Odkrywając siebie XI (Ania)  4.14/5 (199)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 13 minut/-y    

Sophie Dituri, “Untitled“, CC BY-NC-ND 2.0

Po kilku do bólu zwyczajnych wywiadach ze sprzątaczkami, urzędniczkami i fryzjerkami dostaję w końcu coś nowego. Anka dziesięć razy pyta mnie, czy się zdecyduję. To mężczyzna. Co prawda gej, ale zawsze facet. Inny punkt widzenia. Jestem podekscytowana!

Andrzej ma czterdzieści dwa lata. Wygląda zwyczajnie. W życiu bym nie zgadła, że jest homoseksualistą. Nie jest jakoś nadzwyczajnie zadbany, choć wyraźnie dba o formę. Wygląda dobrze. Szerokie barki, umięśnione ramiona, płaski jak deska brzuch. Pewnie ma tam niezły kaloryfer – myślę i niemal leci mi ślinka. Do tego miła twarz i włosy lekko przyprószone siwizną.

Nie używa żelu, nie chodzi do solarium. Za to jest zdrowy i krzepki. Wygląda jak macho. Martensy, powycierane, stare dżinsy, luźny T-shirt z wizerunkiem Che i dżinsowa kurtka. Sfatygowana – doskonale pasuje do reszty.

Spotykamy się na mieście i idziemy do jego mieszkania. Jest niesamowite! Na dwóch ścianach stare cegły zostały całkiem odsłonięte. Pod sufitem biegną podłużne belki. Do jednej z nich przymocowano worek treningowy. Na podłodze ułożono stare, wycyklinowane deski, a na nich, pośrodku pokoju, zielony, puszysty dywan, do złudzenia przypominający świeżą trawę. Wokół niego rozstawiono krzesła. Najpiękniejsze, jakie w życiu widziałam! Wyżłobione z potężnych pni drzew. Każde nieco inne. Z charakterem. Siadam niepewnie i z wrażenia opada mi szczęka – do tego wszystkiego są wygodne!

Przyznaje, że chciał, żebym się z nim oswoiła, dlatego zaproponował spotkanie na mieście. Nie zamierzał młodej, bezbronnej kobiety zapraszać od razu do domu. Dziwię się, przecież jako gej miał nie stanowić żadnego zagrożenia. W trakcie wywiadu wszystko staje się jasne. Jest biseksualny!

Ma bardzo bogate doświadczenie seksualne. Tak bogate, że kilkukrotnie upewniam się, czy dobrze usłyszałam. Ponad dwustu partnerów, w tym kilkadziesiąt (około trzydziestu) kobiet. Mimo że seks uprawia od czterech do pięciu razy w tygodniu i tak się onanizuje. Przyznaje, że to nie to samo. Dla niego to bardziej czynność higieniczna niż erotyczna. Orgazmy są dużo słabsze, dlatego jak już postanawia sobie ulżyć, czyni to zwykle kilka razy pod rząd.

Poznaję parę nowych określeń. Cierpliwie tłumaczy mi ich znaczenie. Docking, technika płatka róży czy water sports. Muszę przyznać, że po angielsku brzmi to znacznie lepiej, mniej dosadnie. Jeszcze rozumiem dwóch mężczyzn uprawiających swoistą szermierkę, ale wylizywanie sobie tyłków?! Mocz?! Robi mi się niedobrze. Ludzie naprawdę robią takie rzeczy?! I sprawia im to przyjemność?! Przecież to co najmniej nieapetyczne… On chyba zauważa moją reakcję i proponuje przerwę. Podaje mi drinka. Licho wie co, ale mocne. Zaczynam mieć wątpliwości, czy powinnam pić w jego obecności.

Siada bliżej. Pachnie oszałamiająco. Przy każdym ruchu widzę pracę twardych, zapewne ciężko wypracowanych mięśni. Wyobrażam sobie, że wiszę podwieszona pod jedną z belek przy suficie, a on tymi silnymi ramionami podtrzymuje mi pośladki. Przykłada usta do mojej myszki i całuje zapamiętale. Rumienię się. Ta wizja wprawia mnie w przyjemny nastrój podniecenia. Dodatkowo alkohol uderza do głowy. O zgrozo! Wiem, że byłabym gotowa to zrobić!

– Nigdy nie odmawiam kobietom – deklaruje, jakby potrafił czytać w moich myślach.

– W takim razie, proszę, wróćmy do naszego wywiadu.

Widzę rozczarowanie w pięknych zielonych oczach, ale prostuje się, dumnie wypinając klatę do przodu, i przyjmuje postawę wyczekującą. Teraz mój ruch!

– Opowiesz mi o swojej inicjacji seksualnej? – pytam zgodnie ze scenariuszem, ale obawiam się, że brzmię zbyt zalotnie.

– Oczywiście. Miałem wtedy dwanaście lat…

Oczy niemal wychodzą mi z orbit, jakbym zobaczyła kosmitę. Dwanaście? Czemu nie potrafię być opanowana i rzeczowa?! Czuję, jak ręce zaczynają drżeć.

– Bardzo wcześnie zacząłem odczuwać potrzeby seksualne – tłumaczy się, choć bez zażenowania.

– Przepraszam – dukam. – Nie chciałam… Nie powinnam… To nie moja sprawa, po prostu zaskoczyłeś mnie. Nie spodziewałabym się…

– Nie ty jedna byłaś zszokowana. – Uśmiecha się ciepło. – Nie kryję się z takimi rzeczami. Mam olbrzymie potrzeby. Łatwo się podniecam. Od zawsze tak było, odkąd tylko pamiętam. Ten pierwszy raz był z rówieśniczką. Bawiliśmy się w doktora. Ona chyba nie do końca wiedziała, co się dzieje. Wykorzystałem ją, a co gorsza wcale nie było mi wstyd. Powtórzyłem tę nową, ciekawą zabawę zarówno z nią, jak i z innymi. Mniej więcej w tym samym czasie, może trochę później, odbyłem inicjację homoseksualną. To dopiero było odkrycie!

– Jak to? – Znów daję się ponieść mojej dziecinnej ciekawości.

– Byłem ministrantem – oznajmia z dumą. – Opiekował się nami młody, sympatyczny ksiądz. Uwiodłem go.

Uwiódł? Dwunastolatek uwiódł księdza?! Zawsze myślałam, że jest na odwrót! Że to ci źli i zboczeni dorośli wykorzystują dzieci. Niewinne dzieci. No, może w tym przypadku potrafię uwierzyć, że to konkretne dziecko nie było takie znowu niewinne…

– Całe moje życie jest podporządkowane przyjemności, jaką czerpię dzięki kutasowi – wyznaje bezczelnie, patrząc mi prosto w oczy. – Żeby zaspokoić te potrzeby, spędzam godziny na siłowni, po to pracuję, jem i oddycham. Wszystko dla kilku cudownych chwil. Nic innego  nie cieszy mnie nawet w zbliżonym stopniu.

– Czy ty… – Powoli zbieram się na odwagę, żeby zadać pytanie, które zadać i tak muszę. – Czy kiedykolwiek zmusiłeś kogoś do seksu?

– Tak. – Jego twarz nie wyraża żadnych emocji. – Ale nie musisz się bać, ciebie nie zmuszę. Przynajmniej nie dzisiaj – dodaje w dziwnie kuszący sposób.

Rany! Czemu tak na mnie działa? Po chwili zaczynam zdawać sobie sprawę dlaczego. Jest bardzo podobny do Grzegorza. Władczy, stanowczy, pewny siebie, trochę bezczelny. Nieco starszy, ale dużo przystojniejszy. Męski.

– Czym różni się seks z facetem od seksu z kobietą? – Poddaję się chwili i zbaczam nieco z drogi wyznaczonej przez kwestionariusz.

– Przede wszystkim mężczyźni są łatwiejsi. – Uśmiecha się odrobinę złowrogo. – Inaczej pachną, są inni w dotyku, ale pod tym względem nie ma dwóch identycznych osób, niezależnie od płci. – W jego oku dostrzegam tajemniczy błysk. – Zazwyczaj, choć nie zawsze, są mniej delikatni. Ci, z którymi się spotykam, są mniej wstydliwi i bardziej otwarci, gotowi na wszystko. Kobiety, nawet gdy mają olbrzymią ochotę, stawiają pewien opór, chcą, żeby je uwodzić. Z mężczyznami od początku wszystko jest jasne, a z kobietą nigdy nic nie wiadomo.

– Wierzę. – Uśmiecham się blado. – To pewnie kwestia wychowania i podwójnych standardów funkcjonujących w społeczeństwie. – Rany! Brzmię jak rasowy socjolog! Nie wiem, czy powinnam być dumna, czy raczej ubolewać, że chowam się za wyświechtanymi sloganami.

– Niewiele z was potrafi je przezwyciężyć – oznajmia łagodnym tonem, a ja czuję, że rzuca mi wyzwanie. Manipulant jeden!

– Jak oceniasz swoją satysfakcję z inicjacji seksualnej? – Z ulgą wracam do scenariusza.

– Z kobietą trzy, z mężczyzną pięć.

– Jaki był powód?

– Inicjacji? – Dziwi się nieco pytaniu, ale wystarczy że lekko kiwam głową. – Pożądanie, podniecenie, ciekawość – wymienia jednym tchem. – Ale nie skończyłem ci o tym opowiadać. – Chcę powiedzieć, że nic nie szkodzi, jednak nie daje mi dojść do słowa. – Dla niej to była zabawa jak każda inna. Posłusznie rozłożyła nogi i dała się zbadać, we własnym pokoju. Za ścianą przy kawie i ciastku plotkowały nasze matki. Dreszczyk emocji związany z tym, że mogą w każdej chwili wejść, był dla mnie dodatkowym bodźcem. Wiedziałem, że robię coś złego. Trochę podobnie było z tym księdzem. Długo chorowałem, a on przyszedł mnie odwiedzić. Kiedy zostaliśmy sami, dobrałem mu się do rozporka. Po krótkiej zabawie ręką uklęknąłem przed nim i obciągnąłem mu. Spuścił się w moich ustach. Tamtego dnia nie stało się nic więcej, uciekł spłoszony, ale później regularnie oddawaliśmy się wspólnie różnym ziemskim uciechom. Nadal jest moim kochankiem, choć spotykamy się rzadko.

Rany, Gabi, powinnaś uciekać stąd jak najszybciej! Ten potwór połknie cię i przemieli! Zapewni najlepsze w życiu rżnięcie, a potem zostawi rozpaloną, być może z jakimś wrednym choróbskiem.

– Czy kiedykolwiek uprawiałeś seks grupowy? – Walczę z drżącym z podniecenia głosem. Jest zbyt wysoki, skrzekliwy.

– O, tak! – Oczy Andrzeja płoną. – Wielokrotnie. Uwielbiam trójkąty, czworokąty, orgietki… Lubię też, kiedy ktoś na mnie patrzy.

Ekshibicjonista? Tego jeszcze brakowało! Wiem, że moja twarz się pokracznie wykrzywia, oczy otwierają ze zdumienia, a policzki płoną, bo chciałabym go oglądać. Wstyd mi przyznać, ale chciałabym patrzeć, jak robi sobie dobrze, jak całuje się i pieści z innym mężczyzną, jak szaleńczo pieprzy jakąś nimfomankę dorównującą mu poziomem libido… Uff! Biorę kilka głębokich wdechów i próbuję się opanować.

Skupiona na sobie nie zauważam nawet, kiedy wstaje. Podchodzi do mnie od tyłu. Pochyla się nad krzesłem, na którym siedzę. Zewnętrzną stroną dłoni dotyka mojego rozpalonego policzka. Aż podskakuję. Zbliża usta do mojej szyi. Czuję ciepły oddech. Przyjemnie pieści moją skórę.

– Gabrielo, wiem, że mnie pragniesz – szepcze mi do ucha. – Ale nie zerżnę cię, dopóki o to nie poprosisz.

Przechodzi mnie dreszcz. Jest prawie jak w fantazjach, a nawet lepiej! Nie potrafię się ruszyć ani nic powiedzieć. Nie wiem, skąd czerpie swoją moc, ale jest niesamowity. Robię się mokra, między nogami czuję przyjemne mrowienie. W zasadzie chciałabym dać się temu ponieść, ale boję się. Strach mnie paraliżuje.

– Chciałbym cię mieć. Teraz. Mocno i szybko. – Na potwierdzenie swoich słów chwyta moją dłoń i kładzie na rozporku.

Jest olbrzymi! Nabrzmiały i gorący. Musi mieć ponad dwadzieścia centymetrów długościi ponad sześć średnicy. Na moment przestaję oddychać. Zapominam, że to potrzebne do życia. Czuję się, jakbym potrzebowała wyłącznie jego fiuta. W sobie. Głęboko.

– Proszę, wracajmy do wywiadu – piszczę błagalnie i ku mojemu rozczarowaniu odsuwa się i wraca na swoje miejsce. Biorę duży łyk drinka. – Z iloma osobami i jakiej płci uprawiałeś seks grupowy?

– Różnie. Najczęściej z mężczyznami. Od dwóch do sześciu jednocześnie. Kilka razy w zabawach uczestniczyła kobieta lub dwie, ale wtedy też mężczyzn było więcej. Raz, w Kolonii, znajomy zabrał mnie do klubu. Tam były nieprzebrane tabuny kobiet i mężczyzn. Kochałem się wtedy z dwudziestoma osobami jednej nocy.

– Co to ma wspólnego z miłością? – wyrywa mi się.

– Nic, ale tak się mówi. – Uśmiecha się zadziornie. – Wolałabyś, żebym powiedział „pieprzyłem się”?

– Tak. – Nieśmiało spuszczam wzrok.

– Ciebie to kręci, prawda? – Jest wyraźnie zaciekawiony.

Tak! Kręci! Mam już przed oczami scenę w tym klubie. Wyobrażam sobie całą masę ciał splecionych ze sobą w namiętnych zapasach. Jest tam wszystko! Kobiety z kobietami, mężczyźni z mężczyznami, kobiety z fiutami we wszystkich dziurkach i rżnięte przez dziesiątki mężczyzn, jednego po drugim. Nie muszę odpowiadać, prawda? On już wie.

– Lubisz mocno, kręci cię wulgarność, chcesz, żebym nad tobą dominował, żebym cię zmusił, prawda? – naciska, jest nieustępliwy i choć nie rusza się z miejsca, już czuję na sobie jego silny uścisk.

– Nie wiem – jęczę. – Pragnę tego… ale nigdy tego nie robiłam.

– Niegrzeczna dziewczynka. – Jego słowa brzmią niczym groźba. – Mówiłem, że nic nie zrobię, jeśli nie poprosisz! Nie powinnaś ze mną pogrywać!

– Proszę – szepczę.

– Co? – Brzmi na szczerze zdumionego! – O co prosisz?

– Proszę, zerżnij mnie! – Nie jestem już sobą.

– A przyniosłaś gumki? – Patrzę, jak wstaje i zbliża się do mnie. Nieśmiało kręcę głową. – Powinienem jakieś mieć, ale ostrzegam, że jeśli następnym razem nie przyniesiesz sama, wezmę cię bez, nie zważając na konsekwencje! – Głos Andrzeja jest władczy, dokładnie taki, jakiego potrzebuję. – A teraz na kolana! – Popycha mnie lekko w stronę trawiastego dywanu.

Klękam posłusznie. Zawstydzona swoimi zachciankami i uległością cieszę się, że mogę na chwilę schować twarz. Każe mi błagać. Błagam. O seks, o jego kutasa, o rżnięcie, o pieprzenie… Jestem taka wulgarna…

– Teraz ja cię przepytam – oznajmia niespodziewanie, szukając po całym domu prezerwatyw. – Uprawiałaś seks waginalny?

– Tak – bąkam.

– Mów głośno i wyraźnie! – rozkazuje.

– Tak – powtarzam głośniej.

– Dobrze. Z iloma mężczyznami?

– Dwoma.

– Podobało ci się?

– Nieszczególnie.

– Miałaś orgazm?

– Nie.

– Uprawiałaś seks oralny?

– Nie.

– A chciałabyś? – To pytanie uderza we mnie jak grom z jasnego nieba.

– Tak. – Znów jestem nieśmiała i zagubiona.

– Głośniej!

– Tak – powtarzam.

– Uprawiałaś seks analny?

– Nie.

– A chciałabyś? – Tym razem spodziewałam się już ataku, ale i tak zapiera mi dech w piersiach.

– Nie wiem, chyba nie… – jęczę.

– Dobrze. Przyczepiałaś kiedyś klamerki do sutków lub genitaliów?

– Nie.

– A chciałabyś?

– Nie wiem – jęczę zrezygnowana, nie jestem w stanie się go doczekać.

– Dostałaś kiedyś klapsa?

– Nie.

– A chciałabyś?

– Tak – odpowiadam bez zastanowienia.

W końcu znajduje i wraca do mnie. Zrzuca na podłogę koszulkę. Spogląda mi prosto w zamglone z pożądania oczy. Mam ochotę chwycić ten ceglasty trykot i wciągnąć głęboko w płuca jego zapach. Patrzę łakomie, ale powstrzymuję się. Słyszę, jak rozpina rozporek. Cała płonę.

Ciągnie mnie za włosy. Unosi tak, że staję oko w oko z nabrzmiałym członkiem. Jest jeszcze większy, niż myślałam! Wprost gigantyczny! Pozwala chwilę nacieszyć się tym widokiem. Nasada jest gruba niczym pień, ale główka i tak wyraźnie się odcina. Purpurowa, błyszcząca i znacznie większa. Odrobinę przypomina kapelusz grzyba. Na samym czubku błyszczy kropelka przeźroczystego płynu. Mam ochotę ją zlizać i robię to. Nieśmiało sięgam językiem i jednym zamaszystym ruchem przejeżdżam po całym wędzidełku, kończąc na tym małym otworku. Patrzę w górę na kuszącą klatę, sterczące, drobne sutki i zmienioną przez pożądanie twarz.

Obiema rękami chwyta mnie za głowę, unieruchamiając ją, i powoli napiera na moje usta. Poddaję się temu. Jestem lubieżna. Spragniona. Gotowa na wszystko. Rozpycha się w moich ustach. Wypełnia je całkowicie. To uczucie jest niesamowicie podniecające. Jest przekraczaniem granic. Otwieram szczękę tak szeroko, jak tylko potrafię, walcząc z naturalnymi barierami. Staram się być gościnna. Otwarta dla niego. Porusza się powoli, kolistymi ruchami. Mam w sobie ledwie żołądź, a czuję, że nie jestem w stanie przyjąć więcej.

Daje mi odrobinę swobody i wtedy sama zapalczywie staram się wessać go jak najgłębiej. Połknąć. Pochłonąć. Robię to zachłannie i coraz szybciej. Drga i pęcznieje. Nie sądziłam, że może być jeszcze większy! Jakby chciał mnie rozsadzić. Andrzej zaciska usta w wąską kreseczkę. Chwyta mocniej za włosy i robi kilka głębszych ruchów, po czym eksploduje we mnie. Usta zalewa nieco mdła, gęsta ciecz. Przyjemnie gorąca. Dalej wypełniona kutasem nie mogę jej połknąć. Wycieka kącikami. Kapie na bluzkę. Nie przeszkadza mi to. Nie teraz. Penis nawet na moment nie maleje, gotowy do dalszego boju.

– No, teraz możemy się zabawić – syczy przez zaciśnięte usta. Brzmi, jakby był zły i chciał mnie ukarać. – Wstawaj!

Robię, co każe, a on obchodzi mnie dookoła, dokładnie się przyglądając. Taksuje mnie wzrokiem. Drżę pod tym spojrzeniem. Ze strachu, z podniecenia.

– Błagałaś – mówi, gładząc mnie po szyi. – Błagałaś, żebym zerżnął cię mocno. Teraz nie ma odwrotu. Zrobię to, nawet jeśli będziesz protestować. – Protestować?! Nawet mi nie przyszło do głowy. Tak bardzo tego pragnę! – Nie lubię denerwować sąsiadów. Będę musiał więc cię zakneblować. – Co?! Teraz jakaś część mnie ma ochotę zaprotestować, ale ta napalona i spragniona zwycięża. Wydaję tylko zdławiony jęk.

Stoję wpatrzona w podłogę, gdy wychodzi z pokoju. Wraca z czarną, plastikową kulką z kilkoma otworami, zamocowaną na pasku ze sztucznej skóry. Na sam widok uginają się pode mną nogi. Kulka jest równie olbrzymia co jego ptak, jeśli nie większa. I ja mam to trzymać przez cały czas w ustach!? Pozwalam mu zamontować przeklęte ustrojstwo. Boli mnie szczęka, ale jednocześnie staję się jeszcze bardziej gotowa – choć nie sądziłam, że to możliwe!

Zaczyna mnie rozbierać, nie sili się na delikatność, ale ja wcale nie pragnę delikatności. Najpierw bluzka, stanik. Stara się nie dotykać piersi, za to po rozpięciu rozporka wsuwa mi brutalnie dłoń w majtki. Czuję, jak ślizga się po wilgoci, która zlepia mu palce i daje wyraźny sygnał, że może zrobić ze mną wszystko. Jestem zakneblowana! Gotowa! I błagałam go o rżnięcie! Na kolanach!

Palce Andrzeja sprawnie operują między moimi udami. Jestem pod wrażeniem. Przeszywa mnie dreszcz. Cholernie przyjemnie. Nie mam już siły stać. Zatapiam się w jego ramionach i odpływam. Nagle znika cały świat. Mam ciemność przed oczami. Drżę.

– To twój pierwszy orgazm z mężczyzną? – szepcze mi do ucha, a każdy powiew jego oddechu jest najwspanialszą na świecie pieszczotą.

Nie mam siły nawet kiwnąć głową. Potrzebuję chwili wytchnienia, ale on wcale nie  zamierza mi jej dać. Puszcza mnie. Chwieję się niepewnie, a Andrzej klęka, żeby dokończyć rozbieranie. Sam jeszcze jest w spodniach. Nie wiem, w którym momencie schował z powrotem swojego przyjaciela.

Kiedy pozbywa się ostatniej części garderoby, sprowadza mnie do parteru. Dywan jest taki przyjemny! Mam ochotę zatopić się w nim i zasnąć. On jednak pewnymi ruchami zmusza mnie do uklęknięcia i wypięcia tyłka. Rany! Uświadamiam sobie, że właśnie teraz zamierza spełnić moje życzenie. Zerżnąć mocno!

– Ładna suczka. – Klepie mnie w tyłek z aprobatą. – Obliż go! – Wyjmuje z moich ust knebel i znów wpycha członek. Lubię ten smak!

Wykonuję posłusznie polecenie, a potem nieco zaniepokojona przyglądam się, jak ubiera fiuta w płaszczyk przeciwdeszczowy. Kulka znów ląduje w moich ustach. Zaczyna uwierać. Teraz czuję, że szczęka zupełnie zdrętwiała. Wraca strach. Boję się, że będzie boleć. I to bardzo. Do tej pory zawsze czułam ból, a przecież moi partnerzy byli znacznie gorzej wyposażeni.

– Pamiętaj, że mają być w rozmiarze XL – Andrzej poucza, a do mnie w pierwszej chwili nie dociera, o co mu chodzi, ale w końcu sobie przypominam. Jeśli będę chciała więcej, mam sama kupować gumki. Nie wyobrażam tego sobie. Chyba spaliłabym się ze wstydu! – Możesz od razu kupić więcej.

Przesuwa się do tyłu. Zamykam oczy i zaciskam palce na bujnym włosiu dywanu. Cała napinam się. Czuję, jak przymierza żołądź. Ślizga się po wejściu. Zupełnie niespodziewanie daje mi klapsa. Drugiego, trzeciego. Pośladki pieką. To trochę boli, ale odwraca moją uwagę od większego (i to dosłownie!) zagrożenia.

– Sama się nabij! – rozkazuje.

Jestem posłuszna. Grzeczna suczka ze mnie. Jedną ręką znów chwyta mnie za włosy, a drugą przytrzymuje swój pal, żeby ułatwić mi wykonanie zadania. Czuję tego olbrzyma u samego wejścia. Napieram na niego. Boli, ale ten ból jest przyjemny. Rozdzierający, ale rozkoszny. Na początku idzie ciężko, ale kiedy przedziera się główka, reszta wchodzi jak w masło. Jestem taka pełna! Delektuję się tym. Ostrożnie wykonuję kilka kolistych ruchów, żeby sprawdzić jak leży, poczuć go mocniej.

– No jazda, kobyłko! – jęczy ochryple.

Wyplątuje dłoń z moich włosów i mocno chwyta za kark. Nie ruszam się, więc on przejmuje inicjatywę. Unieruchamia mnie drugą ręką, ściskając biodra, i zaczyna jazdę. Ostrą! Szybką! Dyma mnie niczym dmuchaną lalkę. Chcę krzyczeć, ale knebel między zębami pozwala tylko na zduszony jęk.

Szybko poddaję się szaleńczemu rytmowi. Przy każdym pchnięciu wychodzę mu na spotkanie nieznacznymi ruchami. Słyszę plask za każdym razem, gdy z impetem uderza o moje pośladki. Rozrywa mnie, masakruje w środku, ale ja właśnie tego pragnę! Chcę, by robił to dalej! W nieskończoność! Znów rozmywają mi się kontury, czas zwalnia, a ciało zalewa gorąca fala. Nie opadam na dywan tylko dzięki silnemu uściskowi Andrzeja. Czuję, jak staje się jeszcze bardziej gwałtowny, jego uda się napinają, dłonie zaciskają mocniej i wtedy wydaje przeciągły jęk. Jego fiut pulsuje we mnie. Oboje opadamy na dywan.

– O to prosiłaś? – pyta, odpinając mi kulkę.

– Tak, było wspaniale. Dziękuję – szepczę, przytulając się do twardej jak skała klatki piersiowej.

– Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie – mówi szarmancko, mocniej przyciągając mnie do siebie.

Jest mi tak błogo. Chciałabym zasnąć w jego ramionach. Bezpieczna i spełniona, pewna, że w tym wypadku wcale nie cała przyjemność była po jego stronie.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Zatem stało się: Gabriela przeszła od marzeń do czynów. Opisałaś to, jak zwykle, bardzo wyraziście i przekonująco (z perspektywy bohaterki w końcu cała rozmowa z Andrzejem wywołuje zupełnie inne emocje niż dla czytelnika). Mam tylko nadzieję, że nie wpłynie to bardzo destrukcyjnie na jej, Gabrieli, osobowość i stosunki z otoczeniem. Jednak dla cokolwiek niewinnego dziewczęcia spotkanie z kimś takim, jak Andrzej jest bardzo silnym przeżyciem.
A propos, uczynienie księdza ofiarą Andrzeja to świadomy zabieg wynikający z Twoich przekonań czy tak po prostu wyszło?
Pozdrawiam.

Drogi Szerksznasie,
Twoje pytanie jest chyba mniej precyzyjne niż Ci się wydaje. Otóż historia z księdzem jest ledwie wspomniana, z perspektywy czasu, przez mężczyznę, który jest raczej rozwiązły. Jestem zdania, że wszystkie kontakty seksualne dorosłych z dziećmi są złe i za wszystkie odpowiadają dorośli. Podobnie jak nie kupuję tłumaczeń, że ofiara gwałtu prowokowała sprawcę. Ona miała prawo prowokować (choć oczywiście zwykle to wierutna bzdura), a on i tak na każdym etapie miał obowiązek uszanować jej odmowę. Tłumaczenie sprawców przestępstw seksualnych uwłacza godności przytłaczającej większości ludzi, którzy potrafią panować nad swoimi instynktami.

Jeśli chodzi o pedofilię, dzieci prawdopodobnie częściej są manipulowane niż gwałcone, co w gruncie rzeczy ma jeszcze gorsze skutki, bowiem częściej obwiniają siebie i trudniej im żyć normalnie. Koniec końców część z nich wypiera się swojej seksualności, a część zanurza się w brudzie i rozpuście, godząc z niskim mniemaniem o sobie i swojej moralności. Dla mnie Andrzej jest właśnie taką ofiarą, nadal usprawiedliwiającą sprawcę, i w tym sensie opowieść jest zgodna z moimi poglądami.

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Aniu,
Nie twierdzę, że pedofilia w jakiejkolwiek sytuacji może być usprawiedliwiona. Dla mnie pedofil powinien być poddany obowiązkowemu leczeniu a następnie spędzić kawał czasu w obozie pracy. Podobnie jest z gwałtem – wg mnie powinien być ścigany z urzędu, a nie, jak teraz, z powództwa cywilnego.
Zapytam więcbardziej precyzyjnie: dlaczego akurat ksiądz, a nie np. nauczyciel, wujek czy starszy kolega?
Nie jestem zdania, że księża to święte krowy, którym złego słowa nie można powiedzieć (ten, kto tak sądzi wyrządza Kościołowi niedźwiedzią przysługę), ale często spotykam się z opinią, że duchowni są pedofilami, bo mają ułatwiony kontakt z dziećmi. Prawda jest jednak taka, że to pedofile wybierają sobie taką, powiedzmy, ścieżkę kariery, aby ułatwić realizację swoich zboczeń, a nie odwrotnie.
Pozdrawiam.

Szerksznasie,
owszem, może być tak, jak twierdzisz – część pedofili może celowo wybierać taką a nie inną ścieżkę kariery, żeby ułatwić sobie kontakt z dziećmi, ale osobiście uważam, że spora część księży krzywdzących dzieci z klinicznego punktu widzenia bynajmniej nie jest pedofilami. Nadużycia seksualne w kościele dotykają też kleryków czy zakonnic. Eros jest potężną siłą i nie sposób się go pozbyć, chyba że miało się „szczęście” urodzić osobą aseksualną. Jeśli nie znajdujemy zdrowego ujścia, nasza seksualność się wypacza i szuka obiektów zastępczych. Łatwych łupów. Stąd na przykład wśród więźniów bierze się znacznie większy odsetek zachowań homoseksualnych niż w ogóle społeczeństwa. Jak zapewne się już domyślasz, za wszelkie nadużycia seksualne w Kościele, czy dotykają dzieci, czy dorosłych, obwiniam celibat, który de facto i tak jest fikcją, bo wielu księży nie krzywdzących nikogo, rozładowuje swój popęd w sposób konsensualny. Gwałciciele, pedofile, nekrofile i co tam Ci jeszcze przyjdzie do głowy, znajdują się wśród przedstawicieli wszystkich zawodów i grup społecznych, ale prawdziwym problemem Kościoła Katolickiego jest krycie przestępców. I to zasługuje na prawdziwe potępienie, bo właśnie dzięki temu krzywdzone mogły być większe rzesze dzieci (i nie tylko dzieci). Statystyczny pedofil w sutannie właśnie dzięki kryciu miał szanse zniszczyć życie znacznie większej liczbie osób, niż jakikolwiek inny. Tak więc nawet jeśli odsetek pedofili wśród księży byłby dokładnie taki sam, jak odsetek pedofili w całym społeczeństwie (co odnośnie pedofilii rozumianej w sensie klinicznym jest bardzo prawdopodobne, ale odnośnie pedofilii zastępczej już nie), ich ofiar i tak byłoby więcej. Znacznie więcej.

Serdecznie pozdrawiam

Ania

PS „Odkrywając siebie” powstało już kilka ładnych lat temu, przed tym jak pedofilia wśród księży stała się równie głośna…

Bi stoi wyżej na drabinie hedonizmu niż hetero ale nie chce mi się wspinać wyżej, mało ambitny jestem 🙂
Uśmiechy,
Karel Godla

To dość popularne stanowisko 🤣🤣🤣

Od-uśmiechy, Karelu

A.

Po długich rozdziałach marzeń i fantazji Gabi przeszła wreszcie od słów do czynów. W dodatku w sposób zupełnie przypadkowy i chaotyczny – zamiast Grzegorza czy Michała jej kochankiem stał się ktoś w zasadzie przypadkowy (choć zdecydowanie “właściwy człowiek na właściwym miejscu”). W dodatku okazało się, że doświadczenie okazało się dla bohaterki niezwykle satysfakcjonujące – i jak na razie bez wyczuwalnego moralnego kaca – który jednak może jeszcze przyjść. Pamiętajmy w końcu o podwójnych standardach funkcjonujących w społeczeństwie – a także zinternalizowanych przez nas samych.

Ciekaw jestem kolejnych kroków Gabi. Czy rzuci się w nurt hedonistycznych rozrywek z kolejnymi przypadkowymi kochankami, czy może bogatsza o doświadczenia, spróbuje wykazać inicjatywę w stosunku do swego głównego obiektu westchnień?

Pewnie przekonamy się już niedługo!

Pozdrawiam
M.A.

Oj tak, zachęcam do dalszej lektury 🙃

Napisz komentarz