Dziewczyna z podbitym okiem (Karel Godla)  3.74/5 (185)

21 min. czytania

dangerismycat, „IMG_8577e”, CC BY-NC-ND 2.0

[Fragment większej całości…

Rankiem bohater odkrył przed swoim domem pojazd, który mu obiecano jako rekompensatę za zniszczone w wypadku stare auto. Nie spodziewał się, że nowa zabawka będzie tak niezwyczajna. Zwabiony podstępem wsiadł do kabiny, aby porozmawiać z czymś, co jak zgadywał, było sztuczną inteligencją pojazdu.]

Postanowił bawić się w testowanie dalej. Temat podsunęła erekcja, która nadal dokuczała. Zapachy raju jeszcze nie wywietrzały mu z nozdrzy. Jednak główną przyczyną uporczywego wzwodu mógł być fakt, że po bardzo aktywnym seksualnie pobycie w szpitalu, abstynencja trwała już kilka dni i częste masturbacje nie potrafiły złagodzić problemu.

Jedźmy na kurwy – rzucił, traktując swoją propozycję jako zagadkę, trudno rozwiązywalny problem dla tego czegoś, co z nim gadało. Pewnie słowo kurwa było znane sztucznej inteligencji, ale jak zareaguje? Wątpił, by miała dostęp do danych o burdelach miejskich i mogła zaproponować wybór agencji towarzyskiej, gdzie świadczą najlepsze usługi za umiarkowaną cenę. Był przekonany, że temat podróży w celu znalezienia kurwy skończy się na teoretycznych rozmowach z inteligencją auta. Zwłaszcza, że ubrany w dres nie czuł się gotów na żadne rozrywkowe spotkania. W planie miał przecież tylko poranną przebieżkę.

Czekała go jednak niespodzianka. Oprogramowanie najwyraźniej miało temat rozpracowany i nawet nie zadało sobie trudu, aby poprosić Franciszka o jakieś bardziej konkretne dyspozycje. Bez dyskusji samo wiedziało, co robić dalej, i autorytatywnie wyraziło swoją decyzję:

Dobrze. Z punktu widzenia faceta ze sterczącym fiutem to uzasadniony cel podróży. Najbliżej nam do tirówek. W drogę.

Siła bezwładności wbiła go w fotel. Kontury w szybach rozmazały się, lecz trwało to moment. Ułamek sekundy później poczuł, że ekstremalnie ostro hamują. Cielisty pas, który przyjaźnie go opinał, rozdął się na całą szerokość piersi, powędrował wraz z ciałem, chroniąc przed uderzeniem w wewnętrzne powierzchnie kokonu kabiny. Świetnie złagodził dyskomfort, tuląc w swoim uścisku. Moment później wytracili niemal całą szybkość. Rozpoznał, że właśnie kończą pokonywać zakręt, który był oddalony o dobre dwieście metrów od wjazdu na posesję. Na prostym odcinku w oddali zobaczył zbliżający się obcy samochód.

Rany, jebana rakieta! Ile on przyśpiesza do setki? Dwieście metrów na sekundę to…? Kurwa, niemożliwe!”, analizował podekscytowany. „Jechał co najmniej 700 na godzinę?! Średnio! No, może to trwało dwie albo trzy sekundy? Może przeceniam drania. Więc wolniej, ale i tak… Ja pierdolę! Po co to robi? Popisuje się jak… gówniarz?”

Na dodatek uświadomił sobie, że manewry odbyły się w całkowitej ciszy. Nie usłyszał najmniejszych odgłosów pracy silnika. Nie słyszał ich także teraz.

Rozluźnił mięśnie, gdy stwierdził, że jest cały spięty w odruchu obronnym.

Dobry silnik elektryczny?”, zastanowił się. Czytał, że elektryki potrafią być bardzo ciche.

Proszę się nie obawiać. Przyśpieszam z lekka tylko wtedy, gdy manewru nie widzi zewnętrzny obserwator – skomentował Szikardon, jakby uprzedzając ewentualne pretensje.

Franciszek dłuższą chwilę milczał, nie mogąc wyjść z szoku.

On z lekka przyśpiesza? Kurwa! Żartowniś. Inteligent z tej sztucznej inteligencji. Jebaniec!” Więcej wulgaryzmów cisnęło mu się na usta.

Poza pytaniami o typ silnika, szybkość i przyśpieszenie, co go nurtowało, nasuwały się również inne zagadnienia do wyjaśnienia. Intrygowała doskonała, niezwykła amortyzacja pojazdu. Nie czuł jakichkolwiek wybojów. Samochód płynął, a nie dygotał na sfatygowanej, podziurawionej przecież drodze, której nierówności Franciszek znał jak własną kieszeń. Ale te pytania zada kiedy indziej, teraz trzeba ustalić najistotniejsze kwestie.

Jedź zgodnie z przepisami, bo nie chcę płacić mandatów – warknął. – Za przekroczenie szybkości, na przykład. Ani iść do więzienia za spowodowanie wypadku. Policja tylko czeka na durniów. Mają tu wiele ulubionych miejsc na zasadzki.

Nie zabrał ze sobą żadnych dokumentów. Przede wszystkim prawa jazdy. Planował tylko poranny spacer i przebieżkę, a nie przejażdżkę. Uświadomił sobie, że skoro żadne formalności z samochodem nie zostały przez niego dopełnione, dzisiejsza wyprawa jest bardzo ryzykowana. I to nie tylko z punktu widzenia ograniczeń autonomicznego pojazdu oraz bezpieczeństwa na drodze. Równie groźne stałoby się napotkanie policji. Czy bzykanko było warte ryzyka? I to w dodatku z tirówką? Nigdy nie miał z nimi do czynienia. Niektóre zdawały się być atrakcyjne, choć rzadko. Na dodatek wzbudzały obawy. Z przyczyn higienicznych i jako źródło potencjalnego zarażenia. Prezerwatywa prezerwatywą, ale ryzyko zawsze istniało. I pewna doza odrazy.

Policja nas nie zatrzyma. Naprawdę, nie ma żadnych powodów do obaw. Wszystkie formalności w urzędach zostały załatwione.

Skurwiel czyta moje myśli, czy co? Jakie formalności?”

Zresztą policjantów zobaczymy, zanim oni zobaczą nas.

Jakby dla poparcia słów Szikardona, za przednią szybą wyświetlił się nagle obraz, który przypominał Franciszkowi mapę, a w zasadzie fotografię terenu wykonaną z lotu ptaka. Obraz obejmował niemal całe pole widzenia, jakby pasażer miał przed oczyma ekran o powierzchni kilku czy nawet kilkunastu metrów kwadratowych. Mapa była zadziwiająco wyrazista, a jednocześnie przejrzysta na tyle, że nie przeszkadzała w obserwacji drogi przed samochodem. Szybko skojarzył, że srebrzysty, sunący powoli za szybą prostokącik symbolizował pojazd, w którym się znajdował. Zaraz zauważył inne, podobne tylko czarno zabarwione, ruchome symbole i uświadomił sobie, że najprawdopodobniej ma przed sobą nie zwykłą, statyczną mapę zbudowaną z połączonych zdjęć satelitarnych, lecz plan okolicy aktualizowany na bieżąco. A może za szybą wyświetlał się wręcz widok z podniebnej kamery. Pokazane z lotu ptaka korony drzew zdawały się reagować na wiatr, kołysać. Skierował oczy w górę i tu spotkało go nowe zaskoczenie. Wyściełany skórą sufit rozwiał się jak na zamówienie. Pasażer ujrzał przeczyste niebo, ale mimo uważnego ślepienia w przestworza, nie dojrzał nad głową żadnego obiektu latającego, dosłownie niczego, co by można było podejrzewać o filmowanie i przekazywanie obrazu, który aktualizował się za przednią szybą.

Co się dzieje z dachem? Co to za sztuczka? Pierwszy raz widzę takie dziwo – rzucił pytanie dla podtrzymania rozmowy, bo tak naprawdę zamaskowany szyberdach wydał mu się najmniejszym z cudów, których dzisiaj doświadczył. Podmuchy powietrza podczas jazdy były niewyczuwalne, więc tym bardziej trudno było zrozumieć zjawisko, którego stał się świadkiem.

Uprzejmy gest z mojej strony i tyle. Nie zawsze będę miał ochotę na takie uprzejmości, ostrzegam. – Wyjaśnienie brzmiało jak niechętny pomruk.

No i po temacie. Nadali sztucznej inteligencji chamski wymiar? Ciekawe. Coraz ciekawsze, psiakrew.”

Projekcja za szybą znikła. Może inteligent odgadł jego myśli i algorytm kazał mu grać urażonego.

Jechali dość szybko, bo ruch na drogach panował mniejszy niż zwykle. Poranny szczyt komunikacyjny przeminął. Wbrew obawom auto zachowywało się niezwykle pewnie. Żaden manewr wyprzedzania, a odbyło się ich kilka, nie spowodował szybszego bicia serca.

Zbliżali się do rejonu, gdzie zwykle operowały tirówki. Franciszek nie korzystał z usług leśnych pracownic, uznając ich usługi za mało atrakcyjne. Ryzyko związane z miejscem świadczenia usług, które limitowało poziom higieny, oceniał na zbyt wysokie. Dzisiaj będzie pierwszy raz. Dzisiaj jest tak napalony, że się odważy. Nie znał cennika, ale uda się coś wytargować.

Dziwki rozstawiały się na tym odcinku całą brygadą, zwykle we trzy albo cztery. Pierwszą kobietę, a jeszcze wcześniej jej jaskrawy strój, zobaczył z daleka. Sprawiała wrażenie steranej pracą albo rzeczywiście miała tyle lat, na ile wyglądała. A wyglądała na wiele mimo makijażu i raczej nie charakteryzowała się rodzimą urodą. Seksualna siła robocza najpewniej z importu. Miała grube, mocne nogi oraz zbyt rozłożyste biodra i jeszcze bardziej okazałą dupę.

Każda potwora znajdzie swego amatora.”

Skrzywił się wewnętrznie, a potem wyrozumiale zaakceptował sposób zarobkowania brzyduli, bo wiedział to i owo o ciężkim życiu kobiet z południa, które los z pomocą tamtejszych, a czasem i tutejszych bezwzględnych skurwysynów wpędzał w sytuację bez wyjścia.

Drugą, urzędującą dalej na trasie tirówkę, wypatrzył już na horyzoncie. Była całkiem niezła i pomyślał, że nie pasuje do tego miejsca. Ruchy miała naprawdę dobrze dopracowane jak na dziwkę trzeciego sortu. Obserwował taniec zgrabnego ciała, gdy podchodziła do przykurzonego, ciemnego auta, którego produkcję zakończono dawno temu. Pojazd sterowany przez Szikardona przemykał obok, kiedy pochylała się do otwartego okna, aby rozpocząć finansowy flirt z klientem.

Zaraz za zakrętem stała trzecia, chwilowo bezrobotna. Czekała na chętnych, widoczna w całej okazałości en face, w skórzanych albo skóropodobnych szortach i w botkach pod kolano, mimo ciepła. Brunetka o ciemnej karnacji, pewnie też z importu.

Spoko dupa.”

Ta kurewka może być – zaalarmował swojego sztucznego pilota, oceniając figurę i próbując w wyobraźni usunąć tapetę z wypacykowanej twarzy prostytutki, aby zobaczyć prawdziwe rysy. Sztuczne rzęsy miała przynajmniej dwucentymetrowe, to każdy potencjalny klient widział już z daleka, o ile nie był ślepawy.

Wyrażam sprzeciw. Jest przeciętna. Nie warto w nią inwestować – odmówił stanowczo samochodowy mądrala. – Poszukamy kogoś lepszego.

Kurwa! Ty ją będziesz posuwał, czy ja? I co nazywasz inwestycją? Chyba nie kasę za usługę? Zatrzymaj!

Znajdę lepszą kobietę. Obiecuję. Proszę, daj mi chwilę. – Głos powiał chłodem.

Co za dupek! Hmm…To zaczyna być…hmm…ciekawe. Inteligencja, która nie słucha człowieka. Coś czuję, że nici z bzykania.”

Śmignęli dalej w trasę. Za kolejnym miasteczkiem znowu stały kurwy, niektóre nawet atrakcyjne na pierwszy rzut oka. Franciszek jednak nie odzywał się. Ciekaw był, o co w poszukiwaniach inteligenta chodzi.

Kogo mi ten dupek zaproponuje?”

Już z oddali wypatrzył filigranową blondynkę. Na głowie miała prawdopodobnie kiepskiej jakości perukę, co zdradzała nienaturalna barwa kłaków. Jednak sztuczne włosy dobrze pasowały do jasnej karnacji. Była młodziutka i prawie nieumalowana. Krzykliwie kolorowe łachy marnej jakości wzbudzały politowanie. Nie miała kasy albo gustu, albo i jednego, i drugiego.

Szikardon zaczął łagodnie zwalniać, co było do niego niepodobne, według dzisiejszych, krótkich obserwacji. Franciszek poczuł nagle, że zaczęły pracować amortyzatory jak w zwykłym samochodzie. Odezwał się silnik, dotychczas niesłyszalny.

Ta kobieta. Proszę wziąć dla niej trochę kasy. Nie żałować. – Głos inteligencji nadal brzmiał chłodno. W kokonie, tuż przed pasażerem otworzyła się iście czarodziejska, bo jak ją inaczej nazwać, skrytka i ujrzał gruby stos banknotów. Z wyglądu paczka dwusetek jakby świeżo zainkasowana z banku, tyle że bez banderoli. Dwadzieścia tysięcy albo coś koło tego. Dla niego to majątek, ale nawet się bardzo nie zdziwił. Preto nie wyglądał na biedaka.

Mimo że miał parę groszy przy sobie, wziął oferowane pieniądze bez zastanowienia. Z ciekawości sprawdził pobieżnie, czy to rzeczywiście same dwusetki i wcisnął w kieszeń bluzy na brzuchu. Zagapił się w młodą dziwkę, która była coraz bliżej i zamachała ręką.

Początkująca zdzira. I chyba ma podbite oko”.

Zbliżywszy się, stwierdził, że jest trochę przypudrowana, aby zamaskować siniaka, zwłaszcza w okolicy prawej skroni i na policzku, pod okiem.

Prawie dzieciak. Ładna buzia i figurka. Szkoda jej. Zasługuje na lepszy los.”

Zagapiony w tę, która go niebawem uszczęśliwi, kątem oka dostrzegł, że wnętrze samochodu zmieniło się. Wyrosła przed nim nagle kolumna i owal kierownicy, pod prawą ręką wypiętrzył się lewarek i prowadnice automatu. Pomyślał, że coś powstało z niczego. Nie dało się tego procesu inaczej określić, bo wcześniej nie wpadł mu w oko najmniejszy detal, który by sugerował istnienie w kabinie jakiegokolwiek wyposażenia. Pojazd, którym podróżował, krył, jak się okazało, zdecydowanie więcej tajemnic. Domyślał się, iż to prawdziwa skarbnica dziwów.

Jego ręce oparły się na kierownicy odruchowo, nałogowo stęsknione władzy nad sterem pojazdu.

„Jaka ciepła!”

Weźmiemy ją do motelu. Tylko proszę dać jej wcześniej kasę, bo nie wsiądzie. – Chłód w głosie nadal dało się wyczuć. Franciszkowi przemknęło przez głowę, że algorytmy Szikardona konsekwentnie kroczą z dala od bardziej przyjaznych człowiekowi fragmentów kodu. I skąd on się zna na zwyczajach kurew? Oto jest pytanie.

Obserwował z coraz mniejszego dystansu dziewczynę, która tkwiła na poboczu jakby skurczona, w pozie, z której promieniowała niepewność. Patrzyła w jego kierunku martwym wzrokiem, choć siliła się na grymas uśmiechu. Zrozumiał nagle, że najprawdopodobniej go nie widzi. Super przeźroczysta przednia szyba pojazdu, tak krystaliczna jakby w ogóle nie istniała, była najprawdopodobniej przejrzysta tylko z jednej strony, od wewnątrz.

Przemiany we wnętrzu auta dobiegły końca, kiedy zbliżyli się już na metry do pocieszycielki kierowców i sunęli w tempie cwałujących ślimaków. Rozświetliły się matowo kontrolki, wyrosły tablice z przyciskami sterowania. Prawe drzwi kliknęły i odskoczyły powitalnie na całą szerokość.

Siema. Good morning. – Młoda twarz ukazała się w drzwiach. Kobiece, niemal dziecięce szczebiotanie. Oceniając karoserię auta, musiała zakładać, że może mieć do czynienia z obcokrajowcem i na wszelki wypadek popisała się szkolną angielszczyzną.

Dziewczyna przykucnęła nieco, aby nawiązać bezpośredni kontakt wzrokowy z kierowcą. Chude kolana zgięły się w jego stronę, ukazując wjazd na kobiecą autostradę, nieopalone uda wytyczyły spojrzeniu szlak ku różowawym wargom i kępce niemal przeźroczystego siana nad pizdą. W jednej chwili ugotowała go kompletnie widokiem swojego usługowego grajdołka.

Full serwis, moja droga? – Wyciągnął rękę z sowitą częścią pliku banknotów od Szikardona. – Jestem szczodry dla ładnych dziewczyn – dodał. Chciało mu się ruchać i to bardzo. Lekceważył fakt, iż ekstremalnie przepłacał. W końcu to nie jego kasa tylko Preto. – Proszę wsiadać.

Full serwis? – zaszczebiotała młoda niepewnie. Miała dziewczęcy, miły głos. Takim głosem poderwałaby go już przez telefon. – Nie robię… – urwała niepewnie, ale zaraz skwapliwie wzięła pieniądze. Przejrzała pobieżnie kasę. Bez liczenia, tylko sprawdzając, czy pierwsze wrażenie niezwykłej hojności jest prawdziwe. Uniosła się lekko z wrażenia, przez co stracił widok piczki przesłoniętej teraz krótką, czerwoną spódniczką.

Czego pani nie robi? – dopytywał. Uprzejme „pani” wcisnęło mu się w usta, nie wiedzieć czemu. Jakby chciał ją tym mianem dowartościować i uszanować, widząc skrytego pod tapetą siniaka.

Psiakrew! Pewnie w jej slangu full serwis oznacza coś więcej niż usługi na trzy otwory? Można było inaczej…”, zreflektował się poniewczasie.

Temat ograniczeń w ofercie dziewczyny nie został jednak omówiony. Zdecydowała się przyjąć propozycję. Wsiadła do auta i zaskoczyło ją nagłe zamknięcie drzwi. Potem powtórzyła się scena z bezczelnym pasem, który także ją oplótł i wystraszył, nim zdążyła zareagować.

Oj… – pisnęła. Złapała odruchowo „węża”, który ją więził. Ochłonąwszy po ataku, spojrzała przeciągle w oczy Franciszkowi, który czekał cierpliwie, aż sztuczna blondynka zmierzy go intencjonalne wzrokiem. Jak pająk czyha na muszkę ogłupiałą od piękna świata. Mimo, że wiedział, iż to spojrzenie nastąpi, poczuł dreszcz.

Tak, tak. Przejrzysz mnie na wylot i już będziesz wiedziała, że na pewno nie podbiję ci drugiego oka. Naiwniaczka. Ale masz hardy ten wzrok. Zahartowane w bojach dziewczątko. A wydawało się takie przerażone. Pewnie wykryłaś swoim radarem, że przypadłaś mi do gustu. Bogaty frajer, będzie dobrze, co?”

Szikardon puścił muzykę, której pasażer udający kierowcę nie znał. Widocznie kawałek był za to słuchany i lubiany przez pasażerkę, bo jej twarz nieco się rozluźniła. Rokowe dudnienie najwidoczniej wprowadziło ją w lepszy nastrój.

Lubi pani ten utwór?

Uhm, ulubiony… Ale gdzie my jedziemy? Ja nie mogę się oddalać… Ała, boli! – Podskoczyła na fotelu. – Coś mnie ukłuło… – poskarżyła się i spróbowała zajrzeć pod tyłek.

Wtedy, ku wielkiemu zaskoczeniu Franciszka, odezwał się Szikardon, głos dochodził jakby z oddali. Mniejsze zdziwienie przejawiła dziewczyna, która najwidoczniej uznała, iż to ktoś trzeci, nieznany – aktualny rozmówca hojnego, nowego klienta – peroruje do niej z telefonu przez głośnomówiący system auta.

Inteligent podał nazwę docelowego motelu, który był, sądząc z jej reakcji, znany dziewczynie, a potem każde nowe zdanie potęgowało zdumienie Franka. Oczy dziweczki nie szukały ponownego kontaktu z męskimi. Słuchała wywodu niewidocznego mówcy.

Mój przyjaciel skorzysta z pani usług, Mariolko. Ma na nie wielką ochotę. – Szerokie oczy dziweczątka. – Nie wymaga żadnych sadomasochistycznych zabaw, proszę się nie obawiać.

Znowu awansowałem na przyjaciela. Ależ się bidula zdziwiła, skąd fagas zna jej prawdziwe imię, którego przecież nie ujawniła. Pewnie nigdy dla zasady nie zdradza go klientom”, interpretował mimikę dziewczyny, a przynajmniej próbował ją rozszyfrować. „Może, słysząc swoje imię, przestraszyła się, że to jakaś zaplanowana akcja?”

Na dodatek wykluczenie aktywności sado przez Szikardona było przesadą. No, ale dziewczynę z traumą po niedawnych rękoczynach jakiegoś chama należało uspokoić. Zresztą jego zamiłowanie do podszczypywania i poklepywania mieściło się w normie.

Głos perorował dalej, zdradzając niezwykłą znajomość faktów z życia dziewczyny i ku zaskoczeniu Franciszka wspominając o fundacji, planowanej wizycie prawnika i celu jego odwiedzin w dniu jutrzejszym.

…fundacja, o której mówię, wspiera kobiety. Umożliwia im normalne życie bez zależności od alfonsów i tym podobnych osobników. Józef Frankowski i Mieczysław Nowak spędzą być może trochę czasu w szpitalu za to, co pani uczynili. – Dziewczyna wyraźnie wzdrygnęła się. Najwidoczniej wymienieni z nazwiska byli jej znani, wzbudzali emocje. – A już na pewno trafią do szpitala, jeśli spróbują znowu panią skrzywdzić. Pani niedawny klient o imieniu Adam też ma szansę poleżeć w gipsie. Trzeba ich wszystkich zawrócić z drogi agresji. Czasem wymaga to epizodu przemocy, wstrząsu. – Źrenice dziweczątka zrobiły się jeszcze szersze, ale chyba z wiarą przyjmowała słowa inteligenta, bo gdy mówił, jej oczy nie biegały wkoło w poszukiwaniu awaryjnej drogi ucieczki.

Z kim ja się zadaję, kurwa? To jakaś wielka misja dobroczynna?”

Preto w ogóle nie kojarzył mu się z dobroczynnością. Bardziej z jakimiś służbami wywiadowczymi albo armią, na pewno nie krajową. Dziwne. Już piąty czy szósty raz słyszał o fundacji. I na dodatek ten cholerny Szikardon bardzo dużo o małej wiedział! Skąd? Przecież nie z fejsa. Niepojęte. Pieprzony inteligent i jego sztuczna inteligencja. Złorzeczył żartobliwie. W duchu uśmiechał się, bo akceptował filozofię kryjącą się za planem, o którym usłyszał.

… Dostanie pani pracę, Mariolo. Fundacja pomoże, aby mogła się pani dalej kształcić. Jest pani zdolna i świetnie da pani sobie radę. Od dzisiaj pani życie będzie spokojne i przyjdą sukcesy. Nic się nie martw. – W ostatnich słowach samochodowy inteligent przeszedł nagle na ty, po nich rozległ się dźwięk jakby przerywanego połączenia. Muzyka ściszona w trakcie przemowy rozbrzmiała ponownie głośniej.

Dziewczyna siedziała zamyślona, jakby zapomniała o Franciszku.

Muszę skorzystać z łazienki. Poczeka pan? – zapytała retorycznie, kiedy znaleźli się w pokoju.

Ok – potwierdził. Na końcu języka miał uwagę, że ma się pośpieszyć, bo jemu tak bardzo się chce, że długo nie wytrzyma.

Zdziwiło ją, kiedy przytrzymał drzwi od toalety i wszedł za prostytutką do środka. Nie protestowała jednak, że chce zostać sama. Najwidoczniej założyła, że klient ma dziwną zachciankę. Widział cień w twardych oczach i wymuszony uśmiech na twarzy. Nieme pytanie: „czego chcesz, pierdolony dziwaku?”

Napalony, obmacałby ją już na korytarzu, gdy szukali pokoju. Jego super czuły węch na to nie pozwolił. Skóra dziewczyny pachniała zachęcająco poza drobną skazą, ale jej peruka i łachy, odór chemicznych oraz biologicznych mikrocząstek psuł cały efekt i odpychał. Niech więc porzuci wszystkie szmaty, łącznie z tą różową, obskurną torebką. Niech przyjdzie tylko z kondomem w ręce.

Ubranie zostaw w łazience. Chcę cię taką, jaką cię bóg stworzył. I żadnego makijażu, perfum, pudru. Zmyj to. Niech zobaczę, jak wygląda ten siniak, który masz pod okiem – zażądał, wpatrując się w jej twarz. Spróbował się uśmiechnąć, bo wyglądała na stropioną. Czuł, że grymas wypadł sztucznie. Widok jej wystraszonej miny odebrał mu swobodę, mięśnie mimiczne zesztywniały.

Kiedy wspomniał o siniaku, spojrzała na niego dziwnie i wtedy nagle przed oczyma rozegrała mu się zamazana scena z jej przeszłości, prawie bez scenografii. Jakby odtworzył skrawki kadrów z życia przechowywane w pamięci dziewczyny. Usłyszał jej zdenerwowany głos, stanowcze słowa odmowy. Dało się w nich usłyszeć skrywany lęk. Ujrzał twarz podpitego, nagiego faceta, zamach zaciśniętej pięści, cios. Nagły wybuch kakofonii: skowytu, płaczu, rozpaczliwych krzyków oraz wulgarnych złorzeczeń. Potem tors damskiego boksera zagórował nad ciałem powalonej biduli, usługa została brutalnie wymuszona.

Przeszłość Marioli przewinęła się szybko, w kilka sekund. Zaszokowany wyszedł z łazienki, rzucając na odchodne:

Nie każ mi czekać na siebie zbyt długo… I koniecznie zdejmij perukę.

Nawet jeśli jesteś łysa”, skomentował w myślach. „I najlepiej jakbyś odkleiła te jebane, sztuczne pazury”, pomarzył, ale tego już nie zażądał głośno. Nie cierpiał tipsów ani lakieru na paznokciach. Takie detale psuły mu ideał zabawy.

Źle to wszystko powiedziałeś. Jesteś aroganckim dupkiem.” – Niezadowolony z siebie zacytował w myślach epitet z jakiejś noweli.

Uchylił okno, aby wywietrzyć pokój, rozebrał się. Po przeliczeniu schował resztę pieniędzy Szikardona do szuflady szafki obok łóżka, aby mieć je pod ręką. Orientacyjnie starczyłoby tej reszty na serię dobrze opłaconych całonocnych spotkań. Planował jednak oddać pozostałą kasę dziewczynie. Nie było ważne, czy zasłuży na królewską premię. W końcu to nie jego pieniądze, nawet jeśli coś mu się od Preto należało.

Czekał w łóżku przykryty kołdrą, usiłując głęboko, regularnie oddychać. Mały wzgórek jak namiot rysował się na powierzchni pościeli. Cierpliwa erekcja trapiła go już co najmniej pół godziny. Tego typu zwiększoną wytrwałość zaobserwował u siebie od początku pobytu w szpitalu. Ostatnimi czasy gorliwość kutasa dorównywała albo wręcz przebijała rekordowe osiągi z czasów młodości i największego rozkwitu sił męskich.

Małe, krótkowłose stworzenie, zarumienione od ciepłej wody, a przez to z wyraźniej zaznaczonym posinieniem na twarzy, wyszło w końcu z łazienki. Chuda, z żebrami rysującymi się trochę zbyt wyraźnie pod skórą, z udami, które mogłyby być pełniejsze i z cyckami, które mogłyby być bardziej sterczące. Odniósł wrażenie, że piersi wyglądały, mimo gładkości i jędrności, na uciemiężone w niewoli, pozbawione optymizmu zwierzątka. Ale i tak chciało się pomiętosić ten dziewczęcy biust.

Zaciągnął powietrza, aby poczuć jej zapach. Bez ciuchów pachniała lepiej, prawie dobrze, pociągająco. Mała, płodna samiczka. Tyle, że nie była jednak w pełni zdrowa. Pizda rozsiewała gorycz stanu zapalnego. Wyczuł to już w chwili poznania, gdy przykucnęła przy aucie. Dobre wonie mieszały się z wonią niemiłą.

Bidula.”

Mimo ryzyka infekcji, myśl o ominięciu regularnego bzykanka tylko przemknęła mu przez głowę.

Kondom i po sprawie”, stwierdził. „Rany. Ma coś w sobie ta mała. Siniak zniknie, trochę się odkarmi, poćwiczy aerobik albo coś…Nabierze pewności siebie. Wyleczy pizdę i będzie prima sort. Ten cholerny inteligent ma rację.”

Skinął, aby zrzuciła z niego kołdrę. W szpitalu polubił robić wrażenie. Ot, niewinna satysfakcja. Wielkie oczy pielęgniarek sprawiały, że przechodził go dreszcz.

Ooo, jaki wielki – wyjąkała zgodnie z oczekiwaniem dziewczyna. Zgadywał, czy nie odegrała przypadkiem wyuczonej scenki, aby sprawić klientowi satysfakcję. Jednak wyglądało na to, że miała prawdziwie zaskoczone oczy. Wgapiała się w nabrzmiały organ, unikając wzroku mężczyzny.

Nie. – Zabronił, kiedy chciała opaść przy łóżku, aby usłużnie przywitać kutasem ustami. – Właź na mnie. Powoli, bez pośpiechu.

Mała z ciebie kruszyna – komentował z uśmiechem, gdy zakładała prezerwatywę, dość sprawnie i jednocześnie starannie. – Właź, bo nie mogę się doczekać.

Dosiadła go i zaczęła ocierać się podbrzuszem o drąga. Miał wrażenie, że albo nieporadnie, albo wykazywała zawodową przezorność. Mogła bać się bólu albo czekać na własne naturalne zwilgotnienie. Diabli wiedzieli, w jakiej kondycji była jej zainfekowana pochwa. Ale to go teraz nie wzruszało. Przewidująca dziwka powinna mieć żel na podorędziu i użyć go przed, jeśli cierpiała na suchoty piczki.

Jesteś wielki, muszę się przyzwyczaić. – Próbowała tłumaczyć powolne ruchy, oparta na kolanach i rękach, okrakiem nad jego biodrami. Mógłby oczekiwać jakiejś namiastki gry wstępnej, jakiś liźnięć lub całusów w klatę, ale najwidoczniej uznawała tylko seks oralny na rozgrzewkę.

Nic nie musisz – zaprzeczył mruknięciem i trzepnął ją z obu stron w pośladki.

Mała, jędrna ta dupina”, nie zważał na głośny protest odegrany zdziecinniałym teatralnie głosikiem ku uciesze klienta. Ruchy jej ciała ledwie trochę zostały zakłócone przez klapsy. Gdy wróciła po odruchowej ucieczce biodrami w tył, podrażniła go kępką włosów po wrażliwym czubie odzianego w skafander nurka. Jednak zaraz ponowiła miarowe ocieranie pały gładkim i wilgotnym kroczem, jakby szukała drogi, próbowała się nadziać, ale nie potrafiła dobrze wycelować.

Stracił cierpliwość. Przyciągnął ją do siebie. Małe cycki rozpłaszczyły się na piersi. Poczuł jędrne sutki wbijające się w skórę. Stanowczo chwycił w dłonie półdupki i przycisnął szczupłe biodra do swoich, aby nie mogła swobodnie nad nim tańczyć i odwlekać nieuniknionego. Jeszcze moment i odepchnąwszy się stopami zarytymi w materac, nadział dziewczynę na czub chuja, nie dopuszczając do żadnych uników z jej strony.

Pozwoliła sobie na jęk. Albo teatralnego zaskoczenia, albo nieudawanego bólu. Kiedy wolno wycofywał się i wracał, cały czas powstrzymując się od głębszej penetracji, zaczęła ufnie i skwapliwie współpracować, aż znieruchomiał i oddał dziweczce inicjatywę.

Uważaj, żebym ci nie wypadł z dziury, bo dostaniesz mocnego klapa – ostrzegł pogodnie.

Zastosowała się do życzenia klienta bez zwłoki. Nadziewała się teraz nieco głębiej i nieco mniej wysuwała. Nie były to dla niej wygodne ruchy, gdyż nie pozwalał jej się odkleić od torsu i tylko trochę pomagał, popychając chudy tułów dziewczyny rękoma to zaciśniętymi na pośladkach, to obejmującymi biodra. Musiała sunąć po jego piersi całym torsem i całym torsem się cofać, bo w wymuszonej przez klienta konfiguracji ruchy samymi tylko biodrami nie były możliwe. Dla Franka taniec cycków i spacery sutków góra-dół-góra-dół stanowiły przyjemną pieszczotę. Czuł, jak dziewczynie serce bije coraz szybciej z wysiłku i wiedział, że bidula długo nie da rady kontynuować takiej mordęgi. Dlatego czasami mocniej chwytał półdupki, gdy była nadziana głęboko i zatrzymywał ruch powrotny, aby odpoczęła. Przenosił wtedy ręce na małą, ostrzyżoną krótko głowę i z lubością gładził. Zawsze lubił pieszczotę krótkich włosów. Rosnących i na głowie, i na podołku. Mruczał z ukontentowaniem przez chwilę, łaskotał przylegające do czaszki uszy i, stwierdziwszy, że dość tej sielanki, cicho rzucał:

No, dalej! Jazda, panno Mariolu. – Klask soczystego uderzenia w tyłek.

Mieszanka klapsów, głaskań i łaskotek, długie, nieśpieszne penetrowanie pochwy musiały wywrzeć na młodą prostytutkę podniecający wpływ, czy tego chciała czy nie chciała. A on regularnie chwytał jej dupinę i zatrzymywał.

Tak jak z początku niecierpliwie dążył do rozpoczęcia stosunku, tak teraz, będąc w trakcie, osiągnął stan błogości. Mógł ten stan przeciągać niemal w nieskończoność. Odkrył tę swoją moc, prawdziwie cudowną, w szpitalu. Skazywała kobiety na rozkosz. Nieodwołalnie. Mógł sobie pozwalać na wielokrotne chwile przerwy w kopulacji, aby potem podążyć szlakiem podniecenia to nieco w dół, to w górę, nie schodząc nigdy z drogi do własnego orgazmu, którego moment osiągnięcia uzależniał od zachowania partnerki.

No, a teraz pokaż mi siniaka – poprosił i pochwycił jej skronie.

Nie uniosła powiek, gdy pełen współczucia studiował rozlany wokół zamkniętego oka wielokolorowy siniak, świadectwo jej niedawnego pobicia. Wsparta na rękach, nadal powoli poruszała biodrami, jakby nie mogła i nie chciała zatrzymać stymulacji, która zaczynała sprawiać jej przyjemność. Usiłowała zmieniać kąty natarcia i głębokość zanurzenia, a nawet częstotliwość ruchów. Traktowała twardy element jego ciała jak dildo i coraz bardziej zaczynała się angażować w kopulację, szukając własnej nagrody. Pogładził ją z sympatią po łaskoczących skroniach i uszach, które zdawały się być teraz cieplejsze.

No, dobrze. Pora zabrać się do czynów, moja Mariolko.

W jednej chwili znalazł się na górze, profilaktycznie przyciskając dziewczynę do siebie podczas manewru, aby kutas nie wypadł z ciepłego wnętrza.

Pisnęła z zadowolenia albo zaskoczenia.

W kilku niecierpliwych nawrotach wbijał się coraz głębiej i głębiej, aż do spodu, bardziej się już nie dało. Potem bez zatrzymania, raz szybciej, raz wolniej kursował kompletną trasą od wejścia pizdy do jej dna, ostukiwał czubem brzegi szyjki macicy, wpychał jędrne denko otworu głębiej w ciepłe wnętrze, rozciągał chujem poddane ciało do granic. I wracał do wyjścia z dużą ostrożnością, aby nie znaleźć się nieoczekiwanie z fiutem na zewnątrz.

Po tym zdecydowanym ataku, uspokojony panowaniem na górze, znowu przestał się śpieszyć. Próbował dostosować ruchy do potrzeb młodej kurewki, starał się odczytywać sygnały, gdy pojękiwała pod nim, gdy wychodziła mu naprzeciw, coraz bardziej rozmodlona w środku, coraz bliższa szczytu.

Pewny swego kutasa rżnął ją, aż poczuł, jak partnerkę dopadają skurcze i przyciąga go mocno, aby zwolnił. Dał jej chwilę i ponowił ruchy bioder, aby szczytowała jeszcze raz. Udało się tego dokonać po niewielu pchnięciach, a potem wysilił się na trzecie zwycięstwo, aż zakwiliła i poczuł, jak w pełni mu się oddaje. Nie jak kurwa, ale jak zachwycona kobieta. Wtedy sam przyśpieszył i wytrysnął, nim wygasły w niej ostatnie skurcze, nim ścichły pojękiwania i poszeptywania.

Rozanielona pozwoliła się pocałować i namiętnie, szczerze oddała pocałunek, który trwał długo, jakby byli prawdziwymi, upojonymi swoją bliskością i seksualnym zgraniem kochankami. Potem jeszcze ucałował kilka razy biedne oko, nim zwalił się na bok, aby mogła swobodniej odetchnąć.

Szybko ochłonął.

Kurwa, miałeś jej nie całować! Dostaniesz jakiegoś syfa albo zapalenia wątroby. Guma pewnie w strzępach”, pomyślał, odzyskawszy zdolność myślenia.

Ale nie. Kondom wytrzymał.

Natychmiast pozbył się nielubianego, acz koniecznego zabezpieczenia, ciskając prezerwatywę na podłogę. Odetchnął z ulgą.

Mocno zmęczona i spocona Mariolka zasnęła. Nie udawała. Leżał obok i nagle znowu pojawiły mu się pod zamkniętymi powiekami zamazane kadry z przeszłości dziewczyny. Jakby czytał jej sny. Szkoła. Zeszyt w linię i ręka starannie kaligrafująca wypracowanie. Odpowiedzi przy tablicy. Pochwały nauczycielek słyszane zza kadru. Apel. Wręczenie zapewne dyplomu albo świadectwa. Dumna twarzyczka ni to jeszcze dziecka, ni to już dziewczyny. Wakacje nad wodą. Figle. Wspomnienia z pogrzebu. Scena wymuszonego, nastoletniego seksu. Przeżycia szpitalne. Poronienie. Szloch głęboki i wzruszający go do głębi…

Kiedy się ocknął, dziwka nadal spała. Obudziła się dopiero, gdy wrócił odświeżony z łazienki i założył dres.

Hej, śpij sobie dalej. Nawet do rana. Pokój opłacony. Trochę cię wymęczyłem.

Podszedł do szafki i wyciągnął resztę pieniędzy.

To dla ciebie, Mariolo. Na dobry początek. Nie wydaj na głupoty – wyjaśnił pogodnie i zostawił imponujący stos banknotów na blacie. Honorarium życia dla młodej dziwki.

Nie dziękowała, milczała, tylko się na niego gapiła. We wzroku nie kryła się już poprzednia hardość i chłód. Patrzyła jakby z zaciekawieniem i akceptacją.

Zadzwoniło w łazience – rozbrzmiała wesoła rokowa melodyjka odegrana wcześniej w aucie przez Szikardona.

Leż. Przyniosę ci telefon – rzucił, nim zdążyła zareagować.

Rozmawiała z komórką przy uchu, ale i tak słyszał głos Szikardona, który pytał, kiedy ma przyjechać do dziewczyny przedstawiciel fundacji: jeszcze dzisiaj, czy jutro rano. Zwracał się do niej oficjalnie, per pani. Do poufałości z ostatniego zdania przemowy w samochodzie nie powrócił.

Jaki grzeczny sukinsyn! Pieprzony inteligent! I skąd zna jej numer? I w ogóle o co tutaj chodzi?”

Będę cię długo pamiętał, Mariolu – rzucił banał Franciszek, przytulając ją na pożegnanie, jakby zapomniał, że jest dziwką. Scena rozdzierającego płaczu po poronieniu przewinęła mu się w pamięci.

Patrzyła mu w oczy z dziwnym napięciem.

Czasem czuję brak właściwych słów. Czy może mi pan zdradzić swoje imię? Chciałabym się za pana pomodlić.

Gówniara. Będą z niej ludzie.”

Na modlitwy szkoda czasu. Lepiej się wykuruj, bo masz stan zapalny pochwy. Idź do dobrego ginekologa, nie żałuj kasy. I w ogóle zdrowie sprawdź, badania porób. Mam na imię Franek. Będę się dowiadywał, jak ci idzie. Może wpadnę kiedyś do Ł… Nara. – Stał już przy drzwiach.

Jego ostatnie słowa brzmiały oschle, czego nie planował. Walczył z własnymi emocjami. Przejął się nieco jej historią. Ale nie na tyle, aby zostać dłużej.

Mariola wyglądała, jakby układała sobie w głowie przemowę na pożegnanie, ale nie dał jej na to czasu.

Zamknij za mną – polecił, przekręcając klucz i wychodząc z pokoju. Cicho skrzypnęły zawiasy.

Idąc korytarzem, w którym wirował wielodniowy kurz, zastanawiał się, czy skurwiel-inteligent jeszcze na niego czeka. Nie zdziwiłby się, gdyby nie zastał pojazdu na motelowym parkingu. Przeżył dzisiaj od rana milion zaskoczeń. Jedno więcej nie zrobi mu specjalnej różnicy.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ciekawy koncept w postaci wszechwiedzacego narratora w formie sztucznej inteligencji. Ciekawa, oparta na rozwinięciu dzisiejszej rzeczywistości a nie „dzid laserowych” 😛 wizja przyszłości. I najciekawsza z nich wszystkich, nieoczywista bohaterka. Ciekawe połączenie, Karelu 😉

PS Czy tylko mnie główny motyw kojarzy się z historią, jak Wokulski pomaga Mariannie, czyli w sumie też pani lekkich obyczajów? 😀

Agnesso,
Nie wiadomo, czy to, co bohater uważa za sztuczną inteligencję, rzeczywiście jest sztuczną inteligencją 🙂 Po prostu początek historii to seria zwykłych/niezwykłych zdarzeń i nikt bohaterowi nie chce udzielić wyjaśnień a czasem sam bohater nie zdaje sobie sprawy z niezwykłości tego, czego doświadcza.
Akcja dzieje się współcześnie, aczkolwiek łączy elementy fantastyki oraz fantasy (co widać w kilka lat wcześniej publikowanym fragmencie, który nb. został już przeze mnie kompletnie przerobiony).
Bohaterka jest epizodyczna, a bohater z założenia ma być „dobry” acz nie idealny 🙂
Aktualnie jestem na etapie szkiców, których pierwszych dwadzieścia stron napisałem jako dwudziestolatek, I będę pisał jeszcze z dziesięć lat co najmniej, bo wolno mi to idzie.
Uśmiechy,
Karel

2 komentarze. Szkoda trochę, bo wśród różnych tekstów perełki zasługują na szczególne dopieszczenie.

Było takie jedno sformułowanie, które mnie urzekło „rozmodlona w środku”. Ile obrazów się nagle przewinęło, ile skojarzeń.

W jednym z pierwszych akapitów literówka – „wyprawa ryzykowana” się pojawiło. Raczej bez intencji.

Z przyjemnością wrócę do poprzednich przygód Franciszka i jego dziwnej historii. Tam był taki mikrobohater o dużym potencjale 🙂

Lubię i dzielę Twoje zamiłowanie do natury. I wiążących się z nią niedoskonałości. Dzięki temu bohaterowie są tak ludzko wyjątkowi.

Pozdrawiam ciepło,

Rita

Miło Cię znowu widzieć, Rito
Z różnych znaków zgaduję, że wróciłaś. Skrawkiem stopy, paluszkiem, a może bardziej? 🙂
Cieszę się z jelenia na ścianie, bo bardzo za nim tęskniłem.
2 komentarze? No, cóż. Wrzucanie fragmentów, mniej lub bardziej wyrwanych z kontekstu, jest zawsze obarczone ryzykiem. Zazwyczaj takie fragmenty gorzej się czyta, chyba że są na okoliczność osobnej publikacji skonstruowane.
Taki przykład podam, który mi się nasuwa.
Straciłem wiarę, że jeszcze coś dobrego ktoś napisze w nurcie fantasy. A tu stary kumpel, który podziela moje zamiłowanie do gatunku, aczkolwiek nie jest tak wybredny, podsunął mi coś do czytania.
Zaczęło się gównianie i standardowo. Ale potem się wciągnąłem i owszem, cykl nie jest znakomity ale całkiem całkiem.
Chodzi o Imię Wiatru/Strach Mędrca. I tu dochodzimy do głównej myśli mojego przykładu.
Gdy przeczytałem cały cykl i pochwaliłem, mój kumpel podesłał mi jeszcze drobne dziełko pt. Muzyka Milczącego Świata. Stwierdził, że to raczej ch… ale traktuje o jednej z bohaterek głównego cyklu, i jeśli się nudzę, mogę spróbować to zmęczyć.
No i ja to „zmęczyłem” w jeden wieczór, nie mogąc się oderwać. Było cudowne.
Z tym, że z całą pewnością mogę stwierdzić jedno. Gdybym nie czytał cyklu i nie znał tego o bohaterce Muzyki, co napisał w cyklu narrator i tego, co ją łączyło z głównym bohaterem, uznałbym Muzykę za chłam totalny, dzieło jakiegoś pojeba.
Sam autor zwierzał się zresztą w przypisach, że miał podobne wątpilwości, czy pisać takie odjechane opko, dopiero zachęta agenta literackiego przemogła jego wątpliwości i cudactwo zostało wydane.
Podsumowując: opublikowałem swój fragment bez specjalnych nadziei na poklask.
Literatura zresztą straszliwie się dzisiaj rozjechała na nurt poszukiwań i ambicji (nobliści i spółka) oraz na nurt populistyczny, gdzie królują w dużej ilości szarości i grafomania.
Sam mam problemy, aby jako czytelnik wybrać nurt i nim płynąć. Ten pierwszy jest koszmarny. Pierwsze zetknięcie zarówno z Ishiguro jak i z naszą świeżą noblistką to męka albo droga pod górkę.
W drugi nurt nie chcę wpływać i wyczyniam cuda wiosłem, aby mnie tam życie nie zniosło.
Stąd mało co czytam i mało co oglądam współczesnego. Czasem sięgam po klasykę.
Uśmiechy, Rito
Karel

Ja wiem czemu nie lubisz Tokarczuk! Robi za mało przypisów! ;’D

Aniu,
To Ci się udało. 🙂
Jest jednak pewien szczegół. Pani T. nie pisze dla gimbazy, więc może sobie pozwolić na stawianie czytelnikowi wymagań.
W sumie tu też można, ale „czuły i przyjazny narrator” może posłużyć się także przypisami.
Uśmiechy,
Karel

Mam dokładnie tak samo. Totalny impas czytelniczy. Zaczynam kilka pierwszych akapitów, i albo widzę wtórności, albo styl nie przemawia. A dla mnie forma jest równoważna treści. Słowa mają niezwykłe znaczenie i swoją wagę. Lubię dążenie do doskonałej równowagi. Zdania, które zachwycają prostotą i trafnością. Trudno na takie trafić.

Być może łatwiej mi było odebrać Twój tekst, bo pamiętałam, że jest częścią wiekszej całości. Bohater/bohaterowie nie byli mi obcy. Poza tym lubię Cię czytać. Tak po prostu.

Serdeczności,
Rita

Rito,
Dzięki za dobre słowo i witaj w gronie tych, którzy z trudem znajdują coś współczesnego do czytania.
Uśmiechy,
Karel
P.S. Oby ilość Twoich odejść i powrotów była sobie równa, a jeszcze bardziej życzę i Tobie, i sobie, aby się wszystko układało i żeby licznik odejść nie narastał, i żeby Lis nie miał wątpliwej satysfakcji, informując Cię o tego rodzaju statystykach.

A wróciłam cichaczem, bo jak mnie Lis podsumował, to już mój piąty powrót. Staje się to nudne, a nudy nie lubię.
Ale wróciłam, co mnie bardzo cieszy, bo to miejsce pozwala mi na rozwój – i ten pisarski i osobisty. Czuję się tu dobrze i bezpiecznie. A mówiąc bezpiecznie, myślę o pewnym rodzaju wolności, której na codzień w życiu brakuje.

Rito, mogę się podpisać pod życzeniami Karela, oby licznik Twoich odejść zatrzymał się na tej nieszczęsnej piątce. Gdyż nie bez pewnej konsternacji stwierdziłem, że kiedy zaczynałem za Tobą biegać byłem najmłodszym i najmniej doświadczonym Autorem Najlepszej. Obecnie? Dalej za Tobą biegam, a nie jestem już najmłodszy, ogólnie dochodzę do przekonania, że bieganie za Autorkami nie służy mojemu dochodzeniu dokądkolwiek, a już zwłaszcza do wniosków. „Po pierwsze żadnych sportów!” To całe bieganie jest ciut przereklamowane.
Nie będę Cię witał ponownie(robiłem to poprzednie cztery razy temu). Zaproponuję miejsce w fajnym fotelu: wiklina i bieguny, zdaje się, że też jesteś fanką twórczości Karela, si?
Jako gorliwy neofita, fan Karela, zamierzam nadrobić zaległości. Ale zawsze przyjemniej czyta się we dwoje. Coś tam o tym wiem,
Lis

Osobiście lubię, gdy opowiadanie zamiast przydługiego (czyli często przynudnawego) wstępu zabiera czytelnika w sam środek akcji. Dlatego też, w „Dziewczynie z podbitym okiem…” ten manewr, choć nieco wymuszony, od razu przypadł mi do gustu. Miło się czytało od początku do końca.

Oczywiście, gadający i sztucznie inteligentny samochód kojarzy mi się z popularnym dawniej serialem „Nieustraszony”. Tak więc Szikardon szybko zdobył moją sympatię i nie wypuścił jej do końca. Zdaje się wiedzieć więcej od innych, ale w ukazanym fragmencie zachowuje wymuszoną tajemniczość przed czytelnikiem NE. Cóż, może kiedyś dowiemy się coś więcej…

Sam Franciszek to taki trochę łotr, trochę swój chłop. Chce pobzykać, wie na czym polega gra i smutny los dziewczyny niewiele go obchodzi. Ma też najwidoczniej specyficzny fetysz, lubi ryzykowne zachowania seksualne. Zapaszki, stany zapalne go nie zniechęcają, lecz wręcz pobudzają. Twardy zawodnik, choć mnie ta scena erotyczna nieco odepchnęła.
Pomysł góruje tutaj nad czystą erotyką.

Radosky,
Dziękuję Ci za celny komentarz – przy założeniu, że tekst jest samodzielnym tworem.
Nieustraszony? Hmm, muszę się rozejrzeć, bo od 20 lat mało co oglądam, pozbywszy się telewizji. Polecasz?
Jedna z moich inspiracji to starodawny Pan Samochodzik, pana N. Ale z tej inspiracji pozostała jedynie niezwykłość pojazdu, co w jednym epizodzie „wydłuża” bohaterowi ego i nie tylko 🙂
„Łotr, swój chłop” – dobrze powiedziane, bo bohater nie jest nieskazitelny i „święty”.
Przyznaję, że fragment jest rzeczywiście opisany w sposób nie wciągający czytelnika w erotyczną warstwę fabuły, aczkolwiek nie jest skrótowo opisany. Oboje uczestnicy sceny są wystymulowani biochemicznie, nic o tym nie wiedząc, dlatego scena kończy się obustronym „sukcesem”, ale nie będę się rozwodził dalej nad tajemnicami fabuly.
Kto wie, może jeszcze jakiś fragment wrzucę ku uciesze jednych, niechęci drugich.
Uśmiechy,
Karel

Nieustraszonego (ang. Knight Rider) to oglądąłem za dzieciaka, pamiętam samochód – cud jakiego do dzisiaj nie zbudowali. I D. Hasselhoffa jako pasażera;)
Na pewno polecam intro do filmu, czar lat 80 w amerykańskim kinie zaklęte w niespełna dwóch minutach.

P.s
Zapomniałem napisać – Szikardon – wspaniała nazwa.

Deogi Radosky,
Dzięki – spróbuję dobrać się do Knight Rider”a. Swoją drogą, polskie tłumaczenie tytułu odrobinę na skróty i to w przeciwnym kierunku 🙂

Drogi Radosky,
Obejrzałem zajawki Kinght Rider’a, poczytałem o K.I.T.T. Muszę przyznać, że autor swoimi pomysłami dot. cech i możliwości pojazdu wyprzedził epokę i był niezwykle kreatywny. Jednakowoż trzyma się nieco realizmu, natomiast mój pomysł jest zgodnie z tagiem „fantastyka” opublikowanego fragmentu całkowicie odjechany i niewiele ma wspólnego ze współczesną techniką.
Niemniej nie dziwię się Twoim skojarzeniom, bo na podstawie fragmentu są jak najbardziej uzasadnione.
Jeszcze raz dzięki za uwagę o serialu, bo to ciekawy materiał, może znajdę w nim dodatkową inspirację.
Uśmiechy,
Karel

Karelu!
Przyznam, że do Twojego pisania przekonywałem się niemal dekadę. I to nawet mimo faktu, że Twoja twórczość była mi rekomendowana przez ludzi, z których zdaniem zazwyczaj się bardzo liczę. Stężenie dziwactwa na metr opowieści zdecydowanie mnie przerastało. Musiała upłynąć rzeczona dekada, a ja musiałem trochę innych rzeczy szukać w opowiadaniach erotyczny, żeby docenić to co robisz.
Również mam skojarzenie z serialem „Nieustraszony”, we wspomnieniach pojawia się beztroskie dzieciństwo, kiedy to te wszystkie kutasy, pizdy i jebanie były dla mnie nieznanymi określeniami. Już nie wspominając o tym, że jako chłopiec byłem święcie przekonany, że Panie przy drodze sprzedają jagody, a żartów wujostwa o automatach do lodów kompletnie nie pojmowałem.
Złamałeś wszystkie schematy: stworzyłeś odpychającą scenę erotyczną, bawiąc się słowem, mrugałeś okiem do czytelnika tak, że musiało napełnić się łzami, nadałeś swojemu opowiadaniu tytuł, który wśród speców od marketingu erotycznego musiał spowodować palpitacje serca i jeszcze… Ci się udało 🙂
Niektóre zdania to przeszarżowana szarża, ale w żadnym razie nie grafomania. Jesteś właścicielem własnej niszy – oryginała w świecie opowiadań erotycznych. Ja wiem, że uświęcona całość uświęconą całością, ale gdybyś tak częściej zechciał uchylić przed nami rąbek zapewne powieści znalazłoby to swoich odbiorców.
Jednego możesz doliczyć,
Lis

O Rany, Lisie
Ty to potrafisz skrytykować w tak miłej formie, że to w ogóle nie boli. Cóż, mnie też uczono, że jeśli negatywy są uzupełnione jakimś pozytywnym zdaniem – rani mniej albo wcale.
„Dziwactwa”, powiadasz. Cholera, zawsze trzymam się realizmu, widocznie mi nie wychodzi 🙂

Z opinią o „odpychającej” scenie erotycznej zgadzam się całkowicie. Taka miała być, bo poprzedza ją kilka innych wręcz „przyciągających” epizodów, których jednak nie opublikowałem. Do beczki miodu trzeba było dodać trochę dziegciu aby czytelnika nie zemdliło. Prostytutki chorują, znam to z autopsji. To też jest realizm, aczkolwiek nie zachęca czytelnika, który przywykł do tego, że wszystko jest w powieściach cacy.
Tak pewnie jeszcze uchylę kolejny „rąbek”. Problem polega na tym, że wszystko, dopóty nie zostanie zamknięte, jest szkicem.
Fragment o „czterech tęczach” dano temu opublikowany jest już np. mocno do zmiany, aczkolwiek główny zarys pozostanie niezmieniony, mam nadzieję.

Uśmiechy,
Karel
P.S. Swoją drogą trzymanie się z dala ma swoje zalety. Nie miałem pojęcia o pięciokrotnym odejściu jednej z pierwszych autorek Najlepszej. Zauważyłem tylko jednokrotne 🙂

Kiedy ja wcale nie krytykuję. Ostatnio? Bardziej doceniam naturalność i oryginalność. Wyróżniasz się i jednym i drugim. Trzymanie się nieco na bocznym torze ma z pewnością wiele zalet. Wierz mi na słowo. Bardzo cieszę z powrotu na nasze łamy dwóch niezwykle zdolnych koleżanek – Ania i Rita – wracają też uznani koledzy, jak Raven czy Ferrara. Oceany grafomani czasem wyrzucają na brzeg nowe perełki (vide Agnessa albo SheWolf).
Wracając do tekstu – naprawdę przekonałem się do Twojego pisania. Chętnie przeczytam więcej, jak już będziesz gotów.
Lis

Lisie,
No może coś jeszcze wrzucę, aby jeszcze bardziej zamieszać czytelnikom w głowie. 🙂
Trzymajcie się,
Karel

Chyba nie moja bajka – sama nie wiem co mi w tym tekście nie pasuje… Jest dobrze napisany… bohaterowi nie są plastykowi jak w wielu opowiadaniach erotycznych… pracownica seksualna została potraktowana z szacunkiem i pokazana z bardzo ludzkiej strony… Może to rzeczywiście kwestia wyrwania z kontekstu. Albo mojej awersji do motoryzacji ;p

Mimo wszystko chciałabym Cię częściej czytać Karelu 🙂

Serdecznie pozdrawiam

A.

Aniu,
Każdy ma swoją bajkę. Jedni trafiają na nią częściej, bo mają szersze spektrum zainteresowań albo mniejsze wymagania albo intensywnie poszukują.
Nie interesuję się motoryzacją. Ale dobry samochód coś facetowi przedłuża, a i blachar mniej lub bardziej zadeklarowanych nie brakuje na tym świecie. Więc jest to temat, który może wzbudzić zainteresowanie.
Cień szpanerstwa Pana Samochodzika występuje w jednym czy dwóch epizodach, tyle i tylko tyle.
Uśmiechy,
Karel

Napisz komentarz