Nowy świat czarownic 31-32 (Nefer)  3.71/5 (36)

29 min. czytania

Peter-Nicolai Arbo, „Śmierć Hervör”

31

Księżna jako pierwsza otrząsnęła się z szoku. Nie traciła czasu na okazywanie zbędnych uczuć, o ile w ogóle odczuwała jakiekolwiek po nagłej, okropnej śmierci czwartego męża. Może tylko gniew. Zajęła się tym, co najważniejsze.

– Ogłosić alarm! Trzeba schwytać tę dziewczynę! Teraz to już na pewno nie mogła zachować żadnej mocy!

Aby jednak wprowadzić w życie te rozkazy, musiała najpierw opuścić wóz. Natychmiastowe ruszenie w ślady Aurory uniemożliwiała przedzielająca pomieszczenie krata, obecnie zbyt gorąca, by choćby dotknąć jej dłonią. Marcus również odstąpił i pomimo nadal odczuwanego osłabienia podążył za Lady Berengarią. Podnoszenie alarmu okazało się właściwie niepotrzebne, eksplozja mocy poderwała na nogi cały obóz, ogólne zamieszanie utrudniało jednak szybkie wszczęcie skutecznego pościgu.

Księżna obejrzała pobieżnie rozbitą ścianę wozu, spojrzała na ciemne wody rzeki oraz majaczący na przeciwległym brzegu las. Marcus miał nadzieję, że uciekinierka potrafi pływać i skorzystała z tej najlepszej drogi ucieczki. Sprzyjał jej fakt, że kwaterę sir Oswalda ustanowiono na uboczu. Wiedźma doszła zapewne do podobnych wniosków i rozesłała towarzyszących jej zbrojnych z rozkazami, wzywając oficerów, starając się zaprowadzić porządek oraz zorganizować poszukiwania. Gdy zostali przez chwilę sami, chłopak posłyszał jej wypowiedziane do siebie słowa.

– Ale jak to możliwe… Ona nie mogła… W jaki sposób zdołała zachować tyle mocy?

Szybko jednak otrząsnęła się z zaskoczenia, nadbiegającym żołnierzom wydawała rozkazy zdecydowane i precyzyjne. Nie zapomniała też o Marcusie.

– Odprowadzić księcia do jego kwatery i strzec jak oka w głowie. Sir Waldemara i sir Rogera również. Nic nie może im się stać, odpowiadacie za to własnymi głowami. – Następnie zwróciła się bezpośrednio do chłopaka – Nie ma tu teraz lady Bereniki i to ja muszę zapewnić ci bezpieczeństwo, sir Marcusie. Oczywiście, gdy tylko powróci powiadomię ją, że nic ci się nie stało. Możesz być o to spokojny i czekać na wizytę mojej córki.

Odprawiony w ten sposób, stracił możliwość bezpośredniego śledzenia wydarzeń. Już w drodze do namiotu mógł jednak zauważyć, że rozkazy Lady Berengarii przynosiły efekty. Obozu nikt nie atakował, dobrze wyszkoleni i doświadczeni żołnierze nie ulegli panice, szybko przywracano porządek. Zapewne wkrótce rozpoczną się zorganizowane poszukiwania Aurory, obejmujące również drugi brzeg rzeki. Czy zdoła uciec? Miał nadzieję, że tak. Jeżeli dobrze pływa i potrafiła pokonać nurt, schroniła się już pewnie w lesie. Powinna znać okolicę, a w ciemnościach, we wrogim, obcym sobie terenie zbrojni księżnej nie dopadną jej tak szybko. O ile w ogóle. Szanse uciekinierki wydawały się więc całkiem spore. Tak czy inaczej, on sam i tak uczynił już dla niej wszystko, co tylko mógł.

Siedząc w namiocie i nasłuchując dochodzących z obozowiska odgłosów – nie, nadal nikt jeszcze nie podniósł triumfalnego okrzyku oznajmiającego o schwytaniu dziewczyny – zaczął wreszcie rozmyślać o własnej sytuacji. Powtarzano mu cięgle, że gromadzi wielką moc, ale nie przypuszczał, że aż taką, że potrafi użyć jej z tak piorunującym skutkiem. Poprzednim razem, podczas szturmu gródka, nie poszło tak dobrze. Zabił dzisiaj człowieka, ale nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia. Prawdę mówiąc, gdyby musiał, uczyniłby to jeszcze raz. Sir Oswald nie był zresztą człowiekiem, tylko potworem. Potworem stworzonym po części przez wiedźmę, która pobudzała i wykorzystywała dla własnych celów jego chore żądze, ale i tak nienawidził pana Czwartego z całej duszy. Czyż nie opowiadano jednak w ten sposób o wszystkich mężczyznach, którzy w dawnych czasach posługiwali się mocą? Popadali w obłęd, nienawidzili wrogów, zabijali i niszczyli… Czy również jego samego czeka podobny los? Przypomniał sobie ostatnie chwile Anity i to wspomnienie odegnało wszelkie wątpliwości. Postąpił właściwie, a sir Oswald dostał dokładnie to, na co od dawna zasługiwał. Tu nie chodzi o wybuch szaleństwa wywołanego korzystaniem z magii, przeciwnie, to on usunął ze świata szaleńca prawdziwego i niebezpiecznego.

Tylko co dalej? Czy wiedźma raz jeszcze da się nabrać i uwierzy, że wszystko stało się za sprawą tej Aurory, która ponownie użyła mocy? Tylko skąd by ją wzięła w takiej sile i dlaczego nie posłużyła się nią już w trakcie bitwy? Wtedy, gdy mogłaby jeszcze odwrócić jej losy i uratować pobratymców? Przecież próbowała i miałaby się hamować w ogniu walki?

Poczuł lodowaty chłód. Lady Berengarii z pewnością nie brakowało rozumu i wszystko to nie może umknąć jej uwadze, gdy tylko spokojnie rozważy ostatnie wydarzenia. Czy zdoła przy tym odrzucić odwieczne uprzedzenia i dopuści myśl, że oto on sam stał się pierwszym od wieków magiem-mężczyzną? Czy domyśli się, że to jej własna córka pokazała mu, jak posługiwać się mocą? Tego nie wiedział, ale czy wolno mu ryzykować? Cóż jednak mógł uczynić? Może powinien spróbować ucieczki? W obozie panuje rozgardiasz, wielu zbrojnych rozproszyło się po okolicy. Może Sudrun zechciałaby i zdołała mu pomóc? Pomimo tego, w jaki sposób ją potraktował? Szybko zdał sobie sprawę z bezsensu tych desperackich planów. Księżna otoczyła go baczną strażą, czy już coś podejrzewa? A on sam nie dysponuje w tej chwili żadną mocą! Zużył ją całkowicie w niedawnej, ognistej eksplozji. Nie chciał, a zresztą i nie potrafił jej kontrolować. Tego musi się jeszcze nauczyć. O ile pożyje wystarczająco długo. Ale Lady Berengaria nakazała też strzec i ochraniać własnych mężów… To w sumie zrozumiałe, wobec możliwego zagrożenia obozu. A przecież wiedźma potrzebuje ich wszystkich. Teraz bardziej nawet niż poprzednio. On sam jest wyjątkowo silnym dawcą mocy. Na pewno księżna nie uczyni niczego pochopnie. Z czasem powinien też zgromadzić magiczną siłę, najdalej do jutra. Ale czy kiedykolwiek zdoła zaskoczyć prawdziwą mistrzynię czarów, jeżeli ta będzie się miała na baczności? I pozostaje jeszcze ten przeklęty ochraniacz, wzmocniony zaklęciem, które tylko ona potrafi zdjąć.

Ostatecznie nie zrobił nic. Odgłosy zamieszania stopniowo cichły, obóz powracał do stanu normalnego, nocnego odpoczynku. Aurory chyba nie schwytano, nadal nie posłyszał żadnych odgłosów radości i triumfu. Dalsze poszukiwania traciły sens i w końcu zostaną zapewne przerwane.

Ocknął się o świcie. Tym razem obudził go nie strażnik, ale dotyk dłoni pani i małżonki, to znaczy, oczywiście, przeklętej wiedźmy, występującej pod postacią Bereniki.

– Cieszę się, mężu, że nic ci się nie stało. Matka opowiedziała mi o wszystkim, ta Aurora… To  naprawdę mogło okazać się niebezpieczne. Ona chyba nie kontrolowała swojej mocy. Gdyby użyła jej w ten sposób w prawdziwym lochu, bez żadnych zabezpieczeń…

– Czy musimy udawać nawet teraz i tutaj? Powiedz lepiej, pani, czy schwytano dziewczynę?

– Niestety, nie. To odpowiedź na twoje drugie pytanie, książę. A jeśli chodzi o pierwsze, to przybyłam tutaj jako twoja małżonka, by skorzystać z należnych mi praw i będzie lepiej, jeżeli dostosujesz się do mojego życzenia.

– Jak rozkażesz, Milady, to jest pani i żono. A więc to ta Aurora zachowała jednak moc i użyła jej w chwili, gdy sir Oswald…. Gdy pan Czwarty zamierzał okazać jej swoje względy? Księżna zapewne opowiedziała ci o wszystkim, wiesz więc, jak to się odbyło – dodał, cokolwiek złośliwie.

– Razem z matką nie widzimy innego wyjaśnienia. W jakiś sposób zachowała jeszcze moc. Z pewnością nie została właściwie wyszkolona, ci barbarzyńcy nie posiadają przecież wystarczającej wiedzy w dziedzinie posługiwania się magią i może nie potrafiła sięgnąć na zawołanie do wszystkich swoich rezerw? Dopiero awanse nieodżałowanego pana Czwartego dostarczyły jej jakiegoś bodźca? Kto wie? To chyba najbardziej prawdopodobne.

– I po tym wszystkim uciekła? – Odetchnął z podwójną ulgą.

– Musiała przepłynąć rzekę i ukryć się w lesie. Nasi zbrojni nie zdołali jej tam odnaleźć i nawet matce trudno mieć im to za złe.

– Może okazać się niebezpieczna.

– Tak. Cała ta kampania może okazać się trudniejsza i bardziej niebezpieczna niż sądziłyśmy. Być może matka będzie zmuszona zmienić pierwotne plany. Teraz, gdy straciła jednego ze swoich mężów, tym bardziej ja mogę się wykazać. Nie odmówisz przecież mocy prawowitej, ukochanej pani i małżonce? Nie odmówisz magicznej siły, gdy najbardziej jej potrzebujemy?

– To po to tu przyszłaś?

– Oczywiście. Bez twojej mocy nie poradzimy sobie z barbarzyńcami, zwłaszcza, gdy okazało się, że ta Aurora potrafiła zebrać gdzieś taką jej ilość. Kto wie, do czego jest jeszcze zdolna?

– I z tego powodu lady Berengaria wezwała cię do obozu?

– W taki sposób będzie nam wszystkim łatwiej. Sam się przekonasz, mężu.

Nie zamierzała tracić czasu i szybko przeszła do rzeczy. Przyklęknęła, rozpinając pas, ściągając spodnie oraz gatki „małżonka”. Równie sprawnie zdjęła ochraniacz, drażniąc przy tym dłonią genitalia chłopaka.

– Czy życzysz sobie, bym usłużyła ci tak, jak lubisz, mężu i panie? – Uśmiechnęła się przekornie, nadal klęcząc i skierowanym w górę spojrzeniem szukając oczu chłopaka.

– Nie… Nie trzeba, lepiej nie… – Próbował odmówić, cokolwiek bezładnie, może chociaż raz zdoła oprzeć się sztuczkom wiedźmy?

– Ależ tak… Marcusie, pragnę ofiarować ci rozkosz. Ostatnio zabrałam się do rzeczy zbyt szorstko i gwałtownie. Z pewnością nie odczułeś wystarczającej przyjemności i potem okazało się, że oddałeś niewiele mocy. Ale nie przejmuj się, to była wyłącznie moja wina. Czy zechcesz wybaczyć to swojej kochającej małżonce?

Ujęła w palce uwolnionego fallusa, wodząc dłonią w przód i w tył. Chciał się odsunąć, uniemożliwiły to jednak opuszczone do kostek spodnie. Czy powinien i potrafiłby własną ręką uderzyć panią szlachetnej krwi? To niewyobrażalne! Całe jego wychowanie burzyło się przeciwko takiej myśli. Przymknął oczy, by przynajmniej nie widzieć twarzy i sylwetki Bereniki. Może wtedy zdoła zebrać wolę i siły? Ale oto poczuł jak zdradziecki fallus zaczyna sztywnieć. Wiedźma także to zauważyła, zdwoiła wysiłki, przy okazji ponownie drażniąc delikatnymi palcami klejnoty chłopaka.

– Wybacz swojej ukochanej, panie i mężu. Wybacz, Marcusie. Dzisiaj sprawię się lepiej. Tylko pozwól, tylko nie przeszkadzaj… Sama zajmę się wszystkim, zobaczysz…

Kojący, znajomy głos, a przede wszystkim narastające wbrew wszelkim zamierzeniom oraz składanym samemu sobie obietnicom podniecenie pozbawiły go jednak woli. Nie umiał podnieść ręki na damę, chociaż wiedział, pamiętał, że to wcale nie jest Berenika. Księżna wykorzystała ten pierwszy sukces i objęła sterczącego już w całej pełni fallusa ustami. Wciągnęła głęboko i przygryzła lekko zębami, może po to, by w tej ostatniej chwili nie próbował jeszcze wymknąć się z zastawionych sideł? Na to również się jednak nie zdobył, delikatny nacisk pobudzał w dwójnasób. Wiedźma użyła teraz warg i języka, dosłownie oplatając swój łup i otaczając go ze wszystkich stron zachłanną uwagą. Musiał przyznać, że nienasycona mistrzyni sztuki pozyskiwania mocy czyniła to lepiej niż Sudrun, lepiej niż Nadia, lepiej nawet niż… Nie, nie zdradzi Bereniki takimi myślami! Próbował cofnąć się odrobinę. Nowy uścisk zębów, delikatny wprawdzie, ale zdecydowany, połączony z kolejnym szturmem wijącego się języka Lady Berengarii zdusiły w zarodku tę spóźnioną próbę buntu. Po chwili myśl o Berenice utonęła zresztą w narastającej, gorącej fali rozkoszy. Ostatecznie i tak wszyscy traktują go jak niewyczerpane źródło mocy, czyż zresztą do tego właśnie nie przeznaczyła panów szlachetnej krwi sama Bogini? A czyż on nie okazuje się w tym najlepszy, o czym słyszy przy każdej okazji? Czyż nie jest to słuszny powód do dumy?

Porzucając i te, kotłujące się w głowie myśli, skupił się na upominającej się o swoje prawa i wyłączną uwagę kuli gorąca. Tak, właśnie tak! Z ust Marcusa wydarł się mimowolny jęk. Ujął dłońmi głowę, włosy, uszy kochanki. Ale nie po to, by ją uderzyć, czy choćby odepchnąć. O nie, przeciwnie, pragnął ją przytrzymać, sprawić, by jeszcze głębiej, jeszcze żarliwiej przyjęła jego penisa.

Księżna miała jednak własne plany. Czując oraz słysząc dowody narastającego podniecenia kochanka pobudzała ten stan kolejnymi staraniami warg i języka. Wreszcie wybrała właściwą chwilę, by szybkim ruchem uwolnić przyrodzenie chłopaka, powstać na nogi oraz rozpiąć własny pas i opuścić spodnie. Objęła Marcusa i upadła na posłanie, pociągając go za sobą. Nadal trzymała chłopaka w ramionach, nie pozwalając zsunąć się ze swego ciała, gdyby nawet miał takie zamiary. Przekonała się jednak, że kochanek wcale o tym nie myśli. Odrywając prawą rękę, pospiesznie pomogła mu odnaleźć przyrodzeniem właściwe miejsce, po czym ponownie zamknęła młodzieńca w uścisku. Uniosła biodra, wychodząc naprzeciw jego pchnięciom. Bo pchał gwałtownie, wcale nie potrzebując jej zachęt.

– Tak, ukochany. Mocniej, Marcusie! Nie żałuj sił! Mocniej!

Nie miał pojęcia, czy Lady Berengaria udaje, by pobudzić jego własne podniecenie, czy też sama odczuwa pożądanie. Zapewne pożądała przede wszystkim magicznej siły. Niewiele go to jednak obchodziło, liczył się tylko zalewający wszystko przypływ gorąca, uczucie przepełnienia, a wreszcie uwolnienia.

– Już! – zawołał triumfalnie. – Bierz tę swoją moc, mnie wystarczy rozkosz!

Tryskał radośnie, nadal uderzając biodrami, a ona wychodziła mu chętnie naprzeciw, wciąż nie wypuszczając z objęć. Odczuł znajome już w takich wypadkach ssanie, ale przytłumiła je fala przyjemności. Tak doczekał końca swojej fontanny oraz nieuchronnego osłabienia. Legł bezsilnie, z głową na jej okrytych wojskowym kaftanem piersiach. Księżna z pewnym trudem wysunęła się spod ciała towarzysza. Spod przymkniętych powiek obserwował, jak doprowadza do porządku resztę stroju. Czy zdołał ją wreszcie zadowolić?

Lady Berengaria pochyliła się nad chłopakiem, oczyściła genitalia jakąś szmatką i nałożyła ochraniacz. Z trudem uniósł się po pozycji półleżącej.

– Zamierzasz może, pani i małżonko, skuć mnie na noc jak ostatnio? – Podniecenie opadło i nie przyćmiewało już myśli.

– Nie, sir Marcusie. Nie ma dzisiaj takiej potrzeby, a ja naprawdę nie gustuję w zbędnych szykanach czy okrucieństwie. Zresztą wstało już słońce i nie spędzimy razem nocy. Matka wspominała, że ma dla mnie jakieś zadania. Po tym wszystkim będzie musiała zmienić plany kampanii.

– Pewnie wyśle cię znowu z jakąś misją? Może rozkaże zniszczyć kolejną wioskę, albo pojmać następną księżniczkę?

– Tak czy inaczej, opuszczę na jakiś czas obóz.

– Skoro tak, to kiedy dostąpię zaszczytu ponownego ujrzenia mojej pani i małżonki? Czyż i ja nie okazałem się przydatny?

– Z pewnością już wkrótce. – Obrzuciła chłopaka taksującym spojrzeniem. – Myślę, że nie będziesz musiał czekać zbyt długo.

32

Wbrew oczekiwaniom chłopaka nie wyruszyli już tego dnia w dalszą drogę. Czyżby księżna nie straciła jeszcze nadziei na schwytanie Aurory? Z nadejściem poranka z obozu rozesłano na wszystkie strony silne patrole, ale nie wróżył im powodzenia. Lady Berengaria także nie mogła chyba mieć złudzeń. Znajdowali się w głębi terytorium wroga, uciekinierka natomiast była u siebie. Teraz to już na pewno nikt jej nie złapie. Pomimo tego stali w zakolu rzeki jeszcze dwa dni i zdaniem Marcusa tracili tylko czas, oczekując powrotu zwiadowców. Ale nie znał się przecież na sprawach prowadzenia wojny.

Nie traciła za to czasu sama pani Siedmiu Bram. Każdego wieczoru pojawiała się w namiocie pod postacią Bereniki i domagała praw małżonki. Nie wdawała się przy tym w żadne wymyślne gry, nie stosowała przebiegłych, uwodzicielskich sztuczek, nie przebierała za elegancką damę, czy też wyzywającą wojowniczkę. Po prostu życzyła sobie szybkiego zbliżenia, możliwie prostymi sposobami podniecała rzekomego małżonka i przyjmowała nasienie oraz moc. Czy  odczuwała przy tym jakąkolwiek satysfakcję? Może i tak, skoro magiczna siła zawsze była dla niej najważniejsza. Co prawda, nie mógł ofiarowywać tej mocy tyle co zwykle, skoro musiał oddawać ją niemal nieustannie. Na własne ćwiczenia nic w praktyce nie zostawało, zresztą tymczasem nie ośmielał się na żadne próby, szczęśliwy, że dotychczas nikt o nic go nie podejrzewa.

Armia ruszyła wreszcie z miejsca. Jak należało się spodziewać, Aurory nie schwytano, ale księżna zdawała się wcale tym nie przejmować. Parła w głąb ziem barbarzyńców, przejawiając teraz zdwojoną energię. Wszędzie jej było pełno, prowadziła kolejne wypady, podczas których szafowała hojnie mocą, wspierając swoje wojska. Raz czy drugi towarzyszył przy takich okazjach pani Siedmiu Bram, udającej własną córkę. Stawał się też świadkiem podobnych masakr jak podczas pierwszej potyczki i szturmu gródka Aurory. Nie napotkali już nigdzie prób magicznego przeciwdziałania, a on sam nie odważył się nic uczynić. Zazwyczaj brakowało mu zresztą sił, skoro rzekoma Berenika nadal regularnie korzystała ze swoich praw. Nic w tym zresztą dziwnego, skoro pozostawał obecnie jedynym liczącym się dawcą mocy w dyspozycji wiedźmy. Posuwając się naprzód, stopniowo łączyli się z kolumnami wysłanymi z innych fortec. Siły księżnej systematycznie więc rosły, przynajmniej jeśli chodzi o liczbę zbrojnych. Barbarzyńcy walczyli z odwagą, ale bez szczególnego powodzenia. Marcus musiał dojść do nieuchronnego wniosku, że wcale nie są tak groźni, jak ich przedstawiano. Owszem, mogli od czasu do czasu napaść na jakąś pograniczną, zagubioną w lasach wioskę. Powodowani zresztą bardziej niedostatkiem, niż żądzą krwi i łupów. Przeciwnie, to oni sami stali się obecnie obiektem bezlitosnego najazdu. Czy księżna powtarzała podobne akcje co roku? Aby zachować wojska w gotowości i usprawiedliwić utrzymywanie tak licznych oddziałów?

Tymczasem posunęli się daleko na północ, pozostawiając za sobą krew i pożogę. Dni, chociaż nadal długie, stawały się już krótsze. Rozbuchane, ale szybko przemijające północne lato chyliło się z wolna ku przypominającej o swoim nadejściu jesieni. Doniesiono o kolejnym gródku barbarzyńców, silniejszym jakoby niż te, które zniszczyli do tej pory. Marcus spodziewał się zdecydowanego ataku przy użyciu powiększonej, napastniczej armii oraz pochodzącej z jego lędźwi mocy. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zamiast tego rozbili obozowisko w odległości dobrego dnia marszu i czekali. Wśród żołnierzy krążyły pogłoski, że zgnębieni barbarzyńcy przysłali jakoby poselstwo, z prośbą o pokój i ofertą jakiegoś okupu. Do żadnych szczegółów tych rozmów go nie dopuszczono, księżna nie zamierzała też zdradzać ich podczas codziennych wizyt w namiocie chłopaka. Cóż to mógłby być za okup, nie miał pojęcia, wielkich bogactw, złota czy srebra tutejsi mieszkańcy nie posiadali, a brańców armia i tak pojmała już sporo. Może ludzie północy złożą daninę z niezbyt licznych stad bydła?

Obozowali tak przez jakiś czas, ku zadowoleniu odpoczywającego wojska. Pani Siedmiu Bram nadal regularnie wizytowała namiot Marcusa, korzystając z postaci księżniczki Bereniki. Czyniła to wieczorami, wcześniej zajęta jakoby wykonywaniem rozkazów zleconych jej przez matkę. Dlatego chłopak zdziwił się trochę, gdy trzeciego dnia pojawiła się wczesnym popołudniem.

– Witaj, Marcusie. Wybacz, że ostatnimi czasy trochę cię zaniedbywałam i odwiedzałam tylko w wiadomym celu. Wojna ma swoje prawa.

– Rozumiem to, pani i żono. Znam moje obowiązki i staram się je wypełniać.

– Miałam nadzieję, że nie traktujesz oddawania mocy tylko jako obowiązku. Ubolewam nad tym, że mogłam poświęcić ci mniej uwagi i dzisiaj chciałabym to wynagrodzić. Zapraszam cię na wspólną przejażdżkę.

– Na przejażdżkę, teraz i tutaj?

– Wojna dobiega końca. Barbarzyńcy dostali nauczkę i przystali na warunki podyktowane im przez panią Siedmiu Bram. Wkrótce wracamy, a  ja chciałabym ofiarować ci coś więcej, niż tylko przelotne spotkania. Uprosiłam matkę i zgodziła się. Pamiętam, że lubiłeś kiedyś nasze wyprawy… Dam ci Demona.

– Dasz mi Demona? I zdejmiesz ochraniacz? Nie boisz się, że ucieknę, Szlachetna Pani? Pomimo silenia się na ironię, odczuł radość. Od tak dawna nie galopował na grzbiecie przyjaciela.

– Miałbyś uciekać od boku ukochanej pani i małżonki? W środku głuszy pełnej barbarzyńców? Nie mówię już o zbrojnej eskorcie, bo tę pewnie bez trudu zostawiłbyś za plecami. Pomyśl też jednak o Sudrun… Co prawda, nieodżałowany pan Czwarty już nie żyje, ale jednak… I jaką przykrość sprawiłbyś księżniczce Berenice…

– Właśnie. Czyż Berenika nie powinna również dosiąść Demona przy takiej okazji? Wszyscy wiedzą, że poskromiła tego konia i lubi na nim jeździć. Nie obawiasz się tego, pani?

– Nikt nie będzie pytał. A gdyby jednak… Odmienny stan księżniczki przestanie być wkrótce tajemnicą. Najwyżej ogłosimy tę nowinę wcześniej, to wiele wyjaśni.

– Ale dlaczego? Skąd taka łaskawość?

– Chcę, by była to naprawdę udana przejażdżka. Korzystaj więc z okazji, książę, dopóki się nie rozmyślę.

– Jak sobie życzysz, pani i żono. Jestem twoim posłusznym sługą, Milady.

Zaintrygowany i pomimo wszystko radośnie podekscytowany, dostosował się do kaprysu Lady Berengarii. Nigdy nie podejrzewałby wyrachowanej pani Siedmiu Bram o podobne, romantyczne zachcianki. Może niezadowolona ze zbyt małej ilości mocy, którą był w stanie służyć jej podczas codziennych, pospiesznych i niezbyt wyrafinowanych zbliżeń, postanowiła pobudzić pragnienia i fantazje niechętnego kochanka? Ostatecznie, kilka razy przyznała już, że miłość to najlepszy sposób na samego Marcusa. Nieważne, jeżeli dzięki temu dosiądzie Demona, to niech wiedźma robi co chce. Prawdziwa Berenika na pewno wybaczy.

Nie tracąc czasu, rzekoma księżniczka poleciła przygotować ogiera oraz własnego konia, zdjęła ochraniacz i ruszyli z obozowiska. Niezbyt szybko, bo chociaż dosiadał śmigłego przyjaciela, dostosował tempo do możliwości wierzchowca księżnej oraz zwierząt zbrojnych z eskorty. Wprawdzie, zgodnie ze słowami Lady Berengarii, obecnie bez trudu pokazałby im wszystkim plecy, ale dokąd miałby uciekać? Do barbarzyńców? Pomimo zawartego jakoby układu, potraktowaliby go z pewnością jak wroga. Albo przeciwnie, wydali w ręce księżnej. Pamiętał też o ledwie zawoalowanych groźbach wiedźmy.

W trakcie jazdy unikali rozmowy. Po jakimś czasie zagłębili się w las i posuwając ledwie widoczną ścieżynką dotarli do niewielkiej polany. Pani Siedmiu Bram rozejrzała się uważnie i odesłała straż.

– Tutaj będzie dobrze – oświadczyła. – Zechcesz pomóc przy zsiadaniu z konia, książę?

– Jak sobie życzysz, pani.

Zsunął się z grzbietu Demona i przytrzymał uzdę wierzchowca rzekomej Bereniki. Zeskoczyła zręcznie na ziemię.

– Dziękuję, książę. To miło skorzystać z takiej usługi pana i małżonka. A tobie nie powinna być ona przykrą, sir Marcusie.

Wyciągnęła w jego stronę rękę, spodziewając się zapewne, że ucałuje dłoń damy niczym elegancki, dobrze wychowany pan szlachetnej krwi.

– Czy nawet tutaj musimy udawać, Milady? – spytał cicho.

– Tak byłoby o wiele przyjemniej dla nas obojga, ale jak chcesz, książę. Obiecałam ci twojego konia i tego dotrzymałam. A ty po raz kolejny chcesz zawieść moje oczekiwania wobec dwornego pana i dawcy mocy.

Pomyślał o Sudrun, o prawdziwej Berenice, wreszcie o dramatycznej ucieczce Aurory oraz swoim własnym udziale w tej ostatniej sprawie. A więc dostarcza  mniej magicznej siły i wiedźma zamierza coś z tym zrobić… Po co wzbudzać niepotrzebne podejrzenia, może istotnie lepiej zatracić się w zaproponowanej grze? Może wtedy potrafi się przemóc i w rezultacie spisze się lepiej? Przyklęknął na jedno kolano i w elegancki sposób ucałował ofiarowywaną mu nadal dłoń. A raczej czubki palców, osłonięte skórą jeździeckiej rękawiczki.

– Jestem do twoich usług, Szlachetna Pani.

Mimo wszystko, nie potrafił nazwać w tej chwili wiedźmy imieniem Bereniki, obdarzyć mianem pani i małżonki. Księżnej zdawało się to jednak nie przeszkadzać.

– Dziękuję, sir Marcusie – powtórzyła. – Zawsze z radością przyjmuję twoje służby. Przywiąż konie i wyjmij z sakwy wino.

– Może puszczę je wolno, niech skorzystają ze świeżej trawy. Lato już się kończy. Demon na pewno nie ucieknie. I dopilnuje twojej chabety, Dostojna Pani. – Nie odmówił sobie drobnego przytyku.

– Jak chcesz. – Lady Berengaria wzruszyła ramionami. – To twoja przejażdżka, mężu i panie.

Podczas gdy zajmował się końmi i napełniał dwa kielichy zawartością niewielkiego, zapieczętowanego dzbana, rzekoma Berenika wydobyła pakunek z prowiantem. Nic szczególnie wyszukanego, zimne pieczyste, ser, chleb, owoce. Poczuł jednak głód i z zadowoleniem pomyślał o przezorności towarzyszki. Skosztowali tych wiktuałów oraz nadspodziewanie szlachetnego w smaku wina. Sztywność i dystans chłopaka wyraźnie zmalały.

– Sir Marcusie, nie przyjechaliśmy tu tylko po to, by zjeść posiłek na łonie natury. Przecież wiesz… – Strzepnęła i na nowo rozłożyła koc, z którego korzystali podczas pikniku. – Chciałabym…, Chciałabym, abyś to ty pozbył się dzisiaj dla mnie i na moich oczach ubrania…

– Pani, z pewnością nie potrafię uczynić tego w sposób równie zachwycający jak ty.

– Czyżby nie uczono cię tej sztuki na wyrafinowanym dworze Międzyrzecza? A może ćwiczyłeś tylko z wymyślnym strojem dworskim?

– Tak, w istocie, Szlachetna Pani – odparł lekko zakłopotany.

– Nie szkodzi. Tu, na Północy, częściej mamy okazję uwolnić się od tych uciążliwych niekiedy konwenansów. Jestem pewna, że świetnie sobie poradzisz. Zaczynaj, książę.

Nie miał zamiaru odgrywać jakiejś uwodzicielskiej sceny na użytek wiedźmy, pamiętał przecież, że to nie jego prawdziwa pani i małżonka. Rozebrał się po prostu w zwyczajny raczej sposób. Księżna wydawała się mimo to usatysfakcjonowana, a przynajmniej nie okazywała niezadowolenia.

– A teraz, mam nadzieję, że zechcesz i mnie pomóc w zdjęciu moich ubrań. Jeżeli  nie uczono cię również tego, w jaki sposób pomoc damie w pozbyciu się stroju do jazdy konnej, to z przyjemnością sama udzielę ci instrukcji.

Tu akurat nie był wcale aż tak nieobyty. Tamara i Sudrun urozmaicały wspólne przejażdżki także w taki właśnie sposób. Nie zamierzał jednak zdradzać się z tą wiedzą, tym bardziej, że księżna ochoczo spełniała swoją obietnicę, nie ograniczając się do wskazówek słownych, ale często prowadząc ręce chłopaka i wiodąc jego dłonie w bardzo ciekawe miejsca. Przy okazji obdarzała go pieszczotami, najpierw ramion, szyi, torsu, potem sięgnęła niżej i ostanie fragmenty jej garderoby zdejmował z przyrodzeniem uwolnionym wprawdzie z niewoli ochraniacza, ale uwięzionym za to w innym uścisku, który wcale nie wydał mu się nieprzyjemnym. Na koniec przywarła do kochanka, szukając pocałunku.

– Doskonale, książę. Posiadasz liczne talenty, które, mam nadzieję, za chwilę okażesz również w innej służbie dla damy.

Położyła mu ręce na ramionach i lekko nacisnęła, skłaniając, by uklęknął na miękkiej trawie. Przysunęła głowę chłopaka do własnego łona, a gdy odnalazł ustami i językiem tajemny punkt rozkoszy, chwyciła za uszy i docisnęła zdecydowanym, chociaż łagodnym ruchem.

– Tak, piękny książę, chciałabym spróbować i w taki sposób. Może ta służba sprawi ci wreszcie rozkosz.

Nie odpowiedział, tylko wpił się językiem w wilgotniejące, szczególne miejsce kobiety. Tego rodzaju szkolenie też już przechodził, a niektóre z przydzielonych mu dziewcząt bardzo lubiły podobne zabawy, niezależnie od otrzymanych od matki rozkazów. A przynajmniej tak później mówiły. Liczył, że nie kłamały, by sprawić młodemu paniczowi przyjemność, zwykle nie ukrywały zresztą swoich reakcji. Podobnie działo się i teraz. Powracając pamięcią do przyjemnych chwil spędzonych w Międzyrzeczu, wyobrażając sobie, że klęczy pomiędzy nogami sierżant Tamary, pracował wytrwale językiem. Początkowo poruszał powoli, z góry na dół. Gdy po pewnym czasie nagrodzony został pierwszymi drgnięciami mięśni i cichymi westchnieniami zadowolenia, gwałtownie przyspieszył. Wiedział z doświadczenia, że tego nowego tempa nie wytrzyma zbyt długo, ale westchnienia przerodziły się w jęki, a drgnięcia w coraz silniejsze skurcze. Księżna wzmocniła uchwyt, po chwili puściła jednak uszy kochanka i zaczęła ugniatać dłońmi jego szyję oraz ramiona. Gdy poczuł, że siła uchwytu oraz gwałtowność doznawanych przez nią dreszczy przestały wzrastać, nagle zwolnił.

– Nie przerywaj! – rozkazała, czy też jęknęła.

Nie miał takiego zamiaru, zmienił tylko sposób pracy języka. Teraz poruszał nim poprzecznie, wolno i szybko na zmianę, używając samego tylko czubka albo całej, bardziej szorstkiej powierzchni. To zawsze działało i Tamara albo Inga reagowały niczym dobrze nastrojona lutnia w zręcznych dłoniach minstrela. Potrafił wygrywać na takich instrumentach całkiem udane melodie, improwizowane, ale nie ustępujące dziełom prezentowanym na dworze margrabiny przez wędrownych muzykantów. Księżna okazała się wdzięcznym obiektem starań, nie dbał już o to, czy naprawdę doznawała rozkoszy, czy tylko udawała, by podniecić kochanka i osiągnąć własne cele. Coraz głośniejsze jęki i dreszcze, które wyczuwał, sprawiły, że i on stwardniał. Tym razem wiedźma powinna być zadowolona. W obecnym stanie napełniło to chłopaka dumą i nie dbał o inne okoliczności.

Lady Berengaria przeciwnie. Nawet jeżeli naprawdę dała się ponieść namiętności, to w chwili, gdy wydarł z jej ust serię najgłośniejszych i nabrzmiałych emocjami jęków, gdy gwałtowny dreszcz przeszył jej ciało, nie zapomniała o mocy. Oderwała głowę kochanka, opadła na kolana i przywołała go gestem dłoni. Doskonale wiedział, o co chodzi. W taki sposób nasienie trafiało najgłębiej i nie marnowała się ani odrobina magicznej siły. Niech jej będzie, on nie ma zamiaru sprzeciwiać się w takim momencie. Gorące, wilgotne wnętrze chętnie witające nabrzmiałego fallusa, silne pchnięcia bioder, pełna żaru, eksplodująca kula, rozkosz uwolnienia, uczucie ssania, a potem osłabienie. To też nie było mu obce. Wyczerpany, leżał na trawie, oczekując słów pochwały i zadowolenia. Czuł, że oddał więcej mocy niż przez ostatnich kilkanaście dni, pomimo tego, iż służył księżnej nie dalej jak wczoraj. Przyglądał się leniwie, jak emanując energią przywdziewa strój jeździecki. Tym razem nie korzystała już z jego pomocy. Miał szczerą nadzieję, że pani Siedmiu Bram pozwoli mu jeszcze przez chwilę odpocząć, zanim będą musieli wracać do obozu. Wśród drzew czaiły się już pierwsze pasma nadchodzącego zmierzchu. Spróbował podnieść się na nogi, przeklęte osłabienie nadal trzymało go jednak w swoich szponach. Odczekał kilkanaście oddechów. Jeszcze raz i znowu bez powodzenia. Poczuł niepokój, coś wyraźnie było nie w porządku. Oddawał moc nie pierwszy raz i związana z tym słabość nigdy dotąd nie zmuszała tak długo do bezsilnego bezruchu.

– Nie kłopocz się, książę. Szkoda twoich starań. – Księżna, w pełni już ubrana, obserwowała chłopaka z dziwnym, ujawniającym satysfakcję, ale i smutnym zarazem uśmiechem. – To nie zależy od ciebie. A przynajmniej, teraz już nie. Ja również muszę zrobić to, co muszę. Choćby nawet niechętnie i z żalem.

– O czym ty mówisz? Czy to ty mnie unieruchomiłaś?

– Tak, sir Marcusie.

– Dlaczego? Czyż nie dałem ci mocy? Więcej niż zwykle?

– Owszem, dałeś. Po raz ostatni jednak. Czynię to z żalem – powtórzyła. – Ale tak musi być. Nie mam innego wyboru.

– Co to ma znaczyć?

Niepokój wzmógł się w dwójnasób. Nadal nie mógł w żaden sposób poruszyć ręką czy nogą, żadną zresztą częścią ciała, poza ustami i językiem. Wyssany przed chwilą z magicznej siły, nie użyje też zaklęcia, jedynego, które zna.

– Zadziwiłeś mnie, książę. Bardzo zadziwiłeś. Tak bardzo, że dałam się nawet zaskoczyć. Nie spodziewałam się, że akurat ty, jako pierwszy od wieków mężczyzna, opanujesz sztukę posługiwania się czarami. W jaki sposób? Czyżby to margrabina? Albo twoja siostra? W zamian za to, że dawałeś im swoją moc? Nie wierzę w to jednak. To musiała być Berenika, szalona dziewczyna. W Międzyrzeczu nie znali zresztą sztuki rzucania takich kul ognia.

Milczał, nie chcąc niebacznym słowem zaszkodzić ukochanej. Wiedźma nie oczekiwała zresztą odpowiedzi.

– Przyznaję, tego się nie spodziewałam. Pierwszy raz użyłeś mocy na poważnie podczas tamtego szturmu. Piękny czyn, godny szlachetnie urodzonego pana. Cios w plecy. A ja przypisałam to tej Aurorze. Ona nigdy nie zdołałaby posiąść podobnej siły, bo i skąd? Ty, to co innego, mój książę. Stara, dobra krew. I jesteś przecież wyjątkowo uzdolniony, to dlatego cię kupiłam.

– Uwięziłaś Berenikę, kradłaś moją moc, oddawałaś niewinne dziewczęta temu zwyrodnialcowi, sir Oswaldowi, upodliłaś sir Adriana. Kto wie, co jeszcze uczyniłaś? To nie dziw się, że próbowałem wykorzystać okazję, choćby uderzając  w plecy. – Nie było już sensu udawać, wygarnął więc wiedźmie od serca.

– Właśnie. Nieszczęsny sir Oswald… Miał swoje wady, ale bywał przydatny. Ty jednak musiałeś go nienawidzić. I nienawiść cię zaślepiła. Jego śmierci nie dało się już w żaden sposób zrzucić na tę całą dzikuskę. Ona nie miała, po prostu nie mogła zachować aż takiej siły. I na pewno nie zdołałaby jej na nowo zdobyć, przebywając w mojej niewoli. To ty, nikt inny tylko ty, książę, spaliłeś pana Czwartego. Zrozumiałam to, gdy tylko spokojnie zebrałam i rozważyłam fakty. Nie było innej możliwości. I poddałam cię próbie, sir Marcusie. Ofiarowałeś bardzo mało magicznej siły, gdy odwiedziłam cię następnego ranka. Bardzo mało, chociaż wielce się starałam. Oczywiście, zużyłeś całą moc w tym ognistym wybuchu. Od razu stało się jasne, dlaczego po szturmie gródka również spisałeś się słabo. Z tego samego powodu.

– Pozwoliłaś mi wierzyć, że przypisujesz obydwa ataki Aurorze.

– Marcusie, jesteś jeszcze taki naiwny… – powiedziała to niemal z czułością. – A co mogłam zrobić? Trwała wojna, byliśmy w samym środku zbrojnej wyprawy. Straciłam sir Oswalda, panowie Pierwszy i Drugi gromadzą już niewiele mocy. Po prostu cię potrzebowałam. Musiałam tylko postarać się o to, żebyś już nigdy, nawet przez chwilę, nie dysponował siłą podobną tamtej, której użyłeś zabijając hrabiego. Żebyś nie zdołał zagrozić mnie samej. Oczywiście, miałam się na baczności, ale na wszelki wypadek przejmowałam twoją moc jak najczęściej, przy każdej nadarzającej się okazji.

– To dlaczego nie zamierzasz czynić tego dalej? Wciąż znajdujemy się na ziemiach barbarzyńców.

– Czegoś takiego nie da się ciągnąć w nieskończoność. Stałeś się zbyt niebezpieczny. Jeden błąd, jakiś głupi przypadek, coś, co zatrzymałoby mnie z dala od obozu i przeszkodziło w pozbawieniu cię siły. Mężczyźni nie mogą posługiwać się magią. A na dodatek, ty osobiście nienawidzisz pewnej wiedźmy… Musiałam tylko jak najszybciej dać nauczkę dzikusom i zawrzeć tymczasem pokój, oczywiście z pozycji siły. To właśnie uczyniłam. Zaryzykowałam i udało się.

– I co dalej? Co zamierzasz z tym wszystkim zrobić?

– Marcusie… Tak pojętny młodzieniec jak ty nie może nie wiedzieć, że mam tylko jedno wyjście… Musze cię zabić, piękny książę. Z prawdziwym żalem, ale nie dałeś mi wyboru.

– Teraz? W tej chwili? Gdy nadal jesteśmy otoczeni przez barbarzyńców? Przecież wciąż mnie potrzebujesz!

– A gdzie? Przecież nie w Złotej Bramie. Wystarczy już plotek krążących na temat  dworu Siedmiu Bram. A tak… Nieodżałowany książę Marcus, ukochany pierwszy mąż lady Bereniki zginie z rąk tych okropnych dzikusów. Niestety, młoda księżniczka dała się ponieść uczuciom. Uległa prośbom małżonka i zgodziła się na tę wycieczkę. Bardzo chciał przejechać swego ulubionego konia. Okazała się nieostrożna i za bardzo uwierzyła w przyrzeczenia barbarzyńców. Matka ją ostrzegała, ale nie zamierzała słuchać. A teraz pogrąży się w żalu i dokona zemsty, paląc i niszcząc gród tych podstępnych, zdradzieckich psów. Nawiasem mówiąc, oddałeś jednak dzisiaj wystarczająco wiele mocy, bym mogła tego dokonać. Po takiej demonstracji siły dzikusy nie ośmielą się już atakować i wycofamy się spokojnie, usługi sir Waldemara oraz sir Rogera powinny do tego wystarczyć.

– A co potem? Z sir Adriana też już wiele nie wydusisz, choćbyś codziennie odwiedzała go w stroju wojowniczki i deptała mu fiuta obcasami, czego zdaje się pragnąć. Beze mnie i bez sir Oswalda potężna pani Siedmiu Bram wiele z tej swojej potęgi straci.

– Książę… Nie doceniasz mnie, po raz kolejny nie doceniasz. Może nie powinnam ci o tym mówić, ale za chwilę i tak zginiesz, nie znając nawet części moich planów. Wkrótce znajdziesz  następców, pana Drugiego i pana Trzeciego.

– Pana Drugiego i pana Trzeciego?

– Gdy tylko zginął nieodżałowany sir Oswald, rozesłałam specjalne poselstwa, wyposażone w stosowne pełnomocnictwa. Wstępne pertraktacje prowadziłam już wcześniej, teraz poleciłam je przyspieszyć. Lady Berenika, młoda pani Siedmiu Bram, poślubi dwóch młodzieńców ze szlachetnych rodów Królestwa. Mniejsza  w tej chwili o ich imiona. Jestem przekonana, że dołożą wszelkich starań, by pocieszyć swoją pogrążoną w żalu panią i żonę. Gdy tylko powrócimy do zamku, zamierzam jak najszybciej ich sprowadzić.

– Berenika nigdy się na to nie zgodzi!

– To zostaw już mnie, sir Marcusie. Gorliwość nowych małżonków zdoła uczynić cuda. Narodziny córki i następczyni, poczętej z nasienia ukochanego, tragicznie zmarłego męża z pewnością również przyczynią się do poprawy nastroju młodej pani Siedmiu Bram. I kto wie? Tego akurat nie mogę zagwarantować, ale może wobec podobnego nieszczęścia, które spotkało ją przecież w służbie Królestwa, Rada uczyni wyjątek i da zgodę na poślubienie piątego męża, który zajmie twoje miejsce. W ten sposób siła i potęga przyszłej władczyni Siedmiu Bram nie doznają uszczerbku. Będzie też mogła odpowiednio potraktować zdradzieckich dzikusów.

– A raczej twoja własna siła. Zamierzasz oszukiwać i wykorzystywać tych nieszczęsnych młodzieńców podobnie jak mnie. Ale Berenika nie zgodzi się ponownie na coś takiego! Na pewno nie!

– To już mój kłopot, sir Marcusie – powtórzyła księżna. – A teraz wybacz, ale czas zakończyć tę rozmowę.

– Zamierzasz spalić mnie ogniem? – Nie zdołał ukryć przestrachu w głosie.

– Nie… Byłoby to może w jakiś sposób sprawiedliwe po tym, co sam uczyniłeś, ale masz zginąć z rąk barbarzyńców, pamiętasz? Bez żadnych wątpliwości z rąk barbarzyńców. Wszyscy będą mogli zobaczyć ich strzałę w twoim boku.

Podeszła do swego skubiącego w towarzystwie Demona trawę wierzchowca i wydobyła z przytroczonego do uprzęży sajdaka łuk, znalazła się też strzała z charakterystycznie sporządzonymi na modłę dzikusów grotem i lotkami. Nawet on potrafił rozpoznać te szczegóły. Musi coś zrobić! Przecież nie pozwoli dać się tutaj zabić niczym jeleń na polowaniu. Gorzej, niczym baran przeznaczony na rzeź. Ależ okazał się głupcem! Uwierzył we własną przebiegłość oraz głupotę księżnej, a ona po raz kolejny wywiodła go w pole, niczym naiwnego niedorostka! Poszukał w sobie magicznej siły, wiedział jak jej użyć, może zdoła zaskoczyć wiedźmę. Nic! Nie znalazł żadnej mocy, wyssała go do ostatniej kropli. Zrozumiał teraz, dlaczego starożytni czarodzieje-mężczyźni unikali kobiet, woląc szaleństwo od podobnej zdrady. Musi zyskać na czasie! Każda chwila jest cenna. Moc powinna już narastać, jest przecież podobno wyjątkowo uzdolniony. Może zdąży…

Gdy tak szarpał się z myślami i własnym strachem, księżna ustawiła się w odpowiedniej pozycji.

– Żegnaj, sir Marcusie. Byłeś wyjątkowo utalentowanym młodzieńcem, nie tylko jeśli chodzi o moc. Najbardziej utalentowanym ze wszystkich, których znałam. Czynię to z żalem, ale nie dałeś mi żadnego wyboru.

Musi być jakiś sposób! Musi znaleźć jakieś słowa, skłonić ją, żeby zechciała odpowiedzieć, wciągnąć w rozmowę! Rozpaczliwe myśli tłukły się w głowie chłopaka.

– Zamierzasz zabić mnie nagiego? Pozwól przynajmniej, żebym się ubrał! W ten sposób wypadnie to bardziej naturalnie!

– Nie obrażaj własnego rozumu, książę. Musiałabym zdjąć czar unieruchomienia, a ty może spróbowałbyś czmychnąć w krzaki? Co prawda i tak nie zdołałbyś uciec, ale po co ryzykować? – Wzruszyła ramionami.

– Zdziwią się, gdy ujrzą mnie nagiego ze strzałą dzikusów!

– A to dlaczego? Przecież wszyscy domyślają się, po co tutaj przyjechaliśmy. Berenika odesłała nieostrożnie straże, a potem, uniesiona miłosnym zapałem, sama również straciła czujność. Ale oddam ci honor, sir Marcusie. To ty, w ostatniej chwili dostrzegłeś niebezpieczeństwo, osłoniłeś księżniczkę własnym ciałem. Tak, tak wypadnie to nawet lepiej. Rada po prostu nie będzie mogła odmówić zrozpaczonej, młodej władczyni Siedmiu Bram zgody na poślubienie piątego męża, który zastąpi bohatera poległego w służbie ukochanej pani i małżonki.

– A Demon? Co zrobisz z Demonem? – zawołał rozpaczliwie, dostrzegając nagle skubiącego trawę przyjaciela. – Beze mnie nie zdołasz go poskromić! A nie zabrałaś przecież Sudrun!

– Ach, Demon. Ten wspaniały koń, zesłany przez Boginię na moje utrapienie. Szkoda, że o to zapytałeś, książę. Nie powinnam może czynić ci dodatkowej przykrości, ale nie chciałabym też w takiej chwili kłamać. Musiałeś się już domyślić, że od pewnych wydarzeń ten ogier mi przeszkadza. Przeszkadza w udawaniu Bereniki. Przez jakiś czas dałoby się to wytłumaczyć ciążą księżniczki, ale przecież nie na zawsze. A tak, Demon również zginie od strzał barbarzyńców.

– Z nim nie pójdzie ci tak łatwo jak ze mną!

– Unieruchomię go, podobnie jak i ciebie, gdy tylko…

Ponownie spróbował poszukać w sobie mocy. Nadal nic! Rozmowa o przyjacielu nasunęła jednak pewien pomysł…

– Jeżeli mam osłonić Berenikę i zginąć jak bohater, to chcę dostać strzałę w piersi, prosto w serce, a nie w plecy. To moja ostatnia prośba, Szlachetna Pani.

– Jak sobie życzysz, książę. – Raz jeszcze wzruszyła ramionami. – Nie odmówię ci tego honoru. Nie obawiaj się, potrafię naciągnąć łuk i wyceluję starannie. Ale teraz naprawdę dość już tej pogawędki. Rozumiem, że wciągasz mnie w rozmowę, ale robi się coraz ciemniej.

Zgodnie z obietnicą, wiedźma przesunęła się o kilka kroków, zajmując właściwą pozycję strzelecką, pozwalającą niezawodnie posłać pocisk w tors chłopaka. Marcus zamarł z napięcia, udało się! Księżna unieruchomiła go czarem, ale nie odebrała zdolności mowy. Skoro mógł mówić, to mógł też gwizdać. Teraz wszystko zależało od przyjaciela.

Zaczerpnął głęboko powietrza i wydał z siebie przenikliwy, modulowany gwizd. Wielokrotnie ćwiczyli to z Demonem. Sygnał do ataku na wroga, na wypadek bitwy. Wprawdzie jako szlachetnie urodzony i tak w żadnej bitwie udziału brać nie miał, ale gwardziści w Międzyrzeczu pokazywali mu takie sztuczki, a on wyszkolił w podobny sposób ogiera. Głównie dla własnej satysfakcji, ponieważ nie chciał pogodzić się z przeznaczoną mu rolą dworskiego trutnia. A oto od tego szkolenia zależało teraz jego życie. Niczym w prawdziwym boju!

Demon  nie zawiódł. Słysząc znany sobie sygnał nie wahał się. Wróg przed tobą, atakuj! Poderwał głowę, skoczył do przodu i stanął na tylnych nogach, unosząc przednie kopyta. Wiedźma wyczuła coś jednak w ostatniej chwili. Nie zdążyła już porazić unoszącego się nad nią napastnika, co zresztą nie miałoby większego sensu, bo i tak opadłby całym ciężarem na jej smukłą postać, osłoniła się jednak jakąś migotliwą sferą. A przynajmniej była w trakcie tworzenia tej osłony, gdy ogier zadał cios. Demon nie przebił się przez niedokończoną zaporę, zdezorientowany opadł na przednie nogi, zachwiał się i odskoczył. Ale i czarownica nie wyszła bez szwanku. Kopyta nie dosięgły jej bezpośrednio, zatrzymane przez magiczną ścianę, upadła jednak na ziemię, razem z otaczającą ją sferą. Lady Berengaria poruszała się jeszcze przez chwilę niepewnie, niczym ogłuszona. Znieruchomiała wreszcie, a migotanie wygasło.

W tejże chwili chłopak poczuł, że nie krępują go już czary. Jest wolny, może ponieść głowę, ręce, nogi! Poderwał się z ziemi. Wiedźma wydawała się bezbronna! Nie liczył na to, że nie żyje, ale przynajmniej straciła przytomność. Miał wreszcie okazję, żeby policzyć się z nią raz na zawsze! Wyraźnie przestraszony Demon raczej nie zaatakuje w tej chwili ponownie, nawet na wytrenowany sygnał. Ale sam Marcus może to uczynić! Skoczył w stronę porzuconego łuku, poszukał strzały. Czarownica zginie od własnej broni, to dopiero będzie sprawiedliwość! Co potem? Nieważne! I tak zamierzała go zabić, nie ma więc nic do stracenia!

Ostrzegł go jakiś instynkt. Może to dar wszystkich władających mocą? Odruchowo, bezwiednie pochylił się i pocisk przeleciał tuż nad głową. Za nim dwa kolejne.  – „To zbrojni księżnej.” – Przemknęło mu przez myśl. – „Nie odesłała eskorty zbyt daleko, czuwali nad wszystkim i teraz bronią swojej pani.” – Odskoczył, słysząc świst następnych strzał. Ta, której szukał, gdzieś się w końcu zapodziała. Nie miał już szans na dopadnięcie wiedźmy. Musiał sam się ratować. Przywołał Demona kolejnym gwizdem, na szczęście na ten sygnał koń zareagował. Nie zważając na własną nagość, co tam otarcia skóry, wskoczył w biegu na siodło, pochylił się, wręcz zsunął w bok, kryjąc się za grzbietem przyjaciela. Ogier przechodził już do galopu, by wynieść swego pana poza zasięg łuczników. Jeżeli jednak zbrojni księżnej zaczną teraz strzelać do samego rumaka?

Nie zdążyli tego uczynić. Pociski sypnęły się również z przeciwnej strony polany, z lasu. Jeden z ludzi księżnej upadł, pozostali poszukali osłony wśród drzew. Barbarzyńcy! Pragnęli okazji do zemsty i teraz mogli ją znaleźć! Kilkunastu wojowników wybiegło na otwartą przestrzeń. Dwóch zwaliło się, trafionych pociskami eskorty. Pozostali pędzili jednak w stronę wiedźmy, wymachując toporami i dzidami. Czy zabiją samą tylko czarownicę, czy i jego również? Nie zabili tymczasem nikogo. Nie zdążyli. W chwili, gdy zwalniał bieg konia, wjeżdżając pomiędzy zbawcze drzewa, dzikusów ogarnęła kula ognia. Lady Berengaria! Odzyskała przytomność, a siły magicznej jej nie brakowało. Pani Siedmiu  Bram wyjdzie jednak cało z tej niebezpiecznej przygody. Przyspieszył, na ile tylko odważył się w nieznanym terenie, w lesie, wśród zapadających ciemności. Dostrzegł jeszcze poblask dwóch ognistych wybuchów, które spopieliły skraj polany w miejscu, w którym on sam zniknął zapewne z oczu czarownicy. Potem zrezygnowała, pomimo wszystko, musiała teraz oszczędnie gospodarować zasobami mocy.

Udało się! Żyje i uciekł ze szponów wiedźmy. Razem z Demonem i dzięki niemu! I nawet nie ma na sobie przeklętego ochraniacza! Pomyślał o prawdziwej Berenice, o Sudrun. Trudno, w żaden sposób nie potrafi im teraz pomóc. A Lady Berengaria i tak zamierzała go po prostu zabić! Cóż może zrobić w tej chwili on sam? Cóż innego poza ucieczką?

Odnalazł coś w rodzaju ścieżki i bijąc się z myślami przebył spory kawał lasu, gdy nagle utracił możliwość wyboru. W zapadłym już zmroku nie zauważył nawet opadających z drzew sieci. W jednej chwili jechał, w następnej razem z Demonem oplatały go już gęste, szorstkie sznury. Próbował sięgnąć po moc, której nadal jednak w sobie nie poczuł. Próbował się po prostu szarpać, próbował poderwać konia, ale zręczni sieciarze naciągnęli liny, zmuszając ogiera do uklęknięcia na przednie kolana, a potem położenia się na ziemi. On sam również upadł na leśny mech.

– Mamy ich, tanie!

– Tylko ostrożnie! Szlachetny pan jest wprawdzie nagi, ale to najcenniejszy łup, jaki kiedykolwiek wzięliśmy. I uważajcie z tym koniem, widzieliście, co potrafi.

Rozkazy, wypowiadane władczym, zdecydowanym głosem okazały się ostatnim, co dotarło do świadomości Marcusa. Poczuł uderzenie w głowę i osunął się w ciemność głębszą jeszcze niż ta, która zapanowała już niepodzielnie w otaczającym ich ze wszystkich stron lesie.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kolejny dobry odcinek (a właściwie dwa rozdziały) opowieści o czarownicach i ich osobowych źródłach mocy 🙂

Tak jak podejrzewałem, tajemnica Marcusa nie pozostała nią długo. Młodzieniec nie mógł się powstrzymać przed użyciem talentu, by zgładzić znienawidzonego Oswalda (czy jak kto woli, by ratować Aurorę, ale przecież nawet jej nie znał, w przeciwieństwie do Pana Czwartego, którego miał już powody nienawidzić). Tyle w tym dobrego, że chłopak awansował z mobilnej baterii lady Berengarii na jej osobistego nieprzyjaciela. A przy okazji urwał się swej okrutnej teściowej. Pytanie, czy nie wpadł z deszczu pod rynnę, ale szczerze powiedziawszy, nie sądzę. Na ile mieliśmy okazję oglądać północnych barbarzyńców, nie przypominali oni wcale okrutnych bestii z opowieści, jakie krążą po „cywilizowanych” krajach rządzonych przez wiedźmy.

Teraz być może zyska sposobność, by doskonalić swój magiczny talent i zgromadzić trochę mocy (chyba, że przy najbliższej okazji odda ją Aurorze, czego wcale nie wykluczam). W końcu musi być gotowy, kiedy Berengaria znów pojawi się na horyzoncie. Trzeba też uwolnić Berenikę i dokonać przewrotu w magiczno-płciowych hierarchiach cywilizowanych krain. Tyle odpowiedzialności na barkach jednego tylko młodzieńca! Czuję jednak, że Marcus z czasem dorośnie do tych zadań.

Obawiam się natomiast o Sudrun. Teraz, gdy Marcus uciekł, Berengaria może się nią posłużyć. A wiemy przecież, że po niej nie sposób spodziewać się czegokolwiek godziwego.

Tak więc pozostaje czekanie z niecierpliwością na ciąg dalszy opowieści. Oby jak najrychlej dane nam było go poznać!
M.A.

„I Bóg ukarał go i oddał w ręce kobiety ” te słowa z Biblii a jednocześnie motto „Wenus w futrze” (autor Leopold von Sacher-Masoch) jak ulał pasują do losu Marcusa. Zamiast cieszyć się spółkowaniem że świeżo poślubioną małżonką, dostał się we władanie okrutnej wiedźmy, która mamiąc go iluzją postaci małżonki zmuszała ( no chyba nie do końca :)😁) do seksu i oddawania mocy. Na koniec chciała biedaka ukatrupić. I ta ucieczka … I kolejna niewola.. Generalnie ma przerąbane.. Ale niektórzy faceci to lubią. Co do kolejnej części. Napisałeś to Autorze jak zwykle lekko i przyjemnie. Czytałem to z wielką przyjemnością. Pozdrawiam

MA: Co racja, to racja, Marcus znajdzie się teraz w nowej sytuacji, ale księżna z pewnością nie ustąpi tak łatwo. Z wielu powodów stał sie dla niej bardzo niebezpieczny i należy go wyeliminować. Pierwsza próba nie tylko się nie powiodła, ale w dodatku umożliwila mu ucieczkę. W rękach barbarzyńców tym bardziej zagraża Lady Berengarii. I trafnie przewidujesz, że na scenę powróci w ważnej roli Sudrun (może to doświadczenie twórcy wielu fabuł – szkoda byłoby tę postać zmarnować). Ale jaka to rola, tego, rzecz jasna, nie zdradzę, licząc na szansę zaskoczenia Czytelników.

Anonimie: Taki to świat, w taki sposób skonstruowany. Oparty na podstawowej zasadzie gromadzenia i pozyskiwania mocy, reszta to wariacje na temat możliwych konsekwencji społecznych, politycznych, obyczajowych. Jak trafnie zauważyłeś, Marcus nie potrafi stawić oporu w pewnych sytuacjach, ale któżby na jego miejscu potrafił, skoro ulega naturalnym instynktom, a cały system nastawiony jest na ich kumulowanie? Do wyzwolenia nie tędy droga, teraz jednak otworzą się przed nim pewne nowe możliwości.
Dziękuję za komentarze i pozdrawiam.

Nareszcie się doczekałem. Markus uwolnił się od Berengarii i na wielkim czarnym ogierze pognał ku nieznanemu. Pragnął wolności, którą jednak niespodziewanie zyskawszy, prędko utracił. Cóż, takie życie…
Uważam, że na tej wolcie fabularnej skorzysta, nie tylko sam bohater, ale i cała opowieść. Gra między chłopakiem a Panią Siedmiu Bram stawała się coraz bardziej schematyczna i już był najwyższy czas aby wskoczyła na inny, wyższy poziom. Jak sądzę, Markus wywalczy sobie pozycję u barbarzyńców i powróci jako pełnoprawny rywal dla wiedźmy.

Pobyt u barbarzyńców z pewnoscią otworzy przed bohaterem nowe możliwości, jakie, to się wkrótce okaże. Oczywiscie, wiedźma tak łatwo nie zrezygnuje, bo Marcus stał się teraz dla niej poważnym zagrożeniem. I to na różne sposoby, z których on sam nie zdaje sobie może jeszcze w tej chwili sprawy. Zapowiada to kolejne komplikacje. dzięki za komentarz i pozdrawiam.

Ja jestem ciekaw, co zrobi Marcus, gdy zostanie zmuszony do wyboru między Bereniką i Aurorą (z którą romans przewiduję). To może być jeden z jego bardziej interesujących dylematów.

No chyba, że po ostatecznym zwycięstwie czarodziejów płci męskiej relacji płciowe w arystokracji zostaną odwrócone i to Marcus będzie miał pierwszą, drugą, trzecią żonę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Zobaczymy, jak ułożą się pomiędzy nimi trwalsze relacje (jeszcze tego autorowi nie powiedzieli), natomiast nie może ulegać wątpliwości, że dojdzie pomiędzy nimi do intymnego zbliżenia i to szybko. To z mojej strony żadne uprzedzanie wydarzeń, gdyż coś takiego wymuszają po prostu okoliczności. Ostatnia uwaga, rzucona zapewne żartem (o czym świadczy emotikon), zasługuje natomiast na poważne rozważenie. Ostatecznie, to czarodzieje-meżczyźni dysponują mocą, którą mogą rozdawać. A Marcus gromadzi jej wyjątkowo dużo. I może w związkach poligamicznych czarodzieje zdołaliby uniknąć wiążących się z uprawianiem seksu niebezpieczeństw? Kto wie?

Napisz komentarz