Magnetyzm XX (Ania) 4.47/5 (27)

Nadixe Alfaro, “Wet”, CC BY-NC-ND 3.0

Lep na muchy

Cieszy się, że Ewa postanowiła kupić kamienicę, szczególnie, że dała jej wolną rękę do prowadzenia negocjacji z właścicielem herbaciarni, gotowa wynająć lokal za bezcen albo wręcz udostępnić za darmo. Dzięki temu ma asa w rękawie i zdobędzie tę końską lancę. Dyszel.

Na samą myśl robi się mokra. Już widzi tego bezczelnego knypka, czerwonego z wściekłości, dosłownie z parą lecącą z uszu (jak w kreskówkach!). Gotującego się. Już niemal czuje jego niepohamowanie. Brutalność. Czuje, jak obija się boleśnie o ściankę macicy.

Obmyśla plan. Chłopak zapewne wie już, że kamienica została wystawiona na sprzedaż i trzęsie portkami. Na jego miejscu też bałaby się najgorszego. To zbyt atrakcyjna lokalizacja.

Warto wykorzystać sytuację i trochę się zabawić. Kosztem jebaki oczywiście. Ma tylko nadzieję, że stanie na wysokości zadania i nie zmieni się nagle w uległego mięczaka. Baśka zdecydowanie woli mężczyzn pewnych siebie. Dominujących. Stanowczych. Momentami porywczych. Gdzieś w głębi czuje, że Darek taki jest. Może być. Dla niej. Wtedy był.

Już wyobraża sobie elegancki bilecik z zaproszeniem do drogiej restauracji w celu omówienia szczegółów. Treść powinna być lakoniczna. Może coś w stylu:

Restauracja Acquario – dziś, 18:00. Bądź punktualny.

Nowa właścicielka

Ubrałaby się w czarną sukienkę z jasną lamówką i w swoje ulubione zamszowe szpilki. Do tego koniecznie nylonowe pończochy w kolorze mocca, rękawiczki oraz kapelusik z woalką. Włosy gładko upięte. Ciemnoczerwona szminka. Może delikatna, złota biżuteria.

Wybierając danie z menu pewnie byłby zakłopotany – wszystkie są za drogie na jego kieszeń. Może zamówiłby jedynie wodę. Albo wódkę. Chyba powinna zamówić za niego, żeby pokazać z jak niskiego poziomu zaczyna.

Może Kowalik pożyczyłaby jej nawet samochód z szoferem. Chłopakowi pewnie opadłaby szczęka. Miałby się z pyszna! Ciekawe, czy przeleciałby ją w samochodzie. Nie. Bałby się pobrudzić nieprzyzwoicie drogą tapicerkę. No i krępowałby się obecnością szofera. Choć jakby pomyśleć…

Nie wzięłaby go do hotelu. Wolałaby zostać wygrzmocona w ciemnym zaułku albo w tej jego herbaciarni. Na blacie roboczym. Stoliku. W toalecie. Oparta o drzwi wejściowe. Zimne, twarde powierzchnie. Uwierające kanty. Drzazgi wbijające się w dłonie. Właśnie to lubi – wyraziste doznania. Jest zboczona? Pewnie tak!

Nigdy nie pozwala sobą gardzić. W prawdziwym życiu zawsze musi być górą. Silna. Niezależna. Bezwzględna. Cyniczna. W łóżku natomiast woli mężczyzn stanowiących prawdziwe wyzwanie. Silnych. Zmuszających do uległości. Do ostatniej kropli krwi walczących o dominację. I, przede wszystkim, lubi ich prowokować. Pogrywać z nimi. To dlatego ta zabawa będzie taka fajna! Najfajniejsza.

Do trzech razy sztuka

Tak bardzo chciała narzucić sobie dyscyplinę, a spotkaniom nadać rytm. Nic z tego. Trudno. Stało się. Zadzwoniła i wysłała po Mateusza szofera. W środku dnia. Niecierpliwa. Spragniona jego dłoni. Dotyku.

Plany nieco pokrzyżowali Patryk i Kamil, pluskający się właśnie w basenie. Pozwalając im przychodzić – razem lub osobno, ale bez dodatkowych gości – nie przypuszczała, że kiedykolwiek się na nich natknie, a tym bardziej, że pożałuje swojej lekkomyślności.

Nie, żeby miała im za złe, nic z tych rzeczy. Po prostu chciała, aby Mateusz pozostał tajemnicą, a tak mogą dowiedzieć się po kolei wszystkie dziewczyny, zaczynając od Marty.

– Wynocha mi stąd! – Ewa z rozbawieniem patrzy na niemal nagich, młodych mężczyzn, ochlapujących się wodą. Jest zadowolona, że dobrze się bawią, to znaczy, że co najmniej pogodzili się, a może nawet zostali kimś więcej niż przyjaciółmi. Chętnie popatrzyłaby dłużej, ale świadomość, że zaraz przyjedzie tu Mateusz Nowicki, nieco studzi jej zapał. – Won, powiedziałam! – Sili się, aby jej głos brzmiał jak najbardziej stanowczo, choć oczy i tak zdradzają wszystko.

– Twoje życzenie jest dla nas rozkazem. – Kamil pierwszy ostentacyjnie i popisowo wyskakuje z wody.

– Zawsze do twoich usług. – Patryk raczej wlecze się za kolegą, zbyt dokładnie lustrując przy tym Ewę. Teraz bosą, w ciemnych, rozszerzanych dżinsach i luźnym T-shircie Metalliki, bez makijażu wyglądającą po prostu słodko, nawet w wyzywająco czerwonych włosach.

– No już, już, ruchy! – Popędza chłopaków niczym poganiacz niewolników. Na próżno. Słyszy otwieraną bramę. – Cholera! – klnie pod nosem, przyciągając tym uwagę Kamila.

Obaj ubierają się szybko, zbierają z leżaków swoje rzeczy i bez marudzenia kierują w stronę wyjścia. Dosłownie wpadają na Mateusza, wychodzącego właśnie z samochodu. Zamierają na chwilę, ale potem ponaglani przez chmurne spojrzenia Ewy, wychodzą bez przywitania.

Ona, pozbywszy się problemu, skupia się na zdezorientowanej minie swojego kochanka …a może powinna raczej powiedzieć swojej dziwki? Chłopak jak zwykle wygląda uroczo. Wyrwany z pracy w połowie dniówki, zdążył się jedynie przebrać i szybko przemyć. Nadal wokół twarzy ma mokre, posklejane włosy i śmierdzi potem. Pod paznokciami widać ziemię. Ale tym lepiej, lubi go takiego.

– Jesteś głodny? – pyta niewinnie. Chce dać mu chwilę na ochłonięcie i oswojenie się z sytuacją.

– Trochę – przyznaje z rozbrajającą szczerością.

– Okej. To najpierw coś zjemy. – Ewa natychmiast kieruje się do kuchni, a on podąża za nią. Wewnątrz domu jest przyjemnie chłodno, ale dość ciemno. Mija chwila zanim ich oczy przyzwyczajają się do półmroku.

Obojgu ta sytuacja wydaje się zbyt normalna. Banalna. Chłopak otwiera białe wino. Dziewczyna ustawia kieliszki i talerze, wyjmuje miskę z sałatką z tuńczykiem, włącza muzykę. Coś, czego Mateusz nie zna – zespół metalowy śpiewający po fińsku. Całkiem niezłe.

Posiłek zjadają w pełnym napięcia milczeniu. Chciałby porozmawiać. Zapytać. Dowiedzieć się. Wyjaśnić. Nie ma w sobie jednak wystarczająco dużo siły. Po prostu płynie z nurtem. Jak śnięta ryba. Jest za to na siebie zły, ale nic nie potrafi poradzić, że Ewa odbiera mu całą pewność siebie, wszystko co męskie.

Ona delektuje się jego zmieszaniem. Długimi rzęsami okalającymi spuszczone oczy i płochym rumieńcem na policzkach. Mięśniami drgającymi przy każdym ruchu pod cienką bawełną koszulki. Bezsprzecznie jest seksowny i całkowicie tego nieświadomy. Apetyczny. Rozczulający.

– Najadłeś się? – Rozmarzony głos Ewy zdradza myśli, a przecież nie powinna sobie na to pozwalać. Musi zachować bezpieczny dystans!

– Tak. – Chłopak w końcu podnosi wzrok, jak gdyby zdziwiony jej obecnością. Zaskoczenie widoczne przez chwilę w ciemnoniebieskich oczach jest szczere i naturalne. Tak szczere i tak naturalne, że aż przechodzi ją dreszcz. Przyjemny dreszcz!

– Więc weź wino i chodźmy do salonu. – Wstaje od stołu i przeciera szlak, żeby się nie wahał i nie miał wątpliwości. Podąża za nią, jak zwykle, nieco zbity z tropu samym wezwaniem, zwyczajnością sytuacji i tym, że z nim rozmawia. Wcześniej zdawała się w ogóle nie dostrzegać, że też jest człowiekiem, że może coś czuć, myśleć, a tym bardziej mówić.

Chłopak siada, blisko, ale nie na tyle, by ich ciała się stykały. Ewa przysuwa się. Czuje delikatną woń jej perfum. Krępuje go, że sam jest brudny. Wolałby się umyć. Dziewczyna jedną rękę opiera na jego ramieniu, twarz niemal wtula w szyję. Musi czuć ten przykry zapach.

Ciepły oddech muska jego skórę. Usta przysuwają się niebezpiecznie blisko. Odruchowo unika ich. Jest przecież cały słony. Ona nie odpuszcza, znów się przysuwa. On znów nie pozwala na pieszczotę. W odpowiedzi na tę zniewagę Ewa zwinnie zmienia pozycję. Siada na nim okrakiem i zmysłowo syczy mu do ucha:

– Bo cię zwiążę. Chciałabym to zrobić. Pozwolisz mi?

Mateusz wzdryga się na samą myśl. I tak pozwala na wszystko! Nie chce być całkowicie bezbronny. Ubezwłasnowolniony. Bardzo dosłownie i fizycznie skazany na jej kaprysy. Co by z nim zrobiła? Zamyka oczy i powoli wdycha powietrze. Nie wie, jak odmówić, ale przecież musi to zrobić.

– Dobrze, zaczniemy od czegoś innego. – Dziewczyna najwyraźniej doskonale odczytuje targające chłopakiem emocje. Strach. – Pójdziemy na górę – mówi powoli, po kilka słów, w przerwach liżąc i całując szyję. To bardzo miłe, choć łaskoczące odczucie. – Rozbierzesz się. – Wsuwa jedną rękę we włosy Mateusza. – Położysz na łóżku. – Jej usta zaczynają zwiedzać policzki i czoło. – Wyciągniesz ręce. – Całuje delikatnie przymknięte powieki. – Chwycisz zagłówek. – Wykonuje długie liźnięcie tuż pod okiem. – I będziesz go cały czas trzymał. – Wraca do ucha. – Puścisz dopiero, gdy ci pozwolę. – Przygryza jego płatek przyprawiając chłopaka o dreszcz. – Rozumiesz?

W odpowiedzi kiwa głową. Na to chyba może się zgodzić. Przynajmniej spróbować. Czuje, jak nogi kobiety obejmują go ciaśniej, jak przylega swoimi kształtnymi półkulami do klatki piersiowej i jak gwałtownie wpija się ustami w jego usta. To oszałamiające. Odbierające dech. Wspaniałe!

– Rozbierzesz się? – Mateusz pyta, między jednym zachłannym pocałunkiem a drugim. Bezwiednie. Bardzo chciałby zobaczyć ją nagą. Pieścić całe cudowne ciało kobiety. Kochać się. Albo chociaż dotykać. Całować. Podziwiać. Chciałby, żeby oddała mu się tak, jak on oddał się jej.

Ewa odsuwa się, odpychając rękoma od jego klaty. W jej głębokich, zielonych oczach widać niepewność. Po raz pierwszy. Patrzy badawczo, ale przypomina w tym małą, zagubioną dziewczynkę. Czyżby zrobił coś nie tak?

Ona wstaje. Sięga po butelkę. Nalewa sobie wina. Wypija duszkiem cały kieliszek. Potem drugi. I trzeci. W końcu wyciąga butelkę w jego stronę, jakby chciała zapytać, czy też chce. Kręci głową, nie chce. Raz, że woli mocniejsze trunki, dwa, że będąc z nią, wolałby pozostać trzeźwy, przeżywać wszystko w pełni. Szkoda, że ona nie.

– Są rzeczy, których nigdy nie będziemy robić – wyjaśnia, nadal nie siadając. Jej głos jest lodowato zimny, wręcz mrożący. – Ja się nigdy nie będę rozbierać, rozumiesz? – niemal krzyczy. – Rozumiesz?

Nie rozumie, ale i tak kiwa głową. Cóż innego mógłby zrobić? Nie chce jej ranić ani denerwować, chce żeby się uspokoiła, znowu usiadła przy nim i przytuliła się. Tak, żeby mógł poczuć ciepło, oddech, bicie serca, żeby pulsowała i drgała w jego ramionach. Żeby pachniała. Budyniem śmietankowym. Sobą. Perfumami. Potem. W zasadzie czymkolwiek, co mógłby skojarzyć tylko z nią.

Nigdy nie przypuszczał, że bliskość drugiego człowieka może być równie kojąca. Uspakajająca. Mimo kropidła szamoczącego się w spodniach. Mimo wszystkiego, co ich dzieli i mimo wysokiego stopnia skomplikowania tej relacji. Nie zobaczy jej nagiej? Trudno! Grunt, żeby mógł ją widywać i tulić. Nic więcej się nie liczy.

Dała się ponieść. Może trochę przesadziła, ale jest przekonana, że musi postawić wyraźne granice. Żadnego rozbierania. Żadnej penetracji. Żadnej inicjatywy z jego strony. Musi czuć się bezpiecznie. Powiedzieć mu to? Nie, chyba nie. Odnosi wrażenie, że on pewne rzeczy rozumie instynktownie lub, że jest niezdolny do ryzykowania. To dobrze. Bardzo dobrze.

Wino zaczyna uderzać do głowy, rozgrzewać krew i tak wrzącą już z podniecenia. Nie może dłużej czekać. Nie jest w stanie. Wraca do niego. Tym razem siada mu bokiem na kolanach. Tak będzie łatwiej.

Usta Mateusza są przyjemnie miękkie i słodkie, w przeciwieństwie do reszty słonego niczym morze ciała. Jest wyraźnie spięty, choć przecież dała mu czas. Dużo czasu. Sama otacza się jego ramionami, żąda uścisku, bliskości, odrobiny poufałości. Chce go czuć, całą sobą. Nie chce żadnych barier. Spragniona.

Nie myśli o brudzie, wydzielinach, grzeszności, różnicy wieku ani o tym, że są z dwóch zupełnie innych światów. W tej chwili jest samicą gatunku ludzkiego, a on jest samcem. Nie liczy się nic więcej. Nie ma miejsca na zasady moralne, etykę czy etykietę, jest jedynie miejsce na odczuwanie, na zjednoczenie się z własnym, zaniedbanym dotąd ciałem, ciałem zepchniętym na drugi plan, zablokowanym. Ukrytym.

Przepełnia ją żądza. Silna. Dzika. Zwierzęca. Liczy się tylko spełnienie. Dotyk. Jej czarodziejski pączek jest tak nabrzmiały, że aż boli, tak spragniony, że aż pulsuje. Zewsząd napływa wilgoć. Śliska i lepka. Pachnąca ciężko. Przytłaczająco. Mdło. Już dawno nie było jej aż tyle, już dawno aż tak nie przykuwała uwagi. Nie była powodzią.

Przez ułamek sekundy Ewa wyobraża sobie swoje łono jako różę jerychońską rozwijającą się właśnie po długotrwałej suszy. Rozprostowującą zwinięte gałązki, łapczywie wchłaniającą wodę i dzięki temu nabierającą kolorów. Odżywającą. Cudownie odżywającą. Z takim porównaniem jest jej lżej, wszystko staje się prostsze.

Zamyka oczy, rozpina spodnie i wsuwa w nie dłoń Mateusza. Jest ciepła i spocona. Niepewna. Jego druga ręka podtrzymuje plecy, dłoń ledwo muska pierś. Czuje oddech chłopaka na szyi. Gorący. Regularny. Przyjemny.

Niezdarne palce muskają przez cieniutki materiał majtek zaciśnięte płatki. Drżą. Ona też drży. Cała. Jego dotyk jest magiczny. Rozbudzający. Może nieco zbyt delikatny i niewprawny, ale mimo wszystko zniewalający. Uzależni się od tego. Wie o tym. Czuje to.

Dociska nieco jego dłoń, drugiej pomaga odnaleźć krągłość piersi. Razem szybko odnajdują odpowiedni rytm i siłę nacisku. Mateusz gra na jej napiętej strunie sprawnie, wprost zadziwiająco sprawnie. Jego palce nie są już niezdarne ani niepewne, może dlatego, że Ewa wyraźnie okazuje zadowolenie. Mruczy. Kręci biodrami. Rozchyla swoje malinowe usta. Oczy ma półprzymknięte, a policzki zarumienione. Zdaje się być bliska miejsca, które zwie się szałem zapomnienia.

Gruba żyłka pod palcami Mateusza drga, pulsuje i tańczy. Spomiędzy nóg dziewczyny bije niesamowite ciepło. Ten zapach! Upajający. Niepodobny do żadnego innego. Słodki. Ciężki. Przyprawiający o zawrót głowy. Aż chciałoby się pochylić i wciągnąć go nozdrzami u źródła. Klęknąć przed nią. Całować. Spić tę aromatyczną rosę.

Bez jej zgody nie śmie jednak nic zmienić. Tuli ją tylko mocniej. Prężącą się i nieobecną. Zupełnie inną niż codzienna wersja prezentowana światu: władcza, stanowcza, mrożąca spojrzeniem, a jednak taką samą, pozbawioną sprzeczności, spójną. Po prostu piękną.

Ewę stopniowo zalewa powolna i leniwa fala przyjemności. Narastająca i narastająca. Pęczniejąca w niej niczym gąbka. Obmywająca gorącem całe ciało. Parząca od wewnątrz. Świat się zatraca w tych doznaniach, rozpływa się jego realność, przyziemność. Wszystko traci na znaczeniu. To jest jej TU i to jest jej TERAZ, nic innego się nie liczy.

On też się nie liczy. Co najwyżej jego palce. Oddech. Bicie serca. Ciepło. Silne ramiona. Twardość mięśni. Zapach. Dłoń ugniatająca nieporadnie pierś. Nieborak szamoczący się w spodniach, zupełnie niepotrzebny i niechciany.

Kiedy napełnia się cała, kiedy zanurza się w tym obezwładniającym oceanie, nagle przychodzi przesilenie. Jeden ruch i wszystkie mięśnie napinają się w krótkim spazmie, by zaraz się rozluźnić. Odpycha jego dłoń. Już nie chce pieszczot. Spełniona. Szczęśliwa. Błoga. Chce tylko, by ją tulił do swojej piersi. Głaskał.

Robi to. Całym sobą zdaje się mówić: już dobrze, spokojnie. I jest spokojna, rzeczywiście jest jej dobrze. Przepełnia ją wdzięczność.

– Zaniesiesz mnie na górę? – ledwo słyszalnym, drżącym głosem wypowiada mu prosto do ucha. Mateusz spogląda na nią zdziwiony, ale zaraz przekłada rękę pod nogami dziewczyny i wstaje.

Unosi ją lekko, jakby nie ważyła nic. Jakby była piórkiem. Na jego przystojnej twarzy nie widać zmęczenia, o wysiłku świadczyć mogą co najwyżej napięte bicepsy. Zna już drogę do sypialni i po pokonaniu schodów kieruje się od razu w odpowiednią stronę. Ostrożnie, niczym skarb, kładzie ją pośrodku wielkiego łóżka. Przystaje. Czeka na zaproszenie. Na rozkazy. Ewa leniwie wyciąga rękę i przyciąga chłopaka ku sobie.

Długo leżą wtuleni w siebie. Ona w niego. Można by pomyśleć, że są kochankami, mimo że nadal ubrani. O stoczonym boju, boju Ewy z samą sobą, świadczyć mogą jedynie jej rozpięte spodnie. Nic więcej. Żadnych śladów.

Nagle, jakby sobie o czymś przypomniała, zrywa się z łóżka. Zwinnymi, kocimi ruchami idzie do łazienki. Mateusz śledzi ją wzrokiem. Ma olbrzymią ochotę pójść za nią, stanąć razem przed lustrem i przytulić, delektując się wspólnym odbiciem, swoistym portretem. Romantycznym. Miłosnym. Czułym.

Kuszą go uchylone drzwi. Są niczym zaproszenie. Wstaje więc. Zbliża się powoli i nieśmiało. Dotykając otwartą dłonią gładkiej, matowej powierzchni, chrząka cicho, zaznaczając swoją obecność, pytając tym nieartykułowanym dźwiękiem o zgodę.

Ewa nie reaguje, uchyla więc drzwi szerzej i wślizguje się do środka. Siląc się na luz i naturalność kieruje się prosto w stronę toalety. Kątem oka widzi zakrwawioną umywalkę, całą czerwoną jakby dokonano w niej uboju rytualnego. W powietrzu unosi się charakterystyczny metaliczny zapach. Dziewczyna skupiona i uważna opłukuje coś, co przypomina sporych rozmiarów smoczek. Giętkie. Gumowe. Przeźroczyste.

Chłopak wzdryga się na samą myśl. Nie lubi krwi. W żadnej postaci. Nie przyszło mu do głowy, że ona może akurat mieć okres. Gdyby wiedział, pewnie wolałby się trzymać z dala. Comiesięczne krwawienie zawsze wydawało mu się dziwne i nieczyste. Niesmaczne. Obrzydliwe. Niby to tylko jeden z płynów fizjologicznych, ale nie może powiedzieć, żeby specjalnie lubił urynę albo spermę. Zresztą kto lubi? Chyba tylko zboczeńcy!

Wychodząc w pośpiechu dostrzega jeszcze leżący przy umywalce lniany woreczek. Ten woreczek! Z ich pierwszego spotkania. Już ma zamknąć za sobą drzwi, gdy zatrzymuje go władczy głos.

– Nie zamierzasz umyć rąk?

Zamiera. Rzeczywiście niepoprawny brudas z niego. Pracując na świeżym powietrzu, przywykł do podlewania drzew, krzaków, parkanów, strząsania ostatnich kropelek na trawę, wtłaczania swojego kołka z powrotem w spodnie i wracania do roboty bez zbędnych ceregieli. Nikt nigdy nie wpuszcza ich do domu. Jeśli mają dostęp do wody, to tylko zimnej i nigdy nie mają mydła. Ręce szoruje dopiero w domu. Brudnymi kosi, przekopuje, przesadza i brudnymi je kanapki. Takie życie.

Nie pieściłby jednak brudnymi rękami prawdziwej królewny. Zawraca. Umywalka jest już dokładnie opłukana. Po rzezi nie ma nawet śladu. Dziwny smoczek też gdzieś zniknął. Chyba nie chce wiedzieć, co to jest i do czego służy. Ani skąd dokładnie krew. Przecież gdyby majtki przemokły jej tak, że można by je wyżymać, chyba by zauważył, prawda? Cóż, babskich tajemnic czasem lepiej nie poznawać. Dla własnego dobra.

Ku jego zaskoczeniu Ewa zdejmuje spodnie i wślizguje się pod grubą kołdrę, obleczoną w przesadnie ekskluzywną pościel. Miłą w dotyku pościel. Zawsze to jedna przeszkoda mniej. Kolejne przesunięcie granicy. Nietrwałej i niedookreślonej.

Rozbiera się do naga i kładzie przy niej. Miło znów czuć ciepło kobiecego ciała, objąć ramieniem smukłą kibić, zanurzyć nos we włosach. Ogniście czerwonych i cudnie pachnących włosach. Przez cienki materiał czuje krągłości piersi, wyraźniej niż kiedykolwiek. Są dość twarde, kształtne, sprężyste, inne niż cokolwiek, co zna. Zmysłowe. Wbijają się w niego zadziornie. Prowokująco.

Miałby ochotę je chwycić, ugniatać, zagarnąć w dłonie. Tak jak wcześniej. Tak jak poprzednio. Chciałby ulec ich sile. Ich urokowi. Nie robi tego. Jak zwykle. Wykastrowany psychicznie. Uległy. Posłuszny. Niemęski.

Tymczasem ona ożywa w jego ramionach. Bezwładne ciało napina się i pręży. Dłonie zaczynają bezczelnie badać brzuch oraz ramiona. Mocno. Nachalnie. Bez taktu i bez zahamowań. Jakby miała u boku szmacianą lalkę, a nie żywego, czującego człowieka.

Mateusz zamyka oczy i poddaje się temu, ale ciało stawia opór, nie chce się rozluźnić i ulec, idąc w ślady umysłu. Wtedy dotyk Ewy staje się coraz bardziej delikatny. Subtelny. Pieszczotliwy. Dziewczyna zrzuca z siebie kołdrę i siada na nim okrakiem.

– Teraz – szepcze mu prosto do ucha. Ten szept jest wręcz namacalny, fizyczny, jakby dotknął go nie tylko oddech, a małe, łaskoczące piórko. Nie rozumie, ale ona nie wymaga od niego tego, by rozumiał, a jedynie tego, by był posłuszny. Sama prowadzi jego ręce w stronę zagłówka. Zgodnie z wcześniejszą umową zaciska na nim palce. Mocno, wręcz do bólu. Za wszelką cenę próbuje skupić się właśnie na tej czynności.

Ewa nadal ciekawa jego ciała, niczym dziecko nowej zabawki, pochyla się nad nim. Pchana dziwnym pragnieniem, odchyla głowę Mateusza i zaczyna smakować szyję mężczyzny. Słoną. Lekko wilgotną. O przyjemnie męskim kształcie. Z wyraźnie widocznym jabłkiem Adama. Odrobinkę kującą w wargi i język. Kochanek intensywnie pachnie sobą, a jej w tej chwili ten zapach się podoba. Jest pobudzający.

Zawsze lubiła seks podczas okresu. Tuż przed i w trakcie, nabrzmiała krwią firletka jest wtedy dużo bardziej wrażliwa niż zwykle. Na dotyk. Na ocieranie się ubrania. Na pocałunki. Cały czas napęczniała, w pełni rozkwitu, gotowa wchłonąć w siebie niejednego męskiego członka. Ten brud, ta krew, to poświęcenie ze strony kochanków zawsze dodatkowo ją podkręcało. Umazane twarze, podbrzusza, plamy na prześcieradłach.

Wie, że wielu ma opory, że brzydzi się. Nie chce na razie sprawdzać, jaki jest ten, choć bogatsza o nowe doświadczenia, bardziej perwersyjna, zapewne znalazłaby upodobanie w pojeniu go gorącą krwią prosto ze swojego kubeczka menstruacyjnego. To takie ukoronowanie dominacji. Afirmacja kobiecości. Złożenie hołdu Czerwonej Pani. Najwyższego hołdu.

Jak oszalała całuje i liże szyję, brodę, linię szczęki. Krąży językiem wokół sutków. On tylko pręży się i mocniej zaciska dłonie na twardej desce zagłówka. Sól. Sól. Jeszcze więcej soli. Drażniący nozdrza, silny, piżmowy zapach. Skóra zaczynająca powoli błyszczeć od nowych kropelek potu. Malutkich i połyskujących w promieniach popołudniowego słońca.

Przez chwilę myśli o bliźnie szpecącej jej udo, ale szybko pożądanie zwycięża, przeganiając wszelkie wątpliwości. Ociera się jedynie o jego prężącą się sprężynę. Ten dotyk – łagodny i silny, falujący – jest jej całym światem, jej zatraceniem. Prostuje się. Odchyla w tył. Zaczyna ujeżdżać go niczym amazonka, tyle że z penisem między wargami, ocierającym się przez materiał, a nie brutalnie wdzierającym do środka.

Zamyka oczy, nie widzi jego skupionej miny, zaciśniętych pięści ani oczu wpatrujących się w nią niczym w ósmy cud świata. Po prostu bierze to, na co ma akurat ochotę. Mateusz jest tylko rekwizytem, przedmiotem, co zdaje się mu w ogóle nie przeszkadzać.

Skupiona na własnych doznaniach rytmicznie unosi się i opada. Jest falą. Morzem. Przypływem, który leniwe rozlewa się po złocistym piasku plaży, pochłania dla siebie coraz więcej i więcej. Kradnie.

Złakniona silniejszych doznań, dociska dłonią sterczącego członka do swojego łona. Mężczyzna mocniej chwyta się zagłówka. Nie chce skończyć, naprawdę nie chce jej rozczarować, ale przyjemność wciąż w nim narasta, grożąc gwałtowną erupcją. Porażką. Klęską. Przegraną potyczką.

Ewa, czując to instynktownie, napina się cała, skupia na gorącu rozlewającym się od pulsującej łechtaczki, na dotyku, na tarciu. I kiedy w końcu dobiega do mety, szczęśliwa i zmęczona, jej palce zalewa lepka, gęsta sperma wyciekająca powoli z wiotczejącego instrumentu. Zupełnie się tym nie przejmuje. Ma to gdzieś. Jeśli jemu też było dobrze, choć w części tak dobrze jak jej, to nic nie szkodzi, niech też ma coś od życia.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Czyżbym był pierwszy ??? Lektura wciągająca , scena erotyczna opisana z detalami choć “wampiryzm’ nie musi przypaść wszystkim do gustu. Zgadzam się z tezą że znakomita większość kobiet jakie znam , jest bardzo pobudzona seksualnie w czasie menstruacji.. pozdrawiam

Witam,
zdecydowanie jesteś pierwszym komentującym, większość czytelników jest dziwnie nieśmiała 😉

Cieszę się, że opowieść wciąga, wiele odcinków mogłoby spokojnie funkcjonować jako osobne opowiadanie, ale dopiero jako całość zyskują głębszy wymiar fabularny…

Nie postawiłam tezy, że większość kobiet czuje się pobudzona seksualnie w czasie menstruacji 😉
Fakt, że z czysto fizjologicznego punktu wiedzenia pobudzenie jest jak najbardziej uzasadnione – genitalia są silniej ukrwione i dzięki temu bardziej wrażliwe na bodźce – ale jednak wiele kobiet najprościej w świecie podczas okresu czuje się źle i ból nie pozwala im czerpać przyjemności z czegokolwiek, nawet seksu. Dodatkową kwestię stanowi tabu dotyczące krwi, od małego uczy się nas ukrywać objawy menstruacji i przekonuje, że to coś złego, brudnego, wstydliwego… Nic dziwnego, że pewna część ludzi (obojga płci) odczuwa wstręt wobec krwi menstruacyjnej, co przykre, ale prawdziwe. Menstruacja prawie nie występuje w kulturze i przekazie publicznym (no dobra, powoli coś zmienia się na dobre w tym temacie), nawet nieszczęsne podpaski reklamuje się z użyciem niebieskich płynów (chyba, dawno nie widziałam żadnej reklamy, ale kiedyś tak było ;)). Osobiście wierzę, że pora odczarować ten temat. Orgazm najlepszym lekiem przeciwbólowym! 🙂

Serdecznie pozdrawiam

A.

Aniu. Nie postawiłem tezy o wszystkich kobietach, napisałem że większość znanych mi kobiet. Tyle tytułem wyjaśnienia :). Mogę dodać, że większość znanych mi kobiet najbardziej bolesny miewa drugi dzień. Co jeszcze. Fakt istnieje tabu krwi ale można to ominąć np używając wibratora w prezerwatywie do tego pieścić łechtaczkę ręką a drugą pieścić piersi. Do tego wargi i ,język zajmują się szyją, płatkami uszu, sutkami. Do tego zęby przegryzanie…… Prawie full wypas. Pozdrawiam serdecznie

Nie postawiłeś tezy tylko zgodziłeś się z tezą jakbym ja ją postawiła, a też tego nie zrobiłam…

Szczerze przyznam, że nie mam pojęcia po co wibratorowi prezerwatywa, krew i tak się poleje 😉

Cały czas nie wiem, jaki będą miały finał historie wplecione w opowiadanie. Ale to prawdopodobnie nie najważniejszy aspekt utworu. Scenki, emocje, słownictwo, odwrócenie ról – na razie to wydaje się być motywacją przewodnią.

Uśmiechy,
Karel

Bingo! Czasem ważniejsza jest droga niż dotarcie do celu 😉

Higiena. Po wszystkim łatwiej go umyć i zdezynfekować. Niektóre wibratory mają chropowatą powierzchnię.

Przesądy jakieś ;p
Zabawki erotyczne z krwi czyści się dokładnie tak samo jak ze śluzu!
Swoją drogą jednak powierzchnia dobrej zabawki powinna być łatwa do czyszczenia, jeśli nie jest, lepiej poszukać innej…

Może i przesądy, ale ja pod względem higieny, badań zdrowotnych i bezpieczeństwa jestem bardzo skrupulatny. A ponieważ to ja dominuję więc uległa musi się dostosować…… Powiem Ci szczerze że jeszcze żadna nie narzekała na prezerwatywę na wibratora. Poza tym, często bywało tak że ja używałem swoich zabawek, bo nowicjuszka nie miała własnych…. Pozdrawiam

Dzielenie zabawek to zupełnie inna sprawa, ale twierdzenie, że w krwi menstruacyjnej jest cokolwiek zagrażającego zdrowiu, jest nonsensem.

Ja nie stwierdziłem, że krew menstruacjyjna jest trująca. Po prostu jest to jedna z moich zasad, a kto Panu zabroni 🙂 ???? Pozdrawiam

Oczywiście, że nikt nie zabroni – możesz też robić trzy obroty przez lewę ramię, pluć przez prawe, stawać na głowie i wymawiać zaklęcia, nie zmienia to jednak faktu, że sprawia to wrażenie zachowania wynikającego z negatywnego nastawienia do menstruacji i/lub dziwacznych przesądów.

Trzeba było od razu tak napisać . Nie mam negatywnego nastawienia do menstruacji. Wręcz przeciwnie . Podziwiam że kobiety mimo tej comiesięcznej przypadłości potrafią normalnie funkcjonować . Być może to przesąd choć to wybitnie Twoja interpretacja bo ja nie jestem przesądny. Bardziej to jest takie rutynowe zachowanie wynikające ze spotkań gdzie było więcej niż jedna kobieta a zabawki używało się naprzemiennie. Tak samo jak nigdy nie spotykam się z kobietą dopóki oboje nie dostarczymy aktualnych badań. W początkach nie zawracałem sobie tym głowy ale kiedy dwie dość bliskie mi osoby nabawiły się chorób jedna “tylko” a niestety HIV. Co do prezerwatyw. W całym swoim życiu użyłem jeden raz! i nigdy więcej. Wolę zrezygnować z przypadkowego seksu niż bawić się w ten sposób. Ale każdy ma wolny wybór. Dziękuję za dyskusję, z mojej strony uważam za wyczerpany. Jestem ciekaw jakie będą dalsze losy bohaterów ” Magnetyzmu”. Pozdrawiam Autorkę. AS

Widzę że tu idzie taka inteligencka rozmowa, więc i ja wtrącę swoje 5 kopiejek jeśli Aniu Pozwolisz. Jeśli ktoś czegoś nie lubi, to chyba może po prostu nie lubić bez żadnych głębszych, ideologicznych interpretacji. Posłużę się pewną scenką rodzajową (że tak to ujmę). Kiedyś zapytano Jerzego Urbana (tak, jednego z Twoich idolów) o jego stosunek (sic) do homoseksualistów, odpowiedział “popieram”. Natomiast na pytanie dla czego w takim razie sam nie jest homoseksualistą, odpowiedział “nie bo się brzydzę”. Jakoś żaden truteń z LGBT nie przyczepił się do tej, poniekąd publicznej wypowiedzi. Kiedyś byłem świadkiem (jako uczestnik warsztatów tanecznych) jak pewien murzyn namawiał instruktorkę do stosunku płciowego, nie chciała się zgodzić a on, nie zastanawiając się zbytnio (jak to oni mają w zwyczaju) rozpuścił plotę że ona jest rasistką (co oczywiście nie miało miejsca) :D. Widzisz, tym wmawianiem ludziom wszelkiego rodzaju chorób opracowanych przez waszych niedouczonych lewackich “profesorów”, Przypominasz mi żywo tego murzyna. A nawet gorzej bo on posługiwał się lewacką propagandą dla swoich, bynajmniej nie ideologicznych celów zaś Ty Sprawiasz wrażenie “głupiej z przekonania” (choć wiem ze głupia nie Jesteś). Więc Przestań się popisywać i Uruchom własne myślenie puki nie jest za późno.

Micku, tyle że rozmowa toczy się na trochę innej płaszczyźnie. AnonimS nie napisał, że nie lubi uprawiać seksu w trakcie okresu ani że brzydzi go krew lub mdli go na jej widok – tak bywa i trudno z tym dyskutować, można najwyżej próbować oswajać tamat. Anonim za to napisał, że jego wibrator nie lubi krwi, a to dość absurdalne, bo wibrator jako przedmiot nie może mieć żadnych preferencji, nawet seksualnych ;p

Kiedy dbany o higienę i bezpieczeństwo w trakcie przypadkowych kontaktów seksualnych (lub kontaktów z partnerem z którym nie jesteśmy w związku na wyłączność ;p) jak najbardziej należy unikać krwi – penisa ubierać w prezerwatywy, ręce w rękawiczki, seks oralny uprawiać tylko przez maski oralne, ale bez sensu jest zabezpieczać zabawki, kiedy nie zabezpieczamy siebie…

Różnych ludzi różne rzeczy brzydzą. Ja na przykład brzydzę się flaków, choćbym trzy dni nie miała nic w ustach, nie przełknę niczego, jeśli chociażby na moim stole są flaki. I jakoś nie przeszkadza mi to mieć pozytywnego stosunku do ludzi, którym flaki smakują. Nie uważam też, że bary czy restauracje podające flaki powinny płacić wyższe podatki, a gdyby ktoś próbował forsować pomysły w stylu „flaki są obrzydliwe, no ale jestem tolerancyjny, niech sobie ludzke je gotują we własnych domach, tylko niech ich nie podają w restauracjach, zabrońmy tego ustwą!”, to sama przyłączyłabym się do każdego protestu przeciwko temu pomysłowi. Cholera, ale ze mnie lewacki truteń, lepiej pójdę przemyśleć swoje poglądy na wolność osobistą „puki” (sic!) nie jest jeszcze za późno.

Otóż to, Czarna Kaczuszko! 🙂
Flaki dla wszystkich! 😀 😀 😀

Micku, zgadzam się z Twoim postem . Uważam że każdy ma prawo do swoich oceń i przekonań. Nie ma sensu nazywać kogoś zaściankowym lub przesądnym jeżeli postępuję inaczej jak my. Moim zdaniem Ania prezentuje femistyczną ” teorię wyzwolenia” kobiet z jarzma mężczyzn. Ja znowu uważam, że to nie jest wcale jarzmo, o ile kobieta tego chce. Stąd te uwagi odnośnie prezerwatyw na wibratorach czy diodach.
Dyskusje z mojej strony mają na celu bliższe poznanie ludzi. Co do Urbana to inteligentna bestia ale to wyjątkowo oślizgły typ nie mający żadnych zasad i zahamowań, który dla doraźnej korzyści swojej lub grupy , która go wynajmie będzie wciskał ludziom nieprawdę i kłamał bez skrupułów. To moje jest osobiste zdanie bo pamiętam jego wystąpienia jako rzecznika rządu. A wcześniej on i Rakowski byli uznawani za liberałów . To tyle tytułem wyjaśnienia. Pozdrawiam

W jej przypadku wydaje mi się że nie działa żadna prosta klasyfikacja. Ale to trzeba trochę tu pobyć żeby się przekonać.

Nie wiem jak Ty Anonimie, ale wiele osób zapomina, że żeby kobieta mogła wybrać męskie jarzmo, najpierw musi mieć wybór…

Takie odniosłem wrażenie. Ale gdybym zmienił zdanie to dam znać:)

Napisz komentarz