przyglądając się sąsiadowi od czasu do czasu. Blask świec odbijał się na jego twarzy, muzyka w tle tworzyła kameralny nastrój.

– Deser zazwyczaj podaje się po głównym posiłku. – Will uśmiechnął się szerzej. – Trochę cierpliwości, Abigail.

– Jesteś jedyną osobą, której tak często pozwalam mówić do siebie Abigail… – wymruczałam po przełknięciu ostatnich kęsów. – I bardzo podoba mi się sposób, w jaki wymawiasz moje pełne imię.

– Naprawdę? – spytał zaskoczony Will. – Nie lubisz, kiedy ludzie zwracają się do ciebie Abigail? Przecież masz takie piękne imię – odrzekł.

Im dłużej siedzieliśmy na balkonie i prowadziliśmy ze sobą rozmowę, tym bardziej Will wyglądał na odprężonego. Śmiał się, zagadywał, pytał o różne rzeczy.

– Zawsze w większym stopniu wolałam zdrobnienie. Naprawdę aż tak ci się podoba? – dopytywałam, czując jeszcze większe zdumienie niż na początku.

– Tak. – To jedno krótkie słowo miało mi wystarczyć za odpowiedź. Will na chwilę odwrócił wzrok, więc podejrzewałam, iż przyznanie się do tego musiało go trochę kosztować. W końcu dopiero robiliśmy pierwsze kroki w budowaniu naszej relacji. O ile w ogóle miało coś z tego wyjść.

– Dziękuję. Jesteś naprawdę czarujący. Co z tym deserem? – spytałam, zmieniając temat. Właśnie odsunęłam od siebie pusty talerz. – Danie główne było wyśmienite. Nauczysz mnie kiedyś je przyrządzać? Oczywiście, jeśli znajdziesz na to czas – dodałam, nie chcąc zabrzmieć nachalnie. Czasami musiałam się pilnować, bo nie było moim celem, aby Will poczuł się przeze mnie osaczony.

– Już przynoszę. – Mężczyzna na powrót się uśmiechnął, po czym wstał, zabrał brudną zastawę i… puścił mi oczko. Coraz bardziej mnie zaskakiwał oraz intrygował. To bardzo wpływało na fakt, iż pragnęłam poznać go jak najlepiej. – Długo się zastanawiałem, czym przebić „twoje” ciasto, aż w końcu mój wybór padł na tiramisu.

– Przez ciebie za chwilę będę zbierać szczękę z podłogi – westchnęłam, nie dowierzając w to, co widziałam. Zaczynałam odnosić wrażenie, że to wszystko zwyczajnie mi się śni.

– Nie lubisz tiramisu? – Will spojrzał na mnie zaniepokojony.

– Lubię. Ogólnie słodycze są moją słabą stroną. – Oczy mi się cieszyły na myśl, że moje kubki smakowe za moment dostaną kolejną porcję pyszności. – Po prostu jestem w szoku. Wydajesz się taki nierealny, Will… – Zapatrzyłam się na niego, gdy zaczął kroić ciasto.

– To nic takiego – odpowiedział, starając się, aby jego słowa zabrzmiały jak najbardziej niedbale.

Można było odnieść wrażenie, że Will nie lubił komplementów na swój temat. Ale ja czułam, że po prostu jeszcze nie oswoił się ze mną na tyle, by nauczyć się je przyjmować.

– Nie musisz być taki skromny. Te pochwały słusznie ci się należą. Nie znam drugiego takiego mężczyzny, który by tak dobrze gotował. Mówię prawdę, Will. Gdybyś nie kochał swojego zawodu, z pewnością bym cię namawiała, abyś otworzył własną knajpę. Wiesz, co się mówi o ludziach takich jak ty?

– Takich jak ja, czyli jakich? – Dostałam od Willa talerzyk z solidnym kawałkiem ciasta. – I co się o nich mówi? – dopytał najwyraźniej zaciekawiony. Na powrót zajął swoje miejsce, po czym skupił na mnie wzrok.

– Którzy robią coś z pasją. Widzę, że wkładasz w to mnóstwo serca. I wiesz co? – Uśmiechnęłam się, licząc, że Will się nie zawstydzi. – Doskonale cię rozumiem.

– Bo jesteś pisarką? – Kiedy chłopak oblizał czubkiem języka swoje wargi, na których został krem z ciasta, zrobiło mi się gorąco. Bardzo chciałam poczuć jego usta na swoich. – Ostatnio nic nie wspominałaś o pisaniu. Jak ci idzie, Abbie? – Will zręcznie zmienił temat z siebie na mnie, czego nie omieszkałam nie zauważyć.

– Zbliżam się powoli do końca powieści – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Jeśli zaś pytasz o wydawnictwo, to na razie panuje głucha cisza. W poprzednim tygodniu znajoma dała mi namiar na zupełnie nowe, więc wysłałam im swoje teksty. Nie wiem, czy w ogóle się do mnie odezwą.

– Gdy o tym opowiadasz, zaczynam rozumieć, co miałaś na myśli, mówiąc o mnie. Widać w tobie tę pasję. Podoba mi się to, że walczysz, chociaż już tak długo próbujesz pozyskać uwagę wydawnictw.

– Załamywanie rąk nic mi nie da – stwierdziłam zgodnie z prawdą. – Poza tym jeśli ja w siebie nie uwierzę, to kto? – zadałam pytanie. – Jestem dobrej myśli, że kiedyś nadejdzie mój czas, tylko muszę być cierpliwa.

– Imponujesz mi. Jeśli chcesz, mogę poszukać w sieci wydawnictw, które chętnie przyjmują pod swoje skrzydła debiutantów – zaproponował Will, aż spojrzałam zaskoczona. Nie spodziewałam się tego po nim.

– Nie chciałabym zabierać twojego cennego czasu. Wiem, że jesteś zajęty…

– To drobnostka, Abbie. Bardzo chętnie przygotuję dla ciebie listę. – Mężczyzna dojadł deser do końca. – Jeszcze wina? – zapytał uprzejmie, widząc mój pusty kieliszek.

– Poproszę. Czy mogę przełączyć na inną piosenkę? – zagadnęłam, spoglądając na wieżę. Naszła mnie nagła ochota na taniec i – chociaż byliśmy na balkonie, to –liczyłam, że uda mi się skusić również Willa.

– Oczywiście, nie krępuj się. – Sąsiad ponownie napełnił moje szkło, a ja wstałam od stołu.

– Widzę, że częściowo mamy podobny gust, jeśli chodzi o muzykę – odparłam, gdy spojrzałam na kilka płyt leżących na małym stoliczku.

– Nie ograniczam się do jednego gatunku – odpowiedział mój uroczy towarzysz.

– Zauważyłam. Już wiem, na co mam ochotę – mruknęłam, naciskając jeden z przycisków na wieży.

– Powinienem się bać? – W głosie Willa usłyszałam lekkie rozbawienie.

– Powinieneś już uciekać – zażartowałam, po czym zmieniłam płytę i wybrałam interesujący mnie utwór.

Po chwili z głośników popłynęła melodia zespołu Two Feet, zatytułowana „Feel like I’m drowning”. Bardzo lubiłam ten utwór. W końcu odwróciłam się w stronę Willa, który przyglądał mi się z krzesła.

Wzięłam swój kieliszek, upiłam nieco trunku, a następnie zaczęłam poruszać się delikatnie w takt muzyki. Carter nie powiedział ani słowa, nie poprosił, bym przestała to robić. Uśmiechnęłam się do niego.

Był zagadką, którą chciałam rozwiązać, mężczyzną, który mnie fascynował. Zorganizował idealną pierwszą randkę. Wiedziałam, że pomimo swojej nieśmiałości, chce wypaść jak najlepiej. I tak wypadł.

– Dołączysz do mnie? – spytałam, odstawiając kieliszek, po czym wyciągnęłam dłoń do niego.

– To chyba nie jest najlepszy pomysł… – Nie byłam zdziwiona jego odmową. Jednak nie miałam zamiaru dać za wygraną.

– Podaj mi chociaż jeden rozsądny argument, dla którego tak uważasz – odpowiedziałam, wprawiając swoje biodra w zmysłowe kołysanie na boki.

Moja sukienka delikatnie falowała w tańcu, włosy również. Spoglądałam na Willa spod przymrużonych powiek.

– Ponieważ… – Mój przystojny sąsiad się zająknął. – To balkon…

– Naprawdę jesteś uroczy! – Zaśmiałam się, rozbawiona jego odpowiedzią. – To nie był rozsądny powód. Zatańcz ze mną, Will – poprosiłam, ponownie wyciągając dłoń w jego kierunku. Nie przestałam się kołysać.

– Abbie… – Nie odrywał ode mnie wzroku, a ja doskonale widziałam, że podobało mu się to, co robię. – No dobrze. – Skapitulował.

Wstał i zrobił krok w moją stronę. Nie zatrzymując się, objęłam go za szyję, a Will położył swoje dłonie na mojej talii. Był nieco sztywny, ale to mi nie przeszkadzało. Chciałam jedynie, by był blisko mnie.

Piosenka leciała, a my poruszaliśmy się w jej zmysłowym rytmie. Will – pomimo tego, że wciąż był spięty – nie oderwał wzroku od moich oczu. Ten fakt sprawił, iż zrobiło mi się znacznie goręcej. Delikatne ocieranie się naszych ciał oraz bliskość tego fantastycznego mężczyzny sprawiły, że jeszcze mocniej zapragnęłam go pocałować.

Nie wahałam się. Podsunęłam moje usta do jego i ich skosztowałam. Z początku musnęłam je delikatnie, ale to była tylko kropla w morzu tego, co chciałam poczuć. Will po chwili rozchylił lekko swoje wargi, więc wsunęłam mój język do środka. Przeszedł mnie dreszcz.

W końcu Will przycisnął mnie nieco mocniej do swojego ciała. Odpowiedział na mój pocałunek, najpierw spokojnie, jednak już po chwili go pogłębił. Całował mnie gorąco i mocno. Zapomniałam o całym świecie, o tym, gdzie jesteśmy. Było mi cudownie i marzyłam, by ta chwila trwała jak najdłużej.

– Abbie… – wyszeptał moje imię, kiedy oderwał usta od moich. Oddychał ciężko, podobnie jak ja.

– Po prostu tańczmy – odpowiedziałam, patrząc prosto w najpiękniejsze męskie oczy, jakie kiedykolwiek widziałam.

Lekko musnęłam jeszcze raz wargi mężczyzny, po czym oparłam głowę o jego pierś. Nie chciałam już kończyć tak uroczego wieczoru.

* * *

Will

W środę miałem spotkanie na mieście z klientem, bo poprzedniego wieczoru zakończyłem tworzony dla niego projekt. Zaakceptował go bez żadnych protestów, więc mogłem odetchnąć. Chociaż byłem naprawdę dobry w tym, co robiłem, to zawsze istniało ryzyko, że mój usługobiorca zmieni koncepcję albo coś mu się nie spodoba.

Z powodu pracy nie miałem czasu, aby zamienić choćby jedno słowo z Abigail. I prawdę mówiąc, trochę żałowałem, że tak było, ale nie mogłem zostawić zlecenia.

Nasza randka w poniedziałkowy wieczór była naprawdę udana. Denerwowałem się przed nią, co było u mnie naturalną reakcją i nic nie mogłem na to poradzić. Jednak z całych sił starałem się nie dać plamy.

Abbie była naprawdę piękną kobietą, a kiedy zobaczyłem ją w tej sukience… Musiałbym być z kamienia, żeby niczego nie poczuć. Wyglądała oszałamiająco, przynajmniej w moich oczach. Naprawdę dawno żadna dziewczyna nie spodobała mi się tak, jak Abigail.

Uwielbiałem też całowanie dziewczyny. Chociaż to ona pocałowała mnie pierwsza podczas naszej randki, później sam skosztowałem jej jeszcze kilka razy. I cholernie to polubiłem.

Z niemałym zdziwieniem zastała nas północ. Prawdę mówiąc, chciałem jakoś przedłużyć nasze spotkanie, ale nie wiedziałem, co powiedzieć. Nie byłem typem faceta, który się narzuca, a tak mogłem zostać odebrany. W końcu Abbie stwierdziła, iż na nią czas, więc odprowadziłem ją do jej mieszkania. Ostatni pocałunek na pożegnanie, a później wróciłem do siebie.

Wysiadając teraz na parkingu pod naszym blokiem, dostrzegłem auto Abigail na swoim miejscu. Ucieszyłem się, tak szczerze. Byłem zaskoczony własnymi reakcjami. Po pierwsze – nie sądziłem, że po zdradzie Anny tak szybko zainteresuję się inną kobietą. Myles z Mattem powiedzieliby, że dopiero, ale dla mnie sprawa wyglądała inaczej.

Po drugie – chociaż początkowo obiecywałem sobie, iż będę traktował Abigail wyłącznie jak sąsiadkę, to koniec końców nie potrafiłem zachować wobec niej całkowitej obojętności. Nigdy nie było mi łatwo, jeśli była mowa o relacjach z kobietami. Przy Abbie wszystko wydawało się jeszcze trudniejsze, ale ostatecznie postanowiłem dać jej szansę.

Po udanej pierwszej randce pragnąłem się znowu z nią zobaczyć. Dlatego wpadłem do mieszkania, szybko ściągnąłem garnitur, wskoczyłem w wygodne ciuchy i zanim bym zaczął analizować mój pomysł, już pukałem do drzwi Abigail.

– Will? – Dziewczyna zdawała się zaskoczona moim widokiem. – Nie spodziewałam się ciebie.

– Przeszkadzam? – spytałem.

– Nie, skąd – zaprotestowała. – Wejdziesz? – zaoferowała.

– W zasadzie to przyszedłem zapytać, czy nie miałabyś ochoty przejść się ze mną na lody. Na pewno widziałaś tę budkę nieopodal. Mają w niej wyśmienite świderki, więc tak sobie pomyślałem…

– Jasne. – Abbie uśmiechnęła się, może trochę mało entuzjastycznie, ale wyraziła zgodę. – Wezmę tylko torebkę i w sumie możemy iść.

– Zaczekam na korytarzu – odparłem.

– Już. – Zamknęła drzwi i razem ruszyliśmy w kierunku schodów. – Widziałam przez okno, jak parkowałeś. Miałeś spotkanie? – spytała. Niby zachowywała się normalnie, rozmawiała ze mną, jednak na jej twarzy nie dostrzegałem tej pogody ducha, którą zazwyczaj tam widziałem.

– Tak. Oddałem jeden projekt – odpowiedziałem, przyglądając się Abbie ukradkiem, gdy wyszliśmy z budynku. – A co u ciebie? – spytałem ostrożnie. Kiedy dziewczyna westchnęła głośno, a jej oblicze spochmurniało, już wiedziałem, że coś było na rzeczy.

– Zastanawiam się, kiedy Rick wreszcie da mi święty spokój! – wyrzuciła z siebie jednym tchem.

– Był u ciebie? – spytałem z pozoru spokojnym głosem, ale w środku cały się spiąłem. Nie znosiłem go. Nigdy nie pojmowałem, jak mężczyźni potrafili być aż takimi dupkami wobec swoich partnerek.

– Pisał, gdy byłam w pracy. Przepraszam, Will. Zaraz mi przejdzie. Po prostu mam go dosyć.

– Chcesz o tym porozmawiać? – zaproponowałem.

Właśnie dochodziliśmy do budki z lodami.

– Nie chciałabym popsuć ci dnia moimi smętnymi opowieściami.

– Nie nalegam, bo rozumiem, że możesz nie mieć na to ochoty. Ale w takim razie spróbuję poprawić twój humor. Nie powinnaś się przejmować Rickiem – dodałem, uśmiechając się do Abbie pocieszająco. – Poproszę największe świderki, jakie ma pani do zaproponowania – zwróciłem się do kobiety za ladą.

– Już się robi! – zawołała. Chwilę później dzierżyłem w dłoni dwa lody, z których jeden podałem Abigail.

– Usiądziemy w parku obok na ławce? – spytałem.

– Oczywiście. Will? – Dziewczyna odezwała się po chwili.

– Słucham? Lody ci nie smakują?

– Są pyszne. Naprawdę chciałbyś o tym posłuchać? – Pierwszy raz widziałem Abigail taką niepewną siebie. To do niej nie pasowało.

– Tylko jeśli naprawdę chcesz mi o tym opowiedzieć. Nic na siłę, Abbie. – Weszliśmy do parku, więc ruszyłem w kierunku najbliższej wolnej ławki.

– Muszę to z siebie wyrzucić – odparła, siadając obok mnie.

– Więc słucham. Co Rick ci napisał?

– Same bzdury. Próbował zrzucić na mnie winę za rozpad naszego związku. Wymyślił także, że pewnie go z tobą zdradzałam. – W tym momencie Abbie spojrzała na mnie, a ja omal nie udławiłem się lodem.

– Dasz mi jego adres? Przejadę się i mu uzmysłowię, że ma ci dać wreszcie święty spokój. Będę go tłukł tak długo, aż zrozumie moje przesłanie, a jeśli nie, to zostanie z niego krwawa miazga. – O ile wobec kobiet byłem bardzo zamknięty w sobie, o tyle wobec mężczyzn nie miałem podobnego problemu. Ricka załatwiłbym bez problemu tak, że rodzona matka by go nie poznała.

– Akurat tym się nie przejęłam. – Abbie uśmiechnęła się trochę słabo, ale to zawsze był uśmiech. – Nie jego słowa mnie dobiły. Po prostu byłam na tyle głupia, by trwać w związku, który nigdy nie miał żadnej przyszłości, ponieważ nie miałam ochoty na zmianę i przyzwyczaiłam się do Ricka.

– Faktycznie dość słaby powód, żeby być w związku z drugą osobą – przyznałem szczerze. Wolałem nie opowiadać farmazonów typu: „to nic takiego, wiele osób tak robi”.

– Bardzo słaby. – Abbie wzruszyła ramionami. – Rick był na początku inny albo po prostu dobrze udawał. Wydawało mi się, że trafiłam na prawdziwego księcia z bajki. Tylko książę okazał się zwykłym gnojkiem.

– Co ci zrobił? – zapytałem delikatnie.

Zauważyłem, że związek, w którym Abbie tkwiła tak długo, też w jakiś sposób odcisnął na niej swoje piętno. Może nie takie, jak mój, ale dziewczyna miała do siebie wyraźny żal.

– Nie potrafił być mi wierny. Od czasu do czasu dochodziły mnie różne słuchy na jego temat. Pamiętam, kiedy wściekłam się pierwszy raz. – Abbie westchnęła. Zrobiło mi się jej żal. – Rick kajał się, że do niczego nie doszło między nim a jego sekretarką. Po długich perswazjach wreszcie uwierzyłam w jego prawdomówność. Wszystko wróciło do normy.

– Bydlak! – Nieświadomie zacisnąłem dłonie w pięści.

Rozumiałem pojęcie zdrady aż nadto. Z drugiej strony ciężko mi było pojąć, iż Abbie tolerowała zachowanie swojego chłopaka z braku chęci do zmian. Jednak nie zamierzałem jej oceniać. Każdy z nas miał własne przeżycia.

– Sporo w tym było mojej winy – odezwała się po chwili milczenia. – Już wtedy powinnam go zostawić. Można rzec, że wszystko dostałam na własne życzenie. Zmarnowałam dwa lata życia.

– Nie powinnaś oceniać się aż tak surowo. – Chociaż nadal traktowałem Abbie z lekkim dystansem, to pragnąłem okazać jej wsparcie. Chwyciłem ją za dłoń i ścisnąłem. – Każdy popełnia błędy. Najważniejsze, że postanowiłaś się uwolnić. Możesz wszystko zacząć od nowa. Jesteś panią swojego życia.

– Dziękuję, Will. – Kobieta spojrzała na mnie z ogromną wdzięcznością w oczach. Pochyliła się, po czym pocałowała mnie w policzek. – Miałeś rację.

– Odnośnie do czego? – spytałem. W miejscu, gdzie przed chwilą poczułem jej usta, parzyła mnie skóra. Moje ciało coraz intensywniej odbierało bliskość Abigail. Chrząknąłem. Nie chciałbym, by źle o mnie pomyślała, gdyby się zorientowała, co jest grane.

– Na temat rozmowy o tym. Dobrze jest wyrzucić z siebie negatywne emocje. Kiedy Rick zaczął do mnie dzisiaj pisać, poczułam żal do siebie. Nic nie usprawiedliwia mojej głupoty.

– Abbie, przestań! – odezwałem się stanowczo. – Nie jesteś głupia, nie ty. O nim możemy się w ten sposób wyrażać – dopowiedziałem żartem. – Nie roztrząsaj tego. Uwolniłaś się od niego, więc świętuj. – Uśmiechnąłem się pokrzepiająco, ale od razu pomyślałem o tym, że przecież sam robiłem dokładnie to samo. Uśmiech zniknął z mojej twarzy.

– Posmutniałeś. Coś się stało? – Abbie natychmiast zauważyła we mnie zmianę.

– Nie posmutniałem – odpowiedziałem po chwili ciszy.

Wahałem się, czy w ogóle zaczynać ten temat. W końcu pomyślałem, że skoro moja sąsiadka potrafiła się przede mną otworzyć, to ja również powinienem. Jeśli w ogóle coś miało wyjść z tego naszego spotykania się ze sobą.

– Jak domyśliłaś się tamtego wieczoru w klubie, Anna była kiedyś moją dziewczyną, a Damon najlepszym przyjacielem. To dzięki niemu ją poznałem. – Uśmiechnąłem się krzywo na samo wspomnienie pamiętnego dnia. – Ponieważ jestem, jaki jestem, nigdy specjalnie nie podrywałem kobiet, nie szukałem związków. Ale Damon uparł się, że musi mi ją przedstawić. Ostatecznie uległem. Nie byłem Casanovą, więc na początku różnie bywało, jednak w końcu między mną a Anną zaiskrzyło. Wiesz, Abbie? – Spojrzałem na wsłuchującą się w moje słowa dziewczynę. – Żadna kobieta nigdy nie była dla mnie zabawką. Każdą, z którą się spotykałem, traktowałem poważnie. Gdy zakochałem się w Annie…

– Przepadłeś. Bo jeśli w coś wchodzisz, robisz to na sto procent, prawda? – spytała cicho.

– Tak – potwierdziłem. – Nie uznaję żadnego kręcenia na boku, flirtów. Skoro mam kobietę, to jestem jej wierny i tego samego oczekuję od niej. – Do tej pory prawdę znali tylko Myles oraz Matt. Teraz o wszystkim miała się dowiedzieć Abigail, ale byłem jej to winien.

– Szkoda, że nie wszyscy tak do tego podchodzą. Czy oni… Czy zauważyłeś coś wcześniej? – Abbie odważyła się zapytać.

– Nie. Do dzisiaj nie wiem, kiedy Damon zwrócił na nią swoją uwagę i w którym momencie Anna zdecydowała, że przestałem jej wystarczać.

– Nie musisz dalej mówić, jeśli nie chcesz… – wyszeptała Abbie. Spojrzałem na nią. W oczach sąsiadki dostrzegłem współczucie.

– Za długo chowałem w sobie emocje – wyjaśniłem po chwili, odwracając wzrok. – Powiedzieć ci coś? Chociaż pokochałem Annę jak jeszcze nikogo wcześniej, to nie jej zdrada zabolała najmocniej. Damon stał się dla mnie jak brat. Oddałbym za niego własne życie. Był ostatnią osobą, którą bym posądził o to, że wbije mi nóż w plecy. A zrobił to bez chwili wahania.

– Bardzo mi przykro, Will. – Abigail zrobiła to samo, co ja kilka minut wcześniej. Chwyciła mnie za dłoń, ściskając ją lekko.

– Po tamtym dniu postanowiłem, że nigdy więcej nie zaufam żadnej kobiecie. – Prawdę mówiąc, nie chciałem tego mówić, jednak byłem winien Abbie szczerość. Może nieco okrutną, ale nawet bezlitosna prawda była lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. – Zamknąłem się w sobie jeszcze bardziej, niemal przestałem wychodzić z mieszkania. Popadłem w pracoholizm. Myles i Matt nie byli w stanie wyciągnąć mnie z moich czterech ścian choćby na piwo. Jednak czułem się tam coraz gorzej, bo wszystko przypominało mi o Annie. Męczyłem się tak około pięciu miesięcy, zanim moi przyjaciele namówili mnie na przeprowadzkę. Z początku odmawiałem – bo wprawdzie źle mi było w tamtym mieszkaniu – ale nie potrafiłem odejść. Chore podejście, prawda?

– Nie, Will. Nie możesz się obwiniać, nie ty zawiniłeś. Cierpiałeś i chociaż ból był straszny, to w jakiś sposób pragnąłeś, by stał się częścią ciebie. Przypominał ci o miłości, która cię wypełniała, gdy byłeś w związku.

– Pewnie masz rację. – Przyznanie się do tego nie było dla mnie łatwe. – Jednak w końcu dotarłem do granicy wytrzymałości. Rozpocząłem poszukiwania mieszkania i tak stałem się twoim sąsiadem.

– Will, czy mogę zadać ci jedno pytanie? – W głosie Abbie usłyszałem wahanie, więc natychmiast spojrzałem na dziewczynę.

– Pytaj.

– Czy ty… – Kobieta wzięła głęboki oddech. – Czy ty nadal coś czujesz do Anny? – Nie powinienem być zaskoczony takim pytaniem, ale jednak trochę byłem.

Zamilkłem, odwracając wzrok. Między nami zaległa nieprzyjemna cisza. Domyślałem się, dlaczego Abbie o to zapytała. Bała się, że mógłbym ją skrzywdzić, gdyby zaczęło jej na mnie zależeć, a ja żyłbym w nadziei na odzyskanie dawnej ukochanej.

– Nie, Abbie – odpowiedziałem w końcu. – Nie! – powtórzyłem głośniej, na powrót patrząc w ciemne oczy. – Nie jestem taki. Gdybym nadal kochał Annę, nigdy nie zaprosiłbym cię na randkę, dając tym samym nadzieję na coś więcej.

– Tylko tyle chciałam usłyszeć. – Słaby uśmiech zagościł na jej twarzy. – Dziękuję, Will.

– Ty mnie? Za co? – spytałem zdumiony. Ta dziewczyna naprawdę potrafiła mnie zaskoczyć.

– Nie jest łatwo do ciebie dotrzeć, aczkolwiek jesteś szczery. Poza tym dałeś mi szansę. Cieszę się z tego – dodała po chwili. – I wiesz co?

– Co?

– Te lody są naprawdę dobre. – uściła mi oczko, a ja roześmiałem się niespodziewanie.

– Polecam się na przyszłość – odpowiedziałem z uśmiechem, czując, jak moje ciało na powrót się rozluźnia. Poczułem też ulgę, że Abigail wreszcie dowiedziała się o wszystkim. Chciałem jej uświadomić, iż między nami może być różnie. – Wracamy?

– A możemy przejść się jeszcze kawałek? – zaproponowała.

– Oczywiście. – Oboje wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy powoli przed siebie. Wyszliśmy z parku i szliśmy wzdłuż ulicy. – Abbie?

– Tak?

– Co robisz w piątek wieczór? – spytałem. – Nie miałabyś ochoty pójść ze mną do kina?

– Czy to będzie nasza druga randka? – zagadnęła z figlarnym uśmiechem. Spodobał mi się, szczerze mówiąc.

– Tak, Abbie. Zapraszam cię na randkę. Chcesz na nią pójść? – Trochę się denerwowałem, że dziewczyna mi odmówi, bo mogła mieć już plany, ale próbowałem zachować spokój.

– Z ogromną przyjemnością, Will. Tylko mam prośbę…

– Jaką? – Ulżyło mi, więc wypuściłem powietrze z płuc.

– Wybierzesz film? Ja kompletnie nie mam pojęcia, co teraz grają.

– Nie widzę problemu. Sprawdzę, o której są seanse i dam ci znać. Może wstąpimy jeszcze na gorącą czekoladę? – zaproponowałem, widząc kawiarnię kilka kroków przed nami.

– Najpierw lody, teraz czekolada? – Abbie roześmiała się uroczo. Jej śmiech coraz bardziej mi się podobał. – Idziemy!

– Panie przodem.

Nie licząc ostatniego poniedziałku, już dawno nie spędziłem tak miłego wieczoru w towarzystwie kobiety. W tym momencie cieszyłem się, że postanowiłem dać Abbie szansę. Nie tylko jej ją dawałem – sobie również. A może przede wszystkim sobie?

* * *

Abbie

– Może wyskoczymy dzisiaj na drinka? – spytała Sarah, kiedy w późne piątkowe popołudnie wychodziłyśmy z pracy.

– Przykro mi, ale mam już plany. – Uśmiechnęłam się na myśl o nich. Nie mogłam doczekać się powrotu do siebie i kolejnej randki z Willem.

– Czyżby spotkanie z przystojnym kolegą Matta? – Sarah oraz Matt być razem.

– Tak. Idziemy do kina – przyznałam zgodnie z prawdą.

– Więc może innym razem. Do poniedziałku, Abbie! – Sarah oddaliła się do swojego samochodu, ja wsiadłam do swojego.

Moja ostatnia rozmowa z Willem była… nieoczekiwana, ale jakże potrzebna nam obojgu. Przez chwilę bałam się, że on nadal coś czuje do Anny. Gdyby tak było, kolejne randki nie miałyby żadnego sensu. Nie znałam dobrze Cartera, jednak zyskałam pewność, że jeśli taki facet kogoś pokocha, to żadna inna kobieta nie będzie w stanie zawrócić mu w głowie.

Dwie godziny później usłyszałam pukanie do drzwi. Pobiegłam otworzyć, a kiedy to zrobiłam, na progu zobaczyłam Willa opartego o framugę. Poczułam ogromne podekscytowanie samym jego widokiem. Źle ze mną było, oj, źle. Will bardzo mi się podobał, ale nie chciałam go odstraszyć, gdybym zaczęła za bardzo mu to okazywać.

– Cześć, Abbie… – Ku mojemu zaskoczeniu pochylił się do mnie, delikatnie objął w talii, po czym przyciągnął do siebie i pocałował.

Zaskoczył mnie, jednak szybko do niego przylgnęłam, odpowiadając na pocałunek. Każda chwila z nim była ciekawa i warta przeznaczonego na nią czasu.

W końcu zaczęło mi brakować tchu. Niechętnie, ale odsunęłam twarz na niewielką odległość. Poczułam przyjemne zaskoczenie, kiedy Will mnie nie puścił, nie schował się za fasadą nieśmiałości.

– Ładnie wyglądasz – powiedział, a ja zarumieniłam się delikatnie. – Jesteś już gotowa czy potrzebujesz jeszcze chwili dla siebie?

– Możemy jechać.

– Więc chodźmy.

– Jaki film wybrałeś? – zapytałam, gdy szliśmy do jego samochodu.

– Horror o tytule „Shutter – Widmo”. Żadna nowość, ale bardzo dobra, trzymająca w napięciu produkcja. W jednym z kin w centrum często puszczają różnego rodzaju klasyki. Pomyślałem, że to byłoby coś innego.

– Horror? – powtórzyłam.

Prawdę mówiąc, nie oglądałam horrorów. Dlaczego? Po prostu się ich bałam. Jeszcze kiedy byłam z Rickiem, on włączał mi je celowo i cieszył się, gdy coś mnie w nich wystraszyło. Albo gasił światło w sypialni przed snem, a ledwo położył się do łóżka, nagle słyszał hałasy na korytarzu.

W końcu zabroniłam mu je odtwarzać pod groźbą niewpuszczenia go więcej do mojego mieszkania. Rick dał sobie spokój, a ja od tamtej pory unikałam horrorów. Tymczasem Will chciał mnie zabrać na jeden z nich.

– Tak. Abbie, czy coś nie tak? – spytał blondyn, gdy przystanęliśmy przy jego mustangu.

– Ja… – zawahałam się, czy w ogóle o tym wspominać. Nie zamierzałam zepsuć naszej randki. – Boję się oglądać horrory – westchnęłam, przyznając się w końcu. Najwyżej Will weźmie mnie za tchórza.

– Naprawdę? – Jego brwi powędrowały do góry, ale na twarzy nie dostrzegłam kpiny. – Więc możemy zmienić film. Przecież nie musimy jechać na horror.

– Ja… Nie będziesz mnie straszył, Will? – Trochę mi ulżyło, że mnie nie wyśmiał.

– Abbie, posłuchaj mnie. – Mężczyzna położył swoje dłonie na moich ramionach, po czym spojrzał mi prosto w oczy. – Nigdy bym cię nie wystraszył, zwłaszcza wiedząc, że się ich boisz. Na pewno czegoś takiego nie zrobię. Powiedz tylko słowo, a wybierzemy się na inny film, na co tylko zechcesz.

– Nie, Will – zaprotestowałam. – Możemy na niego jechać. Najwyżej zasłonię oczy.

– Jesteś pewna, Abbie? Nie pogniewam się, jeśli zmienimy seans.

– Chcę zobaczyć, jak tym razem mi pójdzie. – Miałam nadzieję, iż nie brzmię jak przestraszona nastolatka.

– Więc zróbmy to w ten sposób. – Will uśmiechnął się tak, że kolana mi się ugięły. – Jeśli to ci pomoże, będziesz mogła trzymać mnie za rękę. Gdybyś nie dawała sobie rady, nie zmuszaj się. Wyjdziemy w każdej chwili.

– Dobrze – zgodziłam się. – Jedziemy?

– Wedle życzenia. – Will puścił mi oczko. Już po chwili jechaliśmy w stronę centrum. – W sumie należą ci się przeprosiny.

– Za co? – spytałam zdumiona, przyglądając mu się z miejsca pasażera.

– Mogłem od razu cię spytać, jakie masz preferencje filmowe. – Will prowadził pewnie, ale szybko. Nagle pomyślałam, że kiedyś chciałabym pojechać z nim na dłuższą przejażdżkę, gdzieś naprawdę daleko.

– Will, naprawdę nic się nie stało. – Teraz było mi głupio, że mężczyzna tak to wziął do siebie. – Dałeś mi wybór, a ja podjęłam decyzję. Może nie wyzionę tam ducha. W razie czego najwyżej wezwiesz karetkę.

– Znam się na resuscytacji. Sam mogę się tym zająć – powiedział, aż na niego spojrzałam.

Will nie tylko zaczynał się przede mną otwierać, ale też normalnie flirtował. Przynajmniej tak to zabrzmiało.

– Uważaj, bo zemdleję jeszcze na reklamach… – Uśmiechnęłam się do niego, a on wtedy zaczął się śmiać.

– Niezła zagrywka, Abigail. Tak na poważnie, to mam nadzieję, że nie będziesz się bardzo bała.

– Ja również. Nie chciałabym ci zepsuć przyjemności oglądania filmu – odpowiedziałam.

– Tym się w ogóle nie przejmuj.

Wreszcie po niemal godzinnej jeździe dotarliśmy pod kino, gdzie wyświetlali wspomniany przez Willa film. Mężczyzna zakupił bilety i spytał mnie, czy chcę popcorn. Nie chciałam. Wiedziałam, że w trakcie tego seansu nie będę w stanie niczego przełknąć.

Zajęliśmy swoje miejsca, a ja poczułam, że ogarnia mnie niepokój. Złapałam się poręczy fotela z obu stron i starałam zachowywać spokój. W oczach Willa pragnęłam uchodzić za odważną kobietę, a nie jakąś panikarę.

– Jak się czujesz? – Mój towarzysz nachylił się do mnie, kiedy światła przygasły.

– W porządku – skłamałam. Film dopiero się zaczynał, ale już sama muzyka sprawiała, że miałam dreszcze na całym ciele.

– Pamiętaj, jestem obok ciebie. – Skinął mi głową, po czym oparł się wygodnie na swoim fotelu.

Nie wiem, czy minęło piętnaście minut projekcji, kiedy po raz pierwszy o mały włos nie wyzionęłam ducha. Czułam, że Will się na mnie spojrzał, jednak grałam twardą.

Po kolejnych kilku minutach zaczęłam się modlić w duchu, żeby seans skończył się jak najszybciej. Horrory naprawdę nie były dla mnie.

– Abbie… – Usłyszałam tuż przy uchu. – Nadal mam wolną rękę.

Will wysunął swoją dłoń, abym mogła go za nią złapać. Nie zastanawiałam się dłużej, skorzystałam z propozycji.

Chłopak delikatnie ścisnął mnie za palce. Miałam wrażenie, iż bardziej jest skupiony na mnie niż na tym, co działo się na ekranie. Po chwili zaczął delikatnie głaskać wnętrze mej dłoni opuszkami swoich palców.

Horror trwał jeszcze niemal godzinę i – choć kilka razy poczułam ochotę, aby wstać i wyjść – to dzięki Willowi oglądanie strasznego filmu nie było aż tak trudne.

Z sali wyszliśmy pierwsi.

– Abbie? – Stanęliśmy gdzieś z boku i Carter przyjrzał mi się uważnie.

– Dziękuję, Will. Bez ciebie nie dałabym rady. – Byłam mu ogromnie wdzięczna.

– Czy jeśli teraz zaproszę cię na pizzę, to chociaż trochę wynagrodzę stres związany z seansem? – Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie. Co za facet! Ta cała Anna musiała być idiotką, skoro zrezygnowała ze związku z nim, pomyślałam nieoczekiwanie.

– Uwielbiam pizzę. Mogę nieco przeorganizować twoją propozycję? – spytałam nagle.

– Co masz na myśli? – Na twarzy Willa pojawiła się ciekawość.

– Zamówmy jedzenie na wynos, wróćmy do mieszkania i spędźmy resztę wieczoru, objadając się i pijąc piwo na balkonie. – Tak naprawdę wolałam pobyć z Willem sam na sam.

– Niezmiernie kusząca oferta, Abigail – wymruczał. – Zgoda! Idziemy? – Podał mi ramię.

Kiedy je przyjęłam, ruszyliśmy do wyjścia. W drodze do pizzerii wypytywał mnie, jakie filmy najbardziej lubię. Gdy wspomniałam o krwawych filmach akcji, roześmiał się wniebogłosy. Spojrzałam na niego pytająco.

– Co cię tak rozbawiło?

Nie skomentowałam faktu, że Will całkowicie się rozluźnił w moim towarzystwie, co do niedawna jeszcze uważałam za niemożliwe. Wolałam nic nie mówić, żeby znów nie stał się zamknięty w sobie.

– Nie boisz się morza krwi, ale za to przeraża cię lokalny morderca, który chowa się w pobliskim lesie. Mam nadzieję, że się na mnie nie pogniewasz, aczkolwiek uwielbiam w tobie tę sprzeczność.

– Chcesz się pośmiać z czegoś jeszcze? – Wcale nie miałam mu za złe tego, że się ze mnie śmiał. Posiadałam w sobie wiele takich rozbieżności.

– Dawaj. – Will był w doskonałym nastroju, co jeszcze bardziej mnie cieszyło.

– Boję się zastrzyków i pobierania krwi, ale nie przeraża mnie, gdy tatuator wkłuwa się w moje ciało, aby wprowadzić tusz pod skórę.

– Masz tatuaż? – William spojrzał na mnie zaskoczony, kiedy zatrzymaliśmy się przed pizzerią.

– Zrobiłam sobie zaraz po ukończeniu osiemnastu lat. Kilka kolorowych motyli na prawym udzie.

– Skoro boisz się igieł, co sprawiło, że przetrwałaś proces tworzenia tatuażu? – dopytywał Will, gdy szliśmy zamówić pizzę. – Że w ogóle się na niego zdecydowałaś?

– Moja najlepsza przyjaciółka mnie namówiła. – Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. – Miałyśmy siedemnaście lat, gdy Amber wkręciła się w świat tatuaży. Zaczęła mnie nakłaniać, abyśmy razem zrobiły taki sam na znak naszej przyjaźni. Długo nie mogłam się zdecydować, jednak z czasem jej pomysł podobał mi się coraz bardziej. Powiedziałam, że nie wiem, czy dam radę, bo przecież bałam się igieł. Obiecała trzymać mnie za rękę, kiedy pojedziemy do studia. – Nagle parsknęłam śmiechem.

– Z czego się śmiejesz? – spytał, przyglądając mi się zaciekawiony.

– To trochę głupie… – chichotałam w najlepsze. Sprzedawca w knajpie zaczął się na mnie dziwnie spoglądać. – Powiem ci, gdy stąd wyjdziemy – obiecałam.

– Mam nadzieję, że się z tego nie wycofasz – mruknął Will, po czym wreszcie nadeszła jego kolej na złożenie zamówienia.

Pół godziny później wyszliśmy z knajpy. Carter położył pudełko z pizzą na tylnym siedzeniu i wsunął się na swoje miejsce.

– Słucham. Miałaś dokończyć historię ze studia tatuażu – przypomniał.

Na samo wspomnienie znów zaczęłam się śmiać, jakbym się zjarała.

– Abbie! Ja też chcę się pośmiać!

– Już, już. – Ciężko mi było się opanować, ale w końcu dałam radę. – Kiedy siedziałam na fotelu, inny tatuator robił dziarę kobiecie w pomieszczeniu obok. Dziewczyna była jeszcze bardziej przerażona niż ja. Tatuator poprosił więc kolegę, który akurat miał przerwę, aby posiedział przy niej i dodał jej nieco otuchy. W pewnym momencie ta laska powiedziała, że facet, który miał ją uspokoić, ma naprawdę twardą dłoń… A wiesz, co on odpowiedział?

– Nie mam pojęcia – odpowiedział Will z wypisaną na twarzy ciekawością.

– Że to nie jest jego dłoń… Ta kobieta chwyciła go w nerwach za krocze!

– Żartujesz? – ie dowierzał, ale w sumie mu się nie dziwiłam. – Obcego faceta? – Nagle wybuchnął śmiechem. – I co on na to? – zapytał po chwili, gdy otarł łzy, które mu pociekły po policzkach. Odpalił silnik mustanga i ruszyliśmy w drogę do mieszkania.

– Musiało mu się spodobać, skoro był twardy, nie uważasz? – spytałam, puszczając mu oczko. Will zarumienił się, co nie umknęło mojej uwadze. – Ten mężczyzna wyszedł stamtąd w pośpiechu i długo nie wracał. Jestem pewna, że później nie miał spokoju z kolegami, którzy z pewnością stroili sobie z niego żarty.

– A ta kobieta? – Will zaparkował samochód, gdyż dotarliśmy na miejsce.

Było już późno, ale jutro była sobota. Dlatego chciałam posiedzieć z sąsiadem jak najdłużej.

– Zdążyła zapomnieć o strachu i bólu – odpowiedziałam z uśmiechem na ustach. – Do mnie czy do ciebie?

– Słucham? – Will chyba nie skojarzył, o co pytałam.

– Idziemy do mnie czy do ciebie? Balkon, piwo, pizza… – zaczęłam wyliczać, kiedy weszliśmy na schody.

– Może dla odmiany tym razem do ciebie?

– Zatem zapraszam.

* * *

Will

– Will, na dzisiaj koniec – powiedziałem sam do siebie, gdy dochodziła już północ.

Spędziłem przed komputerem niemal cały dzień. Musiałem dopracować kilka ważnych szczegółów do prezentacji dla nowego klienta, który zgłosił się do mnie po poleceniu przez jednego z moich stałych klientów. Zależało mi na jego pozyskaniu, ponieważ życzył on sobie konkretnej roboty za konkretne pieniądze.

Przetarłem zmęczone oczy, wstałem, rozprostowując ciało, po czym ruszyłem na balkon. Ze zdziwieniem zauważyłem, że u Abbie świeciło się niewielkie światło w salonie. Dziewczyna nie zaciągnęła jeszcze rolet, więc zdążyłem zobaczyć, iż pokój był pusty. Czyżby zasnęła, nie gasząc lampy?

Złapałem się barierki, a następnie przeszedłem na jej stronę balkonu. Chciałem tylko spojrzeć, czy wszystko w porządku i zaraz wrócić do siebie. Jakby mnie ktoś teraz zobaczył, zostałbym wzięty za podglądacza.

Abbie nie było w salonie. W środku panowała cisza, więc postanowiłem zawrócić. Jeśli spała, nie zamierzałem jej budzić tylko po to, by zgasiła światło. Już byłem przy barierce, kiedy usłyszałem niewielki hałas. Odwróciłem się, po czym zastygłem jak słup soli.

Do salonu weszła Abbie i z pewnością mnie nie widziała, gdyż stałem w cieniu. Na całe moje szczęście… bo dziewczyna miała na sobie jedynie czarną, koronkową bieliznę. A ja właśnie gapiłem się na nią, nie potrafiąc odwrócić wzroku.

Abigail podeszła do stolika, zgasiła lampkę… i zapadła ciemność.

Widziałem ją tylko przez kilka sekund, ale to było wystarczające. Jej obraz wrył mi się w pamięć. Wiedziałem, że prędko się go nie pozbędę.

Nie, żebym pierwszy raz widział półnagą kobietę. Tylko to była Abbie… Kobieta, z którą spotykałem się raptem półtora miesiąca, a z którą nadal nie posunąłem się dalej niż do całowania.

Nie wiem, jak długo stałbym na jej balkonie, jednak w końcu się ocknąłem. Wróciłem do siebie, usiadłem na kanapie, nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić.

Ciało Abigail było perfekcyjne. Byłbym z kamienia, gdybym nie zareagował jak prawdziwy mężczyzna. Byłbym też głupcem, jeśli nie przyznałbym się przed samym sobą do tego, że moja sąsiadka coraz częściej i coraz mocniej oddziaływała na moje zmysły.

Dlaczego więc wciąż nie zrobiłem niczego, żeby przenieść naszą znajomość na wyższy poziom? Z kilku powodów. Sam fakt, że dopuściłem ją do siebie bliżej niż jakąkolwiek inną kobietę po zdradzie Anny, świadczył, iż coś mnie do niej ciągnęło. Tylko nie miałem pewności, co to jest i czy będzie na tyle silne, aby przetrwać.

Kobiety zawsze traktowałem z należnym im szacunkiem. Nie bzykałem – jak to mówił Matt – co popadnie, tylko dlatego, że tak robiła większość facetów. Nigdy nie byłbym w stanie postąpić w taki sposób z Abigail.

Owszem, podobała mi się fizycznie, lubiłem spędzać z nią wolny czas, ale nadal czułem wewnętrzny opór, by zrobić kolejny krok do przodu. Nie chciałbym jej zranić, gdyby nagle coś nie wyszło, ona nie zasłużyła na cierpienie z mojej strony.

Do rana praktycznie nie zmrużyłem oka. Przez to też nie wstałem w szampańskim nastroju. Mocna kawa tylko w pewnym stopniu pomogła mi się rozbudzić. Wyszedłem z mieszkania i byłem już niemal na klatce schodowej, kiedy usłyszałem za sobą wołanie.

– Will! – krzyknęła Abbie. Natychmiast przystanąłem, po czym odwróciłem się w jej stronę.

– Abigail… – Przywołałem uśmiech na twarz, na której pojawiło się również zaskoczenie, gdy zobaczyłem, jak dziewczyna wyglądała dzisiejszego poranka. Abbie zawsze ładnie się prezentowała, ale tym razem ładnie było zdecydowanym niedopowiedzeniem. – Wow… – Coraz częściej traciłem przy niej głowę. – Wystroiłaś się dzisiaj do pracy.

– W sumie nie idę do salonu. – Abbie lekko wzruszyła ramionami, posyłając mi uśmiech. – A ty? Masz spotkanie służbowe?

– Tak, za godzinę. Więc dokąd idziesz, jeśli nie obowiązuje cię żadna tajemnica? I to jeszcze w takim stroju – zażartowałem, kierowany ciekawością.

– Jestem umówiona z fotografem, Terry’m Jacksonem. To mój dobry znajomy i ostatnio mnie poprosił, czy nie zgodziłabym się na małą sesję – odpowiedziała.

Moje brwi powędrowały do góry. Sesję? Jaką sesję?

– Robicie promocję salonu? – dopytywałem dalej, starając się brzmieć nienachalnie.

– Skąd! – Abbie zaśmiała się uroczo. – Terry potrzebował modelki. Zadzwonił i spytał, czy byłabym chętna, więc pomyślałam, że dlaczego by nie. W końcu to tylko sesja z makijażem twarzy.

– Na pewno zrobisz furorę – odparłem.

Poczułem ulgę, iż nie chodziło o nic innego. Byłem zaskoczony własną reakcją i to jeszcze tak silną. Przecież Abigail w pewnym sensie szła do pracy, a ja… byłem o nią zazdrosny. Pierwszy raz, odkąd się spotykaliśmy, poczułem coś takiego.

– Będziesz trzymał za mnie kciuki? – Oparła się o mnie, kładąc swoje dłonie na mojej klatce piersiowej.

Spoglądała na mnie z lekkim uśmiechem. Widziałem, jak przygląda się moim ustom. Poczułem dreszcz na całym ciele, co ostatnimi czasy coraz częściej miało miejsce w jej obecności.

– Jasne – odpowiedziałem, przytulając do siebie dziewczynę. – Jeśli dasz mi buziaka na pożegnanie.

– To rozkaz? – Zauważyłem, że Abbie czasami lubiła się ze mną droczyć.

– Coś za coś. W dzisiejszym świecie nie ma nic za darmo – mruknąłem w podobnym tonie.

Abigail roześmiała się, po czym objęła mnie za szyję i spełniła moje żądanie.

Jeśli istniało na tym świecie coś, od czego mógłbym się uzależnić, z pewnością do tych rzeczy zaliczyłbym całowanie Abbie. Im częściej to robiłem, tym większą miałem na to ochotę.

– Muszę iść… – powiedziała, odsuwając się dość niechętnie. – Zobaczymy się wieczorem?

– Tak.

– Już nie mogę się doczekać.

Spoglądałem za nią, kiedy szła do swojego samochodu, gdy do niego wsiadała i odjeżdżała z parkingu. Ku mojemu zaskoczeniu zazdrość nie opuściła mnie do końca. Nie byłem zaborczym facetem, zdecydowanie było mi do niego daleko. A jednak nieznośne uczucie dalej mnie prześladowało.

Nie miałem już więcej czasu na analizowanie swych uczuć wobec Abigail. Musiałem jechać do klienta. Spotkanie potrwało godzinę, po czym wróciłem do mieszkania. Trzeba było nanieść poprawki, których sobie życzył zleceniodawca.

Moje myśli wróciły do Abbie. Nic nie pisała, więc nie wiedziałem, jak jej poszła sesja i czy się skończyła. Przebrałem się, a następnie szybko wystukałem na wirtualnej klawiaturze wiadomość do dziewczyny. Czekając na odpowiedź, zasiadłem do laptopa.

Przypomniało mi się imię oraz nazwisko tego fotografa. Nie powinno mnie to interesować, ale chciałem dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Wpisałem Terry Jackson w wyszukiwarkę. Na pierwszym miejscu w wynikach wyskoczył mi link do jego konta na Instagramie.

Nie byłem bardzo zdziwiony, gdy na zdjęciu dodanym godzinę wcześniej dostrzegłem twarz Abigail. Miała na sobie piękny makijaż, który tylko podkreślał jej naturalną urodę. Zamierzałem wyłączyć stronę, kiedy spostrzegłem na górze, że Terry piętnaście minut wcześniej zrobił live. Przekonany, iż będzie w nim coś w stylu malowania twarzy dziewczyny, włączyłem odtwarzanie.

Zmarszczyłem brwi, widząc kobiece ciało w bieliźnie. Czyżby Terry robił tego dnia dwie sesje? Abigail mówiła jedynie o malowaniu, ale z drugiej strony skąd miałaby wiedzieć o innych modelkach? Fotograf nie musiał się jej z niczego tłumaczyć. Wzruszyłem ramionami, chcąc wyłączyć nagranie, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Tym czymś był tatuaż na kobiecym udzie. A konkretniej kilka kolorowych motyli. Czyli dokładnie to, co zrobiła sobie Abigail po ukończeniu osiemnastu lat.

Czegoś takiego na pewno się nie spodziewałem. Dziewczyna nie wspominała nic o tym, że sesja ma dotyczyć również bielizny! Moja… Abbie w samych koronkowych majteczkach i staniku. Nie dowierzałem w to, co widziałem, ale przecież nie miałem żadnych przywidzeń.

Przymknąłem oczy na chwilę, a wtedy od razu przypomniałem sobie, co zobaczyłem wczoraj, będąc na balkonie. Na samą myśl odczuwałem podniecenie. Sprawę pogarszał fakt, iż dawno nie współżyłem z żadną kobietą. Ostatnią była Anna. Od rozstania z nią minęło kilka miesięcy, a ja przez ten czas żyłem niczym mnich.

Na powrót otworzyłem powieki akurat w momencie, kiedy Abbie na nagraniu odchyliła głowę do tyłu, eksponując jeszcze mocniej biust. Czułem się, jakbym robił coś złego, a jednocześnie nie potrafiłem przestać tego oglądać.

Już wcześniej podniecała mnie jej bliskość, ale jeszcze nigdy tak mocno, jak wczorajszej nocy, czy w tym momencie. Wziąłem kilka głębokich oddechów, jednak to nie pomagało. Musiałem wyłączyć live, bo roztrzaskałbym laptopa.

Jakiś czas później dostałem wiadomość od dziewczyny, po której wcale nie poczułem się lepiej. Ku mojemu zaskoczeniu Abbie napisała, iż w trakcie sesji Terry zaproponował jej drugą, tym razem w bieliźnie. Pewien sklep internetowy poprosił fotografa o zdjęcia reklamowe, a jak to on stwierdził, Abigail idealnie nadawała się do tej roli.

Zimny prysznic pomógł mi się opanować. Przez to, co zobaczyłem w livie, byłem rozkojarzony. Zwyzywałem siebie w myślach, ale i tak nie potrafiłem skupić się na pracy, którą miałem do wykonania. Mój umysł zaprzątała Abigail.

Przez dalszą część dnia nic nie zrobiłem przy projekcie. Nie potrafiłem. W końcu dostałem od Abbie wiadomość, że jest już w domu. Zamierzałem odczekać chwilę i dopiero później do niej pójść, jednak tego dnia nie byłem zbyt cierpliwym człowiekiem.

– Will. – Gdy Abbie mi otworzyła, od razu zlustrowałem jej wygląd. Już nie miała na sobie tej ślicznej sukienki, którą rano założyła. – Wejdź. Skończyłeś pracę na dzisiaj? – spytała, wchodząc do salonu, a ja za nią.

– Tak, tak – skłamałem. Wolałem się nie przyznawać, że nic nie zrobiłem i będę musiał to nadrobić. – Jak sesja? Opowiadaj! – Na twarz przybrałem uśmiech, licząc, że dziewczyna nie zauważy prawdziwego stanu mojego ducha.

– Och, Will! Było cudownie! – Abigail zajęła miejsce obok, a następnie przytuliła się do mego boku. – Bardzo mi się podobało i powiem ci szczerze, że nie wiem, czy jeszcze kiedyś nie wezmę udziału w czymś takim – odpowiedziała z wyraźnym zachwytem w głosie.

– Naprawdę? – Zacisnąłem usta w wąską kreskę. – Wspaniale… – chrząknąłem.

– Prawda? – Kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Gdyby to było możliwe, jej uśmiech znajdowałby się dookoła głowy. – Terry wspomniał, że mam do tego dar. Zaproponował nawet, żebym została jego modelką, bo bardzo często dostaje takie zlecenia, a ja nadaję się idealnie. Miałby z głowy szukanie dziewczyny do sesji za każdym razem – kontynuowała Abbie.

– Serio? – Zmarszczyłem czoło, słuchając jej słów.

Abbie miała się obnażać przed innym facetem? W samej bieliźnie? Co z tego, że był on fotografem i być może nie podchodził do tego jak ja, a po prostu wykonywał swoją pracę?

A może Abigail mu się podobała? I dlatego dostała propozycję występowania jako modelka? Nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż wszystkie emocje były widoczne na mojej twarzy.

Wtedy ciemnowłosa wybuchnęła śmiechem.

– Co cię tak bawi? – spytałem. Dziewczynie aż się oczy śmiały.

– Jesteś kochany, wiesz o tym? – odpowiedziała, po czym mnie pocałowała. Mocno, namiętnie, zupełnie inaczej niż dotychczas. Nie zneutralizowała mojej zazdrości, ale ten pocałunek bardzo mi się spodobał. – Nie spodziewałam się, że będzie pan o mnie zazdrosny, panie Carter.

– Nie jestem zazdrosny! – zaprotestowałem gwałtownie, czując, jak rumieniec wypełza na moje policzki.

– Nie? – Abbie wsunęła się na mnie okrakiem, a następnie objęła za szyję. – To może byś chciał, żebym tobie zapozowała w bieliźnie, Will? – Dziewczyna seksownie przygryzła swoją wargę. Pożądanie wybuchło we mnie gwałtownym płomieniem. Miałem nadzieję, iż Abigail nie zorientuje się, jak jej słowa na mnie podziałały.

– Tak w sumie to już cię w niej widziałem – palnąłem bez zastanowienia, po czym zamarłem. Byłem kompletnym idiotą!!!

– Czyżby pan mnie podglądał, panie Carter? – Abbie spojrzała na mnie nieco zaskoczona, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko.

– Abbie, to nie tak… Ja nie… To było… – zacząłem się jąkać.

– Siedź cicho – mruknęła i znowu mnie pocałowała.

Odkąd się spotykaliśmy, nigdy nie doszło między nami do czegoś poważniejszego niż kilka namiętnych pocałunków. Abbie nie miała z tym żadnych problemów, a ja nie chciałem podejmować przedwcześnie żadnych decyzji. Co nie znaczyło, iż nie odczuwałem pożądania. Kto byłby w stanie oprzeć się takiej kobiecie??

Samokontrola pękała, Abbie rozpaliła mnie swoimi ustami, delikatnym ocieraniem się jej ciała o moje.

Oderwała się gwałtownie, walcząc o oddech. Spojrzała na mnie roziskrzonym wzrokiem, w którym dostrzegłem gotowość na znacznie więcej niż tylko kilka pocałunków. Sam byłem bardzo podniecony…

– Will… – Dziewczyna szepnęła moje imię.

Byłbym idiotą, gdybym nie zrozumiał, czego Abbie tak naprawdę chciała. Przełknąłem ślinę, przymknąłem powieki. Zaatakowały mnie wątpliwości. Nadal nie wiedziałem, czy to, co czuję do Abbie, jest czymś poważnym, czy mamy szansę, aby stworzyć coś więcej niż tylko przelotny romans.

– Przepraszam cię, ale muszę już iść. – Nie odważyłem się spojrzeć jej w oczy. Dobrze wiedziałem, co tam zobaczę. Zawód.

– Jak to? – Miałem rację. W głosie Abigail pobrzmiewało rozczarowanie.

– Mam coś do załatwienia. Przepraszam cię… – bąknąłem, wstając, gdy dziewczyna odsunęła się na bok.

Czułem się jak król idiotów. Byłem nim. Przecież jej pragnąłem, wiedziałem, iż Abbie również mnie pożąda. Jednak bałem się zrobić krok do przodu w naszej relacji.

Ruszyłem do drzwi. Kiedy wyszedłem z mieszkania, przystanąłem na korytarzu. Powinienem iść do siebie, uderzyć się kilka razy w głowę, może wreszcie bym zmądrzał.

Sprawiłem przykrość Abigail. To przecież nie była jej wina, że nie potrafiłem zachować się jak facet, podjąć jednej, konkretnej decyzję, a nie zwodzić dziewczynę w nieskończoność. Ciągle usprawiedliwiałem się tym, że byłem bardziej zamknięty w sobie niż większość mężczyzn. Chowałem się za ścianą nieśmiałości, aby uchronić serce przed kolejnym zranieniem.

Uważałem za wielki wyczyn, iż pozwoliłem Abbie zbliżyć się do siebie, chociaż początkowo udawałem brak zainteresowania. Jednak ona konsekwentnie parła do przodu, zbliżała się do mnie, przebijając mur, który utworzyłem wokół siebie. A mimo to nie posunęliśmy się dalej niż do wspólnego leżenia na kanapie i całowania. Aż do dzisiaj.

Było tak blisko, ale stchórzyłem, chociaż podnieciłem się i w pewnym sensie sam tego chciałem. Pomimo to pozwoliłem, by strach wygrał. Zostawiłem rozczarowaną przebiegiem sytuacji Abigail i uciekłem jak przebrzydły tchórz. A prawda była taka, że coraz bardziej mi na niej zależało, tylko nie miałem w sobie na tyle odwagi, by posunąć się dalej.

Ostatni raz spojrzałem na drzwi mieszkania Abbie. Cholera jasna! Przecież jej pragnąłem, byłem o nią dzisiaj zazdrosny, marzyłem, by trzymać ją w ramionach, całować do utraty tchu i zatopić się w niej.

Jak długo jeszcze zamierzałem siedzieć w tej skorupie? Nie byłem na tyle głupi, by nie wiedzieć, że Abbie w końcu zrezygnuje. Nawet ona nie miała tyle cierpliwości, aby obskakiwać mnie jak delikatne jajko, nie dostając nic w zamian.

Parsknąłem coraz bardziej wściekły na siebie i własne niezdecydowanie. Nadszedł czas, by podjąć stanowczą decyzję. Albo pójdę do przodu, albo się wycofam. Nie chciałem się wycofywać.

Podszedłem do drzwi, wziąłem głęboki oddech. Zapukałem z nadzieją, że Abigail mi otworzy.

* * *

Abbie

Patrzyłam, jak Will wychodzi. To prawda, czułam ogromne rozczarowanie. Moje ciało płonęło z pożądania. Już myślałam, że między nami dojdzie do czegoś więcej, kiedy mężczyzna się wycofał.

Gdy zaczynaliśmy się spotykać, wiedziałem, iż nie będzie łatwo. Will miał za sobą zdradę dziewczyny i przyjaciela, do tego był, jaki był. Minęło półtora miesiąca i chociaż było fajnie, to nigdy nie posunęliśmy się dalej.

Dzisiaj wyraźnie czułam jego podniecenie, on chciał tego tak samo jak ja, ale w ostatnim momencie podjął inną decyzję. Początkowo myślałam, aby go zatrzymać, jednak to byłoby bez sensu. Bez względu na to, jak bardzo pragnęłam się z nim kochać, nie mogłam go do niczego zmusić. Dlatego spoglądałam w milczeniu, jak William zniknął z mojego mieszkania.

Siedziałam tak kilka minut, aż usłyszałam pukanie. Zerknęłam zaskoczona w tamtą stronę. Will poszedł do siebie, więc to na pewno nie był on. Nie miałam ochoty na wizyty towarzyskie. W pierwszym odruchu postanowiłam zignorować osobę, która próbowała się do mnie dostać. Ostatecznie po chwili wstałam.

Na pewno nie spodziewałam się, że za drzwiami zobaczę Willa. Spojrzałam na niego, a to, co dostrzegłam w jego oczach, sprawiło, że zadrżałam na całym ciele. Chciałam coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów.

Wtedy mężczyzna zrobił krok do przodu, obejmując mnie w talii. Patrzył na mnie z takim pragnieniem jak jeszcze żaden inny facet. Bałam się odezwać. Bałam się, że to tylko sen.

Kiedy poczułam na ustach jego gorące wargi, pożądanie uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Nawet nie wiem, w którym momencie Will złapał mnie za pośladki, podniósł do góry, abym oplotła go nogami w pasie i – zatrzaskując za sobą drzwi – zrobił dwa kroki do przodu, po czym oparł mnie o ścianę.

Ten pocałunek był inny niż wszystkie dotychczas. Pełen nieskrywanej namiętności, która wybuchła w nas obojgu, niecierpliwości, aby stęsknione dotyku ciała zespoliły się jak najszybciej. Chciałam zatonąć w pragnieniu, które opanowało mnie niczym gorączka. Ono nie zdążyło opaść po wyjściu Willa, a teraz mężczyzna wzniecił je na nowo.

Byłam na niego gotowa, marzyłam, by wreszcie poczuć w sobie twardego członka, byleby razem z Willem wznieść się na wyżyny rozkoszy. I to wszystko starałam się przekazać mu za pomocą pocałunku.

Will całował mnie wygłodniale, błądząc wolną ręką wzdłuż mojego tułowia. Czułam nieznośną pustkę między udami, którą tylko on mógł wypełnić. Wtedy mężczyzna przerwał nasz pocałunek. Boże jedyny, jak on na mnie działał. Potrzebowałam go natychmiast! Nie mogłam już dłużej czekać!

– Will… – wyszeptałam jego imię, głos mi się łamał. – Nie dam rady dłużej…

– Shhh, skarbie… – William patrzył na mnie z takim ogniem w oczach, że znów zadrżałam. Byłam o krok od osiągnięcia orgazmu bez jego pomocy!

Usłyszałam, jak rozsunął zamek błyskawiczny w swoich spodniach, a chwilę później poczułam męską dłoń wsuwającą się pod sukienkę. Mężczyzna ani przez sekundę nie przerwał naszego kontaktu wzrokowego, co tylko potęgowało szalejące we mnie podniecenie. Gdy czubkiem penisa otarł się o moją kobiecość, krzyknęłam. Chciało mi się jednocześnie płakać i śmiać.

– Will, proszę… – westchnęłam.

Nie odpowiedział. Wsunął się powoli we mnie, torując sobie dalszą drogę. Wstrzymałam oddech, moje ciało się napięło. Patrzyłam w błękitne oczy, niezdolna do powiedzenia choćby słowa. Kiedy zaczął się we mnie poruszać, pomyślałam, że umrę z przyjemności, której mi dostarczał. Mężczyzna wykonywał kolejne pchnięcia, muskając moje usta swoimi i wpatrując się we mnie, jakby chciał mnie pochłonąć.

Byłam tak bardzo rozpalona, iż zdawałam sobie sprawę, że nasze pierwsze zbliżenie nie potrwa długo. Nie wytrzymałam, po chwili wpiłam się łapczywie w usta Willa i objęłam jego twarz dłońmi.

Wtedy nadeszło spełnienie. Przerwałam nasz pocałunek. Świat zawirował, zadrżałam konwulsyjnie, przymknęłam oczy, gdy poczułam wypełniającą mnie rozkosz.

– Abbie, proszę cię, spójrz na mnie. – Usłyszałam. Ledwo byłam w stanie wykonać jego prośbę. – O tak… – powiedział, kiedy uniosłam powieki do góry, a on nie przestawał poruszać się w moim wnętrzu.

Przeżywałam orgazm, zaś Will w dalszym ciągu pędził na spotkanie z ekstazą. Niedługo później wytrysnął w moim wnętrzu. Jęknęłam. Zrozumiałam, że właśnie znalazłam się w niebie.

W końcu odsunął nas od ściany i ruszył przed siebie. Trzymałam się go kurczowo, oczy miałam zamknięte. Wciąż przeżywałam to, co wydarzyło się kilka minut temu.

Położył mnie w sypialni na środku łóżka. Spojrzałam na niego. Westchnęłam, widząc, jak taksował mnie wzrokiem. Wciąż mnie pożądał.

– Chcę jeszcze – wyszeptałam, kiedy pochylił się nade mną. Jego ciepły oddech owionął moją szyję, a ja pomyślałam, że lada moment zwariuję.

– Dopiero się rozkręcam, Abigail. Nie zamierzam już dłużej się powstrzymywać – wymruczał zmysłowym głosem. Odniosłam wrażenie, iż Will celowo mnie torturuje. Przecież dobrze wiedział, jak na mnie działa.

– Czy to obietnica? – Spojrzałam wyzywająco. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej. Cudownie było móc dotykać go w taki sposób, o jakim marzyłam od wielu tygodni.

– Zaraz się przekonasz – odpowiedział mi na ucho zachrypniętym głosem.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

No, wreszcie się doczekałem dalszego ciągu. Trzeba przeczytać -:)

Droga Autorko,
1. Moim zdaniem jest to stylistycznie poprawny tekst, choć widzę trochę usterek.
2. Radzę przyjrzeć się słowu „brzmieć” i jego użyciu. Język jest żywy i zmienia się, więc może formalnie słowo jest używane poprawnie, lecz we mnie kilka przypadków wzbudza niechęć i kłuje w oczy.
3. Wyrazy obce niezasiedziałe w naszym języku warto jakoś wyróżniać (np. italikiem).
4. Strasznie długi odcinek. Wiem, że autorce przyświecała zasada, aby zawarło się w nim trochę gorących scen zgodnie z profilem portalu, ale jednak długi.
5. Najwięcej zastrzeżeń mam do kompozycji i wartkości akcji. Ta rozgrywa się wolno, jest rozwleczona o wiele dość nieistotnych szczegółów nakreślonych sztampowo. Każdy z epizodów dobrze się tłumaczy, ale czy wszystkie były niezbędne, czy nie można by dokonać skrótów, aby utrzymać wysoką koncentrację czytelnika?
6. Psychologicznie chyba ok, choć bohater jest dość nietypowy i mało który czytelnik mojej płci będzie się z nim identyfikował i w pełni rozumiał jego niemrawe podejście do sąsiadki. Bohaterka – nie mam uwag.
7. Początek końcowej sceny nieco pornolowaty, moim zdaniem, co nie znaczy, że mi się nie podobała.
8. Na koniec pytanie: Czy to już koniec tej opowieści?
Uśmiechy,
Karel Godla
P.S. I jeszcze jedno pytanie: Kiedy coś nowego opublikujesz, droga Jo?

Czytało się dobrze, mimo pewnych dłużyzn. Rzeczywiście językowo przydałoby się nieco podszlifować. Sądzę, że fajnie byłoby przeczytać co nieco o sesji fotograficznej z punktu widzenia bohaterki, a przynajmniej o jej odczuciach z tym związanych… Bohaterowie wzbudzają sympatię. Osobiście wierzę w równie nieśmiałych mężczyzn (nawet jeśli podejrzewam, że ich życie wewnętrzne i przyczyny nieśmiałości wyglądają inaczej) 😉

Napisz komentarz