Odkrywając siebie IX (Ania)  3.64/5 (34)

12 min. czytania

Marika Bunny, „img670„, CC BY 2.0

Czuję się zbyt ciężka i zbyt obolała, by wstawać. Postanawiam zostać w łóżku. Nie dzwonię do nikogo, żeby uprzedzić, że mnie nie będzie. Jak dziecko chowam się pod kołdrą, wierząc, że uchroni mnie przed wszelkim złem. Nie włączam muzyki ani nie sięgam po książkę. Po prostu leżę, gapiąc się w sufit. Staram się nie myśleć, a jedynie analizować plamy. Jak jakiś szyfr.

Dzwoni Anka. Odrzucam połączenie i wyciszam telefon. Nie chcę teraz rozmawiać. Z nikim. Na szczęście jestem sama w domu. Nie muszę zmagać się z osaczającą opiekuńczością matki ani szorstkim współczuciem ojca. Mogę po prostu trwać. Egzystować.

Pół dnia brzęczy telefon ustawiony w przedpokoju, ale go ignoruję. Po kilku godzinach moja komórka sygnalizuje głód. Tak uporczywie brzdęka, że w końcu podnoszę się z łóżka, aby podłączyć ją do ładowania. Czternaście esemesów i dwadzieścia trzy nieodebrane połączenia. Nawet nie sprawdzam od kogo. Mam to gdzieś! Tylko czy naprawdę po wczorajszych rozmowach i tym dziwacznym śnie mogę sobie na to pozwolić? Robi mi się żal Michała. Współczuję temu nieszczęsnemu chłopakowi, ale mimo wszystko wracam do łóżka.

Jedna z plam na tapecie wygląda zupełnie jak nosorożec! Jest też papużka w klatce i dorzecze Wisły. Mam nieodpartą ochotę wziąć długopis i obrysować dopiero co odkryte kształty. Uwidocznić. Podkreślić. Robię to. Czuję się przy tym jak dziecko. Musiałam chyba już kiedyś bazgrać po ścianach.

Tuż przed powrotem matki za szpitala zbieram się w sobie. Biorę prysznic. Ubieram się. Ścielę łóżko. Udaję, że wszystko jest w porządku i że cały dzień się uczyłam. Staram się nie kłamać, ale też nie mówię prawdy. Lawiruję. Jak linoskoczek nad przepaścią.

***

Następnego dnia jadę na uczelnię, ale trzymam się z dala od „centrum dowodzenia”. Anka próbuje mnie wypytywać. Michał najwyraźniej poprosił ją o pomoc, a przynajmniej o to, żeby się ze mną skontaktowała, kiedy nie odbierałam jego telefonów. Nie bardzo rozumiem, czemu chłopak aż tak interesuje się moim stanem. Chyba nie dlatego, że chce zaciągnąć mnie do łóżka?

– Co ci powiedział? – nieco zirytowana pytam przyjaciółkę.

– Że się o ciebie martwi.

– Nic więcej?

– Nie.

Czuję ulgę, olbrzymią ulgę, choć wiem, że Anka teraz nie odpuści. Będzie drążyć. Naciskać. Dusić. Dopóki nie wydusi mnie jak cytrynki. Rzeczywiście trochę tak się czuję – jak cytryna wyciskana do herbaty, pozbawiana tego, co najcenniejsze. Soku.

Cieszę się, że tego dnia nie spotykam Michała. W tej chwili nie zniosłabym jego widoku. Czemu? Przecież nic mi nie zrobił… Po prostu wstydzę się. Wstydzę się tego, do czego się przyznałam, tego, że wzbudzam jego zainteresowanie. Tak, ono jest krępujące.

Między zajęciami próbuję odnaleźć Grzegorza, żeby powiedzieć mu, że kończę tę robotę, że to nie dla mnie. Nie udaje mi się. Dopadam go dopiero późnym wieczorem w „Centrum Badań Nad Seksualnością”, jak nazwała to Sonia. 

Jest sam. Wchodzę nieśmiało. Wygląda na przygnębionego i cholernie mu z tym do twarzy. Nie mogę odpędzić od siebie myśli o tym, że rzuca mnie na biurko i wykorzystuje.

– Cześć – wita się cicho, gdy mnie w końcu dostrzega.

– Cześć – odpowiadam nieśmiało.

– Coś się stało? – Jego ton jest suchy i rzeczowy. Kręci mnie to! Chciałabym, żeby takim tonem wydawał rozkazy.

– Tak. Chyba nie mogę tego dłużej robić. – Patrzę na swoje stopy niczym speszona pensjonarka.

– Wydarzyło się coś, o czym nie wiem? – Grzegorz wygląda na zaskoczonego, trochę wystraszonego. – Jesteś nam potrzebna. Możesz pomagać tu, nie musisz przeprowadzać wywiadów.

Jak, u licha, mam mu powiedzieć, że właśnie nie chcę być TU?! Nie chcę spotykać się z Michałem. Reszta w zasadzie mi pasuje. Polubiłam wywiady. Kobiety, z którymi rozmawiam, są zazwyczaj otwarte i sympatyczne. Szczere. Uwielbiam u ludzi szczerość i naturalność.

– Nie chodzi o wywiady. – Zbieram się w końcu na odwagę.

– Więc o co?

Nawet najlepszej przyjaciółce nie powiedziałam, o co chodzi, więc czemu miałabym powiedzieć jemu? Walczę ze sobą. Spojrzenie Grzegorza jest przejmujące. Świdruje mnie na wylot, a ja się pod nim roztapiam. Ulegam jego naturalnemu wdziękowi.

– Widzisz… Nie bardzo mam ochotę spotykać się tu z Michałem.

– Wreszcie jakiś trop. – Wzdycha z ulgą. – Nie wiem, o co chodzi w waszych szczeniackich zabawach. – Jego ton robi się ostry, niemal jakby na mnie warczał. Kulę się w sobie. – Ale nie mogę sobie pozwolić na to, żeby was oboje stracić.

Oboje?! Czyżby Michał chciał zrezygnować z mojego powodu? Co za bezczelność! I wysokie mniemanie o sobie! Rozzłościł mnie tym, ale też trochę połechtał moją próżność. Mam nad nim władzę! Jak czarownica! Jest w stanie dla mnie, dla mojego komfortu (a może swojego?) zrezygnować z badań, które są dla niego ważne.

– Jak to? – pytam naiwnie.

– Zadzwonił, że odchodzi. Na szczęście teraz już wiem, że możemy rozwiązać problem inaczej. Siadaj! – rozkazuje, a ja posłusznie wykonuję polecenie.

To straszne! Jedno jego słowo sprawiło, że moje ciało przeszył przyjemny dreszcz podniecenia. O zgrozo! Jestem wilgotna i gotowa. W całkowicie nieadekwatnej sytuacji.

Patrzę, jak wyjmuje telefon komórkowy. Zamieram. Wybiera numer z książki adresowej. Ciekawe, czy mój też zapisał. Szczerze w to wątpię, a bardzo bym tego chciała. Byłabym wtedy w jakiś sposób bliżej niego. Dzwoni. Długo czeka, ale Michał w końcu odbiera.

– Cześć – rzuca do słuchawki. – Czemu nie chciałeś mi powiedzieć, o co chodzi? – Chwilę milczy, słucha odpowiedzi. Ja jej nie słyszę. To znaczy słyszę jakieś dźwięki, ale nie potrafię wyłowić poszczególnych słów. – Dobra, mniejsza z tym. Sądzę, że to da się rozwiązać. Możemy tak ustawić grafiki, żebyście się z Gabi nie spotykali. Nawet nie mijali w drzwiach! Okej? – Michał znów coś mówi. – W takim razie rozumiem, że sprawa jest załatwiona i przychodzisz jutro do roboty?

Choć ostatnie zdanie wydawało się pytaniem, Grzegorz rozłącza się, zanim jego rozmówca ma szansę dojść do głosu. To wstrętne – myślę, ale wiem, że chciałabym, żeby do mnie też odnosił się w ten sposób. Rozkazywał mi. Nie pozwalał na sprzeciw. Nie dopuszczał do słowa.

– No dobra, mała. – Zwraca się w moją stronę. – I co ja mam z tobą zrobić?

Zerżnąć! Mocno. Gwałtownie. Szybko. Tutaj. Teraz. Nie mam odwagi nic powiedzieć. Wdycham powoli powietrze i daję sobie czas. Grzegorz przygląda mi się uważnie.

– Spróbuj więcej nie uwodzić współpracowników, dobrze? – Uśmiecha się szelmowsko.

– Postaram się. – Unoszę lekko kąciki ust, ale mam wrażenie, że nie wyszedł mi ten uśmiech.

– Zastanowię się, jak cię wykorzystać, i dam znać.

Wykorzystać? Tak! Seksualnie! Proszę! Błagam! W moich oczach na chwilę rozbłyska iskierka nadziei. Jestem jednak świadoma, że wcale nie o to mu chodziło. Badania są najważniejsze. Ważniejsze niż rodzina, przyjaciele czy potrzeby. Przecież nawet on musi mieć jakieś potrzeby! Na pewno nie jest żonaty. Nie wiem, czy ma dziewczynę, ale nawet jeśli, to chyba nie przekreśla moich szans?!

Rozmawiamy jeszcze chwilę, a potem Grzegorz proponuje, że podwiezie mnie na dworzec. Odmawiam z ciężkim sercem. Chciałabym się do niego przytulić. Wetknąć nos w jego włosy. Poczuć jego ciepło. Wiem, że wspólna jazda mogłaby jeszcze bardziej rozbudzić moje niskie żądze. Odmowa jest jedynym wyjściem. Ratunkiem. Muszę się chronić przed płomieniami, które mnie trawią od środka.

***

Wracając do domu, wyobrażam sobie, jak wsiadam z nim na motocykl. Przytulam się do jego pleców. Obejmuję mocno ramionami. Prowadzi pewnie. Jedziemy szybko pustymi ulicami. Wiatr rozwiewa mi włosy. Grzegorz wiezie mnie do siebie. Wchodzę na drinka. Bez zażenowania i wyrzutów sumienia.

Ledwo zamykają się za nami drzwi, rzucam się na niego. Całuję go gwałtownie, jakby od tego zależało moje życie. On odsuwa mnie od siebie, obraca i przyciska do ściany.

– Spokojnie, mała – szepcze do ucha i czuję, jak pod wpływem jego słów moja myszka natychmiast wilgotnieje. Mam na niego cholerną ochotę! – Nigdzie nam się nie spieszy.

Jedną ręką trzyma mnie za kark. Mocno. Nie śmiem nawet drgnąć. Wiem, że jest dużo silniejszy i że będę musiała mu ulec, czy będę tego chciała, czy nie. No ale przecież chcę! Niczego innego na świecie tak bardzo nie pragnę!

Druga ręka zaczyna błądzić po moim ciele. Wpełza pod bluzkę. Drżę. Jest chłodna, choć prowadził w skórzanych rękawiczkach. W sumie żałuję, że nie ma ich teraz na sobie. Chciałabym poczuć ich sztywność, bezosobowość, brutalność. Chciałabym, żeby drapały moja skórę.

Gładzi moje plecy, talię, brzuch. Przesuwa dłonią wzdłuż krawędzi spodni. Jest przyjemnie, ale ja pragnę więcej. Nie mogę się doczekać, aż rozepnie dżinsy i cały we mnie wtargnie. Wiem, że widać po mnie podniecenie. Moje oczy są zamglone, policzki płoną, a oddech jest płytki i urywany. On za to jest opanowany. Spokojny. Jego oczy są chłodne, dotyk władczy, a głos stanowczy. Siada na kanapie, a ja dalej stoję przyklejona do zimnego muru.

– Odwróć się – rozkazuje. Robię to. – A teraz rozbierz się dla mnie. – Chwytam skraj bluzki, żeby unieść ją do góry. – Powoli – dodaje przez zęby i sięga po pilota, żeby włączyć muzykę.

Z głośników zaczynają sączyć się przyjemne dźwięki. Chyba Ennio Morricone. Próbuję się wczuć, choć targają mną silne emocje. Mam ochotę wyskoczyć z ciuchów, rzucić się na jego rozporek i nabić na hegemona. Jednak się powstrzymuję. Wszystko, żeby tylko go zadowolić! Mojego Pana i Władcę! Dla niego chcę być zmysłowa i seksowna. Piękna i uwodzicielska. Kręcić biodrami. Tańczyć taniec brzucha. Robić striptiz.

Wiem, że brakuje mi gracji, ale staram się jak mogę. Mój strój nie daje mi dużego pola do popisu. Bluzeczka, spodnie i bielizna. No i przeklęte skarpetki! Od nich zaczynam. Zdejmuję je trochę niezdarnie, ale teraz jest łatwiej. Czuje się pewniej, wirując boso na drewnianym parkiecie.

Daję się ponieść radości i podnieceniu. Rozkładam ramiona i kręcę się wokół własnej osi. Jest bosko! On cierpliwie czeka. Mam wrażenie, że zaczyna się ze mnie podśmiewać. Po rozładowaniu części energii, zatrzymuję się nagle w miejscu i spoglądam mu w oczy. Wiem, że to zbyt bezpośrednie i bezczelne, ale nie potrafię się powstrzymać.

Chwytam skraj bluzki oburącz. Rozpościeram ją szeroko. Potem lekko unoszę brzeg. Opuszczam. Znów unoszę. Cały czas figlarnie kręcę biodrami. Posuwam się coraz dalej. Gładzę swój obnażony brzuch. Przez materiał obejmuję piersi unieruchomione przez pancerzyk stanika. Zamykam oczy. Chcę, żeby to wyglądało jak pieszczoty. Jakbym bawiła się sama ze sobą. Bez niego. Zapominając o jego obecności.

W końcu leniwym ruchem zrywam z siebie materiał. Teraz widać moje wystające kości biodrowe, płaski brzuch i przede wszystkim podniesione, uwypuklone przez push-up piersi. Staram się, aby moje ruchy były płynne i zmysłowe. Odchylam głowę. Tak bardzo bym chciała, żeby podszedł i zaczął całować mnie u nasady szyi! Jestem jednak pewna, że tego nie zrobi.

Nie spieszę się. Pozwalam zapoznać mu się z moim ciałem. Nie ukrywam nic. Chcę, by widział mnie całą, by mógł wniknąć wszędzie. Jest jeszcze kilka barier do usunięcia. Stanik. Prawie cały czarny z paskiem z białych kropek schodzącym pośrodku uroczo w dół. Jak strzałka nakierowująca na moje rozgrzane łono. Z ciemnoróżową kokardką przy prawym ramiączku. Jakbym była prezentem urodzinowym. Pragnę być jego prezentem! Chcę, żeby się ze mnie cieszył i sam mnie rozpakowywał! Z wypiekami na twarzy!

Rozpinam obie haftki. Lewą dłonią podtrzymuję stanik, żeby nie opadł, i pokazuję mu moje nagie plecy. Wypinam nieco tyłeczek ubrany w ciemnogranatowe dżinsy. Kręcę nim uwodzicielsko. Zerkam na Grzegorza przez ramię i pozwalam luźnej tkaninie opaść. W jego oczach widzę oczekiwanie. Chwytam piersi w dłonie i odwracam się przodem. Są nabrzmiałe i spragnione jego dotyku. Pieszczot. W końcu uwalniam je i pozwalam im swobodnie opaść. Widzę, że mu się podobają. Rozpiera mnie duma.

Moje piersi nie są duże – jak średnich rozmiarów pomarańcze – ale kształtne i jędrne. Pasują do mnie. Do mojej sylwetki i charakteru. Uwielbiam je. Lubię, jak się radośnie bujają, podskakują, sprężynują. Teraz są napięte, jakby chciały eksplodować. Sutki unoszą się zadziornie. Brodawki są w kolorze mlecznej czekolady, niezbyt duże. W sam raz. Pozwalam moim cycuszkom tańczyć razem ze mną.

Przychodzi pora na spodnie. Najpierw zawadiacko wsuwam w nie dłoń. Potem rozpinam jeden guzik. Drugi, trzeci. Z rozporka wyzierają teraz majteczki. Również w większości czarne z białą linią z kropek zagłębiającą się nieco między uda. Kokardkę mają z lewej strony. Mniej więcej na kości biodrowej. Sądzę, że są słodkie. Kokieteryjne.

Wsuwam obie dłonie w spodnie i sprawnym ruchem zdejmuję je z siebie. To takie fajne! Być przed nim niemal nagą, odsłoniętą, bezbronną. To ekscytujące! Rozpala mnie.

– Chodź tu! – rozkazuje Grzegorz, a ja posłusznie to robię, mając nadzieję, że teraz zacznie się prawdziwa zabawa. – Uklęknij! – dysponuje, wskazując miejsce obok siebie – Chwyć się oparcia. Nogi szerzej i wypnij tyłek.

Rany! Jak on na mnie działa! Cała jestem wyczekiwaniem. Pragnieniem. Pożądaniem. Wielkim jeziorem. To, co dzieje się między moimi nogami, to istny potop!

– Dobrze – chwali.

Wstał. Jest blisko, ale nadal mnie nie dotyka. Istna tortura. Choć w zasadzie przyjemna. Zamykam oczy i skupiam się na wszystkich doznaniach. Słyszę, jak krąży wokół mnie. Zastanawia się? Nad czym? Nagle zbliża się i zsuwa figi, po czym daje mi w pupę siarczystego klapsa. Nie boli. No może skóra nieco piecze, jest teraz taka rozgrzana, płonąca.

– Lubisz to, prawda? – Pochyla się i szepcze mi te słowa do ucha.

– Tak – odpowiadam zdławionym głosem.

– Niezła z ciebie suczka – stwierdza.

Tak. Wiem. Jestem lubieżna i wyuzdana. Teraz się tego nie wstydzę. Chcę taka być. Dla niego. Chcę być jego zabawką. Niewolnicą. Suką. Te ostre słowa dolewają tylko oliwy do ognia, do ognia mojego pożądania.

– Czego chcesz? – Nie wierzę, że o to pyta. Przecież właśnie włożył mi rękę między uda, ślizga się po moim kwiatuszku, czuje tę całą wilgoć. To chyba oczywiste! – Czego chcesz? – Jego głos staje się bardziej natarczywy.

– Ciebie – bąkam.

– A dokładniej?

– Twojego fiuta.

– Tak? – zachęca.

– Chcę, żebyś mnie zerżnął.

– Jak? – drąży dalej.

– Mocno.

– Więc poproś! – W tym rozkazie tkwi obietnica.

– Proszę – szepczę.

– Nie, masz ładnie poprosić. Jak przystało na grzeczną suczkę – tłumaczy mi, a cierpliwość w jego głosie działa na mnie obezwładniająco.

– Proszę, zerżnij mnie – skamlę błagalnie.

– Zerżnij mnie… – powtarza, zawieszając głos. Przez chwilę nie wiem, o co mu chodzi, ale szybko sobie uzmysławiam.

– Proszę, zerżnij mnie, panie. – Kiedy wypowiadam te słowa, nagle puszczają wszystkie hamulce. Teraz jestem naprawdę jego! Jakby coś przełączyło się w moim mózgu. Działam na zupełnie innych obrotach. To niesamowite. Odkrywam w sobie nowe pokłady energii. Namiętność, jakiej nigdy bym się po sobie nie spodziewała. Wyuzdanie.

– Okej, ale musisz mnie najpierw przygotować. – Rozpina rozporek, podchodzi do mnie od strony oparcia, a jego męskość dumnie wypręża się w moją stronę. Jest wielka, purpurowa i  apetyczna. Zbliżam usta. – Śmiało – ponagla mnie i chwyta za włosy.

Wbija się w moje usta. Ssę łapczywie, walcząc ze łzami gromadzącymi się w kącikach oczu. Jest lekko słony. Wypełnia mnie szczelnie. Niemal rozrywa wargi. Opór, z jakim się we mnie wsuwa, jest przyjemny. Dla niego chcę przekraczać granice. Robić rzeczy niemożliwe. Ponad moją wytrzymałość. Płaczę.

– No, to bierzemy się do roboty – orzeka, odbierając mi mojego lizaka. – Wypnij tyłek! – Chwyta mnie za biodra i ustawia w odpowiedniej pozycji. Gładzi po pośladkach, po czym uderza w nie. Najpierw w prawy, potem w lewy. Znów gładzi i znów uderza. – Ładnie wyglądasz taka zaróżowiona – mruczy z aprobatą.

Przejeżdża swoją pałą po moim spragnionym rowku. Ślizga się w śluzie, wsuwa między nabrzmiałe wargi, droczy. Uderza fiutem kilka razy w tyłeczek, a potem kieruje się do wejścia. Przykłada go, napiera. Nieruchomieję. Wkłada ledwie czubek. Przystaje, a później zamaszyście wchodzi cały. Po same jaja. Zostaje tak. Niecierpliwię się i zaczynam kręcić biodrami. Daje mi klapsa. Mocnego. Jęczę. Więcej tego nie robię. Dopiero gdy chwyta za włosy i zaczyna kierować mną niczym woźnica koniem, poddaję się temu. Jest wspaniale. Jestem taka pełna. Bezwolna. Uległa. Szczęśliwa.

Zgodnie z jego wolą najpierw powoli nabijam się na niego. Moje ruchy są pełne, koliste. Niemal zsuwam się z penisa. Czuję, jak moje wargi trzepoczą niczym motyle skrzydła. Stopniowo przyspieszam. Ruchy stają się płytsze. Głowę mam odgiętą do tyłu tak bardzo, jak to tylko możliwe. On pewnym ruchem chwyta włosy w garść i mocno ciągnie. Boli. Są jak uzda. Niewolą mnie. Za ich pomocą zmusza mnie do uległości. Kieruje mną.

Dochodzę, kiedy czuję, jak palce drugiej ręki wbija w moje biodro. Pulsuję na nim. Całym moim ciałem wstrząsają spazmatyczne skurcze. Świat zachodzi ciemnością. Kurczy się do wielkości ziarnka grochu, a potem eksploduje w wielkim wybuchu. W wybuchu gorącej spermy zalewającej moje wnętrze. Opadam bez sił. Spełniona.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nic dodać nic ująć, 5/5 przede wszystkim za pomysłowość i erotykę na naprawdę wysokim poziomie!

Oj, męczysz tych Czytelników, Aniu, męczysz. Ale takie jest życie, czasem uda się coś wcielić w czyn, częściej jednak musimy poprzestać na marzeniach. Smutne lecz prawdziwe. Bohaterka też musi przez to przejść.
Swoją drogą ciekaw jestem, ile zajęło Ci pisanie tej powieści i jak Ci szło, jak i kto Cię wspierał. Chętnie bym poczytał o kulisach tworzenia, jeśli znajdziesz czas i chęć, aby się z nami podzielić 🙂
Uśmiechy,
Karel Godla

Karelu, w zasadzie niewiele tu do opowiadania. Ludzką seksualnością i jej różnorakimi przejawami interesuję się od zawsze, można powiedzieć, że to moje hobby 😉

Całe „Odkrywając siebie” powstało w niespełna trzy miesiące, pisałam je w króciutkich rzutach. Większość części oddzielonych gwiazdkami powstawała na raz, jedynym bodaj wyjątkiem jest (uwaga: spoiler ;)) wywiad, który Gabi prowadzi z Michałem. Pisanie było moją odslocznią, bo w zasadzie pilnowałem wtedy panów robiących remont. Do klawiatury siadałem wiedząc co chcę napiasć i próbując zrobić to możliwie jak najszybciej, żeby zdążyć zanim potrzebna będzie kolejna interwencja. Zwykle do pisania potrzebuję ciszy i spokoju, wtedy wyjątkowo pisanie stało się formą odreagowania. Może stąd znęcanie się nad czytelnikami 😉

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Wow! Taki tekst popełniłaś w zaledwie trzy miesiące? I to napisany od niechcenia, w przerwach między sprawowaniem czujnego nadzoru nad partactwem rodzimych fachowców, co jest wymagającym i stresogennym zajęciem. Pozazdrościć sprawności.
W tej sytuacji łaskawszym okiem można spojrzeć na Twój „sadyzm” w stosunku do Czytelników. Wynik odreagowania.
Uśmiechy, Aniu
Karel Godla

Czasem wbrew, pisze się lepiej, niż kiedy wszystko sprzyja 😉

Dobry wieczór,

zaiste, igrasz sobie z Czytelnikami, Aniu. Sugerujesz, że już, już, akcja ruszy z kopyta – a potem bohaterka ponownie zanurza się z toń marzeń i fantazji. Skoro jednak są to fantazje tak smakowite, nie sposób się na nią gniewać, że poprzestaje w ich bezpiecznej sferze. Tuszę jednak, że w końcu poza nie wykroczy.

Dobry rozdział, choć fabularnie to wciąż „rozstawianie pionków na szachownicy”. Czy może raczej, w grafiku pracy w „Centrum Dowodzenia” 😀

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Aleksandrze, a czy przypadkiem w życiu też nie jest tak, że więcej myślimy o seksie niż go uprawiamy? 🤔

Touché! 😀

Ufff… a się gorąco zrobiło! Świetne opowiadanie, doskonały warsztat, no i erotyka na najwyższym poziomie. Nic dodać, nic ująć – majstersztyk.
Pozdrawiam i zapraszam do siebie 🙂

A ja ostatnio czytałam artykuły jak podniecić faceta ale opowiadanie rozbudziło moje zmysły erotyczne 🙂

Napisz komentarz