Warszawa-Riazań (Maksim Wolff) 4.67/5 (110)

Źródło: Pixabay

Mężczyzna pozostawił gazetę na ławce i biorąc w obie dłonie swój bagaż, ruszył ku pociągowi. Bez słowa podał bilet tęgiej kobiecie w uniformie, ta szybko przejrzała go, a natrafiwszy na nazwę miasta docelowego, spojrzała na niego podejrzliwie.

– Daleko pan jedzie.

– Jestem dziennikarzem, będę pisał reportaż o życiu w nadamurskich krainach. – Wyjaśnił, spodziewając się, że na tym skończy się jego krótka znajomość z tą kobietą.

Mylił się jednak.

– Ma pan wykupione miejsce w przedziale pierwszym.  – Spojrzała na niego, oczekując potwierdzenia, lecz go nie otrzymała. – Jest zajęty, zajmie pan przedział piąty.

Mężczyzna zawahał się na krótką chwilkę.

– Można poznać powód tej zmiany? – Spytał tym razem po rosyjsku.

Kobieta nie dała po sobie poznać, że jego czysty i poprawny rosyjski zrobił na niej wrażenie. Mówił z moskiewskim akcentem, a to według niej mogło oznaczać tylko jedno.

– Mam młode małżeństwo z małym dzieckiem, towarzyszu – tłumaczyła się z lekkim zakłopotaniem – rozumie towarzysz, chciałabym mieć ich blisko i służyć pomocą w razie czego. Jeśli jednak to problem, to…

– Rozumiem, nie trzeba – odparł i nie czekając na jej kolejne pytania, wstawił bagaż na podest wagonu.

Był ostatnim pasażerem wsiadającym do tego wagonu, więc gdy tylko wszedł w wąski korytarz, drzwi zamknęły się za nim z głośnym zgrzytem ciężkiego zamka. Większość podróżnych wsiadających razem z nim, już ulokowała się w przedziałach i na korytarzu pozostało tylko kilkoro niemogących poradzić sobie z ilością bagaży, jakimi się obarczyła. Odczekał więc, aż zwolni się przejście i przeszedł pod drzwi z numerem pięć. Uchwycił klamkę, szarpnął, ale nic się nie stało. Szarpnął mocniej, ale i tym razem nie udało mu się otworzyć drzwi.

– Towarzysz zapuka mocniej, pewnie jeszcze śpią. – Poradziła konduktor i przecisnęła się za nim, mocno napierając na jego plecy. Spojrzał na zegarek. Była siódma rano.

– Czy jest już otwarty przedział restauracyjny? – spytał za odchodzącą kobietą.

– Dopiero od dziesiątej – odrzekła, nie odwracając się i kręcąc wielkim tyłkiem, wolno oddalała się w kierunku końca przedziału.

Pomyślał, że jeśli ktoś tam faktycznie śpi, to chyba nie wypada budzić, tym bardziej że de facto to nie jego przedział sypialny.

– Możliwe, że mieli ciężką noc – pomyślał – więc spale spokojnie papierosa i dam im jeszcze kwadrans snu.

Jednak zamek w drzwiach głucho stuknął, klamka poruszyła się i po chwili stanął przed nim rosły mężczyzna przed pięćdziesiątką.

– Towarzysz do nas? – mężczyzna szepcząc cofał się, robiąc mu miejsce. – Zapraszam, zapraszam, ale proszę być cicho, bo śpią. – Tu wskazał palcem w kierunku sufitu, mając na myśli górne koje. – Proszę położyć bagaż na łóżku, potem go wepchniemy do schowka.

Bez protestu posłuchał rady i ciężką okutą walizę położył w nogach, a skórzany neseser przy poduszce, opierając go o ścianę.

– Proszę siadać towarzyszu i opowiadać – zachęcał go tymczasowy gospodarz przedziału. – Jak towarzysz się nazywa, skąd pochodzi, dokąd jedzie i w jakiej sprawie, jeśli oczywiście wolno wiedzieć.

Usiadł na krawędzi łóżka, trochę po skosie do rozmówcy i zastanawiał się, na kogo trafił, w związku z tą nieoczekiwaną zmianą. Kim może być człowiek, który od pierwszych słów chce znać jego personalia i cel podróży? Oficerem KGB? Albo gorzej, kimś z GRU?

– Jestem Michał Czerniawski, jadę na daleką Syberię pisać reportaż do Dwutygodnika Pomorskiego. – Włożył w słowa przesadną pasję, aby zabrzmiały przekonująco i zaraz odbił pytaniem. – A towarzysz zapewne z wypoczynku, Szwajcaria? Może Bawaria?

– Nie zgadł, nie zgadł – pokiwał palcem niczym belfer karcący ucznia. – Z Berlina, drogi towarzyszu, z Berlina jedziemy z żoną i córką.

– Berlin to takie szare miasto, prawda? – Zaraz wtrącił, nie chcąc dać gospodarzowi sposobności do kolejnego pytania.

– W słuszności, to prawda – wyraźnie ożył na te słowa tęgi mężczyzna i z aprobatą klepnął się w kolano. – Zgadzam się z towarzyszem w stu procentach.

Okrągła twarz, dotąd blada i zmęczona, nagle nabrała rumieńców.

– A propos procentów. Miałby towarzysz ochotę? – Nie czekając na odpowiedź, sięgnął za siebie i po chwili na stoliczku pod oknem, stała litrowa butelka wódki. Była napoczęta i coś mówiło Michałowi, że nie wczoraj, ani w żaden poprzedni dzień, tylko dziś rano rozpieczętowano zalakowany korek butelki. Obok na białej serwecie leżały pokrojone grube plastry kiełbasy, dwie połówki pomidora i kilka kromek niechlujnie ukrojonego chleba.

– A może ma towarzysz ochotę na niemieckie specjały? – Wskazał dłonią na wiktuały. – Nie są co prawda tak dobre, jak nasze, ale da się zjeść. Zapraszam. Proszę się częstować. Michał nie miał ochoty ani na kiełbasę, ani na wódkę, a w szczególności na pogawędkę z typem, który nawet nie raczył się przedstawić. – No nie będę nalegał, nie będę – dokończył z lekkim uśmieszkiem, po czym odkorkował butelkę i wypełnił szklankę do jednej czwartej.

– Jak towarzysz widzi, skromnie, bo z rana nie wypada od razu z całej szklanicy pić. Prawda?

Uśmiechnął się, po czym bez skrępowania wlał całość w siebie. Chleb powąchał, wciągając głośno powietrze przez nos i odłożył go, nawet nie smakując.

– Daleko towarzysz jedzie? – spytał Michał.

– Aż do Riazania, drogi towarzyszu, aż do Riazania.

Szybko przeliczył to na dni. Do Moskwy dojadą jutro w noc, potem za dnia miną Niżny Nowogród a po kolejnej nocy będą w Riazaniu. – Trzy dni, cholera. Muszę pozbyć się tego towarzystwa jak najszybciej – myślał Michał – muszę coś wymyślić, jakąś prowokacje na przykład.

– A jak towarzysza godność, bo nie dosłyszałem?

– No mój drogi, już zapomniał? Grigorij Walentynowicz Niewodny. A jak wypijemy, to będziesz mógł mi mówić Grisza – szeptem, ale rubasznie zapewnił go Niewodny. Nachylił się ku Michałowi, robiąc groźną minę i machając przed nim palcem, dodał – ale nie wcześniej, nie wcześniej. – Po czym uśmiechnął się jak z dobrego żartu.

Pociąg wyjechał z  dworca w mroźny i pochmurny warszawski poranek. Nabierając prędkości, dotarł do Dworca Wschodniego i nie zatrzymując się, pognał w kierunku wschodniej granicy.

Michał zapytany ponownie o cel jego podróży z ochotą opowiadał o swoich planach i miejscach, które chce odwiedzić; co go najbardziej interesuje i co chciałby zobaczyć. Mówił o swoich przygotowaniach, ileż to godzin spędził w bibliotekach i archiwach, by dobrze przygotować się do tak ważnej pracy, jaką bez wątpienia, będzie przybliżenie Polakom wielkiej kultury i przepięknej przyrody bratniego kraju. Miał nadzieję znudzić tym wywodem swego słuchacz. Grigorij słuchał, kiwając z aprobatą głową, od czasu do czasu wtrącając ciekawskie pytanie i regularnie uzupełniając sobie ciągle pustą szklankę.

– A nie obawia się pan naszych srogich zim, towarzyszu? – nagle wtrącił Grigorij.

Michał przypomniał sobie artykuł w gazecie „Prawda”, który czytał przedwczoraj: … zima w tym roku była nad wyraz mroźna i długa. Stacje meteorologiczne odnotowały najniższe temperatury w rejonie nadamurskim, a prognozy zapowiadały, że zima roku 1956, nie będzie lżejsza…

Byli już daleko od miasta stołecznego, gdy nagle z górnego łóżka, tuż nad jego głową, dobiegł ich łagodny kobiecy głos.

– Grigorij, kochany, poproś gościa, aby wyszedł na kilka minut, chciałybyśmy się przygotować do śniadania.

– Ależ naturalnie moja droga, naturalnie – Mocno już czerwony Grigorij wstał chwiejnie. – Towarzysz rozumie, kobiety i ich poranne sprawy. Może zakurzymy przy oknie w korytarzu?

– Oczywiście – odparł Michał i wyszedł bez zwłoki na korytarz.

Zaproponował Carmena, ale Grigorij wyciągnął paczkę niebieskich Gauloisesa i nie dał się przekonać, by spróbował polskiego produktu.

– Kupiłem obok naszego hotelu w Berlinie, trzeba towarzyszowi spróbować, proszę.

Tymczasem zbliżało się południe. Pociąg mknąc przez zaśnieżone pola i wioski, zbliżał się do pogranicznego miasta Terespol. Znana już Michałowi pani konduktor, przechodząc obok nich, oznajmiła, że na granicy spędzą około sześciu godzin i będzie można pójść do miasteczka. Na tę wiadomość czekał. Pamiętał, że musi udać się do najbliższego urzędu pocztowego, wykręcić znany mu numer i w kilku słowach powiadomić firmę, że jedzie w innym przedziale. Grigorij tymczasem opowiadał o swoich sprawach, jakby w rewanżu za wcześniejsze wypytywania, mówił o pracy. Okazało się, że Grigorij jest dyrektorem fabryki obuwia. Pierwszej w całym Związku Radzieckim  jak twierdził. Michała dziwiło, jak taki nieokrzesany człowiek zajął takie stanowisko. Kto stał za nim, że mimo swoich licznych wad stał na tyle wysoko, by dać mu we władanie fabrykę? Jak się okazało, nie był z rodziną na urlopie, ale na braterskiej wizycie w pod-berlińskiej bliźniaczej manufakturze.

Chwalił się, że udało mu się podpisać kilka umów, a także wytargować dostawę kauczuku. Zaczynał wymieniać swoje liczne odznaczenia i nagrody, gdy drzwi rozsunęły się i z wnętrza dobiegł ich miły zapraszający głos.

– Prosimy na skromne śniadanie.

Grigorij na słowo „śniadanie” przerwał natychmiast słowotok, zrobił obrót wokół własnej osi i znikł we wnętrzu przedziału. Michał wszedł wolno i zatrzymał się tuż za progiem. Przed nim stała piękna szczupła, młoda kobieta.

Stała do niego bokiem, lekko schylona, w luźnej sukni, jakie ostatnio były w modzie na paryskich salonach i kończyła układać talerzyki na stoliku. Pomyślał – jaka piękna – a gdy zwróciła się do niego i spojrzała mu w twarz, poczuł lekkie onieśmielenie jej urodą. Drobna dziewczęca twarz i oczy pełne łagodności. Szare, z odcieniem zieleni źrenice, wokół których wolno unosiły się czarne długie rzęsy. Usta miała pełne, z drobnymi poprzecznymi zmarszczkami, jakby wyschnięte. Włosy jasne, koloru dojrzałego zboża, teraz mocno splecione w gruby warkocz, ciężko leżący na jej ramieniu. Michał pomyślał, że gdyby je rozplotła, to z pewnością zakryłyby jej całe plecy. Ta myśl go zaniepokoiła.

Uśmiechała się do niego, ukazując kilka ząbków, a że nie robił nic, to sama wyciągnęła do niego dłoń i się przedstawiła.

– Ekaterina Wiktorowna Niewodna.

– Pani wybaczy moją opieszałość – otrząsnął się i pochwycił jej dłoń – nazywam się Michał Czerniawski. – Pociągnął jej dłoń do swoich ust i nie przestając patrzeć w jej oczy, delikatnie pocałował. Powieki jej opadły lekko, jakby ze zniecierpliwienia, a potem spojrzała ponownie na niego, i w jego oczy. Tym razem oprócz życzliwości i ciekawości w jej spojrzeniu dostrzegł niepewność.

– Miło mi panią poznać.

– Proszę mi mówić Katia – Dodała, po czym uwolniła z jego uścisku dłoń i odwróciwszy się do łóżka, pod którym już zajadał Grigorij, powiedziała, unosząc lekko głos.

– Nadia wstań proszę i przywitaj się z naszym gościem.

Michał nie dostrzegł, ale przecież pamiętał, że powinna być tu jeszcze jedna kobieta.

Spod koca wyłoniła się ruda głowa, drobna dłoń zgarnęła długie włosy z twarzy i Michałowi ukazała się dziewczęca twarz zaspanej dziewczyny. Znacznie młodszej od kobiety, która przedstawiła się mu jako Katia.

– Witam młodą damę – rzekł, wyciągając do niej dłoń. – Mam na imię Michał i będę wam towarzyszył w podróży aż do samego Riazania.

Dziewczyna westchnęła i wymownie przewróciła oczami.

– Nadiu! – z wyrzutem skarciła ją Katia. – Pan wybaczy jej, miałyśmy naprawdę ciężką noc, granica i niemiecka kontrola, pan rozumie.

Głowa dziewczyny opadła, na powrót kryjąc się w gęstwinie ciemno-rudych włosów.

Katia stała bezradna, nie ukrywała zażenowania tą sytuacją. Grigorij jakby nic nie zauważył, jadł kolejne jajko, skubiąc i rozsypując skorupki wokół siebie, niczym nieporadne dziecko.

– Proszę się tym nie przejmować, pani Katiu. Jestem pewny, że jak wyśpi się i odpocznie, będzie miała całkiem dobry humor.

Katia pomyślała, że miły z niego mężczyzna i była mu wdzięczna za te słowa. Zaprosiła gościa do stołu. Spróbowała jeszcze raz namówić dziewczynę do zejścia, jednak bezskutecznie, więc usiadła obok Michała i przystąpiła do posiłku.

Wypytywania zaczęły się od początku. Katia była ciekawa, czym zajmuje się jej towarzysz podróży. Michał był ciekawy, kim jest dla Grigorija, ale nie pytał o to, tylko o ich pobyt w Berlinie. Jednak z treści ich rozmowy i tak można było nabrać pewności, że Katia była żoną Grigorija, Nadia jego córką i pół sierotą.

– Musi towarzysz wiedzieć – Grigorij chwalił córkę – że Nadia ukończyła Riazanską szkołę medyczną z wyróżnieniem i jest na pierwszym roku Uniwersytetu Moskiewskiego. Mam wielką nadzieję, że zostanie znaną lekarką, a może nawet profesorem.

– To bardzo szlachetny zawód – wyraził opinię Michał – taki odpowiedzialny, wymagający. Pana córka jest bardzo utalentowaną osobą.

– To po matce, towarzyszu, też była lekarzem.

To oświadczenie wcale nie zaskoczyło Michała.

Ta rozmowa trojga ludzi stawała się dla Michała z każdą minutą żywsza i ciekawsza. Wiedział, w czym jest przyczyna, i potrafił ją nazwać. Wiedział też, że jeśli nie uda mu się wydostać z tego przedziału przed podwieczorkiem, to w końcu będzie musiał się napić, choćby dla dobrych manier, czy spokoju ze strony tęgiego pięćdziesięciolatka.

*

Tylko Nadia, nadal leżała na górnym łóżku i wydawała się nie istnieć dla reszty towarzystwa. Schowana twarzą do ściany, przykryta kocem po szyję, udając, że śpi, myślała. Niepokoił ją mężczyzna, który został im przydzielony do przedziału. Niepokoił czystym rosyjskim, choć nie ukrywał, że jest Polakiem. Niepokoił swobodą, z jaką rozmawiał z ojcem i Katią, zwłaszcza z Katią. W końcu niepokoił swoim wyglądem. Nie byłoby w nim niczego szczególnego, gdyby nie ta zmarszczka na czole. Gdyby nie ona, byłby zwykłym, nic nieznaczącym i obojętnym jej człowiekiem. Oczy miał spokojne, nawet wesołe, usta szczere, dłonie ładne, tylko ta skaza na czole, jakby specjalnie dodana, nakazująca obawiać się jej właściciela.

A może mi się tylko wydaje? – myślała. – Może za krótko na niego patrzyłam, może byłam zbyt zmęczona i oczy mnie oszukały? Może gdybym jeszcze raz spojrzała na niego, to wydałby mi się inny? Mniej niepokojący? Odwróciła twarz w stronę wnętrza przedziału, ale go nie dostrzegła, więc wolno przesunęła ciało do krawędzi łóżka.

Ma gęste włosy, niczym młodzieniec, a jest przecież już bardzo dojrzałym mężczyzną – nie wiedząc czemu, uśmiechnęła się na tę myśl, jakby śmieszyła ją ta jego cecha. Przez moment dostrzegła jego czoło i poprzeczną długą zmarszczkę.

Sama jest jeszcze bardziej straszna. – Ta myśl też ją rozbawiła. Zastanowiła się przez moment, co tak naprawdę czuła patrząc na jego twarz. Czy była to nieufność, czy może coś innego? Nie potrafiła tego dostrzec i w końcu zrezygnowała. Zgłodniała. W brzuchu jej zagrało. To od tych zapachów z dołu – pomyślała z pretensją i odwróciła się na powrót w stronę ściany. Miała nadzieję, że wytrzyma w tej pozycji dostatecznie długo, by tamci poszli pod jakimś pretekstem do restauracyjnego.

*

Nie musiała długo czekać i gdy usłyszała, jak Katia sprząta, a ojciec już bełkocząc, któryś to już raz zachęca Polaka do wypicia wódki, pociąg zwolnił odczuwalnie, a po kilku minutach zatrzymał się całkowicie. Granica – pomyślała – znowu będą koła zmieniać i pewnie potrwa to wieczność.

Czy ten Polak nazywa się Michaił? – zadała sobie pytanie w myślach.

– Nadiu – z zamyślenia wyrwała ją macocha. – Idziemy na miasto, może wybierzesz się z nami?

Odwróciła się i spojrzała na Katię, a potem na plecy mężczyzny.

– Idziesz z nim? – spytała szeptem, przybliżywszy się do twarzy Katii.

– Idziemy z twoim ojcem, choć z nami – zachęcała ją. – Będzie fajnie.

Przez chwilę się zastanawiała. Nie miała ochoty wychodzić gdziekolwiek, ale była głodna i powinna iść choćby tylko po to, by coś zjeść normalnego, zamiast kiełbasy, jajek i byle jakiego posiłku w wagonie restauracyjnym. W końcu wpadła na lepszy pomysł.

– Kupcie mi słodkich bułek, ja popilnuje naszych rzeczy.

– A kto by tu co szukał? – Zamamrotał nagle ojciec i zatoczywszy się, upadł na łóżko.

– Może pomogę? – Zaoferował się Michał, widząc, jak Katia próbuje ułożyć męża.

Grigorij jak upadł, tak już nie wstał. Wszelkie próby nawiązania z nim kontaktu, czy zmuszenia go, by usiadł spełzły na niczym.

– Dziękuję panu, ale chyba będzie musiał pan pójść sam.

No pięknie – pomyślała Nadia – i po moich słodkich bułeczkach.

– Chciałbym jakoś pomóc – zaproponował Michał.

– Dziękujemy panu, ale naprawdę nie trzeba.

– To może zrobię w pani imieniu zakupy? Proszę tylko powiedzieć co potrzeba. Droga jeszcze długa i na pewno coś się przyda.

Urocze – pomyślała Nadia i głośno prychnęła. Nikt na to nie zareagował.

Katia przyjęła propozycję. Sporządziła krótką listę i wręczyła Michałowi pieniądze, mocno przy tym nalegając.

Zostały same.

– Nadiu?!

– Słucham? – Dziewczyna odwróciła się i wyraźnie ubawiona spojrzała na starszą od siebie kobietę.

– Dlaczego jesteś dla niego niemiła?

– A dlaczego miałabym być?

– To wykształcony i inteligentny dżentelmen, powinnaś się wstydzić swojego zachowania.

– Jeśli jest taki inteligentny i wykształcony jak twierdzisz, to powinien zrozumieć, że taka dama jak ja… – nie wytrzymała i prychnęła krótkim śmiechem, po czym z trudnością dokończyła myśl. – Winien wiedzieć, że damy mają swoje kaprysy.

Obydwie roześmiały się głośno.

– Ty to jednak łobuz jesteś, wiesz?

– A ty niepoprawienie doskonała.

Nadia zsunęła się z górnego łóżka, przeciągnęła, po czym spytała:

– Są jeszcze jajka?

– A jednak głodna? – ironicznie spytała Katia.

– Jak wilk, zjadłabym całą owcę.

– Zostało jeszcze jedno i pół pomidora.

– Wystarczy.

– Za mało jesz dziewczyno.

– Dobrze mi z tą wagą.

– Co myślisz o tym, całym panie Michale? – spytała nagle Katia.

– A co mam myśleć – rzekła Nadia, jednocześnie wpychając w usta plasterki pomidora.

– Chyba dobry z niego człowiek?

– Może i dobry człowiek, ale on mi się nie podoba.

– Nadiu, nie o to pytałam.

– Mówię tylko, że ma coś z twarzą.

Katia spojrzała z zaciekawieniem na pasierbicę i przyjaciółkę w jednej osobie.

– Jak to z twarzą?

– No… jak by to ująć… jest w nim jakaś tajemnica.

– Tajemnica powiadasz – powtórzyła z zamyśleniem Katia i sięgnęła po warkocz, który zsunął się jej na plecy. Lubiła, gdy był z przodu. Jej zdaniem upiększał ją bardziej, niż gdy prosto zwisał między łopatkami.

– No wiesz – Nadia próbowała wyjaśnić. – Jak na niego spojrzałam pierwszy raz, to wydał mi się straszny.

– No co ty opowiadasz? – Katia się zaśmiała. – Straszny? Pan Michał?

– Pytałaś, powiedziałam swoje zdanie – rzekła zdawkowo Nadia i otarła usta wierzchem dłoni. – Co z ojcem? Znowu zgon? Jak ty możesz z nim żyć?

Katia spuściła głowę.

– No proszę, nie gniewaj się – Nadia przeskoczyła na sąsiednie łóżko i objęła starszą od siebie o dwanaście lat kobietę. – Ja wiem, mówiłaś mi, przepraszam i przepraszam za mojego ojca.

Katia pociągnęła nosem, ale nie płakała. Nauczyła się nie płakać. Nauczyła się grać swoją rolę, a w niej nie było miejsca na łzy. Nie było też miejsca na marnowanie życia dla kogoś, kto już zapomniał, że ma piękna żonę.

– Wiesz – powiedziała nagle –  pójdę na miasto i kupię ci całą torbę słodkich bułeczek, chcesz?

Nadia ucieszyła się, że jej najbliższa osobą, bliższa od ojca, już się nie smuci.

– Jeśli masz ochotę, to ja jestem na tak.

– No to zbieraj się i w drogę!

– Eeee. Nie. – ostrożnie odparła Nadia. – Ja się nie ruszam, zobacz za okno, toż to prawdziwy Sybir.

– A mnie wysyłasz?

– Sama się zdeklarowałaś.

Katia wstała energicznie, rozejrzała się po przedziale, jakby czegoś szukała.

– No to chyba nie mam wyjścia – rzekła, ściągając z górnej półki długie futro z norek.

– Proszę, weź moje rękawiczki, są cieplejsze od twoich.

– Dziękuję ci, kochana.

Katia już wychodziła, zatrzymała się w drzwiach i puściła do Nadii oczko.

– Wrócę, jak tylko odnajdę sklep z ciastkami.

– Tylko się mi nie zgub! – krzyknęła Nadia, zanim drzwi się zasunęły.

Została sama, nie licząc śpiącego ojca.  To jego pierwszy stan snu, więc jeszcze nie chrapie – pomyślała i wskoczyła na swoje łóżko, gdzie pod poduszką czekała na nią książka. Znalazła ją upchniętą za innymi tomami w uniwersyteckiej bibliotece. Choć świeżo wydana, jej autor zmarł przeszło siedemset lat temu. Dziesięcioro przyjaciół i dziesięć opowiadań. Każde inne, na inny temat, ale wszystkie mają wspólny mianownik. Jest nim erotyka. To przez tę książkę nie była w stanie dziś wstać, bo nie mogąc się oderwać od niej, czytając do późnej nocy. Wczoraj zatrzymała się na ósmym rozdziale, więc bez trudu skończy ją, zanim wjadą do kraju, jeszcze dziś. A potem weźmie się za kolejną i kolejną, aż dojadą do domu. To jej sposób na nudę w podróży.

Przeczytała cały rozdział, ale nie potrafiła się skupić. Ktoś jej przeszkadzał. Ktoś, kto był nieobecny ciałem, ale tkwił w jej głowie, domagając się uwagi. Cholerny pan Michał – powiedziała półgębkiem i zamknęła ze złością książkę. – Czemu mnie dręczysz?

Przesunęła się na krawędź łóżka i spojrzała na wielką walizkę leżącą na jego posłaniu.

Wielka – pomyślała – ale jak na taką podróż to chyba za małą. Nagle coś niepokojącego przyszło jej do głowy. A gdyby tak zajrzeć? Nie – zaraz się zreflektowała. – Przecież to prawie jak kradzież.

Zeskoczyła jednak na podłogę i usiadła w nogach ojcowego łóżka.

Zaczęła jej się dokładnie przyglądać, jakby przez natarczywe wpatrywanie się, chciała poznać jej zawartość.

Co tam może być? – spytała siebie w duchu. – Na pewno gruba odzież, jakieś mocne buty. No i bielizna na zmianę. Jak pisze, to i maszyna powinna być, choć może pisać odręcznie.  Ma jeszcze małą walizeczkę na dokumenty – spojrzała w kierunku czarnego skórzanego prostokąta leżącego nieopodal białej płaskiej poduszki. – Tam ma pewnie ważne papiery. – Nachyliła się nad nią. – Zamknięta na zamek. Z pewnością ma tam paszport, może też pieniądze, albo weksle podróżne.

Wróciła wzrokiem do wielkiej walizy. Ta nie miała zamka, tylko dwa zatrzaski i skórzane paski z klamrami. Pomyślała, że bez trudu mogłaby do niej zajrzeć i nikt by się nie zorientował.

Nachyliła się nad nią i nie wiedząc za bardzo, czemu to robi, położyła na niej dłoń. Wtedy dostrzegła czerwone zabarwienie na samej krawędzi. Dotknęła to miejsce palcem i lekko potarła. Spojrzała na palec. Był czerwony od tej substancji. Spróbowała jej lepkość, a potem powąchała.

Miała już pewność, że mężczyzna, który jedzie z nimi w przedziale, nie jest tym, za kogo się podaje. Jednak aby pewność była pełna, musiała zajrzeć do tej walizki. Już nie mogła tego nie zrobić.

Pomyślała z lękiem, że minęło już wystarczająco dużo czasu, by tajemniczy Polak powrócił. Mogła też wrócić Katia. Nagle uświadomiła sobie, że nie ma jej bardzo długo, jak na odwiedziny w pierwszy lepszym sklepie. Zaniepokoiła się o nią. Czyżby coś jej się stało? Spojrzała z rezygnacją na chrapiącego mocno ojca. Nie można na niego liczyć, ale coś musi zrobić, może kogoś powiadomić, kogoś wysłać, a może sama powinna pójść i jej poszukać?

Po dłuższym zastanowieniu doszła jednak do wniosku, że tak nie pomoże. Tylko zrobi większe zamieszanie, a do odjazdu jest jeszcze wystarczająco dużo czasu, by się martwić tym później.

Powróciła myślami do walizki Michała. Postanowiła, że musi zajrzeć do niej i jeśli jej przypuszczenia się potwierdzą, to powiadomi, kogo trzeba.

Wyjrzała na korytarz. Jakiś chłopak w uniformie kolejowym szedł z wielkim kluczem w jej stronę. Zatrzasnęła szybko drzwi i przekręciła zapadkę zamka. Czy on się do mnie uśmiechał? – spytała się w myślach. – Ci Polacy, każdy by tylko… och co za naród. Jak w tej książce, tylko by mamili, mydlili oczy, a wiadomo, co mają w tych swoich łbach. – Zbeształa nieznajomego w myśli, a potem uśmiechnęła się, bo chłopak wydał jej się sympatyczny.

Spojrzała odruchowo na ojca, a potem z trudem obróciła walizę zamknięciem w swoją stronę.

– Zaraz się przekonamy, skąd tak naprawdę pan jest, panie Michale – mówiła szeptem, by dodać sobie odwagi i drżącymi z lęku dłońmi odpinała pasy broniące dostępu do wnętrza.

– Jeszcze tylko ten – pomagała sobie szeptem – a potem tylko zatrzaski.

Z niepokojem unosiła wieko, jakby czaił się tam dziki kot, a potem pchnęła je i nachyliła się pośpiesznie nad wnętrzem.

Owiał ją przyjemny zapach męskiej wody toaletowej, poczuła też słabą woń mydła i jeszcze czegoś, czego nie potrafiła zidentyfikować.

– Od czego zacząć? – spytała się, nie wiedząc, czy ma wysypać zawartość na łóżko, czy może wsunąć dłoń między rzeczy i spróbować coś odnaleźć. Zdecydowała jednak nie robić zbytnio bałaganu, który mogła później nie opanować i wsunęła dłoń między gruby płaszcz, a wełniany sweter.

Palcami dotarła do czegoś delikatnego i z trwogą pomyślała, że to mogą być jego spodenki. Jednak nie cofnęła dłoni. Nie przestała wsuwać się głębiej i jak wąż przeciskała się przez każdą przerwę między odzieżą. Z lekkim wstydem stwierdziła, że sprawia jej to przyjemność. Przyjemność, którą nie mogła określić inaczej, jak erotyczną. Podniecała ją świadomość, że dotyka bielizny mężczyzny, który miał ją na sobie. Podniecał ją zapach i wyobraziła sobie, że dotyka go żywego.

Odskoczyła od walizki z przerażeniem.

– Co ja robię, co ja wyczyniam – szeptała do siebie karcąco. – Postradałam chyba rozum.

Poprawiła wszystko, tak jak było wcześniej i zamknęła walizkę. Wskoczyła na łóżko, położyła się na brzuchu, z ramieniem pod twarzą.  Zadawała sobie w myślach pytanie, na które znała już odpowiedź. Już nie interesował jej jako podejrzany. Nie myślała o nim jak o natręcie, z którym spędzi resztę podróży. Nagle przestało interesować ją, kim tak naprawdę jest i co ukrywa. Jej myśli krążyły już nie wokół obcego człowieka, ale intrygującego mężczyzny. Nadal czuła jego zapach na dłoni,  pamiętała dotyk ubrań i nie potrafiła pozbyć się wizji, że dotyka też jego.

To ją podniecało, ale też zawstydzało i gniewało. Nie chciała tego uczucia w sobie, nie podobało jej się to, co w niej rosło, więc nie zwracając uwagi, że może być słyszana, wykrzyczała na całe gardło: – Nienawidzę go!! Nie cierpię!!!

A potem na powrót skryła twarz w dłoniach, na których nadal czuć było jego zapach.

Wrócili razem.

Katia co prawda ciut wcześniej, ale Nadia domyśliła się, że to tylko wybieg z ich strony, że gdzieś tam spotkali się, możliwe, że przypadkiem, a może było to zaplanowane, czuła, że spędzili ze sobą sporo czasu. Katia była podenerwowana, unikała patrzenia w oczy i odpowiadała zdawkowo. Coś się stało i Nadia nabrała pewności  gdy wszedł on. Weselszy niż wcześniej i bardziej rozmowny. Czymkolwiek była ich wyprawa na miasto, cokolwiek tam się wydarzyło, całkowicie odmieniło tych dwoje. Nadia nie mogła myśleć o tym inaczej, niż o potajemnym spotkaniu kochanków.

Katii nie winiła, bo uważała, że jej ojciec nie zasługuje na taką kobietę. Winiła jednak Polaka, za to, że wykorzystuje sytuacje, by namieszać jej przyjaciółce w głowie. Uważała, że to niebezpieczny człowiek, że z tej znajomości, czy może już romansu, nic dobrego nie wyniknie. Bała się o Katię, o to by jej nie skrzywdził, ale też o to, by nie skrzywdził tym samym jej samej. Postanowiła działać. Zeskoczyła z łóżka, wprost między plecy Katii i twarz mężczyzny.

– Jestem Nadia! – wykrzyknęła, choć wcale nie miała zamiaru unosić głosu i wyciągnęła do niego dłoń.

– Niezmiernie miło mi panią poznać, pani Nadio. – Nachylił się, by ucałować jej dłoń, ale ona uprzedziła go, wyszarpując rękę. – Bardzo przepraszam, za poranne najście, zachowałem się jak zwyczajny gbur.

Nadia cofnęła się o pół kroku. No proszę – pomyślała – nie dość, że udaje dżentelmena, to potrafi zgrywać bohatera.

– Cieszę się, że w końcu wstałaś. – Do rozmowy wtrąciła się Katia. – Może w końcu coś byś zjadła?

– Z chęcią zjadłabym słodkie bułeczki z herbatą i konfiturą – odpowiedziała, cały czas patrząc w twarz stojącego przed nią mężczyzny. Skupiła wzrok na podbródku, starając się za wszelką cenę nie spojrzeć wyżej, w jego oczy.

– Niestety nie udało mi się kupić bułeczek – ze smutkiem tłumaczyła się Katia.

– Doprawdy? W całym miasteczku nie było? To trudno, zjem co… – spojrzała na pusty stolik.

– Pozwolicie panie – wtrącił Michał – że zaproszę was do restauracyjnego. – Spojrzał na zegarek, po czym dodał. – Powinni już podawać obiad.

Nadia nie miała zamiaru iść gdziekolwiek z tym człowiekiem, ale Katia z ochotą przyjęła zaproszenie, więc nie miała wyjścia. Udała zadowolenie i zmuszając się do uśmiechu, ruszyła za nimi, postanawiając, że odtąd będzie im zawsze towarzyszyć. Zastanawiała się też, jak to rozegrać, jak sprawić, by Katia przestała interesować się tym mężczyzną.

Wagon restauracyjny był prawie pełny. Zajęli ostatni wolny stolik, jednocześnie najbardziej oddalony od bufetu.

– Na co macie ochotę, drogie panie? – spytał Michał, patrząc wyczekująco to na twarz Katii, to na ukrywającą się pod zasłoną włosów Nadię.

– Poproszę sałatkę ziemniaczaną z kurczakiem – pierwsza odezwała się Katia, przy okazji obdarzając Michała powłóczystym spojrzeniem. To nie uszło uwagi jej przybranej córki, ale postanowiła na razie udawać, że tego nie dostrzegła.

– A co dla ciebie Nadio?

– Dla mnie słodkie bułeczki, herbata i konfitury.

Twarz Michała spoważniała. Dziewczyna pomyślała, że ten mężczyzna jest z pewnością dobrym graczem, godnym naśladowcą nordyckiego bożka zwanego Lokim. Teraz właśnie udowadniał, jaki jest zakłamany. Niby uprzejmy, niby rycerski, ale jego oczy zdradzały, że wie o jej podejrzeniach. Poczuła dreszcz lęku. Czy nie za wcześnie dała się złapać z powodu tak subtelnej aluzji, jaką są te nieszczęśliwe słodkie bułeczki?

– Oczywiście, młoda damo – odparł i szybko odszedł w stronę bufetu.

– Dlaczego to robisz? – spytała Katia, jak tylko zostały same.

– Mogę spytać cię o to samo? – odparowała z pretensją Nadia.

Ich oczy spotkały się w badawczym spojrzeniu.

– Co masz na myśli? – udała macocha.

Nadia nie miała ochoty bawić się w podchody, więc spytała wprost:

– Co robiliście na mieście tak długo?

– Dlaczego sądzisz, że spędziłam ten czas z nim. – Kobieta uciekła oczyma w stronę okna, udając, że coś ją tam zaciekawiło.

– A możesz przysiąc na naszą przyjaźń, że nie spotkaliście się tam?

Katia nie spojrzała na nią. Długo milczała, wpatrując się wciąż w okno. Nie była pewna, jak ma odpowiedzieć. To nie pierwszy raz, gdy spotyka na swej drodze mężczyznę i nie pierwszy raz, gdy zostaje na tym przyłapana przez przybraną córkę. Wiedziała, jak mocnym uczuciem darzy ją ta młoda dziewczyna, jak wielkim zaufaniem ją obdarza, a jedynym czego oczekuje od niej, jest jej przyjaźń. Bezwarunkowa i dozgonna przyjaźń.

– Tak Nadio, spotkałam się z nim. Czy masz mi to za złe?

– Byłam tego pewna!

– Masz mi to za złe? – Tym razem Katia spojrzała w oczy dziewczyny, żądając odpowiedzi.

– Wiesz, że nie chodzi mi o mojego ojca, a o twoje dobro.

– Wiem.

– Więc powiem ci, że on nie jest tym, za kogo się podaje.

Kobieta popatrzyła w stronę bufetu. Michał jeszcze czekał w kolejce.

– Skąd takie przypuszczenia?

– Sprawdziłam.

Spojrzała na przybraną córkę z lękiem.

– Oglądałam jego walizkę i wiesz, co odkryłam?

– Nadio!

– Tak. I wiesz, co odkryłam?  – powtórzyła.

 – Pamiętasz nasz pobyt w Londynie?

Katia mechanicznie kiwnęła głową. Nadia kontynuowała:

– A pamiętasz, jak pobrudziłaś sukienkę przy wychodzeniu z samolotu? To był czerwony smar, pamiętasz? Zrobiłaś im wielką awanturę i ojciec zażądał zadośćuczynienia, pamiętasz?

– Pamiętam Nadio, oczywiście, ale co to ma wspólnego z Michałem?

Dziewczyna uśmiechnęła się zwycięsko, a potem nachyliła się do macochy i szepnęła do niej konspiracyjnie.

– Znalazłam taki sam smar na jego walizce.

– I co z tego?

– Jak to co? – Nadia nie ukrywała oburzenia reakcją swej przyjaciółki. – On nie jest Polakiem – szeptała. – Nie jest żadnym dziennikarzem, Michał to jego fałszywe imię i kto wie, w jakim celu jedzie w głąb naszego kraju.

– Co ty opowiadasz, dziewczyno. Jaki smar, skąd te domysły, co ci przyszło do głowy?

Nadia była przygotowana na niedowierzanie jej przyjaciółki.

– Smar na jego walizce jest czerwony jak ten, który używają w drzwiach samolotów imperialistycznych, nasze nie mają go tam wcale, wiem o tym. W jego walizce…

– Co?! – krzyknęła cicho Katia, a potem nachyliła się do dziewczyny i szeptem spytała: – Grzebałaś w jego rzeczach?

– Tak – odpowiedziała bez zażenowania.

– Czyś ty oszalała?!

Nadia zrozumiała, że musi szybko przejść do konkretów, w przeciwnym razie uzna ją za wariatkę i przestanie słuchać.

Szybko opowiedziała więc o swoich obserwacjach i konkluzjach. Katia słuchała tego z rosnącym niedowierzaniem i gdy tamta skończyła swój wywód stwierdzeniem – On jest szpiegiem. – odpowiedziała niespodziewanie spokojnym tonem.

– To absurd, a gdyby nawet to była prawda, to co z tego?

– Co z tego? – dziewczyna nie mogła uwierzyć w słowa przyjaciółki. – Pytasz co z tego? Przecież tacy jak on zabijają ludzi.

Katia tylko wzruszyła ramionami.

– I cię to nie przeraża?

– O czym tak szepczecie moje panie. Mam nadzieje, że nie o mnie? – spytał Michał, zbliżając się z pełną taca.

– Skądże – zapewniła go Katia. – Rozmawiałyśmy o podróży, o tym, co nas czeka w domu, w ogóle o niczym szczególnym.

Nadia spojrzała na nią ze złością. Zrozumiała, że nie osiągnęła swojego celu i zaczęła obmyślać kolejny plan. Posiłek zjedli, umilając sobie ten czas rozmową o literaturze. Był więc Bułhakow, Tołstoj, Mickiewicz, a nawet Lem. Nadia rzadko wtrącała swój pogląd, raczej słuchając tego, co mówi Michał. Zadawała pytania, czasami nawet szczegółowe, szukając w jego odpowiedzi ukrytych poglądów, które zdradzałyby, kim jest. Katia widząc, do czego zmierza jej przyjaciółka, starała się kierować rozmowę bardziej w kierunku literatury romansu, niż ukrytych przesłań zawartych w wielkich dziełach, które stały się teraz narzędziem w rękach jej przybranej córki.

– A co sądzicie o Czechowie?

– Moim zdaniem świetny obserwator ludzkich słabości. – Wyraził opinię Michał.

– Dla mnie to erotoman – rzuciła Nadia.

– Skąd te podejrzenia? – Zaciekawił się Polak.

Dziewczyna przez chwilę szukała w pamięci odpowiedniego utworu.

– A choćby „Aptekarzowa”.

– Ja bym ten utwór nazwał raczej tęsknotą za prawdziwym uczuciem.

– A ja nazwałabym to pragnieniem niewierności i to z przypadkowo poznanym mężczyzną.

Katia milczała, a jej policzki zarumieniły się lekko.

– Lecz do tego nie doszło, a pragnienie można ukierunkować lub powstrzymać, w przeciwieństwie do czynu dokonanego.

– Można, zgadzam się, lecz gdyby aptekarz nie obudził się, giętki jak angielska szpicruta oficer złamałby jej wątłą wolę jak kruchą gałązkę.

– Tego nie wiemy – kontrargumentował Michał. – Czechow za mało opisał tę postać, by domniemywać od razu takie zakończenie.

– Ale jest ono wysoce prawdopodobne. Czyż nie?

Michał przez sekundę zastanawiał się nad odpowiedzią. Dostrzegł niebezpieczeństwo w tej rozmowie z młodą dziewczyną i zdał sobie sprawę, że ona domyśla się, co łączy go z jej macochą. Czy wiedziała też o tym, co stało się poza pociągiem, w miasteczku? Zauważył mocną więź między tymi dwiema kobietami i choć było to dla niego dziwne ze względu na ich skomplikowane relacje rodzinne, a także na różnicę wieku, to czuł, że musi być bardzo ostrożny. Stąpał po cienkim lodzie i świetnie zdawał sobie z tego sprawę.

– Niestety droga Nadio, sądzę, że się mylisz. Czechow nie miał zamiaru przedstawiać bohaterki jako skłonnej do wiarołomności, myślę, że w ten sposób chciał pokazać naszą tęsknotę za czynem wymykającym się poza codzienną szarość. Cokolwiek by to było, czy złe jak wojna, czy gorące jak romans, czy zwyczajne jak wyjście do kinoteatru. Bohaterka przecież powiedziała wyraźnie – „Och, niech by się w końcu coś wydarzyło” i ja nie dostrzegłem w tych słowach pragnienia, o jakie ją podejrzewasz.

Nadia nie odpowiedziała, a widząc zażenowanie przyjaciółki, uznała, że osiągnęła zamierzony cel.

– Wracamy? – spytała wyraźnie zadowolona.

– Jak taka jest wola pań – odparł Michaił i spojrzał na siedzącą obok niego Katię. Ta zaś wydawała się, być nieobecna i dopiero po sekundzie zorientowała się, że czekają na jej decyzje.

– Ja nie mam ochoty wracać, ale jak ty chcesz – spojrzała obojętnym wzrokiem na Nadię – to nie mam nic przeciwko temu.

Zrobiło się niezręcznie. Michał wyczuł to i chcąc dać dziewczynom chwilę bez jego towarzystwa, by wyjaśniły sobie to i owo, zaproponował, że zamówi wszystkim po jakimś deserze.

– Czego ty ode mnie chcesz? – spytała wyraźnie zagniewana macocha.

– Boję się o ciebie, ja tylko dlatego, przecież wież, że cię kocham – odpowiedziała Nadia, nagle zmieniając się w zalęknioną dziewczynę.

– Czego się boisz?

– Że cię skrzywdzi, że stanie się coś strasznego, że… – nie potrafiła przyznać się, że boi się jej odejścia, że pozostawi ją z zapijaczonym ojcem, że zostanie sama.

Katia odgadła, co tak naprawdę boli jej przyjaciółkę, chwyciła mocno jej dłoń i patrząc jej głęboko w oczy, rzekła:

– Nigdy nie zrobię czegoś, co może cię skrzywdzić. Wiesz dlaczego? Bo cię kocham bardziej niż siebie.

Nadia nie odpowiedziała, tylko spojrzała w oczy przyjaciółki z wielkim oddaniem i ufnością. Zrozumiała, że jest bezsilna wobec tej sytuacji, że nie może już zrobić nic, co by przeszkodziło Katii w osiągnięciu celu. Miała tylko nadzieje, że nie skończy się to dla nich tragicznie, a pan Michał zniknie z ich życia równie szybko, jak jego poprzednicy.

Do przedziału wrócili późnym wieczorem, gdy pociąg już dawno przekroczył granicę, minął Mińsk i miarowo przebijając się przez śnieżne zaspy, zbliżał się do stacji Smoleńsk.

Ojca nie zastali, co nie zaskoczyło żadnej z kobiet. Domyślały się, że już od kilku godzin siedzi w którymś z przedziałów, gdzie znalazł odpowiednie dla siebie towarzystwo i pije na umór, nie dbając wcale o to, czy jego panie mają co jeść i czy nic im nie grozi.

– Może poszukam go – zaproponował Michał.

– Nie trzeba, chyba że ma pan ochotę przyłączyć się do libacji.

Polak potrząsnął głową. Katia się uśmiechnęła tajemniczo, sądząc, że nikt tego nie dostrzegł. Zauważyła to Nadia, która zadała sobie pytanie: – jak daleko zajdą sprawy między tymi dwojga? Czy wymkną się tej nocy? Czy w ogóle macocha zdobędzie się na takie ryzyko?

Powoli szykowali się do snu. Krajobraz za oknem czernił się z każdą minuty, mrok pochłaniał bezkresne pola, zagajniki leśne, porozrzucane w oddali samotne domostwa. Świat poza pociągiem ginął w nocnym mroku. Nawet księżyc co jeszcze przed godziną dawał srebrny blask tej bezkresnej krainie, teraz skrył się za warstwą czarnych chmur i nie wyglądało na to, by miał zamiar spojrzeć tej nocy na samotny pociąg.

Nadia pierwsza wdrapała się na łóżko. Obserwowała przez uchylone drzwi plecy Michała, który nieproszony przez nikogo, sam wyszedł na „długiego”, jak to określił, papierosa. Obserwowała Katię, która zabrała ręcznik, przybory toaletowe i nieśpiesznie wyszła z przedziału. Spodziewała się reakcji ze strony Michała, ale ten nawet nie drgnął. Domniemała, że pójdzie za nią, że coś jej szepnie, da jej jakiś znak, albo choć spojrzy na nią, jak oddala się korytarzem. Z drżeniem oczekiwała na chwilę, gdy on zniknie jej z oczu, a jednak czuła zawód; jakby chciała, żeby tak właśnie postąpił. Nic z tego. Po pół godzinie Katia wróciła, minęła wciąż zwróconego plecami do przedziału mężczyznę i zbliżyła się do niej.

– Muszę poszukać twego ojca.

Nadia poruszyła lekko głową i przymknęła powieki, na znak zgody.

– Postaram się wrócić jak najszybciej, dobrze?

– Dobrze – tym razem odpowiedziała, a Katia położyła jej dłoń na głowie i pogłaskała ją czule.

Dziewczyna poczuła, że jest kochana i to ją uspokoiło. Zrobiła się senna.

Usłyszała, jak jej przyjaciółka prosi Michała, by ten zaopiekował się jej pasierbicą, zapewniała go, że jak tylko wróci z mężem, będą mogli pójść spać.

Te słowa uspokoiły Nadię na tyle, że odwróciła się twarzą do ściany i zamknęła oczy, otulając się szczelnie po szyję grubym kocem, powleczonym w białe prześcieradło. Zdecydowała, że wystarczy, jak będzie nasłuchiwała, że nie musi pilnować człowieka stojącego przed drzwiami przedziału. Z pewnością też usłyszy, jak wraca Katia i jej ojciec, tego nie da się nie usłyszeć, choćby nawet zasnęła.

Kołysana przez chwiejący się w swym pędzie wagon, zapadała w sen. Jej myśli coraz bardziej oddalały się od tajemniczego mężczyzny i jej przyjaciółki. Przyjemnie otulona ciepłą pościelą, traciła z każdą sekundą chęć czuwania, aż w końcu jej myśli wybiegły poza miejsce, w którym teraz była. Przywołała wspomnienie. Gorące słońce, plaża i ona wygrzewająca się na małym, prostokątnym kocyku. Mimo słonecznych okularów na nosie miała zamknięte oczy. To tego dnia poznała jasnowłosego chłopca o imieniu Tola. Zasłonił słonce, robiąc cień na jej twarzy.

Teraz jest już zapewne dorosłym mężczyzną – pomyślała – czy pamięta ryżawą dziewczynę z wakacji? Czy tęskni za mną tak, jak ja tęsknie za nim?

A potem wydało jej się, że on jest tu, blisko niej, na wyciągnięcie dłoni, tuż tuż; więc wyrzuciła swą dłoń ku niemu, ale on nagle znikł, rozpłynął się w mroku ciasnego przedziału.

To był tylko sen – pomyślała i położyła sobie dłoń na sercu. Czuła jak mocno bije, jak jej pierś unosi się w rytm przyśpieszonego oddechu. Jak jej ciało drży z tajemniczej i rozkosznej przyczyny. Podkurczyła nogi i przechyliła się na bok, pragnąc z całej siły, by sen powrócił i wówczas usłyszała słaby kobiece westchnienie. Natężyła słuch i pochwyciła je znowu. Zbliżyła twarz do krawędzi łóżka i spojrzała w kierunku tajemniczego dźwięku. Zamarła z przerażenia. Pod łóżkiem Katii, w słabym świetle wpadającym przez okno, dostrzegła blady tors mężczyzny. Wyprostowany jak struna, opierał dłonie na poruszających się biodrach Katii. Ta zwrócona do mężczyzny plecami, leniwie unosiła się i opadała, wyginając przy tym talię, to w przód, to w tył, jak gdyby do tej dodatkowej pracy zmuszało ją, uwięzione pod nią ciało kochanka.

Nadia poczuła, jak serce łomocze jej w piersi, a całe ciało napina się.

Nagle ogarnęła ją fala złości, a nawet nienawiści do tych dwojga, którzy pogwałcili jej uczucia dla swojej krótkiej przyjemności. Zapragnęła zeskoczyć z łóżka i to przerwać. Zrobić awanturę, krzyczeć ile sił w płucach, drapać ich ciała i bić pięściami. Z jakiegoś jednak powodu nie potrafiła się poruszyć, nie umiała wydobyć z gardła żadnego dźwięku i co najgorsze, nie potrafiła przestać patrzeć. Ten widok ją hipnotyzował. Poruszające się wolno nagie ciało Katii, rozkosz ukryta pod ciężkim westchnieniem jej przyjaciółki, uginające się plecy i falujące krągłe biodra, ten widok sprawiał, że złość uleciała w pustkę, wyparta przez empatyczną radość.

Nagle sobie coś uświadomiła i spojrzała pod łóżko. Z ulgą stwierdziła, że na dole nie ma ojca.

Byli tu tylko w troje, ona zaś stała się samotnym świadkiem miłości tych dwojga. Mogła patrzeć na kochanków, którzy dla jednej nocy zaryzykowali wszystko, a być może nawet swoje życie. Zrozumiała, że to nie może być tylko zwykły głód, zwykła potrzeba, niewinna zachcianka, lecz pragnienie palące, duszące niczym wieczny ogień. Pojęła, że tych dwoje połączyło coś o wiele potężniejszego, niż niedosyt, pustka, samotność, że ci kochankowie ulegli potężnej sile, której ona nie potrafiła sobie nawet wyobrazić.

Niespodziewanie księżyc wdarł się do ich przedziału. Rzucił srebrny blask na rant jej łóżka, szybko zsunął się na podłogę i oświetlił porzuconą pościel mężczyzny. Na szarym niepowleczonym kocu leżała nocna koszula Katii. Srebrny blask powędrował w stronę poruszających się ciał.

Katia miała rozpuszczone włosy, które teraz odrzuciła w tył, zakrywając nimi plecy. Wygięła ciało w talii i uderzyła mocnej w leżącego pod nią mężczyznę. Dziewczyna spojrzała na jego twarz. Wydał jej się spokojny i pozbawiony emocji niczym gracz, panujący nad każdym ruchem swej partnerki. Tylko jego zmarszczka na czole stała się głębsza i bardziej złowroga, a jednocześnie sprawiała, że Nadia poczuła wielką siłę, jaką posiada ten człowiek.

Zapragnęła poczuć tę moc, wpaść w jego ramiona i dać się zdusić do utraty tchu. Jej twarz zapłonęła ogniem, usta zrobiły się suche, język domagał się wilgoci.

Katia pisnęła cichutko, a potem jej ruchy złapały szybsze tempo. Mężczyzna uniósł się, pochwycił dłońmi talię kochanki i swoimi silnymi ramionami jeszcze przyspieszył ich galop. Nadia drżała cała, niczym w gorączce. Oddychała ciężko, choć nie zdawała sobie z tego sprawy. Jej dłoń wciśnięta między zwarte mocno uda lekko poruszała się, dając jej przyjemne wrażenie jedności z kochankami. Czuła podniecenie, tak dawno niezaspokojone. Zatęskniła za tym doznaniem, gdy jest się pożądaną, gdy mężczyzna stara się o nią, płaszczy u jej stóp, tylko by zdobyć przychylność. Nie była naiwna i doskonale wiedziała, że gdy odda mężczyźnie to, co ma najcenniejsze, ten odejdzie i szybko zapomni. Tak się już zdarzyło w jej życiu. Pozwoliła sobie zaufać, pozwoliła, by jej uczucie nabrało mocy. Uległa, pełna wiary w miłość i ofiarowała siebie jedynemu mężczyźnie, którego kiedykolwiek kochała.

Potem przyszła cisza, pustka, żal, rozczarowanie i łzy. Wtedy uratowała ją Katia, to po tym wydarzeniu ich wymuszona przez ojca znajomość przeistoczyła się w przyjaźń. Macocha wyjaśniła jej wiele spraw, nauczyła ją inaczej na to patrzeć, a przede wszystkim, nie pozwoliła znienawidzić mężczyzn.

Krótki, lecz mocny krzyk Katii wypełnił przedział. Ich galop jednak się nie zakończył, kobieta chwiała się jak umęczona amazonka, a mężczyzna pod nią dalej prężył ciało, niczym oszalały ogier. Głowa kochanki opadła i skryła się w całunie długich włosów, a potem jęknął on, niczym ugodzony strzałą. Zamarł w bezruchu, na jego twarzy pojawił się grymas ogromnej męki, a potem opadł na poduszkę niczym martwy.

Nadia z wolna przekręciła ciało w stronę ściany. Nie chciała, by ją dostrzegli. Niech wierzą, że ich spotkanie pozostało tajemnicą, której nie dzielili z nikim innym.

Słyszała, jak szepczą do siebie czułe słówka, jak zapewniają o swoim uczuciu, jak pieszczą się wzajemnie szybkimi pocałunkami i jak Katia ostrożnie wspina się na górne łóżko.

A potem wszystko ucichło i słychać było tylko stukot kół pędzącego pociągu.

Dziewczyna długo nie mogła uspokoić bijącego mocno serca i drżącego ciała. Nadaremnie wpatrywała się w ciemną, gładką płytę ściany, licząc, że to przyniesie jej ukojenie, a wreszcie sen. Zasnęła, gdy słaby blask dnia powoli wypełniał przedział, a potem spała długo i bez marzeń.

Zbudził ją głód. Pociąg stał na jakiejś stacji, gdy otworzyła oczy i spojrzała na jasny świat za oknem. Która może być godzina? – spytała się w myślach i wychyliła się za krawędź łóżka. W przedziale nikogo nie było. Czyżby wszyscy poszli do restauracyjnego sami, beze mnie? – zastanawiała się, schodząc leniwie po wąskich schodkach.

Stolik był uprzątnięty, łóżka starannie zasłane. Spojrzała odruchowa w stronę schowka na walizki, jakby obawiała się, że jakimś cudem przespała kolejną noc i jej bliscy już opuścili pociąg. Uśmiechnęła się do siebie na taką niedorzeczność.

Pewnie czekają na mnie z obiadem – pomyślała i zabrała się za podkreślanie swej urody. Z walizki wyjęła kupioną w Berlinie rozkloszowaną sukienkę w piękny, kwiecisty wzór, pozłacaną klamrę do włosów z szylkretowymi dodatkami, a z puzderka na precjoza wyjęła złote kolczyki z niewielkimi, okrągłymi szmaragdami. Włosy upięła wysoko w ciasny kok, oczy podkreśliła czarną kredką, usta zabarwiła jasnoróżową pomadką. Spojrzała na siebie w lustrze i uśmiechnęła się do siebie. Była gotowa pójść i pokazać się innym.

Zastała ich tam, gdzie się ich spodziewała. Siedzieli przy jednym ze stolików obiadowych i zajęci sobą nie dostrzegli, jak weszła do wagonu restauracyjnego. Był tam jej ojciec, oczywiście z żoną przy boku. Niczym nie zaskoczyła jej obecność pana Michała, który teraz siedział zwrócony do niej plecami i gestykulując dłonią, coś tłumaczył skupionym na nim słuchaczom.

Pierwsza dostrzegła ją Katia.

– O jesteś kochanie, czekaliśmy na ciebie.

Na jej słowa odwrócił się również Michał, z nieodłączną intrygującą zmarszczką na czole i obdarzył ją długim spojrzeniem, w którym dostrzegła jednocześnie zaskoczenie i zmieszanie. Zbliżyła się do nich, a wówczas on wstał, przybierając poważną minę i wyprężył się niczym przed ważną personą. Poczuła zadowolenie i w duchu podziękowała sobie za czas poświęcony własnej urodzie.

– Wygląda pani oszałamiająco, pani Nadio.

Wyciągnął do niej prosząco dłoń, a ona podała mu rękę i z ukrywanym zachwytem patrzyła, jak ten unosi ją do swych ust i delikatnie całuje. Spojrzała dyskretnie w stronę Katii. Czy zdradzi się ze swoją zazdrością? – spytała się w myślach. Lecz zobaczyła tylko jej serdeczny uśmiech, a w oczach zachwyt i podziw.

– Nadio – odezwała się macocha. – Niestety już zjedliśmy obiad, nie mogliśmy czekać, a ciebie nie sposób było dobudzić, więc zamów coś sobie proszę i zjedz przy naszym stole.

Te słowa przypomniały jej o głodzie. Chciała więc usiąść i zaznajomić się z kartą dań, lecz uświadomiła sobie, że pan Michał nadal stoi przed nią, zagradzając jej drogę i wciąż trzyma jej dłoń. Spojrzała mu w oczy i zatrzepotała rzęsami niczym dziewczynka chcąca wybłagać u rodzica słodki przysmak.

Michał zareagował na to wpierw spojrzeniem pełnym obawy, zaraz jednak otrząsnął się i w końcu pozwolił dziewczynie usiąść.

– Pani pozwoli, że złożę w pani imieniu zamówienie – odezwał się głosem pełnym służalczości.

Spojrzała mu przelotnie w oczy i zrozumiała, że on nie gra, że nie bawi się w szarmanckość, że jego słowa są prawdziwe i pełne powagi. Onieśmielona, czując, jak krew rozgrzewa jej policzki, sięgnęła po kartę dań i nachylając się nad nią, długo wybierała.

Nie usiadł, cierpliwie czekał, stojąc tuż za nią, trochę z boku, a Katia popijała herbatę patrząc wprost na nią. Czuła na sobie jej wzrok i wiedziała, że nie ukryje się przed nią, że jak tylko podniesie oczy i napotka te spojrzenie, przybrana matka bezbłędnie ją odczyta, niechybnie pozna wszystkie jej myśli.

Nie znalazła jednak wyjścia z tej sytuacji i kiedy już przekartkowała kilka razy menu, przyciągana w magiczny sposób, na krótki ułamek sekundy, pozwoliła, by Katia zajrzała w jej umysł.

Potem gdy już jadła swój posiłek i od czasu do czasu ich wzrok się krzyżował, dostrzegała w oczach tamtej jedynie troskę i życzliwość. A przecież powinna zauważyć, że jej kochanek nie udaje, że mężczyzna, z którym spędziła ostatnią noc, jest już zauroczony inną kobietą. Czyżby to jej nie przeszkadzało? – pytała się w myślach Nadia. – Czyżby wierzyła, że to tylko jego gra? Że ze względu na ojca, na mnie, na wszystkich dookoła, on tylko udaje?

Krótko po posiłku oznajmiła, że jest zmęczona i chcę się położyć, choćby na pół godziny. Michał wyraził troskę, ojciec nie zareagował wcale, a Katia spojrzała pytająco na swą przyjaciółkę, po czym wstała, stwierdzając, że jej też dobrze zrobi poobiednia drzemka.

– Wszystko dobrze kochanie? – spytała, gdy tylko zamknęły się w przedziale.

Dziewczyna milcząc, wzruszyła ramionami i usiadła naprzeciw przyjaciółki.

– Jesteś dziś jakaś inna Nadio.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Włożyłaś letnią sukienkę, upięłaś włosy, założyłaś swoje ulubione kolczyki i umalowałaś usta.

– Czy to coś złego?

– Nie, absolutnie nie, ale znam cię i wiem, że nigdy byś tego nie zrobiła tylko dla własnej potrzeby.

– Spodobałam ci się? – próbowała zmienić temat, czując, do czego zmierza jej macocha.

– Tak.

– Czy dobrze uczerniłam brwi?

– Dobrze, ale nie w tym rzecz.

– Już mi się znudziło – rzuciła, po czym zaczęła odpinać kolczyki i rozpuściła włosy, które skryły jej twarz.

– Chodzi o Michała, prawda?

– Co?! – Nadia wybuchła krótkim śmiechem. – Skąd to ci przyszło do głowy.

– Dlaczego nie chcesz być ze mną szczera? – Katia spytała z żalem w głosie. – Przecież jestem twoją przyjaciółką.

Nadia nagle spoważniała, odgarnęła włosy z twarzy i zmierzyła tamtą wzrokiem.

– A ty potrafisz być ze mną szczera?

W spojrzeniu macochy dostrzegła niepewność.

– Możesz mi przysięgnąć, że on nic dla ciebie nie znaczy?

Katia milczała.

– Możesz przysięgnąć, że nic was nie łączy, poza chwilową znajomością?

I tym razem nie odpowiedziała.

– Twoje milczenie mówi mi więcej, niż bym chciała usłyszeć.

– Czego ode mnie żądasz? – Katia spytała zrezygnowanym głosem.

Nadia szybko przeskoczyła na drugie łóżko i objęła tamtą w talii, tuląc do jej ramienia głowę.

– Niczego Katiu, niczego oprócz twej przyjaźni. Przecież wiesz.

Kobieta objęła dziewczynę ramieniem, mocno przytuliła i położyła policzek na jej głowie.

– Przecież wiesz, że tylko ciebie kocham prawdziwie – powiedziała, czując, jak wilgotnieją jej oczy.

– Wiem Katiu – odrzekła pasierbica. Pociągnęła nosem i dodała słabym głosem. – Tylko czasem boje się o nas. Bardzo się boję.

Trwały w uścisku swych ramion pozwalając, by łzy spływały z ich twarzy. Zapewne zostałyby w tej pozie jeszcze długo, gdyby nie delikatne pukanie do drzwi, a potem słowa Michała.

– Czy wszystko w porządku, moje panie?

Rozluźniły uścisk i spojrzały na siebie wciąż wilgotnymi, lecz uśmiechniętym oczyma.

– Dziękujemy – odezwała się Katia. – Nic nam nie jest.

– Pani mąż prosił przekazać, by pani zechciała towarzyszyć mu przy stole.

Kobieta pomyślała, że z pewnością inaczej brzmiały słowa jej męża i z pewnością nie było tam słowa „proszę”.

– Proszę przekazać mojemu mężowi, że zjawie się niezwłocznie na jego wezwanie.

Nadia zachichotała na tą teatralną wypowiedź przyjaciółki.

– Oczywiście pragniemy też zobaczyć Nadię, proszę powiedzieć, że również pani przyjdzie do nas, pani Nadio.

Katia popatrzyła pytająco na przybraną córkę, spojrzeniem zachęcając ją, by się zgodziła. Ta kiwnęła głową na tak.

– Przyjdziemy obie – odpowiedziała i uśmiechnęła się łobuzersko do dziewczyny.

– Cieszę się niezmiernie – odpowiedział im głos zza drzwi i usłyszały, jak mężczyzna odchodzi.

– Naprawdę tego chcemy? – spytała Nadia.

– Ja muszę, znasz twego ojca, chce się mną pochwalić przed kimś ważnym, kogo właśnie poznał, potem nie będę mu potrzebna.

– A ja?

– Ty możesz iść ze mną, nawet powinnaś.

– Jesteś pewna?

Katia spojrzała poważnie w oczy pasierbicy i powiedziała:

– On nic dla mnie nie znaczy, liczysz się tylko ty i dlatego chcę, byś założyła z powrotem te śliczne kolczyki i upięła włosy tak jak wcześniej. Wyglądałaś jak księżniczka Anastazja.

– Nie przesadzasz?

– Albo jesteś mało spostrzegawcza, albo świetnie się maskujesz.

– To znaczy?

– Wiesz, po czym zorientowałam się, że weszłaś do restauracyjnego?

– Nie wiem.

– Zrobiło się ciszej.

– Ciszej?

– Tak dziewczyno, ci co cię dostrzegli przestali gadać, odłożyli sztućce, szklanki i patrzyli z rozdziawionymi ustami.

– No co ty. – Nadia zaczęła się czerwienić.

– Mówię, co widziałam, a ty ślepa jesteś i tyle.

– Przesadzasz.

– Wcale nie.

Dziewczyna zmilczała i pociągając nosem, zaczęła na powrót układać swe włosy.

Katia uśmiechnęła się do niej po matczynemu.

– Pozwól, że ci pomogę.

– Chętnie. – zgodziła się i usiadła tyłem do kobiety.

Ta zabrała się do pracy. Uplotła dziewczynie kok w jaskółcze gniazdo, poprawiła makijaż wokół oczu, a na koniec spryskała ją swoją wodą toaletową. Nadia spojrzała na nią zaskoczona.

– Dlaczego to zrobiłaś?!

– Wiem, że ci się podoba ten zapach.

– Ale teraz będę pachnieć tak samo, jak ty! – Pasierbica nie ukrywała niezadowolenia.

– I co z tego? – Katia wzruszyła ramionami, uśmiechając się po dziewczęcemu.

– Pomyślą, że jesteśmy jak siostry bliźniacze!

– A nie jesteśmy?

Nadię te słowa uspokoiły, bo nagle zrozumiała, że jest dla tej kobiety kimś więcej niż przyjaciółką. Uśmiechnęła się do niej.

W wagonie restauracyjnym czekali na nich trzej panowie. Mąż Katii, już wyraźnie rozbawiony za sprawą wypitej do połowy butelki wódki, Michał z kamienną twarzą człowieka trzymającego się na dystans i… jak spodziewała się Katia, jegomość, dla którego została wezwana. Został im przedstawiony jako delegat partyjny z Moskwy.

Katia jak zwykle przy takich sytuacjach, usiadła przy mężu i starała się nie wyglądać na zbyt znudzoną.

Nadia za to, w ogóle pominięta przez jej ojca, usiadła naprzeciw Michała i czując się niezręcznie pod jego wścibskim spojrzeniem, rozglądała się po wystroju wagonu.

Pożałowała, że dała się namówić na wyjście z przedziału. Pomyślała, że mogła ten czas spędzić na łóżku i rozpocząć kolejną książkę.

– Pani się nudzi, pani Nadio. – Zauważył Michał.

Spojrzała na niego przelotnie, ale nic nie powiedziała.

– Mogę zamówić dla pani coś słodkiego? – spytał z nadzieją, że to poprawi dziewczynie samopoczucie.

Nie miała ochoty ani na deser, ani na rozmowę z Michałem. Spoglądała od czasu do czasu za okno, za którym było już ciemno, na Katię, która z wysiłkiem uśmiechała się do nowego kompana ojca, na czerwoną twarz ojca, który z ochotą nalewał swemu rozmówcy kolejne porcje alkoholu. Wyczekiwała odpowiedniej chwili, by wstać, przeprosić, a potem pożegnać wszystkich i wrócić do przedziału, gdy wtem dostrzegła ukradkowe spojrzenie Katii w stronę Michała. Poczuła ukłucie w sercu.

Czyżby macocha planowała spotkać się tej nocy z kochankiem? – zastanawiała się i niepokój na powrót zagościł w jej sercu. – A co, jeśli mnie tylko zwodzi? Jeśli uczucie do mężczyzny jest silniejsze od miłości do mnie?

– Czy coś się stało, pani Nadio? – Michał spytał z troską, widząc, że dziewczyna nagle posmutniała. Wysiłkiem woli przemogła się i uśmiechnęła do niego. Odmieniona w jednej sekundzie, jakby nigdy nic, powiedziała:

– Proszę mi opowiedzieć, co będzie pan tam robił, jakie miasta odwiedzi i w ogóle, chcę wiedzieć wszystko.

Zaskoczyła go ta nagła odmiana nastroju. Przyjrzał się młodej dziewczynie podejrzliwie, węsząc tu jakąś grę. Jak dotąd dała mu wyraźnie odczuć, że nie przepada za nim. Unikała go, a zmuszona przebywać w jego towarzystwie, wyraźnie prowokowała do zwady.

Mimo to był dla niej uprzejmy i udawał, że nie dostrzega animozji z jej strony. Nie widział powodu, by z tej młodej, pięknej i inteligentnej dziewczyny, robić sobie wroga.

Przystał z ochotą na propozycję rozmowy, tym bardziej że jej ojciec przestał całkowicie interesować się jego osobą, a Katia, niczym mistrzyni intryg, od rana unikała z nim kontaktów i wydawała się całkowicie obojętna. On też udawał, że nic się nie wydarzyło i skupił uwagę na jej mężu oraz na nowym towarzyszu podróży, nawet dał się namówić i wypił dla towarzystwa kilka kieliszków wódki.

Przesiedli się do stolika obok i zaczęli całkiem miła, swobodną konwersację, która powoli, za jej sprawą, przeistoczyła się w infantylne wypytywanie.

Był czujny. Starał się nie dać zwieść jej wesołym spojrzeniom, pod którymi ukrywała swój prawdziwy cel. Był inwigilowany i nabierał pewności, że to ona zajrzała do jego bagażu, gdy był poza pociągiem. Nie wiedział tylko, dlaczego to zrobiła i co pchnęło ją do tego czynu. Co ją skusiło, by zajrzeć do cudzej walizki i dokładnie przejrzeć jej zawartość. Było to dla niego zagadką, której postanowił nie rozwiązywać. Nie ufał jej, ale też nie obawiał się. Nie czuł, by była dla niego zagrożeniem.

Przy sąsiednim stole robiło się coraz głośniej. Grisza najwyraźniej przestawał kontrolować siłę swego głosu. Katia wkuliła się w kąt i wyglądała na mocno zmęczoną. Przymykała oczy na długą chwilę, a gdy je otwierała, spojrzenie kierowała w stronę wyjścia, jakby błagała opatrzność, by ją stąd zabrała.

Pierwsza pożegnała się Nadia. Uśmiechnięta, wcale nie wyglądająca na znużoną, oznajmiła, że jest zmęczona i śpiąca, po czym wolnym krokiem wyszła z restauracyjnego.

Michał pozostawiony sam sobie odszedł do bufetu, oparł się o niego łokciem i paląc papierosa, wyczekiwał spojrzenia Katii.

Zaskoczyła go pierwszej nocy. Gdy poczuł jej usta na swej piersi, nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Sądził przez krótką sekundę, że to młodzieńczy sen przypomniał mu o dawnych latach. Zakpił z niego fantazją, urojeniem i bawi się nim jak w czasach wiecznej tęsknoty. Mruknął coś pod nosem, przeciągnął się leniwie, a ona położyła mu palec na ustach i szepnęła do ucha, by był cicho. Zrozumiał, że to nie sen. Czuł wzwód i jej dłoń gładzącą okolice uda i podbrzusza. Nozdrza wchłaniały zapach kobiety, na ramieniu wyczuwał jej ciepło i bliskość. Chciał ją pochwycić, przyciągnąć i zasmakować jej ust, ale ona wysunęła się z jego zachłannych ramion i pokręciła przecząco głową. Nie zrozumiał tego. Cofnęła się, a potem wolno zsunęła z niego pościel. Patrzyła na niego, jak rozpina guziki pidżamy, czekała aż obnaży się przed nią, a gdy to zrobił, zsunęła z ramion koszulę, ukazując mu swe piękne ciało.

Już tęsknił za nią. Był pewny, że przyjdzie i tej nocy, a jednak czekał na jej spojrzenie. Pragnął jej zapewnienia. Wystarczy mu krótkie spotkanie ich oczu. Czekał nadaremnie. Nie popatrzyła nań ani razu od czasu, gdy usiadł z Nadią.

– Czy to był mój błąd? – zadawał sobie pytanie. – Czy poczuła się zdradzona?

A potem nagle zerwała się, oznajmiła oburzonym głosem, że ma dość i wyszła szybkim krokiem z wagonu restauracyjnego. Jej mąż prawie nie zareagował: tylko spojrzał na nią gniewnie, coś burknął i machnął ręką. Jego rozmówca wstał i ukłonił się, a potem opadł twardo na siedzisko.

Przeszła obok niego nie zwalniając kroku, ale jej oczy zajrzały mu w twarz, a potem uciekły w dół, jakby zawstydzone.

Uśmiechnął się w duchu. Wiedział, że przyjdzie do niego i tej nocy. Odczekał prawie godzinę i gdy zegar nad barem wskazał dwunastą, wyszedł. Przedział tonął w mroku. Zauważył, że okno zakryto szczelnie grubą zasłoną. Nie chciał zapalać światła, nawet tego nocnego, więc wymacał w walizce przybory toaletowe i poszedł się umyć. Myślał, jak to rozegrać. Jak zmusić kobietę, by go wysłuchała, jak ją przekonać, że nie jest mu obojętna. Tam w miasteczku, gdy wpadli na siebie w drzwiach sklepu, uznał to za przypadek. Nic nieznaczący zbieg okoliczności. Pozwoliła zaprosić się do kawiarni. Chciał ją ugościć, sprawić jej i sobie przyjemność, lecz w ciągu tych dwóch godzin coś się wydarzyło. Coś milczącego, jak ich długie spojrzenia w oczy, wpełzło w jego umysł i opanowało sens istnienia. Pogubił się w tym, a noc pchnęła go w pustkę, którą teraz pragnął wypełnić.

Położył się, czując, jak serce bije mu w piersi. Oczekiwał. Planował. Jak hazardzista próbował przewidzieć przyszłość. Tę za kilka minut i tę za kilka dni. Już miał plan. Wiedział, jak chcę postąpić i nie dopuszczał do siebie myśli, które nakazywały mu rozsadek.

Usłyszał nad sobą szelest. Wytężył wzrok, ale i tak dostrzegł tylko zarys ciała schodzącego po drabince z łóżka. Przechylił w jej stronę głowę.   Zbliżyła się do niego, nachyliła do jego twarzy, a on wciągnął jej zapach niczym narkotyk. Wysunął dłoń spod pościeli i odnalazł ją w ciemności. Zadrżała lekko, pod jego dotykiem.

– Pragnę cię – wyszeptał jej w twarz, a potem uniósł głowę, na próżno szukając jej ust. Miała włosy związane w kitkę, tak jak pierwszego dnia, gdy ją zobaczył. Teraz ich końcówki muskały mu policzek.

Odsunął z siebie pościel i pozwolił, by upadła na podłogę, pozbył się koszuli, a potem zsunął spodenki.

Dziewczyna nie reagowała tak jak poprzedniej nocy, była bardziej wstrzemięźliwa, mniej śpieszna, jakby ostrożniejsza.

Nie całowała go jak poprzednio, nie błądziła dłonią po ciele. Czekała. Więc objął jej uda i przyciągnął do siebie, aż musiała oprzeć się dłonią na jego piersi. Zrozumiał, że tamtej nocy on był dla niej, tej nocy zaś to ona chce być mu uległa. Pierwszy raz nie dała mu swych ust, nie posmakował jej piersi, nie pozwoliła, aby wciągnął ją pod siebie. To była jej noc. Usiadł na łóżku i zsunął nogi wprost między jej stopy. Dziewczyna zachwiała się, gdy jego kolana rozsunęły jej uda. Pociągnął ją do siebie i zmusił, by usiadła na nim okrakiem. Milczała, ale słyszał jej łapczywy oddech, a potem słabiutkie stłumione – och – gdy przycisnął jej brzuch do swojego sztywnego przyrodzenia.

Szybko uwolnił swą kochankę z długiej koszuli, a potem niczym zapaśnik przetoczył ją przez siebie i powalił na łóżko. Pieścił jej twarz, całował smukłą szyję. Sunął językiem po piersiach, szczypał ustami twarde sutki, a potem obcałował falujący w szybkich oddechach brzuch i wtopił się twarzą w jej uda. Dziewczyna uniosła kolana i trzymając jego głowę, wiła się pod jego językiem, cichutko sycząc z rozkoszy. Smakował ją długo i niespiesznie, jakby chciał nasycić się jej wnętrzem, a ona kręciła biodrami i wychodziła mu naprzeciw, zmuszając, by mocno napierał ustami na jej kwiat.

Przerwał, gdy jej dłonie zacisnęły mu się na włosach. Oderwał się od niej, podciągnął wysoko i patrząc w ciemny szary zarys jej twarzy, wszedł wolno w jej ciało. Wciągnęła głęboko powietrze a potem objęła go ramionami i odszukała ustami jego usta. Smakuje jak anioł – zdążył pomyśleć, a potem oddał się rozkoszy.  Nie pamiętał, jak długo się kochali, jak długo był w niej, a potem jak długo całowała go po ustach i twarzy. Pamiętał za to moment, gdy szczytowali, on pierwszy, wbrew swej woli, wbrew swemu pragnieniu, a potem ona, gdy jeszcze targał nim orgazm. Wbiła w niego swe usta, a potem jęcząc niczym ranne zwierzątko, ugryzła boleśnie w dolną wargę. Długo czuł pulsujący ślad po ugryzieniu, a gdy się rano zbudził i spojrzał w lustro, szybko przypomniał sobie ten rozkoszny ból.

Kobiety pospiesznie pakowały walizki. Grisza trzeźwiał, a raczej był jeszcze piany i bujał się niczym wańka-wstańka na swym posłaniu. Michał zaproponował pomoc, ale odmówiły zgodnie. Szukał kontaktu z Katia. Nie chciał, by wyszła, nie poznając jego zamiarów, ale nic z tego nie wyszło. Nadia ponaglała, Katia była wyraźnie zmęczona, z podkrążonymi oczyma krzątała się, nie bardzo wiedząc, co ma robić.

Pociąg zatrzymał się na stacji Riazań. Do przedziału wszedł mężczyzna w garniturze i rzuciwszy krótkie – Priviet! – wziął pod pachę Griszę i wyciągnął pijanego z pociągu.  Potem wrócił jeszcze po walizki i w niespełna dziesięć minut od przebudzenia Michał zastał sam w przedziale. Widział przez okno, jak pakują się do czarnej czajki, jak z wysiłkiem wpychają męża Katii do samochodu. Nadal czekał na jej znak, nadal miał nadzieje, że spojrzy w jego okno. Jednak ona stała do niego tyłem, obojętnie jak wobec każdego obcego mężczyzny. Spojrzała na niego Nadia, uśmiechnęła się, coś powiedziała Katii i popędziła w kierunku pociągu. Kroki biegnącej dziewczyny zadudniły w korytarzu i po chwili stanęła w drzwiach przedziału.

Spojrzał na nią, nie rozumiejąc, dlaczego uśmiecha się niczym obdarowane prezentami dziecko.

– Powiedziałam im, że zapomniałam książki – rzekła, a potem podeszła do niego i zarzuciwszy mu ramiona na szyje, mocno pocałowała. Chciał ją odepchnąć, zaprotestować, ale ona nagle zsunęła usta na jego dolną wargę i ugryzła mocno zębami. Michała oblał zimny pot, a zaraz potem poczuł uderzenie gorąca.

Dziewczyna uwolniła go z uścisku, stanęła przed nim i chwilę mu się przyglądała z uśmiechem pełnym zwycięstwa.

– Żegnaj mój kochanku – rzekła czule i zniknęła mu z oczu.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Serdecznie witamy na łamach Najlepszej kolejnego Debiutanta!

Tym razem mi, jako miłośnikowi prozy historycznej, trafiła się niejaka gratka. Historia ze znamiennego roku 1956, rozgrywająca się w pociągu, w Polsce i Związku Sowieckim. Romans, trójkąt, czy może wręcz czworokąt, miłość, zazdrość i podejrzenia, w tle delikatnie zarysowana intryga szpiegowska, a może tylko wymysł nastolatki? W każdym razie, dzieje się sporo, choć nie zawsze jest to dostatecznie wyjaśnione. Fabuła nieco zagadkowa, poddająca się interpretacjom. Zapewne każdy zrozumie ją po swojemu.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do nie dość moim zdaniem wykorzystanego tła historycznego. Aż chciałoby się więcej szczegółów, bogatszej scenerii i scenografii, smaczków z epoki. No i czasami moim zdaniem narracja prowadzona jest z najmniej ciekawej perspektywy, czyli Nadii. Znacznie bardziej interesowała mnie Katia, no i oczywiście Michał. Czy naprawdę był szpiegiem?

O ile Autor nie zdecyduje się na kontynuację, już się pewnie tego nie dowiemy… A szkoda, a szkoda…

Pozdrawiam
M.A.

M.A. pozwolę sobie na drobne spostrzeżenie pod Twoim komentarzem.
Właśnie pewna tajemniczość i niedopowiedzenia dotyczące Katii sprawiają, że jej postać wydaje się najbardziej interesująca, wręcz fascynująca.
Uważam, więc że M.W. bardzo umiejętnie i rozsądnie poprowadził narrację. Nadia niby najzwyklejsza, ale dzięki temu pozwala błyszczeć pozostałym bohaterom jasnym światłem.

Witam nowego Autora w gronie NE,

Przeczytałem opowiadanie ze sporą przyjemnością i zainteresowaniem. Przede wszystkim urzekła mnie cierpliwość z jaką Autor prowadzi narrację i buduje napięcie między bohaterami. Zwłaszcza dosyć wyjątkowa relacja między Nadią a Katią zasługuje na szczególną uwagę czytelnika.
Na początku wydaje się, że głównym drapieżnikiem tutaj jest Michał, ale z czasem sprawy się komplikują, a on sam staje się bardziej narzędziem służącym realizacji celów obu niewiast.
W tekście pojawia się motyw zdrady, często budzi on sprzeczne uczucia, jednak tutaj sprawczyni zamiast niechęci wywołuje raczej większe zainteresowanie. Katia sprawia wrażenie wyjątkowej kobiety, nie tym -kim jest- czy -co robi-, ale po prostu tym że JEST. Istnieje i swoją osobą promieniuje niewidzialną energią na innych.

Po przeczytaniu zastanowiłem się nad głównymi motywami Katii – czy kierowała nią własna pożądliwość, czy może od początku znajomości z tajemniczym mężczyzną zamierzała wykorzystać go w celu splecenia z przyjaciółką?

Pozdrawiam i gratuluję debiutu
R.

Witam,

I ja pragnę powitać Debiutanta. Opowiadanie bardzo mi się podobało, widać wpływ literatury Rosyjskiej. Ciekawa gra pomiędzy przyjaciółkami, Nadią, uprzedzoną do Polaków
jak przystało na miłośniczkę Dostojewskiego i Jekateriną, zdawało by się niewolnicą własnych słabości (nawiązanie do Czechowa zapewne nie było bezcelowe). Jekaterina czy Katia, Nadia czy Nadieżda … która z nich jest bardziej kobietą czy bardziej dziewczyną ? Odpowiedź na to pytanie wydaje się trudna.

Scena erotyczna, nie pornograficzna, została opisana z subtelnoscią i powściągliwością. Na uwagę zasługuje próba dwukrotnego wykorzystania sceny poprzez opisanie je z perspektywy dwóch osób. Taki chwyt nieco rzadziej się tu spotyka.

Ze słabych stron. Michał raczej wiedział by z którą z nich się kocha zwłaszcza że Nadia nie była córką Katii wobec tego anatomiczne podobieństwa mogące wprowadzić w błąd, nie wystąpiły.

Może to zabrzmi dziwnie, ale Intryguje mnie dla czego Katia przedstawiła się z otczestwa a jej mąż nie.

W oko mi wpadły bodajże jedno lub dwa przypadki kiedy zapisując cyrylicę alfabetem łacińskim, Piszesz tak jakby to robili amerykanie (v zamiast w itp.) proszę tego nie robić, polskie znaki lepiej opisują cyrylicę niż zubożona wersja anglosaska.

Pijąc w towarzystwie Rosjan picie wódki z kieliszków było by najprawdopodobniej niezbyt mile widziane, jednak na taki opis natrafiamy kiedy ma miejsce libacja w restauracyjnym. Do tego wódkę pito by raczej pod chleb, słoninę lub wędzoną rybę. Pomidor wydaje się zbyt egzotyczny (jak majonez w ostatnim Hanibalu Lecterze).

Ogólnie opowiadanie napisane z lekkością i wdziękiem. Autor zdecydowanie ma potencjał.

Pozdrawiam,
Komentator.

Ja również przyłączam się do wyrazów uznania. Opowiadanie wciąga przede wszystkim klimatem epoki, oddanym bardzo udanie, a do tego nutką tajemnicy: kim właściwie są bohaterowie, co ich łączy, czy rzeczywiscie występuje tu intryga szpiegowska? Wszystko to podane i przyprawione znakomicie, zaostrza apetyt, by w końcu nie zaspokoić głodu czytelnika. Tajemnica pozostaje tajemnicą. I tutaj pytanie, czy planowany jest ciag dalszy? Z jednej strony, powitałbym kontynuację z zadowoleniem i ciekawością, z drugiej może tego welonu tajemnicy lepiej nie zrywać? Z drobnych uwag rzeczowych, zastanowiła mnie dziwnie poprowadzona trasa pociągu: Moskwa, Niżny Nowogród, Riazań i potem dalej, w kierunku Uralu i Syberii (jak można domniemywać). Otóż w taki sposób pociąg kluczyłby i wykonywał dziwne pętle. Ale to, oczywiscie, drobiazg.

Jeśli to jest samodzielne opowiadanie, to konstukcyjnie i fabularnie jest niedopracowane. Natomiast jeśli jest częścią większej fabuły, to trzeba się powstrzymać z krytyką wspomnianych aspektów. Kilka nieporadności, błędów stylistycznych to mały pikuś, choć wyłapałem je na samym początku i miałem chwilę zwątpienia, czy warto czytać dalej. Ale było warto. Tekst nienapakowany banałem, wiele drobiazgów i niedrobiazgów twórczych, sceny erotyczne dalekie od grafomaństwa.
Przychylam się do opinii MA, cyt: “nie dość moim zdaniem wykorzystanego tła historycznego. Aż chciałoby się więcej szczegółów, bogatszej scenerii i scenografii, smaczków z epoki”.
Ale i tak bardzo pozytywne wrażenie po debiutanckim tekście. Brawo.
Uśmiechy,
Karel

Dziękuję wszystkim za miłe przyjęcie mojego opowiadania.

Magas A. zgadzam się z tobą, osadziłem bohaterów w epoce, która wydała mi się najbardziej pasująca do intrygi, ale nie w pełni wykorzystałem tło historyczne, które mogło dać opowiadaniu dużo więcej barw.

Mick, zarzucasz mi, że: „Michał raczej wiedział by, z którą z nich się kocha …”, przyznaję, to słaby punkt tej historii, który nie udało mi się zatuszować tak, by nikt nie miał o to pretensji. Po wielu próbach, nawet upicia Michała, zrezygnowałem, zdając się na akceptacje czytającego.
No i mąż Katii nieprzedstawiający się z otczestwa. To oczywisty błąd, który należy poprawić.
V czy W? Nie potrafię odnaleźć słowa, o którym wspomniałeś, ale przeprowadziłem sobie mały test, który pozwolę sobie tu przedstawić: Swietłana czy Svetlana? Oczywiście, że poprawna pisownia to Swietłana, lecz w moich oczach Svetlana pozostaje egzotyczna (a nawet orientalna) i zapewne tym kierowałem się, zapisując cyrylice.
Rosjanin w towarzystwie rodaków, w restauracji tym bardziej, pił by wódkę z kieliszków, absolutnie nie pod słoninę czy suszoną rybę. W wąskim gronie domowego zacisza owszem, ale nie w restauracji, wśród zagranicznych gości, a tym bardziej pracownika politbiura z Moskwy.
Mick, dziękuję Ci za wszystko, za wytknięte błędy i za pochwały.

Nefer, tylko Ty dostrzegłaś, a może tylko Ty zdecydowałaś się spytać mnie: skąd pomysł, aby pociąg zdążający na daleki wschód, zawrócił w Niżnym Nowogrodzie i zahaczył o Riazań. Nie umiem tego wytłumaczyć inaczej, jak prawdopodobnym remontem na zwykłej trasie w tamtym okresie i proszę Was bardzo, nie sprawdzajcie, czy istotnie tak było. Wybrnąłem? Mam nadzieje, że to, co w pociągu, przyćmiewa to, co dzieje się z samym pociągiem i nie wpływa znacząco na obiór samej historii. Nefer, dziękuję Ci za Twoje spostrzeżenia, które dokładnie odzwierciedlają moje myśli.

Karel, niestety to samodzielne opowiadanie, więc możesz mieć racje. Zdaje sobie sprawę, że zbyt duża ilość niedomówień, niesprecyzowanych zachowań, może stworzyć wrażenie niedosytu, czy wręcz, jak piszesz niedopracowania. Jednak zrobiłem to specjalnie, z pełną świadomością ryzyka, chcąc uzyskać jak największy efekt tajemniczości.

Radosky, tylko Tobie nie umiem odpowiedzieć inaczej, jak tylko dziękując za recenzje. Dziękuję.

Na koniec chciałbym podziękować za miłe przywitanie i oceny tak wysokie, że boje się pisać dalej z obawy, że nie utrzymam poziomu, jaki udało mi się zaprezentować w pierwszym opowiadaniu na Najlepszej.

Maksim Wolff

Maksim. “Zarzucasz” to takie twarde słowo :), ja tylko zwróciłem na to uwagę. Po prostu nie mieści mi się w głowie, gdybym był tak bardzo pijany że nie wiedział bym z kim idę do łóżka, prawdopodobnie byłbym w stanie tylko spać :).
Jak przeczytałem z tym piciem, to zacząłem się zastanawiać kim byłem dla Rosjan z którymi i ja piłem. Doszedłem do wniosku że trafiają do mnie Twoje argumenty i zgadzam się że się pomyliłem. Rosjanie umieją się zachować w międzynarodowym środowisku i na pewno pili by z kieliszków, no chyba że by się dobrze popili co było by trudne w obecności politruka.
Swietłana nie jest być może najlepszym przykładem. Uwaga była trochę na wyrost. Ja zacząłem się uczyć Rosyjskiego jeszcze w czasach kiedy nie używało się takiej nowomody. Inna rzecz że sami Rosjanie lubią się zapisywać łacińskim alfabetem na modę zachodnią. U nas jeśli ma się np. do czynienia z “ч” w słowie to lepiej jest użyć polskiego “cz” a nie “tsh”, podobnie jest np. z “я” które czyta się lepiej jako “ja” a nie “ya” a w Polsce i takie lapsusy się zdarzają. Nie mam na myśli stricte ortografii, jedynie zapis fonetyczny. Na koniec słowo “царь” które po polsku zapiszemy jako “car” a w stylu angielskim “Tzar” . Mam nadzieję że wytłumaczyłem o co mi chodziło.

Ale wojny o to nie będziemy prowadzić? uśmiech.

Skąd to pytanie ? 😉

Zapytam, bo nie wiem: czy naprawdę w latach pięćdziesiątych pociągi z Warszawy jeździły dalej niż do Moskwy? Gdzie taki pociąg zaczynał bieg: w Paryżu, w Berlinie? Czy naprawdę zmiana rozstawu kół odbywała się w Terespolu, a nie w Brześciu, i trwała aż 6 godzin? Terespol dzisiaj ma 6000 mieszkańców, Biedronkę, pizzerię, kilka bloków. Próbuję sobie wyobrazić to miasto 10 lat po wojnie, po obozie jenieckim, po wymordowaniu Żydów, po przejściu frontu. Mamy stację kolejową, “Prochownię” – fragment twierdzy brzeskiej, posterunek milicji i wojska, zapewne jakiś kościół, cmentarz, trochę drewnianych domów, pola uprawne. Mieszkańców tysiąc, max. dwa tysiące. Sklepy, supermarkety, czy raczej targ raz na tydzień? Mogę się mylić i nie rozumieć, ale nie daję wiary tej historii. Mogłeś lepiej dopracować szczegóły. Za to żonglerka rosyjskimi klasykami mnie imponuje. Zachęca do nadrobienia zaległości czytelniczych.

MrHyde,
kilka lat temu podróżowałem pociągiem z Warszawy do Odessy. W Przemyślu zmieniają podwozie wagonów i trwało to około sześć godzin. Unoszą cały zestaw, wysuwają wózki jezdne i zastępują je szerszymi, wypinają i podmieniają lokomotywę, by na koniec opuścić całość, spiąć wagony, napalić w palenisku, nabrać wody i co tam jeszcze, nie wiem. Tylko to mogę potwierdzić, choć czas postoju na granicy w latach pięćdziesiątych mógł być krótszy lub dłuższy.
Nie skupiłem się na faktach historycznych i nie to, moim zdaniem, jest w opowiadaniu najważniejsze.
Proszę, nie doszukuj się w moim opowiadaniu prawdy, bo jej tam nie ma, a zwłaszcza, prawdy historycznej. I tak mocno ryzykowałem, nadając jednemu z bohaterów, nazwisko polskiego oficera wywiadu z drugiej wojny światowej i powstrzymałem się, aby nie nazwać politruka Łazar Moisiejewicz Kaganowicz.

Pozdrawiam

Maksim Wolff

Te nazwiska nic mi nie mówią, natomiast mieścinę Terespol, choć nigdy tam nie byłem, umiem sobie wyobrazić. Cimno, zimno, głucho, gdzieś obok peronu kibelek marki sławojka. Romantyka. 😉 Mogłeś osadzić tę opowieść gdzieś na granicy ze Związkiem Radzieckim, w jakimś pociągu, zimą około roku 1950, bez szczegółów. A tak sam rozpraszasz czytelnika nieścisłościami. Bo czytelnik nie wie przecież a priori, co jest ważne, a co nie ma znaczenia. Pojawia się rok 1956 – aha, czyżby zjazd KPZR, wydarzenia w Poznaniu? Zmiana rozstawu kół w Terespolu – a to ciekawostka! Teraz przecież wymiana odbywa się w Brześciu. Kiedy to się zmieniło, od kiedy nie trzeba się przesiadać? Riazań – dlaczego Riazań a nie Ufa? Wcale nie szukam tutaj “prawdy historycznej”. Literatura piękna to przecież z natury kłamstwo. Tym razem jednak nie udało ci się mnie oszukać. 😉 Może następnym razem? 😉

W przeciwieństwie do rozmówców nie lubię drobiazgowo analizować utworu. Swpja opinię opieram na pierwszym wrażeniu że daje sposób w jaki czytam opowiadanie a to czytałem lekko i przyjemnie. Ciekawy opis scen erotycznych , nawiązanie do wielkich literatury rosyjskiej , ciekawa fabuła i sporo niedomówień. Dla mnie bardzo dobrze napisane . Powodzenia w dalszym pisaniu.

Dziękuję bardzo za komentarz.

Gratuluję udanego debiutu! Czekam na więcej 🙂

W zasadzie przedmówcy wytknęli już wszystkie słabe strony, więc pozwolę sobie jedynie na drobną refleksję. Podawanie zbędnych szczegółów – w tym wypadku trasy; historia nie straciłaby na uroku, gdybyśmy nie wiedzieli na jakich stacjach zatrzymuje się pociąg, prawdopodobnie nawet by zyskała – jest typową przywarą męskich autorów. Zawsze zastanawiało mnie skąd to się bierze…

Różnice w budowie mózgu. Mężczyzna ma przetwarzanie analityczne, jednowątkowe. Zazwyczaj. Więc musi mu się wszystko zgadzać. Kobieta braki analitycznego myślenia nadrabia intuicją i wyobraźnią, abstrakcyjnym myśleniem i dla tego przeskakuje nad takimi “brakami” bo jest sobie w stanie wyobrazić lub nie czuje potrzeby zawracania sobie tym głowy. Oczywiście pogląd który przedstawiłem jest akademicki, ale chyba lepszy taki niż żaden.

Oj, nie. U żeńskiej autorki byśmy mieli kolor szminki, krój palta i markę obuwia. Podawanie zbędnych szczegółów to nie tylko męska przywara. 🙂

W życiu jeszcze nie opisywałam kroju palta, a sporo już napisałam. Chyba muszę spróbować 😉
A kolor szminki czasem jest istotny – szczególnie czerwony…

Napisz komentarz