Optyka (SheWolf) 3.97/5 (25)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 21 minut/-y    

Holger Wirth, “Portrait of two emotional women”, CC BY-NC-ND 2.0

ŚRODA

Zaczęła wcześnie rano. Było ciepło, rześko i słonecznie. Wczesna wiosna. Magazyn opuściła około siódmej. Małym samochodem dostawczym Gośka pojechała do pierwszego klienta. Wysiadła i wypakowała towar. Wzięła dokumenty i poszła w stronę wejścia na zaplecze. Przystanęła i rozejrzała się dokładnie. Zerknęła na zegarek. Dochodziła ósma. Zrobiło się zupełnie jasno. Odetchnęła głęboko i zapukała.

Drzwi powoli się otworzyły. Zamarła. Nie tego się spodziewała.

– A to pani – odezwał się piskliwy głos, zupełnie niepasujący do zwalistego mężczyzny.

– Tak, przywiozłam towar. Jest Natalia? – Starała się nie okazać niepewności i zaskoczenia.

– Nie ma. Wczoraj rzuciła pracę. Totalnie nieodpowiedzialna. Ja przyjmę towar, proszę o dokumenty. – Mężczyzna wyciągnął dłoń po plik kartek.

Podała je nazbyt energicznie. Przyjrzał się badawczo. Wbiła w mężczyznę wzrok z taką intensywnością, że zachłysnął się powietrzem. Jego uśmiech niczym grymas odbity w krzywym zwierciadle.

– Wszystko się zgadza, proszę tutaj podpisać. – Wskazała palcem miejsce, wbijając ponownie wzrok w mężczyznę.

Zerknął jeszcze raz na towar stojący przy drzwiach i na listę. Podpisał szybko. Wzięła je, niemal wyrywając z jego tłustych rąk. Oddała mu kopię i ruszyła w stronę samochodu.

Szła na chwiejnych nogach. Oparła się o maskę, oddychając głęboko. Chciała krzyknąć, ale nie dała rady. Poczuła jakby nagle znalazła się w potrzasku twardych ramion, tych, których szczerze nienawidziła. Wrażenie to wprawiło ją w niemal histeryczny stan. Nagłe uderzenie gorąca. Zamarła. Gdy wewnętrzny ucisk zależał, wzięła głęboki wdech i wolno wypuściła powietrze. Wąska strużka potu ściekała po plecach. Mimowolnie zacisnęła pięści. Zamknęła oczy. Stała tak kilka minut, nie wykonując żadnego ruchu, całkowicie pogrążona w przeżyciach których nie potrafiła nazwać.

Ze stagnacji wyrwał ją dźwięk przychodzącego połączenia.

– Gośka, gdzie jesteś? Czekamy na towar od godziny – głos w telefonie, wyraźnie zdenerwowany, przywołał ją do pionu.

– Za pięć minut będę – rzuciła szybko do słuchawki, wsiadając do samochodu.

Wewnętrzne rozedrganie stopniowo ustępowało. Nabrała powietrza i po chwili wypuściła je bardzo wolno, wciskając pedał gazu do oporu.

***

– Pani Małgorzato – głos syna szefa wybił ją z zamyślenia nad plikiem dokumentów.

Zerknęła na zegarek, dochodziła piętnasta, zaraz miała kończyć pracę. Rozwiozła cały towar, chociaż zajęło jej to nieco więcej czasu niż zwykle.

Czego ten palant chce? – pomyślała.

Gorączkowo zastanawiała się, czy nie zrobiła nic głupiego. Czasami zdarzały jej się momenty odrealnienia, podczas których nie do końca ufała własnym czynom.

– Pani Małgorzato – powtórzył, stając za nią. Zbyt blisko, jak na jej gust. Nienawidziła pełnego imienia, kojarzyło się jej z ciotką, starą zrzędliwą i wiecznie narzekającą babą.

– W czym mogę pomóc szefie? – odpowiedziała, siląc się na jak najbardziej przyjazny wyraz twarzy, chociaż miała ochotę przywalić temu bucowi prosto między oczy. Odkąd przejął po ojcu zarządzenie firmą, wydawało mu się, że jest bogiem i wolno mu wszystko. Doskonale wiedziała, że lubi podporządkować sobie ludzi, straszyć, manipulować. Kobiety traktował jak worek na spermę. Gośka nie dała się omamić wątpliwym wdziękom, co stanowiło dla niego wyzwanie. Nieważne, że nie była w jego typie, miała się słuchać.

– Od poniedziałku będziesz miała drugą zmianę za Marka – oznajmił, oblizując obleśnie usta.

– Ale… szef przecież wie, że nie mogę pracować na drugą zmianę, mam to w papierach od samego początku. Pana ojciec wiedział i nigdy nie zmieniał mi godzin – przybrała niemal błagalny ton. Nienawidziła płaszczyć się i prosić o cokolwiek, ale nie miała wyboru.

– To wyjątkowa sytuacja. Chodzi tylko o trzy dni. – Jego spojrzenie było pełne dzikiej satysfakcji. Miał poczucie, że zagnał Gośkę w kozi róg. Zbliżył się jeszcze bardziej, tak, że kobieta oparła się pośladkami o biurko. Położył dłoń na blacie. Czuła oddech śmierdzący przetrawioną kawą i papierosami.

– No, chyba że… dogadamy się jakoś inaczej… – zniżył głos i ponownie oblizał usta.

Doskonale wiedziała, że nie odpuści. W firmie pracowało tylko pięć kobiet, ale dotąd była pewna, że do niej się nie zbliży. Gustował raczej w wysokich, długonogich i szczupłych. Gośka była typem chłopczycy. Krótkie, ciemne włosy wygolone po bokach i coś na kształt irokeza. Ubierała bojówki albo luźne dżinsy. Zwykle miała też czarny, obcisły T-shirt i na górę koszulę. Nosiła okulary. Ciało zaokrąglone w niektórych miejscach. Niebiesko-lazurowy kolor oczu, z których była naprawdę zadowolona.

Gdyby nie sytuacja, w jakiej się znajdowała, szef już dawno dostałby kopniaka w wątpliwe klejnoty. Nie mogła myśleć tylko o sobie. Nie w tym momencie.

– Dobrze szefie, zastąpię Marka przez te trzy dni – odpowiedziała stanowczo, nie odrywając wzroku od mężczyzny. – A teraz przeproszę, ale muszę już iść. Zostawiam dokumenty na biurku, jak zwykle. – Wyprostowała się, odłożyła papiery i ruszyła do wyjścia. Doskonale wiedziała, że to dopiero pierwsza runda, ale teraz zajmowało ją inne zmartwienie. Przez cholerną wadę wzroku, Gośka miała ogromny problem z prowadzeniem samochodu po zmroku. Już dawno powinna wymienić okulary na nowe.

Teraz jest okazja – pomyślała, wykręcając numer Olki.

– Gośka, umówiłam cię do Kasi na jutro, ale dopiero po siedemnastej. Przyjmie cię już po zamknięciu zakładu – powiedziała Olka, oddzwaniając z informacją.

– Życie mi ratujesz kobieto, dzięki. Mam tylko nadzieję, że wyrobi się z tym do poniedziałku – westchnęła nerwowo, ściskając dłonią kierownicę. Dojechała na miejsce, gdy Olka oddzwoniła.

– Powiedziała, że o ile nic nadzwyczajnego nie wyskoczy, wyrobi się ze wszystkim. Mówię ci, ona jest mistrzem w swoich fachu – zachwalała Olka.

– Jeszcze raz dzięki. Muszę kończyć. Trzymaj się – pożegnała się szybko, wysiadając z auta.

Słońce mocno grzało. Wystawiła twarz w jego stronę i mocno westchnęła. Po chwili ruszyła w kierunku budynku. Już na nią czekał.

***

– Mamo, proszę cię, to tylko trzy dni. Nie mam go z kim zostawić, przecież wiesz. – Gośka była wściekła, że musi prosić matkę o pomoc. Jakieś dwa lata temu wykrzyczała jej w twarz, że nigdy tego nie zrobi. Matka od zawsze była przeciwna związkowi z Leszkiem, ojcem jej synka. Miała rację, ostrzegając córkę, ale Gośka nigdy tego nie przyznała. Była zbyt dumna.

– Dobrze, ale robię to tylko dla Michałka, żeby nie tułał się po jakiś twoich dziwnych koleżankach – odpowiedziała matka z nutą obrzydzenia i satysfakcji.

– Dziękuję mamo. – Gośka rozłączyła się pospiesznie.

Matka wszystko krytykowała. Szkołę, znajomych, studia, miłość. Zawsze coś jej nie pasowało. Potrafiła skutecznie odstraszać ludzi otaczających córkę. Potępiać i obrażać Gośkę przy innych. Wiedziała, że nigdy nie stanie się dość dobrą córką. Gdy związała się z Leszkiem, liczyła, że ucieknie od matki i będzie miała swoją własną rodzinę. Kolejne siniaki przykrywała, udając szczęśliwą. Tak bardzo chciała kogoś mieć. Była ślepa. Za wszelką cenę próbowała coś udowodnić. Gdy zaszła w ciążę, Leszek się wściekł. O mało nie zakatował jej na śmierć. Matka wtedy pomogła, ale na każdym kroku dawała do zrozumienia, że miała rację i że Gośka jest i będzie zależna od niej. Kobieta poprzysięgła sobie, że gdy urodzi syna, poradzi sobie sama. Była twarda i silna. Nie poddawała się łatwo. Po porodzie wyprowadziła się od matki. Od tamtego czasu spotykała się z nią sporadycznie, bo mimo wszystko chciała by Michaś miał babcię. Teraz musiała schować dumę do kieszeni. Matka rzadko zostawała z Michałkiem, ale nie było wyjścia. Nie może stracić pracy.

Zasypiała zmęczona emocjami, stresem. Drobne ciało synka, do którego mogła się przytulić, dodawało jej sił, wyciszało. Dla niego była w stanie sprzedać duszę diabłu. Dla niego zrobiłaby wszystko. Wszystko…

CZWARTEK

Dzień podobny do każdego innego. Rano magazyn, później stała trasa z małymi odstępstwami, klienci ci co zwykle. Powrót na magazyn i papierkowa robota. Tego dnia Gośkę czekała jeszcze wizyta u optyka. Te cholerne okulary spędzały jej sen z powiek. Nie miała na ten cel zbyt dużych funduszy, a już z pewnością nie miała ochoty chodzić po lekarzach czy ich pochodnych. Gdyby nie sytuacja, pewnie nie wymieniłaby okularów przez najbliższych kilka lat. Wiedziała, że to nieodpowiedzialne, ale nie potrafiła się zmobilizować do zadbania o siebie i swoje zdrowie, jeśli ono nie szwankowało.

O szesnastej odebrała synka z przedszkola i zawiozła do koleżanki. Na szczęście zgodziła się z nim zostać dwie godziny. Bo ile może trwać badanie i dobór oprawek? Gośka nie chciała prosić matki. Wystarczyło, że już musiała schować dumę do kieszeni by zgodziła się na te trzy popołudnia.

Gdy odstawiła synka do koleżanki, pojechała prosto do optyka. Dochodziła siedemnasta. Zaparkowała samochód w jednej z bocznych uliczek. Centrum miasta powoli pustoszało. Ludzie zamykali biura i zakłady usługowe. Ledwie kilka sklepów było jeszcze czynnych. Zaczęły tworzyć się korki. Gosia zastanawiała się, dlaczego pani optyk przyjmuje po godzinach. Czyżby nie miała rodziny? Uświadomiła sobie, że być może zabiera jej prywatny czas. Szła wolnym krokiem, przyglądając się pędzącym ludziom. Wspomnienia i myśli same zaczęły kreślić twarz Natalii, gdzieś na granicy jawy i snu… Jej zraniony mózg wyświetlał obraz. Bez umiaru, obsesyjnie, nie zważając na nic. Jakby chciał ją zatruć. Bardzo się polubiły. Wręcz zaprzyjaźniły. Spędzała mnóstwo czasu na zapleczu sklepu, w którym pracowała. Czasami wracając z trasy jechała do Natalii, żeby ją odebrać i odwieź do domu. Nie pamięta, jak i kiedy, ale poczuła do niej coś więcej niż zwykłą sympatię. Zaczęła niewinnie fantazjować o dotykaniu jej i pieszczeniu. Gośka wiedziała, że Natalia ma męża. Miała wrażenie, że przełamuje jakieś niewidzialne tabu. Często się przytulały, czasami zbyt długo. Początkowe pocałunki w policzek, niepostrzeżenie zmieniły się na całusy w usta i stały nieodzownym elementem ich powitania i pożegnania. Raz, jeden jedyny raz, podczas ostatniego spotkania ten całus stał się czymś więcej. Niesione namiętnością zapomniały się na moment. Gośka czuła, że podniecenie rozsadza jej trzewia. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek kobieta może na nią tak silnie zadziałać. Chciała więcej. Chciała bardziej. Ten pocałunek był ostatnim. Natalia zniknęła. Bolało, ale Gośka wiedziała, że to nie miało przyszłości. Była twarda. Nie pozwoli się złamać zranionemu sercu.

Stała przed schodami. Prowadziły w dół. Salon optyczny znajdował się w podziemiach. Kraty w oknach, bramka na kłódki. Im niżej, tym ciemniej. Gośka lubiła takie klimaty. Zeszła powoli i nacisnęła klamkę. Zza biurka przywitała ją kobieta o tak zniewalającym uśmiechu, że zabrakło jej tchu w piersiach.

– Z pewnością pani Małgorzata – powiedziała właścicielka, patrząc kobiecie prosto w oczy.

Gosia zamknęła za sobą drzwi, a pani optyk ruszyła w jej kierunku.

– Wystarczy Gośka – odpowiedziała, czując dziwy wstyd i zmieszanie. Kobieta podeszła i wyciągnęła dłoń.

– A więc Kaśka. – Pani optyk uścisnęła jej dłoń. Miała pewny i stanowczy uścisk, ale było w nim coś z delikatności. Gośka czuła się skrępowana. To pewnie przez Natalię, przez to, że na moment zatonęła we wspomnieniach.

– Zamknę drzwi na klucz, żeby nikt już nie wchodził. Ludzie wiedzą, że pracuję po godzinach i wykorzystują ten fakt. Nie będzie ci to przeszkadzać? – Nie czekając na odpowiedź, przekręciła klucz i opuściła roletę, odgradzając je szczelnie od świata zewnętrznego.

Salon składał się z dwóch pomieszczeń dostępnych dla klientów. Pierwsze do którego się wchodziło było obszerne. Mnóstwo szafek z oprawkami, lustra i po prawej stronie ogromne biurko właścicielki, na którym leżał stos dokumentów, katalogów i innych rzeczy. Gośka odniosła wrażenie, że właścicielka spędza tutaj mnóstwo czasu. Po lewej stronie znajdował się stoliczek, kilka krzeseł oraz kącik dla dzieci. Na wprost od wejścia, za przesuwnymi drzwiami, mieścił się pokój do badania i doboru szkieł. Mimo usytuowania w podziemiu było przytulnie.

– Zapraszam cię tutaj. – Właścicielka zaprowadziła Gosię do drugiego pomieszczenia i wskazała krzesło, na którym ta usiadła.

Pani optyk usadowiła się po drugiej stronie i kazała Gosi oprzeć brodę i przyłożyć czoło do urządzenia, które po krótkiej chwili określiło z jaką wadą miały do czynienia. Następnie usiadła na innym krześle i zabrały się za dobór odpowiednich szkieł. Właścicielka była bardzo skupiona na swojej pracy, ale otaczała przy tym Gosię opieką. Uspokajała, gdy ta nie potrafiła czegoś odczytać lub określić. Kładła Gosi dłoń na ramieniu, uśmiechała się przyjaźnie. Przy każdej zmianie szkieł, patrzyła swojej klientce głęboko w oczy. Gosia doskonale wiedziała, że to jej zawód, że patrzenie w oczy należy do jego nieodzownych elementów, ale i tak w pewnym momencie poczuła przyjemne mrowienie. Rozchodziło się miarowo. Pani optyk była piękną, dystyngowaną, ale również zadziorną kobietą po czterdziestce. Miała krótkie włosy w kolorze miedziano-rudym i okulary w grubych pomarańczowych oprawkach. Świetnie zadbaną cerę. Niebieskie oczy, które potrafiły przejrzeć człowieka na wylot. Była wyższa od Gosi i raczej normalnej budowy. Piersi mniejsze, ale kształtne odznaczały się pod tuniką. Do tego zgrabny tyłek opięty czarnymi legginsami. Dłonie rzemieślnika akcentowały pracowitość szorstkością, drobnymi bliznami i bardzo krótkimi paznokciami. I ten uśmiech. Gosia była pewna, że niejedna osoba mogła zakochać się w samym uśmiechu.

Badanie nadal trwało, ale w pewnym momencie Gosia zaczęła się zatracać w rejestrowaniu innych bodźców. Zapach skóry właścicielki salonu, jej dotyk przy zmianie szkieł, uśmiech i spojrzenie. Gosia już nie uciekała wzrokiem, a wpatrywała się równie intensywnie. I ten szept. Dlaczego szeptała? To pobudzało bardziej niż stado nagich kobiet. Szept i spojrzenie w oczy. Pani optyk dłonią poprawiła Gosi oprawki, a opuszki jej palców musnęły policzek. Gosia wstrzymała oddech na kilka sekund. Pani optyk uśmiechnęła się i odeszła na bok.

– I jak teraz? – zapytała. Głos jej nieznacznie zadrżał. Obie czuły, że atmosfera zrobiła się elektryzująco gęsta.

– Poprzednie szkło było lepsze, widziałam wyraźniej – Gosia odpowiedziała, walcząc z kłębiącymi się emocjami.

Właścicielka wyjęła szybkim ruchem szkło i ponownie włożyła poprzednie.

– Teraz? – zapytała twardo i stanowczo.

– Idealnie. – Gosia straciła rezon. Taka nagła zmiana? Co się stało? Przecież wyraźnie wyczuwała, że prowadzi z nią tę nieuchwytną grę. A może znów się pomyliła? Może znów nadinterpretowała zwykłe, profesjonalne zachowanie? Może doszukiwała się czegoś tam, gdzie niczego nie było?

– No dobrze, więc szkła mamy dobrane. Teraz czas na oprawki – słowa były teraz miękkie i przyjemne.

Zdjęła Gosi okulary. Spojrzała przyjaźnie w oczy i poprawiła kosmyk włosów, który wymknął się przy zdejmowaniu oprawek. Zadrżała. Ten gest raczej wykraczał poza standardowe zachowanie profesjonalisty.

Pani optyk usiadła za biurkiem, żeby zanotować wszystkie niezbędne informacje potrzebne do zrobienia szkieł. Gosia stała przed wielkimi regałami z oprawkami. Czuła, że ciało reaguje nazbyt emocjonalnie, starała się uspokoić i wyciszyć. Wpatrywała się beznamiętnie w regały i nie potrafiła skupić na wyborze czegokolwiek. W pewnym momencie ogarnęło ją ciepło za plecami. Spojrzała w lustro i zauważyła panią optyk. Stała zdecydowanie zbyt blisko, jej oddech muskał szyję. Ich spojrzenia spotkały się w odbiciu. Gośka zaczęła szybciej oddychać i gubić się w swoich emocjach. Nie chciała się zdradzić. Nie chciała zrobić z siebie idiotki. Zaczynała się zastanawiać, czy to podniecenie, czy raczej lęk, że zacznie w niej wzbierać.

– Wybrałaś coś? – Pani optyk przebiła ją świdrującym spojrzeniem. Nie uśmiechała się teraz, ale nie przestała ani na moment patrzeć na Gosię. Przysunęła się jeszcze bliżej, tak że poczuła na sobie delikatny dotyk jej ciała. Myśli szalały w głowie, ale Gosia nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Gardło miała ściśnięte.

Do tej pory nie odczuwała strachu, ale teraz niepewność zaczynała ją obezwładniać. A może to nic, prócz dziwnego podniecenia?

Pani optyk przywarła ciałem do pleców Gosi i sięgnęła przez jej lewe ramię do regału. Wyjęła oprawki i podała oniemiałej kobiecie.

– Przymierz. Będą idealnie pasowały do twojej ślicznej buzi. – Uśmiechnęła się i odeszła.

Gośka stała jak sparaliżowana. Na moment straciła optyczkę z oczu. Założyła oprawki. Pasowały idealnie. Odwróciła się i spojrzała na panią optyk. Opierała się pośladkami o blat biurka, krzyżując nogi. Patrzyła tak, jakby kobieta była obiektem przeznaczonym do oceny. Odkrywała ją, kawałek po kawałku, śledząc wszystkie krzywizny.

– Podejdź tu – padł stanowczy rozkaz.

Gosia ruszyła na drżących nogach w jej kierunku. Nie wiedziała, co się właśnie dzieje. Dlaczego czuła się w ten dziwnie podniecający sposób? Dlaczego twardo stąpająca po ziemi, wygadana, pyskata wręcz, robiła teraz to, co kazała jej ta kobieta? Dlaczego czuła się przy niej taka mała i bezbronna?

– Wiedziałam, że będą pasowały. – Uśmiechnęła się czule. Wstała i obeszła Gosię jak eksponat. Chwilę później przysunęła się do jej pleców, delikatnie objęła dłońmi i zaczęła zsuwać je w dół, zatrzymała na biodrach i przylgnęła mocniej całym ciałem. Gosia przymknęła na moment oczy. Poczuła narastającą błogość.

– Oprzyj się o biurko, muszę zaznaczyć rozstaw twoich źrenic – wyszeptała wprost do ucha klientki. Gosia zareagowała natychmiast. Pomyślała, że gdyby kazała jej się rozebrać, też zrobiłaby to bez zastanowienia. Nadal nie wiedziała, co się właściwie dzieje, ale gra z panią optyk zaczęła się Gosi bardzo podobać. Czuła ogromne podniecenie i wilgoć między udami. Oparła się pośladkami o blat biurka i podparła dłońmi. Tak samo, jak przed momentem właścicielka salonu. Rozstawiła szeroko nogi, a pani optyk stanęła między nimi. Górowała nad Gosią. Milczała, przyglądając się z tej niewyobrażalnie bliskiej odległości. Ciepły oddech muskał wargi. Zaznaczała coś na szkłach. Gośka spojrzała w jej piękne, niebieskie oczy. Teraz wydawały się szare i tajemnicze. Przez chwilę zastanawiała się, czy ją pocałować, spenetrować wnętrze ust. Zaczęła jednak od położenia ręki na jej pośladku. Jak gdyby nigdy nic. Uśmiechnęła się. Zaryzykowała, ale przecież nie miała nic do stracenia.

Pani optyk odłożyła flamaster i uśmiechnęła się zadowolona. Odwróciła się do niej plecami i odeszła kilka kroków. Wpatrywała się chwilę w przestrzeń przed sobą, po czym przeczesała palcami miedziane włosy i energicznie podeszła do Gosi, złapała za biodra, zmuszając, by usiadła na blacie biurka. Zatrzymując się między nogami, wisiała nad nią kilka sekund, opierając się tuż obok twarzy. Czuła pod sobą jej ciało niezwykle wyraźnie. Szalone bicie serca. Przesunęła raptownie dłonią od uda, przez brzuch i piersi – aż do podbródka. Chwyciła go mocno palcami i odcisnęła na jej wargach intensywny pocałunek.

Gosia czuła, że pożądanie przejmuje kontrolę. Zatraciła się w miękkości ust pani optyk, w ściskaniu jej pośladków i przyciąganiu ich do siebie. Pragnęła dotykać jej skóry, kosztować każdy fragment ciała, rozkoszować się zapachem i delikatnością. Pani optyk, Katarzyny.

Właścicielka spojrzała jej w oczy, jakby próbowała z nich coś wyczytać. Zmyśliła się na chwilę, nie spuszczając wzroku.

– Jutro o tej samej porze. Okulary będą gotowe – powiedziała spokojnie, jakby przed momentem nic się nie wydarzyło, jakby jej język nie penetrował ust Gośki, jakby ich piersi nie ocierały się o siebie wzajemnie, drażniąc sutki przez materiał.

– Oczywiście pani prezes, będę. – Sarkastyczna odzywka trochę zbiła z pantałyku panią optyk.

Gośka zeszła z biurka i ruszyła w kierunku drzwi wyjściowych. Zatrzymała się na moment, ale nie miała odwagi się odwrócić.

Biła się z myślami całą noc. To nowe doświadczenie zaskoczyło ją intensywnością. Nie miała pojęcia, że można tak silnie pożądać kobiety. Wiedziała, że to będzie jednorazowa przygoda. Fantazjowała całą noc o ustach pani optyk, o jej piersiach i soczystym zwieńczeniu ud. Marzyła już tylko by móc znów tam pojechać.

Nad ranem wyczerpana usnęła na moment. Śniła o niej…

PIĄTEK

Pani Optyk

Katarzyna była wyjątkowo zmęczona. Czasami zastanawiała się po co kupowała mieszkanie na drugim końcu miasta. Z powodzeniem mogła zaadoptować dwa pomieszczenia pracowni na mieszkanie. I tak przesiadywała tu po kilkanaście godzin, czasami nawet nocowała. Od samego rana towarzyszyło jej zbyt wiele emocji, nie nawykła do tego. Jej zachowanie wobec Gośki i ta potrzeba zbliżenia się. Ten pocałunek. Nie powinna była tego robić. Nie powinna była na to pozwolić. Nie potrafiła stwierdzić, dlaczego akurat do niej, akurat teraz. Zaczęła igrać z nią właściwie od wejścia. W tej dziewczynie było coś inspirującego. Westchnęła, szlifując szkła. Zamknęła na chwilę oczy. Już sama gra okazała się czymś niezwykle podniecającym. Wewnętrzna walka dziewczyny uwidaczniała się w spojrzeniu, mimice i reakcjach ciała. To ją zdradzało i jeszcze bardziej podniecało. Początkowa bierność, a następnie zwrot i aktywna odpowiedź na pobudzenie. Dłonie, które chwyciły za pośladki sprawiły, że poczuła satysfakcję. W końcu Gosia połknęła haczyk, a optyczkę zaskoczyło jak młoda kobieta całuje. Nie spodziewała się, że równie intensywnie zareaguje na usta tej obcej dziewczyny. Mogła sobie jedynie wyobrazić, co stanie się dalej. To nie pierwsza kobieta w życiu pani optyk, ale żadna dotąd nie zadziałała w taki… osobliwy sposób. Gosia… przykuwała wzrok i pochłaniała całą uwagę. Dotąd relacje Katarzyny nie obejmowały głębokiej zażyłości uczuciowej. Zero miłości. Zero tęsknoty. Znów westchnęła. Miała wrażenie, że teraz wszystko będzie inaczej…

Gośka

Działała niczym w transie. Była nakręcona. Spała raptem dwie godziny, a pobudzenie rozsadzało wręcz od środka. Myślała tylko o niej. Nerwowo spoglądała na zegarek, jakby mogło to przyspieszyć upływ czasu.

Ogarnęła ją dziwna słodycz, dziwne napięcie, które musiała natychmiast rozładować.

Bardzo tego chciała. Czuła, że budzi się w niej wszechogarniające pożądanie. Nawet delikatny powiew wiatru drażnił zmysły. Wyobraźnia zaczęła podsuwać tak lubieżne obrazy, że się zawstydziła i na moment otrzeźwiała.

Omiotła wzrokiem okolicę. Czteropiętrowe bloki, zielone skwery poprzecinane szarymi ścieżkami, równo zaparkowane samochody, place zabaw, trzepaki. Sklepiki. No i ten gwar, ruch, wieczny hałas. Miała wrażenie, że tego nie słyszy. Tylko szept. Cichy głos pani optyk w głowie. Szczególnie ten charakterystyczny dźwięk, który wbijał się głęboko i potem rozchodził po całym ciele, zatruwając niepokojem i żądzą.

Jechała do pracowni. Zwolniła, zerknęła na zegarek. Jeszcze pół godziny. Wrzuciła kierunkowskaz i skręciła w lewo, zjeżdżając tym samym z szosy. Z głośników płynęło My life is going on, urocza, seksowna piosenka. Minęła sklep, parę domów i znów skręciła w lewo. Znalazła się na drodze gruntowej, ciągnącej się wzdłuż rozległych pól uprawnych, a potem przez las. Po dwóch, trzech minutach zatrzymała się. Wysiadła i wciągnęła w płuca świeże powietrze. Mimowolnie uśmiechnęła się. Stała chwilę w bezruchu napełniając się drganiami płynącymi z wnętrza. Przygryzła wargi.

To będzie niezapomniana chwila, pani prezes – pomyślała z nieukrywaną radością.

Wsiadła do samochodu i ruszyła prosto do pracowni. Już za moment, już za chwileczkę…

Stała przed drzwiami wejściowymi. Przez szybę widziała Katarzynę. Wypełniała jakieś dokumenty, całkowicie pochłonięta pracą. A przynajmniej takie robiła wrażenie. Pani optyk miała na sobie białą koszulę i grafitowy kostium. Gdy podniosła wzrok na Gośkę, uśmiechnęła się, oblizując nieznacznie usta.

Wstała i ruszyła w kierunku klientki. Gośka weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. Stała chwilę oniemiała, widząc panią prezes w całej okazałości. Wyglądała dostojnie i elegancko. Rozpięty guzik koszuli delikatnie odsłaniał koronkę biustonosza. Kroczyła pewnie, Gośka tymczasem straciła całą swoją odwagę i hardość. Była zła na siebie, że tak łatwo ulega urokowi tej kobiety. Katarzyna podeszła do drzwi, wymijając Gośkę i zamknęła je na klucz, opuściła też roletę.

– Chodź ze mną. Okulary są gotowe, ale musimy je jeszcze dopasować – powiedziała stanowczo i ruszyła w stronę korytarza, w którym Gosia wczoraj nie była. Troje drzwi. Jedne oznaczone jako łazienka. Wchodząc do pomieszczenia za trzecimi, ujrzała cały warsztat pani optyk.

Katarzyna wzięła okulary, zdjęła Gosi te, które miała na sobie i założyła nowe. Dotykała twarzy, poprawiając je. Gosia chwyciła oprawki i ułożyła wedle uznania. Patrzyły sobie głęboko w oczy.

– Tak myślałam, trzeba jeszcze przygiąć odrobinę – powiedziała właścicielka salonu i zdjęła Gosi okulary. Podeszła do maszyny i manewrowała przy niej. Kobieta przez chwilę tylko się przyglądała.

Podnieca nas to, co podniecać nie powinno – pomyślała.

Taki widok wprawiał ją w dobry nastrój. Mogłaby godzinami patrzeć, jak zgrabnie porusza się między maszynami. Spacerowała po pracowni, wśród tych wszystkich dziwnych rzeczy i napawała się chwilą.  Miła, bezpieczna przystań. One dwie. I świadomość, że nikt nie wie, co będzie dalej. Podniecenie i frustracja wywołana faktem, że Katarzyna zachowuje się, jakby nic dotąd się nie wydarzyło. Zwierzęce odruchy porażały Gosię zupełnie. Nie spodziewała się.

Katarzyna podeszła i założyła jej ponownie okulary. Poprawiła nieznacznie i wskazała ogromne lustro po drugiej stronie pomieszczenia. Sama usiadła na kanapie. Gosia przyglądała się odbiciu. Okulary pasowały idealnie, miały zadziorny charakter. Czarne oprawki podkreślały jej lazurowo-błękitny odcień oczu, przez co ciemna obwódka wokół tęczówki uwidaczniała się jeszcze bardziej. Zauszniki tworzyły biało-czarną spiralę. Twarz stała się poważna, ale również bardziej wyrazista i co najważniejsze, widziała w nich doskonale. Na przykład to, że właścicielka przygląda się jej bez przerwy.

Katarzyna spojrzała na Gosię zmysłowo. Wstała, podeszła, ujęła jej twarz w dłonie i pocałowała tak delikatnie i rozkosznie, jak nikt nigdy. Kilka chwil później odsunęła się odrobinę i westchnęła, po czym usiadła ponownie na kanapie. Gosia stała oniemiała, natomiast optyczka siedziała zadowolona z siebie. Jakby bawiło ją to wszystko. Jakby grała w jakąś wymyśloną grę, tylko nie poinformowała innych uczestników o jej zasadach.

– Podejdź do mnie Gosiu. – Szept ponownie rozognił pożądanie. Ruszyła, podporządkowana słowom kobiety niczym kierowana niewidzialną ręką marionetka.

– Zdejmij okulary, nie chcemy chyba ich uszkodzić. – Katarzyna uśmiechnęła się szelmowsko i wskazała miejsce na stole, obok maszyny.

Gosia odłożyła je ostrożnie i podeszła. Stanęła naprzeciw kobiety wygodnie usadowionej na kanapie, która właśnie założyła nogę na nogę i spokojnie obserwowała swoją klientkę. Gosia miała wrażenie, że jest oceniana jak jakiś cholerny eksponat. Emocje rozlewały się po całym ciele, zaczęły wzbierać. Narastający niepokój mieszał się z ekscytacją i pożądaniem. Myślała, że zaraz weźmie udział w niebezpiecznym eksperymencie. Już miała się odezwać, gdy Katarzyna wstała i zdjęła marynarkę. Podeszła bardzo blisko.

Położyła dłonie na ramionach Gośki i łapiąc za koszulę, zdjęła ją, szybkim ruchem. Dotykała teraz nagich ramion, ponieważ pod spodem był jedynie czarny top. Przesunęła dłonie nieco w górę, by po chwili zmienić kierunek i położyć je na pośladkach. Popatrzyła jakoś inaczej, jakby się zastanawiała, jakby szukała przyzwolenia.

Gosia zsunęła swoje ręce na jej dłonie i docisnęła mocniej. Przyzwolenie. Poczuła, że pani optyk zadrżała. Westchnęła. Jej wyraz twarzy pytał: co ja teraz mogę z tobą zrobić? A mogła wiele. Czy zdawała sobie z tego sprawę? Nie zabrała rąk. Delikatnie musnęła usta Gosi, najwyraźniej nadal coś rozważając. Gosia odpowiedziała tym samym. Ich usta wpadły w szaleńczy wir, nie zamierzając przestać. Wciągnęła powietrze, oparła młodą o drzwi. Palce szaleńczo penetrowały zakamarki ciała Gośki. Pocałunki stały się żarliwsze, mocniejsze. Przepełniało je pragnienie. Gdy poczuła usta pani optyk na swojej szyi, zamruczała cicho z zadowolenia. Pocałunki zsunęły się na piersi, palce wplotły we włosy.

To był ten moment, ta chwila, straciły możliwość odwrotu. Krew wrzała. Pragnęła tylko jej. Oddać się i posiąść jednocześnie. Myśli zaszły mgłą. Mogła skupić się wyłącznie na odczuwaniu. Na odczuwaniu ust Katarzyny, dłoni błądzących coraz śmielej. Obie były jak drapieżniki. Spotkały się w odpowiednim miejscu i czasie. Chciały się wzajemnie posiąść, to było pewne. Tylko która z nich ostatecznie będzie górą? Gośka nie myślała o tym, aby się angażować, nie mogła sobie pozwolić na kolejne rozczarowania, nie mogła ryzykować. Nie była już sama. Zresztą nawet nie przyszło jej do głowy, że mogłaby stać się dla pani prezes kimś więcej. Kimś więcej niż przygodą na jeden raz. Takie kobiety, jak ona nie wybierają takich, jak Gośka. Nie ta liga, nie ten poziom.

Niespokojne myśli przepływały jej przez głowę. Przerwała, kiedy poczuła, że Katarzyna przesunęła palcami po piersiach i brzuchu, aby ostatecznie wsunąć dłoń między nogi. Uśmiechnęła się zadowolona.

Pokierowała dłońmi Gośki, kładąc je sobie na biodrach i spojrzała znacząco. Chciała tego samego. Gosia rozpięła spodnie pani prezes i zsunęła je wraz z majtkami. Przebiegła palcami po smukłych nogach. Koszula wylądowała obok, a Gosi ukazały się piękne, jędrne piersi. Sutki sterczały, prosząc o pieszczotę. Katarzyna ułożyła się swobodnie na kanapie, w rozkroku. Gośka nachyliła się do łechtaczki. Zaczęła pieścić językiem delikatnie i powoli nabrzmiały guziczek. Słysząc, że optyczka szybko oddycha, wsunęła w ociekającą kobiecość palce i zwiększyła nacisk językiem. Była niewyobrażalnie i nieprzyzwoicie mokra. Spijała soki z rozkoszą, sycąc się słodkawym smakiem. Pani prezes – szumiało jej w głowie.

Katarzyna złapała Gośkę za włosy, wskazała kierunek, dociskając twarz. Szarpnęła, aby nie przerywała, więc kobieta przyspieszyła, doprowadzając kochankę na szczyt, wydobywając z jej gardła jęk, a później okrzyk zadowolenia. Katarzyna nie wyglądała na zmęczoną, a na zadowoloną. Nachyliła się w stronę klęczącej kochanki i pocałowała mocno. Ich oczy spotkały w rozognionym spojrzeniu. Optyczka zdjęła z młodej kobiety top i czarny, koronkowy stanik. Ukazał się jej dorodny biust z ogromnymi, ciemnymi brodawkami. Ujęła w dłonie ciężkie piersi i ugniatała. Masowała i szczypała słysząc pełne zadowolenia pomrukiwanie kochanki. Następnie wstała i pociągnęła ją na kanapę. Gosia ułożyła się wygodnie, a pani optyk zdjęła jej spodnie i mokre od wilgoci i podniecenia majtki.  Katarzyna przycisnęła ją lekko swoim ciałem. Była taka miękka, gładka i swobodna. Pachniała mieszaniną jaśminu i róży, z nutką pomarańczy. Orientalny, silny zapach dodający świeżości. Gosi kręciło się w głowie. Czuła jak wszystko w niej wrze. Pragnęła tylko jednego. Spełnienia. Objęły się, kontynuując pocałunek. Dłonie pani optyk drżały, kiedy przeciągała je po ciele kobiety. Gładziła i pieściła delikatnie. Przerywała dosięgnąwszy łechtaczki. Oderwała usta i zaczęła się przyglądać. Z uśmiechem pełnym zadowolenie wepchnęła w młodszą kochankę gwałtownie dwa palce. Gośka wygięła się w łuk i jęknęła. Skupiała się na penetrujących ruchach. Katarzyna uśmiechnęła się nieznacznie i po chwili zsunęła między nogi. Gorący oddech, a zaraz potem delikatny język. Gośka jęczała, kiedy zaczęła kręcić nim kółka dookoła łechtaczki. Bawiąc się. Sprawdzając. Pani optyk wsunęła w nią ponownie palce. Ta intensywność. Chwilę później przestała i ułożyła się ponownie, przylegając do ciała dziewczyny. Jej palce podjęły przerwaną pieszczotę.

– Popatrz na mnie – wyszeptała.

Nie było to łatwe. Palce szybkim tempem to wsuwały się, to wysuwały, przy okazji zawadzając o łechtaczkę. Gosia marzyła tylko o tym, by dojść. Nie potrafiła skoncentrować się na twarzy pani prezes. Jej ruchy były rytmiczne i dobrze wiedziała co zrobić, aby wejść głębiej. Parła na Gośkę całym ciałem. Za grosz delikatności.

– Patrz, powiedziałam! – Ostre słowa na moment przywołały Gośkę do rzeczywistości. Spojrzała w rozognione i dzikie oczy Katarzyny. Była niczym zwierz pochłaniający swoją zdobycz. Należała do kobiet, które lubią rozkazywać. Optyczka dyszała, równie podniecona, jak Gośka. Po chwili zwolniła. Gdy ponownie wbiła w młodszą swoje palce, ta krzyknęła. Przygryzła wargi i przyspieszyła, masując teraz łechtaczkę. Pani prezes drugą dłonią pieściła swoją ociekającą ponowną żądzą kobiecość. Orgazm przyszedł chwilę potem. Krzyknęły obie, spełnione i zapadły się w drżącym uścisku splecionych ciał.

***

Gośka te parę metrów do samochodu przeszła niczym w transie. Spadł deszcz, dlatego ulica Warszawska, przy której mieścił się zakład optyczny, błyszczała w świetle zachodzącego słońca. Słyszała, jak dudni jej serce. W takich sytuacjach zdrowy rozsądek często przegrywa z podszeptami wyobraźni.

Uśmiechnęła się, urzeczona tym, czego doświadczyła. Wprawiło ją to w słodki, kojący stan. W jednej chwili cały zewnętrzny świat przestał istnieć. Właśnie tego potrzebowała. Odnosiła wrażenie, że przezwyciężyła swoją bezsilność i że może jeszcze zmienić koleje swojego losu. Otworzyła się na doświadczanie czegoś, w jej mniemaniu, niewyobrażalnego. Kiedyś pragnęła wytrząsnąć z siebie te wszystkie obsesyjne myśli, teraz rejestrowała dokładnie każdy gest, słowo, dźwięk. Napełniała się tym, magazynowała, żeby czerpać z tego źródła jeszcze długi czas. Znalazła siebie. Nawet jeśli miała świadomość, że już więcej nie spotka pani optyk. Czuła, że nie wolno jej narzucać swojej obecności. Czy chciała? Być może, ale nie sądziła, by pani prezes była nią zainteresowana.

Wróciła do rzeczywistości. Przepełniona satysfakcją z najlepszego w życiu seksu.

PONIEDZIAŁEK

Postawiła czajnik na kuchence gazowej, podeszła do okna, uniosła lekko firankę i rozejrzała się po osiedlu. Robił się coraz większy ruch, sąsiedzi spieszyli się do pracy, dzieciaki energicznie kroczyły do pobliskiej szkoły podstawowej. Gdzieś w oddali słyszała odgłosy uruchamianych samochodów.

Już miała odejść od okna i wsypać kawę do ulubionego kubka, kiedy zadzwonił telefon.

Zamarła.

Drżącymi palcami nacisnęła zieloną słuchawkę.

– Gosiu, umówisz się ze mną na kawę? – przyjemny głos pani optyk rozlał się po ciele pokładami ciepła, podniecenia i niewysłowionej ulgi. Właśnie ulgi. Uśmiechnęła się szeroko do biegnącego w jej kierunku synka.

– Oczywiście, bardzo chętnie – odpowiedziała, przytulając chłopca mocno.

***

Optyka to dział fizyki, zajmujący się badaniem natury światła, prawami opisującymi jego emisję, rozchodzenie się, oddziaływanie z materią oraz pochłanianie przez materię.[i]

Obie były dla siebie nawzajem światłem i materią.

[i] Wikipedia. Wolna encyklopedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Optyka (dostęp 19.04.2020)

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejne opowiadanie od SheWolf i kolejny raz co najmniej tak samo dobre, o ile nie lepsze od poprzedniego! Historia niby nienadzwyczajna i z wcale nie jakimiś wielkimi seksami 😉 ale opowiedziana w taki sposób, że cały czas czujemy wręcz namacalne podniecenie. Żywię nadzieję, że Autorka zdecyduje się kiedyś powrócić do bohaterek, zwłaszcza w kontekście relacji rodzinnych Gosi.

Dziękuję Agnesso za Twój komentarz. Jeśli mimo małej ilości seksów, efekt był taki jak piszesz, to cieszę się niezmiernie. 🙂 Czyż nie o to właśnie chodzi? Nie planowałam rozbudowania tej historii, ale kto wie…
Pozdrawiam serdecznie
SheWolf

Przeczytałem z wielką przyjemnością.

Niezwykle sympatyczne opowiadanie. Wydawałoby się, że o przygodzie na jeden raz – a przecież o początku czegoś więcej. Kilka scen z życia Gosi pogłębia jej obraz i czyni bardziej autentyczną. Być może szkoda, że podobnego zabiegu zabrakło w przypadku Kasi – ona też jest przecież kimś więcej, niż tylko fantazją o starszej, bardziej doświadczonej kochance.

Podoba mi się droga, jaką przechodzi Gosia – od zahukania i braku nadziei na lepsze jutro – do odrodzenia myśli, że przyszłość może przynieść coś dobrego. Ale w cieniu jej następuje też ewolucja Optyczki. Od okazjonalnych przygód do odwagi zaangażowania w coś więcej – a przynajmniej zrobienia pierwszego kroku.

Ujmujący tekst, za który serdecznie dziękuję!
M.A.

Megasie, bardzo dziękuję za Twój komentarz. To budujące i motywujące. 🙂 Rzeczywiście pisząc to opowiadanie, przedstawiłam głównie Gosię, zostawiając Optyczkę nieco w cieniu. Moim celem było pokazanie właśnie tej drogi, jaką przebyła Gośka, co zresztą zauważyłeś. Natomiast one obie w jakiś sposób zmieniają się pod wpływem tego, co się między nimi zrodziło. Każda “coś” w tej relacji znalazła i wyciągnęła dla siebie.
Pozdrawiam serdecznie i również dziękuję!
SheWolf

Można by powiedzieć, że to opowiastka ku pokrzepieniu serc, przyjemna w odbiorze, choć osadzona w szarej, nudnej rzeczywistości. Podoba mi się wizja seksu jako odskoczni, czegoś, co wnosi w nasze życie barwy. Wierzę też, że głęboka relacja może zacząć się od przygody na jedną noc – pod tym względem opowiadanie jest dobrze skonstruowane, nie rozbudowywałabym postaci Katarzyny, może nawet bardziej konsekwentnie zepchnęłabym ją w cień…

Tym co mnie momentami razi jest zamiłowanie autorki do używania wielkich słów (choć egzaltacja byłaby zbyt mocnym słowem) i na poły filozoficzne stwierdzenia, nie poparte żadnymi przykładami, bez drobiazgów budujących atmosferę. Aż prosi się, żeby w taki tekst wprowadzić więcej zmysłowości… szukania różnic w podobieństwach 😉

Niemniej lektura była przyjemna 🙂

Dziękuję

A.

Cieszę się, że była przyjemna mimo rzucenia na nią okiem korektora 😉
Seks może być odskocznią, ale przede wszystkim dobrze by było, aby wnosił w życie barwy. W końcu to jedna z naszych podstawowych potrzeb, więc dlaczego miałaby być powszechna i mało ubarwiona?
Moje zamiłowanie do “wielkich słów” jest pewnym znakiem rozpoznawczym. Zdaję sobie sprawę, że bywa uciążliwe, wybija z rytmu czytania. Staram się to ograniczać, ale nie chcę całkiem wyrzucać. Taki….zdrowy kompromis.
Niemniej, dziękuję.

Uściski,
SheWolf.

Napisz komentarz