Nowy świat czarownic 29-30 (Nefer)  3.27/5 (28)

25 min. czytania

Harold Piffard, „Joanna d’Arc”

29

Jeżeli miał nawet nadzieję, że jego atak zakończył się sukcesem i zabił wiedźmę, to szybko przekonał się o daremności tych oczekiwań. Okrzyki triumfu zwycięzców oraz rozpaczy pokonanych nie zmieniły tonu, nic nie wskazywało na to, by napastnicy ponieśli jakąś stratę czy napotykali poważniejsze przeszkody w dziele zniszczenia. Płomienie obejmowały kolejne strzechy, dając coraz więcej dymu wznoszącego się ciemnymi kłębami w wieczorne niebo, rozświetlone czerwoną poświatą stojącego nisko słońca. Magiczne ataki nie powtórzyły się, co wyraźnie uspokoiło strażników Marcusa, którzy ponownie skupili się wokół chłopaka. Pomyślał przelotnie, że może powinien był wykorzystać chwilę ich strachu i nieuwagi, spróbować ucieczki. Po użyciu mocy odczuwał jednak słabość, a z przeklętym ochraniaczem, w męskim siodle na grzbiecie marnej chabety i tak nie uciekłby daleko. Księżna zapewne wyszła bez szwanku, czy zorientuje się, że to on rzucił ogień? Wtedy zupełnie się tym nie przejmował, ogarnięty podnieceniem oraz gorączką bitwy. Ktoś z obrońców posłużył się magią już wcześniej, może wiedźma pomyśli, że tajemniczy przeciwnik uczynił to po raz drugi? Przecież nie może w żaden sposób podejrzewać, że on sam zna jakieś czary!

Nie ulegało jednak wątpliwości, że zaklęcia mocy nie były obce barbarzyńcom! Jakim sposobem? Któż to spośród nich potrafił gromadzić magiczną siłę oraz rzucać czary? Jakiś renegat, może uciekinier z Królestwa? Szlachetnie urodzony pan, który nie chciał pogodzić się ze swoim losem? Tylko gdzie i jak nauczyłby się używać mocy? Czy może jakaś zbuntowana, wydziedziczona, wygnana córka wielkiego rodu? Ale wtedy musiałaby mieć przy sobie jakiegoś błękitnokrwistego, który służyłby jej nasieniem i własną siłą? Pytań nie brakowało. Zrozumiał przynajmniej jedno, dlaczego pani Siedmiu Bram tak chciwie przyjmowała podczas wyprawy każdą kroplę mocy, dlaczego tak bardzo pragnęła dysponować zawsze jej rezerwami. Dlaczego w końcu zabrała go ze sobą, wyruszając na ten wypad. Bo spodziewała się możliwej, magicznej konfrontacji, która zresztą nastąpiła. I w której zdecydowanie zwyciężyła, co do tego nie miał już złudzeń. Zwyciężyła, ale zapewne zużyła znaczną część zgromadzonej siły.

Pożar bramy dogasał. Grupka zbrojnych usuwała zwęglone resztki konstrukcji, otwierając na nowo przejście. Zwycięzcy opuszczali wydany na pastwę płomieni gródek. Poszczególne oddziały sprawnie formowały się w uporządkowane grupy. Prowadzono sporą gromadę brańców, innych spędzili rozesłani po okolicy jeźdźcy. Marcus nie sądził, by ktokolwiek zdołał uciec. Podobnie jak poprzednio, przeważali mężczyźni i kobiety w wieku zdatnym do pracy, zdrowi, którzy nie odnieśli poważniejszych obrażeń i nie opóźnią zbytnio marszu kolumny. Jeńców ustawiono zresztą w szeregu i dokonano bezlitosnego przeglądu, oddzielając wszystkich tych, których uznano za starych, słabych oraz zbyt ciężko rannych. Zbici w niewielką gromadkę, oczekiwali swego losu. Dopełnił się on bez zbędnej zwłoki. Oto w zniszczonej bramie ukazała się sama Lady Berengaria, oczywiście nadal w postaci własnej córki. W tej chwili stracił ostatecznie nadzieję na to, że zdołał poważniej zaszkodzić wiedźmie. Nie wydawało się, by odniosła jakiekolwiek obrażenia.

Rzekoma Berenika podjechała do grupki wybranych więźniów, zmierzyła ich wzrokiem. Wezwała jednego z oficerów i wydała jakieś rozkazy. Jakie konkretnie, Marcus mógł przekonać się już po chwili. Nie zwracając uwagi na okrzyki przerażenia oraz daremne próby szarpaniny barbarzyńców, żołnierze piechoty ścięli mieczami jednego po drugim, równie sprawnie i skutecznie, jak uprzednio szturmowali wyłomy oraz bramę. Wiedział, oczywiście, że to wszystko dzieło wiedźmy, ale oczy ukazywały mu ukochaną, księżniczkę Berenikę, popisującą się bezlitosnym okrucieństwem. Lady Berengaria powiedziała mu, że dzikusy powinny nauczyć się odczuwać strach przed młodą panią Siedmiu Bram i oto właśnie dawała im pierwszą lekcję. Tylko po co, skoro tak naprawdę więziła własną córkę w lochach swego zamku?

Odruchowo ruszył w stronę księżnej, eskorta nie próbowała mu przeszkadzać. Rzekoma Berenika, zadowolona, również skinęła łaskawie dłonią.

– Oto moje pierwsze zwycięstwo, sir Marcusie.

– Gratuluję, pani i małżonko. – Zdołał odzyskać panowanie nad sobą. – Czy jednak musiałaś aż tak… – Wskazał na zwłoki straconych barbarzyńców.

– Chcę dorównać matce jako pogromczyni tych dzikusów. Chcę, by bali się mnie równie mocno jak i jej, a nasi żołnierze wierzyli w moje talenty i szli ochoczo w bój pod moim dowództwem. Ci tutaj byli nieprzydatni i tylko opóźnialiby marsz.

– Ja na pewno się ciebie nie boję, krwawy pomiocie wilczej suki! I na pewno do niczego ci się nie przydam! Ani tobie, ani samej Wilczycy! Najlepiej każ mnie od razu zabić!

Zajęty rozmową, teraz dopiero zauważył, że przez resztki bramy wyprowadzono jeszcze jedną brankę. Mniej więcej w jego wieku, jasnowłosą, o szczupłej figurze. Zdołał dostrzec tylko te szczegóły, ewentualne inne zalety urody ukrywały postrzępione, nadpalone szaty, a także smugi sadzy i zaschnięta krew, widoczne na twarzy oraz ramionach. Wśród tych śladów walki i pożogi wyróżniały się płonące nienawiścią oczy. Dziewczynę wleczono za oplatający szyję sznur, ręce miała skrępowane za plecami. Pilnowała jej czujnie cała dziesiątka zbrojnych, rozstawionych jednak w sporej odległości i unikających skupiania się w większe grupki.

– O nie, księżniczko. Jesteś zbyt cenną zdobyczą, żeby pozbywać się ciebie w taki sposób. Stanowisz najgodniejszy łup, jaki wzięliśmy w tym kurniku. Z prawdziwą dumą zaprezentuję cię mojej matce i pani, dostojnej lady Berengarii. Myślę, że znajdzie jakiś sposób, by wykorzystać twoje talenty.

– Jesteś równie zła i krwiożercza jak ona, godny pomiot wściekłej Wilczycy! Ale na pewno w niczym wam nie pomogę i na nic się nie przydam, ani jej, ani tobie!

– To się dopiero okaże, ale tę sprawę pozostawiam matce. Będzie bardzo zadowolona z takiej branki.

– Kto to taki i o jakich talentach ona mówi?

– Ach, zapomniałam dokonać prezentacji, wybaczcie oboje. Pani, oto sir Marcus z Międzyrzecza, obecnie z Siedmiu Bram, mój pierwszy małżonek. Ukłoń się, panie i mężu, okaż dobre maniery, stoisz przed obliczem damy. – Uśmiechnęła się z ironią.

Prawdę mówiąc, nie tyle stał, co siedział w męskim siodle, jego edukacja obejmowała jednak składanie wyrazów szacunku również w takiej sytuacji. Zaskoczony, pochylił elegancko głowę, niczym na dworskim polowaniu.

– Szlachetna pani? – spytał zdziwiony.

– Nie dbam o twoje pozdrowienia i dziwaczne wygibasy! Jestem Aurora, z wolnych Ludzi Północy. A ty służysz tej krwawej suce niczym niewolnik! Dajesz jej moc, by mogła mordować moich pobratymców, co sam widziałeś! Nazywa cię mężem i panem, ale nie różnisz się od zwykłego psa i gardzę tobą!

– Sir Marcusie, księżniczka Aurora okazuje pewne wzburzenie wywołane ostatnimi wydarzeniami i jako damie powinieneś jej to wybaczyć, proszę.

– Nie jestem żadną księżniczką, pomiocie Wilczycy!

– Może używam tego tytułu trochę na wyrost, przyznaję. Ale chciałabym potraktować cię jak równą sobie i tym samym uczynić zwycięstwo tym cenniejszym. Tak więc, sir Marcusie, mój mężu i panie, oto szlachetna pani Aurora, córka Arnolda, wodza tutejszych barbarzyńców oraz władcy tej fortecy, obecnie już nieistniejącej. On sam okazał się nieobecnym, jak zdążyłam się dowiedzieć. Pewnie zbiera ludzi, by powstrzymać marsz mojej matki. Nie spodziewał się zagrożenia i zostawił tu swoją córkę. Pomimo godnego pożałowania braku dobrych manier, to jednak prawdziwa dama szlachetnej krwi, o czym najlepiej świadczy przejawiona przez nią odwaga w boju. Temu chyba nie zaprzeczysz, księżniczko?

– Nie drwij ze mnie! Chciałam was zatrzymać, spalić na popiół, ale nie zdołałam! Nie zdołałam…

– Czy to ona rzucała ogniem? – Ośmielił się zapytać, wstrzymując z napięcia oddech.

– Owszem. Nawet dwa razy. Stawałaś bardzo dzielnie w obronie swoich ludzi, pani. Nie oczekiwałam po tobie takiej mocy, nie oczekiwałam jej po nikim z was. Ale i tak byłam przygotowana, na wszelki wypadek.

Marcus dostrzegł, że dziewczyna drgnęła, słysząc słowa rzekomej Bereniki i po raz pierwszy wydawała się zaskoczona. Na szczęście, ujawniła to tylko w taki sposób. Pospiesznie wtrącił się do rozmowy, by odwrócić uwagę księżnej.

– Tak, sam widziałem dwa uderzenia ognia, które odparłaś, pani i żono. Ale w jaki sposób oni tutaj posiedli moc? Przecież poza Królestwem oraz szlachetnie urodzonymi nikt nie powinien dysponować magiczną siłą.

– A jednak niektórzy barbarzyńcy to potrafią. Ale to nie czas i miejsce, by dyskutować o takich sprawach, sir Marcusie. Prawdę mówiąc, matka i tak może powiedzieć na ten temat więcej ode mnie.

– Czyli ukrywa coś przed tobą! Nie wiesz wcale wszystkiego, krwawa dziwko!

– Ja przynajmniej korzystam z mocy mojego pana i małżonka. Z iloma mężczyznami ty musiałaś zlegnąć, żeby zebrać tyle siły? I kim dla ciebie byli?

– To nie twoja sprawa!

– Podobnie jak i ty nie powinnaś interesować się sekretami mojej matki, lady Berengarii. Myślę, że pomimo twojego braku manier ucieszy się i znajdzie sposób, by wykorzystać taką zdobycz. Ale wystarczy już tej pogawędki. Zabrać ją i dobrze pilnować. Dajcie jej wodę, żywność i jakieś ubranie. Niech się obmyje. Traktujcie dobrze, ale nie pozwalajcie na żadne rozmowy. Dziesiętniku, zwalniam wasz oddział z innych obowiązków, odpowiadasz głową za bezpieczeństwo naszego gościa. I za to, żeby nie uciekła, albo nie odebrała sobie życia.

Aurora odeszła, obdarzając rzekomą Berenikę gniewnym, wrogim spojrzeniem. Zaszczyciła również samego Marcusa, odniósł jednak wrażenie, że jej wzrok wyrażał obecnie więcej ciekawości niż okazywanej uprzednio pogardy.

„Czy ta dziewczyna czegoś się domyśla? Jeżeli nawet tak, to raczej nie zdradzi tego wiedźmie, chyba, że na torturach?” – Zaniepokoił się. – „Ale o coś takiego nikt nie powinien pytać, zresztą teraz pewnie i tak księżna by jej nie uwierzyła.”

– Co zamierzasz z nią uczynić, pani i żono?

– O tym zadecyduje moja matka, lady Berengaria – ucięła zdecydowanie, zamykając temat.

– Ale kim jest ta Aurora i skąd bierze moc oraz umiejętności posługiwania się magią? Nazwałaś ją szlachetnie urodzoną, wywodzi się z jakiegoś błękitnokrwistego rodu Królestwa?

– O tym też porozmawiaj z księżną, sir Marcusie. Może ona zechce odpowiedzieć na twoje pytania. Wie na ten temat o wiele więcej niż ja. Niech ci wystarczy, że są tutaj, wśród barbarzyńców tacy, w których żyłach płynie odrobina starej, błękitnej krwi. Słabej już i rozmytej, niech będą za to dzięki Bogini, ale jednak. Ta dziewczyna dysponowała sporą siłą, dobrze, że wpadła w nasze ręce. Matka na pewno się ucieszy.

– Ale…

– Dość już o tym, sir Marcusie. Twoja pani i małżonka odniosła swoje pierwsze zwycięstwo na wojnie. Czyż oddany małżonek nie powinien złożyć jej z tego powodu gratulacji, okazać podziwu i uwielbienia? I przyczynić się w ten sposób do kolejnych triumfów?

– Czy chcesz…

– Oczywiście, ukochany. Wygrana bitwa rozpala zmysły, a ja zużyłam trochę mocy. Ale dzięki tobie, młodej pani Siedmiu Bram nie powinno jej zabraknąć. Nie zostało już wiele dnia, rozbijemy tu obóz. Nie mamy ze sobą taborów i będziemy musieli zadowolić się wspólnym namiotem. Dopilnuj jego rozstawienia. Ja wydam jeszcze rozkazy wojsku i zajmiemy się sobą.

Doprawdy, krwawa rzeź dokonana na jego oczach wcale nie rozpaliła zmysłów młodzieńca. Zużył też sporo siły na nieudany atak, który księżna przypisała na szczęście Aurorze, kimkolwiek by była i skądkolwiek wzięła moc oraz wiedzę. Bez entuzjazmu wykonał polecenia rzekomej pani i małżonki, oczekując przybycia wiedźmy i oporządzając tymczasem konia. To nie Demon, ale należały mu się woda, obrok oraz wytarcie wiechciem zeschłej trawy. Panią Siedmiu Bram zatrzymały jakieś obowiązki, przybyła bowiem późno, w zapadających już ciemnościach. Tym razem nie zamierzała zabawiać się w zmysłową uwodzicielkę sprzed kilku dni. To i tak nie miałoby sensu, musiała to pojmować. Nawet w zaciszu namiotu nie zdjęła wojskowego stroju.

– Jak spodobały ci się bitwa i moje pierwsze zwycięstwo? – spytała, nakazując gestem napełnienie dwóch kielichów.

– Złożyłem ci już gratulacje, pani i żono – odparł chłodno.

– Nie wydajesz się jednak szczególnie pełen podziwu, sir Marcusie. – Upiła trunku.

– Urządziłaś im krwawą łaźnię, nie mieli żadnych szans, nawet używając odrobiny magii. – Tego akurat tematu wolał nie rozwijać. – Pewnie rozkazałaś, żeby zabijano na miejscu starców i dzieci, potem wymordowałaś jeszcze część jeńców. A wszystko to na rachunek Bereniki! Nie wierzę, by ona postąpiła w taki sposób!

– Ale wierzą w to inni, bez wyjątku. Wierzą, bo widzieli na własne oczy. Młoda pani Siedmiu Bram zyskała sobie odpowiednią sławę, słyszałeś, jak nazwała mnie ta barbarzyńska dziewka, krwawą suką i pomiotem Wilczycy. I bardzo dobrze.

– Ale po co to, skoro i tak więzisz moją panią i małżonkę w swoich lochach?

– Następczyni tronu powinna zasiać strach w duszach tych dzikusów, to na pewno nie zaszkodzi. Ale to nie twoja sprawa. Zajmijmy się ważniejszymi rzeczami. Wiesz, czego od ciebie oczekuję, mężu i panie.

– Myślisz, że dzisiaj też zdołasz mnie omamić i wykorzystać, jak ostatnio? Oczekujesz mojej prawdziwej miłości? Po tym, co niedawno zobaczyłem?

– Upodobania bywają bardzo różne, jak sam miałeś okazję się przekonać. Ale masz rację, trudno się spodziewać, żeby tak wrażliwy młodzieniec mógł szczerze wielbić swoją ukochaną panią, gdy okazała właśnie niezbędną stanowczość wobec wrogów. Darujmy więc sobie miłość, Marcusie. Chcę tylko twego nasienia i twojej mocy. Dopij to wino i opuść spodnie!

Ze złością opróżnił naczynie, licząc, że może trunek pomoże mu w tym, co będzie musiał uczynić. Odrzucił kielich i niezdarnie grzebał palcami przy pasie. Księżna odsunęła jego dłonie i własną ręką rozpięła klamrę, szybkimi, wprawnymi ruchami ściągnęła w dół nie tylko spodnie, ale i gatki. Ochraniacz również nie okazał się znaczącą przeszkodą i po chwili trzymała już w garści genitalia Marcusa. Ścisnęła je do granicy bólu, ale właśnie tylko do niej. Wpatrywała się w twarz chłopaka i doskonale wyczuwała jego reakcje. Uchwyciła niezbyt chętnego do współpracy fallusa i poruszała dłonią wystarczająco gwałtownie, by zademonstrować swoją władzę, swoją potrzebę oraz ochotę skorzystania z posiadanych praw do rzekomego małżonka, a zarazem na tyle delikatnie, by poczuł jednak ślad podniecenia. Nie zdołał tego ukryć, ani w wyrazie oczu, ani tym bardziej w pulsującym i powiększającym się członku.

– Nie jesteś Bereniką! Tylko ją kocham! – rzucił w rozpaczliwej próbie oporu. Księżna uśmiechnęła się triumfalnie.

– Wiem, że najlepsza podnieta to miłość, mój ukochany. Ale przyznaj, twoja pani i małżonka budzi w tobie pożądanie również i w takiej postaci, jako powracająca z bitwy wojowniczka. Z bitwy, w której odniosła triumf.

– Ona nie zwyciężałaby w taki sposób…

– Nieważne, piękny książę… I tak czujesz podniecenie…

Pociągnęła za prężący się w jej dłoni narząd chłopaka i objęła młodzieńca wolnym ramieniem. Przywarła do jego ciała, obdarzyła pocałunkiem. Czy też raczej wycisnęła i wydarła ten pocałunek, kąsając przy tym lekko wargi. Podobnie jak poprzednio, doskonale panowała jednak zarówno nad bólem, jak i pożądaniem kochanka. Roztaczała bardzo specyficzny zapach, swąd spalenizny we włosach, znajomy i wcale nie nieprzyjemny odór konia, nade wszystko zaś poczuł ostrą woń potu oraz wyprawionej skóry. Przymknął oczy i bezskutecznie usiłował stawić opór w tym jednym, jedynym miejscu, które naprawdę się liczyło.

– Przecież robiłeś to z gwardzistkami, sprawiało ci to przyjemność, podniecało, choćby z tą Sudrun… – szeptała mu do ucha. – Czyż pani Siedmiu Bram, nieważne, stara czy młoda, nie jest o wiele bardziej godna twojego pożądania?

Kilka kolejnych, wprawnych ruchów dłoni i następny pocałunek… Nic nie potrafił na to poradzić, obudziła w nim znajomą, gorącą falę. Jęknął cicho. Księżna zajęła się teraz wolną ręką własnym pasem i własną odzieżą. To także poszło jej bardzo sprawnie. Pożądanie narastało i ze szczerą ulgą pozwolił wprowadzić nabrzmiałe przyrodzenie w jej otwór. O dziwo, okazał się wilgotny i gorący. A przecież on nie podejmował w tym kierunku żadnych starań. Czyżby zdołała pobudzić się sama, podniecić tym prawie gwałtem? A może mówiła prawdę, że rozpaliło ją odniesione w bitwie zwycięstwo? Niewykluczone, że potrafiła uczynić się wilgotną i gorącą na zawołanie, gdy pragnęła tak naprawdę nie miłości i zespolenia, a jedynie mocy? Oczekiwała przypływu magicznej siły i to właśnie stanowiło najlepszy sposób na samą Lady Berengarię?

Poruszyła biodrami, on jednak słabo i niechętnie wychodził na jej spotkanie. Przynajmniej na tyle potrafił się zdobyć, gdy już nie umiał powstrzymać narastającej w nim fali przypływu. Znalazła jednak sposób i na to. Pchnęła chłopaka na posłanie, opadli na przewidująco grubą warstwę skór. Opadli w sposób kontrolowany przez księżną, która ani na moment nie uwolniła przyrodzenia Marcusa. W obecnej pozycji jej własne poczynania w zupełności wystarczyły. Unosiła się i opadała, ujeżdżając sterczącego wciąż fallusa. Przymknął oczy, by nie widzieć ukochanej twarzy żony, twarzy Bereniki. Niewiele to jednak pomogło, nie tam, gdzie miało to znaczenie. Trysnął nasieniem równie obficie, jak w zawsze w podobnych sytuacjach. Tylko odczucie ssania wydało mu się słabsze niż zazwyczaj, szybciej też ustało. Ustało, pomimo wszelkich wysiłków księżnej, która nie rezygnowała ze swoich starań doświadczonej amazonki. Osłabienie okazało się natomiast tak samo dojmujące jak w innych chwilach oddawania magicznej siły. Wreszcie nawet żądna mocy wiedźma zrezygnowała z dalszych starań. Powstała, doprowadziła się do porządku i napiła  wina, nie proponując trunku chłopakowi.

– Ponieważ nie musimy dzisiaj udawać, powiem wprost, książę. Wypadłeś marnie, o wiele słabiej niż zwykle. I nie mam tu na myśli twojego braku współpracy. Z tym potrafiłam sobie poradzić. Zgromadziłeś jednak i ofiarowałeś niewiele mocy, o wiele mniej, niż przy poprzednich okazjach. To wprawdzie i tak sporo, ale posiadasz zdecydowanie większe możliwości.

– Nie będę udawał, że jest mi z tego powodu przykro, pani i małżonko – odparł z ironią, słabość nadal go nie opuszczała, tu akurat nic się nie zmieniło.

– Trudno, na przyszłość muszę sięgnąć po inne sposoby. Takie, które i ciebie powinny skłonić do bardziej intensywnych starań.

– Co masz na myśli?

– Przekonasz się już wkrótce. A tymczasem, trzeba się tobą zająć i nałożyć ochraniacz.

Pochyliła się i jak zawsze sprawnie nasunęła zniewalający genitalia przyrząd. Podciągnęła też gatki oraz spodnie chłopaka. Nie poprzestała jednak na tym. Biernie poddawał się poczynaniom wiedźmy, w dalszym ciągu osłabiony. Dlatego z opóźnieniem zorientował się, co jeszcze zamierza. Zorientował się, gdy skuła mu dłonie na plecach. W jego obecnym stanie nie musiała nawet używać mocy.

– Co to ma znaczyć? Chcesz potraktować mnie niczym sir Adriana? – spytał, jednak przestraszony.

– Ależ nie, mój piękny, choć odrobinę buntowniczy książę. Ile razy mam ci powtarzać, że to nie dla ciebie i nie mam takich planów? Po prostu, wypada, abyśmy spędzili tę noc we wspólnym namiocie. Zwycięska księżniczka Berenika oraz jej obdarzany łaskami i kochający małżonek. A ja chciałabym się jednak trochę przespać. Przespać bez obawy, że może zechcesz poderżnąć gardło pewnej okropnej wiedźmie. Mamy tylko jedno posłanie, przesuń się więc i pozwól, bym położyła się obok. Nie, nie musisz obejmować swojej pani i małżonki ramionami. Może powinnam cię też zakneblować, ale liczę, że jednak powstrzymasz się przed aż tak krwawymi metodami. Wymagają one zresztą chwili czasu, a tego z pewnością by ci nie wystarczyło. Uwolnię cię rankiem. Dobrej nocy, mężu i panie.

30

Nigdy dotąd nie zdarzyło mu się spać z dłońmi skutymi lub związanymi na plecach i otrzymał teraz okazję, by przekonać się, jak bardzo jest to uciążliwe. Mógł wprawdzie w miarę wygodnie ułożyć się na boku, na grubym posłaniu ze skór, gdyż księżna łaskawie pozostawiła mu sporo miejsca i zgodnie z zapowiedzią zapadła szybko w sen, zachowując przy tym postać Bereniki. Ostatecznie miała za sobą kilka nieprzespanych nocy i wiele obowiązków. Jednoczesne dowodzenie armią we własnej osobie oraz udawanie córki w roli pomocnika i adiutanta musiało okazać się wyczerpujące. A na dodatek on sam, niezawodne dotąd źródło mocy, zawiódł tego wieczoru. Zawiódł, bo zużył zgromadzoną siłę w inny sposób. Na szczęście, nic nie wskazywało na to, by Lady Berengaria domyślała się istotnych przyczyn tego stanu rzeczy. Obydwa ataki magiczne podczas bitwy przypisała tej tajemniczej Aurorze, a brak animuszu chłopaka niechęci oraz obrzydzeniu wobec okrucieństw wojny. Przynajmniej tyle. Nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu, a tym bardziej współczuć. Zwłaszcza, iż właśnie przekonał się, że paskudnie swędzi go nos, a on nie może się podrapać. W końcu zdołał zaryć dokuczliwą częścią twarzy w stosie futer i zmniejszył doznawane cierpienia.

Niestety, podobne, a nawet gorsze dolegliwości jak na zawołanie zaczęły objawiać się w innych miejscach, na plecach oraz ich mniej szlachetnej części, na ramionach, na głowie… Nie zdawał sobie nawet sprawy, jak często, odruchowo i bezwiednie drapał się codziennie podczas zwykłego snu. Obecnie te drobne w sumie niedogodności urastały do rangi nierozwiązywalnego problemu. Przeklęta wiedźma! Próbował pomóc sobie tak, jak w przypadku swędzącego nosa, ale nie we wszystkich miejscach okazywało się to skuteczne. Miotał się gorączkowo jak ryba wyrzucona na brzeg, daremnie usiłując przynieść ulgę podrażnionym fragmentom skóry. W końcu omal nie obudził Lady Berengarii, która poruszyła się niespokojnie i nie odzyskując pełnej świadomości odepchnęła go wolną dłonią. Zamarł, przestraszony. A jeżeli wiedźma uzna, że on rzeczywiście zamierza przegryźć jej gardło, tak jak to sugerowała, niekoniecznie w żartach? Jeżeli nie w pełni świadoma, odruchowo użyje mocy? Siłą woli zdołał opanować niezborne i gwałtowne ruchy ograniczonego w swojej swobodzie ciała. Okazało się szczęśliwie, że pozostawione same sobie dolegliwości zaczęły po chwili ustępować i nie wydawały się już tak straszne. Ścierpło mu za to ramię na którym leżał i musiał z pewnym trudem odwrócić się na drugi bok, zachowując oczywiście należną ostrożność. Z tym jednak dało się jeszcze jakoś wytrzymać. Do rana chyba przeżyje?

Dla odwrócenia uwagi zaczął rozmyślać o Aurorze. Nie miał najmniejszego pojęcia, skąd dziewczyna potrafiąca posługiwać się mocą i posiadająca pewien zasób magicznej siły wzięła się wśród barbarzyńców. Lady Berengaria tytułowała ją ironicznie księżniczką, może nie tylko dlatego, że była córką lokalnego wodza. Imię pana zniszczonej forteczki akurat mu umknęło. Nieważne. Pani Siedmiu Bram wyraźnie nie chciała wdawać się w żadne wyjaśnienia, zasłaniając się, o ironio, osobą swojej rzekomej matki. On sam na temat pochodzenia Aurory oraz jej zdolności magicznych i tak nic sensownego w tej chwili nie wymyśli. Po prostu, wie zdecydowanie zbyt mało. Przed oczyma stanął mu obraz dziewczyny, pojmanej i zwyciężonej, zachowującej jednak odwagę oraz dumę. Chociaż wysilał pamięć, nie potrafił przypomnieć sobie szczegółów jej sylwetki i rysów twarzy. Pamiętał tylko pałający wzrok. Miotające ogniem oczy oraz pogardę, z którą go potraktowała, nazywając psem i niewolnikiem. W pewnym sensie może był tak jednym, jak i drugim? Chociaż na samym końcu spojrzała na niego inaczej… Pojawił się teraz obraz szczupłej sylwetki i długich, splątanych podczas bitwy włosów… Czy można uznać ją za piękną? – „Co to ma za znaczenie?” – Żachnął się w duchu. O wiele ważniejsze jest to, co księżna zamierza ze swoim jeńcem zrobić? W tej sprawie również odmówiła odpowiedzi, stosując identyczny wykręt. Matka, czyli Lady Berengaria, zadecyduje o wszystkim! Na pewno jednak się ucieszy i potrafi taką zdobycz wykorzystać. W jaki sposób? – „A w jaki sposób wykorzystała dwie poprzednie, wyróżniające się urodą branki?” – Wzdrygnął się od tej myśli. – „Tak, Aurorę z pewnością można uznać za piękną, z tymi jasnymi, długimi włosami. Zwłaszcza, gdy się obmyje i dostanie nowe szaty. Zresztą panu Czwartemu ich brak nie będzie przeszkadzał, wręcz przeciwnie.”

Nie powinien aż tak przejmować się losem tej Aurory, która jest przecież dzikuską i wrogiem, jego samego traktuje z pogardą i pewnie zabiłaby bez wahania przy pierwszej okazji, choćby po to, by pozbawić rzekomą Berenikę źródła mocy. – „Mojej prawdziwej pani i ukochanej też musi zresztą nienawidzić, zwłaszcza po tym, co na oczach branki uczyniła wiedźma, mordując jeńców. Uczyniła pod postacią Bereniki!”

Mimo wszystko, gdy pomyślał o sir Oswaldzie i o tym, co ten zwyrodnialec zrobił z Anitą, poczuł rozsadzający go gniew. Bezsilnie zacisnął w pięści skute na plecach dłonie. Może się myli. Zresztą i tak nic nie może na to poradzić. Tej nocy wiedźma śpi, co prawda, u jego boku, ale zabezpieczyła się przed ciosem sztyletu, a mocy po dzisiejszych wyczynach i wieczornej, nawet nieudanej służbie, nie zbierze już wystarczająco dużo, by poważnie jej zagrozić. By w jednej, zaskakującej chwili spopielić kulą ognia. Zresztą co dalej? Wszyscy uznaliby, że zginęła w ten sposób księżniczka Berenika, że to on ją zabił. Ktoś domyśliłby się wtedy, że musiał poznać sposób posługiwania się ogniem. I co stałoby się z prawdziwą księżniczką, uwięzioną w Złotej Bramie pod strażą zaufanych ludzi wiedźmy?

Dręczony podobnymi myślami oraz narastającym zmęczeniem i niewygodną pozycją długo nie potrafił zasnąć. Nadszedł wreszcie niespokojny, nie dający prawdziwego wypoczynku sen. Obudziła go księżna, potrząsając ramieniem chłopaka. Jeżeli nawet miał jakąś okazję, to właśnie ostatecznie przeminęła.

– Wstawaj, mój panie i mężu. Odwróć się, to uwolnię ci ręce.

Nie odpowiedział, wykonał jednak polecenie i z radością poczuł swobodę nieskrępowanych ramion. Wreszcie będzie mógł się do woli podrapać.

– Nie wyglądasz najlepiej, sir Marcusie. Źle spałeś?

– Nie przywykłem do takich wygód i nie spodziewałem się ich, nawet na wojennej wyprawie, pani i małżonko.

– Trudno. Wojna wymaga wyrzeczeń od nas wszystkich. A teraz pospiesz się, zajmij się zwinięciem namiotu i przygotuj do drogi. Musimy jak najszybciej połączyć się z kolumną mojej matki.

Wiedźma, sama już w pełni gotowa, opuściła kwaterę. Czyżby wyczuł w jej zachowaniu ślad niepokoju? Czy zaskoczyła ją gwałtowność wczorajszych ataków magicznych i obwiała się ewentualnej nowej konfrontacji wobec zawodu, którego doznała podczas wieczornej próby przejęcia mocy? On sam nie miał w tej materii zbyt wielkiego doświadczenia, czuł jednak, że nawet źle spędzona noc i niespokojny sen pozwoliły mu odzyskać siły i byłby już zdolny do ponownego rzucenia ognia. Tylko co z tego? Czy zdołałby zaskoczyć księżną? I czy miałby ujawnić się na oczach jej zbrojnych, atakując w dodatku rzekomą własną panią i małżonkę?

Dobrze wyszkoleni żołnierze sprawnie zwinęli obóz i uformowali szyk marszowy. Bezlitośnie poganiani brańcy istotnie nie opóźniali pochodu. Aurorę potraktowano z większymi honorami i ofiarowano jej konia, nie zaniedbując jednak czujnej straży oraz wszelkich środków ostrożności. Nie zaprzątano sobie głowy pochówkiem poległych i wymordowanych barbarzyńców. Wypalone, wciąż dymiące zgliszcza gródka pozostały wkrótce za plecami maszerujących oddziałów. Księżna starannie zaplanowała wypad i wydała zawczasu stosowne rozkazy. Kolumnę z taborami napotkali w wyznaczonym zapewne miejscu, w zakolu szerokiej rzeki. Po przeciwnej stronie żywego nurtu wyrastał typowy dla tych stron, gęsty las. Czekał na nich rozbity już obóz i pomimo dość wczesnej jeszcze pory Lady Berengaria zarządziła nocny postój. Wojsko potrzebowało odpoczynku. Uczyniła to, we własnej już osobie, gdy tylko rozmówiła się z córką, która natychmiast po przybyciu udała się do namiotu matki. Ani Marcusa, ani nikogo innego nie dopuszczono do uczestniczenia w tej „rozmowie”. Uśmiechnął się tylko złośliwie na myśl o teatralnych sztuczkach, do których zmuszona była uciekać się wiedźma. Musiał jednak zarazem przyznać, że tymczasem radzi sobie bardzo dobrze i zmiany postaci wypadają w naturalny, nie budzący podejrzeń sposób.

Nie tracąc czasu, księżna poleciła przyprowadzić do swojej kwatery Aurorę. Podczas całej drogi Marcus nie znalazł okazji, by zbliżyć się do uwięzionej, barbarzyńskiej „księżniczki”. Nie chciał narażać się na jakieś podejrzenia, a zresztą, prawdę mówiąc, o czymże to mieliby ze sobą rozmawiać? Najwyraźniej Lady Berengaria znalazła jednak interesujący temat konwersacji, przymusowa wizyta dziewczyny w jej namiocie przeciągnęła się bowiem aż do powolnego w tych północnych stronach zapadnięcia zmroku. Nadal nie miał pojęcia, cóż takiego wiedźma może od niej chcieć. Przesłuchiwała Aurorę, licząc na wyjawienie wojennych planów jej ojca? Wydawało się to mało prawdopodobne. Zajął się tymczasem własnymi sprawami, oporządził konia, zjadł żołnierski posiłek i zaszył w przygotowanej dla siebie kwaterze, po części w tym celu, by uniknąć wzroku rzucającej mu baczne spojrzenia Sudrun. A skoro i tak nie miał nic do roboty, to skorzystał z okazji, by chociaż w części odespać męczącą noc.

Obudził go jeden z żołnierzy, który dość bezceremonialnie wkroczył do namiotu i potrząsnął ramieniem śpiącego chłopaka.

– Panie, dostojna lady Berengaria życzy sobie twojej obecności.

– Co takiego? – Nadal zaspany, nie wypadł zbyt błyskotliwie.

– Szlachetna pani wzywa cię do siebie.

– Ach tak, oczywiście.

Zbierał się pospiesznie, czyżby wiedźma postanowiła ponownie skorzystać z jego służby i pozyskać moc? Ale przecież w takiej sytuacji przywołałaby go jako księżniczka Berenika, a może nawet sama przyszła do namiotu? Była zdolna do takich kaprysów. Cóż, przekona się, o co tym razem chodzi.

Wbrew oczekiwaniom Marcusa, żołnierz poprowadził go nie ku kwaterze księżnej, ale w przeciwną stronę obozowiska, do ustawionych nad rzeką wozów taborowych. Wyprzężone konie mogły tu spokojnie skubać trawę i napić się do syta. Trochę na uboczu ustawiono solidnie okuty, zamknięty pojazd, który już wcześniej przyciągnął uwagę chłopaka. Kwatera i zarazem więzienie sir Oswalda? Czy znowu ma się stać świadkiem ohydnych zbrodni pana Czwartego? Tylko po co?

Niestety, najgorsze obawy Marcusa zdawały się szybko potwierdzać. Obok wozu dostrzegł księżną, w swojej własnej osobie. Pomimo słabego światła rzucanego przez oddalone ognie obozowiska rozpoznał ją bez trudu. Towarzyszyło jej trzech strażników i eskortowana przez nich szczupła postać okryta opończą, z narzuconym na głowę, szczelnym kapturem. Wzdrygnął się, to musiała być Aurora. Poczuł silny przypływ obrzydzenia. Naprawdę, współczuł tej dziewczynie, chociaż wcale jej nie znał, a ona traktowała go jak wroga. Gorzej nawet, nie jak wrogiego wojownika, ale jak godną najwyższej pogardy kreaturę.

– Wreszcie jesteś, sir Marcusie. Musieliśmy na ciebie czekać – rzuciła Lady Berengaria z nieukrywanym zniecierpliwieniem.

– Po co kazałaś mnie tutaj sprowadzić, pani?

– Nie teraz. Nie traćmy czasu – zadysponowała.

Na jej gest jeden ze strażników otworzył kluczem drzwi prowadzące do wnętrza wozu, ciężkie i okute żelazem jak i reszta pojazdu. Weszli do środka po wysuwanych schodkach, zbrojni zdecydowanymi ruchami popychali domniemaną Aurorę. Dziewczyna zachowywała milczenie. Widok w zasadzie nie zaskoczył Marcusa. Wóz urządzono niczym miniaturę lochu w podziemiach Złotej Bramy. Lochu, w którym księżna przetrzymywała sir Oswalda, a w podobnych celach przebywali też sir Adrian i obecnie księżniczka Berenika, może też zresztą i inni jeszcze więźniowie. Nie zdziwił go widok pana Czwartego, zajmującego oddzieloną żelazną kratą, większą część pomieszczenia. Urządzonego raczej luksusowo, jak na obecne warunki. Ale hrabia przywykł przecież do wygód i małżonka nie odmawiała mu tych drobnych udogodnień. Światło dawały lampy, co do jednej umieszczone jednak w przedsionku. – „Tym razem z pewnością zadbano o to, żeby nie trafił się jakiś zapomniany dzban z oliwą.” – Pomyślał ze zgrozą Marcus. Oni sami z pewnym trudem mieścili się w mniejszej części pomieszczenia, księżna odesłała więc na zewnątrz dwóch spośród towarzyszących jej zbrojnych.

– Witaj, Szlachetna Pani. – Sir Oswald zerwał się z siedziska i wykonał elegancki ukłon. Nienagannie ubrany, zamiótł podłogę beretem. – Zamierzasz może skorzystać z moich usług? Oddam ci je z przyjemnością, pani i żono.

– Nie wątpię, panie mężu. Cieszy mnie twoja gotowość. Mamy wojnę i potrzebuję wiele mocy.

– Jak widzę, nie zapomniałaś również o moich potrzebach. – Wskazał na zakapturzoną postać Aurory. – Tylko po co sprowadziłaś tego chłystka? Nie lubię go i wiesz dobrze, z jakich powodów.

– Jest tutaj po to, żeby się czegoś nauczyć. Aby nauczyć się, co nastąpi, gdy nie zdoła wykonać tego, czego się od niego oczekuje.

– Okazał się aż tak nieudolny? Czyżby twoja piękna i szlachetna córka, księżniczka Berenika, nie była zadowolona z służby swego pierwszego małżonka? Czegóż jednak ten chłopak może nauczyć się od kogoś takiego jak ja?

– To nie twoja sprawa, czego sir Marcus będzie się tutaj uczył – ucięła księżna, wyczuwając z pewnością insynuację pana Czwartego. Czyżby domyślał się prawdy? Pomimo całej swojej ohydy, sir Oswald nie wydawał się głupcem. – Martw się lepiej o to, żeby samemu dobrze wypaść. Ostatnio poradziłeś sobie z najwyższym trudem i tylko dzięki mojej pomocy.

– Czyż nie jesteś moją panią i małżonką, która powinna otaczać opieką swego oddanego i posłusznego męża?

Hrabia wykonał kolejny popisowy ukłon, nie kryjąc już tym razem ironii. Marcus doznał gwałtownego uczucia wstrętu i nienawiści. Z trudem powstrzymywał się, by nie wtrącić się do tej budzącej odrazę rozmowy. Rozmowy dwojga morderców, ubranej w słowa dwornej konwersacji.

– Do rzeczy, panie i mężu. Oto twój gość.

Na skinienie księżnej pozostały w pomieszczeniu strażnik zerwał kaptur i opończę więźnia, spod których istotnie ukazały się twarz oraz postać Aurory. Dziewczynę zakneblowano oraz skrępowano jej ręce na plecach. To zapewne tłumaczyło milczenie branki. A była zbyt dumna, by okazywać słabość bezsilnym miotaniem się w więzach i niezrozumiałymi jękami. Tylko oczy rzucały błyski, gdy rozglądała się po niezwykłym otoczeniu. Ku zdziwieniu Marcusa rozpuszczono jej wprawdzie włosy, ale nie okazała się naga. Nosiła elegancką, dworską suknię, której nie powstydziłaby się żadna ze szlachetnie urodzonych dam królestwa, a o której barbarzyńska dziewczyna z północy mogłaby tylko zamarzyć. Oczywiście, gdyby wiedziała, o czym marzyć powinna. I gdyby takie pragnienia wzbudzały odzew w jej sercu i duszy.

– Przyprowadziłaś tu kogoś innego niż zwykle. – Nawet sir Oswald wydawał się zaskoczony.

– To prawda, mężu. Trafiła się wreszcie okazja, by spełnić twoje największe pragnienie. Oto prawdziwa dama szlachetnej krwi, księżniczka Aurora, córka tana Arnolda, pana tych ziem.

– Jakaś przebrana, barbarzyńska dziewka – rzucił z rozczarowaniem pan Czwarty.

– Mylisz się, mężu i panie. Lady Aurora istotnie pochodzi z Północy, ale w jej żyłach płynie błękitna krew i potrafi posługiwać się mocą, o czym przekonałam się osobiście. Czyż nie takiej towarzyszki pragnąłeś od dawna? Ofiarowałam jej ten strój, by uczynić bardziej pożądaną w twoich oczach. I czyż nie wygląda w nim pięknie?

– Istotnie, pani i żono. Jeżeli to naprawdę dama szlachetnej krwi, to nigdy dotąd nie miałem takiego gościa. Bardzo ci dziękuję, naprawdę, jestem wdzięczny. A ty witaj w moich komnatach, Milady. – Hrabia ukłonił się raz jeszcze, ale ze zrozumiałych powodów nie doczekał się odpowiedzi. – Może zechcesz jednak pozwolić, by nasz gość poczuł się bardziej swobodnie? – zwrócił się tym razem do Lady Berengarii. – Nie wypada przyjmować w taki sposób damy.

– Jesteś pewien, sir Oswaldzie?

– Czyżbyś wątpiła w moje talenty, pani? Oczaruję lady Aurorę swoją służbą i gościnnością.

Na kolejne skinienie księżnej strażnik uwolnił usta dziewczyny od knebla, wiedźma powstrzymała go jednak tymczasem przed rozcięciem więzów na przegubach.

– Co to ma znaczyć? Nie licz na to, że przyjmę twoją nędzną propozycję i będę służyła ci niczym niewolna suka! – Dziewczyna nie zatraciła odwagi, temperamentu oraz cechującego ją, ostrego języka. – Powiedziałam to chyba jasno! Przekonasz się, że nic z tego nie będzie, nawet jeżeli ten tutaj przymusi mnie i zgwałci na twoich oczach. Znajdę sposób, zobaczysz! Niech zresztą spróbuje! Nawet gdy jestem związana, nie pójdzie mu łatwo!

– To ty przekonasz się, księżniczko, że potrafię przeprowadzić moje plany, na czymkolwiek by polegały. Panie mężu, czy na pewno chcesz, by uwolnić jej ręce?

– O tak, bardzo na to nalegam. Ostatecznie, nie co dzień mam okazję przyjmować prawdziwą damę. Nie wątpię, że doceni moje gorliwe starania. Ty również, Dostojna Pani, mam taką nadzieję.

– Jak sobie życzysz, sir Oswaldzie.

Lady Berengaria osobiście otworzyła kluczem drzwi w przegrodzie. Na jej milczący, wydany gestem dłoni rozkaz strażnik ustawił odpowiednio Aurorę, rozciął krępujące ją więzy i zdecydowanym ruchem wepchnął dziewczynę do kwatery pana Czwartego. Nieprzyzwyczajona zapewne do wymuszających dystyngowany sposób poruszania się, eleganckich szat, potknęła się i omal nie upadła. Księżna pospiesznie zamknęła drzwi i przekręciła klucz w zamku.

– To bardzo miło z twojej strony, piękna pani, że zechciałaś dotrzymać mi towarzystwa. Hrabia uśmiechnął się szeroko. Marcus przypomniał sobie słowa Lady Berengarii, iż jej obłąkany małżonek marzy o dostaniu w swoje ręce prawdziwej pani błękitnej krwi. Dotychczas musiał zadowalać się dziewkami z ludu albo barbarzyńskimi brankami, a teraz oto trafiła mu się wreszcie okazja zaspokojenia chorych pragnień. Aurora nie była może wytworną damą z Królestwa, ale niewątpliwie potrafiła posługiwać się magią, a to oznaczało, że w jej żyłach musiała płynąć błękitna krew, skądkolwiek wzięłaby się na tym północnym odludziu. Elegancka toaleta miała zapewne wzmacniać to przekonanie pana Czwartego i dodatkowo pobudzać jego żądze. Po ich krwawym zaspokojeniu tym lepiej usłuży księżnej. A on sam przekona się, w jaki sposób wiedźma potrafi pozyskiwać moc, gdy pewien krnąbrny młodzieniec nie staje na wysokości zadania.

– Trzymaj z daleka swoje brudne łapy, kundlu. Nie pójdzie ci łatwo, a nawet jeżeli mnie zgwałcisz, to zabiję cię, gdy tylko posiądę moc. I ona nie zdoła w tym przeszkodzić!

– Auroro, to nie tak! On nie chce cię zgwałcić. A przynajmniej nie tylko o to mu chodzi! – Marcus teraz dopiero zdołał wyrzucić z siebie jakieś słowa.

– Może zamierzasz mu pomóc? Albo na wszelki wypadek też ustawisz się w kolejce? Żeby Wilczyca miała pewność? Tylko co na to powie jej krwawy pomiot? Bo wy obydwaj służycie tym dwóm sukom niczym psy, ale ja na pewno nie będę!

– Auroro, on chce cię zabić! A ona na to pozwoli, żeby podniecić chore żądze tego szaleńca! Przecież nawet nie zdjęła mu ochraniacza!

– Zabić? Ale przecież wtedy… W jaki sposób…

Niestety, ostrzeżenie przyszło za późno. A nawet gorzej, odwróciło uwagę dziewczyny. Autentycznie zaskoczona słowami Marcusa, spuściła na moment z oczu pana Czwartego. Wykorzystał tę okazję i rzucił się na nią bez chwili zwłoki. Tym razem nie zamierzał ryzykować ani bawić się w przeciąganie dworskich zabaw. Silny cios pięścią powalił na wpół ogłuszoną Aurorę na podłogę. Sir Oswald zaczął szarpać i zdzierać jej strojną suknię. To dało dziewczynie odrobinę zwłoki. Odzyskała przytomność umysłu i uwolnioną od krępującej ruchy materii bosą stopą zdołała kopnąć hrabiego. Odskoczyła, półnaga, nadal na czworakach. Sir Oswald poderwał się i ruszył za swoją ofiarą, starając się zapędzić Aurorę w kąt celi.

– Nie dotykaj mnie! Przysięgam, zabiję cię!

Nie mógł na to patrzeć. Nie po raz drugi. Wbił się twarzą i dłońmi w pręty przegrody. Nie musiał niczego sobie wyobrażać, o niczym myśleć. Moc sama wzięła go w posiadanie. Ognista kula pojawiła się znikąd na środku komnaty sir Oswalda. Potężna i pełna żaru. Bez porównania silniejsza od tej, którą udało mu się stworzyć poprzednim razem. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, zanim on sam mógł wykrzesać jakąkolwiek przytomną myśl, ogień runął na pana Czwartego. Zwyrodnialec zdołał tylko przeraźliwie wrzasnąć w chwili, gdy ogarniały go płomienie. I tak umarł zbyt szybko. Na podłogę spadły zwęglone resztki ciała. Podłogę, która też zajęła się ogniem. Główna siła magicznego ciosu uderzyła jednak w ścianę wozu, przy której stał akurat sir Oswald. Grube, dębowe drewno również nie oparło się mocy. I to uratowało ich wszystkich. Ognisty podmuch wybił wielką dziurę, wyładowując swoją potęgę na zewnątrz. Z obozu dobiegły krzyki i rżenie przerażonych koni. Zmagając się z osłabieniem, spowodowanym zarówno użyciem magii jak i wszechobecnym żarem oraz dymem ujrzał, że Aurora nie straciła głowy. Uwolniona szczęśliwie od krępującej ruchy sukni, rzuciła się w wypalony otwór i zniknęła w zapadłych po piekielnej eksplozji ciemnościach.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry odcinek, czy raczej dwa rozdziały!

Od czasu, gdy Berengaria/Berenika wyruszyła przeciw barbarzyńcom z północy, akcja staje się coraz bardziej wartka i zajmująca. Nawet Marcus przestał być tylko bezsilnym obserwatorem wydarzeń, a stał się jednym z aktywnych bohaterów. A jego nowo odkryte talenty zdają się wzmagać z każdym dniem.

Coraz więcej wiemy też o barbarzyńcach. Okazuje się, że wcale nie są oni tymi zagrażającymi południowym księstwom potworami z propagandy uprawianej namiętnie przez Berengarię i inne władczynie. Pytanie, w jakim celu funkcjonuje ta propaganda wydaje się akademickie – wspólny wróg integruje, a podzielonemu na udzielne władztwa Południu przyda się odrobina jedności. Pytanie jednak, czy chodzi tylko o to. Ciekawa jest też kwestia magii – będącej ponoć przymiotem błękitnej krwi – wśród dzikich.Czyżby w istocie byli bardziej cywilizowani, niż wierzą w to mieszkańcy południowych krain?

Jeśli pragniemy dowiedzieć się czegoś więcej o ludziach północy, wygląda na to, że będziemy mieli okazję, bo nagle przedstawicielka tej nacji stała się jedną z bohaterek opowieści. Aurora ma szansę stać się bardzo interesującą osobą tego dramatu, kto wie, czy nie ciekawszą, niż Berenika. Mam wielką nadzieję, że Autor pozwoli tej postaci rozwinąć skrzydła. A może i rzucić wyzwanie (z niewielką pomocą Marcusa) okrutnej Berengarii.

Po przeczytaniu tych dwóch rozdziałów jestem niezwykle ciekaw, co dalej. Jak zakończy się północna ekspedycja? Czy Marcusowi uda się uciec ze szponów księżnej i uwolnić swoją żonę? Czy nowo odkryte moce pozwolą mu uzyskać wolność, o jakiej błękitnokrwiści mężczyźni tego świata mogą jedynie pomarzyć? No i jaką rolę w tym wszystkim ma do odegrania Aurora? Oto nurtujące mnie pytania, na które mam nadzieję niedługo znaleźć odpowiedź.

Pozdrawiam
M.A.

Bardzo interesujaca koncepcja. Wykorzystywany Marcus znajduje okazję żeby odołacić się lady Berengarii za wszystko zło jakie wyrządziła. Zabija znienawidzonego „teścia” i uwalnia brankę. W ten sposób staje się niezbedny dla Berengarii. Tylko czy ona nie zorientuje się kto faktycznie użył mocy? Do tej pory przewidywała wszystkie ruchy zarówno jego jak i swojej córki. Ciekawe jak się dalej potoczą jego losy? Pozdrawiam Autora

Marcus, zdobywszy odrobinę wiedzy i ograniczone choćby możliwości działania nie mógł pozostać biernym świadkiem zbrodni podobnej do tej, którą ogladał już poprzednio. Zareagował więc spontanicznie, nie myśląc o konsekwencjach. Ta refleksja przyjdzie później. Istotnie, w kolejnych odcinkach trafi się pewnie okazja, by o barbarzyńcach napisać coś więcej. Już obecnie widać, że nie są to po prostu dzikusy z rubieży tego świata. Aurora również znajdzie z pewnością okazję, by odegrać w tej historii swoją rolę. Ale i księżnej nie brakuje inteligencji, poszuka więc sposbów, by zrealizować własne plany, obecnie może nieco zmienione. Dziękuję za komentarze i pozdrawiam.

Marcus w jednej chwili spalił Oswalda jak i sam siebie. Zimna krew, strategiczne myślenie nie są jego mocną stroną. Zaryzykował jedyny atut jaki posiadał – niewiedzę Berengerii w sprawie mocy – dla obrony obcej sobie dziewczyny. Zobaczymy jak z tego wybrnie.

Zastanawia mnie skład armii w tym świecie matriarchatu – dotychczas sądziłem, że służą w niej wyłącznie kobiety – Marcusa otaczały właśnie wojowniczki. Tymczasem z przebiegu kampanii przeciw barbarzyńcom wnioskuję, że Berengeria dowodzi głównie mężczyznami – aczkolwiek nie jest to nigdzie, jasno opisane. Mam tutaj wątpliwości czy w sfeminizowanym świecie, kobiety zbudowałyby struktury siłowe/wojskowe oparte na płci przeciwnej?

@Radosky:

wydaje mi się, że sfeminizowanie tego świata dotyczy wyłącznie sfer wyższych – co jest wprost powiązane z faktem, że arystokratyczne kobiety przejęły monopol na stosowanie magii, która daje im ogromną przewagę nad mężczyznami (choć wiąże się z licznymi ograniczeniami – np. koniecznością wożenia ze sobą mobilnych „akumulatorów” i częstego z nich korzystania). Dlatego też w tych warstwach społecznych istnieje poliandria, o której nie słyszymy nic w innych kontekstach.

W klasach niższych panuje praktycyzm. Skoro mężczyźni co do zasady fizycznie silniejsi i wytrzymalsi od kobiet, to czemu nie mieliby tworzyć większej części składu oddziałów piechoty? W piechocie liczy się przede wszystkim możliwość codziennego pokonywania dalekich dystansów z ciężkim rynsztunkiem – a potem w tym rynsztunku walczenia. To predestynuje do roli piechociarza mężczyznę.

W wielu fragmentach „Nowego świata czarownic” wspomniani są wartownicy płci męskiej. Dlatego nie zdziwił mnie wcale skład osobowy armii. Oczywiście, zdarzają się żołnierki, takie jak Sudrun, ale powiedzmy szczerze – od początku było jasne, że znalazła się ona w orbicie Marcusa nie za sprawą swych talentów bojowych czy jeździeckich, a po to, by pobudzać jego męskie żądze. A że przy okazji nieźle robiła mieczem i trzymała się w siodle – to już tylko miły dodatek.

Pozdrawiam
M.A.

Rad. To nie jest jednak świat Amazonek czyli kobiet-wojowniczek ale świat szlachetnie urodzonych dam wladajacych magią. Stosunki matriarchalne i poliandria występują wśród arystokracji, co jest uwarunkowane zdolnością do gromadzenia, przejmowania i używania magii. Klasyczne siły zbrojne są zorganizowane mniej wiecej tak, jak to przedstawił MA. Kobiety występują w nich, i owszem, ale nie przeważają. Zresztą pełnią często zadania specjalne, jak np. eskortujace Marcusa gwardzistki. W sumie, w podobny sposób wykorzystuje też swoje wojowniczki księżna Berengaria. Wszystko służy lepszemu pozyskiwaniu mocy. Co do obecnej sytuacji Marcusa to istotnie, to co uczynił, musi okazać się brzemienne w skutki.

Naiwność Marcusa wydaje się wręcz urocza 😉
Długa przed nim droga, jeśli ma dorosnąć…

Istotnie, kilka razy bohater da się jeszcze zaskoczyć. Ale tego, że nie wytrzymał i nie potrafił patrzeć spokojnie po raz drugi na okropna zbrodnię nie uznalbym za dowód naiwnosci. Może za przejaw porywczosci w obronie „damy”.

Napisz komentarz