Nowy świat czarownic 13 (Nefer) 4.41/5 (13)

Antoine Wiertz, “Młoda czarodziejka”

13

Odbył trzy takie galopady, nim przekroczyli góry i dotarli do celu podróży. A raczej odbyli je wspólnie z księżną Berengarią, która wyraziła życzenie towarzyszenia Marcusowi podczas następnej, wieczornej wyprawy z Demonem. Nie zabrała wówczas straży i nie czekała z odebraniem swojej zapłaty na powrót do obozowiska. Skorzystali z miękkiej trawy w jakimś zakątku skalnym, osłoniętym przed wiatrem oraz ewentualnymi, niepożądanymi spojrzeniami. Góry wznosiły się bowiem coraz wyżej. Uczyniła tak jednak tylko raz. Może dlatego, że zwłoka spowodowała po powrocie pewne trudności w nałożeniu ochraniacza – z czym jednak pani Siedmiu Bram poradziła sobie swoim sposobem – a może dlatego, że skrępowany jej obecnością Marcus miarkował tempo jazdy. Lady Berengaria powodowała wierzchowcem dobrze, nawet bardzo dobrze, nie dorównywała jednak chłopakowi, a jej koń ustępował Demonowi. Dostrzegła, że młodzieniec raz czy drugi celowo zwalniał i nie proponowała już później własnego towarzystwa. To znaczy, towarzystwa podczas samej przejażdżki. Oczekiwała bowiem powrotu Marcusa w namiocie i nakładała ochraniacz, czyniąc to możliwym dzięki uprzedniemu odbyciu kolejnej, wspólnej galopady. Chłopak przyjmował to bez przykrości, odsuwając tymczasem niepokój oraz niewygodne myśli o księżniczce Berenice, swojej niewidzianej dotąd pani i małżonce. Zresztą, skoro sama Lady Berengaria zdawała się zupełnie nie przejmować tą kwestią…

Spodziewał się, co prawda, że te awanse pani Siedmiu Bram ustaną po przekroczeniu granicy i przybyciu na ziemie księstwa. Stało się jednak inaczej. Szlak, niezbyt chyba uczęszczany, nadal wiódł przez góry i wił się wśród wyniosłych, wciąż jeszcze ośnieżonych szczytów. Wiosna brała dopiero w posiadanie tę surową krainę. Późnym popołudniem trafili na zawał, blokujący przejazd przez któryś z kolejnych wąwozów. Niedawno musiała zejść tutaj kamienna lawina, spowodowana może tajaniem i osunięciem się śniegu w wyższych partiach grzbietu. W każdym razie, szlak został zasypany. Zwłaszcza przeprowadzenie koni wydawało się absolutnie wykluczone.

– Musimy zawrócić i pojechać zachodnią przełęczą, dostojna pani – zaproponował dowódca orszaku.

– To bardzo opóźni podróż, może nawet o trzy, cztery dni. – Marcus posłyszał te słowa z radością. Niepewny przyjęcia, nie spieszył się wcale do Złotej Bramy. – A przejście i tak trzeba będzie oczyścić. To najkrótsza droga do marchii Międzyrzecza

– Mamy tu za mało ludzi i koni, pani. Przyślemy ich więcej z zamku, zabiorą ze sobą narzędzia.

– Teraz stracimy jednak czas. Nie, zrobimy inaczej. Cofnijcie się!

– Ale, pani… Przed nami jeszcze długa droga, a to tutaj wymaga wielkiej mocy…

– Cofnijcie się! – powtórzyła.

Zeskoczyła z konia, a zbrojni z jej świty pospiesznie odstąpili. Jeden z nich zaopiekował się wierzchowcem szlachetnej pani. Marcus pozostał, domyślając się, co teraz nastąpi. Lady Miranda, jego matka, używała zazwyczaj mocy oszczędnie i raczej rzadko kiedy w sposób związany z niszczeniem. A oto tutaj pani Siedmiu Bram skorzysta zapewne z magii wojennej, by otworzyć przejazd. Ciekawość przemogła obawę.

– Odsuń się, książę. To może okazać się niebezpieczne.

– Pani, pozwól, proszę. Chcę to zobaczyć…

– Powiedziałam, żebyś się cofnął, Marcusie. To rozkaz!

Jeżeli nawet ton głosu przypominał ten, którego używała niekiedy, gdy przebywali sami w jej namiocie, to nie ulegało wątpliwości, że tym razem nie posłużyła się nim dla pobudzenia podopiecznego. Nie pozostało nic innego, niż zastosować się do otrzymanego polecenia. Kiwnął na Sudrun, która również trzymała się w pobliżu, po czym dołączyli do reszty orszaku. Podobnie jak inni, zsiedli z koni. Chwycił Demona za uzdę. Z tak dużej odległości nie dojrzał żadnych gestów, nie miał też szansy dosłyszeć wypowiadanych ewentualnie słów zaklęcia. Wydawało się zresztą, że księżna żadnych specjalnych czynności nie wykonywała. Stała po prostu bez ruchu i wpatrywała się w zwałowisko. Nagle, z ogłuszającym hukiem pokruszone skały rozsypały się na wszystkie strony, ograniczone w locie tylko stromymi ścianami wąwozu. Kamienne bloki wielkości dorodnego jelenia szybowały w powietrzu niczym wystrzelone z gigantycznej katapulty, w towarzystwie niezliczonej ilości skalnego rumoszu. Podniósł się kurz i coś jakby dym, a nawet płomienie ognia, widoczne przez chwilę w samym środku poruszonego w tak niezwykły sposób rumowiska.

Zajęty przytrzymywaniem przestraszonego Demona, po chwili dopiero zauważył, że wszechobecny pył pochłonął sylwetkę Lady Berengarii, drobną i wątłą w obliczu rozszalałej potęgi żywiołu. Drobną, chociaż to ona ten żywioł rozpętała. Zakrzyknął z przerażenia i chciał skoczyć z pomocą, powstrzymali go ludzie z Siedmiu Bram. Szarpał się przez chwilę, wyzywając ich od tchórzy, zdrajców i niedołęgów. A jednak okazało się, że to oni mieli rację, przestrzegając ściśle otrzymanych rozkazów. Opadający kurz odsłonił sylwetkę księżnej, nietkniętej. Oparła się tylko o skalną ścianę, a wokół jej stóp pozostał okrąg wolny od kamiennych okruchów. Nadal czekali, dopóki nie przyzwała ich ruchem ręki. Marcus dopadł Lady Berengarii jako jeden z pierwszych.

– Nic ci się nie stało, pani?

– Nie, mój książę. Wszystko w porządku. Teraz możemy przejechać.

Chciwie przyjęła podany przez jednego ze zbrojnych bukłak z winem. Nienaturalnie bladą twarz pani Siedmiu Bram ożywił po chwili słaby rumieniec.

– Użyłaś magii wojennej, prawda? To było niesamowite! Żaden mur, żaden zamek nie oprze się takiemu uderzeniu!

– Wkrótce zacznie zmierzchać. Musimy ruszać i znaleźć miejsce na obóz. – Odepchnęła się z trudem od ściany wąwozu. Jeden z jej ludzi podprowadził konia. – Czy zechcesz okazać damie uprzejmość i przytrzymasz strzemię, książę? – spytała, usiłując nadać tej prośbie ton żartobliwy.

Złożył dłonie, na których wsparła stopę wskakując na siodło, co uczyniła jednak z pewnym trudem. Dotąd raz tylko przyjęła podobną pomoc, gdy odbywali wspólną przejażdżkę i opuszczali ukrytą wśród skał, pamiętną dla Marcusa łąkę. Ale wydawało mu się wtedy, że zamierzała w ten sposób raczej pobudzić na nowo podopiecznego, niż rzeczywiście potrzebowała tej usługi. I rzeczywiście, gdy powrócili do obozu nie był już w stanie przyjąć ochraniacza bez kolejnej serii zabiegów… Obecnie wyglądało to inaczej, szlachetna pani starała się ze wszystkich sił ukryć chwilową słabość. Z własnej inicjatywy ujął uzdę jej konia i przeprowadził go ostrożnie wśród zalegających tu i ówdzie kamieni. Poza Lady Berengarią wszyscy postąpili zresztą w ten sam sposób ze swymi wierzchowcami, luzakami oraz zwierzętami jucznymi. Sudrun wiodła oprócz Demona również dosiadanego zwykle do chłopaka karosza. Dowódca orszaku zdawał sobie zapewne sprawę z niedyspozycji księżnej i zarządził postój w pierwszym sposobnym miejscu, w skalnej kotlinie, gdzie znaleźli przynajmniej niewielki strumień, nawet jeżeli brakowało trawy i dobrego drewna na ognisko. Pospiesznie rozbito namiot, w którym schroniła się pani Siedmiu Bram, nie sprawdzając tym razem wyjątkowo rozstawienia straży. Marcus zajął się jej koniem, podczas gdy oficer dopilnował wszystkiego w obozowisku. Gdy przygotowano skromny posiłek, księżna nadal nie pojawiła się na zewnątrz. Po rozprawieniu się z własną porcją gulaszu oraz dłuższej chwili daremnego oczekiwania chłopak zażądał bukłaka z winem i wkroczył do namiotu, zabierając również nietkniętą kolację Lady Berengarii.

Zastał ją nadal w ubraniu, siedzącą na posłaniu. Nie rozpuściła nawet włosów, co czyniła zwykle przy takich okazjach. Nie zapaliła też lampy, w panującym półmroku jej sylwetka rysowała się niezbyt wyraźnie.

– To było niesamowite, pani! Użyłaś magii wojennej, czyż nie? – powtórzył pytanie, na które wcześniej nie otrzymał odpowiedzi.

– Tak, Marcusie. Magii wojennej, na którą krzywo spogląda się Królestwie.

– Możesz zniszczyć w ten sposób każdy zamek! Jesteś niezwyciężona! – zawołał z entuzjazmem.

– To nie do końca prawda, jak sam możesz się przekonać. Rozbijając ten zawał zużyłam wielką ilość mocy i obecnie nie zdołałabym czegoś takiego powtórzyć. Jak widzisz, mam nawet trudności z kontynuowaniem podróży. To dlatego zatrzymaliśmy się dzisiaj tak wcześnie.

– Ale i tak oszczędziliśmy mnóstwo czasu, jak powiedziałaś, a siły wkrótce odzyskasz. Proszę, zjedz coś i napij się wina.

– To nie takie proste, książę. Owszem, chętnie skorzystam z poczęstunku, może później. W ten sposób nie zdobędę jednak mocy. W tej chwili mogę ją wziąć tylko od ciebie. Ale do Złotej Bramy zostały już niecałe dwa dni drogi i tam trafisz w ramiona mojej córki, która z pewnością zechce jak najszybciej przekonać się o twoich talentach. Nie powinieneś sprawić jej zawodu.

– Nie sprawię, pani! Ani szlachetnej księżniczce, gdy tylko tego zapragnie, ani tobie dzisiaj! – zawołał z pewnością siebie młodości.

– Nawet jeżeli cię uwolnię, nie zdołasz skorzystać z Demona. Dookoła same skały i wąwozy, konia nie da się tutaj wypuścić choćby w kłus.

– Nie szkodzi, tego wieczoru każde z nas odbędzie tylko jedną przejażdżkę.

– Och, nie mam teraz ochoty na żadne galopady… Przyjmę raczej twoje służby, piękny książę. Jeżeli zechcesz mi to wybaczyć.

– Oczywiście, pani. Jestem do twoich usług. – Ukłonił się dwornie, brakowało tylko zamiatającego klepisko beretu.

– Zdejmij więc to wszystko. Buty, spodnie, koszulę, wszystko… Przynajmniej mamy dzisiaj trochę więcej czasu.

Stanął przed nią nagi, a ona uniosła się z lekkim westchnieniem i pochylając głowę, powoli, z namysłem uwolniła przyrodzenie chłopaka. Dotyk palców Lady Berengarii pobudził go natychmiast. Tak, nie będzie miał żadnych kłopotów z tym, by usłużyć pięknej pani. Jej córce z pewnością także, gdy przyjdzie na to pora. Opadła ponownie na posłanie i kiwnęła dłonią.

– Napij się wina i teraz ty pomóż mi się rozebrać.

Pierwsze polecenie wykonał z ochotą, przy drugim okazało się, że księżna życzy sobie tylko, by ściągnął jej wysokie buty oraz jeździeckie spodnie. Unosiła nogi, a on, odwrócony plecami ujmował dłońmi czubki i obcasy, szarpiąc gwałtownymi ruchami. Szło to opornie i musiała mu pomóc, wspierając kolejno wolną stopę o plecy młodzieńca. Spodnie ustąpiły bez problemu, gdy tylko pozwoliła rozpiąć klamrę pasa. O dziwo, chroniącą najbardziej intymne fragmenty ciała wełnianą bieliznę zdjęła sama. Nie zamierzała też pozbywać się górnej części odzienia. Przeciwnie, uniósłszy dłonie do oczu, nałożyła po chwili rękawiczki. Czyżby odczuwała zimno? Wieczorny chłód mógł wprawdzie doskwierać, ale Marcus i tak doznawał uderzeń gorąca. Zmrok zapadał coraz szybciej i widział już tylko zarys postaci księżnej, twarz ginęła w ciemności. Nadal nie zapalała przygotowanej w namiocie lampy. Nie przeszkadzało to chłopakowi, chociaż zazwyczaj z przyjemnością podziwiał w takich chwilach urodę pani Siedmiu Bram, a ona nie skąpiła mu podobnych wrażeń. Przysunął się, pragnąc pocałunku. Odepchnęła go lekko.

– Nie, zrób jak najszybciej to, co trzeba.

Wobec takiej odprawy pochylił się i zamierzał poszukać ustami innych warg pięknej pani. Sprzeciwiła się ponownie.

– Nie teraz, książę. Nie po tym, gdy spędziłam cały dzień na koniu…

– Ja także, Milady. Dotąd w niczym ci to nie przeszkadzało, mnie również, zapewniam…

– Wolę jednak nie… Wybacz… Chcę zająć się tym… Tylko stań wreszcie spokojnie…

Ona sama raz jeszcze uniosła się do pozycji siedzącej i pochwyciła wyprężoną męskość młodzieńca. Kilka zręcznych ruchów dłoni i wzwód przybrał jeszcze większe rozmiary, a gdzieś w głębi zrodziła się i zaczęła narastać kula ognia… Księżna przyglądała się z fascynacją efektom pracy swych palców, pochylając przy tym głowę, może z powodu słabego światła.

– Połóż się, szybko. – Wydyszała chrapliwie.

Gdy wykonał to polecenie, usiadła okrakiem, zwracając jednak twarz ku stopom chłopaka. Wsunęła sterczącego fallusa we własny otwór i opadła całym ciężarem. Odczuł bolesny opór. Zaskoczony, nie zdołał powstrzymać okrzyku.

– Pchaj, nie przestawaj! – rozkazała.

Wyprężył się, unosząc biodra. Penis przedzierał się do głębin tajemnego otworu rozkoszy Lady Berengarii z wyraźnym trudem. Nigdy dotąd nie doświadczył czegoś takiego, ani z żadną z dziewek czy gwardzistek, ani też z samą panią Siedmiu Bram. Ona również musiała doznać cierpienia, posłyszał bowiem cichy jęk.

– Pani, dlaczego tak? Może spróbujemy inaczej.

– Bo tak chcę i tak trzeba! Pchaj mocniej!

Zacisnął zęby i po chwili fallus przedarł się wreszcie do stawiającego opór wnętrza szlachetnej pani. Oboje przyjęli to kolejnymi westchnieniami, tym razem westchnieniami ulgi. Bo istotnie, ból ustał, a przynajmniej znacząco się zmniejszył.

– Teraz, ruszaj się! – zadysponowała, wspierając dłonie o kolana młodzieńca i odrzucając głowę w tył.

Z każdym kolejnym pchnięciem drażniące uczucie tarcia stawało się coraz mniej dokuczliwe i zaczęło nawet dostarczać swego rodzaju podniety. Ognista kula, która zdążyła nieco ostygnąć w trakcie niezbyt przyjemnych dla obojga chwil, teraz na nowo buchnęła żarem. Rozrastała się też i unosiła ku górze, ku wyzwoleniu. Księżna odchyliła się jeszcze głębiej. Widział tylko jej okryte jeździecką kurtą plecy, nienaturalnie wygięte. Uniósł ręce, pragnąc obdarzyć  pieszczotą dłoni szyję kochanki. Poczuł pod palcami dziwną szorstkość skóry oraz twardość kości. Rzuciła gwałtownie głową, uwalniając się od dotyku chłopaka. Wiążący włosy węzeł nie wytrzymał i długie loki rozsypały się na karku Lady Berengarii, sięgając niemal twarzy młodzieńca. Pochwycił ustami jeden z kosmyków, szarpnął w narastającej ekstazie. W tejże chwili gorąca fala osiągnęła swoje spełnienie i rozlała się w spragnionym wnętrzu pani Siedmiu Bram. Spragnionym, gdyż powtórzyły się znane już Marcusowi doznania, przypominające ssanie. Nasienie i związana z nim moc znajdowały nową właścicielkę. Tym razem trwało to dłużej i z większą jeszcze intensywnością niż przy poprzednich okazjach. Nie, żeby mu to w jakikolwiek sposób przeszkadzało, ale odczuł też dużo silniejsze osłabienie. Podczas gdy leżał wyczerpany na posłaniu, księżna przeciwnie, zdawała się odzyskiwać z każdą chwilą wigor oraz ochotę do życia. Po pewnym czasie, nie ruszając się przy tym z miejsca, rozpaliła płomień lampy. Podeszła potem do pozostawionych przez chłopaka bukłaka z winem oraz miski gulaszu. Powróciła po chwili, zmieniając teraz dosiad i zwracając się ku młodzieńcowi. Powolnymi, zmysłowymi ruchami zdjęła skórzaną kurtę i wszystko, co miała pod spodem. Mógł obecnie do woli podziwiać urodę pięknej pani. Z zadowoleniem pochyliła głowę i omiotła twarz kochanka włosami.

– Doskonale się spisałeś, książę. Jak zawsze zresztą. W tej chwili rzeczywiście mogłabym rozbić mury każdego zamku. Lepiej więc uważaj i nie wzbudzaj mojego gniewu! – Zaśmiała się, dając poznać, że w istocie żartuje. – Myślę, że tobie bardziej przyda się teraz to wino oraz jedzenie. Pozwól, że cię nakarmię.

Przysunęła bukłak do warg Marcusa. Przełknął chciwie kilka łyków. Coś przeszkadzało jednak w smakowaniu trunku. Sięgnął ku ustom i wyciągnął kilka długich, splątanych ze sobą włosów. Wcześniej nie poczuł nawet, że tkwią pod językiem. Musiały tam trafić, gdy w miłosnym uniesieniu szarpał zębami długie pukle pani Siedmiu Bram i najwidoczniej przy tej okazji je wyrwał.

– Przepraszam, nie chciałem…

– Nie szkodzi, odrosną. – Księżna zbyła sprawę machnięciem ręki, ale równocześnie przyjrzała się swoim włosom z niezwykłą uwagą.

– Zachowam je może na pamiątkę…

– Lepiej nie, mój książę.

Chciała łagodnie wyjąć kosmyk z dłoni Marcusa, ale ten zacisnął palce. Teraz, w lepszym świetle, dostrzegł bowiem coś niezwykłego.

– Pani, twoje włosy… Bo muszą być przecież twoje… One są siwe… – Przyłożył swoją zdobycz do złocistorudej fali spływającej z głowy władczyni Siedmiu Bram. – Jak to możliwe?

– To pewnie gra światła. Napij się jeszcze wina, a potem…

– Nie, ten kosmyk wyrwałem w chwili, gdy za kilka uderzeń serca miałem wytrysnąć w twoim wnętrzu… A teraz masz inne włosy, wyraźnie różnią się kolorem. Możemy sprawdzić to rano, ale na pewno się nie mylę. Co to znaczy?

– To takie kobiece sztuczki, mój książę. Bywa, że damy farbują sobie włosy i nadają im nowy kolor. Nie tylko damy zresztą.

– Ale w jaki sposób tak nagle… – Wreszcie zrozumiał. – Zmieniasz ich barwę przy użyciu mocy? Czyż nie tak?

– Skoro już się tego domyśliłeś, to nie ma sensu zaprzeczać. Tak jest o wiele szybciej i łatwiej. I daje dużo lepszy skutek.

– Robisz to po to, by uczynić się piękną? Tak postępują podobno prawie wszystkie wysoko urodzone damy, potrafiące posługiwać się mocą.

– Nikt nie powinien brać im tego za złe, książę. Każda kobieta pragnie być urodziwą, zwłaszcza w oczach mężczyzn. – Próbowała objąć chłopaka i obdarzyć go pocałunkiem.

– Ale dzisiaj zużyłaś prawie całą moc na rozbicie tego zawału. Nie zdołałaś utrzymać fałszywego piękna, którym mnie teraz zwodzisz… Teraz, gdy na nowo odzyskałaś siłę… Te włosy… Wypadły w chwili, zanim jeszcze zdążyłaś się odmłodzić. I dlatego są siwe. Prawie nie pozwoliłaś mi się dotknąć, nie zdjęłaś ubrania, nie zapaliłaś lampy, ukrywałaś się w mroku… Odwracałaś na wszelkie sposoby moją uwagę i żądałaś jak najszybszego spełnienia. Dopiero po wszystkim objawiasz się w pełni urody. Jak wyglądasz naprawdę, piękna pani?

– Po ci to wiedzieć? Wyglądam tak, jak zechcę. Czyż nie uważasz mnie w tej chwili za urodziwą? Zresztą, jeżeli tego zapragniesz, mogę zmienić ten czy inny szczegół, gdy jesteśmy sami. Wymaga to więcej mocy i trudu, ale zrobię to dla ciebie. Twoja siła wynagrodzi wszystkie starania. I jeszcze podziw, pożądanie w twoich oczach, piękny książę.

– Nie pragnę takich oszukańczych sztuczek! Napawają mnie obrzydzeniem! Mówią o tobie, ze jesteś prawdziwą wiedźmą! I mają rację, chociaż okazujesz piękne oblicze, chociaż okłamujesz wszystkich. Powiedz prawdę, ukrywasz haczykowaty nos i garb na plecach?

– To nie twoja sprawa, książę. Korzystaj z tego, co los ci ofiarowuje i nie szukaj dziury w całym. Nie szukaj kłopotów. Ciesz się, że damy pragną jawić się pięknymi w oczach swoich kawalerów, że potrafią się takimi uczynić! I ja także to potrafię, chyba nie zaprzeczysz? Czyż tak nie jest lepiej dla nas wszystkich? Czyż nie wolisz mnie właśnie taką?

– Milady, takich wdzięków ani nie potrzebuję, ani nie pożądam! I przysięgałem wierność twojej córce, księżniczce Berenice, mojej pani i małżonce.

– Trochę późno sobie o tym przypomniałeś, książę.

– Jeżeli ona choć odrobinę cię zna, tak jak i ja zdążyłem poznać, to zrozumie i wybaczy.  Pojmuję wreszcie, dlaczego przybyłaś do Międzyrzecza sama, z niewielką świtą, nie zabrałaś narzeczonej ani mężów. Wszystko po to, żeby uwodzić mnie bez niepożądanych świadków. I kraść moc należną komuś innemu! Własnej córce! Nie wierzę, by Berenika się na to godziła i byś chciała jej o tym powiedzieć.

– A więc dobrze, książę. Skoro tak wybierasz, to idź. Idź w ramiona młodej i pięknej księżniczki. Może tam znajdziesz to, czego szukasz. Ale bardzo w to wątpię! A teraz zechciej przyjąć swój ochraniacz, skoro tak nagle postanowiłeś przestrzegać małżeńskiej przysięgi i dotrzymać obietnicy wierności. Przyjmij ochraniacz i zejdź mi z oczu. Tylko nie zapomnij się przedtem ubrać!

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Markus bardzo ochoczo dawał się wykorzystywać aż do momentu w którym odkrył prawdziwą postać Berengarii i ta nagle mu obrzydła. Jednak nie dlatego, że doiła z niego moce ile wlezie, ale dlatego, że nie wygląda tak idealnie jak to sobie wymarzył.
Przypomina trochę chłopca, który postanowił wyrzucić zużytą zabawkę.

Takie jest moje odczucie co do końcowych scen. Zresztą odebrałem je w sposób dosyć emocjonalny, co też zaliczam na plus opowiadaniu i Autorowi. Chociaż sam Markus mojej sympatii nie zyskał.

Ale będzie miał okazje do poprawy. Czekamy na przedstawienie Berenike i trójkąta emocjonalnego w relacjach między bohaterem a matką i córką.

Marcus jest młody, a młodość potrafi być w wielu sprawach okrutna i bezlitosna. Jako młodzieniec impulsywny często przy tym najpierw działa, potem mówi, a na końcu dopiero myśli. Tym wybuchem z pewnością bardzo sobie zaszkodził. Z drugiej strony, księżna to żadna ofiara czy niewiniątko, prowadzi własną grę, wykorzystując Marcusa i prawdopodobnie (?) również córkę. Nie ma powodów, by jej szczególnie współczuć. Wzbudzanie emocji to, moim zdaniem, jeden z głównych środków oddziaływania słowa pisanego, teksty pozbawione takowych stają się nijakie i nudne. Jak ułożą się stosunki w tej szczególnej “rodzinie” zobaczymy w kolejnych odsłonach.
Pozdrawiam.

Zapowiada się ciekawa walka między matką a córką. Czyżby matka chciała rządzić wiecznie ? I podbić resztę królestw ?
Czy córka jest pod pantoflem matki czy zawalczy o swoje, pewnie dowiemy się w kolejnym odcinku.
Wybuch Marcusa, ma jeden plus dla niego i drugi dla fabuły- magia ma swoją cenę. Markus może to wykorzystać.

Myślę, że księżna z ochotą skorzystałaby z Twoich pomysłów i może jeszcze skorzysta. A księżniczka Berenika? Jeżeli choć trochę wdała się w matkę, to z pewnością muszą tam sypać się iskry. Pozdrawiam.

Napisz komentarz