Nowy świat czarownic 38-39 (Nefer)  3.49/5 (27)

26 min. czytania

Peter Nicolai Arbo, “Koronacja Olafa I Norweskiego”

38

W taki oto bolesny sposób przekonał się, że nie powinien liczyć na spokojne i niezależne życie wśród barbarzyńców. Autentyczna chyba sympatia Aurory, nie miała w tym wypadku większego znaczenia. Owszem, obecność dziewczyny mogłaby uprzyjemnić wygnanie.  Może nawet z czasem zaufałaby mu i dała się przekonać do ujawnienia jakichś czarów, nie ona jednak decydowała o jego losie. Gdyby miała coś do powiedzenia, nigdy nie doszłoby do nocnego spotkania z Ragnegą. Co do tego nie żywił żadnych wątpliwości. Aurora nie kryła swej niechęci wobec obojga przybyszów, a zwłaszcza rywalki. I jeszcze ta zapowiedź, że kolejne  barbarzyńskie „księżniczki”, posiadające zdolność przejmowania i używania mocy, znajdują się już w drodze. A mocą tą napełniać ma je wszystkie on sam, płodząc przy okazji kolejnych, prawdziwych dawców magicznej siły. Odnowi wśród barbarzyńców rozmytą linię szlachetnej krwi, da im możliwość rzucania potężnych czarów i przeciwstawienia się najazdom księstwa Siedmiu Bram. To może samo w sobie nie byłoby jeszcze takie złe, ale czy Ludzie Północy na tym poprzestaną? Czy nie zechcą sami najechać rubieży Królestwa, co pociągnie za sobą liczne nieszczęścia? Może nie od razu, ale za jakiś czas z pewnością. Widział już na własne oczy przejawy niechęci oraz wyraźnej rywalizacji pomiędzy tanem Arnoldem a jego gościem, wodzem klanu Srebrnego Lisa. Pozostali przywódcy barbarzyńców snują zapewne własne plany, żywią własne ambicje. A on stanie się narzędziem ich realizacji.

No i pozostawała jeszcze Berenika. Do Aurory odczuwał żywą sympatię, to prawda. Jej towarzystwo sprawiało mu prawdziwą przyjemność, ale przysięgał przecież swojej prawdziwej księżniczce, swojej pani i małżonce. Co tam pani i żonie, swojej prawdziwej ukochanej, która naraziła się dla niego na gniew matki, ofiarowała mu znajomość czarów, choćby tymczasem jednego tylko zaklęcia, która nosiła w łonie jego córkę. Nie potrafił, po prostu nie potrafił jej opuścić, nie potrafił zapomnieć. Cóż mógł jednak uczynić? Uciec od barbarzyńców? Dokąd? Gdyby księżna naprawdę doznała poważnych, może śmiertelnych obrażeń podczas ostatniej bitwy, wtedy wszystko uległoby z pewnością zmianie. Berenika przejęłaby władzę, zarówno jako prawowita następczyni, jak i jako jedyna dama w Siedmiu Bramach posiadająca zdolność władania mocą. Co prawda, aktualnie tejże mocy pozbawiona. Tym bardziej powinien stanąć u jej boku. Z pewnością dałaby się przekonać do zakończenia tych bezsensownych wojen, do zawarcia prawdziwego pokoju. Nadal nie wiedział jednak nic pewnego o losie księżnej Berengarii, nikt tutaj niczego nie wiedział. Nie pokazywała się nikomu od dnia bitwy, to wszystko.

Doszedł do przekonania, że powinien jednak rozważyć i na wszelki wypadek przygotować plan ucieczki. Uznał ją za zupełnie możliwą, gdyby tylko pozwolono mu na przejażdżki z Demonem. To wydawało się obecnie mało prawdopodobne, tan wyraźnie to już zapowiedział. Ale mógłby odwołać się do mocy, przynajmniej ta go nie zawodziła i odradzała się wyjątkowo szybko po każdym zbliżeniu z kobietą. W razie potrzeby, bez trudu rozwaliłby odbudowane wrota. Co dalej? Nie potrafiłby osłonić się przed strzałami czy oszczepami, ale liczył tu na własne szczęście oraz szybkość Demona. Gorzej z czarami Aurory i teraz jeszcze tej Ragnegi. Aurora może nie byłaby skłonna do skierowania nań ognistej kuli, czy czegoś równie zabójczego. A Ragnegi mógłby po prostu unikać i wybrać chwilę, gdy nie będzie jej w pobliżu. Demonem zajmował się zresztą zawsze w towarzystwie córki tana Arnolda, a obydwie obdarzone zdolnościami magicznymi dziewczyny nie przepadały za sobą i zapewne nie będą szukać swojego towarzystwa. Uspokojony ułożeniem tej namiastki planu, zdołał wreszcie zasnąć.

Następnego dnia Aurora z ponurą miną obserwowała szczotkowanie Demona. Marcus postanowił wypróbować przy tej okazji realność wstępnego i koniecznego elementu swoich zamierzeń.

– Chciałbym osiodłać konia i przejechać go choćby na dziedzińcu. Pochodzić stępa, może trochę pokłusować. Nie powinien odzwyczajać się od jeźdźca na grzbiecie.

– Jak uważasz – burknęła dziewczyna. – Tylko nie myśl o niczym nierozsądnym. Pamiętaj o zadaniu, które wyznaczył mi ojciec. Mam dość mocy i wiedzy, by je wykonać.

– Auroro, nie mówisz chyba o tym poważnie?

– Stanowisz teraz wspólny łup wszystkich plemion Północy, chyba zdążyłeś się o tym przekonać? I muszę cię pilnować. Dzisiaj mój dzień.

– O co ci chodzi? To nie był mój pomysł.

– Ani mój. Jak spodobała ci się Ragnega?

– Auroro, nie zrobiłem tego z ochotą. Przyprowadzili ją wspólnie twój ojciec i Rogwold.

– Ojciec też nie miał innego wyjścia, ale to nie znaczy, że to wszystko chociaż trochę mi się podoba. Przynajmniej dzisiaj moja kolej – powtórzyła.

– Kolej na wspólną noc? – spytał bez ogródek. – Podzieliłyście się mną za moimi plecami?

– Podzielili się tobą nasi ojcowie. I z pewnością na tym się nie skończy.

– Przywiozą tutaj następne córki i siostry wodzów?

– Tak! I pewnie nie wszystkie okażą się równie niezgrabne jak Ragnega. A może znalazłeś w niej jednak upodobanie?

Podczas tej gniewnej rozmowy osiodłał Demona i wskoczył na grzbiet przyjaciela. Harcowali na dziedzińcu, korzystając z jego ograniczonej przestrzeni. Ochłonął, miał też nadzieję, że opadły również emocje dziewczyny. Nie podeszła jednak gdy zsunął się z siodła i kiedy odprowadzał przyjaciela do stajni.

Resztę dnia spędził samotnie w swojej izbie. Liczył, że nastrój Aurory zmieni się zanim nadejdzie noc. Przecież to naprawdę nie była jego wina. Przynajmniej nie protestowała, gdy dosiadł konia. To otwierało pewne możliwości. Gdyby tylko wiedział coś więcej o tym, co dzieje się w obozie armii Siedmiu Bram.

Poprzedniego wieczora Marcusa nie zaproszono na ucztę, toteż obecnie zaskoczyło go wezwanie tana. Okazało się jednak, że pan forteczki nie zamierzał wieczerzać ze swoim gościem. Przyjął Marcusa w prywatnej komnacie, towarzyszyła mu córka. Ruchem ręki odesłał posłańca i zostali tylko we troje.

– Panie? – Marcus ukłonił się oszczędnie, zastanawiając się nad powodem spotkania.

– Siadaj – polecił Arnold. – Musimy porozmawiać. Wydarzyło się coś dziwnego, nie rozumiem tego i chcę, żebyś mi to wytłumaczył.

– Cóż takiego, panie?

– Do jednego z moich patroli podjechało dzisiaj pod flagą rozejmu kilku konnych z obozu księżnej i wręczyli ten list. – Rzucił na ławę, przy której siedzieli, zwój pergaminu ze złamaną pieczęcią Bramy. – Pismo skierowano w zasadzie do ciebie, ale otwarłem je, oczywiście. Herold sam to zresztą zalecił. Czytaj!

Do sir Marcusa

pierwszego męża księżnej Bereniki, pani księstwa Siedmiu Bram.

 

Ukochany!

Dobra Bogini wysłuchała moich, a ufam, że również i Twoich modlitw, odwracając nasz los! Matka, księżna Berengaria, poległa w bitwie o barbarzyński gród, w pobliżu którego obozujemy, a w którym Ty sam przebywasz. O zmarłej pani i rodzicielce nie należy mówić źle, ale oboje wiemy, co nam uczyniła. Nie tylko nam zresztą. Nie będę więc udawała, że odczuwam wielki żal z powodu jej śmierci. Dowiedziałam się, że podczas szturmu została trafiona pociskiem mocy, przed którym nie zdołała się obronić. Miałeś już okazję ujrzeć, jak skutecznie potrafiła stawiać osłony. Tym razem napotkała jednak moc silniejszą od tej, którą zgromadziła. Niełatwo taką znaleźć, tym bardziej więc widzę w tym wszystkim dowód na przychylność Dobrej Bogini, do której i Ty zapewne wznosiłeś modlitwy. W ten sposób przyczyniłeś się na swój sposób do odmiany naszego losu.

Ranna księżna zakończyła życie kilka dni później, wydając uprzednio dyspozycje, by utrzymać to w tajemnicy, aż do chwili mojego powrotu do armii. Powiadomiła również Złotą Bramę oraz pozostałe fortece, przekazując władzę w moje ręce, jako prawowitej następczyni, a ja postarałam się jak najszybciej dołączyć do moich wojsk. Może nie uczyniła tego z radością w sercu, ale cokolwiek by nie powiedzieć, zawsze zależało jej na powodzeniu i potędze naszego, a teraz także Twojego, ukochany, księstwa. A to ja byłam jedyną, powszechnie uznawaną następczynią tronu Siedmiu Bram i po prostu nie mogła postąpić inaczej.

Ale dość o tym, znajdziemy jeszcze wiele okazji do podobnych rozmów, bez pośrednictwa pióra i pergaminu. Najważniejszym jest to, co należy teraz uczynić. Nie powinieneś przebywać dłużej wśród barbarzyńców, nie ma ku temu żadnego powodu. Twoje miejsce znajduje się przy mnie, ukochany, a ja chętnie powitam Twój powrót i z radością wezmę Cię w ramiona. Zdaję sobie sprawę, że złe języki mogą rozpowiadać różne plotki o naszych rzekomych nieporozumieniach, ale sam dobrze wiesz, że to nieprawda. Oczekuję Twojego przybycia do obozu, co więcej, pragnę tego z całego serca. Kocham Cię przecież, mój książę, mój mężu i panie, mój Marcusie!

Rozumiem, że będziesz musiał przekonać swoich gospodarzy i dlatego chcę ułatwić Ci to zadanie. Matka od dawna prowadziła wojny z Ludźmi Północy, dla sobie tylko wiadomych celów. Przyznaję, że jeszcze niedawno w pełni ją w tym popierałam i sama chciałam walczyć. Ale podczas tej wyprawy przekonałam się na własne oczy, a i Ty zdążyłeś się już pewnie zorientować, że nie są oni aż tak krwiożerczy, jak uważa się w Królestwie. Nie zamierzam kontynuować tej niepotrzebnej wojny i gotowa jestem zawrzeć trwały pokój. Takiej oferty nie powinni odrzucić i najlepiej, gdyby właśnie Ciebie wykorzystali w roli parlamentariusza. Twój gospodarz, tan Arnold, czyta zapewne ten list. Przysięgam tak jemu, jak i Tobie, na imię Dobrej Bogini, że mówię prawdę i kieruję się dobrą wolą. Możemy skończyć z rozlewem krwi, zaprowadzić pokój. A ty się do tego przyczynisz, ukochany.

Aby udowodnić prawdziwość moich słów i mojej dobrej woli gotowa jestem poddać się próbie, która powinna rozwiać wszelkie Twoje możliwe wątpliwości, Marcusie. Otóż spotkajmy się w połowie drogi pomiędzy obozem a grodem, w miejscu, w którym doręczono ten list. Jeśli zechcesz, przybądź razem z gospodarzami oraz Demonem, którego tak kochasz i na którym tak wspaniale potrafisz galopować – czyż nie wygrałeś naszego wyścigu? A i ja doceniam zalety tego wyjątkowego rumaka. Dlatego z radością ujrzę również Demona, co więcej, z prawdziwą przyjemnością zażyję przejażdżki na grzbiecie Twojego wierzchowca. Czyż nie uczyniłeś nas przyjaciółmi? Dosiądę konia gdy tylko się spotkamy, wszystkimi innymi sprawami zajmiemy się później.

Ponieważ zbliża się zima i pora wycofać wojska, proponuję, by nasze spotkanie odbyło się jak najszybciej, najlepiej jutro, gdy słońce zacznie zniżać się ku ziemi. Marcusie, powiem prawdę, nadchodzące pogorszenie pogody oraz koniec kampanii to nie najważniejsze powody naglące mnie do pośpiechu. One nie mają większego znaczenia w porównaniu z powodem najważniejszym. Kocham Cię i pragnę odzyskać, pragnę Twojej bliskości. Czasu wystarczy, by do jutra wszystko zorganizować. Tan może wysłać rankiem posłańca z odpowiedzią, w to samo miejsce. Czekam niecierpliwie na nasze spotkanie.

 

Twoja Berenika

obecnie nowa księżna Siedmiu Bram

– Czy ktoś może mi wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi? – powtórzył tan Arnold, waląc pięścią w ławę. – I mam tu na myśli ciebie, książę Marcusie. Stara Wilczyca jakoby nie żyje, księstwo oraz armię przejęła jej córka, która wyznaje ci miłość i wręcz błaga o powrót, a nie tak dawno osobiście próbowała wsadzić strzałę w brzuch, co widziałem na własne oczy. I jeszcze liczy na to, że dasz się złapać na takie puste słowa! A i ja przy okazji również!

Zdumiony treścią listu, chłopak dopiero po chwili zdołał odpowiedzieć.

– To nie takie proste, panie. Ona… Berenika może pisać prawdę. To wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażasz.

– W takim razie zechciej mnie oświecić, bo przyznaję, nic z tego nie rozumiem! Może tylko to jedno, że młoda księżna potrzebuje mocy i chce cię odzyskać. A nas wszystkich bierze za głupców.

– Ona zamierzała cię zabić, Marcusie! – włączyła się Aurora.

– To nie była Berenika! – zdecydował się wreszcie. – To cały czas była lady Berengaria. Potrafiła zmieniać postać i udawała własną córkę. Udawała bardzo dobrze. Oszukiwała mnie od samego początku, żeby kraść moc. Berenika w końcu się o tym dowiedziała i sprzeciwiła matce. Stara księżna uwięziła ją z tego powodu w lochach Złotej Bramy i sama wyruszyła na wyprawę, co jakiś czas wcielając się w moją Berenikę.

– Skoro o tym wiedziałeś, to dlaczego godziłeś się oddawać moc?

– Zagroziła, że skrzywdzi Berenikę. A ja ją kocham! – Nie zauważył nawet, że tymi słowami musiał zranić Aurorę, która zbladła i głęboko wciągnęła oddech.

– Uwięziła własną córkę i groziła jej? Na pewno kłamała, a ty dałeś się nabrać. Obie są siebie warte. – Tan nadal nie potrafił pojąć tego, co właśnie usłyszał.

– Twoja Berenika paliła nasze wioski i mordowała naszych ludzi. Ja również widziałam to na własne oczy! – dorzuciła od siebie dziewczyna.

– Nadal nie rozumiecie? To cały czas była tylko i wyłącznie lady Berengaria. Berenikę wtrącono do lochu w Złotej Bramie, bo sprzeciwiła się matce. A księżna udawała i kradła moją moc. Jest zdolna do wszystkiego, więziła nie tylko córkę, ale także dwóch swoich mężów. Sir Adrian to nieszkodliwy dziwak, którego trzymała w łańcuchach żeby pobudzać jego pożądanie i magiczną siłę. Ale sir Oswald był potworem, stara wiedźma rzucała mu młode dziewczęta, mordował je i w ten sposób zaspokajał chore żądze. A ona przejmowała jego moc. Sama widziałaś, co chcieli z tobą zrobić, gdy dostałaś się do niewoli. To dlatego zabiłem tego zwyrodnialca.

– Co zrobiłeś, chłopcze? Auroro, co tam się właściwie wydarzyło? Twoja opowieść o ucieczce wydawała się trochę dziwna, ale uznałem, że lepiej nie wracać do tych wspomnień. Teraz jednak muszę wiedzieć.

– Powiedz prawdę, Auroro. Może od początku nie powinniśmy byli tego ukrywać.

– Nie miałam mocy, zużyłam całą w bitwie. Było tak, jak powiedział Marcus. Wiedźma rzuciła mnie jakiemuś dziwnemu mężczyźnie, jakoby panu błękitnej krwi. Chciał mnie zgwałcić, to na pewno. Może też zabić. Wtedy książę spalił go kulą ognia. Przy okazji wybił dziurę w ścianie wozu i w ten sposób uciekłam.

– Mam dwa pytania. – Tan zachował wobec zasłyszanych rewelacji zadziwiający spokój. – Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś, Auroro? A ty, chłopcze, w jaki sposób nauczyłeś się rzucać czary?

– Dlaczego nic nie powiedziałam? Bo… Bo Marcus mnie uratował i nie mogłam go narażać. Jak potraktowałbyś kogoś z Południa, kto potrafi posługiwać się magią? Uznałbyś za groźnego wroga i zabił przy pierwszej okazji.

– Nadal mogę to zrobić. Chyba, że… Posiadasz moc, książę, prawda? I znasz czary…

– Właśnie, bałam się… Bałam się, ojcze, że mógłbyś to mnie wykorzystać do pozbawienia Marcusa mocy. A raz już w taki sposób został zdradzony.

– Nie obawiaj się, panie. Aurora wie najlepiej, że umiem posłużyć się tylko jednym zaklęciem, rzucam ogniem.

– To mogłoby w zupełności wystarczyć, jak sam zresztą przed chwilą usłyszałem.

– Ale po co miałbym to robić? Sir Oswald był potworem, zwyrodnialcem. Na moich oczach zamordował Anitę, moją dawną służkę, jeszcze z Międzyrzecza. To samo chciał zrobić z Aurorą. To dlatego go zabiłem.

– Od kogo nauczyłeś się wzniecać ogień?

– Berenika pokazała mi, jak to robić. Gdy opowiedziałem jej, na co musiałem patrzeć i czemu nie potrafiłem zapobiec. To ona dała mi ten czar. Ona nie jest taka, jak myślicie.

– Opowiadałeś mi o swojej siostrze, która pragnęła jakoby mocy, by poprawiać własną urodę. – Okazało się, że Aurora zapamiętała wiele szczegółów.

– Nienawidziłaś Bereniki, nie chciałem o niej mówić.

– Miałam powody, by jej nienawidzić.

– Fałszywe i nieprawdziwe! Stworzone przez księżną, jej matkę.

– Za to teraz mogę mieć nowe. Nowe i jak najbardziej prawdziwe.

– Auroro, proszę cię. – Tan starał się uspokoić córkę. – Musimy zastanowić się, co w tej sytuacji zrobić. Trwały pokój okazałby się wybawieniem dla naszego ludu.

– Co ty mówisz, ojcze? Teraz, gdy mamy wreszcie szansę? Ta Berenika kłamie, musi odzyskać Marcusa, bo stał się niebezpieczny. Bo dzięki niemu odnowimy linię krwi i stawimy czoła wszystkim wiedźmom.

– Berenika na pewno nie kłamie, zawrze ten pokój i dotrzyma go!

– To wszystko nie jest takie proste, córko. Rogwold i jego klan Srebrnego Lisa to tylko początek, inni wodzowie również zechcą korzystać z mocy Marcusa. Korzystać za pomocą swoich córek, sióstr, albo innych krewnych. Każdy z nich ma jakąś Ragnegę. Nie zatrzymasz księcia wyłącznie dla siebie, cokolwiek byś zrobiła. A mnie nie zależy na takiej pomocy jak ta, którą ofiarowuje Rogwold. Nie spieszył się, gdy wiedźma najeżdżała nasze ziemie. Za to teraz przybył jak na skrzydłach, gdy tylko dowiedział się o sir Marcusie. A za nim idą jego ludzie. Prawdę mówiąc, wolę zawrzeć pokój, niż uzależniać się od takich sprzymierzeńców.

– Zapominacie ciągle o jednym. Może i ta cała Berenika nawet nie kłamie, ale jaką mamy pewność, że to naprawdę ona napisała list? Marcus opowiada nam tutaj, że stara wiedźma całymi tygodniami przybierała postać swojej córki i zwodziła tym wszystkich. Co przeszkodziłoby jej uczynić to i teraz? Udać własną śmierć w wyniku naszego ataku, bo rzeczywiście uderzyliśmy w nią wspólnie, zwabić Marcusa tym słodkim mizdrzeniem się i wszystkimi obietnicami, tylko po to, by wciągnąć go w pułapkę i pojmać lub po prostu zabić. Już raz próbowała, jeżeli to rzeczywiście była Berengaria, a teraz musi rozumieć, jak niebezpieczny stał się książę. Niebezpieczny ze względu na swoją moc, a jeszcze bardziej przez swoje nasienie.

– Tam, w lesie, to była stara księżna. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

– To skąd wiesz, że i teraz nie wpadniesz w jej ręce?

– Demon da mi tę pewność. To dlatego Berenika o nim napisała. Demona wiedźma nie potrafi oszukać, jego jednego. Raz już zrzucił ją z siodła, gdy udawała własną córkę. To dzięki niemu przejrzałem jej grę. Tylko nieliczni potrafią dosiąść Demona, a Berenikę sam z nim zapoznałem i wiem, że ona dokona tego bez trudu. Uznał ją za przyjaciółkę. Demona mamy na miejscu, Berengaria nie zdoła go ukradkiem zaczarować, czy w inny sposób podmienić. Jeżeli on pozwoli jej wskoczyć na grzbiet i okaże posłuszeństwo, to zyskam pewność, że nie stoi przede mną wiedźma.

– Aż tak ufasz swojemu koniowi?

– To przyjaciel, nigdy mnie nie zawiódł, uratował życie. Potrafi rozpoznać Berenikę, czarownica nie zdoła go oszukać zmianą postaci.

– To, co mówi Marcus, wydaje się mieć sens – zauważył tan Arnold. – A nam trzeba pokoju. Znacznie bardziej, niż sojuszników w rodzaju Rogwolda. Rogwolda i Ragnegi – dodał bezlitośnie.

– Ale jak to zrobimy? – Aurora nie wydawała się zachwycona, lecz szybko pojęła, że spraw nie da się ułożyć w taki sposób, jak sama by sobie tego życzyła. Tan zrozumiał to już wcześniej.

– Dziś przypada twój dzień, co do jutra, to według umowy z Rogwoldem, księciem ma zająć się Ragnega. To i lepiej, unikniemy podejrzeń.

– A więc zdążyliście już podzielić się moją osobą, nasieniem i mocą? – Marcus poczuł mimo wszystko nieprzyjemny chłód.

– Dziwi cię to? Nie stało się to ani po myśli mojej, ani Aurory, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Między innymi dlatego gotów jestem zawierzyć twojej Berenice, jeżeli to rzeczywiście ona jest teraz nową księżną Siedmiu Bram. Ale do rzeczy. Jutro, jak już wspominałem, spędzasz dzień z Ragnegą. Aurorę wyprawimy gdzieś, by uniknąć podejrzeń. A ty zajmiesz się koniem, jak zwykle. Odbywasz małe przejażdżki na dziedzińcu, to samo zrobisz jutro. A gdy już znajdziesz się w siodle, uderzysz ogniem i rozwalisz wrota. Dopiero co je naprawiliśmy, ale niech będzie moja strata. Tylko wybierz chwilę, żeby nikogo przy okazji nie osmalić. Potem ruszaj do lasu. Będzie tam czekał mój zaufany człowiek, który doprowadzi cię w umówione miejsce. Reszta należy do ciebie, skoro tak ufasz swojej pani i małżonce. Nie mam innego wyjścia, jeżeli nie chcę kontynuować tej przeklętej wojny.

– To może okazać się niebezpieczne. Nie mówię już nawet o Berenice, ale o samej ucieczce – zaniepokoiła się Aurora. – Może zostanę i w razie potrzeby osłonię Marcusa.

– To niemożliwe, od razu zdradziłabyś Rogwoldowi nasz udział w tej sprawie, już sama twa obecność zrodziłaby podejrzenia. Książę będzie musiał poradzić sobie sam, postaram się zająć czymś naszych ludzi, żeby nie kręciło się ich zbyt wielu przy bramie i na wałach. Ja też nie chcę, by ucierpieli. Ty również nie powinnaś się zresztą narażać, Auroro. Dobrze o tym wiesz.

– Ale, ojcze…

– Żadnego ale, postanowiłem już w tej sprawie. Dobrzy Bogowie wspierali dotąd księcia, to i teraz go nie opuszczą.

„A gdyby nawet przypadkiem opuścili, to tan niewiele by obecnie na tym stracił.” – Uświadomił sobie Marcus. – „Najważniejsze, żeby Rogwold i inni niczego nie podejrzewali.”

– Rozumiem, panie. Poradzę sobie, Demon to bardzo szybki koń. Pomogą mi zaskoczenie oraz brak czujności straży. Upewnię się, że naprawdę chodzi o Berenikę. A jeżeli ona została nową panią Siedmiu Bram, na pewno dotrzyma słowa i zawrze korzystny dla wszystkich stron pokój.

– Na to właśnie liczę. Powodzenia, chłopcze.

Tan zdzielił go przyjaźnie dłonią w plecy, ale Marcus nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że w obecnej chwili ojcu Aurory zależało najbardziej na tym, by już z nikim nie dzielić się swoim łupem. Aby on sam po prostu zniknął, albo nawet zginął, byle bez podejrzeń o udział w tej sprawie wodza barbarzyńców.

Arnold opuścił izbę, Aurora jednak pozostała.

– Jak usłyszałeś, dziś wypada mój dzień. Ostatni, jeżeli wszystko się uda. Chcę wykorzystać go do końca.

– Chcesz mocy i nasienia?

– Tak, jednego i drugiego. Ale pragnę też ciebie, zanim wrócisz do swojej Bereniki, nieważne, prawdziwej czy fałszywej. I tak nie cierpię ich obu.

– Przynajmniej mówisz szczerze.

– Chciałabym znienawidzić i ciebie, Marcusie, ale nie potrafię. Chodźmy do mnie, nie zamierzam kochać się z tobą w tamtym łożu, które dzieliłeś z Ragnegą.

– Jej także nienawidzisz?

– Przynajmniej nie będzie już kolejnych. Chodźmy stąd.

I tak znaleźli się w komnacie dziewczyny. Miano komnaty zdało się Marcusowi zbyt pochlebne wobec tego pomieszczenia, izba nie dawała się porównać z apartamentami jakiejkolwiek szlachetnie urodzonej damy, nawet we względnie surowej pod tym względem Złotej Bramie, nie wspominając o Międzyrzeczu. Przypominała jego własną kwaterę: prostą, surową, lecz zarazem ciepłą, przytulną, pachnącą sianem i lasem.

Aurora nie traciła czasu. Pozbyła się swojej szaty, rozebrała następnie Marcusa. Wzajemnie się obejmując upadli na posłanie. Nie silili się na wymyślne sposoby uprawiania miłości. Pozwolili przemówić naturze i po prostu leżeli przytuleni, obdarzając się nawzajem pieszczotami, wsłuchując we wzbudzane jęki rozkoszy oraz ciche szepty próśb i wskazówek. Nie miał pojęcia, jak długo to trwało, czuł tylko przyjemny spokój i narastającą rozkosz. Gdy zaczęła stawać się już nieznośną i trudną do wytrzymania, wzmógł własne starania, korzystając z lekcji odbieranych przy różnych okazjach od dziewcząt w Międzyrzeczu. Jego usta, dłonie, palce dotykały warg, sutków i tajemnego miejsca Aurory. Odpowiedziała, zdwajając własne zbiegi wokół jąder i fallusa chłopaka. Nie zdołał długo się powstrzymywać, ale i ona nie chciała czekać. Nadal spleceni w uścisku, zaznali rozkoszy. On rozkoszy uwolnienia, ona dopełnienia. Dopełnienia nasieniem i mocą, co potwierdziły nie tylko jęki Aurory, ale też znajome ssanie.

– Nie chcę, żebyś tam szedł – wyszeptała, gdy odzyskali rozsądek.

– Wiesz, że muszę.

– Tak, wiem. Ale i tak mi się to nie podoba. Gdyby nie ta Ragnega i wszystkie inne, które niedługo by się tutaj zjechały…

– Uwierz, wcale nie zależy mi na spotkaniu z tymi córkami i siostrami okolicznych wodzów.

– Nieważne czego byś chciał. I tak by mi ciebie ukradły. A teraz, nawet jeżeli wrócisz do tej swojej Bereniki, to przynajmniej nigdy cię nie zapomnę. I to ja otrzymam od ciebie coś wyjątkowego.

– Moc? Wiesz sama, że na długo jej nie wystarczy.

– Coś więcej niż moc. Myślę, że dałeś mi nowe życie. Mam nadzieję, że syna, który okaże się równie silny i nie znajdzie sobie równych wśród Ludu Północy.

– Jesteś pewna? – Nieświadomie powtórzył odwieczne pytanie mężczyzn w podobnej sytuacji.

– Nie tak, jak te twoje wiedźmy, które ponoć umieją też od razu rozpoznać, czy to syn, czy córka. Nie mam aż takich umiejętności. Ale coś tam wiem. I tak, jestem pewna, noszę w sobie nowe życie. Z twojej krwi.

– To może okazać się trudnym dziedzictwem.

– To prawda, ale pomogę mu, jeśli to syn, na ile potrafię. Będzie znał czary, a moc posiądzie własną.

– To jeszcze dość odległa przyszłość.

– Lepiej jednak, żeby nie miał zbyt wielu konkurentów. I żeby zbyt wiele tutejszych kobiet nie poznało siły twojej mocy. To ułatwi życie naszemu synowi. Dlatego, skoro nie zdołam cię zatrzymać, to idź może do tej swojej Bereniki. Zaprowadźcie pokój, to przysłuży się nam wszystkim, bo my nie będziemy już tacy słabi, jak dawniej. Ojciec też tak myśli, chyba to zauważyłeś?

– Zauważyłem, że pozbywa się mnie dość chętnie, niczym zagrożenia. Teraz lepiej go rozumiem. Ale podejrzewam, że nie zmartwiłby się zbytnio, gdybym dostał jednak przypadkiem strzałę w plecy.

– Nie zrobiłby tego, nie wybaczyłabym mu. Nie jest zresztą taki i martwi się o los naszych ludzi. Nie chce wojny. A ja nie chcę, żebyś przypłacił to wszystko życiem. Masz pewność, co do Demona i Bereniki?

– Jeżeli dosiądzie konia, to nie może okazać się lady Berengarią. Jeżeli nie, to nadal będę miał swoją moc. Ostatnio odradza się bardzo szybko.

– Znasz tylko jeden czar, Marcusie. To nie wystarczy.

– Będzie musiało.

– I jest jeszcze Ragnega. Jeżeli spróbuje cię powstrzymać, okaże się bardziej niebezpieczna niż strzały ludzi mojego ojca.

– Na to nic nie poradzimy. Nie możesz się wtrącać, nawet sama twoja obecność ściągnęłaby podejrzenia, że to ty rozbiłaś bramę.

– Ale mogę jednak coś zrobić,  nawet w tej chwili. Mogę pokazać ci, jak rzucać inne czary.

– Dotąd zawsze odmawiałaś.

– Ale teraz nie chcę, żebyś ruszał bezbronny. Bezbronny wobec tej Ragnegi oraz swojej Bereniki, jeżeli to naprawdę ona.

– Auroro…

– W razie gdyby ktoś pytał, możesz zrzucić wszystko na swoją siostrę. Najwidoczniej potrzebowała mnóstwo mocy, żeby stać się pięknością. A teraz nic już nie mów, otwarcie umysłów i nauka czarów najlepiej wychodzą wtedy, gdy nauczycielka i uczeń są ze sobą połączeni. Wiesz w jaki sposób i tyle to na pewno potrafisz, nawet w tej chwili.

39

Dotrzymała słowa i Marcus aż zachłysnął się wiedzą. Poznał sposób wzbudzania wiatru, poruszania ziemią, wzburzania wody. Przywoływać ogień sam już potrafił i tutaj Aurora nie pokazała mu nic nowego. Ale objawiła za to sztukę wznoszenia osłon, dotychczas zupełnie mu obcą. Nie będzie więcej bezbronny, potrafiłby teraz oprzeć się każdemu rzuconemu przeciw niemu żywiołowi. O ile starczyłoby mu sił, o ile dysponowałby większą mocą niż przeciwnik. Ale w to nie wątpił, młodość i potęga nie znały podobnych wahań. Obecnie lady Berengaria nie mogłaby już unieruchomić go niczym marionetki, której przecięto sznurki. Zerwałby splecione przez nią więzy, przez własną matkę, margrabinę, również. Zerwałby bez trudu i nie potrzebowałby pomocy Demona. Sam również umiałby podobne nałożyć. Potrafiłby jeszcze wiele innych rzeczy. Kotłowały mu się w głowie, na zrozumienie i uporządkowanie całej tej wiedzy oraz wszystkich umiejętności znajdzie jeszcze czas. Przyjdzie pewnie poćwiczyć, jak ze wszystkim, co ważne, ale wiedział, że na pewno podoła temu zadaniu. Stał się pierwszym od wieków magiem-mężczyzną, nie tylko z jednym, ukrywanym czarem, jak poprzednio. Ciekawe, jak przyjmie to Berenika? Będzie musiała się z tym pogodzić. Zresztą, nie zamierzał odmawiać jej mocy. Przecież kochał swoją panią i małżonkę, pragnął obdarzać ją nasieniem i magiczną siłą, obdarzać rozkoszą i samemu tej rozkoszy doznawać. O tak, moc również dawała cudowną rozkosz, teraz, gdy potrafił jej używać. Ale za nic, nawet dla tej nowej potęgi, nie wyrzekłby się miłości kobiety, miłości Bereniki.

Miał pewność, że dorównuje czarodziejom sprzed wieków, a nawet ich przewyższa. Nie rozumiał jednak swoich poprzedników. Jak mogli dla władzy i potęgi wyrzec się ekstazy miłości? Nic dziwnego że oszaleli, sprowadzając zagładę na samych siebie i omal nie niszcząc przy okazji całego świata. On nie pójdzie w ich ślady, okaże się mądrzejszy. Nie odrzuci miłości i zachowa rozum. Czyż nie ma przy boku wyjątkowej pani i małżonki? Która zrozumie go i wesprze, a on podzieli się z nią mocą. Czyż nie dysponuje wyjątkową siłą? Czyż magia nie odradza się w jego lędźwiach zadziwiająco szybko? Zwłaszcza ostatnimi czasy? Nawet teraz czuł jej pierwsze drgnięcia, pomimo tego, że nie tak dawno kochał się z Aurorą. Niech wiedźmy mają się na baczności, pomimo ich  kłamstw i oszustw. To nasunęło mu nową myśl.

– Nie pokazałaś mi żadnego sposobu na zmianę postaci. W Królestwie znają je i wykorzystują podobno wszystkie szlachetnie urodzone panie. Może niekoniecznie aż tak bardzo jak lady Berengaria, która zwodziła mnie i innych całymi tygodniami, jeżeli nie dłużej, ale urodę poprawia prawie każda wielka dama.

– Nie, nie pokazałam, Marcusie. Nie pokazałam, bo nie znam takich sposobów. My nie używamy tutaj podobnie kłamliwych sztuczek. I bardzo dobrze, do niczego ich nie potrzebujemy! – dorzuciła z bezlitosnym okrucieństwem prawdziwie urodziwej młodości.

– To może chociaż wiesz, jak takie maski rozpoznawać i zrywać, gdy ktoś je jednak nałoży?

– Nie. Już mówiłam, że to rodzaj czarów, którego nie znamy. Te twoje szlachetnie urodzone panie, czy raczej dziwki, korzystają z nich pewnie po to, żeby podniecać swoich mężów i tym łatwiej zabierać im moc. Nic dziwnego, że rozwinęły takie metody na własny użytek. My ich nie potrzebujemy – powtórzyła z dumną pewnością siebie.

– Rozumiem.

„Ciekawe, czy Berenika zna te sposoby? Nauczyła się od matki? Sama z pewnością ich nie używa, bo podobnie jak Aurora wcale nie musi.” – Nurtowała go jednak ciekawość. Cóż, kiedyś zapyta.

– Moja moc już się powoli odradza. Chciałbym poćwiczyć.

– Tylko nie próbuj posługiwać się tutaj wodą, ziemią czy powietrzem. – Udała, a może naprawdę poczuła niepokój. – Dość już miałam kłopotów z tym przepalonym zamkiem. Bramę rozbijesz jutro ogniem, to z pewnością potrafisz. Poćwiczymy stawianie osłon.

I tak spędzili dłuższy czas na szczególnej zabawie. Aurora kierowała przeciwko Marcusowi słabe ataki przy użyciu kolejnych żywiołów, a on opierał się im, wykorzystując nabytą świeżo wiedzę. Szło mu tak dobrze, że zirytowana odrobinę dziewczyna cisnęła weń wreszcie poduszką. Zaskoczony, nie zdążył wznieść odpowiedniej bariery i odruchowo przechwycił pocisk rękoma. Odrzucił go z całej siły i wszczęli inną bitwę, niekoniecznie magiczną. Po chwili przeszli do zmagań w zwarciu i chłopak zamierzał już ponownie oddać się miłosnym igraszkom, Aurora wykazała jednak więcej rozsądku.

– Nie, Marcusie. – Wywinęła się zręcznie. – Musisz mieć jutro jak najwięcej siły. I nie umiesz jeszcze stawiać dobrze osłon.

– Całkiem nieźle mi idzie. Wiesz, chyba nawet wyczuwam, którego żywiołu zamierzasz użyć i mam wtedy dość czasu, by wybrać właściwą odpowiedź. Przy ostatnich atakach ani razu się nie pomyliłem. Ani razu.

– Ale poduszką w głowę dostałeś! Strzały nie zatrzymasz rękami. Musisz nauczyć się bronić również przed zwykłymi pociskami.

Przyznał jej w duchu rację i kontynuowali ćwiczenia. Wreszcie odbił magią rzucony zdradziecko gliniany dzbanek, który szczęśliwie upadł na posłanie i nawet się nie rozbił. Przynajmniej dziewczyna nie celowała w twarz. W nagrodę Aurora uznała, że wystarczy tej zabawy, bo chłopak potrafi się w razie potrzeby obronić.

– Marcusie, jutro nie będzie mnie w grodzie. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze… że spotkasz tę swoją Berenikę i nastanie pokój. Może nawet jeszcze się wtedy zobaczymy, ale… Ale na pewno nie będziemy już mogli się kochać.

– To zróbmy to teraz, gdy mamy jeszcze sposobność.

– Nie, musisz zgromadzić siłę. Może okazać się potrzebna. I pamiętaj, pamiętaj żeby nie zużyć jej całej na tę bramę, bo wtedy… bo wtedy moje poświęcenie i tak na nic się nie przyda. A teraz lepiej już pójdę.

Nie czekając na odpowiedź zebrała swoje rzeczy i wymknęła się z izby. Może powinien próbować ją zatrzymać, ale czuł, że miała rację. I nie chodziło tu tylko o przeklętą moc. Jutro spotka się z Bereniką, a wszystkie ich sprawy i tak zostały już dostatecznie poplątane.

Rankiem nie spieszył się z wstawaniem. Musiał odespać nocne igraszki i nauki, chciał też dać trochę czasu Aurorze, by zdążyła opuścić gródek ojca, jak zaplanowali. Może zresztą bał się ewentualnego spotkania? Ostatecznie z łoża wyrzuciła go Marta.

– Dość tego wylegiwania się, chłopcze, nawet jeżeli jesteś księciem. Wstawaj i marsz na śniadanie. Dziewuszka już od dawna na nogach, gdzieś tam pojechała. I pytali o ciebie ten Rogwold oraz jego córka. – Starsza kobieta nie ukrywała dezaprobaty w głosie, goście nie wzbudzili chyba jej sympatii.

Cóż było robić? Nie znalazł żadnego pretekstu, by odkładać  przystąpienie do działania. Skoro dziewczynę wyprawiono w drogę, wszystko musiało już zostać przygotowane. Pomyślał o rychłym spotkaniu z Bereniką. Pragnął tego, ale też obawiał się trochę, jak pani i małżonka przyjmie nowe umiejętności męża. Na pewno dobrze! Znał ją przecież. I sama, z własnej woli, ofiarowała mu czar ognia. Mocy czuł w sobie aż nadto, odrodziła się tak, jak na to liczył.

Przynajmniej śniadanie pozwolono mu zjeść w spokoju. Ale później poszło już gorzej. Pojawiła się Ragnega. Odczuwał wobec niej dziwną mieszaninę niechęci oraz poczucia winy. Potraktował ją wtedy, dwie noce temu, chłodno, niemal jak wroga. A ona, nie z własnej woli postawiona w sytuacji może nawet bardziej niezręcznej niż jego własna, okazała prawdziwe poczucie godności. Nie była szlachetnie urodzoną damą z Królestwa, ale taka Mirella nie dorastała jej do pięt, pomimo wszystkich swoich żałosnych, uwodzicielskich sztuczek. Nie zmieniało to faktu, że na rozmowę nie miał ochoty. Tym bardziej wobec tego, co zamierzał. Spał długo i ociągał się przy jedzeniu, słońce zdążyło więc minąć już szczyt swojej drogi na niebie. Skoro wszystko gotowe, to nie ma sensu sprawy odkładać.

– Chodźmy na dziedziniec – burknął. – Chciałbym zająć się moim koniem.

Nie oponowała. Podobnie jak Aurora i większość barbarzyńców bała się odrobinę Demona, nie mieli tu takich wierzchowców, a tym samym okazji do opanowania prawdziwych umiejętności jeździeckich To i dobrze, powinno pójść łatwiej. Osiodłał rumaka, wymienił z przyjacielem kilka zwyczajowych czułości. Wiele dzisiaj od Demona zależało, ale koń nigdy dotąd go nie zawiódł. Nie zawiedzie i tym razem. A pierwsza próba czekała już za chwilę. Ocenił spojrzeniem sytuację. Bramę trzymano zamkniętą, w związku z tym nie wystawiono szczególnie licznych straży. Wieży jeszcze nie odbudowano, wartownicy kręcili się więc tylko po koronie wału. Tym lepiej, tan wolał przecież poświęcić raczej wrota, niż ludzi

– Przejadę konia, na wszelki wypadek trochę się odsuń.

Ciekawe, czy dziewczyna użyje przeciw niemu mocy? Czy pod przemożnym poczuciem godności ukrywa odczuwaną do niedawnego kochanka prawdziwą urazę? A może nie ma to dla niej żadnego znaczenia i uderzyłaby magią nawet wtedy, gdyby w płomiennych czynach i słowach wyznawali sobie dozgonną miłość?

Wskoczył na grzbiet Demona, pokłusował tam i z powrotem po ograniczonej przestrzeni dziedzińca. Krążąc w ten sposób wyczekał chwili, gdy wszyscy trzej wartownicy oddalili się nieco od bramy. Wykonał kolejny obrót koniem i zebrał siły. Zaczął przywoływać obraz sir Oswalda masakrującego Anitę, gdy wspomniał ostrzeżenie Aurory. Zadowolił się więc postacią mierzącej do niego z łuku Lady Berengarii. Mimo wszystko, do księżnej odczuwał jednak mniejszą nienawiść. Zawrócił, ustawiając się w odpowiednim kierunku i uspokajająco klepiąc przyjaciela po szyi. Teraz!

Kula ognia uformowała się posłuszna woli Marcusa i uderzyła w prowizorycznie naprawione wrota. Nie potrafił ocenić, ile właściwie siły zużył, na pewno nie całą, ale okazała się ona aż nadto wystarczająca. Cios rozwalił bramę grodu. Umocnienia barbarzyńców pozostawiały wiele do życzenia w starciu z potęgą magii. Gdy tylko płomienie osłabły, a raczej runęły na zewnątrz i tam się rozproszyły, ponaglił konia. Demon nie zawiódł, nie przestraszył się ognia. Skoczył w stronę rozbitej bramy, zręcznie omijając tlące się tu i ówdzie resztki konstrukcji. Na zewnątrz przeszli w cwał. Zaskoczeni strażnicy nie zdążyli użyć oszczepów, a kilka posłanych ze sporego już dystansu strzał chybiło. Nie postawił osłony przed zwykłymi pociskami, na szczęście przeleciały w bezpiecznej odległości. Całą uwagę skoncentrował na Ragnedze i mocy żywiołów. Nie oglądał się, ale jakimś sposobem wyczuł, że stanęła w rozbitej bramie. Splatała czar powietrza, to również wiedział. Pozwolił Demonowi wybierać drogę i utkał własną osłonę. Potężne uderzenie wiatru, które w normalnych warunkach powaliłoby Marcusa razem z koniem, odbiło się od niewidzialnej, ale równie silnej tarczy. A raczej nie tyle odbiło, co rozdzieliło i spadło na pojawiające się już tu i ówdzie zarośla oraz młode drzewka. Ostatnie strzały wypuszczone przez strażników przepadły w tej zawierusze. Przyspieszył, dziękując w duchu Aurorze. Ocaliła mu życie, a przynajmniej podarowała wolność. Bo Ragnega nie użyła przecież morderczego żywiołu ognia, ale bardziej łagodnego powietrza. Miałby szansę przeżyć, nawet gdyby spadł z konia. Chciała zachować go żywym dla jego mocy? Czy również z jakiegoś innego jeszcze powodu? Odegnał te myśli i ponownie skupił się na wyczuwaniu magii. Nic jednak nie znalazł. Dziewczyna zrezygnowała, może zaskoczona, może wobec rosnącej odległości, może oszczędzając siły, a może dla innych jeszcze, jej tylko znanych przyczyn. Popędził w stronę coraz bliższej linii lasu.

Znając słabe umiejętności jeździeckie prezentowane przez barbarzyńców nie musiał obawiać się pogoni, zwolnił więc, gdy dopadł pierwszych drzew. Dokąd teraz? Nie miał pojęcia, gdzie wyznaczono spotkanie z Bereniką. Nie wiedział nawet, jak znaleźć umówionego z tanem przewodnika. Powinien oczekiwać gdzieś w lesie, to wszystko. Założył, że zaufany człowiek Arnolda obserwował z ukrycia ucieczkę i sam go odszuka. Aby ułatwić mu zadanie, jeszcze bardziej spowolnił krok Demona. I nie pomylił się. Las przerzedził się, osiągnęli brzeg rozległej polany. Ostrożnie wynurzył się spod osłony drzew.

– Książę Marcusie!

W pewnej odległości od linii zarośli oderwał się samotny jeździec. Jechał powoli i na znak braku wrogich zamiarów machał ręką nad okrytą głębokim kapturem głową. Ręką, w której nie dzierżył żadnej broni. Drugą powodował koniem. Chłopak wytężył uwagę i na wszelki wypadek przygotował przekazany mu przez Aurorę czar, pozwalający odpierać zwykłe pociski. Okazało się to jednak niepotrzebne. Nieznajomy zatrzymał wierzchowca, nadal zachowując się przyjaźnie, chociaż kryjąc twarz w cieniu. Może obawiał się, że przy odrobinie złośliwości ze strony bogów ktoś mógłby go przypadkowo rozpoznać w towarzystwie zbiega? A to skompromitowałoby przecież samego tana, który musiał poruczyć tę delikatną misję komuś naprawdę zaufanemu.

– Przysyła mnie tan Arnold, jak było umówione. Mam cię zaprowadzić na spotkanie z młodą wiedźmą.

Marcus nie rozpoznał głosu, twarz nadal pozostawała niewiadomą. I tak nie znał  jednak wszystkich ludzi ojca Aurory, cóż więc za różnica? Nie miał innego wyjścia i musiał zaufać temu człowiekowi. Na wszelki wypadek zachowa czujność i gotowość do użycia magii, ale musi mu zaufać, jeżeli chce spotkać Berenikę.

– Nie traćmy więc czasu. Słońce wędruje już ku zachodowi.

– Mamy trochę drogi przed sobą, ale zdążymy. Poczekajmy jednak na mojego towarzysza.

– Towarzysza? Spodziewałem się, że będziesz sam. Tak było umówione.

– Tan dodał mi pomocnika. To po to, żeby łatwiej odnaleźć cię w lesie, książę. Nie mogliśmy mieć pewności, dokąd się skierujesz. Wyznaczyliśmy sobie spotkanie właśnie na tej polanie.

– Jeśli szykujecie jakąś zdradę…

– Tan powierzył mi to zadanie i wykonam je zgodnie z jego wolą, nawet gdyby niekoniecznie mi się podobało, młody panie. A oto i mój towarzysz.

Podobnie zakapturzona postać wynurzyła się w oddali spośród drzew. Poruszała się równie powoli, w identyczny sposób demonstrowała też brak gotowej do użycia broni. Marcus na nowo wzmógł czujność. Nic strasznego się jednak nie stało. Jeździec zatrzymał się w pewnej odległości, zachowując milczenie.

– Teraz możemy ruszać. Jeżeli nadal obawiasz się zdrady, pojedziemy obydwaj przodem. Podążaj naszym śladem, ale nie odstawaj za bardzo i nie trać nas z oczu. Lasy tu gęste i łatwo zgubić drogę.

– Raz już wpadłem w pułapkę zastawioną przez ludzi tana.

– A ja już raz powiedziałem, że wykonam otrzymane rozkazy i zaprowadzę cię do wiedźmy, chociaż niewiele z tego rozumiem i nie uważam tego za dobry pomysł. Ale tan wie lepiej.

– Dobrze więc, prowadźcie.

Kiwnął głową i zajął miejsce za plecami ludzi Arnolda. Nie miał innego wyjścia, jeżeli chciał odnaleźć panią i małżonkę. Ale czujność zachowa. Czujność i gotowość do użycia mocy. Zbyt często zastawiano na niego przemyślne sidła, by znowu dał się zaskoczyć.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejny doskonały, trzymający w napięciu odcinek.

Scena ucieczki dobrze i emocjonująco napisana. Niby wiemy, że Marcus ma w swym usiłowaniu mocne fory, a przecież do końca spodziewamy się, że coś, jakiś nieprzewidziany element, mu jednak przeszkodzi.

Muszę przyznać, że niezbyt wierzę w śmierć starej wiedźmy. Co nie znaczy, że młoda nie dorwała się do władzy, korzystając z przelotnego osłabienia swojej mamuśki 🙂 W każdym razie nie jestem wcale pewien, czy Marcus nie zmierza przypadkiem na spotkanie swojej zguby. Dobrze chociaż, że poznał więcej zaklęć i uzupełnił swój magiczny arsenał. Jestem bardzo ciekaw, co odnajdzie na miejscu umówionego spotkania.

Pozostaje również pytanie, jak barbarzyńcy zareagują na utratę swego największego atutu. Teraz, gdy poczuli się mocni, nagła porażka może skłonić niektórych z nich do desperackich i nieprzemyślanych działań. Tan Arnold może mieć poważny kłopot z zachowaniem chwiejnego sojuszu między klanami.

Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały, by przekonać się, które z moich podejrzeń i hipotez okażą się prawdziwe, a które są kompletnymi strzałami w płot 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Przeczytawszy kolejny pasjonujący odcinek postanowiłam skomentować.

Wcześniej tego nie czyniłam, bo inni lepiej wyrażli mój zachwyt ale tu akurat komentarzy mało, więc mój nie będzie wtórny.

Mam nadzieję,Panie Autorze, że nigdy nie wyczerpie Ci się natchnienie, dzięki któremu raczysz nas swoimi opowieściami. Czy to krótkimi i stanowiącymi zamkniętą całość, jak Serenissima, czy to długimi i dopracowanymi fabularnie, jak Nowy świat czarownic.

Z zachwytem
Veronique

MA: Oczywiście, nie wypada zdradzać przed czasem przyszłych wydarzeń i zawirowań fabuły, mogę tylko dodać, że z pewnością ich nie zabraknie. Tymczasem Marcus zdobył się na jakiś czyn, czyli ucieczkę, co prawda, z góry zaaranżowaną. I wreszcie posiadł wiedzę, jak posługiwać się mocą, co czyni go pierwszym od wieków czarodziejem-mężczyzną, w dodatku bardzo silnym. Silnym, ale niedoświadczonym. W jaki sposób zdoła tej wiedzy i mocy użyć, pokażą kolejne rozdziały, które powinny pojawić się w niedługim czasie.
Pozdrawiam

Veronique: Niezmiernie się cieszę, że postanowiłaś wstawić komentarz, nie tylko dlatego, że wyrażasz w nim pozytywną opinię o powyższym oraz innych moich tekstach. Nie zdradzę chyba żadnej tajemnicy gdy napiszę, że portal NE jako całość oraz wszyscy Autorzy z osobna łakną wpisów czytelniczych niczym rośliny deszczu podczas upalnego lata (które, nomen omen, akurat mamy). Trafnie zwróciłaś przy tym uwagę, iż staram się dopracowywać moje teksty fabularnie, a fabuła odgrywa w nich zazwyczaj rolę pierwszorzędną, spychając nieco na drugi plan elementy czysto erotyczne. Formuła portalu NE jest jednak na tyle pojemna, że Redakcja łaskawie toleruje takie podejście. Kolejne rozdziały powinny wkrótce trafić “na biurko” korektora, czyli nieocenionego MA, przygotowywującego je do publikacji oraz dbającego o oprawę graficzną.
Pozdrawiam i życzę miłej lektury.

Plany barbarzyńców dotyczące roli Markusa jawią się jako spełnienie mokrego snu niejednego nastolatka…
Oczami wyobraźni już widziałem tę swoistą seksmisję II…

… Tymczasem chłopak, młody i jakże naiwny, odrzuca świetlaną, reproduktorską przyszłość i rusza w nieznane, aby móc znów połączyć z tą jedną, jedyną – z Berenike…
Moim zdaniem popełnił życiowy błąd 😉
W śmierć Lady Berengerii jakoś nie wierzę i wiedźma jeszcze napsuje mu nieco krwi, chociaż wątpię aby Markus w całym swym młodzieńczym idealizmie żałował decyzji…

Ha, fantazja napalonego nastolatka, w której spełnieniu przeszkadzają jednak idealistyczne przekonania tegoż. Ale to w sam raz wiek na idealizm, niech więc bohater ma do tego prawo. W końcu odrzucił już kilka możliwości ułożenia sobie wygodnego życia. Tak na chłodno, to może bardziej życzenia mężczyzny dotkniętego kryzysem wieku średniego, któremu idealizm bywa już często obcy. 🙂
Tak czy inaczej, byłoby dziwne, gdyby wszystko poszło gładko. Tyle mogę zdradzić.
Dzięki za komentarz i pozdrawiam.

A mi się wydaje, że to nie o idealizm chodzi, a o przymus.

Kiedy nas do czegoś zmuszają, to nawet jeśli samo w sobie jest to przyjemne, to jednak fakt, że nie czynimy tego z własnej, nieprzymuszonej woli, prędzej czy później rodzi bunt. Tym bardziej, że nie wszystkie potencjalne “klacze rozpłodowe” były tak atrakcyjne i miłe sercu Marcusa, jak Aurora.

Posiadanie własnego “haremu” traci nieco na atrakcyjności, gdy nie ma się wpływu na skład tego haremu, ani też wyboru, z kim będzie się (i czy w ogóle) uprawiało miłość. To może być interesująca perspektywa dla ogiera rozpłodowego, ale nie dla świadomego człowieka – nawet jeśli z początku wyda mu się to obiecujące.

Pozdrawiam
M.A.

Nie sposób odmówić Ci racji. Zwłaszcza na dłuższą metę sytuacja ta stałaby się zapewne trudna do wytrzymania, chociaż bohater nie oceniał może tego aspektu w kategoriach długofalowych.

Marcus miał pełnić rolę rozpłodnika. Nie jest to na rękę Tanowi klanu w którym przebywa. I nagle jak dar z nieba przybywa posłaniec od jego prawowitej żony. Pytanie czy to Berenika czy Berengaria . Tylko jeśli to matka to jak oszuka Demona ? Pozdrawiam

Bohaterowi trudno znaleźć miejsce w tym świecie. Jest zbyt cenny i wszyscy zamierzają go wykorzystać, albo wręcz zabić – to ci, dla których jest zbyt niebezpieczny. Obawiam się, że o własne miejsce będzie jednak musiał walczyć, bo nikt mu go ot tak nie ofiaruje, jak widać.
Pozdrawiam.

Napisz komentarz