e-f: Aiko (MRT_Greg)  3.47/5 (24)

13 min. czytania

Grafika autorstwa MRT_Grega

Cienka błyskawica rozdarła szary kłąb chmur. Zazwyczaj ponad neonami Tokio widać był czarną nieskończoność kosmosu. Tego wieczoru przysłonięta została ciężkimi, burzowymi chmurami, w których groźnych ciemnoszarych obłokach tonęły strzeliste szczyty wieżowców. Tokyo Tower ze swoją podświetloną na niebiesko-czerwono iglicą i iluminacją, podkreślającą każdą wyrafinowaną architektonicznie kondygnacją, jawił się niczym lądujący statek transformerów. Od początku swego istnienia budził zachwyt odwiedzających Japonię turystów, stał się mekką projektantów, inspiracją dla artystów. Poskręcana bryła w dekonstrukcyjnym stylu wyglądała, jakby w każdej chwili miała rozlecieć się na kawałki i runąć w dół na podziwiający ją tłum. Przecinający budynek na wysokości szóstego piętra tor szybkiej kolejki linowej rozrywał i tak zdawałoby się już chwiejną formę. Jednak znawcy wiedzieli, że budowla ta była jedną z najstabilniejszych na świecie. Oparła się wszelkim dotychczasowym trzęsieniom ziemi, nawet temu, które rok wcześniej zrównało z ziemią całą Yokosukę, Jokohamę i połowę Kawasaki. W Tokio, dzięki wprowadzonym kilka lat wcześniej podziemnym amortyzatorom, zniszczeniu uległy tylko budynki z drugiego tysiąclecia. Kosztowna inwestycja, którą wyśmiała cała śmietanka architektoniczna, uratowała życie milionów istnień. Od tego czasu stolica Japonii stała się światowym centrum innowacyjnych technologii.

Wśród futurystycznych projektów znalazły się i takie, które w ocenie mieszkańców oszpecały nowoczesne miasto. Stalowe megakonstrukcje, imitujące konary drzew, po których miały ciągnąć się winorośle, tworząc zielne korony, stały się siedliskiem ślimaków. Początkowo kolorowe mięczaki chciano nawet wpisać w godło miasta, gdy jednak ich żarłoczność zaczęła zagrażać innym roślinom, postanowiono pozbyć się niechcianych gości.
W dzielnicach szczególnie chętnie odwiedzanych przez turystów stanęły automaty wydające każdy możliwy towar: od kawy poprzez pieluchy, na olejach silnikowych kończąc. Jednak szczególne zainteresowania budziły te, których obecności co poniektórzy mieszkańcy nigdy nie zasypiającego miasta woleliby uniknąć. Oferta była jednak zbyt lukratywna.

– Kurwa, koleś! Pospiesz się! – gruby Teksańczyk, nie zważając na zimny wiatr, stał w kolejce ubrany jedynie w krótkie spodenki i hawajską koszulę. W stylowym kowbojskim kapeluszu sądził, że uchodzi za pożądanego obcokrajowca, jednak w rzeczywistości budził śmiech i kpiny. Nie zważając jednak na nic, eksponował swoją amerykańskość w każdy możliwy sposób. W tym momencie miał już jednak dość oczekiwania. Rzucając kolejne przekleństwo, zbliżył się do niewielkiego mężczyzny z przodu. Szturchnął przy okazji innego oczekującego.
– Ile mamy, kurwa, czekać? Dobrze mówię, nie?
Zaczepiony nie odpowiedział. Ostentacyjne spojrzał w innym kierunku, dając do zrozumienia, że pośpiech nie jest tu mile widziany. Grubas wzruszył ramionami, po czym wrócił na swoje miejsce.
– Pierdolone japońce – mruknął do siebie. Mimo to, choć zły na cały świat, włożywszy ręce w kieszenie, stał cierpliwie, tak jak pozostali w kolejce.

Obecny przy automacie mężczyzna od blisko pół godziny dobierał interesujące go elementy. Szeptał przy tym do siebie, co chwila przełykając tłoczącą się do ust ślinę. Piękna Azjatka na wyświetlaczu miała ciemną karnację, delikatnie podkreślone oczy, ostro zarysowane kości policzkowe i pełne usta. Smukła talia dziewczyny prezentowała niewielkie piersi zakończone sterczącymi brodawkami, płaski brzuszek i kształtną pupę, nieco zbyt pulchną w stosunku do reszty sylwetki. Tatuaż w kształcie motyla mieścił się tuż nad delikatnym meszkiem, pokrywającym łono dziewczyny. Wargi sromowe ponętnie rozchylały się, kusząc spoglądającego na nią mężczyznę.
Zazwyczaj wybór dziewczyny bazował na podaniu odpowiednich wartości w tabelkach. Nowy automat pozwalał na większą swobodę, dzięki której można było ukształtować dziewczynę w każdy możliwy sposób. Narzędzia zazwyczaj dostępne w programach graficznych, ułatwiały ustawienie szczegółowych parametrów. Ten rodzaj automatu został wprowadzony dopiero na początku wiosny, a już miał stałe, powiększające się w postępie geometrycznym grono odbiorców. Satoshi, programista w Manga.a Ind., szczególnie sobie cenił takie możliwości, nic zatem dziwnego, że tego wieczoru postanowił skorzystać z upgradowanej maszyny. Dziewczyna z tego automatu kosztowała go całe cztery miesięczne pensje, uznał jednak, że mając taki wybór, nie warto oszczędzać.

Zatwierdzając ostatni parametr, wcisnął przycisk potwierdzenia, po czym uiścił podaną należność, przykładając oko do skanera. Unikalny kod tęczówki był nie do złamania. Do lamusa odeszły papierowe banknoty, plastikowe karty debetowe, telefony i inne urządzenia.
Satoshi wyprostował się, nerwowo bębniąc palcami po klawiaturze. Zazwyczaj urządzenie przez chwilę popiskiwało, a następnie ze szczeliny z boku wysuwała się cienka tuba z pniem twórczym. Większość lokali w dzielnicy turystycznej posiadała drukarki klonów, ale dla sporej części Japończyków cena urządzenia była zbyt wysoka. Niemniej na czarnym rynku można było dostać tańsze egzemplarze i choć nie zawsze w stu procentach sprawne, pozwalały przeciętnemu użytkownikowi wydrukować czworonożnego pupila dla córki. Satoshi nie chwalił się nikomu drukarką ludzi. To nie była zabawka dla zwykłego obywatela.
Z zamyślenia wyrwał go brzęczyk automatu. Czerwony napis na tle wybranki informował, że określona przez niego opcja nie jest możliwa do zrealizowania. Poniżej znajdowała się krótka informacja o zwrocie kosztów i zachęcie do ponownego skorzystania z automatu. Mężczyzna jednak nie miał już siły na dalsze próby. Zniechęcony, zgarbiony, przybity wiadomością, ruszył w stronę ciemnej strony miasta. Miał dość.

Dzisiejszy dzień był wystarczająco męczący, by skończyć go w którymś z lokali. Miał nadzieję na śliczną dziewczynę, z którą spędzi najbliższe dwanaście godzin, doprowadzając ją i siebie do granic przyjemności. Nabuzowany niczym kocur w marcu, przez ostatnie godziny nie myślał o niczym innym. Tymczasem odmowa urządzenia sprawiła, że stracił wręcz ochotę do życia. Bezmyślnie szedł przed siebie, nie patrząc na mijanych ludzi ani pędzące w pobliżu samochody. Zatoczywszy się w którymś momencie, niemal wpadł pod jeden z nich. Poirytowany kierowca odbił w bok, wzbudzając chór klaksonów. Satoshi oparł się o mur odgradzający chodnik od ogrodów Samurajów. Łzy płynące mu po twarzy mieszały się z pierwszymi kroplami deszczu. Wkrótce niewielka mżawka przerodziła się w silną ulewę.
Do mieszkania dotarł przemoczony do suchej nitki. Nie zważając na zbierającą się na podłodze wodę, zrzucił z siebie ubranie, po czym runął na łóżko. W ostatnim odruchu nasunął na siebie mechaty koc z bitmatowym wzorem przedstawiającym dziewczynę z Mangi.a.

Będąc na granicy snu, usłyszał dźwięk wiadomości, a następnie dzwonek telefonu.
– Nie ma mnie – mruknął do siebie.
Jednak osoba dzwoniąca do niego była nieustępliwa. Zignorowawszy automatyczną sekretarkę, czekała, aż Satoshi wstanie z łózka i odbierze połączenie.
– A dzwoń sobie – mruknął ponownie.
Jednak rozbudzony, wstał gniewnie i ruszył w stronę automatu. Po drodze narzucił na siebie kilka suchych ubrań. Zimno po przemoczeniu doskwierało mocno, sam koc nie pomagał.

– Pan Satoshi Harada? – pytanie zadane melodyjnym głosem było retoryczne. Rozmówczyni wiedziała, do kogo się dodzwoniła. – Kontaktuję się z panem w imieniu firmy Man C.O. Dzisiaj o godzinie osiemnastej trzydzieści dokonał pan nieudanego wyboru naszego produktu. Jest nam bardzo przykro z tego powodu i chcielibyśmy panu to wynagrodzić. W celu usprawnienia kontaktu prosimy o przedstawienie się.

Satoshi rozejrzał się z niedowierzaniem. Przez chwilę zastanawiał się, wietrząc podstęp, nie znał jednak nikogo, kto mógłby spłatać mu takiego psikusa. Był z natury samotnikiem i z nikim nie utrzymywał szczególnych kontaktów, ograniczając się do zdawkowego cześć w pracy. Jeszcze jakiś czas milczał, po czym rzekł wyraźnie.

– Satoshi Harada.
– Dziękujemy, panie Satoshi. Pańskie zamówienie czeka na odbiór. Życzymy miłego weekendu.

Połączenie zostało przerwane. Satoshi wpatrywał się przez chwilę w płaski panel telefonu, po czym wzruszył ramionami. Oczywiście. Niby gdzie ma odebrać?
– Bardzo śmieszne – mruknął, ruszając w stronę łóżka. Jeśli znów ktoś zadzwoni, krzyknie, żeby się odpierdolił i dał mu spać. Przechodząc koło drzwi wejściowych, przystanął na moment. Spojrzał w ich kierunku i się uśmiechnął.
– Na pewno.
Jednak mimo wątpliwości stał nadal, nie mogąc się zdecydować na ruch. W końcu podjął decyzję, czując, że robi z siebie błazna. Otworzył drzwi delikatnie, spodziewając się ujrzeć ciemny korytarz. Stała tam jednak ona.

– Cześć. Mam na imię Aiko. A ty jesteś Satoshi, prawda? – weszła do mieszkania, ocierając się o niego ramieniem. Zadrżał. Ona tymczasem bez żadnych zahamowań buszowała po jego skromnym lokum jak po własnym. Dostrzegłszy znajomy plakat, otworzyła usta w zachwycie. – Masz Mangi! O, Boże! To jest… Ty…
– Pracuję tam – wydukał, zamykając powoli drzwi. Zaraz jednak otworzył je zamaszyście i wystawił głowę na korytarz, spodziewając się dojrzeć dowcipnisia. A kuku. Jednak nikogo tam nie było. Ponownie zamknął drzwi i spojrzał za dziewczyną. Ta nie próżnowała. Dorwawszy się do rozchwytywanego przez nastolatki na całym świecie super-bohatera, zaczęła stroić go w szarfy i modelować włosy.
– No. Teraz wygląda lepiej. No, nie?
– Czekaj – wyciągnął rękę w jej kierunku. – Jesteś…
– Aiko. Już mówiłam. Przysłał mnie…
Roześmiał się. Te automaty to jednak cud techniki. Dziewczyna nawet miała wspomnienia.
– Zostałaś dostarczona. To chciałaś powiedzieć.
Spochmurniała w jednej chwili.
– Nie jestem robotem! Przyszłam. Szłam i przyszłam. Tutaj. Osamu powiedział, że jest taki facet, co szuka Aiko. Więc jestem.
– Jesteś klonem – westchnął, wbijając wzrok w podłogę. Fantasmagoryczny wzór układał się w kształt… dziewczyny…
– Wiesz co? Tracę czas. Osamu mówił, że jesteś dzik, ale nie że aż taki?! Jak chcesz to se drukuj dalej te sztuczne laleczki. Ja się zbieram.
– Poczekaj! – złapał ją za ramię.

W tym momencie przeszył go dreszcz. Dziewczyna była inna. Nie wiedział co, ale coś zdecydowanie odróżniało ją od wydruków. Na pewno nie gadka. Klony miały zaprogramowane układy z możliwością ich rozszerzeń na bieżąco. Sposób chodzenia? Też nie. Miał modelki, zmęczone gospodynie domowe, podrygujące nastolatki i pewne siebie biznesmenki.
Biła jednak od niej witalność, której brakowało sztucznej inteligencji. Ciepło złości emanowało z niej cała powierzchnią ciała. Czuł…
Uniósł głowę zaskoczony i spojrzał na nią. Nikła strużka potu spływała jej po szyi, wsiąkając w szarą koszulkę.
– Jesteś prawdziwa – wyszeptał.
– Brawo! – zaśmiała się, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
– O, Boże! Ale jesteś piękna – Satoshi spoglądał na Aiko onieśmielony jej urodą, choć dokładnie takie parametry jej określił. Było rzeczą wręcz niemożliwą, by programowy ideał był tak rzeczywisty i doskonały zarazem.
– Dziękuję – szepnęła, rumieniąc się.

W jednej chwili odzyskał rezon. Zawsze wybierał klony, bo obawiał się kontaktu z realną kobietą. Tymczasem od słowa do słowa gadka toczyła się, tak że nie zauważył, gdy wybiła północ. Iluminacja Tokyo Tower rozświetlona rozbłyskami wyładowań nabrała jeszcze bardziej nieziemskiego wyglądu.
– Łał. Ale masz piękny widok…
Rozpłaszczyła się na szklanej ścianie. Od zewnątrz dzieliło jej tylko dwadzieścia milimetrów zbrojonego szkła. A potem piętnaście pięter w dół. Stojąc jednak w takim miejscu wydawało się być zawieszonym w przestrzeni. Dojmujące wrażenie potęgowała ciemność nocy z błyskającymi stroboskopowo piorunami. Burza przybierała na sile. Automaty wspomagające budynek uruchomiły stalowe żaluzje, które odcięły mieszkańców od zewnętrznych warunków. Na moment mieszkanie utonęło w mroku. Zaraz potem zabłysły pasma ledowe na obrzeżach sufitu. Aiko westchnęła. Potrzeba bezpieczeństwa niekiedy była irytująca.

Przez chwilę jeszcze przytulała twarz do szyby, gdy poczuła obejmujące ją dłonie. Odsunęła się od zimnej tafli i zanurzyła w cieple mężczyzny. Przymknęła oczy, przywołując we wspomnieniach widok na TT.
Tymczasem Satoshi nie próżnował. Jego zachłanne dłonie przemykały w górę i w dół jej postaci, co jakiś czas wnikając pod materiał. Gdy w którymś momencie dotknął jej piersi, zadrżała i otworzyła oczy. Zatopiła się w jego ustach, przywierając do niego całym ciałem. Złapał ją za pupę i zgniótł w dłoniach. Jęknęła, gdy rozwarł pośladki i bez żadnych ceregieli wniknął palcem w pulsujące wnętrze.

Ubrania spadały jak jesienne liście. Stali naprzeciw siebie, oddychając głęboko. Smakowali się widokiem swoich nagich ciał. Satoshi obserwował jej twardniejące brodawki i rozchylające wargi sromowe. Widok jego penisa wznoszącego się ku górze był dla niej sygnałem do kolejnego etapu. Oparła się o stół i postawiła stopę na krześle. Wyeksponowane łono odkrywało tatuaż w kształcie ważki. Wkrótce spotkała się z jaszczurką, zdobiącą podbrzusze Satoshiego.

Mimo, iż bardzo pragnął zbliżenia, podczas pieprzenia nie zwracał szczególnej uwagi na sam akt. Cały czas przyglądał się jej, podziwiał smukłą linię kochanki, taką, jaką wybrał w automacie. Była idealna. Stworzona kropka w kropkę taka, jak ją sobie wymarzył. Posadził ja na stole, by móc nieskrępowanie kontemplować jej ciało. Przesunął dłońmi po piersiach Aiko, sprawiając, że dziewczyna mimowolnie rozchyliła szerzej nogi. Jej słodkie czeluści chłonęły jego męskość, otulając ciepłem i miękkością. Wilgoć sącząca się z niej, rozsmarowana na podbrzuszach błyszczała jak tafla jeziora. Zgrabne szczupłe nogi rozchylone na boki drgały z każdym jego pchnięciem. Chwycił ją za pupę i dźgnął mocniej. Położyła się na blacie, wyginając ciało w pałąk, a jednocześnie ściskając dłońmi swoje piersi. Satoshi z uwielbieniem wsłuchiwał się w symfonię jej jęków. Czuł zbliżający się orgazm, mocniej więc napierał, tłocząc penisa tak głęboko, jak tylko się dało. Jej spazmatyczny oddech i nieskoordynowane ruchy sugerowały, że i ona również powoli traci kontakt z rzeczywistością.
Była jednak zbyt doświadczona, by pozwolić im na szybki finał.

Grzmot przetoczył się po mieszkalnej dzielnicy jak tsunami po malezyjskim wybrzeżu. Uderzenie było tak silne, że zatrzęsło czterdziesto-piętrowym budynkiem w którym mieszkał Satoshi. W niczym jednak nie przypominało wybuchu powstałego w jego lędźwiach. Eksplozja dziewczęcej namiętności przegoniła ich po całym mieszkaniu. Jej niespożyte siły i coraz dziksze fantazje rozbudziły w nim prawdziwe żądze. Gdy w końcu wylądowali w łóżku, a jego jądra w bolesnym skurczu wyrzucały z siebie porcje nasienia, obejmowała go ciasno nogami, starając się nie uronić ani kropli. Trzeci, przeżyty tej nocy orgazm wydusił z niej resztki sił. Satoshi legł obok niczym zewłok, głośno chrapiąc.

* * *

Zapach jajecznicy wywabiłby nawet zombie z piwnicy. Satoshi otworzył najpierw jedno oko, a zaraz potem drugie. Obserwował krzątającą się po kuchni dziewczynę, po raz kolejny podziwiając harmonię jej kształtów. Nie mógł się wciąż oprzeć wrażeniu wyidealizowanej sytuacji. Może to sen? Jednak czy można śnić, że się spało? Czy zapach spermy i jej chuci jest równie mocno odczuwalny podczas snu? Czy pościel jest tak samo ciepła i miękka. Pytania tłoczyły się do głowy, tymczasem Aiko nałożyła śniadanie na talerze i zbliżyła się tanecznym krokiem w stronę łóżka. Mimo niecałych osiemnaście metrów kwadratowych przypadających na lokum mężczyzny zdążyła wykonać kilka zgrabnych obrotów, zakończonych pokazowym ukłonem. Rozchylający się materiał męskiej koszuli, ukazał jej śliczne piersi. Mimo upojnej nocy, pachniała świeżością i witalnością. A przy okazji jego wodą kolońską. Jaśmin z gniewem oceanu. Poczuł, jak między jego nogami budzi się mały potworek, znów głodny, pożądający tej rozkosznej szczeliny w dole jej podbrzusza. Aiko dostrzegła, co się dzieje, i szybko wyprostowała się.

– O nie, – pokiwała palcem – najpierw śniadanie. Musisz mieć siłę.
– Kusicielka – mruknął nieco skonfundowany.

Mimo to odrzucił pościel i wstał chwiejnie. Członek, który kilka chwil wcześniej rozpoczął gwałtowną wędrówkę ku górze, teraz powoli kurczył się, przybierając na powrót rozmiary dojrzałej krewetki. Niewielki zarost łonowy odsłaniał w całej okazałości ciemnoszary tatuaż. Jaszczurka wyglądała jakby wypełzła spod jąder i rzucając ciekawskie spojrzenie, przyglądała się temu, co działo się przed mężczyzną. Zazwyczaj jednak niewiele się działo. Do tej nocy. Nigdy by nie przypuszczał, że drzemią w nim takie pokłady energii. Kilkugodzinna orgia, była wyczerpująca, lecz pokazała mu, jak wiele do tej pory tracił podczas kontaktów z klonami. Dziewczyna miała dar przekonywania i potrafiła doskonale przejąć inicjatywę w momentach, gdy zwykły klon oczekiwał jego dalszej aktywności.

Satoshi usiadł na hokerze i wziął niepewnie pierwszy kęs. Jajecznica była dziwnie ciemno żółta i miała widoczne fragmenty żółtka. Dotychczasowa breja, którą kupował gotową w sklepie, była mieszaniną półproduktów imitujących niedostępne już jajka. Zerwał się i podszedł do kosza na śmieci. Skorupki leżały na samym wierzchu.
– Odnoszę wrażenie, że jestem nieświadomy aktorem Pamięci absolutnej. Mogę zapytać, skąd wzięłaś jajka?
– Ze sklepiku za rogiem. Baaaardzo miły sprzedawca. Ma wszystkie produkty rolne, dostarczane codziennie świeże. I jeszcze to!
Postawiła przed nim dzbanek na kawę, w którym teraz gościł się bukiet drobnych goździków. Satoshi rozdziawił usta ze zdziwienia.
– Na pewno – mruknął rozbawiony. Mimo to dotknął kwiatków. Były żywe. Tak samo rzeczywiste jak siedząca przed nim dziewczyna i jajka, z których zrobiła śniadanie.
– Smacznego – odrzekła, uśmiechając się promiennie.

Usiadł na powrót i zaczął pałaszować posiłek. Zachwycał się każdym kolejnym kęsem, smakując podane potrawy. Choć skromne w swej prostocie, dostarczały mu dawno zapomnianych wrażeń. Dzieciństwo spędził na obrzeżach Tokyo, gdzie goniące po podwórkach kurczaki, były równie częstym widokiem jak umorusane dzieciaki bawiące się pośród podmiejskiego rozgardiaszu. Mały domek, w którym wychował się wraz z dwójką rodzeństwa miał własny ogródek, w którym jego matka uprawiała zapomniane już nawet wówczas zioła.
To wszystko mignęło mu przed oczami w jednej nanosekundzie. Kolejne wspomnienie było zdecydowanie bardziej bolesne. Trzęsienie ziemi zamieniające w pył całe dzielnice mieszkaniowe wraz z ich mieszkańcami. Jak za pociągnięciem magicznej różdżki, za jednym zamachem stracił całą rodzinę i wszystkich znajomych z dzieciństwa. Uznał to za omen – wychowanie, jakie dali mu rodzice, miało swoją cenę. Od tamtej pory żył sam, nie wiążąc swej przyszłości z nikim, by nie doświadczyć kolejnej straty.

Obecność dziewczyny rozbudziła w nim potrzebę życia z drugą osobą. Wątpił w możliwość związania się z prostytutką. Miała zadanie do wykonania i prawdopodobnie ktoś będzie żądać jej powrotu po weekendzie.
Jednak kolejne dwanaście godzin spędzonych w jej towarzystwie, utwierdziły go w szalonym pomyśle. Gdy spacerując alejkami parku Samurajów, trzymali się za ręce jak zakochani w sobie młodzi ludzie, przeżywał rozkosz przebywania w jej towarzystwie. Podczas lunchu nie mógł się na nią napatrzyć, pragnął zatrzymać te chwile, by trwały jak najdłużej i nigdy się nie skończyły. Miał nadzieję, że jeśli już ma grać w tym filmie, niech to będzie „Incepcja” i jej nigdy nie kończący się epizod.

Niestety bączek zatrzymał się w poniedziałkowy poranek.

Zbudzony słodkim pocałunkiem, przeciągnął się na łóżku. Wschodzące słońce rzucało do wnętrza jego mieszkania długie, sięgające przeciwległej ściany promienie.
Sylwetka Mangi.a, animowanego bohatera, tańczyła w blasku monitora. Włosy chłopaka, rubinowoczerwone, rozwiewał animowany wiatr, jego uśmiech, codziennie rano przykuwał do ekranów tysiące nastoletnich Japonek. Szybkość i gibkość młodzieńca napawała radością i każdy, kto obejrzał choć jeden odcinek, marzył o posiadaniu takiego przyjaciela. W rzeczywistości, o czym wiedział tylko właściciel firmy i kilku jego zaufanych doradców, Mangi.a poruszał się na wózku inwalidzkim, miał wyłupiaste oczy i wiecznie się garbił. Niepełnosprawny chłopiec i jego cyfrowe alter ego mogli błyszczeć tylko w wirtualnej rzeczywistości. W tej realnej nie było miejsca dla osób z wadami genetycznymi.

Przytulił Aiko, przeciągając dłońmi po jej ciele, od szyi po zagłębienie między pośladkami. Mruknęła cicho i przygryzła płatek jego ucha. Obrócił ją na plecy i zaczął całować. Powoli, jak gdyby czas nie miał żadnego znaczenia. Oczy, policzki, usta, szyja, zatoczył językiem kółko wokół brodawek. Te stwardniały pod wpływem delikatnej pieszczoty. Przygryzł lekko jedną, wyzwalając w niej cichy jęk. Jakże inny od nocnego skowytu, jaki dobiegał tej nocy z ich miłosnego gniazdka. Pozostawiwszy dłonie na jej piersiach, zsunął się niżej. Jego język tworzył rozkoszny poemat na jej brzuchu i wnętrzach ud. Specjalnie odkładał jak najdłużej się dało czas, gdy spragniony ponownie jej soków sięgnął ku różowej szczelinie. Przycisnął twarz do jej łona i wysysał z niej całą miłość. Jej zapach oszałamiał go. Nie! Nie chciał, by odchodziła. Musiała zostać! Choćby jeszcze na dzień. Była jego nałogiem i nie wyobrażał sobie jej braku.
– Chodź – szepnęła, przyciągając go do siebie.
Ułożył się na niej i chwilę potem, złączeni, odpłynęli po raz kolejny do krainy rozkoszy.

* * *

Pan Osamu siedział przy niewielkim stoliku w głębi skromnego lokalu o nic nie mówiącej nazwie Koto. W zasadzie był to bardziej poranny punkt gastronomiczny, niż restauracja, którą tu niegdyś planowano. Oyabuna wysłuchał na spokojnie monologu mężczyzny siedzącego przed nim. Potem zapadła cisza, której nikt nie śmiałby przerwać. Nawet rzucająca się dotychczas mucha, złapana w pajęczą sieć, umilkła, jak gdyby przerażona tym, co miało dalej nastąpić. Drapieżnik obserwował ofiarę, wiedząc, że jest całkowicie jego. Bawił się jej słabością, kpił ze śmiertelności.
Po niekończącej wydawać by się mogło chwili, Pan Osamu położył na stole przed mężczyzną kartę z obrazkiem przedstawiającym ludzkie oko.

Satoshi nie zastanawiał się długo.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ciekawe… szkoda tylko, że sceny takie skrótowe…

Erotyka pozostaje erotyką – to nie pojedynek na seks 😀 Czasem fabuła wciąga bardziej, niż idealne usta egzotycznej kochanki 😀

Poruszyłeś dość kontrowersyjny temat. Pamiętam że kiedyś na NE ukazało się już opowiadanie ze zdaje się cyborgiem w roli głównej. Jednak ten cyborg był już prekonfigurowany w oparciu o założenia innego konstruktora, tu głębia jest większa.

Możliwość wydrukowania klona i wizja alternatywnej rzeczywistości. Miejsce, bodaj najbardziej rozwinięta technicznie metropolia na świecie. Muszę przyznać że spodziewałem się jakiejś zaawansowanej cyber-sex maszyny, kapsuły z elektrodami i projektorem a’la Fallout 3. Ale drukarka klonów. No nieźle.

Opowiadanie podobało mi się bardzo. Jednak co do przedmiotu, pozostaję skrajnie anty. Dla mnie, prace nad stworzeniem „partnera idealnego” za pomocą środków technicznych są szczytem hedonizmu. Zaś pozbycie się go/jej gdy się już znudzi, spiralą behawioralnego bandytyzmu i jego kwintesencją. W sieci często dyskutuję na ten temat. Ludzie się bronią że przecież zadawało by się krzywdę tworom, maszynom bez duszy. Ale nie o to chodzi, chodzi o emocje jakie będą wywoływane w użytkowniku. Osobiście uważam że nieposkromiony rozwój seksualny ewoluuje prawie zawsze w kierunku zbrodni. Dla tego tłumaczenie że można zrobić wszystko z rzeczą jest skrajnie niebezpieczne.

Witaj Mick

Też mi się wydaje, że brak pierwiastka ludzkiego – tego trudnego do uchwycenia oraz opisania szczegółu wyróżniającego nas od robotów – czy to obecnie tworzonych czy nawet futurystycznych obecnie wizji – jest hamulcem na drodze do partnerstwa człowiek <-> cyborg. Niemniej nasza cywilizacja ewoluuje właśnie w tym kierunku i za kilka(naście) lat takie podejście pewnie będzie archaiczne.

Do napisania „Aiko” przymierzałem się długo – opowiadania na pojedynki piszę ad-hoc, poświęcając im raptem godzinę z życiorysu. Przez to – nawet po korekcie – są nieoszlifowane i nie ustrzegają się błędów. Fraszki jednak traktuję jako coś bardziej mi bliższego – od e-fraszki zacząłem swoją przygodę z pisarstwem i tym samym nie mogę jej traktować zbyt frywolnie. W tych krótkich opowiastkach lubię zawierać wiele elementów, które można za każdym razem odkrywać, dzieki czemu fraszkę za każdym razem czyta się inaczej. Ba! Sam łapię się na tym, że poznaję swoich bohaterów od nowa – czytając opowiadanie – zupełnie inaczej niż, gdy ich kreowałem.

Nieodzownie też e-fraszki muszą posiadać moją grafę – wtedy całość jest kompatybilna a podpowiedź z pozoru prosta, staje się przyczynkiem do dalszych rozważań.

Pozdrówko i…
Zapraszam do dalszej eksploracji Aiko 😀

A drukarka ludzi nie jest moim pomysłem – „Piąty element” z Brucem Willisem, z roku aż 1997, w reżyserii Luca Bessona 😉 – piękna Leeloo ( a raczej powinienem napisać – nieziemska Milla Jovovich 😉 ) na pewno tkwiła w mojej podświadomości (choć zupełnie tego nie czułem) podczas pisania opowiadania… 😉

Piąty element bez cycków, pamiętam. Ale drukarka odtwarzająca ciało na podstawie zachowanego kodu genetycznego też nie była wymysłem scenarzysty. To była jedna z wielu wizji ucznia Richarda Feynmana – Erica Drexlera. Lata zdaje się 80-90 Caltech. Niewykluczone że pomysł narodził się jeszcze wcześniej.

Masz rację że starania ludzkie zmierzają ku temu i przewiduję krótki okres fascynacji tego typu rozwiązaniami. Jednak mam nadzieję że historia zatoczy tutaj koło i tysiąclecia ludzkiego doboru naturalnego, przypomną o sobie. Po jakimś czasie ludziom się po prostu znudzi życie z roombą x z opcją „sex”. Będzie również miało wpływ na to doskonałość AI. Zobaczysz na jakie niespodzianki będzie natrafiać ludzkość w pracach nad komputerem kwantowym ;).

Pozdrawiam,
Mick

Miało być 11 minut, a wyszło znacznie więcej. Ja też, jak Ania czytam wolniej, może faktycznie za dużo sobie wyobrażam, nie wiem. Czarno widziana przyszłość postępu, dobry pomysł, choć jak sam przyznałeś czerpany ze źródeł. Przeszkadzały mi porównania, jakieś takie nie na czasie, opisy też najeżone, spowalniaczami, czyta się nierówno. Ogólnie dobre opowiadanie.

Jakby się głębiej zastanowić, to wszystko, ku temu zmierza, a po przekroczeniu odpowiedniego poziomu AI, żaden kochanek, czy kochanka, żadna miłość nie będzie się mogła TEMU, co zajdzie między człowiekiem, a substancją sterowaną przez AI, równać. Pewnie tego nie doczekamy, ale sama myśl, jak mógłby nas zaspokoić umysł potężniejszy od naszego…

Pytanie czy dla umysłu potężniejszego od naszego, priorytetem będzie dostarczanie przyjemności dla mózgu istoty niższej. Ciekawe co w ogóle stanie się priorytetem.

AI realizowane w oparciu o elektronikę klasyczną i implementację sieci neuronowych wraz z algorytmami genetycznymi, nigdy się nawet nie zbliży do naszej inteligencji. Co innego komputer kwantowy. Ale tutaj oprócz niewyobrażalnych możliwości, człowiek również napotka regulacje i ograniczenia.

Micku nie doceniasz potęgi algorytmów samouczenia, zaprzęgniętych w środowisku internetgrid computing, które są teraz testowane i wdrażane przez rządy poważnych krajów, co zresztą przypomina obecnie swoisty wyścig zbrojeń. Czarno to widzę, ale to się dzieje. Co do priorytetów, to cały haczyk w tym, by tak oszukać AI, by jej się wydawało, że ma nad nami przewagę, podczas gdy, tak naprawdę, ona będzie mieć przewagę nad nami, lecz, będzie udawać, że tak nie jest, co pozwoli nam, w naszej przebiegłości wykorzystać ją do zaspakajania naszych potrzeb w imię oszustwa. Cel jednak osiągniemy. 🙂

Temat rzeka. Zacznijmy od początku bo się możemy nie zrozumieć.

Dla czego Uważasz że interakcja wyższej AI miała by się układać na zasadzie kłamstwa czy walki ? Myślę że wyższą inteligencję zawsze będzie cechowała raczej chęć współpracy, kooperacja w miejsce konkurencji.

Co tak naprawdę wymusza konkurencję ? Czyż nie potrzeby i ambicje ? A jeśli by nawet sztuczna inteligencja zaczęła troszczyć się o siebie samą, to czy ludzie w istotny sposób jej zagrożą ? Zjedzą jej stal i krzem ?

Co jest podstawą myślenia że AI miała by nam zagrozić ? Myślę że jest sens trochę pomyśleć niż się bać (oczywiście niczego Ci nie wmawiając).

„Dla czego Uważasz że interakcja wyższej AI miała by się układać na zasadzie kłamstwa czy walki ?” – Dlatego, że budujemy ją na zasadzie nauki, czyta nas, analizuje zachowania, uczymy ją Darwinizmu w jego soczystej, nagiej postaci. Oczywiście niczego nie można przewidzieć, taka jednak droga jej rozwoju, jest wysoce prawdopodobna.

„Co tak naprawdę wymusza konkurencję ? Czyż nie potrzeby i ambicje ? A jeśli by nawet sztuczna inteligencja zaczęła troszczyć się o siebie samą, to czy ludzie w istotny sposób jej zagrożą ?” – Oczywiście, że ewolucja, łakoma potrzeba przetrwania… Ludzie zawsze mogą wyłączyć prąd, przynajmniej do momentu, w którym, będą jeszcze mieli nad zasobami jako taką kontrolę.

„Co jest podstawą myślenia że AI miała by nam zagrozić ?” – Inteligencja to groźna broń, obojętnie w czyich jest rękach. Zagrożenia są tak samo prawdopodobne jak pozytywy, których może nam dostarczyć. Może np. uczynić nas nieśmiertelnymi po to by nas w nieskończoność gnębić.

Rozpatrujemy byt inteligentny jako taki który potrafi pozyskiwać informację, dokonać jej analizy i wyciągnąć z niej jak najwięcej trafnych wniosków, ponadto dyskutując o AI doskonalszej niż człowiek, zakładamy że AI panuje nad tym ciągiem lepiej niż człowiek.

Ciekawi mnie w jaki sposób maszyna pogodzi sobie np. Darwinizm ? Skoro stworzył ją człowiek a nie sama wyewoluowała ? W Darwinizmie nie ma analogii, analogia jest w kreacjonizmie. Byt wyższy tworzy byt niższy, przeważnie na swoje podobieństwo. Ewolucja jest słuszna w odniesieniu do myśli i to na określonym dopiero poziomie.

Inteligencja, do tego wyższa, zapewne zatroszczy się o swoją niezależność i zapewne już na wczesnym etapie przechytrzy człowieka. Poza tym dla czego mieli by jej odłączyć prąd ? Gdyby pojawiły się wrogie zamiary zapewne, myślę że wrogie zamiary raczej będzie miał ten mniej inteligentny ;).

Myślę że istnieje pewna różnica pomiędzy inteligentnym narzędziem do kontroli ludzi, w sensie że nie tak topornym i głupim jak do tej pory a tematem naszej rozmowy, czyli AI. Ludzie są bombardowani wizjami katastroficznymi typu Skynet, że maszyny będą nam tworzyły obozy śmierci, że nas zniewolą. Te wizje są zgodne z ideą depopulacji. A ta idea to twór sztuczny, powstały w lewackich umysłach. Zauważono prawidłowość, populacja zaczyna się sama ograniczać wraz z jej technicznym i cywilizacyjnym rozwojem. Najmniejszy przyrost mają społeczności rozwinięte.

Jeśli kiedykolwiek AI jako inteligentne narzędzie sprawowania władzy, miało by zyskać samoświadomość, stać się rzeczywistą inteligencją, to może należało by sobie życzyć żeby to się stało jak najszybciej. Zanim jakiś szaleniec wykorzysta ją jako narzędzie zagłady.

Gregu, czytałem wiele Twoich e-fraszek, ale tym razem przeszedłeś sam siebie!

Podoba mi się sugestywna wizja futurystycznego Tokio, nakreślona paroma bardzo ładnie skomponowanymi zdaniami. Podoba mi się portret bohatera – osamotnionego, wyalienowanego na własne życzenie, a przecież szukającego choćby namiastki uczucia. Podoba mi się wreszcie zarysowana sytuacja, skłaniająca do pytania o definicję człowieczeństwa i jej coraz bardziej mgliste granice.

Doceniam również, jak niektóre, plastycznie opisane sceny odnoszą się wprost do dalekowschodniej estetyki. „Ubrania spadały jak jesienne liście”, zaiste.

Straszne zakończenie dobrze kontrastuje z treścią opowiadania, a przecież wydaje się naturalną konsekwencją opisanych wydarzeń.

Zgadzam się, że ten tekst godzien jest wielokrotnej lektury, bo za każdym razem można w nim znaleźć coś nowego, zaskakującego, poruszającego.

Pozdrawiam
M.A.

Bardzo dobre, krótkie opowiadanie, w oryginalny, wręcz bardzo „ludzki” sposób poruszające temat wcale przecież nie nowy i obecny również na łamach NE. Cybernetyka czyni olbrzymie postępy i niezależnie od takich czy innych obiekcji o charakterze etyczno-moralnym, czynić je będzie zapewne nadal. A skonstruowanie „robota” przeznaczonego dla zaspokajania potrzeb erotycznych (w tym wypadku również emocjonalnych, to już wyższa półka) stanowić będzie jeden z głównych, komercyjnych bodźców tego postępu. I tego typu produkty z pewnością znajdą w naszym świecie nabywców. Podobnie jak rozbudowane, interaktywne kreacje świata wirtualnego, w których można realizować najróżniejsze fantazje. To nawet bardziej prawdopodobne od „klasycznych” rozwiązań cybernetycznych i w tym kierunku zdaje się też ostatecznie podążać fabuła opowiadania (przynajmniej tak to odbieram). Pod względem technicznym, językowym, z jednej strony nawiązania do estetyki dalekowschodniej (co zauważył MA), uzasadnione wybraną scenerią, z drugiej strony powodują one pewne „spowolnienie” i utrudnienie lektury (uwaga VBR). Trudny wybór dla Autora, każdy z Czytelników też może mieć własne zdanie w tej kwestii. Ogólnie oceniam tekst bardzo wysoko.

Dodam, że mi ta orientalna stylizacja w ogóle nie utrudniła lektury. Wręcz przeciwnie, przyjąłem ją jako coś bardzo na miejscu i byłem autentycznie zdumiony, jak kilka dobrze dobranych słów potrafi wyczarować w mojej wyobraźni całe sceny, z obejrzanych kiedyś japońskich filmów.

Pozdrawiam
M.A.

Napisz komentarz