Fluktuacja (SheWolf)  3.91/5 (42)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 11 minut/-y    

Źródło: Pixabay

– Powiedziałam mu, że napiszesz. On jest naprawdę dobry w tym, co robi – dodała  zadowolona z siebie Magda.

– Dziękuję ci bardzo, mam nadzieję, że szybko się z tym upora – odparła Sonia, czując spadający kamień z serca. Prezenty na specjalne okazje nigdy nie były jej domeną, a jeszcze na tak ważne przyjęcie. Matka zażyczyła sobie witraż wykonany z kolorowych kawałków szkła wprawiony w ramę. Zależało jej na uwiecznieniu tego, co łączy ją z tatą.

– A ty wiesz, że on jest dominujący? – pytanie przyjaciółki wybiło kobietę z zamyślenia. – I zabijesz mnie, ale wypsnęło mi się, że ty szukasz kogoś dla siebie. – Wyznanie Magdaleny omal nie spowodowało upuszczenia telefonu.

– Zwariowałaś?! Przecież ja nawet go nie znam, cholera jasna! Powiedziałam ci w zaufaniu. Poza tym nie szukam! – Sonia wrzeszczała do słuchawki.

– Spokojnie, Tomek jest bardzo bliskim przyjacielem mojego Jacka. Znamy się kopę lat i nie takie tematy poruszaliśmy. A przy okazji, on też szuka – dodała kumpela, zadowolona z siebie jak małe dziecko.

– Znacie się tyle lat… ciekawe, że nigdy o nim nie wspominałaś. Mnie też znasz kopę lat – kobieta wysyczała, coraz bardziej rozdrażniona rozmową.

Świetnie, teraz mam odezwać się do gościa z prośbą o wykonanie ultra dziwnego cuda ze szkła, będę musiała się z nim spotkać, by je odebrać, a na dodatek kumpela mnie z nim swata. Po prostu doskonale – myślała gorączkowo.

– Bo to właściwie przyjaciel Jacka. Wiesz, jak to jest między facetami. Mają swoje tematy, swoje sprawy – ugodowo dodała przyjaciółka.

– Jasne, wszystko jasne. Wpuściłaś mnie na minę. Wielkie dzięki. – Wściekłość ogarniała kobietę coraz bardziej.

Szybko pożegnały się i zakończyły rozmowę. Sonia zdała sobie sprawę, że i tak nie ma wyjścia. Nikt nie wykona w równie krótkim czasie tego cholerstwa. Zostało zaledwie kilka dni.

– Po prostu słowem nie wspomnę o tym, co mówiła Magda, tylko skupię się na służbowych sprawach. Nic poza tym – uspokajając się, mówiła do siebie na głos.

Sonia. Wycofana, do bólu uporządkowana i dość nieufna kobieta. Pełna współczucia. Patrzyła niemal na każdego, z kim miała styczność, jak na siebie, czyli istotę uwikłaną w ciągłe napięcia między potrzebami, popędami i marzeniami. Między biologią, fizjologią, psychologią, a metafizyką. W obliczu takich napięć można zwariować i jedynym wyjściem jest poszukiwanie balansu, harmonii. Nikt poza przyjaciółką nie wiedział o jej upodobaniach. Sama odkryła je stosunkowo niedawno i nie do końca miała możliwość sprawdzenia, czy tego właśnie pragnie. Marzenia, fantazje jedno, a prawdziwe doświadczenia mogą okazać się totalnie rozczarowujące. Spotykała się swego czasu z pewnym mężczyzną, który miał, podobno, zapędy do ostrzejszego traktowania, ale poza paroma klapsami i pociągnięciem za włosy niewiele z jego słów znalazło potwierdzenie. Chciała więcej, bardziej i mocniej. Przekazać kontrolę komuś innemu, na moment, na chwilę… by oddać wolność. Wolność, której wyzbyć się nie potrafiła.

Usiadła przed komputerem i napisała wiadomość do Tomasza.

Początkowa wymiana mejli dotyczyła wyłącznie spraw związanych z witrażem. Omawiali szczegóły, zakres cenowy, czas realizacji. Był bardzo dokładny i wnikliwy, mimo, że jego sposób pisania nie do końca kobiecie odpowiadał. Zwracała na takie rzeczy uwagę. Zaimki z małej litery, urwane zdania, brak interpunkcji. Słowotok, który musiała kilkukrotnie przeczytać, by wyłapać sens i kontekst. Pocieszała się w duchu, że przecież nie każdy musi być biegły w pisaniu, prawda? Wydawał się jednak kulturalny, rzeczowy i kompetentny. Cały stres i wstyd odszedł w zapomnienie. Zadowolona, że udało się załatwić wszystko tak, jak chciała, odłożyła laptopa i oddała się konsumowaniu wina. Tego wieczora nie zaprzątała sobie głowy nieznajomym Tomaszem od witraży, nie wiedząc, że czeka ją niespodzianka następnego dnia.

Wiadomość nawiązywała do prac, jakie ma zamiar wykonać. Przesłał również szkic, z którego niewiele rozumiała. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale na końcu odniósł się do informacji, jaką otrzymał od Magdy. Tego się właśnie obawiała. Na nic zdały się zapewnienia, że przyjaciółka coś pomieszała, źle zrozumiała. Koniecznie chciał poznać jej historię. Nalegał i miała poczucie, że od tych informacji zależy jakość jego pracy. Naciskał i nie wiedziała, czy żartuje, czy mówi poważnie. Gorączkowo zastanawiała się co zrobić. Czuła, że mężczyzna wchodzi zbyt natarczywie w jej sferę intymną, próbuje obdzierać z tajemnic, fantazji i w pewnym sensie, z lęków. Jednak mimo strachu, poczuła coś jeszcze. I pewnie przez to dziwne odczucie, nie posłała go do diabła. Wywołanie do tablicy sprawiło, że poprzez ingerencję w emocje, poczuła… przyjemność. Zimno w brzuchu, wzrost tętna, przygryziona warga na jego „czego pragniesz”? Wiedziała, że gdyby po prostu nie chciała, nic by nie wskórał. Podziękowałaby za współpracę i tyle. Sęk w tym, że mimo zahamowań i racjonalnej kalkulacji – chciała.

Opowiedziała mu o fantazjach dotyczących klapsów, a właściwie solidnego lania. Uznała, że ta sfera będzie bezpieczniejsza. Podkreśliła, że to wyłącznie wyobrażenia i tak naprawdę nie wie, czy tego chce, jak zareaguje i czy będzie dobre, przyjemne. Nie był zbyt wnikliwy, momentami nawet wulgarny. Raz rozczulał uprzejmością, by za moment podniecić grubiaństwem a później tym samym odpychać. Kilkanaście rozmów przez te parę dni wywołało w kobiecie wybuchową mieszankę emocji. W pewnym sensie czuła, że Tomasz rozumie i zdaje sobie sprawę z jej braku doświadczenia oraz chęci skosztowania tego, o czym skrycie marzyła. Podszedł ją na tyle, że realnie zaczęła się zastanawiać czy spróbować. Zachęcał do małego kroku, twierdząc, że jeśli nie pozna, nie przekona czy właśnie to ją kręci. Zgadzała się z nim, chociaż nie miała sporo wątpliwości. Dwa dni przed spotkaniem i odbiorem witrażu rozmowy nasiliły się.

Czekała na wiadomości od niego. Gorączkowo sprawdzała mejle. Winem dodawała sobie animuszu. Nigdy dotąd nie rozmawiała w ten sposób przez Internet. Erotycznie. Momentami wulgarnie. Było w tym coś uzależniającego. Podniecał ją, pisząc, co i jak zrobi, a ona nakręcała go, prowokowała, zachęcała do kreślenia wizji. Dotykała się, odpływała w przyjemność. Wiedział, że masturbowała się, pisząc z nim. W przypływie odwagi przyznała się do tego.

– Dotykasz się? – pytał bez ogródek.

– Tak… – odpowiadała, zwykle już mocno podniecona.

– Grzeczna sunia. Zrób sobie dobrze, myśląc, że to ja cię penetruję… – dodawał.

Czasami opisywał ze szczegółami, jak zatapia w nią palce, jak bierze bez pytania i zgody. Był podniecony i rozochocony. Uprawiali cyberseks, a za niecałe dwa dni mieli się spotkać. Nie znając zupełnie…

***

Sonię obudził natarczywy dźwięk dzwonka w telefonie. Automatycznie zrzuciła z siebie prześcieradło, którym musiała bezwiednie nakryć się w nocy. Uchylone okno wpuszczało rześkie powietrze. Po otwarciu oczu postanowiła poleżeć jeszcze chwilę, by rozeznać się w sytuacji. Gdy nabrała pewności, że leży we własnym łóżku, zaczęła sobie przypominać poprzedni wieczór, a właściwie noc. Do mniej więcej trzeciej rozmawiała z Tomkiem i to było w miarę niewinne. Problem w tym, że równocześnie opróżniła niemal dwie butelki czerwonego wina. Nie do końca nawet pamiętała, o czym konwersowali ani na czym stanęło. Głowa jej nie bolała, co z jednej strony było zbawienne, ale oznaczało też, że nadal jest nieco pijana. Potrzebowała minimum półtorej godziny na zimny prysznic i solidne śniadanie.

Doprowadzając się do ładu, przypomniała sobie, że dogadała miejsce spotkania mniej więcej w połowie drogi między ich miastami. Czekała ją około czterdziestominutowa podróż samochodem. Umówili się na ogromnym parkingu przy centrum handlowym. Ustalili, że na miejscu uzgodnią, co dalej zrobią. Czy pójdą na kawę, spacer, a może rozejdą się i zapomną o sobie. Zdjęcia, rozmowy internetowe, a nawet telefoniczne nigdy nie zastąpią spotkania z człowiekiem twarzą w twarz. Dopiero wtedy tak naprawdę wiadomo, jaki jest, przynajmniej w pierwszym odczuciu, jak się zachowuje i można odczytać własne emocje w związku z daną osobą, wiadomo mniej więcej z kim ma się do czynienia. Nie zawsze, ale mimo wszystko uświadamiasz sobie, czy chcesz w to brnąć, czy odpuścić. Nie miała już czasu sprawdzić nocnej wymiany wiadomości, pamiętała jednak, co powiedział na początku ostatniej rozmowy.

– Jeśli ubierzesz spódnicę, będę wiedział, że chcesz spróbować. Tylko pamiętaj, żadnej bielizny.

Do ostatniej chwili biła się z myślami. Jej rozedrganie przypominało taniec godowy: chcę, ale musisz się bardziej postarać, kusząca samica, a zarazem niedostępna, choć po cichu pragnie tego samego.

Sonia ubrała dżinsową spódnicę, pończochy i botki. Do tego koszulę na zamek i płaszczyk. Całą drogę starała się nie zastanawiać nad spotkaniem, uciekała myślami w odrębne rejony, słuchała muzyki. Zagłuszała myśli, by nie zataczać ich wokół tego, co może się stać. Trasa też nie była zbyt łatwa, przebudowy na drodze i objazdy skutecznie odciągały uwagę. Na parkingu ustawiła się na samym końcu, pod niewielką skarpą, według wcześniejszych ustaleń. Ten czas oczekiwania był najgorszym momentem całej historii. Tak jej się wówczas wydawało. Żeby zająć czymś ręce i głowę, zabrała się za porządki w samochodzie. Niedługo później nadjechał. Swoim vanem zaparkował dwa miejsca dalej. Wysiadł i skierował się do bagażnika po pakunek. Podeszła się przywitać. Delikatny całus spoczął na policzku kobiety. Tomek był wysokim mężczyzną, ściętym na jeża. Miał sporą nadwagę w okolicach brzucha, a całości dopełnił niechlujny ubiór. Przybrudzony polar, wytarte spodnie. Nie był też ogolony, co dawało obraz ogólnego zaniedbania. Lustrował kobietę, ale wyczuła, że jest zdenerwowany. Rozglądał się, uciekał wzrokiem, nerwowo uśmiechał. Z wygadanego Tomka niewiele zostało, prysnął niczym bańka mydlana. Przekazał pakunek, który umieściła w swoim bagażniku. Zaprosił ją na chwilę do vana, by mogli dobić targu i chwilę porozmawiać. Nastała niezręczna cisza. Kobieta poczuła dłoń na karku. Masował, ale tak mocno, że mimowolnie uginała się od jego natarczywości. Drugą dłonią sięgnął między uda. Gwałtownie wtargnął ku ich zwieńczeniu, by sprawdzić, czy nie ma bielizny.

– Jednak chcesz. Wiedziałem, że się skusisz… – wymruczał zadowolony, jakby każda kobieta zawsze przed nim klękała.

– Chciałam, ale teraz nie jestem do końca pewna… To co robisz, boli mnie… – ledwie wydobyła z siebie głos, gdyż ugniatanie skóry na karku stało się nieznośnie bolesne. Czuła jak naciąga jej mięśnie. Drugą dłonią dosięgnąwszy kobiecości, rozchylił wargi i wtargnął palcem do środka.

– Za mało cię potarmosiłem, jesteś sucha – powiedział z wyraźną pretensją w głosie.

Puścił gwałtownie i odpalił silnik.

– Co ty robisz? – Gorączkowo zastanawiała się, co począć.

– Jedziemy w jakieś ustronne miejsce, przecież tego chciałaś – powiedział, wyjeżdżając z parkingu.

Tak, tego chciała, ale w momencie, gdy go zobaczyła, zwątpiła w cały plan. Dała mu jeszcze szansę, przecież nie każdy musi wyglądać jak George Clooney. Jednak jego zachowanie nie zachęcało do czegokolwiek. Była uwięziona w samochodzie, jadąc z obcym człowiekiem nie wiadomo gdzie. Cisza złowrogo wisiała między nimi. Strach ściskał za gardło. Miała jeszcze nadzieję, że na samych klapsach się skończy, co trzymało ją jeszcze w ryzach. Dlaczego milczała? Dlaczego nie zażądała, żeby zawrócił? Mogła wrzeszczeć, panikować, okładać go pięściami, mogła zrobić cokolwiek. Nie zrobiła nic. Siedziała sparaliżowana i głucha na strach, który w niej szalał.

Minęli jakieś stawy i wjechali w leśną dróżkę. Tuż za zakrętem zaparkował na niewielkim wypłaszczeniu między drzewami. Zgasił silnik i rozejrzał się dokładnie. Nikogo, nawet żywej duszy i to w środku dnia. Na ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały. Chwycił ją za kark i pociągnął tak, że głowa wylądowała na jego kroczu. Trzymał mocno, uniemożliwiając podniesienie się. Odsunął swój fotel maksymalnie do tyłu, by miała nieco więcej miejsca. Dociskała boleśnie ramieniem do kierownicy.

– I jak ci się podoba? O tym marzyłaś, prawda? – zapytał, zadowolony z siebie.

– Nie do końca… – ledwie wydusiła z twarzą wciśniętą w krocze Tomasza.

– Nie do końca powiadasz? To zaraz zobaczysz!

Szarpiąc, podwinął spódnicę, odsłaniając pośladki. Gładził przez moment, by przejść do szczypania i ugniatania. Nie mogąc się ruszyć, czekała na to, co nastąpi. Pierwsze uderzenia padły z niezbyt dużą siłą. Następnie miarowo, przeplatane gładzeniem, opadały raz za razem. Wzdrygała się po każdym klepnięciu, ale tłumiła w sobie chęć krzyków, jedynie pozwalając na ciche pojękiwania. Niespodziewane podniecenie zalało wnętrze kobiety. Sprawdził palcami, czy jest mokra.

– Ciebie trzeba ostro potraktować, żebyś płynęła – zaryczał ze śmiechu, odpinając rozporek w spodniach.

– A teraz weź go w usta i trzymaj – rozkazał, wkładając zwiotczałego członka między wargi Soni.

Wykonała posłusznie polecenie, mimo że się brzydziła. Dociskał jej głowę i rozpoczął symfonię klapsów. Jego uderzenia były mocne i padały niemal w to samo miejsce. Raz za razem. Mocno. Bardzo mocno. Nie potrafiła powstrzymać łez, które napłynęły do oczu. Krzyk tłumił kutas zapychający usta. Wierzgała, napinała się przed każdym razem. Wyrywała. Kiedy szarpała się silniej, przerywał i pieprzył jej gardło. Dusiła się. Miała zatkany nos. Nie mogła złapać powietrza. Panika ogarniała ciało. Zaczynała walczyć z nim, szarpiąc coraz mocniej. Zwolnił uścisk i rozpoczął ponowne bicie.

– Uważaj na zęby szmato – warknął i zaraz potem uderzenia stały się niewyobrażalnie silne. Już nie płakała, a wyła.

– Podoba ci się? Tego chciałaś? O to prosiłaś? – pytał w szale uderzeń, zaraz potem rozsadzając jej usta nabrzmiałą męskością.

Nie wiedziała co gorsze. Odcinając od bodźców, modliła się w duchu, by skończył. W swoim mniemaniu była winna. Cholernie winna. Prowokowała go, namawiała. Ryzykując w rozmowach, podburzała. Czuła się jak szmata. Kurwa. Zasłużyła na to, co ją spotkało. Kara. Nauczka.

Nie rejestrowała już sekwencji zdarzeń, kiedy lał bez opamiętania lub rżnął w usta. W obliczu bólu i zhańbienia zamykała się na odczucia, jakby stała z boku i patrzyła z politowaniem na całą scenę. Pośladki stały się jedną wielką zmasakrowaną kulą. Czuła wstrząsający całym ciałem odruch wymiotny. Przyduszana miała ślinę, łzy i inne wydzieliny wtarte w twarz. Nie mogła złapać tchu. Zatraciła poczucie czasu, nie czerpała żadnej przyjemności, poddawana torturom, bez możliwości odwrotu. Mężczyzna nie reagował na odruchy jej ciała, na stłumione krzyki i przeciwstawianie się jego zapędom, nie zwracał na nie kompletnie uwagi, co więcej, miała poczucie, że to go jeszcze bardziej nakręca. W rozmowach twierdził, że hasło bezpieczeństwa nie jest potrzebne, że nigdy nie stosował. Mówił, że nie zrobi jej krzywdy i będzie wnikliwie obserwował. Uwierzyła mu. Wierzyła we wszystko, co pisał, w końcu wydawał się taki doświadczony! Imponował wiedzą, której ona jeszcze nie posiadła.

Bolało. Kurewsko bolało. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek czuła się równie źle, jak w tamtym momencie. Doszła do punktu, w którym było jej wszystko jedno. Mógł zrobić, co chciał. Opadła z sił. Przed oczami widziała tylko ciemność, powoli oddalała się gdzieś, w bliżej nieokreślonym kierunku. Była laką, zabawką.

W końcu poczuła lepką maź wypełniającą usta. O mały włos zwróciłaby wszystko na jego spodnie.

– Połknij to! – krzyknął. Złapał za twarz, domknął usta i zatkał nos. Nie miała wyjścia. Szarpiąc się, połknęła wszystko. Puścił ją i odepchnął.

– Tam są chusteczki, ogarnij się jakoś – rzucił i wysiadł z samochodu. Zapalił papierosa.

Czy można być bardziej zeszmaconą? Bardziej upokorzoną? Czuła, że dosięgnęła dna. Utraciła cząstkę siebie. Zdeptana, zbrukana i sprowadzona do poziomu nic niewartego ścierwa. Rzeczy, która nie ma żadnych praw i przywilejów.

Gdy doprowadziła się do jako takiego porządku, czekała aż wypali papierosa, co trwało wieczność. Marzyła tylko, by wyrwać się z jego sideł.

Bez słowa ruszyli w drogę na parking. Nie odezwał się. Nie wydobył żadnego dźwięku. Łzy kobiety płynęły strumieniami po policzkach, nie potrafiła tego ukryć. Gdy znaleźli się na parkingu, szybko wzięła torebkę i wysiadła z samochodu. Pędem puściła się do swojego auta i zamknęła od środka. Nie szedł za nią, nawet nie spojrzał. Po prostu odjechał. Wykorzystał i odjechał.

***

Siniaki wykwitły już wieczorem. Pośladki przypominały sino-czerwono-czarną miazgę. Kark również przybrał podobny kolor, a na ramieniu barwy rozlały się aż do łokcia. Nie mogła siedzieć ani leżeć. Szyja przy gwałtowniejszych ruchach bolała, jakby mięśnie zostały naciągnięte, naderwane.

Witraż spoglądał na nią ustawiony na parapecie. Teraz widziała dokładnie, co przedstawiał. Dwie postaci oplatające się wzajemnie, pozbawione swoich granic, autonomii i odrębności. Tacy właśnie byli jej rodzice. Zatracający się w sobie, współistnieli, współodczuwali. Zawsze i wszędzie razem. Zjednoczeni w swoim byciu dla siebie. Bez reszty. Bratnie dusze. Sonia wiedziała, że nigdy taka nie będzie. Nigdy nie chciała utracić odrębności. W jej uporządkowanym świecie miało miejsce tylko to, co sama wybrała.

Wybiegła z mieszkania. Gnała przed siebie, połykając łzy i krople deszczu uderzające w twarz. Chciała uciec. Najbardziej od siebie samej. Zapomnieć. Wymazać ostatnie przeżycia. Zniknąć. Poczuła, że dla niej już nie ma przyszłości. Żadnej nadziei. Utraciła siebie. Spotkanie z oprawcą zniszczyło w niej człowieczeństwo. Nie dostrzegała żadnych możliwości. Wszystko się skończyło. Opadła z sił tuż przy moście. Ostatnie co poczuła, to silne uderzenie wiatru w nozdrza, gdy spadała wprost w otchłań. Pozostawiła po sobie pustkę tak dojmującą, jak oddech ducha. Głuchą i lodowatą.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Cóź…. sam nie wiem co powiedzieć, ale wydaje mi się, że nie jest dobrze.

Po pierwsze – historia jest zbyt gęsta, zbyt nasycona emocjami. Wyrzucasz z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej. Nie zostawiasz odrobiny miejsca na jakiekolwiek domysły, na pracę własną czytelnika, jego interpretację, refleksje, cokolwiek.

Tymczasem pisać trzeba prosto. W prostych (ale właściwych słowach, akuratnych) kryje się największa siła wyrazu. Lepsze jest wrogiem dobrego.

Błędy techniczne i merytoryczne.

“Matka zażyczyła sobie witraż wykonany z kolorowych kawałków szkła wprawiony w ramę.”

KAŻDY witraż to kolorowe kawałki szkła wprawione w ramę

“zaryczał ze śmiechu, odpinając rozporek w spodniach.”

Ryknął śmiechem, jeśli już… A facet ma jeszcze jakiś rozporek, że musi podkreślać, że chodzi właśnie o ten w spodniach?

“Odsunął swój fotel maksymalnie do tyłu,”

PRZESUNĄŁ. I nie pisz, że swój, bo to oczywiste.

“– Połknij to! – krzyknął. Złapał za twarz, domknął usta i zatkał nos. Nie miała wyjścia. Szarpiąc się, połknęła wszystko. Puścił ją i odepchnął.”

Aż dziw bierze, że przeżywając takie katusze ani razu nie potraktowała go zębami. Jaki z tego morał? Tworzysz historię pod wnioski, do jakich chcesz dojść.

Bardzo się starasz, ale… za mało w Tobie cwaniactwa, sprytu, trzeźwego umysłu. Za bardzo dajesz się ponieść fali emocji. Spróbuj wyjść z siebie, stanąć z boku i spojrzeć na to z innej perspektywy.

Mam nielichy problem z tym tekstem. Po ostatniej kropce zastygłem w poczuciu, że Autorka miała zajebisty pomysł i zupełnie nie wykorzystała potencjału. Plusy, wymyśliłaś coś świeżego, zazwyczaj w Internetach przychodzi na spotkanie Bratt Pitt i rucha Grażynę z osiedla aż do upadłego. Tutaj jest zupełnie na odwrót i podobna sytuacja ma olbrzymi potencjał. Mam wrażenie, że wiedziałaś, w którym kierunku chcesz iść i to był bardzo dobry pomysł.

Tylko zabrakło głębi, tła. Pisarz jest od tego, żeby opowiedzieć historię, zbudować postacie i świat wokół nich. Twoje mają imiona, jakieś cechy, nieco przypadkowo wybrane(takie mam wrażenie) i nie ma między nimi… Nic. Nie opowiadasz mi ich historii, nie rysujesz zależności. Napisał, uwiódł, zrobiła sobie dobrze, chciał to zerżnął, finał.

No nie, coś gdzieś trzeba zmienić. Nie twierdzę, że ta historia powinna mieć 400 stron i bogate tło-polityczno społeczne, ale jak Babcię Kocham, Twoja historia poza ogólnym pomysłem, który mi się bardzo podoba jest mi doskonale obojętna. A przecież teoretycznie to powinno kipieć od emocji. I miejscami tak faktycznie jest, ale za mało zdecydowanie.
Gdybym miał Ci coś poradzić:, spróbowałbym tak… Jeśli postacie są ciekawe i ich droga do łóżka jest ciekawa to mogą uprawiać “taki se seks” czytelnicy, poza paroma złośliwcami, nawet tego nie zauważą, ale odwrotna sytuacja zemści się na Tobie błyskawicznie.
Wiem, że potrafisz lepiej, dlatego tym razem zostawię bez oceny.
Lis

Jak dla mnie tekst jest odtrutką na fantazje, które często znajdują ujście w internetowych opowiadaniach. Pokazuje drugą stronę medalu i to, że nie wszystko może pójść tak, jak sobie to wyobrażamy.
Mam też wrażenie, że Autorka przekazała tyle, ile chciała – dla mnie wystarczająco.
Pozdrawiam
R.

Chyba najlepiej podsumowałeś moje opowiadanie. Dokładnie – przekazałam tyle, ile chciałam.
Dziękuję 🙂

Krótkie, dynamiczne, skupione na przekazie, bądź raczej przestrodze. Autorka trzyma się konsekwentnie dynamiki w wyrażaniu emocji, zwalnia tempo, by za chwilę porwać. Przepadam za taką narracją, a SheWolf ostatnio celuje w bardziej zwięzłe formy. Zauważyłem, że niektórym brakuje w tekście szczypty soli, innym garści pieprzu (bądź pieprzenia). Trudno dogodzić, w końcu opowiadanie “to nie pomidorowa, żeby je wszyscy lubili”. Czekam na kolejne opowieści Autorki. Ciekaw jestem też, jak czytało powieść spod jej pióra.

Dziękuję za motywujący komentarz. 🙂 Faktem jest, że nie wszystkim można dogodzić. Nigdy nie będzie tak, że każdy będzie usatysfakcjonowany opowieścią. Cieszę się, że przypadła Ci do gustu.

“Fluktuacja” to jakby uzupełnienie “Molekuł”. Druga możliwa wersja baśni, czy też koszmaru o spełnionym marzeniu. Jak mówią Anglosasi, “Be careful what you wish for”. Bohaterka wcześniejszego opowiadania spełnia swą fantazję o seksownym gwałcicielu. Dla Sonii fantazja okazuje się wstępem do tragedii.

Tym razem nie będę tak krytyczny jak inni komentatorzy. Moim zdaniem jedyną słabością opowiadania jest zbyt skrócona, skomasowana druga część. To, co się dzieje już po fakcie. Można to było bardziej rozbudować, by uczynić decyzję bardziej hmmm… autentyczną? Zrozumiałą? Wiarygodną? W końcu nie podejmuje jej bezpośrednio po wydarzeniu, pod wpływem pierwszego szoku, lecz później, gdy wykwitły już sińce.

Czy do czynu popycha ją przeżyta trauma, czy zrozumienie, że nigdy nie osiągnie poziomu zespolenia, intymności z drugim człowiekiem, który stał się udziałem jej rodziców? A może jedno i drugie. Myślę, że proces myślowo-emocjonalny mógł być opisany nieco pełniej.

Najlepiej czyta się początek opowiadania. Przygotowanie do spotkania, nadzieje, marzenia, pragnienia. Środkowa część jest trudna, ale to zrozumiałe i naturalne. W starciu fantazji z rzeczywistością ta pierwsza zostaje wdeptana w ziemię. Dopiero trzeci akt zawodzi, co jednak nie osłabia wymowy dwóch pierwszych. Słowem, wyszło Ci całkiem niezłe opowiadanie, które jednak uchyla się ostatecznie przed doskonałością…

Liczę, że wyciągniesz z tego wnioski i następnym razem sprawisz się lepiej 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Wilczyco czy to twój tekst. Lubię jak piszesz. Mam wrażenie że spotkało cię coś złego. Wywaliłaś to tutaj. Gęste, pełne emocji, to jak spowiedź. Pozdrawiam. K.

Kolumbie,
opowiadanie nie jest spowiedzią, raczej pewną przestrogą (?). Emocje są bardzo ważne, dzięki nim czuć autentyczność, co wcale nie oznacza, że rzeczywiście tak jest.

Odpowiem zbiorczo, ponieważ w dużej mierze chodzi o wyjaśnienie zamysłu na temat tekstu. Chciałam wszystkim podziękować za komentarze i uwagi dotyczące technicznej strony tekstu. Jeśli chodzi o opinie, to jak wszyscy doskonale wiemy, każdy ma swoją i ma do niej prawo. Komentarze wyraźnie pokazują, że czytelnik wyciąga to, co dla niego istotne. Widzi przez własny pryzmat opowiadanie i każdy wyciąga trochę coś innego. Dziękuję za to.

Tekst z założenia miał być krótki, zwięzły, bez większego wchodzenia w życie bohaterów. Jego głównym celem było pokazanie, że sytuacja, która tutaj jest fikcją, rzeczywiście mogłaby się wydarzyć. Trochę ku przestrodze, ale przede wszystkim by czytelnik mógł się pochylić przez moment i zastanowić. Wysnuć refleksję, do czego może pchać nas żądza, ciekawość i nieostrożność. Emocje są głównym nośnikiem i takie miały być. Autentyczne na miarę możliwości opowiadania.

Sądzę, że ten tekst może być przestrogą nie tylko dla ogromnie pragnących spełnić swoje fantazje kobiet, ale też dla mężczyzn, którzy przekonani, że tak łatwo dać komuś kilka klapsów, kłamią na temat swojego doświadczenia i umiejętności… Nie sztuka kogoś skrzywdzić, a nigdy nie wiesz jaką wrażliwość i jakie traumy ma za sobą druga strona.

Internet bardzo potrzebuje takich opowiadań – przestróg i już sam poruszony temat daje mi powód, żeby przymknąć oko na wszystkie ewentualne wady tekstu, poza jednym: w moim odczuciu, to, co najważniejsze, nie wybrzmiało dostatecznie. Sama sytuacja wydaje mi się bardzo realistyczna: mamy skrytą, nieśmiałą kobietę i Tomasza od witraży, który gra na jej niedoświadczeniu, żeby dostać to, czego chce. Dowiadujemy się, że fantazje to jedno, a rzeczywistość coś zupełnie innego i mamy tragiczny koniec. Całość widzimy z perspektywy bohaterki, która zostaje uprowadzona i brutalnie zgwałcona, nie widzę potrzeby, żeby udawać, że to był po prostu seks-niespodzianka, który nie do końca wyszedł. Brakuje perspektywy gwałciciela, więc nie wiemy, czy wszystko mu jedno, jak się czuje ta kobieta, czy jednak miał dobre intencje i szczerze myślał, że spełnia pragnienie Sonii i moim zdaniem to niedopowiedzenie jest OK. Brakuje mi nacisku na istotne czerwone lampki. Przy pierwszej lekturze tekstu moją uwagę zwróciło głównie to, że na spotkanie przyszedł mężczyzna zaniedbany fizycznie i niezbyt elokwentny. Bardzo istotne w moim odczuciu są cztery rzeczy. Po pierwsze, Sonia była w trudnej sytuacji – potrzebowała pilnie ważnego prezentu i wydawało się, że jeśli Tomasz go nie zrobi, nikt go nie zrobi na czas. To sytuacja czysto zawodowa i taka powinna pozostać, a Tomasz wyraźnie dał do zrozumienia, że jakość jego pracy będzie zależeć od tego, czy Sonia odpowie mu na osobiste, intymne pytania. Po drugie, dwa niemal sprzeczne ze sobą ustalenia: bohaterowie zamierzają dopiero na spotkaniu zdecydować, co dalej (co zwalnia z konieczności dogadywania “niewygodnych” szczegółów takich jak np. granice i możliwości strony uległej przed spotkaniem), a z drugiej strony, Sonia ma zakomunikować swoją chęć, żeby spróbować strojem – czyli czymś, co wybiera przed spotkaniem. Skrajnie zapobiegliwa osoba wzięłaby spodnie na zmianę, gdyby zmieniła zdanie, lub założyłaby bieliznę by potem ewentualnie dyskretnie ją zdjąć w swoim samochodzie albo toalecie. Ale Sonia nie jest skrajnie zapobiegliwą osobą, jest niepewną, niedoświadczoną osobą i Tomasz dobrze o tym wiedział. Jednym słowem, zapewnił sobie bardzo łatwą możliwość zrezygnowania (“mieliśmy na miejscu ustalić, co robimy, muszę już jechać”), jednocześnie ograniczając tę możliwość dla Sonii. Sonia w domu miała decyzję, której wyniku łatwo było się spodziewać: zakładając spodnie, pozbawiłaby się możliwości działania, zakładając spódnicę, pewnie łudziła się, że “jednak nie chcę” lub “zostawiłam włączone żelazko” wystarczy w razie, gdyby zmieniła zdanie. Po trzecie i najważniejsze, brak hasła bezpieczeństwa. Ta informacja została moim zdaniem odpowiednio mocno podkreślona w momencie, kiedy Sonia dostaje lanie. Moim zdaniem powinna jednak paść również wcześniej, w czasie opisu internetowej znajomości. Po czwarte jest alkohol. Samobójstwo bohaterki wydaje się nieco oderwane od reszty tekstu i pozostawia duże pole do interpretacji. Ot, na przykład: bohaterka ma głębokie problemy emocjonalne związane w jakiś sposób z rodziną, chciałaby być szczęśliwą matką, ale nie potrafi sobie ułożyć życia, cierpi na depresję przez cały ten czas i planuje samobójstwo, ale dobrze to ukrywa przed otoczeniem. W międzyczasie obiecuje bratu, że załatwi prezent dla rodziców na rocznicę ślubu i w pewnym sensie uważa to, za swój obowiązek. Jej stan się pogarsza i pogarsza, znajomość z Tomaszem daje na chwilę poczucie, że są na świecie rzeczy warte przeżycia, ale i tutaj się rozczarowuje. Przynosi witraż do domu i wpatrując się w niego zaczyna czuć, że załatwiła tę sprawę, wszystko inne ma zamknięte, nie ma już obowiązków i zobowiązań, więc może z czystym sumieniem odejść z tego świata. Wprawdzie mówi sobie samej, że “spotkanie z oprawcą zniszczyło w niej człowieczeństwo”, ale to tylko jedna z mnóstwa, mnóstwa rzeczy w jej głowie, a wszystkie inne jak np. to, że nie ma dla niej nadziei, mogą się odnosić do czegoś, o czym nie wiemy i nie mieć żadnego związku z Tomaszem. W tej wersji Tomasz jest po prostu spoko gościem, który chciał spełnić fantazje swoje i Sonii, ale mu nie wyszło, więc nie uratował dziewczyny przed drastyczną decyzją, którą pewnie i tak by podjęła, gdyby się nawet nie poznali i tyle. Myślę jednak, że nie taki był zamysł i jego manipulacje (ustalenie ze spódnicą, naciskanie, wykorzystywanie faktu, że Sonii zależy na witrażu, zwabienie jej do swojego samochodu pod byle pretekstem, żeby móc odjechać bez jej wyraźnej zgody) zdają się potwierdzać moją tezę. Tylko że ja jestem wyczulona na różne czerwone lampki. Wyobraźmy sobie teraz kobietę podobną do Sonii: wrażliwa osoba z bardzo niewielkim doświadczeniem, która nie zna swoich granic i chciałaby, aby ktoś ją poprowadził. Ma fantazje i nie wie, co dalej z nimi zrobić. W końcu trafia na opowiadania w sieci i zaczyna je po kryjomu czytać. I każde kolejne mówi jej, że jak umówi się z gościem z netu, to na spotkanie przyjdzie młody półbóg, tak przystojny, jak tylko można sobie wyobrazić, który jednym spojrzeniem doprowadzi ją do orgazmu, a w blasku jego wspaniałości będzie można się opalać. Wyobrażam sobie, że “Fluktuacja” mogłaby być świetnym tekstem, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie jednego z tych pisanych pornosów obliczonych tylko na generowanie podniecenia, bez przekazania jakiejkolwiek treści i przez to przyciągać dokładnie tę grupę odbiorców, którzy takiej przestrogi potrzebują. Tylko nie jestem pewna, czy brak pełnego wybrzmienia tych elementów o których wspomniałam nie sprawi, że tego typu odbiorca po prostu zignoruje zakończenie, jakby po tych trzech gwiazdkach nic nie było i dopowie sobie własne – szczęśliwe. Gdybym ja miała napisać ten tekst, na pewno byłby dłuższy. Znacznie więcej czasu poświęciłabym internetowej znajomości Sonii i Tomasza, pewnie zamieszczając długie cytaty z ich mejli lub może dokładniej opisując fantazje Sonii w takim duchu, jak Ania opisuje fantazje swojej bohaterki w “Odkrywając siebie”. Na pewno chciałabym, żeby to był soczysty kawałek tekstu, do którego można się z powodzeniem masturbować, ale jednocześnie chciałabym, żeby czerwone lampki się pojawiły: trochę natarczywego wypytywania i namawiania tutaj, przekonywanie, że hasło bezpieczeństwa jest niepotrzebne tam, tu i tam szczypta manipulacji emocjonalnej, ale wszystko to wciśnięte w pikantne wyznania i opisy tak, że aż chce się na to nie zwrócić uwagi. Opis samego spotkania byłby u mnie podobny, ale po wszystkim miałabym bohaterkę bijącą się z własnymi myślami i rozpamiętującą spotkanie. Obwiniałaby się o to, że pozwoliła się tak potraktować, myślałaby np. o tym, że powinna była żądać wypuszczenia z samochodu, ale za bardzo bała się odezwać, bo ewentualna szarpanina z kierowcą jadącego samochodu jest bardzo niebezpieczna dla wszystkich w środku, zastanawiałaby się, czy gdyby protestowała głośniej, jej oprawca dałby jej spokój, czy tylko uznał za pretekst do “ukarania za krnąbrność”, zastanawiałaby się, co powinna była zrobić przed spotkaniem. Część jej myśli byłaby poświęcona innym aspektom życia, aż w końcu dotarłaby na brzeg rzeki, gdzie rzuciłaby się do wody, ale jej śmierć nie byłaby tak poetycka. Kilka ostatnich zdań poświęciłabym samemu tonięciu, ale przed ich napisaniem, poczytałabym nieco w internecie, żeby w miarę dobrze oddać to, co bohaterka mogłaby czuć. Jestem niemal pewna, że silne uderzenie wiatru w nozdrza nie byłoby ostatnią rzeczą, jaką poczuła. Wiemy, że samobójcy zazwyczaj na moment przed śmiercią próbują jednak się ratować, np. u wisielców znajdujemy ślady szamotania się. Uczucie topienia się musi być okropne, w przeciwnym razie waterboarding nie byłby efektywną torturą, a wiemy z doniesień medialnych, że jest. Myślę, że Sonia poczułaby gwałtowną potrzebę odetchnięcia powietrzem, być może ból w płucach, panikę, rozpacz, dezorientację. Nie ma co romantyzować samobójstwa, ani udawać, że umieranie to ułamek sekundy, po którym jesteśmy wolni od wszelkiego cierpienia.

Fakt, że tekst jest krótki i pozostawia spore pole do interpretacji. Pytanie tylko jak długi mógłby być, żeby osoby potrzebujące tej przestrogi jeszcze go przeczytały… No i czy czytelnik musi mieć wszystko podane na tacy…

Co do samobójstwa. Nigdy nie możemy być pewni alternatywnych wersji wydarzeń. Sądzę, że taka decyzja zawsze jest w dużym stopniu spotaniczna, wręcz, że im więcej ktoś o nim myśli, tym mniejsza szansa, że naprawdę targnie się na swoje życie, choć tego nigdy się nie dowiemy, bo nie ma statystyk na temat niedoszłych samobójców.

Niemniej muszę przyznać, że nie wiedząc jak wyglądają ostatnie chwile życia, lubimy kreślić ich romantyczną wersję: łagodne, bezbolesne odchodzenie, które ma raczej wymiar symboliczny niż realny. A musi boleć, musi być pot i łzy, chwila zwątpienia… taka przestroga też zapewne jest konieczna.

Serdecznie pozdrawiam

A.

Aniu, jestem zdania, że są miejsca na niedopowiedzenia i wyobraźnię czytelnika i są miejsca, gdzie lepiej nie zostawiać niedopowiedzeń. W Twoich tekstach zawsze zwracam uwagę na to, że wszędzie poza fantazjami i snami bohaterów w jasny, bezpośredni sposób piszesz o prezerwatywach i zawsze biorę to za duży plus. Czasem poza samą wzmianką o ich użyciu podkreślasz ich znaczenie w dialogu lub myśli bohaterów i to też zawsze biorę za duży plus. Zagrożenia, przed którymi She Wolf chce nas ostrzec w tym tekście są równie duże co potencjalne konsekwencje niezabezpieczenia się podczas zbliżeń, jeśli nie większe. Dlatego jestem zdania, że i ostrzeżenie powinno być odpowiednio wyraźne. Jeśli chodzi o samobójstwa, cóż, spontaniczne decyzje to jedno, ale czy to największy odsetek samobójców? Niestety nie pamiętam źródła, ale zapoznałam się kiedyś z przypadkiem mężczyzny, który przeżył skok z wysokiego budynku. Później oczywiście otrzymał leczenie psychiatryczne oraz rehabilitację fizyczną, wszystko to w szpitalu psychiatrycznym i jego wysiłek włożony w odzyskanie sprawności ruchu był opisywany jako ogromny. Popełnił skuteczne samobójstwo tuż po wyjściu ze szpitala. To niezbyt wskazuje na spontaniczną decyzję, raczej na świadomy wysiłek w kierunku znalezienia się w okolicznościach, w których odebranie swojego życia będzie możliwe. Słyszałam też opinię, że wiele osób jest mocno zdeterminowanych, żeby odebrać sobie życie i potrafią tygodniami, miesiącami czekać na właściwą okazję – powiedział mi to lekarz psychiatra, dyżurujący często w szpitalu, więc ufam tej opinii. Nie chciałam też argumentować, że Sonia w istocie popełniłaby samobójstwo nawet, gdyby opisane wydarzenia nie miały miejsca lub przeciwnie – chciałam tylko zaznaczyć, że taka interpretacja jest możliwa, że może łatwo wpaść do głowy komuś, kto w taką wersję wydarzeń chciałby wierzyć, żeby we własnej głowie obronić idealny obraz swoich własnych fantazji, a także, że taka osoba mogłaby moim zdaniem zbyt łatwo ją obronić w obecnej postaci tekstu. Oczywiście niezależnie od tego, ile wysiłku autor włoży w przekazanie swojego przesłania jasno, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie widział tylko to, co chce widzieć. Ale to zawsze wymaga pewnej mentalnej gimnastyki w przeinaczaniu faktów. Z drugiej strony, autor, który dał czytelnikowi do ręki wszystko, co potrzebne do wyciągnięcia zamierzonych przez niego wniosków, ale sam ich nie przedstawił, osiągnie lepszy dydaktyczny efekt. Mamy więc jakby dwie miary w tekście: to, ile wysiłku czytelnik musi włożyć, żeby poskładać elementy układanki do kupy i to, ile wysiłku jest potrzebne, żeby poukładać, powyginać je w sposób sprzeczny z zamierzeniami autora, żeby obronić własny światopogląd. Im większa jest ta pierwsza, tym mniejsza ta druga i wszystko rozbija się o właściwy balans. A “właściwy” nie jest taki sam dla każdego tekstu. Ze względu na to, jaki rodzaj ludzi potrzebuje ostrzeżenia Wilczycy, ja osobiście uważam, że ten balans powinien być w tym konkretnym tekście przesunięty w stronę bardziej oczywistego przesłania.

Może masz rację… dla mnie być może wystarczająco wstrząsająca jest myśl, że moje zachowanie mogłoby być kroplą przelewającą szalę goryczy i impulsem, że już, teraz, że nie ma nadziei ani odwrotu, ale każdy ma inną wrażliwość. Tyle, że teksty czysto dydaktyczne są mało ciekawe, a granica cierpliwości czytelnika niezwykle cienka. To trochę jak balansowanie na linie. Jestem ciekawa jak wyszedłby Twój rozbudowany tekst…

Niemniej nie bagatelizowałabym tych wspomnianych kilku siniaków za dużo i miesięcy płakania w poduszkę. Nie do końca wierzę w powiedzenie, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Niektóre lekcje nie są warte ceny jaką za nie płacimy…

Serdecznie pozdrawiam

A.

Aniu, ja nie bagatelizuję cierpienia i traumy. Ja twierdzę, że złamania kości to poważna rzecz, ale jeśli ktoś wbiega po oblodzonych schodach, żeby zdążyć na ulubiony serial w telewizji, to nie będę mu współczuła złamanej nogi. Ale jeśli ktoś biegnie przed siebie i nie zwalnia przed schodami, bo godzinę wcześniej przyjaciel powiedział mu, że wszystko jest posypane piaskiem z solą, potem zostaje uderzony olbrzymim impetem przez staczający się rower (bo rowerzysta, który wnosił go po schodach dostał nagłego skurczu w ręce i go nie utrzymał) i wepchnięty pod nadjeżdżającą ciężarówkę, która robi z niego krwawą miazgę, to niezależnie od popełnionej głupoty, zasługuje jednak na współczucie. Kwestia proporcji popełnionej głupoty do konsekwencji.

Dla mnie różnica jest jednak zasadnicza: schody nie mają wpływu na to, czy z nich spadniesz. Wpływ może mieć twoja nieuwaga, zaniedbania osoby odpowiedzialnej za odśnieżanie lub błąd projektanta, ale nie schody.

W relacjach BDSM cała odpowiedzialność, może poza sytuacją, gdy strona uległa nie skorzysta z sygnału bezpieczeństwa, spoczywa na osobie dominującej. Również odpowiedzialność za dobrostan psychiczny drugiej strony. Wytłumacz mi zatem czemu to bohaterka miała być rozsądna i czemu to jej zachowanie oceniamy. Jak dla mnie to pokłosie kultury gwałtu – to kobiety mają uważać co robią (jak się ubierają, którędy chodzą, komu ufają…), a nie mężczyźni szanować wolę kobiet. Tymczasem podstawą każdego seksu powinna być konsensualność i to bynajmniej nie dorozumiana…

Serdecznie pozdrawiam

A.

PS O to samo powinnam poprosić Nefera, jeszcze bardziej krytycznego wobec lekkomyślności bohaterki…

„Fluktuacje” to kolejne już opowiadanie Autorki odnoszące się do tematyki BDSM, podejmowanej zarówno w wersji maledom jak i femdom. Poprzednie trzy, które czytałem („Molekuły”, „Leśny parking”, „Bieguny”), niezależnie do przyjętej konwencji sprawiały jednak wrażenie miękkich, wyidealizowanych. Ich bohaterowie w taki czy inny sposób spełniali swoje fantazje i odczuwali rodzaj satysfakcji. Tutaj nic z tych rzeczy, zderzenie z brutalną rzeczywistością, niestety, znacznie bardziej prawdopodobną, zwłaszcza przy okazji szybko nawiązywanych, przypadkowych kontaktów netowych.
Wiele kobiet fantazjuje jakoby o gwałcie, ale w tych fantazjach gwałciciel jest przystojny, skropiony dobrymi perfumami, zachowuje się na swój sposób szarmancko, pamięta o zaspokojeniu potrzeb „ofiary”, a przede wszystkim, pojawia się wtedy, gdy ona sama ma na to ochotę (choćby nie do końca uświadomioną). Wspomniana, brutalna rzeczywistość (o ile do takowej dojdzie, czego nikomu nie życzę), okazuje się zazwyczaj dokładnie odwrotna, począwszy od wyglądu i zapachu, na podświadomym „przyzwoleniu” kobiety skończywszy. Tutaj tak właśnie się stało, przy czym bohaterka sama wpakowała się w dwuznaczną, ryzykowną sytuację. Okazała się niedojrzała emocjonalnie (pomimo często powtarzanego określenia „kobieta”, sugerującego wiek odrobinę starszy niż 18 lat), niedoświadczona, nieostrożna. Własne fantazje próbowała brać za rzeczywistość. A Tomasz to wykorzystał, nawet bez zadawania sobie szczególnego trudu (choćby niechlujny wygląd). Potraktował całe zdarzenie w kategoriach „fizjologicznych” i odjechał w swoją stronę, nie troszcząc się o konsekwencje. Jak się okazało, z jego punktu widzenia słusznie. A dla Soni stało się to końcem świata, niestety, w dosłownym znaczeniu tego słowa. Pomimo tego, że została ofiarą i ostatecznie zapłaciła własnym życiem, trudno mi jednak wzbudzić w sobie wobec niej współczucie. Po prostu, zachowała się bardzo głupio. Miała zapewne trudności w nawiązywaniu relacji w świecie realnym, odtrącała (może nieświadomie) ewentualnych partnerów, szukała spełnienia wyidealizowanych fantazji nie wiadomo gdzie. I ostatecznie, w decydującej chwili, nie zapaliły się jej przed oczyma lampki ostrzegawcze, o których pisała w komentarzu Czarna Kaczuszka. A powinny. Tak, to opowiadanie to przestroga.
Tekst zdecydowanie różniący się od wielu innych i z tego powodu zapadający w pamięć. Z literackiego punktu widzenia to sukces, niezależnie od takich czy innych niedociągnięć kompozycyjnych czy warsztatowych.
Pozdrawiam

Neferze, zarzucasz Sonii między innymi, że jest niedoświadczona. To niewątpliwie prawda, ale doświadczenie ma tę przykrą własność, że posiadamy je zazwyczaj, kiedy już nie jest potrzebne. Bohaterka wpakowała się w ryzykowną sytuację, ale dla przypomnienia: Tomasz nie był dla niej kompletnym obcym, był przyjacielem partnera jej chyba najbliższej przyjaciółki. Zaufana osoba poręczyła jej za niego. Jak się okazuje, błędnie. Tak, Sonia zignorowała wiele sygnałów ostrzegawczych. Ale nic w tekście nie implikuje, że miała wiedzę potrzebną, żeby je rozpoznać. Równie dobrze mogła być kobietą, która niewiele korzysta z internetu albo nie pomyślała, żeby szukać w internecie informacji na temat swoich nietypowych potrzeb, widziała kilka brutalnych scen w filmach, podnieciła się, zwierzyła się z tego najbliższej przyjaciółce, przyjaciółka zapewniła ją, że musi sobie poszukać dominującego partnera i jak tylko znajdzie, wszystko będzie wspaniale, a Sonia naiwnie jej uwierzyła. Tak, to jest karygodna naiwność. Również nie miałabym współczucia, gdyby bohaterka skończyła z kilkoma siniakami zbyt dużo, awersją do seksu na najbliższe pół roku i przez kolejny miesiąc codziennie płakała w poduszkę. Ale ona zapłaciła najwyższą cenę. Jak myślisz, ile osób zostałoby na świecie, gdyby każdy, kto zrobił coś bezmyślnego i ślepo zaufał komuś tylko dlatego, że jest dobrym znajomym kogoś bliskiego płaciło za to życiem? Ile osób przeczytałoby ten tekst? Na pewno nie ja. Piszesz jako zarzut, że “miała zapewne trudności w nawiązywaniu relacji w świecie realnym, odtrącała (może nieświadomie) ewentualnych partnerów, szukała spełnienia wyidealizowanych fantazji nie wiadomo gdzie”. Przecież nie stanęła pewnego dnia przed lustrem i nie powiedziała sobie: “na złość mamie, tacie i reszty świata będę miała problemy emocjonalne, nie będę nawiązywać dobrych relacji i będę czekać na księcia na białym koniu, który zabierze mnie do bajki”. Miała problemy, z którymi sobie nie potrafiła poradzić, a główną ofiarą jej nieodpowiednich działań była ona sama. Więc czy trzeba o tym pisać w tonie oskarżenia?

Otóż chodzi mi o to, że bohaterka wykazała się skrajnym brakiem krytycyzmu, ostrożności i zdolności przewidywania. Bo cóż to za rekomendacja, znajomy znajomego przyjaciółki (która zresztą bawi się w swatkę i opowiada na lewo i prawo o poczynionych wobec niej zwierzeniach na tematy bardzo osobiste). W rezultacie wpakowała się w niebezpieczną sytuację, zakończoną traumatycznym przeżyciem. W połączeniu z dużą wrażliwością przyniosło to tragiczne skutki. Sama napisałaś, że gdyby skończyło się na siniakach i urazach psychiki, też nie odczuwałabyś szczególnego współczucia. Można założyć, że nonszalancja, z którą Tomasz wciągnął w pułapkę i wykorzystał bohaterkę, wynikała z tego, że nie był to dla niego pierwszy tego rodzaju przypadek. Nie pozostawiał jednak za sobą szeregu samobójczyń, to musiałoby zwrócić uwagę. Inne jego ofiary zdołały się więc pozbierać. I zasługują na identyczne współczucie jak Sonia, która zapłaciła cenę wyższą z powodu dużego poziomu wrażliwości. Ta jednak nie usprawiedliwia braku elementarnego rozsądku. Oczywiście, Tomasz jako doświadczony uwodziciel internetowy (a różne jego zagrania dowodzą doświadczenia) powinien to wyczuć, ale zapewne nie przejmował się podobnymi drobiazgami. Bo to ogólnie wredny typ.

Ludzie głupsze rzeczy robią…

Nie zgodzę się ze sformułowaniem “znajomy znajomego przyjaciółki”. Magda mówi: “to bardzo bliski przyjaciel mojego Jacka”. “Mojego” w takim kontekście sugeruje stałego romantycznego partnera, może męża. A bardzo bliski przyjaciel męża przyjaciółki to chyba jednak znacznie bardziej godna zaufania osoba, niż znajomy jej znajomego. Zwłaszcza, że sama podobno również zna go “kopę lat”. Jeśli tutaj doszło do przekłamania, to główną winę ponosi za nie Magda, nie nieufna z natury Sonia, która akurat w słowa bliskiej przyjaciółki uwierzyła. Czy Tomasz rzeczywiście zachował się z nonszalancją wskazującą na duże doświadczenie? Ja bym powiedziała, że przeciwnie. Zwabił tak, jak zaplanował, wykorzystał, jak chciał, a potem nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc poszedł zapalić i modlić się w duchu, żeby jego bałagan sam się posprzątał. A potem próbował udawać, że nie widzi zapłakanej kobiety obok niego, bo nie wiedział, co do niej powiedzieć. W mojej głowie to był raczej mężczyzna, który miał wcześniej jakieś mniej lub bardziej stałe partnerki poznane w bardziej typowych okolicznościach, z którymi być może próbował elementów BDSM w łóżku, ale nie pozwalały mu na zbyt wiele. Oczywiście w rozmowach z kumplem, a potem ze swoją przyszłą ofiarą wszystko wyolbrzymił do granic możliwości, żeby wyjść na bardziej męskiego, stąd wrażenie, że rzeczywiście jest doświadczony. Potem pomyślał sobie: “o, prawdziwa uległa, nie to, co ta Kaśka, którą wiecznie bolała głowa, zrobi wszystko, czego sobie zażyczę, tylko muszę ją odpowiednio poprowadzić”, a potem wmówił sobie, że realizowanie fantazji Sonii jest dostatecznym usprawiedliwieniem dla porwania i gwałtu i po wszystkim ona będzie mu wdzięczna. A tu się okazuje, że zamiast dziękować za cudowny orgazm tylko beczy. Ups… W ewentualne inne ofiary więc wątpię i ciężar samobójstwa bohaterki składam na brutalność samego gwałtu, a nie jej wielką nadwrażliwość.

Kochani,
bardzo dziękuję za Wasze komentarze i jestem mile zaskoczona dyskusją, jaka się wywiązała. Niesamowitym doświadczeniem jest odkrywać, że dla każdego Czytelnika ten tekst oznacza trochę coś innego. Zwracacie uwagę na różne kwestie i macie również własne opinie. Wiem, że nie da się zadowolić każdego. I jedna osoba może czuć niedostatek w słowach, inna stwierdzi, że zostało opowiedziane wszystko, co należało.
Jak wspomniałam wcześniej, zamysłem od samego początku był krótki tekst. Zastanawiałam się nawet nad miniaturką, ale uznałam, że pewien zarys (niewielki) postaci warto zrobić. Chociażby dlatego, żeby Czytelnik mógł wpleść pewne zachowania bohaterów w znane nam, utarte schematy, co zresztą udało się. Dojrzeliście w Sonii kobietę poszukującą swojego miejsca pchaną fantazjami w nierozważne zachowanie. Zobaczyliście Tomasza, który jest, mówiąc kolokwialnie – nikim wartościowym, a jedynie egoistą wykorzystujących głupotę i naiwność młodych kobiet, dla własnego spełnienia.
Mam poczucie, że gdyby ten test był dłuższy z bardziej rozbudowaną fabułą, nie miałby pewnego wydźwięku. Nie zwróciłby uwagi. Przez pewien wysiłek, jaki trzeba włożyć w wytworzenie sobie wizji bohaterów i tego, co mogą czuć i jak, myślę, że bardziej zapisuje się w pamięci Czytelnika niż coś, co jest podane na tacy. Oczywiście nie mam zamiaru umniejszać długim formą, ale tutaj założenie było właśnie takie. Dzięki temu, że każdy z Was wyciąga i dostrzega coś innego, jestem szczęśliwa, że choć trochę się udało.
Natomiast jeśli chodzi o całą scenę, w której dochodzi do przemocy, gwałtu i pewnego złamania bohaterki. Prawda jest taka, że dla każdego to samo doświadczenie może mieć dokładnie inne skutki. Sonia wróciła do domu w stanie skrajnym, czuła się zmaltretowana fizycznie, ale najbardziej psychicznie. Rany na ciele przecież wygoiły się, ale tutaj nie o te rany chodzi. Bohaterka jest w tzw. “szoku psychicznym” jednocześnie zachowując pewna jasność umysłu. To, czego doznawała podczas “sceny” miało pewne znamiona ostrej reakcji na stres, a jak wiadomo taki stan może utrzymywać się nawet do kilku tygodni, chyba, że trafi się na “podatny grunt”, gdzie jednostka nie jest w stanie tego znieść. Sonia tego same wieczora (co jest jedynie w domyśle) popełniła samobójstwo. Czy miała taki zamiar? Czy planowała? To już pozostaje do własnej interpretacji.

Niemniej, bardzo dziękuję za Waszą aktywność pod tym tekstem i tak wiele komentarzy. 🙂

Uściski,
She Wolf

Napisz komentarz