Krok naprzód (VBR) 4.26/5 (19)

Anton Vavilov, “Chance #5”, CC BY-NC-ND 2.0

Mężczyzna w koszuli w czerwoną kratę wyciągnął rękę i uścisnął szczupłą dłoń księdza proboszcza. Duchowny uśmiechnął się przyjaźnie, po czym powiedział:

– Panie Tomaszu, wiążę z panem nadzieje – wbrew temu, czego spodziewał się Tomasz, proboszcz nie poklepał go po plecach, w ogóle unikał kontaktu fizycznego, tylko ten uścisk dłoni, na niego jeszcze się zdobył. Tomasz nie rozumiał skąd ta powściągliwość, przecież kontakt ułatwiał kontakt.

Mimo to, ten wysoki mężczyzna wydał się Tomaszowi niezwykły. Nie ze względu na swoją posługę, czy nienaganny wygląd i opanowanie. W księdzu zaimponowały mu umiejętności planowania i strategiczne myślenie. Z takimi cechami człowiek jest skazany na sukces i co najmniej błyskotliwą karierę, no chyba, że popełniło się kiedyś życiową decyzję i zostało kapłanem. W takim przypadku to nie wiadomo nawet, dokąd takie cechy mogły człowieka zaprowadzić. Przecież nie zostanie papieżem, co najwyżej biskupem i będzie święcił budynki.

Tomasz wszedł do pomieszczenia wskazanego przez proboszcza. Znajdowało się ono zaraz obok zakrystii. Ściany grube na metr, obwieszone obrazami jakichś świętych, pod sufitem mieściło się małe półokrągłe okno, przy jednej ze ścian stała wielka dębowa szafa, obok niej stół i dwa krzesła. Zajrzał do szafy, była pusta. Wsunął do kieszeni duży mosiężny klucz i usiadł przy stole.

Po chwili drzwi skrzypnęły i weszła Izabela.

– Już myślałem, że się rozmyśliłaś – zaczął, ale kiedy się odwrócił, by na nią spojrzeć, zamarł z wrażenia.

– Cześć. W życiu nie przepuściłabym takiej okazji – odpowiedziała szybko z uśmiechem i zsunęła z siebie płaszcz, by po chwili zawiesić go na oparciu krzesła.

– Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, wyglądasz….

– Daj spokój – odparła.

Wyglądała na speszoną.

– Przecież to ślub, musiałam się pozbyć dżinsów.

Tomasz wstał, sięgnął do kieszeni i wsunął klucz w zamek od drzwi. Przekręcił.

– Teraz nikt nam nie będzie przeszkadzał.

– Okej – odpowiedziała przeciągając sylabę i zmarszczyła brwi.

– No dalej, pochwal się co tam masz.

Wymierzył w nią palec wskazujący.

– Daj spokój, nie ma czasu, zaraz ślub.

– Spokojnie, zdążymy.

– Nie chcę mi się teraz wszystkiego z siebie zdejmować.

– Jeżeli mamy to od dziś robić razem, to muszę wiedzieć w co wchodzę.

Izabela spojrzała na niego z wyrzutem.

– Dobrze wiesz, że nie znajdziesz w Koneckim lepszej specjalistki.

– Tak słyszałem, ale pewności mieć nie mogę.

Izabela rozejrzała się po pomieszczeniu. Jeden z obrazów przyciągnął jej uwagę.

– To Kózka, Kózkówna – powiedziała zbliżając twarz do płótna.

– Nie znam się, na sztuce – odpowiedział, wyraźnie niezadowolony ze zmiany tematu.

Spojrzała na niego ze współczuciem.

– O tej dziewczynie z obrazu mówię.

– Na tych czarach marach też się nie znam, ty w to wierzysz?

– To nie czary mary, tylko fakt. Ta szesnastolatka została zamordowana przez rosyjskiego żołnierza.

– Skąd to wiesz?

– Bo czasem czytam różne rzeczy?

– Biblie czytasz?

– Jaką Biblię? Gazety czytam, przecież o Kózkównie nie napisano w Biblii.

Paweł zerknął na obraz. Płótno przedstawiało zwykłą wiejską dziewczynę z rumieńcami, prawą dłoń miała położoną na sercu, w palce wpleciony różaniec. Za jej plecami świeciło słońce. Przyjrzał się dokładniej, to nie było słońce, raczej rozbłysk supernowej, wielkiej, wieloramiennej gwiazdy. Dookoła głowy dziewczyny roztaczała się aureola, nie była jednak tak silna jak te z innych obrazów.

– To święta?

– Błogosławiona.

– To jakaś różnica?

– Tak.

– Dlaczego ją niby ten rusek zamordował?

– Chciał jej coś zabrać.

– Nie mogła mu tego oddać?

– Cała rzecz w tym, że nie chciała.

Tomasz westchnął. Zrobiło się niezręcznie.

– Dobra, możemy wrócić do tematu?

– Jak chcesz.

Izabela oderwała się od obrazu, poprawiła włosy i odwróciła do stołu.

– Nie mamy czasu na dłuższą kłótnię, zdejmij to z siebie i pokaż swoje skarby.

Tomasz nie wyglądał, jakby miał zamiar ustąpić. Izabela westchnęła i sięgnęła ręką do klamry paska. Rozpięła ją i ostrożnie wysunęła pasek ze szlufek.

Na stół trafiła szeroka biodrówka Tamrac Carrying System z pokrowcem przeciwdeszczowym i kieszeniami chronionymi przez Dual-Foam Technology, które doskonale tłumiły drgania i wygodnie dopasowywały się do ciała. Tomasz wziął ją do ręki, wyczuł, że jest jeszcze ciepła. Zerknął na biodra Izabeli, po czym otworzył główną przegrodę i zajrzał do środka, były w niej zapasowe akumulatory, ładowarka i kilka karty pamięci, po sześćdziesiąt cztery gigabajty każda.

Następna na stole wylądowała torba naramienna Case Logic z dwoma obiektywami Samyanga i zapasową kamerą cyfrową Blackmagic Pocket Cinema w 4K, oraz małą szczelną Gopro. W drugiej kieszeni miała nawet przenośny dysk twardy LaCie Rugged Mini. Wyglądało, że na dzisiaj była lepiej przygotowana od niego. W plecaku Lowepro ProTactic znalazł kamerę Sony HXR–NX3 z gimbalem. Właściwie to brakowało jej tylko drona z wyposażeniem i mogła kręcić wszystko.

– Do zdjęć używam lustrzanek cyfrowych z wymienną optyką. Dziś miałam kręcić, więc ich nie wzięłam. Pozwala mi to stosować wiele obiektywów, dostosowywać ich typ do nagrywanej sceny, co pomaga w uzyskaniu wysokiej jakości. Staram się nie zwracać na siebie uwagi, nie krępować gości…

Uniesieniem ręki przerwał jej przemowę.

– Wystarczająco się o tobie nasłuchałem. Widziałem też filmy, nie musisz się sprzedawać. Żartowałem z tym przedstawianiem siebie. Chodziło mi o to czy umiesz współpracować.

Kiwnęła głową, że go rozumiała.

– Chcesz o coś konkretnego zapytać? – Odezwał się, po czym podniósł z krzesła i oddał jej rzeczy, które natychmiast założyła na siebie z powrotem.

– Najpierw mi powiedz, co my tu w ogóle robimy, czy komunii i wesel nie bierze Kownacki?

– Dotychczas tak było, ale Kownacki miał wypadek.

– Wypadek? Słyszałam, że się rozwodzi, o wypadku nic nie wiem.

– Rozwód to właśnie jego wypadek, na dodatek przy pracy. Nie dostanie już komunii, z weselami też się może pożegnać. Proboszcz uważa, że na dłuższa metę, parafia straci na współpracy z Kownackim, więc postanowił działać już teraz, zanim się wszyscy dowiedzą.

– Już wiedzą, i co, zadzwonił do ciebie?

– Zgadza się. Chce się od Kownackiego odciąć, zupełnie, rozumiesz? Stąd te dzisiejsze wesele i kilka kolejnych w całym dekanacie, a w przyszłym roku w maju komunie, dużo komunii, będziemy musieli zatrudnić ludzi, kupić sprzęt.

Twarz Izabeli rozjaśniła się powoli szerokim uśmiechem. Tomasz odetchnął, w końcu zrozumiała.

– Proponujesz mi spółkę?

– Nie ma lepszej specjalistki w całym Koneckim, więc nie mam specjalnego wyboru.

– To wszystko zmienia – odparła, wciąż uważnie mu się przyglądając.

– Osoba, która mi ciebie poleciła, powiedziała, że nie będziesz dla nikogo pracować, więc po prostu dałem sobie spokój z przekonywaniem ciebie.

– Dobrze zrobiłeś – odparła i wyciągnęła rękę – wchodzę w to.

Była ciepła i miła w dotyku. Naszła go ochota na coś więcej, ale uśmiechnął się tylko i podarował jej męski uścisk dłoni, aż jęknęła z niespodziewanego bólu.

***

– Panie Tomaszu – proboszcz pochylał się nisko, dotykając nosem grubego, szarego zeszytu z notatkami – widzę, że wesela opanował pan już w całym dekanacie, żadnych skarg, wręcz przeciwnie, same superlatywy. Doskonale dobrał pan sobie wspólnika, właściwie wspólniczkę, jest niewidzialna. Podczas nabożeństw nie lata mi po całym kościele, tylko trzyma się z boku, a materiał jak się patrzy. Jestem zadowolony ze współpracy z panem. Gdyby Kownackiemu nie powinęła się noga… pewnie nigdy byśmy się nie poznali, a to byłaby dla nas obu niepowetowana strata.

– Dziękuję księże proboszczu, widocznie los tak chciał – Tomasz uśmiechał się rozpromieniony.

– Zgadza się – potwierdził proboszcz – niezbadane są wyroki opatrzności bożej.

Tomasz poczuł się tak ważnym partnerem, że o mało nie zapytał, czy ksiądz w to wierzy, w opatrzność i inne czary mary. Przed nim, Tomaszem – partnerem, proboszcz nie musiał udawać, w końcu robili tu interesy, a biznes jest jak małżeństwo, ale w porę ugryzł się w język i zamiast tego zapytał:

– Nie lepiej prowadzić notatek w komputerze? Wszystko się samo podlicza, sumuje.

– Pewnie, że lepiej – proboszcz podniósł wzrok znad zeszytu i spojrzał mu w oczy.

– A, da mi pan gwarancję, że w tym pudełku będę tylko ja i te zapisy? – Wskazał na leżący na biurku laptop.

– No nie…

– Właśnie – przerwał mu proboszcz – nie robimy tu nie wiadomo jakich wałków, ale winnym można zostać, zanim się człowiek zdąży wytłumaczyć. Licho nie śpi.

Proboszcz znów mu zaimponował. Tomasz wiedział, że w gestii proboszcza leży dużo więcej niż tylko organizacja wideofilmowania sakralnych imprez. Panował on nad wieloma sprawami, które dotyczyły nie tylko jego parafii, ale całego dekanatu. Ten człowiek miał ogromny wpływ i wiele od niego zależało. Wejście z nim w konflikt nie mogło się skończyć dobrze. Kownacki przekonał się o tym na swojej skórze. Z dnia na dzień stracił dziewięćdziesiąt procent swoich zleceń i dochodów. Nie ma już firmy Kownacki Wideofilm. Wystarczył ruch pionkiem.

– Pora zrobić krok naprzód – proboszcz ponownie pochylił się nad zeszytem. – Będzie trzeba relację zrobić z szopki i granie kolęd będzie do zrobienia na stronę internetową, i Pasterka jeszcze.

– Okej, i to oczywiście w ramach współpracy?

– Tak, chciałbym, żeby tak było.

– Załatwione.

– Dobrze – proboszcz zamyślił się nad zeszytem – to jeszcze chrzciny pan weźmie. Ogłosiłem już zakaz wnoszenia aparatów, ale niektórych trzeba pouczać, więc będę stawiał ministranta z tabliczką.

– Stawkę oczywiście obniżę, zgodnie z księdza wskazówkami.

– To ważne, ludzie muszą sami zobaczyć, że to ma sens, jeżeli dostaje pan wyłączność, to nie możemy z nich zdzierać.

– Pełna zgoda.

Tomasz zanotował sobie najbliższe terminy chrztów i pot sperlił mu się na czole. Wszystko się ledwo mieściło w jego obszernym terminarzu.

– Ogarnie pan to wszystko? – Proboszcz najwyraźniej czytał mu myślach.

– Oczywiście – potwierdził – tylko muszę sobie to dobrze rozplanować.

– Jest jeszcze coś, ale muszę mieć pewność, że pan sobie ze wszystkim poradzi i za sprawą ilości nie ucierpi jakość pańskiej pracy.

Tomasz skończył notować i spojrzał na proboszcza.

– Księże proboszczu, nie jestem łapczywy i wiem ile jesteśmy w stanie razem z panią Izabelą nakręcić i zmontować. Już się rozglądam za kolejnymi ludźmi. Pani Izabela już dwóch przyucza, wprowadzimy ich i damy radę ze wszystkim.

– Przyszedł do mnie pan Wojciechowski z Kuratorium Oświaty. Pytał o kogoś zaufanego. Chcą kręcić matury i studniówki. Na razie rozmawialiśmy o powiacie, ale docelowo będzie całe województwo. Chciałbym, żeby pan to robił.

– Księże proboszczu – głos Tomasza omal nie załamał się z podniecenia – damy radę.

***

Miał być Kostka, a jest Kopernik. Niby żadna różnica, a jednak. Zauważyła na sobie łakome zerknięcia, usłyszała niewybredne komentarze pod adresem figury. Codzienność – pomyślała i uruchomiła kamerę.

Przed Zaraz Wracam stoi grupka młodzieży. Chłopcy ubrani w niedzielne garnitury, dziewczyny w ukryte pod płaszczami wyjątkowe kreacje, wszyscy kurzą papierosy, wesoło rozmawiając. Co chwilę pod krawężnik zajeżdża kolejny pojazd i wysiadają pary, dołączając do tych palących, sprzed lokalu. Robi się gwarnie i wesoło.

Spojrzała na zegarek, miała jeszcze dobre pół godziny. Postanowiła wejść do środka by nakręcić pustą, ale już przygotowaną salę, sprawdzić światło i rozstawić sprzęt.

Drogę zablokowało jej dwóch licealistów.

– A pani dokąd?

– Nazywam się Izabela Rojda, będę was filmowała, chciałam rozstawić sprzęt.

Licealiści popatrzyli na siebie.

– Nie może pani tam wejść teraz – zaczął jeden.

– Nie mogę? – zdziwiła się – A to dlaczego?

Drugi wlepił w nią dziwne spojrzenie.

– Umiesz dotrzymać tajemnicę? – zapytał bez ogródek, ten wydał się jej cwańszy, już wcześniej zauważyła, że przygląda się jej od kiedy tylko podeszła. Postanowiła zagrać w jego grę.

– A jak myślisz – wyszeptała patrząc mu w oczy.

– Wpuść ją – odpowiedział – jest okej.

Pierwszy licealista przez chwilę się wahał, ale ustąpił.

Weszła do środka a ten cwany za nią.

– Marcin – podał jej rękę.

– Izabela.

Potrząsnęła jego dłonią i wydał się jej teraz sympatyczny.

– Będziesz sama kręciła?

– Nie, mój wspólnik powinien już tu być.

– Coś musiało go zatrzymać.

– Na to wygląda.

– Z facetami to już tak jest, wiesz, bardzo łatwo się rozpraszają.

– Co ty nie powiesz. A ty? Też jesteś teraz rozproszony?

Uśmiechnął się pod nosem.

– Jeszcze jak. Wiesz… ta impreza będzie inna niż te, które na co dzień kręcisz.

– Ach tak – udała zdziwioną – myślę, że mimo wszystko dam radę.

– O tak, na pewno, ważne byś się słuchała.

– To znaczy?

– No wiesz, nagrywała to, o co proszą, a to, czego nie chcą, żebyś nie kręciła.

– Jacy oni?

– No ci nakręcani.

– A ty do nich nie należysz?

Znów się uśmiechnął.

– Oczywiście, że należę.

– Więc możesz mi mówić co kręcić, a co nie.

– Z przyjemnością – odparł i zbliżył się do niej tak, że zobaczyła całą swoją twarz w jego wielkich orzechowych oczach. Odwróciła się ostrożnie, by go nie zaczepić sprzętem, a on ruszył przodem i otworzył jej szarmancko drugie drzwi, prowadzące na salę.

Na sali kręcą się dekoratorzy i przyklejają ostatnie balony. Tragarze noszą sprzęt, ale tylko część trafia na scenę, reszta znika w zejściu na niższe poziomy lokalu. Operator od oświetlenia bawi się światłem, przy stołach siedzi kilku dorosłych. Ktoś stoi przy mikrofonie na głównej scenie, ktoś inny wymienia obrus przy jednym ze stolików. Marcin stoi przy drzwiach wejściowych oparty o framugę i wciąż mi się przygląda. Nie przejmuje się, że mierze do niego z obiektywu. Jakby cieszył się, że go nagrywam. Jest młodszy, pewnie o całą dekadę. Mimo to wydaje się być przystojny. Jego garnitur opina się na wysportowanej sylwetce, koszula zaciska się na mocnym karku i silnych ramionach. Ciemne oczy świdrują odległość, którą obiektyw pokonuje zbyt łatwo. Gapi się wprost w kamerę, jest wyluzowany, a jednocześnie czujny. Wiem, że zrobiłam na nim wrażenie. Będzie tak chodził za mną i zarywał do końca imprezy.

– Dobra, mam to – powiedziała i skierowała się do pomieszczeń obsługi.

– Co masz? Myślałem, że będziesz się ustawiać.

– Chciałam nagrać salę przed rozpoczęciem. Teraz idę się przygotować.

– Pomóc ci w czymś? – spytał jakby od niechcenia.

– Dziękuję, ale na razie poradzę sobie sama – Izabela uśmiechnęła się i zniknęła w przejściu służbowym.

– Trzymam się tego, wiesz? Tego “na razie” – rzucił jeszcze i udał się do znajomych, stojących, przed Zaraz Wracam.

Tomasz wpadł jak huragan do pomieszczenia obsługi, tuż przed rozpoczęciem przemowy dyrekcji. Z triumfalną miną uniósł w górę kamerę.

– To Sony FS7II. Osiem, osiem megapikseli pędzi na ratunek.

– Zwariowałeś.

– Nie… dostaliśmy kredyt, więc kręcimy najważniejsze ujęcia w 4K a na pozostałych zrobimy upscaling.

– Przecież na decyzję mieliśmy czekać trzy miesiące.

– Postanowili w banku zrobić mi prezent na jutrzejsze urodziny.

– Masz urodziny?

– Dopiero jutro, więc z życzeniami musisz poczekać, ale jutro…

– Zapraszasz mnie do siebie?

– Oczywiście, przecież nie będę świętował sam. Przyjdziesz?

– Zastanowię się.

Zaczęło się od podziękowań dla dyrekcji. Tomasz usiłował się skupić na tym, co działo się po drugiej stronie obiektywu, ale pochłonęły go ustawienia kamery, których jeszcze nie zdążył do końca opanować. Wkrótce jednak osiągnął pożądane rozmycia tła, na skutek zmniejszenia głębi ostrości w obiektywie. Wtedy jego oczom ukazała się niepospolicie piękna twarz, już miał zamiar oderwać się od wizjera, ale czarne oczy kobiety zdawały się promienieć właśnie dla niego. W tym spojrzeniu coś było, jakiś zaczepny błysk oka, jakaś radość, pokusa, zaproszenie czy obietnica. Twarz którą obserwował, coś do niego mówiła, jej głos rozbrzmiewał z głośników estradowych, odbijał się echem od wysokiego sufitu i przepadał gdzieś w gwarze rozmów. Tomasz nie rozumiał ani słowa. Kiedy skończyła mówić uśmiechnęła się szeroko. Miała cudowny uśmiech. Ciemne oczy doskonale współgrały z równo przyciętą grzywką, zakończoną na linii brwi, cudownie wymalowane rzęsy sterczały, dumnie, zawadiacko. Tomasz nie mógł oderwać od niej wzroku.

– Wszystko w porządku? – zapytała Izabela, kręcąc scenę z innego ujęcia.

– Tak… – otrząsnął się Tomasz – poprawiałem ostrość.

Nauczycielka zeszła ze sceny i dołączyła do reszty ciała pedagogicznego. Kołysała biodrami, mocno kołysała i nie uszło to jego uwadze. Oblizał spierzchnięte usta i wrócił do kręcenia.

Po przemowach, podziękowaniach i głośnym otwarciu balu, na sali ustawił się długi wężyk z par.

– Jak kręcimy teraz? – Zapytała Izabela.

– Ty weź środek, a ja będę kręcił z boku. Mam lepszą kamerę do dynamiki.

– Okej.

Izabela ustawiła się pośrodku i pilnowała, żeby idące ku niej pary nie wyszły z kadru.

Szukała Marcina, właściwie to chciała zobaczyć z kim przyszedł. Dałoby to jej, pewną wiedzę o nim, czy też bardziej o jego guście. Nie było go jednak wśród tańczących Poloneza. Dopiero później zauważyła jak podpiera ścianę przy drzwiach wejściowych.

– Gdzie twoja partia? – zagadnęła go, kiedy skończono Poloneza i zrobiła przerwę na wymianę karty.

– Nie bawią mnie licealistki – odparł wpatrzony gdzieś w salę.

– Nie? – zerknęła na niego – To ciekawe, bo zwykle jest odwrotnie i większość…

– Nie jestem jak większość – przerwał jej – cenię sobie dojrzalsze towarzystwo, pociągają mnie kobiety takie jak ty.

Myślała, że się przesłyszała. Marcin wciąż patrzył przed siebie. Powiedział to z takim spokojem i szczerością, że aż ją zatkało.

– A mnie podobają się właśnie licealiści – odparła, z przekorą w głosie i natychmiast poczuła na sobie jego baczne spojrzenie.

Zauważyła też, że z drugiego końca sali Tomasz daje znaki.

– Zaraz będzie toast, mam nadzieję, że będę mogła tam ciebie nakręcić. – Zwróciła się do Marcina.

– Chcesz zrobić ze mnie gwiazdę filmową?

– Raczej myślałam o prywatnej kolekcji.

– Prywatną to ja sobie wyobrażam inaczej.

Izabela skończyła wymieniać kartę, puściła do Marcina oko i udała się na środek sali. Po chwili każdy z przybyłych uniósł lampkę wina i odśpiewano sto lat ku czci przyszłych maturzystów.

Tomasz szalał z nową kamerą. Obracał się i wirował. Izabela nie miała wątpliwości, że materiał będzie świetny. Młodzież, choć kipiała hormonami i taneczną dynamiką, nie miała szans z przetwornikiem kamery, który radził sobie ze stu osiemdziesięcioma klatkami na sekundę. Już wyobrażała sobie, jaki efekt da wydłużony czas ekspozycji po upscalingu obrazu.

Po toaście wszyscy wylądowali przy stolikach.

– Ty bierz lewą, a ja zrobię prawą stronę. – Tomasz wydawał polecenia z niekrytym podnieceniem.

– Będziemy kręcić jak jedzą?

– Jasne, to studniówka. Powinni mieć utrwalony wspólny posiłek z sympatiami.

– Skoro tak mówisz. Pasuje mi lewa – odpowiedziała, bo część strony prawej zajmowali nauczyciele, a wydawało jej się, że właśnie po lewej mignął gdzieś Marcin.

Zanim do końca zrobili jedzących, Izabela zauważyła, że wiele miejsc jest pustych, z biegiem czasu sala zdecydowanie się wyludniała. Nigdzie też nie było Marcina.

– Idę wymienić baterie – Izabela wskazała na zaplecze.

– Zrobiłaś już swoją stronę?

– Tak.

– Okej. Ja też. Pokręcę się jeszcze po sali, możesz coś zjeść i odpocząć w tym czasie.

Przez zaplecze przechodzili kelnerzy, co jakiś czas pojawiał się też szef kuchni w swojej śmieszniej czapce. Stolik dla filmowców stał na uboczu. Izabela zrobiła sobie kawy i usiadła przy nim.

– Rolada z łososia jest dobra.

Marcin dosiadł się niespodziewanie i gapił jak dopijała kawę.

– Co ty nie powiesz?

– Możesz mi zaufać.

– W wyborze posiłków?

– Nie tylko.

– W czym jeszcze?

– W ogóle możesz. Na przykład w tym, że jestem dobry.

– Mmmm – przełknęła spory łyk kawy.

– A w jakiej dziedzinie?

– Wiesz w jakiej.

– Wiem, że w znikaniu – odparła i podniosła się z krzesła. – Muszę wracać na parkiet.

– Wyluzuj, idziesz w złym kierunku.

Wyjrzała na salę. Stoliki zajmowało zaledwie kilkoro licealistów i nauczyciele. Tomasz z pewnej odległości filmował właśnie tamten stolik.

– Gdzie się wszyscy podziali?

– Doskonale się bawią.

– Marcin, nie rób ze mnie wała, przecież widzę, że wszyscy się gdzieś zwinęli, a nie ma jeszcze dwudziestej trzeciej.

– Nieprawda, wszyscy doskonale się bawią, tylko patrzysz w złym kierunku.

– No dobra – westchnęła i opadła z powrotem na krzesło – zdaje mi się, że masz większą wiedzę o tym, co się tutaj dzieje. Czego chcesz za podzielenie się nią ze mną?

– Tego samego co ty.

– To znaczy?

Uśmiechnął się.

– Chodź, pokażę ci, ale z tą kamerą ciebie nie wpuszczą, masz jakąś mniejszą?

– Mam gopro.

– Idealnie.

Marcin wstał.

Przez chwilę się zastanawiała, ostatecznie jednak odłożyła kamerę do walizki, wyciągnęła gopro i poszła za nim.

Okazało się, że Zaraz Wracam ma drugą salę, umieszczoną pod pierwszą. Prowadziły do niej boczne drzwi, położone zaraz przy głównym wejściu.

– Musisz mnie wziąć za rękę – mówiąc to chwycił jej dłoń, przez chwilę było jej głupio, ale nikt nie zwracał na nich uwagi. Dopiero rosły mężczyzna pilnujący zejścia na dół obrzucił ich bacznym spojrzeniem, gdy się zbliżyli.

– Teraz cię pocałuję, to taki znak, że jesteś ze mną, gotowa?

Kiwnęła głową, choć nie była pewna, czy jest na to gotowa, wciąż ją czymś zaskakiwał. Nie czekając na wyraźną odpowiedź, Marcin chwycił jej twarz w dłonie, palce wsunął pod uszy i pocałował jej wargi chłodnymi ustami. Skrępowana spojrzeniem osiłka przy drzwiach, nie spodziewała się aż tak długiego pocałunku.

– Mówiłem, że jestem w tym dobry – odezwał się, gdy ich usta bez pośpiechu się rozłączyły na dłużej, a świat wkoło właśnie przestawał się liczyć.

– Co zamierzasz? – wyszeptała.

– Chodź, pokażę ci.

Mężczyzna przy drzwiach odsunął się bez słowa. Zeszli po stalowych stopniach na sam dół. Marcin pchnął kolejne drzwi na końcu korytarza i Izabela ujrzała salę nieco mniejszą niż ta u góry. Dominował szkarłat, ściany były wyściełane jakimś materiałem w tym właśnie kolorze. Na środku pomieszczenia stała scena, dookoła niej unosiły się chmury białego dymu z zadymiarek. Wielkie głośniki estradowe emitowały niezbyt głośną, ale za to suto zaprawioną basem muzykę. Dookoła sceny ustawiono stoliki, a na białych obrusach roiło się od rozmaitych alkoholi i przekąsek. Część obecnych tutaj osób siedziało przy stolikach rozmawiając, część skupiała się na scenie, na której wśród sztucznych obłoków tańczyły dwie, może trzy pary, mocno się przytulając. Zaraz przy wejściu mężczyzna w dredach, o zasnutym mgłą spojrzeniu, ujął ją za ramię i wsunął w dłoń papierową rurkę wypchaną czymś w środku, podsunął także zapalniczkę, ale Marcin pokręcił głową i zabrał jej skręta.

– To dla kobiet, które nie wiedzą czego chcą.

– Taki jesteś pewny, że wiem? – spytała .

W odpowiedzi ponownie ją pocałował, tym razem żarłoczniej, tak, że zakręciło się jej w głowie i omal nie upadła. Chwycił ją w samą porę, objął i postawił lekko do pionu. Jego silne ręce dotknęły jej brzucha, poczuła je też na biuście.

Później poszli do stolika, pod samą scenę. Szczególnie mocno rozchodziła się tutaj słodkawo kwaśna, woń. Wszyscy na około palili, nie tylko kobiety, jak sugerował Marcin.

– Co to jest? – zapytała go – Co tu wszyscy jarają?

Marcin spojrzał na sąsiedni stolik. Chłopak który go zajmował uniósł kciuk, dziewczyna  pomachała.

– To Żywioł – powiedział Marcin – pochłania cię i kołysze, ale nie pozwala zasnąć.

– Już się dziwnie czuję – odpowiedziała – wszyscy to palą, nie można tym nie oddychać.

Tańcząca na scenie dziewczyna potknęła się i spadła, ale złapało ją dwóch stojących pod sceną chłopaków. Przenieśli ją i położyli na pustym stole. Jeden ją pocałował, drugi podciągnął do góry sukienkę. Izabeli mignęła czerwona podwiązka. Dziewczyna przekomarzała się przez chwilę z nimi, w końcu odepchnęła wybawców i chwiejnym krokiem wróciła na scenę.

– Ona chyba ma dość – zauważyła Izabela.

– Dziś każdy decyduje o sobie – odpowiedział szybko Marcin.

Dziewczyna znów się potknęła, ale tym razem złapał ją jej partner ze sceny. Zaraz też zaczęli się całować i stali przez dłuższą chwilę wtuleni w siebie. Chłopak w końcu objął ramieniem dziewczynę i tańczyli dalej, ocierając się o siebie. Gdzieś między tanecznymi krokami pozbyła się sukni, została w bieliźnie i pończochach z podwiązką. Czerwony kolor został przyjęty brawami. Chłopak zszedł ze sceny i na jego miejsce weszło kilka innych par.

– Kręcisz to? – spytał Marcin.

Izabela wzdrygnęła się, jakby ktoś wybudził ją z dziwnego snu. Sięgnęła ręką po gopro.

Tymczasem na scenie, wśród głośnych gwizdów i wiwatów, kolejne dziewczyny zrzucały sukienki, prezentując rozmaite odcienie czerwonej bielizny. Kiedy muzyka ucichła, na scenie stały już niemal wszystkie. DJ zapowiedział konkurs na miss podwiązki i wszystkie zaczęły tańczyć do piosenki, którą zaserwował.

Pod sceną zawrzało. Młodzieńcy głośno dopingowali swoje partnerki, klaszcząc i przekrzykując się nawzajem.

– To bez sensu – odezwała się Izabela – każdy będzie za swoją.

– Mylisz się – odpowiedział Marcin.

Izabela spojrzała na niego, nie wierząc w to co mówi. A kiedy wydawało się jej, że już pod sceną głośniej być nie może, jedna z dziewczyn pozbyła się stanika. Salą zatrzęsło. Po chwili druga, trzecia i kolejna poszły przykładem pierwszej. Pod sceną wiwatowano, gwizdano i robiono wyuzdane gesty. Dziewczynom to się najwyraźniej podobało, bo kolejne pozbywały się swojej czerwonej bielizny.

– Dlaczego one to robią? – Izabela nie wierzyła w to co widzi.

– To konkurs miss podwiązki, muszą zostać w samych podwiązkach, to naturalne.

Nie wiedziała, czy to, czego jest właśnie świadkiem, jest naturalne, ale Marcin mówił to całkiem poważnie, nie ekscytował się jak inni. Patrzył chłodno na to co się dzieje na scenie i przede wszystkim patrzył na Izabelę, obserwował ją. Od dłuższego czasu trzymał rękę na jej udzie, a ona wcale nie miała ochoty jej strącić. W pewnym momencie cofnął ją i zapytał.

– Twój brat jest księdzem?

Popatrzyła na niego zdumiona.

– Skąd wiesz?

– Musieliśmy was sprawdzić. Sama rozumiesz, dyrekcja szkoły jest zasadnicza. Z nauczycielami sobie poradziliśmy, ale władza zawsze ryzykuje najwięcej.

Kiwnęła głową, że rozumie.

– Dlaczego pytasz, skoro wiesz? Boisz się, że wybiegnę stąd zgorszona i narobię rabanu?

– Nie, ale chciałem byś się do tego przyznała, chciałbym ciebie bliżej poznać.

– Nie jestem gorliwą katoliczką, jeśli o to ci chodzi.

Dłoń Marcina ostrożnie wróciła na jej udo.

– Widzę, że gdybym była, to potrafiłbyś to uszanować.

– Oczywiście.

Popatrzyła w jego wielkie oczy.

– Nie jesteś jednym z nich, prawda?

– Zgadza się.

– Jesteś organizatorem imprezy, czy sutenerem?

Marcin wybuchnął śmiechem. Pierwszy raz, od kiedy go ujrzała, wyluzował.

– Żadna z obecnych tutaj dziewczyn nie robi tego za pieniądze, to naprawdę ich sympatie, po prostu bawią się tak jak lubią. Oni tu dziś rządzą. Ja troszczę się tylko o przyjazne nastawienia środowiska.

– I ciała pedagogicznego – dokończyła za niego.

– Otóż właśnie – potwierdził.

– Widzę, że masz wszystko dopięte na ostatni guzik.

– Na to wygląda. Na scenie wprawdzie robi się coraz goręcej, ale jeśli chcesz, zmienimy otoczenie, jest tu kilka przygotowanych pokoi, powinniśmy je sprawdzić, zanim staną się dla nich niezbędne – wskazał na skotłowanych pod sceną licealistów, którzy walczyli właśnie o majtki jednej z dziewczyn.

– Okej. Prowadź.

***

– Pan tutaj nikogo nie zna?

– Niespecjalnie, ale to w niczym nie przeszkadza.

– Racja, właściwie, to w pana fachu, to może nawet pomagać. Jest pan anonimowy, ludzie przy panu zachowują się naturalnie.

– Naturalniej, nigdy nie naturalnie – zaprzeczył gwałtownie. – Pani wie, że ludzie przy ludziach zawsze udają.

– Tak pan sądzi?

– Oczywiście.

– A na przykład kochankowie?

– Kochankowie? – powtórzył, żeby zyskać na czasie, bo pytanie kobiety zbiło go z tropu.

– Tak, ludzie, którzy darzą się uczuciem na tyle silnym, że nie ma przed nimi tajemnic ciała i ducha. Czy oni nadal udają? Po cóż mieliby to robić? Czyż nie na tym polega miłość, że nie trzeba przed drugą osobą grać, udawać, jak przed całym światem, można ją po prostu kochać.

Tomasz patrzył, słuchał i żałował, że jej teraz nie nagrywa. Miała w sobie tyle siły, zręczności i piękna, że przyjemność jaką czerpał z samego patrzenia i słuchania, domagała się utrwalenia na zawsze.

Zamiast elokwentnie odpowiedzieć i wybrnąć z narożnika, utonął w jej oczach przekraczając istotnie długość przyzwoitego spojrzenia. Gapił się, aż przyszło mu do głowy, że kobieta może się poczuć niekomfortowo. Ta jednak śmiała się z niego, z jego uwagi, najwyraźniej ją to bawiło. Już miał chwycić za kamerę, wstać i wrócić do pracy, kiedy poczuł na swojej dłoni jej rękę.

– Na dziś już chyba masz koniec – powiedziała wprost.

– Jeszcze nie ma północy… – zająknął się onieśmielony tym, jak to powiedziała.

Znów się roześmiała.

– Nie będzie tortu, ani płonących naleśników. Przynajmniej nie tutaj. Chodź  – pociągnęła go za rękę – znam jedno miejsce…

Tomasz zaniemówił. Rozejrzał się dookoła, sala była niemal pusta. Jakiś profesor, siedzący przy stole obok, patrzył się na niego obleśnie i wyglądał, jakby miał zaraz wypuścić pawia. Dwie starsze nauczycielki prowadziły ożywioną rozmowę, gestykulując. Kilku nudnych licealistów siedziało przy stolikach i okopywało nogi od stołu, reszta miejsc była pusta. Nikt nawet nie kwapił się do zmiany naczyń. Nie było też nigdzie Izabeli.

– Tak w ogóle, to jestem Aśka.

– Tomasz – odpowiedział zanim zamknęła mu usta niespodziewanym pocałunkiem.

Zrobiło się potwornie duszno, serce wystartowało do niespodziewanego galopu.

– Gdzie się wszyscy podziali? – zapytał, gdy minęli tęgiego mężczyznę przy drzwiach i ciągnęła go już po schodach do zejścia.

Nie musiała odpowiadać, to co ujrzał za drzwiami “drugiej sceny” w Zaraz Wracam, wprawiło go w osłupienie. Bordowy promień reflektorów miękko penetrował niemal nagie ciała młodych dziewcząt. Wiły się one w wymyślnym tańcu na głównej scenie, pod którą rozgorzała prawdziwa bitwa. W kłębach sztucznych chmur, padały ciosy i kopnięcia. Co jakiś czas któraś z dziewczyn posyłała w dół część swojej skąpej garderoby i podskakiwała z radości pisząc i krzycząc, gdy kolejna fala garniaków rzucała się do walki o jej bieliznę.

Dookoła sceny, w pewnej odległości od niej, rozmieszczono stoliki, przy których siedziało kilka osób i klaskało. Zdawało mu się, że przy jednym widzi Izabelę. Siedziała z kimś, z jakimś chłopakiem, ale zaraz podnieśli się i wyszli. Nie było wątpliwości, że cała studniówka przeniosła się w to miejsce.

– Co tam jest? – zapytał Aśkę i wskazał na drzwi, za którymi zniknęła Izabela.

– Tam właśnie idziemy – odpowiedziała.

Jednak drzwi na miejscu okazały się zamknięte od wewnątrz. – Acha… ktoś już tu imprezuje, ale właściwie to się dobrze składa.

Otwarła pokój obok, wciągnęła go do środka i popchnęła na łóżko.

– Uważaj – wyrwało mu się, kiedy z trudem ratował kamerę od upadku.

– Ty musisz wszędzie z tym pudłem… – zauważyła.

– To takie moje zboczenie zawodowe.

– Lubię zboczenia – odpowiedziała poważnie, zaglądając mu głęboko w oczy – No to proszę, filmuj.

Wstała i odsunęła zasłony przed łóżkiem. Tomasz ujrzał wielkie akwarium wbudowane w ścianę pokoju. Wnętrze wypełnione było egzotycznymi rybami, roślinami i morskim piaskiem. Uśmiechnął się i ustawił kamerę.

– To ma być film przyrodniczy?

– Jak najbardziej – odpowiedziała i podeszła do niego od tyłu.

– Źle ustawiłeś ostrość – szepnęła, zaglądając mu przez ramię.

– Jak to? Spójrz na te ryby, są jak żywe.

– Skup ogniskową za rybami, po drugiej stronie akwarium.

Tomasz zrobił jak powiedziała i westchnął. Na małym wyświetlaczu zobaczył nagie ciało pięknej kobiety. Było smukłe, lśniło w turkusowym świetle akwarium, poruszało się na fali gwałtownego oddechu. Długie włosy rozrzucone w nieładzie skupiały się i rozpraszały w jej ruchu. Część ciała przykrywał wysportowany kochanek, jej nogi oplatały go, a on dawał jej rozkosz dynamiką mocnych mięśni.

– To w pokoju obok? – zapytał Tomasz

– Zgadza się.

Wtedy zdał sobie sprawę, że patrzy na Izabelę. Swoją powściągliwą i rozważną wspólniczkę. W pierwszej chwili poczuł wstyd i chciał wyłączyć kamerę, nawet odsunął oko od wyświetlacza, ale Aśka mu na to nie pozwoliła. Przytuliła się do niego tak jak stała i położyła ręce na jego pośladkach.

– Nakręć to dla mnie, nakręć dokładnie, a ja pomogę ci się skupić na pracy. – Mówiąc to przesunęła ręką po spodniach i namacała zamek rozporka.

Tomasz walczył z wewnętrzną potrzebą odparcia pokusy, wszystko jednak, z każdą chwilą, stawało się coraz mniej ważne. Rozwydrzeni licealiści, którzy zresztą i tak mieli w dupie, czy się ich kręci, czy nie, nie nadawali się do rejestracji. Nagrał Poloneza i przemówienia powitalne, oraz szanowne ciało pedagogiczne. Zamówienie zrobione. Nie ma jeszcze dwunastej, ale też nie ma czego więcej nagrywać. To, że był na służbie, polecony przez samego Proboszcza, wydawało się już nieistotne. Proboszcz z każdą chwilą schodził na dalszy plan.

Usta Aśki pieściły mu kark drobnymi pocałunkami, ręka wsuwała się coraz głębiej.

Izabela kołysała się w rytmie swojego młodego kochanka. Jej twarz wyrażała nieskończone zdumienie, zadowolenie i coś nowego… jakby odkrywaną po raz pierwszy rozkosz, nie rozkosz, tęsknotę. Przez chwilę zastanawiał się, czy to prawda. To jej pierwszy raz? Czy to było możliwe? Poczuł ukłucie zazdrości. Gdzieś w głębi siebie nosił przekonanie, że kiedyś to właśnie on będzie jej pierwszym, że oświadczy się, zamieszkają razem, a ona urodzi mu dzieci. Wcześniej jednak odbędą nauki przedślubne i będzie ślub, a koncelebrować ofiarę będzie Proboszcz. Wybudują na przedmieściach dom z ogródkiem. Jeszcze kupi sad i będzie zbierał owoce swoich dobrych decyzji. Wszystko miał już poukładane i teraz takie rozczarowanie. Kim był ten mężczyzna? Nigdy go wcześniej nie widział. Myśl, że był kimś zupełnie przypadkowym zupełnie mu w tej sytuacji nie pomagała.

Poczuł, że Aśka poradziła sobie z jego chwilową niedyspozycją i pracowała teraz nadgarstkiem, sprawiając, że w obecnej chwili nawet Izabella i ich wspólna przyszłość powoli rozpuszczała się we mgle zapadającego jak noc pożądania.

Liczyła się tylko Aśka. Jej cudowny uśmiech, ciemne oczy, długie rzęsy i biodra, którymi się o niego ocierała. Mruczała jak kotka, kiedy podniósł ją i oparł o szybę akwarium. Powoli zsunął ramiączka jej sukienki i położył twarz na tak suto zastawionym stole, że aż zakręciło mu się w głowie. Aśka zagłębiła w jego włosach rozczapierzone palce obu dłoni. Pieściła dokładnie skórę głowy, sama zbierając stosy pocałunków od szyi po pępek. Odnalazł dłonią wycięcie w sukience na wysokości uda. Bez namysłu wsunął rękę, lecz nie poczuł bielizny i kiedy zwolnił z zaskoczenia, przyssała się do jego ust jak pijawka, rozpuściła po nim ręce i wsunęła go w siebie, a po chwili byli już jedną wielką reakcją łańcuchową, bombą na chwilę przed wybuchem. Jeszcze mignęła mu wykrzywiona twarz Izabeli, jej nagie pośladki i po chwili była już tylko Aśka. Oddech Aśka. Dotyk Aśka. Rozkosz Aśka.

***

Minęła godzina, może dwie. Izabela zauważyła, że odgłosy za drzwiami wcale nie ucichły. Młodzież bawiła się na całego. Odkleiła powoli policzek od piersi Marcina i próbowała wyczytać z jego poważnego spojrzenia o czym myśli.

Odezwali się w tym samym momencie i jak na komendę zamilkli.

W końcu po chwili ciszy i badawczych zerknięć Izabella przemówiła pierwsza.

– To dla mnie krok naprzód.

– Myślałem, że ty i ten fotograf…

– Tomasz? Nie… to tylko interesy.

– To chyba nie widzisz jak na ciebie patrzy.

Uniosła się na rękach.

– Na pewno mówisz o Tomaszu?

– Na pewno, znam się na tym.

– Wydawało mi się, że jest tutaj kimś zainteresowany.

– Bo jest i to bardzo, ale to dla niego tylko zabawa.

– Zabawa?

Potwierdził skinieniem głowy.

Twarz jej się zmieniła. Przykrył ją jakiś cień niepokoju.

– A dla ciebie?

Marcin nie odpowiedział. Zsunął ją delikatnie z siebie, ubrał się i wpatrywał przez chwilę w akwarium, potem zaczął manipulować, przy kamerze, której wcześniej nie zauważyła.

– Kręciłeś rybki?

– Tak jakby.

– Nie zasłużyłam nawet na wyjaśnienie? – dodała po dłuższej chwili.

– Chcę, żebyś wiedziała, że nic do ciebie nie mam. Jesteś piękną i pociągającą kobietą, wszystko co zrobiłem to tylko… interesy.

– O czym ty mówisz?

Zwinął kamerę, schował ją do torby.

– Co zrobiłeś?

– Porozmawiaj z Tomaszem, zrozumiesz.

Wyszedł. A ona siedziała na łóżku i nie mając pojęcia o czym mówił. Ubrała się i wyszła.

Tomasz zajmował narożny stolik w sali na górze. Rzuciła okiem na ciało pedagogiczne, ale nigdzie nie zauważyła brunetki, z którą widziała go wcześniej. Usiadła przy nim.

– Dobra była? – zapytała nie patrząc na niego.

Zerknął na nią ukradkiem i na jego twarzy ujrzała wydatny pejzaż subtelnego przestrachu.

– Skąd wiesz? – zapytał cicho.

– Byłam obok i się domyśliłam.

Tomasz podniósł oczy ku niebu i wlepił je w szary beton stropu.

– Załatwili nas – mruknął po chwili intensywnej analizy sytuacji.

W ręce trzymał mały kartonik, wizytówkę. Izabela sięgnęła po nią.

“Przepraszam, ale gdybyś chciał to powtórzyć… Aśka” Poniżej znajdował się numer telefonu nakreślony tym samym pismem. Odwróciła kartonik. Na drugiej stronie była, jak się tego spodziewała wcześniej, treść oryginalnej wizytówki: “Romuald Kownacki Wideofilm”.

– Pewnie nie mamy już ze sobą o czym rozmawiać? – spytał Tomasz.

Jego głos wydał się jej odległy i obcy.

– Nie mamy, chyba… – odpowiedziała cicho ale bez żalu – nagrali nas. Ta studniówka za chwilę będzie w Internecie, chyba że do niego zadzwonisz.

Tomasz wpatrywał się ponuro w numer telefonu Kownackiego. Padł ofiarą intrygi, ale nie przypuszczał, żeby miało to jakieś znaczenie dla Proboszcza. Ten chudy odporny na wściekłe pokusy człowiek już mu nie imponował, tylko przerażał.

– Jeżeli zadzwonię i wycofam się z interesu to mamy jeszcze jakąś szanse?

– Jeżeli zadzwonisz i wycofasz się z interesu to nasze intymne filmiki być może nie pokażą się w Internecie.

– Czyli…

– Tak, myślę, że nie mamy już o czym rozmawiać, co oboje udowodniliśmy i co utrwalono, ku potencjalnej uciesze całego świata.

Wstała i zniknęła za drzwiami.

Tomasz wpatrywał się w swoją Sony FS7II, z którą niebawem również będzie musiał się rozstać i naszła go straszna ochota, by wrócić do pomieszczenia na dole i przyłączyć się do bitwy o majtki kolejnej licealistki. O tak, z miłą chęcią rozbiłby kilka głów twardymi pięściami. To byłby prawdziwy krok naprzód.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Bardzo ciekawy tekst z końcowym, bardzo VBR-owskim twistem.

Ostatni zwrot akcji udało mi się przewidzieć, naprowadziło mnie nań nietypowe zachowanie Marcina. Poza tym Autor przyzwyczaił nas już powoli do tego, że w jego tekstach nic nie jest takim, jakim się z początku zdaje. Tak więc jestem już wyczulony i spodziewam się niespodziewanego. Ale i tak czytałem z dużą przyjemnością i zainteresowaniem, ciekawy, które z moich przypuszczeń się potwierdzą.

Trochę zabrakło mi prowincjonalnego klimatu. Wydaje mi się, że dobrze oddaje go w swych utworach Historyczka. Tutaj aż prosiło się o odrobinę przaśności rodem z Polski powiatowej, gdzie nadal rządzi proboszcz. Ale praktycznie tego nie było. Wszyscy bawili się kulturalnie i po europejsku, nawet w piwnicy wydarzenia nie odbiegały od tego, co można ujrzeć w klubach Amsterdamu 🙂

Ciekaw jestem, VBRze, czy pokusisz się w końcu o dłuższy tekst, wychodzący poza granice jednego, zamkniętego opowiadania. Chętnie zobaczyłbym, jak Twój talent do mylenia tropów i organizowania zwrotów o 180 stopni zadziałałby w takich okolicznościach.

Pozdrawiam
M.A.

To jest pierwszy Twój tekst jaki przeczytałem i bardzo mi się spodobał. Ciekawa akcja z zaskakującym zakończeniem. Wszystko opisane lekkim językiem. Parę razy się uśmiechnąłem. No i przypomniałem sobie własną studniówkę a to było bardzo dawno temu. Wykazałeś się dużą znajomością struktur organizacyjnych kościoła katolickiego. I oczywiście sprzętu do nagrywania. Ode mnie masz maksymalną ocenę.

Dobry tekst. Może nieco za skrótowy. Mieszkanie w którym brak tego i owego. To znaczy meble są, ale tu zdałby się obrazek na ścianie, a tam serwetka na stole, inaczej mieszkanie wygląda na rzadko używane, niezamieszkane.
Ale i tak dobry tekst. Może nieco za skrótowy…

Witam,

Od początku spodziewałem się takiego obrotu sprawy a upewniła mnie tylko propozycja księdza na dźwięk której każdy fotograf by chyba uznał że chwycił Pana Boga za nogi. Wyłączność na rozwojowy rynek który został nakreślony z rozmachem bez wyraźnych granic tego przedsięwzięcia. Otóż na szali znalazło się zbyt wiele. Dalej już było to coraz bardziej oczywiste, pojawienie się narkotyków, pokój z akwarium na ścianie (bardziej sugestywne było by tylko lustro). No i oczywiste pokuszenie.

Dojście do momentu w którym Izabela podchodzi do grupki licealistów i dowiaduje się o drugiej imprezie, wymagało ode mnie trochę wysiłku. Istotne dla fabuły dialogi wydały mi się jednak zbyt mało ciekawe, takie trochę monotonne. Zacząłem się zastanawiać czy w ogóle ujrzałem zamiar Autora, czy się dostatecznie skupiłem. Jednak po wspomnianym przeze mnie momencie, opowiadanie dokończyłem praktycznie jednym tchem.

Według mojej skromnej opinii dla NE szykuje się kolejny (wybacz mi to słowo), bardzo utalentowany Autor. Do tej pory szeroko znany z dziwkarskich opowieści które zapadły mi w pamięć ;). Co daje się zauważyć we wszystkich do tej pory opublikowanych na NE opowiadaniach, składnikiem każdego jest intryga zawierająca pułapkę. Mógłbym go przedstawić jako: class VBR; VBR intryga; intryga.pułapka(); W pierwszym opowiadaniu było to spotkanie prostytutki z dziadem który symulował nosicielstwo HIV, w drugim kontrolowana schadzka bohatera z małoletnią prostytutką, no a tutaj spotkanie z lekkomyślnym uwiecznieniem na ekranie. Ciekawe co będzie za czwartym razem … ?

Powodzenia VBR w dalszej twórczości. :).

Mick

Dziękuję, za budujące komentarze. Coraz trudniej się teraz zaskakuje czytelników, każdy jest jasnowidzem, albo przynajmniej herbacianym wróżem. Mimo to z rozkoszą podejmuję się trudnych wyzwań i liczę, że jeszcze mi się uda wszystkich nie raz zaskoczyć.

Napisz komentarz