Nowy świat czarownic 40-41 (Nefer)  3.14/5 (14)

25 min. czytania

George Frederic Watts, „Una i rycerz od czerwonego krzyża”

40

Zwiadowcy tana nie okazali się szczególnie wprawnymi jeźdźcami, a ich wierzchowce nie mogły równać się z Demonem. Wspólna podróż wkrótce zaczęła nużyć zmuszonego utrzymywać powolne tempo Marcusa. Na leśnej ścieżce i tak nie zdołałby wypuścić się w cwał czy choćby szybki galop, ale obydwu swoich towarzyszy wyprzedziłby bez trudu nawet kłusem. Musiał celowo spowalniać krok przyjaciela, by zachować ostrożność i utrzymać odpowiedni dystans. Do tego starał się pozostawać gotowym w każdej chwili do użycia mocy, co wymagało sporej koncentracji. Pomimo nabytych niedawno umiejętności, nie posiadał przecież prawie doświadczenia w posługiwaniu się magią. Dlatego ucieszył się, gdy las zostawili wreszcie za sobą. Rozpostarła się przed nimi rozległa, porośnięta trawą równina, przecięta szeroką, ale raczej niezbyt głęboką rzeką, spokojnie toczącą swoje wody ku nieznanemu przeznaczeniu w odmętach jakiegoś północnego morza. Przewodnicy wstrzymali konie na skraju drzew, pozostając w ich cieniu. Dowódca przyzwał Marcusa ruchem ręki, ten jednak zignorował zaproszenie czy też rozkaz. Zbliżył się tylko na tyle, by samemu swobodnie obserwować okolicę, a rozmowa mogła odbyć się bez podnoszenia głosu do krzyku.

– To tutaj – odezwał się zwiadowca. – Nad rzeką, tam, gdzie w zakolu rośnie samotny dąb. Tam otrzymałem list i tam też miałem cię doprowadzić na rozkaz tana. Podobno masz się tu spotkać z kimś z obozu Wilczycy, a mnie polecono do niczego się nie wtrącać. Miejsce dobrze wybrane, sam widzisz, że trudno byłoby urządzić jakąś zasadzkę.

Być może ostatnie słowa stanowiły przyganę dla nieufności Marcusa, ten jednak zignorował ów przytyk, o ile rzeczywiście o to właśnie chodziło wojownikowi. Jego towarzysz zachowywał milczenie.

– Nikogo tu nie ma. – Chłopak zlustrował otoczenie, sięgając wzrokiem odległego skraju lasu po drugiej stronie rzeki.

– Może jeszcze nie czas, pory spotkania nie określono zbyt dokładnie. Ale to właściwe miejsce. Ruszaj, jeśli tego właśnie chcesz i zaczekaj. O ile wiem, musisz się tam udać sam. My zostaniemy tutaj.

Czy na pewno tego chciał? Czy chciał spotkać się z Berenika, wziąć ją w ramiona, opowiedzieć o wszystkim, co go spotkało, dowiedzieć się, jak traktowano ją w więzieniu, co z ich rosnącą w jej łonie córką, w jaki sposób objęła władzę i jak zamierza ją sprawować? Oczywiście, że chciał! Po to tu przybył. Aby znów połączyć się ze swoją panią i małżonką, ze swoja ukochaną. Teraz już na innych niż poprzednio zasadach. Ona stała się obecnie prawowitą władczynią Siedmiu Bram, a on potężnym czarodziejem. Tego nie zamierzał przed nią ukrywać, sama ofiarowała mu przecież pierwsze zaklęcie. No, może opowie o tym Berenice po kolei, stopniowo. Ale zatajać przed nią swojej nowej siły nie chciał, zresztą i tak pewnie by nie zdołał. Co dalej z tym wszystkim począć, postanowią już wspólnie.

„O ile to naprawdę Berenika.” – Uprzytomnił sobie nagle. – „Księżna niejeden już raz zdołała mnie oszukać. Ale nie oszuka Demona, tego nie potrafi.” – Podniesiony na duchu tym stwierdzeniem, bo przecież wierny koń kilkakrotnie pokrzyżował plany wiedźmy, wynurzył się spod osłony drzew i pokłusował w stronę samotnego dębu. Zgodnie z zapowiedzią, zwiadowcy tana pozostali na skraju lasu. Nie oglądał się za nimi.

Nie spiesząc się, dotarł do wyznaczonego miejsca spotkania. Rzeka toczyła tutaj swoje wody po płyciźnie, tworząc szeroki bród. Gęsta, ciągle jeszcze zielona trawa otaczała piaszczystą łachę. Zatrzymał konia nad brzegiem, pozwolił mu się napić. Niespieszna przejażdżka po lesie w żaden sposób nie zgrzała wierzchowca. Nadal nikogo nie dostrzegał, nawet ludzi Arnolda, którzy skryli się wśród drzew. Miejsce tchnęło spokojem i rzeczywiście, marnie nadawało się do przygotowania zasadzki. Na wszelki wypadek zachowywał jednak czujność, gotowy do postawienia ćwiczonych wczoraj z Aurorą osłon. Mocy mu nie brakowało.

Trwał tak przez czas wystarczający, by słońce wyraźnie już pochyliło się ku zachodniej stronie horyzontu, a cień rzucany przez potężne drzewo wydłużył się. Wreszcie dostrzegł jakiś ruch na przeciwległym krańcu równiny. Samotny jeździec, który jak uprzednio Marcus wyłonił się spośród drzew. Tyle, że w przeciwieństwie do chłopaka wypuścił konia w szybki galop, pędząc śmiało w kierunku brodu.

Najpierw rozpoznał konia. Tak, to Orzeł Bereniki! Wyruszająca na wyprawę pod podwójną postacią księżna pozostawiła siwka na zamku, może na jego grzbiecie również nie czuła się pewnie? A sama księżniczka? Uwolniona i wezwana do jak najszybszego przybycia do armii skorzystałaby właśnie z ulubionego wierzchowca. To oczywiste! A więc może to naprawdę ona, jego Berenika? Wytężył wzrok, wpatrując się w sylwetkę jeźdźca. Tak, to musiała być dziewczyna, śmiało i z wprawą powodująca koniem. Pędząca na spotkanie z kim? Ze swoim ukochanym pierwszym panem i małżonkiem! Amazonka zbliżała się szybko, rozpoznał jej sylwetkę, rysy twarzy… Berenika, to jego Berenika! Już, już miał poderwać Demona i rzucić się na spotkanie, gdy przyszła fala otrzeźwienia. Nie ma przecież żadnej gwarancji, że oto nie nadjeżdża przybierająca oszukańczo postać własnej córki stara wiedźma. Podobno nie żyje, ale kto wie? Lady Berengaria zdolna jest z pewnością do wszelkiej zdrady. Wielokrotnie wyprowadzała go w ten sposób w pole. Nie, dzisiaj nie da wiary własnym zmysłom. Orzeł to zbyt mało, może księżna potrafi zresztą zmienić również postać zwierzęcia? Tylko Demon, wierny przyjaciel, którego czuje pod siodłem, może dać mu pewność! On nie został w żaden sposób zaczarowany, a wiedźmy nie cierpi.

– Hej, Marcusie. Ukochany! – Berenika osadziła konia po drugiej stronie rzeki i przyjaźnie pomachała ręką. – Jak dobrze cię widzieć! Całego i zdrowego, pomimo wszelkich niebezpieczeństw, których doznałeś. Pomimo tego, że wpadłeś w ręce barbarzyńców. Teraz wszystko się zmieni. Matka nie żyje, a ja jestem nową panią Siedmiu Bram! I pragnę wziąć w ramiona mojego pierwszego męża, ojca naszej córki, przyszłej następczyni tronu. Pragnę nie tylko twoich ramion, ukochany!

– Bereniko, to znaczy pani i żono. I ja z radością widzę cię wolną, wolną i szczęśliwą. I z ochotą złożę hołd Waszej Wysokości, jako nowej władczyni księstwa.

– Dlaczego mówisz w taki sposób, Marcusie? Po wszystkim, przez co przeszliśmy? Po tym, gdy zgodziłam się zawrzeć pokój z barbarzyńcami, byle tylko cię odzyskać.

– Bereniko… Wybacz, ukochana, ale muszę mieć pewność. Może o tym nie wiesz, ale lady Berengaria próbowała mnie zabić, gdy ostatnim razem przejęła moją moc. Dowiedziała się, że potrafię używać magii. Potrafię dzięki tobie, czarem ognia zgładziłem sir Oswalda. Wtedy się domyśliła i zapragnęła mojej śmierci. A wielokrotnie przybierała już oszukańczo twoją postać. Jeżeli to naprawdę ty, ukochana, to szczerze i z radością będę błagał o wybaczenie, z radością wezmę cię w ramiona, z radością oddam moc, jeżeli tego zechcesz. I nie chodzi tylko o tę przeklętą moc. Ale muszę mieć pewność.

– Wiem… – Księżniczka okazała ślad niepewności, może zakłopotania. – Wiem, że księżna czyniła to początkowo za moją zgodą i przy mojej pomocy. Zdołała nas poróżnić. To ja powinnam prosić cię o wybaczenie, ukochany. Ale postaram ci się to wynagrodzić. I mnie też nie chodzi tylko o tę przeklętą magiczną siłę. Dowiodę tego. Ale najpierw udowodnię, że nie jestem moją matką. Na szczęście, mamy na to sposób. Ufasz przecież Demonowi. Ty sam zawiązałeś naszą przyjaźń, on nie weźmie na grzbiet nikogo obcego, a już na pewno nie pozwoliłby dosiąść się lady Berengarii.

– Tak, jego jednego mogę być pewien. Bereniko, bo chcę wierzyć, że to naprawdę ty, udowodnij to, jak mówisz. I wybacz, że muszę o to prosić.

– To ty wybacz, Marcusie, że muszę dowodzić tego, że nie stoi przed tobą stara księżna. Jeśli pozwolisz, przejadę przez ten bród i dasz mi Demona.

– Dobrze.

Dziewczyna powoli i ostrożnie przekroczyła nurt rzeki, straciła gdzieś swoją śmiałość. Może obawiała się jednak, że Demon zapomniał o ich krótkiej przyjaźni? A od tej próby zależało przecież tak wiele. On sam nie miał podobnych wątpliwości, wierny rumak nie zawiedzie. Zawsze zapamiętywał zarówno wrogów, jak i przyjaciół. I potrafił ich rozpoznawać. Na wszelki wypadek wzmocnił jeszcze gotowość do użycia mocy. Berenika zbliżała się, wyjechała na piaszczysty brzeg. Chciał wierzyć, że to naprawdę ona, ale oszukiwano go już zbyt wiele razy. Oboje zeskoczyli z koni w tej samej chwili. Ona puściła luzem Orła, on podał jej wodze Demona. Uchwyciła je pewniejszym już ruchem, uspokajająco poklepała wierzchowca po szyi, dmuchnęła w jego nozdrza. Przyjął to z zadowoleniem, uszczypnął nawet lekko wargami pieszczącą go dłoń. Jak gdyby domagał się jabłka albo marchewki, ale dziewczyna nie chciała posługiwać się w takiej chwili jakimkolwiek przekupstwem. Wiedziała, że musi udowodnić swoją tożsamość bez żadnych wątpliwości. Wsunęła stopę w strzemię i bez wahania wskoczyła na grzbiet konia. Marcus wstrzymał oddech. Nic się jednak nie stało. A raczej przeciwnie, wydarzyło się bardzo wiele. Księżniczka ponagliła rumaka i ten ruszył kłusem, przechodząc w galop, a następnie cwał. Droga na miejsce spotkania wcale go nie zmęczyła, a dnie spędzone w stajni oraz spacery po ciasnym dziedzińcu gródka wzmogły ochotę na szaleństwa na otwartej przestrzeni. Teraz znalazł zarówno taką przestrzeń, jak i wprawną amazonkę, która potrafiła wykorzystać wszystkie walory wierzchowca. Pędzili tam i z powrotem, zataczali koła i ósemki, przekraczali kilka razy bród, aż woda tryskała spod kopyt, przechodzili od kłusa przez galop w cwał i odwrotnie. Berenika, bo teraz nie miał już żadnych wątpliwości, odzyskała wigor, śmiała się i wykrzykiwała uradowana galopadą, pędem powietrza, tym, że udowodniła swą tożsamość i na nowo zdobyła serce męża.

Bo tak też się stało. To ona, jego pani i małżonka! Lady Berenika, nowa księżna Siedmiu Bram! Tytuł ten budził w Marcusie złe skojarzenia. Dla niego ukochana na zawsze pozostanie już księżniczką, na pewno nie obrazi się i pozwoli nazywać w taki właśnie sposób. Czy jednak galopując i cwałując nie zaszkodzi ich dziecku, małej Lady Blance? Nie znał się na takich sprawach, ona pewnie wiedziała lepiej, ale znalazł też inne powody, by zakończyć tę przejażdżkę, która z pełnej napięcia próby przeistoczyła się w radosną zabawę. Pora na kolejny akt!

– Bereniko, księżniczko, wracajcie! Chcę wziąć cię w ramiona!

Posłuchała skwapliwie, kolejny raz rozbryzgując wodę kopytami Demona. Przekraczając rzekę stopniowo jednak zwalniała, na piasek i trawę wyjechała już powoli. Zeskoczyła z konia jakby z niechęcią, poklepała w podziękowaniu po szyi. Podbiegł do obojga, wziął dziewczynę w ramiona. Przyjaciel również zasługiwał na wdzięczność, ale w tej chwili najważniejsza była ona, jego księżniczka.

– Bereniko, to naprawdę ty. To naprawdę ty, ukochana. Wybacz… – Poszukał ustami jej warg, wzmacniając zarazem uścisk ramion. – Kocham cię, pragnę cię, chcę kochać się z tobą tu i teraz. Chcę dać ci rozkosz i sam ją otrzymać. Chcę dać ci moc!

– Marcusie… – Zesztywniała odrobinę, czyżby wróciła niepewność? – Nie chciałabym żebyś pomyślał, że chodzi mi tylko o tę po stokroć przeklętą moc.

– Nigdy tak nie pomyślę!

– Kocham cię, kocham do szaleństwa. Magiczna siła nie ma tu nic do rzeczy, ale…

– Jakie znowu ale, księżniczko?

– To prawda, że nie mam teraz w sobie ani odrobiny mocy, wiesz dlaczego. Ale nie o moc mi chodzi, na pewno nie o moc!

– Wiem. Wiem o tym dobrze. Ale magiczną siłę dostaniesz i tak. Mam jej mnóstwo, aż za wiele.

– Sądzisz pewnie, że zamierzam cię z niej okraść, jak czynią to szlachetnie urodzone damy z Królestwa.

– Nowa pani Siedmiu Bram musi posiadać moc. Musi być potężna, by rządzić silnie i sprawiedliwie, by zakończyć wojnę, by przynieść pokój zarówno swoim poddanym, jak i tym nieszczęsnym barbarzyńcom. I ja dam ci tę siłę, zawsze możesz na mnie liczyć! Dam z ochotą, uwierz. A rozkosz ofiarujemy sobie nawzajem. Zaczniemy tu i teraz, natychmiast.

– Tak Marcusie, ja też tego pragnę. Twojej miłości i wzajemnego dawania sobie rozkoszy. Pragnę jak niczego innego na świecie.

Dziewczyna wpiła się w usta chłopaka z siłą rozpaczy i długo odkładanego pożądania, pozbywając się wreszcie trapiących ją wątpliwości. Nie tracił czasu, pragnął przekonać swoją księżniczkę, że mówił zupełnie szczerze. Mocy miał aż za wiele, z radością odda ją ukochanej. Zaczął gorączkowo rozpinać sprzączki i guziki jej jeździeckiego stroju. Ona czyniła to samo, z równie naglącym pośpiechem. Odrzucili na bok kubraki oraz bieliznę. Gdy opadły spodnie spróbował nieopatrznie przestawić nogi, zaplątał się i stracili równowagę, zwalając się na trawę. Nic nie szkodzi! Okazała się miękka i przyjemna w dotyku, niczym posłanie w zamkowej komnacie. A przynajmniej tak to odebrał, oboje tak to odebrali. Porzucili wszelkie wyszukane, wyuczone czy wypraktykowane sposoby uprawiania miłości. Na to przyjdzie jeszcze czas, mają przed sobą mnóstwo czasu. Teraz chciał jak najszybciej poczuć smak i zapach ukochanej, ciepło i wilgoć jej ciała. Poczuć w szczególny, jedyny w swoim rodzaju sposób. Był gotowy. Nie przerywając pocałunku sięgnął dłonią pomiędzy jej rozwarte uda. Nie musiał nawet zbytnio się starać, zastał tam już zarówno ciepło, jak i wilgoć. Tym lepiej, na długie igraszki znajdą inne okazje. Berenika uchwyciła nabrzmiałego fallusa, szarpnęła kilka razy. Pamiętała, że lubi uścisk od spodu. Ona również nie wykazała się szczególną finezją czy delikatnością, ale nie miało to w tej chwili żadnego znaczenia.

– Szybciej, Marcusie! Szybciej, ukochany. Tak długo na to czekałam!

Ułożyła się wygodniej na plecach, biorąc biodra chłopaka pomiędzy własne uda. On przysunął się jeszcze bliżej. Żar przebijał się już ku powierzchni. Dłoń dziewczyny pomogła odnaleźć właściwe miejsce, jej nogi zacisnęły się wokół pośladków, biorąc je w posiadanie niczym upragniony łup. Objął kark Bereniki ramionami, by nic już nie zdołało ich rozdzielić. Naparł z całą siłą.

– Mocniej, szybciej. Tak właśnie chcę, tego pragnęłam, na to czekałam! Było warto! – powtarzała gorączkowo.

Nie dał się prosić, wzmógł tempo uderzeń. Na efekty nie trzeba było długo czekać, gorąca fala przebiła ostatnie zapory i rozlała się we wnętrzu dziewczyny. Drgnęła i wzmocniła uścisk, przeżywając własne upojenie. Może nie był to akt miłości godny dwornego, wyedukowanego kawalera, cóż jednak z tego, skoro jego pani okazywała entuzjastyczne zadowolenie? A i on sam odczuł rozkosz uwolnienia. Rozkosz połączoną z narastającym osłabieniem, nieuchronnie następującym po oddaniu nasienia oraz mocy. Ale co z tego? Taka cenę płacił z ochotą. I zapłaci jeszcze niejeden raz.

– Och, było warto… Było warto.

Dziewczyna nadal wpijała się w Marcusa, obejmując go z niezwykłą siłą.

– Kocham cię, Bereniko – wyszeptał.

– Ja też cię kocham, paniczu Marcusie. Kocham cię ponad wszystko, kocham cię bardziej niż siebie samą i własny honor.

– Jesteś moją panią i małżonką, księżniczko. Może nie wykazaliśmy się na tej łące wyrafinowaniem godnym szlachetnie urodzonych, ale w niczym nie umniejsza to naszego honoru. A już na pewno nie twojego – zażartował, próbując ją pocałować.

– Wybacz mi, paniczu Marcusie. Może kiedyś zdołasz mi wybaczyć. – Uchyliła się wargami. – To dlatego, że tak cię kochałam, nadal kocham, a ty… Ty nie chciałeś, nie potrafiłeś tego dostrzec. Wiem, to nie twoja wina. Wiem, nie miałam prawa… Wybacz mi, to był jedyny sposób.

– O czym ty mówisz, ukochana?

Poczuł zdziwienie, potem niepokój. Emocje rozkoszy opadały i chociaż nadal osłabiony, zaczynał myśleć coraz jaśniej. Dlaczego Berenika aż tak się przed nim kaja? Już dawno wybaczył jej dawne podstępy i intrygi. Wybaczył szczerze i związali razem swój los. On sam też nie był zresztą bez winy.

– Wybacz mi, może kiedyś potrafisz przynajmniej to jedno.

Dziewczyna nie przestawała obejmować go z desperacją rozpaczy. Osłabiony oddaniem mocy nie znalazł woli i ochoty, by rozerwać ten uścisk. To normalne, zawsze po takim akcie tracił siły. Nieodzowny aspekt przekazywania mocy. Ale pani szlachetnej krwi, wzmocniona tą samą mocą, powinna odczuwać radość i euforię, a nie zadziwiający smutek. Zaraz, zaraz, czegoś tu brakowało. Moc utracił, ale czy ktoś ją przejął? Nie przypominał sobie ssania! Zawsze pojawiało się ssanie! Odkąd pierwszy raz kochał się z fałszywą Anitą, ktokolwiek podszył się pod jej postać, poprzez wszystkie zbliżenia z Bereniką i Aurorą, czy też nawet z Ragnegą i Berengarią, zawsze pojawiało się ssanie. A tutaj nie!

– Ukochana, co ci… Straciłaś moją moc? Może to dlatego, że nosisz nasze dziecko?

Ponowił próbę uwolnienia się, bezskutecznie.

– Nie, Marcusie… Znienawidzisz mnie za to, co zrobiłam. Ale nie potrafiłam inaczej. Nie potrafiłam, bo cię kocham. Kochałam od dawna, chociaż nie miałam prawa. A ty tego nie dostrzegałeś.

– O czym ty mówisz?

Nie doczekał się odpowiedzi, uwagę chłopaka odwrócił szybki tętent kopyt. Ktoś nadjeżdżał spiesznym galopem. Zwiadowcy tana? Przecież mieli się nie wtrącać. Tym razem z trudem zdołał odwrócić głowę. Kolejny samotny jeździec po drugiej stronie rzeki, kolejna amazonka. To nie uległo wątpliwości, chociaż jej twarz skrywał kaptur.

– Odsuń się, dziewko. Zrobiłaś już swoje i dostałaś zapłatę.

Ten głos…

– Tak, dostałam, ale sama już nie wiem, czy takiej właśnie chciałam, szlachetna pani…

– To nieważne, grunt, że wykonałaś, co do ciebie należało. Czy było to warte zapłaty, to już twoja sprawa. A teraz odsuń się, szybko. Możesz mi się jeszcze przydać.

Nie wierzył własnym uszom. Kobieta siedząca na koniu przemawiała głosem Bereniki! Odrzuciła kaptur i ujrzał piękną, chociaż zimną w tym momencie twarz ukochanej. Władczym tonem wydawała rozkazy, komu jednak? Samej sobie? Bo przecież rozmawiała również z Bereniką! Dziewczyna, z którą właśnie się kochał i której oddał albo i nie oddał moc, musiała przecież być jego ukochaną. Dosiadła Demona! Ta nowa, to pewnie zmartwychwstała księżna. Udawała tylko własną śmierć, by zwabić go w pułapkę. To już pojął, ale w jaki sposób skłoniła do współpracy w kolejnym oszustwie córkę? Czegoś takiego nigdy Berenice nie wybaczy! O ile trafi się jakakolwiek okazja do wybaczania, bo zamiary księżnej wydawały się oczywiste. A on znowu nie miał mocy! Raz jeszcze dał się oszukać i wyprowadzić w pole.

Prawdziwa Berenika powoli i niechętnie odsunęła się na bok.

– Pospiesz się, dziewko! Nie mamy czasu, bo on szybko odzyskuje ostatnio moc. I mogą się gdzieś tutaj kręcić barbarzyńcy. Ogarnij się i wskakuj na konia. Możesz wybrać, którego chcesz. Sir Marcusowi żaden z nich na nic się już nie przyda.

– Jak to, na nic się nie przyda, szlachetna pani? – Berenika podciągnęła spodnie i podeszła do Orła.

– A tak!

Księżna, bo nie ulegało wątpliwości, że musiała to być po udająca znowu własną córkę Lady Berengaria, skoncentrowała się i powoli, z pewnym trudem zbierała nad głową kulę ognia.

– Co robisz, pani? Miałaś go tylko pojmać!

– Ona chce mnie zabić, bo znam czary i stałem się zbyt niebezpieczny! Raz już próbowała!

– Nie! Mówiłaś coś innego, obiecałaś!

Księżna nie traciła jednak obecnie czasu na rozmowy, potrafiła wyciągać nauki z popełnianych błędów. Celowo też odgrodziła się od nich szerokością rzeki, by nikt jej nie zaskoczył i nie przeszkodził, jak ostatnio Demon. Nie zaprzątała też sobie głowy unieruchamianiem ofiary, osłabiony, zaplątany w opuszczone spodnie Marcus i tak nie zdoła uciec przed ognistym pociskiem, a precyzja strzału z łuku nie jest tu potrzebna. Rozpaczliwie szukał mocy, znał przecież sposoby stawiania osłon! Mógłby też sam zaatakować. Ale magiczna siła, niedawno oddana, nie zdążyła jeszcze powrócić. Powracała ostatnimi czasy szybko, ale nie aż tak. Wiedźma również formowała jednak swoją ognistą kulę powoli, z wysiłkiem. Żar niespiesznie przybierał właściwy kształt i temperaturę. Czyżby zasoby mocy księżnej były ograniczone? Ostatnim razem sam dał jej siłę, teraz nie mogła przejąć jej osobiście, na przeszkodzie stanęła próba z Demonem. Czy w ogóle ktokolwiek tę siłę przejął?

Wreszcie pocisk ruszył z miejsca. Nie tak potężny i szybki jak podczas bitwy o gród tana Arnolda, z pewnością nie zdołałby rozbić wałów czy bramy, ale na jednego, naiwnego młodzieńca wystarczy aż nadto.

– Nieeee!

Druga Berenika wskoczyła na Orła i pognała konia z siłą rozpaczy. Za późno, nie zdąży przejechać przez bród i w jakikolwiek sposób przeszkodzić wiedźmie. Nie o to jej jednak chodziło. Dając dowód niepospolitych umiejętności jeździeckich i łamiąc opór wierzchowca ruszyła, by osłonić chłopaka. Ustawiła się dokładnie na drodze nadlatującej kuli. Przerażony Orzeł wyłamał się, ale nie zdołał już uciec. W ostatniej chwili dziewczyna rzuciła się w bok, zeskakując z grzbietu oszalałego konia. Potoczyła się po trawie, podczas gdy dzielny rumak dokonał ofiary, w której został złożony. Pochłonął go ogień. Ponieważ pocisk nie odznaczał się szczególną siłą, koń zdążył wydać przeraźliwe rżenie, protestując przeciwko losowi, który mu przeznaczono. Ten dźwięk prześladować miał Marcusa prawie tak często, jak wspomnienie śmierci Anity. Płomienie wyczerpały jednak swoją moc i nie znalazły kolejnego celu.

Co zrobi wiedźma? Czy zbierze siły na następny atak? Czy sama dobędzie sztyletu i spróbuje dokończyć dzieła? Czy wezwie swoich zbrojnych, o ile takowych sprowadziła? Marcus nadal niewiele mógł zrobić, a Berenika, czy też kimkolwiek była zdrajczyni i wybawicielka w jednej osobie, leżała nieruchomo. Potężny podmuch wiatru uderzył nagle w stary dąb, milczącego świadka ich zmagań. Drzewo straciło kilka konarów, które kierowane precyzyjną siłą uniosły się w powietrze i runęły ku wiedźmie. Zdążyła postawić osłonę, słabą i niepewną, to Marcus potrafił już rozpoznać. Powstrzymała ona jednak napór na czas wystarczający, by księżna poderwała konia i zeszła z linii ciosu. Nie próbowała kontynuować walki, wybrała ucieczkę. Lady Berengaria nie była może zawołaną amazonką, ale jeździć konno potrafiła. Na pewno lepiej, niż zbliżający się od strony lasu ludzie tana. Oddalała się od rzeki i gnała ku dającym schronienie drzewom na jej krańcu równiny. Odległość rosła i zwiadowca Arnolda nie powtórzył już ataku. Chociaż siły z pewnością mu nie brakowało. A raczej jej nie brakowało, bo tym razem wybawicielką okazała się, oczywiście, Aurora. Odrzuciła kaptur i Marcus wyraźnie widział teraz jej twarz.

– Eh, książę. Ta twoja wiedźma znowu omal cię nie zabiła. A raczej nie uczyniły tego obydwie, wspólnymi siłami. Musisz bardziej uważać, komu oddajesz moc. Ale oto trafiła się okazja, by skończyć przynajmniej z jedną z nich. Byłaby cennym jeńcem, to prawda. Ale ma teraz w sobie twoją siłę, nieprawdaż? Jest więc zbyt niebezpieczna i możemy zrobić tylko jedno. Nigdy zresztą tej twojej szlachetnie urodzonej pani i małżonki nie lubiłam, cokolwiek byś nie opowiadał o intrygach jej matki.

– Ona uratowała mi życie!

– Ale przedtem zdradziecko wydała w ręce starej wiedźmy, temu nie zaprzeczysz? Obawiałam się czegoś takiego i dlatego tu jestem.

– Gdyby nie ona i tak zjawiłabyś się za późno!

Na to rozgniewana Aurora nie znalazła odpowiedzi, nie zamierzała jednak ustępować.

– Może i ruszyło ją sumienie, ale przepełniona mocą stanowi zbyt wielkie zagrożenie. Nie możemy ryzykować.

Nie wszystko jeszcze pojmował, ale nie miał już pewności, że kochał się z Bereniką i to ona zwabiła go w pułapkę. Wiedział jednak, że ostatecznie uratowała mu życie i nie pozwoli teraz, by tak po prostu poderżnięto jej gardło albo spalono ogniem. Może ogarnięta gniewem Aurora tylko straszyła, ale argumenty, które przedstawiała, wydawały się z jej punktu widzenia trafne. Z pewnym jednak zastrzeżeniem, czy to naprawdę Berenika i czy naprawdę przejęła moc kochanka? On sam nadal magicznej siły nie odzyskał, chociaż spodziewał się, że nastąpi to już wkrótce. Pozostał jednak jeszcze inny sposób. Przysunął się do nieprzytomnej i zasłonił własnym ciałem.

– Nas oboje chyba nie spalisz?

– Nie. Wiesz dobrze, że nie. Ale ona jest niebezpieczna, Marcusie. Jeżeli tak wolisz, zostawmy ją tutaj, dopóki nie odzyska przytomności i wracajmy.

– Ale dokąd? Nie znajdę już nigdzie miejsca, w którym mógłbym się schronić. A ta dziewczyna… Kochałem się z nią, to prawda, ale wydaje mi się, że nie przejęła mocy, którą oddałem razem z nasieniem. Było inaczej niż zwykle, inaczej niż z tobą albo innymi, tutaj czy w Królestwie. Nie wydaje mi się, by w jej żyłach płynęła szlachetną krew. To nie Berenika!

– A któżby inny? Wygląda dokładnie tak jak ona. I dosiadła Demona, jeździła na nim niczym przyrośnięta. A twój koń podobno nikomu na to nie pozwala, poza tobą i Bereniką właśnie.

– Tak, dosiadają go tylko przyjaciele. Ale zapomniałem o jeszcze jednej przyjaciółce. Tak, zapomniałem. W tym miała rację, szalona dziewczyna. W tym jednym miała rację, niezależnie od tego, co popchnęło ją do zdrady. Poczekajcie chwilę, dobrze?

Powstał i nabrał wody w manierkę przytroczoną do uprzęży Demona. Wylał zawartość na twarz nieprzytomnej.

– Obudź się, Sudrun. Obudź się i opowiadaj, cóż takiego uczyniłaś? Albo co wiedźma uczyniła tobie?

41

Dziewczyna z trudem dochodziła do siebie, może zresztą przepełniona poczuciem winy, nie miała ochoty stawiać czoła temu, co zrobiła? Bez zbędnych wahań uderzył ją raz i drugi otwartą dłonią w twarz. Nie mieli teraz czasu na delikatność, musiał jak najszybciej dowiedzieć się, co właściwie zaszło.

– Wybacz mi, paniczu Marcusie – odezwała się słabo.

– Przestań wreszcie to powtarzać. Wiem już, że zwabiłaś mnie w pułapkę, oszukałaś, żeby pozbawić mocy i wydać w ręce księżnej, ale jakim sposobem?

– Bo cię kocham, paniczu Marcusie. Zawsze kochałam, a ty nawet tego nie dostrzegałeś. Wiem, nie miałam prawa do twojej miłości i to był jedyny sposób…

– O tym też już mówiłaś. Domyślam się, w jaki sposób lady Berengaria przekonała cię do udziału w tym planie, ale kiedy i jak sprawiła, że przybrałaś postać Bereniki? Co dzieje się w obozie i co z prawdziwą księżniczką? Mów!

– Ona mnie oszukała. Uwierz, nie wiedziałem, że chce cię zabić. Powiedziała, że zamierza  tylko pojmać i sprowadzić z powrotem. Musisz mi uwierzyć, paniczu Marcusie!

– Wierzę. A teraz mów.

– Musiała się w jakiś sposób domyślić, że cię kocham. To nie było chyba nawet zbyt trudne. Wszyscy musieli o tym wiedzieć, tylko ty jeden… Ty jeden… I jeszcze traktowałeś mnie z takim chłodem, wręcz odpychałeś, pokazując przy tym, jak dobrze wam z Bereniką… Wiedziałam, że nie mam do ciebie żadnego prawa… I dlatego, gdy złożyła mi propozycję, nie potrafiłam odmówić. Wybacz.

– Skończ wreszcie z tym wybaczaniem. Muszę wiedzieć, co dokładnie uczyniła wiedźma, co naopowiadała w obozie i co z Bereniką. Mów!

– Nie wiem, co z Bereniką. Od przegranej bitwy o gródek, gdy stara księżna została ranna, młoda pani nie pokazywała się w obozie. Może lady Berengaria gdzieś ją odesłała, nie mam pojęcia. O ile w ogóle kiedykolwiek była obecna podczas całej tej wyprawy, jak teraz myślę. Bo oto księżna poczuła się jakoby gorzej, a po kilku dniach ogłoszono, że zmarła z ran. I właśnie wtedy pojawiła się na powrót Berenika. Ciało starej pani spalono, a młodą obwołano nową władczynią Siedmiu Bram, wojsko przysięgło jej wierność i rozesłano posłańców z nowinami do wszystkich zamków oraz garnizonów. Nigdy jej, co prawda, nie lubiłam, ale pomyślałam… Pomyślałam sobie, że może to lepiej dla ciebie, paniczu, że teraz jakoś wszystko się wam ułoży. Przynajmniej tyle.

– I co dalej?

– Aż tu nagle Berenika wezwała mnie do siebie, wtedy jeszcze wierzyłam, że to naprawdę ona, oświadczyła, iż ma plan uwolnienia cię z rąk barbarzyńców, że potrzebuje to tego mojej pomocy. Rozkazała ukradkiem opuścić obóz i czekać na nią w wyznaczonym miejscu. Zrobiłam, co mi kazała, bo wprawdzie nie ufałam tak do końca, ale chciałam ci pomóc, paniczu Marcusie. Chciałam ci pomóc!

– Co wydarzyło się potem?

– Przyjechała z pocztem zaledwie kilku zbrojnych. Powiedziała, że musi nadać mi czarami własną postać. Będziesz jakoby czekał w innym miejscu i dasz mi Demona. A ja… A ja mam przejechać się na twoim koniu, żebyś wziął mnie za prawdziwą księżniczkę, a potem… A potem kochać się z tobą, paniczu Marcusie, udając Berenikę właśnie. Pragnęłam tego jak niczego na świecie, twoich uścisków, twojej miłości. Choćby nawet  tylko takiej.

– I wzięłaś to wszystko za dobrą monetę? Przecież to nie miałoby żadnego sensu, gdybyś naprawdę miała przed sobą Berenikę.

– Wiem, zażądałam wyjaśnień. I wtedy… I wtedy ona powiedziała mi różne rzeczy. Przyznała, że jest lady Berengarią, udającą najpierw własną śmierć, a teraz własną córkę, że możesz coś takiego podejrzewać i zechcesz, by przybyła na spotkanie Berenika dosiadła Demona. Bo ona sama nie zdoła tego uczynić.

– A potem miałaś się ze mną kochać. Wiesz dlaczego? Musiałaś to wiedzieć, zasady oddawania mocy nie stanowią w Królestwie żadnej tajemnicy.

– Tak, paniczu Marcusie. Rozumiem, że chciała pozbawić cię magicznej siły. Nie potrafię jej przejmować ani używać, ale odebrać mogę. Jak każda kobieta. Ona nie powiedziała, dlaczego to konieczne, ale swój rozum mam. Nauczyłeś się w jakiś sposób rzucać czary i mógłbyś stawić jej opór, gdybyś zachował moc.

– I zgodziłaś się na coś takiego?

– Wybacz, zdradziłam cię. Zdradziłam, bo cię kocham! Bo tylko w taki sposób mogłam znaleźć się w twoich ramionach, tylko w taki sposób mogłam zaznać twej miłości. Teraz już tylko w taki, tylko w taki… – Omal się nie rozpłakała, była jednak silną dziewczyną, wojowniczką,  zdołała powstrzymać łzy.

– Pięknie dowiodłaś tej swojej miłości, nie ma co. – Aurora nie zamierzała jej ofiarować ani odrobiny współczucia. – Wydałaś sir Marcusa na zgubę! Wilczyca chciała go po prostu zabić, a ty okazałaś się gorszą nawet od tych szlachetnie urodzonych, parszywych suk.

– Oszukała mnie. Zwiodła i okłamała!

– Jeżeli nawet, to tylko w tej jednej sprawie. We wszystkich pozostałych ochoczo jej pomagałaś. Zasługujesz na śmierć! Twój panicz Marcus może i nie wymierzy ci kary, ale ja sama zrobię to z bez wahania.

– Nie, nie pozwolę skrzywdzić Sudrun. Wiele razy mi pomogła i dość już z mojego powodu wycierpiała.

– A na koniec zdradziła.

– Tylko dlatego, że cię kocham, paniczu. Musisz mi uwierzyć!

– Wierzę ci, ale teraz mamy ważniejsze sprawy. Kiedy dokładnie otrzymałaś postać Bereniki? I czy lady Berengaria powiedziała coś o tym, na jak długo ją zachowasz?

– Wyjechałam z obozu rankiem, droga dość daleka. Z  księżną spotkałam się w południe i to wtedy poczyniła swoje czary. O tym, na jak długo przybiorę nową postać, nic nie mówiła. Nie dbałam o to i nie pytałam.

– Auroro, jak rzuca się takie czary? Czy są trwałe i czy wymagają podtrzymywania?

– Nie wiem, Marcusie. Mówiłam już, że nie znam się na takiej magii.

– Ale Sudrun przybyła tu sama, księżna nie mogła więc nieustannie wzmacniać zaklęcia. I zresztą ono ciągle działa, bo ty nadal wyglądasz jak Berenika, nieszczęsna dziewczyno. Powinnaś więc zachować jej postać jeszcze przez jakiś czas. Co prawda, lady Berengaria utraciła kiedyś własną i przemieniła się w okropną staruchę, gdy zużyła całą moc. Opowiadałem ci o tym, pamiętasz?

– Co to wszystko ma do rzeczy? – zdziwiła się Aurora.

– Nie rozumiesz? Mamy teraz szansę. Mamy tutaj nową panią Siedmiu Bram, której wojsko poprzysięgło wierność, o której sukcesji powiadomiono zamki i garnizony. Wystarczy, że wróci do obozu wcześniej niż lady Berengaria, również udająca Berenikę. Przybędzie do obozu i przejmie władzę! A droga daleka, dosiadając Demona, Sudrun potrafi wyprzedzić starą księżną!

– Nawet jeżeli, to po własnym powrocie Wilczyca natychmiast ją zdemaskuje.

– O, nie pójdzie jej tak łatwo. Na pewno nie w otwarty sposób. Musiałaby ujawnić swoje utrzymywane w tajemnicy machinacje. I nie dysponuje w tej chwili szczególnie wielką mocą, czułaś chyba, że wyczerpało ją czynienie czarów, kula ognia okazała się słaba, a i osłona przed twoim atakiem marna. W końcu uciekła. Tyle, że prawdopodobnie oszczędzała siły również wcześniej i zaklęcie, które rzuciła na Sudrun, też nie podziała zbyt długo. A my nie potrafimy go odnowić.

– Tego nie mówiłam. Tylko tyle, że nie znam się na takiej magii zmiany postaci. My, na Północy, jej nie używamy i nie umiałabym rzucić takiego czaru. Ale mogłabym chyba wzmocnić i podtrzymać już użyty oraz nadal działający. Ty zresztą także, Marcusie, o ile wczoraj uważałeś na lekcjach.

– Nie mam w tej chwili mocy, a nie możemy czekać ani chwili.

– Czyli nie pozostaje nic innego, niż mój udział w tym szalonym przedsięwzięciu? To chciałeś powiedzieć?

– Auroro, proszę cię…

– To w końcu twoja moc, tyle, że ja potrafię ją zachować i używać bardziej celowo niż ty.

– Auroro…

– Dobrze. Pozwól mi się skoncentrować… Już. Wzmocniłam zaklęcie rzucone na Sudrun. Powinna jeszcze przez jakiś czas zachować postać Bereniki.

– Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomogłaś.

– Pomagałam ci już wiele razy, ale teraz naprawdę nie pojmuję, jakim cudem miałbyś na tym skorzystać. Jeżeli nawet dziewczyna podejmie się tej zwariowanej misji, jeżeli ktoś uzna ją za panią Siedmiu Bram, to i tak zabraknie jej czasu, by na dłużej pomieszać szyki księżnej. I nie zapominaj, że ta twoja Sudrun nie może posługiwać się mocą, nawet jej nie posiada. Nie potrafiła przejąć twojej, sama to przyznała. W jaki sposób będzie udawała czarownicę? Tymczasem może wytłumaczyć się przez chwilę nieobecnością szlachetnie urodzonego męża, ale na jak długo? I jak przeciwstawi się wiedźmie, jeżeli ta w jakiś sposób zdobędzie jednak magiczną siłę?

– W roli Bereniki Sudrun nie będzie musiała tłumaczyć się brakiem małżonka. Wręcz przeciwnie.

– O czym ty mówisz?

– A o tym, że będzie jej towarzyszył prawowity pierwszy mąż, uwolniony szczęśliwie z rąk barbarzyńców. Z taką misją wyruszyła z obozu, chociaż może nie wszyscy o tym wiedzieli. I misję tę doprowadziła pomyślnie do końca. A szlachetnie urodzony małżonek obdarzy swoją panią i żonę mocą wystarczającą do rzucania bardzo wielu czarów, sama wiesz najlepiej, jak wielu. Przy okazji podtrzyma także magię zmiany postaci.

– Ale przecież nie możesz…

– A dlaczego nie? Poradzę sobie, chyba nie wątpisz w skuteczność własnych nauk? I nikt nie powinien niczego podejrzewać, dopóki będziemy z Sudrun trzymali się razem. Sama nic nie zdziała, w tym masz akurat rację.

– To szalony plan. Lepiej wracaj ze mną do osady. Tam będziesz bezpieczny. Nie nauczyłeś się jeszcze, że w Królestwie i u tych wszystkich szlachetnie urodzonych dziwek nie masz czego szukać? Ta cała Sudrun niech robi, co chce. Chociaż nie zazdroszczę jej obecnej postaci, tutaj, czy gdziekolwiek indziej.

– Mówisz, że będę bezpieczny? Po tym, jak uciekłem rozwalając bramę kulą ognia? Wracając, ściągnę tylko podejrzenia na ciebie i twojego ojca. I w najlepszym razie stanę się rozpłodowym buhajem, o którego walczą wszystkie klany Ludzi Północy? O ile, z ostrożności, nie zabiją mnie zaraz po tym, gdy tylko zapłodnię już wystarczającą liczbę córek i sióstr wszystkich tanów? Sama mnie przed tym ostrzegałaś. A tymczasem te dziewczyny zadbają o to, bym ani na chwilę nie posiadł już większej mocy. Może nawet pozwolą ci do nich dołączyć, ale wcale nie byłbym tego taki pewny.

– Nie zgodzimy się na to. Ani ja, ani mój ojciec! – Słowa Aurory nie zabrzmiały jednak zbyt pewnie, czyżby przypomniała sobie Ragnegę?

– Mówisz, że niczego się nie nauczyłem. Może to i prawda, lady Berengaria nieustannie wyprowadzała mnie w pole. Nadszedł jednak czas, by to ona padła ofiarą własnych intryg. Ja wiem jedno. Nie ma już dla mnie bezpiecznej przystani, nie znajdę jej ani w Królestwie, ani u barbarzyńców, to jest wybacz, wśród Ludzi Północy. Jako pierwszy mężczyzna od wieków poznałem sztukę rzucania czarów,. To dar i przekleństwo zarazem. Miejsce na ziemi muszę wywalczyć sobie sam, bo nikt mi go nie ofiaruje. Jak to wygląda u twoich, sama wiesz. Liczyłem, że może Bogini dopomogła, dając wolność i władzę Berenice, ale to również okazało się tylko oszustwem.

– Takie słowa do ciebie nie pasują, Marcusie.

– Masz mnie za durnia i tchórza?

– Na pewno nie za durnia, ale wojownikiem też nie jesteś.

– Łagodnie to ujęłaś, barbarzyńska czarodziejko. Masz rację, wychowano mnie nie na mastifa, tylko na pokojowego pieska. Podobnie jak innych panów z Królestwa. Nic na to nie poradzę, ale też nie mam innego wyboru i niewiele do stracenia. Myślisz, że wygłaszam tu bohaterskie tyrady, żeby dodać sobie odwagi? Może i tak, bo boję się jak cholera. Ale nie mogę wracać, nie mam dokąd. Wam też zależy podobno na pokoju, a to jedyna droga do jego zaprowadzenia.

– I zaufasz tej dziewczynie? Raz już cię zdradziła.

– Co ty na to, Sudrun? Wiem, że nie zrobisz tego po raz drugi.

– Paniczu Marcusie, jeżeli dzięki temu zdołasz mi wybaczyć… Albo nawet wcale nie z takiej przyczyny. Tego, co uczyniłam, wybaczyć nie sposób. Pojadę, bo nadal cię kocham i chcę to udowodnić inaczej, niż zdradą. Możesz na mnie liczyć.

– Już ci wybaczyłem, Sudrun. Wiesz, że nie potrafiłbym chować urazy. Nie po tym wszystkim, co dla mnie zrobiłaś. Ale to będzie trudna misja. Musisz ruszać przodem, natychmiast, żeby wyprzedzić księżną. Od tego wszystko zależy, nie oszczędzaj Demona. On też zrozumie. Pojadę za tobą, najszybciej jak zdołam, wkrótce powinienem odzyskać moc. I tak, to prawda, znam wiele czarów, wesprę cię. Ale na początku będziesz musiała poradzić sobie sama. I wiedz, że trzeba też będzie uwolnić prawdziwą Berenikę, bez niej nie zdołamy ciągnąć naszej gry w nieskończoność. Wiedźma więzi ją od dawna w lochach Złotej Bramy.

– Poradzę sobie, paniczu Marcusie. Na pewno sobie poradzę. Będę musiała sobie poradzić.

– Wiem o tym, zawsze tak robiłaś, ze wszystkim. Przyjadę za tobą najszybciej jak zdołam – powtórzył. – Auroro, dasz mi jednego z waszych koni. Wracam z niewoli u Ludzi Północy i nie powinno to nikogo zdziwić.

– Dobrze, weź mojego, ale to nie są zbyt dobre wierzchowce. Nie w porównaniu z Demonem, nawet ja to widzę.

– Zachowały przynajmniej świeżość, a księżna i jej orszak zdrożyli pewnie zwierzęta. – Sudrun kiwnęła potwierdzająco głową. – To zwiększy nasze szanse. Zwiększy szanse naszej Bereniki.

– Demon nigdy dotąd cię nie zawiódł, paniczu, a i ja więcej już tego nie uczynię.

– Tylko pamiętaj, pani i żono, by nie nazywać mnie paniczem. Berenika na pewno tak by się do mnie nie zwracała. Jestem sir Marcus z Siedmiu Bram, twój pierwszy małżonek. A teraz ruszajmy już wreszcie.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nareszcie kolejny odcinek, podziękować

Staram się tak raz w miesiącu. Dzięki za wpis i pozdrawiam.

Sytuacja się zmieniła. Do tej pory Berengaria knuła, rzucała czary , matyczyła i przeprowadzała swoją wolę. Ale i ona zaczęła popełniać błędy. Teraz stworzyła się szansa dla Marcusa. Może pozbawić Berengarię władzy i uwolnić swoją żonę o ile ona żyje. Ale to ryzykowna gra. Co by nie myśleć o Berengarii to głupia ona nie jest. I walczy nie tylko o władzę ale i o życie. Chyba że będzie znajdować wśród barbarzyńców dawców mocy. Czekam na rozwiązanie tych zagadek.pozdrawiam

Dokładnie. Marcus zyskał szansę, posiada moc, zdobył umiejętność rzucania czarów oraz dysponuje swego swego rozdaju parawanem, zza którego może czynić to bez wzbudzania ogólnej, podyktowanej strachem, wrogości. Ten parawan to pragnąca odkupić swoją zdradę, zaczarowana przez księżną Sudrun. Ale droga do zwycięstwa jeszcze daleka. Berengaria nie zrezygnuje i walczy nawet o coś więcej niż życie. A kwestia pozyskiwania mocy istotnie stanie się paląca i odegra dużą rolę.
Dzięki za kometarz i pozdrawiam.

Widzę, że dużymi krokami zbliża się już finał tej historii.

Marcusowi wreszcie udało się wywrócić stolik, przy którym grał dotychczas bardzo słabymi kartami. Wreszcie z ofiary i przedmiotu staje się łowcą i podmiotem. Berengaria musi mieć się na baczności, bo może stracić nie tylko swoją cenną moc, ale i władzę nad całym księstwem.

Z jednej strony ciekawi mnie, co dzieje się z Bereniką, ale z drugiej, pomiędzy Autorą i Sudrun nasz bohater ma już wystarczająco wiele zafascynowanych nim kobiet. A po tym wszystkim co przeżył, ustatkowanie się przy spadkobierczyni Berengarii byłoby raczej wpisaniem się w przyjęte reguły i zaakceptowaniem ich. Tymczasem po Marcusie spodziewałbym się raczej aktu rebelii przeciw zastanej rzeczywistości.

Zobaczymy, jak Nefer rozplącze te splecione sprytnie wątki. Mam teorię, że Sudrun poświęci się w imię miłości, ścierając tym samym hańbę wcześniejszej zdrady. Myślę natomiast, że Marcus byłby szczęśliwszy u boku Aurory, niż Bereniki. Czy tak to się to właśnie skończy? Zobaczymy!

Pozdrawiam
M.A.

Finał istotnie majaczy gdzieś na horyzoncie, chociaż bohaterów czekają jeszcze rożne przeciwności, bitwy, które niekoniecznie pragnęliby stoczyć, odkrycie nieprzyjemnych tajemnic oraz konieczność dokonania wyborów. Najważniejszy wybór, przed którym stoi sam Marcus, już zdefiniowałeś. Nadchodzące wydarzenia sprawią, że okaże się on jeszcze trudniejszy. Jedna z wersji poprowadzenia fabuły istotnie zawiera opcję poświęcenia się Sudrun. Lubię jednak tę dziewczynę i wolałbym ofiarować jej jakąś lepszą przyszłość. Zobaczymy, czy okaże się to możliwe i czy ona sama tego zechce. Wspominałeś kiedyś w komentarzach pod Twoimi opowieściami, że starasz się wyznaczyć tok postępowania Twoich bohaterów ale bywa, że próbują się wyrywać i musisz ich „poskramiać”. Świadczy to tylko o tym, że żyją oni prawdziwym, a nie papierowym życiem. Ja sam zrezygnowałem z prób kierowania bohaterami na setki wersów naprzód. I tak wielokrotnie zmuszali mnie do zmiany planów, objawiając swoją wolę i stanowczo odmawiając dostosowania się do zamierzeń autora. Pozostawiam im więc sporą swobodę w dążeniu do szczęścia, albo własnego upadku.
Dzięki za komentarz i pozdrawiam.

Nie ukrywam iż koncepcja pozostawienia Sudrun przy życiu (być może nawet jako władczyni Siedmiu Bram u boku Marcusa) niezmiernie mnie ucieszyła.
Nie rozpaczałbym, gdyby matka i córka (teściowa i żona Marcusa) pozabijały się o…władzę, wpływy czy zwykła, ludzką zawiść..
Serdeczne pozdrowienia dla Autora z rewerencją za pozostawienie mojej ulubionej bohaterki przy życiu 🙂
Cierpliwie czekam na ciąg dalszy.

W tej chwili przyszły los Sudrun nie został jeszcze w planach autora jednoznacznie wyznaczony. Szczerze mówiąc, czekam, aż przy jakiejś okazji sama go określi, co już niejednokrotnie przydarzało się moim bohaterom. Dodam, że również lubię tę dziewczynę i w sumie życzę jej wszytskiego najlepszego, ale… Zawsze pozostaje jakieś „ale”.
Dzięki za komentarz i zapraszam, oczywiscie, do lektury. Portal zamieścił już dwa kolejne odcinki, w których Sudrun odgrywa dużą rolę.
Pozdrawiam

Autorze.
Swego czasu dopingowałem Ciebie do upublicznienia dalszych odcinków wielce udanej sagi. Ze wstydem przyznaję, iż proza życia zaorała mój wolny czas. Nie śledzę, jak wcześniej losów bohaterów / i mojej ulubionej , o której życie prosiłem 🙂 /
Całą sagę skompiluję sobie w jeden plik i przeczytam od początku do końca, autorowi gratulując pomysłu i lekkości pióra.

z serca dziękując,
czytelnik

Znam i rozumiem problemy z wolnym czasem, które stały się obecnie udziałem większości ludzi, w tym i moim. A pandemia i związane z nią okoliczności jeszcze je pogłębiają. Między innymi z tego powodu piszę oraz publikuję ostatnio w mniejszym tempie, ale tę opowieść postaram się dokończyć. Oczywiście, zapraszam do lektury gdy tylko znajdziesz czas i ochotę. Dzięki za pamięć i dobre słowo, sam również zdrowia życzę.

Napisz komentarz