Magnetyzm XXI (Ania)  3.68/5 (235)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 11 minut/-y    

Źródło: Pixabay

Randka

Annę denerwuje naleganie Grześka, by w końcu wybrali się gdzieś razem. Na miasto. Romantyczna kolacja w drogiej restauracji, kino, teatr, opera albo banalny klub muzyczny – sama może wybrać, ale co to za wybór! Chce go w łóżku, nigdzie więcej! On oczywiście obiecuje, że po powrocie wytarmosi jej bośka, tylko po co czekać?

Nieco zirytowana, proponuje w końcu kawiarnię. Ma ochotę na dobre latte macchiato. Z lodami. O tak! Pytanie tylko, czy bardziej go wkurzy, nie chcąc nic, ewentualnie szklankę wody, czy wybierając najdroższą pozycję z karty?

– Naprawdę chcesz się napić dobrej kawy? – Mężczyzna zdaje się nie dowierzać.

– Tak – odpowiada, przekrzywiając nieco głowę i przyglądając mu się uważnie. Przecież jasno sprecyzowała swoje wymagania.

– Znam świetne miejsce, ale ono nie jest romantyczne. Wiesz, mała klimatyczna knajpka z gęsto poustawianymi stolikami. Mają najlepszy sernik we Wrocławiu.

Na sernik nie trzeba jej namawiać. Tak trafiają do Cafe Rozrusznik, usytuowanego w okolicy południowego Nadodrza. Anka zakochuje się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Wystarczy już niemal sam napis „otwarte” namalowany na kawałku zwykłej tektury. Do tego menu wypisane odręcznie kredą na czarnej ścianie. Bajecznie kolorowe obrazy na kremowym tle pomalowanych cegieł. Ciasta ukryte pod szklanymi kloszami. Niskie stoliki ze stylowymi fotelami. Muzyka puszczana z płyt winylowych, niestety z nowoczesnego gramofonu psującego nieco efekt, zabytkowy znacznie lepiej pasowałby do tego wnętrza. A nade wszystko przesympatyczny właściciel i gry planszowe! Koniecznie muszą zagrać w chińczyka! Niby we dwójkę to nie to samo, ale po prostu nie może przepuścić podobnej okazji.

Grzegorz, choć nieco starszy, lepiej pamięta zasady gry. Oczywiście kłócą się o kolor pionków – oboje chcą grać niebieskimi. Anka oburza się, że niby jako dziewczyna powinna wybrać czerwone. Nie ma mowy! Nie ustąpi! W końcu dopina swego i mężczyzna ulega – bierze zielone.

Na jednej rozgrywce oczywiście się nie kończy. Rozbawiona i roześmiana z chęcią pokonałaby go i dziesięć razy! Co tam! Nawet dziesięć tysięcy razy! Grzegorz ewidentnie jest zauroczony jej dziecięcym entuzjazmem, a ona rzeczywiście przez chwilę czuje się jakby znów miała pięć lat.

Wychodzą ostatni. Nieco zbyt późno. Dobry nastrój nie opuszcza Anny również podczas długiego spaceru. Wracają na piechotę do jego mieszkania, przechodząc przy tym wzdłuż nastrojowo oświetlonej rzeki oraz przez tętniące życiem centrum. Wspominają blok czekoladowy i ruską chałwę twardą jak skała, wrażenia po zjedzeniu pierwszego w życiu kawałka prawdziwej czekolady oraz kolejki w sklepach, choć tego akurat niemal nie pamięta, była za mała.

Musi przyznać, że wbrew obawom wieczór okazał się udany. Bawiła się świetnie. No i kawa była wyśmienita. Podobnie grillowane kanapki i ciasto czekoladowe. Miejsce na swój sposób urocze. Z charakterem, na szczęście z roku na rok takich przybywa.

Krok w dobrą stronę

– No już, dawaj mi tu tego sierściucha! – Grzesiek ciągnie kochankę ku łóżku. Po raz pierwszy musi inicjować seks, zwykle ulega tylko jej zachciankom. Oboje są roześmiani i radośni, jeszcze nigdy nie bawili się równie dobrze. Ich seks, owszem, zawsze udany, nigdy nie był jednak beztroski. Namiętny, zwierzęcy, hedonistyczny, upajający, afirmujący – tak, ale nie beztroski. Chyba właśnie tego mu brakowało. Śmiechu. Tarzania się w pościeli. Jej błyszczących oczu, błyszczących inaczej niż z pożądania.

– Gdzie ci tak spieszno? – Dziewczyna wyraźnie się droczy, wzbrania przed wejściem na łóżko. Mężczyzna przysiada na brzegu, pozwalając kochance nad sobą górować. Kształtne, apetyczne piersi ma teraz na wysokości swojego wzroku. Uwielbia je!

Ania staje między szeroko rozwartymi nogami, całuje w czoło. Słodko. Po matczynemu. Ciepło. Grzegorz zadziera głowę, żeby spojrzeć w piękne, kasztanowe oczy. Błyszczą radością. Nieposkromionym apetytem na życie. Chęcią płatania figli. Czuje, jak smukłe palce zanurzają się we włosach, jak zataczają kółeczka. Oszołomiony tą delikatną pieszczotą, przyciąga dziewczynę jeszcze mocniej, wciska twarz między gorące piersi, dłonie wsuwa pod bluzkę. Gładzi plecy.

Wciąga w nozdrza upajający, kwiatowy zapach, odkąd ją zna, ciągle ten sam. Subtelny. Dziewczęcy. Pasujący idealnie. Niestety efemeryczny. Nieuchwytny. Zawsze przyćmiewany przez zapach seksu, przez nieokiełznaną naturalną woń podniecenia.

Drżącymi rękoma rozpina stanik. Próbuje włożyć głowę pod bluzkę, żeby skryć się tam, ale materiału nie staje. Podwija ją ku górze i obnaża piersi. Chwyta strome wzgórza w obie dłonie. Są jędrne. Sprężyste. Śnieżnobiałe. Opina je gładka skóra. Jedwabista. Waży swoją zdobycz ostrożnie. Lekko ugniata. Zatacza kręgi. Ania śmieje się perliście, gdy przejeżdża za blisko pach. Raz. Drugi. W końcu rozmyślnie skupia się na bokach, żeby wydobyć z gardła ten dźwięczny ton.

Ona teatralnie, udając rozgniewanie, popycha go na łóżko. Grzegorz poddaje się, pozwala górować dziewczynie nie tylko wysokością, z ochotą przekazuje całą władzę, dałby zrobić ze sobą wszystko, byle utrzymać jej zainteresowanie. Kiedy się nad nim pochyla, świat przysłaniają rozbujane piersi. Może gładzić jej brzuch i talię. Uwielbia badać te krągłości, ciągle od nowa tworząc ich mapę, delektować się zwiedzaniem ciała, pięknego i podatnego na pieszczoty.

Teraz to chłodne palce Anny zaczynają błądzić pod jego koszulką, odkrywać wszystkie szorstkości, twardości i rozległe równiny, a kiedy leży zbyt biernie, szukać miejsc podatnych na łaskotki. Mała pijaweczka! Już jej pokaże kto tu rządzi! Kto w tym związku nosi spodnie!

Podrywa się i przyszpila zaskoczoną dziewczynę do łóżka. Siada na niej okrakiem. Łaskocze. Ona odwzajemnia przyjemną torturę. Siłują się wśród salw śmiechu. Raz jedno górą, raz drugie. Dosłownie tarzają się w pościeli, od czasu do czasu całując i kąsając, patrząc sobie głęboko w oczy.

– Przestań, bo się posikam – Ania nieśmiało protestuje, wcale nie zawieszając broni.

– To sikaj. – On również nadal łaskocze.

– Poważnie mówię! – Dziewczyna podnosi nieco głos, ale nie stanowczo, a raczej zadziornie.

– Ja też. – Opada na nią całym ciężarem i zerka w przepastne oczy. Zastanawia się przez moment, czy rzeczywiście jej nie puścić, tyle że szkoda przerywać równie przyjemną zabawę. Zresztą nie zrobiłaby tego!

– To może mam ci nasikać do ust, co? Szkoda byłoby pobrudzić świeżą pościel… – brzmi aż przesadnie zalotnie, jakby naprawdę zamierzała pobawić się w wodne sporty. Nigdy tego nie robił i jakoś nie czuje potrzeby, ale pewnie gdyby nalegała, uległby.

– A tego właśnie chcesz? – Postanawia kontynuować grę.

– Może. – Oczy kochanki wręcz błyszczą, widać mała psotka jest w swoim żywiole!

– Więc śmiało! – Nie zamierza się wycofywać, nie teraz, chce zobaczy jak daleko dziewczyna się posunie.

Puszcza ją i z satysfakcją przygląda się zdezorientowanej minie. Ciekawe, co teraz zrobisz – myśli, uśmiechając się w duchu chytrze. Ania odwraca go na plecy. Podnosi się. Zsuwa majtki. Staje nad nim w rozkroku, z trudem zachowując przy tym powagę. Oboje, on też z trudem powstrzymuje śmiech. Kochanka robi kilka zwodów, niby to przykucając nad jego ustami, po czym nagle odwraca się i zaskakuje z łóżka. Chłopak niezdarnie chwyta ją za nogę, ale zwinna i sprawna robi unik, z chichotem biegnąc do łazienki. Biegnie za nią.

– Hej! Nie taka była umowa! – oponuje, usilnie przeciwstawiając się zamknięciu drzwi.

– Zboczeniec! – Ania rzuca mu prosto w twarz. Miałby się obrazić za coś takiego? Nigdy! Wie, że ona uwielbia jego małe perwersje!

– Pensjonarka!

– Perwers!

– Siusiumajtka!

– Oblech! – Wymiana uprzejmości trwa to przy zamykających się, to przy otwierających się szerzej drzwiach, ale Anka w końcu puszcza klamkę i siada na sedesie, wyraźnie przyparta potrzebą. Grześka w pierwszej chwili odrzuca w tył, nie spodziewał się, że opór ustąpi, ale po chwili stoi już oparty o framugę i podziwia ulgę malującą się na twarzy kochanki. Zna to uczucie. Czasem oddanie moczu sprawia największą przyjemność na świecie.

– Napatrzyłeś się już? – Mierzy mężczyznę wrogim spojrzeniem, kiedy nie czując już przykrego parcia, wraca na ziemię.

– Nie – odpowiada z rozbrajającą szczerością. Wielokrotnie mówiła mu, że lubi szczerość, czemu miałby więc kłamać. Na nią mógłby patrzeć całe życie. W dzień i w nocy. – Nigdy się na ciebie nie napatrzę.

Dziewczyna robi głęboki, głośny wdech, nie odzywa się więcej, po prostu sięga po papier toaletowy i wyciera się. Niestety widoki zasłania obszerna spódnica. Ania podciąga ją jedynie na chwilę, by przepłukać swoje smakowite ciasteczko ciepłą wodą, a potem wytrzeć się w jego ręcznik. Robi to z ogromną naturalnością, celowo ignorując obecność kochanka lub akceptując do stopnia pozwalającego na podobne gesty. Zdecydowanie wolałby, żeby chodziło o to drugie.

– A teraz cię zjem! – Rzuca się na nią, gdy tylko kończy czynności higieniczne, z łatwością unosi i na rękach bierze z powrotem do sypialni. Wracają do swojej łaskotkowej wojny, śmiejąc się tak głośno, że pewnie słychać ich w całej kamienicy, ale sąsiadami przejmować się będzie kiedy indziej. Jutro. Pojutrze. W poniedziałek.

Jest taka piękna, kiedy się śmieje. Nagle jej policzki stają się pucułowate, usta bardziej czerwone, a kąciki oczu jakby uniesione do góry i przyozdobione trzema ledwo widocznymi zmarszczkami. Radosnymi zmarszczkami. W śmiechu piersi falują. Drżą. Przepona pracuje szybko i regularnie, sprawiając wrażenie, że Ania cała trzepocze w jego ramionach. Motyl złapany w sieć. Lekki. Cieszący oko. Delikatny.

Odrywa się od niej na chwilę, by zrzucić z siebie koszulę. Rozpiąć spodnie. Zdjąć jej spódnicę. Chce czuć kochankę intensywnie. Skóra przy skórze. Naturalnie. Bezpośrednio. Ona niby się broni, niby szamocze, ale zaraz sama nogami pomaga pozbyć się zbędnego materiału. W końcu są nadzy. Jak w raju, jak przed grzechem pierworodnym. Jak Adam i Ewa. A może raczej jak Adam i Lilith…

– A co to? – Dziewczyna bezwstydnie chwyta krogulca. Twardego. Gotowego. W jej oczach igrają wesołe ogniki.

– Nic – szepcze.

– Nic? Trochę duże i przykuwające uwagę nic. – Nadal nie puszcza, wyraźnie zadowolona ze stanu oręża.

– Czyżbyś chciała to nic poczuć w sobie? – Całuje ją w szyję i jedną ręką zjeżdża w dół. Na południu panuje powódź! Uśmiecha się jeszcze szerzej. To bardzo dobrze, że nie tylko na niego działają te figle. Nie zastanawiając się dłużej, celuje i trafia w sam środek tarczy. Ania wydaje z siebie cichy jęk. Na wszelki wypadek na chwilę zamiera, wie że jego legionista potrafi być zbyt waleczny i zadawać czasem niepotrzebny ból.

Łaskocząc ją, czuje jak mięśnie zaciskają się z każdą, niepohamowaną wręcz, salwą śmiechu, przyjemnie uciskając  chojraka. Mógłby tak trwać całe wieki! Rozkosznie obejmowany przez gorące, aksamitne wnętrze. Zanurzony w jej oceanie.

Kochanka ma jednak inne plany. Dociska łono do jego łona, a potem zgrabnie wślizguje się pod niego, tak że po chwili leży już prosto ze złączonymi nogami. Pióro dalej tkwi w kałamarzu, ale zanurzone jedynie samą końcówką, reszta obejmowana jest przez mięsiste wargi i mocno zaciśnięte uda. To dosyć dziwne odczucie. Inne. Jest ciepło, choć nie aż tak. Wilgotno. Dosyć.

Nieco niezdarnie sugeruje mu, że powinien się na niej położyć. Również płasko. Również ze złączonymi nogami. Ale on boi się poruszyć. Żeby nie wypaść. Nie oddać już ani skrawka zdobytego lądu.

Czuje tylko, gdy dziewczyna zaczyna się kołysać. Jej płynne, nieznaczne ruchy ożywiają cały świat. Sprawiają, że Ziemia się kręci. Sama wydaje się być skupiona. Na swoim pierożku, na tych wszystkich fałdkach i wypukłościach. Koronkach.

Przekonują go rozchylone usta. Zarumienione policzki. Zamglone oczy. I mimo, że boi się, iż jest za ciężki, przygniata ją całym ciężarem swojego ciała. Nogi nogami. Łono łonem. Brzuch brzuchem. Pierś piersią. Twarz wtula w rozpuszczone kasztanowe włosy. Uwielbia ich zapach!

Odnajdują wspólny, niespieszny rytm. Rozbujany. Rozkołysany. Falujący. Pchnięcia są płytkie. Ruchy nieznaczne. Przyjemność gęsta i lepka niczym smoła. Zniewalająca. Otaczająca ich ciała. Wciągająca.

Stają się bestią o dwóch grzbietach, stworzeniem pierwotnym, jeszcze nie rozdzielonym, spójnym. Całością. Pocieranie. Pulsowanie. Drżenie. Rozchylanie warg z każdym wyjściem. Zaciskanie z każdym wejściem. Nabrzmiała żołądź. Wrażliwa. Przewrażliwiona. Będąca teraz centrum wszechświata. Pestka łechtaczki uwierająca w trzon. Domagająca się swego. Dopieszczana.

Ona dysząca. Ona spazmatyczna. Cała w konwulsjach. Wyczerpujących. Ekstatycznych. W życiu nie widział, by kobieta tak długo szczytowała! By orgazm trwał raz za razem, zaciskając się na nim, odbierając dech, próbując wydusić do ostatniej kropelki.

Koncert

Grali już kiedyś w Od zmierzchu do świtu. Lubi ten klub. Kiedyś często tam bywał. Na koncertach gwiazd i debiutantów. Koncertach rockowych, bluesowych i metalowych. Rockotekach. Na Jam Sessions. Chyba nigdy się nie rozczarował.

Ale zagrać tam teraz? Kiedy palce już zesztywniały od ciągłego trzymania łopaty, a czasu nie starcza na pracę, Darka i prawdziwą królewnę, nie mówiąc o próbach? To będzie totalna klapa. Porażka. Kumple jednak uparli się jak głupi. Są zdecydowani zagrać nawet jeśli odmówi, a przecież nie pozwoli, żeby zastąpił go ten wymoczek Czaruś! Jeszcze gotów raz na zawsze wygryźć go z zespołu.

Urlop. Może wziąć kilka dni urlopu? Popróbować się. Aż do zajechania siebie albo strun. Przećwiczyć nowe kawałki. Powinni chyba zaprezentować jakiś świeży materiał. Dawno nie stworzyli już nic razem. Będzie fajnie. Musi być.

Cóż, nawet Kropeczka-Biedroneczka przekonuje go, że nie ma wyboru, że powinien. Tylko żeby nie dać dupy! Wszyscy pozostali, może poza Długim, powinni znaleźć czas. Jakoś się zgrają. Zrobią to! Do cholery! Zrobią to! Będzie jak za dawnych, dobrych lat!

Już niemal to czuje. Ciężkie, wysokie buty. Skórzana kurtka – jej zapach zawsze dodawał pewności siebie. Gitara przewieszona przez ramię. W palcach piórko. Tuż przy ustach mikrofon. Za placami zespół. Siła w jedności. We wspólnym działaniu. Sztuczna mgła i reflektor świecący po oczach. Ludzie. Masa ludzi. Ukrytych w mroku sali. Ledwo rozpoznawalnych. Zahipnotyzowanych muzyką. Poddających się mu. Ulegających.

Mimo, że zwykle spojrzenia ludzi onieśmielają, na scenie, całkowicie zatopiony w muzyce, zawsze czuje moc. Władzę. Sam, by tego nie osiągnął, ale przecież w tym uczestniczy. Emocje często go przerażają, ale są prawdziwe. Intensywne. Niepowtarzalne. Nie do podrobienia. Właśnie dlatego muzyki nie zamieniłby nigdy na nic innego. To jedyna rzecz, której by nie poświęcił.

Grając staje się inną wersją siebie. Lepszą. Bardziej wyrazistą. Nieśmiałość znika niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety po koncercie bańka mydlana pęka i znów staje się szary, ale przez moment dosłownie błyszczy, mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Żyje pełnią życia. Choć przez chwilę. Przez tych kilka utworów.

Czasem woli śpiewać covery, choć oczywiście wybrane nie bez powodu, to jednak mniej osobiste. Mniej ekshibicjonistyczne. Bezpieczniejsze. Własne utwory są miękkim podbrzuszem. Odsłoniętym i delikatnym. Jeszcze nikt tego nie wykorzystał przeciwko niemu, ale kto wie, co przyniesie jutro. Może dostanie po jajach. I to tak, że się już nie pozbiera.

Mocniej przytulając gitarę zgrubiałymi opuszkami, trąca struny. Muzyka nęci. Obiecuje. Mami. Muzyka nigdy nie zdradzi. Muzyka nigdy nie odejdzie. Będzie kochanką i przyjacielem. W zdrowiu i w chorobie. W dobrej i złej doli. Aż do końca życia. Wysuszy łzy i pozwoli znieść upokorzenia. Pomoże wstać po każdym, nawet najcięższym, upadku. Stanie się wyzwoleniem.

Wyciąga notes. Odkąd Ania go do tego pchnęła, napisał już kilka linijek. Pomysły rodziły się same, przychodziły w najmniej odpowiednich momentach. Zapisywał je na biletach jednorazowych, kartkach wyrwanych z cudzych zeszytów, a nawet na paragonach. Potem te wszystkie świstki zbierał w jednym miejscu, a teraz przyszedł czas, żeby coś z nimi zrobić. Niech się do czegoś przydadzą!

Rozkłada je. Tworzą przedziwną mozaikę. Białe. Żółte. Zielone. Małe i malutkie. Prostokątne i o nieregularnych kształtach, z postrzępionymi brzegami. Przypominają Mateuszowi szkolne czasy, kiedy na niemieckim z wąskich paseczków zawierających fragmenty zdań lub pojedyncze słowa, układali zdania. Teraz robi niemal to samo. Dopasowuje.

I nagle z kilku linijek powstaje cały tekst. Zapisuje go ołówkiem w notatniku, żeby nie uciekł, nie uleciał, jak tyle innych wcześniej. Potem śpiewa. Palce same odnajdują progi. Same zaczynają grać. I już jest. Rodzi się. W bólach.

 

Podobno w dłoniach mam cały świat,

Podobno serce swoje potrafię wyśpiewać,

Lecz czasami brakuje mi słów.

Tych prostych i tych skomplikowanych.

Najprostszych słów.

 

 

Bo co mi w duszy gra,

Wiem tylko ja.

I chciałbym Ci nawet powiedzieć,

Ale nie wiem jak.

 

 

Bo czasami brakuje mi słów.

Tych prostych i tych skomplikowanych.

Najprostszych słów.

A podobno serce swoje potrafię wyśpiewać,

A podobno w dłoniach mam cały świat.

 

 

Ożywają struny gitary,

Rozbrzmiewa dźwięk.

W tym dźwięku jestem cały ja,

Po prostu ja.

To moja dusza gra.

 

 

Bo czasami brakuje mi słów.

Tych prostych i tych skomplikowanych.

Najprostszych słów.

Podobno serce swoje potrafię wyśpiewać,

Podobno w dłoniach mam cały świat,

Podobno jestem wolnym człowiekiem,

Podobno mogę szybować jak ptak,

A bez Ciebie nie mogę nawet oddychać,

Bo czasami brakuje mi tchu.

 

 

Podobno w dłoniach mam cały świat,

Podobno serce swoje potrafię wyśpiewać,

Lecz czasami brakuje mi słów.

Tych prostych i tych skomplikowanych.

Najprostszych słów.

 

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Bardzo ciekawy odcinek. Szczególnie opis tworzenia utworu jest dla mnie prawdziwy. No i użyłaś slowa piórko , które jest mniej znane i używane niz kostka. Przypomnialy mi się czasy dziecinstwa kiedy mój Tata ucząc mnie grać używał takiego okreslenia. Opis spełnienia przekonywujący i realistyczny. Jedymy drobny dysonans to określenia “smakowite ciasteczko” “pierożek” ściągajace czytelnika bujajacego w chmurach na ziemię. Pozdrawiam AnonimS

Cieszę się, że się podobało 🙂
Określenia, cóż, w tym tekście jest sporo nietypowych i tak aż do końca – to celowy zabieg. Jedne się podobają, inne nie, każdy w końcu ma własny gust, mi chodziło o pokazanie możliwości…

Tak, te zdrobnienia są fatalne. Może po latach wrócą to łask, dzisiaj są typowe dla grafomanii i psują odbiór czytelnikowi.
Niestety namawianie Autorki do rezygnacji z własnych upodobań to walka z wiatrakami. Coś o tym wiem.
Ten odcinek jest nieco słabszy, moim zdaniem. Ale może jeszcze pojawi się lepszy fragment niż XIX.
Uśmiechy,
Karel

Na lepszy niż XIX zbytnio bym nie liczyła ;p

Upodobania jak upodobania, ten tekst to trochę eksperyment, osobiście lubię dosadne określenia, niemniej hobbystycznie zbieram wszelkie… Nie wierzę też, w powszechne na NE, przekonania, że istnieją słowa z natury grafomańskie. Niektóre może tylko są nadużywane lub używane w złym kontekście. Tyle.

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za cierpliwość

A.

Owszem nie ma słów z natury grafomańskich, ale zgraja internetowych grafomanów potrafi z najpoczciwszych słów uczynić słowa źle widziane.
Uśmiechy,
Karel

Część w której królują Ania z Grzegorzem jest tak słodka, cukierkowa, że przed opowiadaniem powinno pojawiać się ostrzeżenie – “Czytanie tekstu grozi podwyższeniem poziomu cukru we krwi”.
A na poważnie – opis zbliżenia ukazany w fajny, naturalistyczny sposób. Erotyka otrzymuje więc najwyższą ocenę.

To jedna z tych części magnetyzmu, która nie wnosi wiele do fabuły. Pomysł na opowiadanie jest mało odkrywczy, ot zwykła urocza scenka erotyczna. Plus jednak za końcowe słowa piosenki.
Mnie czytało się dobrze, na zdrobnienia nie zwróciłem uwagi. Warsztat Autorki oceniam więc odpowiednio wysoko.

Po przeczytaniu przeszło dwudziestu “Magnetyzmów” żałuje jednego – że sobie nie odnotowywałem najciekawszych zwrotów dotyczących erotyki. Uzbierałby się ciekawy zbiór, z którego i sam mógłbym korzystać w razie potrzeby.
Pozdrawiam
R.

I o to chodzi! 😀
Ta opowieść to w dużej mierze zbiór różnych podjeść do seksu i kopalnia dziwacznych zwrotów. Mam nadzieję, że przynajmniej kilka osób odkryje w niej coś dla siebie… a inni zrozumieją, że nasz erotyczny język wcale nie musi być ubogi, wszystko zależy od nas 🙂

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Częściowo zgodzę się z poprzednikami, częściowo nie. Z Radem odnośnie lekkiego przesłodzenia części pierwszej, braku fabuły, ale i plastycznego, nastrojowego oddania scen erotycznych. Podobnie jak Rad i Anonim daję też plus za tekst piosenki. Poruszył mnie o wiele bardziej niż poprzednia próba Mateusza sprzed kilku odcinków. Muszę też podzielić zdanie Karela odnośnie zdrobnienień. Prawda, to rzecz osobistego gustu, może zmiennej mody, ale jako czytelnik również mogę posiadać własne zdanie i przyznam, że takowe zdrobnienia do mnie nie trafiają, niweczą raczej nastrój. Natomiast niezmiennie intrygują mnie językowe eksperymenty Autorki w dziedzinie nazewnictwa intymnych fragmentów ciała ludzkiego. Z całą pewnością operuje w tej materii najbogatszym słownictwem wśród wszystkich autorów portalu (a zapewne nie tylko wśród nich). I choćby za to należą się wyrazy uznania.

Wyrazy uznania z radością przyjmuję ;D
A tak poważnie, nie sądzę, żebym miała skłonność do nadużywania zdrobnień. Z Karelem walczę głównie o zdrobnienia związane ze sferą erotyczną. Zwykle od dwa czy trzy w całym odcinku (i to nie każdym!). Weźmy pod uwagę ten nieszczęsny “pierożek” i “ciasteczko”, owszem, mogą kogoś razić, ale są jednak znacznie bardziej naturalnie niż “pieróg” i “ciastko”, bardziej pasują też do kontekstu. Do takiej przelukrowanej erotyki jak ta 😉

Pozwólcie że i ja wtrące swoje trzy grosze. Aniu z tymi zdrobnieniami to w moim przypadku chodzi o to że ja czytając tekst wyobrażam sobie sceny . I nijak nie mogę przypasować tego “pierożka” wizualnie. Chyba zeby nici użyć i coś na podobienstwo zszyć :). Odnośnie ciasteczka. Hmmm… z czasów wczesnej młodości paniętam ciastka o.nazwie “ponczowe” i od biedy ono mi się kojarzy z Twoim określeniem. Pewnie ze wzgledu na umiejscowienie kremu 🙂 w załączeniu przepis z fotografią pozdrawiam AnonimS https://aronia-wiemcojem.blogspot.com/2011/03/ciastka-ponczowe.html?m=1

Anonimie, cóż mam powiedzieć, wielu współczesnych mężczyzn jest przyzwyczajonych do widoku wagin rodem z porno, szeroko rozwartych i ziejących wielką dziurą pośrodku – tu rzeczywiście mogą przychodzić na myśl ciastka ponczowe (przyznam, że nie znałam), ale też wiele innych ciasteczek (angielska wersja pączków, obwarzanki czy zwykłe kruche ciasteczka z dziurką lub popularne pierniczki w czekoladzie, też z dziurką), ale prawda jest taka, że nie wszystkie określenia muszą odnosić się do wyglądu. Ponadto każda wulwa wygląda inaczej, zmienia się też w czasie, nie tylko z wiekiem i w trakcie cyklu menstruacyjnego, ale też wraz z narastaniem podniecenia. Kiedy kobieta nie jest podniecona, wargi sromowe często są złączone i zasłaniają tę Twoją upragnioną dziurkę, kiedy się podnieca, pęcznieją, otwierają się i nabierają żywszych barw. Istnieją i takie, które zamknięte przypominają pierożka lub występujący w innym tekście koguci grzebień – po prostu spomiędzy pulchnych warg większych wystaje falbanka warg mniejszych. Mnie akurat kojarzy się to wizualnie i bardzo erotycznie.

W związku z potrzebą uświadamiania jak różnorodne są waginy i że wszystkie są piękne, powstaje coraz więcej ciekawych projektów artystycznych. Pozwolę sobie jeden polecić. Wielki Mur Wagin składa się z paneli stanowiących odlewy prawdziwych cipek, to nie czyjś wymysł artystyczny. Przyjrzyj się uważnie, może jednak na którymś panelu znajdziesz coś podobnego do pierożka:
http://www.greatwallofvagina.co.uk/great-wall-vagina-panels

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Warto pisać komentarze bo przy okazji można się czegoś nowego dowiedzieć. Mur wagin robi wrażenie i na spokojnie go sobie poogladam. Co do filmów czy zdjęć to od wielu lat nie ogladam innych tylko pokazujace bdsm i to też bardzo rzadko. Uważam ze 90% populacji kobiet jest atrakcyjniejszych w realu niż te pożal się Boże aktorki. W realu trochę wagin widziałem choć nie oglądam je pod kątem szczegółów anatomicznych :). Wyjaśnię, czemu podjąłem temat. Czytając opowiadania, staram się wizualizować opisane sceny. I na karb niedostaków swojej wyobraźni, składam to że nie potrafiłem uzmysłowić opisane przez Ciebie kształty. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Pozdrawiam AnonimS

Ależ proszę 🙂

Napisz komentarz