Lepki balet (Ferrara)  3.52/5 (201)

10 min. czytania

NFGphoto, „Dancer”, CC BY 2.0

Deszcz przykleił jej brązowe włosy do karku. Pojedynczy splot jak ciemny wąż morski wślizgiwał się pod sweter i spływał między łopatkami. Puste w środku nocy chodniki odbijały miasto niczym lustra, które ktoś wściekły potrzaskał i rozrzucił. Odbijały i ją. Pokonała schody, przeskakując co drugi i weszła do holu. Zegar na opustoszałej recepcji wskazywał za dwadzieścia pierwszą. Wystarczy. Zdąży.

Usiadła w wyludniałej szatni, dysząc. Szatnia pachniała marzeniami tysiąca dziewcząt. Zielone oczy błyszczały w półmroku. Minę miała senną, nieobecną, prawie znudzoną, jakby umysłem była zupełnie gdzie indziej… Zdjęła okulary. Szatnia straciła nieco na ostrości. Nic nie szkodzi. To nie ona ma dziś patrzeć.

Ściągnęła sweter. Jej niewielkie, nagie piersi zakołysały się, gdy kręciła tyłkiem, by zsunąć z bioder mokre spodnie. Po chwili stała, zupełnie naga, czekając, aż oddech nieco się uspokoi. Drżącą dłonią przesunęła mokry kosmyk z nosa za ucho. Przycisnęła rękę tuż pod swoją lewą piersią. Serce trzepotało w niej jak oszalały ptak, obijając się o klatkę żeber. Wiedziała, że to nie tylko zadyszka. To coś więcej. Strach. Podniecenie. Włożyła dłoń między nogi a potem zlizała z niej wilgoć. O tak, podniecenie.

Otworzyła swoją szafkę. Tę z napisem „Kaja”. Na wewnętrznej stronie drzwi wisiało długie lustro, w którym teraz dostrzegła rozmazany na deszczu makijaż i znajomy pieprzyk na brodzie. Z jakiegoś powodu podnieciło ją to jeszcze bardziej. Nie zdoławszy się powstrzymać, schwyciła swoje drobne piersi w żelazny uścisk. Sutki sterczały między palcami. Syknęła. Opuściła ręce, patrząc, jak blade ślady jej dłoni błyskawicznie znikają. Mokre włosy przyklejały się do jej pleców i ociekały kroplami deszczu, które łaskotały ją tuż nad kością ogonową. Postanowiła nic nie zmieniać. Zebrała włosy w prosty kok i związała. Miała drobne, szczupłe ciało. Stanęła na palcach w pozycji piątej – łydki skrzyżowane, ramiona nad głową. Jej ciało wyprężyło się, piersi rozpłaszczyły. Mięśnie brzucha i łydek zagrały pod jasną skórą.

Sięgnęła do szafki i już po chwili wciągała cienkie, cieliste body na ramiączkach na gołą skórę. Kolor kostiumu, mimo że o odcień ciemniejszy niż jej ciało i nie upstrzony konstelacją piegów ani pieprzyków, prawie zlewał się w półmroku z kolorem jej skóry. Wzuła proste i lekko znoszone puenty, po czym zamknęła szafkę.

Zadrżała w chłodnej szatni. Jej sutki wyraźnie zarysowywały się pod cienkim materiałem. Wypróbowała po kolei wszystkie pozycje. Rozciągnęła nogi na drążku, wykręcała ramiona aż zatrzeszczało w stawach. Nie miała czasu na dłuższą rozgrzewkę, ale i tak jej gęsia skórka pokryła się warstewką potu.

Przemierzała ciemne korytarze, puste i ciche. Jej szybki trucht był prawie bezszelestny. Tej nocy, bez innych tancerek, bez kadry dookoła, czuła się zupełnie naga. Tak musi czuć się sarna przebiegająca przez zdradliwą szosę w lesie – pomyślała.

Na końcu korytarza zobaczyła plamę światła. Było subtelne, ale w mrocznym korytarzu zdawało się jarzyć niczym pochodnia. Złoto, nie, bursztyn. Odrobina czerwieni. Przełknęła ślinę i przyspieszyła.

Weszła do garderoby.

Pan już czekał. Prawie zaczynał się niecierpliwić, ale na jego ustach błąkał się jeszcze cień rozbawienia, och, tak dobrze jej znany. Taki uśmiech kogoś, kto patrzy jak jego ukochane dziecko albo ulubiony piesek robi coś niewłaściwego.

Dysząc, opadła na kolana i skłoniła głowę.

Podszedł do niej i wyciągnął coś czarnego. Odważyła się spojrzeć. Dwie, ciężkie kule, całe w silikonie, połączone wąskim pasmem tego samego materiału. Zadrżała. Tego się nie spodziewała.

– Otwórz – powiedział po prostu, a ona, posłusznie, otworzyła szeroko usta i wysunęła język.

Wepchnął kule prosto w jej usta, trzymając za solidny ogon. Owinęła je językiem, ssała chciwie, prawie połknęła, aż kaszlnęła, gdy poczuła jedną w gardle. Struga śliny wytrysnęła z jej ust i spłynęła po brodzie. Łzy stanęły  w oczach. Poruszała językiem, ssała i cmokała, aż wreszcie jej Pan uznał, że  wystarczy. Wyciągnął obślinioną zabawkę z jej ust, pozwalając  złapać oddech, po czym przeszedł na tył.

– Wypnij tyłek.

Szybko pochyliła twarz, dotykając policzkiem podłogi i uniosła biodra, najwyżej jak potrafiła. Poczuła materiał  body odsuwany na bok. Zimna, ociekająca lepką śliną kula trąciła ją w pośladek, a potem zaczęła się wciskać w jej nieprzygotowany odbyt. Stłumiła krzyk i westchnęła w podłogę. Jej zwieracz wreszcie poddał się i przyjął obce ciało. Potem i drugie. Kule wślizgnęły się w gorące, pulsujące wnętrzności, rozpychając się bezwstydnie.

Pan poprawił body, ukrywając ogonek pod materiałem.

Nic więcej nie powiedział. Nie musiał. Wszystko było już ustalone.

Otworzył drzwi i wyszedł na scenę. Słuchała jego oddalających się kroków, a potem tąpnięcia, kiedy z niej zeskoczył. Wstała i odetchnęła. Czuła zapach swojego ciała, zapach perfum, potu, mokrej cipki… Tak, na jej kroczu już wykwitła ciemna, wilgotna plama. Czuła kule poruszające się we wnętrzu.

Była przerażona.

Była podniecona.

Nie mogła się doczekać.

Wyszła na scenę.

Oślepiły ją reflektory. Światło było bezlitosne, gorące, obnażające. Salę spowijał mrok. Nie widziała nikogo, ale wiedziała, że tam są. Mężczyźni, kobiety. Tuzin. Może dwa tuziny. Lub  więcej. Szacowała kaszlnięcia, westchnienia, stłumione szepty. W sali nie wolno było palić, ale czuła wyraźnie dym papierosowy. Lekką nutę alkoholu. Kobiece perfumy. I coś jeszcze… Piżmo? Pikantną woń seksu? Wiedziała, że tam są. Wiedziała, że patrzą. Wiedziała, że będą patrzeć. Wiedziała, że będą nie tylko patrzeć… Dotykać, lizać, ściskać, skubać, trzeć, popychać, chwytać, penetrować, brudzić, wpychać, rżnąć… rżnąć… rżnąć…

Nie dano jej czasu na dalsze rozmyślania. Popłynęła muzyka.

„Colouring of Pigeons”, The Knife i Mt Sims, z opery „Tomorrow, in a Year”. Jedenaście minut i sekunda. Równo trzy minuty intra, nim wejdzie wokal, sześć minut do punktu kulminacyjnego i ostatniego build-upu.

Zaczęła tańczyć. Oddała się temu cała. Nie zostawiła sobie nic.

Każdy ruch przemyślany, przetrenowany dziesiątki razy. Każdy point idealny. Scena drżała od bębnów i pod jej stopami. Przepoczwarzała swoją geometrię z baletu w taniec nowoczesny i z powrotem, płynnie, chętnie. Była zupełnie mokra, gdy wszedł wokal.  Otworzyła oczy. Szerokie wymachy ramion rozpryskiwały perły jej potu na parkiet.

 

In the mouth of the river

Strange Scene – It is

Every – Thing – In flames

 

I ona także płonęła.

Płonęła dla niewidzialnej publiczności. Ale przede wszystkim dla Niego.

Tańczyła, a kule tańczyły w jej odbycie, ocierając się, rozwierając, przesuwając, obracając. Doprowadzały ją do szału.

 

The sky with lightning and the water, luminous

A strange – Scene – It is

Under – Over – Through

 

Przeszywała powietrze w akrobatycznych skokach i piruetach, z jednej strony sceny na drugą, szybując, lecąc, wirując niczym ludzki wiatrak.

Gdy usłyszała operowy wokal, przyjęła pozycję. Jej ciało, utrzymywane na czubkach palców, wolno wirowało, jej ramiona kreśliły arabeski i mandale. Trzydzieści sekund, czterdzieści sekund…

 

Columbia livia

Great ages through

Course of days

Tumblers, Jacobins

Beak shapes, skeletal traits…

 

Potem nagłe przejście i kulminacja – opadła na kolana i miotała ciałem, grając każdym mięśniem, oddając każdy centymetr. Kok rozplótł się, gdy szarpała się jak zwierzę schwytane w sidła. Zarejestrowany cyfrowo duch śpiewaczki wspinał się na wyżyny talentu, a Kaja opadła ze swoim na scenę. Wreszcie napięcie zeszło. Głos się urwał, wrócił zwykły, niewyraźny tekst, śpiewany z mocnym, islandzkim akcentem.

 

The delight of once again being home

The delight of once again being home

The delight of once again being home

 

Utwór tracił rozpęd. Perkusja jeszcze robiła co mogła, ale wszyscy wiedzieli, że to już koniec. Kaja kołysała się  tylko subtelnie, hipnotycznie. Czekała. Jej serce biło w rytm muzyki. Aż nagle zabiło mocniej i szybciej, gdy poczuła drżenie sceny pod stopami kolejnych wspinających się na nią osób. Podchodzących.

Elektryczne buczenie finału utworu maskowało ich głosy i kroki, ale czuła wibracje. Oślepiona światłem, omdlała z wysiłku, nie zwracała na to jednak uwagi.

Utwór płynnie przeszedł w inny, tytułowy. „Tomorrow, in a Year”. Dwanaście minut psychodelicznych rytmów i prawie nieludzki wokal.

Ktoś położył jej dłoń na głowie. Próbowała spojrzeć w górę, ale widziała tylko światła. Ktoś inny, pochyliwszy się, ścisnął jej pośladek. Dłoń na głowie wplątała się we włosy, schwyciwszy mocno, zadarła  twarz w górę. Poczuła duszącą woń perfum, kiedy jakaś kobieta, przykucnąwszy, ujęła ją pod brodę i długim pociągnięciem języka zlizała pot z  szyi, od obojczyka aż po skroń.

Sięgnęło po nią więcej dłoni. Uniosły ją, prawie bezwładną, postawiły na nogach. Chwytały chciwie. Ściskały, wślizgiwały się pod body. Szczypały sutki. Grube palce wsuwały się między  nogi, gładząc, naciskając, drażniąc mokre krocze. Ktoś ją pocałował –  smak tytoniu w ustach. Potem pocałował ją ktoś inny –  smak wina. Kolejna osoba  ugryzła w wargę. Czuła dłonie, palce, języki. Pociła się jeszcze bardziej, ale każda kropla potu była chciwie spijana. Ktoś przyciskał krocze do jej uda. Czyjś pulsujący kutas ocierał się o jej brzuch. Ktoś inny schwycił jej body tuż nad pośladkami i bezlitośnie ciągnął w górę, aż materiał wrzynał się w  łechtaczkę. Ktoś odnalazł ogonek tkwiących w niej kul i drażnił się teraz, to ciągnąc zań, to puszczając. Kolejne osoby całowały ją, aż ślina ściekała lepką strugą po  brodzie i szyi, kapała na piersi. Śliskie dłonie bawiły się cyckami.

Kilka osób puściło, inne  popchnęły. Padła na kolana i podparła się rękoma, żeby nie upaść. Czuła zapach spoconych penisów i cip. Ponad muzyką ledwo wychwytywała jęki i wulgarne słowa. Dłonie odsunęły się nagle, wszystkie jednocześnie. Chciała się obejrzeć, sprawdzić, co się dzieje, ale ktoś znów siłą odwrócił jej twarz, po czym lekko spoliczkował. Gruby paluch wepchnął się do jej ust. Poczuła nagły szok, gdy coś gorącego rozbryzgnęło się na plecach. Pachniało moczem. Było moczem. Ktoś odlewał się na nią. Sikał, jakby była zwykłym pisuarem, nie tancerką. Druga struga szybko dołączyła do pierwszej, tym razem bliżej szyi. Słyszała śmiechy. Jej wilgotne, pogniecione body momentalnie nasiąkło i stało się przezroczyste, opinając ciasno  sylwetkę. Palec wysunął się z ust, tylko po to, by wepchnął się w nie tłusty, żylasty, spocony kutas. Zachłysnęła się, kiedy właściciel zaczął pieprzyć ją w gardło.

Mocz przestał płynąć. Na granicy świadomości odnotowała, że kilkoro dłoni szarpie za body na wysokości krocza, odsuwając je na bok, a potem rozchylając jej pośladki boleśnie szeroko. Dwa palce zbadały pochwę, następnie wsunęły się głębiej, trąc o jej wnętrze. Ktoś ciągnął za ogonek od kul. Brutalnie. Bezlitośnie. Dławiąc się penisem, zacisnęła oczy, czując, jak wilgotna kula rozwiera jej odbyt, po czym opuszcza go z bezwstydnym mlaśnięciem, którego raczej doświadczyła, niż je usłyszała.

Ktoś ściągnął jedną z puent i teraz ocierał kutasa o nagą stopę.

Poczuła jak ktoś inny, chyba kobieta, staje nad nią okrakiem. Czyjeś  uda ocierały się o boki Kai, a po chwili  znów poczuła uwłaczającą strugę moczu między łopatkami. Sikająca na nią kobieta schwyciła ją za włosy i zaczęła poruszać jej głową w rytm pchnięć gwałcącego  usta mężczyzny.

Kaja poddała się. Przyjęła  wszystko, wiedząc, że On patrzy. Że sprawi mu to satysfakcję. Otworzyła się. Oddała.

Druga kula wystrzeliła z jej tyłka, pozostawiając  zwieracz rozwarty, ziejący, dyszący. Palce otworzyły go jeszcze szerzej, chciwie, wulgarnie. Ktoś splunął do środka. I jeszcze. Obśliniony kutas, wciąż sztywny, wysunął się z ust, ale gdy tylko zdołała, dysząc, zaczerpnąć odrobinę powietrza, wytrysnął z daleka trafiając prosto w jej gardło. Przełknęła ładunek, i drugi. Odkaszlnęła, dyszała, podczas gdy kolejne wytryski lądowały na jej policzkach i nosie. Siedząca na niej okrakiem kobieta przesunęła się tuż przed twarz i teraz kroczem wycierała z niej spermę, pozostawiając po sobie posmak i zapach mokrej od moczu cipy. Silne ręce rozsuwały jej nogi na boki. Body pękło wreszcie na kroczu pod naporem rąk, tyłek i cipka zostały boleśnie wyeksponowane; można było zajrzeć do środka. Żylasty fiut wepchnął się w pulsujące wnętrze gorącego odbytu. Inny właśnie tryskał w jej włosach. Ktoś jęczał po lewej, po prawej inna kobieta klęczała na ziemi, pieprzona przez rozochoconego partnera. Ta kobieta podpełzła ku niej i połączyła się z Kają głębokim i długim pocałunkiem. Zderzały się policzkami, nosami, czołami, kiedy posuwający je mężczyźni uderzali coraz mocniej i mocniej. Kają wstrząsnął dreszcz, gdy poczuła strugę nasienia wtryskiwaną, tłoczoną w głąb jej wnętrzności. Zupełnie już luźny odbyt wypluł sflaczałego kutasa tylko po to, by przyjąć następnego, sztywnego i długiego, gotowego do akcji.

Inny mężczyzna zdołał wpełznąć pod nią i nieudolnie próbował wepchnąć swojego fiuta w jej pochwę. Wreszcie czyjeś delikatne dłonie mu pomogły i teraz Kaja czuła dwa penisy ślizgające się jednocześnie w  pochwie i w  jelicie. Kobieta wciąż ssała jej język, dziewczynie zaczynało brakować oddechu. Gdy poczuła  wytrysk w głębi pochwy, nie wytrzymała i z głośnym jękiem popuściła. Teraz ona robiła pod siebie, podczas gdy rozbawieni ludzie lizali jej pośladki i wargi sromowe, umiejętnie wciskając języki między kutasy i nabrzmiałe jaja.

Straciła poczucie czasu. Body wisiało na niej w strzępach, gdy kolejni mężczyźni brali ją w usta, w tyłek, w cipę. Miała wrażenie, że cała pokryta jest spermą. Wszyscy jęczeli głośno, muzyka wciąż dudniała psychodelicznie, reflektory wciąż oślepiały, zapach potu, spermy, perfum, papierosów, alkoholu, śliny, odbytów, pizd, kutasów oszałamiał.

Jak przez mgłę pamięta jeszcze, że klęczała w kałuży ludzkich płynów, z rozdziawionymi szeroko ustami i wywalonym językiem, że kolejni mężczyźni i kobiety szczały jej do ust. Reszty nie pamięta.

* * *

Z ciepłej mgły wynurzyła się dopiero później. Ocknęła się w ciemności, na miękkim tylnym fotelu samochodu. Silnik warczał cicho. Było ciepło. Całe jej ciało pulsowało. Każdy mięsień. Skóra lepiła się do siedzenia. Z rozwartych, zerżniętych otworów sączyło się nasienie. Deszcz stukał w szyby. Leżała  okryta marynarką pachnącą Nim. Czuła Jego zapach. Widziała zarys Jego ramion, gdy wiózł ją do domu. Czuła się bezpieczna.

– Grzeczna suczka – powiedział, a jego ciepły głos rozpuścił resztki napięcia.

Uśmiechnęła się. Była posłuszną suką, a jej Pan był zadowolony. Wszystko było dobrze.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ależ mokro!

Dziko podniecające. Zwierzęce. Idealne.

Dziękuję. Mam nadzieję, że prawie cała przyjemność po Twojej stronie.

Twoja nadzieja jest jak najbardziej uzasadniona i spełniona.

Orgia jak się patrzy i uległość na maksa. Ciekawe. Pozdrawiam

Widzę, że Mistrz powrócił. I jest w formie. Miło to widzieć, że dawni autorzy wracają na portal, przywracając mu dawny blask!

Wilgoć. Jeśli miałabym opisać jednym słowem to opowiadanie to właśnie nim.
Deszcz, pot, ślina, nasienie, mocz… nawet „utwór płynnie przeszedł w inny”. 🙂

Czyta się lekko i przyjemnie choć we mnie wywołał ten tekst takie… neutralne uczucia. Ani nie zachwycił ani nie zgorszył, krew się nie wzburzyła. Nie potrafię jednak wskazać czym byłaby ta kropka nad „i”.

Z pozdrowieniami
NNN

Proste, dobrze opisane. Nic odkrywczego i – dzisiaj – nic szokującego.
Uśmiechy,
Karel

A ja powiem tak: nazwijcie mnie przesłodzoną, waniliową bułą. Z budyniem i kruszonką 😉 Ale nie. No po prostu kurwełe no nie. Ja naprawdę nic nie widzę w tym tekście. Stylistycznie jest straszliwie nierówny, obok rewelacyjnych fragmentów są zdania pisane jakby na odwal, żeby były. A treść… Odpychające, odarte z ludzkiej godności, najgorszego sortu porno. Ja rozumiem że extreme, że dominacja, że bdsm, ale ja tu nie widzę nic poza najzwyklejszym upokorzeniem, wręcz upodleniem. Chyba, że o to właśnie chodzi, ale tego już oceniać nie będę.

Masz prawo do swoich odczuć i przemyśleń. Czy to jest upodlenie czy pokazanie największego oddania to zależy od tego jak zostanie to odebrane przez tego dla którego się tak poświęciła. Sama orgia i jej opis , dość prawdopodobne realnie.

Być może, nie obracam się w tych klimatach i raczej nawet się do nich nie zbliżę. Niemniej oddanie rozumiem jako coś stojącego naprawdę daleko od sytuacji opisanej w tekście. Przy czym pamiętam oczywiście, że jest to tekst literacki i to nad nim dyskutujemy.

Po tym tekście poczułem wyraźne parcie na pęcherz. 🙂 Właśnie obecność moczu zaintrygowała mnie najbardziej. Trochę zbyt krótko, żeby dać się rozwinąć wyobraźni, miałem wrażenie,że to ledwie szkic. Zrozumiałe, jeśli wziąć poprawkę na fakt, że milczałeś przez kilka lat. Nie mam pojęcia co działo się w tym czasie, ale zacząłeś od całkiem przyjemnej rozgrzewki w ten zimny dzień. Zostawiam bez oceny, sam sobie zawiesiłeś wysoko poprzeczkę. Jako Twój oddany fan czekam na „Dom Rossów” i „VHS”. I – oczywista sprawa ściskam kciuki za nowe opowiadania. Książę Pornosów jest w tym tekście ujmująco grzeczny. Romantyk, prawie.

Zdecydowanie najsłabszy tekst Ferrary jaki przeczytałem? Gorąco? Podniecająco? Gdzie tam. Wszystko takie anonimowe, oczywiste, wbrew pozorom pozbawione napięcia erotycznego. Para poszła w ambicje literackie co zupełnie nie przełożyło się na namiot w spodniach.

Hmmm… a w którym z jego opowiadań jest rozbudowany obraz psychologiczny bohaterów? 🤔

Napisz komentarz