Bieguny 2/2 (SheWolf) 3.46/5 (49)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 19 minut/-y    

(c) SheWolf

Klucze ciążyły w kieszeni płaszcza. Przechadzając się niespiesznie parkowymi alejkami, rozmawialiśmy swobodnie o minionych tygodniach. Oddaleni od głównej alei, zmierzaliśmy w stronę niewielkiego parkingu.

– Wsiadaj – rozkazałam.

Mężczyzna zajął miejsce pasażera z przestrachem w oczach. Nic nie mówił, ale przyglądał się pytająco. Wsiadając, podjął wyzwanie, nie wiedząc, co go czeka.

– Załóż to. – Podałam mu czarną, aksamitną przepaskę na oczy. Zrobił to niezdarnie, drżącymi rękoma. Sprawdziłam, czy ściśle przylega, zaciskając supeł z tyłu głowy. Mrowienie w palcach uświadomiło mi, że właśnie rozpoczęła się jedna z najbardziej wyzwalających chwil w moim życiu. Oddech mężczyzny przyspieszył. Nie mogąc się opanować, dotknęłam jego twarzy. Skierował usta w stronę dłoni i musnął ją delikatnie wargami. Wzdrygnęłam się.

Jazda samochodem zajęła dziesięć minut. Miasto powoli pustoszało. Budynek znajdował się na niewielkim osiedlu domków jednorodzinnych. Jeden z ostatnich, usytuowany na nietypowym planie zabudowy przypominającym zygzak. Podmiejska sielanka, ze sklepikami, przychodnią, placami zabaw. Osiedle otoczone było lasem. Panowała ujmująca cisza. Zostawiliśmy za sobą gwar miasta, codzienność, ważne sprawy i ludzi.

Zaparkowałam samochód w wyznaczonym miejscu. Zdjęłam mu opaskę.

– Od teraz masz milczeć i robić, co ci rozkażę – powiedziałam stanowczo.

Skinieniem głowy potwierdził przyjęcie rozkazu. Ruszyłam w kierunku otwartych drzwi wejściowych. Trzypiętrowy budynek, w którym biura wynajmowało kilka firm, o tej porze już pusty. Skinieniem głowy przywitałam się ze strażnikiem i udałam do windy. Mój towarzysz podążał za mną, rozglądając się niespokojnie. Jazda na trzecie piętro wydawała się trwać wiecznie. Niemal słyszałam dudnienie jego serca. Wkładał wiele wysiłku w to, by powstrzymać rozedrganie. Starał nie wydać z siebie nawet dźwięku. Byłam pewna, że w głowie szaleńczo przeskakiwały mu obrazy utkane z naszych rozmów i fantazji. Miałam nadzieję, że erekcja rozsadza mu spodnie i że płonie z podniecenia podszytego lękiem. Napięty i walczący z pokusą, żeby uciec i żeby mnie pocałować. Pozostał jednak w bezruchu, nawet gdy już wysiadłam.

– Rusz się! – syknęłam przez zęby.

Kiedy dotarliśmy do drzwi na końcu korytarza, zatrzymałam się i odwróciłam w kierunku mężczyzny. Jego oczy lśniły intensywnym pożądaniem. Trzymałam w dłoni klucz na łańcuszku. Upuściłam go. Schylił się natychmiast, ale zanim zdołał unieść, postawiłam nogę na jego dłoni. Spojrzał zaskoczony. Obdarzyłam go jedynie ironicznym uśmiechem, docisnęłam i przekręciłam stopę, aż usłyszałam syknięcie. Dłonią, skierowałam jego głowę w dół i dałam sygnał, by pocałował but. Gdy poczułam ciepłe muśnięcie ust na nodze, zabrałam ją.

– Podaj klucz!

Wręczył go pospiesznie, nie podnosząc się. Otworzyłam ciężkie, metalowe drzwi. Uderzył mnie intensywny zapach skórzanych mebli, olejku lawendowego i drewna, ten ostatni najmniej wyczuwalny. Panował przyjemny półmrok. Promienie słońca wpadały przez szpary między ciężkimi, czarnymi zasłonami, a drobinki kurzu wirowały w ich jasności. Pomieszczenie było przestronne, ciepłe i klimatyczne. Ogromne łóżko ustawione pod oknami zajmującymi niemal całą ścianę stanowiło majstersztyk sztuki kowalskiej. Otaczały je drewniane meble: komody z niezliczoną ilością szuflad, barek, sekretarzyk i kilka krzeseł. Naprzeciw stała skórzana sofa, a przy niej niewielki stoliczek. Po prawej stronie znajdowała się spora, wolna przestrzeń. Do belek na suficie i drewnianych filarów przytwierdzono haki, z których zwisały błyszczące łańcuchy zakończone kajdanami. Dominowała czerń łamana czerwienią. W swojej prostocie – pięknie i klasycznie. Zachwycałam się tym miejscem. Dawno mnie tutaj nie było – myślałam z nutą ekscytacji.

Stał i patrzył. Zdawał sobie sprawę, że nie powinien nawet drgnąć, zrobić choćby najmniejszego kroku. Obserwował i kalkulował. Rozważał, co może go spotkać, jaki scenariusz przygotowałam. Wiedział, że za moment nie będzie odwrotu.

– Rozbieraj się – padł kolejny rozkaz.

Odwróciłam się powoli i przyglądałam intensywnie.

Nie chciał. Pozostał nieruchomo i wpatrywał się w moje oczy. Igrał ze mną.

– Powiedziałam, że masz się rozebrać – powoli podkreślałam każdą sylabę.

Uśmiechnęłam się, mimo lodowatego spojrzenia. Czułam wzbierającą ekscytację. Zbliżyłam się. Stojąc naprzeciw, położyłam dłoń na jego kroczu. Ścisnęłam. Poczułam, jak penis zareagował na dotyk. Masowałam go przez moment. Gdy zauważyłam, że przymyka oczy i odpływa w poczuciu przyjemności, otrzymał pierwszy policzek. Fala gorąca zalała moje ciało od piekącej dłoni, aż po trzewia. Widziałam w jego oczach mieszaninę emocji. Nienawiść i pożądanie. Chciał, bym przerwała, a jednocześnie parła do przodu. Chciał uciec i zostać jednocześnie.

Od początku zdawałam sobie sprawę, że nie będzie łatwym do prowadzenia uległym. Miał jednak w sobie coś – w tym pełnym wyzwania spojrzeniu, bardzo męskim ciele, w oporze przed całkowitym poddaniem się – co rozpalało moją dominującą naturę. Mimo iż nie nawykłam komplikować sobie życia uległymi, którzy nie potrafią w pełni cieszyć się uległością, a ich oddanie przypomina bardziej cierpienie niż satysfakcję, to butni ulegli zawsze stanowili nie lada wyzwanie. Bunt przed drobnymi sprawami w dłuższej perspektywie nudził, chociaż bywał zabawny i podniecający. Jednym z ważniejszych powodów, dla których aranżuję te spotkania jest widok uległego, który walczy sam ze sobą, aby poddać się moim rozkazom. Gdy patrzę, jak pozbywają się ubrań bez choćby krzty uległości, niewątpliwie jest w tym coś rozpalającego. Mężczyzna macho wierzący, że urodził się, by dominować – oddaje się we władanie jedynie mocą moich słów. Właśnie to doprowadza mnie do szaleństwa i daje spełnienie.

Rozpinając koszulę, nie odrywał ode mnie wzroku. Robił to powoli, bym mogła sycić się widokiem jego ciała, kawałek po kawałku. Po chwili stał zupełnie nagi. Ubranie leżało na podłodze. Podniosłam spodnie i szybkim ruchem wyjęłam pasek. Założyłam mu na szyję. W momencie, gdy poczuł ucisk, zamknął oczy.

– Chcesz być moim niewolnikiem?

– Tak.

– Co tak? – Szarpnęłam mocniej paskiem. Szyję miał napiętą.

– Chcę być pani niewolnikiem – szeptał, a penis unosił się coraz wyżej. Wypowiedzenie tych słów, podnieciło go tak, że opuścił dłoń na członka. Nie wiem, czy ze wstydu, czy raczej zamierzał się masturbować. Odsunęłam jego rękę i zmniejszyłam ucisk. Pociągnęłam w stronę belki z łańcuchami.

– Nie masz prawa krzyczeć, dotykać mnie, ani patrzeć w moje oczy.

Skinieniem głowy potwierdził, że zrozumiał.

– Powiedz to na głos!

– Tak, pani. Nie mam prawa…

– Daj ręce – wymruczałam.

Uniósł dłonie przed siebie. Zapięłam na nadgarstkach ciężkie, metalowe kajdany. Podchodząc do jednej z kolumn, naciągnęłam łańcuchy tak, by zmusić go do uniesienia rąk. Stał cudownie naprężony i bezbronny. Oddychał szybko i miarowo. Nie był w stanie opanować przyspieszonego bicia serca. W półmroku jego sylwetka jaśniała niczym brzask. Rozpostarte ręce, rozszerzone nogi i dźwięk łańcuchów przy każdym, nawet najmniejszym ruchu, przy oddechu… Dłonie mu zwilgotniały, a drżący oddech przyspieszył. Zdjęłam pasek z jego szyi i rzuciłam w kierunku ubrań. Okrążyłam mężczyznę kilkukrotnie, muskając skórę w różnych miejscach, niczym drapieżca szykujący się do pochłonięcia ofiary. Ustawiłam się za nim. Nie widział jak sięgam po bat. Spowolniłam wszystkie ruchy. Chciałam, aby niepewność i strach buzowały w nim niczym wzbierający gejzer. Przysunęłam rączkę bata do jego ust.

– A teraz, pocałuj skórę, która za moment wyrządzi ci krzywdę – rozkazałam.

Opierał się, buntował, chociaż wiedział, że to śmieszne. Przeciągnął ustami po powierzchni czarno-czerwonej rączki.

– Tak całujesz? – zapytałam ironicznie.

Zacisnął zęby. Gdyby nie aktualna, ograniczająca ruchy, pozycja z pewnością pokazałby, jak potrafi całować. Nadepnęłam mu na ambicję, wzbudzając samcze odruchy. Wziął głęboki wdech, zebrał w sobie siłę i pocałował. Mocno, przeciągle, delikatnie liżąc.

Natychmiast poczułam twardniejące sutki.

– Lepiej, ale następnym razem zrobisz to od razu porządnie! – powiedziałam stanowczo.

– Tak, pani… – Jego zduszony głos przyprawił mnie o dreszcz.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że za moment będę go chłostać. Czego oczekiwał? Że będę delikatna i szybko skończę? Czy wręcz przeciwnie, że zrobię to z całej siły? Zawsze zastanawiałam się, o czym myślą ulegli tuż przed pierwszym uderzeniem. Czy czują się śmieszni w pozycji, w jakiej ich zostawiam? A może mali, bezbronni i jedynie porządnie wymierzone razy mogą przywrócić im godność? Chcą pokazać, że wytrzymają mimo sponiewieranej dumy. Czekają, aż pierwsza opadnę z sił.

Wygiął się w łuk, gdy wyprowadziłam pierwsze uderzenie, zostawiając odbite rzemienie na pośladkach.

– Głowa w dół i masz być cicho!

Opuścił głowę i zacisnął usta. Zawzięty grymas na jego twarzy drażnił mnie. Następne uderzenie było tak mocne, że nie powstrzymał jęku. Wyprostował się. Czekałam. Czekałam w milczeniu, aż opuści głowę i pochyli ciało. Spełnił mój niemy rozkaz i przygotował, aby znieść to, co nieuchronne.

Pierwsze uderzenia zawsze są najgorsze. Ból, pieczenie i upokorzenie. Szczególnie mocno działają, gdy spadają na tyłek. Stanowią odniesienie do dziecięcych kar wyznaczanych przez surowych rodziców, coś jak postawienie do kąta całego dorosłego życia i wypracowanej niezależności.

Dźwięk łańcuchów, świst bata i stłumione jęki raz po raz przerywały ciszę. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała. Próbował uciekać, unikać uderzeń. Zwalniałam, przyspieszałam, pewna, że liczy cicho każde uderzenie: siedem, osiem, dziewięć… Nasycałam się dźwiękiem, ruchami jego ciała i pozostawianymi śladami. Przygryzał wargi, by nie krzyczeć. Nie chciał dać mi tej satysfakcji. Ile jeszcze wytrzyma? Następnych razów już tak bardzo nie odczuwał. Jego ciało jakby przywykło i weszło w stan rozluźnienia. Mięśnie nie były aż tak napięte i nie reagował przesadnie intensywnie, nieco zmęczony, ból mógł zmienić się w inne odczucie. Szesnaście, siedemnaście, osiemnaście… Zwiększyłam siłę uderzeń, a imponujące przesilenie, podczas którego ciało przyobleczone w krzyk wygięło się łuk, nastąpiło przy dwudziestym razie. Przerwałam i masowałam dłonią zaczerwienione pośladki. Wzdrygnął się, czując niespodziewany dotyk. Rozkosz sprawiła, że penis przybrał równie intensywny odcień czerwieni co pośladki.

Następne uderzenia spadały miarowo, ale z mniejszym nasileniem. Cały napięty, dłonie zaciskał na łańcuchach, wyginając plecy w łuk nawet, gdy przerywałam chłostę. Dosięgał granic, bliski błagania, bym przestała.

– Lubisz to, co? – powiedziałam, śmiejąc się. – Chcesz jeszcze? Wiem, że tak!

Kontynuowałam, bijąc z dużo mniejszą siłą. Straciłam rachubę przy trzydziestu. Razy były słabe, ale następowały szybko jeden za drugim. Zwykłe muśnięcia na tym etapie okazywały się bolesne. Żar z pośladków wydawał się wędrować prosto do jąder i penisa, który sterczał naprężony, choć wiedziałam, że nie utrzyma erekcji zbyt długo. Przestałam chłostać i moja dłoń ponownie zawędrowała do piekących pośladków. Następnie musnęłam delikatnie jądra. Gorący strumień nasienia wypłynął, kapiąc na posadzkę.

Chłosta odcisnęła swoje brzemię nie tylko na skórze, ale przede wszystkim na dumie. Zaciśnięte powieki, krople potu spływające po twarzy, opuchnięte, pogryzione wargi. Wszystko to prosiło o dotyk. Ujęłam jego brodę i uniosłam, by spojrzeć mu w oczy. Był zawstydzony, skulony w sobie, ale jednocześnie pełen determinacji. Spragniony odrobiny czułości i zdeterminowany, by walczyć ze swoimi słabościami. Odsunęłam się, żeby przyjrzeć zniewolonemu ciału, napiętym mięśniom. Drapieżnym wzrokiem obrysowałam kształt sutków, kontury spoconej skóry. Patrzył nieprzerwanie, jak krążę, oceniam i obserwuję. Dłońmi masowałam pręgi na pośladkach i plecach. Językiem smakowałam piekące fragmenty ciała, chłonąc zapach, który rozpalał mnie do czerwoności. Chciałam doprowadzić do kulminacji orgazm, który miał swój początek, kiedy chłostałam uległego.

Ujęłam ponownie jego twarz, gładząc delikatnie. Położył głowę w moich dłoniach. Garnął się, pieścił, całował. Uderzeniem w policzek, przywołałam go do pionu.

Z jednej z komód wyjęłam obrożę i smycz. Uśmiechnął się, ale moja powaga nie pozwoliła na silniejszą reakcję. Z pewnością dostrzegł iskrzące się oczy. Założyłam mu obrożę. Prosty, czarny, skórzany pasek odznaczał się na jasnej skórze i ciasno wchodził w metalową klamrę. Poprawiłam zapięcie, przypięłam smycz. Szarpnięciem zbliżyłam jego twarz do swojej. Spojrzenie drapieżnika i ofiary.

Powoli uwolniłam go z łańcuchów.

– Na kolana! – padł rozkaz.

Przyjął pozycję niezgrabnie i nieporadnie. Mięśnie miał stężałe napięciem poprzedniej pozycji.

Zastygł tuż przy mojej nodze. Milczał. Przyciągnęłam go do siebie i skierowałam głowę na uda. Ułożył ją, wtulając się z oddaniem. Hipnotyzował. Z jego twarzy zupełnie zniknęła niepewność, przestrach, malowało się na niej zadowolenie i podniecenie.

Podeszłam do barku i nalałam kieliszek czerwonego wina. Upiłam kilka łyków, oblizując lubieżnie usta i rozcierając resztę napoju na wargach. Przyglądał się uważnie, nadal na kolanach, w miejscu, gdzie go zostawiłam.

– Spragniony? – spytałam słodko.

– Tak, pani – odpowiedział niepewnie.

– Chodź do mnie. – Wskazałam miejsce u swoich stóp.

Zanurzyłam palce w winie i podsunęłam mu do ust. Spijał trunek zachłannie. Krople czerwonego płynu prześlizgiwały się między palcami wprost na jego wargi, spływały po brodzie na szyję i klatkę piersiową. Urzeczona widokiem nie odrywałam wzroku. Całował bardzo delikatnie, widząc, że nie karcę go za śmiałość, zaczął ssać i lizać. Oparłam się o barek, przyciągając jego głowę do swojego krocza. Poczułam muśnięcia włosów na udach, a następnie język zatopiony w figach.

– Zdejmij je – rozkazałam. Nie zawahał się. Podwinęłam sukienkę wyżej. Ponowił łapczywą wędrówkę, która pozbawiła mnie sił i sprawiła, że coraz mocniej drżały kolana. Pieścił wzgórek, podczas gdy ja wbiłam paznokcie w jego ramiona. Skóra nasyciła się żarem. Za każdym razem, gdy gubił rytm, pociągnięciem za smycz skłaniałam go do dalszej, niestrudzonej pracy. Liżąc, szukając, penetrując. Obejmując ustami, mocniej i mocniej, aż rozkosz, którą odczuwałam, stała się tak intensywna, że zapragnęłam przerwać. Orgazm był blisko, ale chciałam go jeszcze oddalić. Puszczając smycz i odsuwając głowę uległego, nakazałam mu się zatrzymać. Spoglądał na mnie w taki sposób, że nie potrafiłam wytrzymać jego wzroku. Przeszywał mnie, dosięgał głęboko. Przemierzyłam dłonią jego twarz. Drżał pod pieszczotą i walczył. Próbował się powściągnąć…

– Nie waż się ruszyć – wymruczałam.

Wzięłam krzesło spod ściany i ustawiłam naprzeciw uległego, po drugiej stronie pomieszczenia.

– Odwróć się.

Zrobił to natychmiast, pozostając w tym samym miejscu. Rozsiadłam się wygodnie, ukazując mu całą swoją intymność. Jednym, zgrabnym ruchem zdjęłam sukienkę. Podciągnęłam pończochę, która lekko się zsunęła. Zimnymi dłońmi dotykałam twarzy, zjeżdżając w dół. Szyja, biust… Było duszno. Przemierzałam drogę od kostek, przez łydki, aż po uda. Następnie sięgnęłam do komody po mój ulubiony wibrator i zaczęłam się bezwstydnie masturbować. Seks zdawał się wypełniać pomieszczenie, jakby całe powietrze było nim nasycone. Dźwięk wibracji odbijał się echem w moich uszach, przerywany pojękiwaniem. Jedną ręką manewrowałam wibratorem, drugą pieściłam lewą pierś, gniotąc ją i tarmosząc, doprowadzając się do ekstazy. Spod przymkniętych powiek widziałam, jak patrzy, obserwuje, niemal omdlewając, rozsadzany żądzą. Doskonale wiedziałam, że pragnie zająć miejsce zabawki. Wyrwać mi ją z rąk i penetrować do utraty tchu. Dosięgnął granic swojej wytrzymałości i coś w nim eksplodowało. Z głuchym pomrukiem wstał, odpiął smycz, rzucając ją na podłogę. Jego błyszczące oczy paraliżowały. Uniosłam się, drżąc w kolanach od przerwanej przed sekundą rozkoszy. O ile dotychczas nie wychodziłam z roli, bunt sprawił, że zapomniałam o wszystkim, co postanowiłam. Nie potrafiłam powstrzymać wściekłego pragnienia, które widział na mojej twarzy. Ociągał się kilka sekund z pocałunkiem. Czekał na zachętę. Dotykał palcami moich ust. Zamknęłam oczy. Zapach jego skóry mieszał się z zapachem metalu, potu i mojego ciała. Ciała spragnionej samicy. Opuścił dłoń w stronę szyi, delikatnie łaskocząc. Nie mogłam pozwolić, by przejął inicjatywę. Bestia, która była we mnie, wymierzyła mocny policzek. Uśmiechałam się zadowolona, widząc zbolały wyraz jego twarzy. Następnie obdarzyłam go szybkim pocałunkiem. Rozchylając usta, zasysał powietrze, jakby potrzebował mojego oddechu. Członek ocierał się o kobiecość. Całując ostrożnie, sprawił, że wargi otwierały się stopniowo. Nasze języki wiły się w płynnym, zmysłowym tańcu. Miałam w głowie pustkę. Myśli uciekły i stałam się jednym, wielkim doznaniem, nie znajdując miejsca na nic poza smakiem, ciałem i ramionami, które mnie oplatały. Penisem, wyzwolonym ze wszystkich lęków i strachu, przecierającym szlaki w wilgotnej czarze między moimi udami.

– Nie rób tego – wyszeptał wprost w moje usta, gdy pocałunek ustał.

Wiem, czego chciał. Miał wypisane na twarz pragnienie, by pieprzyć mnie bez rozkazu, zagłębić się we mnie z całych sił i przygwoździć.

– Nie waż się tego zrobić – mruczałam, drżąc, chociaż pragnęłam czegoś dokładnie odwrotnego.

Wizja nieposłuszeństwa podnieciła go jeszcze bardziej, podobnie moje paznokcie wbijające się w pośladki.

Nadzwyczajny, nieprzeciętny i niekontrolowany orgazm wstrząsnął ciałem, kiedy wystrzelił wewnątrz mnie, z krzykiem i jękiem wyczerpania, łącząc się w spełnieniu. Nie mogłam nic zrobić, by go powstrzymać. Nie mogłam też powstrzymać swojego pragnienia, żeby pozostał w środku ani poczucia pustki, gdy się wycofał. Tak, jakbym została ogołocona z czegoś, co należało tylko do mnie.

Położyliśmy się w łóżku. W ciemności ledwie łamanej ciepłym światłem, niczym ślepcy szukaliśmy swoich ciał, by wyczuć własne ciepło. Wszedł we mnie ponownie. Tak powoli, że wydawało mi się to rozkosznie nie do wytrzymania. Chciałam, żeby doszedł i jednocześnie bałam się tego. Rozkosz zalała całe moje ciało, od głowy, przez usta, sutki, plecy. Dreszcz rozciągnięty w czasie, momentami przytłaczający i nieporównywalny z niczym innym. Orgazm przyniósł kres słodkiej torturze, a my pozostaliśmy sklejeni niczym dwa zjednoczone byty. On wewnątrz mnie, a ja trzymająca go w objęciach, jak zakładnika niezdolnego się uwolnić. Wyczerpana próbowałam zasnąć, jednak jego dłonie w dalszym ciągu błądziły po moim ciele. Niespokojne palce, którymi nauczył się uruchamiać moje czułe miejsca. Bezwstydnie badał tyłek.

– Jesteś bardzo niegrzeczny – wyszeptałam, nie oczekując żadnej odpowiedzi.

Nie przestawał. Zatrzymał dłonie na pośladkach. Rozchylał je delikatnie, by wkraść się do środka. Zbyt wiele rozkoszy nawet jak dla mnie.

Przywiązałam jego ręce do wezgłowia łóżka. Leżał nieruchomo, ponownie podniecony. Poddany pieszczotom. Miarowy dotyk zmieniał się w szczypanie, tarmoszenie i klepanie. Pocałunki stawały się kąsaniem. Moja ciepła dłoń na penisie i zaraz później zimno oraz kłucie metalowego kołowrotka. Jęczał, wiercił się, rozkoszował. Wyrażał przeróżne oblicza przyjemności. Doszedł po raz kolejny, z krzykiem upragnionego bólu, gdy moja dłoń ściskała jądra. Tego właśnie chciałam. Wycieńczyć go, zostawić suchym i wyczerpanym. Wydoić z niego całe nasienie, od którego zaczęłam się niebezpiecznie uzależniać. Zrobiłam to, co założyłam. Kazałam przysiąc, że będzie spokojny i rozwiązałam go. Leżeliśmy przytuleni.

– Która godzina? – zapytałam, nie mogąc się unieść. Całe moje ciało było przyjemnie obolałe.

– Za dwadzieścia jedenasta – odpowiedział.

– O jedenastej będzie twoja taksówka – poinformowałam go, siląc się na stanowczy głos. Nie potrafiąc dostrzec twarzy uległego, przeczuwałam, że jest zaskoczony i zrezygnowany. Mimo to szukałam jeszcze chwilowego schronienia w jego ramionach. Objął mnie, przytulił i pieścił prawą pierś. Trwając w milczeniu, pozwalałam by nasze ciała odpoczęły po wyczerpującym spotkaniu. Spotkaniu pełnym seksu. Dzikiego i czułego, bolesnego i radosnego.

– Musisz już iść – ponagliłam, wyślizgując z jego objęć.

***

– Spóźniłeś się – powiedziałam lodowato, stojąc w progu i nie wpuszczając go do środka.

– Wybacz… jeśli wolisz, pójdę sobie. – Nawet nie drgnął.

Gestem zaprosiłam go, a on wszedł, nie musnąwszy mnie. Zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz.

Rozkazałam mu się rozebrać i położyć na łóżku. Zrobił to automatycznie. Przypinając ręce i nogi do kajdan umieszczonych na łóżku, rozpostarłam ciało na całą szerokość materaca. Był oszołomiony, cudownie bezsilny. Sycąc się tym widokiem i bezbronnością, rozbudzałam w sobie pożądanie. Czas zdawał się nie istnieć. Pozostając w samej bieliźnie, przemierzałam językiem każdy skrawek i zagłębienie skóry uległego. Pragnęłam obezwładnić go czułością i bliskością. Dać mu rozkosz, ale nie pozwolić dotykać siebie. Uniemożliwić mu odwzajemnienie pieszczot. Zdawałam sobie sprawę, że to o wiele gorsze, niż najbardziej bolesna chłosta.

Ocierając się, muskałam, lizałam i pieściłam, a majtki drażniły jego krocze. Penis pulsował miarowo, a nabiegająca krew nadała główce purpurowy odcień. Zbliżyłam się do męskości i ssałam zapalczywie jądra, jedno po drugim. Językiem rysowałam linię prostą od brzucha, wspinając się w górę. Muskałam szyję i spoglądałam na twarz mężczyzny z uśmiechem. Wyrażała tak intensywne zadowolenie, że czułam dumę. Nie było dla mnie większej rozkoszy, niż zobaczyć w jego oczach absolutne oddanie, uległość i pragnienie.

– Chciałbyś mnie pieprzyć, prawda? – wyszeptałam wprost do ucha, przygryzając następnie płatek.

– Myślisz, że mógłbyś sprawić tym ogromnym kutasem, że będę jęczeć i wić się pod tobą?

Doskonale wiedząc, że podniecało go, gdy mówiłam w ten sposób, kontynuowałam, bez najmniejszego oporu.

– Chciałbyś pieprzyć mnie klasycznie? Czy wolałbyś od tyłu, mocno i głęboko? A może w usta? Wszyscy faceci lubią rżnąć w usta. Wiem, że tego chcesz. Wiem, że masturbujesz się, wyobrażając sobie, że właśnie to robisz ze mną.

– Zadowoliłbym się tym, że mógłbym cię dotknąć… – wydobył z siebie głuche stwierdzenie.

– Kłamiesz! – krzyknęłam. Zamarł, patrząc na mnie.

Próbował jeszcze coś powiedzieć, wytłumaczyć się, ale uderzeniem w twarz dałam sygnał, że ma milczeć. Zdjęłam majtki od bordowego kompletu i musnęłam nimi jego policzki. Poczuł mój zapach – zapach samicy i seksu. Położyłam je na ustach uległego, po czym wepchnęłam między jego wargi. Jękiem podkreślił, że jest u kresu wytrzymałości. Zatapiając dłonie we włosach na torsie, wbiłam paznokcie i powoli sunęłam w dół, zostawiając czerwone ślady. Złapałam penisa i ścisnęłam u nasady żołędzi, paznokciem kreśląc linię od wędzidełka, aż do jąder i wracając, by ponownie masować główkę. Kilka zdecydowanych ruchów i błyszczał skroplonym pożądaniem. Skręcał się z rozkoszy, gdy wzięłam go całego do ust. Powolnymi ruchami przemierzałam prącie językiem. Smakowałam. Słodko-gorzki nektar roztarłam na podniebieniu. Przestałam, gdy poczułam, że jest bliski eksplozji. Zostawiłam go, nie dotykając więcej.

Dałam mu kilka niezbędnych chwil, by wrócił do siebie. Nie rozumiejąc, co się wydarzyło, starał się rozluźnić, uspokoić. Złapałam go za prawy pośladek, wbijając mocno paznokcie.

– Boli? – zapytałam z udawaną czułością.

– Tylko tyle, na ile zasłużyłem – odpowiedział zniżonym głosem. Byłam w stanie od razu go pocałować, posiąść ponownie, ale powstrzymałam się. Mieliśmy mnóstwo czasu, a to zaledwie początek…

Uwolniłam nogi z kajdan i rozkazałam pozostać z rozchylonymi i zgiętymi. Zaczęłam pieścić pośladki, a on drżał przed nieznanym, przed bólem, ponowną udręką. Niepewność, a jednocześnie ciekawość. Stopniowo zbliżałam się do środka jego tyłka i przesunęłam dłonią przez rowek. Natychmiast ścisnął pośladki w niekontrolowanym odruchu.

– Spokojnie – wyszeptałam.

Był spięty, zaciśnięty i naprężony. Dostał mocnego klapsa. Ugniatałam ponownie pośladki.

– Rozluźnij się albo będzie bolało – zmieniłam ton na stanowczy.

Nie uspokoił się całkowicie, ale wystarczająco bym mogła zagłębić się w jego wnętrze. Cudownie posłuszny. Nawilżyłam palec lubrykantem. W momencie wtargnięcia do środka wyrzucił z siebie niekontrolowany jęk, który jednak nie był oznaką bólu, a przyjemności. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie przemieszane z błogością jakiej zaznawał. Kontynuując ostrożnie, zagłębiałam się coraz dalej. Chciałam pokazać, że istnieje jeszcze wiele możliwości i miejsc, które aktywują sporo przyjemności. Podobało mu się. Czując, że jest dobrze rozciągnięty, włożyłam plug analny. Niewielki, metalowy, zakończony pierścieniem, za który łatwo pociągnąć i wyjąć.

– Poczuj go w środku, baw się nim – szeptałam z niewielkim rozedrganiem, sycąc się widokiem.

Członek sterczał naprężony. Wzięłam go w usta i poczułam miarowe ruchy. Cudowne miejsce we wnętrzu roztaczało mrowienie po całym ciele mężczyzny. Widzą w oczach uległego wdzięczność i docenienie tego wszystkiego, co robię, poczułam satysfakcję. Powoli zdjęłam resztę bielizny. Uniosłam jedną z zapalonych świec stojących na małym stoliczku nocnym. Przechylając ją lekko, kilka kropel gorącego wosku wylałam na klatkę piersiową. Wydał z siebie jęk. Czerpałam przyjemność z ciała, które trzęsło się pod wpływem doznań, jakie mu serwowałam. On, poddając się moim kaprysom, stawał się coraz bardziej podniecony. Pieścił mnie spojrzeniem, jękami i bezwolnością. Gdy zbliżyłam świeczkę do dolnych partii brzucha, jego oczy przepełnił strach. Zawracając, kreśliłam druga linię na piersi. Czułam nieodpartą chęć, aby dłońmi przemierzył moje ciało. Wiedziałam, że też miał ochotę. Pożądanie wypisane na twarzy. Odłożyłam świecę i delikatnie wyjęłam plug z jego wnętrza. Wydając z siebie stłumiony okrzyk, przygniatał mnie w podnieceniu i czułości. Oddanie, podziękowanie.

– Teraz cię rozkuję. Będziesz grzeczny? – wymruczałam, drżąc z podniecenia.

– Oczywiście – odpowiedział równie pobudzony.

Pragnęłam, by mnie pieścił i scalał się ze mną. To coś, czego zwykle nie czułam do innych uległych. Tylko nielicznym pozwalałam się dotykać. Jego źrenice się rozszerzyły, jakby mnie pochłaniał, kiedy uwalniałam mu ręce. Nie potrafiłam wytrzymać tego spojrzenia. Zaczęłam mimowolnie drżeć, nie mogąc się opanować. Moje krocze było wilgotne. Wewnętrzny ogień pchał mnie do wtopienia się w jego usta. Moje postanowienia zmiękły pod wpływem pieszczot, moja wola się łamała, gdy wdzierał się miękkim językiem do moich ust. Byliśmy niczym dwa ciała, które poszukują się desperacko. Myślę o tym, jak nielegalne związki rozkwitają na jedną, dwie, kilka nocy. Spotykają się ukradkiem, by choć na chwilę zaznać tego wszystkiego, czego nie mają na co dzień. Odciąć się od zmartwień i wejść na chwilę do innego świata. Świata nawiedzanego rozkoszą i spełnieniem. Moje ciało uległo jego pieszczotom. Położył się na mnie, rozchylił nogi. Zasypał pocałunkami uda i zagłębił się w kobiecości. Chciałam go mieć znów w sobie, czuć jak mnie wypełnia, jak członek mnie przeszywa i eksploduje w moim wnętrzu. Chciałam, aby jego zapach wtarł się w moją skórę i został.

– Pieprz mnie – wyszeptałam ochrypłym głosem. Powinnam mu rozkazać, a zabrzmiało jak błaganie. Jednak moje ciało w tamtym momencie wyrażało to, co czułam – dać mu wszystko, podarować coś, czego zwykli ulegli nie mieli szansy dostąpić, z czego nikt wcześniej nie czerpał przyjemności. Odwróciłam się na brzuch. Jego palce prześlizgujące się po plecach i zaciskające na pośladkach. Penis przeszywający mnie od środka. Dłonią ściskał piersi, przylegając do mojego ciała. Szybki oddech na moim karku, drżenie ciała. Byliśmy zakleszczeni w uścisku i gdy nadszedł szczyt, usłyszałam stłumione „kocham cię”. Padając spoceni, pachnący seksem na gorącą pościel natychmiast zasnęliśmy spleceni.

Oddał mi się i doświadczył rozkoszy, zbliżając do swoich granic. Brał w tym udział z entuzjazmem i cierpliwością. Przez te kilkanaście sekund byłam absolutnie i skończenie szczęśliwa.

Gdy się przebudziłam, on nie spał. Wpatrywał się we mnie z błogością wypisaną na twarzy. Jego dłoń krążyła po moim ciele. Nieustające pieszczoty pobudzały wszystkie zmysły, zapach obezwładniał, a smak jego ust szumiał w głowie.

– Teraz wiesz dokładnie, jak wygląda moje życie. Wiesz, jaka jestem i czego się możesz po mnie spodziewać. Lepiej, żebyś o mnie zapomniał. Żyłeś beze mnie i byłeś szczęśliwy. Wróć do tego, co masz. Tak będzie lepiej, dla ciebie i dla mnie. Teraz, kiedy jeszcze jest czas.

***

Dominacja i uległość to nie jest proste równanie, kto da więcej, kto mniej. To dwa przeciwne bieguny, które wpływają na siebie w każdy możliwy sposób. Przyciągają się. Współzależą i obezwładniają. Rodzaj relacji, w której swoboda umysłu, odchodzenie od utartych schematów, dają spełnienie. Gdy jest pełna szczerość, zrozumienie, czytanie siebie nawzajem. Zawładnięcie umysłem. Przywiązanie, oddanie, również, albo przede wszystkim, mentalne.

Od jakiegoś czasu ten był moim najbardziej nieposkromionym niewolnikiem. Nie słuchał rozkazów.

Snuję się po mieszkaniu, przyglądam nocy za oknem i staram się nie tęsknić. Nie wolno mi tęsknić za jego ciałem, głosem, skórą, dłońmi… Zastanawiam się, jak mógł tak mocno wejść do mojej głowy. Co jest w nim takiego, co takiego zrobił, że stał się ważny, potrzebny i drogi? Jego bliskość wtarła się w moją skórę, gdy pieścił ją z lubieżnością, tak jakby po prostu uwielbiał dotyk mojego ciała. Muszę się karcić w duchu, uspokajać. Każde z nas ma swoje normalne życie. Tego nie możemy sobie ofiarować. Ciągle powtarzam: my, dominy, nie zakochujemy się w uległych. Brzmi jak kiepski żart, bo właściwie, dlaczego nie? Czy dlatego, że mimo wszystko szukamy innego typu mężczyzn? Może uważamy uległych za nierównych sobie? Jeśli zatem nie zakochujemy się, dlaczego kazałam mu odejść? Przecież mogłam przyjąć jego usługi, zaakceptowałby każde warunki. Jego bliskość stała się nie do zniesienia, bladła w niej cała moja siła i władza. Bieguny zderzyły się zbyt mocno, pozwoliłam mu na zbyt wiele swobody i zuchwałości. Chciał wciąż więcej, bardziej i mocniej. W mojej głowie kotłuje się wiele wątpliwości i pytań bez odpowiedzi. Pewnie wszystkie z nich są jednocześnie słuszne i nie. Powtarzam sobie, że dobrze zrobiłam. Jednak moja siła woli nie daje rady powstrzymać kilku buntowniczych łez, które teraz spływają po policzkach i rozmazują widok iskrzących gwiazd za oknem. Dopijam resztkę Medoc Bélier, które otworzyłam siadając do sprawozdań. Odstawiając kieliszek, czytam ostatni raz wiadomość od uległego i zamykam komunikator. Drżącymi rękoma klikam Usuń konto.

Pożądanie, gdy się pojawia, stanowi pewne napięcie w organizmie. Wynika ze zjawisk zachodzących w naszym mózgu. Można je łatwo rozładować. Namiętność natomiast jest czymś zupełnie innym. To emocje, często bardzo silne i gwałtowne, nakierowane na konkretną osobę, aczkolwiek prędzej czy później wygasające. Zostaje sympatia, przyjemne wspomnienia. Namiętność bywa też drogą samopoznania. Pojawia się wdzięczność, która nie jest łatwym uczuciem. Niewątpliwie przyjemnym i potrzebnym, ale może nas również osłabiać. Człowiek dojrzały emocjonalnie i świadomy wie, że w relacjach międzyludzkich nie zawsze wychodzi się na zero. Bilans bywa nierówny. Najbardziej nieuchwytna jest wolność przyjmowania. Gdybyśmy nie mieli w sobie wdzięczności, nie potrafilibyśmy otrzymywać i czerpać od innych. Przepełniałby nas przymus odwdzięczania się, zadośćuczynienia i poczucie niezasługiwania. Wdzięczność uczy, że można brać bez konieczności oddawania. Dojrzewasz, a wraz z tym twoja natura.

Jestem wdzięczna za to, czego mogłam doświadczyć z jego udziałem.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejne świetne opowiadanie od SheWolf! Może nie tak bardzo dopracowane stylistycznie, jak poprzednie (albo po prostu ja się czepiam? 😉 ), ale poruszające ciekawy temat od jeszcze ciekawszej strony. O ile nie przepadam specjalnie za bedeesemem w ogóle, to tutaj autorka skupia się nie na bezmyślnym opisywaniu co bardziej wymyślnej przemocy – co nie znaczy, że pomija ten aspekt w ogóle – a psychice. I robi to naprawdę dobrze. Uległy jest inteligentnym, pełnym rozterek dotyczących własnej seksualności mężczyzną (a nie bezwolnym kretynem, jak często bywa w takich opowieściach) natomiast dominująca to nie tępa sadystka, a pełna pragnień kobieta, świadomie przekraczająca granice, o których wie, że przekraczać ich nie należy.
Oby więcej takich opowiadań, łamiących wtórny schemat “spuść mi wpier*** panie, bo wiem, że chcesz, a ja jestem posłuszna”.

Agnesso,
dziękuję za Twój komentarz. Myślę, że masz sporo racji, że trochę łamię pewien schemat czy też stereotyp tym opowiadaniem. Moim celem było pokazanie relacji kobiety dominującej z uległym mężczyzną nieco inaczej. I właśnie się zastanawiam czy brak reakcji czytelników jest dobrą prognozą czy wprost przeciwnie. Niemniej, dziękuję.

Raczej jest oznaką tumiwisizmu i mamtowdupiejstwa tychże czytelników. Niestety. I nie tylko pod Twoim tekstem, ale w ogóle 🙁

Przeczytałem to opowiadanie z zainteresowaniem. Jak najbardziej zgadzam się z tym, że temat BDSM (czy to w wersji femdom czy maledom) nie ogranicza się do opisywania takich czy innych praktyk zadawania bólu albo poniżania, opisywania mniej lub bardziej udanego. Jak w każdej głębszej relacji, wszystko co istotne, rodzi się i rozgrywa w umyśle oraz uczuciach partnerów (bo osoby pozostające w relacji władca/władczyni – niewolnica/niewolnik są przecież tak naprawdę partnerami). Tyle, że akurat relacje femdom w dużym stopniu korzystają z rożnego rodzaju akcesoriów oraz odwołują się do pewnej teatralności (bardziej nawet niż maledom). Bohaterka również posiada bogato wyposażonego studio. Wszystko to rzutuje jednak na powierzchowny odbiór tychże relacji przez wiele osób, niekoniecznie znających ten temat. Dlatego opowiadanie to ma dodatkowy walor, skupiając się właśnie na uczuciach, a nie na wspomnianych akcesoriach, dekoracjach czy praktykach, chociaż tu i tam Autorka poświęca im trochę uwagi (szczególnie uderzył mnie bardzo osobisty i emocjonalny opis wymierzania chłosty). Czyni to przy tym, moim zdaniem, w sposób bardziej udany niż w poruszającym podobną tematykę opowiadaniu „Leśny parking” (które swego czasu odebrałem jako odrobinę nierzeczywiste i rozmyte). Ogólnie tekst bardzo dobry. Pojawiły się tylko pewne drobne potknięcia stylistyczne, zwłaszcza w części pierwszej (co zauważyła już Agnessa). Nie widzę natomiast potrzeby dzielenia niezbyt długiego utworu na dwie części.
Pozdrawiam

Neferze,
dziękuję za Twój komentarz. Cieszę się, że opowiadanie zostało odebrane w sposób, o jaki mi chodziło, a mianowicie pokazanie uczuć, emocji bohaterki oraz jej rozterek. Rzeczywiście poświęciłam scenie chłosty więcej uwagi i…więcej emocji, ale to był celowy zabieg. 🙂 Generalnie zamysłem było pokazanie femdomu z nieco innej perspektywy – inaczej niż w Leśnym parkingu, gdzie tematem przewodnim było uczynienie z uległego zabawki.
Pozdrawiam serdecznie,
SheWolf

Piękna ilustracja i nastrojowe opowiadanie. Ładnie nam się rozwija nasz ostatni nabytek 😉

Aniu,
dziękuję. 🙂

Tę część czytało mi się znacznie przyjemniej. Przez dłuższy czas nie mogłem się pozbyć skojarzeń z innym opowiadaniem z naszych zbiorów – “Pustą Salą”. Ale tylko impresja, z biegiem tekstu zacząłem dostrzegać różnice. Próbowałaś namalować rozległy obraz w dość krótkiej formie i nawet Ci wyszło. Pozbyłbym się filozofowania w ostatnim akapicie, niezbyt przyjemnie kojarzy mi się z dorabianiem wielkiego uzasadnienia do sposobów seksualnej realizacji. Ale sam nie jestem w materii zwanej gadulstwem w tekście tak kompletnie dziewiczy, więc potrafię zrozumieć podobną skłonność.

Zdarza Ci się tworzyć dziwne dialogi. Przykład?
– Nie masz prawa krzyczeć, dotykać mnie, ani patrzeć w moje oczy.

Skinieniem głowy potwierdził, że zrozumiał.

– Powiedz to na głos!

– Tak, pani. Nie mam prawa…

– Daj ręce – wymruczałam.
Na choinkę kazała mu to powiedzieć na głos, skoro przed chwilą kazała mu milczeć?
Mój, Twój, jego. Sporo tych zaimków, ale to jest do wytrenowania.

Oba teksty są znakomicie zilustrowane, były na Najlepszej rozmaite próby sięgania po ilustracje z własnych zbiorów. Każdą taką inicjatywę należy docenić, chociaż nie wszystkie zgadzają się z moim poczuciem estetyki. “Bieguny” nie mają tego problemu i po prostu cieszą oko, a to zawsze dodatkowy atut.

Lisie,
cieszę się, że nawet mi wyszło. 😉
Co do dorabiania wielkiego uzasadnienia, to widzisz Lisie, ja tak trochę mam, że próbuję zwykle tekstami coś przekazać. I myślę, że przedstawienie relacji femdom w nieco innym świetle wymaga podsumowania, nawet filozoficznego.
Natomiast co do dialogu, to mam wrażenie, że nie zrozumiałeś. W przytoczonym fragmencie bohaterka zabroniła mu krzyczeć (co miało odniesienie do chłosty, jaka go czekała), a nie mówić, czy odpowiadać. Widzisz różnicę między krzyczeć, a mówić?
Nad zaimkami pracuję.
Dzięki za komentarz.

Uściski,
SheWolf

Napisz komentarz