Perska Odyseja XV: Nadzieja Persydy (Megas Alexandros) 4.43/5 (25)

Franz von Stuck, “Atena”

– Śpij, Kassandrze. Śpij, mój pierwszy kochanku. Bądź pewien, że na zawsze zachowam cię w pamięci.

Choć Macedończyk bronił się przed narkotykiem, którym go napoiła, widać było, że z każdą chwilą przegrywa tę walkę. Nic dziwnego – dwa puchary wystarczyłyby, by powalić bojowego rumaka. Próbował jeszcze pieścić jej piersi i obsypywać je pochwałami, lecz język już mu się plątał. Wkrótce nieprzytomny opadł na posłanie. Jutab uklękła nad nim. W podbrzuszu wciąż czuła tępy ból po jego silnych pchnięciach. Uda dziewczyny kleiły się od dziewiczej krwi oraz nasienia mężczyzny, którego rozkazano jej zgładzić.

Sięgnęła pod jedną z poduszek, wydobyła spod niej długi sztylet o bardzo cienkiej klindze. Idealny, by zagłębić się w ciele i przeszyć serce. Chwyciła go oburącz i uniosła nad głową. Spoglądała na tors Macedończyka, w miejsce, gdzie należało uderzyć. Starała się skupić na nim całą uwagę. A jednak coś wciąż ją rozpraszało. Zwróciła spojrzenie na kanciastą, wygładzoną przez głęboki sen twarz generała. Szeroką twarz człowieka z gminu, który do wszystkiego doszedł własnym wysiłkiem, odwagą oraz sprytem. Na jego szerokie barki i niżej, na pobrużdżone bliznami ciało. Najpoważniej wyglądała ta po pchnięciu między żebra, ale i ślady na udach musiały stanowić pamiątkę po groźnych dla życia ranach.

Potem niesforne spojrzenie skierowało się między uda, na zaspokojoną męskość Kassandra. Wbrew sobie wspomniała, że jeszcze przed paroma chwilami penis Macedończyka zanurzał się głęboko w jej ciele. Sama przecież wpuściła go między nogi. Mogła spróbować zadać śmierć, nim do tego doszło. To z pewnością byłoby niebezpieczne, lecz pozwoliło uniknąć bólu defloracji i ryzyka niepożądanej ciąży. Zachowałaby także – cenione w równym stopniu przez Persów, jak i Hellenów – dziewictwo, by pewnego dnia ofiarować je prawowitemu mężowi, arystokracie z monarszego rodu Achemenidów. Może nawet samemu królowi królów, Dariuszowi III. Kto jak kto, ale władca zasługiwał na żonę nietkniętą wcześniej przez mężczyznę…

Opuściła sztylet, uśmiechając się do tych absurdalnych myśli. Dariusz znajdował się na dalekiej północy, gdzie zbierał kolejną armię przeciw macedońskim najeźdźcom. Dwukrotnie już został przez nich haniebnie pokonany i nikt nie wierzył zbytnio, że za trzecim razem wynik będzie odmienny. Zresztą, nawet gdyby wrócił w glorii zwycięzcy… Od swego brata wiedziała, że harem króla królów, nim odebrał mu go Aleksander, liczył trzysta sześćdziesiąt pięć żon, konkubin oraz niewolnic. Po jednej na każdą noc roku. Co Jutab miałaby czynić w takim tłumie? Całymi miesiącami czekać na swoją kolej, aż pan i mąż łaskawie wezwie ją przed swe oblicze lub raczy złożyć wizytę w alkowie? Nie potrafiła sobie wyobrazić bardziej nudnej i pożałowania godnej egzystencji.

Nie, postanowiła, że jej los będzie odmienny. Dowodząc buntem przeciw Macedonii dowiedzie Dariuszowi swej wartości. On zaś uczyni ją wodzem odrodzonej armii imperium. Były wszak precedensy. Pantea Arteszbod kierująca Nieśmiertelnymi za Cyrusa Wielkiego. Artemizja z Halikarnasu mianowana przez Kserksesa admirałem perskiej floty… Jutab mogłaby pójść ich drogą. Nie dać się zamknąć w haremie, lecz przejść do historii jako wielka zdobywczyni.

Lecz droga ta wymagała od niej stanowczości i niecofania się przed niczym. Pierwszy zaś krok miało stanowić morderstwo Kassandra. Jeśli generał dotrze do Persydy wraz ze swymi żołnierzami poważnie zagrozi jej ambitnym planom. Z drugiej strony, od informatorów w Elamie wiedziała, że jego zastępcą jest pogardzany przez wojsko za barbarzyńskie pochodzenie Trak. Następnymi w hierarchii dowództwa byli: rozpustny Ateńczyk oraz niedoświadczony, macedoński młodzik, za którym ciągnął się obyczajowy skandal – niegdyś, w związku ze starszym mężczyzną, odgrywał rolę przynależną kobiecie. Zatem gdy Kassander umrze, w korpusie wybuchnie spór o to, kto miałby mu dalej przewodzić. Macedończycy z pewnością nie pozwolą, by kierował nimi cudzoziemiec. Już raczej wybiorą zniewieścialca… albo też armia podzieli się na kontyngenty narodowe. Jutab odpowiadało każde z tych rozwiązań. Przewidywała, że znacznie łatwiej rozbije podzielone, skłócone lub dowodzone słabą ręką wojsko.

Wystarczyło zadać śmiertelny cios. Mocniej uchwyciła rękojeść sztyletu i powoli uniosła go nad głową. Skupiła wzrok na torsie nieprzytomnego generała. Zgromadziła wszystkie siły, by wypełnić powierzoną jej misję. Misję, od której zależało tak wiele… a potem zastygła w bezruchu, całkiem niezdolna do czynu.

* * *

Choć obudziła się już przed paroma chwilami, wciąż nie otwierała oczu. Ze wszystkich stron otaczała ją miękkość. Materac, poduszki, jedwabna pościel… Przeciągnęła się z niekłamaną rozkoszą. Nawykła do spania na ciśniętej wprost na nagą skałę derce, zapomniała już, jak wygodne były perskie łoża. Szczególnie te wykonane z myślą o arystokracji.

Przez ostatnie miesiące najczęściej odpoczynek wypadał jej wśród żołnierzy. Oddzielała się od nich jedynie ścianą namiotu albo korytarzem jaskini, o ile jej rozkład w ogóle na to pozwalał. Dlatego musiała sypiać w odzieniu, a czasem wręcz w zbroi, w każdej chwili gotowa zrywać się z posłania i wsiadać na konia. Dlatego zeszłej nocy, nim udała się do łoża, skwapliwie się rozebrała. Jedwab wspaniale pieścił jej młode, wrażliwe na dotyk ciało. Zakopując się w pościeli, mruczała z przyjemności niczym dobrze najedzona i solidnie wygłaskana kotka. W ciągu nocy nie zbudziła się też ani razu – coś, co w trakcie wojennej kampanii zdarzało jej się niezwykle rzadko. Dlatego teraz była w pełni wypoczęta. I pomimo ostatnich, tragicznych wydarzeń, pogodna i pełna nadziei na przyszłość.

Uniosła w końcu powieki i zobaczyła rozpięty nad sobą wielki baldachim. Pokrywał go misterny haft z motywami kwiatowymi, złocisty na niebieskim tle. Pomiędzy pąkami wyszytych róż mieniły się dumne gwiazdy, wykonane z diamentów. Przez chwilę zastanawiała się, czy wszystkie sypialnie w tym skrzydle pałacu miały podobnie kosztowny wystrój, czy też Jutab oddano do dyspozycji najbardziej luksusową alkowę, zazwyczaj należącą do pierwszej żony jej gospodarza. Nagła myśl sprawiła, że mimowolnie się uśmiechnęła:

– Mimo wszystkich starań, w końcu i tak trafiłam do haremu – powiedziała na głos do samej siebie, po czym parsknęła rozbawiona.

Wybuch wesołości zaalarmował przydzielone jej niewolnice. Niemal natychmiast stanęły w otworze wejściowym sypialni, w pełni gotowe do służby i powitały dawną księżniczkę głębokimi ukłonami. Przypominając jej tym samym o czasach bezpowrotnie już minionych.

– Bądź pozdrowiona, pani. Mamy nadzieję, że dobrze spałaś – powiedziała wyższa z nich, o czekoladowej cerze. Któryś z jej rodziców musiał pochodzić z Nubii lub innej południowej krainy, leżącej za Arabią oraz wielkim, południowym morzem.

– Czy życzysz sobie, dostojna pani, byśmy podały śniadanie? A może najpierw pragniesz kąpieli? – dorzuciła druga, niższa, o jasnej skórze oraz lokach. Zapewne branka z Hellady lub Tracji. Pozyskana w czasach, gdy imperium było jeszcze w stanie najeżdżać obce państwa i żądać trybutu w złocie, srebrze i kobietach.

Jutab zadumała się na moment nad proponowanym jej wyborem. Tak, odczuwała głód, który wręcz szarpał jej wnętrzności. Z drugiej jednak strony, wczoraj przybyła do pałacu pod osłoną mroku, zbyt wyczerpana, by podjąć dokładniejsze ablucje niż spryskanie się podaną w misce wodą. Czuła, że przed spotkaniem ze swoim gospodarzem powinna gruntownie się odświeżyć. Jadło może poczekać.

– Najpierw kąpiel – zdecydowała.

– Jak sobie życzysz, pani. Czy zechcesz przejść z nami do łaźni? To ledwie parę kroków stąd.

Podniosła się na łokciu i odrzuciła z siebie kołdrę.

– Mam iść tak? – spytała.

Nie zdołała jednak onieśmielić ani zaskoczyć niewolnic swą nagością. Najwyraźniej nie była jedyną niewiastą w tych murach sypiającą bez odzienia.

– Zapewniam, dostojna pani, że nikt nie będzie ci przeszkadzał. Pozostałe dostojne mieszkanki haremu otrzymały co do tego wyraźne rozkazy.

– W takim razie ruszajmy.

Łaźnia była urządzona gustownie i bez silenia się na nadmierny przepych. Rozległą komnatę otaczały ściany z alabastru, pokryte freskami o świeżych barwach ukazującymi życie w podmorskich krainach. Baseny z gorącą i chłodniejszą wodą wyłożone zostały geometrycznymi mozaikami z drobnych kamyczków. Pomimo że słońce dawno już wzniosło się nad horyzontem, nie było tu żadnej kąpiącej się niewiasty. Chyba naprawdę zakazano im tu przebywać w obecności Jutab. Dziewczyna wcale się tym nie zmartwiła. Nie pragnęła przecież towarzystwa nudnych kwok z haremu. O czym miałaby z nimi rozmawiać? O dzieciach i absurdalnie splątanych za sprawą wielożeństwa prawach do dziedziczenia? Wolała umyć się w spokoju i przygotować na spotkanie ze swym gospodarzem.

Niewolnice zabrały się do tego systematycznie. Zaprowadziły niegdysiejszą księżniczkę do sporej wanny, nad którą unosiła się para. Na jej brzegu ujrzała dwa mydła z olejku cyprysowego, a także przybory do depilacji. Kiedy zanurzyła się w gorącej wodzie, mulatka i blondynka również pozbyły się sukni i bezzwłocznie do niej dołączyły. Poprosiły, by wstała, a gdy z ociąganiem w końcu to uczyniła, zaczęły ją porządnie szorować mydłami. Ich dłonie były wszędzie: pocierały plecy, szyję, piersi i brzuch dziewczyny. Wślizgiwały się między pośladki i uda. Od dawna niedotykana w tych miejscach, Jutab poczuła coś na kształt narastającej ekscytacji. Brodawki stwardniały i stały się bardziej spiczaste. A gdy opuszki palców ciemnoskórej zaczęły okrężnymi ruchami mydlić jej srom, co rusz podrażniając łechtaczkę, musiała stłumić cisnący się na usta jęk.

 Kiedy uniosła nogę, by pozwolić jasnowłosej umyć ją po koniuszki palców, ciemnoskóra uklękła przed nią i krytycznie przyjrzała się jej łonu. Jutab poczuła irracjonalne zakłopotanie. Faktycznie, od nocy, którą spędziła z Kassandrem, nie usuwała owłosienia ze swego podbrzusza. Był to w czasie kampanii luksus, na który nie miała ani czasu, ani sposobności.

– Trzeba się tym zająć, pani – kategorycznym tonem oznajmiła niewolnica.

Persjanka miała ochotę zaprotestować, stwierdzić, że przecież nie wystąpi przed swym gospodarzem nago, cóż więc za różnica, jak będzie wyglądać między udami…

W końcu jednak rzuciła tylko:

– Skoro tak uważasz…

Teraz, w chwili bardzo krótkiego wytchnienia, mogła sobie chyba pozwolić na odrobinę luksusu…

– Czy mam zostawić wąski pas włosków, czy usunąć wszystko?

– Wszystko. Kto wie, kiedy znów nadarzy się ku temu okazja?

Podczas tej wymiany zdań blondynka uniosła po kolei oba ramiona Jutab i zajrzała pod pachy. Na szczęście tutaj przywódczyni buntowników nie miała powodu do wstydu. Po zakończonym przeglądzie usiadła na brzegu wanny z nieskromnie rozchylonymi na bok nogami, zaś mulatka zabrała się do pracy.

* * *

Od upadku buntu w Persepolis minęły już trzy dni. Żołnierze z korpusu Kassandra oraz garnizonu zdołali dogasić pożary, które wybuchły w plądrowanej stolicy. Usunęli też z placów i zaułków ciała tysięcy powstańców. Generał nakazał ich spalenie na wielkim stosie poza miejskimi murami. Wprawdzie satrapa Arsames i kapłan Widarna protestowali przeciw takiemu traktowaniu zwłok, sprzecznemu z prawami wiary Wiecznego Ognia, lecz Macedończyk zignorował ich pretensje. Bardziej zależało mu na uniknięciu epidemii niż na dochowaniu wierności lokalnym zwyczajom. Niestety, nie obyło się przy tej okazji bez złego omenu. Kiedy płomienie uniosły się nad ogromnym stosem, wiatr niespodziewanie zmienił kierunek, spychając dym i swąd palonych ciał wprost na miasto. Wkrótce dachy domów i pałaców pokryły się cienką warstwą popiołu. Choć po kilku klepsydrach ogień został ugaszony, słodkawo-mdląca woń długo jeszcze unosiła się na ulicach.

Uporawszy się z najpilniejszymi sprawami, Kassander zaczął planować kampanię przeciw buntownikom. W tym celu zwołał naradę swoich oficerów, na którą zaprosił też satrapę. Z uwagi na dobrą pogodę zgromadzili się na tarasie Pałacu Wezyrów, z którego rozciągał się widok na miasto oraz wznoszącą się nad nim górę Rahmat. Ustawiono tam wielki, cedrowy stół, przyniesiony z imperialnej kancelarii. Na nim rozpostarto obszerną mapę Persydy. Jazon, Dioksippos, Euryton, a także świeżo awansowany Argyros stawili się punktualnie, zgodnie z rozkazem. Arsames nieco się spóźnił. Wyglądał na dużo starszego niż jeszcze parę dni wcześniej. Jego smagłą twarz przecinały bruzdy, świadczące o głębokim smutku, zaś w oczach brakowało dawnego blasku. Ostatnie wydarzenia: wybuch powstania i jego krwawe stłumienie, a następnie zbezczeszczenie świętego płomienia ciałami poległych, całkowicie go załamały. Fakt, że przestał być panem w oddanym mu we władanie kraju, stanowił dlań źródło nieustającej irytacji. Kiedy ujrzał rozbawionych oficerów – nie chcąc zaczynać bez niego, generał kazał zaserwować im wino – zacisnął tylko wargi w bezsilnej złości.

– Skoro jesteśmy już wszyscy, możemy przejść do rzeczy. – Macedończyk całkowicie zignorował rysujące się na twarzy Persa niezadowolenie. – Zwiadowcy potwierdzili nasze najgorsze przypuszczenia. Bunt, z którym poradziliśmy sobie tutaj, w innych miejscach miał znacznie poważniejszy przebieg. Isztahr i Pasargady znajdują się w rękach nieprzyjaciela. Wczoraj w nocy do Persepolis dotarły niedobitki garnizonu pierwszego z owych miast. Niespełna dwustu Hellenów. Pozostali zginęli lub zostali wzięci do niewoli.

Wszyscy uczestnicy narady wbili spojrzenie w mapę.

– A co z garnizonem Pasargadów? – spytał Jazon. – Tam było ponad dwa tysiące żołnierzy…

– Większość zdołała wycofać się do cytadeli, stanowiącej część miejskich obwarowań – odparł Kassander. – To znaczy, że kontrolują jedną z czterech bram wiodących w głąb miasta. Dowodzi nimi macedoński oficer, Pelias, sądzę więc, że utrzymają się na swych pozycjach. W odpowiednim czasie wykorzystamy ten atut. Uważam jednak, że wpierw powinniśmy uderzyć na Isztahr…

W tym miejscu znacząco zawiesił głos, pozwalając wypowiedzieć się swym podwładnym. Pierwszy poważył się na to kawalerzysta Euryton.

– To słuszna decyzja – rzekł, przesuwając spojrzenie między poszczególnymi miastami. – Isztahr znajduje się dużo bliżej Persepolis. Gdybyśmy najpierw zwrócili się przeciw Pasargadom, ryzykowalibyśmy utratę stolicy.

– Byłej stolicy – wtrącił brutalnie Dioksippos. – Imperium Achemenidów przeszło do historii wraz z siedzibami swoich dawnych królów. Dziś Persepolis to co najwyżej stolica trupów, popiołów i zgliszczy!

Bolesny grymas wystąpił na twarz Arsamesa. Przez moment wyglądał, jakby zaraz miał zemdleć.

– Ale ja również zgadzam się z naszym generałem – ciągnął Ateńczyk. – Niech Pelias ze swymi chłopcami wiąże siły rebeliantów w Pasargadach. Policzymy się z nimi, gdy przyjdzie właściwa pora.

– Jazonie? – zagadnął swego zastępcę Kassander. – Co ty o tym sądzisz?

Trak długo przyglądał się mapie.

– Czy w którymkolwiek z tych miejsc widziano przywódczynię buntowników, kobietę imieniem Jutab? – spytał.

– Naszym zwiadowcom nic o tym nie wiadomo.

– W takim razie tracimy tylko czas. Rebelia w Persydzie nie załamie się po zdobyciu tego czy innego miasta. Może ją zakończyć tylko śmierć Jutab. To w jej osobie ogniskują się wszystkie nadzieje powstańców. Póki ich nie zdepczemy, nie złożą broni.

– Spodziewałem się, że możesz tak uważać – odparł Macedończyk. – Wiem, jak bardzo pragniesz zemsty za śmierć Herakliusza.

– Nigdy tego nie ukrywałem – odparł z uporem Jazon.

– Ja zaś zamierzam dać ci ku niej sposobność. Obydwaj rozmawialiśmy z magiem Widarną. Uświadomił nam, że Jutab jest tylko wykonawczynią rozkazów. Te zaś wydają ukryci w górach Zagros kapłani w czarno-czerwono-złotych szatach. Najwyższy czas się z nimi rozprawić.

Zaskoczony Trak rozwarł szerzej oczy.

– Pozwolisz mi…?

– Z radością, jeśli to przyniesie ci wytchnienie… a także spokój cieniom poległych – dodał po chwili Kassander. – Kiedy my wyruszymy z głównymi siłami przeciw Isztahr, ty poprowadzisz swoich ludzi w całkiem odmienną stronę. Będziesz mógł wybrać skład tego oddziału. Mam tylko nadzieję, że zostawisz mi paru wartościowych żołnierzy…

– A jakie rozkazy masz dla mnie, dostojny generale? – W głosie satrapy ironia zdawała się toczyć bój z rezygnacją. – Jaką rolę wyznaczyłeś mi w tej tragedii, którą tak ochoczo komponujesz?

Macedończyk zwrócił nań spojrzenie. Pers nie próbował nawet konfrontacji. Niemal natychmiast wbił wzrok w posadzkę.

– Ty, Arsamesie, pozostaniesz tu, gdzie jesteś. Będziesz strzegł Persepolis i leczył rany, które zadaliśmy tej krainie – rzekł koncyliacyjnym tonem Kassander. – Poczynisz również świeże zaciągi. Kiedy odzyskamy Isztahr, będzie nam potrzeba kilkuset zbrojnych, by obsadzić tamtejszy garnizon. Wiem, że nie możemy ufać twym rodakom, lecz przecież są inne możliwości. Rekrutuj Arabów, Elamitów czy Medów, wszystkich, którzy zechcą służyć pod sztandarem Macedonii. Wygramy dla ciebie tę wojnę, satrapo. Ty natomiast zadbaj o to, byśmy nie musieli czynić tego ponownie.

* * *

Zaproszenie przyszło dokładnie w chwili, gdy niewolnice zakończyły swe upiększające zabiegi. Natarta balsamem, pachnąca orientalnymi wonnościami, gustownie umalowana Jutab przywdziała właśnie suknię z barwionego na szafranowo jedwabiu. Mulatka chciała rozplątać jej warkocz i uczesać w sposób bardziej modny na perskich salonach, lecz dawna księżniczka na to nie pozwoliła. Kiedy blondynka zaproponowała jej wybór biżuterii, zgodziła się jedynie na złote kolczyki z drobnymi okruchami rubinów. Wtedy właśnie do komnaty, w której przebywały po zakończonej kąpieli wszedł młody eunuch. Nim przemówił, osunął się na kolana i złożył głęboki ukłon, dotykając czołem podłogi.

– Łaskawa pani – rzekł w końcu. – Czcigodny Mitrydates pyta, czy zechcesz zjeść z nim śniadanie. Oczekuje na ciebie w ogrodzie haremu.

– Oczywiście że zjem! – zaśmiała się perliście. – Wprost umieram z głodu!

– W takim razie pozwól, bym cię zaprowadził.

Na pożegnanie skinęła niewolnicom. Wydawały się zaskoczone, ale i uradowane tym życzliwym gestem. Z czasów, gdy sama miała liczną służbę, Jutab pamiętała, że spoufalanie się z nią było w złym guście. Uważano ich za podludzi, niewartych ciepłego słowa. Ona jednak odczuwała szczerą wdzięczność dla jasnowłosej i ciemnoskórej. Dzięki nim po miesiącach wojennej kampanii choć na parę chwil znów mogła poczuć się młodą, świadomą swej urody kobietą.

Ogród haremu był rozległy i pięknie urządzony. Przecinał go szemrzący cicho strumień, który pokonać można było jednym z dwóch urokliwych pomostków. Potok znajdował ujście w niewielkim jeziorze, na jego brzegu zaś wzniesiono okrągły pawilon z jasnego marmuru oraz malowanego na biało drewna. Tam właśnie, na jednym z dwóch biesiadnych łóż, czekał na Jutab jej gospodarz, Mitrydates. Jeden z największych posiadaczy ziemskich w Persydzie. Bliski przyjaciel i doradca satrapy Arsamesa. W istocie zaś tajemny poplecznik buntowników, udzielający im wszelkiego możliwego wsparcia.

Choć miał już ponad czterdzieści lat, wciąż wyglądał świeżo i młodzieńczo. Szczupły, barczysty, z gęstymi falami lśniąco czarnych włosów. Zgodnie z modą zaprowadzoną przez macedońskich zdobywców nie nosił długiej, usztywnionej brody, lecz golił twarz gładko, do gołej skóry. A była to twarz nadzwyczaj przystojna, z regularnymi rysami, orlim nosem i zmysłowymi wargami. Spojrzenie miał przenikliwe i jakby nieco kpiące. Często wprowadzało to rozmawiających z nim ludzi w stan konfuzji. Nie dotyczyło to jednak Jutab. Ona zawsze potrafiła zajrzeć pod maskę zblazowanego cynika i dostrzec w Mitrydatesie męża, którym był naprawdę – śmiałego i odważnego konspiratora, kochającego swą zniewoloną ojczyznę równie mocno jak wino, polowania i kobiety.

Na widok zbliżającej się przywódczyni rebelii podniósł się z łoża i z uśmiechem ujął ją za ręce.

– Niech w końcu cię powitam, moja droga Parysatis – rzekł, zwracając się do niej imieniem z dawnych, lepszych czasów, gdy Persyda była jeszcze wolna, a jej brat nadal kroczył wśród żywych. – Wyglądasz dzisiaj jeszcze piękniej niż kiedykolwiek przedtem.

Błysk w oczach mężczyzny stanowił dowód, że nie był to tylko pusty komplement. Mało kto znał się na niewiastach tak dobrze jak Mitrydates. Mimo powagi sytuacji, w której się spotykali, nie potrafiła odmówić mu wdzięcznego uśmiechu.

– Ciesz się, że nie zobaczyłeś mnie w nocy, gdy zostałam wprowadzona bocznym wejściem do pałacu – odparła. – Wtedy nie wyglądałam tak dobrze… Ta odmiana jest zasługą niewolnic, które oddałeś do mojej dyspozycji. Sądzę, że zasłużyły na nagrodę.

– I nagroda ich nie ominie. Wybacz, że nie przywitałem cię wczoraj. Byłem na spotkaniu z naszymi przyjaciółmi z Pasargadów. Donieśli mi o najnowszych wydarzeniach w mieście i o potrzebach powstańców.

– Ja też chętnie o nich usłyszę.

– Najpierw jednak coś zjedzmy. Z pewnością jesteś głodna.

– Nawet nie wiesz jak bardzo.

Wskazał jej biesiadne łoże, a sam wrócił na własne. Między nimi ustawiono niski, suto zastawiony potrawami stół. Porcelanowe miseczki wypełniał doprawiony na różne sposoby ryż, kilka dań mięsnych o różnym stopniu pikantności oraz artystyczne kompozycje z bakłażana, oliwek i sera. Na srebrnych tacach piętrzyły się góry moreli, śliwek i rodzynek. Obrazu dopełniał dzban rozcieńczonego wodą wina oraz drugi – z samą wodą. Eunuch, który sprowadził Jutab do pawilonu, teraz zaczął usługiwać obojgu ucztującym. Dziewczyna uświadomiła sobie, że wcześniej Mitrydates jadł sam, bez służby. Najwyraźniej chciał do minimum ograniczyć liczbę osób przysłuchujących się ich rozmowie. Nawet niewolnicy mogli być przecież szpiegami. W duchu pochwaliła go za tak dalece posuniętą roztropność.

Przez jakiś czas posilali się, wymieniając tylko parę niewiele znaczących zdań. Gospodarz wskazywał jej swe ulubione potrawy, namawiał, by spróbowała co ostrzejszych dań. A przy tym wszystkim nieprzerwanie przyglądał się dawnej księżniczce. Naprawdę mu się podobam, pomyślała z satysfakcją. Od schadzki z Kassandrem nie czuła się w ten sposób – podziwiana za swą urodę i wdzięk, a nie za sprawność w dowodzeniu, pewną rękę i celność w strzelaniu z łuku. Musiała przyznać, że mile łechtało to jej próżność.

W końcu jednak zaspokoiła głód i nie sposób było dalej zwlekać z przejściem do spraw najważniejszych. Arystokrata bezbłędnie odczytał zmianę nastroju Jutab. Dał znak eunuchowi, który oddalił się, by na nowo napełnić dzban z winem.

– Z pewnością masz wiele pytań, Parysatis – rzekł poważnym tonem. – Zadaj je, a postaram się na wszystkie odpowiedzieć.

– Przez ostatnie tygodnie przebywałam ze swymi oddziałami w górach Zagros – odparła. – Dlatego wszystkie wieści dochodziły do mnie z dużym opóźnieniem. Jadąc do ciebie mijałam Isztahr i Persepolis. Do stu piekieł, Mitrydatesie… Co się tam wydarzyło?

Mężczyzna przez parę chwil zwlekał z odpowiedzią.

– Nastroje w miastach od dawna były bliskie rewolcie – zaczął w końcu, powoli dobierając słowa. – W Arsamesie widziano zdrajcę swej ojczyzny, który zaprzedał się Macedończykom. Arogancja i bezprawie okupantów też nie przydawało mu popularności… Ale ten wybuch, który nastąpił, okazał się zbyt powszechnym, by mógł być dziełem przypadku. Jednego dnia magowie ze wszystkich dużych ośrodków wyszli na ulice, by podburzyć lud i wzywać do powstania. Garnizony satrapy okazały się bezsilne. W Isztahr Hellenowie zostali kompletnie zaskoczeni. Wyrżnięto ich, nim zdołali przegrupować siły. Oficerowi w Pasargadach starczyło rozumu na tyle, by nie walczyć z tłumem na ulicach, tylko wycofać się i zamknąć w cytadeli. Niestety, w Persepolis były jeszcze inne wojska prócz oddziałów satrapy.

– Korpus Kassandra – rzuciła z nagłą złością Jutab.

Mitrydates posłał jej zdumione spojrzenie. Dziewczyna poczuła, że się rumieni, zupełnie jak dziewica, którą od pewnego czasu już nie była.

– Słusznie mówisz – arystokrata wznowił relację. – Macedoński korpus posiłkowy dowodzony przez generała Kassandra z Ajgaj. Za jego właśnie sprawą powstanie nie przetrwało nawet dnia. Nie było mnie wtedy w Persepolis, lecz słyszałem, że krew płynęła wartko ulicami i tworzyła na placach jeziora, w których żołnierze brodzili po kolana. Mężczyzn, którzy podnieśli broń przeciw okupantom wymordowano bez litości, zaś niewinne kobiety padły łupem zwycięzców. Miasto zostało też doszczętnie ograbione, a znaczna jego część puszczona z dymem.

– Nasza święta stolica – szepnęła Jutab.

– Wzniesiona przez Dariusza Wielkiego i sto pięćdziesiąt lat rozbudowywana przez kolejnych królów. A potem zburzona w jeden dzień ręką macedońskiego barbarzyńcy.

Mogłam temu zapobiec, pomyślała gorzko. Wystarczyło zrobić użytek z tego przeklętego sztyletu… Jak wielu ludzi zginęło przez moje zaniechanie?

 – Niestety, nie poprzestał na tym…

Wypowiadając owe słowa, bardzo starała się panować nad głosem. Ale i tak czuła, że w każdej chwili może się on załamać.

Mitrydates uniósł kielich do ust i pił długo, jakby w ten sposób próbując odsunąć dalszą część opowieści. W końcu jednak ukazało mu się dno naczynia. Westchnął ciężko i kontynuował:

– W Isztahr na czele buntu stanął jeden z kapłanów Wiecznego Ognia. Czcigodny Bardija. Swoimi kazaniami potrafił rozpalić tłum do czerwoności. Ludzie mieli wrażenie, że przez jego usta przemawia sam Ahura Mazda. Jak się wydaje, to on wpadł na pomysł, by zetrzeć się z Macedończykami w otwartym polu. Przekonał rzesze wiernych, że z bożą pomocą bez trudu rozbiją siły pogan. Nieliczni, którzy posiadali doświadczenie bojowe lub choć odrobinę rozumu, szybko zostali zakrzyczani. Zdaję się nawet, że paru mężów ukamienowano za defetyzm…

* * *

Tego dnia mieszkańcy Isztahr sprawili Kassandrowi wielce miłą niespodziankę.

Macedończyk spodziewał się długiego i żmudnego oblężenia. Miasto otaczały solidne, świeżo wyremontowane umocnienia, zaś ostatnie plony były na tyle obfite, że mieszkańcom z pewnością nie brakowało żywności. Dlatego też przed wyruszeniem przeciw buntownikom generał nakazał solidne przygotowania. W dawnej stolicy Achemenidów i okolicznych wsiach żołnierze zarekwirowali setki wozów, które miały zapewnić korpusowi stałe zaopatrzenie podczas kampanii. Wycięli również mnóstwo drzew, by pozyskać budulec dla machin oblężniczych. Wojsku towarzyszyć miał ponad tysiąc jeńców – tych, którzy przeżyli rebelię w Persepolis. Kassander zamierzał wykorzystać ich do robót ziemnych, zwłaszcza prowadzonych w zasięgu lotu strzały od murów Isztahr. Jeśli obrońcy spróbują pokrzyżować jego plany, niech zabijają przy tym własnych rodaków.

Dziś jednak wszystkie te wysiłki okazały się całkowicie zbędne.

Kiedy zwiadowcy donieśli generałowi, że bramy Isztahr zostały otwarte na oścież i wylewają się przez nie tłumy słabo uzbrojonych Persów, z początku nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Dopiero gdy sam opuścił warowny obóz i na własne oczy ujrzał szykujących się do bitwy cywilów, jego humor wyraźnie się poprawił.

– Przeciw nam wystąpi chyba cała męska populacja Isztahr. Poradzimy sobie z nimi do południa – oznajmił swoim oficerom. – Reszta dnia pozostanie nam na grabież pozbawionego obrońców miasta. Jutro zaś wyruszymy stłumić ostatnie ognisko buntu w Pasargadach.

Nastroje w dowództwie korpusu były wyśmienite. Wprawdzie powstańcy okazali się znacznie liczniejsi od Hellenów, ale podobnie było przecież w Persepolis. Wtedy im to nie pomogło. Nic nie wskazywało na to, by dziś miało się stać inaczej.

Przed południem Kassander rozwinął swoje wojska na równinie przed miastem, naprzeciw sił nieprzyjaciela. Sam objął dowodzenie nad macedońskimi falangitami. Dioksippos kierował flankującymi ich od lewej hoplitami z Aten i Argos, Trakami, a także oddziałem rodyjskich łuczników. Po obu stronach piechoty rozmieszczona została tesalska jazda. Prawoskrzydłowy zastęp prowadził Euryton z Feraj, lewoskrzydłowy zaś – młody adiutant generała, Argyros, który po raz pierwszy wystąpił w tej roli. Korpus, choć nieliczny, prezentował się groźnie. Każda formacja ustawiła się w równych czworobokach. Wiosenne słońce odbijało się w wypolerowanych tarczach, hełmach oraz grotach włóczni. Na widok owej dyscypliny i organizacji lęk oraz niepewność wkradły się w serca powstańców. Ich szeregi, i tak już chaotyczne, jeszcze się skłębiły. Część Persów usiłowała w bezładzie wycofać się do miasta. Wpadli jednak na tych, którzy wciąż wychodzili przez bramy. Przez pewien czas zdawało się, że całkiem pójdą w rozsypkę, nim jeszcze natrą na nich Hellenowie.

A jednak znalazł się ktoś, kto zdołał ich uspokoić. Oto bowiem na pobliskie wzgórze wspiął się mąż w czarno-czerwono-złotej szacie, którą Kassander nauczył się już bezbłędnie rozpoznawać. Jeden z kapłanów Wiecznego Ognia, mieniących się magami. Zapewne przywódca duchowy buntu w Isztahr. Kimkolwiek by nie był, jego przemowa na powrót tchnęła odwagę i nadzieję w serca obrońców. Nawet ci, którzy próbowali skryć się za murami, teraz wrócili na zajmowane uprzednio pozycje.

Rozbawiony widowiskiem Kassander w żaden sposób nie przeszkadzał Persom w przegrupowaniu. Chciał, by zostawili za sobą umocnienia. Nawet gdy bezładny tłum ruszył już naprzód, polecił swym formacjom stać w miejscu. Wszak każdy uczyniony krok oddalał buntowników od bezpiecznego azylu. Dopiero gdy pokonali już połowę dzielącego ich od Hellenów dystansu, generał wydał krótki rozkaz. Wojskowe trąbki przekazały go wszystkim formacjom. Odpowiedział im huk oręża uderzającego o tarcze. A potem cały, liczący trzy tysiące zaprawionych w boju mężów korpus przystąpił do ataku.

* * *

– To był dla mieszkańców Isztahr sądny dzień – głuchym tonem opowiadał Mitrydates. – Wiedzieni religijnym ferworem osiągnęli więcej, niż ktokolwiek mógł się po nich spodziewać. Słabo uzbrojeni, pozbawieni kompetentnego wodza, przez niemal klepsydrę powstrzymywali natarcie helleńskich weteranów. W końcu jednak ich szyki zostały rozbite. A kiedy już rzucili się do ucieczki, spostrzegli, że drogę odcięła im wraża konnica. Rzezi, która nastąpiła później, nie da się z niczym porównać. Parysatis, ja walczyłem pod Issos. Widziałem Persów mordujących się nawzajem o miejsce w kanionie, będącym jedyną drogą odwrotu. Ale tutaj nie było żadnej możliwości ucieczki. Ściśnięci na coraz mniejszym obszarze, atakowani ze wszystkich stron, ci bohaterscy cywile tratowali się nawzajem. Czcigodny Bardija – któremu trzeba przyznać, że do końca pozostał z wiernymi, wznosząc modły i wzywając bożego wsparcia – został po prostu zgnieciony przez najbliższych sąsiadów. Po skończonej bitwie Macedończycy mogli ukrzyżować już tylko okrutnie zmaltretowane zwłoki. Jak się jednak domyślasz, to ich nie powstrzymało.

Jutab zerwała się z biesiadnego łoża. Chwyciła swój kielich i z wściekłością rozbiła go o posadzkę. Czerwone wino rozlało się po alabastrze. Nadciągający z nowym dzbanem eunuch zatrzymał się zdezorientowany. Mitrydates spojrzeniem odesłał go po raz wtóry. Tym razem na dobre. Sam również wstał i śmiało wziął dziewczynę pod ramię.

– Przejdźmy się po ogrodzie, Parysatis – zaproponował. – Może jego piękno pozwoli ci się uspokoić…

– Nie chcę być spokojna – odwarknęła. – Pragnę wykrzyczeć mój gniew pod niebiosa. By usłyszeli go wszyscy ci, co zabijają mych rodaków… Niech wiedzą, że ich dni są policzone. A sąd, którego doczekają się po drugiej stronie, będzie surowy dla morderców i gwałcicieli!

Arystokrata pozwolił jej się wykrzyczeć, ale konsekwentnie czynił swoje. Wyprowadził Jutab z pawilonu i powiódł brzegiem jeziora, jak najdalej od skrzydła pałacu, w którym mieścił się harem.

– Proszę, nie dawajmy moim żonom i konkubinom powodów do plotek – powiedział bez śladu wesołości. – Szpiclom zaś materiału do donosów.

– Wybacz – zreflektowała się przywódczyni rebelii. – Zdaję sobie sprawę, jak wiele ryzykujesz… codziennie przebywając wśród Hellenów i zaprzedanych im Persów. Nie zniosłabym myśli, że przeze mnie spotkała cię jakaś krzywda…

– Nie musisz się o to lękać. Zresztą, czas mojej podwójnej gry i tak dobiega już kresu. Mam dosyć krycia się w cieniu. Zamierzam jasno opowiedzieć się po stronie wolnej Persydy.

– Nawet teraz, gdy przegrywamy?

Weszli między drzewa i wysokie krzewy, które osłoniły ich przed niechcianymi spojrzeniami. Mimo to Mitrydates wciąż trzymał dziewczynę blisko siebie.

– Przegraliśmy dwie bitwy, Parysatis. To jeszcze nie koniec świata. Lud nadal jest po naszej stronie. Podobnie jak kapłani Wiecznego Ognia.

– Czy na pewno? – Tym razem nie udało jej się powstrzymać drżenia głosu. – Niepokoi mnie jednoczesny wybuch powstania we wszystkich miastach naraz. I rola magów jako prowodyrów. Musisz wiedzieć, że nie miałam z tym nic wspólnego…

– Ani przez chwilę cię o to nie podejrzewałem. Wiem, że nigdy nie poświęciłabyś życia zwykłych ludzi.

– A jednak ktoś to uczynił!

– Istnieje tylko jeden autorytet, przed którym chylą głowy wszyscy wyznawcy Wiecznego Ognia w Persydzie. Ukryta Świątynia.

– To niemożliwe! Rozmawiałam z tamtejszymi kapłanami! Pierwszy mag dał mi swoje błogosławieństwo i pozwolił toczyć wojnę tak, jak uznam za właściwe!

– A jednak rozkaz, który poderwał do walki Persepolis, Isztahr i Pasargady nie mógł wyjść z żadnego innego źródła. Skoro nie wydał go pierwszy mag, może uczynił to drugi albo trzeci?

Jutab zatrzymała się jak wryta. Zaskoczony mężczyzna zwrócił na nią spojrzenie.

– Czy coś się stało, moja miła?

– Czcigodny Widarna! – wycedziła, zaciskając dłonie w pięści. – Ten plugawy wąż. Zawsze czułam z jego strony nienawiść… Teraz próbuje zniszczyć nie tylko moją osobę, ale i całą rebelię…

– Dlaczego miałby to czynić? W zdobytych miastach Hellenowie wyrzynają magów w pień. Nie sądzisz chyba, że zależy mu na hekatombie własnych braci?

– Jedyne, na czym mu zależy, to władza. Dla niej poświęci wszystko i wszystkich… Jeśli Widarna zdradził, to wszyscy przebywający w Ukrytej Świątyni znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Muszę natychmiast tam pojechać!

Chciała zerwać się do biegu, lecz Mitrydates zdołał przytrzymać ją przy sobie.

– Nim cokolwiek uczynisz, proszę, zastanów się nad tym. Podróż zajmie ci co najmniej tydzień. Zresztą, kto wie, co zastaniesz u jej kresu. Być może zastawioną przez naszych wrogów pułapkę. Nie, Parysatis. Jesteś potrzebna tutaj. Żywa i w pełni sił! Macedoński korpus wkrótce ruszy na Pasargady! Ktoś musi go powstrzymać!

Ostatnie słowa prawie wykrzyczał, bo Jutab próbowała wyszarpnąć się z jego uścisku. Dopiero one otrzeźwiły dziewczynę.

– Co proponujesz? – spytała cicho.

Po krótkim namyśle arystokrata sam oswobodził jej ramię.

– Mam wśród kapłanów paru zaufanych ludzi. Natychmiast prześlę za ich pośrednictwem ostrzeżenie. Może nie jest jeszcze za późno.

– Dla Isztahr i Persepolis już jest za późno. Modlę się, byśmy zdążyli ocalić chociaż Ukrytą Świątynię…

* * *

Obrońcy sanktuarium byli najwierniejszymi z wiernych. Świętymi bojownikami Ahury Mazdy. I jak przystało na fanatyków, walczyli z fanatycznym oddaniem.

W pieczarze, którą wskazał im Widarna, Trakowie natknęli się na szaleńczo odważnych wrogów. Nie straszne im były zakrzywione rhompaje, nie budziły lęku olbrzymie, odziane w futra sylwetki i barbarzyńskie okrzyki napastników. Persowie stawili im czoła z żarliwością, męstwem i determinacją. Najpierw szyli z łuków, potem chwycili za szable i włócznie. Krew tryskała na skalne ściany, ciała kolejnych wojowników z łoskotem waliły się na podłoże. Straty obydwu stron okazały się bardzo wysokie, bo nikt nie okazywał litości, wiedząc, że sam jej nie uświadczy.

Bitwa przeniosła się z pieczary do wykutego w skale korytarza. Na tyle wąskiego, że Trakowie nie byli tam w stanie wyzyskać liczebnej przewagi. Obrońcy cofali się powoli, metodycznie, oddając teren dopiero wtedy, gdy nieprzyjaciel opłacił go solidną daniną krwi. Dowodził nimi starzec w łuskowym kaftanie, którego włócznia przyozdobiona była złotem. Nieśmiertelny, stwierdził postępujący za swymi żołnierzami Jazon. Trzeba na niego uważać. Głośno zaś krzyknął:

– Oszczepy!

Jego ludzie zaczęli z bliska ciskać dziryty w niechronione tarczami nogi i twarze Persów. Zresztą, z tego dystansu nawet trafienie w tarczę bywało śmiertelne. W końcu korytarz opustoszał. Pozostali przy życiu święci bojownicy cofnęli się do kolejnej, znacznie większej pieczary.

Tam, w blasku płonącego na ołtarzu Wiecznego Ognia, stoczona została ostatnia potyczka. Rozwścieczeni śmiercią towarzyszy Trakowie natarli z niepowstrzymaną furią. Garstka obrońców nie miała żadnych szans. A przecież nawet teraz nikt nie rzucił się do ucieczki, nie próbował skomleć o zmiłowanie. Pozostało im tylko jedno: drogo oddać życie. I tak też czynili, zaś padający na nich blask świętego płomienia dodawał sił omdlewającym z wysiłku ramionom i sprawiał, że śmiertelne rany zdawały się ledwie draśnięciami.

Jazon przyglądał się zafascynowany temu morderczemu spektaklowi. Na jego oczach siwowłosy położył trupem dwóch kolejnych napastników. Włócznia w jego dłoniach zdawała się żyć własnym życiem. Atakowała niczym rozjuszona żmija, zawsze dosięgając celu. Za to rhompaje nie potrafiły sięgnąć Nieśmiertelnego. Unikał ich zręcznymi zwodami albo przyjmował na okutą stalą tarczę. Patrząc nań, można było niemal uwierzyć w dumne miano gwardzisty króla królów. Lecz zhellenizowany Trak musiał poddać je próbie. Wyciągnął rękę ku swym żołnierzom, przyjął podany mu oszczep. Precyzyjnie wycelował, a potem cisnął.

Pocisk przemknął tuż nad krawędzią tarczy, wdarł się między stalowe łuski i głęboko zanurzył w piersi. Kolana ugięły się pod siwowłosym, a złociste okucie włóczni uderzyło o grunt, gdy rozpaczliwie próbował utrzymać się na nogach. Kolejni Trakowie cięli go rhompajami. Tym razem nie zdołał się już uchylać. Nim umarł, zdążył jeszcze obejrzeć się za siebie. Blask Wiecznego Ognia padł na jego twarz. Czy zdołał się nim nacieszyć? Jazon nie potrafił sobie na to odpowiedzieć. Zaraz potem ktoś poderżnął Nieśmiertelnemu gardło. I to był koniec bitwy. Reszta świętych bojowników zginęła dużo wcześniej.

Pozostali jedynie dwaj magowie, zastygli w bezruchu przed ołtarzem. Ich skryte za zasłonami oblicza nie zdradzały żadnych emocji, zdawali się jednak pogodzeni z losem. Lecz nawet ich opanowanie zniknęło, kiedy ujrzeli nadciągającego zdrajcę.

Widarna ostrożnie przechodził nad zwłokami. Miał na sobie czarno-czerwono-złotą szatę kapłana, lecz nie zakrywał twarzy. Pragnął, by ci, którzy mieli dlań wyłącznie pogardę, dobrze przyjrzeli mu się w chwili triumfu. Minął czekających na rozkazy Traków i zbliżył się do ołtarza. Na skórze poczuł bijący od świętego płomienia żar.

– Plugawy psie – przemówił po persku pierwszy mag Ukrytej Świątyni. Mocno ściskał w dłoniach kostur z czarnym kamieniem, jakby zamierzał roztrzaskać nim głowę swego konfratra. – Sprzedałeś nas wszystkich za macedońskie złoto! Sprzedałeś naszą religię! Sądzisz, że unikniesz potępienia? Że bez trudu przekroczysz Most Sądu? Czekają na ciebie piekielne czeluście, Widarno! Męczarnie, jakich doświadczymy od Hellenów, będą niczym wobec tych, które staną się twoim udziałem! My umrzemy szybko, ty będziesz cierpieć przez całą wieczność!

– Uczyniłem to, by ratować naszą wiarę – odparł łagodnym tonem, wiedząc, że w ten sposób rozjuszy ich bardziej, niż gdyby pysznił się otwarcie swoim zwycięstwem. – Król Aleksander wygubiłby magów do ostatniego i zburzył wszystkie świątynie. Dzięki mnie Wieczny Ogień stanie się filarem jego władzy. Zaś stan kapłański wzrośnie w siłę bardziej niż kiedykolwiek przedtem.

– Myślisz, że kapłani pójdą za tobą? – Z niedowierzaniem spytał drugi mag.

– Już raz to uczynili. Wszyscy, bez wyjątku.

– Więc to ty wydałeś ten przeklęty rozkaz: “Już pora!” Korzystając z autorytetu Ukrytej Świątyni! To przez ciebie płoną perskie miasta, giną tysiące naszych rodaków!

– Miasta się odbuduje. – Widarna wzruszył ramionami.– Niewiasty zaś wydadzą na świat nowe pokolenie. Lecz Wieczny Ogień przetrwa. Trzeba tylko ponieść jeszcze jedną, ostatnią już ofiarę…

Zaczynał powoli tracić cierpliwość do tych przegranych głupców. Dlatego też uniósł rękę i dał znak Trakom. Ci dla potwierdzenia rozkazu spojrzeli jeszcze na Jazona. Dopiero gdy on również skinął głową, unieśli rhompaje i ruszyli w stronę kapłanów. Pierwszy mag stał dumnie przed ołtarzem, do momentu gdy spadły na niego zakrzywione klingi. Drugi próbował zastawić się kosturem ozdobionym pozłacaną kulą. W starciu z dobrym żelazem okazała się nadzwyczaj słabą osłoną. Krew obydwu mężów trysnęła na ołtarz Wiecznego Ognia. Święty płomień zasyczał i na moment jakby przygasł. W pieczarze zrobiło się wyraźnie ciemniej. Dopiero po paru chwilach na nowo wystrzelił w górę.

Kiedy mord już się dokonał, Widarna podszedł do zwłok w czarno-czerwono-złotych szatach. Pochylił się i uchwycił w dłonie laskę pierwszego maga Ukrytej Świątyni. Trofeum, które słusznie mu się należało. Przecież w całej Persydzie nie było już nikogo bardziej godnego.

* * *

Mitrydates udał się na spotkanie z zaufanymi kapłanami, mającymi dostarczyć ostrzeżenie w dalekie Góry Zagros. Natomiast Jutab pozostała sama w ogrodach haremu. Przez pewien czas spacerowała po nich, podziwiając artyzm oraz skalę całego założenia. Miała nadzieję, że obcowanie z pięknem ukoi nieco jej rozedrgane nerwy. Nie mogła jednak wyzbyć się poczucia, że jest stale obserwowana. Nigdzie nie widziała żon ani konkubin pana domu, domyślała się jednak, że patrzą one na nią z bezpiecznego ukrycia. Wcale się temu nie dziwiła – przecież w nudnym i monotonnym życiu zamkniętych tutaj kobiet jej wizyta stanowić musiała prawdziwie wiekopomne wydarzenie. Tajemnicza niewiasta przybyła, by rozmówić się z ich mężem, kochankiem i władcą. Kim może być, tak wolna i niezależna? Z pewnością rywalką w nieustającym boju o jego zainteresowanie i uwagę… Tak czy inaczej, trzeba mieć na nią baczenie.

Rozbawiona tą myślą, skierowała kroki w stronę jeziora. Jego tafla lśniła w promieniach wiosennego słońca. Choć o tej porze roku nie było jeszcze zbyt upalnie, Jutab poczuła nagle chęć, by zanurzyć się w chłodnej wodzie. Raz jeszcze rozejrzała się dookoła. Nie udało jej się dostrzec żadnej z obserwatorek, lecz przecież nie wątpiła, że gdzieś tam były. Skoro tak, niech napatrzą się do woli. Dziewczyna zdjęła wąskie, wyszywane perłami sandałki, które, podobnie jak suknię, otrzymała po przybyciu do pałacu. Sama od dawna już nie posiadała tak pięknych butów oraz ubrań. Następnie wzięła się za wiązania szaty. Nie poszło jej z nimi łatwo, kreacja była bowiem pomyślana w taki sposób, by zakładało się ją i zdejmowało przy pomocy służby. W końcu jednak szafranowy jedwab osunął się na piasek niewielkiej plaży. Kiedy dawna księżniczka stanęła nad brzegiem, nic nie skrywało jej nagości.

Pierwszy krok i zanurzenie stopy w wodę. Nie była chłodna, tylko lodowata! Dreszcz przeszył ciało Jutab. Odruchowo zaczęła pocierać dłońmi ramiona. Było już jednak zbyt późno, by się cofnąć. Przywódczyni buntowników, która nie bała się macedońskich sariss i trackich rhompaji, nie mogła teraz zrejterować! Ukryte przed jej spojrzeniem podglądaczki dopiero miałyby ubaw! Nie zamierzała dawać im satysfakcji, więc postąpiła następny krok. I jeszcze jeden. Woda sięgnęła łydek, kolan, ud… Włoski na karku uniosły się, a sutki stały się twarde niczym pestki oliwek.

W końcu dziewczyna skoczyła wdzięcznie naprzód i zanurkowała. Zimno otoczyło ją ze wszystkich stron, wyciskając powietrze z płuc. Mimo to zdołała pokonać dobre trzydzieści łokci, nim wynurzyła się na powierzchnię, potrząsając głową, prychając i strzelając na boki mokrym warkoczem. Dno jeziora musiało opadać stromo, bo w miejscu, gdzie się znalazła, nie miała już oparcia dla stóp. Fakt ten jednak nie budził w Persjance lęku. W przeciwieństwie do wielu rodaków, od dziecka uczyła się pływać w jeziorach oraz rzekach przecinających jej rodowe ziemie. Wprawdzie wiara Wiecznego Ognia surowo patrzyła na plugawienie w ten sposób bieżącej wody, lecz arystokraci nie przejmowali się zanadto religijnymi prawami. Te przeznaczone były przecież dla pospolitego ludu.

Złapawszy drugi oddech, skierowała się na środek jeziora. Gdy już przywykła do temperatury, mogła wreszcie spokojnie pomyśleć. Woda schłodziła nie tylko jej ciało, ale i głowę. Rozgarniając ją ramionami, zaczęła analizować to, co usłyszała od Mitrydatesa. Zastanawiać się nad scenariuszami dalszych działań. Ważyć wszelkie za i przeciw. Kiedy wreszcie poczuła lekkie zmęczenie, wiedziała już, jaką drogę musi obrać. Była ona ryzykowna, lecz nie pozostawiono jej innego wyboru.

Wróciła na plażę, gdzie pozostawiła odzienie. Kiedy wychodziła z wody, nieco chwiejąc się na nogach, ujrzała, że niewolnice czekają na nią z ręcznikami.

– Niepokoiłyśmy się o ciebie, pani – przemówiła blondynka. – Wypłynęłaś tak daleko… Mogłaś utonąć, a my nie byłybyśmy w stanie nic zrobić.

Dawna księżniczka chciała już zaprotestować, lecz nagle uświadomiła sobie, że służące zostałyby surowo ukarane, gdyby cokolwiek jej się przytrafiło. Uśmiechnęła się więc tylko do jasnowłosej i podziękowała jej za troskę.

– Na przyszłość postaram się być bardziej odpowiedzialna – dodała pojednawczym tonem.

Tymczasem mulatka krytycznie przyglądała się jej twarzy.

– Makijaż do poprawy – oceniła. – Woda całkiem go zniszczyła. Na szczęście mamy jeszcze trochę czasu. Dostojny Mitrydates zapowiedział, że wróci dopiero wieczorem.

Jutab z najwyższym trudem powstrzymała się przed pełnym frustracji jękiem. Spędziła w haremie dopiero pół dnia, a już miała go serdecznie dosyć.

* * *

Późnym wieczorem piątego dnia po upadku Isztahr Kassander kroczył opustoszałymi ulicami. W ślad za nim, niczym cienie, podążali Euryton i Argyros. Do uszu wodza zewsząd dobiegały stłumione lamenty. To kobiety, które pozostawiono przy życiu, opłakiwały swych poległych synów, braci, mężów oraz ojców. Od strony niektórych domów dało się słyszeć szloch znacznie głośniejszy i bardziej spazmatyczny. Zapewne któryś z żołnierzy wszedł tam, by się zabawić. Ponieważ większość obrońców zginęła przed murami miasta, nie zostało ono spalone jak Persepolis. Ale podobnie jak tam, również i tu niewiasty wydano na łup zdobywców. Pewni swojej bezkarności Macedończycy, Hellenowie i Trakowie wyważali drzwi domostw i wdzierali się do środka, spragnieni perskich ślicznotek. Panny, żony i najliczniejsze ze wszystkich wdowy – żadna nie została oszczędzona. Najpiękniejsze były gwałcone codziennie, przez coraz to nowych mężczyzn. Niektóre, by uniknąć tego losu, odbierały sobie życie. Generałowi doniesiono już o kilku takich przypadkach.

Zbyt długo tu siedzimy, pomyślał, rozglądając się z irytacją. Wśród oddających się nieustannej rozpuście żołnierzy słabła dyscyplina i następowało kompletne rozprężenie. A jednak nie mogli opuścić Isztahr, dopóki satrapa Arsames nie przyśle świeżych ludzi do obsadzenia podbitego miasta. Kassander nie zamierzał bowiem garnizonować tu części swoich wojsk. Korpus posiłkowy, który wiódł od samych Aten, i tak skurczył się już niemal o połowę. Kiedy wyruszał z Pireusu, liczył ponad pięć tysięcy włóczni. Później jednak wielu mężów pochłonęło morze, inni polegli podczas zdobywania Sardis oraz forsowania Perskich Wrót. Po zakończonej kampanii w Persydzie wszyscy, którzy przeżyją, mają trafić do Aleksandra. Generał nie pozwoli, by zgnili na trzeciorzędnej placówce.

Przed sobą ujrzał zbliżający się patrol, składający się z dwóch kreteńskich łuczników, dwóch Traków oraz macedońskiego oficera. Jeden rzut oka wystarczył, by zorientować się, że wszyscy są kompletnie pijani. Zarumienione mocno twarze, chwiejny krok, nieprzytomne spojrzenia.

Rozmawiali zbyt głośno, dlatego z daleka usłyszał ich słowa:

 – Pokazaliśmy tej perskiej suce, co, chłopcy? – bełkotliwie krzyczał oficer. – Zrozumiała, czym różni się Hellen od azjatyckiego zniewieścialca! A darła się jak zarzynana krowa! I dlaczego? Przecież to tylko Charnabon wepchnął jej kutasa w tyłek!

Jego słowa wzbudziły powszechną wesołość.

– A gdzie miałem go wepchnąć? – ryczał ze śmiechu potężny Trak. – Po tym, jak wszyscy ją zerżnęliście, miała stanowczo zbyt luźną cipę!

Kolejna fala rozbawienia.

– Jutro znów do niej wrócimy. Taki skarb nie może się zmarnować!

– Szkoda, że nie możemy zabrać jej ze sobą…

– Właściwie czemu nie? Kto nam zabroni? Przemycimy ją do obozu i będziemy trzymali w jednym z namiotów.

Coraz bardziej rozgniewany Kassander przyspieszył kroku. Macedoński oficer obracał się akurat do kolegów, dlatego nie dostrzegł nadciągającego wodza ani jego uniesionej pięści. Potężny cios w podbródek posłał go na ulicę. Niezapięty właściwie spiczasty hełm zsunął mu się z głowy i potoczył po bruku. Mężczyzna zwany Charnabonem rzucił się naprzód z pięściami, by pomścić kompana. Ale drogę zastąpił mu jeszcze wyższy i potężniejszy w barach Euryton. Niedbałym pchnięciem posłał Traka kilka kroków w tył. Tymczasem Argyros wyciągnął z pochwy xiphosa i skierował jego ostrze w stronę Kreteńczyków. Ci otrzeźwieli na tyle, by pojąć, z kim mają sprawę. Wspólnymi siłami powstrzymali rwącego się do bitki drugiego z Traków. Wiedzieli przecież, co grozi za napaść na generała.

– Skurwysyny – warknął Kassander. – Podłe skurwysyny bez krzty posłuszeństwa.

Zbliżył się do oficera, który z trudem dźwigał się z ulicy, plując krwią i połamanymi zębami. Z całej siły kopnął go w brzuch. Nieszczęśnik ponownie zwalił się na podłoże.

– Picie na służbie. Złamanie wojennych regulaminów zakazujących utrzymywania kobiet w obozie. Podniesienie ręki na starszego rangą oficera. Wszystkich was czeka parę tygodni bez żołdu. A tego narwańca – wódz wskazał na Charnabona – jeszcze publiczna chłosta przed frontem całej armii.

Wśród przestępstw, jakich dopuścili się żołnierze, o mały włos nie wymienił zbiorowego gwałtu na Persjance. W ostatniej chwili ugryzł się jednak w język. Przecież sam wyraził na to zgodę. Teraz nie mógłby jej cofnąć bez podważenia własnego autorytetu.

– W tył zwrot i odmaszerować! – ryknął, podczas gdy Kreteńczycy i Trakowie podnosili jęczącego z bólu oficera. – Zejdźcie mi z oczu, bo inaczej przysięgam, że na tym się nie skończy!

Kiedy pechowy patrol zniknął już za rogiem uliczki, Euryton rzekł:

– Tej nocy na ulicach jest tysiąc takich jak oni. Nie możesz wychłostać wszystkich, generale. W wojsku wybuchnie bunt.

– Zdaję sobie z tego sprawę. Musimy opuścić to pieprzone miasto. Wszyscy tu oszalejemy od nadmiaru kobiet i wina.

– Wciąż jeszcze czekamy na posiłki od satrapy Persydy – przypomniał Argyros. – Jeśli zostawimy Isztahr bez garnizonu, znów może wpaść w ręce buntowników.

Kassander bił się przez moment z myślami. W końcu zadecydował:

– Jutro udaję się do Persepolis. Sprowadzę posiłki, choćbym miał je wyrwać Arsamesowi z gardła! Wy tymczasem szykujcie korpus do wymarszu. Chcę, by był gotowy, gdy tylko wrócę.

– Zgodnie z rozkazem! – rzekł Tesal i uderzył kułakiem w swą szeroką pierś.

– Przede wszystkim jednak miejcie się na baczności. Kampania przeciw rebeliantom jeszcze się nie skończyła. Przeciwnie, czuję, że dopiero się zaczyna… Kto wie, czym jeszcze zaskoczy nas Jutab.

– Nie damy się zaskoczyć, generale – odparł z naciskiem Argyros. – Kiedy wrócisz, zobaczysz swe oddziały w pełnej gotowości bojowej.

– A potem na Pasargady!

– Na Pasargady! – Jak echo powtórzył Euryton.

* * *

Mitrydates dotrzymał słowa. Wraz z nastaniem zmierzchu złożył Jutab wizytę w jej komnacie. Wciąż przystojny i pełen życia, choć nieco przykurzona szata dowodziła, że większość dnia spędził w podróży, do niej zaś przyszedł, nie tracąc ani chwili. Przy pasie arystokraty kołysała się szabla w czarnej skórzanej pochwie o srebrnych zdobieniach. Coś mówiło przywódczyni buntowników, że mężczyzna nie nosi tej broni jedynie dla ozdoby.

Oczekiwała nań w przylegającej do ciała i odsłaniającej ramiona błękitnej sukni w egipskim kroju, którą przyniosły jej niewolnice. Tym razem nadgarstki dawnej księżniczki ozdabiały złote bransolety, zaś dekolt – naszyjnik z akwamarynem. Siedziała przy sekretarzyku, na którym leżał ukończony właśnie list. Kiedy zapowiedziany przez jasnowłosą arystokrata wszedł do pokoju, wstała, by go przywitać.

– Wiadomość, o której rozmawialiśmy, została wysłana – oznajmił, gestem odprawiając obydwie służki. Dopiero gdy opuściły sypialnię, ciągnął dalej: – Otrzymałem też świeże meldunki z Isztahr. Macedońskie wojsko szykuje się do wymarszu. Być może już jest w drodze.

Powoli skinęła głową. Wiedziała przecież, że tak się stanie. Liczyła tylko na nieco więcej czasu.

– Podjęłam decyzję – rzekła, spoglądając mu w oczy. – Natychmiast udam się do Pasargadów i obejmę tam dowodzenie. Nie pozwolę, by najstarsze z naszych miast podzieliło los Persepolis. Sprawię, że Kassander połamie sobie zęby na jego wysokich murach.

– Twoja obecność z pewnością wzmocni morale obrońców – zgodził się Mitrydates. – Lecz nie powinnaś jechać tam sama. Znacznie lepszy efekt osiągniesz, gdy przekroczysz bramy miasta na czele zbrojnego orszaku.

– Niestety, swoje oddziały zostawiłam na przedgórzu Zagros…

– Potrzebujesz zatem innej eskorty. Na szczęście rozporządzam taką siłą. Moja gwardia przyboczna liczy stu żołnierzy. To zaprawieni w boju weterani, do tego świetnie się prezentują. Zamierzam oddać ich pod twoje rozkazy.

Zaskoczona taką hojnością, wysoko uniosła brwi.

– Mówiłem ci przecież, że pragnę w końcu wyjść z cienia. Zbyt długo odgrywałem rolę przyjaciela Macedończyków.

W tej chwili miała ochotę serdecznie go wycałować. Zamiast tego podeszła do sekretarzyka i podniosła z niego zapisany drobnym pismem egipski papirus.

– Mam jeszcze jedną prośbę. Ten list musi pilnie dotrzeć do moich oficerów. Rozkazuję im, by zebrali całe wojsko i także ruszali pod Pasargady. Jeśli uda się zaskoczyć Kassandra w trakcie oblężenia, może zniszczymy wreszcie jego przeklęty korpus. To niezwykle ważne, chciałabym zatem, byś powierzył tę misję najbardziej zaufanym ludziom…

– Zaufanym ludziom? W dzisiejszych czasach nikomu nie można do końca wierzyć. Sam zawiozę list w góry Zagros. Potem przyłączę się do twojej armii. Utrzymaj miasto przez dwa tygodnie, miła Parysatis, a ujrzysz, jak pod jego murami roznosimy Hellenów na lancach!

Tym razem nie była w stanie powstrzymać entuzjazmu. Klasnęła w dłonie i roześmiała się jak młoda dziewczyna, którą wciąż przecież była. Nagle Mitrydates zbliżył się do niej i położył ręce na odsłoniętych ramionach. Dopiero teraz dostrzegła w jego oczach gorączkowy błysk. I pojęła, że przyszedł tutaj wprost z gościńca nie dla teatralnego efektu, lecz dlatego, że nie mógł się doczekać jej widoku.

– Parysatis – przemówił, a w jego ustach imię to brzmiało niczym słodka pieszczota. – Nie wiem, co przyniosą najbliższe dni. Być może widzimy się po raz ostatni. Zanim się rozjedziemy, chcę, byś wiedziała, czemu robię to wszystko. Podobnie jak ty, gorąco kocham ojczyznę i pragnę oglądać ją wolną. Przede wszystkim jednak kocham i pragnę ciebie. To ty uosabiasz Persydę, za którą chcę walczyć, zabijać i ginąć. Bez ciebie to wszystko nie miałoby żadnego sensu.

– Mitrydatesie… – Bezskutecznie próbowała przerwać ów potok słów.

– Nie musisz odpowiadać – rzekł stanowczym głosem. – Nie oczekuję twojej wzajemności. Po prostu musiałem ci to powiedzieć. Oboje nas czekają ciężkie próby. Tej tajemnicy nie chcę zabierać ze sobą do grobu.

W głowie kręciło jej się od emocji, które wyzwoliło niespodziewane wyznanie. Ten, którego znała od lat i skrycie podziwiała, okazał się darzyć ją uczuciem! Kiedyś, w innym życiu, nim jeszcze stała się Jutab, marzyła o mężu takim jak on… Pragnęła oddać mu się w pełni, ofiarować wszystko, co miała najlepszego. Teraz wiedziała, że były to naiwne, dziewczęce fantazje. Ostatecznie jej pierwszym mężczyzną nie został przystojny, honorowy Pers o nienagannych manierach, lecz okrutny, nieokrzesany Macedończyk, któremu obca była sztuka uprawiania miłości i wszelka delikatność. Tamtej nocy w Suzie zadał jej mnóstwo bólu i doszczętnie zbrukał niewinne dotąd ciało. Wątpiła, by to, co pozostawił, mogło okazać się atrakcyjnym dla kogokolwiek. A już szczególnie dla wytrawnego konesera życia, takiego jak Mitrydates.

– To nie tak – zdołała w końcu dojść do głosu. – Mylisz się co do mnie… Kobieta, którą miłujesz i której pożądasz… Parysatis… Kiedyś, w lepszych czasach, z radością odwzajemniłaby twe uczucie. Tyle że ona odeszła. Została tylko Jutab. Przywódczyni bojowników. Dziewicza oswobodzicielka. Nadzieja Persydy. – Kolejne słowa wypowiadała z coraz większą goryczą. – W jej sercu nie ma miejsca dla nikogo. Jest tylko cel, obowiązek i determinacja.

Spuściła głowę, z całych sił starając się, by nie zapłakać za tym, co utraciła. Dłonie Mitrydatesa zsunęły się z jej ramion. A jednak nie odstąpił od niej, zniechęcony odpowiedzią. Zamiast tego ujął dziewczynę za podbródek i zmusił, by spojrzała mu prosto w oczy.

– Kryjesz się za mianem, które nadał ci lud. Ale mnie nie oszukasz. Jesteś kimś więcej niż tylko symbolem, Parysatis. Wiem to, bo przecież dotykam cię w tej właśnie chwili. Jesteś kobietą z krwi i kości, obdarzoną duszą, która płonie jasno niczym Wieczny Ogień.

Zamrugała, chcąc pozbyć się napływających do oczu łez. Czuła, jakby narastający gdzieś w głębi szloch, który wciąż usiłowała stłumić, miał zaraz rozerwać jej piersi. Arystokrata postąpił krok naprzód. Nie próbowała się cofnąć. Nie miała już siły stawiać oporu przed tym, czego przecież łaknęła. Ujął jej twarz w dłonie i nachylił się nad nią. Pierwszy pocałunek był niespieszny, delikatny jak muśnięcie motyla. Zaskoczyła ją powściągliwość owego mężczyzny. Zdawał się doskonale panować nad swym pożądaniem, trzymać je na wodzy, by nie spłoszyć przyszłej kochanki. W porównaniu z nim Kassander był niewolnikiem własnego pragnienia.

Nie myśl o nim, skarciła się w duchu. Jesteśmy tutaj tylko we dwoje. Mitrydates i ja. Nie pozwolę, by Macedończyk zniszczył piękno tej chwili.

List, który wciąż trzymała w dłoni, wysunął się spomiędzy palców i bardzo powoli opadł na podłogę. Uniosła ręce i przesunęła je na kark i włosy arystokraty. Odwzajemniła pocałunek, dając mu znak, że może postępować śmielej. W odpowiedzi wpił się w jej usta i objął szczupłą talię ramieniem. Przygarnął dziewczynę bliżej, tak że wtuliła się w jego silne ciało. Przez materiał sukni oraz jego podróżnej szaty poczuła, jak bardzo jest podniecony. Sama również zadrżała, coraz bardziej spragniona. Potrzeby, które zbyt długo tłumiła, teraz przypomniały o sobie z wielką mocą.

Instynktownie czując przyzwolenie, drugą ręką sięgnął do jej piersi. Pogładził ją, a potem ujął między palce. Pocałunek nie był w stanie stłumić jęku Parysatis. Twarda, wyczuwalna przez cienki materiał brodawka również zdradziła mu jej stan. Wiedział, że nie musi, a wręcz nie powinien zwlekać dłużej. Przesunął dłonie w górę, na wiązania egipskiej sukni. Poradził sobie z nimi szybko, z biegłością męża doświadczonego w rozbieraniu licznych niewiast. Dawna księżniczka poczuła, jak jedwab sunie w dół, ze wszystkich stron ocierając się o jej ciało. Po chwili stała już przed Mitrydatesem naga, jeśli nie liczyć naszyjnika i bransolet.

Arystokrata cofnął się o krok, by nasycić oczy widokiem. Płonące spojrzenie niemal fizycznie parzyło skórę Parysatis. I wtedy właśnie poczuła wstyd. Nie, wcale nie dlatego, że oglądał ją bez odzienia. Lecz oto przypomniała sobie, kto wcześniej stał na jego miejscu. Kto jako pierwszy podziwiał jej nagość, po to, by później bezlitośnie ją zbezcześcić.

Odejdź, Kassandrze, pomyślała. Odejdź i zostaw nas w spokoju. Pozwól się nam cieszyć chwilą, jest przecież tak bardzo ulotna. Jutro zostaną po niej jedynie wspomnienia.

Odejdź.

Nieświadom szalejącej w jej umyśle burzy, Mitrydates sięgnął do klamry spinającej mu płaszcz. Ten z łoskotem osunął się na posadzkę. Następnie mężczyzna pozbył się pasa z wiszącą u niego szablą oraz podróżnej szaty. Wyswobodzony z ubrań, zbliżył się do kochanki. Ująwszy ją za rękę, poprowadził na łoże. Posłusznie szła u jego boku, lecz jej wargi poruszały się, formułując niewypowiedziane słowa. Dopiero przy samym posłaniu otrząsnęła się z letargu. Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się nieśmiało.

– Będziesz musiał mnie poprowadzić – szepnęła. – Nie posiadam tyle doświadczenia co ty…

– Ułóż się wygodnie i nie obawiaj niczego – odparł. – Pozwól, bym wszystkim się zajął…

Zrobiła tak, jak sobie życzył. Jedwabna pościel pieściła dotykiem jej grzbiet i pośladki. Zamknęła oczy, a po chwili wahania rozchyliła uda. Niech i jemu będzie wygodnie… Poczuła też nieco spóźnioną wdzięczność wobec niewolnic, które zadbały o gładkość jej łona. Wbrew przypuszczeniom Parysatis nie okazało się to zbędnym wysiłkiem.

Spodziewała się, że zaraz poczuje na sobie ciężar mężczyzny, a potem jego członek zacznie napierać na jej srom. Przygotowała się na to, oczekując najpierw bólu, a potem – być może – także przyjemności. On jednak zdołał ją zaskoczyć. Najpierw pocałunkami składanymi niespiesznie po wewnętrznej stronie ud. Potem delikatnym dotykiem palców przesuwających się po skórze. Biust dziewczyny zadrżał, kiedy łapczywie zaczerpnęła powietrza. To, co jej czynił, było niezwykle miłe, w dodatku nieskażone nawet odrobiną cierpienia. Kiedy przesunął usta na podbrzusze dawnej księżniczki, ta wyprężyła się z rozkoszy. Dłonie zacisnęły się samoistnie, zbierając okoliczną pościel. A przecież był to dopiero początek słodyczy.

Powoli, bardzo powoli, pocałunki zbliżały się tam, gdzie najbardziej pragnęła je poczuć. Wreszcie kochanek wpił się ustami w jej dolne wargi, a potem wniknął w nią językiem. Parysatis westchnęła błogo i obróciła głowę w bok. Kolejne pieszczoty przyjmowała z krótkimi, urywanymi jęknięciami. Nawet nie podejrzewała, że zbliżenie z mężczyzną może być aż tak rozkoszne… Co rusz rozwierała dłonie, to znów zaciskała je w pięści. Rozchylone uda drżały z przyjemności, piersi zaś – w rytm przyspieszonego oddechu.

Mitrydates mocniej wtulił twarz w jej podbrzusze. Język wniknął jeszcze głębiej, zaczął poruszać się w górę i w dół. Palce arystokraty błądziły po jej ciele. A może wcale nie błądziły – zdawały się bowiem dobrze wiedzieć, co czynią. Opuszki dwóch zaczęły delikatnie pocierać miejsce tuż nad wargami sromu. Dziewczyna jęknęła przeciągle, raz i drugi… Nie wiedząc, co robić z dłońmi, w końcu położyła je na swoich piersiach. Zaczęła masować brodawki, które zdawały się twardsze i bardziej nabrzmiałe niż kiedykolwiek przedtem. Nie miała wiele czasu, by nacieszyć się tymi pieszczotami – oto bowiem uderzyła w nią pierwsza fala ekstazy. Nie stanowiła wcale zaskoczenia – od dawna już narastała w podbrzuszu, ale i tak przeszyła ją na wskroś. Drżąc z coraz intensywniejszej rozkoszy, Parysatis rozwarła usta do krzyku.

Nie wiedziała, jak długo to trwało. Kolejne fale uderzały w nią z przemożną siłą. Ekstaza wypełniła jej łono i piersi, zdawała się płynąć żyłami i rozlewać się po całym ciele. Kiedy w końcu odzyskała zmysły, dostrzegła pochylonego nad nią arystokratę. Uśmiechał się z satysfakcją, a jego usta wciąż lśniły od miłosnych soków. Niewiele myśląc, ujęła go za szyję i przyciągnęła do siebie. Ich pocałunek był długi i namiętny. Wciąż niezaspokojone pragnienie mężczyzny mieszało się w nim z wdzięcznością dziewczyny za przeżytą rozkosz.

W końcu jednak nawet imponujące opanowanie Mitrydatesa zaczęło słabnąć, gdy piersi kochanki wtuliły się w jego tors. Parysatis poczuła, jak kładzie jej ręce na kolanach, rozchyla je nieco szerzej, a potem mości się wygodnie między udami. Naprężona męskość dotknęła gładkiego podbrzusza, przesunęła się w górę i w dół, trzonem pocierając wilgotne wargi. Wreszcie Pers ujął swego penisa w dłoń i poprowadził go do samych bram rozkoszy. Biodra poruszyły się raz i drugi. Bramy ustąpiły praktycznie bez oporu. Dawna księżniczka zaczerpnęła łapczywie powietrza.

Arystokrata oderwał się od ust dziewczyny i wsparł ręce po obu stronach jej głowy. Zaczął unosić się i opadać, za każdym razem wchodząc nieco głębiej. Wciąż jednak powstrzymywał się przed gwałtowniejszymi ruchami, które mogłyby sprawić jej ból. Przy każdym jego pchnięciu dyszała z podniecenia oraz przyjemności, która jeszcze nie zdążyła dogasnąć po pierwszym szczytowaniu, a już na nowo się wzmagała. Odkrycie, że rozkoszy wcale nie trzeba okupywać daniną z cierpienia, wprawiało ją w euforię. Mocniej otuliła udami boki mężczyzny, dłońmi zaś gładziła silne mięśnie jego ramion. Zaczęła nawet wychodzić biodrami naprzeciw jego stanowczym, krótkim sztychom. Chyba mu się to spodobało, bo posłał jej rozpalone spojrzenie, a potem wzmógł tempo ich zbliżenia.

Czemu nie mogłeś być moim pierwszym – myślała, zanurzając palce w jego włosach. Czemu nie mogłeś być tym, o którym zawsze już będę pamiętać, uprawiając miłość? Nawet teraz, w chwili rozkosznego uniesienia, nie potrafiła całkiem zapomnieć o Kassandrze. Choć pod każdym względem różnił się od Mitrydatesa, choć Pers bił go w każdej konkurencji, to właśnie Macedończyk trwał uparcie w świadomości dziewczyny. Nawiedzał ją nawet w snach, podczas których wracała do ich schadzki w pałacu królewskim w Suzie. A także do swojego, tak brzemiennego w skutki, zaniechania.

Jej kochanek jeszcze przyspieszył, zmuszając Parysatis do ponownego skupienia na nim pełnej uwagi. Teraz zanurzał się w niej najgłębiej, jak to tylko możliwe. Spoglądając na arystokratę spod na wpół opuszczonych powiek zrozumiała, że wspina się już na swój własny szczyt. Natychmiast też zapragnęła mu pomóc, odwdzięczyć się za dopiero co przeżytą ekstazę. Zsunęła dłonie po torsie i bokach mężczyzny i ujęła w nie jego pośladki. Przy każdym pchnięciu, jakie wyprowadzał, jeszcze przyciągała go do siebie. Jednocześnie starała się jak najciaśniej otulić jego penisa. Warknął ochryple, raz i drugi. Próbował jeszcze odwlec nieuniknione, by jak najdłużej sycić się jej ciałem. Lecz w tej właśnie chwili jego własne ciało odmówiło posłuszeństwa woli. Mitrydates zadał ostatni sztych, wyprężył się i otworzył usta do krzyku.

Potem wykrzyczał jej imię.

Zacisnęła palce na pośladkach Persa, jakby chciała jak najdłużej zatrzymać go w sobie. On zresztą wcale nie próbował się cofać. Drżał z przeżywanej wciąż rozkoszy, a jego męskość pulsowała głęboko w pochwie Parysatis. W końcu osunął się na nią całym ciałem. Ich usta ponownie złączyły się w pocałunku.

Leniwie obrócili się na posłaniu, tak że arystokrata wylądował na plecach, ona zaś spojrzała nań z góry. Uśmiechnęła się, lecz już bez śladu dawnej nieśmiałości. Dłonią pogładziła wilgotny od potu tors mężczyzny.

– Zachowajmy tę chwilę w pamięci – szepnął. – Niech przyniesie nam pociechę w trudnych dniach, jakie nadchodzą.

– Nim skończy się noc… – Parysatis podniosła się i usiadła w rozkroku na biodrach kochanka. Jego zaspokojona męskość wysunęła się z jej wnętrza i ocierała teraz o podbrzusze – …dostarczymy sobie jeszcze wielu takich chwil, Mitrydatesie.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór,

kolejny miesiąc i kolejny rozdział Perskiej Odysei. Powoli przyzwyczajam się do takiego tempa! Tak więc mam przyjemność zaprezentować Czytelniczkom oraz Czytelnikom kolejny rozdział przygód Kassandra oraz Jutab. Tym razem z perspektywy tej ostatniej – by nie była to zbyt jednostronna opowieść. I byśmy mogli ujrzeć w przywódczyni buntowników coś więcej, niż tylko symbol – ale także młodą, pełną życia kobietę, na której barki zbyt wcześnie położono ciężar ogromnej odpowiedzialności.

Jak zawsze podziękowania należą się mojej czcigodnej Korektorce, Arei Athene, bez której moja pisanina byłaby pełna błędów oraz literówek. Dzięki, Ateno!

A Was wszystkich zapraszam do lektury!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

No wreszcie. Zapowiada się wspaniały weekend. Po kilku linijkach już mam uwagę. Aleksandrosie, konie są bardzo podatne na trucizny. Jedna kropla nikotyny na wiadro wody zabija konia, jestem pewien że również w przypadku tego narkotyku nie tyle dwa puchary co łyżeczka od herbaty. Choć oczywiście zależy od stężenia.

To zależy, Micku.

Konie mogą być podatne niż my na działanie nikotyny (choć informacja o zabójczym działaniu już kropli bywa kwestionowana) , ale np. są bardziej odporne na działanie jadu węży (m.in. z powodu większej masy ciała i większej ilości krwi) – do tego stopnia, że z krwi koni wystawionych na działanie tych jadów wytwarza się serum dla ludzi. http://www.abc.net.au/news/rural/2016-12-19/snake-antivenom-thanks-to-former-racehorses/8131990

A poza tym życzę Ci udanej lektury i weekendu 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Pojawia się bardzo ważne pytanie. Jak długo jeszcze konie będą gryzione przez węże ?! ;(. A tak w ogóle to gdzie wtedy byli ich rodzice ?!

Witam,

Wczoraj już byłem nieco zmęczony żeby ciągnąć tą dysputę ale już sobie odpocząłem.
Jady są nieco odmienne pod względem struktury od trucizn występujących w świecie roślin , otóż substancją toksyczną jadów jest odpowiednio rozwinięte białko. Jeśli zaś chodzi o trucizny roślinne to ich bazą są najczęściej alkaloidy i tak na przykład: krasnodrzew (kokaina), mak lekarski (opiaty: mofrina, papaweryna itd.), tytoń (nikotyna), lulek czarny (atropina, skopolamina), kulczyba (strychnina) itd. Trujące dla koni i bydła są wszystkie, z reguły w dawkach poniżej 200 mg/kg. Trujące dla koni są także mniej znane tj. zimowit jesienny (kolhicyna), skrzyp błotny (palustryna, palustrydyna) czy szczwół plamisty (koniina) (1).
Ale nie przeciągając. Ten narkotyk od Parysatis (też wolę to imię) to na pewno był specyfik pochodzenia roślinnego, czyli alkaloidy. Zapewne więc był zabójczy również dla koni i te dwa puchary mogły by wystarczyć na wiele osobników tego gatunku, obydwojga płci.

1. Cortinovis C., Caloni F, “Alkaloid-Containing Plants Poisonous to Cattle and Horses in Europe and Macedonian Empire”, Toxins (Basel), 2015 : 7(12): 5301–5307.

Mick, jak już się czepiasz ilości trucizny to może wpierw poćwiczysz pisownię języka polskiego? Ot choćby nie “tą dysputę” lecz tĘ dysputĘ, itd.

Takie niuanse pozwolę sobie zostawić takim ekspertom jak Ty. Ale dziękuję za uwagę.

Micku, muszę pochwalić Cię za dociekliwość i sięganie do naprawdę ciekawych źródeł! Czy dysponujesz może tym artykułem, na który się powołujesz w pdf-ie albo innym powszechnie używanym formacie? Chętnie przeczytam i się dokształcę, by w przyszłości nie popełniać błędów. O ile bowiem jestem dość nieźle obeznany w realiach historycznych, o których piszę (choć przyznam, że w perskich znacznie gorzej, niż w greckich, więc muszę sporo doczytywać), o tyle z chemii zawsze byłem noga i zapewne to się zemściło na mnie w tym momencie.

Albo też – mogę sięgnąć po dość łatwe usprawiedliwienie – pisząc o dawce, która położyłaby konia, pisałem z perspektywy Jutab/Parysatis. Ona również mogła nie być zbyt obeznana w działaniu trucizn i jadów – przecież sama walczyła zazwyczaj zupełnie odmiennymi środkami. Zapewne narkotyk, który podała Kassandrowi został dla niej przygotowany, ona nie musiała znać jego składu ani rozumieć sposobu działania. Za to z codziennych obserwacji życia w obejmującym liczne krainy imperium Persów wiedziała, że konie są znacznie bardziej odporne od ludzi na ugryzienia jadowitych zwierząt. O! I tak oto wymyśliłem całkiem wiarygodne wyjaśnienie passusu, który krytykujesz – zamiast niewiedzą Autora – niewiedzą bohaterki, całkiem zresztą uzasadnioną 🙂

Tomaszu, spokojnie. Bardzo lubię dociekliwych Czytelników, nawet jeśli czasem zagonią mnie w kozi róg 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nie Musisz się ani tłumaczyć ani usprawiedliwiać. Ja wiem że Robisz to gdyż Masz wysokie wymagania co do siebie i wytykanie Ci jakichś błędów z których ciężko się jest wywinąć może Cię wprawiać w lekką konsternację, ale niepotrzebnie, przynajmniej według mnie.

Ja jestem chemikiem z pierwszego fakultetu, odbyłem w tym zakresie trzystopniowe studia, ale to nawet nie jest temat dla chemika lecz dla toksykologa, to dość wąska dziedzina wiedzy. Dla tego Wybacz że się przyczepiłem. Na pocieszenie mogę Ci napisać iż orientuję się w tym temacie również pobieżnie. Może trochę lepiej znam chemię i technologię substancji noszących miano “narkotyki” ale trucizny nigdy mnie jakoś nie kręciły.

Co do publikacji to jest ona dostępna ogólnie w sieci, zdaje się też że Dostrzegłeś pewną modyfikację tytułu którą wprowadziłem chcąc sobie niejako zażartować :), gratuluję spostrzegawczości. Należy skopiować tytuł do wyszukiwarki, oczywiście bez dwóch ostatnich słów.

Tak to już jest że okazywanie trochę szerszej wiedzy z jakiegoś tematu, często powoduje ataki ze strony osobników zakompleksionych o małej wiedzy lecz wybujałym ego. Nie należy się takimi zbytnio przejmować.

Co do właściwego komentarza na temat tego odcinka, zostanie on niebawem przedstawiony w odrębnym poście.

Megas Alexandros

Micku,

no i słusznie podejrzewałem, że możesz mieć tu jakieś konkretne przygotowanie i spieranie się z Tobą mogłoby mnie zaprowadzić w kozi róg 🙂 Artykuł oczywiście przeczytam – też zdziwiło mnie tak dziwne zakreślenie obszaru badawczego 🙂 Może ten tekst pozwoli mi (oraz Jutab) w przyszłości unikać tego typu lapsusów.

Pozdrawiam
M.A.

Jak zwykle świetne Megasie. To wspaniałe że Ty i pozostali utalentowani autorzy publikujecie na Najlepszej Erotyce. Oby wena nigdy Was nie opuszczała i pisało Wam się lekko 😀

Dziękuję za miłe słowa. Staram się dostarczyć swoimi tekstami rozrywki na możliwie najlepszym poziomie. A pisze mi się ostatnio faktycznie lżej, niż jeszcze parę miesięcy temu. Najwyraźniej kryzys twórczy, który nie pozwalał mi publikować przez kwartał, albo i dłużej, został – przynajmniej chwilowo – przezwyciężony. Oby zwycięstwo trwało jak najdłużej!

Pozdrawiam
M.A.

Drogi Alexandrosie,

Jako fanka, obserwująca twoje zmagania literackie od początku przygód Kassandra, sugerowałabym poważne zastanowienie się nad wydaniem książkowym niniejszych sag – rynek polski jest praktycznie pusty jeśli chodzi o dobre połączenie historii z wysmakowaną erotyką, a twoje twory na pewno zyskałyby rzesze oddanych czytelników oraz przyczyniły niejako do otwarcia pewnych drzwi w naszym, wciąż zbyt wąskim światku literackim 🙂 Pozdrawiam i czytam na bieżąco. Anna.

Witaj Anno,

dziękuję za miłe słowa. Temat wydania książkowego pozostaje otwarty i poważnie go rozważam. Ostatnio np. sprawdziłem i okazało się, że Opowieść Demetriusza, zdecydowanie zbyt długa, by opublikować ją w pojedynczym tomie, bardzo dobrze (pod względem fabularnym, dramatycznym, rozwoju postaci) daje się podzielić na trzy części. Szczerze mnie to zaskoczyło, bo nie planowałem jej w ten sposób.

Pozostałe moje prace – Opowieść Kassandra, Tais i Perska Odyseja – jak na razie zmieściłyby się w jednym tomie ewentualnie tomisku 🙂 Oczywiście musiałbym poszukać wydawnictwa zainteresowanego takimi powieściami. Miałabyś tu jakieś sugestie? Może być na priva – megas.alexandros.mod@gmail.com .

Pozdrawiam
M.A.

Dziękować za odpowiedź 🙂 Szczerze sądzę, że jest co publikować i udostępniać tym samym szerszej publiczności, natomiast co do wydawnictw myślę, że należałoby szukać wśród mniej komercyjnych, promujących właśnie bardziej non-mainstreamowe utwory. Na dzień dzisiejszy polecam wydawnictwa Replika, Otwarte, Wielką Literę a nawet WAB.
Serdecznie pozdrawiam.

Dziękuję za sugestie! Przyjrzę się sprawie 🙂

Do usług 🙂 Trzymam kciuki za pozytywne odpowiedzi!

Do pozytywnych (czy jakichkolwiek) odpowiedzi jeszcze daleka droga – najpierw będę musiał zrobić gruntowny research, a potem przezwyciężyć swą wrodzoną nieśmiałość i zrobić pierwszy krok 😉

Ja bym bardzo chętnie zakupił takie książki 😉

Możliwe, że zyskasz taką możliwość, Łukaszu 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Dopiero dziś udalo mi się zalogować z telefonu i dlatego dopiero teraz piszę komentarz. Odnosząc się do przedmówców, uwazam ze ksiązkowa publikacja tego cyklu jest bardzo dobrym pomysłem. Kiedys namawialem do tego samego Nefera , zeby wydal Panią Dwóch Krajów. Faktycznie brakuje powiesci historycznych. Chylę czola przed znajomością trucizn i toksykologii. Co do samej części Odysei to jak zwykle przeczytałem ją z zainteresowaniem. Dlatego oceniam na maksa. As

Dziękuję za miłe słowa!

Mam nadzieję,że Perska Odyseja będzie nadal trafiała w Twe gusta – czy to w wersji publikowanej online, czy ujęta w twarde okładki 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Odcinek, który sporo wyjaśnia, ale też nadal zachowuje wiele spraw w tajemnicy i zawieszeniu. A więc Parysatis (ja też wolę to imię) miała zabić Kassandra i to w tym celu poświęciła cnotę. Zrozumiałe, że próba zabójstwa przed zbliżeniem mogłaby okazać się ryzykowna. Ale dlaczego ostatecznie zrezygnowała, gdy cel znajdował się na wyciągnięcie ręki uzbrojonej w sztylet? Tego nadal nie wiemy. Przecież obecnie dziewczyna szczerze nienawidzi naszego Macedończyka i wcale nie żywi do niego uczuć sentymentalnych. Opisy batalistyczne jak zawsze barwne i kompetentne, chociaż w porównaniu z innymi (prezentowanymi przez Autora przy różnych okazjach) wydają się nieco skrótowe. Mamy za to piękne sceny wzajemnego uwodzenia w luksusowym świecie perskich pałaców i ogrodów. Uwodzenia, zakończonego obopólnym zwycięstwem, że tak powiem.
Co do planów wydawniczych, to gorąco kibicuję. Poziom Twojej twórczości przewyższa wiele tekstów historycznych (i nie tylko), które doczekały się publikacji na papierze, często na własne (oraz ich autorów) nieszczęście.
Pozdrawiam.

Jak to mówi dobry wujek: “Za babami nie trafisz.” Bardzo jestem ciekawy jak Aleksandros to dalej poprowadzi. Mam wrażenie że od czasu do czasu, stawia sobie wyzwania jako autor. Jeśli niebanalnie rozwinie i zakończy relację Kassander-Parysatis, to będzie całkiem spore osiągnięcie opisu poczynań kobiety z pozycji mężczyzny, zwłaszcza w dziedzinie dla nas nieodgadnionej. Chyba właśnie na takie tematy powiódł nas tym razem. Można by powiedzieć nieco kolokwialnie, że po prostu Kassander dobrze ją zerżnął i ona już mu to zapamięta do końca życia. Jednak wydaje mi się że to nie takie proste w przypadku prozy, której autor jak się obydwaj zgadzamy osiągnął wybitny poziom. Takie “clue” było by tu zbyt oczywiste.

Przypomina mi się scena seksu którą opisała bodajże Roksana. Roksana opisuje przeżycia mężczyzny tak jakby to ona była tym mężczyzną. Sprawia wrażenie że udało jej się posiąść ciało i odebrać jego bodźce które są właściwe dla naszej płci. Zrobiło to na mnie spore wrażenie. Tutaj rzecz wydaje się bardziej ambitna. Ja wiem ze sprawę załatwia dogłębny wywiad albo oparcie fabuły o znaną sobie historię. Jednak by wypadło to realistycznie, potrzebny jest pewien talent który pozwoli to idealnie skomponować, tak byśmy w to uwierzyli.

Neferze,

jak zawsze dziękuję za miłe słowa. Motywacje Parysatis z czasem staną się jasne. Obecnie sama nie może sobie wybaczyć tamtego zaniechania. Gdyby tylko wiedziała wtedy o Kassandrze to, co dziś… ale wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej i teraz spotkają się znowu, pod murami Pasargadów, najstarszej z perskich stolic, miejsca, gdzie pochowano Dariusza Wielkiego i Kserksesa.

Opisy batalistyczne w tym rozdziale są celowo skrótowe – bitwa na przedpolu Isztahr nie miałaby wielkiego ładunku emocjonalnego, skoro wszystkie znane Czytelnikowi postacie walczyły po jednej tylko stronie i żadnej włos z głowy nie spadł 🙂 Nie warto było więc poświęcać jej zbyt wiele miejsca, zwłaszcza, że szybko przerodziła się w okrutną rzeź. A tutaj potrzebowałem miejsca na wspomniane sceny wzajemnego uwodzenia i na wprowadzenie do gry całkiem nowej postaci. Mogę obiecać, że oblężenie Pasargadów będzie obszerniej opisane, również w aspekcie militarnym.

Micku,

postaram się, by dalszy bieg wątku Parysatis obfitował w zaskakujące zwroty akcji 🙂 Sam jestem ciekaw, jak to, co planuję, zostanie odebrane. Co do interpretacji, wedle której Kassander tak “wygodził” Parysatis, że ta nie była go w stanie później uśmiercić – po raz pierwszy wysunął ją kapłan Widarna, wywołując ostrą irytację Jutab. Mogło to oznaczać zarówno, że trafił, albo też, że kompletnie chybił 😉 Na razie pozostawię Was z domysłami, a w odpowiednim czasie udzielę odpowiedzi, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.

Pisanie opowieści z punktu widzenia bohaterki jest oczywiście znacznie dla mnie trudniejsze, niż z punktu widzenia mężczyzny. Jestem pewien, że ta perspektywa jest na jakimś poziomie nieprzekładalna, i że pewne rzeczy zagubią się w mojej nieudolnej próbie tłumaczenia z męskiego na damski. Tym niemniej, podejmuje się tego wysiłku, w nadziei, że jednak moje usiłowania nie okażą się całkiem godnymi pożałowania 🙂

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Użyłeś słowa które widzę pierwszy raz w życiu, dla tego też wiedziony ciekawością wziąłem słownik i sprawdziłem jego znaczenie. W.g. słownika PWN słowo “wygadzać” oznacza: «spełnić czyjeś wymagania, życzenia». Słownik sugeruje że jest to dawna forma, nie wiem czy to to samo co archaizm językowy bo nie jestem z tego zakresu specjalistą. Natomiast co do znaczenia <> to czy naprawdę Uważasz że fabuła którą Stworzyłeś, sugeruje że Jutab miała jakieś konkretne wymagania ? Nie domyśliłem się jakoby miała wobec niego (Kassandra) chociaż oczekiwania co jest tu akurat zgodne mniej więcej z rzeczywistością (chodzi mi o fakt że była dziewicą). Dla tego też może termin którego użyłem wśród tak szacownego grona, choć nie jest elegancki to czyż nie wydaje się bliższy prawdzie ?

Myślę że pisanie z punktu widzenia bohaterki to jest coś na co może sobie pozwolić jedynie twórca wybitnie uzdolniony. Może nie tyle pozwolić sobie, bo na to pozwolić sobie może każdy, ale opisać to tak żeby uwierzył w to nieco bardziej wymagający czytelnik.

Istotnie jest to nieprzekładalne, ponadto mogę powiedzieć że większość percepcji męskiej może nawet nie zbliżyć się do całości zrozumienia (w tym moja), z drugiej zaś strony interpretowanie ograniczonego zasobu słów i tworzenie z nich możliwych kombinacji jest zawsze skończone nawet z perspektywy wysokiej inteligencji.

Próbuj, zobaczymy jak Ci pójdzie. Ale jestem pewien że dobrze, bo jeśli nie Tobie to komu ? Wydajesz się bardzo doświadczony więc prawdopodobnie Uraczysz nas czymś nietuzinkowym. Jak zawsze.

Hmmm…

teraz, gdy mi to uświadomiłeś zerknąłem do słownika i faktycznie, jest jak mówisz. Ja wziąłem to słowo bodajże z Sapkowskiego, uważałem, że znaczy po prostu “zaspokoić”. Forma zaiste dawna. Czyli, użyłem go nie do końca zgodnie z pierwotnym sensem słowa. Mea culpa.

Co do pisania z perspektywy innej osoby, czy nieprzekładalnych treści – gdyby się nad tym zastanowić, to nawet pozostając w obrębie swojej płci, nie jest łatwo wcielić się w kogoś innego. Kiedy tworzy się taką postać od podstaw wiadomo, jest łatwiej, bo jest ona całkiem “plastyczna”, ale zawsze, gdy zmienia się perspektywę, trzeba włożyć w to nieco wysiłku i wytężyć mózgownicę 🙂

Pozdrawiam
M.A.

A jeśli chodzi o kobiety … kochamy je, wielbimy je ale nikt ich tak naprawdę do końca nie rozumie. Cóż, mnie się wydaje arcytrudne wcielenie się w jej rolę w jakimkolwiek aspekcie. Ale może to dla tego że od dziecka jestem jakby tu powiedzieć, ograniczony i ułomny :D.

Sapkowski … uwielbiam grę ale książki jeszcze żadnej nie czytałem. Jakoś tak przyznam że unikałem wcześniej tego autora. Boję się że wiedźmin którego niemal pokochałem, stworzony przez cd project red, mógłby mi się średnio spodobać w wersji oryginalnej. Z drugiej strony fajnie by było znać historię tego świata.

Megas Alexandros

W takim razie, Micku, mogę z całego serca polecić Ci opowiadania i powieści Sapkowskiego. Nawet gdybyś nie znał gier. A jeżeli znasz i lubisz, to tym bardziej. Dzieła AS-a dają świetny kontekst dla gier, a do tego same w sobie świetnie się czytają.

Pozdrawiam
M.A.

Aleksandrze. Niestety jeszcze nie zacząłem czytać pierwszej części opowieści helleńskiej (tzn. kiedyś zacząłem czytać i nawet całkiem sporo przeczytałem ale niestety przerwałem i jestem zmuszony czytać od początku, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe 😉 ), ale myślę, że niedługo uda mi się powrócić do tego wspaniałego świata. Jednak nie potrafię sobie odmówić czasem, choćby pobieżnie, poczytać sobie perskiej odysei. I mam do ciebie pytanie. Czy zaprowadzisz nas Aleksandrze do Babilonu i pozwolisz nam poznać jego cuda? Wiszące ogrody i podobne sprawy (choć gdzieś czytałem, że wiszące ogrody nie były w Babilonie ale jeśli dobrze pamiętam to w Niniwie, ale ten Babilon jakoś bardziej mi pasuje 😉 ). To jedna sprawa, druga to czy spotkamy w końcu tego Aleksa 🙂 ? Jeśli tak to mam też nadzieję, że w prowadzisz postać Bagoasa i aleksandrowych generałów (mnie czyli Kraterosa :-D, Hefajstiona, Filotasa, Perdikkasa, Klejtosa, Ptolemeusza itd. itd.). No to chyba tyle pytań ;-). Życzę Ci weny i tego żeby zawsze chciało Ci się tworzyć bo masz do tego na Zeusa talent.

Widzę, że dziś na nasze łamy zawitał jeden z najwybitniejszych generałów Aleksandra. A zatem gorące pozdrowienia, cny Kraterosie 🙂

Życzę Ci zatem, by powtórna lektury Opowieści helleńskiej była dla Ciebie przynajmniej równie przyjemna, jak za pierwszym razem 🙂

Odpowiadając na Twoje pytania: tak, akcja będzie rozgrywała się w Babilonie. To w końcu – w zamierzeniu króla Aleksandra – miało być nowe centrum helleńskiego świata. Niektórzy bohaterowie już tam zmierzają, inni dopiero dowiedzą się,że nici ich przeznaczenia splotą się w tym słynnym i tajemniczym zarazem mieście.

Owszem, król Macedończyków pojawi się na kartach Perskiej Odysei i będzie miał do wypowiedzenia nieco więcej kwestii, niż jego matka w Opowieści Demetriusza 🙂 Pojawią się także jego towarzysze. Może z wyjątkiem Filotasa. Z powodu przyjętej chronologii Kassander nie zdąży już go spotkać. Natomiast Krateros oraz Hefajstion będą mieli poważne role.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Napisz komentarz

60 + = 66