Molekuły (SheWolf)  4.06/5 (128)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 9 minut/-y    

Źródło: Pixabay

Joanna po raz kolejny została po godzinach. Okazało się, że dokumentacja miała być na wczoraj, ale dziwnym trafem nikt jej o tym wcześniej nie poinformował. Z drugiej jednak strony, nie spieszyła się do domu. Nikt, zupełnie nikt na nią nie czekał. Karol wyprowadził się dwa miesiące temu do swojej ex, nazywając Joannę „najgorszym, co mu się przydarzyło”. Zapomniał oczywiście, że dzięki niej mógł rozwijać swoje pasje i talent. Wtedy wydawało się to doskonałym pomysłem. Nie musiał pracować. Swego czasu mieszkanie Joanny wyglądało niczym pracownia artysty-malarza. Kobieta dobrze zarabiała, a mając mężczyznę nieustannie dla siebie, czuła się szczęśliwa. W momencie, gdy jego malarska kariera wciąż nie przynosiła oczekiwanych rezultatów, a siedzenie w domu wydawało się nie mieć sensu, Joanna zaczęła coraz częściej wspominać o zwykłej pracy na etacie. Chciała, by Karol ruszył do przodu, zmęczona utrzymywaniem gospodarstwa domowego, nieustannym bałaganem i rozgardiaszem, jaki panował w mieszkaniu oraz w życiu. Jej wyobrażenia o sielance diametralnie uległy zmianie, gdy uświadomiła sobie, że ukochany nie dostrzega niczego poza czubkiem własnego nosa. Wszystko spoczęło na barkach Joanny.

Później okazało się, że „artysta” malował ukradkiem akty, a wcześniej każdy obiekt konsumował. Jednak to Joanna usłyszała, że jest nieczuła, zimna i nie rozumie jego talentu. Tego, że szukał natchnienia w różnych miejscach i na różne wyrafinowane sposoby. Uważał się za geniusza i artystę. Osobowość narcystyczna w książkowym wydaniu. Nie rozumiała i nie akceptowała, chociaż miała przez jakiś czas nadzieję, że coś się zmieni. Seks od początku był kiepski, ale liczyła, że intelektualne przyciąganie wynagrodzi braki łóżkowe. Bardzo się pomyliła. Tkwiła w tym związku bez przyszłości dwa lata, dwa totalnie zmarnowane lata. Była zła głównie na siebie. Dała się omotać i oszukiwać tyle czasu. Dla wygody. Nie chciała dostrzec czegoś, co dawno biło po oczach, by nie wracać do pustego mieszkania. Karol zawsze tam był. Nawet, gdy nie czekał. Dosyć szybko poczuła, że zawadza w swoim własnym mieszkaniu. Początkowo przyjęła to ze smutkiem, później z zupełną obojętnością. Jednak z czasem powroty stały się uciążliwe na tyle, że zostawała po godzinach, by odwlec moment spotkania z mężczyzną. Niedługo potem wyrzuciła „artystę” z mieszkania i ze swojego życia.

Trochę czasu zajęło Joannie stanięcie na nogi, ale że już wcześniej od dłuższego czasu czuła się de facto samotna, poszło relatywnie szybko. W zasadzie poczuła ulgę. Przestała marzyć o wielkiej miłości. Chciała prowadzić spokojne, uporządkowane życie singielki, która od czasu do czasu wpuści kogoś do swojego łóżka, ale bynajmniej nie do życia.

Zaczęła cenić swoją przestrzeń, relację z samą sobą i czerpanie z życia pełnymi garściami. Podróżowała, gdy miała ochotę, spotykała się z przyjaciółmi, gdy chciała spędzić czas z ludźmi, ale nad wyraz ceniła spokój i ciszę. Mieszkanie stało się jej oazą spokoju. Oddając się przyjemnościom pod najróżniejszymi postaciami: wykwintnego dania, ciekawej książki, ulubionego wina i muzyki. Przechadzała się po ledwie oświetlonym mieszkaniu, nago popijając trunek i słuchając Korteza. Rozkosznie cudowny nostalgiczny nastrój i mocny głos, który sprawiał, że odpływała w wyobraźni w ramiona obcego, silnego mężczyzny. Smutek i refleksja w takich chwilach przyprawiały Joannę o dreszcze, było w tym coś niesamowicie pociągającego i seksownego. Zwykle pod wpływem muzyki myśli uciekały do podobnych scenariuszy. Obcy mężczyzna, który bierze ją znienacka, siłą i oddaje się chuci. Podniecające i zarazem przerażające wizje. Pragnęła gwałtu. I, o ile w fantazjach była bezpieczna, o tyle w życiu podejmowała ryzykowne zachowania. Swego czasu chodziła po zmroku uliczkami miasta, szukając okazji do przetestowania swojej fantazji. Nic się nie wydarzyło, ale sama świadomość dawała Joannie wiele satysfakcji. Była niejako w amoku. Wpadła w narkotyczny szał. Zdarzało się, że co wieczór uskuteczniała niebezpieczny spacer. Gdy ktoś za nią szedł, wołał, szeptał czy sapał, czuła rozdzierające od środka doznania. Przyspieszony oddech, bicie serca, mrowienie… Szalone podekscytowanie, podniecenie i chuć. Wiedziała, że igra z ogniem. Naraża siebie i swoje życie. Nie myślała jednak o zagrożeniach. Nie zastanawiała się nad konsekwencjami spotkania z psychopatą czy porywaczem – chociaż takie wizje spowijały ją w dzikim pragnieniu. Wzniecały żądzę i rozbudzały tkwiące w niej nieokiełznane zwierzę. Doszła do punktu, z którego coraz trudniej było zawrócić. Nie potrafiła funkcjonować bez mieszanki, którą uwalniał jej mózg oczekujący nagrody. Kojarząc pewne aktywności z przyjemnościami, samo oczekiwanie wystarczało, pobudzane wizjami i fantazjami, które w sobie budowała. Napędzała się w ten sposób do życia. Niczym mocną poranną kawą lub kreską amfy.

Siedzenie po godzinach w pracy dawało pewne możliwości. Tuż przed wyjściem czuła przyjemne mrowienie przepełniające ciało. Ekscytację związaną z oczekiwaniem na nadchodzącą rozkosz. Coś na kształt przygotowania do idealnej randki z cudownym finałem pod postacią nieziemskiego seksu. Spotkania z nieznajomym z fantazji. Nagrody na koniec ciężkiego dnia. Tak zwane motylki w brzuchu, napięcie, które przyjemnie pchało do spełnienia. Zawsze liczyła na finał. Z mężczyzną lub sama ze sobą. Nie było istotne z kim i jak. Najważniejszy był stan napięcia, jaki sobie fundowała. Tkwienie w nim godzinami, podsycanie, kreowanie. Przyjemne odwlekanie spełnienia, nieustanne pożądanie i podniecenie. Tak funkcjonowała najlepiej, wszystkie zmysły miała wyostrzone, rozszalałe. Aktywizowała się w ten sposób miesiącami, zalewała swój mózg chemiczną mieszanką, ale to właśnie dodawało jej pasji, motywacji do działania. Czuła, że może góry przenosić, chociaż nieustannie kontrolowała emocje. Czekała na erupcję. Niczym uśpiony wulkan, który wypatruje możliwości eksplozji, by się rozładować.

Spakowała laptopa do torby, wrzuciła jeszcze kilka drobiazgów. Mocno się zasiedziała. Na open space nikogo nie było poza sprzątaczką, która cicho krzątała się między biurkami. Joanna czuła ogromne zmęczenie. Marzyła jedynie o kąpieli i śnie. Udała się w kierunku windy. Czekała dłuższą chwilę, ale ta nie nadjeżdżała.

– Kochanieńka, windy o tej porze nie działają – powiedziała sprzątaczka zachrypniętym od papierosów głosem. – Możesz, kochanieńka, jechać towarową albo zejść po schodach.

– Dziękuję pani, zejdę po schodach – odparła Joanna, idąc w kierunku wyjścia ewakuacyjnego.

Świetnie, cztery piętra w obcasach – pomyślała, po czym… zdjęła buty, zadowolona niczym mała dziewczynka biegająca boso po trawie pełnej rosy. Na drugim piętrze światło było bardzo słabe, większość żarówek przepalona.

– Muszę po weekendzie zgłosić ten fakt do działu technicznego – stwierdziła kobieta. Zwolniła kroku, gdy usłyszała dziwny szelest. Rozglądała się nerwowo, nasłuchując każdego dźwięku. Adrenalina zaczęła powoli uderzać do głowy, a krew krążyć szybciej, powodując przyspieszone bicie serca. Joannie zaczęło dzwonić w uszach, co utrudniało wyłapywanie dźwięków. Miała jednak wrażenie, że ktoś jest na schodach. Wyraźnie czuła czyjąś obecność. Po chwilowej konsternacji ruszyła w dół. Zeszła kilka schodów, gdy szarpnięciem została przyparta do ściany. Policzkiem przywarła do muru, upuściła torebkę i buty. Metalowa poręcz wbijała się w brzuch, dociskana ciałem nieznajomego. Zaczęła się szarpać i wyrywać, ale nie miała szans z silnym chwytem mężczyzny. Trzymał ręce Joanny w żelaznym uścisku oparte o ścianę. Widziała ogromne dłonie, lekko owłosione na palcach, ale zadbane. Poczuła strach i… podniecenie. Autentyczny lęk, który nie stawiał jej w pozycji walcz albo uciekaj, a powodował chęć poddania się, chociaż nie od razu.

– Puszczaj! – krzyczała, wyrywając się. Zasłonił jej usta i nos tak, że przez moment nie mogła złapać oddechu.

– Milcz, bo cię zabiję – wyszeptał ostro mężczyzna. Miał niski, niezwykle głęboki głos. Joanna momentalnie poczuła mrowienie w kroczu. Zsunął dłoń na szyję ofiary i ścisnął. Kobieta zacharczała. Złapała się poręczy, by lekko unieść ciało dla złagodzenia uścisku. Nieznajomy wyjął pasek ze spodni, wygiął jej ręce do tyłu i owinął tak mocno, że sprzączka boleśnie wbijała się w dłonie Joanny. Obezwładniona, nie miała najmniejszych szans na uwolnienie się. W słabym świetle widziała jedynie, że jest dużo wyższy, dobrze zbudowany i silny. Miał brodę, którą poczuła na twarzy. Ładnie pachniał. Modne, drogie, męskie perfumy. Dyszał i sapał ściskając jej pośladki. Dostęp miał dobry, gdyż Joanna nie nosiła bielizny. Wystarczyło wsunąć dłoń pod sukienkę, by dotknąć najintymniejszych zakamarków ciała. Ugniatał dupę mocno, powodując ból, ciągnąc skórę, która zapewne później wykwitnie siniakami. Kobieta nadal trochę się szarpała, ale wcale nie miała na to ochoty. Czuła wszechogarniające pożądanie. Pragnienie, by potraktował ją ostro, brutalnie. Fakt, że go nie widziała i nie słyszała nic poza sapaniem, pomrukiwaniem, nakręcał ją do granic wytrzymałości. Soki ściekały powoli po udach. Puścił pasek i złapał oburącz za piersi, dociskając jeszcze mocniej. Jego erekcja ocierała się o pośladki Joanny. Gryzł szyję, ramię, by przejść zachłannie w stronę pleców, które odkryte wycięciem w sukience, kusiły. Kobieta nie mogąc się powstrzymać, związanymi dłońmi odszukała krocze napastnika. Mogła go złapać z całej siły i zgnieść, tym samym kończąc niedoszły gwałt i uciec ile sił w nogach. Nie zrobiła tego. Zaczęła delikatnie masować przez spodnie miejsce, które było już w jej mniemaniu u kresu wytrzymałości. Jak ona sama. Umysł zaszedł mgłą. Wzbierające miesiącami fantazje miały się lada moment ziścić. Nagroda, która zaleje jej ciało i mózg mieszanką spełnienia. Tylko tego chciała. By zerżnął ją dziko i brutalnie. Poczuła szarpnięcie za włosy. Owinął wokół dłoni jej kasztanową czuprynę i pociągnął, odginając szyję do tyłu. Syknęła z bólu.

– Jesteś taka samą szmatą, jak wszystkie… nadstawiasz dupsko każdemu, kto ma ochotę cię zerżnąć – powiedział ochrypłym głosem i tym samym wyrwał Joannę z amoku doznań. Poczuła wewnętrzny bunt. Wcale taka nie była! Nie puszczała się przecież! Co z tego, że szukała okazji, prowokowała i ryzykowała, skoro nigdy do niczego nie doszło. Przecież mogła znaleźć bez problemu „towar”, który by ja przeleciał. Nie tego chciała, nie w ten sposób.

– Puszczaj zboczeńcu, bo zacznę wrzeszczeć – wysyczała, pełna wściekłości, która zastępowała właśnie przyjemność.

– Krzycz, ile chcesz. I tak nikt nie przyjdzie – powiedział mężczyzna, wpychając brutalnie trzy palce w mokrą cipę.

– Aaaaaaaa… – Joanna poczuła przeszywający ból i… rozkosz, od której ugięły się jej nogi.

– Jesteś mokra, jak kurwa, która czeka na rżnięcie. Ciekniesz, napalona szmato – szeptał do ucha, penetrując gwałtownie jej wnętrze. Czuła, że długo nie wytrzyma. Nie chciała dać mu tej satysfakcji, ale zdała sobie sprawę, że nie okiełzna rozsadzającego pożądania. Ból wzmagał doznania. Mimowolnie wypięła się w kierunku mężczyzny. Gdy wsunął kciuk w drugą dziurę, kobietę zalała fala spełnienia. Nie miała szans tego powstrzymać. Żadnych kalkulacji i kontroli. Nim zdążyła otrząsnąć się po gwałtownym szczytowaniu, zdejmując pasek z jej dłoni, rozsunął nogi i wszedł w nią z impetem. Złapała się za poręcz i pochyliła odruchowo. Ciągnął ponownie za włosy i pieprzył bezceremonialnie, sapiąc i warcząc. Rżnął niczym dzikus, obijając się o pośladki. Nagle chwycił Joannę za ramiona i pchnął na schody. Upadła na kolana, uderzając o krawędzie. Krzyknęła z bólu, nie mając jednak czasu na inną reakcję, na ucieczkę. Mężczyzna doskoczył, uniósł obolałe ciało kobiety, układając je tak, by wypięła się jeszcze bardziej i ponownie wbił się z całej siły. Posuwał, charcząc przy tym, a odgłosy kopulacji niosły się echem po całym korytarzu. Joanna znów czuła zbliżający się orgazm oraz jednocześnie wszechogarniający ból. Poobijana i bestialsko penetrowana. Kutas oprawcy wypełniał każdy zakamarek jej wnętrza, a mokre odgłosy przyprawiały o zawrót głowy. Wyszedł z niej nagle. Doświadczyła wręcz rozczarowania i już miała się odwrócić, by zobaczyć dlaczego przestał, gdy mokry od śluzu palec przesunął się na drugą dziurę.

– Nie rób tego, błagam… – ledwo wydobyła z siebie kobieta.

– Zamknij się dziwko! Będę cię rżnął tak, jak mam ochotę. Widzę, że tego chcesz. – Wsadził dwa palce w tyłek. Weszły bez żadnego oporu. Pieprzył tak chwilę dupę Joanny, po czym miejsce palców zajął kutas. Wchodził nad wyraz ostrożnie, ale gdy pokonał opór w środku, wbił się do końca.

– Nawet dupę masz czynną – zaśmiał się obleśnie. Jego ruchy stawały się coraz śmielsze, by po chwili ponownie przejść w intensywny galop. To już nie było rżnięcie. Pierdolił ją koncertowo. Oboje sapali i dyszeli. Joanna nie mogła powstrzymać nadchodzącego orgazmu. Kolejnego i następnego. Mężczyzna nie przerywał. Wyszedł z jej dupy i ponownie wbił w cipę. Zdawało się, że nie skończy nigdy. Uderzenia w pośladki przeplatał wbijaniem w nie paznokci. Wychodził z niej i dobijał do końca. Raz dupa, raz cipa. Na zmianę, bez końca. Kobieta opadała z sił. Ciało miała zdrętwiałe, obolałe i czuła, że nie wytrzyma już więcej. W pewnym momencie, w akompaniamencie dzikiego warczenia, ciepła, lepka substancja zalała jej pośladki i uda, następnie usłyszała coś na kształt rozluźnienia. Spełnienia. Spokoju. Opadła na zimną posadzkę. Do jej uszu dobiegły stłumione dźwięki, trudne do określenia. Jakby szeleszczenie i niewyraźne słowa. Czuła się zrugana, splamiona, poniżona i… spełniona. Nie potrafiła się podnieść, nawet otworzyć oczu.

Gdy się ocknęła, nie wiedziała przez moment gdzie jest. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Była w swoim mieszkaniu. Na stole stała napoczęta butelka wina, płyta w gramofonie kręciła się nadal, chociaż muzyki nie było już słychać. Usiadła oniemiała.

–  A więc to tylko sen… – powiedziała sama do siebie. Nieco z żalem, ale też z pewną ulgą. Wzięła butelkę i kieliszek, by odnieść je do kuchni. Wstając, poczuła ból w kolanach. Zerkając w dół, ujrzała ogromne siniaki i otarcia. W lustrze zauważyła ślady po ugryzieniach na szyi i kolejne krwawe na pośladkach, odpowiadające akurat dużym, męskim dłoniom. Wibracja telefonu wybiła Joannę z oszołomienia.

Wiadomość głosowa z nieznanego numeru.

– Byłaś świetna… – Upuściła telefon, słysząc ten sam, cudownie męski i głęboki, głos.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobrze napisany tekst. Ale to jednak tylko wariacja na oklepany, po tysiąckroć opisany temat. Zdecydowanie bardziej podobała mi historia o młodej dziewczynie i starym Stasiu (Imaginacja), która jest realistyczna, życiowa i poruszająca na tyle, że się ją pamięta dłużej niż oklepane historie.
Chętnie bym jeszcze coś przeczytał Twojego, Autorko
Uśmiechy,
Karel Godla

Karelu,
być może oklepany, ale jak wspomniałeś , to wariacja na pewien temat. Tak ją widziałam i chciałam opisać. 😉
Pozdrawiam,
SheWolf

Podeszłaś, Autorko, do ryzykownego tematu, jakim są kobiece rape fantasies. Łatwo opisując ten motyw narazić się na oskarżenie o promowanie “kultury gwałtu”. Tym niemniej podjęłaś rękawicę i opisałaś całą sprawę brawurowo. Bez upiększeń czy romantyzacji całego zajścia. Może poza ostatnim akapitem sugerującym, że brutalne wydarzenie było jednak czymś więcej, niż początkowo się zdawało.

Jeśli miałby się do czegoś przyczepić, to do pewnego braku logiki. Gwałciciel najpierw mówi Joannie, że ma milczeć – albo ją zabije. Ale zaraz pozwala jej krzyczeć, bo i tak nikt nie przyjdzie. To jak to w końcu jest? Biurowce zwykle mają jednak ochronę. Swoją drogą schody w biurowcu to też mało praktyczne miejsce na gwałt, bardzo zwiększające prawdopodobieństwo identyfikacji sprawcy.

Możliwe jednak, że te zarzuty są zupełnie nietrafione – bo opisana scena mogła być a) fantazją bohaterki b) zajściem zaplanowanym przez nią od początku do końca przy współudziale jakiegoś uczynnego samca. Wówczas okoliczności napadu stają się jakoś usprawiedliwione.

Zarzut, z którego jednak nie zrezygnuję dotyczy wulgarności narracji. Powtórzę to, co pisałem pod tekstami Karela – nie mam żadnego problemu z przekleństwami i określeniami rynsztokowymi w dialogach. Ludzie nie zawsze mówią językiem literackim, to zrozumiałe. Natomiast wcale nie podoba mi się wplatanie “dup”, “cip”, “kutasów” do narracji. Bo nigdy nie jestem pewien, czy ich pojawienie się wynika z tego, że Autor nie zna lepszych sformułowań, czy też dlatego, że zna, a jedynie dokonał złego ich wyboru 🙂

Z tego ostatniego powodu ocena jedynie 4. A mogło być więcej, choćby w charakterze premii za odwagę 😀

Pozdrawiam
M.A.

Megasie,
zdaję sobie sprawę, że temat może budzić kontrowersje, ale właśnie dlatego podjęłam go w ten sposób. Miałam poczucie, że jest tutaj kilka niedopowiedzeń i, mimo że zostało to przedstawione niczym “gwałt” jest pewna furtka, która daje możliwość niepostrzegania tego tak do końca.
To o czym wspomniałeś, czyli brak logiki, jest zamierzonym zabiegiem. Sprawcy zwykle nie posługują się logiką (chyba, że seryjni), a jedynie chucią, chęcią zaspokojenia siebie. Nie zwracają uwagi na fakt, że ktoś krzyczy, mimo że zabronił (jeśli to rzeczywiście przeszkadza, dopuszczają się bardziej drastycznych kroków), miejsce (zwykle ciemne, bez ludzi, monitoringu – tutaj jest ciemne, nie ma ludzi, a o monitoringu nic nie wiadomo, ale mniemam, że nawet jeśli by był to po ciemku niewiele widać i zwykle głosu nie nagrywa), a wygoda – no cóż, chyba nie trzeba tłumaczyć. 😉

Użyte słowa są celowe. 😉

Niemniej, dziękuję za merytoryczny komentarz. To zawsze jest bardzo cenne.

Pozdrawiam,
SheWolf

Eee tam, Autorko. Nie słuchaj Megasa. Słowa, które nasz świetny mistrz starożytnej batalistyki cytuje i uważa za rynsztokowe, wcale takie nie są. Zdaniem wielu. Już nie będę dzielił, bo ogrom innych, poważniejszych sporów nas przepołowił, ale nasuwają się mało przychylne określenia…
Uśmiechy,
Karel Godla

Karelu,
zdaję sobie sprawę, że pewne słowa mogą dawać odczucie niewłaściwego ich użycia. Staram się dobierać właściwe, a wszelkie wątpliwości omawiam z Korektorką 😉
Uściski,
SW

SheWolf,
Wniosek z tego, że masz dobrą Korektorkę.
Uśmiechy,
Karel Godla

Karelu,
oczywiście! Najlepszą! 🙂
Uściski,
SheWolf

A ja przepraszam, ale nie. No po prostu nie.

Od razu zaznaczam – nie mam nic przeciwko Tobie, szanowna autorko SheWolf, bo masz prawo poruszać dowolny temat. Ale może mi wytłumaczysz: dlaczego w epoce, gdy nawet zwyczajna męska grzeczność może być odebraba jako seksizm, dlaczego w czasie tych wszystkich akcji typu #metoo i wszechobecnej, agresywnej feminizacji, tak często pojawiają się teksty o męskiej przemocy seksualnej? Męskiej przemocy seksualnej, którą piszą kobiety (z Blanką na czele), czytają kobiety i kobiety się nią podniecają? Rozumiem, ze tutaj jest to (lub nie?) wytłumaczone marzeniami bohaterki, ale opisanymi tak topornie, że to aż boli.
Pomijam już nawet scenerię, bo niezauważony gwałciciel i sam gwałt w biurowcu to jakaś bzdura (ochrona by faceta zgarnęła dziesięć razy, a na klatkach schodowych niesie się każdy odgłos), ale bohaterka to kolejna, która odczuwa jawną przyjemność z bycia wykorzystaną. Ja wiem, to “tylko literatura”, ale osobiście strasznie mnie ta wspomniana hipokryzja gryzie – z jednej strony marsze równości, tolerancji i “faceci to świnie”, a z drugiej marzenia o byciu zgwałconą i czerpania z tego rozkoszy. Naprawdę? I żeby ten motyw był opisany jako przestroga typu “uważaj na życzenia, bo mogą się spełnić”, ale nie.

Tym bardziej żałuję, bo wcześniej poruszałaś przecież trudne tematy z dużo większym smakiem i na poziomie, a tutaj… Szkoda. Bardzo szkoda 🙁

Fantazje to fantazje, nie mają nic do rzeczywistości, a tym bardziej do poprawności politycznej. Autorka zresztą pięknie pokazała, że gwałciciel ma być akurat w typie “ofiary”, młody, przystojny, zadbany, ma wybrać idealne miejsce i czas, właśnie wtedy, gdy to “ofiara” ma ochotę i “zgwałcić” ją dokładnie tak, jak ona lubi. Takie fantazje nijak mają się do prawdziwych gwałtów. Zresztą jak przyjrzeć się dokładnie tym fantazjom to mężczyźni są w nich wykorzystywani… są narzędziami…

Aniu,
dziękuję za Twój komentarz. Słusznie zauważyłaś, że takie fantazje jak w tekście nijak się mają do prawdziwych gwałtów. A to, co czytelnik wydobędzie dla niego, czy to będzie przestroga, czy wręcz przeciwnie, to już indywidualna kwestia.
Uściski,
SheWolf

Agnesso,
właśnie przez możliwość poruszenia pewnych tematów, zdecydowałam się na ten krok. Oczywiście rozumiem, że to nie Twój typ i nie odpowiada Ci ani historia, ani forma. Zaznaczam, że to fikcja literacka, pewna forma wyrazu wariacji na temat, o której wspomniał Karel.
Chciałabym jednak zaznaczyć, że tekst ten porusza kilka kwestii:
– kobiety fantazjują o gwałtach, co oczywiście nie znaczy, że chcą ich doświadczać (w ogóle, co nie wyklucza fantazji) w totalnie przemocowy sposób (chociaż takie też są);
– fantazje i pewne oddziaływanie wyobraźnią oraz pobudzaniem, może doprowadzać do niemal narkotycznego stanu (wyrzuty dopaminy), które spłycają ogląd sytuacji, ale też potrafią uzależnić;
– pewne zaburzenia nakreślają dążenie do jakichś destrukcji, ujawniają się zachowania ryzykowne.

Czy to był gwałt? Być może, chociaż to są pewne domysły. Pisałam w taki sposób, by zostawić kilka furtek dla zgadywanek.
Natomiast nie rozumiem wrzucania wszystkich do jednego wora i przyczepiania łatki hipokryzji. Nie widzę związku i odniesienia (zero tematu w tekście). Tym bardziej, że to “tylko literatura”, a nie mój osobisty pogląd, ani tym bardziej wizja innych.
Nawiasem mówiąc, Najlepsza Erotyka jak sama nazwa wskazuje, jest miejscem do tego przeznaczonym. Tekst nie poszedł na główną onetu i nie dostał łatki “edukacyjny”. Erotyka to nie tylko “cukierkowe love”, ale również trudniejsze tematy.

Pozdrawim,
SheWolf

Zastanawiałem się czy napisać, ale skoro inni już Cię zaatakowali, to… się dołączę:)

Absolutnie nie ma zastrzeżeń co do wybranej tematyki. Każdy ma prawo fantazjować o czym chce i pisać o tym jak chce, zwłaszcza w przypadku, gdy mu za to nie płacą i nie wymuszają takich czy innych form lub treści. I nie oceniam autorki patrząc poprzez pryzmat tego co napisała – gdybyśmy poszli tym tropem, to taka na przykład Agata Christie nie wyszłaby z więzienia po tylu morderstwach których dokonała na kartach swoich powieści.

I nie obchodzą mnie aktualnie panujące trendy, takie czy inne. Piszę to co mi w duszy gra i tego samego życzę każdemu autorowi. A swoją drogą całe szczęście, że nie wiecie o czym ja fantazjuję:) Przeczytałem tutaj sporo tekstów i nie spotkałem żadnego, który byłby nawet w zbliżonym stopniu tak….. no, mniejsza z tym;)

Więc jeśli masz ochotę na gwałt, to pisz o gwałcie, a opiniami innych w ogóle się nie przejmuj. Problem jednak nie w tym o czym piszesz, tylko jak to robisz. I tu zaczynają się schody.

Teks jest w miarę niezły do momentu sceny gwałtu. Nie zgadzam się z Agnessą, że jest toporny że aż boli. Jest jeszcze gorzej. Scena jest nieprawdopodobnie nieprawdopodobna, zupełnie nierealistyczna. Nie mówię o tym, że dźwięki się rozchodzą, czy o tym, że ochrona zgarnęłaby go dziesięć razy. Chodzi mi o techniczną stronę owego gwałtu. Pewne opisane przez Ciebie rzeczy są niemożliwe do wykonania lub wzajemnie się wykluczają. Nachalność i bezpośredniość opisów jest tak dosłowna, dosadna i toporna, że…. czytając śmiałem się w głos. I jeszcze facet pieprzy jak nakręcony, bez wytchnienia. Nie tędy droga – mówi ci to stary gwałciciel, który zgwałcił mnóstwo kobiet i dziewcząt. Na kartach własnych historii.

Więcej niedomówień, zawoalowania, tajemnicy… Popatrz na to.

Kobieta budzi się nagle w środku nocy, we własnym łóżku i słyszy, że na balkonie ktoś jest. Lub coś. Słychać jakieś szelesty, stąpania, ciężki oddech.

Nagle drzwi otwierają się z hukiem i do sypialni wpada potwór. Jest.. jakiś tam. W każdym razie straszny. “Zostaw mnie, ty potworze!” – krzyczy ona. Czytelnik uśmiecha się z politowaniem.

Na tle firanki przesuwa się ciemny, masywny kształt. Widać zarys pazurów, wielką paszczę wypełnioną ostrymi zębami. Kobieta kuli się przerażona, zamyka oczy i zaczyna się bezgłośnie modlić. Gdy ponownie je otwiera po stworze nie ma śladu. Wiatr porusza firanką rzucając na ścianę rozedrgane cienie. Niejeden czytelnik obejrzy się ukradkiem sprawdzając czy ów potwór nie czai się gdzieś za plecami. Jego własnymi.

Chyba za bardzo się starałaś i nie wyszło. To się zdarza;)

Aureliusie,
dziękuję za Twój komentarz. Zawsze celnie uderzasz 🙂

W kwestii nieprawdopodobnej sceny gwałtu oczywiście przyznaję Ci… częściową rację. 🙂 W pewnym odniesieniu taka jest, ponieważ gwałt, ten prawdziwy niestety spotykany w życiu jest zupełnie inny i każdy z nas to wie. Moim zamysłem było pokazanie właśnie, że mimo iż wszyscy określają tą scenę “gwałtem”, ona nim tak do końca nie była. Z różnych powodów, ale taki był pomysł. Być może wyszło topornie… to kolejna cenna lekcja na przyszłość.
Wezmę sobie uwagi do serca.

Uściski,
SheWolf

Napisz komentarz