Nowy świat czarownic 20-22 (Nefer) 4.29/5 (7)

Frank Dicksee, “Piękna i bezlitosna”

20

Jeżeli żywił nadzieję, że ofiara poczyniona z Demona coś zmieni, to wieczorem miał okazję przekonać się, w jak wielkim pozostawał błędzie. Berenika, owszem, skorzystała z usług małżonka, ale potraktowała Marcusa chłodno, wręcz wrogo. Szybko wykonał swoje obowiązki, a ona jeszcze spieszniej odprawiła chłopaka. Może nie miała czasu, cały zamek ożywił się bowiem z powodu powrotu Lady Berengarii. Księżna zapowiedziała podobno odbycie jakiejś narady, najwyraźniej szykowała się do wyprawienia wojsk w pole.

Podczas krótkiego spotkania z księżniczką Marcus zdążył jednak dojść do wniosku, że z niewiadomych powodów żona musiała kłamać odnośnie swego krwawienia, nic takiego bowiem nie poczuł, ani nie zauważył. Następnego dnia krążył wokół stajni i przypatrywał się z daleka poczynaniom Bereniki, która zdawała się coraz lepiej radzić sobie z koniem. Nie próbował się zbliżyć, a i ona również go nie przywołała, chociaż musiała zauważyć obecność męża. Także księżna ignorowała Marcusa. Pochłaniały ją zapewne coraz bardziej widoczne przygotowania wojenne, przybywający licznie oficerowie oczekiwali rozkazów. Oczywiście, on sam w podobne sprawy wtajemniczony nie został. Wezwano go dopiero wieczorem, pani i małżonka potrzebowała zapewne mnóstwo mocy.

Przyzwyczajony do chłodnego i pospiesznego sposobu, w jaki skłaniano go do oddawania nasienia oraz związanej z nim magicznej potęgi, zaskoczony został zachowaniem Bereniki po zdjęciu ochraniacza. Jak to często czyniła, odniosła znienawidzony przyrząd do bocznej komnaty. Spędziła tam sporo czasu, a wracając trzymała w dłoniach tacę z dzbanem oraz dwoma kielichami. Nawet w słabym świetle nie mógł nie zauważyć, że przebrała się w bogatą, lecz hojnie ujawniającą wdzięki właścicielki suknię, może nie aż tak uwodzicielską jak strój, w którym spotkał po raz pierwszy jej matkę, ale zawsze. Były to zadziwiające nowości!

– Czy zechcesz napić się wina, Marcusie? – Odstawiła tacę na stolik.

– Ja… Tak, chętnie, pani i małżonko.

– W takim razie, pozwól, że napełnię kielichy. Ten trunek nie jest może tak dobry jak te, do których musiałeś przywyknąć, ale mamy tu surowszy klimat, jak pewnie zdążyłeś to zauważyć.

– Tak, zauważyłem, dostojna pani.

– Proszę, Marcusie. – Podała jedno z naczyń. – I nazywaj mnie po prostu Bereniką.

– Jak sobie życzysz, Lady Bereniko.

– Marcusie, proszę… Napijmy się wina i spróbuj jeszcze raz, dobrze?

Zanim zdążył odpowiedzieć, uniosła własny kielich i nie pozostało mu nic innego, niż pójść w ślady żony. Trunek nie okazał się wcale zły, pomimo wyczuwalnej goryczki odznaczał się aromatem oraz niewątpliwą siłą. Zakręciło mu się lekko w głowie. Księżniczka skwapliwie dolała wina.

– To teraz możesz podjąć drugą próbę. Jak mam na imię?

– Jesteś Lady Bereniką, następczynią tronu Siedmiu Bram, moją panią i małżonką.

– Marcusie, rozumiem, że może jest ci ciężko, ale spróbuj, proszę. Napij się jeszcze i spróbuj, przecież wiesz, o co mi chodzi.

– No właśnie, o co tu chodzi, Bereniko? – Nie wytrzymał.

– O, już lepiej, tego właśnie chciałam i o to prosiłam, żebyś zwracał się do mnie po imieniu.

– O co ci chodzi? – powtórzył, znajdując odwagę w spalającym go gniewie oraz kolejnym kielichu mocnego trunku. – Czego ty chcesz, po tym, gdy traktowałaś mnie niczym powietrze, albo gorzej jeszcze?

– Miałam swoje powody i zasłużyłeś! – odparła gwałtownie, a on w dziwny sposób ucieszył się, że porzuciła rolę mdłej uwodzicielki i okazała swój prawdziwy, ognisty charakter. – Ale może gotowa jestem zrozumieć i wybaczyć. Może nie chcę ciągnąć tego dalej!

– Czego, Bereniko?

– Wreszcie nazywasz mnie po imieniu, Marcusie… Może dość mam tego chłodu i dystansu? Kiedyś… Gdy pojawił się plan naszego małżeństwa, możesz mi wierzyć albo nie, ale ucieszyłam się i liczyłam na to, że zdołamy się przynajmniej zaprzyjaźnić.

– Ucieszyłaś się z możliwości zdobycia mocy oraz szansy dorównania księżnej, nie próbuj zaprzeczać.

– Z tego też, prawda. Ale nie tylko. Myślisz, że pozycja następczyni tronu Siedmiu Bram przy mojej matce jest łatwa i przyjemna? Nie mam zamiaru zadowalać się strojami oraz pustymi hołdami, czy nawet końmi i polowaniami! Chcę czegoś więcej, chcę się do czegoś przydać!

– Chcesz władzy, Bereniko. Mocy i władzy!

– Może i tak, ale co w tym złego? Taka krew płynie w moich żyłach, do tego się urodziłam!

– A Lady Berengaria nie dopuszcza cię do niczego ważnego, bo sama odczuwa podobne pragnienia.

– Tak! I dlatego, gdy dowiedziałam się, że nawet ty… że zabrała mi nawet ciebie, właśnie ona, zanim jeszcze mieliśmy szansę się poznać… Nie potrafiłam tego znieść!

– I zemściłaś się odbierając mi Demona!

– Jeżeli tak to widzisz… Ale i ty nie byłeś bez winy!

– Może i masz rację, nie byłem. Kochałem tego konia, kocham go nadal…

– Pewnie bardziej, niż kiedykolwiek zdołałbyś pokochać mnie, swoją żonę.

– A jakie mam powody, by cię pokochać? Poza twoją urodą, oczywiście? Ale zdążyłem się już przekonać o fałszywości takich właśnie zalet.

– To dlaczego z własnej woli ofiarowałeś mi Demona?

– Bo… bo może ja też miałem dość tej zimy, wiecznej zimy, która panuje w Siedmiu Bramach.

 – Nawet u nas zima nie musi trwać wiecznie, Marcusie. Idzie wiosna… – powiedziała cicho.

– Chciałabyś zacząć od nowa? Naprawdę? Przecież możesz czerpać z mojej mocy do woli, zimą czy wiosną. Nie potrafię jej odmówić, żaden błękitnokrwisty nie potrafi, tak to zostało urządzone.

– Moc to nie wszystko, nie zależy mi tylko na tej twojej przeklętej mocy. Dlaczego oddałeś Demona?

– Bo chciałem, żebyś spojrzała na mnie tak, jak wtedy, pierwszego dnia, na błoniach, zanim…

– Zanim wtrąciła się matka i zdołała nas skłócić. Tak, wiem, że to zrobiła, nie cofając się przed niczym. Na wszelki wypadek, gdy ujrzała mnie wczoraj na grzbiecie Demona, sama opowiedziała o waszych przejażdżkach podczas podróży z Międzyrzecza.

– Bereniko, to znaczy Lady Bereniko…

– Miałeś nazywać mnie po imieniu, pamiętasz? Na szczęście, wyznałeś wtedy prawdę, gdy zapytałam pierwsza… Powiedziałeś prawdę i oddałeś mi konia. Gdybyś widział minę, którą zrobiła matka, gdy wyjechałam jej naprzeciw! Nigdy dotąd nie zdołałam tak bardzo postawić na swoim, pokazać jej, ile jestem warta!

Pomyślał, że on sam miał w tym wielki udział. Lady Berengaria zapewne nie przyjmie tego dobrze, a sama księżniczka zdawała się nie doceniać roli małżonka w odniesionym triumfie. W tej ostatniej sprawie mylił się jednak.

– Wiem, że to twoja zasługa, Marcusie. A ty nie zdołasz nigdy pojąć, ile to dla mnie znaczy. Ale nie chciałabym, żebyś pomyślał, że to tylko dlatego… Ja też nie pragnę wcale wiecznej zimy między nami. Jesteś bardzo przystojnym młodzieńcem i udowodniłeś, że naprawdę ci na mnie zależy… Powiedziałeś kiedyś, że pozyskiwanie i oddawanie mocy wcale nie musi być nieprzyjemne. Dotąd było, przynajmniej dla mnie. Pokaż, że możemy zrobić to w inny sposób.

– Bereniko, jeśli tylko zechcesz…

– Tak, chcę! Tylko, że ja… niewiele o tym wiem. Nikt mnie tego nie uczył, tak jak ciebie. Podobno szlachetnie urodzeni panowie są wprawiani w różnych sposobach dawania i przyjmowania rozkoszy, gdy tylko zaczynają dorastać. Ciebie też tak szkolono?

– No tak, rzeczywiście. – Wolał nie wchodzić w szczegóły.

– To pokaż, czego się nauczyłeś – zadysponowała z nagłą śmiałością, wychylając i odrzucając kielich, po czym nagle komnata rozświetliła się blaskiem świec. – Ja też zdołałam się tymczasem czegoś nauczyć, jak widzisz.

– Bereniko…

Podszedł i wziął ją ostrożnie w ramiona. Cokolwiek wcześniej mówił, niezależnie od tego, w jaki sposób go traktowała, zawsze budziła w nim pożądanie. Uroda miała jednak znaczenie, oczywiście, uroda prawdziwa. Ale przecież ona nie mogła udawać, nie mogła udawać ani urody, ani obecnej, niezręcznej, wyrażanej z wielkim trudem, ale przez to tym bardziej szczerej życzliwości.

Odwzajemniła się silnym, chociaż niewprawnym uściskiem. Rzeczywiście, brakowało jej doświadczenia. Sudrun miała rację. Szlachetnej księżniczki nikt nie uczył sztuki uprawiania miłości, a jedynie sposobu nakładania ochraniacza. Odegnał tę myśl i poszukał wargami jej ust. Gdy rozchyliła własne, wtargnął tam językiem. Odpowiedziała z ochotą, chociaż nadal niezręcznie. Nie miało to znaczenia, jego własne pożądanie narastało z każdą chwilą. To akurat zdołała wyczuć bez trudu.

– Ooo, już chcesz oddać swoją moc, Marcusie? Tak łatwo i tak szybko? A ja starałam się, żeby sprawić ci przyjemność – zażartowała, a może zaczęła okazywać naturalną, właściwą każdej kobiecie zdolność uwodzenia. Zdolność, która tak łatwo potrafiła się przebudzić. – To wino, ta suknia…

– Jest bardzo ładna, ale… – Zamierzał popchnąć dziewczynę w kierunku łoża.

– Kiedyś chciałeś mi pomóc w rozpięciu takiej sukni. To dlatego ją nałożyłam. Sama nie zdołam jej teraz zdjąć i potrzebuję właśnie pomocy miłego kawalera.

Zamknęła mu usta pocałunkiem i przywarła do Marcusa, obejmując młodzieńca ramionami. On sam sięgnął dłońmi jej pleców, wyszukując na chybił trafił przeklęte zapięcia sukni. Okazały się wyjątkowo skomplikowane, ciekawe, jak radziły sobie z tym służki Bereniki? Z pewnością miały lepszy widok i więcej czasu. I nie przeszkadzał im upojny zapach ciała księżniczki, dotyk jej dłoni, delikatne pieszczoty włosów, gdy poruszała głową, oraz smak ust na wargach. Wreszcie zdołał rozwikłać tajemnicę tych tasiemek, pętelek, guzików czy czego tam jeszcze nie użyto. Miał nadzieję, że zbytnio ich nie uszkodził, albo że Berenika zdoła mu to później wybaczyć. Materia opadła i ponownie zamierzał skierować się w stronę łoża. Księżniczka raz jeszcze oparła się temu życzeniu. Odsunęła się trochę i pozwoliła, by sycił wzrok. Obróciła się nawet wdzięcznie. Widok cielęcych zaiste dowodów jego zadowolenia wywołał uśmiech na jej twarzy. Doprawdy, szybko uczyła się sztuki uwodzenia.

– Nadal zamierzasz usłużyć mi swoją mocą, mężu? – spytała przekornie, zbliżając się i dotykając dłonią sterczącego w pełnym wzwodzie fallusa chłopaka.

– Tak, moja pani. Tak, Bereniko.

– Więc chodź, ale nie spiesz się za bardzo. Chcę się przekonać, że to może sprawić przyjemność, pamiętasz? Chyba, że nie zdołam utrzymać długo twojego zainteresowania.

– Ależ utrzymasz, utrzymasz, ile tylko będzie trzeba.

Tym razem nie ociągała się już, gdy nadzy opadli razem na łoże. Ponownie przywarł ustami do jej warg, sięgnął dłonią do sutka, który wkrótce zesztywniał pod dotykiem palców. Gdy poczuł, że brakuje mu już tchu, przesunął głowę w dół i pieścił teraz sterczące brodawki językiem, raz jedną, raz drugą. Pozbawiona pierwotnego zajęcia ręka znalazła szybko inne, również zmierzając ku niższemu jeszcze fragmentowi ciała Bereniki. Palce zagłębiły się w bujnym ogrodzie, który znalazł pomiędzy udami. Buszowały tam przez chwilę, by wynurzyć się i poszukać nagiej skóry. Wiedział już z doświadczenia, że w tym miejscu jest zawsze najdelikatniejsza i najwrażliwsza. Nie zawiódł się i tym razem, stopniowo wzmacniając pieszczoty. Gdy już przyzwyczaił Berenikę do obecności swojej dłoni, wsunął palec w znaleziony tymczasem otwór, zagłębił na chwilę, nabierając wilgoci. Jęknęła i zesztywniała przez moment, ale gdy delikatnie przesunął śmiałym zwiadowcą wzdłuż otwierającej się przed nim szczeliny i odnalazł jej rozkwitające pod dotykiem zwieńczenie, rozluźniła się ponownie. Ujął teraz ten kwiat w trzy najzręczniejsze spośród palców i lekko ścisnął, a następnie zaczął rozcierać. Starał się czynić to ostrożnie, sprawiając rozkosz pozbawioną śladów bólu, a zarazem na tyle zdecydowanie, by to cudowne miejsce, coraz bardziej śliskie od napływającej wilgoci, nie wyślizgnęło mu się i nie uciekło niczym piękny ptak z sideł myśliwego. Nie wybaczyłby sobie podobnej niezręczności w takiej chwili.

Dziewczyna nagrodziła jego starania serią cichych najpierw, potem coraz głośniejszych jęków, a następnie zaskoczyła własną inicjatywą. Poczuł jak wokół jego nabrzmiałego fallusa zaciska się silna, zdecydowana dłoń. Nawykła do dzierżenia wodzy gorącokrwistego rumaka, a nie wątpił, że i myśliwskiego oszczepu, jeśli nawet nie rękojeści bojowego miecza. Nie mogło więc dziwić, że uścisk okazał się silny. Teraz on jęknął, na poły z bólu, na poły z rozkoszy. Cofnęła dłoń.

– Zabolało cię, przepraszam…

– Nie, nie przestawaj. To przyjemne, nawet jeżeli trochę boli. Poruszaj w górę i w dół, jeśli chcesz.

– Tak dobrze? – Z ochotą, chociaż niezbyt umiejętnie wykonała instrukcje.

– Tak, bardzo dobrze. – Głos przeszedł w jęk. Wcale nie musiał udawać, Berenika czyniła zadziwiająco szybkie postępy.

Teraz i on ścisnął jej kwiat rozkoszy nieco silniej, wydobywając cichy okrzyk z ust księżniczki. Niesforny ptak, mocno już ociekający wilgocią, zerwał się do lotu, umykając palcom myśliwego, niczym żywa istota, którą zresztą w istocie był. Nawet bardzo żywą istotą. Marcus zdołał pochwycić go na nowo w ostatniej chwili, wzbudzając kolejny odgłos rozkoszy. Do pieszczot warg i języka adorujących sutki Bereniki dołączył lekkie zaciśnięcie zębów. Odpowiedziała jękiem oraz instynktownym ściśnięciem penisa, który doświadczał podobnej gorliwości ze strony jej dłoni. Poruszył się, zamierzając zsunąć głowę w dół, by zastąpiła może palce i obdarzyła najczulsze miejsce ciała dziewczyny delikatniejszymi jeszcze dowodami uwielbienia. Przeszkodziła w tym, zacieśniając uchwyt na nabrzmiałym już mocno fallusie.

– Nie, zostań tak, jak jesteś. Chcę go czuć, jest taki gorący…

– Ale musisz dać mu trochę wytchnienia, moja pani, bo inaczej nie wytrzyma już długo – słowa przeszły w kolejny jęk.

– Taką prośbę mogę spełnić, ale niechętnie i też nie na długo, ach…

Pracując palcami oraz ustami sprawił, że i ona zakończyła próbę rozmowy okrzykiem. Poczuł jednak, jak zmniejszyła siłę uchwytu oraz zwolniła tempo przesuwania zaciśniętej na penisie dłoni. Nie zmieniało to faktu, że gorąca fala i tak wzbierała w jego wnętrzu, unosząc się coraz wyżej i pragnąc wyzwolenia w ognistym wybuchu. Wzmocnił własne wysiłki, ociekający wilgocią kwiat ostatecznie wymknął się jego palcom, a może uleciał niczym uwolniony z sieci wróbel. Nie próbował już schwytać go ponownie, tylko drażnił samymi opuszkami, przesuwając szybko dłonią. Niepomna własnej obietnicy, Berenika na nowo ścisnęła fallusa, szarpnęła raz czy drugi, niezbyt delikatnie. Może to właśnie dzięki tej niezręczności zwyciężył ostatecznie w ich wyścigu? Gorąca fala zatrzymała się na chwilę, chociaż nie opadła, a kolejny ruch dłonią, połączony z zaciśnięciem zębów na zmaltretowanym sutku dziewczyny sprawił, że zesztywniała po raz ostatni i zarazem najważniejszy. Zesztywniała, by z głośnym okrzykiem poddać się targającym jej ciałem, mimowolnym dreszczom. Przez chwilę kontynuował jeszcze swoje zabiegi, delikatniej teraz i wolniej, ale Berenika, nie  wypuszczając jego przyrodzenia, wolną dłonią oderwała palce Marcusa od rozkwitającego na nowo kwiatu rozkoszy. Na ich miejsce starała się przyciągnąć pulsującego fallusa.

Nie potrzebował słów, by zrozumieć, o co chodzi pani i małżonce. Nasunął się na jej ciało, a wciąż zaciśnięta dłoń dziewczyny doprowadziła swój łup do pożądanego celu. Wszedł mocno i głęboko, czując wilgoć i gorąco. Poruszył raz i drugi biodrami, ona także.

– Szybciej, rób to szybciej! Tak jest najlepiej! – ponaglała.

Nie dbając, jak długo zdoła wytrzymać, z ochotą wykonał polecenie. To wystarczyło, kilka gwałtownych pchnięć uwolniło przelewającą się już nieodwołalnie falę. Pomyślał przelotnie, czy w ten sposób moc zostanie przekazana równie skutecznie jak zazwyczaj. Cóż to jednak miało za znaczenie? Niech demony biorą tę przeklętą moc, dzisiaj nie robili tego w tym celu! Obawiał się zresztą niepotrzebnie, znajome ssanie pojawiło się jak zawsze, może nieco słabsze. Nie potrafił tego dokładnie określić, ogarnięty ekstazą, a po chwili narastającą nieuchronnie niemocą – ta bowiem także nie dała na siebie czekać. Również Berenika zareagowała tak, jak czyniły to w podobnej chwili damy szlachetnej krwi, ożywieniem i entuzjazmem. Wszystko poszło więc chyba dobrze?

– Cudownie – zwołała. – Czuję się cudownie i to nie tylko dzięki twojej mocy. A raczej dzięki obydwu jej rodzajom.

– Cieszę się, moja pani i małżonko – odparł słabo.

– Bereniko. Obiecałeś nazywać mnie moim imieniem. Musimy robić to jak najczęściej, Marcusie. I to w taki właśnie sposób. W taki i w żaden inny.

– Istnieją jeszcze tysiące różnych sposobów, Bereniko.

– A ty znasz je wszystkie? – Oczy dziewczyny rozbłysły.

– Obawiam się, że nie. To ocean nie do wyczerpania. A ludzie ciągle odkrywają nowe, na własny użytek.

– To i my odkryjemy nasze własne. To moje życzenie i rozkaz, sir Marcusie!

– Jeśli tylko zechcesz, moja piękna księżniczko. Czy tak też mogę się do ciebie zwracać?

– Dobrze, zezwalam na to w drodze specjalnej łaski, sir Marcusie. Dzisiaj niczego nie potrafiłabym ci odmówić.

Wypowiadając ostatnie słowa nagle spoważniała. Wstała i odnalazła obydwa porzucone kielichy. Nalała wina, podała jedno z naczyń mężowi.

– Wypijmy, tobie z pewnością to pomoże, a mnie nie zaszkodzi.

Oboje wyczuli, że pomimo tych lekkich słów żartobliwa rozmowa sprzed chwili zmieniła charakter. Niezależnie od obecnego, radosnego pojednania, nadal pozostawały pomiędzy nimi różne trudne kwestie.

– Marcusie, bardzo się cieszę, że całe to oddawanie mocy mogło okazać się takie przyjemne, mam nadzieję, że również i dla ciebie. Ja też chcę sprawiać ci rozkosz, naprawdę. I jestem gotowa obdarzać cię różnymi łaskami, nie tylko pozwalając nazywać się księżniczką, skoro sprawia ci to przyjemność.

– Bereniko…

– Nie przerywaj, proszę. Jesteśmy jednak tymi, kim jesteśmy i mamy obowiązki. Muszę nakładać twoje pierścienie, a ty musisz je nosić. Tego wymaga zwyczaj i wszyscy tego oczekują. Mam też inne, bardzo ważne powody, by stosować się do tej tradycji. To nie zależy od mojej woli, proszę, żebyś to zrozumiał.

– Jak rozkażesz, pani i żono. – Jakże szybko wracała do roli władczyni mocy.

– Księżniczko Bereniko, proszę. Nie oceniaj mnie aż tak surowo. O wielu sprawach nie mogę decydować, a przynajmniej jeszcze nie.

– Rozumiem… księżniczko. Ale nie jest mi z tym łatwo, wiesz dlaczego.

– Wiem, Marcusie. I dlatego, obiecuję… Miałam ci za złe, że nie zwróciłeś się w sprawie Demona do mnie, swojej żony. Ale ja też powinnam zrozumieć, że matka zna tysiące sposobów i posiada tysiące możliwości, by przeprowadzić swoją wolę. Wielokrotnie widziałam, jak nagina ludzi wedle własnych życzeń. Może oczekiwałam od ciebie zbyt dużo, Marcusie. Owszem, okazałeś się słaby, ale i ja… Tak, ja również nie zawsze potrafiłam się jej przeciwstawić.

– Nie czyń sobie wyrzutów, jesteś o wiele młodsza i mniej doświadczona.

– To nie ma nic do rzeczy. Jak mogę oczekiwać, że ktoś zdoła się jej sprzeciwić, skoro ja sama nie umiałam? Posiadając pozycję o wiele silniejszą niż inni? Ale to się zmieni, zobaczysz. Dość jednak o tym. Zamierzałam złożyć ci pewną obietnicę.

– Jaką, księżniczko?

– Chciałeś kiedyś ścigać się ze mną konno. Ja i ty, mój Orzeł i twój Demon. Obiecuję, że odbędziemy taki wyścig, najszybciej, jak tylko się da. Obiecuję! I niezależnie od wyniku, oboje zwyciężymy!

21

Oczekiwał, że po tak udanym wieczorze Berenika zechce zaprosić go, by został na noc w jej komnatach. Nawet margrabina często postępowała w taki właśnie sposób. Księżniczka miała jednak najwidoczniej inne plany. Udała się do bocznego pomieszczenia po ochraniacz, którego odnalezienie zajęło jej niespodziewanie dużo czasu.

– Wybacz, Marcusie, ale muszę to nałożyć.

– Ale czy naprawdę musisz zrobić to już teraz? Liczyłem, że będę mógł zostać tutaj do rana. Z tobą.

– Muszę to zrobić – powtórzyła. – Wybacz i nie utrudniaj, proszę.

Twarz pani i małżonki przybrała barwę nieco czerwoną, błękitne oczy rzucały groźne błyski. Dodawało to jej urody, którą podziwiał w jasnym blasku świec, świadczyło też jednak o tym, że z trudem panuje nad wzburzeniem. Powstrzymał się od dalszych uwag i pozwolił na nałożenie przyrządu, co uczyniła gwałtownie i z pewną złością. Zrekompensowała to, niespodziewanie biorąc chłopaka w ramiona i obdarzając pocałunkiem.

– Wybacz. Naprawdę musiałam. Obiecuję, że wszystko ci wynagrodzę – wyszeptała, gdy oderwał wargi dla nabrania oddechu.

– Ale o co tu… – Zamknęła mu usta kolejnym pocałunkiem.

– Nic już nie mów, Marcusie, proszę, nic już nie mów. – Ponownie złączyli się w namiętnym uścisku.

– A teraz najlepiej będzie, gdy wrócisz do siebie. Obiecałam ci jutro wyścig i nie cofam danego słowa. Rano mam różne obowiązki, po południu matka też przewidziała dla mnie jakieś zadania, ale znajdę czas, gdy słońce stanie wysoko. Oczekuj wezwania, ale nie licz na to, że pokonasz księżniczkę Berenikę z Siedmiu Bram! Idź i wyśpij się dobrze.

Odprawiony w tak dziwny sposób, nie zdołał spełnić ostatniego polecenia, czy też życzenia pani i małżonki. Zanim zdołał zasnąć, długo rozmyślał nad zadziwiającymi zmianami jej nastroju, których ostatnimi czasy doświadczał. Dokładnie od chwili, gdy za radą Sudrun ofiarował żonie Demona. Ściśle rzecz biorąc, konia ofiarować księżniczce nie mógł, gdyż i tak stanowił już jej własność, ale pomoc w zdobyciu przyjaźni szlachetnego zwierzęcia i owszem. I oto od tej pory Berenika, skwapliwie z tej oferty korzystając, raczyła męża to gniewem, to znowu przejawami życzliwości. Tu i tam słyszał o zmienności kobiet, wiele na ten temat żartowano w koszarach i stajniach, często w grubiański sposób. Podobno miały ją okazywać niemal zawsze w dniach poprzedzających ich miesięczne krwawienie. Owszem, pani i małżonka wspominała o tym, że akurat krwawi, czego zresztą później nie zdołał potwierdzić, gdy dała mu ku temu sposobność, ale czy ta kobieca przypadłość mogła wytłumaczyć aż taki brak konsekwencji? Ciekawe, czy dotrzyma obietnicy urządzenia wyścigu? Ale przecież w tak ważnej dla męża sprawie nie mogła chyba żartować czy nagle zmienić zdania?

Tą ostatnią myślą uspokajał się od rana, z rosnącą niecierpliwością oczekując na zapowiedziane wezwanie. Wzmacniając odczuwaną nadzieję, przywdział strój jeździecki. O wynik gonitwy nie martwił się wcale. Razem z Demonem zwyciężą bez trudu. Ten przyciężkawy Orzeł nie ma żadnych szans, chociaż musiał przyznać, że dziewczyna okazała się znakomitą amazonką. Tu przyszło mu do głowy pewne często słyszane z ust  stajennych i żołnierzy porównanie, pomyślał, że dotąd nie próbowali jeszcze z Bereniką w taki sposób, ale przecież nic nie stoi chyba na przeszkodzie? Moc i tak odda, gdy tylko ona tego zapragnie. Od takich myśli poczuł ból w ściśniętym ochraniaczem przyrodzeniu i nie dziwił się już, że wszyscy czterej mężowie margrabiny z taką radością przyjmowali wyczekiwane wezwanie na komnaty pani i małżonki.

Wreszcie nadeszło i jego wezwanie, przyniesione przez służkę gdy słońce stało już naprawdę wysoko. Spodziewał się, że Berenika wyznaczy spotkanie w stajniach, ale dziewczyna przekazała zaproszenie na komnaty szlachetnej księżniczki, nie kryjąc przy tym pewnego rozbawienia.

„Czy ta dziewka myśli, że my… A właściwie, dlaczego nie miałaby tak pomyśleć? Ja byłbym gotowy.”

Małżonkę zastał jednak nie w uwodzicielskiej sukni, jak poprzedniego wieczoru, ale również w stroju jeździeckim.

– Przepraszam, że musiałeś czekać, ale zatrzymały mnie nagłe obowiązki – powitała Marcusa.

– Nic nie szkodzi, spodziewałem się jednak, że spotkamy się w stajniach. Ta dziewczyna wyobraża sobie chyba, że my tutaj… – Nie dokończył

– Nie obawiaj się, nie zapomniałam o mojej obietnicy. Zaraz tam pójdziemy, pomyślałam jednak, że wolałbyś, gdybym ten ochraniacz zdjęła i nałożyła na osobności, w moich komnatach, a nie w miejscu, gdzie ktoś mógłby się napatoczyć. Przyznaj, to musi być dla ciebie przykre i krępujące.

– Bo tak właśnie jest, Bereniko. Wiem, że wszyscy szlachetnie urodzeni panowie noszą taki przyrząd, ale jednak… Może nie zdążyłem się przyzwyczaić.

– Może i nie, ale przede mną nie musisz się wstydzić. Opuść spodnie, proszę.

Gdy wykonał to polecenie i małżonka bez zbędnych słów ściągnęła pierścienie, penis wyprostował się w pełnym wzwodzie.

– O, naprawdę nie masz się czego wstydzić, Marcusie. Czyżbyś był naprawdę gotowy?

– To przez twoją obecność i te wszystkie myśli… – Poczuł, że jednak się czerwieni.

– A o czym to myślałeś?

– Pani, może o tym nie wiesz, ale uwierz, po pewnym czasie ten przyrząd pozwala myśleć tylko o jednym.

– Bo chyba między innymi w takim właśnie celu został skonstruowany? I cieszę się, że również w twoim wypadku spełnia to zadanie – Roześmiała się szczerze, wrzucając ochraniacz do jakiejś szuflady. – Wybacz, nie powinnam… Prawdę mówiąc, ta dziewka może i tak bardzo nie myliła się w swoich przypuszczeniach. Ja również chętnie oddałabym się przyjemności przekazywania mocy. Ale obiecałam ci wyścig i chcę dotrzymać słowa. A gdybyśmy zaczęli od tego, to ja poczułabym przypływ energii, a ty popadłbyś w osłabienie. I tak zwyciężymy, ja i Orzeł, ale potem mógłbyś tłumaczyć przegraną swoją niedyspozycją. O nie, nie ma mowy, mój panie. Może później, chociaż nie mamy wiele czasu. – Trąciła lekko dłonią wciąż sterczące przyrodzenie chłopaka. – Podciągaj spodnie i ruszamy!

Trochę czasu zmitrężyli jednak na przejście do stajni, a potem na przywitanie się z końmi i osiodłanie ulubieńców. Wobec tak poważnej próby, zarówno Marcus jak i Berenika woleli osobiście wszystkiego dopatrzeć. Wreszcie znaleźli się jednak na grzbietach rumaków i niespiesznie, pozwalając wierzchowcom na chwilę swobody, wyjechali na zamkowe błonia.

– Cóż, Marcusie, nie mamy jednak wiele czasu, mówiłam już, że matka wezwała mnie później na odprawę, więc niech wystarczą trzy okrążenia wokół zamkowego wzgórza. Zaczynamy i kończymy tutaj, każdy może galopować tak blisko murów, jak tylko zechce i zdoła.

Pomyślał, że ona z pewnością zna teren o wiele lepiej i niechybnie potrafi to wykorzystać, ale czuł taką radość oraz pewność zwycięstwa, że nie dbał o podobne szczegóły.

– Jak sobie życzysz, piękna księżniczko. Ale każdy wyścig powinien mieć stawkę. Może wyznaczymy fanty i nagrody?

– A czego byś sobie życzył? Wiesz, że ja nie mogę… Może na krótko, ale nie na stałe.

– Nie, nie o to chodzi, Bereniko. Ale jeżeli zwyciężę, zapoznasz mnie z Orłem, tak jak ja ciebie z Demonem, zgoda?

– To chyba sprawiedliwe – odpowiedziała z pewnym wahaniem. – Ale co ty możesz dać w zamian mnie?

– Demona już ci ofiarowałem – odparł zakłopotany. Rzeczywiście, pewny zwycięstwa, o tym szczególe nie pomyślał.

– Już wiem – ucieszyła się Berenika. –  Chwaliłeś się, że znasz tysiące sposobów oddawania mocy. Pokażesz więc spośród nich tyle, ile tylko zechcę!

– Przy takim fancie gotowy jestem przegrać, piękna księżniczko.

– Tylko nie próbuj tłumaczyć potem w ten sposób porażki. Jazda!

Ruszyli galopem, nie wypuszczając jeszcze koni w cwał. Na to przyjdzie pora później, zamek zajmował rozległą przestrzeń i dystans do pokonania podczas trzech okrążeń wydawał się spory. Marcus podążał śladem Bereniki, trzymając się o dwie, trzy długości z tyłu. Nie znał terenu i wolał uniknąć możliwych niespodzianek. Przekonał się zresztą wkrótce, że Demon bez trudu utrzymuje tę odległość, nie osiągając wcale pełni swojej szybkości w galopie. Berenika raz czy drugi usiłowała przyspieszyć i zgubić rywala. Bez powodzenia. Gdyby oboje z Demonem tego zechcieli, w każdej chwili mogliby dogonić księżniczkę i jej Orła. Chyba, że i ona ukrywała prawdziwe możliwości rumaka, chociaż nie widział powodu, dla którego miałaby to czynić. W końcu okolicę powinna znać jak własną kieszeń. Plan rozegrania gonitwy wydawał się więc prosty, trzymać się śladu dziewczyny, by na finiszu pokazać, co Demon potrafi w cwale! Ale przecież i ona musiała zdawać sobie sprawę z takiej możliwości. Sama przyznała kiedyś podczas pierwszej rozmowy na błoniach, niechętnie bo niechętnie, ale zawsze, że jego Demon może być szybszy, podczas gdy jej Orzeł jest bardziej wytrzymały i przyzwyczajony do jazdy po górach. Na co więc liczyła, wybierając gonitwę na długości zaledwie trzech okrążeń? Brak czasu, o którym tyle mówiła, nie mógł przecież stanowić wystarczającego wytłumaczenia.

W taki sposób odbyli pierwszy objazd, starając się trzymać jak najbliżej murów fortecy, co nie zawsze okazywało się jednak możliwe. Wzniesiono ją w końcu na wzgórzu panującym nad górską przełęczą. Szeroką i dość łagodną przełęczą, ale przecież były to nadal góry, tu i ówdzie trafiały się stromizny, wystające z ziemi skalne ostrogi, zwały kamiennego rumoszu. Omijali je w galopie. Pasma górskie, które znał z Międzyrzecza, wydawały się mniej surowe. Berenika, doświadczona oraz dosiadająca przywykłego do takich warunków wierzchowca, ryzykowała bardziej, co i rusz  wybierając trasę wymagającą pokonania mniej dogodnego terenu, ale za to krótszą. Nie podążał wtedy jej śladem, odzyskując dystans dzięki większej szybkości Demona na płaskim gruncie. Znajdowali się już prawie w połowie ostatniego okrążenia, gdy dziewczyna zdecydowała się na decydujące posunięcie. Jedną z wysuniętych baszt zamku posadowiono na skalnym wysadzie, od którego odchodził wydłużony, niezbyt wysoki, ale posiadający dość strome zbocza pagórek, upstrzony pomniejszymi głazami wynurzającymi się z ziemi. Dotychczas księżniczka dwukrotnie objechała tę przeszkodzę, a on podążył jej śladem, zachowując zresztą bezpieczniejszą odległość i nadrabiając potem stratę. Tym razem udała jednak tylko, że zamierza powtórzyć ten manewr, a gdy spostrzegła, że Marcus oddalił się nieco, pragnąc pozostać na bardziej równym terenie, niespodziewanie skierowała Orła wprost na pagórek, zamierzając przeciąć go w upatrzonym miejscu, umożliwiającym przejazd doświadczonemu jeźdźcowi, dosiadającemu równie obytego z trudnym podłożem konia. Domyślił się poniewczasie, że zapewne ćwiczyli tę sztuczkę od dawna i musiała znać to przejście wcześniej. Nie ośmielił się podążyć w ślady Bereniki, nie chciał ryzykować połamania nóg Demona. Przyspieszył i objechał pagórek maksymalnie ciasnym łukiem, ale mógł już tylko obejrzeć plecy małżonki, wyprzedzającej go teraz przynajmniej o kilkanaście długości. Ona również zwiększała szybkość, rozumiejąc, że nie czas teraz na oszczędzanie sił.

Zza załomu murów zamku wyłoniły się budynki stajni. Pojął, że nawet nadzwyczajna prędkość Demona w cwale nie pozwoli mu już nadrobić straty na tak krótkim dystansie. Pozostała ostatnia szansa. Aby osiągnąć miejsce, z którego wyruszyli i które wyznaczyli jako metę, należało objechać zagrodę, przeznaczoną dla osobistych koni księżniczki. Przypomniał sobie, jak odgrażała się kiedyś, że przeskoczy to ogrodzenie, gdy ociągał się z otwarciem bramy podczas jej pierwszej przejażdżki na Demonie. Pospiesznie spełnił wówczas polecenie dziewczyny, nie chcąc bez potrzeby narażać Bereniki. Podejmowanie takiego wyzwania na nieznanym sobie wierzchowcu byłoby szaleństwem. Ale w jednym miała wówczas rację. Demon, lżejszej budowy niż Orzeł, był śmiałym skoczkiem i w Międzyrzeczu radzili sobie z przeszkodami całkiem dobrze. Co prawda, nie aż tak wysokimi, a tutaj należało skoczyć dwukrotnie. Ale jednak pokonywali już ogrodzenia niewiele niższe. Rozgrzany gonitwą zaryzykował, a potem było już za późno, by się wycofać, przynajmniej bez ujmy na honorze. Na szczęście, wytrenowane nawyki nie zawiodły ani jeźdźca, ani konia i zanim Marcus zdążył zastanowić się, co właściwie czyni oraz poczuć strach, Demon pofrunął nad pierwszym ogrodzeniem, a po chwili również nad drugim. Chłopak ochłonął dopiero wówczas, gdy wyhamował w miejscu wyznaczonym na metę wyścigu. Dumnym spojrzeniem powitał nadjeżdżającą Berenikę.

– A jednak, ktoś potrafi wyprzedzić księżniczkę Siedmiu Bram – zawołał triumfalnie.

– Nie myśl, że to koniec – żachnęła się odruchowo. – Żądam rewanżu, tak szybko, jak tylko okaże się to możliwe!

Nadbiegli zwabieni wyścigiem stajenni oraz inni gapie, wolni od służby żołnierze, czeladź. To nie mogło dziwić, ale obecność samej Lady Berengarii i owszem. Nadeszła od strony wejścia do wysokich komnat zamku, otoczona świtą kilku oficerów. Czyżby przerwała jakąś naradę na wiadomość o niezwykłej gonitwie? Musiała zdawać sobie sprawę, jak nikt inny, co oznaczało jej odbycie. Zebrani rozstąpili się z szacunkiem, Marcus pospiesznie zeskoczył z konia, nie wypadało witać panią księstwa z wysokości siodła. Berenika pozostała natomiast na grzbiecie Orła.

– Gratuluję, książę. Oto moja córka znalazła wreszcie godnego rywala. Nie przesadzałeś, mówiąc, że jeździsz równie dobrze jak Sudrun!

I znowu nie omieszkała przypomnieć o osobie gwardzistki. Swoją drogą, nigdzie dziewczyny nie zauważył. Niemożliwe, żeby przegapiła takie wydarzenie i taki wyścig. Przez chwilę poczuł niepokój, pomyślał jednak, że pewnie ma służbę, a tymczasem duma ze zwycięstwa zalewała go bez reszty.

– Domagam się rewanżu, choćby zaraz! – powtórzyła księżniczka. – Niech tylko konie chwilę odpoczną. Jeszcze zobaczymy, kto jest lepszy.

– Chętnie, gdy tylko zechcesz, Bereniko.

– Pamiętaj jednak o obowiązkach, córko. Oczekuję twojej obecności na dzisiejszej odprawie.

– W takim razie tak szybko, jak tylko zdołamy. Najlepiej jutro! Musimy ścigać się jeszcze raz i niech żadni bogowie nie próbują nam w tym przeszkodzić!

Marcus pomyślał, że może nie powinien tak jawnie okazywać radości i zawstydzać w ten sposób swojej pani i małżonki na oczach świadków, a zwłaszcza Lady Berengarii. Ale co tam! Przecież zwyciężył w uczciwej rywalizacji, zwyciężył w ulubionych zawodach, dosiadając Demona, na co prawie przestał już liczyć. Jeżeli ona okaże z tego powodu małostkową urazę, to nie jest godna jego miłości!

– Jak rozkażesz, moja piękna księżniczko.

– To szykuj się na ten rewanż! I należy ci się obiecana nagroda, zapoznam cię z Orłem. – Na szczęście, obawiał się bezpodstawnie.

– Przyjmę ją z radością, to znakomity koń i miałaś rację, w trudnym terenie, w górach, spisuje się lepiej niż Demon. Mogę się przy was wiele nauczyć. – Nie zaszkodziło podbudować samopoczucia Bereniki.

– Twój fruwa za to niczym prawdziwy orzeł. Może nasze konie powinny zamienić się imionami? – Roześmiała się szczerze. – A wracając do fantów, to jednak miałbyś do ofiarowania coś jeszcze, niż tylko twój tysiąc sposobów. Chcę właśnie pofrunąć na Demonie! Co nie znaczy, że z tamtych twoich obietnic zamierzam zrezygnować. Zamierzam wygrać wszystkie twoje fanty po kolei. Jutro kontynuujemy, pamiętaj! A teraz czas zająć się końmi.

Jak mógłby nie pokochać jej w takiej chwili? Pogodnie znoszącą porażkę, tryskającą radością życia, planującą srogi rewanż i gotową okazać życzliwość po przyszłym zwycięstwie, gdy wreszcie je odniesie.

Berenika zeskoczyła na ziemię, zanim jednak zdążyła zrobić coś więcej, odezwała się Lady Berengaria.

– Wiem, że zawsze sama dbasz o swoje konie, ale dzisiaj musisz odstąpić od tej chwalebnej zasady. Pojawiły się ważne sprawy do omówienia i oczekuję cię w moim gabinecie.

– Chciałabym tylko oporządzić Orła.

– Wybacz, ale naprawdę nie mamy na to czasu.

– Dobrze, skoro tak sobie życzysz, matko i pani. Pozwól jednak, że zamienię najpierw kilka słów z moim mężem, sir Marcusem. Na osobności, w prywatnych komnatach.

– Muszę nalegać, abyś również i to odłożyła na później. Nadeszły ważne i nie cierpiące zwłoki wiadomości.

– Przecież wiesz, o co chodzi, matko.

– Tak, wiem Bereniko. Ale będzie lepiej, jeżeli sir Marcus zostanie teraz tutaj i zajmie się końmi. Nie obawiaj się, nic mu nie grozi, nawet bez ochraniacza, który, jak mniemam, zdjęłaś przed waszą gonitwą. Spodziewałam się czegoś takiego i na wszelki wypadek wysłałam tę Sudrun z jakimś poleceniem do Srebrnej Bramy, nie wróci wcześniej niż jutro.

Chłopak poczuł irracjonalny przypływ gniewu. Cóż za grubiaństwo i brak manier! W zasadzie i tak wszyscy wiedzieli o ochraniaczach, ale o takich sprawach nie mówiło się zazwyczaj publicznie. I jeszcze te słowa o gwardzistce, zwykła złośliwość, czy próba ponownego skłócenia małżonków? Jeżeli to drugie, to tym razem strzała Lady Berengarii chybiła jednak celu.

– Skoro tak sobie życzysz, matko i pani, to spełnię twoje rozkazy. Chodźmy. A ty, Marcusie, dopilnuj koni. Muszą być jutro w najwyższej formie! Spróbuj zaprzyjaźnić się z Orłem, nie cofam moich obietnic. A potem weź kąpiel i oczekuj mnie w moich komnatach. Nie obawiaj się niczego, chętnie spędzę ten wieczór we dwoje, z moim prawowitym, pierwszym małżonkiem.

22

Zgodnie z niewypowiedzianą obietnicą zajął się obydwoma końmi. Z Demonem poszło łatwo, przyjaciel z radością przyjmował zabiegi Marcusa oraz drobne gesty przyjaźni. Orzeł okazał natomiast rezerwę. Nie pozwolił zbliżyć się chłopakowi i ten zdołał ostatecznie wytrzeć wierzchowca dopiero w towarzystwie doświadczonego stajennego, którego siwek zdawał się tolerować. Marcus zauważył, że po dzisiejszym zwycięstwie obsługa stajni zaczęła traktować go inaczej, bardziej poważnie. Nadal rozpierany dumą, z zadowoleniem przyjmował te oznaki szacunku. Wszystko to zajęło jednak sporo czasu i z opóźnieniem pojawił się na komnatach pani i małżonki. Właściwie, to zdążył tylko dzięki temu, że u siebie zastał przygotowaną już kąpiel. Służki wykręciły się od odpowiedzi na pytanie, kto polecił im podgrzać wodę. Raczej nie Berenika, która odeszła ze stajni w towarzystwie matki i jej oficerów. Może same wystąpiły z tą inicjatywą, przypomniał sobie teraz życzenie księżniczki wypowiedziane w chwili, gdy się rozstawali. Najpewniej opowieści o dzisiejszej gonitwie i wszystkich towarzyszących jej okolicznościach krążyły już po zamku jako najnowsze, ekscytujące plotki.

Samej pani i małżonki nie zastał, ale nikt nie próbował bronić mu wstępu do jej apartamentów. Przyjemnie odświeżony, pomyślał, że i ona chętnie zażyje kąpieli po wyścigu oraz przeciągającej się naradzie. On sam z przyjemnością mógłby jej wówczas usłużyć, a potem… Na tę myśl poczuł, jak przyrodzenie staje w gotowości, chociaż nie pobudzał go przecież skonstruowany jakoby w tym celu ochraniacz. Wydał więc polecenie przygotowania jeszcze jednej kąpieli, co służba przyjęła bez dyskusji. Rzeczywiście, zaczęto traktować go inaczej!

Berenika nadal nie nadchodziła. Gdy został już sam, przypomniał sobie, do której szuflady wrzuciła ochraniacz i w słabnącym powoli świetle dnia badał wzrokiem oraz dłońmi ten przeklęty przyrząd. Uprzednio nigdy jakoś nie znalazł ochoty, by czynić to wówczas, gdy krępował jego przyrodzenie. Te wszystkie pierścienie, drążki, tulejki skonstruowano, doprawdy, bardzo przemyślnie. Ciekawe, kto na to wpadł? Jakaś żądna władzy dama szlachetnego rodu? Oczekujący hojnej nagrody rzemieślnik? Czy może, chociaż wydawało się to niemożliwe, któryś z panów błękitnej krwi? Zrobiło się wreszcie zbyt ciemno i odłożył ochraniacz na miejsce.

Nie chciało mu się zapalać świec. Zauważył już zresztą, że Berenika lubiła popisywać się opanowaną niedawno umiejętnością wzniecania płomieni za pomocą magii i zamierzał dać jej ku temu okazję, zwłaszcza po dzisiejszej porażce w gonitwie. To taka drobna, ale użyteczna sztuczka, czy on sam też potrafiłby uczynić coś takiego? Przecież posiadał moc, tak naprawdę to on właśnie, a nie jego pani i małżonka. W dawnych czasach magią władali mężczyźni, a więc było to chyba możliwe? Brakowało mu tylko wiedzy, gdyby jednak… Czy gdyby poprosił, Berenika zechciałaby go może nauczyć? To przecież tylko niewinna sztuczka, nikomu nie dałby poznać… Przestraszył się tej myśli i odrzucił ją w głąb umysłu. Co on sobie wyobraża? Czy nie wystarczą mu dotychczasowe, niezwykłe objawy łaskawości pani i małżonki? I dlaczego ciągle jeszcze jej nie ma? Kąpiel w końcu wystygnie!

Gdy księżniczka wreszcie nadeszła, woda istotnie okazała się już chłodna.

– Wybacz, pani. Pomyślałem, że chętnie obmyjesz się po dzisiejszym wyścigu, ale sądziłem, że wrócisz wcześniej.

– To miło z twojej strony, że o tym pamiętałeś, ale matka zatrzymała mnie dłużej, niż się spodziewałam. – Berenika wyglądała na lekko zakłopotaną. – Teraz szkoda już czasu, by podgrzewali wszystko na nowo. Zostaw mnie na chwilę samą, to poradzę sobie z tym tutaj. Jestem wojowniczką i przywykłam.

– Może… Może potrafisz podgrzać tę wodę, tak jak rozpalasz świece? To chyba podobny rodzaj magii? A wtedy ja chętnie… Usłużyłbym ci podczas tej kąpieli, piękna księżniczko.

– To urocze, ale nie wolno zużywać mocy na takie drobiazgi. Powiedziałam już, że zimna woda mnie nie przeraża. Chcę tylko obmyć się dla prawdziwego pana błękitnej krwi z cywilizowanego południa, żeby nie myślał o nas jak o zupełnych barbarzyńcach – złagodziła odmowę żartem.

– Nigdy tak nie myślę, Bereniko.

– Idź już i czekaj, żeby ogrzać swoją panią i małżonkę. – Tym razem w głosie zabrzmiało coś w rodzaju zniecierpliwienia.

Skrywając rozczarowanie, wykonał to polecenie i zagrzebał się w łożu. Berenika nie zadała sobie tym razem trudu, by rozpalić płomienie świec. Wziął ją w ramiona, gdy wsunęła się pod skóry.

– Wprawdzie to ja wygrałem dzisiejszy wyścig, ale i tak z ochotą ofiaruję ci wszystkie moje fanty – wyszeptał.

– A jakież to fanty – spytała żartobliwie, a przynajmniej taką miał nadzieję.

– Ty obiecałaś zapoznać mnie z Orłem, a ja miałem pokazać ci tyle sposobów oddawania i pozyskiwania mocy, ile tylko sobie zażyczysz, piękna pani. Z chęcią zacznę już dzisiaj.

– A co chciałbyś pokazać?

Wyczuł w niej jakieś napięcie. Czyżby obawiała się jego zapałów, objawiała nagłe wątpliwości? Po wczorajszej nocy?

– Pomyślałem sobie, że skoro ścigaliśmy się dzisiaj konno, to może moglibyśmy… Może miałabyś ochotę na jeszcze jedną przejażdżkę? To nie powinno w niczym przeszkodzić, jeżeli chodzi o moc, nawet…

W ostatniej chwili ugryzł się w język. Zwrócenie uwagi, że sama Lady Berengaria korzystała niegdyś z podobnego sposobu nie byłoby na miejscu.

– Dlaczego nie, Marcusie?

Berenika zgodziła się szybko i z pewną ulgą. Natychmiast też pojęła, co właściwie miał na myśli. Może posłyszała kiedyś w stajniach jakieś przechwałki parobków? Pozwoliła mu jednak przejąć inicjatywę, gdy ułożył się wygodnie na posłaniu i zaprosił ją do zajęcia miejsca w siodle. Jego własny fallus sterczał już od jakiegoś czasu i z łatwością utorował sobie drogę do jej wnętrza, chciał jednak ofiarować pani i małżonce nie tylko moc, ale i rozkosz. Uniósł głowę i sięgnął ustami jednego z sutków. Przekonał się z przyjemnością, że sterczy dumnie i sztywno. Ssał początkowo delikatnie, wargami, potem leciutko zacisnął zęby. Jęknęła i poruszyła biodrami. Pospiesznie poszukał drugiej piersi, ponowił pieszczotę ust i zębów. Odpowiedziała kolejnymi ruchami bioder i ujęciem w dłonie jego uszu, które zaczęła tarmosić. Twarz Marcusa omiotły włosy dziewczyny. Uwolnił sutek i pochwycił jeden z kosmyków zębami. Przesunęła dłonie na czoło chłopaka i odepchnęła jego głowę na poduszkę, unosząc jednocześnie własną. Włosy Bereniki znalazły się poza zasięgiem ust młodzieńca.

– Ruszaj do galopu! – rozkazała. – Zaczynaj, skoro zaofiarowałeś mi przejażdżkę!

– Ale chciałem…

– Ruszaj wreszcie!

Energicznie uniosła biodra, a opadając uderzyła uda Marcusa piętami. Ponaglony w ten sposób, poderwał się do biegu niczym rumak szlachetnej krwi. Ochoty i zapału mu nie brakowało. Dostosowała się do tego rytmu, odchylając sylwetkę. Jej twarz majaczyła niewyraźnie, gdzieś na niebotycznej wysokości. Gdy próbował się unieść, by poszukać wargami jej piersi, włosów, może nawet ust, uniemożliwiła to zdecydowanym ruchem dłoni. Dłoni silnych i przywykłych do panowania nad wierzchowcem, jak po raz kolejny miał okazję się przekonać. Spróbował sięgnąć ręką, ale natychmiast uchwyciła jego nadgarstki, skrzyżowała je nad głową, docisnęła ciężarem własnego ciała.

– Nie trzeba, tak jest najlepiej… – wydyszała. – Biegnij niczym twój Demon, zbieraj się do galopu! Pokaż, co potrafisz. – Słowa te wsparła kolejnym uderzeniem pięt.

Pobudzony, poderwał biodra do szaleńczego cwału. Poczuł kulę gorąca.

– Bereniko, nie wytrzymam już długo – wyjęczał.

– I bardzo dobrze. Przecież tego właśnie chcę! Demona może bym oszczędziła, ale ciebie na pewno nie! Nie w takiej sytuacji!

Jeszcze dwa razy spięła swego wierzchowca, nim ostatecznie uległ na całej linii i trysnął przelewającą się falą spełnienia, spełnienia dającego rozkosz oraz uwolnienie. Potem wszystko odbyło się jak zawsze, uczucie ssania i szybkie osłabienie. Berenika musiała chyba zdawać sobie z tego sprawę, przerwała bowiem galopadę, zsunęła się z ciała małżonka i pozwoliła mu odpoczywać.

– Znajdę jakieś wino – zaoferowała się, wstając po chwili z łoża.

Krążyła po omacku, nie zapalając światła. Po chwili podała chłopakowi kielich, z którego podciągnął duży łyk trunku.

– Jesteś wspaniałą amazonką, Bereniko. Dzisiaj zwyciężyłem w naszym wyścigu, ale tylko dlatego, że nie doceniłaś Demona. Jutro może być zupełnie inaczej.

– Nie doceniłam też ciebie, Marcusie. Ale nie wiem, czy możemy się ścigać. Matka…

– Co znowu z Lady Berengarią?

– Nie była zadowolona, możesz się tego łatwo domyślić. Właściwie… Właściwie, to zabroniła kolejnej gonitwy.

– Chyba nie zamierzasz jej posłuchać? Obiecałaś!

– Marcusie…

– Powtarzałaś, że nikogo się nie boisz! Jeszcze dzisiaj zarzekałaś się, że ani bogowie, ani demony nie przeszkodzą w odbyciu naszego wyścigu, a teraz mówisz mi, że wystarczy jedno słowo księżnej Siedmiu Bram?

– To nie takie proste, Marcusie.

– Czy ktoś cię zaczarował albo podmienił, piękna księżniczko? Musimy się ścigać i obiecałaś pomóc mi przy Orle!

– Dobrze… – odparła z pewnym wahaniem. – Skoro aż tak bardzo ci na tym zależy. Rzeczywiście, powiedziałam coś takiego i muszę dotrzymać słowa. I przekonać cię, że nie boję się nikogo.

– Dziękuję, księżniczko.

Z pewnym wysiłkiem powstał i próbował pochwycić ją w ramiona. Uchyliła się jednak.

– W takim razie, powinieneś odpocząć, książę. Będzie lepiej, jeżeli wrócisz teraz do siebie. Wezwę cię jutro i spotkamy się w stajniach.

– Ale, Bereniko… – Czyżby poczuła się jednak urażona?

– Tak będzie najlepiej – powtórzyła. – Czy przypadkiem nie bawiłeś się pod moją nieobecność swoim ochraniaczem? Gdzie go położyłeś? – zmieniła temat, wykazując się iście kobiecą intuicją, a może niezwykłym wyczuciem.

– Właściwie, to trochę sobie oglądałem. Wybacz. Ale odłożyłem na miejsce, leży tam, gdzie  go schowałaś. W tamtej szufladzie – odruchowo wskazał ręką.

– No dobrze, nie mam ci za złe tej ciekawości. – Sięgnęła po przyrząd i upewniła się co do kompletności ochraniacza. – Ale teraz czas nałożyć go na nowo.

Nie stawiał oporu, bo i w jakim celu? Pomimo panujących ciemności pani i małżonka szybko uporała się z zadaniem. Chcąc pokazać, że nie czuje żalu, raz jeszcze pochwycił ją w ramiona i pocałował. W końcu przekonał księżniczkę, by sprzeciwiła się życzeniu matki! Oddała pocałunek, ale po chwili uwolniła się z uścisku.

– Do jutra, Marcusie. Wracaj do siebie.

Trochę zawiedziony odprawą, ale i podniecony odniesionym sukcesem, zagrzebał się we własnym posłaniu. Rozpamiętywał obydwie dzisiejsze gonitwy i sam już nie wiedział, która sprawiła mu więcej radości. Wreszcie nadszedł sen.

Obudził się wcześnie, nadal odczuwając podniecenie. Nieważne, czy dzisiaj również zwycięży, czy też lepsza okaże się Berenika. Nie o to przecież chodziło! Czy to, co przeżywał, myśląc nieustannie o swojej pani i małżonce, można było nazwać miłością? Czyżby zakochał się niczym bohater jakiejś romantycznej ballady? Tego rodzaju uczucie byłoby jak najbardziej stosowne dla szlachetnie urodzonego pana i mogło ułatwić wiele spraw. Czy jednak jego piękna księżniczka podzielała zapały pierwszego małżonka? Może i tak, ośmielał się żywić taką nadzieję. A jeżeli nawet były to tylko początki prawdziwej miłości, to już on postara się rozdmuchać je w prawdziwy płomień!

Pobudzony takimi myślami ani się spostrzegł, gdy nadeszło wezwanie. Pani i małżonka oczekuje go w stajniach. Zastał ją tam samotną, widocznie odprawiła służbę, czemu wcale się nie dziwił. Zapragnął wziąć Berenikę w ramiona, pocałować. Nie uchyliła się, ale też nie przedłużała tej chwili wyrażania uczuć.

– Nie traćmy czasu, Marcusie. Opuść spodnie, zdejmę ochraniacz i oporządzimy konie.

Pospiesznie wykonał polecenie i ruszył osiodłać Demona. Zauważył przy tym, że Orzeł został już przygotowany. Czyżby Berenika zajęła się wierzchowcem oczekując na przybycie małżonka? Tym szybciej zajął się ulubieńcem.

– Jestem gotowy, księżniczko!

– Dobrze, ruszajmy więc – zarządziła, ujawniając przy tym pewien niepokój. Zapewne obawiała się, mimo wszystko, niezadowolenia księżnej Siedmiu Bram, któremu będzie musiała stawić czoło.

Okazało się teraz, że jednak na miejscu znalazł się ktoś z obsługi. Stary stajenny, który pomagał wczoraj Marcusowi przy Orle. Wynurzył się z jakiejś bocznej komórki i przytrzymał konia, gdy dosiadała go Berenika. Następnie otworzył wrota zagrody.

– Pojedziemy do tamtego lasu. – Wskazała widoczną w pewnej odległości plamę zieleni.

– Jak sobie życzysz, piękna pani. To może od razu ścigajmy się po drodze!

Nie czekając na odpowiedź ponaglił Demona i pognał galopem, nie oglądając się za siebie, pewien, że Berenika z ochota przyjęła wyzwanie. Dopiero prawie u celu zorientował się, że nie czuje na plecach oddechu i odgłosu pogoni. Dziewczyna podążała w sporej odległości, tracąc dystans, ale też nie dobywając ze swego wierzchowca wszystkich sił. Wyhamował tuż przed pierwszymi drzewami. Takie zwycięstwo nie dawało żadnej satysfakcji! O co tu chodziło? Czyżby jednak nie miała ochoty na gonitwę?

– Co się stało, Bereniko? Źle się czujesz?

– Nie, wszystko w porządku Marcusie. Ale może jednak lepiej dzisiaj się nie ścigajmy. Wiem, że bardzo zależało ci na tej przejażdżce i nie chciałam sprawić ci zawodu. Czy możemy  poprzestać na zwykłym spacerze?

– Ale dlaczego? – Z trudem zdołał ukryć rozczarowanie. – Oczywiście, będzie jak sobie życzysz, pani i małżonko. – Opamiętał się i powrócił do stosownych form dworskiego obyczaju oraz dobrego wychowania.

– To przejedźmy się wśród drzew.

Ruszyli niezbyt spiesznie duktem. Cieszył się tą przejażdżką, oczywiście, ale nie do takich galopad na grzbiecie Demona zdążył się przyzwyczaić! Gdy otworzyła się przed nimi leśna polana, podjął kolejną próbę.

– Obiecałaś zapoznać mnie z Orłem, Bereniko. Skoro nie masz ochoty na wyścigi, to może zrobisz to teraz? Proszę.

– Wolałabym nie dzisiaj. Wybacz, może innym razem.

Nie wytrzymał, zeskoczył z grzbietu wierzchowca, podszedł do pani i małżonki.

– Co się stało, Bereniko? Księżna czymś ci zagroziła? Powiedz, proszę. Przecież zrozumiem.

– Nie, nigdy tego nie zrozumiesz.

– Ale skoro i tak już tutaj przyjechaliśmy, to przynajmniej przejedź się na Demonie.

Miał nadzieję, że może w taki sposób poprawi jej nastrój, skłoni do większej otwartości i zaufania. Bo przecież coś z pewnością musiało się stać. Zachowywała się bardzo dziwnie.

– Może jednak lepiej już wracajmy, Marcusie. To nie był najlepszy pomysł. Wczoraj myślałam inaczej, ale myliłam się.

– Co się stało? Czy ktoś cię nagle podmienił, jakieś górskie demony? Nie wierzę – zażartował, chcąc rozładować atmosferę. – Dosiądź więc mojego Demona i stań się na powrót sobą!

– No dobrze, ale potem będziemy już wracać – ustąpiła bez szczególnego przekonania.

Zeskoczyła z siodła i podeszła do drugiego wierzchowca, uchwyciła wodze. Ogier parsknął gniewnie i potrząsnął łbem.

– Spokojnie, Demon. Spokojnie. – Pospiesznie pochwycił głowę przyjaciela, wypowiadał słowa łagodnym głosem, dał wciągnąć chrapami znajomy zapach. – To tylko Berenika, przecież już ją znasz.

Rumak niechętnie poddał się woli chłopaka.

– Wskakuj – ponaglił księżniczkę. – Przytrzymam go. Nie wiem, co w niego wstąpiło, na pewno cię nie zapomniał. Za chwilę sobie przypomni, a tymczasem pomogę ci.

Berenika sprawnie wspięła się na grzbiet, usadowiła pewniej w siodle. W tym czasie Marcus starał się na wszelkie sposoby uspokoić rozdrażnionego ponownie rumaka. Osiągnąwszy pewien sukces, puścił łeb ulubieńca i klepnął konia w szyję.

– Ruszajcie!

Dziewczyna trąciła boki wierzchowca piętami, ten zrobił kilka kroków, przeszli do kłusa. Objechali połowę obwodu polany. Marcus odetchnął z ulgą. Cóż ten Demon dzisiaj wyprawia? Nie dokończył tej myśli. Ogier poderwał się nagle do galopu, Berenika czyniła wszelkie wysiłki, by zapanować nad koniem, a potem, żeby utrzymać się w siodle. Daremnie. Demon zwolnił i wykonał swój ulubiony, wredny manewr z wybiciem się z tylnych nóg oraz pochyleniem głowy. Tym razem księżniczka dała się zaskoczyć i poleciała w przód, przez łeb niepokornego wierzchowca. Zrzuciwszy dosiadającą go amazonkę, ten ostatni ruszył prosto ku Marcusowi, unosząc triumfalnie głowę. Po chwili pochylił ją jednak, wargami podszczypywał chłopaka po ramionach i domagał się pieszczot. Domagał się nagrody. Młodzieniec odtrącił bezceremonialnie przyjaciela i pobiegł ku Berenice. Z ulgą zauważył, że dziewczyna z trudem, bo z trudem, ale unosi się z młodej trawy o własnych siłach.

– Nic ci się nie stało?

– Kości chyba całe – odparła kwaśno.

– Nie mam pojęcia, co w niego wstąpiło.

– Konie miewają swoje kaprysy, Marcusie. Lepiej już wracajmy, ale ja pojadę jednak na Orle.

Tymczasem Demon przykłusował w ich pobliże i usiłował wepchnąć się pomiędzy oboje, odsunąć od siebie nawzajem.

– Idź, sobie! – Rozdrażnienie chłopaka ujawniło się w głosie. – Co ty wyrabiasz? Nie poznajesz Bereniki? Przecież znasz jej zapach, karmiła cię jabłkami i już dosiadała. To przyjaciółka! Jak mogłeś ją zrzucić?

– To nic takiego, Marcusie. Z końmi rożnie bywa.

– Ale nie z Demonem! On nie jest taki. Zaprzyjaźnił się z tobą i zaakceptował. Zna twój zapach, twój głos i dotyk… To niemożliwe… To po prostu niemożliwe!

– Marcusie, zostawmy to i wracajmy.

– Nie, coś tutaj jest nie w porządku. Demon to wyczuł, potraktował cię jak kogoś obcego, kogo nie zna i komu nie ufa… Zachowuje się dziwnie, prawdę mówiąc, ty również zachowywałaś się bardzo dziwnie, Bereniko…

– Łap swojego Demona i ruszajmy, Marcusie.

– Nie miałaś ochoty na wyścigi, jechałaś powoli. Z Orłem też nie chciałaś mnie poznać i nawet dosiadłaś go przy pomocy tamtego stajennego, który często się nim opiekuje… Właściwie, to widzę teraz, że już wczoraj wieczorem straciłaś chęć na naszą gonitwę. Zgodziłaś się dopiero wtedy, gdy w żartach zapytałem, czy ktoś cię nie podmienił… Tak jak i dzisiaj zdecydowałaś się dosiąść Demona po podobnym żarcie! Ale to chyba nie był żart! Gdzie jest prawdziwa Berenika, Lady Berengario? I od kiedy się pod nią podszywasz?

– Wygadujesz niestworzone bzdury, Marcusie. Matka zajmuje się w tej chwili na zamku jakimiś sprawami związanymi z wojną.

– O nie, pani. Mnie mogłaś oszukiwać, ale Demona nie zdołałaś. Poznał, że nie jesteś Bereniką! Nie jesteś tą samą amazonką, z którą się zaprzyjaźnił i której pozwolił się dosiadać! Nie mogłaś więc udawać swojej córki przez cały czas, zresztą przecież wczoraj widziałem was obok siebie, razem. Ale przedtem… Teraz dopiero rozumiem te wszystkie dziwne braki w pamięci, te spacery po komnatach w poszukiwaniu ochraniacza… Mogę jeszcze pojąć, że pożądasz mojej rzekomej mocy. Twoi dwaj mężowie są starzy, a o dwóch pozostałych od dawna nic nie słychać. Chciałaś skorzystać z tego, co należy się twojej córce, pewnie z tego powodu ułożyłaś nasze małżeństwo. Próbowałaś już w drodze. Nie do końca ci się udało, więc chwyciłaś się innego sposobu. A ona ci w tym pomagała! Ale dlaczego? Dlaczego? Z zemsty za moją słabość? Jeżeli tak, to odpłaciła się w jeszcze gorszy sposób!

– Zamilcz, Marcusie. To nie są sprawy, o których wolno wołać po lesie! Możemy jeszcze udawać, że nic się nie stało. Dostaniesz swojego konia, skoro tak ci na nim zależy. Nie musisz się niczego obawiać. Jesteś zbyt cenny.

– O nie, Lady Berengario, ty podstępna wiedźmo! Co zrobiłaś z Bereniką? I dlaczego tak nagle musiałaś udawać ją podczas dzisiejszej przejażdżki?

– To nie twoja sprawa.

– A jednak moja! Bo chyba zaczynam rozumieć. Ona miała tego dość, prawda? Na początku zgodziła się, bo skłóciłaś nas, ujawniając moją słabość. Ale potem zmieniła zdanie. Nie chciała już pomagać w zdejmowaniu i nakładaniu ochraniacza, gdy robiłyście to na zmianę. Nie chciała ciągnąć tego oszustwa. I może nawet znam przyczynę jej odmowy. Wczoraj ścigałem się z Bereniką, dumną, silną, godną oddania i lojalności dziewczyną. Nie, nie dziewczyną, młodą kobietą oraz przyszłą władczynią. Bo tak potrafiła się zachować, nawet przyjmując porażkę. A dzisiaj trafiłem na wyrachowaną, podstępną wiedźmę! I ty mówisz teraz, że dasz mi konia, bylebym tylko siedział cicho i udawał, że nic się nie stało? Nigdy! Co z nią zrobiłaś?

– Skoro tak, to wkrótce sam się o tym przekonasz. Spotkasz swoją panią i małżonkę, swoją przyszłą księżną Siedmiu Bram. Ale ta przyszłość jest jeszcze odległa. O tym też się przekonasz. Dokonałeś właśnie wyboru. Kapitanie! Aresztować tego zuchwalca!

Z leśnych zarośli wyłoniło się nagle trzech zbrojnych. Zwrócił uwagę, że przynajmniej dwóch z nich widział wczoraj w otoczeniu księżnej, gdy wraz ze swymi oficerami pojawiła się w stajniach po odbytej gonitwie. To mogło wiele wyjaśniać, jeżeli chodzi o to, co stało się z Bereniką. Na dalsze rozmyślania nie miał czasu, ludzie Lady Berengarii skoczyli na niego z dwóch stron. Nie miał nawet broni! Ale oręż i tak w niczym by nie pomógł. Pani Siedmiu Bram nie zamierzała ryzykować. Jeżeli nawet nadszarpnęła uprzednio zapasy mocy na poskromienie córki, to obecnie dysponowała nowymi jej zasobami, które on sam tak ochoczo ofiarował jej poprzedniego wieczora. Poczuł, jak sztywnieją mu członki i nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu.

– Już. Możecie robić swoje. Tylko uważajcie. Drogo mnie kosztował i potrzebuję go żywego.

Dwaj spośród zbrojnych schowali dobyte ostrza, które i tak dzierżyli raczej z przyzwyczajenia niż z istotnej potrzeby, pochylili się po ukrytą w krzakach sieć. Omotany w jej liny i nadal pozbawiony zdolności jakiegokolwiek ruchu, Marcus mógł tylko przyglądać się biernie, jak trzeci ze zbirów unosi owiniętą w jakąś materię pałkę. Gdzieś w oddali zarżał rozpaczliwie Demon i zapadła ciemność.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ach te złe, podstępne teściowe! 😀
Swoją drogą póki co Twojemu bohaterowi też brakuje rozumu, zapału, dyscypliny i woli działania… łatwo daje sobą manipulować, co jednak, jak sądzę, prędzej czy później się zmieni.

Witam,

od przybycia Marcusa do Księstwa Siedmiu Bram miałem wrażenie, że narracja niebezpiecznie skręca w stronę obyczajowej opowieści w układzie mąż-żona-teściowa, z niewielką tylko domieszką magii. Jednak w tej części znów robi się ciekawie, a nawet groźnie.

Mam wielką nadzieję, że Marcus w końcu odnajdzie w sobie siłę, by zagrozić Berengarii – mocą, którą dysponuje, albo w inny, bardziej subtelny sposób. Bo na razie, o ile jest w stanie obnażać jej intrygi, nie potrafi im jeszcze przeciwdziałać. Pora, by tego bohatera uczynić bardziej aktywnym i sprawczym. Wszak władczyni Siedmiu Bram zasłużyła sobie na solidną nauczkę!

Pozdrawiam i czekam niecierpliwie na następne rozdziały!
M.A.

A: Marcus jest jeszcze bardzo młody, nigdy dotąd nie stawał przed poważniejszymi wyzwaniami, interesował się głównie końmi oraz od pewnego czasu igraszkami z dziewczętami (które zresztą same trafiały do jego “łoża”.) Pobierał nauki związane z ogólną ogładą, nie został przygotowany do samodzielnego życia, a tym bardziej do działania. Przecież nikt tego od niego nie oczekiwał, a nawet takie zapędy młodego księcia uznano by za szkodliwe (odwrócona analogia do systemu wychowania dobrze ułożonej księżniczki na wydaniu :D). Trudno się wiec dziwić, że chociaż niegłupi (bo z zarzutem braku rozumu się nie zgodzę), daje sobą manipulować, a rzucony w obce otoczenie nie ma też większego pola manewru i możliwości działania. To inni posiadają tymczasem w ręku większość atutów. Jego próby buntu kończą się wybuchami słusznego gniewu, przynoszącymi jednak jak dotąd bohaterowi więcej szkody niż pożytku. Musi się sporo nauczyć, zyskać sprzmierzeńców, okazję do stawienia prawdziwego oporu.
MA: Częściowo odpowiedziałem na uwagi dotyczące Marcusa powyżej. Jego jedyną realną szansą jest zyskanie pomocy ze strony Bereniki, której stosunek do świeżo poślubionego małżonka ulega diametralnym zmianom. Od początkowej sympatii i ciekawości, poprzez zajadłą niechęć wzbudzoną umyślnie przez matkę, po z trudem budowane uczucie. Potrzebowała na to trochę czasu, Marcus zresztą również. Najpierw, by pokonać własną urazę i dojrzeć do podjęcia próby, później, by zdobyć przyjaźń, a może i coś więcej ze strony księżniczki. Dlatego pozwoliłem im przejść przez ten okres uczuciowych zawirowań. Gdy Marcus zdołał przekonać żonę do siebie, przyniosło to zdecydowaną reakcję lady Berengarii, zagrożonej w swoich zamysłach. W pewien sposób to on zburzył więc rysujący się, niekorzystny dla siebie układ. W ostateczności niekorzystny także dla Bereniki, o czym ona sama również się przekona. księżna nie odsłoniła zresztą jeszcze swojego bardziej mrocznego oblicza.
Dziękuję za komentarze i pozdrawiam

Matka pokazała swoją twarz uważam,że przedwcześnie i wpakowała naszego bohatera do więzienia. Obstawiam,że tam znajdziemy zaginionych mężów. Czyżby córka też była zamknięta ? Co z sukcesją ? Może syndrom modliszki i sun TZU w spódnicy ?
Marcus pewnie wyjdzie z więzienia i akcja wrzuci kolejny wyższy bieg. Liczę też na barbarzyńców, bo gdzie dwóch się bije, tam trzeci skorzysta.

Tak, nie wszystko poszło po myśli księżnej. Berenika odmówiła zapewne dalszej współpracy w oszukiwaniu męża, co zmusiło Lady Berengarię do przedwczesnego odkrycia kart (tylko niektórych, oczywiście). O sukcesji księżna z pewnością nie zapomina :D. Co do dalszych przypuszczeń, zapraszam do kontynuacji. Pozdrawiam.

Przez moment cieszyłem się rozwikłaniem zagadki dziwnego zachowania Berenike, ale zdanie później i sam Markus wywnioskował prawdę 😉

Tak czy inaczej jest to bardzo dobra część opowieści. Wyścig konny i końcowa rewolta w fabule świetnie poprowadzone. Nie sądziłem, iż Lady Berengaria jest gotów posunąć się aż tak daleko. Dotychczas miałem ją bardziej za kogoś w rodzaju zimnego pragmatyka, a tymczasem aspiruje do miana owładniętej żądzą władzy maniaczki, gotowej skrzywdzić własną córkę. Doprawdy fascynująca postać!
Podejrzewam, że Berenike bądź to jest “nafaszerowana” czarami, bądź przebywa w lochu. Natomiast Markusowi w najbliższym czasie wróżę rolę seksualnego zakładnika pozbawionej skrupułów wiedźmy.

Mrcusowi pomógł przyjaciel, czyli koń. 😀 A księżna postępuje bardzo logicznie, zgodnie ze swoim planem, który skutkiem oporu Bereniki , a potem wtrącenia się Demona, zaczął się sypać i musiała ostatecznie skorzystać ze środków bardziej bezpośrednich. Istotnie, żądza władzy wydaje się głównym motywem jej działania. Wkrótce dowiemy się o metodach pani Siedmiu Bram nieco więcej. Pozdrawiam.

Kolejny ciekawy odcinek . I te zagrywki teściowej. Szła teściowa przez las, pogryzły ją żmije. Wszystkie żmije pozdychały! A teściowa? Żyje…

Mam jednak nadzieję, że z czasem znajdzie się i na nią sposób. 😀

Napisz komentarz

6 + 2 =