Wychowawca (SheWolf)  3.88/5 (99)

24 min. czytania

Źródło: Pixabay

Wiatr kołysze liśćmi brzozy w niemym szeleście wspomnień, a promienie słońca wesoło igrają wśród nich. Przypomina to szept, który głuchą melodią obija się o moją duszę. Uśmiech niczym blask. I przez moment zastanawiam się, jak bardzo jego obecność ukształtowała moje życie. Zmienił mnie. Nakreślił drogę, którą podążam, nieświadoma, że moje wybory są tylko pustym poszukiwaniem jego obecności. Ostatni raz spoglądam na list. Ten, który kiedyś do niego napisałam. Koślawe litery niespełna czternastolatki, kreślone z silnymi emocjami: Będzie Pan na zawsze w moim sercu.

Już go nie było, nareszcie się uwolniłam, a list pofrunął gdzieś w przestworza.

***

Spotkanie po czternastu latach było dla mnie zaskoczeniem. Niewiele się zmienił. Miał trochę więcej zmarszczek, a włosów znacznie mniej, ale nadal ten sam młodzieńczy błysk w oku. Szelmowski i zadziorny uśmiech. Tym razem mógł zrobić wszystko, co chciał. Wszystko to, na co nie zdecydował się kiedyś, do czego żadne z nas się nie posunęło. Wtedy byłam jeszcze dzieckiem – teraz jestem dorosłą kobietą. Pragnęłam w końcu dotknąć jego ust. Tych samych, w które wpatrywałam się przez cztery tygodnie, a później latami wspominałam. Te, o których marzyłam z większym lub mniejszym natężeniem. Dotknąć palcami i poczuć na swoich ustach. Jego spojrzenie zrobiło się niebezpiecznie znajome. Wiem co oznaczało. Dłonią objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Przytulał bardzo mocno, a jego wargi utonęły w mojej szyi. Czułam na skórze przyspieszony oddech i drżenie ciała. Milczał, ale jego oczy mówiły wszystko. Tęsknił. Pożądał. Czekał. Nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, że jestem tak blisko. Był zaskoczony. Jak można doświadczyć równie intensywnych emocji z powodu kogoś, kogo nie widziało się czternaście lat? Można! Zaznałam tego samego…

***

Myślisz, że dziecięce marzenia, pragnienia, można przekuć w te, które przeżywamy w dorosłym życiu? No może w trochę innym kontekście… Czy możliwe jest trzymanie w sobie przez czternaście lat pragnienia bliskości z drugim człowiekiem?

Poznałam go, gdy miałam trzynaście lat. Był wychowawcą w ośrodku do którego trafiłam. Wprawdzie nie mojej grupy (ja należałam do starszej), ale jedna z jego podopiecznych mieszkała z nami w pokoju. Codzienna inspekcja czystości sprawiała, że odwiedzał nas każdego wieczoru. Nie pamiętam momentu kiedy pojawił się po raz pierwszy. Na początku przychodził, robił to, co należało do jego obowiązków, zamieniał z nami kilka słów i wychodził. Nie od razu zwróciłam na niego uwagę. Miałam swojego wychowawcę, którego bardzo lubiłam. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że jego wizyty w naszym pokoju nieco się przedłużają. Zaczął poświęcać nam więcej uwagi, rozmawiać, żartować. Nie pamiętam jak i kiedy, ale czekałam z niecierpliwością na jego wieczorne odwiedziny. Na spojrzenie, pełne niedorzeczności i śmiech, który potrafił rozbawić każdego. Doszło do tego, że siedzieliśmy i rozmawialiśmy niemal jak dwójka przyjaciół. Spędzaliśmy te kilka, kilkanaście minut razem.

Dla dziecka, które nigdy nie miało ojca, zainteresowanie wychowawcy – autorytetu, stało się niezwykle ważne. Niczym powolne wypełnianie kropelkami wody pustego naczynia. Przy nim zaznawałam szczęścia. W dodatku był przystojny, co potęgowało odczucia o których nie do końca miałam pojęcie. Potrafiłam zatonąć w jego oczach. Zdawały się ciemne niczym studnia. Miał przenikliwe spojrzenie. Sprawiał, że gdzieś w głębi przepełniało mnie podekscytowanie. Bruzda na jego policzku uwidaczniała się w każdym uśmiechu. Oblizywał przy tym wargi, doprowadzając mnie do szaleństwa. Marzyłam, by chociaż przez moment ich dotknąć. Mój rozwój w sferze seksualnej rozpoczął się już jakiś czas wcześniej, ale przy nim doświadczałam zupełnie nowych doznań. Byłam bardzo nastrojona na reakcje ciała, ale najbardziej lubiłam te wszystkie gesty i słowa, którymi mogłam go wyprowadzać z równowagi. Lubiłam z nim igrać. Zalotnie spoglądać, dotykać niby przypadkiem, ocierać się. Niczym kotka zachęcająca do zabaw i pieszczot. Bardzo szybko wyłapał moje intencje, ale nie ignorował ich jak inni. Wręcz przeciwnie – podjął grę z nieukrywanym zainteresowaniem. Miał specyficzne poczucie humoru, które jak na swoje trzynaście lat, doskonale chwytałam. Rozmawialiśmy właściwie na każdy temat. Rozumiał mnie i poświęcał swój czas i uwagę. Karmił tym, czego byłam głodna. Miałam poczucie, że on również szuka czegoś we mnie. Nie odganiał się od gestów, na jakie sobie pozwalałam. Najpierw niewinne, niby mimochodem, dotykanie jego dłoni, a później coraz śmielsze ocieranie się udami o jego, siadanie tak, by ciała się stykały. Szeptanie na ucho. Oboje coś sobie dawaliśmy. Zakochałam się w nim. Teraz, po wielu latach wiem, że on również potrzebował kogoś bliskiego. Byłam bezpiecznym obiektem. Wiedział, że go nie oceniam, nie krytykuję ani nie zranię.

Szukałam okazji, żeby go zobaczyć, żeby być blisko. Gdy zdarzało się, że zajmował się kimś innym, swoją uwagę przekierował na inną osobę, byłam zła. Działały tutaj bardzo proste mechanizmy. Gdy teraz o tym myślę, wydaje mi się to śmieszne i infantylne, ale tak wtedy to wyglądało. Aby przyciągnąć jego uwagę, robiłam rzeczy, których wcześniej nigdy bym nie zrobiła. Byłam krnąbrna, nieposłuszna, złośliwa. Prowokowałam. Marzyłam o tym, by mnie ukarał, zabrał do gabinetu i najpierw przełożył przez kolano, zlał tyłek, a później gładził zaróżowione pośladki, tłumacząc bardzo spokojnie, dlaczego mam być grzeczną dziewczynką. Kilkukrotnie stałam na korytarzu za karę.

– Moja droga, dlaczego? – zapytał zatroskany i zawiedziony.

Od razu poczułam wyrzuty sumienia, ale nie zamierzałam łatwo odpuścić.

– Bo tak – odfuknęłam gniewnie, wbijając wzrok w podłogę.

Uniósł moją brodę.

– Spójrz na mnie – powiedział szeptem. Poczułam dreszcze na całym ciele. Pragnęłam, by mnie przytulił, ochronił, zamknął w silnych ramionach.

– Przecież nie jesteś taka. Znam cię. Jesteś mądra, dobra i piękna. Jesteś grzeczną dziewczynką – te ostatnie słowa wypowiedział prawie niesłyszalnym szeptem, ale jego wzrok wbity w moje szkliste oczy sprawił, że zapadłam się w sobie. Wszystko we mnie krzyczało. Pragnęłam go każdym zakamarkiem ciała i duszy. Wiedział jak do mnie dotrzeć, widział co na mnie działa.

Dotykaj mnie, całuj, bądź – myśli krążyły niespokojnie.

Pewnego razu pojechaliśmy na jednodniową wycieczkę do Krakowa. Wszyscy, podopieczni i kilkunastu wychowawców. Była zima. Po wspólnym zwiedzaniu mieliśmy godzinę dla siebie. Zabrał mnie na gorącą czekoladę. Odłączyliśmy się od grupy i spacerowaliśmy. W jednej z uliczek złapał mnie za rękę. Spojrzał wtedy wymownie. Nie rozumiałam, co chciał mi przekazać, ale byłam szczęśliwa. Nieco onieśmielona. Byłam z nim – to się dla mnie liczyło. Nic więcej.

Czy niemal trzydziestoletni facet może przyjaźnić się z trzynastolatką?

Nigdy mnie nie dotknął. Nigdy, w rozumieniu niewłaściwego dotyku. Jego dotyk był tym, czego niewyobrażalnie pragnęłam. Mała dziewczynka w pełni oddana dorosłemu mężczyźnie. Skazana na jego wolę. Zniewolony umysł, zniewolone ciało. Obsesja. Zatracenie. Pragnęłam by mnie dotykał. Prowokowałam, ocierając się mimowolnie. Kładłam dłoń na jego udzie. Igrałam słownie, dogryzałam. Ubierałam sukienki i spódniczki ledwie zakrywające pośladki. Schylałam się, by widział to, co miał zobaczyć. Udawałam niewinną istotkę, a tak naprawdę kusiłam świadomie. Wzbudzał we mnie odczucia, o jakich wcześniej nie miałam pojęcia. Fantazjowałam – doprowadzając się do mrowienia w podbrzuszu, do ekscytacji, drżenia ciała i wilgoci między udami. Nie przekroczył granicy, chociaż odnosiłam wrażenie, że kilkukrotnie stoczył niebywałą walkę ze sobą. Dzikość w jego oczach sprawiała mi satysfakcję.

Pod prysznicem mogłam swobodnie oddawać się fantazjowaniu. Szum i strumień wody potęgowały doznania. Przymykałam oczy i moje dłonie stawały się jego dłońmi. Powoli mydliłam ciało. Szyja. Niewielkie piersi ze sporymi już sterczącymi sutkami. Kreśliłam kółka wokół brodawki, raz po raz chwytałam za sutek. Mrowienie w podbrzuszu narastało. Dłonie powoli ślizgały się po brzuchu w dół, do wzgórka łonowego. Nieznaczne owłosienie pod palcami i soczysta cipka. Mokra od soków i wody. Śliska, mięciutka. Mydliłam powoli nabrzmiałe wargi, trącając spory już guziczek. Masowałam rytmicznie. Zwiększyłam strumień i nakierowałam go na ociekającą szparkę. Mrowienie było coraz silniejsze, a ucisk w podbrzuszu wręcz bolesny. Oparłam się plecami o ścianę i poddałam zupełnie odczuwaniu. Jego palce w mojej ciasnej cipce i ciało dociskające do zimnych kafelek – wyobraźnia szalała bym za chwilę mogła eksplodować. Zaraz po zabawach pod prysznicem czułam jakbym się rozpadała. Ogromne zmęczenie. Spełnienie, rozładowanie bolesnego napięcia. Pomagało jedynie na chwilę.

Gdy na jednej z dyskotek tańczył z dziewczyną ze starszej grupy, a ona wtulała się w niego – uciekłam. Nie mogłam znieść tego widoku. Bardzo chciałam być na jej miejscu: przytulana. Pragnienie bliskości narastało z każdym dniem. Nie mogłam sobie poradzić z buzującymi emocjami, mieszaniną pożądania, nienawiści, miłości. Stał się całym moim światem, a jednocześnie wyrzutem sumienia.

Po pamiętnej dyskotece postanowiłam zrobić wychowawcy na złość. Takie dziecięce zagrywki, ale wiedziałam, że muszę rozładować emocje – jakie by nie były. Poznałam Łukasza, największego łobuza w ośrodku. Postanowiłam pójść krok dalej i pozwolić mu na więcej swobody. Był starszy, trzy-cztery lata. Hormony w nim buzowały, ja też dorastałam, mógł dostrzec zalążki dojrzałości. Niewielkie piersi, ale jednak dość duże jak na mój wiek. Owłosienie gdzieniegdzie też się pojawiło. Pierwszą miesiączkę miałam za sobą. Stawałam się kobietą i czułam, że Łukasz mnie pożądał. Jego zachłanne dłonie, gdy tylko mogły, wędrowały pod bluzkę lub między uda. Pozwalałam mu na to z przekonaniem, że robię na złość wychowawcy. Dawałam nieme przyzwolenie. Tak, jak pamiętnego wieczoru, gdy odwiedziłam Łukasz w pokoju. Wystarczyło jedno słowo, a współlokatorzy opuścili pomieszczenie bez słowa. Grupa chłopców, którzy zmagali się z problemami z agresją, potulnie wyszła. Zaimponował mi, a jednocześnie przeraził. Ponownie mieszanina sprzecznych odczuć. Przycisnął mnie wtedy całym ciałem do łóżka. Całował i dotykał w sposób, którego nie chciałam. Jego palce omal nie wtargnęły do mojego wnętrza. Bałam się i jednocześnie byłam podniecona. Wyrywałam się i próbowałam krzyczeć, ale zasłonił dłonią moje usta. Gdzieś w głowie majaczyło, że przecież nie może mi zrobić krzywdy, nie tutaj. Jedną z opiekunek zainteresowało, dlaczego chłopcy stoją na korytarzu. Łukasz puścił mnie, gdy usłyszał kroki. Zdołałam się wyswobodzić i uciec, zanim kobieta weszła.

Długo nie potrafiłam zasnąć. Było mi wstyd. Najbardziej tego, że mimo strachu i przerażenia odczuwałam też swoistą przyjemność. Myślałam, że jestem nienormalna i zboczona. Podbrzusze pulsowało boleśnie, a uda lepiły się od wilgoci. Palce mimowolnie powędrowały do cipki. Musiałam być bardzo cicho, żeby nie zbudzić dziewczyn. Docisnęłam twarz do poduszki. Kilka ruchów po nabrzmiałym guziczku i zaraz potem uczucie spadania. Zasnęłam niemal natychmiast. Spotkanie z Łukaszem mogło się źle skończyć, ale ja koniecznie chciałam coś udowodnić, coś zademonstrować. Rano z silnym postanowieniem zakończenia tej relacji czekałam na chłopaka. Powiedział, że jego się nie zostawia. Przerażona jego agresją i tonem nieznoszącym sprzeciwu, zagrałam va banque. Wyznałam, że kocham innego. Nie przewidziałam konsekwencji, nie zdawałam sobie sprawy…

Wszyscy wychowawcy zbiegli szybko na dół, zrobiło się zamieszanie. Łukasz pobił jednego z chłopców, myśląc, że o nim mowa. Wychowawca musiał odciągać Łukasza, trzymał go. Stałam na schodach, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Oni dwaj i ja. To była moja wina. Poczułam, że wychowawca doskonale wie co zrobiłam. Uciekłam do pokoju. Przyszedł po chwili. Myślałam, że chce porozmawiać. Wytłumaczyć, że nie powinnam się martwić i że wszystko będzie dobrze. Do cholery, byłam tylko dzieckiem! Usiadł na łóżku naprzeciw. Nasze kolana niemal się stykały. Zapytał jak do tego doszło, bo Łukasz nie chciał nic powiedzieć.

– Zerwałam z nim, bo kocham kogoś innego, a on tego nie chciał przyjąć do wiadomości… ale ten drugi to nie Tomek.

Położył dłoń na moich. Czuł, że cała drżę. Pomyślałam, że dobrze się stało, że mu to wyznałam.

Patrzył mi w oczy w taki sposób, że cała się rozpadałam.

– Może daj mu jeszcze jedną szansę? Jemu na tobie na pewno zależy, był taki spokojny. Zmienił się. Nie mieliśmy z nim żadnych problemów.

Jego słowa niczym siarczysty policzek rozdarły mnie od środka. Cholerny egoista. Chciał mnie wykorzystać, żeby mieć spokój! Nie potrafiłam uwierzyć w to, co mówi. Poczułam się zdradzona, odrzucona, wykorzystana, oszukana. Białe albo czarne. Nie myślałam wtedy inaczej. Wyrwałam dłoń. Zaskoczony przyglądał się. Wtedy pierwszy raz spojrzałam z nienawiścią w jego oczy. Odepchnęłam go.

– Nienawidzę cię! Ty cholerny egoisto! Wyjdź. – Tylko tyle zdołałam wykrzyczeć, a on po prostu wstał i wyszedł. Bez słowa. Bolało, cholernie bolało.

Kilka dni później obudziłam się z gorączką i zostałam w pokoju. Nie uczestniczyłam w zajęciach, posiłki mi przynoszono, zażywałam leki i… byłam sama. Tuż przed obiadem przyszły dziewczyny. Mówiły jedna przez drugą, że mnie szuka.

– I co mu powiedziałyście? – zapytałam nazbyt podekscytowana.

– Że jesteś chora i leżysz w łóżku – wykrzyczały prawie równocześnie.

– No i? Co on na to? No mówcie! – Serce waliło mi jak oszalałe.

– Powiedział, że cię odwiedzi – rzuciły, wybiegając z pokoju.

Siedziałam na łóżku i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Czułam, że gorączka wraca. Chciałam właśnie sięgnąć po wodę, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Nie wydusiłam słowa. Gardło miałam ściśnięte. Położyłam się i czekałam. Słyszałam, że wszyscy byli już na dole w jadalni. W drzwiach z tacą stał on.

– Czy ktoś zamawiał obiad z dostawą do łóżka? – zapytał, uśmiechając się jak zawsze.

– Dziękuję. Nie musiał się pan fatygować. Opiekunki przynoszą posiłki – odpowiedziałam smutno, mimo iż serce szalało z radości, że jest tutaj ze mną. Podekscytowanie przepełniało mnie od środka. Wszyscy byli na dole. Wszyscy. Nagła fala podniecenia wlała się w podbrzusze.

– Dziś ja ci przyniosłem obiad. Twoje koleżanki powiedziały, że jesteś chora. Chciałem cię odwiedzić – wyznał, kładąc tacę na stołku obok łóżka. Usiadł naprzeciw. Patrzył przenikliwie. Byłam zmieszana, rozdygotana, miałam dreszcze i nie wiem do dziś, czy to z gorączki, czy z podniecenia.

Cisza między nami była ciężka i nieprzyjemna.

– Dziękuję za obiad. Może pan już iść, na pewno też jest pan głodny – wyszeptałam.

– Zawsze martwisz się o wszystkich dookoła tylko nie o siebie, prawda? – zapytał, ale brzmiało to jak stwierdzenie. Uśmiechnął się przy tym czule i nachylił w moim kierunku.

Poczułam ścisk w żołądku, bynajmniej nie z głodu. Uniosłam lekko kąciki ust, ale nic nie odpowiedziałam. Miałam wrażenie, że przyszedł nie tylko z obiadem, ale też z czymś, co chciał koniecznie powiedzieć. Czekał na moment, aż będziemy sami.

Nie myliłam się.

– Przepraszam cię. Zachowałem się jak kompletny egoista i dupek. Wiem co Łukasz chciał ci zrobić. Proszę, wybacz mi.

Poczułam ulgę. Łukasza wyrzucono, a on siedział tutaj ze mną. Właśnie tu i teraz. W swojej dziewczęcej naiwności myślałam, że w jakiś sposób zrekompensuje swoje wcześniejsze zachowanie, ale ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło. Jedynie, albo przede wszystkim, atmosfera między nami w końcu się oczyściła.

Dni leniwie płynęły i zbliżał się nieuchronnie czas powrotu do domu.

W przedostatni dzień pobytu graliśmy z grupką znajomych w karty. Przegrałam. Dziewczyny dobrze wiedząc, że podkochuję się w wychowawcy, kazały mi w ramach kary dać mu buziaka w policzek. Byłam zachwycona i przerażona jednocześnie.

Siedział wtedy w pokoju nauczycielskim. W momencie, gdy wchodziłam, wyszedł inny wychowawca. Zostaliśmy sami.

– O, co tutaj robisz? Stało się coś? – zdziwił się, zerkając w moją stronę i przekładając jakieś papiery.

– Przegrałam w karty i mam zadanie do wykonania – mój głos drżał, od razu to wyłapał.

– Jakie zadanie, moja droga? – patrzył uporczywie w oczy, jakby doskonale wiedział o czym myślę. Zawszę czułam, że wie, co mi siedzi w głowie.

– Mam pana pocałować w policzek – wyrzuciłam z siebie słowa niczym karabin maszynowy.

– Ach tak. Rozumiem – Spojrzał rozbawiony, jakbym powiedziała najlepszy kawał.

Usiadł wygodnie na krześle i patrząc wnikliwie w moje przerażone oczy, wskazał palcem miejsce, gdzie mam złożyć buziaka. Czy miał świadomość, że przekracza niewidzialną granicę?

– Zadanie, to zadanie. Należy je wykonać – tym razem jego słowa były spokojne, ale stanowcze.

Spojrzeniem rzucił mi wyzwanie. Ruszyłam na drżących nogach w jego kierunku, przepełniona strachem i euforią. Nagle obrazy zaczęły układać się w niebezpieczną fantazję. Wychowawca, który odwraca mnie tyłem do siebie i przyciska do biurka, silną dłonią rozchyla nogi i wkłada penisa w już wilgotną cipkę. Oddychałam szybko, a oczy zachodziły mgłą. Zastanawiałam się, czy dostrzegł co się we mnie dzieje. Podeszłam. Złapał moją dłoń. Wstrzymałam oddech i nachyliłam się, by dać mu buziaka w policzek. Nasze spojrzenia na moment się spotkały. On też pragnął moich ust, czułam to. Wykonałam jednak zadanie i uciekłam, ile sił w nogach, zderzając się z innym wychowawcą w drzwiach. Gnałam schodami w dół, żeby jak najszybciej znaleźć się pod salą gimnastyczną. Oszalała z podekscytowania, strachu i wstydu. Mieszanka emocji, jaka we mnie buzowała sprawiła, że łzy płynęły po policzkach. Nie mogłam tego zatrzymać. Siedziałam wtedy bardzo długo w ciemnym korytarzu. Nikt mnie nie szukał. Cisza. Zostałam sama. Czułam, że tak będzie już zawsze. Następnego dnia miałam wracać do domu.

Od rana nastrój nerwowości i podekscytowania udzielał się wszystkim. Dzieciaki biegały po korytarzach, szukając swoich rzeczy i pakując się w pośpiechu. Wychowawcy sprawdzali każdy zakamarek, czy coś gdzieś nie zostało. Siedziałam na łóżku i przyglądałam się obrazowi szaleństwa, czując w środku roztrzaskującą się duszę. Nie dam rady. Nie pożegnam się z nim. Jak mu spojrzę w oczy i powiem Do widzenia? Nie dam rady! Wybiegłam z budynku do ogrodu. Była bezśnieżna zima. Mróz od razu dał o sobie znać, wdzierając się w nozdrza. Szybkim krokiem dotarłam do małego lasku. Oddychałam głęboko, by nasycić się zimnym powietrzem i oprzytomnieć. Nie dam rady! Serce rozrywała tęsknota. Co będzie dalej? Boże, dodaj mi sił!

Po obiedzie nadszedł czas oczekiwania na rodziców. Dzieciaki nerwowo przechadzały się w tę i z powrotem, grały, oglądały jakiś film. Wychowawca stał w grupie innych dorosłych. Widziałam, że o czymś żywo opowiadał, a reszta wybuchała raz po raz śmiechem. Taki właśnie był. Potrafił zjednać sobie ludzi, miał doskonałe poczucie humoru. Otaczały go kobiety, mężczyźni poklepywali po plecach jak najlepszego kumpla. Czarne włosy lśniły w promieniach słońca, wpadających przez ogromne okno. Był najwyższy, więc jego sylwetka obleczona w światło dawała wrażenie, jakby promienie przechodziły na wylot.

Siedziałam na podłodze oparta o ścianę i przyglądałam się. Chciałam go zapamiętać bardzo dokładnie. Każdy najmniejszy szczegół. Zapisać sobie jego obraz w głowie. W sercu już dawno był. Czułam ciężar ogromnej tęsknoty. Aż bolało. Gniotło. Byłam pusta bez niego. Zachwycał mnie, zniewalająco odurzył sobą. Przy nim przeżywałam eksplozję uczuć. Nadał mojemu życiu kolorów i kształtu.

W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Teraz ktoś inny opowiadał, a wychowawca wpatrywał się we mnie. Jego wzrok znowu wdarł się w każdy zakamarek ciała. Dosięgał mnie w najczulszych miejscach. W pewnym momencie dotknął dłonią policzka i potarł delikatnie z czułym uśmiechem. Zawstydziłam się i opuściłam głowę. Rumieńce wykwitły na policzkach. Gdy ponownie spojrzałam, już nie patrzył. Wstałam i udałam się na korytarz.

Po chwili wychowawca wyszedł z panią z innej grupy. Rozmawiali o czymś nerwowo. Gdy ona odeszła, stał przez moment jakby zrezygnowany. Zły? Gdy mnie dostrzegł, podszedł szybko.

– O której twoja mama przyjedzie? – zapytał, świdrując mnie wzrokiem.

– Nie jestem pewna, ale mówła, że około szesnastej – powiedziałam, wpatrując się w te piękne, czarne oczy.

– A więc powinienem zdążyć. Muszę na chwilę wyskoczyć załatwić jedną sprawę – wyznał zdenerwowany.

– Ale… – przeraziłam się na samą myśl, że mogłoby go nie być, gdy będę opuszczać ośrodek.

– Zdążę, nie martw się. Nie możesz wyjechać bez pożegnania. – Uśmiechnął się i ruszył do wyjścia.

Patrzyłam przez okno, jak w drodze do samochodu narzuca kurtkę, otwiera drzwi i powoli odjeżdża.

Gdybym wiedziała, że wtedy będę widzieć go po raz ostatni…

Mama z ojczymem przyjechali wcześniej i nie mieli najmniejszego zamiaru czekać. Nie pomogły tłumaczenia, prośby i błagania. Biegałam od wychowawcy do wychowawcy, żegnając się i prosząc, by dowiedzieli się kiedy wróci. Nie odbierał telefonu. Czułam jak zapadam się w otchłań rozpaczy. Przeciągałam pożegnania w nadziei, że jednak wróci.

Nie wrócił.

Odjeżdżałam, wpatrując się w drugą stronę – w budynek, w którym spędziłam cztery tygodnie, w którym poznałam najwspanialszego mężczyznę, mężczyznę który na zawsze zmienił moje życie. Płakałam całą drogę. I jeszcze długo później…

Znaczył dla mnie więcej niż wszystko.

***

Pierwszy list do wychowawcy wysłałam bardzo szybko. Na szczęście kiedyś zapytałam go o możliwość korespondencji. Zgodził się od razu, wyraźnie zadowolony.

– Będzie mi bardzo miło, jak napiszesz. Nie chcę tracić z tobą kontaktu, a listy uwielbiam.

Pisałam. Obolała z tęsknoty, nie mogłam się odnaleźć. Na Boga, miałam trzynaście lat!

Pamiętam, że szybko odpisał. Przysłał mi zdjęcie, o które poprosiłam. Bałam się, że z czasem jego obraz w mojej głowie zacznie się zacierać, że go zapomnę. Skrajne emocje wypełniały mnie po brzegi. Nikomu o nim nie mówiłam. Nikt nie wiedział, że piszemy do siebie. Trwało to bodajże pół roku. Do tego nieszczęsnego dnia, kiedy list odebrała mama.

W tamtej chwili czas się zatrzymał. Wszystko działo się jak przez mgłę – niosę listy, które muszę wrzucić do pieca. W tym zdjęcie. Całość powoli płonie, a płomienie wykrzywiają jego twarz. Ogień na moment jaśnieje, by po chwili opaść, nasyciwszy się. Skończyło się. Przepełniała mnie gorycz, nienawiść i ból nie do opisania – jakby ktoś wydarł mi serce, roztrzaskał duszę. Miałam wrażenie, że uduszę się z żalu. Łzy płynęły strumieniami, a ja stałam i patrzyłam na spektakl płomieni, nie mogąc nic zrobić. Nic. Wszechogarniająca bezsilność. I pustka. Nie pozwolono mi więcej pisać. Grozili, że zgłoszą na policję molestowanie. Wstydziłam się, byłam wściekła i przerażona. Straciłam wszystko. Cały mój świat. A on przecież był absolutem, istotą istnienia. Czas biegł swoim rytmem, pochłaniając wspomnienia i łzy. Do tamtej pory żyłam nadzieją, wtedy przestałam. Należało zakończyć ten rozdział raz na zawsze.

Tylko jak to zrobić, gdy równie mocno zapisał się w moim życiu? Jak pozbyć się największego marzenia? Przeniosłam go w głębsze czeluści umysłu. Ale był. Był zawsze. I jest nadal.

***

Dawne, niepozamykane sprawy często odzywają się po latach i dają o sobie znać w bardzo brutalny sposób. Odkrywasz, że to, co wtedy wydawało się słuszne, wcale takie nie było. Wiele umyka, zapominasz, ale inne niedokończone historie… wracają ze swoją wyrazistością i dosięgają najciemniejszych zakamarków duszy. Często wydaje się, że dawne emocje i uczucia znikają. Po latach wszystko się wypala – nie ma nic z tego, co było kiedyś. Tym bardziej, gdy jesteś dzieckiem. Jednak mimo iż nastoletnie wyobrażenia są niczym w porównaniu z doświadczeniem dorosłej osoby, te gdzieś w człowieku tkwią, zapisują się i odzywają w najmniej oczekiwanym momencie. Nie są jednak predyktorem wszystkich działań. Teraz jesteś świadomy tego, co robisz, jak postępujesz. Ale, czy niespełnione pragnienia z dzieciństwa, mogą spełnić się w dorosłości? Czy nadal są marzeniami nastolatki, czy już przekształcają się w coś innego?

Pojawił się w moim życiu ponownie. Nagle, przypadkowo.

***

Siedzę zaspana z kubkiem kawy w dłoni i leniwie przeglądam Facebooka. Jak zwykle ktoś chwali się „bąbelkiem”, super wakacjami, koncertem, spotkaniem ze znajomymi po latach. Uświadamiam sobie, że bezmyślnie tracę czas na przeglądanie treści, które nic, kompletnie nic nie wnoszą do mojego życia. Już mam wygasić telefon, ale coś dziwnego miga mi przed oczami. Propozycja znajomego? Poważnie? Możesz go znać – zachęca portal. Wchodzę w profil z ciekawości. Przeglądam zdjęcia. Nie, na pewno nie znam właściciela profilu. Przyglądam się twarzy na jednej z fotografii. To niemożliwe! Cholera jasna, nic się nie zmienił. Nic!

Na zdjęciu widzę wychowawcę. Stoi w grupce kolegów. Uśmiecha się w sposób, który pamiętam. Teraz ma dużo mniej włosów, trochę więcej zmarszczek, ale jego chłopięcy i dziarski urok pozostał. I co teraz zrobić? Powoli spadam w otchłań wspomnień, pojawia się znajomy ścisk w brzuchu. Czuję się zawstydzona, wpatrując się w zdjęcie – tak samo jak kiedyś, jako mała dziewczynka. Pragnienia zaczynają się wylewać ze mnie partiami. Wspomnienia kreślą się niczym wzbierająca fala.

Znajduję profil wychowawcy i zatracam się w jego oczach na nowo. Jestem szczęśliwa i przerażona jednocześnie. Mam wrażenie, że jakieś uśpione uczucia, emocje, w końcu znajdują małą szczelinę i wdzierają się na powrót do mojego życia. Drżę, oddycham szybko, nie dowierzam. Wiem doskonale, że teraz nie będzie odwrotu. Nikt mi niczego nie zabroni. Nikt nie spali listów, nikt nie powie, że nie mogę, że mi nie wolno. Nawet fakt, że jestem mężatką nie będzie przeszkodą.

Napisałam.

Nie jestem pewna, czy mnie pamięta. W duchu modlę się, żeby pamiętał. Mam jeden cel – spotkać się z nim… i pożegnać. Zrobić to, co nie było mi dane. Na zawsze zamknąć ten wątek.

Co jakiś czas wspomnienia wracały i siały zamęt. Nie lubię zostawiać niepozałatwianych spaw. Zawsze miałam poczucie, że temat z wychowawcą nie jest zamknięty. Na pewno nie w taki sposób, w jaki bym sobie życzyła. Tę decyzję podjął za mnie ktoś inny. Od pewnego czasu myślałam, aby go odszukać, już jako dorosła kobieta. To powinno być dosyć łatwe, a szczęśliwy los sprawił, że wpadłam na niego przypadkiem.

Odpisał.

Oczywiście, że Cię pamiętam, moja droga! Jak bardzo się cieszę, że mnie znalazłaś! Pamiętam bardzo wiele z czasu ośrodka, pamiętam nasze listy. Mam je wszystkie! I bardzo chętnie się z tobą spotkam. Powiedz tylko gdzie i kiedy.

Ta wiadomość wzbudza lęk. Wiem doskonale, co się czai w czeluściach mojej duszy. Wiem, że to nie tylko chęć wyjaśnienia pewnych kwestii i zamknięcia tematu. Niespełnione pragnienie pcha mnie w tę relację. Być może jednorazowo, ale muszę tego doświadczyć, by już nigdy sobie nie wyrzucać, że nie spróbowałam. Tym razem mogę rozegrać tę partię. Pragnę poznać powody, dla których poświęcał mi tak wiele czasu w ośrodku – znacznie więcej niż innym. Dlaczego momentami był równie blisko, dlaczego rozmawiał ze mną jak z dorosłym? Dlaczego czułam się przy nim w taki dziwny, a zarazem wyjątkowy sposób? Wiem doskonale, że to spotkanie będzie ważne też z innego powodu. Pragnę go dotykać. Posiąść. Doświadczyć tego, o czym fantazjowałam latami. Doświadczyć skrajnych emocji. Poczuć się przy nim jak mała dziewczynka rżnięta przez wychowawcę i jednocześnie jak dorosła kobieta, która rozdaje karty. To on nakreślił moje pragnienia. Wybierałam mężczyzn, którzy byli starsi, doświadczeni i chcieli być mentorami.

Postanawiam wysłać mu swoje zdjęcie, żeby wiedział jak wyglądam, jak się zmieniłam. Chcę rozbudzić jego wyobraźnię. Wodzić na pokuszenie.

Nie poznałbym Cię na ulicy. Bardzo się zmieniłaś, oczywiście w korzystny sposób. W niektórych miejscach nawet w bardzo korzystny 😉 I tym razem mógłbym dać ci klapsy. Wtedy nie mogłem, a bywałaś baaardzo niesforna…

Jego słowa odbijają się echem w mojej głowie. Żądza krąży po ciele, drażniąc każdy fragment skóry. Pragnę jego dłoni. Jego samego, na każdym polu istnienia. Czuję ciężar podniecenia i niecierpliwości. Aż boli. Aż gniecie. On jest moją słabością. Moim bólem. Oczekuję wciąż i nieustannie. Najpierw oczekiwałam, że się pojawi, teraz oczekuję aż się ziści. Moją egzystencję przecinana ciemna otchłań kryjąca przeszłość, która teraz wylewa się ze mnie niczym gorycz niespełnienia, mierzona latami.

***

Wybieram ubranie na spotkanie z nim. Jest obecny w każdej sekundzie. Chcę mu się podobać. Wprawić w zachwyt i zakłopotanie. Gdy przywołuję jego postać, mam gęsią skórkę. Nie dotyka mnie jeszcze fizycznie, ale już dotyka duchowo. Wspomnieniami. Jakbyśmy byli połączeni w niedający się wysłowić sposób. W mojej głowie pieści mnie. Niebezpiecznie. Mocno i wyuzdanie. Moje ciało i moje zmysły są nastrojone na niego. Dostosowałam się do niego. Mam przeczucie, że zapamiętam to spotkanie na zawsze. Podświadomie chcę stać się małą dziewczynką, jak kiedyś, i poddać się mu całkowicie. Kobieco podkreślić kształtne i pełne piersi oraz wcięcie w talii sukienką w kwiatki, która może przypominać tę dla niewinnych dziewcząt. Dekolt w literę v wydłuża nieco szyję, a falbana ledwo zakrywa pośladki. Koronkowe majteczki opinają jędrne pośladki. Dzieła dopełniają pończochy przypominające zakolanówki. Chcę zrobić na nim wrażenie. Wspomnienia wrócą. Będzie mógł w końcu posunąć się dalej. Zerżnąć mnie. Wiem, że tego pragnie. Wiem, że żądza rozrywa go od środka.

***

Wpatruję się w swoje odbicie w lustrze. Lekki makijaż dla podkreślenia oczu i ust. Niezbyt przesadzony, by pozostać naturalną. Zaraz będzie. Ogarnia mnie mnogość intensywnych odczuć. Mieszanina pożądania, strachu i ciekawości.

Powoli poddaję się atmosferze. Tak, jakbym przeniosła się kilkanaście lat wstecz. Budzą się we mnie emocje, a ciało reaguje. Na co dzień wszystko ukryte w czeluściach duszy jest tłem, jedynie szeptem, który potrafię ignorować, zagłuszyć szumem myśli. Mam jednak świadomość, że istnieje. Niespełnione pragnienie.

Cisza, a zaraz potem…

Dźwięk nadjeżdżającej windy. Korytarz, drzwi, dzwonek… Coraz bliżej, coraz głębiej…

Wchodzi bez słowa. Zamykam za nim drzwi. Stoi i patrzy. Jego oczy są nieprzeniknione, takie jak je pamiętam. Wspomnienie, które noszę w sercu przez te wszystkie lata. Mijają sekundy, ale mam wrażenie, że zapisuję historię na nowo. Przyjemne déjà vu.

– Moja droga… – jego szept wyrywa mnie ze stagnacji.

Rozkłada ręce, a ja przylegam do niego całym ciałem. Dociska mocno. Wtula twarz w moje włosy, szyję. Chłonie zapach. Czuję jak drży, jego oddech staje się niespokojny. Dłonią gładzi mnie po plecach, by za moment złapać w pasie i docisnąć jeszcze mocniej. Spogląda w sposób, którego nie znam. Czy to świadome, wylewające się dzikie pragnienie? Gładzi mój policzek i uśmiecha się łobuzersko.

Drżącymi rękoma robię kawę i siadam obok. Rozmawiamy niczym starzy, dobrzy znajomi. Chłonę jego słowa tak, jak kiedyś – całą sobą. Wpatruję się w znajome oczy, usta i tę małą bruzdę na policzku, która odznacza się szczególnie wyraźnie w uśmiechu. Jego spojrzenie krępuje. Jest w nim coś nowego, innego. Staję się mała od tej natarczywości. Mimowolne dotykanie dłoni i kolan, na fali emocji wynikających z rozmowy. Wspomnienia mocno odznaczają się w moim postrzeganiu go, chociaż powoli zacierają w ponownym poznaniu. Jest inny – i jednocześnie taki sam. Uroczy, łobuzerski, nieposkromiony. Narzucający swoje spojrzenie, ale chętny do poznawania wizji innych osób. Rozmawiamy również o przeszłości. O tym, jak oboje odbieraliśmy naszą relację.

– Bardzo mi wtedy pomogłeś, poświęciłeś mnóstwo czasu. Teraz, gdy o tym myślę, mogło to z boku wyglądać dwuznacznie. Taka zażyłość wychowawcy z dzieckiem? – mówię zupełnie szczerze i spokojnie, ciekawa, jakie ma przemyślenia na ten temat.

– Masz rację, mogło to tak wyglądać, ale było w tobie coś takiego, że chciało się z tobą rozmawiać. Spędzać czas. Byłaś bardzo dojrzała jak na swój wiek. Potrafiłaś słuchać i pięknie mówić. Myślę, że oboje sobie pomogliśmy – odpowiada wpatrzony w moje oczy.

Przysuwa się bliżej, przekracza moją strefę intymności.

– Ale bywałaś też niegrzeczna i prowokująca – dodaje, lubieżnie oblizując usta.

Dzwoni telefon. Spogląda na wyświetlacz.

– Cholera, przepraszam – rzuca i szybko odbiera.

Rozmawia z kimś o sprawach zawodowych. Jego dłoń ląduje na moim kolanie. Gładzi je miarowo, zerkając co chwilę, najwyraźniej sprawdzając moje reakcje. Przymykam oczy i poddaję się tej niewymuszonej pieszczocie. Gdy nasze spojrzenia się spotkają, wiem, że nie będzie odwrotu. Mam wrażenie, że zadrżał. Mocniej zaciska dłoń na udzie. Otrzymał właśnie nieme przyzwolenie. Prowokuję go niemal od godziny, ale też buduję dystans. Igram z nim. Teraz może mnie wziąć.

Kończy szybko rozmowę i niemal rzuca telefonem. Przyciąga mnie za rękę tak, że siadam na nim okrakiem. Sukienka podwija się i odkrywa uda. Zaciska na nich dłonie, po czym przebiega w górę na pośladki. Przyciąga ku sobie moje biodra, piersi przylegają do jego klatki piersiowej.

– Nadal jesteś niegrzeczną dziewczynką – mówi. Rozpadam się od jego szeptu.

Ustami przywiera do moich. Jego szaleńczy język penetruje wargi, spragniony i rozsadzany żądzą. Usta wpijają się w szyję. Jęczę z rozkoszy.

Od godziny siedziałam niespokojnie, zaciskając uda. Jego obecność, głos, spojrzenie i przypadkowy dotyk sprawiały, że płonęłam z podniecenia. Czułam jak krocze pulsuje i wilgotnieje. Teraz jestem wdzięczna, że zrobił krok w moją stronę. Przerwał zabawę w ciuciubabkę. Podniecony do granic możliwości.

Zaciska mocno dłonie na moich pośladkach, szczypie je, ugniata. Językiem pieści usta, szyję. Przyspieszony oddech i natarczywe ruchy dają wyraz temu, jak bardzo chce mnie zerżnąć. Zsuwa sukienkę z ramion, odkrywając piersi. Obejmuję go, by nie upaść. Mocno wbijam paznokcie. Usta karmią się sobą nawzajem. Spojrzenia spotykają. Nie ma zawahania. Jest pewność.

– Pięknie wyrosłaś… – mówi z szelmowskim uśmiechem, ściskając mocno piersi, drażniąc sutki przez materiał biustonosza. Jęczę w przypływie rozkoszy. Nie jest delikatny i to bardzo mi odpowiada. Nagromadzone przez lata napięcie, fantazje i pragnienia mają teraz swój wydźwięk. Doskonale odczytuje moje preferencje. Podniecenie wzrasta do niespotykanych rozmiarów. Nie wytrzymam dłużej. Marzę o jego kutasie w sobie. Natychmiast. Powoli zsuwam się z niego. Wstaje i łapie mnie za kark. Teraz klęczę z wypiętym tyłkiem. Bezbłędnie odgaduję jego intencje, z przewrotnym błyskiem w oku. Czekam. Na to, co musi się stać. Nachalne ręce rozwierają pośladki. Dłonią sprawdza moje pożądanie, a kiedy zanurza palce w środku, brakuje mi tchu… Jestem bezwstydnie mokra, otwarta na niego i w przeciągłym jęku zawieram całe swoje pragnienie…

– Bardzo niegrzeczna – jego głos drży.

Wyjmuje palce, a ja wypinam się bardziej. Odgłosy rozpinania paska i zamka w spodniach doprowadzają mnie do szaleństwa. Wchodzi we mnie szybko i mocno. Mój głośny jęk zagłusza jego donośne:

– O kurwa!

Rozpycha mnie, a głowa opada coraz niżej…

Odwracam się, by na niego spojrzeć. Kątem oka dostrzegam przymknięte powieki, przygryzione usta. Trzyma moje biodra w żelaznym uścisku, kłykcie bieleją od zaciskania. Stoi i pieprzy mnie mocno, dobijając do samego dna, na granicy przyjemnego bólu. Uwielbiam czuć w sobie siłę. Penisa rozwierającego ścianki pochwy, wypełniającego wszystkie zakamarki i dostarczającego mieszaninę ekstazy, bólu, rozciągania i chlupoczącego dźwięku ostrego rżnięcia.

Nasze ciała poruszają się płynnie, miarowo. Współgrają ze sobą idealnie. Jest niczym bestia spuszczona ze smyczy, pędząca bez tchu, bez ograniczeń, bez strachu i obaw. Naprzód, byle dalej, byle szybciej, byle głębiej…

Dyszy. Porusza się szybko, skupiony na odczuciach płynących z środka, przepełniony mocą, którą sobie daliśmy, na którą sobie pozwoliliśmy. Tyle lat… Każdy kolejny ruch promieniuje przez skórę, jego dłonie parzą.

Opuszczam nisko głowę, unoszę wyżej biodra. Lewe przedramię kładę na kanapie i opieram o nie czoło. Sięgam do łechtaczki. Jego dłonie zaciskają się jeszcze mocniej na pośladkach, by zaraz wymierzyć kilka mocnych klapsów. To nieuniknione. Tyle lat… Moje jęki przeplatane krótkim:

– O taaak…po każdym uderzeniu, wprawiają go w szaleńczy galop.

Powoli zatracam się w odczuwaniu, nie mam siły odwrócić się, by na niego spojrzeć. Oczami wyobraźni widzę drżące z napięcia uda, pośladki zaciskające się raz po raz przy każdym pchnięciu. Tors, tatuaż z lwem na prawej piersi, plecy, barki, ramiona górujące nad moim ciałem. Głowa odchylona do tyłu. Usta otwarte, gotowe do…

Tego przecież chciałaś… – myślę.

Zaciska powieki, zaciska dłonie, oddycha ciężko i głęboko. Czekam. Czeka całe moje ciało pragnące spełnienia. Nie wystarcza dławiący jęk i przyspieszone dyszenie, nie wystarczają dźwięki naszych ciał, mokre odgłosy kopulacji. Chcę by jego głos wdarł się w moje ciało z taką samą mocą, z jaką mnie pieprzy. Chcę zanurzyć się w nim jeszcze bardziej. Usłyszeć rozdzierające go spełnienie. Tyle lat…

– Moooja drogaaa… – Zagłuszone narastającym jękiem, za którym wydobył się… krzyk. Mocny, przeciągły, głęboki i donośny, wlewający we mnie fale niesamowitego spełnienia.

Krzyczymy razem, by w końcu zamilknąć.

Spadliśmy…

***

Słońce wpada przez szczelinę między zasłonami. Podążam za promieniami, pchana ciekawością, gdzie spoczną. Ich ciepło dotyka jego twarzy, przyobleczonej zmęczeniem, ale zrelaksowanej. Przysuwam się bliżej. Ma błogość wypisaną na twarzy. Usta przywdziały delikatny uśmiech. Promienie oświetlają głównie policzek, nadając mu różową poświatę. Oczy spokojnie przymknięte. Skóra lśni jeszcze bardziej niż zwykle. Zatapiam palce w promieniu i podążam jego śladem. Spokojnie, wraz z nim, ku twarzy kochanka. Odchyla głowę i światło zalewa usta. Drobinki śliny błyszczą niewyobrażalnie pięknie, niczym woda w wodospadzie rozkoszy. Nabrzmiałe, rozchylone wargi kuszą swoją czerwienią do pocałunku jakby wyczuwały moje zamiary. Palcami uczę się ich faktury. Ze staranną czułością, by nie przestraszyć go niekontrolowanym ruchem. Gładkie i gorące proszą bezwstydnie o więcej. Kąciki ust unoszą się, jakby w uśmiechu. Nachylam się nad jego twarzą. Wydaje się jeszcze piękniejsza. Znam każdą bliznę, zmarszczkę, każdy znak na skórze. Znam miejsce, gdzie zaczyna się i kończy zarost. Wszystko doskonale wyryte w pamięci. Teraz mogę sprawdzić jak smakuje jego skóra i jaką ma fakturę. Znam każdą plamkę w ciemnych oczach. Bywają czarne, ogarnięte żądzą i nieco brązowe, gdy przepełnia go czułość. Uwielbiam jego oczy. Kiedy tylko dla mnie zapala w nich miliony gwiazd. Kiedy błyszczą nieskazitelnym blaskiem, jasnością. Gdybym mogła, policzyłabym jego rzęsy. Znam kształt jego uszu i zapach szyi. Każde wspomnienie przyprawia o drżenie i pobudza wzrastającym pragnieniem.

Nachylam się, by dotknąć go ustami. Nawilżam je. Czuję gorący oddech na swoich wargach. Podniecenie oblewa ciało falą gorąca. Spogląda pełnym żądzy wzrokiem. Zatapia palce w moich włosach, przyciągając usta do swoich. Gładzi policzek, a ja wtulałam się w jego dłoń, by poczuć naszą bliskość. Sprawia, że nie mogę patrzeć inaczej, jak tylko w ciszy zachwytu i milczeniu. Toniemy w gorącym pocałunku. Promienie słońca nadal rozgrzewają policzek, nadając mu różowości. O resztę postarają się moje usta.

***

Po czternastu latach spotkaliśmy się dwa razy.

Początek i koniec.

Powitanie i pożegnanie.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a jednak spotkania po latach mogą być niezwykle ważne… hmmm… czyżby właśnie dlatego, że potrzebujemy się przekonać, że rzeka się zmieniła?

Ciekawe spojrzenie na nastoletnią fascynację 🙂

Bohaterka właściwie nie weszła dwa razy do tej samej rzeki. Ona bardzo chciała do niej wejść, ale ze względu na wiek i pewne konwenansem, wcześniej to nie było możliwe. Można rzec, że rzeka na nią ciągle czekała i aby nie dać się porwać jej nurtowi, musiała wiele lat odczekać.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

Również pozdrawiam 🙂

Bardzo ciekawe spojrzenie na tematy “starych miłości” “nowych otwarć”, czy jak wspomniała Ania “tych samych rzek” 😉 Według mnie autorka słusznie zauważa, że po tylu latach nie są to już te same osoby, te same relacje i te same uczucia. Choć wybuch namiętności może się oczywiście pojawić, co zresztą dzieje się w przypadku bohaterów.

Ponadto rzucił mi się w oczy coraz bardziej dopracowany styl. Z opowoadania na opowiadanie warsztat SheWolf jest coraz lepszy, łącząc bardzo umiejętnie czyny bohaterów i ich przemyślenia w jedną całość. Czekam na więcej! 🙂

Agnesso,
dziękuję bardzo za Twój komentarz.
Rzeczywiście, zależało mi na tym aby pokazać, że po wielu latach ludzie mogą się bardzo zmienić, ale pragnienia niekoniecznie tak bardzo. Chociaż, temat zachęca do większej dyskusji. Co osoba, to inne przemyślenia na kwestię “starych rzek” i “nowych pragnień”.
Pozdrawiam serdecznie 🙂

Autorka w interesujący sposób przekazuje uczucia, emocje, myśli dojrzewającej nastolatki i jej budzących się erotycznych fascynacji. Pewne granice nie zostały przełamane, choć bohaterka tak bardzo tym marzyła…

… A co sobie wymarzyła, spełniło się po latach… Przypadek, bądź przeznaczenie (skłaniam się ku drugiej opcji) spowodowało, że “Mistrz i uczennica” ponownie się spotkali i dopełnili to, co rozpoczęło się przed laty…

Trafne podsumowanie i zgrabne streszczenie, dziękuję 🙂
Myślisz, że to przeznaczenie? Nie przypadek? 🙂

Pozdrawiam

Oczywiście to samo wydarzenie można tłumaczyć różnie. Osobiście skłaniam się ku opcji, aby podobne “zbiegi okoliczności” wykorzystywać / doprowadzić do końca. Wtedy przypadek staje się przeznaczeniem? W innym razie nasze życie staje się nie dokończoną opowieścią wypełnioną przypadkami…
Warto pamiętać, że i przeznaczenie może prowadzić do rozwiązania, które się nam nie spodoba – w tym przypadku, mąż bohaterki dowiaduje się o zdradzie. W efekcie w szale dokonuje na niej morderstwa / wyrzuca z domu bez grosza / oznajmia, że jej nie kocha a wszystkie orgazmy udawał co prowadzi do utraty poczucia własnej wartosci przez kobietę… Itd.
Szanse na pozytywne lub negatywne efekty wydarzenia określonego mianem przeznaczenia są jednak zbliżone. Aczkolwiek, te negatywne rzadko nazywamy przeznaczeniem 😉

Myślę, że to kwestia podejścia. Jeśli chcemy takie “zbiegi okoliczności” doprowadzać do końca, to chyba nie można tutaj mówić ani o przypadku, ani o przeznaczeniu. Wszak mamy wpływ na ukierunkowanie pewnych zdarzeń. Oczywiście nie wszystkich, bo każdy ma wolną wolę.
Czy mamy aż taki wpływ na to co możemy lub nie – zrobić?
Z pewnością, gdy coś negatywnego się dzieje nie nazywamy tego przeznaczeniem. Mamy jednak tendencję, by pozytywne kwestie mianować w ten sposób.
Ja wychodzę z założenia, że szczęściu czy też przeznaczeniu zawsze można pomóc. 😉
Uściski.
She Wolf

Bardzo przyjemne opowiadanie. Prowokacyjne ale też stonowane, spokojne, w finale intensywne, oczekiwane, pożądane… Czy na pewno? Aż prosi się o wersję reżyserską z innym zakończeniem. Takim, w którym bohaterka nie przekracza bariery postawionej przed laty a fantazje pozostają fantazjami.
Mimo wszystko – to było miło spędzone 20 minut. Dziękuję 😉

Życząc kolejnych, równie udanych tekstów,
Pozdrawiam
MRT

Dziękuję Ci za ten komentarz. Sama zaczęłam się zastanawiać nad innym zakończeniem pod wpływem sugestii i rzeczywiście mogłoby być ciekawie. 😉
Niemniej zdecydowałam o takim i cieszę się, że zostało opowiadanie dobrze przyjęte.
Uściski,
She Wolf

Napisz komentarz