Nowy świat czarownic 51-53 (Nefer)  2.67/5 (6)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 32 minut/-y    

Benjamin West, “Edward III przekraczający Sommę”

51

Następne dni upłynęły obojgu pracowicie. Należało pospiesznie zebrać rozpuszczone dopiero co oddziały, które na nowo wzywano z zamków i garnizonów strzegących dolin oraz przełęczy. Na szczęście, od strony barbarzyńców panował zupełny spokój, a pogoda dopisywała. Pomimo uprzednich, groźnych zapowiedzi, zima ociągała się z objęciem władzy nad ziemiami Północy, co ułatwiało koncentrację wojsk. Z drugiej strony, ciepła i słoneczna aura sprzyjała najeźdźcom, zimą nigdy nie zdołaliby przekroczyć przełęczy dzielących Siedem Bram od Międzyrzecza, gdzie ustanowili swoją główną siedzibę. Być może nie działo się tak tylko skutkiem kaprysów natury, obawiał się Marcus. Czyż on sam nie posłużył się swego czasu deszczową nawałnicą, czyż Berenika nie przegnała chmur podczas uroczystego powrotu armii z ostatniej kampanii? Tak silne oddziaływanie na żywioły związane z pogodą wymagałoby wielkiej mocy i wiedzy, ale przecież przeciwko sobie mieli starą wiedźmę, która gromadziła zaklęcia od pokoleń, wspomaganą przez kilka innych dam szlachetnej krwi, w tym Lady Mirandę, która zaliczała się do najznaczniejszych władczyń magii, mając przy tym do dyspozycji czterech oddanych i utalentowanych małżonków. Pomimo tego Marcus nie wątpił jednak, że wspólnie z Bereniką zdołaliby pokonać te ewentualne działania wroga i sprowadzić śniegi. Siły na pewno mu nie brakowało.

Taką też myśl wyraził na odbywanej w Złotej Bramie naradzie wojennej, oczywiście bez wchodzenia w szczegóły i przy ograniczeniu własnego udziału do roli dostarczyciela mocy pani i małżonce. Generał Harold skrzywił się, słysząc głos księcia wypowiadającego się na temat strategii planowanej kampanii. Już samą obecność Marcusa przyjął z ledwie skrywaną niechęcią i powstrzymał się od uwag jedynie z powodu wyraźnie zaznaczonej woli księżnej, która przybyła na zwołane przez siebie spotkanie w towarzystwie pierwszego małżonka. Słowa generała zaskoczyły jednak chłopaka.

– To niezły plan. Dzięki zmianie pogody i zablokowaniu przełęczy zyskalibyśmy na czasie. A po nastaniu śniegów żadna armia nie przejdzie przez góry. Nie zdołaliby nam zagrozić aż do wiosny.

– Nie chcę czekać tak długo. Zresztą, na co miałabym czekać? Aż rozpuszczą więcej kłamliwych oszczerstw i zyskają nowe sojuszniczki? Jestem jedyną, prawdziwą księżną Siedmiu Bram i udowodnię to na polu bitwy! Udowodnię mocą i stalą!

– Bitwa zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko, nigdy nie da się wszystkiego przewidzieć – zauważył Marcus, pomny doświadczeń sprzed kilku tygodni.

– Nie pozwolę, by jakaś fałszywa uzurpatorka szargała imię moje i całej rodziny! Pokażę wszystkim prawdę, dla przyszłości naszej córki, sir Marcusie!

– Nawet, jeżeli zwyciężymy, w co nie wątpię, to nie wystarczy. Nie wystarczy, by przekonać Radę i inne damy z Królestwa. Przeciwnie, bitwa da powód do nowych oskarżeń. Przecież szlachetnie urodzone panie nie toczą wojen pomiędzy sobą. Tak czynili przed wiekami władający mocą szaleni mężczyźni. I tak może czynić barbarzyńska dzikuska, udająca księżną Berenikę z Siedmiu Bram. Potwierdzisz tylko ich oszczerstwa, wystraszysz niezdecydowanych.

– To co mam zrobić? Zamknąć się w górach i czekać nie wiadomo na co?

– To one zaczęły tę wojnę, margrabina Międzyrzecza i jej tajemnicza protegowana, rzekoma Berenika, nie wiadomo skąd wzięta. Oszustka, która posługując się mocą przybrała twoją postać. Wysuniesz takie zarzuty i zażądasz konfrontacji przed Radą. Wiem, że prawie wszystkie szlachetnie urodzone damy z Królestwa używają magii, by poprawiać urodę i to sprawia, że otaczająca je aura czarów zmieniających wygląd nikogo nie dziwi. Nikogo, kto potrafi to wyczuć. Ale jeżeli sąd Rady zażąda odrzucenia tych zaklęć? Ty bez kłopotu stawisz czoła takiej sytuacji, ona nie. To dlatego zdecydowała się na wojnę i musi zwyciężyć szybko, nie bacząc na niechęć pań z Królestwa do zbrojnych sporów. To ona nie może czekać do wiosny.

– Nie jestem pewna, Marcusie, czy sąd Rady to najlepszy pomysł…

– Fałszywa Berenika tak czy inaczej nigdy nie przystanie na coś takiego. I w ten sposób potwierdzi własne machinacje. A my wykażemy się godną podziwu wstrzemięźliwością w sięganiu po oręż wojny. Zachowujemy go tylko dla barbarzyńców, co niedawno udowodniłaś.

– A może nie chcesz walczyć ze swoją matką i z ludźmi, wśród których się wychowałeś? Może opuściła cię odwaga, sir Marcusie?

Nie znalazł odpowiedzi na te podyktowane emocjami słowa. Niespodziewanie, wyręczył go generał Harold.

– Wybacz, pani, ale książę stawał dzielnie przy twoim boku w ostatniej bitwie. Odwagi odmówić mu nie sposób. Nie znam się na intrygach Rady i nie mnie wypowiadać się na ich temat, w sprawach wojny wiem jednak, że lepiej zachować lepszą pozycję i zaczekać na atak przeciwnika, jeżeli ten musi go przeprowadzić. A taką właśnie mamy sytuację. Nie przejdą przez przełęcze, chyba, że otworzą sobie drogę magią. A temu na pewno potrafisz się przeciwstawić, pani.

– Nie zapominajcie, że mają tam kilka władczyń mocy, a ja jestem sama. – Spojrzała na Marcusa. – Jeżeli się rozdzielą, mogą użyć czarów w kilku miejscach, a ja nie zdołam przeszkodzić im wszędzie naraz.

– Z Międzyrzecza prowadzą przez nasze góry tylko dwa szlaki, szerszy i wygodniejszy  wiedzie zachodnią przełęczą. – Generał pochylił się nad rozłożoną na stole mapą, podobnie uczynili pozostali uczestnicy narady. – Wygodniejszy ale dłuższy. I drugi, przez przełęcz wschodnią, krótszy, ale wąski i kręty.

– Znam tę drogę – wyrwał się Marcus. – Podróżowałem tamtędy wiosną z lady Berengarią. Przejście zasypał zwał kamieni. Księżna rozbiła go mocą, ale zużyła mnóstwo magicznej siły. Sama przyznała, że bardzo ją to wyczerpało.

– Jeżeli zablokujemy odpowiednio wschodnią przełęcz i zostawimy tam straż, to nie zdołają łatwo jej otworzyć, nawet przy użyciu czarów. A i sama przeprawa wojska zajmie dużo czasu. W razie potrzeby, zdążymy zareagować. Przerzucimy nasze własne siły, a ty użyjesz mocy, szlachetna pani. Uważam jednak, że i tak ruszą przez przełęcz zachodnią. Tylko tamtędy zdoła przejść większa armia. Ale nie wtedy, gdy zamkną ją nasze oddziały, a ty przeciwstawisz się magii tej uzurpatorki, czy kogokolwiek innego.

– W jednym masz rację, Bereniko. Niechętnie walczyłbym przeciwko ludziom z Międzyrzecza albo przyglądał się, jak poraża ich moc żywiołów. Zrobiłbym to jednak, gdybyśmy nie mieli innego wyjścia. Ale przecież mamy. Plan zablokowania przełęczy wydaje się rozsądny. Zatrzymamy ich ofensywę i już to stanie się naszym sukcesem. Zyskamy czas, by udowodnić oszczerstwa fałszywej wiedźmy.

– Nie jestem do końca przekonana, moi panowie. Posiadamy lepsze, bardziej doświadczone wojska, z magią też potrafię sobie poradzić.

– Takiej wojny nie było jednak od wieków. Żołnierze wiedzą, że przeciwko barbarzyńcom walczą w obronie swoich rodzin, wierzą, że osłaniają całe Królestwo, a teraz… – Harold zawiesił głos.

– Co takiego? Chcesz powiedzieć, generale, że mogliby nie wykonać rozkazów? Po ostatnim zwycięstwie?

– Armia Siedmiu Bram wykona każdy twój rozkaz, szlachetna pani. Żołnierze z entuzjazmem uderzą na barbarzyńców. Może jednak lepiej nie zmuszać ich do stawania przeciwko rodakom z Królestwa? Takiej wojny nie było od wieków – powtórzył.

Berenika potoczyła wzrokiem po innych, obecnych oficerach. Kilku z nich nie wytrzymało jej spojrzenia.

– Rozumiem… Przyjmuję plan zablokowania przełęczy. Staniemy obozem tutaj – wskazała na mapie upatrzone miejsce. – Postaram się też przyspieszyć pogorszenie pogody.

Reszta narady upłynęła na roztrząsaniu różnych szczegółów. Marcus nie zabierał już głosu. Rozmyślał nad tym, czy rzeczywiście użyłby mocy przeciwko ludziom z Międzyrzecza. W gwardii służyło tam wielu, których uważał za przyjaciół. W sumie, to on wysunął plan obrony przełęczy oraz unikania tymczasem walnej bitwy, skwapliwie podchwycony i rozwinięty przez Harolda. Berenika przyjęła go niechętnie, pod naciskiem okoliczności i pozostałych oficerów. Czy miał rację? Czy przysłuży się to najlepiej ich własnej sprawie? Miał nadzieję, że tak.

Pani i małżonka nie okazywała jednak podobnego entuzjazmu, gdy mogli już swobodnie porozmawiać.

– Wyślę, oczywiście, odpowiednie pisma do Rady i wszystkich władczyń księstw czy hrabstw, ale nie spodziewałabym się szybkich działań z ich strony. O wiele pewniejszym sposobem byłoby pokonanie wiedźmy na polu bitwy. Uważam, że generał wykazuje przesadną ostrożność, wojsko, a zwłaszcza prości żołnierze, z pewnością nie zawiodą w żadnych okolicznościach.

– Nadal jednak nie wiemy, czym ona dysponuje i na co liczy. Przecież z jej strony ta cała kampania to akt desperacji. Musi zwyciężyć i to natychmiast, inaczej nie zdoła zbyt długo podszywać się pod ciebie. Powinniśmy zachować ostrożność.

– Tymczasem możemy zająć się pogodą, wypróbujemy w ten sposób ich możliwości oraz naszą własną moc. Użyjemy żywiołów wody i powietrza, by przyspieszyć nadejście śniegu i mrozu.

Zadanie okazało się jednak trudne. Nie wyczuwali żadnych nienaturalnych działań wiedźmy czy kogokolwiek innego, ale sami również nie zdołali wpłynąć na związane z pogodą żywioły. Ani on, ani Berenika, ani osobno, ani pracując wspólnie. A przecież potrafił uczynić coś takiego w lasach Północy. Jego pani i małżonka również, na przełęczy Złotej Bramy. Mocy żadnemu z nich nie brakowało, dbali o to starannie, kochając się przy każdej niemal okazji. Może przerastała ich skala wyzwania? A może dawał o sobie brak wiedzy i doświadczenia?

– Spróbujmy jeszcze raz. – Marcus nie zamierzał ustąpić.

– To nic nie daje, w taki sposób niczego nie osiągniemy.

– Masz jakiś inny pomysł?

– Może… może podzielimy się wiedzą? Każde z nas uczyło się od kogoś innego. Mnie instruowała wiedźma i mogła łatwo coś pominąć. Tobie czary przekazała Aurora. Czy na pewno wszystkie?

– Nie wierzę, by cokolwiek ukrywała.

– Tak bardzo pewien jesteś jej dobrej woli?

– Tu nie chodzi tylko o to… Ona nie była w stanie niczego ukryć w tamtej chwili, nawet ja potrafiłem to wyczuć. Tutaj, w Królestwie, zdają się o tym nie wiedzieć, bo nie mają potrzeby używać takiego sposobu, ale wśród barbarzyńców dzieje się zupełnie inaczej…

– Co masz na myśli? Czy to, co podejrzewam?

– Tak… Przekazała mi swoje umiejętności, otwarła umysł wówczas, gdy byliśmy ze sobą połączeni.

– Ach tak, po co w ogóle pytałam?

– Podobno pomiędzy kobietą i mężczyzną w ten sposób najlepiej i najpełniej przekazuje się wiedzę o czarach, otwierając umysły. I czyż… czyż ty sama nie ofiarowałaś mi mojego pierwszego zaklęcia, zaklęcia ognia, w takiej właśnie chwili?

– Może i tak, ale nie miałam wtedy pojęcia o tych szczególnych aspektach połączenia.

– Może uczyniłaś to instynktownie. W dawnych czasach zapewne korzystano z tego udogodnienia również w Królestwie, starożytne sposoby popadły następnie w zapomnienie i nie były używane, ale mogły przetrwać w jakichś zakamarkach ciała i umysłu.

Przyszło mu do głowy, że kto wie, czy praktyk takich nie stosowała na więźniach Lady Berengaria, by tym pewniej wydobywać z nich wszelką wiedzę o magii. Wolał jednak nie przypominać o tym Berenice, skoro plany przesłuchiwania i torturowania Ludzi Północy zostały chwilowo zarzucone wobec natłoku innych spraw. Pani i małżonka myślała jednak o czymś innym.

– Zapewniasz, że Aurora niczego nie ukrywała, ale może jej wiedza ustępuje jednak umiejętnościom szlachetnie urodzonych dam z Królestwa?

– Mamy tylko jeden sposób, by się o tym przekonać, nieprawdaż, moja pani?

– Odnoszę wrażenie, że po raz kolejny odgadłam dzisiaj myśli mojego pana i małżonka. A może jednak się mylę?

– Z pewnością nie, moja księżniczko.

Wziął dziewczynę w ramiona i zwarli się w pocałunku. Następnie powoli, bez pośpiechu rozebrali się wzajemnie. Nadzy już, przenieśli się na łoże. Pracowali z żywiołami w osobistych apartamentach Bereniki. Liczyli, iż nikt nie będzie im tam przeszkadzał, sądząc, że oddają się temu, co ostatecznie i tak mieli właśnie zamiar uczynić. Obejmowali się ramionami, złączyli pocałunkiem i spletli nogami. On sięgnął dłonią jej wilgotnej doliny pomiędzy udami, ona drażniła palcami budzącego się do życia penisa. Wiedziała dobrze, że najsilniej reaguje na zręczny uchwyt od spodu. Odwdzięczył się, ścigając wymykający się pąk rozkoszy dziewczyny i zamykając go ostatecznie w oprawie uczynionej z własnych palców. Jęczeli cicho, odpowiadając na wzajemne pieszczoty. Tak jak lubiła, pochwycił jeden z sutków wargami i przyssał się niczym wygłodniały szczeniak. Szczeniak, któremu wybijały się już zęby, bo czując narastające naprężenie ciała kochanki, wzmocnił podnietę nadgryzając lekko brodawkę. Jęknęła głośniej i silniej zacisnęła własną dłoń, co wzmocniło z kolei doznania chłopaka. Czuł znajome, narastające gorąco, bał się, że za bardzo wyprzedzi Berenikę na drodze ku wspólnej rozkoszy i wydał przesadny trochę okrzyk bólu. Tak jak na to liczył, osłabiła uścisk i przez chwilę z mniejszą niż uprzednio energią poruszała penisem. On z kolei przyspieszył pracę palców i ponownie nadgryzł sutek. Ciało dziewczyny wyprężyło się w napięciu, które przerodziło się w targające nią drżenie. Odsunęła dłonią rękę Marcusa, drugą naprowadzała sterczącego fallusa ku przeznaczonemu mu celowi. Chłopak przesunął się tak, by leżąc bokiem wpasować się między nogi spoczywającej na plecach Bereniki. Unieruchomił jedną z nich uściskiem własnych ud i wtedy dopiero pozwolił, by penisa doprowadzono do świątyni, w której złoży hołd pani i małżonce. Został przyjęty ochoczo i gorąco. Marcus mocniej wczepił się ciało ukochanej i uderzał raz za razem biodrami. Berenika próbowała odpowiadać, ale powstrzymał ją naprężeniem mięśni ud oraz słowami.

– Pozwól tak, tak będzie dłużej…

– Ale ja nie chcę czekać! Ruszaj się szybciej.

Pozostał jednak przy własnym tempie, wiedząc z doświadczenia, że w takiej pozycji wewnętrzny żar znajdzie ujście najpóźniej.

– Mamy trwać złączeni, żeby wymienić się wiedzą, pamiętasz? – Uśmiechnął się przekornie.

– To później – wydyszała. – Teraz chcę cię poczuć, chcę twojego nasienia i mocy. Spełnij swoje obowiązki, pierwszy małżonku księżnej Siedmiu Bram! – Nie pozostała mu dłużna.

Słowa te podziałały lepiej nawet niż kolejna próba poruszenia przez Berenikę biodrami. I tak, osiągnęła swój cel, otrzymując nasienie oraz moc niczym prawdziwa pani szlachetnej krwi, którą przecież była. Trysnął obficie, zalewając wilgotną już studnię gorącym gejzerem spermy, a moc popłynęła równie wartkim strumieniem, o czym świadczyło znajome ssanie. Poddał się tej fali, poddał się nieuniknionemu i doznając w zamian własnej rozkoszy, ofiarowywał ją żonie, razem z mocą i nasieniem. Tryskał aż do wyczerpania źródła i nieuniknionego osłabienia. Nadal ściskając uda dziewczyny, pozostał jednak w jej wnętrzu. Odczuwając równe jego słabości euforię i przypływ mocy, to ona przejęła teraz inicjatywę.

– Otwórz umysł, ukochany. Otwórz umysł i przyjmuj wiedzę.

Powtórzyło się to, czego doznał niegdyś z Aurorą. Powiew wichru, fala oceanu, trzęsienie ziemi i wybuch ognia. Magia żywiołów, zmieszana w różne formy zaklęć, wtargnęła do jego umysłu. Wiele z nich już znał, inne będzie musiał dopiero uporządkować. Ale uczyni to. Wiedział teraz na przykład, jak zmienić postać, której to magii Aurora nie posiadała. Może nie nie aż tak całkowicie jak wiedźma, ale z poprawieniem własnego wyglądu z pewnością by sobie poradził. A więc Berenika zdążyła poznać i taką magię, chociaż do niczego jej nie potrzebowała. Przynajmniej w jego własnych oczach. Przez potęgowany wyczerpaniem stan oszołomienia przedarły się słowa, a może niewypowiedziana myśl Bereniki.

– Teraz ty, Marcusie. Musisz ofiarować wiedzę z własnej woli. Tak pójdzie szybciej i łatwiej.

Nigdy dotąd nie czynił niczego podobnego, instynktownie skupił się więc na chęci przekazania ukochanej wszystkiego, co sam wie. Nie tylko o magii. Wypłynęło to z niego falą równie szeroką. Wyczerpanie wzięło wreszcie górę i rozluźnił uchwyt nóg na udach dziewczyny. Rozdzielili się. Odczuwająca euforyczny przypływ energii, a może też bardziej doświadczona, Berenika szybciej poradziła sobie z zalewem wiedzy, myśli i uczuć chłopaka.

– Tak, ci barbarzyńcy o pewnych sprawach nie mają zbyt dużego pojęcia. Ale w innych, potrafią całkiem sporo. Na przykład, w radzeniu sobie ze śniegiem i zawieruchą, o co w tej chwili akurat najbardziej nam chodzi.

– Może w takim razie teraz pójdzie nam lepiej niż poprzednio?

– Mam taką nadzieję. Dowiedziałam się też jednak przy okazji różnych innych rzeczy.

– Jakich?

– Nie skłamałeś w sprawie Sudrun. Kochałeś się z nią dwa razy, w tym raz biorąc ją za mnie. Przynajmniej tyle.

– Już ci o tym mówiłem.

– Ale nie powiedziałeś o Ragnedze i o tym, w jakim celu zamierzali wykorzystać cię wodzowie barbarzyńców.

– Skoro już się o tym dowiedziałaś, to musisz też wiedzieć, że był to jeden z powodów mojej ucieczki.

– To prawda, ale… Te plany nie okazały się zupełnie bezowocne. Aurora oczekuje twojego dziecka…

– Tak mi powiedziała.

– To może okazać się niebezpieczne na przyszłość. Niebezpieczne dla całego Królestwa, a w pierwszej kolejności dla księstwa Siedmiu Bram.

– To jeszcze bardzo odległa przyszłość. Ale tym bardziej należy zawrzeć z nimi trwały pokój. Mamy zresztą obecnie inne problemy.

– To prawda, jako pani księstwa muszę jednak myśleć o również o przyszłości. O przyszłości naszej córki. A po co chciałeś spotkać się ze swoją barbarzyńską księżniczką po bitwie i oszukałeś w tym celu żołnierzy? Bardzo zresztą sprytnie, muszę przyznać. Przydała ci się ta wiedza o żywiołach pogody.

– Skoro zajrzałaś do mojego umysłu, to nie musisz pytać. Sama wyrwałaś wszystkie odpowiedzi.

– Dałeś mi swoje wspomnienia z własnej woli i potrafię to docenić. Wolałabym jednak usłyszeć o pewnych sprawach z ust mojego pana i małżonka, mojego ukochanego. Odpowiedz przynajmniej na to pytanie.

– Ona wini mnie za śmierć ojca. Wszyscy myślą, że to ty spaliłaś ogniem tana Arnolda podczas bitwy, ale Aurora sądzi, że uczyniłem to ja, bo przecież Sudrun przybrała wprawdzie twoją postać, ale nie potrafi posługiwać się mocą. Chciałem się wytłumaczyć, udowodnić, że zrobiła to wiedźma.

– Chciałeś dowieść swojej dobrej woli, oddając się w jej ręce. W jedyny możliwy sposób, kochając się z nią i wyrzekając się na ten czas własnej mocy. A może, tak naprawdę, chciałeś dowieść własnej miłości? Ale ona nie skorzystała z tej ofiary. Nie przyjęła ani magicznej siły, ani okazji do zemsty, ani twojego uczucia.

– Bereniko, zdobyłem wiedzę o mocy, a ty przyznałaś mi specjalne prawa. Ale gdy łączę się z tobą i przelewam moc, a czynię to z ochotą tak często, jak to tylko możliwe, tym samym oddaję się w twoje ręce niczym każdy, poddany swojej pani i nie mający pojęcia o magii małżonek szlachetnej krwi. Tak jak teraz. I będę tak czynił nadal, bo kocham cię i nie potrafiłbym inaczej. Skoro zajrzałaś w mój umysł, sama oceń moje uczucia.

– Ale chciałam to usłyszeć od ciebie. I wiedz, że nigdy nie wykorzystam takiej chwili przeciwko tobie, ukochany. Nie jestem wiedźmą, która udawała moją matkę.

Wzięli się w objęcia i spletli w uścisku.

– Czuję, że moc powoli do ciebie wraca, panie i małżonku. – Uśmiechnęła się Berenika. – Może czas, byśmy wypróbowali nasze nowe umiejętności?

– Mam lepszy pomysł, pani i żono. Może raczej po raz kolejny wypróbujemy naszą miłość i lojalność?

– Księżna Berenika z Siedmiu Bram nie ma nic przeciwko temu.

– Książę Marcus, pierwszy małżonek jedynej i prawdziwej pani Siedmiu Bram, również.

– W takim razie, śnieżne zawieruchy muszą poczekać do rana.

52

Tym razem praca z żywiołami powietrza i wody przebiegła zupełnie inaczej. Gdy sięgnęli do odpowiednich splotów i połączyli wysiłki, wyczuli opór. Opór zdecydowany i przemyślny, ktoś również próbował wpłynąć na pogodę, odganiając mrozy oraz śniegi. W odpowiedzi wzmogli własny napór i poczuli, że zyskują przewagę. To samo musiał pojąć ich przeciwnik, bo po chwili wycofał się z prowadzonego na odległość magicznego pojedynku. Ponaglane przez Marcusa i Berenikę woda oraz powietrze z niezwykłym pośpiechem powracały na swoje naturalne miejsca, w końcu zbliżała się zima, w tych stronach zawsze sroga. Nawet w okiennice komnaty uderzył nagły podmuch wiatru, a przez szpary wdarł się do środka lodowaty podmuch. W ten symboliczny sposób żywioły oznajmiały, że na nowo biorą świat w swoją władzę. Berenika zadrżała mimowolnie i wtuliła się w Marcusa, pracowali bowiem nie wstając z łoża. Chłopak objął dziewczynę ramionami i naciągnął na oboje niedźwiedzią skórę o grubym, zimowym włosiu.

– Może wezwiemy służbę i polecimy, by lepiej rozpalono w kominku? – spytał.

– Nie, nie chcę, żeby nam przeszkadzano – odparła z uśmiechem. – W końcu wszyscy sądzą, że trudzimy się tu oboje dla dobra księstwa Siedmiu Bram, co jest zresztą szczerą prawdą.

– To sam dołożę drewna.

– Oszalałeś? Czuję chłód, mój panie pierwszy małżonku, a ty zamierzasz zostawić mnie samą w tym zimnym łożu? Czy tak nauczono cię służyć swojej pani i żonie w tych waszych południowych krainach? No tak, nie macie tam prawdziwych mrozów.

– W takim razie, zrobię to inaczej. – Użył splotów ognia i podsycił wątły, na wpół wygasły  żar w kominie. – Skoro moje nauki z Międzyrzecza nie przydają się na wiele w tym lodowatym kraju, to niech posłużą mi lepiej nauki mojej pani i małżonki.

– Nie powiedziałabym, że twoje dworne umiejętności okazują się zupełnie nieprzydatne. – Berenika ścisnęła lekko przyrodzenie małżonka. – Ale podtrzymując ogień w taki sposób, tracisz niepotrzebnie siły. Pozwól, że i ja na coś się przydam.

Wyczuł, że sięga po sploty powietrza i podnosi przy ich pomocy kilka zapomnianych przy kominku polan. Służba znała przecież swoje obowiązki i zaopatrzyła odpowiednio komnatę pani zamku. To oni sami zapomnieli o dorzuceniu drewna do ognia, a nikt nie ośmielił się im przeszkadzać. Solidne kloce lekko i zdawałoby się bez wysiłku wpadły we wzbudzone przez Marcusa płomienie.

– Teraz to ty marnujesz moc, pani i żono. – Odpowiedział na pieszczotę, całując sterczący sutek Bereniki.

– Zostało mi jej aż nadto, a mam przecież na moje usługi najlepszego dostawcę magicznej siły w całym Królestwie. Który, jak dokładnie to czuję, zebrał już wystarczająco dużo mocy, by obdarować nią swoją małżonkę.

– Jestem na rozkazy księżnej Siedmiu Bram, najpotężniejszej spośród wszystkich władczyń magii. – Przeszedł do ssania drugiego, również sterczącego sutka Bereniki. Ostatnie, nieopatrznie wypowiedziane słowa zburzyły jednak nastrój dziewczyny.

– Właśnie, nie uważasz, Marcusie, że poszło nam zbyt łatwo? Wczoraj nie wyczuwaliśmy żadnego oporu, ale też nie potrafiliśmy wpłynąć na pogodę. Pogodę niezwykłą dla tej pory roku, którą trudno uznać za naturalną. A dzisiaj, proszę, pojawił się opór, który bez większego trudu przełamaliśmy. A przecież wiedźma to groźny przeciwnik, sam właśnie o tym przypomniałeś. Księżne Siedmiu Bram zawsze należały do najsilniejszych władczyń mocy, a to ona podszywała się pod kolejne panie tej krainy.

– Nie zapominaj, że sama tej mocy jednak nie wytwarza. Dlatego poszukiwała jej wszędzie, gdzie tylko mogła. Sir Waldemar i sir Roger, o ile nadal gdzieś ich ukrywa i wykorzystuje, a zapewne tak właśnie czyni, są już starzy i słabi.

– Ale pozostaje ten sir Olgierd z Głębokich Ostępów, którego niedawno poślubiła podszywając się z kolei pod moje imię. Pochodzi z dobrej linii krwi. Jego wuj, sir Oswald, niezależnie od wszystkich swoich zbrodni, dysponował jednak sporą siłą.

– My też nie należymy do ostatnich, jeżeli chodzi o moc.

– Właściwie, to twoja zasługa, Marcusie. Ale nie o to teraz chodzi, jeszcze wczoraj nic nie mogliśmy zrobić, a dzisiaj zwyciężyliśmy po krótkiej walce. I pozostaje jeszcze przecież twoja matka, lady Miranda, a także jej mężowie. Znacznie młodsi od sir Rogera i sir Waldemara, w końcu ty również masz po kimś swoje niezwykłe zdolności, nieważne już, kto ostatecznie cię spłodził.

– Dla mnie to jest ważne, Bereniko, podobnie jak i dla ciebie ojcostwo sir Adriana. Sądzę, że mój ojciec to sir Dorian, drugi mąż margrabiny.

– Przepraszam, ukochany.

– Masz jednak rację co do tego, że było w tym wszystkim coś dziwnego. Może pomogła nam sama natura żywiołów? W końcu zbliża się zima, śnieg i mróz to naturalny stan rzeczy o tej porze roku. Może łatwiej przywrócić wodę i powietrze w ich zwykłe koleiny, niż podtrzymywać sztucznie dobrą pogodę?

– Jeszcze wczoraj nie wyczuwaliśmy żadnej magicznej ingerencji.

– Siłą górujemy nad wszystkimi naszymi przeciwniczkami, wiedźmą, moją matką czy pozostałymi paniami z sojuszu. Ale nie mam już takiej pewności, jeśli chodzi o wiedzę. Musiała pomoc ta wymiana naszej własnej.

– Może i tak… Twoja Aurora z pewnością wie bardzo dużo o magii pogody, mówię to teraz bez żadnej urazy, ukochany, bo to prawda. Wiedziała więcej niż ja do tej pory, miałam okazję się o tym przekonać. Wiedźma mogła wydobyć jakieś czary od Ludzi Północy i zataiła je przede mną. Najważniejsze, że ostatecznie wygraliśmy tę rundę. Śnieg i mróz wracają na swoje naturalne miejsce, wspomagane naszymi splotami żywiołów, to opóźni marsz wrogich wojsk, a zasypane przełęcze zatrzymają ich na dobre. Przynajmniej do wiosny. Wolałabym szybsze rozstrzygniecie, ale zyskaliśmy przynajmniej czas na przygotowania oraz rozesłanie poselstw i złożenie skargi do Rady.

– To pokrzyżuje ich plany, wiedźma musi zwyciężyć natychmiast i zdecydowanie, jeżeli miałaby kogokolwiek przekonać o prawdziwości swoich kłamstw. Wystarczy, że odeprzemy jej atak.

– W tym celu musimy jednak zgromadzić własne wojska w odpowiednim miejscu i czuwać nad przełęczami oraz pogodą. Czeka nas sporo pracy, Marcusie. – Uczyniła ruch, jak gdyby zamierzała odrzucić skórę niedźwiedzia, drugą dłonią mocniej ścisnęła jednak przyrodzenie chłopaka.

– Myślę, że odrobinę tego czasu możemy wykorzystać na wzmocnienie sił księżnej Siedmiu Bram przed nadchodzącymi zmaganiami. To mój obowiązek jako jej oddanego, pierwszego małżonka. I nalegam na jego wykonanie. – Ponownie naciągnął skórę oraz sięgnął ku dolinie rozkoszy dziewczyny.

Takim to sposobem opuścili komnatę dopiero około południa, nie odmówili sobie bowiem przyjemności zamówienia i spożycia w łożu spóźnionego śniadania. Tak, upodobania lady Mirandy okazywały się przykładem wartym naśladowania i Marcus uznał, że właśnie od wprowadzenia tego zwyczaju może rozpocząć zlecone mu niegdyś zadanie uczynienia dworu Siedmiu Bram bardziej wyrafinowanym. Oczywiście, gdy akurat oboje z nową księżną nie siedzieli w lochu, nie odbywali wyprawy wojennej albo nie walczyli z żywiołami, zmieniając pogodę. Berenika zapewniła jednak osłabionego chwilowo małżonka, że z wodą oraz powietrzem wszystko w porządku i nikt nie próbuje powstrzymać pochodu zimy.

Oni sami również tego nie próbowali, nawet po to, by przyspieszyć marsz wojsk Siedmiu Bram. Oboje uznali to za zbyt ryzykowne, wobec poprzednich niepowodzeń. Sypiący śnieg oraz zdarzające się zadymki służyły w końcu ich własnym planom. Miejsce na obóz wybrano zresztą dobre, wyniosłe grzbiety osłaniały rozległą, zalesioną kotlinę przed najgorszymi kaprysami zimy. Ze stolicy oraz innych zamków dostarczono zapasy żywności, drewna na opał nie brakowało na miejscu. Nie tracąc czasu odbyli rekonesans, odwiedzając zarówno bliższą przełęcz zachodnią, jak i dalszą, wschodnią. Obydwie zastali zasypane już śniegiem i niemal nie do przebycia. Jeszcze kilka dni opadów, a zamkną się zupełnie. Przy wschodnim szlaku zostawili straże, Berenika wyprawiła też tamtędy posłańców. Wieźli listy do Rady oraz najbardziej znaczących, a niezaangażowanych w konflikt pań z Królestwa, na których interwencję nowa księżna Siedmiu Bram mogła ewentualnie liczyć, biorąc pod uwagę dawne układy. Poselstwa wydawały się skromne, ale wysłannicy musieli przedrzeć się przez zasypane śniegiem góry i ominąć jeszcze po drodze wojska oraz ziemie Międzyrzecza. Zaiste, trudne i niebezpieczne zadanie, chociaż wybrali krótszą oraz prawdopodobnie niewykorzystywaną przez przeciwnika drogę. Marcus pomyślał, że może znowu przydałaby się dosiadająca Demona Sudrun. Miał jednak nadzieję, że dziewczyna zdążyła już dotrzeć daleko na południe, w bardziej przyjazne okolice i poza zasięg wojny. Aby ułatwić zadanie wysłannikom, a także grupce zwiadowców, Berenika otworzyła przejście przez przełęcz, używając splotów powietrza i ognia. Podobnie uczyniła uprzednio na przełęczy zachodniej. Z ochotą uzupełniał następnie zasoby mocy pani i małżonki, sir Lucjusza pozostawili bowiem w Złotej Bramie. Zresztą nowa księżna i tak nie zamierzała korzystać z usług trzeciego męża. Polowy namiot nie oszałamiał wprawdzie rozmiarami i luksusem, nie tego oczekiwaliby żołnierze od urodzonej wojowniczki, ale dla ich celów wystarczał. Wszyscy rozumieli przecież, że pani mocy musi odnawiać jej zasoby, w szczególności w obliczu zbliżającej się bitwy. Pierwsi zwiadowcy powrócili po kilku dniach, przynosząc oczekiwane wieści. Armia Międzyrzecza, wspomagana znacznie mniej licznymi oddziałami sojuszniczek, posuwała się powoli drogą zachodnią. W pobliże przełęczy dotrze zapewne za dwa, trzy dni. Na wschodniej drodze panował natomiast spokój, krążyły tam tylko stosunkowo nieliczne patrole przeciwnika. Obydwoje mieli nadzieję, że wyprawieni posłańcy zdołają je ominąć, ale zdaniem Marcusa nie to było teraz najważniejsze.

– Wszystko wydaje się iść tak, jak zaplanowaliśmy. Ale odczuwam jednak niepokój.

– Dlaczego, ukochany? Wschodnią przełęcz możemy pozostawić strażom, a my skoncentrujemy się na zachodniej. Jest już zasypana śniegiem. W żaden sposób nie zdołają jej przejść bez użycia mocy. A tę zablokujemy.

– Przecież wiedźma też musi o tym wiedzieć. Dlaczego nie próbuje zaatakować z obydwu stron? Chociażby w pozorowany sposób, by nas rozproszyć. Mają tam kilka władczyń mocy, mogliby więc bez trudu rozdzielić siły, zarówno wojskowe, jak i magiczne.

– Nie zapominaj, że my również moglibyśmy uczynić to samo.

– Niekoniecznie. Gdybym został sam, trudniej byłoby ukryć fakt, że to ja posługuję się mocą. Ktoś z naszych mógłby coś zauważyć, a ewentualna przeciwniczka z pewnością rozpoznałaby tego rodzaju działanie. Gdyby zaatakowały równocześnie i skojarzyły fakty, miałyby szansę zdobyć dowód na moją znajomość czarów. A wiedźma przecież o niej wie. Może dowód niejednoznaczny, ale jednak budzący podejrzenia. Wszystkie panie szlachetnej krwi w Królestwie są bardzo wyczulone w tej kwestii i z pewnością nie poprawiłoby to naszej pozycji. Dlaczego rezygnuje z takiej możliwości?

– Sam powiedziałeś, że tak czy inaczej nie może odwołać się do sądu Rady, bo sama  ma zbyt wiele na sumieniu. Musi zwyciężyć szybko i zdecydowanie, dlatego nie bawi się już w żadne podstępy i liczy na wygraną w siłowej konfrontacji. Mają tam przecież kilka czarownic, nie tylko wiedźmę.

– Czarownic, Bereniko? Tak nazywa szlachetnie urodzone panie lud, ale tylko za ich plecami.

– Te tutaj w pełni zasługują na to miano. Moja rzekoma matka, ale również i twoja, która najpierw cię sprzedała, a teraz występuje przeciwko tobie. Dalej, ta okropna hrabina Lawinia, której obydwoje mieliśmy dość i jeszcze lady Olivia, zapewne podobna do swego brata.

– Nieważne, co o nich myślimy. Musimy odeprzeć je wszystkie.

– Odeprzemy! Odeprzemy i pokonamy. Może czują się silne wszystkie razem, ale damy im radę. Nie znają naszej, twojej mocy.

– Otóż znają, przynajmniej lady Berengaria. Ona zna z całą pewnością. I dlatego, jednak się niepokoję. Bo z kolei ja poznałem starą panią Siedmiu Bram nawet lepiej niż ty, Bereniko. Za każdym razem, gdy miałem z nią do czynienia, knuła jakiś podstęp, jakąś zdradę.

– Tutaj nie ma miejsca na podstępy, musi przebić się przez przełęcz i tyle. A my jesteśmy gotowi, wojska zostały rozstawione, a co do mocy, liczę, że jeszcze tego wieczora uzupełnisz siły nowej księżnej Siedmiu Bram. Zanim tamci zaatakują, z pewnością zdążysz odzyskać własne.

– Oczywiście, Bereniko, ale…

Zamknęła mu usta pocałunkiem, by dopiero po długiej chwili uwolnić głowę Marcusa, wepchnąć ją pod futro i skierować wargi chłopaka ku jednemu z sutków.

– Bierz się wreszcie do pracy, mój panie, zamiast snuć te czarne wizje.

53

Nadejście wroga nie zaskoczyło ich. O postępach armii Międzyrzecza, bo to ona stanowiła trzon wojsk sprzymierzonych władczyń mocy, informowali zwiadowcy, dawało się też wyczuć pewną aktywność magiczną, przejawianą przede wszystkim przez Lady Berengarię, jakkolwiek brzmiało jej prawdziwe imię, ale i przez inne panie szlachetnej krwi. Na ile mogli się zorientować, dotyczyła niewielkich udogodnień łagodzących surowość żywiołów, takich jak ogrzanie własnych kwater, chociaż przy użyciu czarów rozniecono również ogień w kuchniach polowych gotujących posiłki dla żołnierzy. Nie próbowali w tym przeszkadzać, bo też i nie miało to większego sensu. Sami czynili zresztą podobnie, bo wyzwolona z okowów magii zima srożyła się w całej pełni. Od straży wystawionych przy wschodniej przełęczy nadeszły uspokajające meldunki o braku jakiejkolwiek aktywności wroga.

Podczas gdy przeciwnicy rozbijali obóz naprzeciw dość szerokiego, zasypanego jednak kopnym śniegiem wlotu przełęczy zachodniej, Berenika zwołała kolejną naradę wojenną.

– Zgodnie z planem utrzymujemy pozycje obronne i czekamy na atak. Bez użycia magii nie przedrą się przez te zaspy, a działanie mocy zablokuję – oświadczyła pewna siebie młoda księżna. – Wasze zadanie to zepchnięcie tych oddziałów wroga, które jakimś sposobem zdołałyby jednak przejść. Nie sądzę, by mogły okazać się zbyt liczne.

– Jak rozkażesz, Dostojna Pani – Harold uderzył pięścią w tors. – Wojska Siedmiu Bram z pewnością wykonają to, co do nich należy. Ty sama również, nikt w to nie wątpi.

– Musimy wszyscy zachować czujność – wtrącił się Marcus, ściągając na siebie nieprzychylne spojrzenia generała oraz kilku innych oficerów. – Oni nie wytrzymają tu długo. My zgromadziliśmy spore zapasy i otrzymujemy zaopatrzenie z niezbyt odległej Złotej Bramy, oni muszą ściągać wszystko z daleka, skoro wybrali dłuższą drogę. Mogą próbować jakiegoś podstępu. – Nadal trapiły go złe przeczucia.

– Trudno tu o miejsce na jakieś wyszukane podstępy, mój panie pierwszy małżonku. Magią nie zdołają nas, nie zdołają mnie, ani zaskoczyć, ani pokonać w otwartej walce. Resztą zajmą się żołnierze generała Harolda.

– Tak się stanie, Szlachetna Pani. – Oficer raz jeszcze potwierdził przyjęcie otrzymanych rozkazów uderzeniem pięści w tors i na tym narada się skończyła.

Przepowiednie Marcusa spełniły się o tyle, że istotnie wroga armia nie zmierzała trwać w oblężeniu zawalonego śniegiem przejścia. Już następnego dnia, w blasku nisko stojącego, zimowego słońca ujrzeli na zboczu poniżej przełęczy formujące się szeregi przeciwnika. Liczebnością połączone siły czterech sprzymierzonych pań mocy przewyższały armię Bereniki, ale niewiele. Ostatecznie księstwo Siedmiu Bram dysponowało największą armią w całym Królestwie, a przebywająca na wygnaniu Berengaria nie mogła przyprowadzić żadnych znaczących oddziałów. Pomimo wygłaszanych swego czasu przechwałek, Lady Lawinia nie posiadała licznych wojsk, a hrabstwo Głębokich Ostępów leżało zbyt daleko, by w niedługim czasie ściągnąć stamtąd jakieś poważniejsze wsparcie. Marcus pomyślał z przykrością, że obecni wrogowie to głównie żołnierze Międzyrzecza, wielu z nich znał osobiście, z wieloma zdążył się zaprzyjaźnić. Wiedział, że dysponują dobrym uzbrojeniem i zostali starannie wyszkoleni, sam często w ich ćwiczeniach uczestniczył, ale też nie mieli nigdy okazji, by wziąć udział w dużej bitwie. Zajmowali się głównie utrzymywaniem porządku w marchii Międzyrzecza i co najwyżej rozprawiali się niekiedy z próbującymi szczęścia w bardziej zapadłych zakątkach władztwa Lady Mirandy bandami rozbójników. To wychodziło im bardzo dobrze, ale zaprawiona w walkach oraz górująca doświadczeniem armia Siedmiu Bram powinna sobie poradzić. Podobnie jak zwyciężyła wojowników Ludu Północy. Zadumał się przez chwilę nad przewrotnością Dobrej Bogini, która wprawdzie w zdumiewający sposób spełniła jego niestosowne, młodzieńcze prośby o udział w wielkich bitwach, ale jak dotąd kazała mu najczęściej walczyć z tymi, których tak naprawdę uważał za przyjaciół. W północnej krainie dotyczyło to Aurory i tana Arnolda, tutaj prostych żołnierzy.

– Uważaj, zaczyna się – rzuciła Berenika, przerywając te niewczesne rozmyślania.

Istotnie, sam poczuł jak wiedźma we własnej osobie, bo to musiała być ona, użyła magii ognia, by podjąć próbę stopienia zasp. Młoda pani Siedmiu Bram powstrzymała sploty żywiołu. Po chwili do walki włączyły się inne władczynie mocy, używając powietrza, by wznieść tumany śniegu i posłać je w stronę obrońców, oraz ziemi, by wstrząsnąć skałami i uczynić to samo, poszerzając przy okazji samą przełęcz. Nie oparł się pokusie wsparcia pani i małżonki oraz przyjemności zablokowania magii wezwanej przez starą czarownicę

– Panuję nad wszystkim i doskonale sobie radzę, Marcusie – Dziewczyna posłała mu znaczące spojrzenie.

– Nie wątpię, szlachetna i potężna pani, pozwól jednak, że jako oddany pierwszy małżonek będę podziwiał twoje zwycięstwa.

Uznał, że w powstałym zamieszaniu przeciwniczki nie zdołają odróżnić jego własnych poczynań od splotów Bereniki. On również nie wyczuwał zbyt dokładnie, która z nich używa konkretnego żywiołu. Przypomniał sobie, że w walce z Aurorą i Ragnegą potrafił uczynić to bardzo precyzyjnie, a nawet w pewnym stopniu przewidzieć ich posunięcia, ale obydwie korzystały wówczas z mocy zaczerpniętej uprzednio od niego samego, co zapewne ułatwiło mu zadanie. O różnych aspektach stosowania magii przez mężczyzn nie wiedziano obecnie w Królestwie zbyt wiele i nadal kryć mogły różne tajemnice. Skoncentrował się na bitwie i ponownie zablokował atak żywiołu ognia, splecionego być może przez starą wiedźmę. Przynajmniej taką miał nadzieję.

Lady Berengaria, oczywiście pod postacią Bereniki, wystąpiła teraz śmiało przed szeregi wojsk sprzymierzonych i natarła z całą mocą żywiołu ognia, sojuszniczki wspierały ją powietrzem i ziemią, ale z mniejszą siłą. Ponownie bez większych problemów zablokowali ten atak, dlatego zdumiał się, gdy w szeregach przeciwników zagrały bojowe rogi, a chorążowie zaczęli wymachiwać wzniesionymi wyżej sztandarami. Wrogie armie ruszały do ataku!

– Co czynią ci przeklęci głupcy? – zawołał do Bereniki. – Atakują na wprost, a przecież one nie zdołały otworzyć przełęczy, ludzie ugrzęzną w zaspach i jeżeli nie zniszczą ich twoje czary, to uczynią to żołnierze generała!

– To nie nasz problem, Marcusie. Tym lepiej dla nas, trzymam te czarownice na dystans i sama mogę zaatakować magią. Ciekawe, czy w obronie okażą się równie nieudolne? Jeżeli tak, wkrótce będzie po sprawie.

– Nie pojmuję tego, nie pojmuję. Posyłają swoich ludzi na pewną śmierć!

– Musimy to wykorzystać, wiem, że to głównie oddziały z Międzyrzecza i służy w nich wielu twoich dawnych przyjaciół, ale nie mamy innego wyjścia. Zakończymy tę wojnę, skoro dają nam taką okazję. Ja na pewno się nie wycofam!

Poczuł, gdy wiedźma, nadal wspierana przez sojuszniczki, tym razem bardziej zdecydowanie, przypuściła kolejny atak. Uznał to za posunięcie rozpaczliwe, bo wrogie szeregi mijały właśnie czarownicę i zbliżały się do pierwszych, prawdziwie głębokich zasp. Ten napór również powstrzymali, ziemia, skały, śnieg, lód oraz powietrze ani drgnęły i wzrok pozbawionych mocy obserwatorów nie dostrzegał zapewne żadnych przejawów działania magii, a zwłaszcza trwającej magicznej batalii.

Do Lady Berengarii dołączyła kolejna postać kobieca, Marcus wytężył wzrok. Tak, to jego matka, Lady Miranda, margrabina Międzyrzecza we własnej osobie. Zdumiał się, widząc ją w stroju wojowniczki, nigdy nie słyszał, by nakładała pancerz albo brała udział w jakichkolwiek walkach toczonych zwykłym orężem. Co ona tu robi, na pierwszej linii? Myśl ta przemknęła i niemal natychmiast zgasła, stało się bowiem coś zdumiewającego. Niczego specjalnego nie poczuł, ale uderzone tajemniczą siłą zwały śniegu poderwały się w górę i runęły w stronę wojsk Siedmiu Bram. Kolejny cios poruszył samą ziemię, skały rozerwały się, poszerzając przełęcz. Przełęcz dotychczas nieprzebytą, a oto teraz otwierającą się przed wrogimi szeregami.

– Nie czuję żadnej magii – zawołała Berenika. – Nie potrafię ich powstrzymać, zrób coś!

Spróbował, naprawdę spróbował. W bitwie z Ludem Północy raz czy drugi dał się zaskoczyć, Aurora i Ragnega zablokowały przez chwilę jego moc, ale ogólnie radził sobie nieźle. A tutaj, podobnie jak Berenika, niczego nie wyczuwał. To znaczy, niezupełnie, rozpoznawał słabe obecnie ataki wiedźmy i jej kilku sojuszniczek, ale nie o to przecież chodziło. Blokował je bez trudu, niemal odruchowo. To nie one rozbijały jednak zaspy, ziemię i skały. To nie one oczyszczały drogę nacierającym i zasypywały śniegiem oraz gradem kamieni szeregi armii Siedmiu Bram. Tej mocy nie wyczuwał, nie potrafił się jej w żaden sposób przeciwstawić. I oto wrogie wojska wkroczyły na siodło przełęczy, rozlewając się coraz szerzej i szybciej.

– Musimy kontratakować, to jedyna szansa! – zawołała Berenika.

 Wyczuł, że użyje ofensywnej magii ognia. W obliczu rozpaczliwej sytuacji odrzucił dotychczasowe skrupuły i wsparł żonę. A raczej, próbował to uczynić. Bo moc nie zadziałała, po prostu nie zadziałała, ogień nie pojawił się, nie powstała ognista kula, nie zdołał wznieć nawet iskry. Jak w tamtej chwili, gdy przeklęty sir Oswald mordował nieszczęsną Anitę. Ale przecież wtedy był pozbawionym wiedzy ignorantem, a od tej pory został mistrzem magii, znał mnóstwo zaklęć i wielokrotnie dowiódł ich skuteczności. Teraz również przebiłby każdą postawioną osłonę, w to nie wątpił, siły mu nie brakowało. Ktoś jednak w niezauważalny dla niego sposób zablokował podejmowane próby, zablokował samą istotę mocy.

Tego samego musiała doświadczać Berenika, bo nadal nikt nie przeszkadzał posuwającym się naprzód wrogom.

– Nie wiem, co się dzieje – zwołał.

– Ja również! Trzeba poderwać żołnierzy!

Spięła konia i pognała w stronę stanowiska generała Harolda. Dosiadając Demona bez trudu dotrzymywał kroku pani i małżonce. Czy zdołają chociażby osłonić własnych ludzi? Czy pozbawiony takiej osłony atak ma w ogóle jakikolwiek sens, czy tylko zaprowadzi armię w bramy śmierci? Natychmiast odrzucił te wątpliwości, skoro gotów był uderzać w dawnych towarzyszy z Międzyrzecza, tym łatwiej pozbył się skrupułów wobec obcych z Siedmiu Bram

Do tej rozpaczliwej akcji wcale jednak nie doszło. Dopadli generała w chwili, gdy kolejny cios zmiótł sporą część skalnej ściany po prawej stronie przełęczy, dodatkowo poszerzając przejście i siejąc zamieszanie w obrzuconych odłamkami szeregach obrońców.

– Generale, do ataku! Musimy ich zatrzymać! Szybciej! – Berenika wykrzykiwała cokolwiek chaotyczne rozkazy.

Harold uniósł się w strzemionach, skinął na trębaczy i chorążych. Ci pierwsi zgrali sygnał do odwrotu, ci drudzy opuścili gwałtownie sztandary.

– To uzurpatorka! – zagrzmiał generał. – Nie potrafi posługiwać się magią, sami widzicie! To jakaś barbarzyńska dzikuska, która udaje naszą panią! Nie zdołała sprostać prawdziwym damom Królestwa, prawowitej księżnej Berenice z Siedmiu Bram! Nasza prawdziwa władczyni jest tam! – Wskazał wyciągniętą dłonią postać Lady Berengarii.

Okrzyki i gesty Harolda powtórzyli natychmiast rozstawieni wśród szeregów oficerowie. Powstało nagłe zamieszanie, żołnierze nie wiedzieli, co czynić. Z przerażającą jasnością Marcus uświadomił sobie, że to nie może być przypadek, że doszło do z góry zaplanowanej zdrady.

– Brać ją! – zawołał generał, wyciągając tym razem ramię w stronę Bereniki. – Tego przybłędę też, brać żywcem!

„Zapewne takie otrzymał rozkazy od swojej rzeczywiście prawdziwej pani, czyli wiedźmy.” – Pomyślał Marcus. Wyczuł, że młoda księżna sięgnęła bezlitośnie po ogień, ale nadal nie była w stanie wezwać żywiołów. On sam nawet już nie próbował.

– Uciekaj! – zwołał do pani i małżonki. – Musisz uciekać!

Dobył miecza i rzucił się na Harolda. Ścięli się w siodłach, konie tańczyły na śniegu.

– Ty zdrajco! – Marcus nie potrafił darować sobie tego okrzyku.

– Mieliśmy brać cię żywcem, kundlu, ale chyba złamię ten rozkaz. Złamię z rozkoszą, bo długo na to czekałem – odpowiedział generał.

Stal ponownie uderzyła o stal, kątem oka chłopak dostrzegł, że towarzyszący dowódcy oficerowie nie wiedzą, co robić. Większość ruszyła w stronę Bereniki, ta spięła konia i starała wyrwać się z niedomkniętego kręgu wrogów. Na jej korzyść działało wydane uprzednio polecenie pojmania księżnej żywcem, pani i małżonki nie krępowały podobne ograniczenia. Bez wahania odcięła ramię próbującego ją schwytać zdrajcy i prawie wymknęła się z pierścienia. Marcusa nikt tymczasem nie atakował, poza samym Haroldem. Może towarzysze nie chcieli wchodzić dowódcy w drogę, może nadal respektowali rozkaz schwytania chłopaka żywego. Prości żołnierze nie wiedzieli natomiast, co czynić w obliczu walki dowódców.

Natarł raz jeszcze, generał zręcznie odbił cięcie i sam zadał cios w głowę przeciwnika. Uchylił się z trudem, głównie dzięki zręczności Demona. Właśnie, Demon! Co za głupiec z niego, że nie wykorzystuje swojej najlepszej broni! Obrócił koniem i spróbował pchnięcia z lewej strony, bezskutecznie. Zmienił jednak dzięki temu manewrowi ustawienie obydwu wierzchowców i natychmiast zagwizdał w szczególny, modulowany sposób. Przyjaciel po raz kolejny nie zawiódł, uniósł się na tylnych nogach i zaatakował przednimi kopytami, mierząc brzuch zwierzęcia Harolda. Trafił, koń i jeździec zachwiali się, zanim upadli albo odzyskali równowagę, przygotowany do zadania ciosu chłopak wbił miecz w odsłoniętą pachwinę generała, nie chronioną przez pancerz. Zdrajca zwalił się na stratowany śnieg, coraz czerwieńszy od obficie wypływającej krwi.

„Jednego wroga mniej!” – Pomyślał Marcus z satysfakcją.

Rozejrzał się pospiesznie, ale pomimo śmierci zdradzieckiego generała ogólna sytuacja wyglądała beznadziejnie. Zamiast wykorzystać okazję i uciekać, Berenika próbowała przyjść małżonkowi z pomocą, co ponownie wprowadziło ją w krąg wrogów. Z mieczem w ręku ścięła się z dwoma oficerami naraz, żyła jeszcze tylko dlatego, że tamci nie chcieli jej zabić. Dookoła rozpadał się w potwornym zamieszaniu szyk wojsk Siedmiu Bram, część żołnierzy odrzucała broń i opuszczała sztandary, wielu próbowało uciekać. O walce nie myślał już nikt. O dziwo, przeciwnicy nie wykorzystywali przewagi dla urządzenia rzezi, najczęściej przyjmowali kapitulację, ścigali i brali do niewoli uciekinierów. Tu i tam oficerowie nadal wykrzykiwali rozkazy poddania się.

– To nasza prawdziwa pani, prawdziwa księżna Siedmiu Bram! – Wskazywali na postać krążącej po polu bitwy wiedźmy, oczywiście, do złudzenia przypominającej rzeczywistą Berenikę. – Służyliśmy oszustce i uzurpatorce, która nie potrafi posługiwać się magią! Sami widzieliście, na własne oczy! To podstawiona, barbarzyńska dziewka! To nie ona poprowadziła nas do zwycięstwa nad dzikusami!

– Uciekaj! Bereniko, uciekaj!

Wykrzyknął to z rozpaczą i skierował wierzchowca w stronę pani i małżonki. O użyciu mocy już nie myślał, zawiodła i pozostawały wyćwiczone niegdyś umiejętności władania orężem. Ponownie poderwał Demona gwizdem do ataku, powalili konia z jeźdźcem, kolejnemu wrogowi wbił miecz poniżej szyi. Ostrze znalazło szczęśliwym trafem szczelinę w pancerzu. Berenika ścięła głowę jednemu z przeciwników. Wszystko to jednak nie wystarczało. Drugi zdrajca wykorzystał zaabsorbowanie księżnej, znalazł wreszcie właściwy sposób walki i wraził ostrze w brzuch konia dziewczyny. Rumak zwalił się na śnieg, Berenika zdążyła odskoczyć, ale co z tego? Nadal otaczali ich wrogowie, a ona straciła wierzchowca. Marcus skrzyżował oręż z zagradzającym mu drogę do małżonki oficerem, gdy nagle ktoś rozrąbał przeciwnikowi hełm razem z czaszką. Błogosławiony przez Dobrą Boginię wybawca rzucił się następnie na pozostałego przeciwnika księżnej. Konie zderzyły się i wszyscy razem upadli na śnieg. To otworzyło wreszcie przejście dla Marcusa, ponaglił Demona i ruszył ku chwiejącej się na nogach Berenice, wyciągnął rękę ku oszołomionej upadkiem dziewczynie.

– Wskakuj, musimy uciekać!

Nie podała dłoni, nie wykonała kroku, trwała nadal w bezruchu. Jednak to nie skutki upadku paraliżowały ukochaną, nie wyczuwał magii, ale rozpoznał efekty działania mocy.

– Dopadła mnie, uciekaj chociaż ty! Wydałam rozkazy, załoga zamku będzie ci posłuszna.

– Nie na długo, zresztą nie zostawię cię tutaj!

Jego własne ciało również ogarnęło jednak nagłe, znajome odrętwienie. Nie po raz pierwszy   doświadczał w taki sposób mocy wiedźmy. Ale przecież teraz posiadał zarówno siłę jak i wiedzę, powinien strząsnąć niewidzialne więzy jednym mgnieniem myśli. Nie potrafił, odpowiedzialny za ten czar żywioł powietrza nie zdołał odnaleźć żadnych, wrogich splotów. Rozproszeni chwilowo zdrajcy ponownie zacieśniali krąg, tym razem nie użyje nawet miecza, a Demon również zastygł w nienaturalnym bezruchu.

Dostrzegł nadjeżdżającą powoli Lady Berengarię, oczywiście nadal pod postacią Bereniki.

– Co tu się dzieje? – rzuciła pozostałym jeszcze w siodłach oficerom.

– Zgodnie z rozkazem pojmaliśmy uzurpatorkę oraz uwolniliśmy twego uwięzionego małżonka, Szlachetna Pani.

– Nie powiedziałabym, że poszło to aż tak gładko, kapitanie. – Omiotła wzrokiem leżące w śniegu ciała ludzi i koni. – Durnie, jak zwykle, sama musiałam zająć się wszystkim. Kto zabił generała Harolda?

– Ten tutaj, książę z Południa.

– No proszę, kto by pomyślał. – Skupiła spojrzenie na Marcusie. – Rozumiem, że doznane emocje mogły zaćmić twój obraz sytuacji, mój panie i mężu. Ja również nie pozostaję bez winy, dopuściłam bowiem do tego, byś wpadł w ręce oszustki i uzurpatorki. Mam nadzieję, że zechcesz mi to wybaczyć. – Nieznacznie skłoniła się z siodła. – Teraz jednak nic ci już nie grozi, książę, zaopiekuję się tobą, ku radości twojej dostojnej matki, margrabiny Międzyrzecza.

Słowa oburzenia i protestu ugrzęzły Marcusowi w ustach, może skutkiem użycia mocy, a może z powodu przepełniającej chłopaka wściekłości. Magia nadal zdawała się niezdolna do zniweczenia czarów wiedźmy.

Berengaria przyjrzała się uważniej postaci spoczywającej pomiędzy parą powalonych wierzchowców i ciałem jednego z oficerów, wpatrując się w niedawnego wybawcę Marcusa. Wybawcę, czy raczej wybawczynię.

– A kogoż my tutaj mamy? Nieoczekiwana, dodatkowa zdobycz. Wstań Sudrun i dołącz do pozostałych, wiem, że nic ci się nie stało.

– Co ty tutaj robisz? Przecież miałaś wyjechać na Południe. – Marcus odzyskał zdolność mówienia.

– Nie mogłam cię tak zostawić, paniczu Marcusie. Wiedziałam, że sam sobie nie poradzisz, gdy rozeszły się wieści o wojnie, przyłączyłam się ukradkiem do armii Międzyrzecza. Mam tam kilku przyjaciół.

Sudrun wstała o własnych silach, by po chwili również zastygnąć w nienaturalnym bezruchu. Wiedźma nie zamierzała ryzykować.

– Szalona dziewczyno, w niczym nie zdołałaś mi pomóc, a tylko sama się naraziłaś!

– To obowiązek dobrej gwardzistki, paniczu. – Gdyby nie pętająca ją moc, z pewnością wzruszyłaby ramionami.

– Wystarczy już tych uprzejmości. Brać ich wszystkich, ale ostrożnie. Książę to mój szlachetnie urodzony pan i małżonek. Wojowniczka może się jeszcze przydać, a ta tutaj zasługuje na surowszą karę, niż zwykły cios mieczem.

Wytężył rozpaczliwie siłę mięśni i ducha, ale nie potrafił przełamać zaklęcia ani ciałem, ani umysłem. Zdradzieccy oficerowie zbliżali się powoli, przede wszystkim jednak do Bereniki.

– Paniczu Marcusie, uciekaj! – Rozpoznał ten głos zanim jeszcze sylwetka pędzącej galopem Tamary wpadła w nieruchome pole widzenia Marcusa. – Nie wierz jej, musisz uciekać! Margrabina nie żyje, a ona…

Potężna kula płomieni ogarnęła nieszczęsną dziewczynę, dawną towarzyszkę miłych zabaw w Międzyrzeczu, zaufaną gwardzistkę matki. Słowa utonęły w trzasku ognia i miłosiernie krótkim okrzyku bólu, zmieszanym z przeraźliwym rżeniem umierającego wierzchowca. Zszokowany Marcus nie poczuł nawet, że niewidzialne więzy opadły. Szybciej od osłupiałego chłopaka zareagował ktoś inny, kto czekał na taką właśnie okazję. Sudrun dopadła boku wierzchowca.

– Demon, ruszaj! – Uderzyła rumaka otwartą dłonią w szyję

– Wskakuj za plecy!

– Jazda!

Uwolniony od zaklęcia i posłuszny rozkazowi znanej sobie amazonki koń poderwał się do biegu, zanim Marcus zdążył cokolwiek uczynić, pochwycić rękę gwardzistki, wciągnąć ją za siodło, uwieźć z pola tej przeklętej bitwy. Uchyliła się zresztą i dopiero później pojął, że nawet dosiadając Demona, nie zdołaliby uciec oboje. Dostrzegł jeszcze, że Sudrun rzuciła się ze sztyletem w dłoni ku wiedźmie. Zastygła w połowie ruchu i upadła bezwładnie na śnieg. Oczywiście, nie miała żadnych szans i musiała o tym wiedzieć, dawała mu po prostu czas, by szybkonogi rumak wyniósł chłopaka poza zasięg czarów Lady Berengarii. To jedno przynajmniej potrafił, gnać na grzbiecie konia z wiatrem w zawody, przynajmniej to, skoro już nic innego. Czarownica straciła jednak kilka chwil na unieruchomienie wojowniczki, musiała też utrzymać kontrolę nad mocą pętającą Berenikę. Może zużyła część sił szafując nimi podczas walki, może powstrzymanie Demona wymagało ich więcej niż w przypadku człowieka? A może nie chciała zabijać chłopaka kulą ognia, jak uczyniła to z Tamarą? Dość, że żaden magiczny atak nie nastąpił. Oddalając się z przełęczy w stronę lasu wiedział już, że zdołał uciec. Ale co z tego?

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejny bardzo udany odcinek sagi Nefera o kobiecej i męskiej stronie magii.

I znowu zwrot akcji, który wywraca świat Marcusa i Bereniki do góry nogami. Akurat w chwili, gdy zdawał się nieco krzepnąć i stabilizować. Jestem szczerze ciekaw, w jaki sposób wiedźmie udało się wykręcić ten numer. Można zarzucać naszym bohaterom, że zlekceważyli zagrożenie z jej strony, ale właściwie… to skąd mieli wiedzieć, że dysponuje takimi możliwościami? Nigdy chyba jeszcze nie czytaliśmy w “Czarownicach” o pełnej neutralizacji magicznych mocy. O ich wyczerpaniu owszem, ale unieważnieniu? Słowem, nie mogli być na to przygotowani.

Mam nadzieję, że Autor nie każe nam czekać długo na ciąg dalszy. Czuć wyraźnie, że finał snutej historii zbliża się wielkimi krokami. Jestem bardzo ciekaw, jak to się wszystko zakończy. I czy Nefer postanowi iść w happy end, czy może w moje ulubiony klimat słodko-gorzki 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Obecny odcinek oparty został na swego rodzaju dychotomii: część pierwsza spokojna, bohaterowie nie wychodzą niemal z łoża, nawet do kominka nie chce im się drewna dorzucić. (-:, częśc druga bardziej dynamiczna, batalistyczna, ze zwrotem akcji. Wiedźma wykorzystała pewną zasadę działania mocy, może nie wszytskim znaną (ale jednak nie stanowiacą jej wyłącznej tajemnicy). Takie czy inne ślady tej zasady pojawiały się już w postępowaniu co bardziej doświadczonych i cynicznych postaci (można z pewnym prawdopodobieństwem domyślić się, o kogo tu zapewne chodzi), a obecnie praktycznie wszystkie elementu układanki zostały ujawnione. W kolejnych rozdziałach zostaną jeszcze odpowiednio pogrupowane. Finał historii istotnie zbliża się dużymi (albo mniejszymi) krokami. Marcus raz jeszcze zmuszony będzie przejąć inicjatywę, wykorzystując zdobyta wiedzę oraz pewne atuty, którymi dysponuje.
Pozdrawiam.

Jak zwykle mieszasz tropy i wątki. Młoda i niedoświadczona księżna ma przeciw sobie, wielopokoleniową czarownicę. Znającą wszelkie możliwe czary i sposoby ich stosowania. Wiele się działo. Zdrada generała , który zginął zaślepiony nienawiścią . Blokada możliwości rzucania czarów przez Berenikę i Marcusa. Poświęcenie Tamary i Sundrun ( ech te kobiety) .
Niewola ( oby tylko) małżonki. Udało mu się uciec ale perspektywy ma marne. Najbardziej zastanawia mnie jak wiedźma , zablokowała ich czary. Czy posiadła tajemna wiedzę czy może ma jakiś artefakt? Pozdrawiam

Mogę chyba zdradzić, że wiedźma posiada wiedzę o pewnej zasadzie działania mocy (nie ona jedna, zresztą), a ślady tej zasady pojawiały się już w działaniu doświadczonych i pozbawionych skrupułów postaci tej historii, jak już to szerzej napisałem w odpowiedzi dla MA. Pora ułożyć elementy układanki.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

Cóż, bohaterowie zamiast zająć się własnym podwórkiem (wyeliminować Haralda) tracili czas na gromadzenie mocy, która koniec końców do niczego się nie przydała. W efekcie Berenike trafia do niewoli, a Marcus ucieka na rumaku w niewiadomym kierunku. Tak to jest, jeśli dopuszcza się młodych do władzy 😉

Co więc zrobi Marcus? Wyjścia widzę dwa – ruszy do barbarzyńców szukając wśród nich sprzymierzeńców do ataku na naszą wiedźmę lub niczym samotny wilk będzie krążył w pobliżu jej siedziby szukając sposobu na uwolnienie małżonki.

Neutralizacja mocy przez Berengarię? Niestety(lub stety) ale czytałem opowiadanie na bieżąco, i chociaż główną linię fabularną pamiętam bardzo dobrze, to drobniejsze niuanse wyleciały mi z pamięci. Pozostaje więc mieć nadzieję, że Autor łopatologicznie wyjaśni ten problem.

Co racja, to racja. Objawy niechęci generała, zwłaszcza wobec Marcusa, były widoczne już od dawna. Z jego punktu widzenia można je zresztą uznać za uzasadnione, ostatecznie razem z Bereniką (i Sudrun) chłopak łamał wszelkie tradycje dotyczące dowodzenia armią. Młodzi bohaterowie przez dwa rozdziały istotnie prawie nie opuszczali łoża, we własnym mniemaniu czynili przygotowania do walnej rozprawy z wiedźmą, ale okazały się one nic nie warte. Tymczasem elementy wyjaśnienia “zagadadki” powodzenia planu Berengarii pozostają rozrzucone w różnych miejscach fabuły, wkrótce zostaną jednak zebrane w całość. Ostatecznie, Marcus to chłopak niegłupi. Gdy zrozumie, co zaszło, będzie musiał postanowić, co może z tą wiedzą uczynić.
Dzięki za wizytę i pozdrawiam

Publikowanie tak rozbudowanych fabularnie historii w odcinkach ma niezaprzeczalne zalety (w końcu nie bez powodu tak właśnie ukazywały się liczne XIX-wieczne giga-powieści), ale ma też i wady – jedną z nich jest właśnie rozproszenie czasowe różnych tropów i wskazówek, co w odbiorze Czytelników utrudnia ich zgromadzenie i wyciągnięcie wniosków. No, ale mamy medium, jakie mamy 🙂 Jestem bardzo ciekaw, jak wpasują się wszystkie elementy precyzyjnej układanki, którą nam tu prezentujesz, Neferze. Znając finały Twoich poprzednich prac, jestem pewien, że koniec godnie uwieńczy dzieło. Zatem czekam ze spokojem (wiedząc, że będzie warto), choć i pewną niecierpliwością (no bo czemu już nie teraz 🙂 )

Pozdrawiam
M.A.

Prawda, złoty wiek powieści to przełom XIX/XX w., gdy często ukazywały się one w gazetach, w odcinkach, zwykle jednak w odstępach cotygodniowych. Najwidoczniej ówcześni twórcy posiadali większą samodyscyplinę. (-: Swego czasu również zdołałem utrzymać takie tempo (na innym portalu), ale na dłuższą metę to niemożliwe dla kogoś, kto zajmuje się pisaniną amatorsko. Osobiście lubię obszerniejsze formy, zarówno w lekturze, jak i przy własnych zabawach z piórem (klawiaturą), Ty chyba również. Właściwie, to należałoby najpierw całość ukończyć, a dopiero później ruszać z publikacją, dysponując gotowymi fragmentami na każdy tydzień. (-: Ale to również niemożliwe.
Pozdrawiam

Jest jeszcze jedno zagrożenie. A co, jeśli przyjdzie Ci do głowy zajebisty pomysł, który będzie wymagał pewnych (mniejszych lub większych) korekt fabuły (lub wprowadzenia nowych bohaterów), która została już opublikowana?

Widzisz, Aureliusie, tu już wiele zależy od dyscypliny, którą sam narzuca sobie Autor i tego, jak mocno będzie się trzymał planu (o ile taki posiada) i logiki wykreowanego świata czy łańcuchów przyczynowo-skutkowych. Czy będzie próbował forsownie”skorygować” poprzednie, ujawnione już publice rozdziały?

Świat literatury, filmu czy gier komputerowych zna takie przykłady, choćby na okoliczność sequeli, które próbują wprowadzać sięgające wstecz zmiany. W języku angielskim jest nawet na to słowo: retcon, czyli retroactive continuity. Retconning polega na zmianie w kolejnej części (cyklu książkowego, filmowego, gier komputerowych) tego, co było ustalone w poprzednich, często po to, by otworzyć nowe kierunki rozwoju fabuły. Bohaterowie, których uważano za zmarłych nagle wracają do życia, konflikty, które zostały rozstrzygnięte otwierają się na nowo. Nie jest to rozwiązanie zbyt eleganckie i często poddane zostaje miażdżącej krytyce fanów, wyczulonych na wszelkie niekonsekwencje. Dlatego w mojej ocenie lepiej unikać retconningu. Choć oczywiście nie jest to łatwe, bo wymaga od Autora sporej dyscypliny i planowania na wiele kroków naprzód.

Pozdrawiam
M.A.

Prawda, tego rodzaju sytuacje to częsty problem dla autorów dłuższych utworów, zwłaszcza, gdy powstają one przez lata. Aleksander, jak sam kiedyś wspominał w kilku komentarzach, przygotowuje szczegółowe konspekty swoich powieści, w których rozpisuje role poszczególnych postaci. Wymaga to jednak konsekwencji i planowania, na które ja osobiście zdobyć się zwykle nie potrafię. Piszę dla zabawy i rozrywki, a konspekty za bardzo przypominają pracę. Zazwyczaj mam ogólną wizję rozwoju akcji (bywa, że mglistą) i w miarę szczegółowy zamysł kilku najbliższych rozdziałów. Najczęściej czekam na to, co podpowiedzą sami bohaterowie i co zechcą uczynić, zgodnie ze swoimi charakterami czy dążeniami (bywało, że przewidywałem dla nich takie czy inne postępowanie, a oni stawali okoniem i za nic nie chcieli zrobić tego, co dla nich zaplanowałem, np. mieli pogodzić się w trakcie rozmowy, a tu od słowa do słowa pokłócili się na całego, musiałem to zaakceptować i głowić się nad rozwiązaniem tej sytuacji). Oczywiście, masz rację w tym, że zmusza to do wysiłku zastanowienia się, jak rozwinąć dalszą akcję w konkretnym kierunku bez naruszania logiki uprzednich wydarzeń, ale zazwyczaj udaje się tego dokonać. Staram się zresztą pozostawiać wiele różnych tropów i możliwości, które albo okażą się przydatne i zostaną rozwinięte (wykorzystane), albo pozostaną tylko epizodem.
Historia literatury zna liczne przypadki żonglowania przez autorów poprzednimi wątkami i wydarzeniami, by znaleźć odpowiedź na późniejsze problemy i sytuacje. Wychodziło to im lepiej lub gorzej. Dla mnie klasyka to A.C Doyle, który najpierw „uśmiercił” Sherlocka Holmes’a (miał jakoby dość tej postaci i ciągłych nalegań o kolejne przygody detektywa), by po kilku latach „przywrócić go do życia”, ulegając żądaniom czytelników. Uprzednio pozostawił sobie zresztą na wszelki wypadek furtkę, bo ciała nie odnaleziono. W rezultacie, wypadło to dość zręcznie, ku zadowoleniu wielbicieli Sherlocka. Toporne próby, których współcześnie nie brakuje w różnego rodzaju produkcjach, o czym wspomniał Aleksander, często pozostawiają natomiast wiele do życzenia i nic dziwnego, że wzbudzają irytację fanów.
Pozdrawiam

Napisz komentarz