Bieguny 1/2 (SheWolf) 3.69/5 (45)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 14 minut/-y    

(c) SheWolf

Każda kobieta, nawet najbardziej zadowolona ze swojego życia, w jakimś momencie chce spróbować czegoś innego. Przeżyć przygodę. Dochodzi do momentu, kiedy codzienność przytłacza swoją przewidywalnością. Rodzą się coraz śmielsze marzenia, fantazje i pragnienia. Te, w których staje się kochanką na jedną noc, oszukuje siebie i otoczenie przez kilka magicznych godzin, przeobraża w dziką i nieokiełznaną femme fatale lub wstydliwą kokietkę, która czerwieni pod świdrujący spojrzeniem nowo poznanego mężczyzny. Czasami rozpoczyna drugie, równoległe życie, staje się zupełnie inną kobietą albo… w końcu naprawdę spełnioną.

Popołudnie pod stalowym, burzowym niebem. Deszcz atakujący wszystko, co znalazło się w jego zasięgu, wściekłość bez adresata wylewająca się spod uderzeń kolejnych kropel. Ludzie biegnący pod byle daszek, aby się schronić. Uciekają, zamiast przeć dzielnie do swojego celu. To nie był udany dzień, rozszalała ulewa doskonale współgra z moim stanem ducha.

Właśnie wtedy, gdy rozmyślam jak mało przyjemny jest wzbierający we mnie gniew, wpatrując się w spektakl za oknem, dostaję wiadomość na komunikatorze. Żółta koperta pulsuje niczym dudniące o parapet ciężkie krople.

Nie mogę przestać o Tobie myśleć. Nie mogę zapomnieć tego, co się wydarzyło.

 

Odnoszę wrażenie, że w jego głowie również szaleje ulewa, może nawet sztorm. Dokładnie jak w mojej.

Rozsiadam się wygodnie w fotelu. Unoszę nogi, rozszerzam i opieram stopy o parapet. Ześlizguję się nieco i podwijam brzeg sukienki w górę. Sięgam po kieliszek czerwonego wina, które otworzyłam, zasiadając do sprawozdań. Upijam łyk i sączę w ustach smak Medoc Bélier rocznik osiemdziesiąty. Kombinacja smakowa potrafi wnieść na wyżyny doznań. Cabernet sauvignon z nutą czarnej porzeczki, nadaje kwasowości, a śliwkowy posmak rześkości i soczystości. Dobre wino to przede wszystkim kompozycja, szukanie równowagi i harmonii. Sztuka sama w sobie.

Z zamkniętymi oczami oczyszczam umysł, sącząc powoli nektar rozluźnienia. Koncentruję się na dotyku palców, które przemierzają wewnętrzną stronę ud. Przyjemne i niczym niezmącone preludium w takt wspomnień i wina. Uważnie kreślę drogę, torując sobie dostęp, odsuwając koronkę majtek. Cieszę się z góry na rozkosz, która nadejdzie, kiedy dosięgnę nabrzmiałej łechtaczki. Wydaje się odległa i niedostępna. Chowa się, wymyka, lecz palce niestrudzenie szukają jej pomiędzy pełnymi wargami. Moje ciało nieznacznie wygina się w łuk, gdy rejestruję moment zetknięcia z nabrzmiałym punktem kobiecości. Przestaję, smakując słodki prąd, stymulujący ciało zanurzające się w doznaniu. Biorę kolejny łyk wina, pozwalając by rubinowy płyn swobodnie przepłynął przez gardło i rozlał się ciepłem w trzewiach. Odstawiam kieliszek. Przywołuję sylwetkę klęczącego mężczyzny, unikającego patrzenia w moje oczy, ograniczającego się do napełnienia kieliszka. Postawa pełna usłużności. Dzięki samemu patrzeniu na jego postawę, czuję falę podniecenia wstrząsającą całym ciałem. Wskazującym palcem zaczynam rysować kręgi na łechtaczce, podczas gdy w wyobraźni drugą dłonią unoszę jego brodę. Pieszczę w roztargnieniu kciukiem jego usta, powtarzając te same ruchy, które czuję na ociekającej wilgocią kobiecości. I kiedy zbliża się orgazm, kiedy przepełnia mnie ten wspaniały stan, zmuszam go, by rozchylił usta i wpuścił moje palce między wargi. Przyjmuje je zachłannie. Na moment otwieram powieki, jednak rozkosz jest tak intensywna, że nie potrafię jej okiełznać. Orgazm, nawet ten najbardziej wyczekiwany i pewny, zostawia mnie zaskoczoną, jakby ciało doświadczało go za każdym razem po raz pierwszy, bez tchu. Trwam w milczeniu, słuchając jedynie deszczu. Uda zaciskają się i przytrzymują moją rękę, jakby nie chciały jej wypuścić.

Tak bardzo wrył się w moją głowę, że widzę go nawet masturbując się.

***

Oczekiwanie – pozwoliłam się przepełnić temu nieznanemu dotąd odczuciu. Od miesiąca towarzyszyły nam słowa; te pisane i wypowiadane wprost do ucha. Drżący głos pełen napięcia i westchnienia, którymi nasycałam się i głaskałam swoją próżność. Bez dotyku, spojrzeń, uśmiechu, rozchylonych ust, zapachu, serwując sobie mieszankę doznań na innej płaszczyźnie. Swobodne i powolne uczenie się siebie. W końcu uznaliśmy, że nadszedł czas. Niecierpliwość podsycała do coraz bardziej stanowczych kroków. Niby weryfikacja, ale oboje czuliśmy, że to tylko formalność. Coś, co jest tylko krótkim przystankiem w naszej podróży, choć tak znaczącym, że nie odważymy się bez niego ruszyć dalej.

Miałam jasno sprecyzowane oczekiwania względem nowej relacji. Szukałam świadomego mężczyzny, który potrafi w harmonii oddania ofiarować siebie i przyjąć z pokorą i fascynacją to, co mam w zanadrzu. Chciałam relacji opartej na zaufaniu i zatraceniu, realizacji wzajemnych pragnień. Chciałam poczuć siłę i moc, a przede wszystkim jego uległość. Wiedział też, że pod potrzebą władania mężczyzną, kryje się coś więcej. Więcej niż ja sama potrafiłam dostrzec. Trafiliśmy na siebie w innym wymiarze, ale łączyło nas kontinuum perwersji.

Nasze spotkania zawsze były starciem podobnych światów, ale na dwóch krańcach. Podczas przygotowań, zastanawiałam się, czego będzie chciał. Pytania, jakie sobie zwykle stawiałam. Ja, która uwielbia dominację. Czego pragnie? O czym skrycie fantazjuje? Co czai się w sekretnych i ciemnych zakątkach jego duszy? Rozeznanie nigdy nie jest łatwe. Trzeba wiele czasu, żeby poznać siebie nawzajem. Często nawet, gdy wydawało mi się, że już wszystko wiem, coś zaskakiwało. Aby uzyskać czyjąś bezwarunkową uległość, należy odpowiadać na fantazje, też te, których się nie zna. Naciskałam przypadkowo mentalny guzik sprawiający, że oddawał swobodnie całą kontrolę. W całym spektrum fantazji, również tych zagrzebanych bardzo głęboko, czekających tylko na sposobność, by wyjść na zewnątrz. W tej grze wszystko miało znaczenie. Pożądanie drugiej osoby jest sprawą fundamentalną, jednakże całość obejmuje o wiele więcej czynników, które należy wziąć pod uwagę. Pojedyncze elementy są składową relacji, w której uległy będzie czuł się rozkosznie rozedrgany. Niespokojny i spragniony. Niepewny co go spotka, ale pełen zaufania i oddania.

Stojąc przed szafą, przypominałam sobie nasze rozmowy. Jego marzenia, aurę opiekuńczości, silną reakcję na moją stanowczość i decyzyjność. Wiedziałam, że dostanie dokładnie to, czego zechce. Miałam pewność, że nasze oczekiwania zbiegają się we wspólnym punkcie. Jednak to nie umniejszało wątpliwości i wzbierającej niepewności.

Kierowana impulsem skłoniłam się ku czarnej prostej sukience i bieliźnie pod kolor. Klasycznie pociągającej. Pończochy, koronkowe majtki i biustonosz z dodatkowymi paskami podkreślającymi kształt pełnych piersi. Szpilki. Przeglądałam się w lustrze przed zrobieniem makijażu. Zebrałam ciasno włosy po bokach i przygładziłam, aby podkreślić kości policzkowe i nadać oczom wyrazistości. Włosy ułożyły się w niesforną falę na głowie, co dodało pewnej zadziorności. Staranny makijaż wykonałam drżącymi rękoma. Miałam przed sobą kobietę pełną sprzeczności. W spojrzeniu utrwalony obraz zdecydowania i władzy. Wewnątrz uwydatniała się niepewność i chęć odwrotu. Spojrzałam na zegarek. Za piętnaście szósta. Włożyłam płaszcz i udałam się w kierunku samochodu.

Zaparkowałam na parkingu podziemnym. Ruchomymi schodami ruszyłam na spotkanie z mężczyzną, który niespodziewanie mocno zapisał się w mojej pamięci. Powolnym krokiem zmierzałam do miejsca, gdzie miał czekać. Czułam, jakbym stąpała w nieważkości. Moje kroki wydawały się powolne, ale pewne. Świat dookoła rozmył się w swoim biegu i powszedniości.

Stał przy fontannie. Raz po raz spoglądał na telefon, opierając się o balustradę. Obserwowałam go. Nie zauważył mnie. Widziałam go z profilu, nie miałam więc pełni obrazu. Mimo to w jego gestach i postawie było coś wyzywającego. Od razu zwrócił moją uwagę. Wysoki, elegancki mężczyzna o silnych ramionach i szerokich barkach. Ciemnowłosy, pobłyskująca w jego włosach siwizna czyniła go bardziej atrakcyjnym. Miał na sobie dżinsy oraz błękitną koszulę. Rozpięcie pod szyją pozwalało dojrzeć owłosienie. Grafitowa marynarka dodawała powagi, a przystrzyżona broda zaczepności. Nie mogłam dokładnie zobaczyć jego dłoni. Nigdy nie wyzbędę się chęci przyglądania męskim dłoniom. Ruszyłam w jego kierunku, niedbale, spacerowym tempem.

Starszy, już dawno przekroczył czterdziestkę, miał ciekawy odcień oczu: szare z domieszką błękitu i brązu. Szerokie brwi i niewielkie, dodające uroku, zmarszczki na twarzy. Bardzo pociągające zestawienie. Poczułam ciekawość co do szczegółów. Przymknęłam na sekundę oczy, by opanować narastające podniecenie, niepewność i ciekawość. Gdy mnie dostrzegł, ruszył nazbyt gwałtownie. Jego spojrzenie było tak uwodzicielskie, tak szczere i pochwalne, że prawie się zawstydziłam. Zdradziły go ruchy. Widziałam zdenerwowanie. Patrzeliśmy na siebie w milczeniu. Uśmiechałam się, zadowolona z onieśmielenia, jakie w nim wywołałam.

– Chodź – powiedziałam stanowczo. Poprowadziłam go krętymi korytarzami do ulubionej, dyskretnej kafejki.

Wchodząc po schodach na najwyższą kondygnację budynku, czułam wzrok muskający biodra. Poruszałam się wolno, co zwykle działa niezmiernie prowokująco. Narastało we mnie napięcie.

Kawiarenka umiejscowiona na końcu korytarza ostatniego piętra była niewielka, utrzymana w ciemnej kolorystyce. Pomieszczenie wypełniał zapach drewna, palonej kawy i olejków. Ściany w bordowych barwach, ciężkie, dębowe meble, na których stały niezliczone słoje z kawą i herbatami. Panował przyjemny półmrok, a miękkie światło dodawało intymności. Wszystko w staromodnym stylu. Pod ścianą kolekcja industrialnych czajników, zaparzaczy i bibelotów. Prowadzi ją dobry znajomy, a poczucie intymności grało kluczową rolę. Wybrałam stolik w rogu, na końcu niewielkiej salki. Stał tam mój ulubiony fotel, wyglądem przypominający królewski tron. Kupiłam go na targu staroci i po renowacji podarowałam właścicielowi. Olśniewał rzeźbieniami i bogatym obiciem. Usadowiłam się wygodnie i wskazałam towarzyszowi miejsce obok. Jego krzesło należało do zwykłych, drewnianych obitych standardową tkaniną. Znajdowało się w rogu, odgrodzone wzorzystym parawanem.

Podał mi kartę napoi.

– Nie trzeba, wiem, czego chcę. Wybierz coś dla siebie – powiedziałam spokojnie, nie spuszczając z niego świdrującego wzroku.

Dłonie mu drżały. Był cały spięty, naprężony. Odruchowo rozchyliłam usta i przyglądałam się, rejestrując każdy jego ruch.

Gdy pomieszczenie wypełniło się mieszaniną zapachów – kawy, przypraw i podniecenia – a parujący płyn spoczął na stole, oddaliśmy się swobodnej rozmowie. Rozluźnił się.

Rozmowa toczyła się swoim rytmem, przerywana przeszywającymi spojrzeniami, grą gestów, zagryzionych warg. Jego źrenice nieustannie mnie adorowały. Jego uśmiech momentami peszył. Zuchwałe palce przyprawiały o dreszcz jednym muśnięciem. Dotykał w subtelny, niewymuszony sposób. Badał reakcje. Pozwalałam mu na pewną swobodę. Miał piękne dłonie. Mogłam się im przyjrzeć. Długie, zwinne palce. Zadbane, czyste paznokcie. Wyobrażałam sobie, co może nimi uczynić. Słowa układały się w niekończącą historię. Zatracał się w tym, co mówił, na moment przystawał w słowach, by zgłębić spojrzenie. Oczy od czasu do czasu uciekały mu nieco niżej. Gra słów, gestów. Elektryzujące oddziaływanie. Zastanawiałam się, dlaczego z taką łatwością mu się poddaję. Miał na mnie ogromny wpływ. Uwodził i pobudzał intelektualnie. Zdobywał i fascynował. Istnieją tacy mężczyźni, którym mogłabym się oddać bez namysłu, ale również tacy, przy których w chwili prawdy ciało stawia opór przed pójściem o krok dalej. Doświadczyłam tego podświadomego oporu wielokrotnie. Ciało stawało się zimne, pożądanie znikało. Nagle, bez ostrzeżenia. Nie potrafiłam temu zaradzić. Prawdopodobnie dlatego, że brakowało tego specyficznego przyciągania, splotu pasujących do siebie osobowości. Zawsze czegoś innego. Natomiast przy nim czułam wszystko szalenie intensywnie. Zawsze to było dla mnie bardzo istotne – lubowanie się w rozedrganiu emocjonalnym i fundowaniu koktajli ze skrajności. Miałam wrażenie, że on doskonale to rozumie i odczytuje. Takie spełnienie w relacji dawała mi dominacja. Odkryłam w sobie tę cząstkę, która z czasem stała się najbardziej satysfakcjonująca w sferze erotycznej.

Zamilkł. Błysk w szarych oczach stał się świetlisty. Wszystko we mnie wrzało od nadmiaru emocji. Jego usta, oczy, dłonie sprawiały, że myśli oddalały się w świat fantazji. Jego oddziaływanie stawało się moją siłą. Odczucia kreśliły naszą relację. Wiodłam prym i nadałam formę temu, co wspólnie tworzyliśmy. On jeszcze walczył. Jeszcze wytrzymywał moje spojrzenie. Jeszcze nie opuszczał głowy. Nie był do końca pewny, jak daleko zabrniemy i co nas dalej czeka.

– Chciałbym spróbować… – wypowiedział te słowa pełnym czci drżącym głosem.

– Jesteś na to gotów? Czy jesteś pewien, że tego właśnie chcesz? – spytałam ostrzegawczo.

– Wiesz co mi robisz, tymi słowami… – ledwie mogłam go usłyszeć.

Nie spieszyłam się z odpowiedzią. W głębi duszy jednak czułam, że to postanowione. Decyzja zapadła. Nie mogłam sobie odmówić, nie chciałam odmawiać jemu. Przywoływałam we wspomnieniach wszystkie rozmowy, które przeprowadziliśmy, tematy, jakie poruszaliśmy. Nakierowałam go na odpowiednie tory. Subtelnie wskazywałam drogi, którymi ma podążać, jeśli chce kontynuować znajomość. Pokazywałam, co mnie określa i definiuje. Mogłam pozostać bezpieczna i zakończyć znajomość na kawie. Jednak coś mnie pchało, aby rzucić się w przepaść razem z nim, bez asekuracji. Zdawałam sobie sprawę, że nie będzie odwrotu. On też to wiedział. Miał jeszcze wybór.

– Myślę, że nie wiesz, o co prosisz – powiedziałam cicho z wyrozumiałym, ale jednocześnie przeszywającym spojrzeniem.

– Chciałbym wystawić swoje siły na próbę. Dosięgnąć własnych granic, walczyć o przetrwanie. Dotrzeć do miejsca, którego jeszcze nie znam, wyczerpany, ale dumny z siebie. Będę robił, co mi każesz. Będziesz mogła korzystać z mojego absolutnego posłuszeństwa. Przysięgam ci to – zmienił ton. Wyczuwałam determinację. Odwrócił wzrok ledwie na chwilę, by ponownie wbić we mnie spojrzenie z taką mocą, jakby próbował zahipnotyzować.

Przez chwilę między nami rozgrywała się milcząca walka. Rzucił wyzwanie, chociaż był niepewny. Opuścił wzrok, by dać mi czas na podjęcie decyzji. Z każdym jego słowem, gestem, wzrastało moje pożądanie, potrzeba posiadania. Chciałam doprowadzić go do stanu, w którym mój orgazm stanie się jego jedynym pragnieniem, wyznacznikiem każdego działania. A jego poddanie moją największą przyjemnością.

– Po co tutaj przyszedłeś? – Pytanie zaskoczyło go. Przygryzł mimowolnie wargę, a ja czułam pokusę, by pogładzić ją palcem. Spoglądałam na dłonie obejmujące filiżankę. Wyobrażałam sobie jak pieści moje biodra, błądząc po ich wewnętrznej stronie. Jak biegnie palcami w stronę mojej spragnionej dotyku kobiecości.

– Odpowiedz – nalegałam.

– Chciałem cię w końcu poznać osobiście, zobaczyć, dotknąć. Przypuszczam, że też chciałaś tego spotkania – przyjął nieco lżejszy ton. Znana zagrywka. Czując się niepewnie, próbował przejąć inicjatywę. Myślał, że to tylko zabawa. Rozrywka, w której może uczestniczyć lub nie, w zależności od kaprysu. Tymczasem tak naprawdę poruszał się po omacku. Niepewny do końca, gdzie go to zaprowadzi i czy tego właśnie chce.

– Nie byłoby cię tu, gdyby coś w tobie nie zareagowało na moje postrzeganie seksu – powiedziałam spokojnie, acz stanowczo, odsuwając na bok mały stolik.

Nie zaprzeczył. Milczał.

Dźwięk przesuwanego mebla znikł w odgłosach muzyki płynącej z głośników. Spoglądał zdezorientowany. Podeszłam bliżej i przyłożyłam kolano do jego krocza. Docisnęłam. W tamtej chwili stałam na rozdrożu. Moje działanie było kluczowym momentem. Od jego reakcji zależało, czy osiągnę pierwsze zwycięstwo, czy zaznam bolesnej porażki. Potrzebowałam namacalnego dowodu, że jest gotów zaryzykować. Pewnego rodzaju próby, która da mi przyzwolenie do dalszego działania. Mógł protestować, podnieść się, wyjść, roześmiać albo oburzyć. On jednak tylko przymknął oczy i nie ruszył się nawet o milimetr. Wtedy już wiedziałam, że wygrałam. Jakiekolwiek miał wątpliwości, w tamtym momencie podjął się oddania w moje władanie. Nie odrywając kolana od męskości, nachyliłam się, aby wyszeptać mu do ucha… on jednak odwrócił głowę i próbował mnie pocałować. Czułam gorący oddech na policzkach i ustach. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.

– Nie powiedziałam, że możesz mnie dotknąć. Nie powiedziałam też, że możesz się ruszyć… – wyszeptałam zmysłowo.

Puścił niechętnie, a ja docisnęłam kolano jeszcze mocniej. Na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Oddechem pieścił szyję, ale nie miał śmiałości się ruszyć. Subtelne światło padało na jego policzki. Delikatna melodia pieściła nasze uszy. Wtedy wszystko wydawało się takie proste. Pragnęłam poczuć łakomy język na piersiach. Chciałam, by lizał moje sutki zawzięcie, aż sprawi, że zacznę krzyczeć z rozkoszy. Zabrałam nogę i wyprostowałam się. Starałam się mówić najbardziej neutralnym tonem, choć pożądanie odciskało piętno na głosie i ruchach.

– Zdejmij marynarkę i wyjmij pasek ze spodni.

Wykonał polecenie bez zastanowienia. Moje słowa były pierwszymi, śmiałymi rozkazami skierowanymi do niego.

– Podaj mi pasek – zażądałam.

Dłonie mu drżały, a kłykcie miał zbielałe od zaciskania. Oddychał ciężko. Rozchyliłam usta i przygryzłam wargi. Zrobiłam krok w jego stronę i chwyciłam pasek. Nie wypuścił go od razu. Jeszcze walczył. Próbował tylko przez moment. Widziałam zdumienie wymalowane na jego twarzy, zmieszane z pragnieniem i pewną dozą nieufności, ale najwyraźniej niewystarczającą. U samców pożądanie zwykle wygrywa z każdym innym odczuciem, krew koncentruje się w jednym miejscu i tracą wszelkie przebłyski ostrożności. Igrał ze mną. Jedyne czego pragnęłam w tamtej chwili, to wziąć ten pas i wyładować się. Zobaczyć go pokonanego, skulonego na podłodze.

Zabrałam pas i owinęłam szybkim ruchem nadgarstki, przeciągając go przez klamrę. Złapałam za koniec i docisnęłam. Skierowałam jego ręce do góry i kazałam założyć za głowę. Trzymałam pas przy zapięciu tuż przy jego karku. Mógł się wyrwać, ale pozostał nieruchomo. Pochyliłam się nad nim tak, by moje piersi znalazły się na wysokości jego ust. Odsunęłam sukienkę i bieliznę, ułatwiając mu dostęp. Kiedy w końcu jego język – miękki, gorący, zwinny i aksamitny – pieścił delikatnie mój prawy sutek, zauważyłam, że erekcja grozi rozerwaniem spodni. Czułam, że sama również jestem bliska wybuchu. W momencie przesilenia odsunęłam się, uniemożliwiając dalsze pieszczoty. Położyłam dłoń na nabrzmiałym kroczu.

– Nie waż się dojść albo to będzie nasze ostatnie spotkanie – wysyczałam wprost do rozchylonych ust mężczyzny.

Usiadłam wygodnie na swoim miejscu. Obserwowałam, jak się uwalnia, uspokaja i zatraca jednocześnie. Tęsknota za przygodą, potrzeba podjęcia wyzwania i zwyciężenia. Chciałam mu powiedzieć, że w takich bitwach czasami się przegrywa.

– Gdy będziemy się spotykać, będziesz robił wszystko, co ci każę. Wszystko, bez wyjątku. Czy to jasne?

Jego twarz, ku mojemu zaskoczeniu, wyrażała absolutną… wdzięczność. Ślepą wiarę, która mną niemal wstrząsnęła. Rozbłysła w nim nadzieja, a ja uśmiechałam się w duchu zadowolona z efektu.

Odprowadził mnie na podziemny parking. Ruszyłam pierwsza, starając się iść równym, spokojnym krokiem. Byłam świadoma, że mnie bacznie obserwuje. Wszystko nabrało wyrazistości. Podążał za mną, patrząc na szpilki i nogi spowite mgłą pończoch. Na szew, który biegnąc w górę, prowadził wzrok od kostek, przez łydki aż po pośladki. Czułam, że ponownie go hipnotyzuję. Pragnienie nie ustępowało nawet w banalności sytuacji. Wezbrało i utrzymywało swój wysoki poziom.

Wrzuciłam torebkę do samochodu i odwróciłam się w jego kierunku. Zdradzał go błysk w oczach. Doskonale wiedziałam, co chce zrobić i postanowiłam przyjąć zaproszenie do zabawy. Pewne działania mają w sobie komponent ryzyka, który może być przyjemną odmianą. Przyglądał się z rozsądnej odległości i żadne z nas nie zrobiło pierwszego kroku. Przeczuwałam, że dzikie oczy wyrażają pragnienie, aby porwać moje ubranie na strzępy i pieprzyć mnie, aż zacznę krzyczeć z rozkoszy. Chciałam zobaczyć, jak opuszcza głowę znękany, ale mimo tego przebiega dystans między nami. I aby padł do moich stóp – oddany.

W pełnym napięcia momencie, gdy spojrzenia zaczęły ciążyć, zbliżyłam się powoli. Wiedziałam, że czuje wszechogarniającą pokusę.

– Zrób to – wyszeptałam.

Jego usta przywarły do moich. Szaleńczo wirowały. Język krążył po mojej szyi i zwilżał ucho, podczas gdy ręce obejmowały piersi. Poruszał się z niespodziewaną delikatnością. Opuszki palców przesuwały się miarowo, badając, szukając sposobności, aby wtargnąć pod materiał. Zatrzymał dłonie na moich pośladkach i ściskał je. Następnie wślizgnął pod sukienkę. Muśnięcie koronki pończoch wydobyło z niego stłumiony jęk. Przywarł całym ciałem, opierając mnie o samochód. Czułam, jak bardzo jest podniecony. Przyjemne wibracje w podbrzuszu, namiętność ust, szaleństwo dotyku i nabrzmiała męskość ocierająca o moje łono. Przebiegłam jego ciało palcami. Zarost miał tam, gdzie powinien – na klatce piersiowej, linią prostą łączący się z tym wokół krocza.

Zaprzestałam dotyku. Zatrzymałam go. Przez moment mierzyliśmy się wzrokiem, dysząc niespokojnie.

– Do zobaczenia – powiedziałam, próbując opanować drżenie głosu. Wsiadałam do samochodu, gdy odpowiedział przez ściśnięte gardło:

– Do zobaczenia… Pani.

Byłam niczym tykająca bomba. To, co się we mnie obudziło dzięki niemu, poraziło mnie zupełnie, przepełniło trzewia ociekającym napięciem. Fantazja kreowała obrazy posiadania go tylko dla siebie. Na własnych zasadach, na własnych warunkach. Wyłączność bezwzględna. Tylko dla mnie, bez reszty, bez pytań, bez zawahania. Zupełnie oddany. Ze spojrzeniem pełnym pożądania i uwielbienia. Chciałam pokazać mu, co się we mnie odrodziło. Natura upomniała się o swoje. Czekała tylko na odpowiedni moment, na odpowiednią osobę.

Na jego twarzy malowała się mieszanina bojaźni i niewyobrażalnego pragnienia. Podsycana niepewnością, ale również przeświadczeniem, że dosięgnie swoich granic. Doświadczył uczucia rozedrgania, nie wiedząc, co byłoby bardziej przyjemne. Ulec instynktowi i trysnąć raz w kawiarni i drugi na parkingu czy też poczucie, że zdołał się oprzeć, zatrzymać i spełnić moje pragnienie. Wzbierały w nim sprzeczności. Niektórzy ulegli mężczyźni przechodzą przez to z pewną naturalnością, niesieni hedonistyczną potrzebą. Inni pojawiają się jedynie w nagłej potrzebie, której sami do końca nie rozumieją, a która przypieczętowana jest wyrzutami sumienia, wstydem i niemożnością zaakceptowania własnej natury. Nie są w stanie stworzyć trwałej relacji polegającej na uległości wobec kobiety w wymiarze erotycznym, więc odchodzą i wracają. Bywają ulegającymi, ale nie jest to wpisane w ich naturę.

***

Późna jesień. Park zdawał się opustoszały. Raz po raz mijał mnie ktoś w pośpiechu. Wyciszałam się, zachwycając barwami kolorowych liści, w szumie wiatru przerywanym niedalekim gwarem ulicy. Kontemplowałam spokojną, miarową ekscytację. Czułam ogrom budzących się emocji i zdałam sobie sprawę, że one nie pochłaniają mnie jak dotychczas. Powoli płynęły swoim rytmem, napełniając mnie sobą. Potrafiłam odczytywać je i dotykać. Nie upajałam się w nich, tracąc kontakt z rzeczywistością. Świadome odczuwanie przyprawiło mnie o kolejne przyjemne zaskoczenie. Budowałam siebie na nowo.

Stałam pośrodku alejki usłanej różnokolorowym dywanem liści. Obserwowałam jak zmierza w moim kierunku. Kontemplowałam ruchy jego ciała, wyobrażając sobie co z nim niebawem zrobię. Zwolnił by nasze oczy, mogły dłużej sycić się rosnącym poczuciem niewiadomej.

cdn.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Hmmm… sądząc po ocenach, opowiadanie się podoba, a jednak nikt nie komentuje. Czyżby wszyscy zamierzali się wstrzymać do opublikowania drugiej części? 🤔

Mnie na przykład nurtuje czymże mężczyzna, o którym najwyżej wiemy, że wygląda, urzekł bohaterkę…

No ja właśnie czekam na drugą część. Bo wiem, że historia (jak i wszystkie poprzednie autorstwa SheWolf) tak mnie wciągnie, że nie zdzierżę czekania na ciąg dalszy 😀 Więc wolę zaczekać na finał i przeczytać całość za jednym posiedzeniem 😀

Aniu,
myślę, że spełniał po prostu oczekiwania bohaterki. Z pewnością fascynował, pobudzał . Słowami zafascynował i reagował na to co mu dawała.

Nieodłącznie przy opowiadaniach o dominacji kobiety nad mężczyzną przypomina mi się jedna z legend Arturiańskich o Gaweinie i pani Ragnell. W skrócie sam Artur wraz z siostrzeńcem poszukiwali odpowiedzi na pytanie czego tak naprawdę pragną kobiety. Podróżowali przez rok i wiedzieli, że stracą głowy bo ani jedna z kobiet nie powiedziała im prawdy. Bo jak ona brzmiała? Panować nad mężczyzną.

Z opowiadaniem mam problem. Nie z jego tematem czy sposobem jego ujęcia, a raczej z tym, że im gęstsza, prawdziwsza staje się atmosfera to autor rozbija ją poetyckimi opisami, które niewiele wnoszą do postaci. I to jest pewien problem. Początek niewątpliwie świetny, ale potem zabrakło mi tego ich świata.

To raz. A dwa? Że chyba jestem straceńczym romantykiem i o ile taka zabawa by mi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała, to wiem, że targałyby mną uczucia najzwyczajniej ludzkie: miłość lub jej pochodne, zaufanie, bliskość. I tego najbardziej brak mi w tych postaciach. Nigdy nie przekonywała mnie zwykła chuć.

Przede wszystkim dziękuję za komentarz. Wstawki poetyckie to moja maniera, która już i tak jest nieco ukrócona przez nieocenioną Korektorkę 😉 Natomiast odniosę się do poruszonej kwestii romantyzmu, uczuć i ich pochodnych. Myślę, że bohaterowie poza zwykłą chucią też odczuwali mieszaninę emocji, która objawiała się przede wszystkim w odczuciach bohaterki, jak i jej postrzeganiu zachowania mężczyzny. Nie wiem, czy czytałeś drugą część, jeśli nie, to serdecznie zapraszam. Tam, mam nadzieję, dostrzeżesz owe uczucia, które targają nimi do cna.
Pozdrawiam serdecznie,
SheWolf

Mam wrażenie, że przeczytałem opis narodzin. Narodzin jakiejś relacji, której jako czytelnik nie jestem w stanie pojąć. Coś jak kartka z cudzego pamiętnika, bez znajomości kontekstu zostajemy widzem pewnego ciągu wydarzeń, który czasem jest bardziej zrozumiały innym razem mniej.
Podobnie, jak któregoś z komentujących drażniło mnie skakanie pomiędzy poetyckością, a realizmem. Albo rybki, albo akwarium. Inaczej pozostajemy z wrażeniem, że Autorka za wszelką cenę chciała udowodnić jak to wspaniale posługuje się słowem, jaki talent w niej drzemie.
Trochę to przypomina piłkarza, który już minął bramkarza, stoi przed pustą bramką, wystarczy dołożyć nogę i jesteśmy u celu. Nasz napastnik z sobie tylko znanego powodu postanowił zabawić publikę serią zwodów. No nie ma możliwości, żeby za którymś razem nie wywinął efektownego orła na piłce. Proste rozwiązania zazwyczaj są najlepsze, bo są proste.
Lis

Napisz komentarz