Nowy świat czarownic 23-24 (Nefer) 4.33/5 (5)

Felice Ficherelli, “Gwałt Lukrecji”

23

Ocknął się, leżąc na chłodnej podłodze. Ktoś oblał go strugą zimnej wody. Potrząsnął obolałą głową. Panował półmrok, rozjaśniany tylko słabym blaskiem kilku pochodni. Z pewnym trudem przypomniał sobie wydarzenia poranka. Obiecana przejażdżka, Berenika wyrzucona z siodła przez Demona. Nie, wcale nie Berenika, tylko udająca ją księżna Berengaria. Oskarżenia, które cisnął jej w twarz, a którym nie zaprzeczyła. Rozkaz aresztowania, niemożność wykonania jakiegokolwiek ruchu, zbir z pałką i rżenie Demona…

– Jeszcze raz, Szlachetna Pani?

– Na razie wystarczy, chyba się obudził.

Obecnie także poruszał się z trudem, to jednak nie magiczne zaklęcie czy zarzucona sieć odbierały mu swobodę, ale zwykłe łańcuchy, spinające nadgarstki i kostki nóg. W sposób niezbyt uciążliwy, ale jednak. Czy był więc więźniem? Czy przebywał w lochach pod zamkniętą dotąd przed nim częścią zamku? Wiele na to wskazywało. Gdy w końcu zdołał unieść głowę, przekonał się, że znajduje się w czymś w rodzaju celi, powstałej przez odcięcie żelaznymi prętami jednego z kątów większego pomieszczenia, którego rozmiary trudno było określić z powodu słabego światła. Na zewnątrz przegrody dostrzegł kilka postaci. Przede wszystkim pachoła dzierżącego wiadro z wodą, gotowego, by ponownie chlusnąć nią w półprzytomnego chłopaka. Ten stał najbliżej. Nieco z tyłu dwaj inni unosili pochodnie. Po chwili do przodu wysunęła się jeszcze jedna postać.

– Słyszysz mnie, sir Marcusie?

Księżna Berengaria, przeklęta wiedźma! Przecież ona nie ma prawa go więzić, jest szlachetnie urodzonym panem, synem krwi Międzyrzecza, uroczyście poślubionym i przyjętym pierwszym małżonkiem następczyni tronu! Czy jednak miało to jeszcze jakieś znaczenie? Skoro wydawało się prawdopodobne, że pani Siedmiu Bram w podobny sposób mogła potraktować również własną córkę? Bo chyba w innym wypadku Berenika nie pozwoliłaby na to, co się stało. A sama lady Berengaria nie musiałaby podszywać się pod nią podczas nieszczęsnej przejażdżki. Właśnie, gdzie jest księżniczka? Może uwięziono ją gdzieś w pobliżu? Spróbował skupić wzrok.

– Co zrobiłaś z Bereniką?

– Cieszę się, że dochodzisz do siebie, sir Marcusie.

– Gdzie ona jest?

– Zapewniam, że ma się dobrze i wkrótce sam się o tym przekonasz.

Księżna stanęła tuż przy kracie. Nikogo obecnie nie udawała, powróciła do własnej, urodziwej zresztą postaci. Co prawda wiedział już, że nie jest to wcale postać prawdziwa. Odziana w skórę i metal, wyglądała jak wybierająca się do bitwy wojowniczka. Stroju dopełniały sięgające za kolana buty. Przypomniał sobie natychmiast, że w podobny sposób wystąpiła podczas ceremonii zaślubin na zamku margrabiny, gdy nałożyła mu pierścień i przypięła do obroży znak Siedmiu Bram. – „W imieniu własnej córki, oczywiście.” – Pomyślał z ironią. Wtedy jej strój i dumne zachowanie wywarły na nim silne wrażenie. Czyżby teraz wyobrażała sobie… Niedoczekanie! Nienawidzi tej wiedźmy i brzydzi się nią! Dostrzegł też pewną różnicę. Podczas ceremonii księżna pojawiła się bez broni. Obecnie przy spinającym szczupłą talię pasie tkwiła pochwa ze sztyletem, a w obciągniętej skórzaną rękawiczką dłoni trzymała bicz o krótkiej rękojeści. Czyżby zamierzała… Wzdrygnął się mimowolnie. Nie, tym razem tak łatwo jej nie pójdzie! Na początek spróbuje wstać. Nie chciał odbywać tej rozmowy na kolanach. Dźwignął się, chwytając dłońmi krat. Strażnicy przysunęli się groźnie.

– Dajcie klucze i zostawcie nas samych. – Księżna odprawiła zbrojnych ruchem ręki.

– Ależ Pani, nie powinnaś…

– Poradzę sobie, chyba w to nie wątpisz, kapitanie?

– Oczywiście, że nie, Milady.

– To na co czekasz? Przygotujcie tymczasem dziewczynę.

– Wedle rozkazu, Szlachetna Pani.

Oficer podał pęk kluczy, skłonił się lekko i wyszedł, zabierając swoich ludzi. Opuszczając loch zostawili jedną z pochodni, wetkniętą w umieszczony na ścianie uchwyt.

– Gdzie jest Berenika i co chcesz z nią zrobić? Do czego mają ją przygotować, ohydna starucho, przeklęta wiedźmo?

– Ależ książę, rozczarowujesz mnie. Takie ordynarne słowa w ustach szlachetnie urodzonego pana? I to przybyłego z wyrafinowanego dworu Międzyrzecza? Lady Miranda byłaby wstrząśnięta.

– Nie  mieszaj do tego mojej matki. Obie jesteście siebie warte, ale Berenika jest inna! Wiem o tym! Nie chciała mnie dłużej oszukiwać i dlatego ją uwięziłaś! Ty podstępna czarownico!

– Sir Marcusie, proszę, porozmawiajmy zachowując dobre maniery.

– Może powinienem wykonać dworski ukłon z beretem? Albo upaść na kolana? Nie mam beretu i przeszkadzają mi te łańcuchy. A klękać nie zamierzam.

– Szkoda, byłoby to całkiem na miejscu, nie uważasz, książę?

– Chcesz mnie zmusić? Bo inaczej nigdy czegoś takiego nie uczynię!

– Proszę, nie unoś się gniewem, sir Marcusie. Rozumiem, że możesz odczuwać wzburzenie. Te okowy nie przydają godności szlachetnie urodzonemu panu, przyznaję. Ale są przydatne. Nie zamierzam tracić więcej mocy na sztuczki podobne tym, które okazały się potrzebne w lesie.

– To w jaki sposób przymusisz mnie do czegokolwiek? Tym biczem? Bo sama groźba i dumna postawa nie wystarczą!

– Nie obawiaj się, sir Marcusie. – Lady Berengaria okręciła rzemień bata wokół dłoni, jak gdyby teraz dopiero przypomniała sobie o jego istnieniu. – Nie mam takich planów. Kto wie, może nawet tego rodzaju środki okazałyby się skuteczne i zasmakowałbyś w czymś takim, ale nie teraz. Ten bicz nie jest przeznaczony dla ciebie. Znajdę inne sposoby, by skłonić cię do… współpracy.

– Nigdy! Co zrobiłaś z Bereniką?

– Wkrótce ujrzysz swoją panią i małżonkę, raz jeszcze zapewniam, że ma się równie dobrze jak i ty. Ale, ale… Pytasz już po raz któryś z rzędu o moją córkę, a nie zainteresowałeś się losem Demona? Przecież jeszcze niedawno tak bardzo zależało ci tym koniu. Czyżbyś może się zakochał? W mojej córce, oczywiście? To ułatwiłoby w sumie sprawę.

– Co z nią zrobiłaś?

– Demon stoi sobie bezpieczny w stajni. A wiesz, w jaki sposób udało się tego dokonać? Poskromiła go Sudrun, któżby inny? Już w Międzyrzeczu wiedziałam, że ta dziewczyna na pewno na coś się przyda.

– Sudrun? Ale dlaczego? I co z nią?

– Wreszcie pomyślałeś o swojej wiernej gwardzistce, książę. Otóż chętnie wykonała moje polecenia, gdy dotarło do niej, że od tego zależy całość twojej skóry.

– Rzucasz puste groźby. Jestem zbyt cenny, potrzebujesz mojej mocy, pamiętasz?

– Ale do tego, żeby ją oddawać, wystarczy ci jeden palec. Ten najważniejszy. Pozostałe nie są do tego niezbędne. Podobnie jak uszy, nos albo oczy, jeżeli doszliśmy już do takich kwestii.

– Nie ośmielisz się!

– Sudrun miała w tej sprawie inne zdanie. To jednak prawda, że wolałabym uniknąć takich środków. Ty chyba również? W tym akurat powinniśmy się zgodzić.

– Ty wiedźmo…

– Nie zastanowiło cię jednak, sir Marcusie, dlaczego ta dziewczyna tak bardzo przejmuje się twoim losem?

– No właśnie, dlaczego?

– Z jakiego właściwie powodu porzuciła wygodną służbę w Międzyrzeczu i przybyła z tobą do Siedmiu Bram, na pogranicze? Dla konia, którego i tak nie jesteś władny jej ofiarować? Nie wierzę.

– Ty mi to powiedz, skoro zdajesz się wiedzieć.

– Och, mężczyźni. Ta dziewczyna cię kocha, sir Marcusie. Nie zauważyłeś? Kocha cię do szaleństwa, bo i sama jest szalona. Zresztą pewnie jedno wiąże się z drugim. Dlatego zrobi co trzeba, żebyś zachował swoje palce… Wszystkie palce. A ty, mam nadzieję, okażesz się równie godnym kawalerem.

– Och, ty…

– Ależ proszę, nazwij mnie wiedźmą, ulżyj sobie. To mi nie przeszkadza. Wszyscy tak o  mnie mówią za plecami, a ja się z tego śmieję.

Pokonany, nie znalazł odpowiedzi.

– A teraz, mój piękny książę, udamy się na małą przechadzkę. Mam nadzieję, że okaże się ona pouczająca i nie wrócisz już do tej celi. Jak widzisz, nie nakazałam przygotować jej odpowiednio na twój pobyt, nie ma tu nawet słomy, ani wiadra na nieczystości.

Otworzyła kluczem drzwi i skinęła na Marcusa.

– Idziemy do Bereniki?

– Do niej również, ale później. Przedtem chciałabym coś ci pokazać. Pokazać, że potrafię znaleźć różne sposoby przeprowadzenia mojej woli i zaspokojenia moich potrzeb.

Powłócząc nogami oraz brzęcząc łańcuchami wyszedł z celi. Próba rzucenia się na wiedźmę nie rokowała szans powodzenia. Miała rację, okowy pozwalały stawiać niewielkie kroki, ale skutecznie ograniczały swobodę ruchów. Zresztą, nade wszystko pragnął spotkać Berenikę.

Księżna zabrała dającą niepewne światło pochodnię, musiała dobrze znać te lochy, nie wahała się bowiem w wyborze drogi. Puściła Marcusa przodem, słyszał za plecami stukot metalicznych obcasów oraz wypowiadane szorstkim głosem, krótkie wskazówki..

– Teraz w lewo. W prawo, prosto.

Trafiały się też jednak bardziej życzliwe ostrzeżenia.

– Pochyl głowę. Uważaj na stopień.

Podziemia okazały się zadziwiająco rozległe. Wreszcie dotarli do solidnych, okutych drzwi.

– Zapukaj mocno trzy razy. Potem przerwa i znowu trzy razy.

– Kto tam? – rozległo się stłumione pytanie?

– Pani Siedmiu Bram! – odparła zdecydowanie.

Marcus usłyszał jakieś zgrzyty i drzwi stanęły otworem. Znaleźli się w kolejnym lochu, tym razem o wiele mniejszym, ale lepiej oświetlonym. I to nie przez pochodnie. Jasne promienie słońca wpuszczał zakratowany, sporych rozmiarów świetlik przebity w sklepieniu piwnicy. Ze zdumieniem spostrzegł, że drzwi otwarła kobieta. W dojrzałych latach, nawet urodziwa. Podobnie jak księżna odziana w skórzany, nabijany metalem lekki pancerz oraz buty na wąskich obcasach, chociaż nie tak wysokie i nie zakrywające kolan jak te, które nałożyła lady Berengaria.

– Pani! – Gwardzistka albo strażniczka oddała wojskowe pozdrowienie.

– Czy wszystko w porządku? Został przygotowany?

– O tak, pani. Nie zapowiadałaś wcześniej swojej wizyty, dopiero niedawno otrzymałyśmy wiadomość. Zdwoiłyśmy jednak wysiłki, staramy się, by on zawsze był gotowy. Zajmujemy się tym razem z Olgą, wedle twoich rozkazów.

– Dobrze wam to wychodzi i macie trochę zabawy, nie wątpię.

– To nie jest uciążliwa służba, Wasza Wysokość.

Wojowniczka spojrzała ciekawie na skutego łańcuchami Marcusa, ale nie odważyła się zadać oczywistego pytania.

– Nie, Edyto. To nie jest nowy gość. Chcę tylko coś sir Marcusowi pokazać.

– Szkoda, Szlachetna Pani. Zajęłybyśmy się nim z przyjemnością.

O dziwo, księżna nie zareagowała na tę śmiałą uwagę. Najwidoczniej tutejsze gwardzistki cieszyły się szczególnymi przywilejami, może z powodu rodzaju pełnionej służby?

W trakcie tej rozmowy chłopak rozejrzał się po dziwnym lochu. Ujrzał jeszcze jedną strażniczkę, zapewne wspomnianą Olgę. Nieco młodsza od Edyty, podobnie odziana, stała przy kracie i bawiąc się biczem drażniła klęczącego po drugiej stronie prętów więźnia. Bo piwnica podzielona została na dwie równe mniej więcej części. Oni sami znajdowali się w tej bardziej surowo urządzonej, w której rozstawiono różne groźnie wyglądające przyrządy jak dyby i pręgierze, w której zwisały podczepione do sufitu łańcuchy, a w ściany wprawiono metalowe pierścienie. Wszystko to przypominało prawdziwą izbę tortur, ale wrażenie psuła druga część pomieszczenia. Tę z kolei wyposażono w sporych rozmiarów łoże, stół z krzesłem, jakieś skrzynie, nie zbrakło również miejsca przeznaczonego do mycia się i załatwiania potrzeb fizjologicznych. Wystrój łagodziły rzucone tu i ówdzie skóry dzikich zwierząt, półka z księgami, obrus i przybory do pisania na stole. Ale było to jednak więzienie, a umieszczony w lochu mężczyzna musiał być więźniem. Przecież w przeciwnym wypadku nie przebywałby za kratami i nie klęczałby przy nich z dłońmi skutymi na plecach luźnym łańcuchem. Pochylając głęboko głowę, usiłował przycisnąć wargi do czubka jednego z butów Olgi, która wsuwała stopę pomiędzy pręty. Cofała ją jednak zawsze tuż poza zasięg mężczyzny, smagając przy tym jego plecy biczem. Niezbyt mocno, bo krata przeszkadzała również i w tej czynności. Przejęty swoim zadaniem, więzień nie zauważył nawet zapewne przybycia lady Berengarii oraz Marcusa.

– Błagam, pani Olgo. Proszę, zechciej przyjąć mój hołd..

Głos zdradzał kogoś nie pierwszej już młodości. Podchodząc bliżej, tuż za księżną i nadzorowany przez Edytę, chłopak przekonał się o trafności swoich przypuszczeń. Starzec, bo takie wywarł na nim wrażenie, ale bynajmniej nie zgrzybiały. Przeciwnie, przypuszczalnie w całkiem dobrej kondycji, przynajmniej fizycznej, chociaż o grzbiecie poznaczonym śladami po batach. O kondycji psychicznej oraz o stanie rozumu więźnia wolał nie myśleć. Ze zdumieniem i przerażeniem dostrzegł herbową obrożę oraz skuwający genitalia ochraniacz. Zrodziło się w nim straszne podejrzenie.

– Sir Marcusie, przedstawiam ci sir Adriana z księstwa Archipelagu, trzeciego męża lady Berengarii z Siedmiu Bram. – Księżna wypowiedziała te słowa tonem dumnej właścicielki, prezentującej dorodnego konia czystej krwi.

– Ale… Co on tutaj robi, w takim stanie? Szlachetnie urodzony…

– Pewne okoliczności zmusiły mnie, sir Marcusie, do wyznaczenia sir Adrianowi tych właśnie apartamentów, co zresztą korzystnie wpływa na jego obowiązki. Sam zobaczysz.

Odsunęła Edytę i zajęła jej miejsce przy kracie.

– Witaj, sir Adrianie. Miło widzieć cię w dobrym zdrowiu, jak zapewniają twoje opiekunki.

– Pani moja, księżno, błagam… – Najwidoczniej więzień nie stracił jednak zupełnie władz umysłowych i rozpoznał Lady Berengarię.

– O co chodzi? Czyżby źle cię traktowano?

– Nie, nie… Pani Olga i pani Edyta okazują mi łaskawą życzliwość… Ale z jednym wyjątkiem. Nie zezwalają, bym ucałował ich stopy i buty, czego zawsze bardzo pragnę. Pragnę podziękować za to, że poświęcają mi tyle uwagi. – Marcus zwątpił w poprzednią konstatację, zdecydowanie, z głową starego arystokraty musiało być coś nie w porządku.

– Sir Adrianie, zechciej im wybaczyć. Wykonują tylko moje rozkazy i to mnie powinieneś podziękować. To ja jestem twoją panią i małżonką, Berengarią, władczynią księstwa Siedmiu Bram. To mnie należą się twoje hołdy.

Wzorem Olgi wsunęła stopę pomiędzy pręty, gdy jednak sir Adrian usiłował ucałować czubek wysokiego buta księżnej, podobnie jak strażniczka cofnęła się i pan Trzeci, bo mimo wszystko przysługiwał mu przecież taki tytuł, przywarł tylko bezsilnie twarzą do żelaznych prętów.

– Pani moja, błagam – wyjęczał. – Pragnę złożyć ci ten hołd.

– Nie odmówię tego przywileju mojemu prawowitemu mężowi, ale wiesz, co masz zrobić. Przywitaj się i pozdrów mnie w należyty sposób, jako swoją panią i małżonkę, lady Berengarię z Siedmiu Bram!

Słowa wsparła smagnięciem bicza. Uczyniła to z większą wprawą, albo też może z mniejszymi oporami niż Olga, gdyż sir Adrian wyraźnie drgnął z bólu. Co jednak tym bardziej pobudziło jego podniecenie i elokwencję.

– Najdostojniejsza księżno, błagam. Pragnę złożyć ci hołd jako pani Siedmiu Bram. Pragnę stać się twoim sługą i niewolnikiem. Zechciej przyjąć moje służby.

– Czyim sługą i niewolnikiem, panie mężu?

– Twoim, o pani księstwa.

Nadal z jakiegoś powodu niezadowolona, Lady Berengaria nie kwapiła się do spełnienia prośby więźnia i trzymała stopy poza zasięgiem jego ust. Smagnęła za to ponownie plecy sir Adriana. Ona również musiała jednak w końcu uznać, że kraty przeszkadzają w wymierzaniu porządnych razów, wydała bowiem nowe polecenie.

– Otwórzcie drzwi!

Po wykonaniu rozkazu przez Edytę weszła do celi, umyślnie powoli, prowokująco stukając obcasami. Pan Trzeci natychmiast upadł na podłogę i usiłował przyczołgać się do jej stóp, w czym przeszkadzał mu trochę ochraniacz. Lady Berengaria cofnęła się odrobinę i uniosła ostrzegawczo bicz. Zniewolony arystokrata poprzestał więc na pokryciu pocałunkami kamiennej posadzki, tuż przed czubkami butów księżnej.

– Błagam, nie odmawiaj mi tej łaski, Dostojna Pani. Pragnę służyć ci z całych sił. Błagam, dłużej już nie wytrzymam!

– Komu pragniesz służyć, mężu?

– Tobie, Szlachetna Pani! Twojej sile i potędze. Jesteś niczym sama Bogini, racz przyjąć moje hołdy i moje służby!

W odpowiedzi Lady Berengaria wymierzyła kolejny cios biczem. Potem drugi, trzeci, czwarty. Uderzała mocno, chociaż panowała nad sobą i swoim okrucieństwem, Sir Adrian wił się na podłodze lochu, nadal usiłując błagać i całować kamienie u jej stóp.

– Pani, łaski. Pragnę służyć ci ze wszystkich sił!

– Nieprawda! Okazujesz zuchwałą krnąbrność, nadal nie powitałeś mnie w sposób należny pani i małżonce!

– Bo nie mogę, wiesz, że nie mogę! Wybacz, o Bogini, ale tego jednego nie mogę!

– Oczywiście, że możesz. Możesz i musisz to zrobić. A teraz milcz, chyba że nabierzesz rozumu, uparty, stary głupcze!

Posypały się kolejne smagnięcia, spadające na barki, plecy, pośladki i uda sir Adriana, który, by uniknąć przynajmniej poranienia dłoni, rozsuwał je na tyle, na ile pozwalał skuwający okowy łańcuch. Księżna uderzała teraz mocno, z gniewnie zaciśniętymi ustami oraz rzucającymi groźne błyski oczyma. Jeżeli z jakichś powodów uprzednio odgrywała tylko rolę srogiej i okrutnej pani, to obecnie zawładnęła ona jej uczuciami. Przecież wijący się i skulony pod ciosami bicza więzień nie był w stanie ujrzeć jej twarzy! Po cóż miałaby więc udawać?

– Łaski,  Szlachetna Pani, łaski o władczyni Siedmiu Bram!

Księżna nie reagowała na te daremne prośby, nadal okładając plecy małżonka batem.

– Łaski, Lady Berengario – wykrztusił wreszcie.

Uderzyła jeszcze raz czy drugi, ale w końcu opuściła groźne ramię.

– Poproś głośniej i przywitaj swoją panią!

– Błagam, lady Berengario. Błagam, pani i żono. Jestem szczęśliwy, że zechciałaś zaszczycić mnie swoją wizytą. – Głos upokorzonego, złamanego sir Adriana brzmiał głucho i żałośnie, ale wyraźnie.

Na twarzy księżnej pojawił się uśmiech triumfu i satysfakcji. Trąciła lekko czoło męża czubkiem prawego buta. Potraktował to jako znak łaski i przyzwolenia, może nawet wybaczenia niezrozumiałych dla Marcusa przewin. Przywarł ustami do okrytej skórą stopy pani Siedmiu Bram i gorączkowo okrywał ją pocałunkami. Pozwalała na to, przesuwając się nawet odpowiednio, by zajął się także podeszwą oraz wąskim obcasem. Gdy uznała, że wystarczy już tej zabawy, podsunęła drugi but. Sir Adrian rzucił się gorliwie, by i tutaj zlizać pył oraz okazać swoją adorację i uległość. Jego załzawiona twarz zdawała się jaśnieć prawdziwym szczęściem, ale oczy, które Marcus zdołał ujrzeć, gdy księżna przydepnęła wolną stopą głowę męża, po czym, zwiększając powoli nacisk podeszwy i groźnego obcasa zmusiła więźnia do odwrócenia spojrzenia w bok, wyrażały pogardę oraz upokorzenie. Upokorzenie głębsze chyba niż tylko to, spowodowane gorliwym składaniem hołdu, którego uprzednio gorąco przecież pragnął, a pogardę, kto wie, może dla samego siebie?

– Wybaczam ci twoje zachowanie, sir Adrianie, mój mężu. Czyż nie tak powinna postąpić godna tego miana małżonka? Na znak darowania winy przyjmę twoje służby.

– Dziękuję ci, Szlachetna i Dostojna Pani, dziękuję ci pani i żono. – Pan Trzeci nadal wił się pod butem Lady Berengarii, do chwili, gdy ta cofnęła stopę.

– Wstań! A wy, pomóżcie mu i przykujcie do łoża.

Więzień podniósł się z pewnym trudem, nie mogąc posłużyć się unieruchomionymi na plecach rękoma. Pomogły mu jednak gwardzistki, biorąc pod ramiona. Po chwili leżał już na szerokim posłaniu, rzucony na plecy. Strażniczki szybko i sprawnie uwolniły jego dłonie, tylko po to jednak, by natychmiast przymocować je do pierścieni wbitych w ramę łoża. Podobnie postąpiły z kostkami nóg. Nie ulegało wątpliwości, że całą procedurę miały dobrze opanowaną.

– Podejdź bliżej, sir Marcusie. – Księżna od niechcenia bawiła się biczem, którego jeszcze przed chwilą używała z dużą wprawą. – Jak ci się to wszystko podobało?

Z pewną obawą wszedł powoli do celi. W końcu on również nosił łańcuchy.

– Jestem… To przecież szlachetnie urodzony, twój prawowity małżonek. Dlaczego, cóż takiego uczynił? – Pomyślał, że jakiekolwiek przewiny pana Trzeciego nie mogły być raczej większymi od jego własnych.

– Ach, mój słodki książę. – Lady Berengaria ponownie wcieliła się w rolę uprzejmej i łaskawej damy. – Jak ty mało wiesz o takich sprawach. Nie pojmujesz, że sir Adrian to lubi? Że takie traktowanie podnieca go do szaleństwa? Dlaczego więc nie miałabym sprawiać mu odrobiny przyjemności? Przyznaję, nie jest już, niestety, najmłodszy i jego moc narasta wolniej. Potrzebuje więc silniejszych bodźców. I ja mu ich dostarczam, w czym pomagają Edyta i Olga.

– Ale to wszystko, ta chłosta, to upokarzanie…

– On uwielbia czuć się niewolnikiem władczej damy. W szczególności podniecają go łańcuchy oraz całowanie butów, najlepiej wysokich i na obcasach. Sam widziałeś i słyszałeś, jak o to błagał. Zawsze to lubił, wykorzystujemy więc jego upodobania, by podnieść temperaturę doznań. Ostre słowa i kilka batów dodają mu odwagi, może pozwalają pozbyć się jakiegoś głupiego wstydu, że w taki właśnie sposób pragnie wyrazić swoje oddanie? Mnie to nie przeszkadza i chętnie ofiarowuję mu ból, uwalniając od zażenowania.

A więc miałaby to być odgrywana w dobrej wierze komedia, służąca erotycznemu pobudzeniu pana Trzeciego, a może również i samej księżnej? Słowa lady Berengarii nie do końca przekonały chłopaka. Czuł, że pani Siedmiu Bram naprawdę chciała złamać małżonka, okazywała gniewne niezadowolenie, gdy stawiał jej opór, a potem objawiła satysfakcję, gdy uległ. Z kolei sir Adrian ustąpił wbrew sobie, pokonany bólem chłosty, szaleńczym pragnieniem ucałowania stóp i butów księżnej, które wydawało się chyba akurat prawdziwe, oraz jej władczą postawą. Później odczuwał jednak równie prawdziwą pogardę do samego siebie, więc o uwolnieniu od wstydu nie mogło być mowy. Marcus nie potrafił jednak zrozumieć, na czym właściwie ten opór pana Trzeciego polegał i w jaki sposób więzień ostatecznie skapitulował.

Mógł oddawać się tym rozmyślaniom, gdyż Lady Berengaria zwróciła się ponownie ku mężowi. Podeszła do leżącego na łożu sir Adriana, przesunęła zwiniętym biczem po torsie, udach, stopach. W tejże chwili, gdy dotykała podeszwy lewej stopy, mężczyzna wyraźnie drgnął, czyżby odczuł nagły atak strachu? Być może to właśnie było celem księżnej, raczyła bowiem odezwać się do zniewolonego małżonka.

– Chciałeś coś powiedzieć, panie mężu?

– Błagam, pani. Tylko nie tam, proszę. Błagam, pani i żono!

– Nie obawiaj się, przecież już ci wybaczyłam. – Odrzuciła bicz. – Przybyłam w odwiedziny, oczekując oddanej służby. Masz więc okazję odwdzięczyć się za moją łaskawość.

– Tak, pragnę tego. Dziękuję za twoje miłosierdzie, lady Berengario.

Głuchy głos sir Adriana zdradzał, że pan Trzeci przeżywa silne emocje. Czy było to podniecenie rolą sługi i poddanego, jak zapewniała księżna, czy też jakieś inne, głębsze upokorzenie? Marcus nie potrafił zdecydować. Ale też nie posiadał żadnych doświadczeń w podobnych grach, by moc to ocenić.

Pani Siedmiu Bram nie traciła czasu. Ze zwykłą dla siebie wprawą uwolniła przyrodzenie męża. Z pewnością musiał odczuwać pobudzenie, w tym lady Berengaria miała całkowitą rację. Okrytą rękawiczką dłonią, z satysfakcją drażniła przez chwilę sterczącego fallusa.

– Widzę, że naprawdę chcesz okazać swoją wdzięczność, sir Adrianie. Przyjmuję to z zadowoleniem.

– Pani, czy nie zechciałabyś… – Ośmielił się wyrazić niedokończoną prośbę pan Trzeci.

– O nie, sługo. Wiem, czego byś pragnął. Ale mam dzisiaj jeszcze wiele obowiązków i nie mogę poświęcić ci całego mojego czasu. A nadto, okazałeś krnąbrne nieposłuszeństwo. Wybaczyłam ci i uniknąłeś kary, ale na nagrodę nie zasłużyłeś. Może następnym razem, gdy potrafisz zachować się w sposób bardziej odpowiedni dla prawowitego małżonka, potraktuję tę twoją pałkę i orzeszki podeszwą albo obcasem mojego buta. Może następnym razem. A teraz oczekuję gorliwej służby!

Wspięła się na łoże i dosiadła pana Trzeciego, sadowiąc się wygodnie na jego biodrach. Dłoń księżnej pomogła umieścić fallusa w wiadomym otworze. Marcus pomyślał, że pewnie przezornie nie nałożyła żadnej bielizny. To jednak wydawało się oczywiste. Tą samą dłonią księżna uderzyła sir Adriana w twarz, pobudzając go do galopu. Pan Trzeci nie ociągał się.

Przed oczyma chłopaka w nieunikniony sposób pojawiły się obrazy z poprzedniego wieczoru, gdy to on sam występował w roli wierzchowca. Galopował wówczas, cwałował wręcz, przekonany, że czyni to razem Bereniką! A tymczasem… Musiała zostać aresztowana wkrótce po ich wyścigu, zapewne w trakcie rzekomej narady, na którą zaprosiła ją pani Siedmiu Bram. To oznaczało, że wczoraj wieczorem… Tak, bez żadnych wątpliwości! Poczuł obrzydzenie. Ile razy? I kiedy dokładnie? Czy miało to obecnie jakiekolwiek znaczenie? Jednak tak! Słuchając jęków sir Adriana oraz dostrzegając na twarzy księżnej narastającą satysfakcję, obsesyjnie rozpamiętywał wszystkie szczegóły swoich własnych, prawdziwych lub rzekomych spotkań z księżniczką Bereniką. Kiedy właściwie kochał się z żoną i to jej oddawał moc, a kiedy kradła ją ta podstępna wiedźma? Na pewno wtedy, gdy po raz pierwszy zaofiarował fałszywej Berenice Demona. Tak, to wyjaśniałoby jej późniejsze zaskoczenie i zmienne postępowanie. Kiedy jeszcze? Ależ był głupcem! Ale przecież księżna nie mogła ukartować tego wszystkiego sama. Berenika musiała jej pomagać! Zdejmować ochraniacz, czego potrafiła dokonać jakoby tylko dama, która sama ten przyrząd nałożyła i wzmocniła osobistym zaklęciem. Tak mówiła swego czasu również lady Miranda i pewnie było to prawdą. Obydwie panie Siedmiu Bram musiały się w tym wymieniać, ukrywając się w bocznej komnacie. Wprawdzie w gniewie wygarnął to już lady Berengarii tam, na polanie, ale wszystkie konsekwencje uświadomił sobie w pełni dopiero teraz. Berenika zdradziła go, wydając na pastwę wiedźmy! Potem wprawdzie zmieniła zdanie. Może z powodu Demona? Czuł, że zbliżyli się do siebie w trakcie wspólnych ćwiczeń oraz podczas gonitwy. Okazywała mu życzliwość, nawet pomimo wzburzenia niespodziewaną porażką. A on prawie ją pokochał… Czy ona… Jeżeli nawet, to zbyt późno, jak się okazało. I teraz oboje ponosili konsekwencje. Nie potrafił jednak wzbudzić w sobie nienawiści do dziewczyny, choćby i zasłużyła. Przecież ostatecznie sprzeciwiła się matce, a teraz przebywała gdzieś niedaleko, może w identycznej celi.

Rozmyślania te przerwał okrzyk triumfu lady Berengarii. Wyprostowała się w siodle, odrzuciła głowę. Musiała osiągnąć swój cel. Ujeździła starego rumaka i wydarła z niego moc. Czy w wystarczającej ilości, by zadowolić wiedźmę? Czy jej okrutne zabawy z trzecim mężem okazały się skuteczne? Czy zresztą były to tylko zabawy? Ledwie skrywane emocje księżnej oraz dziwne reakcje sir Adriana wskazywały, że mogło tu chodzić o coś więcej, niż tylko o nietypowe upodobania pana Trzeciego i komedię odgrywaną przez panią Siedmiu Bram.

Zadowolona lady Berengaria zakończyła galopadę, zsuwając się energicznie z bioder zmęczonego małżonka i zeskakując z łoża. Olga podała jej mokrą ściereczkę, którą oczyściła swoje intymne miejsca. W tym czasie Edyta uczyniła to samo z oklapłą teraz męskością sir Adriana. Pani Siedmiu Bram nałożyła ochraniacz. Stary arystokrata poruszał się słabo w więzach, z pewnością bardzo wyczerpany. O tym ostatnim Marcus wiedział z własnego doświadczenia.

– Wybacz mi, Berengario… Wybacz, moja ukochana… Jestem słaby i nie potrafię… – wyszeptał pan Trzeci, ale Marcus zdołał to usłyszeć.

– Już ci wybaczyłam, panie mężu. Dobrze się dzisiaj spisałeś. – Księżna raczyła pochwalić i poklepać rumaka dłonią po twarzy. – W nagrodę przyślę tutaj dzban twojego ulubionego wina. – Kolejne słowa skierowała do gwardzistek. – To również wasza zasługa, tylko nie przesadzajcie z tym winem. Musicie uważać. – Lady Berengaria krążyła po komnacie, rozsadzana mocą, metal obcasów stukał o kamienie posadzki. – Obiecuję, mężu, że następnym razem znajdę więcej czasu i zajmę się tobą dłużej.

– Odchodzisz już, pani? Kiedy znowu zaszczycisz mnie odwiedzinami? – Głos pana Trzeciego nadal wydawał się głuchy, może z osłabienia.

– Gdy będziesz gotowy, by mi usłużyć. Doceniam twoją ochotę, sir Adrianie, ja też staram się dla ciebie, ale nie jesteś już najmłodszy i potrzebujesz czasu, żeby zebrać siły. Edyta i Olga ci w tym pomogą. Macie tu mnóstwo różnych zabawek, na pewno nie będziesz się nudził.

– Ale, pani i żono, widzisz, jestem posłuszny twojej woli, okaż łaskę. Chciałbym ujrzeć wiosenne niebo, trawę, drzewa, proszę. Źle znoszę zimy w twoim surowym kraju.

– To niemożliwe i dobrze o tym wiesz. Możesz dostać więcej ksiąg, pomyślę też w wolnej chwili nad nowymi rozrywkami. Olga i Edyta również mają zawsze jakieś pomysły. To pomoże ci w zebraniu mocy.

– Pani, proszę… Zbiorę dla  ciebie tę moc, jeśli tylko zdołam, ale pozwól…

– Nie możesz stąd wyjść i nie muszę tłumaczyć, dlaczego. Ciesz się, że kazałam przebić ten otwór, że widzisz światło dnia. A moc zbierzesz, czasu ci wystarczy. Ruszam na wojnę, nadeszły wieści o barbarzyńcach.

– Pani i żono…

– Nie obawiaj się, na pewno zwyciężę. Pani Siedmiu Bram zawsze zwycięża. I możesz poczuć się dumnym, że w tym pomagasz.

– Błagam!

– Sir Adrianie, zachowuj się, jak na pana szlachetnej krwi przystało. Choćby przez chwilę. A teraz wybacz, ale na mnie już czas. Mam jeszcze dzisiaj wiele obowiązków.

– Ach, ty… Myślisz, że możesz zbyć mnie takimi obietnicami, zmusić do milczenia…

Nie czekając nawet na znak lady Berengarii, stojąca przy łożu Edyta wcisnęła w usta pana Trzeciego knebel. Reszta jego słów zamieniła się w niewyraźny bełkot.

– Dziękuję, Edyto. Znowu ma napad złego humoru. Jak zawsze po tym, gdy dałam mu okazję do ofiarowania mocy. Gdy dusi ją w sobie, jest gotowy na wszystko, byle zasłużyć na moją łaskę. A zaraz potem… Mężczyźni! Najlepiej byłoby utrzymywać ich w stanie ciągłego napięcia. Gdybyśmy tylko nie potrzebowały ich nasienia oraz ich mocy. Bogini zrządziła jednak w swojej mądrości inaczej. Doprawdy, czasami mam ochotę kazać obciąć mu język. Ale wtedy nie mógłby lizać moich butów i zbierałby moc jeszcze wolniej, niż obecnie. Pomyśl o tym, sir Adrianie. – Roześmiała się z własnego żartu. – Potrzymajcie go trochę w tym łożu, aż ochłonie. Wino przyślę, jak obiecałam. Ale zasłużył na podwieszenie i może dodatkowe baty. Tylko uważajcie, on naprawdę nie jest już najmłodszy. Zresztą, wiecie, co robić.

– Jak rozkażesz, pani.

– Chodźmy, sir Marcusie. To jeszcze nie koniec naszej wycieczki. I przyrzekłam ci przecież spotkanie z panią i małżonką. Ale wszystko po kolei.

24

– Idziemy teraz do Bereniki? – spytał Marcus, gdy tylko znaleźli się za drzwiami.

– Nie od razu, książę, mam ci jeszcze coś do pokazania.

– Coś takiego, jak przed chwilą? Upodlonego małżonka? Po co mnie tutaj zabrałaś? Żeby przestraszyć?

– Oczekuję twojej gorliwej współpracy w ważnej sprawie. Taka właśnie byłaby najbardziej pożądana dla wszystkich zainteresowanych. Jeżeli jednak nie zechcesz, to powinieneś wiedzieć, że potrafię cię do niej zmusić, na gorszych dla ciebie warunkach.

– A sir Adrian nie zechciał współpracować? I dlatego trzymasz go w tych lochach, oddałaś w ręce bezlitosnych „opiekunek”, a i ty sama traktujesz z wyniosłym okrucieństwem?

– Marcusie, to wszystko tutaj odbywa się właśnie dla niego. To pan Trzeci czerpie z takiej sytuacji podnietę, tym skuteczniej gromadząc moc. W czym zresztą nie jest już zbytnio przydatny, z powodu wieku oraz braku sił. I dlatego mu w tym pomagamy, razem z Olgą i Edytą.

– A ty, pani, masz dodatkową satysfakcję ze sposobu, w jaki tę moc przejmujesz. Doprawdy, odbierasz tutaj hołdy godne potężnej władczyni Siedmiu Bram.

– Sir Marcusie, czy naprawdę sądzisz, że prawdziwa władza polega na tym, że ktoś czołga się u twoich stóp i całuje twoje buty? Co zresztą pan Trzeci ze znanych sobie powodów czyni z żarliwą ochotą? Jeżeli tak, to myliłam się, oceniając twój rozum. Źródła władzy tkwią gdzie indziej.

– Tkwią w mocy, której pożądasz ponad wszystko.

– W końcu zaczynasz mówić, jak na zdolnego młodzieńca przystało. Potrzebuję mocy sir Adriana, choćby nawet tak już niewielkiej, jak obecnie. I dlatego nie odmawiam mu jego podniety oraz przyjemności.

– Za to odmawiasz prawa opuszczenia lochów i ujrzenia wiosny, chociaż bardzo tego pragnie. Oto prawdziwa władza oraz prawdziwe okrucieństwo pani Siedmiu Bram.

– Nie mogę pozwolić, by włóczył się po zamku i uczestniczył w życiu dworu. Potrafi być nieobliczalny. Objawy jego uwielbienia mogłyby stać się kłopotliwe. Wyobrażasz sobie podobne sceny podczas oficjalnych audiencji w Wielkiej Sali? Dopiero wtedy zaczęłyby krążyć plotki.

– Sama takim go uczyniłaś, przyznałaś to przed chwilą.

– Nie przeszkadzałam tylko i może dałam okazję do rozwinięcia się własnych skłonności pana Trzeciego. Zdążyłam się przekonać, że w taki właśnie sposób najskuteczniej gromadzi siły.

– Obchodzi cię jedynie ta cała przeklęta moc.

– Oczywiście, skoro to źródło władzy, jak sam zauważyłeś. I tutaj wracamy do ciebie, piękny książę. Ty także tę moc posiadasz, o wiele potężniejszą, niż sir Adrian posiadał kiedykolwiek. I tej twojej mocy potrzebuję również.

– I dlatego kradłaś ją własnej córce? I z tego powodu zamierzasz czynić to dalej? Myślisz, że ci w tym pomogę? Bo inaczej potraktujesz mnie jak pana Trzeciego? Nigdy.

– Sir Marcusie, żaden mężczyzna nie oprze się chęci oddania nasienia. A jeżeli to szlachetnie urodzony, to również i mocy przy okazji. Ty też nie. Chyba zdążyłeś się już o tym przekonać? Gdybym zechciała, to czołgałbyś się u moich stóp niczym pan Trzeci, błagając o taką możliwość. Oboje o tym wiemy. Ale ja szukam sposobu najbardziej efektywnego. Sir Adrian pożąda groźnej władczyni Siedmiu Bram, z biczem w ręku, pozwalającej mu łaskawie składać hołdy podobne tym, które miałeś okazję ujrzeć… Takie upodobania wcale nie są aż takie rzadkie, możesz mi wierzyć. Nawet na tobie wywarłam wrażenie w obecnej roli, czy zdołasz zaprzeczyć?

– Tylko nie próbuj…

Przerwał, bo miała trochę racji. Zapamiętał, jak księżna wyróżniała się podczas ceremonii zaślubin. A i obecnie prezentowała się atrakcyjnie. Przypomniał sobie, że czuje do wiedźmy jedynie obrzydzenie i kocha tylko Berenikę.

– Nie obawiaj się, piękny książę. To jednak nie dla ciebie. Potrzebuję sposobu najbardziej skutecznego, a bicz nie byłby takim w twoim przypadku.

– Cóż więc wymyśliłaś zamiast tego?

– Przekonasz się we właściwym czasie, jeżeli sam jeszcze tego nie wiesz. – Prawie się roześmiała, wypowiadając te słowa, ale zaraz na nowo spoważniała. – Teraz jednak pora na drugą wizytę.

Stanęli przed kolejnymi drzwiami, okutymi mocniej może nawet niż te prowadzące do celi sir Adriana. Powtórzyła się procedura ustalenia tożsamości gościa. Tym razem straż pełnili dobrze zbudowani mężczyźni, aż czterech, pod dowództwem odprawionego uprzednio oficera.

– Pani, wszystko przygotowane.

– Dziewczyna również?

– Tak, pani.

– Zostawcie nas teraz samych, ale oczekujcie w pobliżu.

Tym razem kapitan nie próbował protestować i razem ze swymi ludźmi opuścił loch. Bo pomieszczenie przypominało pod wieloma względami więzienie sir Adriana. Podobnie jak tamta piwnica przegrodzone zostało kratą z solidnie zabezpieczonymi drzwiami. Nie było natomiast świetlika, mroki rozjaśniał blask lamp oliwnych. Wszystkie umieszczono na ścianach po ich stronie celi. Poza tym osobliwym akcentem drugą część piwnicy urządzono z wykwintnym luksusem: dywany, kobierce, eleganckie meble. Wyposażenie przedsionka, w którym znajdowali się razem z lady Berengarią, stanowiły natomiast ustawiony na środku kamiennej posadzki fotel oraz kilka odsuniętych na bok ław. Wokół całego lochu biegła umieszczona na dużej wysokości galeryjka, okolona solidną barierką i obecnie pusta. Po chwili Marcus dostrzegł postać zajmującą najmroczniejszy kąt pomieszczenia za kratami. Zasiadała w fotelu podobnym temu, w którym spoczęła teraz również księżna Siedmiu Bram.

– Kogo tym razem chcesz mi pokazać? Niech zgadnę, czy to pan Czwarty?

– Brawo, sir Marcusie. Pozwól, że przedstawię mojego ostatniego męża, sir Oswalda z hrabstwa Głębokich Ostępów.

– Jego też więzisz w lochach, traktujesz biczem i pozwalasz całować swoje stopy?

– Sir Oswald to zupełnie inny przypadek, sam się przekonasz. Ale teraz nie przeszkadzaj.

Stanął za księżną i dostrzegał coraz więcej szczegółów. Hrabia powstał zresztą i zbliżył się do kraty. Sprawiał wrażenie młodszego niż sir Adrian, bladość twarzy, zrozumiała wobec rzadkich prawdopodobnie okazji przebywania w świetle dnia, podkreślał szlachetność szczupłych rysów arystokraty. Całości obrazu dopełniał elegancki strój, nie brakowało nawet dworskiego beretu.

– Witaj, szlachetna księżno. Witaj lady Berengario z Siedmiu Bram, moja pani i żono. – Pan Czwarty wykonał elegancki ukłon, zamiatając kamienną posadzkę beretem.

W odpowiedzi skinęła lekko głową.

– Dziękuję, sir Oswaldzie. Możesz usiąść, jeśli chcesz. Widzę cię rada w dobrym zdrowiu.

– W to nie wątpię. Jeżeli pozwolisz, postoję. Mam tak rzadkie okazje, by ujrzeć moją panią i żonę, że powinienem okazać jej wówczas należny szacunek. Z pewnością zaszczyciłaś mnie wizytą, aby zaczerpnąć mocy. Chętnie ci usłużę, Dostojna Pani, jak na prawowitego małżonka przystało. Zechciej tylko rozkazać, by podniesiono tę kratę.

– O nie, mój panie. Zrobimy to jak zawsze. Doceniam twoje  talenty i wolę zachować zwykłe środki ostrożności.

– Cóż, to wielka szkoda, że nadal mi nie ufasz, Szlachetna Pani, swojemu posłusznemu i miłującemu mężowi. Jestem prawdziwie zasmucony.

– Mam coś, co z pewnością rozproszy twój smutek, sir Oswaldzie. Wyruszam na wojnę i potrzebuję tyle mocy, ile tylko zdołasz zgromadzić.

– Zawsze do usług, moja pani. – Usta hrabiego rozciągnęły się w uśmiechu. – Czy zechcesz przedstawić mi tego przystojnego młodzieńca? Wiem tylko, że nazywa się Marcus i musi w nim płynąć szlachetna krew. Nosi wprawdzie łańcuchy, ale z pewnością nie zamierzasz ofiarować mi tak miłego towarzystwa?

– To syn krwi Międzyrzecza, pierwszy małżonek mojej córki, lady Bereniki. Należy do niej.

– I zamierzasz dostarczyć młodej pani księcia zakutego w kajdany? Cóż, na twoim dworze nic mnie już nie zdziwi. Ale nie mam żalu, jeżeli tylko nie zapomniałaś i o moich potrzebach.

– Nie, nie zapomniałam. Dostaniesz to, czego pragniesz.

– Wiesz, piękna pani, czego pragnąłbym najbardziej…

– Ale tego akurat nie otrzymasz nigdy. Nie sięgaj zbyt wysoko, takiej ofiary nie jesteś godny.

– To ty uczyniłaś mnie tym, kim jestem.

– O nie, mój panie. Dałam ci tylko okazję, byś ukazał swoje prawdziwe oblicze. Pozwalam ci żyć bezpiecznie i w luksusie, a nawet zaspokajać twoje nietypowe pragnienia. Pobyt w tym apartamencie nie wydaje się ceną wygórowaną. Gdzie indziej mógłbyś skończyć znacznie gorzej.

– Za bardzo pożądasz mojej mocy, by pozwolić na takie marnotrawstwo. – Sir Oswald roześmiał się głośno. – No dobrze, zadowolę się tym, co zechcesz mi ofiarować. Długo czekałem. Gdzie ta dziewczyna? I tak wolę schrupać jakąś młodą gąskę, niż zabawiać się z tym kogucikiem.

– Nie obawiaj się, mężu, dzisiaj będziesz ucztował. Postaraj się tylko, jeśli zdołasz, nie zostawić takiego bałaganu, jak ostatnio.

– Skąpisz na drobnych wydatkach? Żałujesz swemu prawowitemu małżonkowi nowych dywanów i strojów? To nie przystoi potężnej i łaskawej pani Siedmiu Bram.

– Moje własne odczucia też się liczą, mimo wszystko. Wiedz, że w razie potrzeby każę zlać cię zimną wodą.

– Nie obawiasz się, pani żono, że to mogłoby trochę przeszkodzić… Skoro jednak tak chcesz, będę pamiętał o twoim życzeniu, jeżeli zdołam. Ale teraz do rzeczy! Czekałem naprawdę długo!

– Dobrze, nie traćmy czasu. Do rychłego spotkania, sir Oswaldzie.

Księżna wstała z fotela i skinęła na Marcusa. Opuścili pomieszczenie.

– Kapitanie, sprowadź dziewczynę. A wy dwaj za mną.

Lady Berengaria wydała rozkazy pewnym głosem, po czym otworzyła kluczem jakieś niewielkie drzwi i ruszyli w górę po wykutych w skale schodach.  Z powodu łańcuchów chłopak opóźniał trochę pochód, ale ostatecznie stanęli na okalającej apartamenty sir Oswalda galeryjce. Strażnicy ustawili się tuż obok, nie przesłaniając przy tym widoku. Pan Czwarty wycofał się jednak ponownie do najsłabiej oświetlonego kąta pomieszczenia.

– O co w tym wszystkim chodzi, pani? Chcesz sprowadzić tutaj Berenikę? – Marcus mimowolnie odczuł narastający niepokój.

– Ależ nie, mój książę. Za chwilę sam się przekonasz. Berenika z tą sprawą nie ma akurat nic wspólnego. Przynajmniej na razie. To ty otrzymasz pewną lekcję.

– Lekcję, Milady?

– Oszukałeś mnie, książę. Okłamałeś w pewnej bardzo ważnej sprawie. Przekonasz się, że za coś takiego płaci się również bardzo drogo.

– Okłamałem cię, pani?

Mógł spodziewać się wielu rzeczy, ale nie takiego akurat oskarżenia! Kiedy i w jaki sposób miałby oszukać wiedźmę? To przecież ona okłamywała go wielokrotnie na różne sposoby!

– Przyglądaj się dobrze, to zrozumiesz. Może dam ci szansę naprawienia błędu, ale to zależy już od ciebie.

– Naprawienia błędu?

Księżna nie raczyła odpowiedzieć, a uwagę Marcusa zaprzątnął nagły ruch. Do przedsionka lochu kapitan i jego podwładni wrzucili jakąś drobną, znajomą postać. Dziewczyna! Ale nie była to Berenika, jak obawiał się w pierwszej chwili. Otworzył oczy ze zdumienia. Nie mógł się mylić. Nieco zmizerniała i nie tak śmiała, jak ją zapamiętał, ale poznał służkę od razu. Anita! Anita z zamku margrabiny! Całkowicie, od głowy do stóp naga.

Podczas gdy strażnicy pospiesznie opuścili pomieszczenie i ryglowali od zewnątrz drzwi, dziewczyna rozglądała się z ciekawością i niepokojem po niezwykłym lochu. Co gorsza, sir Oswald uznał za wskazane w tejże właśnie chwili wynurzyć się z cienia zalegającego jego ulubiony kąt i zbliżył się do kraty.

– Ooo, dawno nie miałem tutaj kogoś takiego. Nie obawiaj się, moja śliczna. Dziękuję, pani i żono, postaram się, abyś była zadowolona.

Uniósł spojrzenie, a w ślad za nim uczyniła to coraz bardziej przerażona Anita.

– Panicz Marcus?

Głos zdradzał strach, nie próbowała jednak osłaniać piersi czy sromu rękoma. Włosy nadal nosiła krótko obcięte. Nigdy nie wstydziła się swojej urody i może to dodawało jej teraz sił, nawet w takiej sytuacji.

– Anita? Co ty tutaj robisz? – Teraz dopiero zdołał otrząsnąć się ze zdumienia i wydobyć słowa z gardła.

– Paniczu, pomóż mi proszę. Dostojna Pani Margrabina odprawiła mnie z służby i odesłała, a ci tutaj porwali i przywieźli, nie wiem nawet dokąd! Robili ze mną różne dziwne rzeczy! Ta pani obok ciebie również!

– Co to ma znaczyć? Kazałaś porwać Anitę? Dlaczego? I co chcesz z nią uczynić?

– To właśnie następstwo twojego kłamstwa, sir Marcusie. Próbowałeś mnie oszukać i teraz to ta dziewczyna zapłaci za wszystko, na twoich oczach.

– Przecież w żaden sposób cię nie oszukałem. A już na pewno ona nie jest temu winna!

– Nadal próbujesz kłamać, książę? Ostrzegam, to nie przyniesie nic dobrego. – Głos pani Siedmiu Bram zabrzmiał zimno.

– Ja nie kłamię!

– Paniczu, proszę! Ja naprawdę nic nie zrobiłam!

– Wiem, że podczas nocy próby nie stałam się pierwszą damą błękitnej krwi, której służyłeś oddając moc. Potrafię to wyczuć. Spytałam cię, kim była ta szlachetnie urodzona pani, a ty wskazałeś na Anitę. Powiedziałeś, że tylko z nią jedną odbyłeś prawdziwy stosunek, tryskając do jej wnętrza nasieniem i mocą. W zamian pozwoliłam ci zabrać Demona i Sudrun, pamiętasz książę? Anita nie przebywała już wówczas na zamku lady Mirandy, ale to oczywiste, skoro osiągnęła wszystko, czego chciała. Ukradła twój pierwszy dar mocy i nie musiała już dłużej udawać zwykłej służącej. To wydawało się nawet prawdopodobne, a ty opowiadałeś o tym w tak przekonujący sposób. Uwierzyłam ci. A tymczasem okazałeś się bardzo sprytnym i zdolnym kłamcą, nigdy bym tego nie podejrzewała.

– Nie kłamałem! Ja i Anita, my… I naprawdę, nikt inny przed tobą! Anito, co im powiedziałaś?

– Ja nic nie wiem, paniczu! Oni pytali, pytali…

– Pytali, czy usłużyłaś mi w łożu? W tę noc, gdy moja matka wygnała cię z zamku? Przyszłaś, żeby prosić mnie o wstawiennictwo i wtedy… Dostojna księżna mówi, że udawałaś dziewkę służebną, a tak naprawdę jesteś panią mocy.

– Nic o tym nie wiem, paniczu Marcusie! Byłam tylko zwykłą służącą! Jaka tam ze mnie czarownica? – Przerażona dziewczyna użyła niezbyt pochlebnego, ale często krążącego wśród ludu miana szlachetnie urodzonych władczyń magii. – Owszem, na rozkaz Dostojnej Pani Margrabiny razem z  Ingą zajmowałyśmy się tobą, miałyśmy cię ośmielić i wyuczyć, ale ja nigdy… Nie robiłyśmy tego tylko z przymusu, co to, to nie, paniczu. Ale nie mogłabym przyjąć twojego nasienia, za coś takiego lady Miranda kazałaby drzeć ze mnie pasy albo i gorzej!

– Przyznaj się, czekałaś na okazję, żeby mnie uwieść. Tylko nie wiem po co? Przecież tej mojej mocy i tak nie mogło wystarczyć ci na długo.

– Nigdy nie miałam żadnej mocy, paniczu Marcusie. Przysięgam! Pani Margrabina nagle zwolniła nas obie ze służby, bez naszej winy. Dała srebro i odesłała do folwarku w Dolinie Zielonego Strumienia. Ale prawie zaraz po tym, gdy tam w końcu dotarłyśmy, ci tutaj porwali mnie i zawieźli nie wiadomo dokąd. Mówię prawdę!

– Kłamiesz, oszukałaś mnie, udając służącą!

– Mówię prawdę, paniczu! Proszę, uwierz i pomóż! – Dziewczyna upadła na kolana i rozpłakała się bezradnie.

– Ona rzeczywiście nie kłamie, mój książę – odezwała się niespodziewanie Lady Berengaria. – To ty mnie oszukałeś. Ta tutaj, Anita, to zwykła dziewka z ludu. Akurat tego jednego jestem pewna.

– Jesteś pewna?

– Tak. Każda władczyni mocy potrafi rozpoznać inną panią szlachetnej krwi. Twoja Anita nie posiada jednak takowej ani kropli. Nie włada magią i nigdy żadnej mocy nie zdobyła.

– Ale jak? Powiedziałaś przecież, że ona…

– Powiedziałam tylko, że zanim trafiłeś do mojego łoża, trysnąłeś już mocą we wnętrze jakiejś damy szlachetnego rodu. Tego również jestem pewna. I tą panią szlachetnej krwi nie była ta dziewczyna. Pozostaje pytanie, kto to taki, oraz kogo próbujesz osłaniać? Swoją siostrę, Mirellę?

– Nie mam pojęcia! To była Anita! Tylko z nią spędziłem noc jako mężczyzna! Przed tobą, oczywiście.

– Ale to naprawdę nie tak, paniczu! Ja nic nie wiem!

– Cóż za piękna, wzruszająca i pouczająca scena, Szlachetna Pani – odezwał się niespodziewanie sir Oswald. – Pamiętaj jednak o swoim posłusznym małżonku i o własnej obietnicy.

– Tak, masz rację. Pani Siedmiu Bram zawsze dotrzymuje słowa. Dostaniesz tę dziewkę, tak jak powiedziałam.

W tejże chwili na galeryjce pojawili się kapitan oraz dwaj pozostali zbrojni.

– Uważajcie na niego. – Księżna wskazała na Marcusa i kolejnym kluczem odblokowała jakiś mechanizm. – Podnieście kratę!

Oficer skinął na strażników, którzy podzielili się zadaniami. Pierwsza dwójka pochwyciła chłopaka pod ramiona, jak gdyby same łańcuchy uznali za zabezpieczenie niewystarczające, pozostali zaczęli z wysiłkiem obracać wpuszczony w ścianę kołowrót. Przedzielające loch żelazne pręty unosiły się powoli, ich górne krawędzie znikały w uczynionej w sklepieniu szczelinie. Sir Oswald obserwował to z lekkim uśmiechem, Anita z rosnącym przerażeniem.

– Co chcesz uczynić, pani? – Strach dziewczyny udzielił się Marcusowi.

– Okłamałeś mnie, książę. To bardzo ważna sprawa, której damie oddałeś swoją moc jako pierwszej. Chcę to wiedzieć! Ta służka zapłaci teraz za twoje kłamstwo.

– Przestań! Każ im przestać!

– Powiedz, komu usłużyłeś mocą. Wtedy pan Czwarty będzie musiał obejść się smakiem albo znajdę mu inną dziewkę.

– Nie wiem! Przed tobą byłem tylko z Anitą! Nic więcej nie wiem!

– Skoro tak uważasz, książę. Sam wybrałeś.

– Błagam, przestań! – Próbował rzucić się w stronę wiedźmy pomimo łańcuchów, strażnicy powstrzymali go bez trudu. – Przestań! Sama powiedziałaś, że to zwyczajna dziewczyna z ludu. Nie wie o niczym i niczemu nie jest winna!

Po prostu czuł, że zanosi się na coś strasznego. Anita powstała z kolan i cofnęła się ku drzwiom. Rozpaczliwie usiłowała je otworzyć, waliła pięściami. Ale rygle trzymały mocno. Nic dziwnego, musiały przecież powstrzymywać w razie potrzeby sir Oswalda, który mógłby już teraz przecisnąć się pod unoszącą się powoli kratą, ale wcale się nie spieszył. Czekał, rozkoszując się być może strachem dziewczyny.

– Paniczu, pomóż mi proszę. Zawsze byłeś dla nas łaskawym panem, a ja naprawdę nic nie zrobiłam!

– Księżno, nie możesz przecież… Błagam cię!

– To ty zadecydowałeś o jej losie. Wtedy, gdy podałeś imię tej dziewki oraz miejsce, dokąd wysłała ją twoja matka. Oszukałeś mnie, świadomie lub nie. Sam jesteś zbyt cenny, ale ona nic nie znaczy. Zapłaci za wszystko, a ty otrzymasz lekcję.

– Proszę, zrobię co zechcesz! Przecież zależało ci na mojej współpracy! Dość już wystraszyłaś  biedną  Anitę. Mnie również, przyznaję. Wygrałaś!

– O, nie, sir Marcusie, jeszcze nie. Potrzebujesz nauki i wiedzy, co może się stać, gdy okazujesz krnąbrny upór. Pomyśl, że sprzedałeś tę dziewczynę za konia. Drogo kosztuje cię ten Demon. A ja nadal mam Sudrun.

– Nie! Ty wiedźmo, ty suko szukająca wszędzie kutasa!

– Już mówiłam, że takie słowa nie robią na mnie wrażenia, książę. Zasmuciłyby natomiast twoją matkę, Dostojną Margrabinę.

– Niech was obie demony porwą! Każ im przestać!

Księżna nie zechciała już odpowiedzieć. Marcus zaprzestał daremnych prób wyrwania się z uścisku, podczas gdy dwójka strażników nadal poruszała kołowrotem. Pręty uniosły się na tyle, że hrabia przeszedł teraz pod nimi nie schylając nawet głowy. Ruszył powoli w stronę Anity, nadal ubrany jak na dworskie przyjęcie, z beretem skrywającym włosy. Skłonił się wytwornie, niczym przed damą.

– Witaj w moich komnatach, piękna pani. Wierz mi, dawno już nie miałem tak uroczego gościa. – Prostując plecy, odrzucił szerokim gestem nakrycie głowy.

Dziewczyna wpatrywał się w arystokratę niczym zahipnotyzowana. Sir Oswald uczynił kolejny krok.

– Anito, uciekaj! Nie wiem, co on zechce ci zrobić, ale na pewno coś strasznego!

Ależ błyskotliwie się znalazł! Wreszcie uczynił coś, by pomóc wydanej na pastwę szaleńca dziewczynie. Prawdziwy bohater, pan szlachetnej krwi! Przynajmniej jednak otrząsnęła się z  odrętwienia. Raz jeszcze rozpaczliwie załomotała w okute żelazem drzwi.

„Myśl! Musisz coś wymyślić!” – Poganiał rozpaczliwie własny, ogarnięty zgrozą i poczuciem winy umysł. – „Przecież oni nie mogą, nie mogą tak po prostu…”

– Lampa! Weź lampę i oblej go płonącym olejem!

Wreszcie jakiś sensowny pomysł! Nie przypadkiem trzymano źródła ognia i światła poza normalnym zasięgiem niebezpiecznego szaleńca. Anita usłyszała chyba okrzyk Marcusa, przezwyciężyła w jakiś sposób strach i podbiegła do najbliższej lampy. Niestety! Okazała się przymocowana na stałe, a zbiornik z olejem stanowił część urządzenia. Nie dało się go w żaden sposób wyrwać. Rzeczywiście, obawiano się tutaj pana Czwartego i zachowywano środki ostrożności. Sir Oswald porzucił teraz okazywany uprzednio spokój i skoczył ku dziewczynie. Ta cofnęła się, usiłowała bez powodzenia poruszyć jedną z ciężkich ław. Przerastało to jej siły. Niespodziewanie znalazła jednak pod nią jakiś zawieruszony dzban. Może z wodą, może z winem? A może po prostu pusty. Porwała gliniane naczynie i cisnęła prosto w twarz zbliżającego się prześladowcy. Hrabia zdążył osłonić się ręką, odtrącił dzban, który roztrzaskał się na podłodze u jego stóp, oblewając przedtem arystokratę swoją zawartością. Okazał się nią olej do napełniania lamp, ktoś musiał zostawić jego zapas przez przeoczenie. Kapitan zaklął szpetnie, winowajca z pewnością popamięta. Sam oficer też mógł się zresztą spodziewać co najmniej reprymendy ze strony Lady Berengarii. Przecież zapewniał, że wszystko przygotowano i wszystkiego dopatrzono.

Sir Oswald zaniechał pogoni, pospiesznie ocierał oczy, twarz i włosy rękawami wytwornej szaty. Też zresztą zbrukanej olejem. Niestety, pamiętał o tym, by odsunąć się od ściany, z dala od ognia. Anita nie dysponowała natomiast niczym, żadnym skrawkiem materiału, by rzucić płomień. Marcus pomyślał z rozpaczą, że oto, by podpalić zwyrodnialca wystarczyłby jeden jedyny przebłysk woli! Gdyby tylko potrafił to uczynić! Gdyby potrafił wzniecać ogień, jak panie szlachetnej krwi, jak Berenika! Nie wątpił, że uczyniłaby to bez wahania, by pomóc dziewczynie. Ale księżniczki tutaj nie było, a on sam tego nie umiał! Posiadał moc, ale nie umiał! Nie potrafił wzbudzać ognia, nie potrafił zupełnie niczego! Nikt nie uczył go nigdy posługiwania się magią. Taka sztuczka nie mogła być przecież trudna! Skoncentrował się i usiłował wyobrazić sobie płomienie ogarniające uwalane łatwopalnym olejem szaty pana Czwartego. Nic! Zupełnie nic! Mógłby tak bić się z własnymi myślami i własną mocą do końca świata!

Tymczasem Anita zareagowała szybciej od chłopaka, skoczyła do przodu, omijając na wpół oślepionego sir Oswalda i wpadła do jego luksusowo urządzonej kwatery. Porwała ze stolika jakiś obrus i rozejrzała się za źródłem ognia.

– Uważaj, sir Oswaldzie! Musisz ją natychmiast złapać!

To Lady Berengaria ostrzegła czwartego męża. Nie kwapiła się, by użyć drogocennej mocy, ale nie życzyła sobie śmierci lub poważnych obrażeń jednego z dostawców magicznej potęgi. Arystokrata, nadal niewiele widząc, skierował się odruchowo w stronę, z której dobiegło go wołanie. Dopiero po chwili zorientował się w swojej pomyłce. Anita wykorzystała ten błąd i znalazła się ponownie w przedniej części lochu. Części, w której płonęły lampy. Marcus zacisnął pięści. Czy miała teraz szansę? On nie potrafił jej już w niczym pomóc. Dziewczyna ruszyła ku ścianie, usiłowała odpalić płomień.

– Sieć! Zrzućcie sieć, przeklęci głupcy!

Rozkaz księżnej poderwał do działania kapitana i jego ludzi. Oficer szarpnął za jakąś dźwignię. Spod sufitu opadła gęsta plecionka solidnych sznurów. Sieć podwieszono w zalegających pod sklepieniem ciemnościach nad całą tą częścią lochu w taki sposób, by uwolnić ją jednym ruchem dłoni. Anita szarpała się w jej okach, daremnie usiłując jeszcze sięgnąć ku lampie. Tak dopadł ją wreszcie rozjuszony sir Oswald. Nie pamiętał już o dwornych manierach.

– Chciałaś mnie spalić, ty suko!

Porwał szamocącą się słabo dziewczynę i zacisnął dłonie na jej szyi. Powalane olejem palce nie trzymały pewnie. To dawało jeszcze Anicie jakąś szansę. Próbowała walczyć, ale sieć oplatała jej ramiona, a szorstkie sznury posłużyły wreszcie prześladowcy potrzebnym oparciem. Sir Oswald z dzikim wyrazem twarzy potrząsał głową ofiary, nie rozwierając uchwytu. Sam Marcus równie rozpaczliwie jak dziewczyna wił się w swoich okowach, trzymany nadto przez dwóch barczystych strażników.

– Zróbcie coś! Zrób coś, pani. Błagam! On nie może, nie możecie na to pozwolić!

Nikt nie zechciał odpowiedzieć na te prośby. Ujrzał z przerażeniem, że Anita przestała szamotać się w uścisku sir Oswalda i zwisła bezwładnie. Nawet w nie najlepszym świetle dostrzegł, że jej twarz przybrała lekko siną barwę. Pan Czwarty potrząsnął jeszcze kilka razy ciałem służki i w końcu z wściekłością cisnął ją na podłogę. Leżała bez ruchu, nadal oplątana siecią. Zwyrodniały arystokrata opadł na kolana i okładał pięściami jej twarz, piersi i brzuch. Pochwycił duży ułomek roztrzaskanego dzbana i jego ostrą krawędzią rył w nagim ciele głębokie, krwawe bruzdy. Anita nie reagowała. Hrabia usiłował poszarpać srom dziewczyny, ale przeszkadzały mu tym sznury sieci. Gliniana skorupa okazała się zbyt marnym narzędziem, by je porozcinać. Oszalały pan Czwarty nie ustawał jednak w wysiłkach, plamiąc krwią własne ręce oraz wykwintne szaty.

– No i nie obejdzie się bez wody. Mam nadzieję, że przygotowaliście kilka wiader? – skwitowała okropną scenę Lady Berengaria. – Chociaż pewnie trzeba będzie ją podgrzać, żeby pozbyć się tego oleju.

– Jak możesz mówić o tym tak spokojnie! On ją zabił, na naszych oczach, a ty mu na to pozwoliłaś! Nawet pomogłaś!

– Inaczej ten głupiec nie poradziłby sobie i jeszcze dałby się podpalić. A o losie Anity zadecydowałeś ty sam, książę. Najpierw wciągając ją w swoje kłamstwa, a później wydając w zamian za konia. I na koniec, odmawiając ujawnienia prawdy. Nieważne, znasz tę prawdę czy nie. A ona stawiła prawdziwy opór, przyznaję, nie spodziewałam się. Przynajmniej skończył z nią szybko i długo nie cierpiała. Miała szczęście.

– Nie wydaje mi się, ty zakłamana suko! Jesteś morderczynią, skoro pozwalasz na takie rzeczy pod swoim dachem! I on wcale jeszcze nie skończył!

Istotnie, pan Czwarty nadal usiłował rozciąć sznury, by dobrać się do sromu nieszczęsnej, martwej dziewczyny. Zirytowany oporem sieci, kilkakrotnie uderzył skorupą w twarz, wykłuwając jedno oko i również tutaj pozostawiając krwawe ślady.

– Co do tego ostatniego masz rzeczywiście rację, sir Marcusie. Czas przerwać to widowisko. Nie myśl, że radują mnie takie widoki. A sir Oswald i tak nie wytworzy już teraz więcej mocy. Największą rozkosz sprawia mu zabijanie, najlepiej rozciągnięte w czasie. Dzisiaj to się nie udało i dlatego stracił panowanie nad sobą. Trudno, wezmę wszystko, co tylko się da. I tak powinno zebrać się tego sporo, chociaż ta Anita wiele mi odebrała. Ale nie mam jej za złe, okazała odwagę i zasłużyła na czystą śmierć.

– Ty nazywasz to czystą śmiercią?

– Teraz trzeba poskromić naszego pana Czwartego. Kapitanie, bądźcie gotowi z siecią i czekajcie na mój znak. Tylko nie życzę już sobie żadnych pomyłek!

– Tak, pani.

Oficer potwierdził przyjęcie rozkazów, gorliwą służbą pragnąc zapewne pokryć wcześniejsze uchybienie i przeoczenie nieszczęsnego dzbana z oliwą. Położył dłoń na kolejnej dźwigni. Lady Berengaria odpięła noszony na biodrach pas ze sztyletem. Uniosła oręż w wyciągniętej w górę ręce.

– Sir Oswaldzie! Tutaj! Sir Oswaldzie!

Marcus nie spodziewał się, by wezwanie to odniosło jakikolwiek skutek. Rozkazy pani Siedmiu Bram miały jednak swoją moc oddziaływania i przedarły się nawet do ogarniętego szałem, chorego  umysłu hrabiego. Uniósł głowę i spojrzał pożądliwie na oręż.

– Daj mi to ostrze, pani. Proszę! – zawołał prawie normalnym głosem.

– To dla ciebie, sir Oswaldzie.

Szerokim łukiem cisnęła pas i nadal ukryty w pochwie sztylet w przeciwległy kraniec wykwintnego apartamentu małżonka. Upadły na rozłożoną pod ścianą skórę niedźwiedzia. Hrabia poderwał się znad ciała dziewczyny i ruszył w tamtym kierunku. W chwili, gdy znalazł się na środku swojej celi, księżna dała znak.

– Teraz!

Kapitan szarpnął dźwignią i z sufitu opadła kolejna sieć, tym razem na codzienne pomieszczenie więźnia. Najwidoczniej można było pokryć w ten sposób całą powierzchnię lochu, zarówno przedsionek, jak poprzednio, jak i obecnie właściwą celę. Oplątany sznurami pan Czwarty  potknął się i po chwili runął na jakiś dywan. Pani Siedmiu Bram nie zaniedbywała żadnych środków ostrożności. I najwidoczniej nie chciała tracić ani odrobiny mocy. Nie było zresztą takiej potrzeby.

– Doprowadzić go do porządku i przygotować! Przykuć porządnie do ławy i zakneblować. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, a może okazać się podniecony i niebezpieczny.

– Może obmyć trochę pana hrabiego, Szlachetna Pani?

– Tak. To dobry pomysł. Jeżeli macie gdzieś jakąś podgrzaną wodę. Ubabrał się nie tylko krwią, ale też całą tą oliwą. Nie zamierzam sprowadzać potem nowych ubrań i zaprzątać sobie głowy zmianą garderoby A zresztą, jestem trochę przywiązana do tego stroju. I jeszcze sir Adrian lubi szczególnie te akurat buty. Tylko nie mam teraz czasu, by ponownie odwiedzać pana Trzeciego i skorzystać z jego usług. Mocy i tak zebrał już dzisiaj tyle, ile zdołał.

– Mówisz pani, o takich szczegółach, podczas gdy ten potwór zabił Anitę?

– Przybyłam tu w określonym celu, sir Marcusie i z tego nie zrezygnuję. Myślę jednak, że ujrzałeś tutaj już wszystko, co było do zobaczenia. Reszty widzieć nie musisz. Zabrać chłopaka do bocznej celi i niech tam czeka. Tylko nie spuszczajcie go z oka. Jest wart więcej, niż wszyscy moi mężowie razem wzięci, przynajmniej, jeśli chodzi o moc. Ale chyba nie tylko o nią.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Dobry wieczór!

Po przeczytaniu tych dwóch rozdziałów stwierdzam, że “Nowy świat czarownic” stał się opowieścią naprawdę mroczną i ponurą. Do tego dość okrutną. Wyczyny hrabiego Oswalda da się spokojnie porównać do zbrodni moich bohaterów – Alkajosa i Kritiasa, którzy jak dotąd wyznaczali na Najlepszej Erotyce maksymalny poziom sadyzmu. Oczywiście Lady Berengaria nie jest lepsza. Może nie lubuje się osobiście w zadawaniu bólu i śmierci, ale przecież posługuje się Oswaldem jak narzędziem – zarówno dla uzyskania mocy, jak i szantażowania Marcusa. Pozwala mu na hołdowanie zboczonym upodobaniom, wręcz dostarcza mu ofiar.

Dobrze, że Marcus wreszcie ujrzał ją taką, jaką jest naprawdę. Wiele go to kosztowało, jeszcze wyższą cenę zapłaciła nieszczęsna Anita, całkiem niewinna w tej historii. Teraz pora, by wywrzeć na władczyni surową zemstę. Tylko jak on się do tego zabierze? Najbardziej kusząca jest myśl, że stanie się pierwszym mężczyzną od wieków, który okiełzna moc i obróci ją przeciw czarownicy. To byłby akt sprawiedliwości na bardzo wielu poziomach.

Bardzo udane, choć niełatwe w lekturze dwa rozdziały. Będę niecierpliwie oczekiwał na kolejne.

Pozdrawiam
M.A.

Jak widzę Spełniasz się maksymalnie Neferze. Dałem radę dobrnąć do 1/4 tego rozdziału, zrobiłem to z czystej ciekawości. Dalej przewinąłem kilka razy w poszukiwaniu czegoś co mogłoby mnie zainteresować ale … na próżno. Oczywiście nadal dobry styl narracji: charakterystyczny, nie dający się z nikim pomylić, jednak treść … . Neferze czy kiedykolwiek jeszcze Napiszesz coś podobnego do Pani Dwóch Krajów ? Z co najmniej podobnym balansem BDSM a nie takim hardcorem jak w Twojej obecnej powieści ?

MA: To okrutny świat, pomimo powłoki dobrych manier. Rywalizacja, walka o władzę oraz inne jeszszcze cele prowadzone są tutaj równie bezlitośnie, jak choćby w naszej rzeczywistości, tylko rozgrywają się w mniejszym stopniu przy użyciu mieczy, karabinów, dział czy pociskow balistycznych, a bardziej przy zastosowaniu intryg i podstępów. I nic dziwnego, skoro światem tym władają kobiety. Marcus miał właśnie okazję się o tym przekonać, chociaż księżna nadal nie odsloniła jeszcze swych najmroczniejszych tajemnic. Posiada szczególny talent do wykrywania i wykorzystywania dla własnych potrzeb słabości innych. To ona tak naprawdę stworzyła potwora, czyli sir Oswalda. Gdyby trafił na inny dwór, jego wrodzone skłonności prawdopodobnie nigdy nie zyskałyby okazji do tego, aby się rozwinąć. Pozostałyby stłumione, a on sam znalazłby satysfakcję w niewiele znaczących rodzajach aktywności, jak inni panowie szlachetnej krwi. Lady Berengaria szuka jednak metod najbardziej skutecznego pozyskiwania mocy i nie cofnie sie w tym celu przed niczym. W podobny sposób ukształtowała sir Adriana, chociaż przy panu Czwartym jego upodobania jawią się jako niegroźne dziwactwo. Przy tworzeniu postaci sir Oswalda nie umknął mojej uwadze duet Alkajos – Kritias. Obydwaj czynili to, co czynili, dla czystej rozkoszy zadawania bólu i cierpienia. Pani Siedmiu Bram robi to samo z wyrachowania, dla władzy i potęgi, nie znajdując w tym wszystkim osobistego upodobania. Która z tych postaci jest bardziej złowroga i godna potępienia? Pytanie otwarte. Marcus zyskał potężny motyw do tego, by przeciwstawić się księżnej. Może zdoła w jakiś sposób znaleźć ku temu okazję i środki? To pokaże przyszłość. Dojrzewa w przyspieszonym tempie.

Mick: NIe wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Tamta opowieść została skończona. Uwagę o maksymalnym spełnianiu się pozostawię bez odpowiedzi. Doceniam to, że pomimo wzburzenia pochwaliłeś (?) styl.

Bynajmniej nie jestem wzburzony, prawdę mówiąc czytałem bez większych emocji. Gdyby mnie to pociągało, to wtedy może rzeczywiście zareagował bym na coś emocjonalnie. Jednak w tym przypadku, prawdę mówiąc już nie pamiętam o czym czytałem.
Nie chodziło mi również o kontynuację Pani Dwóch Krajów, i tu błędnie Odczytałeś moje pytanie. Chodziło mi o trochę mniejszy ładunek kobiecej dominacji i BDSM w jakimś innym utworze. Jeśli nie Masz zamiaru czegoś takiego napisać to być może Masz jeszcze w zanadrzu coś wcześniejszego, coś co Pisałeś jak jeszcze Byłeś … a nie Opublikowałeś ?

Odniosłem wrażenie, że wspominając w poprzednim komentarzu o hardcorze miałeś na myśli nie tyle elementy femdom, co raczej maledom, które wystąpiły w tekście w postaci o wiele bardziej brutalnej. Ich forma nie jest jednak na NE żadnym szczególnym wyjątkiem, o czym przypomniał z kolei MA. Czy napiszę w przyszłości coś lżejszego, może i tak, chociaż trudno wyrokować, jak o wszystkich luźnych planach. Wszystko to jest ostatecznie formą hobbystycznej rozrywki. Podrzuciłem też pewien starszy tekst Redakcji, moim zdaniem bardziej żartobliwy, może pojawi się tutaj za jakiś czas.
Pozdrawiam

Miałem na myśli ogólnie tortury.
Jeszcze wyjaśniając zwrot którym posłużyłem się we wcześniejszym komentarzu “Spełniasz się”, miałem na myśli to że Dajesz upust swoim fantazjom w swoich utworach, nic ponad to. I … Rozkręcasz się, czyli upodobanie do okrucieństwa rozwija się w Tobie. Powiedz mi, Chciałbyś tak kogoś sadystycznie zabić ? Czy Marzysz o tym ?

W “Pani Dwóch Krajów” również znajdowały się sceny drastycznych tortur…

Ściśle rzecz biorąc, to opisów tortur jako takich tutaj nie ma. Ale to na marginesie. Skoro i tak nie pamiętasz, o czym czytałeś, to można zrozumieć pomyłkę. Dziwi mnie jednak Twoja nagła awersja do tego rodzaju scen. Przypomnę choćby fragment “Perskiej Odysei” MA, w którym przedstwiono karę wykonaną na rzekomym gwałcicielu, niewolniku uwiedzionym w istocie przez Mnesarete. Drastyczne szczegóły tej egzekucji możesz sobie przypomnieć w stosownym miejscu (jeżeli również je zapomniałeś). A poniżej znalazłem Twój komentarz, zawierający słowa “Kapitalny odcinek” (własne słowa powinineś zapamietać lepiej). Czyżby więc chodziło w istocie o to, że tam głównym rozgrywającym pozostawał generał Kassander, to on wydał rozkazy (nie po raz pierwszy i nie ostatni przejawiając zresztą rys okrucieństwa), podczas gdy tutaj mordercą okazał się wprawdzie sir Oswald, ale właściwą panią sytuacji pozstaje księżna, a więc kobieta? Czy to przypadkiem nie to budzi Twoje opory i nagłą odrazę do bardziej ostrych scen? Uprzednio nie dawało się jej zauważyć, nie próbowałeś też bawić się w domorosłego psychologa oraz insynuować autorom morderczych skłonności. Obecnie czynisz to wprost, w odniesieniu do mojej osoby. W taki sposób można było pojąć już Twoją pierwszą uwagę, doszedłem jednak do wniosku, że może źle odczytałem Twoje słowa i wolałem ich nie komentować. Powróciłeś jednak do tematu, nie owijając niczego w bawełnę. Odpowiem tak, nie mam zamiaru korzystać z Twoich usług jako psychoanalityka-amatora, ani wyjaśniać, że nie jestem wielbłądem. Uważam Twoje insynuacje za niesmaczne, obraźliwe i co najmniej nie na miejscu. Skoro pałasz taką ochotą do zbawiania literatury oraz jej adeptów (wysokiego czy niskiego lotu), to masz do dyspozycji całą plejadę autorów horrorów, kryminałów, powieści sensacyjnych, ale i tekstów mainstreamowych również. Z klasykami prozy polskiej włącznie. Mam jednak nadzieję, że na przyszłość zastanowisz się, zanim wystąpisz z podobnymi oskarżeniami.

Ależ Neferze … Sprawiłeś że nie wiem co napisać. Od dłuższego czasu nie Napisałeś niczego lepszego i do tego ze mną w roli głównej. Dziękuję. A teraz Wybacz, nie chcę burzyć tej wzniosłej chwili.

Micke: Skoro nie wiesz, co napisać, to Ci podpowiem. Wypadałoby przeprosić. Ale to i tak byłoby spóźnione.

Jednak nie. Stwierdziłem po namyśle że skoro już rozładowałem tą chmurną atmosferę celnym dowcipem, to jednak odpowiem choć na część twych słów. Pofatygowałeś się o taką analizę, doceniam to, należy więc chyba na nią odpowiedzieć by być w porządku wobec Ciebie. Po pierwsze, nie Musisz mi udowadniać że nie Jesteś wielbłądem. Wielbłąd jest stworzeniem kopytnym i trudno było by mu trafić w odpowiedni punkt na klawiaturze tak by precyzyjnie wybrać literę. Poza tym chyba nie jest na tyle rozumny by prowadzić bardziej skomplikowaną formę dialogu, wydobyć z siebie tyle intelektu co Ty. Myślę że teraz sam Rozważysz realność tej możliwości, oraz że tego mi akurat nie Musisz udowadniać (nawiasem mówiąc innym chyba też). Pytanie zadałem istotnie nie mając do końca szczerych zamiarów. Niedawno pytałem Czarnej Kaczuszki o to czy nie wierzy w bezinteresowną pomoc, zadałem to pytanie z dziecięcą szczerością, niczego nie insynuując, przecież nie znam kobiety. W Twoim przypadku było tak już po połowie, drugą połową była prowokacja. Z Twojej twórczości wychodzi że odpowiedź na moje pytanie, to które Cię tak zbulwersowało, mogła by wyglądać mniej więcej tak: “być może”. Ponadto potwierdza to Twoja żywiołowość w odpowiedzi, wykazałeś wyjątkową gorliwość reagując na … pytanie, gdyż Dostrzegłeś … insynuację. Jednak do tej beczki dziegciu muszę dodać zasłużoną łyżeczkę miodu, tak na pocieszenie. Wydaje mi się bardzo prawdopodobne że fakt iż generał Kassander jest w istocie, mężczyzną, może wpływać na postrzeganie przeze mnie pewnych detali. Jednak bardzo nie podobały mi się niedawne działania Kassandra które polegały na pozyskiwaniu niewolników poprzez co tu nie mówić, najazdy. Nie będę tego rozwijał bo piszę pod Twoim utworem a nie Aleksandrosa, pozwalam sobie na to tylko dla tego że sam się Odwołałeś do utworu Mistrza. Nie jest też prawdą że nie “tykam” Aleksandrosa, otóż może nie da się tego aż tak dobrze zauważyć ale próbuję co jakiś czas, może niepozornie ale jednak. Dla Twojej wiadomości, zamiłowanie do prozy Mistrza nie polega na przyjmowaniu wszystkiego co pisze za “słowo objawione”. Aleksandros troszkę kuleje z etyką, oczywiście tłumacząc się zręcznie realiami tamtej epoki, jednak to tłumaczenie i tak nie zmywa pewnego niesmaku choć trudno z nim polemizować. Przypominanie tego że >historia historią ale i tak czytam jego utwór a nie podręcznik<, nie wydaje mi się zbyt dobrym kierunkiem, jest nazbyt oczywiste. Twoich mniej wyrafinowanych wycieczek nawet nie będę komentował, gdyż tłumaczy je Twoje wzburzenie. Na koniec oczywiście pragnę Cię przeprosić (co czynię szczerze) jeśli Cię uraziłem, a uraziłem. Nie liczyłem na aż takie wzburzenie, będąc jednocześnie ciekawym reakcji. Rzeczywiście mnie Zaskoczyłeś. Gdybyś odpowiedział na moje pytanie-prowokację to Wiedz że uważam że od fantazji do wykonania jest pewna droga. Wiem bo sam próbowałem, było to traumatyczne przeżycie dla mnie i mojej niedoszłej ofiary po którym dopiero nabrałem realnego wstrętu do przemocy (może to kiedyś opiszę). A Aleksandros … to stary diabeł ;), nadrabia warsztatem i udaje mu się przepychać także i grubsze rzeczy. Nawet całkiem nieźle przepchnął mi Jazona (oczywiście nie dosłownie 😀 ). Wszak mój stosunek do homoseksualizmu zna większość aktywnych użytkowników NE (oczywiście do męskiego, lesbijki uwielbiam). Teraz napiszę coś już całkiem od serca. Drażniło mnie to również w Pani Dwóch Krajów ale akurat ten utwór uważam za wybitny. Widząc tego biednego Nefera, wyobrażałem sobie Ciebie, skomlącego i liżącego stopy swej pani. I to mnie troszkę denerwowało. Denerwowało mnie to że autor takiego opowiadania i jednocześnie tak wrażliwa i nietuzinkowa postać, miałby w realu skamlać tak do kogokolwiek. To mnie porusza, ale porusza w niezbyt przyjemny sposób. Można sobie mówić co się chce ale światem rządzą mężczyźni i jest to układ w którym od mężczyzny się wymaga, więcej niż od kobiety. Wydawało by się że patriarchat to przywilej, nie, patriarchat to obowiązek, czasem naprawdę trudny. Dla tego widok mężczyzny pastwiącego się nad kobietą to dno, ale widok kobiety pastwiącej się nad mężczyzną to już pod dnem, to muł. Tak dla prawidłowego obrazu.

Cierpliwości. Post był już w drodze.

Wielbłąd … a czemu akurat wielbłąd ? Czy jak rano Golisz się przed lustrem i Patrzysz we własne odbicie, to czy to stworzenie ma coś z wielbłąda ? Na przykład taki Nefer, podobny do wielbłąda. 😉 Pozdrawiam.

Megas Alexandros

Panowie, Panowie.

Mam wrażenie, że ta dyskusja stanowi (mimo ogólnie wyższego poziomu i całkiem przyjemnym nawiązań odnośnie mojej prozy 🙂 ) dość wierne odbicie debaty, która swego czasu odbyła się pod opowiadaniem Oodona (i zapewne spowodowała, że jak dotąd nic już więcej u nas nie opublikował, nad czym szczerze boleję).

Wtedy atakującym szczególne upodobania Oodona był Nefer, dziś to On stał się atakowanym za swoje preferencje przez Micka. W jednym i drugim wypadku nie wydaje mi się to właściwe. Seksualność to nie głęboki kanion, przez który każdy musi podróżować w ten sam sposób. To raczej szeroki step, na którym wytyczyć można tysiąc dróg. O ile nie da się wykazać, że realna osoba w danym przypadku doznaje cierpień (a w snutych przez nas opowieściach realnych osób przecież nie ma), wszystko jest i powinno być dozwolone. A już do dobrych obyczajów należy niekrytykowanie i niewyśmiewanie nieszkodliwych upodobań innych.

Z drugiej strony, każdy, kto przedkłada swoje prace szerszemu audytorium musi być przygotowany na krytykę. Można sobie życzyć, by nie dotykała ona Autora osobiście, a skupiała się na Jego dziele, ale to niestety sytuacja idealna i rzadko występująca w naturze.

Zresztą, czasem nie sposób aż tak dokładnie oddzielić jednego od drugiego. Czytając takiego Johna Normana (składający się z kilkudziesięciu tomów cykl “Gor”) wiadomo, że gość jest mocno zafiksowany na klimatach maledom, a wszystkie wykreowane przez niego kobiety będą z natury uległe i szczęśliwe z faktu, że odbiera im się wolność i czyni niewolnicami. Jest to rozpoznawalny styl jego pisania, można by rzec, warunek sine qua non całej twórczości. U Nefera odwrotnie. Przynajmniej jak dotąd wszystkie przedstawione przez Niego historie zawierają silny ładunek femdomu, zaś męscy bohaterowie, których stawia w centrum fabuły, mają silną potrzebę uległości. Jeśli chce się czytać Jego prace – a warto, bo są świetnie napisane – przyjmuje się to jako element pakietu. Krytykować ich za to nie ma sensu, wyśmiewać tym bardziej. Jeśli komuś takie klimaty nie odpowiadają, pozostaje najprostsze wyjście – zrezygnować z lektury. Tyle, że wtedy straci się sporo dobrej prozy.

Cieszę się, że Mick przeprosił za swą osobistą “wycieczkę”, mam nadzieję, że Nefer przyjmie przeprosiny i na tym sprawa się skończy. Doprawdy, jesteśmy na tym portalu wszyscy dla przyjemności, tworzenia, czytania lub jednego i drugiego. Nie ma co urządzać sobie tu piekiełka 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Wyrażam szczerą skruchę że czasem trochę przesadzę ale inteligentny rozmówca nie powinien długo chować urazy ani nadmiernie jej okazywać. Ostatecznie jestem przyjaźnie nastawiony do wszystkich i myślę że każdego twórcę na tym portalu można cenić, bądź za talent i piękno formy, bądź za wytrwałość i odwagę nawet gdy tego talentu brak. Chciałbym żeby moją analizę traktowano zawsze jako tylko zabawę, jak to Nefer słusznie spostrzegł nie jestem szkolonym psychoanalitykiem i nawet gdybym był, to obawiam się że taka nachalna i nieproszona analiza jaką uprawiam, była by nieprofesjonalna i niezbyt by o mnie dobrze świadczyła. Niestety sam utrudniam postrzeganie tego co uprawiam jako zabawę, będąc upartym nadaję jej powagi. Wydaje mi się że chyba mam zbyt emocjonalne podejście do zawartości NE. Inni nawet jak komentują to robią to bardziej “służbowo” i z zimną głową. Ale łudzę się że może nie każdy uważa moją aktywność jako zbędny element, niedoskonałości wszak nadają wyrazu, nieprawdaż ?

„Jeżeli chcesz uniknąć krytyki: nic nie mów, nic nie rób, bądź nikim.” – Arystoteles

Mick, owszem, jesteś ciekawym elementem tutejszego folkloru i nikt nie chce Cię uciszać (no dobra, czasem nachodzą mnie fantazje o odcięciu Cię od dostępu do moich tekstów ;)), ale naprawdę wysnuwając teorie na temat autorów na podstawie ich tekstów posuwasz się za daleko. Nie my mamy być przedmiotem oceny, a nasze dzieła.

Mick; Doceniam to, że zdobyłeś się na słowo “przepraszam”. I nie chodzi mi o to, żebyś przepraszał za swoje poglądy (możesz sobie mieć takie, jakie chcesz), ani nawet za osobiste wycieczki pod adresem pojawiających się w moich tekstach elementów femdom (Twoja opinia niewiele mnie obchodzi). Natomiast nie miałeś żadnego prawa insynuować mi psychopatycznej natury oraz morderczych pragnień, aż do chęci pozbawienia kogoś życia włącznie. Z mojej strony uważam, że możemy naszą “dyskusję” zakończyć.

MA. Cenię sobie, że zdecydoweałeś się zabrać głos, zapewne z zamiarem rozlewania oliwy na wzburzone fale. Chciałbym jednak zwrócić Twoją uwagę na pewną istotną różnicę pomiędzy dyskusją obecną a tą, wspomnianą przez Ciebie. Czymś zupełnie innym jest wyrażenie opinii o estetyce i kanonach urody postaci literackiej czy załączonej ilustracji, czymś jeszcze innym krytykowanie ad personam upodobań erotycznych, którymi autor obdarza swoich bohaterów (w ustach Micka niewiele mnie to obeszło), a czymś posiadającym zupełnie inny ciężar gatunkowy wysuwanie insynuacji dotyczących psychopatycznej osobowości tegoż autora, przypisywanie mu trawiących go jakoby pragnień mordowania innych ludzi dla własnej, zboczonej przyjemności – czyli, krótko mówiąc, przypisywanie chęci popełnienia kryminalnej zbrodni. To w zasadzie nic innego niż zniesławienie, które samo w sobie też jest już przestępstwem. Na coś takiego miejsca w dyskusjach na portalu “literackim” być nie powinno. I tego tolerować nie mam zamiaru. Dodatkjowym elementem pozostaje zaprezentowana przez Micka “moralność Kalego” oraz relatiwizm ocen danej postaci czy sytuacji, w zależności od tego, czy osoba działająca jest mężczyzną czy kobietą. Znosił z trudem hołdy składane przez Nefera królowej w “Pani Dwóch Krajów”, obecnie jednak wizja świata zdominowanego przez kobiety, nawet przedstawiona w konwencji fantasy, zirytowała go do tego stopnia, że posunął się do wspomnianych oskarżeń autora, czyli mnie, o skłonności zbrodnicze. Uznaję to za swego rodzaju sublimację i zarzut zastępczy, świadczący przede wszystkim o samym Micku. Ale to jego problem, by uładzić się ze współczesnym światem. Tylko niech robi to w sposób bardziej zgodny z normami współżycia. Na plus zaliczam to, że wypowiedział ostatecznie słowo “przepraszam”.

Drogi Neferze. Zastanowił mnie użyty przez Ciebie termin “norma współżycia”, myślę więc że Miałeś na myśli tzw. Zasady współżycia społecznego które jako niedookreślone nie mają jasnej definicji i o tym czy postępek jest z nimi zgodny czy nie, orzeka sąd gdyż stanowią element porządku prawnego ale nie są sankcjonowane ani egzekwowane. Tak dla Twojej wiadomości.

Kolejna sprawa to zarzucane mi czynu spełniającego znamiona przestępstwa z artykułu 212 i 216 k.k. czyli odpowiednio zniesławienia i znieważenia (Zapomniałeś o tym drugim). Zawiadamiam Cię więc o tym że: o zniesławieniu to w ogóle nie może być tu mowy gdyż, jak czytamy: “W przypadku zniesławienia, aby zrealizować znamiona podmiotowe, sprawca musi swoim czynem spowodować poniżenie osoby poszkodowanej w oczach opinii publicznej lub utratę zaufania niezbędnego do piastowania danego stanowiska, wykonywania zawodu lub konkretnego rodzaju działalności.” Przypominam że prawda definicja “działalności” dotyczy tutaj działalności gospodarczej (coś z czego tytułu Pobierasz wynagrodzenie które podlega bądź nie podlega opodatkowaniu), wykonywanie zawodu jest czynnością zarobkową (patrz poprzednie), piastowanie stanowiska (nie sądzę, przypominam że ten zwrot dotyczy stanowiska w ujęciu tzw. interesu publicznego oraz publicznego zaufania tj. policjant, sędzia, prokurator etc), poniżenie w oczach opinii publicznej i tutaj jeszcze ktoś by musiał żeczywiście stwierdzić że poniżyłem Cię w jego odczuciu gdyż nie wypełnia znamion w.w. przestępstwa czyn który został odebrany subiektywnie.

Poza tym żeby wypełnić znamiona przestępstwa z art. 216 musiał bym sformułować Ci zarzut czyli napisać np. “Pan Tytus Popierdułka zwany Neferem jest sadystą i zdegenerowanym zboczeńcem – mordercą.” (zarzutu tego oczywiście nie formułuję i nie sformułowałem jak do tej pory). Czyli moje niewinne pytania nie spełniają znamiona przestępstwa ani z art. 212 ani z art. 216 k.k., innymi słowy Twoje słowa nie są prawdziwe i nie Udowodnił byś przed żadnym sądem że osoba nie występująca pod imieniem i nazwiskiem, wystosowująca zapytanie do osoby podpisującej się pseudonimem czyli o imieniu i nazwisku, niejawnym, wypełniła znamiona zarzucanego mi przestępstwa.

Okażę Ci pewne względy i nie zastosuję wobec Ciebie epitetów które Ci się należą za te pseudoprawne fantazje i zastraszanie, nawet po Twoim ostatnim poście jeszcze Cię trochę szanuję (choć ten szacunek spadł). Rozumiem, poniosło Cię, uderzyłem w czuły punkt Twoich osobistych fantazji i Zareagowałeś tak jak miliony innych facetów by na coś takiego zareagowały.

Jeszcze trochę o tych normach, a raczej o zasadach dobrego zachowania które osobno i Ty i ja podeptaliśmy. W przypadku dyskusji, jej koniec stwierdzają osoby które brały w niej udział a ja jeszcze nie stwierdziłem końca więc Pozwolisz że pociągnę wątek trochę dłużej. Napiszę o swoich subiektywnych odczuciach, więc nie zarzucę Ci tym samym pogwałcenie czegoś tam. Piszesz że Doceniasz słowo “przepraszam”, nie było ono dla mnie jakąś trudnością, gdyż uznaję Twoją subiektywną urazę. Jeśli Cię uraziłem a nie prowadzimy żadnej wojny to przeprosiny Ci się należały i dumy mojej nie uraża fakt że powinienem Cię przeprosić. Wydaje mi się że człowiek uczciwy uznał by to za powinność. Nie wiedziałem że pytając Cię o fantazje na portalu o fantazjach, wywołam u Ciebie egzaltowane oburzenie. Myślałem że przeprosiny wystarczą i Mogłeś już sobie odpuścić po pierwszej odpowiedzi która pomimo emocjonalności była jeszcze całkiem rozsądna. Jednak Ty Postanowiłeś urządzić z tego nieporozumienia lekcję światopoglądową, tak gwoli pokazania “opinii publicznej” że należy “zapolować na czarownice”. No chyba każdy kto doczytał do tego momentu uzna że sam, raczej by nie chciał żeby urządzano z niego “publiczny” przykład. Nie godzę się na to i ja.

Zatem cytuję: “Twoja opinia niewiele mnie obchodzi”, “w ustach Micka niewiele mnie to obeszło”,”moralność Kalego” … swoją drogą zaintrygowało mnie to ostatnie bo naprawdę nie widzę gdzie się tak wykazałem. Ale zapewne mi Wskażesz, przecież Ty również Jesteś gorliwy w wykazywaniu innym ich wad (ja nie jestem tu wyjątkiem). Ujawnianie takich spostrzeżeń w prowokacyjny dość sposób, pisząc jednak do osoby trzeciej (w tym wypadku do Mistrza), chyba nie jest zbyt grzeczne względem mnie a ja uznaję że nie jest do końca grzeczne wobec Mistrza, gdyż jego osobą się tu Wysługujesz prowadząc własną bitewkę a nie bitewkę Aleksandrosa ? Może miało mnie upokorzyć bo przecież ja to jednak przeczytałem … jeśli tak, i być może inne osoby też to stwierdzą … to można to uznać za działanie odwetowe. Jak więc to stoi wobec moralności i norm za którymi tak Agitujesz ? No ale może się mylę. Pytam 🙂 … jak zawsze. No, przeważnie :).

No i na koniec “Ale to jego problem, by uładzić się ze współczesnym światem.” … 😀 😀 😀 bękę miałem z tego niesamowitą. A zatem … mój Świecie, Wiedz Ty mój Świecie, że grożenie mi sądem i machanie mi kodeksem karnym przed nosem, to jest mój Świecie coś co na mnie działa w sposób szczególny. Stoczyłem już nie jedną batalię z innymi którzy też kazali zwać się światami, i okazało się że nadali sobie to miano za szybko i pochopnie. Dla tego też … mój Świecie, mam dla Ciebie radę powtarzając za Manfredem “jeśli masz małą trąbę to nie startuj do tego kto ma większą”. Mając na uwadze zabawę której mi Dostarczyłeś, wybaczam Ci Twoje śmieszne zarzuty i mało poważne insynuacje ale zapowiadam już dziś, nie zawsze tak będzie. Mam nadzieję że w przyszłości Posłuchasz głosu rozsądku i nie Zagonisz się w maliny tak bardzo jak to Zrobiłeś dnia 19.06.2018 o godzinie 21:13.

Teraz chodzi o to Żebyś przeczytał sobie to kilka razy, najlepiej Odpowiedział nie wcześniej niż dopiero jutro, jak w Tobie ochłonie przeciwieństwo Twojego słynnego opanowania. I wtedy być może Cię olśni i Uznasz, że oczywiście uraziłem Cię, ale nie Pozostałeś dłużny i wtedy … Usiądziesz i Napiszesz post. Mając na uwadze ostatni stopień wtajemniczenia w czymś, co nazywa się “prawo Kalego”. Uznasz że wypadało by przeprosić dwie osoby, mnie i Mistrza. Za to że kierując się chęcią odwetu, Posunąłeś się do zagrań które porządnemu człowiekowi nie powinny przyjść do głowy. Jeśli to Zrozumiesz to Odzyskasz w moich oczach szacunek na który wtedy Zasłużysz.

Megas Alexandros

Pax, pax! Powiadam, pax!

Cieszę się w sumie, że już nie jestem administratorem na Najlepszej, bo to jest ten moment, gdy zacząłbym rozdawać bany. A czynić tego nie lubię, bo zazwyczaj cenię sobie wolną i nieskrępowaną dyskusję. Ponieważ jednak zrzekłem się takich uprawnień, raz jeszcze wezwę Was do uspokojenia emocji i zakończenia tej toksycznej rozmowy. Najlepsza ma być miejscem dobrej zabawy, a nie wzajemnego przysrywania sobie.

Neferze, zacznę od Twojego posta, bo jest krótszy i mniej mam do niego zastrzeżeń. Przywołując naszą debatę pod tekstem Oodona, chciałem Ci przypomnieć, że zrobiłeś wtedy nieco więcej, niż tylko “wyraziłeś opinię o estetyce i kanonach urody postaci literackiej czy załączonej ilustracji”. Sposób, w jaki ubrałeś to w słowa sprawił, że urażone poczuły się zarówno panie o sylwetkach mniej przystającej do dzisiejszego ideału (nawiasem mówiąc, niezbyt zdrowego, ale mniejsza o to), jak i panowie, którzy gustują w takich właśnie paniach. Zapewne nie miałeś takiej intencji, ale skutek był taki, że miłośnicy kobiet w rozmiarze plus poczuli się przez Ciebie zaatakowani za swoje upodobania. Wieszczyłem Ci nawet wtedy, że ten miecz ma dwa ostrza i kiedyś ktoś może w podobny, albo bardziej brutalny sposób zaatakować i wykpić Twe upodobanie do femdomu. Najwyraźniej ten dzień właśnie nadszedł, w dodatku z twistem, którego nawet ja zupełnie nie przewidziałem.

Teraz odniosę się do Ciebie, Micku. Czy nie uważasz, że pytanie “Chciałbyś tak kogoś sadystycznie zabić ? Czy Marzysz o tym?” jest w cholernie złym guście? Czy naprawdę sądzisz, że my, autorzy, fantazjujemy na temat wszystkiego, co zawieramy w naszych pracach? A ci z nas, którzy opisują morderstwa, egzekucje i okrutne kary, tak naprawdę pragną wcielić się w rolę zabójców i katów? To dopiero świadczyłoby o fundamentalnym braku umiejętności oddzielenia autora od dzieła. Przypomina mi to trochę ludzi atakujących na ulicach aktorów, którzy wcielali się w czarne charaktery w filmach. No ale podobny brak umiejętności rozróżnienia to zwykle przypadłość głupawego pospólstwa, a nie wyrobionego artystycznie osobnika. Spodziewałbym się po Tobie nieco więcej, drogi Komentatorze. Nawet jeśli miała to być prowokacja, to wybitnie niesmaczna. Na przyszłość prosiłbym Cię, byś zaniechał podobnych wycieczek. Jeżeli nie podoba Ci się jakaś opowieść, po prostu to napisz, wlep 1 gwiazdkę i tyle. Każdy z nas jest na to gotowy, ale nie każdy lubi brać udziału w pyskówkach.

Co do Twoich wczorajszych komentarzy… czy naprawdę potrzebowaliśmy tego wykładu prawniczego? Jestem pewien, że Nefer zdaje sobie sprawę, że nie można pomówić kogoś, kto ukrywa się za pseudonimem literackim. Można go natomiast osobiście obrazić, poza kontekstem prawnym. Jestem również pewien, że jesteś dość inteligentny Micku, by rozumieć, że pytania, które zadałeś Neferowi, bynajmniej nie były niewinne. Były natomiast wścibskie, obraźliwe i ogólnie, nie na miejscu.

Naprawdę, proponuję zakończyć w tym miejscu dyskusję. Jestem pewien, że nic dobrego nie przyniesie, a może przynieść tylko większe szkody. A na przyszłość, postuluję, by rozmawiać o publikowanych tu pracach, a nie poddawać psychoanalizie ich Autorów czy Komentatorów.

Pozdrawiam
M.A.

Tak, jest to w cholernie złym guście Aleksandrosie. Ale to była wcześniejsza sprawa i ja za nią przeprosiłem. Uznałem że rzeczywiście zawiniłem. Przecież piszę o tym w każdym poście sypiąc głowę popiołem. Ale Nefer chciał to ciągnąć, jego posty można tu przeczytać i zinterpretować. Dziękuję za obronę ale … bronię się sam.

Neferze. Jeszcze raz przepraszam i jeśli Ty chcesz to zakończyć to jestem za, jeśli jednak nadal spotkam się z jadem w Twoim wydaniu to nadal będę odpowiadał swoim.

Odpowiadając na Twoje pytania Aleksandrosie. Na te na które nie odpowiedziałem w poprzednim poście. Odpowiedź na pytanie “Czy naprawdę sądzisz, że my, autorzy, fantazjujemy na temat wszystkiego, co zawieramy w naszych pracach ?” myślę że prace obrazują pewien sposób myślenia i nastawienie, nie wynika z nich wprost to co jest napisane, trzeba tego szukać między wierszami ale da się co nieco powiedzieć o autorze, czasem są to rzeczy powierzchowne a czasem głębsze, czasem autor chce je wykrzyczeć co ma najczęściej miejsce w krótkich formach (często poezja). Jednak zawsze autor realizuje jakiś plan i jeśli jest to jego utwór to plan jest również jego. I tak na przykład, jeśli nie lubi się BDSM to pisze się o nim jako np. czymś co posiada czarny charakter, posługuje się tym chcąc napiętnować, nadać jakiś wydźwięk pejoratywny. Nie poświęca się kolejnego utworu temu tematowi non stop go piłując jeśli się go nie lubi. Ty też nie Piszesz o Helladzie z nienawiści, Piszesz o niej wyrażając zamiłowanie do tego tematu. Tak samo Nefer, to on wybrał tematykę i prawdopodobnie nikt mu jej nie narzucał. I dobrze, już rozumiem, tak jak Stwierdziłeś, seksualność to nie kanion tylko step, choć niektórzy ludzie chcieli by żeby była właśnie kanionem. Dla tego przyznaję ze wykazałem się egoizmem i brakiem tolerancji. Mam nadzieję że te i inne wyznania wpłyną nieco na poprawienie zakończenia tego niefortunnego wydarzenia które nie powinno mieć miejsca.

Czarna Kaczuszka

Jakże ciekawa dyskusja mnie ominęła z racji tego, że czytam Nefera tam, gdzie pojawia się wcześniej. Ba! Z powołaniem na moją osobę!

“Niedawno pytałem Czarnej Kaczuszki o to czy nie wierzy w bezinteresowną pomoc, zadałem to pytanie z dziecięcą szczerością, niczego nie insynuując”
Micku, skoro nie widzisz “drobnej różnicy” między pytaniem o poglądy filozoficzne, a o to, czy pytany miałby może ochotę brutalnie kogoś zamordować, to proszę, pozwól, że ja zadam ci kilka pytań: czy nie zamieniłeś się ostatnio na mózgi z amebą? Czy zostawałeś w tej samej klasie tyle razy, że w końcu nie udało ci się skończyć szkoły podstawowej, w której uczą, kiedy w środku zdania należy postawić wielką literę, a kiedy nie? Czy jesteś może ukrytym, nieświadomym gejem, dla którego silna niechęć stanowi mechanizm wyparcia własnej orientacji? (“Wszak mój stosunek do homoseksualizmu zna większość aktywnych użytkowników NE (oczywiście do męskiego, lesbijki uwielbiam).) Czy jesteś małym, żałosnym nieudacznikiem, który nie osiągnął w życiu niczego poza urodzeniem się z niewielkim, ale zawsze zwisem pomiędzy nogami i będąc świadomym, że to jego jedyny atut fantazjuje o świecie, w którym cokolwiek to znaczy? (“Można sobie mówić co się chce ale światem rządzą mężczyźni”). Czy może jesteś skrajnym sadystą, który sam skrycie marzy o brutalnym mordowaniu niewinnych dziewcząt i w ramach wypierania tych skłonności stosujesz mechanizm projekcji (odsyłam do Wikipedii) na Bogu ducha winnych ludzi? Oczywiście niczego nie insynuuję. Pytam z dziecinną szczerością.

“przecież nie znam kobiety.” (to wciąż o mnie)
I zaręczam Ci, że nie chciałbyś poznać.

Megasie, przepraszam Cię serdecznie, że leję oliwę na pożar, który z takim zaangażowaniem starasz się ugasić. Nie robię tego złośliwie (choć wciąż Ci nie wybaczyłam śmierci Raisy). Po prostu jestem szczerze wściekła, nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam równie wściekła na kogokolwiek.

Neferze,
http://digg.com/video/panda-cuddling
To są magiczne pandy, które są tak śliczne i słodkie, że samym swoim istnieniem potrafią naprawić mój humor, bez względu na to, jak bardzo irytująca nędzna kreatura przyplątała się w okolice mojej osoby. Tak sobie pomyślałam, że Ci je wyślę 🙂

Megas Alexandros

😀

Urocze są te pandy!

Pozdrawiam
M.A.

Czarna Kaczuszko: Jakiś czas temu miałem okazaję przyglądać się pandom w środowisku cześciowo przynajmniej zbliżonym do naturalnego. Przemiłe zwierzaki, a już zwłaszcza młode potrafią bawić się w sposób wzbudzający wesołość i wprawiający w dobry nastrój wszystkich obecnych (choćby nawet siąpiła lodowata mżawka). Starsze ujawniają skłonność do lenistwa i większość dnia potrafią po prostu przespać, aktywując się w porze karmienia. Ale czyż mamy prawo czynić im z tego powodu zarzuty? 😀 Powtórzę za MA, urocze te niedźwiadki. I dzięki za ten filmik.
PS. Dodam, że obecnie w Chinach (czyli w kraju, w którym żyje jeszcze na swobodzie pewna liczba osobników), wprowadzono drastyczne środki ochrony tego gatunku. Za zabicie pandy obowiązuje kara śmierci, kilka takich egzekucji jakoby wykonano. Potępiamy władze chińskie z powodu wielu ich posunięć. Czy powinniśmy również i za to rozporządzenie? Nie wiem. Z pewnością obecność tych zwierzaków wzbogaca cały świat. A polowano na nie dla zysku.

Nie tylko pandy są urocze, Czarna Kaczuszka też! 🙂

Moc jest tak ważna że jest warta każdej ceny. Cóż jaka Pani tacy partnerzy. Oni są dewiantami ale Bengaria wygląda na nekromatkę. Marcus wpadł jak śliwka kompy. Albo się przystosuje albo sprobuje powalczyć tylko skutecznie bo takie pyskówki jak te dotąd nic mu nie pomogą. Przydałby mu się jakiś sojusznik bo sam nie da rady. Pozdrawiam

Moc to źródło władzy, a dla jej zdobycia i utrzymania ludzie gotowi są na bardzo wiele, jeśli nie na wszystko. Księżna w dużym stopniu sama ukształtowała swoich mężów, dla własnych celów. Marcus musi dojrzeć do tego, by stawić skuteczny opór. Panowie z jego sfery zgadali się dotąd na wszystko, jak widać. Jedni dla realizacji takich czy innych potrzeb, inni po prostu z wygody i dla świętego spokoju. Marcus pragnie sprzeciwć się tej tradycji, z wielu powodów, ale chwilowo stać go właśnie na takie bezsilne pyskówki. Sojuszników pewnie znajdzie, w piewrszej kolejności liczy na Berenikę. Ona też nie jest jednak wszechmocna i matka kontrolowała dotychczas jej poczynania.

Neferze, ależ Ci zazdroszczę!

Aniu, właśnie że sama jesteś urocza! *tupnięcie nóżką* Ja jestem straszna i groźna, i mroczna i czarna najczarniejszą kaczuszkową czernią! *tup tup* 😀

Witam,

Chociaż obecna część NSCz może uchodzić za najbardziej brutalną, przyznam że bardziej jednak zaszokował mnie poprzedni odcinek z końcową fabularną rewoltą. Berengaria objawiła się tam jako zupełnie pozbawiona skrupułów wiedźma na granicy szaleństwa w swej żądzy mocy i władzy. Tutaj jednak – chociaż okrutna, znów postępuje zaskakująco logicznie. Pokazuje Marcusowi co może go spotkać, karze za prawdziwe bądź domniemane kłamstwo zabijając kochankę. A wszystko to aby wymusić posłuszeństwo. Zdaje się, że jeśli chłopak ugnie karku, poluzuje rozporek, to zadowolona Berengaria wynagrodzi go jakąś ograniczoną swobodą.
Sam Marcus dalej jednak nieco naiwnie odgraża się księżnej, chociaż poza pustymi obelgami nie ma żadnych argumentów. W pewnym momencie, pomyślałem, że jesli chciałby ukarać Panią Siedmiu Bram, to jedyne co mógłby uczynić to … dokonać samo kastracji …
No ale wtedy opowieść erotyczna straciłaby sporo na swym wdzięku 😉

Pozdrawiam
R.

Księżna owładnięta jest żądzą władzy i dla jej zdobycia oraz utrzymania zdolna do wielu czynów, może nawet na pograniczu szaleństwa. Jest też jednak graczem przebiegłym, postepuje w sposób logiczny, wykorzystując różne sposoby dla osiągnięcia swoich celów. Marcus to młodzieniec o idealistycznym nastawieniu, skonfrontowany z brutalną rzeczywistością swego świata, niby to eleganckiego i uładzonego, dotychczas skrzętnie przed nim ukrywaną. Tymczasem nie posiada siły, aby się przeciwstawić, nie potrafi też jednak ukrywać swoich uczuć i stąd te dowodzące bezradności obelgi. To znaczy, pewien sposób właśnie mu podsunąłeś. Do bólu logiczny i skuteczny (inny wariant to po prostu samobójstwo). Z oczywistych powodów sposób to jednak bardzo trudny do zastosowania przez wkraczającego w dorosłe życie młodzieńca. W dodatku przeżywającego pierwszą miłość. Może mu tego oszczędzimy… Może znajdzie inną sposobność i zyska inne możliwości. Z drugiej strony, niewykluczone, że ktoś doprowadzony do rozpaczy własną bezsilnością wobec planów Lady Berengarii potrafiłby zdobyć się na czyn równie dramatyczny. To też odsłoni przyszłość.
Pozdrawiam

Napisz komentarz