Czternasty dzień lutego (Rita)  3.62/5 (271)

5 min. czytania

źródło: pinterest.com

Rozejrzała się po pokoju – kwiaty w wazonie, wino w kieliszku, błyszczące cudeńko z modnej cukierni, która nie mogła nazywać się po prostu cukiernia, tylko z francuska patisserie. Jeszcze tylko świece – zainwestowała w długie, cienkie, których płomień drgał niepewnie przy najlżejszym podmuchu. Za oknem kropiła mroźna mżawka. Może to i dobrze, że nigdzie nie musiała wychodzić. Wstała jeszcze na chwilę, przeciągając moment inauguracji walentynek. Przejrzała się w lustrze. Założyła najlepszą bieliznę, na ustach lśniła jaskrawa czerwień. Włosy zakręciła w lekkie fale, klasyczne, jak u dawnych aktorek. Miękko układały się wokół twarzy, podkreślały regularne rysy.

Skóra jednak nie była taka jak kiedyś, no i już nie będzie. Choćby wylała poty na siłowni i wtarła w siebie litry egipskich olejków. Przy wargach zaczęła się pogłębiać zmarszczka. To stąd, że zawsze się krzywo uśmiechała, połową twarzy. Teraz też, kiedy patrzyła na siebie miała mieszane uczucia. Przede wszystkim nie dostrzegała sensu w tym, co robi. Widziała odbicie w lustrze, ale ono w żaden sposób nie odzwierciedlało tego kim była, jak się czuła. Było ilustracją jakiejś wersji, nieistniejącej wersji, nieprawdziwej. Starła dłonią szminkę. Karmin rozmazał się na policzku. Zdjęła koronkowy stanik. Biust, dotychczas podtrzymywany misterną konstrukcją, opadł. Nieładnie opadł, krzywo. Tak jak krzywy był jej uśmiech z roztartym makijażem. W oczach pojawiły się łzy, takie łzy, które wypływają z głębi, nie z kanalików łzowych, tylko z samych trzewi, z samego sedna. Teraz wyglądała dokładnie tak, jak się czuła. Tusz rozlał się czarnymi smugami na policzkach. Chwyciła ciemne pukle w garść i zniszczyła fryzurę.

Jak to było wcześniej? Bukiety kwiatów w ulubionym kolorze, wspólne kolacje, może nawet przy kiczowatych świecach, kino, spacer, zdarzał się seks. Ale już tak nie będzie. A nie będzie nie dlatego, że świat jest zły i niesprawiedliwy. Nie dlatego, że ludzie ją skrzywdzili, nie dlatego, że zupa była za słona a wieczór zbyt piękny, więc wracał piechotą. Nie. Wszystko było jej winą. Od pierwszej do ostatniej linijki. Pozwu rozwodowego.

Z całej siły uderzyła pięścią w lustro. Filmowo. Ale ból był rzeczywisty. Nie oddzielała jej od niego tafla ekranu. Krew kapała na podłogę, szkło rozsypało się na kafelkach. Na sztywnych nogach doszła do kuchennego zlewu. Czerwony ślad znaczył ścieżkę. Lodowata woda w różowym kolorze. Drżącą dłonią zaczęła wyciągać odłamki z poszarpanej skóry. Kiedy wydłubała wszystkie, owinęła rękę ścierką do naczyń. Znów usiadła przy stole, przy zapalonych świecach, przy ciasteczku z czerwonym lukrem, lampce wina.

Wzięła telefon. Chwilę trzymała go, zastanawiając się, czy uruchomić. Gładziła drobnymi palcami obłe krawędzie. To nie była decyzja jej życia, ale nie czuła się na siłach podejmować jakiejkolwiek. Wreszcie nacisnęła klawisz. Na wyświetlaczu pojawił się znajomy ekran strony z filmami porno. Walentynki. Powinna dostać trochę czułości. Choćby nie zasłużyła.

Pierwsza strona zaproponowała dwie wymuskane lalunie z pięciocentymetrowymi pazurami dogadzające sobie dildem, trzech czarnych osiłków z penisami dorodnych ogierów wystawowych wciskających się w ciasne dziurki słodkiej blondynki, pierwszy anal studentki amatorki, tatusia spuszczającego lanie pasierbicy… Krew przesiąkała przez materiał owinięty wokół dłoni. Wciąż bolało. Teraz nawet bardziej. Poraniona skóra pulsowała. Ale ból był potrzebny. Musiała czuć cokolwiek. Palcami lewej dłoni z trudem wstukała w angielską wyszukiwarkę “kara”.

Pojawiły się filmy, które zazwyczaj pomijała. Zbyt ostre, zbyt rzeczywiste, jak na szybką masturbację w godzinach pracy, albo na wieczorny relaks pod kołdrą. Znalazła dziewczynę łudząco do niej podobną, te same ciemne włosy, staranny makijaż, nieduży biust, zgrabny tyłek, niewysoka. Aktorka klęczała przed mężczyzną w garniturze. Skąpa czerwona bielizna podkreślała figurę. Na szyi miała grubą, wysadzaną ćwiekami obrożę. Mężczyzna niedbale trzymał smycz. Zaczął ją oprowadzać po pomieszczeniu, jak sukę na wystawie. Brunetka poruszała się na czworaka, wypinając pośladki do kamery. Nagle szarpnął łańcuchem, uniósł palcami jej brodę i uderzył w policzek. Potem poprawił z drugiej strony. Szminka na ustach rozmazała się dokładnie jak u oglądającej.

Zadrżała, widząc uśmiech na twarzy spoliczkowanej kobiety, uśmiech połową twarzy, identyczny jak jej. Sięgnęła zakrwawioną dłonią między uda. Była już wilgotna. Chciała dziś wielu doznań, pragnęła zapomnieć, zatracić się w rozkoszy, chciała być tą pełzającą aktorką, czuć twardą skórę wpijającą się w delikatną szyję. Poszła po wibrator i zatyczkę analną. Film czekał cierpliwie, aż będzie gotowa. Nasmarowała małe różowe dildo żelem i wsunęła między pośladki. Naparła i poczuła ból zaciśniętych mięśni. Weszła jedynie końcówka. Bolało jak diabli. Odetchnęła głębiej, nacisnęła “play” na wyświetlaczu. Mężczyzna uderzał klęczącą raz za razem. Włosy opadały na twarz, zasłaniały rozognione policzki. Pociągnięciem smyczy uniósł jej głowę i splunął. Ślina rozlała się po wytuszowanych mocno rzęsach, spływała do rozchylonych ust. Samym spojrzeniem dał jej znać, czego chce. A chciał obciągania. Nie takiego, jak w słodkich filmach dla grzecznych masturbatorek, tylko głębokiego gardła. Dławiącego, odbierającego oddech, wywołującego odruch wymiotny. Takiego, w którym obciągająca błaga o to, by skończył jak najszybciej, ale jednocześnie pragnie, by to upokorzenie trwało, by mężczyzna trzymał ją za włosy, by dociskał podbrzusze do szeroko otwartych ust, bo uda ma już mokre, a wnętrze zaciśnięte, pulsujące w oczekiwaniu.

Dildo weszło jak w masło. Do samego końca. Poczuła wypełnienie, ale spełnienia nie było. Chciała mężczyzny. Jego rąk, zapachu, oddechu na szyi, ocierających się ud, szybkich ruchów we wnętrzu, zachwytu, dzikości, rzeczywistego pożądania, rzeczywistego ciała.

Wiedziała, że dziewczyna na filmie czuje to samo. Chce być już wzięta, wyruchana, zerżnięta do samego końca. Ale mężczyzna przedłużał zabawę, nie dawał jej satysfakcji. Rozkazał, by się wypięła. Obnażył pośladki, nabrzmiałe wygolone łono było teraz idealnie wyeksponowane. Lśniło między udami jak oblana lukrem bułeczka, mięsiste wargi rozchylały się zapraszająco. Ale mężczyzna uderzył w napiętą skórę. Używał do tego paska. Czerwona pręga przecięła biel. Jego suka zawyła. Musiało mocno zaboleć, bo ślad był wyraźny. Uderzył ponownie, z drugiej strony.

Sięgnęła po wibrator i wsunęła głęboko między uda. Nastawiła na najwyższy poziom. Twardy przedmiot gwałtownie zapulsował, uciskając wypełniony odbyt. Zranioną ręką pocierała łechtaczkę. Szybko i mocno. Spadała z równi pochyłej, na łeb na szyję. Wilgoć wypływała już falami, zmoczyła krzesło, na nogach miała ślady krwi i swoich soków.

Wreszcie wszedł w nią. Łkającą, drżącą, czekającą na kutasa. Napięta smycz wyginała jej ciało w łuk, nie mogła oddychać, łapała powietrze, jak ryba wyrzucona na brzeg. Drugą dłonią otoczył jej brzuch, przytulił się do niej, poruszał jedynie pośladkami. Jej ciało było mokre od potu, zaczerwienione od uderzeń, ale tak wolne w tej niewoli. Tak spełnione.

Głośno westchnęła, kiedy skończyła razem z parą na ekranie. Policzki miała mokre od łez. Podciągnęła nogi pod brodę. Naga, zakrwawiona, rozmazana, przy walentynkowo zastawionym stole.

Sama.

 


 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Napisz komentarz