Miniatury Ośmiu Oceanów 4.42/5 (11)

Mario Antonio Pena Zapatería, “Her legs in high heels”, CC BY-SA 2.0 (fragment)

Dlaczego czasem warto założyć nazbyt odjechane buty

Wszystko przez te jej szpilki. Wysokie i tak kolorowe, jakby ich twórca odwiedzał galerie sztuki na równi z galeriami handlowymi. Wymagają pewnej odwagi od ich właścicielki. Bo jednak zwracają uwagę wszystkich. Bo nie wszystkim może podobać się takie szaleństwo.

Ja zwariowałem na ich widok.

Dziewczyna stoi przed windą, gdzie zatrzymało ją moje zawołanie.

Przyglądam się z bliska tym butom. Komplementuję. Mam ślepia niemal przy jej skórze. Dziewczyna się cieszy, choć w pierwszej sekundzie jest zawstydzona. Jednak mój szczery podziw powoduje, że prezentuje stopy z dumą, pokazuje nawet szczegóły malunków, różniące się pomiędzy jednym a drugim butem.

Potem odchodzi, znika.

A mnie pozostaje wrażenie cudowności tego obuwia, wkrada się dziwne uczucie względem samej kobiety. Nagle pojawia się pożądanie. Twardnieję na samą myśl, że mógłbym dotknąć tych butów, że mógłbym zdjąć je z jej stóp, a dłonie pozostawić na nogach, przez kostki i łydki podążyć wyżej.

Mija kilka dni. W gmachu biurowca natrafiamy na siebie w restauracji. Kiedy przechodzi obok, specjalnie wychylam się zza swojego stolika i ostentacyjne patrzę w dół. Zatrzymuje się i uśmiecha do mnie skonsternowana. Patrzę na jej stopy. Ubrane już w inne obuwie.

– Chciałem je ponownie zobaczyć – tłumaczę, kiedy krzyżuję wzrok z dziewczyną.

Rumieni się.

– Podobały ci się? – pyta głupio, bo przecież wie, że tak.

– Przewróciły mój kosmos do góry nogami – wyznaję. – Podziwiam gust.

– Dziękuję – odpowiada i nie wiedząc za bardzo, co dodać, rusza ku wyjściu.

– Hej…

Odwraca się jeszcze do mnie. Krótkie blond włosy, miły uśmiech. Coś ciekawego w oczach.

– Nie widzę u ciebie obrączki – mówię – i nie mam pojęcia, czy masz jakiegoś faceta. Bo gdybyś nie miała, to mógłbym z czystym sumieniem zdradzić coś na temat tych szpilek.

Przez chwilę analizuje. Patrzy we mnie z zaintrygowaniem.

– Możesz śmiało powiedzieć – oświadcza. – Co z nimi?

– Chciałbym je z ciebie zdjąć.

Myślę nad tym, jakie wrażenie pozostawiłem w kimś, z kim do tej pory utrzymywałem rzadki, jedynie służbowy kontakt. Gdy bez słowa, choć z jakimś westchnieniem, z dziwnym uśmiechem, opuściła w końcu tamto pomieszczenie. Czy przekaże u siebie w biurze koleżankom z pracy, jakiego bałwana poznała właśnie w środku lata? Czy będzie się śmiała? Czy umilknie?

Wracam do siebie. Zabieram się za swoje papiery. Czytam. Odstawiam je. Patrzę w okno. Wreszcie potrząsam głową z politowaniem nad samym sobą i wracam do pracy już w pełnym skupieniu. Jakieś dziesięć minut później przychodzi mail na moją skrzynkę służbową. Sprawdzam, czy od klienta, który miał mi podesłać pewne skany.

To mail od niej.

W tytule trzy kropki.

W treści słowa:

To je zdejmij.

Wpatruję się w wiadomość. Zastanawiam się, czy to podpucha. Czy zareagowała żartem na moje słowa, biorąc je jedynie za żart. Zastanawiam się, co działo się w niej samej przez ten czas ostatni. Znów myślę o jej butach. O kostkach. O moich palcach wokół nich. O gładkiej skórze jej nóg. Których tak naprawdę nie pamiętam. Nawet nie wiem, jaką spódnicę lub sukienkę miała wtedy na sobie.

Zaznaczam w mailu opcję „Odpowiedz”.

W bieli elektronicznej kartki kursor migocze kilkukrotnie. I zapisuję numer swojej komórki. Dodaję:

Napisz. Jeśli mówiłaś poważnie. Bo ja mówiłem poważnie.

Bez zastanowienia wysyłam maila. Stało się. Co się miało stać.

Może stanie się coś innego. A może już nic więcej.

Przynajmniej pozostanie to wrażenie przyjemnego mrowienia. Tu i ówdzie.

Nie napisała. Przez resztę dnia zerkałem na telefon dość często. Wieczorem machnąłem na wszystko ręką. Obejrzałem film. Pograłem w squasha ping pongiem. Wziąłem prysznic. Przy ostatnim papierosie wysłuchałem ostatniego kawałka z niedawno zakupionej płyty. Wlazłem do łóżka.

Wlazła tam razem ze mną. Tym pierwszym smsem.

Nie śpij.

Uśmiecham się w mrok. Nieznany numer. Choć wiem, od kogo. Powracam do świecącego prostokąta.

Odpisuję:

Chcesz mnie obudzić?

Jakieś dwadzieścia sekund oczekiwania i jej wiadomość:

Jeszcze tego nie zrobiłam?

Myślę przez moment.

Sorry, miało być „pobudzić”…

Uśmiecham się, gdy przychodzi odpowiedź:

Jeszcze tego nie zrobiłam? Hehe…

Stukam w klawisze na szybce komórki:

Po prawdzie zrobiły to Twoje szpilki. Dość wyraźnie.

Wyraźnie? Jak bardzo?

Dość wyraźnie to poczułem.

To już nie pytam, gdzie dokładnie…

Przypominam sobie nagły przyrost mojego ciała w okolicach podbrzusza. Zakładam, że dziewczyna myśli o podobnych objawach. Przez moment nic nie piszę.

Otrzymuję nowego smsa.

Jesteś fetyszystą?

Jak każdy. W jakimś stopniu. Tyle że…

Szybka reakcja:

?

Tyle że tym razem Twoje buty i Twoje stopy przeszły cały bezmiar

Ciekawe. A przecież jedynie stałam przed windą.

A teraz gdzie Jesteś?

Jak każda grzeczna kobieta o tej porze. W łóżku.

Więc Jesteś grzeczna?

Tym razem oczekiwanie na jej odpowiedź trwa dłuższą chwilę. Wyobrażam sobie, jak zastanawia się nad doborem słów. Iluż to facetów zadało to pytanie, a ileż kobiet odpowiadało, tak czy inaczej, by się okazać lub nie okazać grzeczną/bezgrzeszną/skromną?

Piknięcie w komórce.

Grzeczna, bo w łóżku. Niegrzeczna, bo piszę jedną ręką.

Oj… Ładnie. Nieładnie. Oj…

A druga gdzie?

Nie czujesz?

Napisz. To może trochę poczuję.

Czy my się nie znamy za mało? Na takie sekretne informacje?

Trochę główkuję. Szukam słów. Wysyłam wreszcie:

Może pora, by poznać się bardziej?

Zaczniesz od moich stóp?

Teraz, w środku nocy, ukryci w ciemnościach, rozjaśniani ekranami komórek, możemy wszystko.

Współczesność…

Więc piszę:

Nie pytaj, gdzie chciałbym skończyć

Pisze ona:

Nie pytaj, gdzie chciałabym teraz, byś skończył…

Wiadomo, że zapytam.

Wiadomo, że odpowiem… Tam, gdzie trzymam drugą dłoń.

Śmieję się w ciemność. Rozkładam w wyrze, jakbym miał właśnie jedynie leżeć, odpoczywać, czekać na nadejście śliczniutkiej pielęgniarki, co zaaplikować ma mi masaż, fellatio albo choćby nielimitowany wgląd we wszystkie tajemnice swojego bardzo okrojonego fartuszka.

Rzeczywiście – piszę – niegrzeczna Jesteś.

I kto to mówi?

Ja? Ja… święty jestem.

Wiem, że nie skojarzy cytatu.

Hmm… To nie wiem, czy dobrze trafiłam.

Wydaje mi się, że jak na razie trafiamy dobrze.

A jutro?

A jutro ubierz te szpilki…

I?

I…

Wiadomość druga, od razu:

I zjedz ze mną kolację.

Tym razem jakieś dwie minuty oczekiwania. Jakby dwadzieścia dwie…

Nie.

Nie?! Co do chole… I pik! Prostokąt ma nową nieodczytaną wiadomość.

Nie jutro.

 

Gie Ka, “sleep”, CC BY-NC 2.0

Kilka poranków zbyt blisko wieczności

Obudziłem się i byłem zwierzęciem.

Obudziłem się i byłem tobą.

Obudziłem się w tobie.

 

 

Obudziłem się zwierzęciem. Stąpałem miękko na czterech łapach i węszyłem.

Obudziłem się i umyłem zęby twoją szczoteczką. Wysikałem się, siedząc na desce.

Obudziłem się, wciskając opuszek wskazującego palca prawej dłoni w twoją cipkę.

 

 

Obudził mnie trzask łamanej gałązki. Zapach wilgotnej ziemi wdychałem jak woń mleka z brzucha matki, gdy byłem jeszcze szczenięciem. Wychyliłem łeb zza pnia drzewa, by w starym zlokalizować nowe. Ten kawałek przestrzeni, który znałem wcześniej i to, co chciało się w niego wedrzeć. Odczułem pewne wibracje. Coś ciężkiego, o wiele cięższego ode mnie, stąpało powoli przez łąkę. Jeszcze tego nie widziałem.

Obudziłem się głodny. O czymś śniłem tej nocy. Były tam twarze, których nie znam. Rozczesałem włosy twoją szczotką, a potem wyprasowałem koszulę, na tyle ciemną, by pasowała do spodni leżących na kanapie. W telewizji kobieta pocieszała, że sytuacja frankowiczów ma ulec poprawie, a za oknem ktoś odpalił silnik samochodu, wyjechał z podjazdu. Zakląłem, bo nie było świeżego pieczywa, a miałem ochotę na dwie kolorowe kanapki z sałatą, serem i ogórkiem.

Obudziło mnie szarpnięcie kołdry. Zsunąłem ją całkowicie z naszych korpusów, patrzyłem przez chwilę na twoje nagie plecy i szare bawełniane szorty. Były szerokie i luźne, znalazłem w krótkich nogawkach miejsce na moją dłoń. Zgięłaś nogę w literę L, odnalazłem ciepło, przywitałem srom dotykiem ślepca. Krążyłem wokół dość długo, aż wślizgnąłem się do środka. Palec napierał na lepką ściankę. Potem dwa palce. Językiem nakreśliłem łuk od twojej wygiętej łopatki po obojczyk.

 

 

Sierść zmierzwiła mi się na kręgosłupie. Ogon jak przedłużenie cielska. Nozdrza otwierałem jak najszerzej. Liście uszu ruchome jak na wietrze, którego nie było. Nisko przy ziemi, stąpając powoli, wylazłem ze swojej kryjówki. Coś było w pobliżu, czego być nie powinno. Może jedzenie, a może coś, co jedzenia poszukuje. Nozdrza wdychały nowy smród: robaków, pleśni, rosy. Spomiędzy traw zobaczyłem w końcu to ciało. Wyzywające. Już nie czujne, a bezczelne, zajmujące nowy teren w glorii zdobywcy; bezpieczne, bo poranek był cichy jak sen. Uniosłem wargę, ukazując kły. Ujrzały to jedynie drzewa, źdźbła trawy i pędy szarych krzaków. Zobaczyłem je sam w sobie. Pulsowały w środku. Żądza i głód. Poranek cichy jak sen. Rosa, od której miałem mokre podbrzusze. W nozdrza wyłapałem coś jeszcze. Coś zawibrowało pode mną. Zadudniło znienacka. W ostatniej chwili skrzywiłem łeb w zaskoczeniu. Gdy z boku wyłonił się kształt. Zasłaniając pół nieba. Z rozpędu wbijając mi w kark niebo tak szybko, że zdążyłem pomyśleć tylko o jednej rzeczy. Że jeszcze nigdy noc nie przyszła tak szybko o poranku.

Było ciemno i wiedziałem, że do uaktywnienia się budzika w telefonie pozostało sporo czasu. W półmroku patrzyłem na obce ściany. Przewróciłem się na bok. Przykryłem kołdrą i półsnem. Palcem nakazałem budzikowi milczeć. Kichałem. A grdyka, nos i usta nie były moje. Nie znałem tego kichania. W lustrze popatrzyłem na ciebie, gdy nakładałaś podkład, gdy malowałaś brwi, gdy czesałaś mazią rzęsy, gdy modelowałaś kolorem usta. Miałem ślepia skupione na każdej z tych czynności, by wszystko odnalazło swoje proporcje i kąty, a jednocześnie ja sam mógłbym zapamiętać to ubieranie twarzy. Byłem twoją dłonią i nogą i brzuchem. Byłem twoim podbrzuszem. Wzgórkiem łonowym. Udem. Pachą. Szyją. Przechodziłem z pomieszczenia do pomieszczenia, oglądając je po raz pierwszy. Przekładałem rzeczy do torebki, wybierałem buty. Patrzyłem za okno i zadowolił mnie ten widok, ta aura i temperatura. Na klatce schodowej liczyłem kroki. Wyjąłem klucze, wciągnąłem haust świeżego powietrza. Czułem twój ciężar, twój zapach i świat pod palcami, piętami, pod tyłkiem i na grzbiecie. Ani razu nie pomyślałem o sobie samym.

Wszedłem w ciebie językiem. Byłaś słona i gęsta. Szeroko rozrzuciłaś nogi, mogłem do woli całować twoje sromowe wargi, obie naraz, potem każdą z osobna. I wszedłem językiem ponownie, jak tylko głęboko mogłem, nosem wbijając się w twoją skórę. Upajałem się ciasnotą. Ssałem obudzoną łechtaczkę. Jedynie przez chwilę. Trzymałem dłonie na gołych, napiętych udach. I patrzyłem jak mokniesz. Jak przywołujesz mnie swoim drżeniem. Jak otwierasz się, jak żądasz więcej. Wszedłem w ciebie końcówką mnie samego. I patrzeliśmy sobie w oczy, w oczekiwaniu. A potem pchnąłem. Jedyny raz wyrzuciłaś z siebie powietrze, przymknęłaś powieki, a potem patrzyłaś mi w oczy, a potem już nie. Przyjmowałaś mnie biernie, by potem wyczuć ten rytm i płynąć razem ze mną, z każdym ruchem, z każdym uderzeniem. Na chwilę zamarłem, chciałem tam pozostać na zawsze. Z twoimi nogami na moich plecach, z paznokciami wbitymi w moje ramiona, z moją dłonią na twojej piersi, z naszymi oczami, co mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa. Nie było tak. Nie będzie inaczej. Nie ma wieczności. Więc wchodząc w ciebie po raz ostatni, wchodziłem jako pierwszy. W tej kolejności. Opętani. Zagrzebani. Nierozwiązani. Nie na jawie, nie we śnie. Nie tu. Nie tam. Ciii… Nie bój się. Nie jestem złym snem.

*

Tekst pochodzi z zaprzyjaźnionej z nami strony Osiem Oceanów. Polecamy wizytę w tym miejscu!

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dwa krótkie, lecz bardzo interesujące teksty.

W sam raz na deser po śniadaniu 🙂 Pierwszy bardziej konkretny, osadzony w rzeczywistości, choć napisany w niepowtarzalnym stylu Ośmiu Oceanów. Drugi oniryczny, z pogranicza snu i jawy, poetycki do granic liryki. Razem tworzą smakowity miks, który mogę polecić każdemu miłośnikowi literackiej erotyki.

Pozdrawiam
M.A.

Istotnie, dwa bardzo różne teksty. Pierwszy trochę żartobliwy, delikatnie fetyszystyczny, nawiązujący do współczesnych romansów internetowo-telefonicznych. Czyta się lekko i przyjemnie, może tu i tam nadmiar powtarzających się zaimków. W sumie bardzo udana miniatura. Niezbyt wyszukana ilustracja.
Drugi utwór mniej przypadł mi do gustu, ale może to dlatego, że nie przepadam za podobnymi opowieściami, pozbawionymi fabuły, osadzonymi w nieokreślonej krainie majaków sennych czy jakichkolwiek innych. Doceniam natomiast plastyczny język.

Pierwsze: dobry scenariusz, dobre detale, niestety tylko pół klimatu – po prostu zabrakło kilku genialnych słów czy zdań, drobne nieporadności. Ale w sumie warte przeczytania.
Drugie: wszedłem w czytanie i dopiero zorientowałem się, że to kolejny tekst – Redakcja nawaliła, nie wyróżniając, co pierwsze, a co drugie. Jedynie po treści można się zorientować, co pierwsze, a co następne. Ale przy zmęczeniu przedsennym, zorientowałem się późno.
Drugie przeczytam do końca innym razem. Zaczyna się dziwacznie …
Uśmiechy,
Karel

Karelu, jak niby Redakcja nawaliła?

Masz większy odstęp między tekstami, wytłuszczony tytuł (tak jak przy pierwszej miniaturze) i osobną ilustrację (jak przy pierwszej miniaturze). Bardziej chyba nie dało się wizualnie oddzielić tych dwóch tekstów, poza wstawieniem pogrubionego i migającego napisu “Uwaga! Kończy się pierwsza miniatura!! Za chwilę przejdziesz do drugiej!!! Prosimy o zapięcie pasów!!!!” 🙂

Od zawsze w ten właśnie sposób prezentowaliśmy zbiory miniatur. Nikt nie narzekał na brak czytelności.

Pozdrawiam
M.A.

Pierwsze, ciekawe przede wszystkim pokazuje jak łatwo można pokazać swoje preferencje bez narażeniu się na śmieszność. Co prawda wytrawny fetyszysta znajdzie w nim mankamenty ale lekko się czyta. Druga, dla mnie niezrozumiała i dopiero po pewnym czasie się zorientowałem że to dwa różne utwory. Myślałem że bohater pierwszej opowiastki ma takie fantazje czy majaki senne spowodowane nadmiernym, niezaspokojonym pożądaniem.

Absolutnie nie rozumiem czemu koledzy mieli problem z zauważeniem początku drugiego tekstu, ale to może kwestia krwi, która odpłynęła z mózgu 😉

Pierwszy tekst działa na wyobraźnię, zarysowując początek ciekawej znajomości, drugi jest zmysłowy i oniryczny. Zdecydowanie chcę więcej! 🙂

Napisz komentarz

92 − 87 =