Magnetyzm XVIII (Ania) 4.31/5 (33)

Nikos Vasilakis (nikosalpha), “July”, CC BY-NC-ND 3.0

Prześladowczyni

Chyba powinien zmienić numer. Albo się z nią spotkać. Arek siedzi samotnie w ciemnym mieszkaniu i wpatruje się w bladoniebieski wyświetlacz komórki. W ciągu ostatniego tygodnia Zalewska dzwoniła trzydzieści siedem razy. W dziesięciu przypadkach nagrała się na pocztę głosową. A to przeklinając go, a to błagając o spotkanie. Naprawdę ją wzięło. Lub po prostu ciągle nie przeszło.

Młoda, ładna i wyuzdana, pewnie dałaby mu wszystko, czego by sobie zażyczył. Posiadanie własnej, prywatnej niewolnicy mogłoby być nawet przyjemne. Choć oczywiście wolałby Kowalikową. Nawet na innych warunkach.

W takie dni, jak ten, czuje się pusty w środku i zdolny do wszystkiego. Nie po raz pierwszy na to pozwolił, ale chyba po raz ostatni. Tyłek boli go niemiłosiernie. Kobieta, z którą się spotkał, wykazała się szczególną brutalnością: kopała, biła, wyzywała, a na koniec wjechała mu w dupę istną lokomotywą. Nienawidzi strap-onów! Nie wie jak można czerpać przyjemność z rozdzierającego bólu penetracji nieczystych rejonów, ale klient płaci, klient wymaga. W tym wypadku płaci wybitnie dużo – proporcjonalnie do poświęcenia.

Bierze spory łyk whisky. Alkohol przyjemnie pali w gardło, pomagając zapomnieć o upokorzeniu. Lód brzęczy w szklance. Jest zły na samego siebie. Za to, że za każdym razem się do tego zmusza, a jeszcze bardziej za to, że tego żałuje, że nie potrafi się wyłączyć i uodpornić na te wszystkie okropne rzeczy, które akurat ta kobieta chce robić z jego ciałem.

Najchętniej odreagowałby tę złość krzywdząc kogoś innego. Może właśnie Zalewską? Sama się o to prosi.

– Jesteś chora – syczy do słuchawki, gdy kobieta odbiera mimo niemiłosiernie późnej pory. – Psychopatka z ciebie, wiesz! – Podnosi głos. – Zniszczyłaś moje życie, odebrałaś mi rodzinę! Czego u licha jeszcze chcesz? – Może wypił trochę za dużo, sam nie wie, czemu to mówi, ale wszystkie pretensje i ostre słowa musiały tkwić w nim od dawna, czekając żeby wydostać się na zewnątrz takiego dnia jak ten. Takiej nocy. W pustce. Nienawiści. Chęci skrzywdzenia drugiego człowieka. Zranienia jego uczuć i odebrania godności.

Baśka milczy. Nie wie, co na to odpowiedzieć. Zawsze wydawało jej się, że Arek jest wystarczająco twardy i odporny. Widocznie myliła się. Bardzo. Widocznie źle na to patrzyła. Nie dostrzegała w nim człowieka, tylko seksmaszynę. Nie będzie już więcej dzwonić. Zostawi go w spokoju – obiecuje sobie.

Dobra wiadomość

Lubi patrzeć, jak żoneczka krząta się po kuchni, a dziś jest taka radosna i rozgadana, aż ślepia jej się świecą. I kręci tym tyłeczkiem, oj kręci. Aż chciałoby się zajść od tyłu i złapać za te bujne pośladki, ale Mateusz już wstał, poszedł się wysikać i zaraz pewnie przysiądzie się w oczekiwaniu na śniadanie. Trzeba poczekać, aż gdzieś zniknie i da im chwilę dla siebie.

– Co jemy? – Syn jak zwykle interesuje się tylko jedzeniem.

– Może byś się tak przywitał, powiedział choć dzień dobry. – Jerzy strofuje go, ale bez większego przekonania, że sukces wychowawczy jest jeszcze możliwy. Niby to wykształcone, oczytane, a jakoś bez ogłady.

– Cześć Słonko. – Maryśka uśmiecha się jeszcze szerzej, widząc swoją zaspaną pociechę.

– Dzień dobry! – Mateusz w końcu odpowiada, próbujący przy tym stłumić ziewanie.

– Omlety, już zaraz pierwszy będzie gotowy. – Brzmi śpiewnie, jak na dziewczynę ze wschodu przystało, ale Jerzy wciąż nie rozumie przesadnej radości żoneczki. To raczej nie dzięki nocnym obłapiankom. – Jak już obaj jesteście – Marysieńka kontynuuje, zrzucając na talerz puszysty omlet z wtopionymi przesmażonymi plasterkami kiełbasy – chciałam się pochwalić. Dostałam podwyżkę, niedużą ale zawsze, i coś powiedzmy w rodzaju awansu.

– Wspaniale! – Jerzy wstaje, żeby ucałować ją i uściskać. Pieniądze zawsze się przydadzą. Jest nieco zaskoczony, bo to prawdziwa rzadkość, by przełożeni dbali o pracowników najniższego stopnia, te małe robaczki odwalające najczarniejszą robotę. Na przykład o sprzątaczki. Przepraszam – konserwatorki powierzchni płaskich.

– No, już, daj spokój! – Kobieta wyswobadza się z objęć, nieco zmieszana tak wylewnym okazywaniem radości przy synu. – Bo go spalę! – Wskazuje na patelnię.

– A ten awans? – Naprawdę jest ciekaw.

– Będę pracować tu niedaleko, w centrum, w głównej siedzibie. Zaoszczędzę na dojazdach i…

Już ma okazać dalszą radość ze zmian na lepsze, gdy do jego uszu dociera kasłanie. Mateusz jest cały czerwony na twarzy, wygląda jakby się zakrztusił. Klepie go mocno po plecach. Maryśka patrzy na nich z mieszanką konsternacji i przerażenia w oczach. To pewnie przez ten diabelsko ostry sos, którym polewa wszystko bez wyjątku!

Chłopak w końcu przełyka to, co źle ułożyło mu się w gardle, popija szklanką zimnego mleka i wstaje od stołu. Wygląda na zdenerwowanego. Jerzy dałby głowę, że ma ochotę coś zdemolować. Nerwy w nim aż kipią.

Marysia patrzy na całą scenę osłupiała. Trzeba przyznać, dziwnie się dzieciak zachowuje. Idzie do swojego „pokoju”, pospiesznie wkłada wczorajsze ciuchy, chwyta telefon i wybiega z domu. Razem z żoną patrzą po sobie z konsternacją. Jerzy wzrusza tylko ramionami. Zdejmuje z patelni nieco zbyt mocno zarumieniony omlet i zabiera się do jedzenia. I tak nic tu nie poradzi, przynajmniej dopóki nie dowie się, o co chodzi.

Pajęcza sieć

Wspólny weekend był dziwny, zupełnie inny niż oczekiwała – mniej erotyczny. Bawiła się jednak całkiem nieźle i nawet bardziej polubiła kochanka. Nie, żeby wcześniej nie doceniała jego opanowania, cierpliwości i umiejętności wsłuchiwania się w drugiego człowieka, ale mimo wszystko stanowił głównie rozrywkę, odskocznię od codziennych problemów. Teraz dostrzegła w nim również potencjalnego przyjaciela. Kogoś, kto pomoże w potrzebie, wysłucha, pozwoli się wypłakać, kogoś, z kim po prostu można miło spędzić czas.

Właśnie ten nowy rodzaj zaufania sprawił, że przestała się bać jego gotowości do zaangażowania się. Oczywiście nie wprowadzi się od razu, ale może w końcu zacznie to rozważać.

Na pewno nie żałuje żadnej z kolejnych nocy spędzonych u niego. Zaspokoił wszystkiej jej potrzeby – i te seksualne, i te emocjonalne. Raz był namiętny, a raz czuły, raz stanowczy, a raz delikatny. Doskonale wyczuwał jej nastroje i apetyty, nie szczędził sił i czasu, by dać to, czego akurat potrzebowała. Kochanek doskonały! Nic dziwnego, że ciągle nie ma go dosyć.

Teraz, leżąc obok, znów ma ochotę, mimo że niemal do świtu nie zmrużyli oczu, cały czas zajęci miłosnymi zmaganiami. Oddech Grześka jest spokojny i równomierny, a ciało rozluźnione. Niby zasłużył na odpoczynek, ale…

Anka przytula się mocniej i zaczyna zapamiętale całować szyję, tors i brzuch kochanka. Rękę zsuwa coraz niżej, szukając swojego ulubionego organu. Jest miękki i wiotki, ale zdecydowanie wie, jak temu zaradzić. Pochyla się, by wziąć go do ust. Uśmiecha się do siebie, czując na nim własny zapach. I smak.

Najpierw delikatnie liże penisa od nasady aż po sam czubek, od czasu do czasu zahaczając językiem o zwisające poniżej klejnoty. W końcu bierze całego do buzi. Zasysa. Cięgle jest mały i bezbronny, mieści się w ustach bez problemu, ale po kilku ruchach zaczyna drgać i pęcznieć, choć mężczyzna dalej wydaje się całkowicie pogrążony we śnie.

Erekcja pobudza ją jeszcze bardziej do działania, zwiększa zapał i przyjemność czerpaną z pieszczenia partnera. Ania pomaga sobie, podtrzymując jedną ręką drgający narząd, podczas gdy jej głowa nabija się na ten twardniejący pal. Lubi to. Uwielbia. Podnieca ją uczucie graniczące z dyskomfortem, napór nabrzmiałej, mięsistej śliwki żołędzi na gardło. Kiedy z kolejnym ruchem czuje, jak trzpień zagłębia się jeszcze bardziej, jak wślizguje się w wąski tunel, mężczyzna wydaje z siebie przeciągły jęk.

Zerka na niego. Grzesiek, podparty na ramionach, patrzy na nią z niedowierzaniem i wdzięcznością zarazem. Uśmiecha się. Tak, nie pierwszy raz ssie jego kiełbachę, ale chyba rzeczywiście nigdy nie odważyła się wziąć tego olbrzyma równie głęboko. Może się bała, a może po prostu potrzebowała czasu, żeby odczuć taką potrzebę. Wie, że mężczyźni uwielbiają głębokie gardło, ale nie każdy zasługuje na podobną przyjemność i nie każdy potrafi ją przyjąć w odpowiedni sposób.

Raz za razem nadziewa się coraz głębiej. Doznania są intensywne i bardzo pobudzające. Czuje, że twarz płonie jej czerwienią, a w kącikach oczu pojawiają się łzy. Wszystko przez oszałamiające uczucie rozpierania, przez to dziwne wypełnienie, sprawiające, że ślina staje się gęstsza i bardziej lepka.

Już niemal sięga wargami podbrzusza, pochłaniając całość, gdy całe ciało chłopaka napina się, a potem wygina w łuk. Sperma trafia prosto do przełyku, Ania nawet nie czuje jej smaku.

– Co to u licha było? – Grzesiek raczej mruczy z podziwem niż pyta.

– Pobudka. – Uśmiecha się do niego szeroko. – Mam tylko nadzieję, że nie wystrzelałeś całego magazynku – dodaje bardziej figlarnie.

– Dżizaaas! Dziewczyno, ty chcesz mnie wykończyć! – Mówiąc to, osuwa się jednak niżej, żeby dobrać się do jej supełka rozkoszy. Całuje delikatnie, a potem omiata językiem wszystkie fałdki i falbanki, drażniąc się przy tym z kochanką, gotową już na najśmielsze nawet pieszczoty.

Pieści ją z wyczuciem i wprawą, wydobywając z gardła słodkie pomruki i jęki. Uwielbia patrzeć na jej twarz, w jej zamglone rozkoszą oczy. Uwielbia czuć, że dzięki niemu zatraca się całkiem we własnych doznaniach.

Dziewczyna drży, wije się, kręci biodrami, by odnaleźć właściwe miejsce i właściwy kąt, wydaje się tak bliska rozkoszy, ale jednak przerywa mu.

– Chodź do mnie – mruczy błagalnie, ciągnąc ku górze. – Chcę cię poczuć… Całego…

Zdawałoby się, że powinien mieć dosyć, że wierny druh powinien chcieć choć chwili odpoczynku, ale ton jej głosu, jej spojrzenie, gorąc bijący od jej nagiego ciała, natychmiast przywołują go do porządku i wojak jak na zawołanie staje na baczność. Gotowy do boju.

– O tak… – Ania jęczy, gdy nakierowuje swój bindaż ku jej kolebce. – Tak… – Przyciąga Grzegorza rękami i nogami. – Głębiej… Proszę…

Nie jest w stanie odmówić. Rozpiera wnętrze, wciskając się aż po same jaja, po czym powoli wycofuje się i znów wchodzi. I tak raz za razem, spokojnie i metodycznie. Patrzy przy tym prosto w piękne, brązowe oczy dziewczyny, teraz lekko przymknięte i zamglone, jakby go nie widziała, całkowicie skupiona na odczuwaniu ocierającego wnętrze fiuta.

– Tak… Szybciej… – Ponagla nie tylko słowami, ale też własnymi, niecierpliwymi ruchami.

Nogi owijają się mocniej wokół bioder, paznokcie zaczynają drapać – Grzegorz doskonale wie, co to oznacza: partnerka zaraz dojdzie, daje więc z siebie wszystko. Pracuje niczym tłok. Jednostajnie. Rytmicznie. Skupiony na kochance, nie na sobie. Nie słyszy nawet obscenicznego mlaskania ani klaskania łona o pośladki, całkiem oddany sprawie jej rozkoszy.

Ania zamiera, wbijając paznokcie w jego barki. Boli, ale zaciska zęby i nie przerywa nawet na moment, nie zmienia nic. Jej wyprężone ciało jest już na skraju i zaraz poszybuje w przejrzystą przestrzeń orgazmu. Jest tego pewien. Musi podołać. Za wszelką cenę.

Świat wiruje mu przed oczami, kiedy jej broszka zaczyna się rytmicznie zaciskać. Mocno, tak mocno jak nigdy. Jakby chciała go w sobie zatrzymać albo wręcz wessać. Zastyga nad nią zapatrzony w błogość malującą się na twarzy Anny, w ciepły uśmiech i zamknięte oczy. Jest piękna! Najpiękniejsza! Właśnie taką kocha!

– Miałeś orgazm? – Ania pyta podejrzliwie, dochodząc powoli do siebie. Grzegorz odpowiada tylko uśmiechem. – Więc czemu przestałeś? – W odpowiedzi całuje ją w usta. To chyba oczywiste, mają przecież jeszcze czas. Przynajmniej jego zdaniem, zdaniem tej małej pijawki najwyraźniej każda erekcja musi kończyć się ejakulacją.

Uśmiecha się pod nosem, gdy dziewczyna chwyta w dłoń konduktora i zaczyna mocno tarmosić. Nie ma w tym ani krzty subtelności, za to cała masa determinacji. Zna Grzegorza, doskonale wie, że może sobie na to pozwolić, że on to lubi. Lubi, gdy włada jego berłem i całym królestwem.

Anna jednak nie zamierza na tym poprzestać. Przewraca kochanka na plecy i siada na nim okrakiem. Grzegorz głośno przełyka ślinę, widząc tuż nad sobą jej łakomą szczelinę, ociekającą sokami po wcześniejszej zabawie. Gęsty, lepki śluz połyskuje na włosach, zdobiąc dodatkowo nabrzmiałe, zaczerwienione wargi.

Nabija się bez pomocy rąk. Opada miękko z cichym westchnięciem. Zamyka oczy. Jego słodka nimfomaneczka! Wiecznie nienasycona. Niecierpliwymi dłońmi sięga do kołyszących się półkul piersi. Idealnych. Dużych. Pełnych. Kobiecych. Wystarczająco miękkich i wystarczająco jędrnych.

Ania kręci słodko tyłkiem, zatacza kółeczka, kołysze się. Wyraźnie próbuje znaleźć własną przyjemność, nie jego. Z zamkniętymi oczami wydaje się przy tym taka nieobecna. Zdecydowanie wolałby, żeby patrzyła. Chciałby mieć pewność, że wie z kim akurat się kocha. Kogo pieprzy.

– Uwielbiam twojego rylca. Wielkiego i twardego. – Z jej ust wydobywają się raczej stęknięcia, niż słowa.

– Rylca? – chłopak nie może powstrzymać wybuchu śmiechu. – Bo ryje, jak świnia w ziemi?

Kochanka szeroko otwiera oczy i wzdycha. Wyraźnie nie jest jej do śmiechu. Cała magia nagle ulatuje, ale jednak nie schodzi z niego, przerywa tylko na chwilę ruchy, by zaraz znów odzyskać swój niespieszny rytm.

– Rylca – syczy, ewidentnie udając gniew. – Górnikaaa – jęczy usatysfakcjonowana głębszym wniknięciem rzeczonego narządu w głąb swojej izdebki. I rzeczywiście przez moment ma wrażenie, jakby ten pracowity ludzik pogłębiał w niej cielesny szyb. Wiercił i drążył. Budował nowe tunele. Zabezpieczał powstałe w ten sposób chodniki.

Nie przypuszczał, że może wniknąć jeszcze głębiej, a jednak wniknął. Nie przypuszczał, że może być jeszcze przyjemniej, a jednak jest. Dziewczyna ma talent. I temperament. A co gorsza – doświadczenie.

Dochodzi pierwszy. Myśląc o innych, którzy drążyli tę skałę. O przelewającej się w niej spermie. O wszystkich orgazmach, które miała bez niego. O tym, że mimo wszystko chce ją wielbić, chce do końca życia składać ofiary na jej ołtarzu. Przesuwające się przed oczami obrazy sprawiają mu perwersyjną przyjemność. Anna z dwoma na raz. Anna brana po kolei przez licznych kochanków. Jej twarz ociekająca spermą.

Mimo, że kutas drga, a następnie maleje, Ania nie przestaje się na niego nadziewać, nadal spragniona silnych doznań, może nawet nieco rozczarowana przedwczesnym finiszem. Wie, że w ten sposób jej nie zaspokoi, a ambicja nie pozwala pozostawić kochanki w tym stanie. Wysuwa się z wypełnionego nasieniem wnętrza, choć dziewczyna stawia opór, przesuwa nieco, by móc ustami przywrzeć do nadal twardej pestki i zabiera się do roboty, przytrzymując Annę mocno za biodra.

Dziewczyna wierci się niespokojnie na jego twarzy, nie mogąc odnaleźć w sobie przyjemności, która przecież była już na wyciągnięcie ręki, już prawie. Sfrustrowana, wzdycha. Chyba nic z tego nie będzie! Jej wąwóz jest taki pusty, samotny, porzucony, a chciałby nadal czuć w sobie twardość, chciałby być wypełniany po brzegi, drążony. Wyrywa się z uścisku Grzegorza i zrezygnowana pada na plecy.

– Hej, co jest? – Chłopak dosłownie się zrywa. – Coś robię nie tak?

Znów wzdycha. Nie ma ochoty rozmawiać, ma ochotę na orgazm, ale widocznie wymaga zbyt wiele. Zbyt się rozochociła. Dotąd spełniał jej wszystkie zachcianki i dawał dokładnie to, czego potrzebowała, jednak każdy mężczyzna w końcu wymięka. Każdy.

Po chwili wahania chwyta męską dłoń. Grzegorz patrzy zaciekawiony wprost w jej przepastne oczy. Ania nie może tego wytrzymać, zaciska powieki. Musi dogonić swojego króliczka, choć to takie niskie, instynktowne, zwierzęce.

Nakierowuje kochanka. Ich złączone dłonie mijają nabrzmiały korali wędrują prosto do ociekającego miodem ula. Tak! Chce mocno. Bezpośrednio. Szybko. Chce, żeby było intensywnie. Żeby dał jej spełnienie. Ulgę.

Mężczyzna dość szybko załapuje, o co chodzi, a odnalezienie pofałdowanej, wrażliwej strefy przychodzi mu nadzwyczaj łatwo. Ani jest błogo. Przyjemnie. Nadal zachłanna, sięga po jego dłoń i niemal wpycha w siebie kolejny palec. Zdecydowanie lepiej! Dzięki temu czuje się pełna, czuje że coś w sobie ma.

Jest jej gorąco, ledwo łapie oddech, ale nie potrafi zapanować nad dążącym do rozkoszy ciałem. Wije się. Kołysze biodrami, by nabić się jeszcze mocniej. Zatacza kółka, by odnaleźć ten jeden, jedyny właściwy punkt, ten dotyk, który uwolni ją od całego napięcia i zmusi do krzyku.

– Mocniej – jęczy. Doznania i tak są intensywne, Grzegorz rżnie ją swoją dłonią bez opamiętania, ale ona chce jeszcze, chce się całkiem zatracić. Odpłynąć. W tej chwili nie liczy się ani ten mężczyzna, ani żaden inny, liczy się tylko ogień w środku, pożar, który trzeba czym prędzej ugasić.

Zgodnie z życzeniem chłopak jedną dłoń opiera na podbrzuszu dziewczyny, a drugą jeszcze bardziej dociska do przedniej ścianki pochwy. Masuje płynnymi, kolistymi ruchami, przyglądając się jednocześnie z zachwytem twarzy kochanki. Usta ma rozchylone, policzki zarumienione, oczy szkliste i nieobecne, półprzymknięte. Nie panuje, lub nie chce panować, nad własnym ciałem, całkowicie oddana we władanie jego dłoni. We władanie pożądania. Ten widok oszałamia i mobilizuje, sprawia że nie czuje zmęczenia, mimo szaleńczego tempa ruchów. Najpiękniejszy widok na świecie! Widok kobiety zatraconej we własnej rozkoszy!

Ania z każdym krzykiem i jękiem wznosi się coraz wyżej. Prosi. Błaga. Zaklina. Przede wszystkim, by nie przestawał, by nic nie zmieniał, by robił dokładnie to, co robi. Słowa wydostające się z jej ust są niezrozumiałe, urywane, syczące, a mimo to dosadne.

Czuje, że już tylko trochę, że zaraz, że nastąpi początek i koniec świata. A potem to uczucie przechodzi. I znów wraca. Przechodzi. Wraca. Istna mordęga. Wyczerpująco przyjemna.

Mężczyzna pracuje wytrwale, dając z siebie wszystko, więcej niż dałby dla własnej przyjemności. Jest zdeterminowany. Nie może zawieść. Choć gdzieś w środku dziwi się, że po raz pierwszy jest taka. Aż tak napalona. Aż tak szczera w swoim pożądaniu. Aż tak nieopanowana. Czyżby do tej pory nie był dość dobrym i cierpliwym kochankiem, by to z niej wydobyć? Czyżby dopiero dziś, całkowicie przypadkowo, osiągnął sukces?

Powietrze przecina zdławiony krzyk. Tak, dał jej to! Jej mięsista czeluść pulsuje, całą przyprawiając o konwulsje. Doskonale to czuje. Widzi. Przeżywa razem z nią. Kładzie się. Przytula. Nadal trzymając palce w środku. Ona się z nich zsuwa. Odwraca się na bok i mocniej wtula w jego ramiona.

Zdaje się być zawstydzona swoim wyuzdaniem, ale spełniona. Szczęśliwa. Zaspokojona. Wzbudza w nim same tkliwe uczucia. Słaba. Zmęczona. Bezbronna. Jego. Przynajmniej w tej jednej chwili jego.

Ciało kochanki staje się wiotkie. Chyba śpi, albo tylko zbiera siły przed następną potyczką. Trochę się boi, bo ma świadomość, że sięgnął własnych granic i w tej chwili nic nie może zaoferować, naprawdę zmęczony. Również zamyka oczy.

Budzi się, kiedy Anna zaczyna się przeciągać. Zaspany daje jej czułego buziaka w czoło. Ona szybko odnajduje jego usta. Zaczynają się całować. Uwielbia ten smak. Miękkość. Zwinność języka. Drapieżność zębów.

– Muszę siusiu – przerywa nagle słodkim, przymilnym głosem. Do tego uśmiecha się uroczo. Aż nie chce się jej wypuszczać z objęć! – Która jest godzina? – dorzuca, wstając już z łóżka i rozglądając się za budzikiem.

Grzegorz niechętnie sięga po wyciszony telefon, żeby sprawdzić. To z jej powodu usunął z sypialni wszystkie zegary, nie chciał by coś ją rozpraszało, by myślała o upływającym czasie.

– Dochodzi południe. – Podnosi nieco głos, bo Ania jest już niemal przy drzwiach łazienki.

– Która? – Upewnia się, czy dobrze usłyszała.

– Dwunasta – powtarza nieco znudzonym tonem. Chwilę później słyszy zza nazbyt cienkiej ściany pluskanie mocnego strumienia i dudnienie spłuczki.

– Która?! – Ania wygląda na spanikowaną.

– Jedenasta pięćdziesiąt dwie – precyzuje niepewnie, zupełnie zbity z tropu. Myślał, że mają dla siebie cały weekend, a tymczasem wszystko wskazuje, że ona znów zamierza się wymknąć. Przygląda się jej szaleńczemu tańcowi w poszukiwaniu ubrań rozrzuconych poprzedniego dnia niedbale po pokoju.

Bluzka jest na podłodze przy samych drzwiach. Spódnica pod łóżkiem. Stanik wesoło dynda na lampce nocnej. Majtki? Miała w ogóle? Nie może sobie przypomnieć. Był tak wygłodniały, że nie przyglądał się jej garderobie. Zresztą pomagała mu, zdejmując z nich obojga kolejne ciuchy.

– Spieszysz się gdzieś? – Nie wytrzymuje w końcu i pyta.

– Tata ma jutro urodziny, obiecałam pomóc w przygotowaniu przyjęcia. – Słowa nie brzmią jak wymówka, raczej neutralnie, ale Grzegorz i tak ma w głębi serca żal, że dowiaduje się dopiero teraz. Liczył na coś innego. Chciał ją mieć tylko dla siebie.

– Może też mógłbym w czymś pomóc. – Postanawia zaryzykować. Ania staje jak wmurowana i zaczyna mu się bacznie przyglądać.

– Raczej nie. – Mruży oczy. – Nie, zdecydowanie nie. Bez urazy, ale nie zamierzam teraz przedstawiać cię mojej rodzinie. Nie jestem gotowa. Poza tym oni nie mieszkają we Wrocławiu. To może nie jest aż tak daleko, ale nie miałbyś gdzie przenocować, a nie chciałabym, żebyś wracał po nocy. – To już brzmi jak wymówka! I boli. On chętnie przedstawiłby ją swojej rodzinie i przyjaciołom. Najgorsze jest jednak to, że dopiero teraz uświadomił sobie, iż nie wie w ogóle, skąd dziewczyna pochodzi, gdzie znajduje się jej prawdziwy, rodzinny dom. Wzdycha. Nie ma argumentów, a jedyne co czuje to żal, że najwyraźniej nadal pozostaje tylko przytulanką.

Ania, zupełnie nieczuła na jego cierpienie, szykuje się do wyjścia. Wyjmuje z torebki komórkę. Dłuższą chwilę przegląda esemesy, a następnie wybiera numer.

– Cześć mamo. – Dochodzą słowa z przedpokoju. – Przepraszam, ale się trochę spóźnię. Mam po drodze coś kupić? Może wino, które tak lubi? Okej, tylko muszę coś jeszcze załatwić. Widzimy się koło piętnastej. Dobrze.

Nieco zafrapowana wraca do sypialni. W dłoni dalej trzyma telefon, wgapiając się w niego uporczywie. Kiedy siada na łóżku, zerka jej przez ramię. Na liście nieodebranych połączeń widnieje aż jedenaście od Matiego. Grzegorz czuje ukłucie w sercu. Inny mężczyzna? A może jednak brat? W zasadzie nie wie nawet, czy ma brata. Tamten przyjaciel?

– Mogę stąd zadzwonić, czy mam wyjść? – To pytanie sprowadza go na ziemię.

– Oczywiście – odpowiada niechętnie. Nie ubiera się, nie zakrywa swojej nagości, tylko wychodzi. Najpierw do toalety, później się zobaczy. Nie chce nad nią stać, gdy będzie rozmawiać, ale z drugiej strony chciałby usłyszeć, że to nic groźnego, że nie musi obawiać się konkurencji.

Anna z wybraniem numeru czeka, aż zamkną się drzwi. Wtedy dzwoni. Przyjaciel odbiera niemal natychmiast, ale nic nie mówi. Milczenie jest ciężkie i bolesne. Domyśla się, że chodzi o Ewę Kowalik, bo przecież o cóż innego mogłoby chodzić?

– Co się znowu stało? – pyta ostrożnie, choć krew aż się w niej gotuje. Po tej kobiecie spodziewa się wszystkiego co najgorsze.

– Nie wiem. – Mati wzdycha. Ostatnio nad wyraz często słyszy z jego ust te słowa. – Chyba zwariuję. Nie rozumiem.

– Ale czego? – Próbuje znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia.

– Możemy się spotkać?

– Przykro mi… – Dziewczyna ciężko wzdycha. – Ale dopiero jutro popołudniu. Mój tata ma urodziny i jadę do domu.

– Przekaż mu ode mnie najlepsze życzenia. – Chłopak brzmi na zrezygnowanego.

– Nie powiesz, o co chodzi? Mateusz…

– Nie wiem, od czego zacząć.

– Proponuję od początku. – Ania uśmiecha się w myślach. Początek chyba w zasadzie zna.

– Cóż, bo widzisz… – Nowik próbuje zebrać myśli. – Między mną i Ewą do czegoś doszło, ale to wszystko jest takie dziwne. I jeszcze dziś dowiedziałem się, że moja matka będzie sprzątać jej biuro. Dostała podwyżkę.

Dziewczyna przez moment ma ochotę zażartować, że to znaczy, iż dobrze się spisał. Gryzie się jednak w język. Raczej by go to nie rozbawiło. Jej w zasadzie też nie. Najwyraźniej czarna wdowa zaczyna szerzej tkać swoją pajęczą sieć, już nie tylko wokół Mateusza, ale też wokół jego krewnych. To zdecydowanie nie wróży nic dobrego!

Nabiera głęboko powietrza i już ma na końcu języka słowa przestrogi, gdy otwierają się drzwi i do pokoju wchodzi Grzegorz. Cudownie nagi. Apetyczny. Z tacą, na której niesie dwie filiżanki aromatycznej kawy.

– Jutro porozmawiamy trochę dłużej, teraz muszę kończyć – rzuca tylko do słuchawki i rozłącza się, żeby tę chwilę spędzić ze swoim kochankiem. Zaraz będą musieli się pożegnać, a wolałaby zostać co najmniej do wieczora.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Twoje pisanie zostało mi polecone . Przeczytałem i jestem pod wrażeniem Twojej twórczości. Wielowątkowość , pokazywanie różnych płaszczyzn seksu od tego płatnego po luźne związki kochanków. Co prawda początek nie w moich klimatach ( facet bity za kasę) ale wiem i że tak bywa . Myślałem że już nic mnie nie może zaskoczyć. Twoje opisy scen erotycznych są takie dokładne i prawdziwe…..no i to słownictwo -supelek rozkoszy. Będę musiał poczytać poprzednie odcinki …. Uważam że zasługujesz na komplet gwiazdek… Pozdrawiam i czekam na kolejne odcinki.

Bardzo dziękuję za czas poświęcony na lekturę, komentarz, gwiazdki: normalnie czytelnik idealny! 🙂
Przyznam, że ze względu na małą ilośc komentarzy miałam ochotę zmobilizować tych bardziej leniwych i zapowiedzieć, że następny odcinek ukaże się dopiero, kiedy dziesięć osób napisze, że czeka na ciąg dalszy… ale aż tylu komentarzy mogę nie doczekać się nigdy 😉

Zdecydowanie polecam zaczęć od początku, nie znajdziesz tu wiele przemocy, raczej różnorodne podejścia do seksu, ale może coś Ci się spodoba.)

Serdecznie pozdrawiam

A.

Ponieważ uwielbiam “nienormalnych” bohaterów, natychmiast zauroczyłem się wizją Baśki – psychopatycznej seks prześladowczyni. Niestety po krótkiej rozmowie, kobieta zdobywa się na refleksję odnośnie własnego zachowania i powraca do niej rozsądek… Pozostaje mi mieć nadzieję, że to tylko chwilowe;)

Anka musi mieć silnie rozwinięty instynkt macierzyński, bądź potrzebę opiekowania się – pomagania (może to jedno i to samo), że pomimo udanego związku zaprząta sobie głowę ciulowatym Mateuszem. Dziwne, bo jak wynika z tekstu, chociaż oboje są atrakcyjni fizycznie, to ich przyjaźń nie ma podtekstu erotycznego.
Sama wizja rozmowy obojga, z chłopakiem wypłakującym się w ramię Anny i oznajmiającym, że został “sprostytuowany” wydaje mi się rozkosznie zabawna. Aczkolwiek, pewnie będzie na poważnie.

Pozdrawiam
R.

Zobaczymy, zobaczymy…

Co do nieszczęsnej Anki mogę powiedzieć w jej obronie tylko tyle, że serce nie sługa. Nie zawsze najbardziej zależy nam na tych, który są tego warci, pasują do nas i/lub potrafią nas uszczęśliwić. Nie zawsze też zależy nam na jednej osobie jednocześnie…

Serdecznie pozdrawiam

A.

Ha, a więc Arek pracuje na bardzo różnych polach. Przynajmniej dobrze mu płacą, więc niech zbytnio nie rozczula się nad sobą. Baśka (moim zdaniem) odrobinę zbyt łatwo ustępuje. Wycofuje się po jednej, krótkiej rozmowie? Poczuła nagle skrupuły? Myślę, że jednak wróci do poprzedniej roli. Anka co do jednego ma rację, Ewa zarzuca sieci coraz szerzej. Trudno powiedzieć, o co jej właściwie chodzi. Jeżeli nawet naprawdę zainteresowała się Mateuszem, choćby przelotnie, to metody stosuje osobliwe. I nadal zadziwiasz bogactwem oraz oryginalnością słownictwa, w szczególności terminami na oznaczenie penisa.

Określenia na genitalia hobbystycznie zbieram od wielu lat… większości pewnie i tak nigdy nie użyję 😉

Po dobrym XVII przyszedł XVIII odcinek, gdzie Autorka musiała podciągnąć akcję w nieco mniej fascynujący sposób. Cóż, w każdym tasiemcu czytelnik odczuwa wzloty i spadki zainteresowania.
Podoba mi się “nimfomaneczka”, mimo generalnej awersji do zdrobnień, które zaszczepiła we mnie Miss Swiss.
Czekam, co Autorka zaproponuje w kolejnych częściach. Postępowanie E. Kowalik nieco mnie zaskoczyło. Wyjdzie z niej dobre czy złe ziółko?
Uśmiechy,
Karel

Ech, nigdy wszystkim nie dogodzisz – jedni chcą scen, inni fabuły… 🙂

Serdecznie pozdrawiam

A.

Napisz komentarz