Odkrywając siebie V (Ania)  3.65/5 (201)

14 min. czytania

Sonia mieszka w centrum miasta, w starej, poniemieckiej kamienicy z drewnianymi schodami i toczonymi balustradami. Ogromny, podłużny przedpokój prowadzi do ośmiu pomieszczeń. Wysokie drzwi pomalowano białą farbą olejną. Wchodzimy do przestronnego salonu. Przestrzeń rozjaśnia światło wpadające przez cztery okna. Na podłodze leży leciwy turecki dywan w geometryczne wzory w kolorze przejrzałych wiśni. Jest też stylowa sofa i eleganckie meble z kryształowymi szybami w witrynach.

Na niskim stoliku stoi talerzyk z kruchymi ciasteczkami i półmisek z owocami. Sonia uśmiecha się ciepło, prosząc, bym się rozgościła. Proponuje herbatę. Przez uchylone drzwi wślizguje się czarny kot. Przy jednym z okien dostrzegam klatkę z papużką. Na ścianach wiszą obrazy. Martwa natura. Maki. Owoce. Wszystko namalowane w przesadnie ciemnych barwach.

Jest tu wytwornie i jednocześnie ciepło. Szydełkowane, ażurowe obrusy przypominają mi moją babcię. Tak jak u niej nie są białe, tylko kremowe. Uśmiecham się do siebie. Ta kobieta mogłaby być wręcz moją prababcią, a ja zamierzam wypytywać ją o życie seksualne. Zawsze wydawało mi się, że babcie, podobnie jak Muminki albo Smerfy, nie mają życia seksualnego i nigdy nie miały, choć przecież to absurdalne.

Sonia dostojnie wchodzi do salonu, niosąc tacę z dwiema herbatami, srebrną cukiernicą i spodeczkiem z plasterkami cytryny. Miło gawędząc, doprawiamy swoje napoje. Moja towarzyszka jest ciepła i uważna. Dowcipna i szczera. Chciałabym taka być. Teraz, a nie na starość. Zazdroszczę jej spełnienia widocznego w bladych tęczówkach, kurzych łapek pod oczami, które wyglądają, jakby powstały od uśmiechu, i bijącej od niej pogody ducha. Zazdroszczę.

Na moje pytania odpowiada naturalnie, bez niechęci czy strachu. Nie dziwi się, nie robi uników. Dzieli się ze mną swoim życiem. Zwyczajnym. Swoimi fantazjami – bardziej przyzwoitymi niż moje. Jestem jej wdzięczna, że to prawdziwa rozmowa, nie przesłuchanie. Swoim zachowaniem dodaje mi pewności siebie.

Obie od czasu do czasu sięgamy po ciastka. Ona macza je w herbacie. Czeka, aż nieco zmiękną, ale nie rozpadną się, i zjada je ze smakiem. Obserwuję oczarowana.

Dochodzimy do sedna, do pytań o zachowania seksualne. Między jednym a drugim kęsem andruta w czekoladzie, pytam:

– W jakim wieku odbyła pani inicjację seksualną?

– Szesnastu lat. – Jej odpowiedź zaskakuje mnie, ale staram się nie dać tego po sobie poznać. Zapisuję.

– Gdzie to się odbyło?

– W lesie. Pojechaliśmy na rowerach do lasu, na piknik. Mieliśmy taki wielki kraciasty koc i to na nim straciłam swój wianek.

Wianek – chyba tylko kobieta w jej wieku może używać podanych określeń, ale to słodkie. Urocze. Dziewictwo, błona dziewicza – brzmi technicznie. Niewinność? Chyba zbyt staroświecko.

– Co panią do tego skłoniło?

– On. – Uśmiecha się. – Byliśmy ze sobą bardzo blisko. Ufałam mu i chciałam dać mu tę przyjemność.

– Jak w skali od jednego do pięciu ocenia pani swoją satysfakcję z tego aktu? Pięć oznacza bardzo wysoką, a jeden bardzo niską.

– Zależy o jakiej satysfakcji mówimy. – Zamyśla się. – To było czułe i delikatne, złączyło nas emocjonalnie, wzbogaciło – dodaje ciszej i na chwilę milknie. Wiem, że jeszcze nie czas na następne pytanie. Czekam. – Satysfakcji seksualnej nie odczułam wcale. Bolało. On bardzo szybko skończył. Tych dwóch płaszczyzn nie da się ocenić razem – podsumowuje.

– Więc było to przeżycie ambiwalentne? – próbuję znaleźć odpowiednie określenie.

– Tak. – Uśmiecha się promiennie, jakby właśnie uświadomiła sobie coś bardzo ważnego.

Zaczynam się zastanawiać, czemu ja „swój wianek” oddałam temu głupkowi. Pod presją. Czy naprawdę jestem aż tak głupia? Czy nie zasługuję na nic lepszego? Na taką historię jak Soni? Na taką miłość? Miłość… Przypomina mi się poczucie winy toczące ją do późnej starości, do czasu, aż jej kochanek odnalazł ją i uleczył. To piękne i smutne jednocześnie. Przejmujące.

– Ilu miała pani partnerów seksualnych? – ciągnę dalej nasz wywiad.

– Dwóch – mówi najbardziej oczywistą rzecz na świecie.

– Czy kiedykolwiek uprawiała pani z mężczyzną seks waginalny? – Wiem, że to jeszcze bardziej oczywiste, ale trzymam się kwestionariusza.

– Tak. Z oboma – odpowiada z niewinną miną.

– Oralny? – Odhaczam kolejne pytanie.

– Tak.

– Analny? – Ton mojego głosu jest niemal beznamiętny.

– Tak, ale tylko z jednym z nich. – Nie muszę się zastanawiać z którym, po prostu wiem.

– Jak bardzo lubi pani te rodzaje współżycia? W skali od jednego do pięciu. – Udaję, że mnie to wcale nie interesuje.

– Seks waginalny, cóż… Zależy z którym z nich. Powiedzmy, że czwórka. – W jej oczach błyszczą figlarne ogniki. – Oralny szóstka, a analny piątka.

Jestem naprawdę zszokowana! Ta urocza staruszka właśnie przyznała, że woli… Hmm… Mam wrażenie, że zaraz spadnę z fotela. Kręci mi się w głowie. Czuję ból na samą myśl o tym, że ktoś mógłby próbować dobrać się do mojego tyłka. Au! Zresztą to obrzydliwe. Krzywię się i mam wielką nadzieję, że ona tego nie dostrzega.

– Gabrielo, to są silne doznania, ale naprawdę przyjemne – tłumaczy, jakby czytała mi w myślach. – Nieziemskie – dodaje, uśmiechając się tajemniczo.

– Czy kiedykolwiek uprawiała pani seks grupowy? – próbuję kontynuować, ale głos więźnie mi w gardle.

– Nie.

– Czy kiedykolwiek… – Zadaję szereg krępujących pytań i z ulgą odkrywam, że ona nie jest jednak aż tak zboczona. Większości rzeczy, o których nie miałabym nawet ochoty słuchać, w ogóle nie robiła. Dopiero gdy dochodzimy do różnych form krępowania, zaczyna robić mi się gorąco.

– Gdy byliśmy piękni i młodzi, mój kochanek próbował ze mną wielu rzeczy. Nie tylko kneblował mnie, ale też związywał mi ręce i przywiązywał do łóżka. I naprawdę mi się podobało. Jeszcze bardziej niż seks analny. – Chyba próbuje być zabawna. Tym razem nie blednę. Nie czuję obrzydzenia. Raczej podniecenie. Przecież sama tak niedawno fantazjowałam o związywaniu…

– Czy kiedykolwiek uprawiała pani seks za wynagrodzenie?

– Tak, opowiadałam ci o tym. – Krzywi się.

– Tak. – Zapisuję odpowiedź. – Nie robiła pani tego w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy?

– Nie.

– Czy kiedykolwiek płaciła pani za seks?

– Nie.

– Czy stosuje pani jakieś metody antykoncepcyjne?

– Nie, w tym wieku ciąża mi już nie grozi – odpowiada beztrosko i atmosfera znów się rozluźnia.

– Czy kiedykolwiek cierpiała pani na choroby przenoszone drogą płciową?

– Dzięki Bogu nie! – podnosi nieco głos. – Obaj moi partnerzy byli mi wierni – dodaje szeptem.

– Czy kiedykolwiek stosowała pani zabawki erotyczne?

– Nie, moje życie erotyczne jest i bez nich wystarczająco bogate. No chyba że liczą się sznury, apaszki, szaliki, bita śmietana, ogórki, krem czekoladowy, rzodkiew. – W jej uśmiechu jest coś szelmowskiego.

O matko! Jej wyobraźnia jest dużo bogatsza niż moja. Wzdycham ciężko. Wszystko może być zabawką. Nawet ogórek czy marchewka. Będę musiała spytać kogoś, jak mam sklasyfikować jej odpowiedź.

Gdy kończymy wywiad, czuję ogromną ulgę. Rozmawiamy jeszcze chwilę. To przeżycie zmieniło coś między nami, ale widzę, że ona też się nim cieszy. Pochłonięta myślami kłębiącymi się w głowie nie zauważyłam nawet, kiedy wrócił jej mąż. Jest wobec niej taki czuły! Zrobił świeżej herbaty i siedzimy teraz we trójkę. Szpakowaty staruszek. Wygląda tak dobrodusznie. Zadbany, ma lekką nadwagę i siwą brodę niczym Święty Mikołaj. „Mikołaj i pani Mikołajowa” – myślę. To określenie świetnie do nich pasuje.

***

– Jak było? – Anka wydaje się szczerze zainteresowana.

– W porządku – odpowiadam, nie mając odwagi zadać nurtujących mnie pytań. Zdradziłabym tajemnicę. Sonia nie jest pierwszą lepszą anonimową badaną. Muszę z tym poczekać. Spytać przy innej okazji.

– Chcesz więcej? – W pierwszej chwili nie rozumiem, o co chodzi.

– Tak – odpowiadam w końcu. – Sądzę, że byłabym w stanie.

– Nawet z Grzegorzem? – Kropelka uśmiecha się zadziornie.

– Być może. – Sama wciąż się nad tym zastanawiam. – Bezpieczniej czuję się w papierach, ale z drugiej strony to jest dużo bardziej interesujące. Nie sądzę jednak, żeby on chciał jeszcze ze mną rozmawiać, skoro pierwszy wywiad mam za sobą.

– Nigdy nie wiadomo. Może zachce cię jeszcze wypróbować, zanim wypuści samą na głęboką wodę.

Wypróbować? Co ona, u licha, ma na myśli? Brzmi bardziej jak „przelecieć”, niż jak „porozmawiać”. Choć, prawdę powiedziawszy, też chyba wolałabym, żeby mnie przeleciał. Och, ta Anka! Wie, jak uderzyć w czułą strunę. Oczami wyobraźni widzę, jak Grzegorz rozpakowuje tekturowe pudełko ze mną w środku. Jak odwija mnie z celofanu i zaczyna się bawić. Jak mała dziewczynka swoją pierwszą Barbie. Sprawdza, czy nóżki i rączki się zginają, czy obraca się tułów, czy da się kręcić głową… Bada jakość materiału, twarz, usta, włosy. Gwałtownie mnie kładzie i podnosi, a moje oczy zamykaj się i otwierają.

– Raczej nie. – Wzdycham, szczerze żałując. Chcę być jego lalką! Wielką, gumową lalką! Chcę! Chcę! Chcę! Mogę to powtarzać niczym rozwydrzony bachor.

– Naprawdę się nie krępowałaś? – Anka jest przesadnie dociekliwa.

– Nie, ona była bardzo miła. Zrobiła herbatę i podała ciasteczka. To było jak… – Szukam odpowiedniego słowa. – Jak wizyta u babci!

– No, ale z innymi może być zupełnie inaczej. – W jej głosie pobrzmiewa troska. – Choć wiele osób naprawdę ciepło nas przyjmuje.

– Sama widzisz. – Myślę już o czymś zupełnie innym. Zastanawiam się, czy będę miała okazję zbliżyć się do mężczyzny moich marzeń, dotknąć go, poczuć, schwytać…

Zatopiona w poważnych rozważaniach na ten absolutnie niepoważny temat, nie słucham już przyjaciółki. Wiem, jestem straszna, z gruntu zła. Moje myśli są grzeszne i nieprzyzwoite, ale dobrze mi z nimi. No i mam olbrzymią nadzieję, że to wszystko wykroczy poza sferę fantazji.

***

Drugą osobą, z którą mam przeprowadzić wywiad jest Ewa, czterdziestosześcioletnia kelnerka z ulubionego baru wegetariańskiego Soni. Piękna i zadbana kobieta. Zawsze uśmiechnięta. Umawiamy się w lokalu po jego zamknięciu. Nie wiem, czy chodzi jej o moją wygodę – mam blisko – czy z jakiegoś powodu nie ma ochoty zapraszać mnie do domu. Nie przejmuję się tym. Niecierpliwie czekam, aż ostatni goście wyjdą i zostaniemy same.

Widać, że ona również nie ma problemu z rozmawianiem na intymne tematy. Jest otwarta i niezależna. Prawdziwa feministka wierząca w kobiecą moc oraz w to, że orgazmy są zbawienne dla organizmu. Uspokajają, usuwają zmarszczki, pomagają schudnąć i leczą depresję. Przyznaje się, że ma całą kolekcję wibratorów. W pochmurne dni preferuje malutki, słonecznie żółty z kwiatuszkiem na końcu. Kiedy ma nadmiar energii woli dildo z kamienia księżycowego, a na co dzień zadowala się różową gąsieniczką. Nie lubi fallicznych kształtów. Uważa, że dobre zabawki erotyczne powinny być zabawne, kolorowe i miłe w dotyku.

– Nieprawda, że każda kobieta potrzebuje mężczyzny. Zamienniki często są lepsze – mówi konspiracyjnie. – Musisz koniecznie kupić sobie wibrator! Na początek najlepszy jest mały, śliczny. Powinnaś korzystać z tego, czym obdarzyła cię natura. Chociaż w tym względzie mamy lepiej od nich.

– Jak to? – Szczerze się interesuję.

– No wiesz… są silniejsi, zawsze dochodzą, sikają na stojąco, ale ich orgazmy podczas masturbacji to takie byle co! – Rozentuzjazmowana zaczyna mówić głośniej. – My, kobiety, podczas masturbacji przeżywamy prawdziwą ekstazę. Często lepszą niż podczas seksu. Oczywiście, jak już dowiemy się o sobie wystarczająco dużo. Tego trzeba się nauczyć. 

Nie mogę wyjść z osłupienia. Nauczyć się? Czego? Szczytowania? A ja głupia zawsze myślałam, że każdy to potrafi. Że to jak z sikaniem albo odruchem ssania u niemowląt. Że wystarczy nacisnąć odpowiedni guzik i jest! No dobra… byłam świadoma, że nastrój ma znaczenie, ale żeby trzeba się było tego uczyć?!

– Ja… ja… – Dla własnego dobra próbuję coś wykrztusić. Chciałabym wykorzystać wiedzę, którą posiada ta kobieta. – Ja nigdy nie przeżywam ekstazy. No może raz, we śnie.

– Biedactwo! – Moja rozmówczyni siada bliżej i mam wrażenie, że zamierza mnie przytulić. – O tym właśnie mówię. Musisz poznać swoje ciało. – Delikatnie głaszcze mnie po włosach. – Powinnaś przygotować sobie gorącą kąpiel, zrelaksować się, obejrzeć dokładnie w lusterku te wszystkie fałdki i zakamarki, poczuć, jaka jesteś piękna i zmysłowa. Podotykać się w różnych miejscach, myśląc o czymś przyjemnym lub po prostu skupiając się na swoich doznaniach.

Patrzę na nią jak zahipnotyzowana. Próbowałam robić to w łazience. W wannie. W ciepłej wodzie. Może robiłam to zbyt mechanicznie? Za bardzo przypominało to rzeczy, jakie z moim ciałem robili mężczyźni? Może nie byłam w odpowiednim nastroju albo nie byłam dla siebie wystarczająco dobra?

– Zapewne na początku wystarczy ci jak będziesz pieścić się na zewnątrz – kontynuuje Ewa, przyglądając się mojej skonsternowanej minie. – Jeśli poczujesz potrzebę włożenia czegoś do środka, droga wolna. Też może być przyjemnie. Tylko pamiętaj, że cokolwiek wybierzesz, musi być czyste, gładkie i bezpieczne. Żebyś sobie nie zrobiła krzywdy i nie wylądowała na pogotowiu. Nie powinnaś wkładać do swojej szparki nic, co mogłoby tam utkwić. Podobno zdarza się, że do lekarzy trafiają kobiety z zakrętkami od dezodorantów, których nie potrafią same z siebie wyjąć. – Widzę, jak wzdryga się na samą myśl. – Wiesz, to może być rączka szczotki do włosów, jakieś warzywo… Byle miało odpowiedni kształt.

W jej zachowaniu jest coś bardzo poufałego i przez to niepokojącego. Twarz ma promienną, radosną, ale oczy zamglone i błyszczące. Policzki nieco zarumienione, oddech płytszy. Odpowiada dalej na moje pytanie i okazuje się, że obecnie jest w stałym związku z kobietą młodszą od siebie o ponad dziesięć lat. Równie gorąco pragnie kobiet i mężczyzn. 

– W każdym jest coś pięknego – mówi. – Każde ciało jest na swój sposób fascynujące, a interesująca osobowość dodaje tylko smaku. No, w tobie wszystko jest urocze – dorzuca po chwili i przysuwa się jeszcze bliżej.

Lekko się wzdrygam, choć muszę przyznać, że nastrój mi się udziela. Oczami wyobraźni widzę, jak obejmuje mnie czule i zaczyna całować w szyję. Jak wkłada mi rękę pod bluzkę i ostrożnie zataczając kręgi, dociera do moich nabrzmiałych już piersi, ściska sutki.

Opanuj się! Musisz przeprowadzić wywiad! − przywołuję się do porządku i próbuję oczyścić głowę z tych sugestywnych obrazów. Rety, czy jestem lesbijką? – po chwili zadaję sobie pytanie.

– Czym dla ciebie jest zdrada? – pyta nagle dziwnie figlarnie, ale nie czeka na moją odpowiedź. – Z Anitą jesteśmy w dość luźnym związku. Znaczy, nie robimy nic za swoimi plecami, ale czasem zapraszamy do naszej sypialni kogoś jeszcze. Czy to już zdrada, czy jeszcze urozmaicenie? Zabawki erotyczne. – Ewa chichocze niczym nastolatka. – Tylko większe i bardziej interaktywne.

Zabawki? Czyli gdybym zechciała oddać się w jej ręce, stałabym się zabawką erotyczną? Urozmaiceniem ich seksu? Przechodzą mnie ciarki. Przecież właśnie tym chcę być dla Grzegorza. Jednak z jakiegoś powodu na samą myśl, że ktokolwiek inny mógłby potraktować mnie przedmiotowo, robi mi się niedobrze. Wbrew własnym fantazjom nie jestem przecież dmuchaną lalką ani niewolnicą!

– Mężczyźni w takich sytuacjach są przezabawni – dodaje ciszej Ewa. – Każdy reaguje inaczej, ale większość zachowuje się jak dziecko, przed którym postawiono zbyt wiele słodyczy naraz. Nie wiedzą, co wybrać i zachłannie próbują brać jak najwięcej. Ta zachłanność i niecierpliwość naprawdę mnie kręcą. – Oddycha głęboko. – Z kobietami jest zupełnie inaczej. Seks z mężczyzną to biologia, z kobietą sztuka. Może kiedyś zrozumiesz…

Teraz to ja biorę gwałtowny i głośny wdech. Próbuję zapanować nad własnym, zdradzieckim ciałem. Kręci mnie jej opowieść. Jej zapał. Jej radość z seksu. Jej wyuzdanie. Rozbuchane potrzeby. Myśl o trójkącie. Jest mi duszno. Zaschło mi w ustach. Jednym haustem wypijam szklankę wody.

Ta kobieta to istna seks-maszyna. Robiła chyba wszystko, co tylko można zrobić z własnym i cudzym ciałem. No, to co mogą robić dwie lub więcej dorosłe osoby. To, co można robić samej. Seks w miejscach publicznych. Klapsy. Związywanie. Fisting. Au! 

– Naprawdę może być przyjemnie. Choć ty chyba jesteś jeszcze zbyt mało doświadczona na takie zabawy. No i muszę zaznaczyć, że kobiety mają mniejsze dłonie i potrafią być bardziej delikatne – wyjaśnia, widząc moją przerażoną minę. 

Czemu ona odczuwa potrzebę tłumaczenia się przede mną? Czy wyglądam, jakbym ją oceniała? Czy reaguję zbyt emocjonalnie? Boże! Jestem nieprofesjonalna! – stwierdzam z przerażeniem, rumieniąc się ze wstydu. Na szczęście zaraz przechodzimy dalej.

Ewa uwielbia literaturę erotyczną. Jednym tchem wymienia chyba ze dwadzieścia tytułów. Żadnego nie znam. Poleca mi szczególnie klasykę – Pamiętniki Fanny HillHistorię O. Może sięgnę po którąś z tych książek. Jej entuzjazm jest zaraźliwy. Kto wie, może mi się spodobają…

Życie erotyczne Ewy jest takie bogate. Nie to co moje. A ona jeszcze fantazjuje o seksie, śni o seksie, czyta o nim, ogląda pornografię, masturbuje się… Dosyć często! Codziennie! Pragnie, zachłannie pragnie wielu doznań i wielu osób. Jest łapczywa. Nienasycona. I twierdzi, że to nigdy nie było kłopotliwe. Nie wpływało negatywnie na inne aspekty życia. Po prostu ma duże potrzeby. Uwielbia orgazmy.

Nigdy nie uprawiała prostytucji ani nigdy nie płaciła za seks. No, raz przespała się z szefem i dzięki temu dostała podwyżkę, o którą nie prosiła. Wyszło od niego. Wyraz wdzięczności albo zapłata za milczenie. Miał żonę.

– Widzisz, kobiecie nie jest trudno znaleźć chętnego mężczyznę. Po prostu trzeba wiedzieć, gdzie szukać albo jak uwieść tego, na którego mamy ochotę.

Uwieść? Tak! To mnie interesuje! Jak uwieść Grzegorza. Poproszę o instrukcję obsługi! Mam ochotę wypytywać ją o wskazówki. Rzucić się łapczywie na jej wiedzę. Nie robię tego. Czemu? Bo się boję. Bo wcale nie chcę przejmować inicjatywy. Bo co, jeśli okażę się mniej skuteczna niż kobieta w średnim wieku?! Stop! Nie muszę się z tego tłumaczyć nawet przed samą sobą! Jestem profesjonalną badaczką i nie zbaczam z tematu! Więcej w tej sprawie nie mam do powiedzenia.

Miewa orgazmy przez sen. Uff, więc jestem normalna! Nie tylko mnie się to zdarza. Czuję ulgę. Ale znacznie mniej cieszy mnie fakt, że Ewa postanawia opowiedzieć mi ze szczegółami nękający ją koszmar erotyczny. Nie wiedziałam, że w ogóle istnieje coś takiego.

Budzi ją silny skurcz mięśni tam, w dole. Bardzo bolesny i jednocześnie bardzo podniecający. Rozgląda się. Nie znajduje się we własnej sypialni. Przestronne pomieszczenie jest nastrojowo oświetlone. Podłogę wyłożono ciemnym parkietem, ściany są obite bordową tkaniną w roślinny wzór. Leży na wielkim łożu w kształcie serca, pośrodku tego pokoju. Czerwona satynowa pościel ślizga się po jej nagim ciele. Nagle zauważa, że nie jest sama. Z boku na sofie w stylu Ludwika XVI siedzi trzech mężczyzn. Twarze mają zakryte białymi, porcelanowymi maskami z długimi nosami przypominającymi ptasie dzioby. Ubrani są na czarno, a w zasadzie mają na sobie jedynie czarne spodnie wiązane z boku. Prężne, umięśnione torsy świadczą o młodym wieku. Pragnie ich. Chce, by pieścili jej ciało. Chce czuć ich we wszystkich swoich dziurkach. Bawić się z nimi w chowanego. Wygina się w prowokujących pozach. Kusi ich, ale oni nie reagują w żaden sposób. Jakby jej tam nie było. Próbuje do nich podejść, ale z każdym krokiem sofa, na której siedzą, oddala się od niej. Ona robi krok do przodu, sofa oddala się o dwa. W końcu ledwo ich widzi. Są jedynie maleńkimi kropkami na horyzoncie. Wszędzie tylko purpura i brąz. Jest sama w coraz większym pokoju. Mrowienie między nogami nie daje spokoju. Musi z nim coś zrobić. Kiedy o tym myśli, nie wiadomo skąd pojawia się wielki, fioletowy sztuczny członek. Jest olbrzymi! Sięga niemal do pasa i jest grubszy od ramienia. Widać na nim żyłki. Poza rozmiarem jest bardzo naturalistyczny. Silikonowy. Nieśmiało go dotyka. Przyjemny. Śliski. Ciepły. Mokry. A ona jest rozgrzana. Budzi się, nieskutecznie próbując się na niego nadziać. Sfrustrowana i niezaspokojona. Za każdym razem wyciąga swój największy wibrator – ponad trzydzieści centymetrów długości i prawie dziesięć średnicy.

Co za potwór! Cała się wzdrygam. Jak coś tak wielkiego może zmieścić się w kobiecie?! Jest mi niedobrze. Idę do toalety, bo potrzebuję chwili przerwy.Wytchnienia. Z trudem odpędzam od siebie wizję pala, który mógłby rozerwać na pół moje delikatne sklepienie. Skupiam się na tym, co przyjemniejsze, bardziej zmysłowe i nęcące – inaczej nie uda mi się dokończyć tego wywiadu, a przecież muszę to zrobić… dla niego!

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejny odcinek stopniowego narastania napięcia. Dzięki temu, że jest bardzo umiejętnie napisany, czyta się go bez znużenia. Choć przecież w gruncie rzeczy niewiele się dzieje, ale główna bohaterka chłonie kolejne historie z wywiadów i otwiera się na nieznane jej przedtem fantazje. Swoją drogą, jej niewinność wydaje się czasem wręcz nieprawdopodobna, zwłaszcza, gdy skontrastować ją z brutalnymi marzeniami, którym się oddaje za sprawą Grzegorza. Zastanawiam się, jak to możliwe, że Gabriela jest taka hmmm… dwoista? Jakby żyły w niej dwie skrajnie odmienne osoby, które walczą z sobą o prymat – świętoszkowata niemal-dziewica i rozpustna akolitka Akademii BDSM.

Przyznam, że w następnym rozdziale chętnie zobaczyłbym już akcję ruszającą nieco naprzód 🙂 Nie mam nic przeciwko narastającemu napięciu, ale nadmierne przedłużanie tego procesu może przynieść skutek odmienny od zamierzonego. Może Gabriela i Grzegorz nie muszą od razu wylądować razem w łóżku, ale warto by się chociaż znów spotkali. Ciekaw jestem, jak dziewczyna poradzi sobie tym razem, z nieco większym bagażem (cudzych) doświadczeń.

Z niecierpliwością czekam więc na kolejną część, w nadziei, że tym razem COŚ DUŻEGO się wydarzy 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Chyba słabo znasz kobiety – szczególnie te dopiero dorastające – skoro dziwi Cię podobna dwoistość 😉

To raczej często występujący schemat i nie widzę w nim zupełnie nic dziwnego. Moja prywatna interpretacja podobnych dwoistości jest taka, że kobietom od małego wkłada się do głowy, że mają być niewinne i im nie wolno chcieć seksu, w przeciwieństwie do mężczyzn, dla których podobne ochoty są naturalne i mają prawo je realizować (patrz ludowe „mądrości” z kategorii „klucz, który otwiera wszystkie zamki to dobry klucz, zamek otwierany przez wszystkie klucze to zły zamek”). Kiedy te „złe” seksualne pragnienia jednak pojawiają się u kobiety, mogą na początku być wypierane, żeby w końcu jednak przebić się do świadomości w bardziej zgodnej z wbitymi do głowy schematami formie: w swojej fantazji kobieta nie jest „rozpustną dziwką, która chce seksu”, jest do niego po prostu zmuszona przez mężczyznę, któremu wszak wolno (a nawet powinien!) mieć seksualne pragnienia – i wszystko zgadza się z tym, co zostało wdrukowane w podświadomość w procesie wychowania, dysonans poznawczy między „kobiety mają być niewinne” a „mam ochotę na seks” został uspokojony przynajmniej na poziomie prostych, podświadomych odruchów psychiki. Uważam, że przydałoby się jakieś badanie naukowe zestawiające odsetek osób wykazujących różnego rodzaju zachowania sadystyczne i masochistyczne u obu płci w społeczeństwie z powszechnie wyznawanymi w tym społeczeństwie wartościami, ale ja przynajmniej nigdy się nie doszukałam niczego na ten temat.

Przyznam, że mam podobne przemyślenia…

Jedne z lepszych fragmentów. Aczkolwiek historia Soni jest ciekawsza niż techniczny wywiad, który przeprowadza z nią bohaterka.
Główny nurt opowiadania wydaje się być oryginalny i daje ciekawe możliwości. Opowieści o dorastaniu dziewcząt jest na pęczki, ale ta jest specyficzna. Brawo.
Uśmiechy,
Karel Godla

Cieszę się, że dostrzegasz w tym tekście coś nietypowego 🙂

Napisz komentarz