Tatrzańskie (MRT_Greg)  3.67/5 (79)

16 min. czytania

Źródło: Pixabay

Obudziłem się w środku nocy. Zlany potem, zmęczony jak po wyczerpującym biegu, a równocześnie zziębnięty, z pełzającymi po plecach smugami chłodu i głową spoczywającą na wilgotnej poduszce. Machinalnie rzuciłem ją precz w kąt pokoju. Siadłem, usiłując przebić wzrokiem ciemność. Przez szczeliny w roletach wpadało do pokoju nikłe światło księżyca. Tylko dzięki niemu dojrzałem postać leżącą obok mnie. Z bijącym sercem dotknąłem pościeli, a następnie przesunąłem dłonią wzdłuż do góry, aż natknąłem się na zimne ciało. Chyba wrzasnąłem, choć możliwe że tylko wewnątrz własnego umysłu. Kształt poruszył się, coś mruknął i przewrócił na drugi bok. Jeszcze przed chwilą serce biło mi jak oszalałe, lecz widok Natalii, słodko obejmującej udami naszą małżeńską kołdrę, sprawił, że odetchnąłem z ulgą. Tętno nadal było wysokie, przysadka wciąż produkowała adrenalinę, tak że musiałem wziąć kilka głębszych oddechów, by ostatecznie się uspokoić. Żeby jeszcze dodatkowo potwierdzić moje powidoki, chwyciłem za telefon spoczywający na szafce obok łóżka i aktywowałem monitor. W jasnym świetle smartfona przekonałem się, że osoba obok mnie faktycznie jest tą, której dwa miesiące temu powiedziałem TAK.

Zaskoczony uniosłem brew. Natalia nie tylko ściskała udami kołdrę. Ba! Ona się nią masturbowała. Zafascynowany zacząłem snuć wyobrażenia. Może ostatnie dni spędzone na nieustannym niemalże kontakcie fizycznym stworzyły podstawy do nocnych fantazji. A może – tu ukłuła mnie nutka zazdrości – śni jej się jakiś kochanek, którego rytmicznie ujeżdża? Przysunąwszy ucho do jej ust, usłyszałem cichutkie pomrukiwanie. Jej dłoń wczepiona w materiał wskazywała, że blisko jest spełnienia. I faktycznie, kilka minut później spała już spokojnie.

Ja tymczasem musiałem ochłonąć po własnym koszmarze. No… może na początku nie był taki straszny, tylko koniec mnie wyraźnie przeraził. Wstałem i po cichutku udałem się do kuchni. Nalałem sobie szklankę zimnej wody i wypiłem jednym haustem. Wróciła mi jasność umysłu. Choć nadal starałem się nie zaglądać za zasłony, a na fotelu zasiadłem tak, by mieć widok na cały pokój, wmawiałem sobie, że to był tylko sen. Przyćmione nocne światło z akwarium rzucało po pokoju fantasmagoryczne cienie. Czym prędzej je zgasiłem. Salon pogrążył się w ciemnościach. Skrzypnięcie gdzieś w trzewiach domu uświadomiło mi, że nadal się boję. Telewizora nie włączałem, żeby nie trafić na jakiś horror. Na samą myśl o tym, ciarki mi przeszły po plecach. Chcąc nie chcąc w końcu wstałem i zapaliłem żarówki nad okapem. Tak było dobrze. Kolejna szklanka wody zabulgotała w pustym żołądku. Wolałem jednak uruchamiać mikrofali, by nie zbudzić niepotrzebnie Natalii.

Ponownie klapnąłem na fotel i poddałem analizie mój sen.

Byłem… chyba na jakimś wyjeździe integracyjnym z firmy. W górach, w lesie. Wiał zimny wiatr, więc przy ognisku siedzieliśmy, tuląc się do siebie. Odczuwałem to jednak jako zupełnie przyjacielskie zachowanie, pozwalające egzystować w nieprzyjemnej aurze. Pod nogami walały się butelki po piwie. Ktoś otworzył flaszkę i ruszyła kolejka. Po studencku. Nalać, wypić, podać dalej. Jak na taśmie produkcyjnej, zaraz pojawiła się przepita, a w kolejności przegryzka. Siedząca obok mnie Agnieszka wsadziła mi rękę pod kurtkę, drażniąc ciało lodowatą dłonią. Skrzywiłem się, gdy przejechała mi palcami po sutkach.

– Grziesz – zaczęła, usiłując spojrzeć mi w oczy. Miała jednak mocno rozbiegany wzrok i wydawało się, że patrzy we wszystkich możliwych kierunkach, prócz tego pożądanego. Jej słodki, choć bełkotliwy głos, uświadomił mi, że dziewczyna ma już nieźle w czubie. – A szy ty mie fogule lupisz?

– Pewnie – odpowiedziałem, zaglądając jej pod parkę. – Co to za pytanie?

– Bo fpradzy to… tak jakpyś nie bar, nie bal… no… wiesz…?

– E, no. Głupoty gadasz.

Rozejrzałem się wokół. Towarzystwo pijanej dziewczyny, podczas gdy inni świetnie się jeszcze bawili, nie bardzo mi odpowiadało. Osłaniając oczy przed blaskiem płomieni, usiłowałem dojrzeć lokum w którym byliśmy zakwaterowani. Niestety niedaleko stała tylko bryczka. Woźnica bujał się na swoim zydelku, to w lewo, to w prawo, w zależności w którą stronę powiał wiatr. Dwie pary gniadych ogierów smętnie przebierały kopytami w błotnistej ziemi. Co raz któryś parsknął. To nie było to, o co mi chodziło, z braku laku jednak trzeba było skorzystać z dostępnych środków. Podniosłem się powoli.

– Chodź – szepnąłem, nachylając się do niej.

– Gzie? Ja nie mokę, Gzieś…

– Wstawaj, do cholery! – szarpnąłem ją do góry i zarzuciłem na bok.

Dziewczyna co rusz traciła nad sobą kontrolę. W jednym momencie zdawało się, że jest w stanie o własnych siłach dojść do bryczki, by po chwili ciążyć na mnie swoim bezwładem. Pozostali uczestnicy imprezy, zajęci gorącymi dyskusjami, nawet nie dostrzeli oddalających się.

W połowie drogi do wozu, potknąłem się o wystający korzeń i runąłem jak długi na twardą ziemię. Agnieszka za to miała wygodną amortyzację. Jęknąłem, gdy walnęła mnie głową w szczękę. Zaraz potem sturlała się między drzewa.

– Aga! – krzyknąłem za nią. – Kurwa! Ja pierdolę!

Byłem zaskoczony, jak szybko zniknęła między drzewami. Czym prędzej skoczyłem w tamtym kierunku, by stanąć jak wryty.

Znajdowaliśmy się na skraju łąki. W oddali pyszniła się panorama Tatr. Jednak istotnym zaskoczeniem była otaczająca nas jasność – blask księżyca był tak mocny, że można było się poczuć niemal jak za dnia. Tam, wokół ogniska, wśród otaczających nas drzew, mrok oblewał otoczenie gęstą smołą. Kilka kroków dalej znajdowała się zupełnie inna kraina.

Agnieszka grzebała się z ziemi. Najwyraźniej upadek ocucił ją nieco. Klęczała, podparta na rękach, ze zwieszoną głową, co chwila nią potrząsając. We włosy wplotło jej się jakieś zielsko i nie mogła się od niego uwolnić.

– Czekaj – przysiadłem przy niej.

Pomogłem jej się wydostać z okowów natury. Podniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się niepewnie.

– Dziękuję – rzekła i zbliżyła się do mojej twarzy.

– Aga – zacząłem. Chyba jednak mało przekonywująco.

Jej pocałunek był lekki jak muśnięcie skrzydeł motyla. Zapach owocowego fermentu oszałamiał. Poddałem się kolejnym zabiegom, choć w głowie wciąż huczała myśl: NIE! W końcu nie wytrzymałem. Wstałem raptownie.

– Aga! Nie możemy!

– No, nie psuj tego. Daj spokój! Nikt się nie dowie.

– Ja będę wiedział – nie poddawałem się.

– Grześ – na moment spojrzała na mój rozporek. Skurwysyn kutas rwał się do walki. Uśmiechnęła się, po czym sięgnęła tam dłonią.

– Aga…

Walczyłem. Naprawdę. Walczyłem jak lew. No, a… poległem jak mały kociak.

Pozwoliłem, by mi obciągnęła. Na koniec objęła mnie gorącem swoich policzków, sprawiając, że stałem się jeszcze twardszy. Szybko doprowadziła mnie do finału, połykając nasienie do ostatniej kropelki. Trzymała mnie w buzi, nawet gdy już zwiotczałem, i trzymała dalej, aż poczułem, że znów jestem gotów. To było niesamowite, nigdy do tej pory mi się nie zdarzyło, bym tak szybko wrócił do formy.

Tymczasem Agnieszka siadła na trawie i podciągnęła do góry spódniczkę. Na ten widok wszelkie tlące się jeszcze we mnie pokłady oporu, znikły w jednej chwili. Jej wygolone łono wyglądało jak cipka nastolatki. Przejechała palcem po szczelince, otwierając pąki kwiatu. Klęknąłem czym prędzej i przymierzyłem się. Podniosłem na chwilę wzrok, mając nadzieję, że ujrzę na jej twarzy choćby cień wątpliwości. Miała jednak zaciśnięte powieki, i wstrzymywała oddech, oczekując pchnięcia.

Wbiłem się w nią na raz i do końca. Podbrzusza zderzyły się ze sobą, wyrywając z naszych ust głośny jęk. Agnieszka rozłożyła szeroko nogi, a potem położyła mi je na pośladkach. Wsparty na łokciach ścisnąłem jej piersi i zgniotłem między palcami ciemne brodawki. Zawyła z bólu, wczepiając się dłońmi we włosy. Z każdym sztychem szarpała za moją fryzurę, jakby chciała zerwać mi skalp z głowy.

Przestałem się przejmować czymkolwiek. Puściłem jej piersi i, podparłszy się na rękach, przyspieszyłem ruchy. Waliłem ją mocno i twardo, za każdym razem chcąc znaleźć się jeszcze głębiej. Nigdy wcześniej nie miałem tak sztywnego i wielkiego kutasa. Jak gdyby nagle przypomniał sobie o zalegającym gdzieś we mnie zapasie i urósł o kolejne centymetry. Rozradowany tym odkryciem wykorzystywałem cały swój potencjał, by zapewnić sobie maksymalną rozkosz. Aga już mnie nie obchodziła. Równie dobrze mogła to być każda inna dziewczyna. Cipka jest cipka, jak mawiał znajomy kierownik – jest jak reklamówka; dziura wszędzie taka sama, tylko grafika się zmienia.

Niemniej istota mego podniecenie brała się nie tylko z jej ciasności, wilgotności i ciepła, lecz też widoku jej piersi podskakujących w rytm pchnięć. Pomyślałem sobie, że to może nawet nie jest do końca dla niej takie przyjemne: dwa worki, skądinąd dające przyjemność, ale majdające z takim impetem, muszą być mocno odczuwalne. Chuj z tym! Widok był boski i nie zamierzałem przerywać spektaklu.

W miarę upływu czasu ubywało mi sił. Może i kutas nie zmieniał swoich rozmiarów, jednak ochota na pieprzenie powoli zanikała, stając się zwykłym, beznamiętnym rypaniem. Porno może i jest fajne, ale do określonego momentu. Po pewnym czasie ma się dość wciąż tego samego.

Wyszedłem z niej i brutalnie przewróciłem na brzuch. Podciągnąłem jej pupę do góry i wbiłem się między pośladki. Zawyła. Miała dupę równie ciasną, co cipkę. Była za to zbyt sucha, by wejść na raz. Powoli więc, raz za razem, wnikałem coraz głębiej, aż w końcu udało mi się wsunąć całemu. Dźwignąłem się z kolan i posuwałem ją na pieska, obejmując dłońmi za biodra. Aga w tym czasie sięgnęła między nogi i zaczęła się masturbować palcami.

Odgłos naszych zderzających się ciał, niósł się echem po połoninie. Byłem nieziemsko zaskoczony, że nikt z grupy przy ognisku tego nie słyszy. Szybko jednak odsunąłem na bok te myśli, skupiając się ponownie na właściwym elemencie. Agnieszka wyraźnie dochodziła, a mi z kolei opadało podniecenie. Uznałem, że czas wrócić do właściwego kierunku i wyjąwszy kutasa z jej dupy, wsadziłem ponownie w cipkę. O tak! Tego mi było potrzeba. Ponowne zanurzenie się w miękkości pochwy sprawiło, że również zacząłem odczuwać oznaki zbliżającego się orgazmu.

Wyczuła to. Szybko odsunęła się ode mnie. Zawarczałem zły, lecz poddałem się jej zabiegom i pchnięty rozłożyłem się na trawie. Dosiadła mnie jak kowbojka narowistego wierzchowca. Jednym susem wskoczyła i zaczęła galopować. Oparta plecami o kolana ukazywała mi całą istotę pożądania. Jej napuchnięte wargi sromowe ciasno obejmowały mój członek, lśniąc od soków pożądania. Lecz ta krótka przerwa nie pomogła. Koniec był bliski. Usiłowałem ją zrzucić z siebie, lecz trzymała mnie mocno, ściskając dłońmi szyję. To nie tak miało wyglądać! Zły na kurwę, która tak bezczelnie mnie uwiodła, poderwałem się jednym wierzgnięciem. Role się odwróciły. Powróciwszy do pierwotnej pozycji wbiłem się w nią z impetem, wyrywając z jej gardła charczący wrzask.

– Zamknij się! – zazgrzytałem zębami, po czym chwyciłem ją za szyję.

Waliłem teraz jak opętany. Pot zalewał mi oczy, jej jęki oddalały się ode mnie, gdy tętent krwi skroniach powoli zagłuszał wszystkie dźwięki z zewnątrz. Nagle zgubiłem rytm. A potem ponownie pchnąłem i właśnie miałem wyjść, gdy zwarła na mnie uda.

– Nie! – Zawyłem w rozpaczy.

Ale było już za późno. Gorąca struga spermy zalała jej cipkę. Nie wiem, jak długo pompowałem w nią nasienie. Gdy opuszczałem jej ciało, kutas był już krótki i wiotki, przypominając bardziej jakąś narośl niż męskie przyrodzenie.

Gdy podniosłem głowę, na wysokości wzroku, nie więcej niż dwa metry ode mnie, ujrzałem opalizujące w mroku dwa zielone punkty. Mrugnięcie i znów błysk. Przeraziłem się nie na żarty. Zawsze myślałem, że wilki mają złoty poblask źrenic. Potrząsnąłem głową i ponownie spojrzałem w tamtym kierunku. Złudzenie znikło. Wbijałem wzrok w mrok lasu, ale nic tam nie dostrzegałem. Westchnąłem ciężko i tyrpnąłem Agę.

– Wstawaj, dziewczyno – mruknąłem, podciągając bokserki.

Agnieszka jednak nadal leżała. Spojrzałem między jej nogi. Z cipki wylewała się moja sperma. Byłem cholernie zły. Na siebie, na nią, na cały pierdolony wyjazd. Mimo to starałem się zachować resztki pozorów.

– Aga, kurwa, wstawaj! Nie czas na spanie. Ja pierdolę!

Nachyliłem się do niej lecz coś mnie tknęło. Jej rozchylone usta, szkliste oczy wpatrujące się tępo w czerń nieba.

– O, kurwa! Oooo… ja…!

Sprawdziłem jej puls. Nic. Szlag by to!. Na szyi – ponoć lepszy daje odbiór. Nadal nic. Kurwa! Kurwa mać! Byłem przerażony. Spojrzałem na sine pręgi na jej szyi i straciłem panowanie nad sobą. Mimowolne drżenie opanowało mnie do tego stopnia, że nie mogłem w ogóle racjonalnie myśleć. Wstałem i chodziłem w kółko, powtarzając przekleństwo, jakby mogło mi to w czymkolwiek pomóc. Nie wiem czym powodowany, przeturlałem jej ciało pod drzewo i przykryłem gałęziami. Wszedłem w las, by zdjąć z oczu widok jej trupa.

– Nie mogę – jęknąłem w rozpaczy – nie mogę jej tak zostawić.

Byłem w koszmarnej sytuacji i kompletnie nie wiedziałem, co z tym zrobić. Szedłem powoli w kierunku ogniska, usiłując wymyśleć słowa, które przekażę biesiadującym. Nim jednak do nich dotarłem, raptownie coś sobie uświadomiłem. Może… może trzeba było chociaż spróbować… usta-usta. Zawróciłem na pięcie i pobiegłem z powrotem. Przecisnąłem się między drzewami i sięgnąłem pod konary jednego z nich. Odsunąłem gałęzie i zmartwiały ujrzałem puste miejsce. Rozejrzałem się wokół. Może to nie tutaj?

W dziesięć minut przeszukałem pobliskie zarośla i drzewa. Nigdzie nie było Agnieszki. Może mi się popierdoliło a ona jest żywa. Tylko, kurwa, pijana, wstała i gdzieś polazła. Starałem się spojrzeć jak najdalej na połoninę. Na moment pośród traw zamajaczyła jakaś postać. Czym prędzej pobiegłem w tamtym kierunku, im szybciej jednak przebierałem nogami, tym bardziej zjawa oddalała się ode mnie. W końcu przystanąłem i spojrzałem jeszcze raz za mirażem. Nic. Bujające w trawie krzaki i pojedyncze drzewa. Z tyłu huczał las.

Pospiesznie wróciłem z powrotem do naszego legowiska. Ponownie przeszukałem krzaki i dokładnie zbadałem miejsce, w którym, jak sądziłem, zostawiłem Agnieszkę. Wydawało mi się, że widzę wgłębienie po jej ciele, i dziwne dwie bruzdy ciągnące się w głąb lasu. O chuj! O kurwa! Przypomniały mi się dwa błyski. Czyli jednak pierdolone wilki albo, kurwa, niedźwiedź. Tak! Na pewno niedźwiedź. Wilki mają złoty poblask. A to pewnie jakiś miś, sobie, kurwa, urządził szwedzki stół. Ja pierdolę! Złapałem się za głowę. Gubiłem się w rozważaniach. Mord sam w sobie nie był tak przerażający, jak wizja dziewczyny rozdzieranej pazurami drapieżcy. Już widziałem nagłówki gazet. Turyści znaleźli rozszarpane zwłoki młodej dziewczyny. Poczułem zbierającą się w gardle ciężką breję. Nachyliłem się i zwymiotowałem na ziemię.

W miarę jak wyrzygiwałem z siebie wspomnienie wieczoru, jak i całe ostatnie minuty strachu, przed moimi oczami zaczął układać się dziwny wzór. Przychylałem głowę to w prawo, to w lewo. Kiedyś czytałem o ludziach, co wróżą z kości czy wnętrzności płazów, ale z własnych rzygów…? Im bardziej się temu przyglądałem, tym większy ogarniał mnie strach. W końcu wszystko ułożyło się w całość. Przerażony odskoczyłem, starając się patrzeć pod nogi. Im bardziej jednak zagłębiałem się w łąkę, tym było gorzej. Pod moimi nogami ścieliły się ludzkie trupy. Dziesiątki, setki, odrażających, powykręcanych kształtów. Kobiety i mężczyźni zastygnięci w niewyobrażalnych pozycjach, poukładani niczym klocki tetrisa. Zapadałem się między nich, grzęzłem pośród martwych ciał. Moje nogi przebijały wyschnięte żołądki, wzbijając w powietrze pył śmierci. Wrzeszczałem, ile sił mając w płucach, gdy wtem ujrzałem ją.

Postać dziewczyny, oplecionej gałązkami drzew, które wyrastały wprost z jej ciała. Długie włosy, sięgające ziemi, łączyły się z wysokimi trawami. Jej łono przyozdobione kędziorkami mchów, otwierało się łakomie, rozbryzgując mix feromonów. Ujrzałem obok niej parę kopulujących niedźwiedzi, parzące się zające i wielkiego rogacza, pokrywającego drobną łanię. Nagle wszystko wokół mnie zaczęło się pieprzyć. Nawet trupy, dotąd leżące w malignie rozkładu, zaczęły się łączyć w pary. Zielone chuje wbijały się w szare, poprzeżerane robakami cipy. Widziałem prącia, niczym rozedrgane glisty, wciskające się coraz głębiej, w trzewia kobiet. Z ich ust wystawały kutasy. Śmiały się i wyciągały ręce w moim kierunku.

– Nie – jęknąłem bezgłośnie.

Spojrzałem jeszcze raz w jej kierunku. Była już tuż przy mnie. Spoglądała na mnie swymi zielonymi jak szmaragdy oczami. Usta poruszyły się. Nadstawiłem uszu.

– Co mówisz? – spytałem.

– Weźźź…

Jej usta poruszały się, lecz dźwięk dochodził mnie zewsząd. A może to wiatr grał ostatnią nutę.

– Grześśś…

Spojrzałem pod siebie. Aga wyciągała dłonie w moim kierunku. Głowa zwisała pod nienaturalnym kątem, szyja zwijała się niczym foliowy worek. Jej palce tymczasem rozwierały szeroko płatki sromu. Różowe wnętrze cipy błyszczało od soków. Zapach podniecenia sięgał mych nozdrzy, sprawiając, że mimo całej sytuacji i koszmaru w jakim się znalazłem, mój kutas ponownie stanął na baczność.

– Grześśś…

Otworzyłem usta.

– Grześ!

Otworzyłem oczy.

– Grzesiek!

Natalia stała przede mną, wbijając dziki wzrok w mojego sterczącego kutasa. Jej zmarszczone brwi nie wróżyły nic dobrego.

– Nat – jęknąłem. – Co tu się… Co ty robisz?

– Co ja robię? Co ja tu, kurwa, robię?!

Była wściekła. Tylko raz widziałem ją taką i obiecałem sobie nigdy więcej nie doprowadzać jej do takiego stanu.

– Nat… ja nie wiem. Naprawdę. Kochanie – krzyknąłem w ślad za nią. – Proszę! Zaczekaj. Ja… ja chyba miałem jakiś sen…

Zatrzymała się w półkroku. Stała nadal tyłem, czekając na ciąg dalszy.

– Nie wiem – zacząłem – nie wiem, co to było. Obudziłem się w nocy. Miałem jakiś koszmar. Nie pamiętam już teraz nawet co.

Skłamałem. Z premedytacją.

– A potem przyszedłem tutaj…

– Yhy – mruknęła. Złość jej nie przeszła nic a nic. – Miałeś koszmar, pewnie jakiś z pracy, żona Cię nakryła na posuwaniu sekretarki?! Więc przyszedłeś tutaj, puściłeś sobie na telefonie porno i postanowiłeś sobie zrobić dobrze!

Uniosłem brwi w zdumieniu. Potem zerknąłem na trzymany w ręku smartfon. Na ekranie migotała nazwa popularnej strony z filmami porno. Nagle zrobiło mi się zimno. Zatrzymana klatka filmu ukazywała kobietę w stroju matki natury, ujeżdżającą jakiegoś faceta. Jej długie włosy oplatały jego szyję.

– Nat – zacząłem ponownie – przysięgam. Przyszedłem tutaj, napiłem się wody i siadłem na fotelu, usiłując dojść do siebie po koszmarze.

– No, to doszedłeś. Nawet nie raz.

Z wyraźna drwiną wskazała plamę na dywanie.

– Nat, proszę cię, zrozum, ja naprawdę nie wiem, co się dzieje. Jakbym lunatykował, jakbym wciąż śnił ten koszmar.

– Aha! To o to chodzi! No, ja przepraszam bardzo, że cię tak zadręczam. Przepraszam, że jestem chuda i ciasna. Przepraszam, że codziennie rano obciągam ci kutasa, a wieczorem grzmocę się z tobą, nabijając się na twojego twardego chuja. Przep…

Doskoczyłem do niej, widząc zbierające się łzy w kącikach jej oczu. Zły sam na siebie, za swój głupi nieprzemyślany język, otoczyłem ją ramionami. Usiłowała się wyrwać, lecz trzymałem ja mocno,

– Nat, ja cię kocham. Wiesz o tym przecież.

– Yhy.

– Naprawdę. Nie ma dla mnie nikogo ważniejszego. Przepraszam. Źle to odebrałaś.

– No. Ja zawsze źle odbieram – mruknęła cicho. Nie wyrywała się już jednak.

– Nie tak. Kochanie. Proszę cię – złożyłem błagalnie ręce, wypuszczając ją z uścisku. – Proszę, wróćmy do łózka, wszystko ci wytłumaczę.

– Rano – rzuciła, zamykając mi drzwi przed nosem. – Teraz śpisz na kanapie. Możesz sobie walić, ile chcesz.

W jednym momencie moja frustracja zmieniła się w złość. Kopniakiem wywaliłem drzwi. Rzuciłem się na nią i powaliłem na łóżko. Kutasa miałem tak twardego, jak przed chwilą w trakcie snu. Unieruchomiłem ją, po czym rozsunąłem gwałtownie nogi. Usiłowała się bronić, była jednak zbyt słaba. Przymierzyłem się i wbiłem się w nią z całej siły. Zawyła.

Donośnym, wibrującym głosem, od którego włosy zjeżyły mi się na karku. Zmieniała modulacje, jak wiatr wiejący pośród wzgórz. Raz słyszałem ryk jeleni, czasem huk wodospadu, a potem szum drzew. Odwróciła się w moim kierunku. Nie wiem, jak to zrobiła, skoro mój kutas wciąż tkwił w jej cipie, a podbrzuszem dotykała łóżka.

Ujrzałem wbite w siebie zielone oczy. Przerażony łapałem powietrze, jak ryba wyjęta z wody, niezdolny do wydobycia z siebie jakiegokolwiek dźwięku.

– Pieprz mnie, Grześśś – zasyczała.

Równocześnie, choć cały czas patrzyła mi prosto w oczy, zaczęła poruszać ciałem, wciągając mnie coraz głębiej w siebie. Nagle poczułem niewyobrażalny ból.

– Nat – zaskowyczałem, patrząc jak w jej wnętrzu znikają moje jądra. Skóra powyżej przyrodzenia, zasysana z ogromną siłą, napięła się, po czym pękła na wysokości pępka. Wnętrzności wylały się zawisając nad podłogą. Wkrótce i one zostały wchłonięte. Wkrótce umysł odłączył się od ciała. Patrzyłem w milczeniu, jak połyka mnie swoją cipą. A potem poczułem zapach jej podniecenia i jeszcze jedną woń. Mieszaninę zgnilizny, rozkładu i zbutwiałych liści. Otworzyłem usta, by w ostatniej sekundzie istnienia posmakować jej soków. Zamknąłem oczy.

* * *

– Muszę przyznać, że trochę dziwi mnie pani spokój.

Zaskoczony dźwiękiem otworzyłem oczy. Mężczyzna około pięćdziesiątki, ze sporą łysiną na czubku głowy, siedział przy naszym stole jadalnym, obracając w ręku filiżankę z herbatą. Po kruchych ciasteczkach na talerzyku zostały tylko okruszki. Obok zastawy leżał obgryziony ołówek i otwarty notatnik. Na jednej stronie dostrzegłem jakieś gryzmoły, na drugiej widniała niemrawa podobizna mojej żony.

– To nie tak, detektywie – odrzekła Natalia, zaplatając dłonie. – Jestem… jakby to powiedzieć… w jakimś takim amoku. Wszystko robię machinalnie, jakby tu wciąż był, tuż obok mnie. Nie dociera do mnie…

Zająknęła się. Co do niej nie dociera? Kto niby miałby przy tobie wciąż być?

Kochanie? Halo! Ej, no! Spójrz na mnie! Tu jestem! Natalia!

Krzyczę prawie, a ona ani drgnie. Nie no, tak się nie da. Usiłuję podejść do niej i przytulić, okazuje się jednak, że nie mogę się ruszyć. Coś mnie trzyma przy ścianie. Mocno i nieustępliwie. Usiłuję zerknąć na bok, lecz nie mogę odwrócić głowy. Ja pierdolę! Co się ze mną dzieje? Albo tak zapiłem albo… nie no, to jakiś koszmar.

Mężczyzna kiwa głową, podnosi się z krzesła i staje naprzeciw mnie. No! Nareszcie. Chcę mu podać dłoń. No i kurwa zaś nic z tego.

– Nieźle wygląda.

Słowa wyraźnie kieruje do Natalii, choć nadal się na mnie gapi.

No co jest do kurwy nędzy?!

To dzieło Grzegorza. Paludarium imitujące tatrzański biotop. Świerki bonsai, prawdziwe kamienie i krystaliczna woda, spływająca kaskadami ze skał. Wszystko utrzymane w naturalnej formie, nawet elementy odrywające się od zdrowych roślin, butwieją, stanowiąc pożywkę dla drobnych organizmów. Mój mąż wiele poświęcił dla tego układu. Można powiedzieć, że włożył bardzo wiele z siebie w to dzieło.

– A to? – spytał detektyw, dotykając mnie. Poczułem dziwne mrowienie. Chryste panie! Facet stał przede mną i ściskał mnie za kutasa a nadal jakby mnie nie dostrzegał.

– Pała Judaszowa.

– Co?! – detektyw zdębiał.

Natalia lekko się zarumieniła, po czym wziąwszy oddech wyjaśniła.

– To roślina bagienna, niegdyś rzadko spotykana, ostatnio widywana coraz częściej. Rośnie w zagajnikach, przyjmując formę pasożytniczą, czerpie życiodajne soki z otaczających ją roślin.

– Wygląda jak kutas w stanie erekcji.

– To prawda i jak kutas równie szybko rośnie, co umiera. Jak się ściśnie za mocno… Uwaga! – Natalia doskoczyła do detektywa. – Jak się ściśnie za mocno, to może wystrzelić nasionami.

Mężczyzna cofnął rękę. Miała rację, prawie doszedłem.

– Detektywie, czy mogę jeszcze w czymś pomóc? Przyznam, spieszę się do pracy.

Pokiwał głową, zamknął notatnik i skierował się do wyjścia.

– Póki co musi mi wystarczyć, co mam – rzekł, zakładając płaszcz. Nagle zatrzymał się. – Tak mi się przypomniało. Zna może pani Agnieszkę Rogolską?

Natalia spochmurniała. Zrobiła się czerwona na twarzy, przez chwilę zbierała myśli, po czym wyrzuciła z siebie:

– Z tą dziwką mąż mnie zdradził kilkakrotnie przed i po ślubie.

No, daj spokój! Przed ślubem to nie zdrada. A po… przecież cię przeprosiłem. To był jeden głupi wyskok…

– Uhm… – Detektyw ponownie się zamyślił, jak gdyby zastanawiał się, czy ma kontynuować. W końcu podjął decyzję: – Bo widzi pani, ona też niedawno zaginęła w równie dziwnych okolicznościach.

– Naprawdę? – Natalia była zimna jak lód. – Wie pan? Jakoś mnie to nie rusza. Czy może jestem podejrzana?

– Nie, skąd! – Zamachał gwałtownie rękoma.

– To w takim razie proszę opuścić mój dom. Pańskie słowa przypominają mi bolesną przeszłość, nie mam ochoty więcej tego słuchać.

– Tak, tak. Przepraszam. – Mężczyzna szybko wycofał się.

Usłyszałem dźwięk odpalanego silnika. Natalia stała jeszcze jakiś czas, spoglądając przez wizjer, po czym zamknęła drzwi od wiatrołapu. W zamontowanym na nich lustrze, ujrzałem swoją postać. A w zasadzie coś, co w bardzo intensywnym wyobrażeniu mogło przypominać ludzką postać. Domyśliłem się, że z bliższej perspektywy całość kompozycji była niedostrzegalna.

Tymczasem moja żona wróciła szybko do pokoju. Ujrzałem, jak zdejmuje z siebie ubranie. Jej skóra była ziemista, piersi miała dorodne, a ciało pełne. Łono pokryte mchem… Wspięła się na mnie, po czym nabiła na mojego, sterczącego wciąż kutasa.

– Weźźź mnie, Grześśś – zasyczała, a ja wystrzeliłem, wypełniając ją judaszowym nasieniem.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Przed napisaniem tego musiałeś chyba obejrzeć „Szósty zmysł”, kilka pornosów i przeczytać „Piekło” Dantego… ale czy ktoś mówi, że to źle?

Nie. Miałem gorączkę 🤪
A wspomniane pozycje lubię też 😁

Przy takich opowiadaniach powinna być szósta gwiazdka za pomysł 😛 Przyznam, że gdzieś do połowy wszystko było raczej przewidywalne, w pewnym momencie nawet przynudnawe, ale potem… Łał! 😀

Albo trzeba zweryfikować oceny pomysłu w innych opowiadaniach 🤔

Dziękuję za pozostawione słowa 😉

Ostatnimi czasy lepiej mi chyba wychodzą krótkie formy, podszyte grozą, niż dłuższe prozaiczne opowieści. Choć w tych drugich przynudzanie wychodzi mi zdecydowanie lepiej 🤣
Z kolei groza w opowiadaniu erotycznym czasem powoduje niesmak czytającego.
Jakby nie było, każdego nie zadowolę 🤪
Pozdrawiam
MRT

Pała Judaszowa rządzi!!! ;’D

Grzesiu,
Ale odjazdowy tekst. Ciekawe czy jakiś research go poprzedził, czy poszło tak … spontanicznie.
Przeczytałem od deski do deski z zainteresowaniem. Czego to niektórzy Autorzy nie wymyślą!
Niemniej trochę komentarzy przekazuję.
1 „Wolałem jednak uruchamiać mikrofali, by nie zbudzić niepotrzebnie Natalii.” Czegoś brak?
2 „Osłaniając oczy przed blaskiem płomieni, usiłowałem dojrzeć lokum w którym byliśmy zakwaterowani.” Brak przecinka.
3 Mam wrażenie, że Agnieszka nagle i nie wiadomo jak otrzeźwiała.
4 „Cipka jest cipka, jak mawiał znajomy kierownik – jest jak reklamówka; dziura wszędzie taka sama, tylko grafika się zmienia.” – Miodzio. 😊
5 „…wyjąwszy kutasa z jej dupy, wsadziłem ponownie w cipkę.” – jakaś dziecinada
6 „Nachyliłem się do niej lecz coś mnie tknęło.” Brak przecinka.
7 „- Nie tak. Kochanie. Proszę cię – złożyłem błagalnie ręce,” Didaskalia z dużej litery.
Uśmiechy,
Karel Godla

Napisz komentarz