Nowy świat czarownic 16-19 (Nefer) 4.15/5 (13)

John Collier, “Godiva”

16

Świt obudził oboje małżonków promieniami słońca przebijającymi się przez kotary zasłaniające wąskie okna komnaty. W końcu Złota Brama była przede wszystkim obronną fortecą. Po dopełnieniu aktu małżeńskiego nie próbowali już wczoraj rozmawiać, a on sam, osłabiony, szybko zasnął. Może to i lepiej, poprzednio i tak oboje powiedzieli zbyt wiele. Spojrzał na twarz żony, nie widać było już na niej śladów bólu, chociaż nie pałała też zbytnią radością. Ciekawe, jak czuje się po pierwszym pozyskaniu mocy? Lady Berengaria tryskała w podobnych sytuacjach zadowoleniem i energią. Wprawdzie Berenika nie posiadła jeszcze żadnych umiejętności magicznych, jak sama to przyznała, ale świeżo zdobyta, choćby potencjalna tylko potęga powinna rozsadzać kształtne ciało księżniczki. Tymczasem nie okazywała szczególnego zadowolenia. Spojrzała chłodno na męża i zdecydowała się wypowiedzieć pierwsze słowa od chwili ich bolesnego raczej zbliżenia.

– Mamy swoje obowiązki, sir Marcusie, i musimy je wykonać. Wstawaj.

Sama podniosła się z łoża i podeszła do ustawionego pod ścianą stolika, następnie wyjęła z czekającej tam szkatułki aż za dobrze znany chłopakowi przyrząd. Powróciła, trzymając go w dłoni.

– Powiedziałam, żebyś wstał – powtórzyła nieco ostrzej.

– Ale, pani… Chcesz nałożyć ochraniacz akurat w tej chwili?

– A kiedy? Życzysz sobie, żebym uczyniła to w obecności matki? A może wolałbyś przyjąć go z jej ręki?

– Nie… Zrób to sama, Lady Bereniko.

– Wstawaj więc wreszcie. Księżna z pewnością zechce się wkrótce przekonać, jak wypadła nasza noc poślubna i czy właściwie usłużyłeś jej córce i następczyni. Tak nakazuje obyczaj i nic na to nie poradzę… A zresztą, nie wiem, czy chcę cokolwiek poradzić…

Zmrożony takimi słowami żony, wyplątał się niechętnie z pościeli. Zimna atmosfera tego poranka nie sprzyjała okazywaniu uczuć i wiadro z lodem wcale nie było potrzebne. Berenika przystąpiła do wykonania swego zadania w sposób mniej może zręczny niż czyniły to w podobnych sytuacjach Lady Miranda czy księżna Berengaria, ale poradziła sobie całkiem dobrze. Jej palce okazały się wystarczająco zwinne, pamiętała też o upewnieniu się co do właściwego dopasowania pierścieni. Przypomniał sobie słowa księżnej o odbywanych przez córkę ćwiczeniach w tej materii. Sama Berenika wtedy nie zaprzeczyła, chociaż szybko zmieniła temat. Ciekawe, na kim to szkoliła się w nakładaniu ochraniacza? Na którymś z leciwych już wiekiem mężów Lady Berengarii? Czy raczej na jakichś pachołkach albo gwardzistach? I czy ćwiczenia ograniczały się tylko do tego? Może i tak… Sudrun wspominała o oporze, który powinien poczuć, jeżeli małżonka nigdy dotąd nie doświadczyła zabiegów kochanka. Czy napotkał coś takiego poprzedniego wieczoru? Nie potrafił zdecydować. Całe doświadczenie okazało się dla obojga raczej bolesne i nieprzyjemne. Ale ta czerwień, którą znalazł na dłoni… Krew… To mogło potwierdzać przypuszczenia gwardzistki, najwidoczniej rozerwał tę błonę… Ale może czarownica potrafiłaby takową przywrócić? Tylko po co? Świeżo poślubiony małżonek nie był kimś na tyle istotnym, by warto zadawać sobie ten trud, a zwłaszcza cierpieć ból przy ewentualnym ponownym rozrywaniu… A zresztą księżniczka cały czas twierdziła, że nigdy dotąd nie korzystała z magii, że nie posiadła jeszcze żadnych umiejętności w tej dziedzinie. Wypadało jej wierzyć, przyznała to bowiem z zakłopotaniem, przyznała wtedy, gdy rozmawiali jeszcze przyjaźnie.

Dalsze rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.

– Obudziliście się już? Muszę się upewnić, czy zrobiliście to, czego wszyscy od was oczekują, córko.

A więc Berenika miała rację, księżna nie traciła czasu. Oczywiście, pukała tylko z uprzejmości i dla zachowania pozorów dobrych manier. Oboje wiedzieli, że mogłaby wejść w każdej chwili, nie czekając na pozwolenie.

– Jak sobie życzysz, matko – odpowiedziała obojętnie księżniczka i narzuciwszy niedbale podniesioną z podłogi koszulę, ruszyła otworzyć drzwi. Umocowany na łańcuszku kluczyk ochraniacza zawiesiła na szyi.

Marcus nie miał w co się ubrać, nie zdążyłby do bocznej alkowy. I tak nie byłoby w tym zresztą większego sensu, domyślił się, że musi stanąć przed panią Siedmiu Bram nago. Liczył tylko, że przybyła sama. W tym się nie pomylił.

– Jak się czujesz, moja droga, zakosztowawszy mocy? To wspaniałe uczucie, czyż nie? – Księżna usiłowała objąć córkę uściskiem, Berenika wywinęła się jednak zdecydowanie.

– Nie wiem, matko. Za to samo pozyskiwanie tej magicznej siły nie budzi we mnie żadnego zadowolenia. Jestem jednak gotowa wypełniać swoje obowiązki.

– Cóż, pierwszy raz nie zawsze musi okazać się przyjemny. Z czasem na pewno to polubisz, córko.

– Jestem gotowa wypełniać moje obowiązki wobec naszego księstwa i całego Królestwa, matko – powtórzyła dziewczyna. – I oczekuję obiecanego szkolenia.

Lady Berengaria zmierzyła córkę i następczynię uważnym spojrzeniem.

– Skoro tak, moja droga, to z pewnością wszystko doskonale się ułoży. Czyż tak nie będzie dla nas wszystkich najlepiej?

– Nie wiem, może i masz rację.

– Na pewno, sama zobaczysz. Zacznijmy więc pierwszą i najważniejszą dla każdej młodej damy lekcję. Musisz nauczyć się wzmacniać blokadę ochraniacza. Pozwól jednak, że najpierw upewnię się, czy właściwie go nałożyłaś. – Spojrzeniu księżnej nie umknęło, że genitalia młodzieńca zostały już skrępowane.

– Jak sobie życzysz, matko. – Berenika wykazywała obecnie w tej sprawie zadziwiającą obojętność.

– Zbliż się, sir Marcusie.

Pani Siedmiu Bram teraz dopiero zaszczyciła chłopaka nawiązaniem rozmowy, bo przecież nie powitaniem. Szybko i ze znajomością rzeczy obmacała jego przyrodzenie oraz nałożony przez córkę przyrząd. Nie siliła się na zbędną delikatność. Poczuł narastające obrzydzenie, ale cóż mógł uczynić?

– Poradziłaś sobie bardzo dobrze, córko. Nasze ćwiczenia nie poszły na marne.

– Matko, proszę cię, przejdźmy do rzeczy.

O, a więc jednak Berenika okazywała jakieś emocje! Może cały jej lodowaty spokój był w istocie udawany? Nie miał jednak sposobu, by się o tym przekonać.

– Dobrze, moja droga. Teraz, gdy masz już w sobie moc, bo wyczuwam ją w tobie doskonale, Marcus jak zwykle nie zawiódł oczekiwań, mogę pokazać ci, w jaki sposób zabezpieczyć ochraniacz. Otwórz umysł i skoncentruj się.

Obydwie damy zamilkły, na twarzy Bereniki pojawił się wyraz skupienia, a po chwili zrozumienia.

– Już wiesz, córko?

– Tak, matko. To wydaje się proste.

– Bo to nie jest skomplikowane zaklęcie. Za to bardzo silne. Musisz tylko uważać, by nie użyć zbyt wiele mocy. Genitalia szlachetnie urodzonego pana to bardzo ważny i wrażliwy punkt. Właściwie, najlepiej byłoby wcale nie używać tutaj magicznej siły, to zawsze osłabia zdolność błękitnokrwistego do jej gromadzenia. Ale nie mamy innego wyjścia, przecież przy odrobinie wytrwałości mógłby w przeciwnym razie uwolnić się od ochraniacza przy pomocy ślusarza albo nawet samemu, używając piłki do metalu. A tak, zyskujemy pewność. Bądź jednak ostrożna, to twój pierwszy raz, a sir Marcusowi nic przecież nie grozi, dopóki przebywa w Złotej Bramie, pod naszą opieką.

– Dobrze, matko.

Dziewczyna spojrzała na męża z wyrazem przejęcia i koncentracji na twarzy. On sam nic nie poczuł. Nigdy zresztą nie odczuwał niczego szczególnego w podobnych sytuacjach.

– Już, matko.

– Pozwól, że sprawdzę… Tak, bardzo dobrze. Zabezpieczenie nie jest zbyt silne, możesz używać nieco więcej mocy, ale jak na pierwszy raz poszło ci znakomicie. Teraz tylko ty sama możesz zdjąć ten przyrząd. I tylko ty jedna możesz korzystać z talentów oraz potęgi twego małżonka, doprawdy, bardzo zdolnego w tej materii młodzieńca.

– Staram się, jak potrafię. Kiedy zechcesz udzielić mi dalszych nauk, matko? Sezon wojenny zbliża się coraz bardziej i chciałabym wreszcie na coś się przydać.

– Och, mamy jeszcze trochę czasu. Moje obowiązki jako twojej matki i pani domu Siedmiu Bram zostały spełnione. Sądziłam, że może chcecie zostać teraz sami. Każę podać tutaj śniadanie…

– To niepotrzebne, matko. Sir Marcus otrzymał własne komnaty i wkrótce się do nich uda. Gdy tylko odnajdzie swoje ubranie. Nie życzę sobie, by bez potrzeby przebywał w moich apartamentach.

– Ach tak… Oczywiście, możesz decydować w tej sprawie.

– Tak właśnie postanowiłam. Chciałabym jak najszybciej rozpocząć szkolenie, które mi obiecałaś. A ty, sir Marcusie, ubierz się i wracaj do siebie. Zostaniesz wezwany, gdy uznam to za potrzebne. Tymczasem oczekuję, że znajdziesz sobie jakieś stosowne zajęcie odpowiednie dla szlachetnie urodzonego pana. Żyjemy tutaj na pograniczu, z dala od najnowszych mód i zdobyczy cywilizacji. Liczę, że przyczynisz się może do rozproszenia panującej niekiedy na naszym dworze nudy albo do poprawienia tutejszych manier. I jeszcze jedno, zamierzam przekonać się sama o zaletach twojego Demona, które tak zachwalałeś. Ten koń należy w końcu do mnie i z pewnością go okiełznam. Zacznę już dzisiaj, gdy tylko znajdę chwilę czasu. Uprzedź o tym tę Sudrun.

17

A więc ma znaleźć sobie stosowne dla szlachetnie urodzonego pana zajęcie, które rozproszy panującą na dworze Siedmiu Bram nudę, albo przyczyni się do poprawy tutejszych manier! Marcus ciskał się gniewnie w przydzielonych sobie komnatach, musiał przyznać, że wygodnych i bardzo obszernych, biorąc pod uwagę jego niezbyt wysoki status oraz charakter zamku jako warownej fortecy. Dało się zauważyć, że postarano się o nadanie pomieszczeniom cieplejszego charakteru, poprzez rozrzucenie puszystych dywanów oraz zawieszenie makat w świeżych, żywych barwach, kryjących kamienne posadzki i ściany, a także rozmieszczenie różnych miłych dla oka drobiazgów. Ku swemu zaskoczeniu, zastał też w kominkach ciepły żar, ktoś polecił utrzymywać w nich ogień przez całą noc.

Nie poprawiło to jednak humoru młodzieńca, gdy rozpamiętywał naładowane złośliwą ironią słowa pani i małżonki. Czy powinien zacząć gromadzić tutaj wytworne stroje, jak Jason? Albo zająć się malowaniem pejzaży i może portretów, jak sir Roland? To już lepiej hodować kwiaty albo wyrabiać wino! Lady Berenika przyznałaby zapewne w tym celu prawowicie poślubionemu małżonkowi jakiś spłachetek ziemi? Ale może księżna wyraziłaby swój sprzeciw? Przecież zdawała się robić wszystko, by skłócić go z żoną i utrudnić mu życie w Złotej Bramie. Zresztą i tak klimat tej północnej, górskiej krainy wydawał się zbyt chłodny, aby uprawiać winną latorośl albo piękne kwiaty. I całe szczęście, bo nie odczuwał ku tym zajęciom żadnej ochoty! Może popełnił błąd, tak jawnie okazując Lady Berengarii oburzenie i pogardę z powodu sztuczek, którymi starała się go oszukać? Nie, na myśl o jej podszytych fałszem awansach odczuwał obecnie tylko obrzydzenie.

Berenika miała nawet prawo ocenić go surowo, sam wiedział, że okazał się słabym i złamał składane w duchu przyrzeczenia. Ale liczył jednak, że wykaże może większe zrozumienie. Wydawała się witać małżonka przyjaźnie i z ciekawością. Tam, na błoniach, gdy spotkali się po raz pierwszy, gdy wbrew etykiecie zaproponowała wyścig, nie zdając sobie zapewne sprawy z właściwego znaczenia rzuconego wyzwania i jego własnych ograniczeń. Ograniczeń, które zależały obecnie od jej woli i które władna byłaby zdjąć. Poczuł wtedy nadzieję. Ale teraz ona również tańczyła tak, jak zagrała księżna, bo przecież tej wiedźmie wyraźnie zależało na skłóceniu małżonków! Czy Berenika tego nie widzi, zafascynowana świeżo zdobytą mocą, obietnicą szkolenia oraz przyszłą potęgą? Nie zamierza zapewne osobiście pobudzać męża w dziele gromadzenia mocy, czy wkrótce pojawią się urodziwe służki?

Dość miał tych rozmyślań i postanowił poszukać ukojenia w stajniach albo na błoniach. Tam, gdzie zastanie Demona. Wprawdzie obecnie nie zanosiło się na to, by kiedykolwiek miał jeszcze dosiąść ulubieńca, ale samo towarzystwo przyjaciela z pewnością przyniesie mu ulgę. I przecież dostał polecenie, by uprzedzić Sudrun o zamiarze okiełznania ogiera przez swoją panią i małżonkę. Przynajmniej nie będzie mogła mu zarzucić, że rozmawiał z gwardzistką bez pozwolenia! Odnalazł dziewczynę na łące. Zajęło to trochę czasu, bo poruszał się pieszo, dostrzegła go jednak z daleka i podjechała kłusem, zeskoczyła z siodła.

– Ooo, księżniczka chce pogalopować na naszym Demonie? To może okazać się niełatwe, jeszcze się o tym przekona.

– Zapowiedziała, że spróbuje już dzisiaj.

– To bardzo mało prawdopodobne. – Sudrun uśmiechnęła się złośliwie. – Jeżeli tylko ostatniej nocy nie udawała przed tobą, paniczu.

– Co masz na myśli? – Zdążył już pokrótce podzielić się z gwardzistką  swoimi niedawnymi niepowodzeniami. Może nie powinien, ale nie miał przecież nikogo innego, z kim mógłby o tym porozmawiać.

– Cóż, skoro pojawiła się krew, to musiałeś rozerwać jej błonę. To dość bolesne i przez jakiś czas szlachetna księżniczka będzie raczej unikała siodła. Ja sama… No, mniejsza z tym, paniczu. Mogłaby, co prawda, posłużyć się twoją mocą, ale nie posiada jeszcze odpowiedniej wiedzy, a wątpię, by akurat w takiej sprawie chciała przyjąć pomoc matki. Z tego, co mówiłeś i co sama zauważyłam, to obydwie panie Siedmiu Bram nie darzą się wielką miłością.

– Berenika zdawała się dzisiaj robić wszystko, czego zażyczyła sobie księżna.

– To, że z takich czy innych powodów ulega jej woli, nie oznacza jeszcze gorącego, rodzinnego uczucia. Może powinieneś to wykorzystać, paniczu.

– Nie chcę mieszać się w ich intrygi.

– Obawiam się, że już zostałeś w nie wciągnięty. Wciągnięty po same uszy.

– Jeżeli nawet tak, w niczym nie poprawi to mojej sytuacji. Ale co z tobą? Jak przyjęto cię w koszarach?

– Jak dotąd, zupełnie dobrze. W gwardii Siedmiu Bram służy sporo dziewcząt, jakoś się z nimi dogadam. A z mężczyznami potrafię sobie poradzić, jeżeli któryś okaże się zbyt natarczywy. Ale na razie nie mam żadnych kłopotów, a i nie przydzielono mi uciążliwych obowiązków, więc cieszę się Demonem i mogliśmy wyjść na te błonia.

Odpowiedź ta wydała się Marcusowi trochę zbyt optymistyczna, może Sudrun nie chciała kłopotać go jeszcze własnymi zmartwieniami, na które i tak niewiele mógłby poradzić? Zadowolił się jej słowami z ukrytą ulgą. Tym bardziej, że dręczył się jeszcze inną, wstydliwą sprawą.

– Sudrun, wiem, że obiecałem ci Demona. Może nie powiedziałem tego wcześniej wystarczająco jasno, ale… Zgodnie z prawem, właścicielką konia jest teraz Lady Berenika, moja poślubiona pani i małżonka, a ona… A ona pewnie nie uzna tej darowizny. Choćby po to, by okazać swoją władzę i ukarać mnie za… Sama wiesz, za co. Dała to wyraźnie do zrozumienia. Przy okazji chce udowodnić, że jeździ konno nie gorzej od nas i poradzi sobie z Demonem. Jeżeli… Jeżeli nie zechcesz tu zostać, to zrozumiem. Poproś o zwolnienie ze służby, księżna może się zgodzi i wracaj do Międzyrzecza. Dam ci złoto, jakieś klejnoty. Trochę mi ich zostało.

– Paniczu, na coś takiego jest o wiele za wcześnie. Księżniczka nie poradzi sobie tak łatwo, sam się przekonasz. A ja… Ja jeszcze zostanę, poczekam, może na coś ci się przydam.

Od udzielenia odpowiedzi uwolniło Marcusa przybycie jednego z młodszych stajennych. Przygalopował pospiesznie na podjezdku.

– Szlachetny panie, dostojna Lady Berenika pragnie obejrzeć tego konia. Mam przyprowadzić eee… Demona na wybieg przy jej stajni.

– A potrafisz? – spytał w odpowiedzi. – Sam to zrobię.

– Wybacz, sir Marcusie, ale księżniczka wyraźnie zapowiedziała, że nie życzy sobie twojej obecności. – Chłopak sprawiał wrażenie autentycznie zakłopotanego, przekazywanie tego rodzaju poleceń, bądź co bądź błękitnokrwistemu panu, nie wydawało się zadaniem łatwym.

– Demon nie pójdzie z nikim, kogo nie zna. Nie poradzisz sobie z nim.

– Tylko, że… Lady Berenika nie chce czekać, aż przyprowadzisz konia pieszo. Będę musiał spróbować. – Młody stajenny peszył się coraz bardziej. Jeszcze okaże się, że nie tylko trafił w sam środek jakiegoś sporu szlachetnie urodzonych,  ale na dodatek nie zdołał wykonać rozkazu.

– Ja odprowadzę Demona. – Sudrun przyszła im obydwu z pomocą w tej kłopotliwej sytuacji.

– Ale… Uważaj na siebie…

– Nie obawiaj się, sir Marcusie. Znam dobrze tego konia i wiem, jak z nim postępować. Z pewnością przydam się szlachetnej księżniczce.

– Ale, Sudrun…

– Wiem co robię, panie. A ty… Pamiętaj o życzeniu swojej pani i małżonki. Może wrócisz tymczasem do zamku i przekonasz się, czy czegoś nie brakuje w twoich komnatach? Tak będzie najlepiej.

– Tak, masz rację, Sudrun.

A więc nawet gwardzistka wydawała mu teraz polecenia! Z prawdziwą rozkoszą obserwowałby nieudane z pewnością zmagania Bereniki z Demonem. Choćby z daleka. Ale musiał w duchu przyznać, że dziewczyna mówi prawdę. To nie był najlepszy pomysł. Jego pani i małżonka nie przyjęłaby porażki najlepiej. Zwłaszcza porażki poniesionej na oczach męża, którego sama zamierzała upokorzyć. Przyglądał się więc bez słowa jak Sudrun wskoczyła zręcznie na rumaka i niespiesznie, by chłopak mógł dotrzymać jej kroku i pozorować choćby wykonanie rozkazu, pokłusowała w stronę zamkowych stajni. Ciekawe, czy zdążyła już zorientować się, które zagrody przeznaczono na użytek wierzchowców Bereniki? Pewnie tak, gwardzistka zawsze wiedziała wszystko o koniach i stajniach. Miał nadzieję, że sama zdoła uniknąć gniewu księżniczki, która przecież nie wydawała się darzyć dziewczyny z Międzyrzecza szczególną sympatią.

Zrezygnowany, powlókł się do zamku i zaszył w swoich komnatach. Nie miał ochoty iść do wspólnej sali, szukać ewentualnego towarzystwa mężów Lady Berengarii, a już na pewno nie jej samej. Przydzielone sobie apartamenty obejrzał pobieżnie i to w zupełności mu wystarczało. Spędził popołudnie, gapiąc się po prostu przez okno, obserwując rozgrywające się na jego oczach sceny z życia zamku, podobne w sumie do tego, co widywał w Międzyrzeczu. Tutaj kręciło się może więcej zbrojnych, ale Złota Brama stanowiła przecież stolicę pogranicznego księstwa. I zostawały jeszcze płynące po niebie chmury, ich widok nigdy się nie znudzi.

Z tego, co wiedział o Lady Berengarii, to nie przepadała ona raczej za ceremonialnymi wieczerzami, z upodobaniem odbywanymi przez jego własną matkę, margrabinę. Liczył więc na spokojny wieczór. Może zdoła się później wymknąć, poszuka Sudrun i wysłucha relacji o niepowodzeniach Bereniki. Czekał z tym jednak na zapadnięcie zmroku, jego pani i małżonka z pewnością nie da łatwo za wygraną, a nie chciał natknąć się na nią w stajniach. Pukanie do drzwi i pojawienie się dwóch służek przyjął z niemiłym zaskoczeniem. Jeszcze mniej przypadły mu do gustu przyniesione przez nie polecenia. Bo dziewczęta przekazywały w istocie rozkazy.

– Sir Marcusie, dostojna księżniczka Berenika życzy sobie, abyś wziął kąpiel i poczynił stosowne przygotowania.

– Odbędzie się kolejna uczta?

– Nie, panie. Masz przygotować się do pełnienia swojej służby, jeśli wiesz, co mam na myśli.

– Ach tak… Jestem do usług mojej pani i małżonki.

– W takim razie podgrzejemy wodę na kąpiel i pomożemy ci się rozebrać. Albo może lepiej odwrotnie… – Zachichotała jedna z dziewcząt.

Oczywiście, obydwie wydawały się śmiałe i urodziwe, brunetka i blondynka. Najwidoczniej, wracały dawne zwyczaje z zamku margrabiny. A podobno nie znano tutaj wszystkich zdobyczy cywilizacji… Nie zaprzątał sobie głowy pytaniem o imiona obydwu służek. Zmuszony do podporządkowania się przekazanym poleceniom, potraktował własną obojętność jako rodzaj biernego oporu. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Dziś te, jutro przyjdą może inne. Niestety, nie zdołał poskromić naturalnego pobudzenia, co sprawiło mu ból i przyniosło zawstydzenie, a co dziewczęta przyjęły z zadowoleniem. No tak, one również otrzymały odpowiednie rozkazy. W efekcie ich zabiegów, dokładnie wykąpany i natarty jakimś wydzielającym przyjemny podobno zapach paskudztwem, oczekiwał na wezwanie swojej pani i małżonki. Aż tak jej się spieszy? Czyżby zapragnęła szybko kolejnej porcji mocy, zasmakowawszy w roli potężnej władczyni magii?

Wymógł przynajmniej tyle, że pozwolono mu nałożyć oficjalny strój dworski, łącznie z beretem. Dziewczęta odstąpiły ostatecznie od pierwotnego zamiaru obleczenia go w jakieś luźne i bardzo nieformalne ubranie, którego elementy odnalazły niespodziewanie w garderobie. Najwidoczniej, w tej kwestii nie wydano im aż tak jednoznacznych rozkazów, a on sam nie zamierzał paradować po korytarzach niczym jakiś prostak z ludu, sprowadzany do komnat pani zamku dla jej uciechy. Podobno na niektórych dworach zdarzały się takie wypadki, ale zamierzał zachować przynajmniej resztki godności. Choćby i jego pozycja nie różniła się aż tak bardzo od statusu zwykłego służącego.

Przyszło mu czekać nadspodziewanie długo, co po poprzednim pośpiechu przyjął jako kolejną formę upokorzenia. Nie szkodzi, zna swoje miejsce i nic go już nie poruszy. Zapadła dawno ciemna noc, gdy nadeszło wreszcie wezwanie i w towarzystwie służki ruszył do komnat swojej pani i małżonki. Tu również panował mrok, najwyraźniej Berenika nadal nie potrafiła rozpalać płomieni przy użyciu mocy, a może nabrała awersji do intymnych spotkań z małżonkiem w blasku świec.

– Witaj, sir Marcusie – oświadczyła chłodno.

– Przybyłem na twe wezwanie, pani – odparł w podobny sposób, składając formalny ukłon.

– Niepotrzebnie tak się wystroiłeś, to wszystko zajmie teraz więcej czasu…

– Życzyłaś sobie, abym prezentował tutaj najlepsze maniery Międzyrzecza. Pan błękitnej krwi powinien zjawiać się przed obliczem swojej pani i małżonki przyodziany stosownie do rangi ich obojga.

– Ale nie w przy takiej okazji! – Wreszcie wyraziła jakieś emocje. – To wszystko… Życzę sobie załatwić tę sprawę jak najszybciej. Zrzucaj te łachy! I nie musisz iść w tym celu do bocznej komnaty.

– Jak rozkażesz, pani.

Ponownie złożył formalny ukłon i wykonał polecenie bez szczególnego pośpiechu. Korciło go, by zadać pytanie, jak poradziła sobie z Demonem. Powstrzymał się jednak, widoczny jak na dłoni zły humor księżniczki, którego nie starała się nawet ukrywać, wydawał się wystarczającą wskazówką. Sprawiała wrażenie, że cała ta sytuacja oraz akt, którego muszą dopełnić, sprawiają jej przykrość, a ich obecne spotkanie traktuje jak niemiły obowiązek.

Gdy stanął przed nią nagi sięgnęła po kluczyk i powoli zdjęła ochraniacz. Może przeszkadzał jej brak światła, może nie osiągnęła jeszcze odpowiedniej biegłości, pomimo odbywanych jakoby ćwiczeń, a może pomyślała o tym, co za chwilę nastąpi i przestało jej się spieszyć?

– Poczekaj tutaj chwilę. Sądzę, że poczujesz się swobodniej, gdy ten przyrząd znajdzie się w innym pomieszczeniu. Ja również, jeżeli już o to chodzi…

Wygłosiwszy te zaskakujące i rodzące błysk nadziej słowa zniknęła z ochraniaczem w dłoni w jednej z dalszych komnat. Jej nieobecność trwała dłużej niż zapowiedzianą chwilę, ale powróciła już naga. Naga i zdecydowana zapewne, by szybko dopełnić małżeńskiego obowiązku. W taki sposób wytłumaczył sobie jej nagłą determinację i przejęcie inicjatywy.

Nie wdając się w żadne subtelności i nie czekając na jakiekolwiek objawy czułości ze strony męża, powiodła go w stronę łoża, na które opadli. Nie tracąc czasu na uściski czy inne wstępne pieszczoty, które mimo wszystko zapragnął jej teraz ofiarować, ujęła fallusa i powiodła po nim kilka razy dłonią, w górę i w dół. Zareagował natychmiast, obrzmieniem oraz przypływem fali gorąca. Cóż mógł poradzić na to, że pomimo okazywanego przez Berenikę chłodu oraz surowego zachowania nadal wzbudzała w nim pożądanie? Nadal pamiętał twarz z portretu, postać śmiałej amazonki z pierwszego spotkania na błoniach oraz sylwetkę uroczej dziewczyny, ukazaną mu w świetle świec podczas nocy poślubnej. Zanim wszystko potoczyło się w tak niedobrym kierunku…

Musiała wyczuć narastające pożądanie Marcusa, wzmogła bowiem swoje starania, mocniej ściskając dłonią przyrodzenie chłopaka. Mocniej, ale nie tak, by uchwyt stał się bolesny. Nadal unikała jednak ramion małżonka oraz jego prób odwzajemnienia się pieszczotami.

– Nie trzeba, ja sama… – wydyszała w odpowiedzi na jego próbę sięgnięcia ustami jednego z sutków. Sterczących zresztą śmiało i dumnie, raczej nie z powodu chłodu.

Skoro tak, dał sobie spokój i poddał się jej woli, pozwalając, by pobudzała i prowadziła penisa oraz starając się czerpać z tej sytuacji jak najwięcej własnej rozkoszy. Przynajmniej tyle jego przyjemności. Takiej satysfakcji pani i małżonka nie może mu odmówić, w swoim własnym interesie. Przecież musi zależeć jej na pozyskaniu mocy, to zapewne jedyny powód tak szybkiego zaproszenia, czy raczej wezwania na prywatne komnaty.

Rozkosz istotnie narastała razem z potęgującym się uczuciem gorąca gdzieś w podbrzuszu. Musiała wyczuć pierwsze, drobne skurcze i zmieniła pozycję, podpierając się rękoma oraz wypinając pośladki.

– Pospiesz się, na co czekasz – poleciła, prowadząc dłonią fallusa w stanie silnego wzwodu.

„A więc znowu w taki sposób” – pomyślał. – „Nic dziwnego, przecież chodzi o to, by nie uronić ani kropli nasienia, ani odrobiny mocy. Czy ona odczuwa wtedy największą przyjemność? Zresztą, co mnie to obchodzi?” – Dalsze myśli rozmyły się w narastającej fali rozkoszy. O dziwo, tajemny otwór małżonki okazał się ciepły i wilgotny, pomimo tego, że nie pozwoliła Marcusowi na poczynienie większych starań w tym kierunku. Najwidoczniej nie odczuwała też szczególnych dolegliwości po wypadkach poprzedniej nocy. Może Sudrun trochę jednak przesadzała, a może damy szlachetnej krwi nie przechodzą pierwszego razu w sposób równie bolesny, co dziewczęta z ludu? Może pomaga im moc, którą pozyskują?

– Ruszaj się, szybciej!

Poderwany w ten sposób do czynu, porzucił próżne rozmyślania, coraz trudniej przychodziło mu zresztą zachować jasność umysłu. Organizm reagował w zwykły, przewidywalny sposób. Seria spiesznych, gwałtownych pchnięć uniosła falę gorąca, przyszło poczucie pełni, potem ofiarowania i uwolnienia… Wbrew sobie wydał nawet jęk rozkoszy. Poczuł też znajome ssanie, ale to już wcale go nie dziwiło. W końcu miał do czynienia z prawdziwą panią szlachetnej krwi, spragnioną mocy. I wreszcie, nieuniknione osłabienie…

Pozwoliła mu leżeć przez jakiś czas w półmroku.

– Dobrze się spisałeś, sir Marcusie.

Tylko w taki sposób skomentowała jego wysiłki. Zapewne chodziło o przekazaną moc, bo nie miał pojęcia, czy sama odczuła jakąkolwiek rozkosz.

– Ale teraz czas, byś wracał do siebie. Oczywiście, po nałożeniu ochraniacza. Obmyj się, a ja pójdę po przyrząd. – Wskazała stojącą w kącie komnaty misę.

Woda okazała się zimna, ale przynajmniej nie lodowata. Musiał też przyznać, że Berenika wyssała zeń wszystkie soki i nałożenie ochraniacza nie powinno przysporzyć szczególnych trudności. Księżniczka nabiera w tym zresztą zapewne coraz większego doświadczenia…

Małżonka wróciła z przyrządem w dłoni i zgodnie z przewidywaniami Marcusa poradziła sobie bez problemów, chociaż zajęło jej to chwilę czasu. Jak zwykle, nic nie poczuł, gdy wzmacniała blokadę mocą. Beznamiętne zachowanie Bereniki, podczas gdy on doznał jednak fali pożądania oraz doświadczył spełnienia, popchnęło go do próby zrewanżowania się. Zapragnął, by nie tylko on sam poczuł się upokorzony dzisiejszym spotkaniem.

– Jak powiodło ci się z koniem, szlachetna pani? – Tym razem nie zamierzał powstrzymywać się przed zadaniem tego pytania.

– Z jakim znowu koniem? – odparła odruchowo, nadal zajęta sprawdzaniem umocowania ochraniacza.

– Z Demonem, pani – podsunął usłużnie.

– To piękny rumak i z pewnością mi się przyda.

– Czyż nie zamierzałaś jednak dosiąść go i poskromić już dzisiaj?

– Ach, tak… rzeczywiście… – odparła cokolwiek niepewnie.

– I jak ci się powiodło – ponowił pytanie, nie bez nuty złośliwości w głosie.

– Sam zdążysz się o tym przekonać, gdy uznam to za potrzebne. Ale teraz dość już tej pogawędki. Wykonałeś swoje zadanie, sir Marcusie. Pora, żebyś wracał do siebie. W przyszłości nie przychodź jednak na moje wezwanie w tak wyszukanych szatach. Teraz dam ci trochę czasu, żebyś je nałożył, ale następnym razem, przysięgam,  wyjdziesz stąd półnagi.

Ubierając się pod ponaglającym wzrokiem Lady Bereniki, Marcus zrozumiał, że próba poskromienia Demona musiała wypaść bardzo źle. Tak bardzo, że jego pani i małżonka nie chciała nawet o tym rozmawiać. Niech mu Bogini wybaczy, ale poczuł z tego powodu satysfakcję większą niż po odbytym akcie małżeńskim.

18

Przez kilka następnych dni wezwania do stawienia się na komnatach Lady Bereniki przychodziły każdego wieczora. Marcus sumiennie wykonywał swoje obowiązki, wypełniając małżonkę nasieniem oraz mocą. Nie miał z tym żadnych problemów, jej uroda wciąż na nowo pobudzała go do czynu. Niestety, wszystko to nadal odbywało się w sposób zimny i mechaniczny. Księżniczka traktowała ich zbliżenia jak przykry obowiązek, odnosiła się do męża chłodno i wyniośle, nie wdawała w żadne rozmowy, odprawiała natychmiast po dopełnieniu służby i nałożeniu ochraniacza. Oczywiście, chodziło jej tylko o moc. O tę po stokroć przeklętą moc.

Poza tymi chwilami, gdy okazywał się potrzebny, nikt nie zwracał na chłopaka większej uwagi. Przez większość czasu nudził się w swoich pokojach, od wczesnego popołudnia poddawany długim zabiegom przydzielonych mu służek. Może te kąpiele, masaże, wcieranie pachnideł oraz olejków również przyczyniały się do jego ciągłej gotowości, kto wie? W końcu szlachetnie urodzone damy miały dość okazji, by zebrać doświadczenia w tej materii oraz stosować najbardziej wydajne sposoby pobudzania i gromadzenia mocy przez swoich małżonków.

Raz czy drugi próbował zwiedzić zamek, z nudów, zwykłej ciekawości, niejasnego przeczucia, że wiedza o rozkładzie fortecy może mu się kiedyś przydać. Szybko okazało się jednak, że młodego księcia-małżonka nie wpuszczano do wielu miejsc. Mógł poruszać się po oficjalnych, reprezentacyjnych komnatach, ale zbrojownia, potężne baszty czy nawet zwykłe kuchnie okazywały się dla niego niedostępne. Wypraszano stamtąd Marcusa uprzejmie, ale zdecydowanie. Zamierzał porozmawiać z Sudrun, ale gwardzistka była teraz podobno ciągle zajęta w chwilach, które on sam miał dla siebie. Jednego dnia wyruszyła na patrol, jak wyjaśniono, by zapoznać się z okolicą, innego odbywała jakoby intensywne ćwiczenia. Przypomniał sobie, co mówiła o poprzednim braku poważniejszych obowiązków i nabrał podejrzeń, że obecne ich spiętrzenie nie jest przypadkowe. Czyżby to Berenika zadbała o zapełnienie czasu wojowniczki? Byłby to może skutek jej własnych niepowodzeń z Demonem, a zarazem chęć odsunięcia dziewczyny od tego konia? Samego Marcusa do osobistych stajni księżniczki nie dopuszczano. Raz czy drugi spróbował je odwiedzić, wybierając porę, w której Berenika powinna, jak miał nadzieję,  zajmować się akurat czymś innym. Liczył na spotkanie z przyjacielem, ale odmówiono mu wstępu w sposób równie nieubłagany jak do innych, zamkniętych przed nim miejsc na zamku. Ktoś wydał w tej sprawie jednoznaczne rozkazy i przestrzegano ich sumiennie, choćby nawet z zakłopotanym wyrazem twarzy albo wymijającym spojrzeniem.

Doczekał się wreszcie popołudnia, gdy wezwanie nie nadeszło, a i służki nie pojawiły się z kąpielą oraz swoimi pachnidłami. Zaintrygowany, pofatygował się do sali jadalnej i tam usłyszał, że obydwie panie Siedmiu Bram wyruszyły z zamku jeszcze rano, wybierając się na jakąś inspekcję wojsk w sąsiednim garnizonie, czy coś w tym rodzaju. Marcusa niezbyt interesowała przyczyna nieobecności małżonki, postanowił wykorzystać tę okazję dla odbycia rozmowy z Sudrun. Zbliżał się wieczór i tym razem zastał wreszcie gwardzistkę w koszarach. Nie przejmując się możliwą niestosownością swego postępowania, w końcu na zamku matki bywał częstym gościem w kwaterach gwardii, wywołał dziewczynę, wypytując o Demona. Potem dopiero uświadomił sobie, że powinien najpierw zainteresować się jej własną sytuacją, ale pomyślał o tym zdecydowanie za późno. Wojowniczka zdawała się jednak nie mieć mu tego za złe, przeciwnie, z ożywieniem wdała się w rozmowę na temat ich ulubieńca.

– Tak, Berenika przychodzi często do stajni i usiłuje obłaskawić albo poskromić Demona. Z tego, co widzę, bez większych rezultatów. Mnie samej nie dopuszcza wtedy do konia, byłam przy tym tylko raz, pierwszego dnia. Oj, nie poszło jej za dobrze. Co prawda, nie próbowała dosiadać Demona, w tym miałam pełną rację, ale przyjaźni nie zawarli. Nie zamierzałam w żaden sposób ułatwiać jej zadania, a on nie chciał nawet przyjąć jabłka. Potem mnie odprawiła.

– I odtąd ciągle wynajdują ci jakieś zajęcia…

– To nie ma znaczenia, staram się odwiedzać Demona każdego wieczora. Nie wygląda najlepiej.

– Przecież chyba go nie głodzą? – zaniepokoił się. – A może ona używa metalowej szpicruty albo ostrego wędzidła? Jeszcze znarowią konia…

– Nie. To nie w stylu księżniczki, muszę przyznać. Nie znalazłam żadnych śladów. Czyż takie zwycięstwo mogłoby zresztą sprawić prawdziwą satysfakcję jakiemukolwiek jeźdźcowi godnemu tego miana? Chodzi o to, że Demonowi brakuje odpowiedniego ruchu. Nikt go nie przejeżdża. Ty nie możesz, paniczu, mnie nie pozwalają, a inni nie potrafią dosiąść naszego rumaka, łącznie z Lady Bereniką. On nie zniesie nikogo obcego na grzbiecie.

– Zmarnują Demona! Nie pozwolę na to!

– Niewiele możesz zrobić, paniczu, taka jest prawda. To znaczy, coś mógłbyś może uczynić…

– Co takiego?

– Paniczu Marcusie… Porozmawiaj z księżniczką, poproś ją, w końcu to twoja żona i widujecie się codziennie.

– Berenika na pewno się nie zgodzi.

– A może jednak tak. Musi jej bardzo zależeć na opanowaniu Demona. Siłą nigdy tego nie dokona, ale…

– Ale co?

– Paniczu, gdybyś… Gdybyś zaoferował swoją pomoc? Pomoc w obłaskawieniu własnego konia?

– Ona nigdy o to nie poprosi.

– Nie rozumiesz, paniczu, to właśnie ty powinieneś poprosić. Poprosić o to, by przyjęła twoją pomoc.

– Co takiego? Mam oddać jej Demona z własnej woli? Sudrun, jak możesz proponować coś takiego? Przecież obiecałem go tobie, a ona… A zresztą Berenika i tak nie zechce mojej pomocy.

– Może i zechce. Demon to teraz dla niej punkt honoru. I nawet mogę ją zrozumieć. A przecież ani ty, paniczu, ani ja nie pragniemy, żeby zmarniał w stajni.

– Ale…

– Spróbuj, po prostu spróbuj, a może coś się dzięki temu zmieni.

Zrozumiał, że fatalny stan jego stosunków małżeńskich nie jest żadną tajemnicą i do dziewczyny z pewnością dotarły plotki.

– Dobrze, pomyślę o tym. Ale teraz… Zrobiło się późno i nie chcę odciągać cię od obowiązków albo sprowadzić na ciebie jakieś kłopoty.

Pożegnał się pospiesznie, odczuwając zażenowanie z powodu ogromu poświęcenia, na który zdobyła się Sudrun. Doprawdy, szalona dziewczyna. Przecież przybyła z nim do Siedmiu Bram tylko z powodu Demona i otrzymanej w tej sprawie obietnicy. Obietnicy, której nie zdołał spełnić i pewnie nigdy już nie zdoła, jeżeli sprawy pozostaną w takim stanie, jak obecnie. Powołała się na dobro konia, ale czy mogło  jej chodzić tylko o to? Nie potrafił tego pojąć i utwierdził się tylko w przekonaniu, że zupełnie nie rozumie kobiet. Czy Berenika w ogóle przyjmie taki gest małżonka? Czy też wyśmieje go i wyniośle odprawi? Przyczyny niechęci żony wobec własnej osoby mógł akurat dostrzec, a księżna nieustannie dbała o jej podtrzymanie. Czy Demon zdoła tu cokolwiek zmienić?

Przynajmniej nie musiał podejmować decyzji natychmiast, tego wieczoru wezwanie nie nadeszło i mógł nacieszyć się spokojem. Ze zdziwieniem przekonał się, że odczuwa jakiś dyskomfort. Nie umiał znaleźć sobie miejsca i czegoś mu brakowało. Gdy zdołał wreszcie zasnąć, ujrzał we śnie Berenikę. Najpierw urodziwą twarz księżniczki, potem postać dosiadającej dzielnego rumaka amazonki. Nie potrafił stwierdzić, czy chodziło o Demona, ale wydawało się to prawdopodobne. Obudził się, czując ból w zniewolonych genitaliach. Oto moc gromadziła się w przyspieszonym tempie. Pani i małżonka powinna być zadowolona z jego jutrzejszej służby. Nawet ta gniewna myśl nie zdołała jednak zatrzeć wizji uśmiechu rozjaśniającego twarz Bereniki oraz obrazu jej sylwetki na koniu. Wizji pochodzącej z tego krótkiego czasu, gdy jeszcze raczyła się do niego uśmiechać. Właśnie wtedy, wśród ponurych ciemności nocy pojął, że nie zdoła już dłużej żyć tak jak teraz i chce coś z tym zrobić. Sprzedał przychylność żony za konia, jak rzuciła mu to gniewnie w twarz, teraz spróbuje odzyskać ją za tę samą cenę.

Podekscytowany podjętym postanowieniem, z niecierpliwością oczekiwał wezwania i bez zwykłej niechęci poddał się upokarzającym zabiegom służek. Gdy Berenika ze zwykłym dla siebie chłodem zdjęła ochraniacz, spróbował przebić się przez jej lodowy pancerz.

– Księżniczko, czy mógłbym przedstawić pewną prośbę?

– O co chodzi, sir Marcusie? – spytała niechętnie.

– Chciałbym… Chciałbym towarzyszyć ci w stajni, gdy odwiedzasz Demona. To dla mnie bardzo ważne, proszę…

– Nie ma takiej potrzeby, ten koń nie należy już do ciebie. Nigdy zresztą nie należał. – Chłód w jej głosie stał się wręcz namacalny.

– Ale to ja należę do Demona, on źle znosi obcych, to znaczy, nieznane sobie osoby – poprawił się szybko. – Mógłbym… mógłbym pomóc ci się z nim zaprzyjaźnić. Wtedy łatwiej zdołałabyś poddać go swojej woli.

– Byłbyś gotowy na takie poświęcenie? – spytała ze zdziwieniem.

– Tak, Bereniko. Dla Demona… I dla ciebie również.

Czy w jej oczach pojawiło się wahanie?

– Nie! – Tym jednym słowem rozwiała nadzieje chłopaka. – Twoja pomoc na nic się nie przyda, sama sobie z nim poradzę, zobaczysz!

– Ale…

– Dość już o tym, sir Marcusie. Wezwałam cię w konkretnym celu i nie mam ochoty tracić czasu na próżne rozmowy.

– Bereniko, proszę…

– Przedstawiłeś już swoją prośbę, a ja ją odrzuciłam. Zamilknij więc i przystąpmy do rzeczy! I nie życzę sobie, abyś wracał do tego tematu.

Po takim wstępie trudno było się doprawdy dziwić, że wykonywał swoje obowiązki w sposób czysto mechaniczny. Niewiele to zresztą zmieniło, dzień postu, starania służek oraz niedawne sny wywołały stan napięcia, które teraz rozładowało się nawet wbrew jego własnej woli. Pani i małżonce o nic więcej zresztą nie chodziło, musiała z zadowoleniem przyjąć obfity wypływ nasienia oraz równie zapewne bogatą porcję mocy. Wielokrotnie dała już do zrozumienia, że nie oczekuje żadnej innej satysfakcji z ich intymnych spotkań. Po wszystkim, bez słowa zniewoliła ochraniaczem genitalia męża i odprawiła chłopaka ruchem dłoni. Ledwie zdążył narzucić luźne, mało wytworne szaty.

A więc tak skończyła się próba złożenia największej ofiary, na którą mógłby się zdobyć. Zimną, pogardliwą odmową. Sudrun, sama gorącego, żarliwego serca, nie potrafiła pojąć, że damy szlachetnej krwi, pożądające jedynie mocy, potęgi i władzy, posiadają w tym miejscu twardy kamień. Przekonał się o tym kolejny raz.

19

Upłynęły kolejne dwa dni, a raczej wieczory jego służby. Pani i małżonka wzywała Marcusa codziennie. Stawiał się bez entuzjazmu, ale sumiennie wykonywał swoje obowiązki, nie miał zresztą innego wyjścia. Ochraniacz oraz powodowane przez ten przeklęty przyrząd pobudzenie robiły swoje, gdy tylko Berenika zdejmowała pierścienie. Praktycznie nie rozmawiali ze sobą, ledwie wymieniając zdawkowe słowa powitania. Nie mieli zresztą o czym rozmawiać, a po odrzuceniu swojej rozpaczliwej oferty Marcus zawziął się w milczeniu, nawet Sudrun nie opowiedział o tym, jak małżonka potraktowała jego poświęcenie. Tym bardziej nie przejawiał ochoty do konwersacji z samą księżniczką. Ona zaś wydawała się to obojętna, to zadowolona z tego stanu rzeczy. Trzeciego dnia, gdy usłużył jej już swoją mocą i spodziewał się tylko nałożenia ochraniacza oraz odprawy, nie wytrzymał. On również pragnął sprawić Berenice ból.

– Wykorzystujesz mnie tutaj niczym ogiera, szlachetna pani i małżonko. Przynajmniej w tej materii przyjmujesz moją pomoc i odnosisz pełen sukces. Mam jednak wrażenie, że nie ze wszystkim idzie ci równie dobrze.

– O czym ty mówisz, sir Marcusie?

– O tym, że nadal nie poskromiłaś Demona, chociaż przechwalałaś się, że uczynisz to bez żadnych trudności.

– Bo tak też zrobię! – Wbrew dumnym słowom gwałtowny ton ujawniał niejaką niepewność.

– Wybacz, ale nie życzę ci powodzenia, skoro nie zechciałaś przyjąć mojej pomocy.

– Jakiej znowu pomocy?

– Zaoferowałem ją kilka dni temu, w tej komnacie. Odrzuciłaś mnie i moją prośbę, to radź sobie sama! Albo raczej nie radź sobie wcale.

– Ach tak, rzeczywiście. Wybacz, ale nie muszę pamiętać o wszystkich twoich życzeniach. Skoro wróciłeś już jednak do tego tematu, to powiedz, dlaczego chciałeś mi pomóc?

– Bo marnujesz tego konia, trzymając w stajniach! Nie potrafisz dosiąść Demona, nie pozwalasz jeździć na nim Sudrun, a ja i tak nie mogę…

– Wiem już, co niedawno uczyniłeś, by zyskać to prawo!

– A ty rewanżujesz się w równie podły sposób, krzywdząc i narowiąc takiego wierzchowca!

– Dość już tego, Marcusie! Nie chcę teraz o tym mówić, trzeba natychmiast nałożyć twój ochraniacz, a potem wracaj do swoich apartamentów!

Wybiegła niemal z komnaty, zamierzając zapewne przynieść przeklęty przyrząd, który często usuwała z sypialni na czas ich mało namiętnych zbliżeń. Akurat tego jednego nie miał jej za złe. Pomimo okazywanego uprzednio pośpiechu, nieobecność Bereniki trochę się przeciągnęła. Zapewne starała się opanować targające nią emocje, co częściowo się jej udało. Wróciła znacznie już spokojniejsza, chociaż nadal dało się zauważyć pewne ślady wzburzenia. Z nabytą wprawą zniewoliła przyrodzenie małżonka.

– Rozkazałam ci wtedy, żebyś nie wracał do tego tematu, sir Marcusie – powiedziała cichym, nabrzmiałym jednak niezadowoleniem głosem. – Nie zastosowałeś się do moich poleceń. Mogłabym cię za to ukarać, dzisiaj okażę jeszcze pobłażliwość. Pamiętaj jednak, że za twoje wybryki konsekwencje możesz ponieść nie tylko ty sam.

– Co masz na myśli, pani?

– Nie mam teraz ochoty z tobą rozmawiać. Idź do swoich komnat i nie opuszczaj ich przez dwa następne dni. Niech to nauczy cię posłuszeństwa..

– Nie zamierzasz korzystać jutro z moich usług, szlachetna pani? Może uznajesz to za dodatkową karę?

– Ruszaj wreszcie.

Ukłonił się niczym podczas oficjalnej audiencji, zamiatając podłogę wyimaginowanym beretem i opuścił sypialnię małżonki.

Wreszcie poczuł zadowolenie! Dopiekł jej do żywego, godząc w dumę zawołanej amazonki. Wzburzenie Bereniki dowodziło tego w aż nadto wyraźny sposób. Rozkazała mu nie opuszczać  przydzielonych komnat. Też mi kara! I tak nie miał ochoty włóczyć się po zamku! A i bez wieczornego spotkania doskonale się obejdzie… Przynajmniej przez jeden albo dwa dni. Rozpamiętując swoje zwycięstwo, długo nie mógł zasnąć i ostatecznie obudził się późnym rankiem. W niczym to jednak nie powinno przeszkodzić, skoro czekało go tylko niezakłócone oddawanie się ulubionemu ostatnio zajęciu, czyli śledzeniu przepływających po niebie chmur. Wstał z łoża i ubrał się z przyzwyczajenia, rezygnując z przesadnej elegancji. Spodziewał się, że pani i małżonka nie odmówi mu prawa do śniadania i nie zamierzał paradować nago w obecności kolejnych dziewek służebnych. Co prawda, nie czyniło to w istocie większej różnicy, pozwalało jednak zachować resztki godności.

Istotnie, spóźniony poranny posiłek dostarczono wkrótce po tym, gdy zakończył toaletę. Zupełnie, jak gdyby ktoś nasłuchiwał pod drzwiami. Czego zresztą wcale nie dawało się wykluczyć. Na deser podano kilka jabłek, trochę zasuszonych po zimie, ale smacznych. Takich, jakie akurat najbardziej lubił Demon. Zastanawiał się nad przyczynami tej hojności, o tej porze roku owoce stanowiły pożądane urozmaicenie, może Berenika chciała go w ten sposób dodatkowo upokorzyć?

Pogryzał właśnie od niechcenia jedno z jabłek, gapiąc się przez okno, gdy posłyszał pukanie do drzwi. Pewnie służka zamierzała uprzątnąć stół

– Przyjdź później! Jeszcze nie skończyłem – rzucił niecierpliwie.

Z zaskoczeniem i niezadowoleniem przyjął skrzypienie zawiasów oraz odgłos kroków.

– Powiedziałem, żebyś nie przeszkadzała i przyszła później! – powtórzył gniewnie.

– Gdzie się podziały twoje maniery, Marcusie? Czyżbyś zamierzał wyrzucić własną panią i małżonkę?

– Co takiego? – Teraz dopiero odwrócił się od okna i ujrzał stojącą przy drzwiach Berenikę, odzianą  w strój jeździecki. – Co tutaj robisz, pani? Przyszłaś sprawdzić, czy stosuję się do twoich rozkazów?

– Moich rozkazów?

– Poleciłaś, żebym nie opuszczał tych komnat. Jak widzisz, okazuję należne posłuszeństwo. – Ukłonił się zimno i oficjalnie.

– Nie miałam takiego zamiaru, Marcusie.

– Zamierzałaś więc towarzyszyć mi podczas śniadania? Jeżeli tak, to spóźniłaś się, pani.

– Przyszłam tu w ważnej sprawie i nie próbuj wyprowadzać mnie z równowagi!

– Jakaż to sprawa, pani i żono?

Odetchnęła kilka razy, starając się odzyskać panowanie nad sobą.

– Dobrze. Zacznę jeszcze raz, a i ty zechciej uczynić to samo, Marcusie.

– Jak sobie życzysz… To znaczy, proszę, zacznijmy jeszcze raz. Wybacz, wziąłem cię za służącą.

– I chciałeś wyładować na tej biednej dziewczynie złość, którą odczuwasz wobec mnie? Całkiem dobrze ci to wyszło. – Roześmiała się niespodziewanie. – Ale obiecałam zacząć tę rozmowę od nowa. Powiedziałeś, że byłbyś gotowy zapoznać mnie z Demonem. Dlaczego? Przyszłam po to, by zadać ci to pytanie, Marcusie. Wczoraj wieczorem okoliczności nie sprzyjały poruszaniu tej kwestii.

– Mówiłem już, że nie chcę, żebyś zmarnowała konia trzymając go w stajni. On jest wyjątkowy.

– Powiedziałeś też, że narowię Demona… To nieprawda… Nigdy nie użyłam ostrego wędzidła, gdybym to zrobiła, dawno byłby posłuszny. Ale nie o to przecież chodzi.

– Wiem, że tego nie zrobiłaś, Lady Bereniko. Powiedziałem to w gniewie. Przepraszam.

Ostatnie słowa przyszły mu z trudem, ale w tej akurat sprawie miała rację. I nie chciał, żeby to Demon zapłacił za jego własny upór.

– Czy zaproponowałeś swoją pomoc tylko ze względu na konia?

Miał już na ustach gniewne potwierdzenie, powstrzymało go jednak dziwne napięcie w głosie księżniczki oraz jej niezwykłe zachowanie podczas całej tej wizyty, też zresztą niecodziennej.

– Nie, nie tylko…

– A jaki był ten drugi powód?

Nie odpowiedział, nie pozwoliła mu duma. Niech sama się domyśli, jeżeli zależy jej na tej wiedzy.

– Dobrze, nie musisz nic mówić. – Zdawała się czytać w jego myślach. – Otóż skoro zdobyłeś się na podobną propozycję, niezależnie od powodów jej złożenia, postanowiłam z niej skorzystać. Skorzystać z wdzięcznością.

– Ale dlaczego dopiero teraz? Dlaczego wtedy odrzuciłaś mnie z takim chłodem?

Musiał o to zapytać, ryzykując zerwanie wątłej nici porozumienia, która zdawała się połączyć ich przed niedługą chwilą. Obawy nie były bezpodstawne, Berenika zmarszczyła bowiem brwi, a przez jej oczy przemknął wyraz prawdziwego gniewu.

– Niech ci wystarczy, że obecnie zmieniłam zdanie. Podobno damy często tak czynią. Powinieneś coś o tym wiedzieć, skoro pochodzisz z jednego z najbardziej wytwornych dworów Królestwa, a ja jestem nieobytą prowincjuszką.

– Oj, masz pełną rację, Bereniko. – Roześmiał się mimo woli. – Przynajmniej, gdy chodzi o kwestie tak ważne, jak dobór strojów albo fryzury. – Przypomniał sobie zaaferowanie oraz gorączkowe, zazwyczaj niezbyt w tych kwestiach udane zabiegi siostry, Lady Mirelli.

– My tutaj, na pograniczu, nie mamy takich problemów, może zdążyłeś to zauważyć. – Uśmiechnęła się lekko.

– Wcale mi to nie przeszkadza, pani i małżonko.

– Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to nie traćmy czasu. Zabieram cię do stajni, żebyś dotrzymał złożonej obietnicy. Jesteś nawet odpowiednio ubrany.

– Ale przecież zabroniłaś mi opuszczania tych komnat. To miała być kara…

– Mam chyba prawo odwołać własne rozkazy? – Odpowiedziała z nagłą złością, szybko jednak zmieniła ton, powracając do żartobliwej nuty rozmowy. – Damy zmieniają zdanie, zwłaszcza w najbardziej istotnych sprawach, pamiętasz? Poczuj się ułaskawionym, sir Marcusie z Siedmiu Bram.

– Jak rozkażesz, Bereniko, to znaczy pani i małżonko.

– W stajniach wystarczy Bereniko, może zresztą nie tylko tam. Zobaczymy. A teraz chodźmy, mamy naprawdę piękny dzień. I nie zapomnij zabrać tych jabłek. Czy myślisz, że wszystkie przeznaczono dla ciebie?

Istotnie, słońce przygrzewało prawdziwie wiosennie, nawet w dzikie, północne ostępy docierała nowa pora roku. Pomyślał, że spokój tej krainy jest jednak pozorny, wiele razy słyszał o nadchodzącej porze działań wojennych. Zagadnął o to księżniczkę, która potwierdziła jego przypuszczenia.

– Tak, to prawda. Matka pojechała dzisiaj na inspekcję jednego z wysuniętych garnizonów. Wróci jutro, musimy być gotowi.

– A jak twoje ćwiczenia, pani i małżonko, to znaczy Lady Bereniko?

– Posuwają się do przodu i niech to ci wystarczy. To nie twoja sprawa. – Znowu okazała niezadowolenie. – Chodźmy, Demon czeka, Marcusie – dodała innym tonem, jak gdyby przypominając sobie z trudem o świeżo zawartym porozumieniu.

Na widok przyjaciela chłopakowi zwilgotniały z radości oczy, a bardziej może jeszcze z powodu zadowolenia okazywanego przez ogiera, który delikatnie szczypał wargami dłonie i twarz Marcusa, nie omieszkując zresztą spałaszować dwóch posuniętych mu jabłek. Berenika przyglądała się bez słowa tym objawom czułości, nie zamierzając psuć radości spotkania. W końcu przypomniał sobie o jej obecności.

– Chodź, podaj mu jabłko – zaprosił małżonkę.

– Nigdy nie chciał przyjąć ode mnie żadnych smakołyków – przyznała niechętnie.

– Teraz weźmie, zobaczysz. Poproszę go.

Objął ramionami szyję przyjaciela, przytulił twarz do łba konia, pozwolił mu wdychać własny zapach, poklepywał uspokajająco. Berenika z pewną obawą podsunęła jabłko, bała się pewnie nie tyle gwałtownej reakcji konia, co wstydu i zawodu odrzucenia. Musiała mieć niedobre doświadczenia. Biorąc wszystko pod uwagę, Marcus nie mógł do tego dopuścić. Wzmocnił pieszczoty dłoni, podstawił włosy pod chrapy zwierzęcia, chcąc, by poczuło jego zapach. Znajomy zapach przyjaciela. Pomogło! Bo przecież nie mogło chodzić o samo jabłko. Demon, ostrożnie i z pewnym wahaniem, pochwycił ostatecznie przysmak. Pochwycił i zjadł z widocznym już zadowoleniem. Po czym wyciągnął pysk po dokładkę. Berenika nie poskąpiła kolejnego owocu.

– Nie za dużo naraz. Na więcej musi zasłużyć. Nie rozpuszczaj mi tego konia, jeżeli zamierzasz na nim jeździć. – Odruchowo upomniał księżniczkę, zapominając o własnej, niepewnej sytuacji. – Chodź, niech poczuje twój zapach. Twój zapach zmieszany z moim.

Pochylili oboje głowy, pozwalając, by Demon chłonął chrapami woń ich włosów. Przy tej okazji sam pomyślał, że Berenika pachnie bardzo przyjemnie, chociaż nie użyła dzisiaj żadnych wyszukanych perfum. Bardzo rozsądnie zresztą z jej strony, w takich sytuacjach naturalna świeżość jest zawsze najlepsza. Ogier pomyślał chyba tak samo, gdyż chciwie wciągał powietrze. A może to perspektywa obżarstwa skłoniła go do takiej reakcji? Podtrzymując to przyjazne nastawienie, księżniczka podsunęła jeszcze jedno, przyjęte z zadowoleniem jabłko.

– Mówiłem, że zepsujesz i znarowisz tego łakomczucha – zażartował.

– Możesz teraz sam się przekonać, że mówiłam prawdę. Nie znajdziesz żadnych śladów w pysku, podobnie jak i znaków po ostrogach czy szpicrucie – odparła poważnie.

– Przepraszam. – Pomyślał, że ślady takich urazów nosi on sam, może niekoniecznie na skórze, ale za to o wiele głębiej, w duszy. Nie był to jednak czas, by rozpamiętywać podobne sprawy.

Po przełamaniu pierwszych lodów poszło już łatwiej. Spędzili z Demonem całe długie popołudnie, obsypując go pieszczotami, rozczesując sierść, przeprowadzając po wybiegu, bezwstydnie psując przysmakami. Berenika posłała nawet w tym celu po więcej jabłek, a Demon pożarł je wszystkie. W zamian pozwolił się osiodłać, co księżniczka uczyniła osobiście, podczas gdy Marcus przytrzymywał i uspokajał wierzchowca. Raz czy drugi ich palce oraz dłonie zetknęły się ze sobą i to wcale nie okazało się takie przykre. Gdy już rumak stał pod siodłem, Berenika w nieuchronny sposób wyraziła życzenie, by go dosiąść. Z trudem odwiódł ją od tego zamiaru.

– Jeszcze za wcześnie, mógłby się spłoszyć i wszystko poszłoby na marne. I tak osiągnęłaś już o wiele więcej, niż kiedykolwiek przedtem.

– To prawda. Ale dzisiaj nie ma tu księżnej. Chciałabym, bardzo bym chciała powitać ją na grzbiecie tego rumaka, gdy wróci jutro z inspekcji. Nie wierzyła, że kiedykolwiek uda mi się dosiąść Demona, skoro nie zamierzam poskramiać konia wędzidłem i szpicrutą.

– A więc Lady Berengaria wraca dopiero jutro?

– Tak, zatrzyma się na noc w tamtym garnizonie.

– To mamy jeszcze trochę czasu, cały poranek i przedpołudnie, a może nawet więcej. Wtedy spróbujemy, tak będzie najlepiej.

– Może to i racja. Matka zawsze powtarza, że chcę wszystkiego zbyt wiele i zbyt szybko. Ale łatwo jej mówić. Ona nie musi na nic czekać, o nic prosić, o nic zabiegać. Może tylko o tę całą przeklętą moc!

– Ty też jej pożądasz, temu przecież nie zaprzeczysz, Bereniko.

– To mój obowiązek wynikający z urodzenia, obowiązek wobec całego Królestwa, naszego księstwa i wszystkich poddanych.

Z takimi argumentami wolał nie dyskutować. Zamiast tego zapytał o coś innego.

– Czy w takim razie zaprosisz mnie dzisiaj do siebie? Wiedz, że przyjdę bez przykrości.

– Nie… – Sprawiała wrażenie zmieszanej. – Dzisiaj nie mogę.

– Dlaczego?

– Mam swoje powody, jeśli wiesz o co chodzi.

– Dostałaś od wczoraj comiesięcznego krwawienia? – O tej przypadłości dam i dziewek zdążył się już dowiedzieć. Wyjaśniałoby to może niedawną drażliwość Bereniki.

– Tak, właśnie tak – odparła skwapliwie.

– Czy to przeszkadza w pozyskiwaniu mocy?

– Tak… Nie… Nie wiem. W każdym razie, jest nieprzyjemne.

– Mogłaś powiedzieć o tym wcześniej, wiesz przecież, że konie są bardzo wrażliwe na zapachy i coś takiego może przeszkodzić w zaprzyjaźnieniu się z Demonem.

– Nie pomyślałam… Ale wszystko poszło dobrze, nawet bardzo dobrze.

– Miejmy nadzieję, że jutro pójdzie jeszcze lepiej.

– Tak, bardzo bym tego chciała. A co do tej drugiej sprawy, musimy teraz kilka dni odczekać.

– Jak sobie życzysz, Bereniko – zgodził się z lekkim rozczarowaniem.

Przynajmniej obawy, że Demon źle przyjmie szczególny stan księżniczki nie sprawdziły się. Gdy następnego dnia kontynuowali swoje starania, okazał się zadziwiająco przyjazny. Dziewczyna ponownie osiodłała go bez większego trudu, potem przez jakiś czas przyzwyczajali jeszcze konia do jej zapachu i przekupywali pieszczotami oraz jabłkami. Wczesnym popołudniem nadeszła wreszcie chwila, gdy Bereniki nie dało się już odwieść od zamiaru przejażdżki. Wymógł tylko obietnicę, że na początku pozwoli mu przytrzymać Demona za kantar. Wędzidła nadal nie zamierzali używać. Podczas gdy uspokajał konia słowami i pieszczotą dłoni, księżniczka zręcznie wskoczyła na siodło. O dziwo, Demon przyjął to bez oporu. Zrobili kilka kroków, w trakcie których wciąż panował nad zwierzęciem. Berenice wcale to, rzecz jasna, nie wystarczało

– Puść, Marcusie!

– Ale…

– Puść, mówię! Proszę, dam sobie radę.

– Uważaj, jeszcze nie zwyciężyłaś.

– To się zaraz okaże! Puszczaj wreszcie!

Nie pozostało mu nic innego, jak wykonać tę prośbę czy rozkaz. Ostrzegał ją w najlepszej intencji, Demon znał różne sztuczki, a Marcus wcale nie miał pewności, czy zaakceptował już dosiadającą go amazonkę. Pokłusowali niespiesznie wzdłuż ogrodzenia, zrobili kilka okrążeń. Odetchnął z ulgą, Berenika pewnie powodowała koniem, a ten nie zdradzał ochoty do żadnej samowoli.

– Otwórz bramę, chcę pogalopować po łąkach.

– Ale Demon jest niewybiegany, jak słyszałem.

– Właśnie dlatego zamierzam go  teraz przejechać!

– To nie najlepszy pomysł.

– Otwieraj! Jeżeli tego nie zrobisz, będę musiała spróbować skoku. A to z pewnością uznasz za pomysł jeszcze gorszy!

– Ty chyba oszalałaś!

– Nie, jeszcze nie. Chyba, że będziesz dalej ociągał się z tą bramą!

Przerażony determinacją w głosie Bereniki, pospiesznie uwolnił przywiązany do solidnego słupa zewnętrzny palik drewnianych wrót i odciągnął w bok zagradzającą wyjazd konstrukcję. Nie zwlekając ani chwili, dziewczyna wpadła w otwarte przejście, pognała na rozległe, otaczające zamek błonia. Musiał przyznać, że znakomicie sobie radzi i doskonale panuje nad wierzchowcem. Oto przeszli w szybki galop i oddalali się od zagrody. Demon nie byłby jednak sobą, gdyby nie spróbował czegoś z nowym jeźdźcem. Zwolnił, przystanął niemal w miejscu, wybił się nagle mocniej tylnymi nogami i wierzgnął zadem, pochylając jednocześnie głowę. Na szczęście nie zaskoczył Bereniki, która musiała chyba liczyć się z podobną niespodzianką. Uchwyciwszy mocniej wodze poderwała w porę łeb rumaka,  odchyliła się lekko w tył i wzmocniła uchwyt nóg, utrzymując się w siodle. Nie osiągnąwszy swego celu, Demon przeszedł teraz w cwał, gnając na złamanie karku chciał przestraszyć i zmęczyć amazonkę. Marcus dobrze pamiętał własne, podobne doświadczenia. Czy księżniczka poradzi sobie bez wędzidła? Było już zdecydowanie za późno, by wzywać kogoś na pomoc. Zajmowali się koniem tylko we dwójkę, któż zresztą zdołałby dogonić Demona? Okazało się, że wątpił w umiejętności swojej pani i małżonki całkowicie bezpodstawnie. Nie mogąc wymusić posłuszeństwa przy pomocy tkwiącego w ustach kawałka metalu, co zresztą zawsze dotkliwie raniło wargi, sprawiało ból i na dłuższą metę narowiło każdego konia, uczepiła się jednak wodzy z prawej strony, odwracając głowę Demona. Wymagało to sporo siły, ale udało się. Chcąc nie chcąc, rumak skręcił w tym samym kierunku. A ponieważ Berenika nie zmieniła uchwytu, koń kontynuował bieg po łuku, zataczając obszerny krąg. Po chwili przeszedł do następnego, wyraźnie już ciaśniejszego. W taki sposób nie mógł utrzymać prędkości i zmuszony był stopniowo zwalniać. Jeszcze jedno kółko i stanął w miejscu, zwieszając głowę. Nie uznał się wcale za pokonanego, po prostu docenił klasę i umiejętności jeźdźca, którego wypróbował. Okazywał posłuszeństwo tylko tym, którzy na to zasługiwali.

Dziewczyna poklepała wierzchowca po szyi. Ona też doskonale zdawała sobie sprawę, że poddana została próbie, z której wyszła zwycięsko. Z dumnym uśmiechem pokłusowała powoli w stronę zagrody.

– Ostrzegałem! Mógł cię łatwo zrzucić!

– Ale nie udało mu się, prawda? I teraz nie będziesz się już buntował, czyż nie, Demonie? A księżna zzielenieje, gdy wyjadę jej dzisiaj naprzeciw! Przepowiadała, że nic nie wskóram z tym koniem i oto myliła się! Tak samo, jak myli się w wielu innych sprawach, na przykład odsuwając mnie od udziału w prawdziwej walce!

– Bereniko…

– Tak, wiem, zawdzięczam to zwycięstwo tobie, przynajmniej w jakiejś części.

– Bereniko, pani i małżonko…

– O co chodzi, Marcusie?

– Powiedziałaś kiedyś, że powinienem był poprosić o Demona ciebie… – Zauważył, że spochmurniała, ale brnął dalej. W końcu w jakimś celu złożył tę ofiarę. – Miałaś w tym całkowitą rację, przyznaję ze wstydem. Dlatego proszę teraz, może za późno, ale szczerze. Pozwól mi przejechać się na tym koniu. Wystarczy, że zdejmiesz na chwilę ten przeklęty ochraniacz.

– Nie. Marcusie… Nie mogę tego zrobić.

– Ależ możesz, księżna nie wróci pewnie jeszcze przez jakiś czas. Zdążymy, obiecuję. Zresztą Demon jest trochę zmęczony i nie będę go długo forsował.

– Mylisz się, matka może pojawić się w każdej chwili. A jeśli nawet nie, ktoś ją na pewno powiadomi.

– I co z tego? W końcu to ty jesteś moją panią i małżonką. Możesz zdjąć ten ochraniacz kiedy zechcesz, to twoja wola i twoje prawo.

– Nie, Marcusie. Wiem, że bardzo mi pomogłeś, ale nie mogę.

– Bereniko, proszę…

– Nie! Nie rozumiesz, co do ciebie mówię, sir Marcusie? Muszę odmówić i odmawiam! Pojmujesz wreszcie? Odmawiam! Gdy tylko będę mogła, postaram ci się to wynagrodzić, wiesz w jaki sposób, ale teraz nie mogę.

– Aż tak bardzo boisz się matki?

– Nikogo się nie boję, kiedyś jeszcze się o tym przekonasz! Ale teraz skończmy tę rozmowę. Będzie najlepiej, gdy wrócisz do swoich komnat.

– Jak sobie życzysz, pani i małżonko. – Wykonał formalny ukłon i odwrócił się na pięcie.

– Marcusie… – Przystanął, niespodziewanie słysząc w jej głosie coś w rodzaju drżenia. – Dziękuję ci. Wybacz, jeśli zdołasz.

Nie uznał za potrzebne odpowiedzieć, czy choćby spojrzeć Lady Berenice w oczy. Bez słowa podjął marsz i ruszył w swoją stronę.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Jak zawsze ciekawie przedstawiona sytuacja. Ciekaw jestem Autorze skąd masz taką wiedzę o ujeżdżaniu koni? No i to dziwne zachowanie Bereniki. Która nie pamięta pewnych zdarzeń czy poleceń? Czyżby było ich dwie? Myślę że matka mogła by się upodabniać do córki albo Berenika mieć siostrę bliźniaczkę. Trzeba cierpliwie czekać na ciąg dalszy

Kobieta zmienną jest. Obstawiam parę kobiet 1 Berenika 2 Matka 3 Anita 4 Siostry Bereniki,od zaginionych mężów.
Od innych teorii może być magia matki ?

Anonimie: W sprawach jazdy konnej poradami służy mi uprzejmie Violet. Obawiam się tylko, że nie zawsze potrafię właściwie z tych konsultacji skorzystać. Dlatego wszelkie niedociągnięcia proszę zapisywać na moje własne konto.
Janie: Jakaś tajemnica na pewno w tym wszystkim się kryje. Rozwiązaniem najbardziej logicznym i prawdopodobnym jest zazwyczaj zarazem to najprostsze ze wszystkich. Kto i jakie może osiągnąć korzyści?
Dziękuję za komentarze i pozdrawiam.

W końcu naszemu bohaterowi udało się wyjść poza rolę małego, podręcznego generatora mocy! Przynajmniej na chwilę 😉
Aż chce się kibicować temu uciskanemu przez kobiety młodzieńcowi… Czekam z niecierpliwością na kolejną część.

A.

“Podręczny generator mocy”, bardzo trafne określenie, przenoszące w świat fantasy współczesną terminologię techniczną 😀 Tak, podejmuje pierwsze próby zmiany swojej sytuacji. Może się wydawać, że tymczasem wiele nie osiągnął i on sam też tak w tej chwili myśli, ale zdołał wsadzić przysłowiowy “kij w szprychy” rydwanu, którym nie jest jeszcze w stanie powozić. Na pewno pojawią się wkrótce konsekwencje.
Pozdrawiam

Zawsze to cenne, gdy Marcus zdoła zyskać choć odrobinę autonomii w niewdzięcznym świecie, w jaki został rzucony przez Autora 🙂

Ciekaw jestem, jakie dalsze działania podejmie Berengaria, by zniweczyć rodzące się w bólach porozumienie między małżonkami.

No i nie mogę się doczekać, aż Marcus okiełzna na nowo swą moc, jak dawni czarodzieje-mężczyźni z legend i sprowadzi na ten matriarchalny świat odrobinę zdrowego patriarchatu 😀

Pozdrawiam
M.A.

Ty chyba chcesz, żebym przestała chłopaka lubić! 😉

MA: Bohater rzucony przez autora w nieprzychylny świat, na pożarcie żądnym władzy kobietom…. Ale cała sytuacja jest tylko przewrotnym odwróceniem stosunków obyczajowych i społecznych, które panowały w wielu epokach i regionach, a które z przywyczajenia (?) uznajemy za najzupełniej dla tamtych miejsc i czasów naturalne oraz zrozumiałe. A chodziło w sumie o to, że przy patrylinearnym systemie dziedziczenia majątku, przynależności do rodu, pozycji społecznej itp. (typowym dla ludów pasterskich, np. Hebrajczyków i Indoeuropejczyków, w tym zwłaszcza Greków oraz Rzymian, a oni wszyscy razem ukształtowali nasz krąg cywilizacyjny) odebranie kobietom swobody seksualnej stanowiło niezbędny warunek trwania systemu. Bo “tylko matka jest zawsze pewna”. Ojciec już nie, przecież nie znali badań genetycznych. Trzeba wiec było zyskać maksimum pewności, że “moja” kobieta przyjmuje tylko moje nasienie i urodzi mojego syna. A osiągnąć tę “pewność” można tylko poprzez ograniczenie wszelkiej wolności i samodzielności kobiet, odebranie wszelkich okazji do przebywania w towarzystwie innych mężczyzn. A i tak dawało to tylko “namiastkę” pewności, niepokój pozostawał. Stąd takie, a nie inne formy małżeństwa u Hebrajczyków, Greków, Rzymian (np. w Egipcie były one o wiele bardziej liberalne i dawały małżonkom mniej więcej równe prawa majątkowe, obyczajowe, sądowe itp. – Grecy, Rzymianie i Hebrajczycy oburzali się na obyczaje oraz rozwiązłość egipskich kobiet), surowe prawa dotyczące cudzołóstwa kobiet (np. w starożytnej Grecji), propagowanie dziewictwa, pasy cnoty w średniowieczu itp. Obyczaje arabskie (już przedmuzułmańskie) uznawały nawet, że kobieta zamężna jest zhańbiona przez fakt samego dłuższego przebywania sam na sam z obcym mężczyzną. No bo cóż takiego mogli robić, choćby z nudów? Mąż był wręcz zobowiązany taką żonę odprawić, bo inaczej tracił również własny honor. Sam Mahomet miał z tym problemy, gdy jego ukochana Aisza zagubiła się przypadkiem na pustyni i została odnaleziona przez pewnego wojownika, zresztą zaufanego przyjaciela Proroka. Ten nie chciał jej oddalić, ale obyczaj był bezlitosny. Mahomet odwołał się do zesłanej w samą porę wizji od Allaha, potwierdzającej niewinność i dochowanie wiary przez Aiszę. Oto, do jakiej ekwilibrystyki trzeba było się posuwać.
W mojej opowieści przewrotnie odwróciłem sytuację. A powodem identycznego co do zasady “zniewolenia” panów szlachetnej krwi uczyniłem ich zdolność do generowania i przekazywania mocy. Przy okazji nasunęły się skojarzenia wyobrażeń odnoszących się do kobiety jako stworzenia odbierającego mężczyźnie siłę życiową i wolę, za pośrednictwem stosunku seksualnego właśnie. Występowały one w rożnych kulturach, na co zwrócił już kiedyś w komentarzu uwagę Radosky, podając stosowne przykłady.
Czy Marcus zdoła sobie poradzić w takim świecie? Ja też mu kibicuję. Na pewno będzie walczył o swoje szczęście (i nie tylko swoje), a już wie, że nie znajdzie go w uprawianiu ogródka. Do roli rewolucjonisty-mściciela raczej się nie nadaje, ale obecnego stanu rzeczy na dłuższą metę nie zniesie, to fakt. W pojednynkę nie ma szans, ale może znajdzie sojuszników? Tymczasem, próbuje zyskać, co tylko zdoła. Pierwsza próba, z księżną, skończyła się fatalnie. Może z żoną pójdzie mu lepiej?
A: Miło słyszeć, że Marcus zyskał Twoją sympatię. Pzrecież mogłabyś uznać, że słusznie zbiera cięgi za wszelakie krzywdy płci pięknej, doznawane w innych światach. 😀 Do patriarchatu bardzo tutaj daleko, kiedyś zresztą już się nie sprawdził i pozostawił złe wspomnienia. Ale jakaś, częściowa choćby, emancypacja panów szalchetnej krwi? Od czegoś trzeba zacząć.
Dziękuję za wpisy i pzodrawiam.

W pełni zgadzam się z Marcusem, że stłamszeni mężowie jego matki są po prostu nudni i jak najbardziej jestem za emancypacją – Aleksander po prostu zasugerował, że albo matriarchat albo patriarchat. Dla mnie to skrajności, obie złe, bo o wartości człowieka nigdy nie decyduje co ma między nogami. Świat byłby piękniejszy, gdybyśmy mogli wybierać swoje ścieżki i rozwijać swoje talenty niezależnie od płci, ale póki co to nadal utopia…

Napisz komentarz