Granice (SheWolf) 3.74/5 (235)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 9 minut/-y    

Źródło: Pixabay

Czy można aż tak balansować na granicy?

Na własne życzenie zmieniać to co znane, poukładane misternie przez lata?

Jednego dnia kierować sobą z całą świadomością, odpowiadać za innych ludzi, a drugiego,  udać się na spotkanie z Tym, który ma posiąść umysł i ciało. Z Tym, któremu mam oddać się całkowicie, bez wahania. Złożyć w jego dłoniach całe swoje istnienie i zaufać, zatracić się…

Ta relacja była inna niż te, które dotychczas budowałam. Wdarł się do mojej głowy z impetem. Poznał moje zamiłowanie do słów. Wiedział, że potrafię się w nich całkowicie zatracić. Używał języka, by niemal codziennie wprawiać mnie w nieustającą ekstazę. Penetrował słowami każdy zakątek mojego mózgu. Dosięgał najczulszych granic. Przekraczał je, nie wiedząc, czego we mnie dokonuje. Nauczył słuchać własnego jestestwa.

Dotąd jeszcze mnie nie dotknął, nie pocałował, ale czułam mu się w pewien sposób oddana.

***

Poranek przywitał mnie zimnym, szarym dniem wylewającym się z ledwo rozpoczętej zimy. Dziś nie pozwolę, by aura na zewnątrz zapanowała nad moim nastrojem. To dziś mam się z nim spotkać.

Stałam przy szerokim okiennym parapecie i trzymając w dłoniach kubek z gorącą kawą, obserwowałam przemieszczające się samochody, ludzi biegnących gdzieś w pośpiechu, migocące światła w oknach naprzeciw.

Czym mnie dziś zaskoczy? Czy będzie pełnym tajemnicy, intrygującym, jak w sieci? Czy spojrzy na mnie tak, jak skrycie o tym marzę? Nie powiedziałam mu jak, ale on to na pewno wie. Doskonale odczytuje moje nastroje, wahania, marzenia i rozterki. Bez trudu czyta mnie, niczym otwartą księgę. Wielbi słowa. Pobudza mnie nieustannie do rozwoju…

Zaczęłam skupiać się na oddechu. Spokojnym, miarowym, powolnym. Wiedziałam, że muszę rozlać w sobie wyciszenie, bo w innym wypadku nie poradzę sobie. Nie z nim. Był zbyt wytrawnym graczem. Niespieszna, leniwa fala rozluźnienia uwalnia mnie od napięcia i gonitwy myśli. Cisza rozlewa się we mnie. Moja cisza. Umysł oswobodzony, niczym nie zmącony. Ruchy stają się spokojne, uważne.

Starannie wybieram bieliznę. Czarne pończochy, czarny pas i majtki. Gładzę dłonią koronkę, ucząc się jej kształtu. Zastanawiam się, czy jego dłonie też będą chciały go poznać.

Sukienka czeka, by ją włożyć. Czarna. Z delikatnym dekoltem. Nie może być zbyt wydatny, to byłoby nazbyt jednoznaczne. Wulgarne. On przecież chce pobudzenia umysłu. A także zabawy zmysłami, przyprawionej krążącym w ciele podnieceniem.

Mamy się spotkać gdzieś w połowie drogi, w jakiejś miłej kawiarni. Nie wiem dokładnie gdzie. Powiedział, że wyśle dane GPS. Napełniam się cała oczekiwaniem. Od początku czynił kroki, jednoznacznie dając mi odczuć, że to On dyktuje warunki. Czułam, że zatracam się w nim. Walczyłam jeszcze, ale nie miałam takiej siły, która by pokonała jego dominację.

Powoli wkładam sukienkę, niczym z namaszczeniem poprawiam marszczenia, gładząc ręką. Czuję, że dreszcz pożądania wzniecił moje ciało. Jestem dziś bardziej wrażliwa na dotyk. Przygotowana na doznania.

Powolnym oddechem wyciszam wzrastające napięcie.

Jeszcze kulki. Chciałam go czymś zaskoczyć. Nie wiem, czy to nie nazbyt odważne, ale chcę coś zrobić ponad to, czego oczekuje. Kulki w moich dłoniach zdają się być ciężkie niczym żądza wypełniająca mnie od środka.

Pierwsza kulka zatraca się w moim wnętrzu przy akompaniamencie jęku. Później druga… Oddechem uświadamiam sobie, że to będzie trudniejsze, niż mi się wydawało.

Całą drogę toczę walkę z myślami, zastanawiam się, czy zrezygnować, zawrócić. Cały spokój powoli się ulatnia, torując drogę niepewności. Kulki przypominają o sobie, wibrując w moim wnętrzu. Jakaś siła popycha mnie jednak naprzód…

To będzie niczym mieszanka pragnienia, uległości, słodkiej dumy i wstydu. Wzrastająca ciekawość i obezwładniające przeczucie nasycenia.

Dojeżdżam pod wyznaczony adres. Zatrzymuję samochód na końcu parkingu, chcąc jak najbardziej odsunąć to, co ma nastąpić potem, nie wiem właściwie czemu. Serce szaleje niczym rozdygotana pozytywka. Mocno zaciskam dłonie na kierownicy, próbując złapać miarowość oddechu.

Pragnę teraz ciszy, ale… On już jest. Czeka na mnie.

Czy się spóźniłam? Nie… Na szczęście nie. Nie spodobałoby mu się moje spóźnienie. Odczułabym to z pewnością. Boleśnie.

Wysiadam powoli, skupiając się na każdym ruchu i odczuciu ciała. Ruszam w jego kierunku z majestatycznym namaszczeniem kroków, tak aby stukot obcasów wyrównał się z rytmem oddechu.

Widzę z daleka sylwetkę mężczyzny opartą o bok samochodu. Patrzy na mnie. Śledzi każdy krok, obserwuje kołyszące się biodra, wsłuchuje w stukot obcasów. Mam wrażenie, że nawet słyszy wibracje w moim wnętrzu. Jego wzrok dosięga bardzo głęboko, wywołując dreszcze i pogłębiając niepewność.

Staję naprzeciw niego. W jednej sekundzie czuję, że chce upaść na kolana i ucałować jego dłoń. Uśmiecham się do niego niepewnie. Jego oczy świdrują boleśnie, a oczekiwanie staje się nieznośne. Nie mogąc już wytrzymać spojrzenia, chciałam coś powiedzieć, ale jego palec wylądował na moich ustach. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Dłonie wilgotnieją, a drżenie oddechu nasila się. Stoję niczym zahipnotyzowana jego spojrzeniem i palcem, dotykającym dolnej wargi. Przysuwa się bliżej, tak, że nasze ciała niemal się stykają. Jego oddech na moich ustach przyprawia mnie o obłęd. Czuję, że mogłabym błagać go o pocałunek. Nie muszę jednak. Nie tym razem. Czuję jego miękkie wargi na swoich. Nie mam odwagi wydobyć z siebie więcej niż tylko westchnienie.

Siadamy w kawiarni naprzeciwko siebie. Moje rozdygotane ciało szuka stabilnego podłoża, by na chwilę skupić się na miarowym oddechu. Wyciszyć się, odetchnąć. Jednak fala doznań dopiero ma nadejść wraz z jego spojrzeniem.

Zatracam się w jego słowach. W sposobie, jakim opowiada mi siebie – pełen oddania, pasji, idealnie dobierając słowa. Mam nieodparte wrażenie, jakbyśmy znali się od lat. Prawie cały czas patrzy mi głęboko w oczy. Dotyk dłoni, muśnięcia twarzy, czułość palców, które tylko czasami proszą o więcej.

Uwielbiam dyskutować na każdy poruszony przez niego temat. Opowiadać o tym, co mnie dotyka, co fascynuje, co denerwuje i czego się boję. Chociaż o tym ostatnim mówię najmniej. Inaczej musiałabym przyznać, że najbardziej boje się tego, że go stracę. Że zniknie z mojego życia tak szybko, jak się w nie wdarł. Cenię w nim to, że potrafi słuchać. Naprawdę słuchać i zachęcać, pobudzać do mówienia. Jego oczy wpatrzone w moje odbierają mi raz po raz pewność siebie, wybijają z toku płynących myśli. Ciało mimowolnie reaguje na każdy dotyk. Jego zniżony głos dosięga zakamarków mojej duszy. Napięcie. Podniecenie. Odczuwałam gęstość powietrza wokół nas. Nie istnieje nic po za nami. Zatracałam się w tych wspólnych chwilach. Czas staje w miejscu. Chwile łapane w locie.

Podoba mi się nasz kawałek świata. Pragnę w nim zostać. Na dłużej.
Zaczynamy naszą wieczność, naszą rzeczywistość. Tworzymy przestrzeń. Bieguny zbiegają się w jednym punkcie.

Mimowolnie przygryzam dolną wargę spoglądam na jego usta . Zauważa to.

W pewnym momencie wstaje i siada obok mnie na kanapie. Nasze uda przylegają do siebie niczym pulsujące magnesy. Jego dłoń delikatnie muska moje kolano. Drżę. Uspokojony wcześniej oddech na powrót przyspiesza, a jego zadowolone spojrzenie, pełne satysfakcji z efektu, jaki uzyskał, przyprawia mnie o zawrót głowy. Drugą dłonią gładzi mnie po karku. Dreszcze rozlewają się po całym ciele, dosięga mnie ciepło od wewnątrz. Chłonę jego zapach, który powoli spowija mnie w rozkoszy. Dłonią kreśli drogę od kolana po wewnętrznej stronie uda, w górę. Jest z siebie dumny. Nieco wyniosły. Doskonale czuje i widzi co się ze mną dzieje. Chce, by oszołomiła mnie mnogość doznań. Chce mnie do siebie przywiązać jeszcze mocniej. Jego oddech jest mocny, drżący i głęboki. Nie mam odwagi spojrzeć mu oczy. Nasz prywatny metajęzyk, mowa zagryzionych warg. Mistycyzm bycia dla siebie bez reszty.

Jego dłoń napotyka sznurek od kulek. Czołem przylega do mojego ucha i wypuszcza ciężkie od podniecenia powietrze. Wszechświat zdaje się kurczyć, gdy zaczyna miarowo pociągać za sznurek. Uczucie spadania pojawia się niemal natychmiast, a on… wstaje i siada znów naprzeciw. Trwa. Syci się obrazami. Chłonie je całym sobą. Pożera wzrokiem. Widzi i wie, że balansuję na granicy. Nie robi nic więcej, zadowolony z tego co już osiągnął.

Czas zaczyna mi się marszczyć, wypełnia mnie namiętność jego spojrzenia, słów i gestów, wymieszana z niewyobrażalnym spokojem. Oddycham głęboko, skupiona na jego oczach. Toczy nadal niczym niezmąconą rozmowę, paraliżując spojrzeniem. Uda płoną mi od dotyku i wilgoci, kulki zaczynają ciążyć. Oblewa natarczywość myśli. Czuję każdy fragment ciała, który przed momentem zaszczycił swym dotykiem.

Jego głos koi miarowością, spokojem i niskim tonem. Mieszam swoje bycie z jego byciem. Znalazłam to rzadkie połączenie doskonałego człowieczeństwa. Spotkałam go najpierw w duszy. Teraz spotkałam go ciałem. Wiedziałam, że się odnajdziemy. Nawet w ciemnościach.

Z ciężkim od podniecenia oddechem powoli wyplątuję się z jego mentalnych objęć i wyrównuję oddech. Wyciszam skłębione myśli. Na powrót mogę wpatrywać się w jego pełne i nabrzmiałe usta, lśniące od wody, którą przed chwilą wypił. Dłonie ułożone na filiżance wygrywają melodię jego słów. Miarowo stuka palcem wskazującym o biel porcelany. Jak zahipnotyzowana wpatruję się w palec, marząc o tym, by móc go przez moment possać. Milknie. Przygląda mi się z dziką stanowczością. Wie, że go nie słuchałam. Zapomniałam się we własnej wyobraźni. Przestaje stukać palcem, a ja spoglądam mu w oczy. Mrozi spojrzeniem. Impulsy w moim ciele zaostrzają wyuzdanie. Zatapia palec w kawie i podaje mi do ssania. Ustami obejmuję go w całości i zlizuję każdą kroplę. Jego rozchylone usta i gorące powietrze wyrzucone z niemym jękiem potęguje doznania. Przymykam oczy, by móc jeszcze przez moment rozkoszować się, ale szybko zabiera palec. Miażdży mnie spojrzeniem tak, że kurczę się w sobie. Nastąpiło spięcie. Przesadziłam.

***

Na dworze poszarzało. Wiatr zmuszał do tańca łyse korony drzew. Wychodzimy z kawiarni opatuleni szczelnie kurtkami. Podaje mi ramię i odprowadza niespiesznie do samochodu. Milczy, skupiony i wpatrzony gdzieś w przestrzeń. Jego uścisk staje się silniejszy, obezwładniający. Chcę delikatnie wyswobodzić się, ale nie pozwala mi na to. Przyciska do samochodu i przywiera do mnie swoim ciałem. Wpatruje się w moje usta z przewrotnym błyskiem w oku. Czekam. Na to co ma się stać. Dosięgam kolejnych granic…

Nachalne palce wędrują do mojego krocza. Dłonią bawi się sznurkiem od kulek, poruszając nim w górę i w dół. Sprawdza moje pożądanie. Kiedy pociąga stanowczo… Brakuje mi tchu, przeciągłym jękiem proszę o więcej i więcej…

Unosi zabawkę do moich ust i pociera o dolną wargę. Powoli wsuwa mi ją w usta, bym poczuła swoje podniecenie i nagromadzone napięcie. Całą swoją żądzę skroploną wilgotnością na czarnych, sylikonowych kulkach.

Zlizuje z ust moją rozkosz. Cały mój smak. Jego przymknięte oczy i zatracenie się w odczuwaniu, niczym kosztowanie najlepszego trunku. A później ogień w oczach.

Wkłada mi kulki w dłonie, rzuca ostatnie spojrzenie i rusza w kierunku swego samochodu…

***

Siedzę nad rzeką ciszy i westchnienia, gdzieś w oddali, w otchłani stukocze melodia bicia serca i oddechu. Cisza we mnie uderza jak głuche echo i pulsuje w skroniach. Noc powoli pochłania myśli, oczy zwrócone są ku wspomnieniom minionych chwil kiedy nasycałam się jego współistnieniem ze mną. Nie mówiłam, jak bardzo lubię myśleć o nim, wspominać i przywoływać w wyobraźni obrazy. A teraz – myślę niebezpiecznie blisko i bez wytchnienia.

Nasycam się Nim. Karmię się każdą myślą, każdym wspomnieniem, każdym przywołanym dotykiem i spojrzeniem.

Noszę pod palcami strzępki ekstaz zdrapane z jego ramion. Lubuję się w każdej części jego ciała. Uwielbiam, gdy wplata swoje dłonie we mnie. Gdy błądzą niestrudzenie po moim ciele. Wtedy niebo spada na ziemię i szczęście otula mi serce. Jesteśmy jak dwa portrety jednej osoby, zawieszone naprzeciw siebie.

***

Biel i czerń.

Biel otuliła swą jasnością i czystością ziemię, przykryła pod pierzem i puchem, by mogła zapaść w sen zimowy.

Czerń wydobywa się z wszystkiego dookoła, z tych małych drobinek, przecinając ową biel. Wydostaje się. Pragnie istnieć równie mocno. Nie chce żyć w cieniu bieli. Ta biel jest pozorna. Zniknie na jakiś czas, opuści wszystko, co teraz wzięła pod swoje skrzydła. A czerń w tym czasie przeistoczy się, zmieni wizerunek, przyodzieje w inne kolory, nabierze barw. Stanie się istotą w otaczającym nas świecie. Bo czerń – choć najciemniejsza, chce istnieć i przeistaczać się w coś zupełnie innego.

Ile to rzeczy było w nas pozornych, a ile prawdziwych? Ile razy biel była chwilą wytchnienia i otuchy, a później oślepiała swym pozornym blaskiem? Ile to razy pozwalaliśmy, by czerń mogła się zmienić i zaistnieć? Bo przecież w życiu nic nie jest ani czarne, ani białe. Trzeba pozwolić sobie na weryfikację tego co ważne, tego co istotne. Trzeba dostrzec to, co dobre, co z gruntu rozwija się w nas bardzo subtelnie – niezauważalnie i niewyczuwalne dla nas.

Porównanie do czego? Sam określisz w odniesieniu do swojego życia…

***

Zatrzymałam samochód gdzieś na poboczu.

Zmierzch.

Zapada powoli noc, gdzieniegdzie lampy oświetlają drogę.

Przymykam oczy i czuję delikatny powiew na policzku. Przyjemny powiew jego istnienia.

Dziś ustami uczynił mnie swoją…

Moje granice…

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

(Już nie tak bardzo) Świeżynka wita świeżutką Świeżynkę i życzy nieustannej weny, uznania czytelników i wszystkiego najlepsiejszego 😀

Agnessa dziękuję bardzo. 🙂

Witamy na naszych łamach nową Autorkę!

SheWolf zaproponowała opowiadanie w formie zbliżonej do strumienia świadomości, skupione nie na wydarzeniach, lecz na odczuciach, emocjach, przeżyciach bohaterki: euforii zmieszanej z niepewnością. Rzekłbym (narażając się na zarzut seksizmu, ale cóż… nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni): dzieło bardzo kobiece. Fabuła jest ledwie zarysowana, liczy się raczej burza szalejąca w sercu i umyśle narratorki. Jestem bardzo ciekaw, czy Autorka utrzyma ten styl w kolejnych opowiadaniach, za których rychłe pojawienie się trzymam kciuki. “Granice” na pewno stanowią powiew świeżości na łamach NE. Nasi Autorzy nieczęsto sięgają po taki sposób pisania. Jestem jednak pewien, że znajdzie on swych amatorów, a może nawet miłośników!

Pozdrawiam
M.A.

Dziękuję za Twój komentarz oraz za pomoc w realizacji. Rzeczywiście, zależało mi bardzo na tym, aby tekst był pełen emocji, przemyśleń, rozterek i tego wszystkiego czym bohaterka jest przepełniona. I pewnie jak każdy tekst, będzie miał zwolenników i przeciwników. 🙂

Ciekawy debiut. Czekam na kolejne opowiadania Wilczycy.

Mam nadzieję, że się pojawią 🙂
Dziękuję i pozdrawiam.

Opowieść niby banalna, ale dzięki emocjom niebanalna. Bardzo obiecujący debiut!

Witamy w gronie autorów 🙂

A.

Dziękuję Aniu! 🙂

Aby skomentować opowiadanie zacytuję jego początkowy fragment –

Używał języka, by niemal codziennie wprawiać mnie w nieustającą ekstazę. Penetrował słowami każdy zakątek mojego mózgu. Dosięgał najczulszych granic. Przekraczał je, nie wiedząc, czego we mnie dokonuje.

Autorka niczym bohater także używa języka – pisanego – aby oczarować czytelnika. Pobudza malowniczymi słowami, wwierca się w umysł czytającego, sięga granic.
Czy je przekracza?
W sumie mam nadzieję , iż nie… Ponieważ zawsze to, co najlepsze jest przed nami. Ufam więc, że jeszcze sprawdzi ich zasięg, moc oddziaływania nie jednym tekstem.

Pozdrawiam serdecznie, gratulując zarazem debiutu
R.

Bardzo dziękuję za Twój komentarz. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze zaskoczyć czytelników i przekroczyć pewne granice. 🙂
Pozdrawiam również serdecznie
She Wolf

Wilczyco – gratuluję debiutu!

Pierwsze teksty, pisane sercem rozproszonym w każdym zakamarku ciała mają swój niezaprzeczalny urok. Język subtelny, emocjonalny.

Ciekawa jestem rozwoju. Czy pozwolisz sobie na więcej, czy ta delikatność wyrazu stanie się Twoim znakiem rozpoznawczym.

Pozdrawiam serdecznie,
Rita

Dziękuję za Twój komentarz.
Ja również jestem ciekawa gdzie mnie poprowadzi moje pisanie. I mam nadzieję, że się spodoba.

Pozdrawiam serdecznie,
She Wolf

Dobry styl, może nawet bardzo dobry. Cieszy nowy Autor wśród grona użytkowników portalu. Dobry Autor.
Powodzenia, dużo udanych publikacji życzę.
Uśmiechy,
Karel
P.S. Styl niczym czarnoksięska tarcza broni fabułę, bo….

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie 🙂

PS. Broni fabułę, bo jest pisana emocjami.

Napisz komentarz