Sylwester przy Alei 69 (Areia Athene)  3.7/5 (307)

11 min. czytania

Źródło: Pixabay

Był Sylwester. Zegar w Sali Zabaw Redakcji Najlepszego Bloga wybił godzinę dwudziestą. Blade światło sączące się z baru oświetlało szczupłą sylwetkę kobiety sączącej drinka. W jej pozornie spokojnych ruchach było coś kociego, coś dzikiego i drapieżnego, a zarazem pełnego gracji.

Nagle w panującą w całym budynku ciszę wdarł się odgłos rozsuwanych drzwi do windy. Po chwili Nina usłyszała odległe kroki. Wiedziona irracjonalnym strachem – bo przecież tylko pracownicy redakcji znali kod dostępu – chwyciła szpikulec do lodu i mocno zacisnęła go w dłoni. Schowała się w cieniu.

Kroki zbliżały się powoli, lecz nieubłaganie. W końcu w drzwiach zamajaczyła męska sylwetka. Nina powoli wysunęła się zza baru. Mężczyzna zapalił światło i wrzasnął, widząc gotową do ataku furiatkę, ubraną – co jakimś cudem zdołał zauważyć – w dopasowaną małą czarną i kocie uszy. Jego serce biło jak oszalałe.

– Nie zabijaj – krzyknął rozdygotany. – To ja, Leo.

– To czemu się skradasz jak bandyta?

– Bo zobaczyłem światło, którego nie powinno tu być. Skradałem się ze strachu.

Nina pokiwała głową, odłożyła szpikulec i wróciła na swoje miejsce przy barze.

– Co robisz w biurze w Sylwestra? – spytał Lion, gdy jego tętno wróciło do normy.

– Chciałam się upić w samotności. Miałam być na imprezie u znajomych, ale się posypała. A ty?

– Ja zorganizowałem imprezę u siebie, ale nikt na nią nie przyszedł.

– Smuteczek – podsumowała i uprzejmie spytała: – Napijesz się czegoś?

– Chętnie. Co pijesz?

– Sex on the beach.

– Ja wolę martini.

– Wstrząśnięte, niezmieszane… Ach, przebrałeś się za Bonda!

– Raczej za Clarka Kenta – sprostował Leo. – Ale rozumiem, że można się pomylić.

– Tak czy owak, dobrze wyglądasz w garniturze – oznajmiła Nina, a po chwili dodała: – Mam nadzieję, że sam się obsłużysz.

– Oczywiście – odpowiedział i podszedł do półki z alkoholami.

* * *

Tymczasem kilka ulic dalej…

Mężczyzna w stroju Gandalfa stukał laską w drzwi skromnej, acz eleganckiej willi. Z długą białą brodą zupełnie nie przypominał energicznego autora „Diabelskiej”.

– Nie otwiera – raczej stwierdziła niż spytała Ruda, przebrana – a jakże! – za Wiewiórkę.

– Nie. Nic nie widać, nic nie słychać.

– Ciemno wszędzie, głucho wszędzie – zameldował wracający z tyłu domu WCS, do którego wyjątkowo pasował strój Tygryska.

– Pewnie gdzieś poszedł – stwierdził Gandalf.

– Jak to poszedł? Przecież nas zaprosił. Powinien na nas czekać – oznajmiła Wiewiórka, tupiąc nóżką w zaśnieżony chodnik.

– A może zasnął… – zasugerował Tygrysek.

– Zaraz się obudzi – zadeklarowała Foka, na co dzień znana jako Donna Agraffka.

Podreptała do drzwi, odsunęła kolegę i kilka razy walnęła w drzwi pięścią. Potem zsunęła kaptur i przyłożyła ucho do świetlika, nasłuchując odgłosów ruchu.

– Równie dobrze mógł gdzieś pójść, jak i zasnąć – stwierdził po chwili Gandalf. – Zaproszenie było na osiemnastą.

– O osiemnastej to ja dopiero zaczynałam nakładać różowy brokat na powieki – oznajmiła Minerwa, drżąc z zimna w przebraniu Bajkowej Księżniczki.

– Od razu mu mówiłem, że to nierealna godzina – przypomniała Donna. – Przecież dziś wszyscy musieliśmy być w pracy.

– Nic nie mów. Niektórzy musieli jeszcze zostać na zebraniu i określać cele strategiczne na nadchodzący rok – westchnęła Księżniczka.

Wszyscy zgodnie pokiwali głowami ze współczuciem.

– Czasem mam wrażenie, że Julian robi to nam specjalnie – stwierdził Tygrysek.

– Zapewniam cię, że dla niego jest to zupełnie normalne – stanęła w obronie Naczelnego Minerwa. – On żyje w swoim własnym świecie.

– Tak czy owak potrzebne jest nam nowe lokum – stwierdził Zabavky, wspierając się na lasce.

Na chwilę wszyscy zamilkli. Zrezygnowany Tygrysek usiadł na oblodzonych schodach. Foka oparła się o latarnię, a Wiewiórka przytuliła trzęsącą się Księżniczkę.

– Może pojedziemy do ciebie, Minerwo? Słyszałam, że masz duży dom. – zasugerowała Donna.

– Masz duży dom? – zdziwiła się Ruda.

– Mam bogatego ojca…

– Zatem postanowione – jedziemy do Minerwy – oświadczył Tygrysek i bryknął w stronę samochodu.

– Moment! Moment! – zawołała Księżniczka, wyzwalając się z rudych objęć. – Przecież mój mąż dostanie zawału na widok tylu osób naraz!

– Jaki mąż?!

– To ty masz męża?!

– I spędzacie Sylwestra osobno?!

– Zostawiłaś męża samego w domu?!

– Nie samego, tylko z pięcioma psiakami – wyjaśniła Minerwa. – Na pewno nie będzie się nudził.

– To ja już nie wiem… – Bezradnie rozłożył ręce WCS.

– To może do Naczelnego – zasugerowała Ruda. – On na pewno też ma duży dom.

– Julian posadzi nas przy biurkach i każe pisać opowiadania noworoczne – uświadomiła wszystkim Księżniczka.

– W sumie racja – energicznie pokiwała głową Wiewiórka.

Kolejną dłuższą chwilę milczenia przerwała Foka.

– Róbcie, co chcecie – powiedziała. – Ja wracam do domu.

– Mam lepszy pomysł – powiedział Gandalf. – Pojedziemy do Redakcji. Co się będziemy tułać po obcych, jak mamy własną salę z dobrze wyposażonym barem i wypasionym sprzętem muzycznym.

– Mam się bawić w pracy? – oburzyła się Donna.

– A masz lepszy pomysł? – zapytał retorycznie Zabavky.

Nie doczekali się odpowiedzi.

– Zatem do Redakcji – zakomenderowała stanowczo Minerwa, której chwilę wcześniej zaczęły zamarzać palce u stóp.

Wszyscy razem pobiegli, a Foka potruchtała do samochodu Tygryska, który specjalnie na ten wieczór pożyczył od rodziców minivana.

* * *

Tymczasem w pięknym domu na przedmieściach…

Julian i Tete zanurzyli się każdy w swoim fotelu i zatopili w lekturze bardzo mądrych i grubych opracowań historycznych.

* * *

Tymczasem w Redakcji Najlepszego Bloga…

Nina i Lion wymieniali się anegdotami z życia autorów i redaktorów.

– A pamiętasz… Nie tego nie możesz pamiętać. Ja pamiętam, jakby to było wczoraj…

– Co takiego?

– Pierwszą awarię słoneczek – westchnął głęboko i, widząc, że Nina nie rozumie sytuacji, dodał: – Naszego systemu oceniania opowiadań. Julian chyba nigdy wcześniej ani później nie był tak bliski zawału. A Rozumny zamknął się w serwerowni i przeżył trzy dni na jednej dużej pizzy.

– A pamiętasz, jak dzień po Walentynkach znaleziono cię śpiącego w schowku na szczotki?

– Nie możesz tego pamiętać!

– Słyszałam o tym wiele razy z wielu różnych źródeł.

– To wszystko przez Airmana. Spił mnie, ululał i zostawił.

– Ciesz się, że cię nie wykorzystał.

Lion głośno przełknął ślinę i szybko odbił piłeczkę.

– A opowiadano ci, jak Naczelny dostał w głowę pomidorem?

– Nie, o tym nie słyszałam.

– Ludzie nie chcą do tego wracać nawet myślami. Otóż gdy Julian postanowił na kartach swojej powieści uśmiercić lubianą bohaterkę, czytelnicy zorganizowali protest pod siedzibą Redakcji. Wyszedł, aby z nimi porozmawiać. Nie szło mu najlepiej, dopóki nie dostał w tył głowy rzeczonym pomidorem. Wtedy wstąpiła w niego jakaś siła, która pomogła mu rozgonić zgromadzenie. Wrócił do Redakcji i na resztę dnia zaszył się w swoim gabinecie.

– Musiało go to naprawdę dotknąć.

– Wiesz, on nawet nie był zły czy wkurzony. On był po prostu smutny. Ciągle powtarzał, że całe życie poświęcił czytelnikom, a oni, niewdzięczni, wystąpili przeciw niemu.

– A propos Naczelnego… Masz klucz do jego gabinetu?

– Moja karta powinna zadziałać. Czemu pytasz?

– Chcę wreszcie zobaczyć tę legendarną jaskinię smoka. Nigdy jeszcze tam nie byłam.

– Jak to jest możliwe?

– A po co miałabym tam iść? Publikuję regularnie, więc nie podpadam. Julian zaprasza do siebie tylko leniwych i niezdyscyplinowanych.

Leo uświadomił sobie, że należy do obu tych kategorii. Pewnie dlatego potrafiłby z pamięci odtworzyć tytuły książek ustawionych na półce za fotelem Naczelnego.

– Poczekaj na mnie pod jego drzwiami – powiedział. – Skoczę do siebie po kartę.

Wrócił dwie minuty później, wymachując swoim identyfikatorem. Otworzył nim zamek, zapalił światło i gestem zaprosił Ninę do środka. Wszedł za nią do gabinetu i zamknął drzwi.

Kobieta rozejrzała się z ciekawością po przytulnym wnętrzu, urządzonym w kolorach brązu i ciemnej zieleni. W centrum gabinetu stało duże rzeźbione biurko dębowe i wygodny skórzany fotel. Za nim rozciągały się regały z książkami. Po prawej stronie przy wejściu znajdował się stolik kawowy, mała sofa i dwa fotele. Wrażenie przytulności powodował gruby puszysty dywan, pokrywający niemal połowę podłogi. Nina wróciła wzrokiem do centralnego punktu pomieszczenia.

– Jejku, to biurko jest ogromne – oznajmiła z podziwem.

Podeszła do mebla i położyła się na plecach na blacie. Zamachała rękoma we wszystkie strony, demonstrując prawdziwość swojego stwierdzenia. Przy okazji zrzuciła kilka przedmiotów, chichocząc przy tym radośnie.

– Ech, wziąłbym cię na tym biurku – zadeklarował w przypływie szczerości Leo.

– To na co czekasz? – spytała Nina, rozchylając nogi

– Ale… że… naprawdę?

– Liczę do trzech. Jeden!

Zdjął marynarkę i rzucił ją na podłogę.

– Dwa!

Zajął miejsce pomiędzy jej nogami.

– Trzy!

Zsunął spodnie i bokserki.

Nie czekał na ewentualne cztery. Przyciągnął ją na skraj biurka i podsunął do góry sukienkę. Zamierzał jednym ruchem zedrzeć z niej bieliznę, ale okazało się, że tego dnia zapomniała ją włożyć. Tak czy owak nic już nie stało na przeszkodzie, by mógł się zagłębić w jej kobiecości.

Wszedł w nią mocno i zdecydowanie. Wyszła mu naprzeciw i jęknęła cicho, czując, jak penis rozpycha ciepłe, wilgotne ścianki. Przez chwilę rozkoszowała się tym uczuciem. Potem Leo nagle przyspieszył. Nina czuła narastające pulsowanie w skroniach i w dole brzucha. Jego ruchy były coraz szybsze, głębsze, mocniejsze. Po kilku chwilach takiej gonitwy wypełnił ją z niemym krzykiem i opadł głową na jej brzuch. Leniwie uniosła dłoń i wplotła ją w jego włosy.

Gdy ich oddechy się uspokoiły, zsunęli się z biurka na podłogę i położyli obok siebie na puszystym dywanie.

– To jest chyba najlepszy Sylwester w moim życiu – oznajmiła Nina, rozciągając się i prężąc jak kotka.

– Miło mi to słyszeć – odparł Lion i troskliwie okrył ją swoją marynarką.

Leżeli przez chwilę w milczeniu. Delektowali się przeżytą chwilę wcześniej rozkoszą.

Kobieta raz jeszcze rozejrzała się po pomieszczeniu i w rogu sufitu wypatrzyła coś niepokojącego.

– Co to za światełko?

– Jakie światełko?

 – Tam na górze, obok drzwi.

Leo w sekundę zrobił się kredowo biały.

– Naczelny nas zabije – szepnął.

– O czym ty mówisz?

– To kamera. Wszystko się nagrało – zajęczał żałośnie.

– Przestań jęczeć! To nie jest koniec świata.

– Mylisz się – to jest koniec świata. Mojego świata. I mój przy okazji.

– Cicho… – szepnęła Nina, kładąc palec na ustach. – Słyszę jakieś kroki…

Leo zerwał się na kolana i zaczął żarliwie modlić.

Nagle drzwi się otworzyły i do środka zajrzała Minerwa.

– Co wy tu robicie? Oszaleliście?! – krzyknęła. – Uciekajcie stąd. Ale już!

Ninie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wstała, poprawiła sukienkę i zawstydzona, ze spuszczonym wzrokiem opuściła gabinet. Leo wciąż pozostawał na kolanach.

– Jak Julian się o tym dowie, rozerwie cię na strzępki – oznajmiła Minerwa.

– Już się dowiedział – jęknął Lion, pokazując na migające światełko.

– To nie jest kamera, tylko czujnik dymu. Wyjdź wreszcie! Co ty tam robisz?

– Szukam drobnych, które mi wypadły z kieszeni.

– Na litość boską! Leo!

Mężczyzna poderwał się z kolan, narzucił marynarkę na ramiona i szybkim krokiem przemierzył gabinet Naczelnego.

– Czeka cię poważna rozmowa w nowym roku – szepnęła kobieta, gdy mijał ją w drzwiach.

Pokiwał głową zrezygnowany i wyszedł z pokoju.

Minerwa podeszła do biurka i poukładała na nim rozrzucone przedmioty dokładnie tak, jak były wcześniej ustawione. Przed wyjściem z gabinetu jeszcze raz rozejrzała się uważnie i zgasiła światło.

* * *

Tymczasem w pięknym domu na przedmieściach…

Julian i Tete obejrzeli na żywo igraszki Kotki i Lwa, wymienili się uwagami, zjedli sałatkę z owoców morza i wrócili do biblioteki.

* * *

W chwili gdy Nina weszła do Sali Zabaw, WCS i Zabavky uruchomili sprzęt muzyczny. Głośniki tak donośnie huknęły „jesteś szalona”, że zatrzęsły się szyby i lustra we wszystkich gabinetach. Poprzedni użytkownik zostawił w odtwarzaczu hity disco polo.

Nina wymieniła uściski z Rudą i Donną, pozdrowiła gestem chłopaków i skierowała się w stronę baru. Po chwili dołączył do niej Leo, nie witając się z nikim. Z głośników popłynęła muzyka relaksacyjna.

– To my cię szukamy tam, a ty jesteś tu – stwierdziła Ruda, zarzucając Leo ramiona na szyję i ściskając go mocno. Woń alkoholu w jej oddechu była tak intensywna, że mężczyźnie zakręciło się w głowie.

– Co pijemy? – spytała Donna, przysiadając się Liona.

– Wy już chyba macie dosyć – powiedziała Nina.

– Nie bądź nudna – żachnęła się Foka. – Jest Sylwester, a ja nawet nie mogę zatańczyć, bo wymyśliłam sobie taki durny strój – dodała i zamachała stopami, prezentując ich ograniczoną ruchomość.

– A mi jest strasznie gorąco – oznajmiła Wiewiórka, rozpinając długie rude futerko i zdejmując futrzaną czapkę.

– To się rozbierzcie – powiedział Zabavky, dołączając do towarzystwa.

– Za darmo? – spytała przekornie Donna.

Do Sali Zabaw weszła Minerwa. Bez słowa otworzyła szafkę, wyjęła z niej koc, ustawiła krzesło naprzeciwko kaloryfera, usiadła, oparła stopy o ciepłe żeberka i szczelnie owinęła się pledem z polaru.

– Nic z tego nie będzie – powiedział WCS, podchodząc do baru. – Znalazłem kilkanaście płyt, ale żadna nie nadaje się do tańczenia.

– My też nie nadajemy się do tańczenia – stwierdziła Donna.

– Może w coś pogramy – zaproponowała Ruda. – W szafce są planszówki.

– Ostatnio grałam w chińczyka – stwierdziła Nina. – Ostatnio, czyli jakieś trzydzieści lat temu.

– Zagrajmy w coś poważnego, coś dla dorosłych – powiedział Gandalf. – Może pytanie czy wyzwanie…

– O tak, tak! – zapalił się do pomysłu Tygrysek

– I to jest według ciebie gra dla dorosłych? – skrytykowała pomysł Donna.

– Zagrajmy w to! Zagrajmy! – Nie ustępował WCS.

– Dobrze, możemy spróbować – zgodziła się Nina.

– Hurra! Dajcie jakąś butelkę!

Wszyscy – oprócz Leo, który wyraźnie nie miał ochoty na zabawę oraz Minerwy, która była pochłonięta wychodzeniem z hipotermii – usiedli w kręgu na środku sali. Gandalf zakręcił butelką. Szyjka wskazała Ninę.

– Pytanie czy wyzwanie?

– Niech będzie wyzwanie.

– Kto chce…

– Ja! Ja! Ja! – wydarł się Tygrysek i nie czekając na zgodę pozostałych, wydał polecenie: – Rozbierz się do bielizny i powyginaj śmiało ciało!

– Problem polega na tym, mój Tygrysie – zmysłowym głosem oznajmiła Nina – że ja nie mam na sobie bielizny.

– Yyy… To tylko mnie pocałuj.

– W policzek czy pośladek?

– Yyy… A mam wybór?

– Za późno – powiedziała z uśmiechem, cmokając go w czoło.

– Yyy… Ale ja naprawdę miałem wybór?

– Już nigdy się tego nie dowiesz, Tygrysie.

– Jeszcze raz! – zawołała Ruda i chwyciła butelkę.

– Moment – powiedziała Donna. – Zgłodniałam. Może zamówimy jakąś pizzę.

– Albo sushi – podchwycił pomysł Zabavky.

– Nie wiem, czy kogoś to zainteresuje – zagaił Lion – ale mam w domu pełno jedzenia. I muzykę odpowiednią na dzisiejszy wieczór.

– Jedziemy do Leo – zakomenderowała stanowczo Minerwa, gwałtownym ruchem odrzucając koc i przewracając krzesło podczas wstawania. – Powtarzam: jedziemy do Leo.

Nikt się jej nie sprzeciwił.

* * *

Trzy godziny później w pięknym domu na przedmieściach…

Julian i Tete złożyli sobie noworoczne życzenia, wypili po lampce szampana i udali się na spoczynek – każdy do swojego łóżka.

* * *

Minerwa wróciła do domu krótko po czwartej nad ranem. W drzwiach przywitała się z zaspanymi psiakami, z czułością wyplątując najmniejszego z nich z fałdek sukni. Resztą sił dotarła do sofy w salonie. Położyła się wygodnie, uprzednio ściągnąwszy z głowy złoty diadem, okryła się kocem i zamknęła oczy.

Chwilę później w pokoju pojawił się pan Minerwian. Chrząknął znacząco.

– Nie śpisz jeszcze? – spytała, nie otwierając oczu.

– Spałem, ale tak się tłuczesz, że umarły by się z krypty wyczołgał.

– Przepraszam.

– Nie ma sprawy. Jak było?

Z zamkniętymi oczami pokazała uniesiony do góry kciuk.

– Zaparzyć ci Earl Grey’a?

– Jesteś najlepszym mężem na świecie – oznajmiła i w tym samym momencie zasnęła.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Opowiadanie dedykuję najlepszemu Mężowi na świecie 😀

Ale napisałam je z myślą o naszych najlepszoerotycznych świeżynkach – żeby poczuły się docenione i zintegrowane 🙂

Natomiast Aleksandrowi dziękuję za szeroko pojęte wsparcie na wszystkich etapach tworzenia tekstu, a szczególnie za pomoc w napisaniu takiej jednej sceny 😉

Świeżynki czują się doświeżynkowane 😉 I z uznaniem kiwają płetwą… znaczy głową 😀

Cieszę się tym bardziej, że w ostatnim czasie dołączyły do nas wyjątkowo marudne i roszczeniowe świeżynki 😛

Roszczeniowe? Marudne? Jeszcze może upierdliwe? 😀
Przecież wszystkie świeżynki są milutkie, grzeczniutkie, uczynne, pracowite… 😛

Uczynne i pracowite to są pszczółki, zaś świeżynki są… Po prostu są – po co drążyć temat? 😛

Ateno,

zawsze z przyjemnością czytam wieści z Alei 69. I tym razem bawiłem się przednio. A scena, o której wspomniałaś wyszła moim zdaniem bardzo naturalnie i udanie. Oby tak dalej!

A korzystając z okazji, ja również życzę wszystkim Autorom, Korektorom i przede wszystkim Czytelnikom Najlepszej Erotyki szampańskiego Sylwestra i udanego Nowego Roku. Niech będzie to rok pomyślnych zmian i szczęśliwych niespodzianek!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Jeżeli ktoś jeszcze, tak jak Aleksander, lubi czytać opowiadania z uniwersum Alei 69, mogę mu zdradzić, że już za kilkanaście dni zostanie ponownie usatysfakcjonowany. O ile dokończę tę jedną scenę, nad którą siedzę od miesiąca… 😉

Ateno Droga,
Dzięki za urocze, dowcipne i wesołe świąteczne opowiadanie.
Ubawiłem się,
Wszystkiego Dobrego dla Czytelników i Autorów w Nowym Roku, kolejnym roku, dziesięcioleciu, itd,
Uśmiechy,
Karel

Drogi Karelu!

Gdybym napisała, że jestem dumna, że udało mi się rozbawić właśnie Ciebie, przyznałabym, że uważam Cię za strasznego nudziarza 😛

Ograniczę się zatem jedynie do serdecznego podziękowania za pozytywną ocenę mojej twórczości 🙂

Ja i moje pomidory poprosimy o adres redakcji NE 😉

Już służę 🙂

ne.redakcja@gmail.com

Pozdrawiam
M.A.

Wirtualny pomidor wysłany mailem nie uspokoi mojego gniewu za Raisę (która naprawdę nie musiała umierać!), Megasie. Nie, jeszcze mi nie przeszło 😉 Pozdrawiam

Myślisz, że pomidor przesłany pocztą tradycyjną, kurierem albo paczką jakiegoś poczteksu byłby bardziej skuteczny? 🙂

Pozdrawiam również i wszystkiego naj w 2020!
M.A.

Dla sprawy dobrego traktowania moich ulubionych bohaterów byłabym skłonna urządzić sobie wycieczkę połączoną z osobistym rzutem pomidorem, gdybym tylko wiedziała, gdzie 😉 Niech Ci Nowy Rok przyniesie wiele inspiracji literackich!

Ach, więc chodzi o Raisę! Poczekaj, Kaczuszka, jadę z Tobą! Tylko kupię dwie palety jajek 😛

Słuchajcie, dziewczyny, zamiast pomidorów podeślijcie mi może listę żywych wciąż postaci obojga płci, które chciałybyście ocalić. No i drugą listę tych, których pragniecie przyprawić o niewyobrażalne katusze, zakończoną bolesną śmiercią. Zobaczę, co z tego uda się zrealizować 😀

Pozdrawiam
M.A.

P.S. Mówię o żywych postaciach, bo tych martwych już z grobu nie przywrócę. Wprawdzie sporo konfabuluję w Opowieści i Odysei, wprowadzam też bardzo delikatnie zaznaczone elementy zahaczające o niesamowitość czy fantastykę, ale przecież tak daleko się nie posunę 🙂

O nie! Drugi raz nie dam się na to nabrać! Dobrze wiem, jak złośliwą i przewrotną potrafisz być bestią! Zamienisz listy miejscami i poczujesz dziką satysfakcję, niezmąconą wyrazami żalu czy też wyrzutami sumienia! O nie, latające warzywa są w tej sytuacji znacznie lepszym rozwiązaniem! 😛

Ateno droga, mogę Ci obiecać, że… jeśli zamienię listy, to tylko przypadkiem 😀

A może podam Ci, Czarna Kaczuszko, bezpośredni adres domowy Juliana? My w Redakcji mamy już dość burd spowodowanych jego nieodpowiedzialnym zachowaniem 😀

Ateno.
Mam wrażenie, że dowcip Ci się jeszcze bardziej wyostrzył i już nie mogę się doczekać kolejnego opowiadania.
Co jadłaś lub piłaś na przyjęciu sylwestrowym, że dobrze zadziałało jako osełka?
Uśmiechy,
Zdemaskowany Nudziarz

Karelu.

Mam wrażenie, że mój dowcip wyostrza się z wiekiem – i jest to jedna z nielicznych zalet procesu posuwania się w latach 🙂

Ech, gdybym ja pamiętała, co piłam w Sylwestra… Zaczęłam tradycyjnie od Earl Grey’a… Więcej grzechów nie pamiętam, ale dziś wszystkich bardzo żałuję 😉

Uściski,
Zdeklarowana Żartownisia

A wiesz, Kobieto, że całkiem dobrze piszesz?

Opowiadanie czyta się lekko i przyjemnie; podoba mi się Twoje wisielcze poczucie humoru – od czasu do czasu mam podobne.

A wiesz Kobieto co wychodzi Ci najlepiej? Dialogi. I co ważniejsze – odpiski do dialogów. Prawie że nie mam uwag. Prawie..:)

Dobre dialogi pisze się trudno. Jeśli ktoś uważa, że pisze bardzo dobre dialogi, proponuję następujące ćwiczenie – niech dwie osoby przeczytają wasz dialog, wcielą się w role bohaterów i robią przy okazji to co napisaliście, że wasi bohaterowie robią podczas mówienia. Proponuję przyglądać się temu z boku i wyciągać wnioski:)

A teraz żeby nie było słodko….

„W centrum gabinetu stało duże rzeźbione biurko dębowe”.
No niby jest ok, ale gdyby tak…. W centrum gabinetu stało duże biurko, drewniane i dębowe. Albo…. W centrum gabinetu stało duże biurko, rzeźbione w dębie. Albo… w centrum gabinetu stało duże, rzeźbione w dębie biurko. Trzeba by rozbić ciąg przymiotników.

Biurko było tak cholernie dębowe, jak się tylko da. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać:)

A tak w ogóle biurko stało na samym środku gabinetu? Trochę niepraktycznie:)

„Wyszła mu naprzeciw i jęknęła cicho, czując, jak jego penis rozpycha ciepłe, wilgotne ścianki”.
Jego penis? No przecież nie mój, niestety..:) Generalnie sceny erotyczne pisze się trudno, ale gdy rzecz dzieje się pomiędzy dwoma kochankami (a tak jest najczęściej) nie trzeba dookreślać czyj jest penis, cycek, ręka, noga czy włosy. To powinno wynikać z tekstu.

Poza tym Twoja scena erotyczna wyszła bardzo fajnie. Naturalnie, rzekłbym.

„Leo zerwał się na kolana i zaczął żarliwie modlić”

Że hę? Zerwał się z kolan, albo opadł na kolana. Rozumiem, że to zwykłe przeoczenie:)

Przepraszam za te uwagi, ale… Pytanie brzmi – czy zdarzają się teksty idealne? Zdarzają się książki puszczane do druku z takimi babolami, że aż zęby bolą, ale są i takie, gdzie na 350 stronach znalazłem pięć błędów.

Na przykład świetnie pod względem technicznym pisze Katarzyna Bonda. Prywatnie nie cierpię tej kobiety, kryminałów zresztą też.

Powodzenia w nowym roku życzy.

Upierdliwa i roszczeniowa śnieżynka.

Droga/i Aureus/ie
Takie komentarze lubię. Niezłośliwe. Rzeczowe. Pomocne. Uczące.
Więcej nam takich upierdliwych i roszczeniowych świeżynek!
A odpowiadając na zarzuty:
1. Lubę dęby, meble dębowe i skrytykowane zdanie jest zupełnie ok. Krytykant przesadza.
2. Racja – nie nadużywamy zaimków. Też staram się tępić ich nadmiar, choć czasem „niepotrzebny” zaimek ułatwia połykanie tekstu jednym oddechem, bez zakrztuszenia.
3.W korpusie nie znalazłem nic na temat „zerwania się na kolana”, choć fraza – mam wrażenie – obiła mi się tu i ówdzie o oczy. Hmmm. Teoretycznie chyba możliwa czynność, myślę, że uparty Azjata mógłby nagrać filmik, pokazując jak to robi. Ale czy Leo jest aż tak zwinny, o tym tylko Autorka może zdecydować… 90% czytelników nie zauważy usterki, mnie też nie rzuciła się w oczy. Ale brawo za czujność i uważną lekturę.
Uśmiechy,
Karel

Aureliusie,
obawiam się, że co do zrywania się na kolana okazałeś się najprościej w świecie nieuważnym czytelnikiem. Bohaterowie leżeli na dywanie, a Leo w panice może nie zerwał się na równe nogi, ale tak pół-zerwał do klęczek. Nawet jeśli to sformułowanie nie jest powszechnie używane, sądzę, że jest jak najbardziej na miejscu. Podobnie w przypadku nieszczęsnego dębu nie widzę jakiejś szczególnej zbitki przymiotników, uważam wręcz, że wersja Ateny jest najbardziej naturalna.

Ale żeby udowodnić, że każdy czepia się czegoś innego, ja skrzywiłam się na „zamachała rękoma we wszystkie strony”. Otóż nasze ramiona są tak cudownie skonstruowane, że posiadamy dość szeroki zakres ruchów, tymczasem leżąc na biurku, trudno wygiąć je do tyłu 😉 Osobiście wyobraziłam sobie, że bohaterka przesuwa rękoma po powierzchni biurka jakby robiła „aniołka” w śniegu… co należałoby opisać nieco inaczej.

Serdecznie pozdrawiam

A.

Drogi Karelu,

Dziękuję za te kilka ciepłych słów w mojej obronie 🙂

Droga Aniu,

Tobie również dziękuję 🙂

Natomiast jeśli chodzi o machanie rękoma, to rzeczywiście miałam na myśli śnieżnego orła… Ale też nie mam problemów z wyginaniem rąk we wszystkie strony w pozycji leżącej na biurku. Może warto zacząć ćwiczyć jogę… 😉

Drogi Aureliusie!

Kobieta nie wiedziała, ale właśnie się dowiedziała! 😀 Pierwsze zdanie Twojego komentarza wydrukowałam i powiesiłam nad biurkiem, aby motywowało mnie do dalszego tworzenia 😀

Cieszę się, że czytanie mojego opowiadania sprawiło Ci przyjemność – i dziękuję Ci za merytoryczny komentarz, w którym łyżkę dziegciu zatopiłeś w beczce miodu 🙂 Cieszę się również z tego, że – Twoim zdaniem – potrafię pisać dialogi, bo to na nich opieram swoje teksty. Zawsze zaczynam od rozpisania dialogów, a później dodaję opisy i wypowiedzi narratora.

Odnośnie do dębowego biurka i zerwania się na kolana wypowiedzieli się już moi przedmówcy. Czasem warto zwlekać z napisaniem komentarza, żeby mieć później mniej roboty… 😉 Mnie natomiast pozostała kwestia nieszczęsnego penisa i jego właściciela, tudzież operatora 😉 Zgadzam się, że zaimek „jego” jest w tym miejscu nadmiarowy. Dlatego już go usunęłam. Ale będę się upierała, że z ręką, nogą i włosami jest większy problem. Bo jeśli nasz bohater „chwycił za rękę”, to skąd możemy wiedzieć, czy za swoją, czy za cudzą 😉

To prawda, nie ma tekstów idealnych. W każdej czytanej książce zawsze znajduję kilka usterek, choćby literówek. Zdarzają się też błędy przerażające – w rodzaju „stróżki krwi” czy „choć ze mną” 😉

Dziękuję za życzenia powodzenia i stwierdzam autorytatywnie, że wcale nie jesteś ani zanadto upierdliwy, ani zbytnio roszczeniowy 🙂

Pozdrawiam – Areia Athene

Może i koty nie piją mleka, ale na pewno grają w planszóweczki!

Naprawdę miło Cię znowu czytać Ateno 🙂
Z niecierpliwością czekam na kolejny tekst…

A.

A my niecierpliwie czekamy i na kolejny tekst Ateny, i na Twój, Aniu 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Jak nabiorę ochoty na publikację zapewne coś się znajdzie ;p

Czy my, zwykli śmiertelnicy i jedna bogini, możemy jakoś sprawić, że nabierzesz ochoty? 😉

Dziękuję za miły komentarz do powyższego tekstu i zachętę do napisania kolejnego! 🙂

Najlepiej po prostu dać mi czas, ale zawsze możecie spróbować wystawić najtłustszego barana na przynętę, może się złapię 😉

Krytyka powinna być merytoryczna, konstruktywna i pomocna – inaczej nie ma sensu. Wyśmiać można każdego – nawet Tolkiena, jeśli podejść z odpowiedniej strony.
Ale z krytyką trzeba uważać – wszak nie każdy lubi być „rozbierany” na forum publicznym. Krytyka, nawet najlepsza, jest zawsze obnażeniem słabości autora i mniejszą lub większą gorzką pigułką do przełknięcia. Co nawet przy bezkrytycznym podejściu miłe nie jest.

Tak, przyznaję, czytałem nieuważnie, bo dla przyjemności. Zerwanie się z kolan uznałem za przejęzyczenie, bo….. czytałem od tyłu i do właściwego kontekstu nie dotarłem.

Co do dębowego biurka…. Zdanie nie jest przesadnie niepoprawne, ale będę się upierał, że jest cokolwiek sztuczne i zakłóca harmonię. I jest, niestety, składową większej nieudanej całości, za jaki uznaję opis gabinetu.

Co do nadmiernej ilości zaimków…. przykład był pierwszy z brzegu i jest ich więcej. To się powtarza najczęściej przy scenach erotycznych. Jak z tym walczyć? Ano trzeba dużo pisać, ćwiczyć, zastępować zaimki typu ona, on, jego, my, wy, ich zamiennikami typu kobieta, mężczyzna, Laura, Karol i tak konstruować sceny, aby nie było konieczności częstego ich stosowania.

Podałem tylko kilka przykładów; błędów (przeważnie drobnych) jest znacznie więcej, ale gdybym chciał szczegółowo analizować każdy z nich, powstałby tekst niemal tak obszerny jak oceniany.

A teraz będzie miód:) Tak, piszesz dobrze, najlepsze są dialogi, scena erotyczna przekonująca, i jeszcze coś…. Masz dobre pomysły. Nieszablonowe. Nietuzinkowe. Niebanalne.

W ogóle z teksu wypływa ogromna porcja entuzjazmu, radości i takich sił witalnych pchających do życia. Wnioskuję, że musisz być, Kobieto, urodzoną optymistką i pozytywnie zakręconą istotą:)

Dwa ostatnie akapity Twojego drugiego komentarza też wylądowały na mojej ścianie 😀

Rozpieszczasz mnie tymi komplementami, Aureliusie. Jak mi tak będziesz słodził, to się w końcu cukrzycy nabawię 😉

Z reguły jestem mało odporna na krytykę, ale Ty przekazujesz swoje uwagi w tak rzeczowy i życzliwy zarazem sposób, że trudno się poczuć nimi urażoną czy upokorzoną. Gdybyś miał ochotę wskazać mi kilka innych niedoskonałości tekstu, zawsze możesz napisać prywatnego maila na adres: areia.athene@gmail.com 🙂

Pewnie, że jesteś odporna; piszesz tak dobrze, że ewentualne uwagi tyczą się jedynie spraw drobnych, więc upokorzenie Ci nie grozi:)

„Prywatny” się pisze. Gonią mnie inne terminy, ale jest szansa, że się wyrobię do końca tygodnia.

A cukrzyca to groźna choroba:)

Podobnie jak poprzednie odsłony, „Aleja” tryska humorem oraz optymistycznym podejściem do świata. To największa zaleta opowiadania, manifestacja talentu Autorki do przedstawiania różnych słabostek bliźnich (ale i własnych) w sposób życzliwy i zabawny zarazem. Czytałem, bawiąc się przednio podczas lektury, w szczególności czujnikiem dymu udającym kamerę, który ostatecznie kamerą się właśnie okazał. Ze spraw technicznych zastanowiłbym sie może nad pierwszym zdaniem opowiadania: „Był sylwester”. W sumie, nie wydaje się konieczne, a czasownik „być” zawsze wpycha sie, gdzie tylko zdoła i należy go zwalczać w tekstach pisanych.
Przy okazji spóźnione trochę życzenia noworoczne.
Pozdrawiam Autorkę oraz Bohaterów opowiadania.

Dziękuję Ci, Neferze, za miłe słowa 🙂

To nie jest tak, że ja dopiero od Was dowiaduję się o swoim optymizmie i poczuciu humoru. Zdumiona jestem jednak natężeniem tych cech – i tym, że potrafię nimi zarażać 🙂

A co do pierwszego zdania… Pierwsze zdanie jest zawsze najtrudniejsze. Zazwyczaj piszę cokolwiek, żeby jakoś zacząć, a później zapominam je poprawić. I tyle. Nie przywiązywałabym zatem do niego zbyt dużej wagi 😉

Lubię opowiadania, w których jest humor, a w tym jest go pełno, wypełnia każdą przestrzeń, prawie każdą wypowiedź i te krótkie wstawki z pięknego domu na przedmieściach, tak mocno kontrastujące z tym, co się dzieje w centrum, w idealny sposób dodają kolorów szarości, by jeszcze bardziej uwypuklić całą gamę barw bawiącego się, całkiem niewinnie, towarzystwa.
Żałuję, że nie dowiedziałam się, co było między północą a czwartą rano. Szkoda, ale cóż, czasami nie można mieć wszystkiego naraz, w jednym prezencie.
Ten mój niedosyt nie wpływa na ocenę końcową, która jest wysoka za warsztat – bo, mimo że nie znam się na tym, to coś mi podpowiada, że jest doskonały. Ciut mniejsza za pomysł – bo moim zdaniem nic w nim nowego: zabawa, która nie wyszła tak, jak zaplanowano, jednak autorka umiała wydobyć z niego całkiem interesujące sceny. Słabo z erotyką, tak na trójkę, bo jakoś tak za szybko, bez zapowiedzi „to” się stało, ale spodobała mi się scena z wyzwaniem i w głowie zostało sporo domysłów, co mogło dziać się dalej, gdy zmienili lokal.

Dziękuje Autorce.

Autorka dziękuje Czytelniczce za sympatyczny komentarz 🙂

Zaspokojenie jest dobre, niedosyt jeszcze lepszy. Nie wykluczam, że za rok napiszę „Sylwestra w domu Liona” – i upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu 😉

Nie przejmuj się, Tamaro, że oceniłaś moje zdolności erotyczne na trójkę. Sama wiem dobrze, że w tej dziedzinie muszę się jeszcze bardzo dużo nauczyć 😉

No nie wiem, nie wiem 😉 A jak na domówkę wpadnie niezaproszona, rozjuszona foczyca… znaczy Donna Agraffka? I impreza wymknie się spod kontroli? 😀

Napisz komentarz