Kraj kwitnącej samotności (Paco_de) 2.96/5 (8)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 18 minut/-y    

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 31 marca 2014 roku.

Gabinet szefa był urządzony dokładnie tak, jak sobie to wyobrażała. Surowe meble z ciemnego, egzotycznego drewna nosiły znamiona wieloletniego użycia, na pewno dłuższego niż sięgała historia firmy. Pamiętały zapewne więcej dyrektorów, milionowych transakcji, sukcesów i porażek korporacji, niż Mitsuru Fukukashi, szycha rady nadzorczej, który właśnie podpisywał jej umowę o pracę. Każdy pracownik głównej siedziby chociaż raz przewinął się przez ten pokój, ale mało kto do niego wracał.

– Jest pani pewna, że chce pani związać się z nami aż na cztery lata? – powiedział płynnym angielskim, podsuwając jej umowę wraz z obnażonym piórem wiecznym. – Większość kobiet z Zachodu nie wytrzymuje w Tokio dłużej niż pół roku. Oczywiście są u nas traktowane na równi z innymi, ale… – Długo szukał wyrażenia, które by jej nie uraziło. – Nie potrafią odnaleźć się w społeczeństwie.

– Przemyślałam to – odrzekła, podpisując kontrakt.

Emma zdawała sobie sprawę, w co się pakuje, a przynajmniej tak się jej w tym momencie wydawało. Bywała wielokrotnie w Japonii, co prawda na krótsze okresy czasu, głównie na zasadzie wymian studenckich. Bilety z Los Angeles nie były przesadnie drogie, więc mogła pozwolić sobie od czasu do czasu na wypad ze znajomymi do tego fascynującego kraju.

Japończycy zawsze byli dla niej uprzejmi, poza tym nigdy nie spotkało jej z ich strony nic złego, dlatego czuła się tu bezpiecznie. Mimo, że nie nawiązała nigdy z żadnym z nich bliższego kontaktu, wydawali się być otwarci. W przeciągu ostatnich kilku lat udało jej się w stopniu komunikatywnym opanować język. Świeżo po studiach zdecydowała, że czas wziąć sprawy w swoje ręce i wyruszyć na swój prywatny podbój świata.

W przeciwieństwie do generałów, wyruszyła nań zupełnie sama. Emma doskonale wiedziała, o co chodziło dyrektorowi. Ze ścian patrzyły na nią zdjęcia grupek jego znajomych, lub raczej partnerów biznesowych. Mimo, że większość mężczyzn o zachodnich rysach przedstawiała się mało atrakcyjnie ze swoimi odstającymi brzuchami, łysinami i wytartymi ubraniami, to każdy z nich obejmował Azjatkę o urodzie supermodelki. Dla Japonek posiadanie męża z Europy bądź USA było powodem do dumy. Dlatego nawet dla przeciętnego faceta po czterdziestce spoza Azji proces szukania żony w tym kraju zakrawał niemalże na casting.

Sytuacja ponoć diametralnie różniła się dla płci przeciwnej. Mężczyźni o kaukaskiej urodzie otoczeni wianuszkiem skośnookich piękności traktowali kobiety ze swoich stron jak koleżanki i nic poza tym. Większość Japończyków natomiast była zbyt zapracowana, nieśmiała lub po prostu niezainteresowana kobietami na tyle, by nawiązać kontakt z „gaijin”, czyli obcą. Emma była jednak przekonana, że nie podzieli smutnego losu podobnych do niej karierowiczek. Nigdy nie miała bowiem problemów w znajdywaniu partnerów, a tutaj jej długie, mocno pofalowane blond włosy powinny działać jak magnes. Nie była co prawda nadzwyczaj piękna, ale sympatyczna twarz i szczupła, zaokrąglona w odpowiednich miejscach sylwetka dawała jej pewność siebie. Wystarczało jej to do swobodnego poruszania się po świecie relacji damsko–męskich. W Japonii w najgorszym przypadku zapewne będzie musiała uciec się do wyzywającego ubioru.

Pierwsze dni w nowej pracy mijały nadzwyczaj spokojnie. Mimo, że pracowała prawie całymi dniami, to nie przemęczała się dzięki częstym przerwom. Wszyscy jej nowi znajomi byli dla niej wyrozumiali i uprzejmi, ale nie starali się nawiązywać bliższych kontaktów. Rozmowy Emmy zwykle kończyły się na odpowiedzi na standardowy zestaw pytań w stylu „skąd jesteś, ile już mieszkasz w Japonii i czy ci się u nas podoba?”, po czym jej rozmówca szybko wracał do swoich obowiązków. Japończycy byli poza tym niekwestionowanymi mistrzami unikania jej zalotnych spojrzeń. Nie działały też klasyczne zaczepki z komedii romantycznych, jak chociażby upuszczenie sterty papierów na podłogę. Emma zrzuciła to na karb etyki zawodowej i specyfiki miejsca pracy, które nie sprzyjało romantycznym uniesieniom. Zawsze istniała też pewna bariera językowa, jako że w pracy posługiwała się w większości językiem angielskim, a tutejszą mowę znała jak na razie na podstawowym poziomie.

Kolejnym niemiłym zaskoczeniem były reakcje, które wywoływała jej obecność w miejscach publicznych, a raczej brak takowej. Czuła się, jakby była niewidzialna. Mogła natarczywie spoglądać na twarze przechodniów, ich ubiór oraz zachowanie, a i tak zawsze pozostawała niezauważona. Nie była to na pewno kwestia tego, że się nie wyróżniała, bo wśród tłumu niskich, ciemnowłosych Japończyków jej blond loki i długie nogi rzucały się w oczy niczym latarnia morska na skalistym wybrzeżu.

Każdego dnia traciła stopniowo pewność siebie i umierała część jej kobiecości. Codziennie jej uczucia szczególnie dobijała chłodna obojętność robotników budowlanych, których mijała po drodze do metra. Mimo krótkich spódniczek i wysokich obcasów nie udało jej się wyłapać choćby jednego spojrzenia skierowanego w jej stronę. Zupełnie tak, jakby miała wypisane na twarzy przekaz „jestem poza twoją ligą, nawet nie próbuj się patrzeć”. W jakimkolwiek kraju kultury zachodniej jej przejście obok placu budowy wywołałoby przecież szereg gwizdów i sprośnych komentarzy. Nie raz próbowała prowokować facetów uśmiechem, gestem lub wzrokiem, ale zawsze bezskutecznie. Flirtować nie chcieli nawet taksówkarze i kelnerzy, którzy w ojczyźnie zazwyczaj nie dawali jej spokoju. Na jej ulubioną zaczepkę, czyli pytanie „czy macie dla mnie coś specjalnego?” połączone z założeniem nogi na nogę, zdezorientowani przynosili jeszcze raz kartę dań lub recytowali dania dnia.

Poza sferą uczuciową, obezwładniająca samotność ugodziła także w jej cielesność. Była przyzwyczajona do sytuacji, gdzie znalezienie partnera do zaspokojenia jej potrzeb ograniczało się do kilku wiadomości tekstowych lub szybkiego wypadu do klubu. W Tokio natomiast, pomimo długich godzin pracy, jej ciało domagało się rozrywki, której nie mogła sobie dostarczyć sama. Masturbacja nie wchodziła w grę, w oczach Emmy była tanim chwytem, oszukiwaniem samej siebie i przyznaniem się do porażki. To samo tyczyło się przeróżnych zabawek, choć ostatnio coraz częściej przyłapywała się na rozważaniu wstąpienia do sklepu dla dorosłych. W kraju, w którym można było kupić w automacie schłodzoną damską bieliznę na pewno znalazłaby także coś dla siebie.

Prawdziwy kryzys emocjonalny nadszedł po około czterech miesiącach. W końcu pojęła, dlaczego szef sugerował, by jeszcze raz przemyślała swą decyzję przed podpisaniem umowy. Była praktycznie sama w kraju, którego zupełnie nie rozumiała. Co gorsze, im dłużej mieszkała w Japonii, tym więcej wymagali od niej obywatele tego kraju. Oczekiwali, że po pewnym czasie pozna ich zwyczaje i dopasuje się do społeczeństwa, jednak okazało się to zbyt skomplikowane. Emma często udawała więc turystkę, co zwalniało ją z obowiązku rozumienia i stosowania zawiłego savoir–vivre’u.

Całą sytuację dodatkowo komplikował brak bratniej duszy, której mogłaby się wyżalić. Dawno zerwała wszystkie kontakty ze znajomymi ze studiów ze względu na sporą odległość od Kalifornii. Wraz z pracą, żoną i dziećmi skończyły się ich szalone wypady za ocean. Właściwie jedyną osobą, z którą mogła porozmawiać Emma, była Brytyjka Lily, pracująca w równoległym zespole. Ze względu na napięty harmonogram, koleżanki nie miały zbyt wiele czasu na rozmowy, ale czasem udawało im się wyrwać razem na kawę. Co prawda Lily wyemigrowała kilka lat temu razem z mężem, lecz mimo to ze wszystkich sił starała się zrozumieć sytuację swojej przyjaciółki.

Dziś siedziały w jednej z kilku sprawdzonych kawiarni, Emma kończyła właśnie wylewać z siebie swój typowy potok skarg i zażaleń. Mimo, że znały się dopiero kilka miesięcy, mogły bez skrępowania rozmawiać na wszystkie tematy.

– … no i tak to właśnie jest, faceci olewają mnie ciepłym moczem, a ja już nie mam nic więcej do zaoferowania.

– Mogę się przejść z tobą kiedyś do klubu. We dwie na pewno uda nam się kogoś tobie znaleźć. Mark nie będzie miał nic przeciwko – zachęcała Lily.

– Daj spokój, próbowałam już tyle razy. Poza tym to bez sensu, żebym ciągała cię po klubach. Masz dziecko w drodze.

– Kup sobie buty, to zapomnisz o wszystkim. To zawsze działa. Zarabiasz kupę pieniędzy, przecież musisz je na coś wydać – argumentowała Brytyjka.

– Nie mogę co godzinę kupować butów, bo zabraknie mi czasu, żeby w nich chodzić. Poza tym już dawno zabrakło mi miejsca w szafie.

– Widzisz, masz więc nowy cel, musisz kupić większą szafę.

– Bez sensu. Potrzebuję faceta, który zaprowadzi balans w moim życiu. Niech będzie nawet brzydki i z małym sprzętem, ale niech będzie jakikolwiek. Tęsknię… sama wiesz za czym. Mój tyłek potrzebuje czegoś więcej poza byciem odkształcanym przez krzesło dziesięć godzin dziennie.

– Hmm… Znam takiego jednego, czarnoskórego, który za dobrą cenę…

– Nie kończ. Proszę cię, oszczędź mi takich – przerwała jej Emma.

– W takim razie spróbuj tego – położyła przed nią wymiętą ulotkę. – Byłam tam kilka razy i nie żałuję. Trzymaj się, do następnego razu! – powiedziała wstając od stołu. Widać było, że chce uciec od nieuniknionych pytań.

Zanim Emma zdążyła zareagować, za jej koleżanką zatrzasnęły się drzwi. Domyślała się o co chodzi, więc za wszelką cenę nie chciała sięgać po ulotkę. Dopiła kawę, zagryzła sernikiem i znów zaczęła bić się z myślami. Gdzie popełniła błąd? Wizja zostania starą panną przerażała ją jak nic innego. Gdy tylko skończy się okres jej umowy, rzuci wszystko i wróci do Los Angeles. Znajdzie sobie jakiegokolwiek faceta i będzie z nim szczęśliwa za wszelką cenę. Problem w tym, że musi wytrzymać tu jeszcze ponad trzy lata!

Wciąż miała wiarę, że los się do niej uśmiechnie. Tak jak na przykład uśmiechał się teraz do niej przystojny biznesman koło trzydziestki znad stolika obok. Musiał przyglądać się jej od jakiegoś czasu. Kątem oka spostrzegła, że czeka, aż Emma podniesie głowę i na niego spojrzy. Jakby miała od tego zależeć reszta jej życia, dziewczyna przywołała swój najbardziej uwodzicielski wyraz twarzy, podniosła głowę i spojrzała mu w oczy wzrokiem pełnym nadziei.

Facet uśmiechnął się, podniósł dłoń do ust i teatralnym ruchem je przetarł. Emma zrobiła to samo uzbrojona w serwetkę, na której została spora porcja sernika i wąsy z kawy. Podziękowała skinieniem głowy, na co on zadowolony wrócił do lektury swojej gazety.

Emma zrezygnowanym ruchem zgarnęła ulotkę z blatu stolika. Niestety nie zdradzała zbyt dużo. Lily zostawiła jej kontakt do przybytku „niewiarygodnej rozkoszy” tylko dla kobiet. Poza zdjęciem fasady z szyldem „Eden” i mapką dojazdu, można było przeczytać krótki opis: „Jeszcze żadna kobieta nie wyszła od nas niezadowolona! Młode, starsze, zamężne czy samotne panie mogą liczyć na pełną dyskrecję w odkrywaniu świata niewiarygodnej rozkoszy w przyjemnej atmosferze. Obsługa na najwyższym poziomie i gwarancja spełnienia pragnień każdej klientki!”. Mogli przynajmniej wysilić się na bardziej oryginalną nazwę.

Co prawda na żadnej ulotce nie znajdzie się napisanego wprost hasła „zapraszamy do najlepszego burdelu w mieście”, ale ta zadziwiała brakiem erotycznych zdjęć. Poza tym Lily, mężatka, tam była! Skoro nie żałuje decyzji, to naprawdę musiało być nieźle. Emma nie wiedziała jak zareaguje, gdy będzie miała się kochać z przypadkowym facetem. Zwykle od kontaktu dzielił ją chociaż taniec, rozmowa lub randka, które traktowała jako długą grę wstępną. A jak się czymś zarazi? Skąd ma gwarancję, że nie wyjdzie stamtąd bogatsza o rodzinkę wirusów lub kolonię złośliwych bakterii? Może już ten czarnoskóry żigolak byłby lepszy?

Po kilku kolejnych dniach samotności i długich rozważaniach zdecydowała się podążyć za namową koleżanki. Jadąc metrem miała dziwne uczucie, że ludzie wokół niej wiedzą dokąd zmierza i potępiają jej zachowanie. Co chwila ukradkiem spoglądała na ukrytą w czeluściach torebki ulotkę, upewniając się, że jedzie w dobrym kierunku. Z przejęcia spociły jej się ręce i zaschło w gardle. Nie co dzień jeździła do burdelu. Jak nisko już upadła? Przekonywała się, żeby traktować całą sytuację jak kolejną przygodę.

Podążając do celu boczną ulicą cudem rozpoznała wejście do przybytku wśród setek innych szyldów, kolorowych reklam i ekranów. W środku zaskoczyła ją przestrzeń. W przeludnionym Tokio liczył się każdy metr kwadratowy, a tutaj pozwolono sobie na duży hol, zajmowany jedynie przez kilka egzotycznych roślin w donicach, stolik z krzesłem i ladę, za którą stała młoda, dobrze ubrana dziewczyna. Uśmiechem i gestem zaprosiła Emmę bliżej. Wszystko to oznaczało tylko jedno – będzie drogo. Emma nie przejęła się tym szczególnie, bowiem nie mając rodziny ani weny na zakupy, praktycznie nie miała co robić z zarabianymi pieniędzmi,.

Pracownica przywitała ją twardym „herro”, jako że część Japończyków  miała problem z miękkim „L”. Na tym niestety jej znajomość angielskiego się kończyła. Podsunęła klientce formularz i wskazała na stolik w kącie. Kwestionariusz był w całości po japońsku. Poza płcią, wiekiem i preferencjami seksualnymi, Emma zrozumiała jedynie hasło „emocje” i „wrażliwość”. Pozostałe pola były prawdopodobnie slangowymi nazwami. Przy każdym haśle widniała skala od jeden do dziesięć. Ponieważ przyszła tu nieco zaszaleć, zaznaczyła osiem przy emocjach i cztery odnośnie wrażliwości. Do wypełnienia pozostało jej kilkanaście pól, o których nie miała pojęcia, co oznaczają. Pracownica była chętna do wyjaśnień, lecz tylko po japońsku, co oczywiście niewiele pomogło. Nie chciała niestety przyjąć niepełnego formularza, powtarzając jedynie w kółko hasło „zabawa”.

Jak się bawić, to się bawić. Emma wypełniła na chybił trafił kilka z pozostałych pól zaznaczając na skali pomiędzy siedem a dziesięć. Ukontentowana liczbą krzyżyków ekspedientka wydała jej zawinięty w folię pakiet materiału i kazała podążać za sobą. Przechodząc przez długi korytarz minęły szereg identycznych, szerokich rozsuwanych drzwi. Stylizowane były na tradycyjne, lecz nowoczesności nadawało im zastosowanie ciemnego, lustrzanego szkła. Emma spoglądała w każde z nich patrząc na swoje oblicze, które z każdym krokiem przybierało coraz bardziej niepewny i przerażony wyraz. Tutaj nie musiała dobrze wyglądać, zastanawiało ją tylko jedno – co zaznaczyła w tym pieprzonym formularzu? Trzeba było wyjść, póki miała okazję, w swoim życiu zwykle żałowała pochopnych decyzji. Teraz trudno będzie się jej uwolnić od usłużnych pracowników. Powtarzała sobie, że zawsze, nawet już w trakcie, może powiedzieć stop i zebrać się do wyjścia, w końcu to ona była tutaj klientką.

Przewodniczka otworzyła przedostatnie drzwi i zostawiła ją w małym pokoju z szafą i krzesłem. Życzyła jej miłego pobytu i poleciła się przebrać. Emma, chcąc nie chcąc, spełniła polecenie, zakładając na nagie, roztrzęsione ciało sukienkę, którą otrzymała przy recepcji. Ubranie przypominało szaloną wizję twórców mody z lat siedemdziesiątych. Biała, bawełniana sukienka bez rękawów zabudowana aż po szyję sięgała jej za kolana. Nie ograniczała jednak swobody ruchu, jako że dolna część była rozcięta z przodu i z tyłu prawie do krocza. Dodatkowo, przez całą długość boku po obu stronach biegły zamki błyskawiczne. Jak na razie Emma czuła się, jakby to ona była tutaj dziwką.

Nie licząc drzwi, którymi weszła, w pokoju były ich jeszcze dwie pary. Za jednymi z nich znajdowała się obszerna łazienka z prysznicem i wszelkimi udogodnieniami. Dla komfortu psychicznego Emma skorzystała z toalety i stanęła naprzeciwko drugich drzwi, takich samych jak te, którymi weszła. Co ją za nimi czekało? Nikt jej nie popędzał, ani nie kazał przez nie przechodzić. Wybór należał do niej, jednak wiedziała, że jeśli nie zdecyduje się na ten krok, będzie żałować i wyzywać siebie od tchórzy. Co ciekawe, jak dotąd nie udało jej się zza żadnych drzwi lub ścian wyłowić typowych dla takiego przybytku jęków i krzyków. Albo nie było tu dzisiaj zbyt wielu klientów, albo pokoje były dobrze wygłuszone.

Pomieszczenie wyglądało inaczej, niż typowy zakątek w domu rozkoszy. Nie było w nim rozklekotanej kozetki ze śmierdzącą pościelą, tandetnych obrazów, czerwonych zasłon i obowiązkowego zegara na ścianie. Wnętrze urzekało natomiast swoją prostotą i funkcjonalnością. Białe ściany, ciemny sufit i jasna podłoga aż zapraszały do środka. Jedynym meblem było stojące pośrodku, obite skórą łóżko ze skomplikowaną ramą z nierdzewnej stali. Podłużne rozcięcia i podziały tapicerki, oraz liczne pokrętła i przeguby w ramie, sugerowały możliwość dostosowania geometrii mebla do potrzeb użytkownika, a raczej użytkowników. Niepokojące były zwisające w kilku miejscach pasy. Za łożem znajdowały się bliźniacze, rozsuwane drzwi.

Jakby wywołane myślami, wyłoniły się z nich dwie pracownice w mundurkach, przypominających pielęgniarskie. Na twarzy Emmy musiał być widoczny wyraz zaskoczenia, ponieważ dziewczyny zaczęły chichotać zasłaniając usta. Być może nie zrozumiała dokładnie całego formularza, ale była pewna, że zamówiła usługi dla heteroseksualnej kobiety. Dziewczyny opanowały się i zaprosiły ją gestem w stronę łóżka.

Emma podeszła nieufnie i usiadła na skraju. Jedna z opiekunek uśmiechnęła się najszerzej jak potrafiła, położyła jej ręce na ramionach i delikatnie ułożyła na łóżku. W tym czasie druga dziewczyna, korzystając z chwili nieuwagi klientki, wciągnęła jej nogi na kanapę i wprawnym ruchem zapięła mocno pasy wokół kostek. Zanim Emma zdążyła się zorientować, co się dzieje, do dziwnego łóżka zostały przytwierdzone także jej uda oraz tułów, dwoma zapięciami przebiegającymi nieco powyżej pasa i ponad piersiami. Pracownice były przygotowane na paniczną reakcję klientek, bo mimo drobnej budowy szybko poradziły sobie także z unieruchomieniem rąk blondynki.

Opór, jęki i krzyki okazały się bezcelowe, przecież Emma sama zaznaczyła w formularzu czego oczekuje i widocznie „emocje” na poziomie osiem w skali od jeden do dziesięciu przewidywały właśnie taki rozwój sytuacji. Dalej była jednak ubrana w kombinezon. Szybko wyjaśniła się za to rola dwóch suwaków biegnących przez całą długość boków. Dziewczyny synchronicznie rozpięły obydwa zamki i delikatnie zdjęły z niej przednią połowę, czasami odchylając przytrzymujące Emmę pasy. Tylna część utworzyła coś w rodzaju prześcieradła na skomplikowane łóżko. Trzeba było przyznać, że dbali tu o higienę.

Dziewczyny wyszły zostawiając klientkę sam na sam ze swoimi myślami i niepewnością. Strach mieszał się w Emmie z rosnącym podnieceniem. Nigdy nawet nie pomyślałaby o tym, że będzie leżeć całkowicie unieruchomiona w burdelu. Absurd całej sytuacji pozwalał jej odbierać wrażenia ze zdwojoną mocą, zmysły wyostrzyły się jak we śnie. Czuła lekki ruch powietrza przepływającego z jednych drzwi do drugich, które rozbijając się o piersi drażniły sutki, stawiając je w pełnej gotowości.

Choć nogi miała złączone, leżąc naga czuła rosnące w niej pożądanie, odsuwane gdzieś w zakamarki umysłu przez ostatnie miesiące. Tak dawno już z nikim nie była. W tym momencie pragnęła tylko czysto cielesnych doznań, brutalnego seksu, mającego na calu tylko jedną rzecz: orgazm. Żadnych rozmów, kolacji i prezentów. Po prostu poczuć w sobie znajome ciepło, poruszającego się w niej penisa dążącego do zaspokojenia prymitywnych instynktów obu stron. Gdyby nie fakt, że mogła poruszyć tylko głową, sięgnęłaby do swojej łechtaczki i czule się z nią przywitała, nie czekając na rozwój sytuacji.

Cały czas nasłuchiwała odgłosu kroków, które miałyby do niej dobiec zza którychś drzwi. Nic takiego jednak się nie działo, za to za sobą słyszała narastający szum. Wysoki ton dźwięku przywodził na myśl mały, elektryczny, zdalnie sterowany samochód. Można było pomyśleć, że to wiatrak bądź komputer, ale te zwykle się nie poruszały. Nagle odgłosy ustały, drzwi za Emmą rozsunęły się z cichym sykiem.

W pierwszej chwili spodziewała się, że to jej dzisiejszy żigolak przyjechał właśnie na wózku inwalidzkim, segwayu, lub czymkolwiek innym napędzanym motorem elektrycznym. Po Japonii można było spodziewać się przeróżnych niespodzianek, jak chociażby faceta przebranego za pokemona, czy Napoleona Bonaparte… Ciekawość zżerała ją do tego stopnia, że zapomniała, w jakiej sytuacji się znajduje. Na szczęście drugie drzwi widoczne nad jej bujnym biustem także działały jak lustro.

Emma zapomniała, że jest w kraju zafascynowanym nowoczesną technologią i elektroniką. W drzwiach stał najprawdziwszy robot, i nie było tu mowy o pomyłce. Wielkością dorównywał przeciętnemu mieszkańcowi Japonii. Na szczęście nie był stworzony na kształt człowieka, aby nie przestraszyć klientek nieobecną, sztuczną twarzą. Co prawda maszyna miała coś na kształt oczu złożonych z soczewek dwóch kamer, ale nie miały one ludzkiego wyrazu. Robot poruszał się na trójkątnych gąsienicach, na których zamocowana była obrotowa platforma. Kolejnym podobieństwem do człowieka byłyby ramiona, gdyby nie to, że robot miał ich aż sześć. Na każdym zamontowana była inna zabawka osłonięta prezerwatywą lub inne akcesorium. Wyglądało na to, że będzie musiała się przekonać do sztucznych penisów szybciej niż myślała.

Robot zmierzył ją swym niewidzącym wzrokiem i podjechał z szumem do krawędzi łóżka. Wysunął jedno ze swych ramion zakończone manipulatorem, który podłączył do ramy mebla. Ramię zaczęło się kręcić, a Emma poczuła, jak rozjeżdżają się jej nogi. Jej mokre, rozgrzane łono stawało właśnie otworem dla maszyny z sześcioma szalonymi ramionami, który kierował się nie wiadomo czym. Gdy jej uda utworzyły odpowiednio duży kąt, jej dzisiejsza rozrywka zlitowała się nad nią i podniosła nieco oparcie łóżka tak, aby mogła bez bolesnego wykrzywiania szyi obserwować otoczenie.

Następnie mechaniczny kochanek bez słowa skierował się pomiędzy jej nogi. Zamiast krzyczeć, szarpać się i próbować uciec, Emma patrzyła zafascynowana, w napięciu czekając na kolejny ruch robota. W końcu jedno z jego ramion poruszyło się, lecz trzymał w nim tylko butelkę z przezroczystym płynem. Dziewczyna poczuła jak po jej podbrzuszu i wewnętrznej stronie ud spływa obfita porcja lubrykantu. Robot chwilę zastanawiał się co robić dalej, podczas gdy klientka zdana na jego łaskę oddychała coraz głębiej i głośniej.

Na pierwszy ogień poszedł mały, klasyczny wibrator. Bzycząc niczym mucha sprawiał wrażenie śmiesznego i nieporadnego, jednak gdy dotknął czułego punktu Emmy, posypały się iskry rozkoszy. Gdyby było to możliwe, robot byłby zadowolony z efektu. Spojrzenie dziewczyny utkwiło w nikomu nie znanym miejscu na suficie, a usta otwarły się w niemym krzyku. Zaczęła mimowolnie poruszać biodrami na tyle, na ile to było możliwe w jej obecnej pozycji. Emma nie sądziła, że wibracje mogą być tak przyjemne. Było to tak cudownie inne od wszystkiego, czego do tej pory doświadczyła, że zapomniała o wszelkich zmartwieniach. Skupiła się na doznaniach płynących z pomiędzy jej nóg. Drgania pieściły ją łagodnie, lecz za to nieustannie. Jednak apetyt rósł w miarę jedzenia, dysząc z rozkoszy uniosła głowę i popatrzyła w „oczy” robota, prosząc o więcej.

Maszyna niestety miała inny plan. Odsunęła ramię z wibratorem i zastąpiła je drugim, na którym zamontowany był siłownik ze sztucznym penisem. Rozmiary zabawki z początku przeraziły Emmę, ale była już tak podniecona, że przyjęła ją w sobie z dziką satysfakcją. Penis poruszał się w niej powoli, najpierw zanurzył w niej tylko swój czubek, z każdym powrotem wchodząc coraz głębiej. W końcu osiągnął wystarczającą głębokość.

Emma była rozdrażniona tym, że ma zerową kontrolę nad sytuacją. Nie mogła nawet podnieść ręki, a wciąż chciała więcej. Jej ciało domagało się orgazmu, podczas gdy zabawka utrzymywała stałą prędkość, z precyzją i cierpliwością daną tylko maszynom. Każde posunięcie było identyczne, przez co napięcie rosło bardzo powoli, ale przecież robot mógł tak przy niej stać godzinami i wcale się nie zmęczyć.

W końcu jednak zdecydował, że pora podkręcić tempo. Z leniwych, wręcz romantycznych, pchnięcia zabawki przeszły stopniowo do prędkości, którą zwykły kochanek może utrzymać tylko kilkanaście sekund bez złamania kręgosłupa. Później hałas generowany przez siłownik zlał się w jeden mechaniczny rumor, a okiem trudno byłoby wyłapać poszczególne posunięcia. Przez to Emma nie usłyszała znajomego wibratora, którym robot zaczął pieścić ze zdwojoną mocą jej zaniedbaną łechtaczkę. Bogactwo bodźców nie pozwoliło jej długo czekać na wyczekiwany od dawna szczyt uniesienia. Nieustanna praca penisa rozpychającego się w jej kobiecości z nieznaną dotąd częstotliwością, połączona z mocnymi wibracjami doprowadziły ją na skraj świadomości.

Gdyby nie przytrzymujące ją pasy, już dawno leżałaby na ziemi zwinięta w kłębek, przeżywając jeszcze raz to, co właśnie zaszło. Orgazm o mocy, jakiej dotąd nie znała, odebrał jej resztki rozumu, wstydu i instynktu samozachowawczego. Była gotowa na wszystko, tylko niech ta maszyna da jej choć chwilę na zaczerpnięcie oddechu.

Zamiast tego jej bezwzględny kochanek szykował właśnie następne ramię. Stalowa ręka dzierżyła przyrząd z długą rękojeścią, zakończoną kulą wielkości pięści. Emma miała wielką nadzieję, że nie będzie musiała przyjąć nowej zabawki w swoje rozdygotane wnętrze. Jej krocze pulsowało, wciąż przypominając o przyjemności jaka dopiero co ją spotkała. To sprawiało, że chciała więcej. Więcej, lepiej i mocniej.

Robot przytknął przyrząd do rozgrzanego krocza zdanej na jego łaskę dziewczyny. Przez chwilę nic się nie działo, po czym Emma poczuła wibracje na granicy bólu. Czuła, jak rozkosz wypełnia całe jej ciało i odejmuje kontrolę nad mięśniami. Musiała krzyczeć, choć tego nie słyszała. Z niekontrolowaną siłą nogi, ręce i tułów, wijący się pod wpływem napierających fal podniecenia, napinały do granic możliwości pasy przytwierdzone do łóżka.

Tym razem maszyna nie użyła kolejnych ramion. Biodra dziewczyny mimowolnie wykonywały ruchy mające dostarczyć jej maksimum przyjemności. Obezwładniająca przyjemność zdawała się trwać bez końca. Dopiero, gdy jej ciałem wstrząsnęły silne dreszcze, a uda chciały wykonać obronny ruch zamykający dostęp sprawcy całego zamieszania, robot zdecydował się na odsunięcie zabawki. Emma odetchnęła z ulgą, chociaż złowrogie brzęczenie wciąż unosiło się w powietrzu.

Po chwili wszystko ucichło, słychać było jedynie głośny oddech „ofiary” robota, której serce o mało co nie wyskoczyło z piersi. Tym razem ruch wykonało łóżko – głowa Emmy pojechała w dół, a uniesione zostały za to jej nogi, tworząc z tułowiem kąt prosty. Było jej wygodnie, za to nie widziała zupełnie nic poza sufitem wyłożonym drewnem.

Dziewczyna poczuła nacisk czegoś śliskiego i miękkiego, ale nieco niżej niż powinna. Zaczęła panicznie zastanawiać się, ile zaznaczyła na skali przy zaszyfrowanym japońskimi znakami polem „seks analny”. W tym momencie i tak było już zbyt późno na rozważania. Mimo że zabawka była małej średnicy, wypełniła ją szczelnie. Emma postarała jak najbardziej się rozluźnić i wkrótce poczuła satysfakcję. Kutas przesuwał się w niej powoli, przyjemnie gładząc ją w środku. Było bardziej… miękko niż kiedykolwiek by się tego spodziewała. Cała zabawa nabrała jednak sensu dopiero, gdy nieco powyżej wsunął się w nią większy penis, którego miała okazję już wcześniej poznać. Wrażenie było niesamowicie intensywne, tak jakby ścianki jej pochwy były pieszczone z obu stron jednocześnie.

Robot przemieniał ruchy zabawek, raz unieruchamiając jedną i przyspieszając dugą, później na odwrót. Po kilku minutach Emma zgubiła rachubę, ile orgazmów już przeżyła. Ciągłe fale nowych doświadczeń nie pozwalały jej trzeźwo myśleć. Modliła się tylko w duchu o to, żeby nie poszedł teraz jeszcze w ruch mocny wibrator, bo powoli miała już dosyć. Przychodząc tu nie sądziła, że spotka ją coś takiego, ani że taki odjazd można było legalnie kupić za nudno zarobione pieniądze.

Maszyna tymczasem przyspieszyła tempo obu swoich gumowych podopiecznych. Emmie przeszło tylko przez myśl, że następnym razem odważy się zaznaczyć „emocje” na poziomie dziewięć, a chwilę później wstrząsnęła nią kolejna fala rozkoszy i robot cofnął ramiona, pozostawiając po sobie uczucie pustki.

Dziewczyna była tak wycieńczona i obolała, że nie zarejestrowała pracownic, które odpięły pasy i bezskutecznie próbowały nawiązać z nią kontakt. Na co komu facet, skoro można mieć coś takiego?

*          *          *

Przy ich kolejnym spotkaniu na widok miny swojej koleżanki Lily nie powstrzymała się od podejrzliwego uśmiechu.

– A nie mówiłam, że warto? – miała rację i obie o tym wiedziały.

– Lepiej mi powiedz po kolei, co oznaczają wszystkie pola w ich formularzu.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ech, któż zrozumie Japonię i jej kod kulturowy… Mieliśmy już Noc Kwitnącej Wiśni, mamy Kraj Kwitnącej Samotności i tytuł doskonale odzwierciedla treść. Podobało mi się, jednak odczuwam pewien niedosyt (może skrzywienie zawodowe), bo miałam nadzieję na bogatsze opisy np. jakąś bardziej rozbudowaną scenkę między Emmą i japońskim dżentelmenem, jakiś mały zgrabnie opisany "critical incident".
A tak w ogóle – robot do erotycznych zadań specjalnych albo już istnieje w Japonii, albo to niedaleka przyszłość… niee, jednak wolałabym kogoś z krwi i kości:-)
Dobrze napisane.
Czepnę się tylko słówka "balans". Kurczę, nie lubię balansu, brzmi sztucznie. Wolę równowagę. Precz z balansem!

Racja, równowaga lepsza niż balans. Szczerze mówiąc, nie chcę do końca wiedzieć, co mają w Japonii, bo ten automat ze schłodzoną bielizną nie jest wcale wytworem mojej wyobraźni.
Cieszę się, że się podobało! Postaram się na przyszłość urozmaicić opisy.
"Dobrze napisane" jest jak zwykle po części zasługą Megasa, wprawnego korektora mojej twórczości publikowanej na łamach NE. Ze sporą satysfakcją muszę jednak stwierdzić, że wraz z każdym tekstem w skorygowanych wersjach znajduje się coraz mniej koloru czerwonego ;]

Ja chyba też słyszałam o tym automacie:-) Albo czytałam. Japonia to też raczej nie moja bajka, szczególnie po lekturze "Z pokorą i uniżeniem" Amelie Nothombe doszłam do wniosku, że nie chciałaby. ta na przykład pracować… brrr!

Ja też jestem wdzięczna kolegom za korektę i uwagi, bo dzięki temu się rozwijam.
Paco, teraz z niecierpliwością czekam na Twoje następne teksty:-)

Jedno jest pewne – Japonia to dziwny kraj 🙂 i opowiadanie daje temu dowody. Sytuacja dla mnie jest ciut zbyt ekscentryczna, przez co nie podnieca. Ale jako egzemplifikacja specyfiki Nipponu – tekst odnosi wielki sukces 😀 long live the robots!

Absent absynt

Erotyczne maszyny to chyba nie jest wymysł japoński, choć można założyć, że tylko oni mogliby stworzyć rytuał związany z tymże. Jestem ciekaw, czy kobieta faktycznie mogłaby czerpać przyjemność z obcowania z takim urządzeniem. Wprawdzie przydatność wibratora jest oczywistą oczywistością ;-), a do tego "mechaniczność" stosunku i podporządkowanie kobiety na pewno idą w parze, to jestem ciekaw, czy panie, krzyczące z rozkoszy na filmach poglądowych – bądź co bądź profesjonalistki – naprawdę czują podniecenie…
Opowiadanie ciekawe, choć mnie nie porwało. I, choć to nie lada wysoka poprzeczka, nie starało się nawet zbliżyć do poziomu tekstu o podobnym tytule…

Pozdrawiam, seaman.

Paco_De,

w Twoich tekstach jest coraz mniej czerwieni, bo z opowiadania na opowiadanie mam coraz mniej powodów do używania czerwonego ołówka!

Co zaś się tyczy fabuły: opowiadanie przeczytałem z zaciekawieniem. Niewiele wiem o Japonii i jej kulturze, a to, co obiło mi się o uszy w jakiś sposób koresponduje z tym, co zawarte zostało w tekście: kraj ludzi wyalienowanych, samotnych w tłumie, bardzo zaangażowanych w specyficzną popkulturę i mających silny etos pracy. W znacznej mierze znalazłem więc tutaj to, czego się spodziewałem.

Zastanawia mnie natomiast Emma. Czego tak naprawdę szukała? Przez pierwszą część opowiadania wydawało mi się, że partnera – drugiego człowieka, z którym może się związać, a nie tylko uprawiać seks. Gdyby poszukiwała samego li tylko spełnienia, mogła przecież zakupić ten wibrator czy dwa, albo umówić się z żigolakiem. Możliwości istniały. Zamiast tego rzuciła się w tajemniczą przygodę i co otrzymała? Seryjny orgazm stulecia? I to jej wystarczyło? Naprawdę?

Rozumiem, że orgazm stulecia to niemała rzecz (zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności), ale zaspokoiłby tylko jedną z potrzeb, które zdawała się mieć Emma. A co z potrzebą emocjonalną? Kontakt z maszyną raczej jej nie zapewnił. Czy więc ostatecznie skapitulowała? To byłaby smutna konstatacja, niezbyt pasująca do dość wesołego finału. Kolejna osoba, która w betonowej dżungli dzisiejszego świata (zwielokrotnionej, bo japońskiej) oddaje perspektywę bliskości dla samej tylko przyjemności… nasuwają się pesymistyczne wnioski.

Podobnie jak Absent absynt, odebrałem to opowiadanie raczej jako kulturową ciekawostkę, niż jako pełnoprawne opowiadanie erotyczne. Owszem, jest tu scena "seksu" ale jej dziwaczność sprawia, że trudno się wczuć – przede wszystkim w bohaterkę, ale w robota również 😀

Mam jeszcze pytanie, drogi Autorze: kiedy wrócisz do smoków oraz wrót między światami? Chętnie się dowiem, co z Pawłem, bo skończyłeś wręcz nieprzyzwoitym cliffhangerem 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Emma pod wpływem wrażeń przez chwilę zapomniała o swojej samotności, jednak gdy ekscytacja minie, jej problemy powrócą ze zdwojoną mocą (kontynuacji nie będzie, więc to lakoniczne wytłumaczenie musi wystarczyć). Zawiłość jej poszukiwań polega na tym, że poszła za namową koleżanki, której ślepo ufała błądząc w nieznanym jej środowisku. Opowiadanie miało być zaskakujące i inne, sam byłem ciekaw reakcji czytelników.

Jeśli chodzi o smoki, nie będę na razie nic zdradzać ;] Kolejna część opowiadania o podróżach między światami przebija się jednak powoli przez mój proces myślowy, premierę przewiduję na koniec maja.

Fajne opowiadanko – tylko tyle powiem:) I jeszcze to: Japonia to chyba najbardziej 'kinky' kraj na Ziemi.

Jaskier

Zawszeć coś nowego dla odmiany po moich ulubionych smokach. Przeczytałem z zaciekawieniem.
Oczywiście widzę też drobne usterki. Myślę też, i to najpoważniejszy zarzut (jeśli to można w ogóle zarzutem nazwać), że można było bardziej zbudować napięcie, oczekiwanie.
Z tych drobnych usterek pozwolę sobie zacytować jedno zdanie: "Surowe meble z ciemnego, egzotycznego drewna nosiły znamiona wieloletniego użycia, na pewno dłuższego niż sięgała historia firmy." Czy to zdanie, bezbłędne gramatycznie, stylistycznie, itp.. jest zdaniem niosącym poprawną semantycznie treść czy zostało popełnione z rozmachu bez głębszego zastanowienia się?
Co znaczy określenie "znamiona wieloletniego użycia" w reprezentacyjnym gabinecie funkcjonariusza ze szczytów hierarchii poważnej firmy (skoro ją stać na eksperyment zatrudnienia zagranicznego stażysty, co sugeruje tekst)?
Czy członek czy szef rady nadzorczej podpisuje zwykle kontrakt ze stażystką? I tak dalej i tak dalej. Ale nie znowu jakoś licznie występują moje wątpliwości.
Pozdrawiam Cię, Paco.

Potrzebowałem małej odskoczni od smoków i magii, a pomysł kołatał mi się w głowie już od dłuższego czasu. Jeśli chodzi o budowanie napięcia, być może lustrzane drzwi nie były dobrym rozwiązaniem. Nie chciałem też znowu tak przemęczać biednej Emmy…
Moja wizja na owe meble była taka, że podczas tworzenia wystroju gabinetu nie został zakupiony nowy, błyszczący zestaw prosto z katalogu "Ikea dla firm". Używane komponenty, być może sprowadzone z dalekiej Europy, mają mówić "patrzcie jaki jestem ważny, siedzę przy takim starym biurku", a także wprowadzić złudzenie, że historia firmy jest dłuższa niż w rzeczywistości. Widocznie nie udało mi się tego ująć w jednym krótkim zdaniu. Mam nadzieję, że wyjaśniłem ;]

Ciekawy poczatek. Z miejsca poczulam sympatie i zrozumienie dla Emmy. Potem historia wytracila tempo. Robot to dla mnie jakas zbytnia abstrakcja! Ach, czemu Emma nie wybrala ciemnoskorego kochanka? On zadowolilby ja lepiej niz jakikolwiek wibrator na gasiennicach! Devon

Zauważ, że Emma nie wiedziała do końca, na co się decyduje. Podejrzewam, że bezduszne roboty szybko się jej znudzą i skorzysta także z innych kontaktów od swojej koleżanki ;]

Przeczytałem opowiadanie z ciekawości, przyciągnięty tytułem sugerującym inspirację wyśmienitym tekstem Ravenhearta. Otrzymałem coś bardziej współczesnego, żeby nie powiedzieć wręcz futurystycznego. Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem rozczarowany. Fakt faktem, po tym, jak Emma została przywiązana do łóżka spodziewałem się raczej seksu zbiorowego z hojnie wyposażonymi mężczyznami. Sposób obsłużenia sugeruje, że robotem sterował człowiek, ale mimo wszystko scena wydała mi się strasznie zdehumanizowana – pewnie taka miała być. Podsumowując – podobało się, ale niedosyt pozostał.

Pozdrawiam, Frodli 🙂

Jestem pod wrażeniem! "Siły muzyki" nie mogłam zdzierżyć, to nie były moje klimaty. Nie sądziłam, że autor potrafi poruszać się z taką swobodą po różnych konwencjach 🙂
Eileen

Przyznam, Eileen, że też jestem pod wrażeniem – wolt, do których zdolny jest nasz Paco_de.

W przeciwieństwie do Ciebie lubię "Siłę muzyki" – to urocza opowieść w duchu łotrzykowsko-sowizdrzalskim. Natomiast "Kraj kwitnącej samotności" to faktycznie zupełnie inna historia. Cenię sobie Autorów, którzy potrafią uprawiać płodozmian (że już o trójpolówce nie wspomnę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Bardzo dobre opowiadanie. Obym nie dożył dnia, w którym jakaś maszyna zastąpi mi kobietę. Ciekawy jest wątek niezaspokojenia seksualnego Emmy. Zwykle na Najlepszej wygląda to tak, że pani jak życzy sobie seksu to takowy dostaje.
Ja lubię jak ów schemat jest nieco odwracany 🙂

Chciałbym się dowiedzieć, co też było dalej. Twój styl pisania i kierunki, którymi podążasz coraz bardziej mi się podobają. Japonia fascynuje mnie dość mocno. Łykam wszystkie smaczki kulturowe jak pelikan:)
Zostawiłem 5 i czekam, cóż będzie dalej.
Pozdrawiam,

Foxm

Napisz komentarz