Magnetyzm XXVI (Ania)  3.69/5 (112)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 17 minut/-y    

Źródło: Pexels.com

Konsekwencje

Zdziwił się, gdy Ewa oznajmiła, że ma się pojawić na służbowej kolacji. Przełożona zawsze załatwiała interesy w pojedynkę. Jeszcze bardziej zaskoczyło, gdy powiedziała, że może przyjść z osobą towarzyszącą. Sama nigdy nikogo nie przyprowadzała na imprezy firmowe czy spotkania z klientami. Była zagorzałą przeciwniczką mieszania życia prywatnego i zawodowego.

Nie zdziwił natomiast fakt, że kolacja odbędzie się w restauracji hotelu Monopol, ani że koniecznie ma przyjść pod krawatem. Przez moment się wahał, ale ostatecznie postanowił przyjść sam. Spośród dziewczyn, z którymi się widywał, trudno było dokonać wyboru. Żadna nie wyglądała dość reprezentacyjnie, ich znajomość języka angielskiego i dobrych manier również pozostawiała wiele do życzenia, a na spotkaniu miał być przecież obecny bardzo ważny klient z Indii. Poznali się już – to poważny człowiek i ostry gracz.

Szykując się na wieczór, uświadamia sobie, że myśli głównie o Ewie. Zastanawia się, czy ona również przyjdzie sama. Może chodziło właśnie o to, by oni dwoje nie zostali posądzeni o tworzenie pary? Może tylko dlatego chciała, by przyszedł z kimś? Oczywiście nie miałby nic przeciw temu, żeby kontrahent wziął go za kochanka przełożonej. Ani tym bardziej przeciw zostaniu jej kochankiem. Dzikiemu zespoleniu z tą niedostępną Królową Śniegu.

Wystrojony jak nigdy, pachnący ulubionym Armanim, schodzi na dół, gdy tylko rozlega się sygnał dzwonka. Na środku jezdni, całkiem blokując ruch na wąskiej uliczce, czeka długa, czarna limuzyna z przyciemnionymi szybami. Myślał, że Ewa przyjedzie po niego swoim mercedesem – cóż za miła niespodzianka! Szeroki uśmiech znika z jego twarzy, gdy wsiadając, napotyka chłodne spojrzenie jakiegoś żigolaka. W ulizanym, zblazowanym mężczyźnie nie od razu rozpoznaje swojego kolegę z podstawówki.

– Kamil! – wykrzykuje zdziwiony.

– Bartek, kopa lat! – Kumpel od razu zmienia postawę i wyraźnie się rozluźnia. Udaje im się wymienić kilka uprzejmości, nim samochód zatrzymuje się pod Sitelle Dreams, gdzie dołącza do nich Ewa. Przy niej od razu milkną. Kamil silnym ramieniem przygarnia ją do siebie i mocno przytula. Całuje w ogniście czerwone włosy. Ona nie odwzajemnia tej czułości, ale przyjmuje ją ze spokojem. Naturalnie. Można by pomyśleć, że naprawdę są parą, lecz Bartkowi coś nie gra. Słyszałby o tym. Mają zbyt wielu wspólnych znajomych, żeby ktoś nie doniósł, iż kolega sypia z szefową. Poza tym doszły go kiedyś plotki, że chłopak woli mężczyzn…

Nie ma zbyt wiele czasu na podobne rozważania, bo samochód zatrzymuje się już przy ulicy Modrzejewskiej, tuż przy wejściu. Szofer w eleganckim uniformie wysiada, by otworzyć im drzwi. Oczywiście Ewę puszczają przodem. Zaraz dołącza do niej Kamil, obejmując dziewczynę w pasie. Żigolak! – Bartek myśli ze złością, choć przecież równie piękna kobieta nie musiałaby płacić za towarzystwo. Zresztą chłopak ma dobry zawód i inaczej zarabia na życie. Bez sensu – wzdycha.

Przez moment podziwia zgrabną figurę przełożonej. Ubrała się w prostą, ale elegancką małą czarną, opinającą apetyczny tyłeczek i wystawiła na pokaz posągowo piękne nogi. Szybko jednak zrównuje się z nimi, nie chcąc zostać w tyle. Mógłby z tego powodu zostać uznany przez kontrahenta za piąte koło u wozu.

Opada mu szczęka, gdy przy stoliku dostrzega znajomą dziewczynę. Hinduskę z jego najśmielszych erotycznych fantazji, tę, którą uznał za prezent. Wydaje się nieco bledsza i wystraszona, ale nic nie jest w stanie przyćmić piękna jej regularnych rysów. Towarzyszy przedstawicielowi producenta filmowego, którego już zna. Oboje wstają by się z nimi przywitać. Mężczyzna szarmancko całuje Ewę w rękę, po czym przedstawia Rani, swoją żonę.

Bartek blednie, nagle brakuje mu powietrza i zaczyna kręcić się w głowie. Przeleciał żonę lub wtedy jeszcze narzeczoną jednego z najpoważniejszych klientów?! Co za debil z niego! Nic dziwnego, że zyskał sobie wrogów – przypomina mu się rozmowa z Ewą.

Zimny prysznic

Sama dziwi się własnemu opanowaniu, jakby w głowie przeskoczył przełącznik i odciął zupełnie emocje, choć nie, niezupełnie, cała zdaje się pracować na autopilocie. Porusza się mechanicznie, mechanicznie wypowiada różne komunały i uśmiecha niczym plastikowa lalka z namalowaną buźką. Inaczej chyba nie przeszłyby jej przez gardło peany na cześć żony ukochanego. Nie byłaby zdolna spokojnie patrzeć mu w oczy. Siedzieć przy tym samym stoliku. W tej samej restauracji. Za bardzo bolało, a rana, choć zabliźniona, gotowa zacząć się jątrzyć z byle powodu.

Jedyne co Ewę zaskakuje to niski wzrost oraz drobna budowa dawnego kochanka. Kiedyś wydawał się duży i silny, w porównaniu do postawnego Mateusza wypada jednak cherlawo, nagle skurczony, przeskalowany. Potrząsa nieznacznie głową, nie czas na podobne analizy.

Dobrze, że się przygotowała. Wymienić wszystkich produkcji, w których brała udział Rani nie sposób, kilkoma tytułami zabłysnąć jednak warto. Niech wiedzą, że nie jest totalną ignorantką, prowincjuszką bez szerszego spojrzenia.

Mimo wszystko zwiesza głos, gdy Anil przyciąga do siebie żonę. Nie zwróciła wcześniej uwagi, że trzymają się na dystans – zdecydowanie nietypowy dla udanych małżeństw. Drobne czułostki peszą, choć nie bolą. Ani trochę. Przynajmniej teraz, w dziwnym stanie niepewności uczuć.

– Niestety teraz jej kariera musi chwilę poczekać. – Hindus wykorzystuje ciszę i zmienia bieg rozmowy, gestem kierując uwagę obecnych ku zaokrąglonemu brzuszkowi żony. Że też wcześniej nie zauważyła, przecież to aż nadto oczywiste!

– Gratuluję! – Ewa uśmiecha się szeroko, szerzej niż gdyby naprawdę się cieszyła. Chwilę później jednak po prostu siada, a wraz z nią wszyscy pozostali, zanurza nos w karcie i milknie. Nie dostrzega ani szampańskiego nastroju Kamila, delektującego się wrogimi spojrzeniami dwóch pozostałych mężczyzn, ani wyraźnego zmieszania podwładnego. Nie czuje nawet dłoni błądzącej bezkarnie po plecach, ciepła ciała przysuniętego zdecydowanie zbyt blisko. Zupełnie jej to obojętne. Podobnie posiłek.

Zamawia cokolwiek, je bez apetytu, ale też bez niechęci. Odnotowuje smak, nie delektując się nim. Znacznie większą wagę przykłada do rozmowy. Grzecznej, kurtuazyjnej, ale też ostrożnej, więcej niż biznesowej, bo nie bardzo wie, czego będą dotyczyć negocjacje, jakimi w ogóle grają kartami. Tym bardziej jest wdzięczna Kamilowi próbującemu rozładować napięcie, chłopak jako jedyny wydaje się rozluźniony, ostatecznie nie ma się czego obawiać, nic nie straci.

Na szczęście Anil nie przedłuża niepotrzebnie męczarni i szybko przechodzi do rzeczy, wpatrując się przy tym w Bartka niczym wąż hipnotyzujący ofiarę. Nawet zwracając się do niej, nie odrywa wzroku od biedaka.

– Liczę, że mi wybaczysz – komunikuje oschle – ale chciałbym przejść do sedna, bo widzisz, mam pewien problem. Dziecko, które nosi moja żona, nie jest moje. – Nienaturalnie formalny ton aż daje po uszach.

Ewie oczy niemal wychodzą z orbit, Bartek się krztusi, Kamil, niezdrowo rozbawiony, przychodzi mu z pomocą i klepie w plecy.

– Sądzisz, że miejsce jest odpowiednie? – Ewa mimo wszystko zachowuje rezon i ani na chwilę nie przestaje się uśmiechać, dalej obojętna, dalej na autopilocie, choć zaskoczona rozwojem sytuacji. Odrobinę. Nigdy wcześniej nie widziała Anila równie zdeterminowanego ani równie zimnego. Momentalnie w głowie zapala jej się czerwona lampka, jeszcze nie wie w czym rzecz, ale przeczuwa zagrożenie. Nie chciałaby uczestniczyć w szopce w miejscu publicznym, nie cierpi melodramatów, szczególnie odkąd sama wzięła w jednym udział. Również dzięki niemu. Przeklęte zauroczenie! Miłość jest chyba najcięższą znaną ludzkości chorobą, przewlekłą, a czasem nawet śmiertelną.

– Jak najbardziej. – Hindus naciska. – Szczególnie, że wreszcie mogę poznać swojego… rywala – kończy, przed ostatnim słowem wstawiając wymowną pauzę.

Ewa zerka na Bartka, nadal nie bardzo pojmując. Tym razem w składaniu wszystkich elementów do kupy uprzedza ją Kamil, przyprowadzony tu przecież wyłącznie jako ozdoba, tarcza, za którą można się ukryć. Również przed niechcianymi zalotami.

– Gratuluję chłopie! – Znów poklepuje kolegę po plecach, ale tym razem znacznie słabiej. – Wygląda, że zostaniesz ojcem.

– Skąd pewność, że to moje? – Domniemany ojciec wskazuje na brzuch nieszczęsnej, mimowolnie chrząkając.

– Jest twoje. – Dziewczyna po raz pierwszy zwraca się wprost do Bartka i z uporem wpatruje w przerażone oczy przygodnego kochanka.

Oni się znają? – dopiero teraz Ewa uświadamia sobie, że w Indiach mogło wydarzyć się wiele osnutych tajemnicą rzeczy, zupełnie niezwiązanych z ich dawnym romansem. Pewnie powinna poczuć ulgę lub rozczarowanie, że okazała się tylko pionkiem, a nie ważną figurą pchającą Anila do działania, jednak nie czuje nic, nagle całkiem pusta w środku, martwa. Czy właśnie taka jest cena miłości?

– Ja nie mam powodu, żeby jej nie wierzyć. – Hindus wzrusza tylko ramionami. – Ponoć miała tylko dwóch mężczyzn. Mnie i ciebie. – Mimo ciemnej karnacji Rani dosłownie pąsowieje, najwyraźniej zażenowana przebiegiem rozmowy. Ewa pierwszy raz przygląda jej się uważnie. Może ona też właśnie płaci cenę za silne i niespodziewane uczucie, może wcale nie chciała zaaranżowanego przez rodzinę małżeństwa. To irracjonalne, ale nigdy wcześniej nie pomyślała, że jakakolwiek kobieta nie zechciałaby Anila, jej ukochanego i upragnionego Anila.

– Ja natomiast nie mam powodu, żeby jej wierzyć. – Bartek brzmi równie chłodno. Słysząc te słowa, Rani próbuje wstać i odejść od stołu, ale mąż brutalnie chwyta ją za nadgarstek.

– Nie pozwoliłem ci nigdzie iść – syczy.

Ewa i Kamil przyglądają się z dezaprobatą nagłej zmianie nastroju mężczyzny. Dosłownie w ciągu ułamka sekundy jego twarz wykrzywił ostry grymas gniewu.

– Dość już tego certolenia się! – Anil unosi nieco głos. – Nie przyleciałem tu, żeby z kimkolwiek się cackać! Aż do porodu nie chcę tej suki widzieć na oczy. Może do mnie wrócić, ale wyłącznie bez dziecka i albo zajmiesz się nią do tego czasu, albo będzie musiała sobie sama radzić, bez grosza przy duszy! – mówiąc to, daje znak kelnerowi, a chwilę później pojawia się pracownik hotelu z niewielką, sportową torbą. Stawia ją koło Hindusa. – To są wszystkie jej rzeczy, nie dostanie ode mnie nic więcej. – Wstaje i wychodzi.

Odprowadza mężczyznę wzrokiem, obserwuje jego prężne ruchy. Kiedyś po prostu uważała, że są zmysłowe, teraz przywodzą na myśl dominującego drapieżnika, gotowego na wszystko, by utrzymać swoją pozycję, jakby nikt i nic się nie liczyło, wyłącznie władza. Jedynie Bartek wpatruje się w stojącą przed nim i dosłownie trzęsącą się ze strachu ślicznotkę. Wszyscy, z wyjątkiem Rani, są osłupiali, ona najwyraźniej spodziewała się podobnego przebiegu zdarzeń.

Ewa pierwsza podrywa się z miejsca, kierując się nagłym impulsem podchodzi do dziewczyny, otula ją ramieniem i sadza na krześle. Ma ogromną ochotę zaopiekować się tą ptaszyną, sprawić, że będzie beztrosko się śmiać. Piękne kobiety powinny się uśmiechać, dzięki temu świat staje się pięknieszy.

– Więc jak? Zajmiesz się biedactwem? – pyta Bartka, bo w zasadzie to jego rola. Jeśli naprawdę coś między nimi zaszło, powinni pogadać w cztery oczy, a następnie paść sobie w ramiona.

– Chyba powinieneś coś powiedzieć… albo zrobić. – Kamil szturcha chłopaka łokciem, bo ten tylko gapi się w pustkę, gdzieś ponad siedzącymi kobietami.

– Przepraszam – bąka. Ma ochotę uciec. Jak najdalej. Siedzi jednak na swoim miejscu, dosłownie wmurowany, podczas gdy ślicznotka po drugiej stronie stołu cicho pochlipuje, wsparta na ramieniu jego szefowej. Wygląda bezradnie i niewinnie, choć wcześniej chłopakowi jej uroda wydawała się zbyt ostentacyjna, może nawet wulgarna, a co najmniej nierzeczywista.

Bartek wstaje. Wyciąga rękę. Zbliża się do Rani. Ona wpatruje się w niego swoimi wielkimi, ciemnymi oczami. Z wyczekiwaniem? Nadzieją? Ewidentnie roztrzęsiona, najwyraźniej pierwszy raz zostawiona samej sobie. Porzucona, bo chyba tak należy to nazwać. Porzucona. Choć nie, niezupełnie. Ten gniewny Hindus wspomniał coś o wracaniu. Bez dziecka.

Dziecko! Jego? Być może… Czy jest na to gotowy? Zostać ojcem? Zmieniać pieluszki i nie przesypiać nocy? Nie! To nie jego! Nie ma mowy! Nie da sobie wmówić! Odwraca się gwałtownie i prężnym krokiem opuszcza lokal. Rześkie powietrze uderza w rozgrzaną twarz. Od razu lepiej. W końcu może oddychać.

Skręca w Świdnicką. Pójdzie na rynek. Upije się. Poderwie pierwszą laskę, która się nawinie. Albo nie, wynajmie sobie dziwkę! Nie chce znów natknąć się na mężatkę! Tego by tylko brakowało.

Ostro prze przed siebie, przepychając się przez grupki zmieniających właśnie lokal imprezowiczów, kiedy nagle czuje na ramieniu ciepły ciężar czyjejś ręki. Odwraca się. To Kamil. Strąca jego rękę i idzie dalej.

– Poczekaj! Gdzie ci się tak spieszy, chłopie? – Słyszy stanowczy głos kolegi. Zwalnia, ale nie zatrzymuje się. Rzuca intruzowi wrogie spojrzenie. Pajac! Wygląda zupełnie idiotycznie, zachowując się tak żywiołowo w drogim, eleganckim garniturze i ulizanej fryzurce. Spuszcza wzrok na własny strój. Obaj wyglądają jak pajace! Wzdycha.

– Czego chcesz? – warczy.

– Żebyś zachował się jak mężczyzna. – Kamil wyraźnie rzuca mu wyzwanie.

– A co o byciu mężczyzną może wiedzieć taka ciota jak ty! – Bartek wykrzykuje gniewnie, przyciągając tym wzrok przechodniów. Czyżby uznali to za kłótnię kochanków? Wzdryga się na samą myśl.

– Najwyraźniej więcej niż ty. – Rozmówca nie tylko nie wygląda na urażonego, ale wręcz wydaje się niezbity z tropu. – Dziecko może być twoje, prawda? – pyta, z naciskiem, chwytając Bartka za ramię i tym razem zmuszając do zatrzymania się i spojrzenia mu w oczy.

– Nie jest moje! – chłopak rzuca gniewnie.

– Skąd taka pewność? – Widać kumplowi już nic więcej nie trzeba, wie wszystko, co chciał wiedzieć. To Bartka tylko dodatkowo rozsierdza. Nikt nie będzie mu mówił, co ma robić! Wyrywa się z silnego uścisku Kamila i ponownie rusza przed siebie. Jeszcze szybciej niż wcześniej. Spragniony alkoholu. Mocnego.

Czasem aż wstyd być mężczyzną

Zawsze wiedział, że Bartek jest dupkiem. I tchórzem. Zwykłym gnojem. Postępowanie wobec Rani tylko utwierdziło Kamila w przekonaniu. Padalec jeden! Po jaką cholerę w ogóle za nim pobiegł?! Przecież wiedział, że nie przekona chłopaka do wzięcia odpowiedzialności za własnego chuja!

Na szczęście przynajmniej Ewa postąpiła fair, choć pewnie musiało jej być, delikatnie powiedziawszy, ciężko. O ile oczywiście wszystko, co usłyszał od Patryka, to prawda. Nie dała nic po sobie poznać, do końca zachowała pokerową twarz.

Nie ma pojęcia, co ten przeklęty Hindus zrobił swojej żonie, ale biedactwo kuli się i drży. Płacze. Cały czas. Odkąd tylko zostali sami w restauracji. W limuzynie. W ogrodzie. W salonie. I teraz w gościnnej sypialni.

– Mogę jeszcze w czymś pomóc? – pyta, bo czuje się nieswojo. Zbędny.

– Nie wiem… poczekaj… – Ewa teraz wydaje się równie zagubiona. – Zostań z nią chwilę.

Podchodzi i przytula Rani, choć nie wie, czy powinien. Ma wrażenie, że ona teraz po mężczyźnie jest w stanie spodziewać się tylko wszystkiego, co najgorsze. Na pewno nie wsparcia. Ukojenia. Prawdę powiedziawszy, po tym, co usłyszał z ust jej męża, interesuje go, jak było naprawdę, ale przecież nie spyta. Przynajmniej nie teraz. Cóż takiego dostrzegła w gburowatym Bartku, czego nie miał niezwykle przystojny Anil?

Przez przymknięte drzwi słyszy, jak Ewa rozmawia przez telefon. Najwyraźniej z jakąś bliską jej kobietą. Może matką albo siostrą. Nigdy nie była w ciąży, nic dziwnego, że nie wie, czym może karmić i poić swego niespodziewanego gościa, ani co może mu dać na uspokojenie. Na jednym telefonie się nie kończy.

– Mógłbyś podskoczyć do apteki? – pyta, wracając do pokoju.

– Oczywiście. – Wstaje powoli, żeby dodatkowo nie wystraszyć dziewczyny. Jego miejsce od razu zajmuje Ewa.

– Samochód stoi w garażu, a kluczyki wiszą w tej małej skrzyneczce przy drzwiach – instruuje go cichym, ciepłym głosem, jakby przeznaczonym dla Rani.

Czuje ulgę, mogąc się wymknąć z tej niezręcznej sytuacji. Dobrze, że nigdy nie będzie miał podobnych problemów! Sodomizując tyłki innych facetów, żadnego nie zapłodni, żaden też raczej nie zechce zostać kogucikiem domowym i zdać się na jego łaskę bądź niełaskę. No, choć to akurat mogłoby okazać się całkiem podniecające!

Po powrocie z apteki, zastaje dziewczyny leżące na łóżku. Są już ubrane luźniej. Mają zmyty makijaż. Ewa wtula twarz Hinduski w swoje piersi i głaszcze ją po długich, rozpuszczonych włosach. Ta pieszczota zdaje się działać na Rani kojąco. Staje w drzwiach oparty o framugę i podziwia tę sielską scenkę. Rzadki widok. Kobiety zazwyczaj ostro współzawodniczą, kopią pod sobą nawzajem dołki, a tu proszę – solidarność jajników. A może tylko przymierze przeciw jednemu mężczyźnie?

– Nie chcę przeszkadzać – chrząka – ale przywiozłem ziółka. Co z nimi zrobić?

– Dzięki, daj je tu. – Ewa uśmiecha się blado. Nie rzuca się od razu na parzenie ziółek i pojenie dziewczyny na siłę, a zaczyna od dokładnego przestudiowania informacji na opakowaniu! Posługując się płynnym angielskim, zadaje kilka pytań, upewnia się, czy na pewno nie zaszkodzi, zamiast pomóc. Kamil jest pod wrażeniem.

– Będę jeszcze potrzebny? – W zasadzie chętnie by jeszcze został, a może nawet przenocował w jednym z wolnych pokoi, ale czuje, że nie powinien.

– Nie, dzięki. Jeśli chcesz, możesz wziąć wóz.

– Nie będzie ci potrzebny? – upewnia się, bo nie wyobraża sobie, że one przesiedzą cały weekend w domu.

– Nie, dopiero w poniedziałek rano…

– Okej, w takim razie chętnie skorzystam. – Usuwa się z ich pola widzenia. Dobrze, że Ewa wybrała jego, nie Patryka. Ten heteryk pewnie cierpiałby katusze przy dwóch równie pięknych laleczkach… i zwijałby się z bólu, widząc jak Anil pożera wzrokiem Kowalikową. Jak nic byłby zazdrosny!

Doskonale pamięta rozdrażnienie przyjaciela, gdy wychodząc z basenu, natknęli się na tamtego mięśniaka. Już do końca dnia miał muchy w nosie, a przecież sam nie zrobił nic, żeby uwieść tę białogłowę. Dziecinne. Podobne do Patryka. Humorzastego i niestałego. Za to pełnego pasji. Uczuciowego.

Kiedy po tamtym incydencie spotkali się ponownie i kumpel przyznał, że sytuacja go wtedy podnieciła, Kamil miał nadzieję, że coś się wykluje z nieśmiałego zalążka czysto erotycznej przyjemności. Robił nawet podchody. W zaciszu czterech ścian Patryk pozwalał się dotykać i całować. Prawda, nie odwzajemniał pieszczot.

Spotykali się jeszcze rzadziej niż wcześniej, ale częściej sam na sam. Również w jej domu. Korzystając z basenu. Któregoś razu, podczas żartobliwych przepychanek, chwycił spermochlapa kumpla. Ten zamarł, ale nie wyrywał się, raczej wyczekiwał ciągu dalszego. Płynąc z prądem, przywarł do jego ust, wyłuskał z kąpielówek członki i chwycił je oba w jedną dłoń. Zaczął masować. Powoli. Z wyczuciem. Nie przerywając namiętnego pocałunku.

– Mocniej – wychrypiał w pewnym momencie przyjaciel. Poprawił więc uścisk i nieco przyspieszył. Oczy Patryka były szkliste, oddech przyspieszony, a penis nabrzmiały do granic możliwości. Doszli niemal jednocześnie. Nieziemskie uczucie. Więcej niż spełnienie, niż seksualna rozkosz. Całkowite zjednoczenie, dopełnienie ich relacji.

Niestety. Kumpel chyba do tego nie dorósł. Uznał to za swoją porażkę. Coś wstydliwego. No i popsuło się. Nie zerwali kontaktu, ale Patryk nie był już przy nim równie otwarty i swobodny. Stał się sztywny i oschły. Najwyraźniej chciał wyprzeć się własnych pragnień, zaprzeczyć samemu sobie. Pełen zahamowań i poczucia winy. Szkoda.

Lekarstwo

Widać tylko Anil stanowi lekarstwo na Anila, tylko on sam może zabić tę miłość. I chyba właśnie to zrobił. Był okrutny. Nie znała go takiego. Zawsze postrzegała jako czułego i wyrozumiałego kochanka. Skupionego i uważnego. Tym większe było zaskoczenie, gdy wbił jej nóż w plecy, informując o swoim ślubie. Nieodwołalnym i niepodlegającym dyskusji. A teraz jeszcze ta szopka! Czyżby nie znała go nigdy?!

Jak mógł w ten sposób potraktować ciężarną żonę?! Wyrzucić niczym niepotrzebną zabawkę! Pozbyć się! I jeszcze kopać leżącego! Nawet jeśli nie jest ojcem, trzeba być bez serca…

Rani – taka piękna i taka smutna. Zjawiskowa. Olśniewająca. Jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach. Wtedy wolała wierzyć, że fotograf się spisał. Głupia była. W tej rywalizacji od początku nie miała szans. Najmniejszych! Za chuda. Za blada. Ze zbyt małymi piersiami i mysim kolorem włosów. Co też sobie wyobrażała?! Rani pasuje do Anila idealnie, tyle że najwyraźniej on na nią nie zasługuje. Bartek też nie. Jeśli będzie trzeba, we dwie wychowają dziecko. Bez żadnego mężczyzny. Poradzą sobie.

Mocniej przytula dziewczynę. Młodziutką i niedoświadczoną. Przerażoną w nowej rzeczywistości. Zapewne przyzwyczajoną do luksusów. Do tej pory rozpieszczaną. Jedynaczkę. Aż dziw, że nikt nie stanął po jej stronie, nie powstrzymał Anila, nie otoczył opieką. Straszne!

Wydaje się krucha i bezbronna. Ptak ze złamanym skrzydłem. Egzotyczny i pełen przepychu, ale jednak ranny. Potrzebujący pomocy.

Zasypiają przytulone. Na szczęście Rani przynajmniej sny ma spokojne. Rozluźniona, niepomna wszystkich problemów, jakby na wpół uśmiechnięta, wydaje się jeszcze młodsza. Nieco dziecinna. Bez makijażu dodatkowo podkreślającego ciemne oczy i w luźno rozpuszczonych włosach okalających twarz ciemną aureolą.

Ewa budzi się w nocy. Za ciepło jej. Nie przywykła do bliskości drugiego człowieka. Noce spędzone z Mateuszem były inne, poprzedzone spełnieniem lub wypełnione potrzebą bezpieczeństwa. Tak, trudno się do tego przyznać, ale silne ramiona tego chłopaka dawały poczucie bezpieczeństwa, natomiast Rani to ona musi zapewnić bezpieczeństwo.

Kuszą ją płynne krzywizny brzucha napęczniałego życiem. Przyciągają. Nigdy nie odczuwała potrzeby założenia rodziny, ale teraz, w ciele innej kobiety, dziecko wydaje się czymś magicznym. Cudem. Iskierką nadziei, której trzeba pomóc stać się płomieniem. Być może jednak wbrew wszystkiemu to dziecko Anila. Jego dziecko.

Wyciąga drżącą dłoń. Chce dotknąć. Poczuć. Uwierzyć. Rani porusza się. Nieco zmienia pozycję. Po chwili drugi raz. W końcu układa się wygodnie i znów zamiera otulona miękkim obłoczkiem snu.

Ewa nie chciałaby, żeby ktoś jej dotykał. Sam z siebie. Nieproszony. Niezachęcony. Zazwyczaj szanuje granice innych ludzi, zachowuje dystans, jednak tym razem nie potrafi. Niby ciąża nic nie zmienia, niby kobieta dalej jest tylko sobą i ma takie samo prawo do nietykalności jak wszyscy inni, ale jednak…

Wstrzymuje oddech. Unosi ramię. Zbliża. Delikatnie opuszcza. Śpiąca kobieta nie reaguje w żaden sposób, więc Ewa z poczuciem ulgi wypuszcza powietrze z płuc i skupia się na doznaniach płynących z dłoni. Miękka obłość. Kulistość. Ciepło. Falowanie spokojnie pracującej przepony. Nic więcej. Żadnego kopania. Bicia serca. A jednak ma wrażenie, że od brzucha ciężarnej płynie w jej stronę jakaś energia. Przez ramię, prosto do serca, rozgrzewając od środka. Rodzina. Początek nowego życia. Skąd więc te wszystkie negatywne emocje? Ból. Strach. Odrzucenie. Przecież tutaj powstaje nowy człowiek! Mały kosmita, którego trzeba przyjąć z szacunkiem i miłością. Żeby świat był lepszy. Dla nas wszystkich.

Do oczu Ewy napływają łzy wzruszenia. Obfite i oczyszczające. Chciane. Upragnione. Stanowiące dowód tego, że zachowała odrobinę człowieczeństwa. Czuje. Nie stała się jakimś cyborgiem ani głazem. Jest kobietą. Też jeszcze może pokochać, jeśli nie mężczyznę, właśnie taką małą, bezbronną istotkę. Dziecko.

Wstaje wraz z pierwszymi promieniami słońca. Z trudem przychodzi jej zostawienie Rani samej, ale czuje, że potrzebuje skupić myśli, a to zawsze najlepiej udaje się w wodzie. W płynnym, przelewającym się królestwie. Migotliwym i cichym. Pluskającym. Otulającym. Prywatnym.

Mogłaby mniej pracować, część obowiązków scedować na innych. W jednej sypialni urządzić pokój dziecinny. Kupić wszystko, co potrzebne. Zatrudnić więcej osób, przy dziecku w końcu jest więcej pracy. Siostry by jej wszystko wytłumaczyły, a matka ucieszyła z kolejnego wnuka. Musiałaby go pokochać jak własnego! Bartka, jeśli rzeczywiście jest ojcem, pewnie da się łatwo spławić. Dziecko byłoby tylko jej. Ich. Oczywiście, jeśli Rani chciałaby tu zostać i je zatrzymać. Może jednak wybierze Indie? Okrutnego, ale bogatego męża?

Jej świat w końcu by się wypełnił, nabrał kolorów i znaczenia. Pieniądze byłyby po coś, teraz zupełnie niepotrzebne. Bezwartościowe. Owszem, wspiera różne ważne inicjatywy i instytucje: Zakład Leczniczo-Opiekuńczy dla Dzieci w Pyszkowicach; niektóre akcje Caritasu czy nawet Wikipedię; ale prawdę powiedziawszy, nie widzi ani nie czuje efektów, to jest dla niej obce. Wirtualne. Nieistniejące. Zresztą żadna ilość pieniędzy nie wystarczyłaby, żeby uratować świat i nakarmić biednych. Żadna. Lepiej skupić się na kimś bliskim, ciepłym i widocznym. Mogącym odwzajemnić miłość.

Z wody wychodzi przepełniona energią, już widzi swoją przyszłość, rosnącego na jej oczach małego Anila lub lepiej małą Rani. Pogodną. Szczęśliwą. Mającą wszystko to, czego ona sama nigdy nie miała. Przydałby się jeszcze jakiś pies, a może nawet rodzeństwo. Jest tyle niechcianych i niekochanych dzieci! Nie otoczy wszystkich opieką, ale jedno czy dwa może przecież przygarnąć. Zapewnić lepszą przyszłość.

Dzwoni do siostry, żeby podzielić się swoim pomysłem, wierzy że Ala w pełni zrozumie jej entuzjazm. Sama ma męża. Długo starali się o pierwsze, upragnione dziecko. Bardziej rodzinna i domowa niż Marta. Ciepła. Matczyna. Kochająca. Ewa czuje się zawiedziona, wręcz oszukana, gdy nie otrzymuje wsparcia.

– Wspaniale, że chcesz pomóc tej dziewczynie – Ala mówi sennym, znudzonym głosem – ale to dziecko ma rodziców. To raczej norma, że mężczyzna nie marzy, żeby zostać ojcem, zazwyczaj ma właśnie te dziewięć miesięcy, żeby oswoić się z tą myślą. Ten będzie miał trochę mniej, ale miejmy nadzieję, że podejmie słuszną decyzję. Dziecko potrzebuje ojca, szczególnie chłopiec. Ty też do założenia rodziny potrzebujesz mężczyzny…

Rozłącza się. Nie chce po raz kolejny słuchać o tym, że chłopa jej trzeba. Nieprawda! Jest tyle samotnych matek. Zadowolonych z życia singielek. Kobiet niezależnych i spełnionych. Skupionych na czymś innym niż zadowalanie facetów. Skakanie wokół nich. Lesbijek.

Wzdycha. Siostra w gruncie rzeczy ma rację. Może zaoferować Rani pomocną dłoń, ale to wszystko. Nie ona będzie tu decydować. Odegra co najwyżej drugoplanową rolę. Nic więcej. Nie powinna uzurpować sobie żadnych praw ani nawet się wtrącać. Stać z boku. Za wszelką cenę tylko stać z boku. Na nikogo nie naciskać.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Warsztat pisarski bez zarzutu ale tym razem treść nie powala na kolana. Są odcinki które bardziej mi się podobają. Pozdrawiam

Ponadto wydaje mi się że Gdybyś nie skomentował, to już by chyba nikt inny tego nie uczynił. To już prawie tydzień …

Uważam, że każdy powinien komentować przeczytane utwory. Bo to pomaga. Ja przynajmniej tak robię. Pozdrawiam

Również tak uważam :). Miłego wieczoru.

Autorka napisała długą opowieść, która zmierza do końca. Chce się rozliczyć sama ze sobą i z Czytelnikami, przedstawić rozwiązanie niektórych wątków bądź zasugerować przyszłe losy bohaterów. Nie wszystko trzeba podać na tacy, ale warto to i owo zaserwować tym, którzy byli cierpliwi i czytali od deski do deski każdą publikowaną część.
Tekst powstał (chyba) bez zamiaru publikacji odcinkowej. Stąd w jednym odcinku mamy dużo erotyki, w innym mniej, zdarza się też kompletna posucha. Gdyby konstruować opowieść w odcinkach, można by dawkować równomiernie przyprawy do każdego dania.
Nie narzekajmy na tych, którzy pro publico bono dzielą się efektem swojego hobby z internetową populacją czytających. Powalanie na kolana nie jest łatwym zadaniem. A powalanie za każdym razem to już wyzwanie, które wymaga wielkiej pracy, na co hobbystom zazwyczaj nie starcza czasu. Codzienność ma swoje ważniejsze wymagania.
Uśmiechy,
Karel

Jak zwykle coś wartościowego. Dziękuję Karelu że zręcznie Przypominasz o wyrozumiałości. W dodatku w przekonywujący sposób. Nawet potrafię sobie wyobrazić tą presję i szaleńczą obawę Autorki o to by nie zawieść czytelników. Żeby te godziny spędzone na lekturze nie okazały się stratą czasu. Z całego serca życzę Jej by tak nie było :).

Karelu..to nie brak wyrozumiałości, tylko stwierdzenie faktu że Ania napisała już ciut lepsze odcinki. Tak mój komentarz należy rozumieć… Pozdrawiam

Zdopingowany niejako przez Anonima również postanowiłem napisać kilka słów komentarza. Mnie akurat ten odcinek przypadł do gustu, w szczególności pierwsza część, czyli konfrontacja w restauracji. Mamy tu spotkanie kilku nieobojętnych dla siebie nawzajem postaci i możemy śledzić przepływające pomiędzy nimi emocje. Wypada to bardzo interesująco. Nadto stanowi fabularną kulminację trwającego od pewnego czasu ciągu wypadków, którą przyjąłem z zaciekawieniem. Gorzej, moim zdaniem, prezentuje się ciąg dalszy, a w szczególności wstawiona w zasadzie bez potrzeby i jakby “na siłę” mini scena erotyczna (igraszki chłopaków w basenie). Nic nie wnosi pod wzgledem fabulanym czy emocjonalnym, przypomina trochę odgrzewane danie w restauracji (dawna retrospekcja), bo jakiś element “erotyczny” należy zamieścić. Bez tego fragmentu odcinek wypadłby, moim zdaniem, lepiej. Końcowe rozważania Ewy uznałem za odrobinę wydumane, ale to mój odbiór indywidualny. Na szczęście, siostra oblewa Ewę kubełkiem zimnej wody i przywraca sytacji realizm. Podsumowując, warsztat jak zwykle bez zarzutu i godny gratulacji, kulminacja fabularna od dawna wyczekiwana oraz poprowadzona w przekonujący sposób, odrobinę ckliwe zakończenie i zbędna scenka w basenie. Te ostatnie minusy zostały jednak z powodzeniem zrekompensowane wcześniejszymi plusami.

Dziwne że ktoś musiał Cię zdopingować do skomentowania “flagowca” Twojej przyjaciółki, która nie raz wspomagała Cię swoją pomocą. Nawet wtedy kiedy Lis wbił Ci nóż w plecy.

Micku,

jeśli chcesz, by ludzie Cię lubili, to nie zaczepiaj ich w taki sposób. Nie jest to sympatyczne i raczej nie poprawi Twego wizerunku, który, jak już ostatnio zauważyłeś, nie jest w zbyt dobrym stanie 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Czy Napisałem nieprawdę ?

Ależ skąd, po prostu udowodniłeś jak sprawny z Ciebie troll – w dwóch zdaniach wbiłeś szpilę trzem osobom. To nawet byłoby zabawne, gdyby powoli nie robiło się irytujące ;p

Czy Znasz przypowieść o rzeźbiarzu i kamieniu ?

Nie wiem… chyba nie…

To o czym napisałem, wydarzyło się. Ja tylko przedstawiłem to bez zbędnych słów, bez “zabiegów zmiękczających”.

Zabawnie się czyta uwagi o w wbijaniu w kogoś szpilek, od kogoś kto sam lubi je wbijać.

Rozczarowujesz mnie, liczyłam na przypowieść!

Mick!
Wydaje mi się, że w którymś z moich ostatnich komentarzy bardzo wyraźnie Cię prosiłem o zmianę stylu komentowania. Twoja zaczepka względem jednego z Autorów jest zaczepką dla samej zaczepki. Ani się z nim zgadzasz, ani się z nim nie zgadzasz. Po prostu kopiesz pod stołem w sposób, którego błyskotliwość jest niedostrzegalna.

Muszę Ci zatem przypomnieć, że Twoje komentarze maja charakter publiczny. Chciałbym, żeby portal rozwijał się pomyślnie, szuflady były pełne tekstów i wytworzyła się społeczność wokół NE. Odpowiedz sobie na pytanie: Czy wątpliwej jakości złośliwość pomaga czy raczej przeszkadza w rozwoju? Nikt nie lubi być kopany pod stołem, ja natomiast nie lubię, kiedy moi Autorzy są atakowani w sposób niemerytoryczny.
Albo poskromisz swoje personale przytyki względem Autorów, których nie lubisz, albo dostaniesz ode bana. Korzystasz z zasobów NE w sposób nieskrępowany, ale kilka razy zdarzyło Ci się przekroczyć granicę w dyskusjach. Przepraszałeś, obiecywałeś poprawę i mogę to skwitować klasykiem: słowa, słowa, słowa.
Zawodzisz zdecydowanie i na całej linii, przemyśl to.
Z poważaniem,
Lis

Orzekam że w głównych kwestiach Masz bezwzględną rację. Ale nie za bardzo wiem co Ci odpisać mimo że czytałem ten post kilka razy. Miałem wrażenie że z każdym następnym razem, baranieję coraz bardziej.

Normalnie bym Ci obiecał że już będę łagodny jak Jezus ale w to, jak widzę, nie Wierzysz. Więc tu się chyba zatrzymam. Niestety nie potrafię dać sobie rady teraz z tym kalamburem.

W ramach “pierwszej pomocy”, pragnę cię przeprosić Moderatorze i prosić Żebyś mnie w swej sprawiedliwości, nie banował.

Do rozwiązania sprawy o której pisałem na początku, chwilowo niczego nie obiecuję (tak chyba będzie fair).

Mam nadzieję że jak na razie Jesteś usatysfakcjonowany.

Pozdrawiam serdecznie,
Mick

Witam ponownie. No dobrze teraz chyba lepiej zrozumiałem.

Chciałbym zatem spytać czy Ty w ogóle Przewidujesz jakiś dialog pod tym komentarzem ? Czy mam bez słowa skargi przyjąć to ciągłe grożenie ? Bo Ustawiasz mnie do pionu równo. Czy zaczął się już Pan Moderator czy nadal jest Lis ?

Micku, aż się zastanawiam czego nie rozumiesz. Lis Ci nie grozi, jedynie ostrzega, że w naszej piaskownicy bawimy się według naszych zasad. Ty jako gość albo się dostosujesz, albo zostaniesz wyproszony. Toż to bardzo prawicowe podejście, powinniście się dogadać!

Owszem, brak komentarzy może nieco zniechęcać, ale ja zwykle kończę to, co zaczęłam. Tak już mam. Szczególnie, że całość była gotowa na długo przed publikacją pierwszej części, więc przerwanie byłoby z mojej strony jedynie złośliwością. A ktoś jak widać jeszcze czyta ;p

Karel ma rację, że nie pisałam “Magnetyzmu” z myślą o publikowaniu w odcinkach. Dokonany podział jest nieco sztuczny, ale jeśli przyjrzycie się tasiemcom pisanym specjalnie dla NE, ukazującym się na bieżąco, również zauważycie, że “sceny” nie są rozłożone równomiernie. Nawet szczątkowa fabuła ma swoją logikę i swoje tempo.

Bynajmniej nie jest dla mnie zaskoczeniem, że to ociekające seksem części cieszą się większą popularnością, mimo że komentatorzy mają w zwyczaju narzekać raczej na brak fabuły, niż treści pobudzającej zmysły. Na NE od czasu do czasu wybucha spór o to, co jest ważniejsze: erotyka sama w sobie, czy opowieść. Moim zdaniem tak a nie inaczej oceniając poszczególne części, nasi czytelnicy jasno opowiedzieli się po stronie erotyki. Podobnie jak podczas pierwszej bitwy, która miała rozstrzygnąć jeden z tego rodzaju sporów…

Serdecznie pozdrawiam

A.

Napisz komentarz