Nowy świat czarownic 10-12 (Nefer) 4.38/5 (14)

Corrado Giaquinto, “Czarodziejka”

10

Następnego dnia obydwie damy wybrały się na zapowiadane polowanie. Towarzyszyła im nieliczna świta, nie zaproszono żadnego z mężów Lady Mirandy, którzy zresztą nie gustowali w tego rodzaju rozrywkach, ani nawet Mirelli, także niezbyt chyba zainteresowanej. Jedynym członkiem rodziny chętnym do wyruszenia na łowy byłby zapewne sam Marcus, gdyby nie ochraniacz, rzecz jasna. Inny teraz i nałożony dłonią księżnej, spełniający jednak to samo zadanie i niosący ze sobą te same ograniczenia.

Został więc na zamku, udawał uwagę podczas lekcji, w istocie rozmyślał jednak o wydarzeniach poprzedniej nocy. Wbrew obawom młodzieńca, władczyni Siedmiu Bram okazała się panią życzliwą i łaskawą, potrafiła też bez trudu wzbudzić jego pożądanie. Pod tym względem on sam nie okazał ze swojej strony ani odrobiny więcej siły i charakteru od pogardzanych dotąd mężów margrabiny oraz Jasona. Może osądzał ich zbyt surowo… Najwidoczniej odmowa usłużenia damie była wyzwaniem dużo trudniejszym, niż uprzednio to sobie wyobrażał… Ciekawe, czy księżniczka Berenika dorównuje matce w sztuce uwodzenia?

Przyłapawszy się na tej myśli, wrócił do o wiele mniej przyjemnej sprawy Anity. A więc udawała tylko służącą, księżna nie miała co do tego żadnych wątpliwości, udawała, by w sprzyjającej chwili skraść mu moc… A on… A on ją nawet polubił! Poczuł się oszukany i zdradzony w dwójnasób. Jako podła zdrajczyni nie zasługiwała na lojalność i dobrze, że wyjawił imię oszustki. Czy każda dama albo panna szlachetnego rodu będzie odtąd nastawać na jego nasienie, by w taki sposób powiększyć swą potęgę? Czy to również z tego powodu panom błękitnej krwi nakłada się te ochraniacze?

By oderwać się od tych rozważań, natychmiast po zakończeniu lekcji, a raczej czegoś w rodzaju pożegnania, bo mistrz Matteo wiedział doskonale, że nie odbędzie się ich już wiele i okazując dziwne wzruszenie, tolerował nawet dzisiaj roztargnienie ucznia, udał się na poszukiwanie Sudrun. W odróżnieniu od Anity dziewczyna nigdy przecież nie zdradziła przyjaciela i podopiecznego, powinna więc jako pierwsza dowiedzieć się o odmianie swego losu.

– A więc jednak udało ci się tego dokonać… Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się…

– Nie cieszysz się? Jeżeli nie chcesz…

– To nie tak, książę… Powiedziałam, że wyruszę z tobą do Siedmiu Bram i uczynię to. Zobaczysz, przyda ci się ktoś zaufany… Po prostu, jestem zaskoczona… A o księstwie różnie mówią…

– Księżna to łaskawa pani, sama się przekonasz… Na pewno zgodzi się, bym dał ci Demona… Tutaj… matka… Lady Miranda… Teraz nie mam żadnych wątpliwości, że odebrałaby go, gdy tylko orszak zniknąłby za najbliższą przełęczą…

– Tak, Demon… To wielka nagroda, paniczu Marcusie… Czy raczej sir Marcusie, bo tak chyba powinnam zacząć cię tytułować.

– Ani się waż, gdy jesteśmy wśród przyjaciół. – Poklepał szyję konia i ofiarował mu ubiegłoroczne jabłko, wyproszone w kuchni.

Obydwie damy wróciły późno i zrezygnowały z udziału w wieczerzy, która z tego powodu raz jeszcze została odwołana. Nie upolowały też żadnej godnej tego miana zwierzyny. Nie zamierzały jednak rezygnować i zapowiedziały ponowienie łowów. Powtórzyło się to przez trzy kolejne dni. Marcus nie przypominał sobie, by matka przejawiała kiedykolwiek aż taki entuzjazm i zapał myśliwski, może jednak to Lady Berengaria pasjonowała się tą rozrywką? Przypuszczenie wydawało się nawet dość prawdopodobne. Czwartego dnia ambicje łowieckie pani Siedmiu Bram zadowolił wreszcie zabiedzony po zimie jeleń, który zdążył już, co prawda, zrzucić poroże. O tej porze roku trudno było zresztą spodziewać się bardziej udanych łowów i stary Bors kręcił tylko z powątpiewaniem głową nad kaprysami szlachetnie urodzonych dam.

Tego wieczoru chłopak otrzymał zaproszenie na komnaty pani zamku. Przyjęła syna w towarzystwie Lady Berengarii.

– Marcusie, obowiązki wzywają naszego dostojnego gościa do Siedmiu Bram. Przyjmuję to z żalem, ale księżna nie może ofiarować nam dłużej swego towarzystwa i musi powrócić na Północ. Dlatego jutro odbędzie się akt zaślubin, twoich oraz księżniczki Bereniki. Lady Berengaria będzie reprezentować pannę młodą i nałoży ci pierścień. W ten sposób zostaniesz pierwszym mężem księżniczki. Nie mamy czasu na wystawne uroczystości, zaplanowałyśmy więc skromną ceremonię. Pojutrze, bez dalszej zwłoki wyruszycie w drogę. Obiecałam ci bogatą wyprawę i dotrzymam słowa, ponieważ jednak księżna podróżuje bez taborów, wyślę ją później. W zamian powinna ucieszyć cię wiadomość, że Lady Berengaria zgodziła się zabrać w swoim orszaku również twojego Demona i tę gwardzistkę, Sudrun. Tak, jak o to prosiłeś. Podziękuj za to dostojnej pani.

– Szlachetna Pani, jesteś bardzo łaskawa i dziękuję ci za spełnienie mojej prośby.

– Uczyniłam to z przyjemnością dla tak dwornego i utalentowanego młodzieńca. Chcę, byś dobrze poczuł się w Siedmiu Bramach.Wiedz również, że zawsze dotrzymuję złożonych obietnic.

– Dziękuję, Dostojna Pani – powtórzył. – Tobie także… matko – dokończył o wiele mniej serdecznie.

– Przygotuj się teraz do jutrzejszej uroczystości, synu. Będzie prosta i nie powinieneś w żaden sposób poczuć się speszony, chociaż rozumiem, że zaślubiny to ważna chwila w życiu każdego młodzieńca. Mistrz Matteo poinformuje cię o wszystkich szczegółach ceremonii. A teraz wybacz, mamy jeszcze pewne sprawy do omówienia.

Odprawionemu w ten niedwuznaczny sposób Marcusowi pozostało tylko towarzystwo nauczyciela, który pomimo późnej pory odwiedził jego komnaty i wdał się w długie rozważania na temat różnych aspektów wydarzeń nadchodzącego dnia. Ponieważ z większości rytuałów i tak zamierzano zrezygnować, pozostawiając tylko, te które posiadały istotne znaczenie, chłopak wkrótce stracił zainteresowanie i z ulgą pożegnał się wreszcie z mistrzem.

Ostatnia noc w stanie przedmałżeńskim upłynęła szybko, a po śniadaniu młodzieniec stał się obiektem kolejnych zabiegów służek. Wybranie przez obydwie damy najprostszej formy przeprowadzenia ceremonii nie zwalniało bowiem Marcusa od odpowiednich przygotowań. Na szczęście, dziewczęta zdawały się miarkować w swoich zwykłych figlach, pojmując może, że ich zadanie skończone i młody panicz opuści wkrótce zamek, już jako sir Marcus, poślubiony małżonek wielkiej pani. Przynajmniej, zgodnie ze słowami mistrza Matteo, zostanie mu oszczędzone publiczne nakładanie wiadomego ochraniacza, co podczas bardziej rozbudowanych wersji rytuału czyniła często małżonka lub jej reprezentantka. Docenił teraz, że Lady Berengaria zrobiła to już wcześniej, w intymnych okolicznościach, a obecnie zadowoli się tylko wsunięciem pierścienia ślubnego na palec chłopaka oraz wzbogaceniem jego obroży o godło Siedmiu Bram – wizerunek flankowanych dwoma wieżami obronnych wrót, przegrodzonych na wpół uniesioną, zębatą kratą. Wszystko to w imieniu córki, oczywiście.

Uroczystość zaplanowano w południe, w zamkowej kaplicy Dobrej Bogini. Lady Miranda występowała w podwójnej roli, matki oddającej syna oraz prowadzącej ceremonię kapłanki, którą to funkcję sprawowała z urzędu jako pani zamku. Wybrała tradycyjną, stonowaną i elegancką toaletę, w dyskretny sposób ukazującą jej urodę. Do stawienia się i pełnienia roli świadków zaproszono lub wezwano wszystkich czterech mężów margrabiny, także odzianych w konwencjonalne stroje dworskie. Nawet Mirella zdołała powstrzymać się tym razem od zwykłych ekstrawagancji na pograniczu wulgarności, może korzystając z dobrej rady towarzyszącego jej małżonka. Marcus musiał przyznać, że przynajmniej w tym względzie Jason mógł okazać się użyteczny. Gdyby tylko zechciał, bo dotychczasowe prowokacje żony przyjmował z bezkrytycznym zachwytem. A przecież w wytwornej sukni, ozdobiona mniej rzucającymi się w oczy, za to odpowiednio dobranymi klejnotami, siostra prezentowała się o wiele bardziej godnie, zyskując jeszcze na atrakcyjności. Ze strony Międzyrzecza poproszono nadto mistrza Matteo, pełniącego rolę skryby. Księżna przyprowadziła dwóch podwładnych, ich imiona wypadły przejętemu Marcusowi z głowy, chociaż powinien postarać się je zapamiętać, bo zapewne odgrywali jakąś rolę w otoczeniu Lady Berengarii. Trudno jednak było dziwić się temu roztargnieniu, wobec wrażenia, jakie wywarła sama pani Siedmiu Bram. Niewykluczone, że podróżując bez taborów nie chciała obciążać się strojami, ale może zamierzała też przypomnieć kontrahentom tej szczególnej transakcji o swoim statusie wojowniczki. Wybrała bowiem strój wojskowy, skórzany pancerz, rękawice, pas i wysokie buty. Na uroczystość zaślubin nie wypadało zabierać oręża, ale i tak prezentowała się dumnie i groźnie, a przy tym bardzo atrakcyjnie… Wcale nie gorzej, niż w tej niby to prostej sukni uwodzicielki, w której przyjęła chłopaka podczas nocy próby. – „A więc jednak zabrała też inne szaty.” – Przemknęło Marcusowi przez głowę. – „Czyli teraz chce tutaj coś komuś pokazać. Margrabinie? Czy może raczej mnie samemu?”

Towarzyszący swojej pani mężczyźni, również w rynsztunku wojskowym, wyglądali bardziej na straż przyboczną niż na dworzan. Chłopak nie zdołał powstrzymać się od rzucania ciekawych spojrzeń na księżną Siedmiu Bram i wkrótce poczuł znajomy już ból w kroczu. Całe szczęście, że wybrano prostą formę ceremonii… Zmiana ochraniacza mogłaby okazać się zadaniem kłopotliwym.

– Zebraliśmy się tutaj, by przed obliczem Dobrej Bogini, która oby pobłogosławiła naszym zamysłom, przekazać tego oto młodzieńca najlepszej krwi Międzyrzecza, mojego syna Marcusa, w ramiona i pod opiekę jego pani i małżonki, równie szlachetnej księżniczki Bereniki z Siedmiu Bram, reprezentowanej obecnie przez jej matkę, dostojną księżną Berengarię. Oświadczam, że na mocy moich praw jako pani domu Międzyrzecza oddaję księcia Marcusa na dwór Siedmiu Bram. Czy ty, potężna pani, w imieniu swojej córki przyjmujesz tego pana błękitnej krwi jako pierwszego, poślubionego męża księżniczki Bereniki?

– Przyjmuję. – Lady Berengaria potwierdziła tę deklarację lekkim skinieniem głowy.

– Czy przyrzekasz mu miłość, szacunek i traktowanie godne poślubionego, prawowitego małżonka oraz męża szlachetnej krwi?

– Przyrzekam!

– Czy ty, Marcusie, synu Międzyrzecza, przyrzekasz swojej przyszłej pani i małżonce, dostojnej księżniczce Berenice, miłość, wierność, szacunek i posłuszeństwo jako poślubiony małżonek oraz członek jej dworu, dworu Siedmiu Bram?

– Przyrzekam – odparł głosem nieco niepewnym, na co nikt nie zwrócił jednak uwagi.

– Przyrzekasz służyć swojej pani i małżonce dobrą wolą oraz mocą, którą oddasz jej na każde życzenie?

– Przyrzekam.

– Niech więc tak się stanie, w obliczu Dobrej Bogini oraz nas wszystkich. Księżno, nałóż pierścień oraz godło domu Siedmiu Bram, a ty, Marcusie, przyjmij ten klejnot i ten herb jako znak twojego nowego statusu oraz przypomnienie przyrzeczeń, które tutaj złożyłeś!

Wyciągnął dłoń i pozwolił wsunąć na serdeczny palec złotą obrączkę, po czym Lady Berengaria sobie wiadomym sposobem dołączyła do obroży młodzieńca godło księstwa, większe od zdobiącego dotąd samotnie szyję chłopaka wizerunku łabędzia, herbu Międzyrzecza. Zgodnie ze wskazówkami mistrza Matteo przyklęknął i ucałował dłoń księżnej, nadal odzianą w skórzaną rękawicę, potrafiła bowiem poradzić sobie ze swoją częścią ceremonii nie zdejmując tego elementu stroju wojownika.

– Powstań, sir Marcusie! – poleciła. – Powstań jako członek dworu Siedmiu Bram.

– Obiecuję okazać się godnym tego zaszczytu – odparł, nadal trzymając się instrukcji.

– Nikt w to nie wątpi, sir Marcusie.

– Co dokonało się przed obliczem Dobrej Bogini, niech nigdy nie zostanie rozerwane! – ogłosiła margrabina w roli kapłanki.

Lady Berengaria obdarzyła jeszcze oblubieńca zwyczajowym pocałunkiem, chłodnym jednak i wstrzemięźliwym, jak na reprezentantkę prawdziwej małżonki przystało. Nie przeszkodziło to Marcusowi oblać się czerwienią, gdy przypomniał sobie zupełnie inne, gorące usta księżnej podczas nocy próby. Na szczęście nikt nie zwrócił na to uwagi, pan młody miał zresztą pełne prawo do niewinnego rumieńca podczas ceremonii własnych zaślubin. Pani zamku skinęła teraz na mistrza Matteo, który podszedł z dwoma rulonami, na których wykaligrafował identyczne dokumenty, potwierdzające fakt zawarcia małżeństwa. Wszyscy kolejno je podpisali, zaczynając od obecnych podczas ceremonii dam, po czym dopiero przyszła kolej na Marcusa i występujących w charakterze świadków pozostałych mężczyzn. Jeden z pergaminów zatrzymała margrabina, drugi przypadł księżnej. Sir Hektor otworzył drzwi do sąsiedniego pomieszczenia i wezwał służbę. Podano tam wino oraz lekkie przekąski. Na życzenie Lady Berengarii, wymawiającej się brakiem czasu, zrezygnowano bowiem z wystawnej uczty i innych uroczystości. Marcus przyjął to z ulgą. Skoro i tak postanowiono już o jego losie i nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia, to pragnął teraz jak najszybciej opuścić zamek oraz rozpocząć nowe życie na dworze małżonki. Przynajmniej zabierze ze sobą Demona i Sudrun… Przynajmniej tyle… Może z czasem wszystko zdoła się ułożyć…

Musiał tylko jeszcze wytrzymać przyjmowanie składanych kolejno przez uczestników ceremonii gratulacji oraz kilka toastów.

– Oby szczęście młodej pary stało się zapowiedzią trwałej przyjaźni i sojuszu pomiędzy naszymi księstwami, pomiędzy księstwem Siedmiu Bram oraz marchią Międzyrzecza. Niech Dobra Bogini błogosławi Lady Berenice i sir Marcusowi, sprzyja Królestwu oraz wszystkim naszym planom! – To margrabina jako pierwsza wezwała obecnych do wzniesienia kielichów.

– Oby twoja siła i talenty, które zdążyłeś okazać, sir Marcusie, nigdy nie osłabły i zawsze służyły dobru Królestwa, pomyślności Międzyrzecza oraz Siedmiu Bram, a także wzmacniały potęgę damy szlachetnego rodu, którą wybrałeś i którą obdarzysz swymi darami… Księżniczkę Berenikę, moją córkę, oczywiście.

Księżna odpowiedziała toastem raczej śmiałym, który ponownie wywołał rumieniec na twarzy Marcusa. Tym razem obecni musieli to zauważyć, wszyscy ochoczo unieśli jednak i wychylili naczynia, powtarzając głośno życzenia.

11

Wyruszyli późnym rankiem. Na dziedzińcu stawiła się cała rodzina, ale ku uldze Marcusa obyło się bez długich pożegnań. Nie czuł takowej potrzeby, nawet wobec sir Doriana. Wystarczy, że zdołał przebrnąć przez wczorajsze przyjęcie po ceremonii zaślubin. Tylko życzenia pomyślności mistrza Matteo wydały mu się wówczas naprawdę szczere. Potem zaszedł jeszcze do stajni, kwater gwardzistów i służby łowieckiej. Tam zawsze czuł się najlepiej, tam też żegnano panicza, teraz już sir Marcusa, z prawdziwym żalem.

– Bądź taki jak zwykle, po prostu sobą, a wszystko dobrze się ułoży. – To Tamara próbowała dodać mu otuchy. – Nic nie wiem o tej księżniczce Berenice, ale ona po prostu nie zdoła cię nie polubić. I pamiętaj, że zawsze możesz ufać Sudrun. Wiem, że obiecałeś jej Demona. To szalona dziewczyna, ale na pewno nigdy cię nie zdradzi. – Na koniec ucałowała dawnego podopiecznego w sposób jako żywo przypominający ich śmiałe igraszki.

Obecnie nie oczekiwał podobnie wylewnych przejawów uczuć.

– Życzę ci szczęścia, sir Marcusie. Jesteś synem krwi Międzyrzecza i z pewnością okażesz się jej godnym. Pomyślnej podróży… Tobie także, księżno.

Słowa margrabiny stanowiły właściwe podsumowanie kilkunastu spędzonych na zamku lat życia. Wreszcie opuścili dziedziniec, a po pewnym czasie oddali się też od znajomych wzgórz i łęgów, po których tyle razy puszczał się galopem, polował z sokołami czy ścigał się z Sudrun. Teraz to ona dosiadała Demona. On sam zmuszony był zadowolić się spokojniejszym wierzchowcem, którego dało się opanować także z męskiego siodła. Podróżowali z taką akurat szybkością, że powodował koniem bez trudu. Domyślił się, że tempo dostosowano do jego aktualnych możliwości i zżymał się tym przez jakiś czas. Wszyscy taktownie zostawiali młodego małżonka w spokoju, łącznie z samą księżną. Podeszła dopiero wówczas, gdy wczesnym popołudniem stanęli na popas nad jakimś strumieniem. Ponownie występowała w stroju wojowniczki, tylko tym razem już z bronią, ze sztyletem przy boku oraz oszczepem w dłoni. Nie mogło to dziwić, skoro oczekiwała ich przeprawa przez góry. Co prawda, w bardziej dzikie ostępy mieli zagłębić się dopiero za klika dni.

– Jak mija ci podróż, książę? Wiem, że ani pożegnanie, ani dzisiejszy ranek nie wypadły pewnie najlepiej, ale może zdołam jednak w jakiś sposób poprawić twój nastrój? Nie chciałabym przywieźć do Złotej Bramy kogoś tak jawnie nieszczęśliwego.

– Do twojej stolicy pewnie jeszcze daleka droga, dostojna pani, zdążę z tą zmianą.

– To prawda, ale przecież kiedyś tam dojedziemy.

– Tymczasem tylko opóźniam cały orszak, zresztą jak każdy szlachetnie urodzony w podróży. Równie dobrze mogłaś sprowadzić dla mnie powóz albo lektykę!

– Lektyka… Nie mamy takich zabawek w Siedmiu Bramach, ale jeśli naprawdę chcesz i jeżeli poprawi ci to humor, to każę taką wykonać. Rozumiem, że ma być bardzo ozdobna? A może od razu kilka, wtedy ja też skorzystam i urządzimy sobie wyścigi?

– Wybacz, pani, ale pewnie nie wiedziałabyś, jak usiedzieć w czymś takim. Ja chyba też nie… – Roześmiał się mimo woli, wyobrażając sobie stojącą przed nim wojowniczkę w podobnej sytuacji.

– Już lepiej, Marcusie… A skoro o wyścigach mowa… Nie przesadzałeś zachwalając Demona, to bardzo piękny koń i wygląda na dzielnego rumaka. A twoja gwardzistka na odważną i wprawną amazonkę…

– Sudrun znakomicie jeździ konno.

– Chętnie to zobaczę. Mam tu kilku naprawdę dobrych jeźdźców z szybkimi wierzchowcami pod siodłem… Skoro i tak teraz odpoczywamy, to może urządzimy małą gonitwę? Twoja dziewczyna i dwóch moich ludzi?

– Zmęczą konie bez potrzeby.

– Mamy kilka zapasowych luzaków, wystarczy dla nich trojga.

– Dlaczego nie? – Poczuł, jak mimo woli budzi się w nim zainteresowanie tą rywalizacją. Demon i Sudrun na pewno nie przegrają!

– Ale obiecaj, że jeżeli Siedem Bram zwycięży, wtedy zrezygnujesz z tej kwaśnej miny, książę. To będzie moja nagroda.

– Postaram się, szlachetna pani… Ale sprawiedliwość nakazuje, bym i ja otrzymał coś w razie zwycięstwa Sudrun.

– Jesteś mistrzem dyplomacji, Marcusie. Cóż to za fant, na który miałbyś ochotę?

– Jeżeli ona wygra… Wtedy… Wtedy… Jeżeli urządzimy kolejny wyścig, pozwolisz, żebym i ja wziął w nim udział…

– Wiesz, co to oznacza, książę? – Spojrzała poważnym wzrokiem.

– Wiem, szlachetna pani… Wiem też, że możesz to teraz uczynić, jeśli zechcesz…

– Obiecuję, że się nad tym zastanowię. Jeżeli Sudrun zwycięży, zastanowię się…

– Chyba to musi mi w tej chwili wystarczyć, dostojna pani… Przyjmuję twoją obietnicę.

– A zatem zaczynajmy. Niech ścigają się od tamtego dębu do tej sosny przy lesie… Pięć okrążeń, zgoda?

– Zgoda, start i meta przy naszym obozowisku.

Lady Berengaria przyzwała swoich reprezentantów, a Marcus ruszył ku gwardzistce. Również nieco markotna, oporządzała na uboczu konia.

– Sudrun, dostojna księżna zaproponowała odbycie wyścigu. Ty i Demon przeciwko dwóm ludziom z jej świty, których wybierze. Pięć okrążeń pomiędzy tymi dwoma drzewami. Co ty na to?

– Ooo… – Oczy dziewczyny rozbłysły. – Chętnie pokażę tym zarozumialcom, że i my w Międzyrzeczu coś potrafimy!

– Ci dwaj to z pewnością znakomici jeźdźcy…

– Demonowi żaden koń nie dorówna, paniczu. Sam dobrze o tym wiesz. A ja też umiem niejedno! – W widoczny sposób wróciła jej zwykła zadziorność, wiedział, że zawołana amazonka nie zdoła oprzeć się takiemu wyzwaniu.

– Sudrun, to dla mnie bardzo ważne, żebyś zwyciężyła… Założyliśmy się o wynik i księżna obiecała coś, na czym bardzo mi zależy… Obiecała, że sam dosiądę wtedy Demona… – powiedział cicho.

– W takim razie muszę wygrać, paniczu. Nie obawiaj się, tamci nie mają żadnych szans!

Przygotowania nie trwały długo, popas nie mógł ciągnąć się w nieskończoność. Wszyscy członkowie orszaku z ochotą przyjęli okazję do niespodziewanej rozrywki. Zawarto kilka zakładów, zwykle nie doceniając jednak dziewczyny z Międzyrzecza. Dosiadała wspaniałego wierzchowca, ale przecież przeciwko sobie miała doświadczonych, zaprawionych w walkach wojowników. A i konie z Północy odznaczały się silną budową i wytrzymałością. Księżna przypomniała szybko zasady, zawodnicy zajęli pozycje i Marcus, za zgodą szlachetnej pani, dał znak rozpoczęcia gonitwy.

Początkowo wszyscy troje pognali tuż obok siebie, nie ustępując rywalom. W ten sposób odbyli pierwsze i drugie okrążenie, zajeżdżając sobie drogę przy zwrotach i usiłując przy tej okazji wyprzedzić konkurentów, zdobyć przewagę. Sudrun radziła sobie dzięki zwrotności i zręczności własnej oraz Demona, chociaż przeciwnicy zdawali się występować przeciwko niej wspólnymi siłami. Marcus zacisnął pięści, tego mógł się przecież spodziewać. Dziewczyna znalazła jednak najlepszy możliwy sposób na te zagrywki. Na trzecim okrążeniu wyszła z kolejnego zakrętu jako pierwsza i wbiła pięty w boki wierzchowca. Ten, rozumiejąc potrzebę amazonki, pognał cwałem. Rywale zostali w tyle! Najpierw jeden odpadł o dwie, wkrótce już trzy długości, po chwili zaczął odstawać także drugi. Uwolniona od ścisku Sudrun wykonała zręcznie następny objazd, zyskując dodatkową przewagę. Marcus dostrzegł jej triumfalny uśmiech, gdy przemknęła obok obozowiska. Na czwartym okrążeniu nie była już w stanie utrzymać najwyższej prędkości, zdawała się jednak kontrolować sytuację, przeciwnicy też nieco osłabli, wyraźnie tracili dystans, pierwszy z nich próbował jeszcze na nowo przyspieszyć, drugi ustępował o dobrych dziesięć, dwanaście długości. Rozpoczęli ostatni objazd. Najpierw sosna pod lasem, potem samotny dąb. Dziewczyna ciasno wzięła zakręt, zachowując trzy długości przewagi nad pierwszym z przeciwników. Kierowała się już ku drugiemu z drzew, gdy nagle dalszy z rywali stracił panowanie nad własnym wierzchowcem. A przynajmniej tak to z daleka wyglądało. Zbliżał się dopiero do sosny i wtedy jego koń nagle skręcił, zwracając się prosto ku nadjeżdżającej z naprzeciwka gwardzistce. Ta również musiała gwałtownie zmienić kierunek, Demon odruchowo uskoczył, unikając zderzenia. Sudrun zachwiała się w siodle… Bliższy z przeciwników ominął obydwu konkurentów szerokim łukiem i pognał ku dębowi. Marcus przygryzł wargi… To nie mógł być przypadek! Dziewczyna odzyskała dosiad, nie zmieniając kroku Demona. Ruszyli z dużą prędkością, licząc teraz na własną zręczność przy ostatnim nawrocie. Nadrabiali wprawdzie dystans, ale stracili go już tak dużo, że tam tylko mogli jeszcze żywić nadzieję na zwycięstwo. Rywal objechał dąb szeroko, z pnia odchodziły rozłożyste konary, z powodu wczesnej pory roku pozbawione liści. Nisko rozpostarte, zmuszały do ostrożności i zachowania odległości. Koń wojownika z Północy nie chciał pchać się w taki gąszcz, a i jeździec nie zamierzał ryzykować. Zostawili sporo miejsca. Sudrun dostrzegła swoją szansę. Przylgnęła do grzbietu Demona, zsuwając się w lewo, w kierunku zwrotu. Rumak skręcił ciasno, posłuszny woli amazonki. Niezbyt grube, na szczęście, gałęzie niebezpiecznie przeczesały włosy pochylonej dziewczyny. Większych konarów zdoła uniknąć. Stracili wprawdzie nieco prędkości, ale zyskali dystans. Z zakrętu wypadli na prowadzeniu! Sudrun wyprostowała się i wypuściła Demona do ostatniego biegu. Przejeżdżając przed Marcusem oraz Lady Berengarią wydała okrzyk triumfu. Zwyciężyła!

Nie bacząc już na nic, podbiegł do gwardzistki i Demona, gdy zdołali wreszcie wyhamować. Przytulił głowę do szyi konia, wciągnął jego zapach… Jeżeli księżna dotrzyma słowa, będzie jeszcze mógł go dosiąść. Pogalopuje niczym Sudrun. Przecież często z nią wygrywał! To wszystko dzięki niej! Uniósł spojrzenie.

– Nic ci się nie stało? To było niebezpieczne…

– Musiałam zwyciężyć, paniczu Marcusie. Obiecałam! A tamci dwaj…

– Wiem, oszukiwali. Nie daruję tego! Zażądam, żeby zostali ukarani. On celowo zajechał ci drogę! Księżna też wszystko przecież widziała!

– Lepiej zostawić tę sprawę… Jeżeli nawet Szlachetna Pani tak uczyni, nic na tym nie zyskamy, ani ty, ani ja…

– Ale przecież…

– Kto wie, czy nie dostali takich rozkazów, paniczu? Lepiej udawać, że nic takiego się nie stało. Będzie twierdził, że stracił panowanie, bo koń potknął się na jakiejś nierówności albo coś w tym rodzaju.

– Przecież dobrze wiesz, że to niemożliwe. Gdyby nawet naprawdę się potknął, to obaj zwaliliby się na ziemię, a nie ruszyli akurat na ciebie!

– I co z tego? Jesteśmy tu obcy i jedziemy do ich kraju. A ja i tak sobie poradziłam – dodała z dumą.

– Tak, poradziłaś sobie znakomicie… Dziękuję!

– Wiem, że bardzo ci na tym zależało. Jeśli masz już upomnieć się o coś u Dostojnej Pani, to lepiej o to, żeby dotrzymała swojej obietnicy.

– Gdyby nie ty, nie miałbym o co się upominać.

Sudrun zeskoczyła z Demona, bo oto zbliżała się sama Lady Berengaria, a nie wypadało przecież, by zwykła gwardzistka spoglądała na panią Siedmiu Bram z wysokości siodła. No, może na polu bitwy, ale przecież tutaj nie toczyła się żadna bitwa, prawda?

– Świetnie się spisałaś, dziewczyno. To był pokaz znakomitej jazdy. A i konia masz niezrównanego, opiekujesz się nim dla sir Marcusa?

– Szlachetna pani, obiecałem go Sudrun na własność, jeżeli nie masz nic przeciwko temu.

– To prawdziwie książęcy dar, sir Marcusie. Nie mnie jednak decydować w tej sprawie. Jako część twego wiana wierzchowiec przejdzie w posiadanie twojej małżonki, księżniczki Bereniki. To ją musisz poprosić o zgodę, chociaż powiem, że uważam, iż Sudrun w pełni na to zasługuje. Moja córka ma wiele koni.

– Ale na pewno nie drugiego takiego jak Demon – wyrwał się nieopatrznie.

– Może i nie… Wiedzcie jednak, że możecie oboje liczyć na wstawiennictwo pani Siedmiu Bram. A w tej chwili… Sudrun, przyjmij jako dowód swojej wygranej i mojego uznania ten oto znak.

Ściągnęła z szyi zawieszony na cienkim, srebrnym łańcuszku oraz wykonany również ze srebra medalion z godłem księstwa, bardzo kunsztownej roboty. Gwardzistka nie kwapiła się jednak z odebraniem daru i ręka Lady Berengarii zawisła przez chwilę w powietrzu.

– Sudrun, zasłużyłaś na nagrodę, a teraz to również mój herb.

Pospiesznie wypowiedział te słowa i wskazał na własną obrożę, by ratować sytuację. Ku jego uldze, wyciągnęła w końcu dłoń, przyjęła i nałożyła ozdobę. Naprawdę, szalona dziewczyna. Ale dzięki niej zyskał szansę odzyskania Demona, przynajmniej na jakiś czas. Jeżeli księżna dotrzyma obietnicy.

– A teraz, wypijmy wszyscy przed odjazdem po kubku piwa – zadysponowała Lady Berengaria. – To był przyjacielski wyścig i Sudrun znakomicie się spisała. Zasłużyła na to zwycięstwo.

Żołnierze przyjęli rozkaz z ochotą, zapewne podobne okazje nie trafiały się zbyt często podczas pełnienia służby. Kilku z nich zgarnęło srebro z zakładów i ci od razu zapałali do dziewczyny sympatią, innych uradowało przynajmniej piwo. Nawet obydwaj rywale pojawili się z gratulacjami. Może rzeczywiście to zajechanie drogi przydarzyło się skutkiem jakiegoś nieszczęśliwego przypadku? Bardziej prawdopodobne jednak, że ludzie z Północy wykonywali otrzymane polecenia. Ale przynajmniej zdawali się nie żywić urazy. Marcus spodziewał się, że gustująca raczej w dobrym winie księżna nie skorzysta z poczęstunku. Wypiła jednak razem z innymi, potrafiła zyskiwać sobie sympatię żołnierzy. Porcje nie okazały się zresztą zbyt duże, chociaż dysponowali jeszcze zabranymi z zamku zapasami i nadal podróżowali po kraju zamieszkałym. Z wiadomych względów z piwem w siodle nie należało przesadzać. Na więcej przyjdzie może czas na wieczornym postoju. Czy księżna spełni wtedy złożoną obietnicę? Pomimo tego, że nie spodziewała się raczej zwycięstwa Sudrun i może próbowała nawet w nim przeszkodzić?

12

Odpowiednie miejsce na obóz znaleźli jakiś czas przed zmierzchem, niewielka dolina o łagodnych zboczach, z płynącym wśród zieleniącej się młodej trawy strumieniem, nie brakowało też zarośli i drewna na ognisko.

Podczas gdy zbrojni z orszaku księżnej rozbijali obozowisko, co czynili z wprawą znamionującą duże doświadczenie, Marcus zajął się w pierwszej kolejności koniem. Kary rumak nie był wprawdzie Demonem, ale przecież niósł go wytrwale przez cały dzień i zasługiwał na wytarcie wiechciem zeszłorocznej, zeschłej trawy, napojenie, garść ziarna, a potem wypuszczenie na łąkę. Chłopak przywykł wykonywać te czynności osobiście i nie zamierzał z tego zwyczaju rezygnować. Sudrun także oporządziła swego tymczasowego wierzchowca, po czym skupiła uwagę na ulubieńcu obojga. Pospieszył jej z pomocą i we dwójkę dogadzali Demonowi na wszelkie sposoby. Koń zdawał się nie odczuwać trudów podróży oraz niedawnej gonitwy. Chłopak z przyjemnością przytulił się do jego szyi, wdychał zapach przyjaciela. Czy księżna dotrzyma obietnicy? Właściwie, to obiecała tylko, że się zastanowi…

Nie potrafił powstrzymać się od rzucania spojrzeń w stronę Lady Berengarii. Z uznaniem zauważył, że podobnie jak oni, pani Siedmiu Bram zajęła się w pierwszej kolejności własnym wierzchowcem i również uczyniła to bez pomocy żołnierzy. Następnie odebrała raporty od dowódcy straży i wydała jakieś rozkazy, upewniając się co do porządku i bezpieczeństwa obozowiska. Dopiero później zniknęła we własnym, rozbitym tymczasem namiocie. Namiocie sporych rozmiarów, jak na podróżny lub wojskowy popas, ale i tak o wiele mniejszym, niż można by się spodziewać po tak wysoko postawionej damie. Szlachetna pani była jednak również wojowniczką i potrafiła zapewne obywać się bez wielu wygód. Wyobraził sobie jako jej towarzysza wyprawy swego szwagra Jasona i nie potrafił powstrzymać się od złośliwego uśmiechu. Sir Jason z pewnością nie przeżyłby w takich warunkach! Na szczęście, Mirella podróżowała w bardziej wygodny i cywilizowany sposób, gdy już wyruszała z zamku celem odwiedzenia którejś z posiadłości. Ale, ale… Szlachetnie urodzone damy nawet w drodze korzystały zwykle z usług któregoś z małżonków, dlaczego księżna przybyła do Międzyrzecza samotnie? Czuła się tak pewna siebie i własnej, zgromadzonej mocy?

Rozmyślania te przerwał widok pani Siedmiu Bram, która wyłoniła się z namiotu, zwabiona może wonią gotowanego nad ogniskiem gulaszu. Odświeżyła się zapewne, ale nadal występowała w skórzanym uniformie wojowniczki. Bez większych ceremonii przysiadła na przygotowanym dla niej siedzisku i przyjęła podaną miskę strawy. Ruchem ręki przywołała Marcusa i Sudrun. Oboje także otrzymali swoje porcje. Wskazała chłopakowi drugi z dwóch okrytych derkami pniaków. Pożywiali się w milczeniu, podczas gdy niebo powoli ciemniało, pozwalając rozbłysnąć gwiazdom. Pojawił się też jasny księżyc. Marcus miał wielką ochotę przypomnieć o wygranym zakładzie i złożonej obietnicy, wiedział jednak, że szlachetne panie nie lubią podobnie obcesowego stawiania sprawy i nawet przyrzeczone łaski wolą ofiarowywać z własnej woli oraz na własnych warunkach. A przynajmniej tak pragną to okazywać. Wielokrotnie widział, jak w taki właśnie sposób postępowała Lady Miranda, a i Mirella zdawała się iść w ślady matki. Czekał więc na decyzję księżnej, to jednak nie zwalniało go od obowiązku zabawiania damy rozmową, o czym przypomniał sobie w samą porę, kończąc miskę całkiem smacznego gulaszu. Podróżny obóz to wprawdzie nie komnata jadalna na zamku, ale dobre maniery obowiązują wszędzie!

– Przejechaliśmy dzisiaj szmat drogi, dostojna pani. Ile czasu zajmie nam dotarcie do granic twoich włości?

– Około pięciu dni, Marcusie. A drugie tyle droga od granicy do Złotej Bramy. Wkrótce zaczną się góry i nasze tempo z pewnością spadnie. Tymczasem mamy jednak dobrą pogodę i możemy cieszyć się tym pięknym wieczorem.

– Tak, wieczór jest naprawdę piękny. Księżyc świeci jasno i wszystko widać prawie tak dobrze, jak w dzień.

Podobne kwestie niewiele go zwykle obchodziły, ale tej nocy mogły mieć istotne znaczenie. Lady Berengaria pojęła chyba aluzję, gdyż sama zmieniła temat rozmowy.

– Twoja dziewczyna, Sudrun, zwyciężyła. Wygrałeś zakład, sir Marcusie. I to zasłużenie. Oboje wygraliście zasłużenie. Mam jednak nadzieję, że nawet jako zwycięzca nie odmówisz damie obiecanego fantu? W końcu proszę tylko o to, byś się rozchmurzył.

– A ja proszę, abyś obietnicy… – Pani Siedmiu Bram rzuciła mu nagłe spojrzenie, sprawiając wrażenie niemile zaskoczonej oraz nieco rozczarowanej. – Obietnicy poparcia wobec twojej córki, a mojej małżonki, szlachetnej księżniczki Bereniki, przyszłej prośby o zgodę na podarowanie tego konia – dokończył po chwili milczenia.

– Możesz na to liczyć, sir Marcusie… – Uśmiechnęła się lekko. – Doceniam twoją sztukę dyplomacji, ale czy tylko o to chciałbyś teraz poprosić? Nie obawiaj się, mów śmiało.

– Ty wiesz, czego pragnę, szlachetna pani.

– Wiem też, co obiecałam, Marcusie. Obiecałam, że się zastanowię… – Raz jeszcze się uśmiechnęła, czyżby umyślnie go drażniła, bawiąc się nadzieją chłopaka? – I postanowiłam spełnić twoje życzenie. Sudrun wywalczyła dla ciebie moją obietnicę, a ty okazałeś się dwornym kawalerem i nie przypominałeś o niej w prostacki sposób. Oboje zasłużyliście na nagrodę. Zawołaj dziewczynę i każ jej osiodłać Demona, a potem przyjdź do mojego namiotu. Wiesz, po co.

– Zechcesz to zrobić, dostojna pani? Nie do końca wierzyłem… Naprawdę dziękuję…

– Nie trać czasu, Marcusie. Czekam w namiocie.

Powstała i zniknęła w swojej podróżnej kwaterze. Odszukał gwardzistkę.

– Sudrun, udało się! Księżna dotrzymała słowa! Przygotuj Demona. I sama też weź konia, pojedziemy razem, poscigamy się!

– Na pewno nie puściłabym cię samego, paniczu!

Pospiesznie odrzucił połę materii zasłaniającej wejście i ponownie stanął przed Lady Berengarią. Podeszła do chłopaka i dłonią odzianą w rękawiczkę z miękkiej skóry pogładziła go po twarzy.

– Opuść spodnie, Marcusie – poleciła.

Uczynił to, lekko zawstydzony. Ujęła teraz jego męskość i powolnymi ruchami palców uciskała jądra. Najpierw delikatnie, po chwili coraz silniej. Poczuł się dziwnie, gdy tak odbierał tę intymną pieszczotę z ręki groźnej i władczej wojowniczki. To jednak nie przeszkadzało przyrodzeniu zareagować w wiadomy sposób. Przeszyło go ukłucie bólu i mimowolnie jęknął. Natychmiast zwolniła uścisk.

– Dotrzymam tego, co obiecałam, książę.

Zaczęła niespiesznie ściągać rękawiczki. Doznał kolejnego paroksyzmu, na myśl o tym, co potrafią te zręczne palce… Nie zdołał ukryć drgnięcia, co wywołało uśmiech na twarzy pani Siedmiu Bram. Wydobyła zawieszony na szyi kluczyk i równie powoli uwolniła przyrodzenie młodzieńca. Tym razem nie mogło być nawet mowy o tym, by zdołał zachować w tajemnicy swoje podniecenie.

– Mam nadzieję, że to nie przeszkodzi ci w przejażdżce – zażartowała. – Mogłabym  wprawdzie pomóc, ale wtedy poczułbyś osłabienie i nie mógłbyś skorzystać z wszystkich zalet Demona.

– Pani, ja… – Wyjąkał niepewnie.

– No, podciągnij portki i ruszaj, Marcusie. Sudrun pewnie czeka już z koniem.

– Chciałbym zabrać ją ze sobą…

– O nie, mój książę. Dziewczyna zostanie tutaj. Pojadą z tobą dwaj moi ludzie. Jesteś zbyt cenny, pamiętasz?

– To wyślij ich pięciu czy sześciu i pozwól pojechać nam obojgu. – Domyślił się, że ona nie ufa mu jednak do końca.

– Marcusie, słyszałam już, że podobno jeździsz konno równie dobrze jak ta Sudrun. Jeżeli to prawda, to z Demonem pod siodłem bez trudu prześcignąłbyś moich gwardzistów… A mamy już noc i mogłoby to okazać się dla nas wszystkich niedogodne…

– Tym łatwiej prześcignę tych dwóch!

– I zostawisz Sudrun? Po tym, gdy wygrała dla ciebie dzisiejszą gonitwę? Nie wierzę, mój książę. – Uchyliła połę namiotu. – Wrócisz tutaj i na nowo nałożymy twój ochraniacz. Wrócisz, zanim księżyc stanie nad tą górą. – Wskazała odległy jeszcze szczyt pasma, które mieli przekroczyć w dalszej drodze. – Wrócisz, a ja na ciebie zaczekam.

– Nie ufasz mi, dostojna pani?

– Gdybym nie ufała, nie pozwoliłabym na tę przejażdżkę. Ale zaufanie to za mało, gdy chodzi o tak wyjątkowego i utalentowanego młodzieńca. Ruszaj, Marcusie, baw się dobrze i nie zapomnij o czasie powrotu.

– Na pewno nie zapomnę, Milady.

Sudrun nie kryła rozczarowania, ale też i nie okazała zbytniego zdziwienia.

– Zatrzymuje mnie jako zakładniczkę, nie mogła puścić nas razem.

– Ale dokąd i po co mielibyśmy uciekać?

– Nie wiem dokąd, ale powód wspólnej ucieczki potrafiłabym sobie wyobrazić, paniczu. Choćby chwilowej.

– Sudrun…

– Dostojna pani nie chce ryzykować… Wsiadaj na Demona i korzystaj ile zdołasz. Poradzę sobie.

– Nie obawiaj się, na pewno wrócę. Przecież nie mógłbym cię teraz zostawić!

– Poradziłabym sobie, ale to miłe, co mówisz. Jedź, paniczu.

Wskoczył na grzbiet rumaka, ścisnął konia udami. Tak się bał, że już nigdy nie zdoła dosiąść ulubieńca, a oto udało się! Dzięki Sudrun, ale i za sprawą Lady Berengarii. Może te szlachetne panie z Siedmiu Bram nie są jednak takie straszne? Nie zaprzątając sobie więcej głowy takimi myślami ponaglił wierzchowca. Nie zamierzał specjalnie czekać na przydzieloną mu straż, ujrzał jednak, jak dwóch ludzi księżnej ruszyło w jego ślady. Opuścili obozowisko, kierując w dół doliny, gdzie otaczające ją zbocza rozchodziły się szerzej. Księżyc świecił na tyle jasno, że mógł nie obawiać się ukrytych w trawie przeszkód. Wypuścił Demona, przechodząc do galopu. Jeźdźcy z Północy utrzymywali dystans. Poczuł pęd powietrza, siłę konia i rozpierającą go radość. Jeszcze im pokaże, pokaże, co potrafi! Z Demonem i Sudrun przy boku jest zdolny do wszystkiego! Tymczasem mógł tylko udowodnić własną zręczność jeździecką oraz wartość swego wierzchowca. Obejrzał się i ujrzał, że strażnicy zaczynają mieć kłopoty i tracą dystans. Ponaglił konia. Nie zamierzał przechodzić w cwał, nie w nocy, w nieznanym terenie, ale szybki galop w zupełności wystarczył, by odsadzić się od ludzi księżnej. Miała rację, z Demonem pod siodłem uciekłby im bez trudu, nawet, gdyby posłała ich pięciu, czy nawet wszystkich! Tylko co z Sudrun? Nie mieli drugiego takiego konia, a ona i tak została w obozowisku. I dokąd mogliby właściwie uciekać? By korzystając z chwilowej wolności chłopaka zażyć przelotnej rozkoszy? Jaki w tym sens? Powrót do  zamku margrabiny także nie wchodził w grę. Tam to już na pewno świeżo poślubiony syn krwi Międzyrzecza nie powinien szukać w tej chwili schronienia. A zresztą, księżna nie wydawała się aż taka okropna, pomimo krążących plotek. Zwolnił nieco i pozwolił dogonić się eskorcie, zupełnie jak za dawnych czasów, z Tamarą i Sudrun. Tylko teraz nie oddadzą się radosnym igraszkom w trawie czy przy jakimś strumieniu. Czeka go powrót do obozowiska i nałożenie ochraniacza. Ale ma jeszcze trochę czasu, spojrzał na wędrujący po niebie księżyc. Będzie cieszył się tą przejażdżką do ostatniej chwili! Ponownie ponaglił Demona.

Zgodnie z daną obietnicą wrócił gdy srebrna tarcza przesuwała się nad wskazanym szczytem. Zeskoczył z siodła i zajął się koniem, w czym pomagała mu Sudrun.

– Lepiej już idź, paniczu. Dostojna pani czeka w namiocie i na pewno się niecierpliwi. Ja zajmę się tu wszystkim.

– Ale… Wiesz, że wcale mi się z tym nie spieszy…

– Musisz tam jednak iść. Jeżeli dotrzymasz słowa, to może ona pozwoli na kolejną przejażdżkę.

Doceniając mądrość ostatniej uwagi dziewczyny ruszył niechętnie do kwatery Lady Berengarii. Księżna istotnie oczekiwała swego podopiecznego. Nadal w stroju wojowniczki.

– Widzę, że na twoich obietnicach można polegać, książę Marcusie. Wróciłeś na czas i nie masz już takiej ponurej miny.

– Dzięki twojej łaskawości, Milady – odparł dwornie.

– Niestety, oboje musimy dopełnić teraz naszych obowiązków. Opuść spodnie, Marcusie.

Powoli spełnił polecenie, zdając sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia. Z niejakim zdziwieniem przekonał się, że jego penis wyprostował się niczym kołek. Czyżby na widok okrytej obcisłym, skórzanym strojem smukłej, a zarazem bardzo kobiecej sylwetki Pani Siedmiu Bram? Miał już przecież okazję ujrzeć jej ciało w zwiewnej, uwodzicielskiej sukni, a także całkowicie nagie, osłonięte tylko rozpuszczonymi włosami. Musiał jednak przyznać, że i w takiej postaci potrafiła rozbudzić jego pożądanie.

Lady Berengaria wydobyła ochraniacz i usiłowała nałożyć przyrząd na pobudzone przyrodzenie Marcusa. Szło to jednak niesporo, czy to dlatego, że fallus nadal sterczał jak pal, czy też może zręczność palców szlachetnej pani zmniejszały skórzane rękawiczki, których tym razem nie zdjęła. Dotyk jej palców zdawał się przy tym, jak na złość, dodatkowo usztywniać męskość chłopaka. Wbrew obawom Marcusa nie okazała jednak wcale niezadowolenia, wręcz przeciwnie.

– Jak widzisz, książę, nie zdołam chyba nałożyć w tej chwili tego ochraniacza. Nie mamy tu lodu, może pomogłaby kąpiel w zimnym strumieniu, ale przecież nie będziemy narażali cię na kpiny żołnierzy. Musimy poradzić sobie inaczej…

– W jaki sposób, szlachetna pani? – spytał zakłopotany i nieco zdezorientowany.

– A taki, piękny książę!

Uśmiechnęła się i niespodziewanie wpiła ustami w jego wargi. Owionął go zapach perfum. Najwidoczniej pani Siedmiu Bram zdążyła jednak zażyć kąpieli, a przynajmniej dopełniła podstawowych zabiegów toalety. Nie oczekiwała więc podopiecznego w stroju wojowniczki z braku czasu i przypadkiem. Uczyniła to celowo.

Zanim zdążył zastanowić się nad tą myślą, odepchnęła go silnymi jak na kobietę ramionami. Zaskoczony, zaplątał się w opuszczone nogawki spodni i zwalił na plecy. Na szczęście upadł nie na twardą ziemię, ale prosto w głębokie, miękkie legowisko uczynione ze skór dzikich zwierząt. Utonął w nim i nie zdołał już wstać. Opadła w ślad za nim, obejmując udami jego nagie biodra i obdarzając kolejnym pocałunkiem. Nie znalazł sił, by bronić się przed tym szturmem.

– Ja także mam ochotę zażyć tego wieczoru przejażdżki, sir Marcusie. – Oderwała na chwilę usta.

– Ale, pani…

– Przejażdżka za przejażdżkę, książę. To chyba sprawiedliwa wymiana, nie sądzisz?

Ponownie zamknęła mu usta własnymi wargami, odbierając resztki chęci stawiania oporu. Podczas gdy jedną dłonią ujmowała szyję chłopaka, drugą pospiesznie rozpinała własne spodnie. Po chwili poczuł, jak jego nabrzmiałe przyrodzenie zamiast chłodnej, wyprawionej skóry stroju jeździeckiego spotkało się z czymś o wiele cieplejszym, bardziej miękkim i znacznie bardziej wilgotnym. Zdecydowany uścisk palców Lady Berengarii wprowadził fallusa w głąb otwierającej się przed nim otchłani. Przez chwilę poczuł lekko bolesny opór, przedarł się jednak i utonął w gorącej wilgoci.

– Ruszaj się! Okaż się i ty prawdziwym demonem! – Wydyszała mu do ucha, a on odebrał to prawie jak okrzyk.

– Ale pani, może najpierw… – zaprotestował słabo, pragnąc usłużyć jej językiem albo dłońmi.

– Nie trać czasu, ruszaj do galopu! Nie czujesz, że nie chcę czekać?

Poparła ten rozkaz ściśnięciem ud oraz dźgnięciem obcasów. Całe szczęście, że zdjęła ostrogi, ale naga skóra nóg Marcusa i tak odczuła to uderzenie. Przekonał się jednak, że w niczym mu to nie przeszkadza, pobudza wręcz podniecenie. Nie potrafił myśleć o niczym innym, niż o nieznośnym, narastającym wrzeniu w okolicach przyrodzenia. Szybka praca bioder powiększała wprawdzie uczucie gorąca, ale też w przedziwny sposób dawała nadzieję wyzwolenia. Amazonka wspomagała galopującego wierzchowca raz czy drugi ponownie rysując jego skórę obcasami, dostosowała też jednak własne poruszenia do rytmu chłopaka. Pędzili wspólnie ku nieodległemu spełnieniu. Nieodległemu, gdyż Marcus nie miał pojęcia, w jaki sposób zapanować nad wzbierającą falą ciepła, ani też nie zamierzał tego czynić. A bardziej zapewne doświadczona partnerka tolerowała ten jego zapał czy też nieudolność, wypuszczając rumaka do cwału na złamanie karku. Jeszcze kilka gwałtownych wierzgnięć i powódź przelała się, wypełniając czekającą z utęsknieniem studnię. Studnię, gdyż w chwili, gdy pojawiły się pierwsze, zapowiadające tryśnięcie skurcze, księżna opadła na ciało chłopaka i obejmując go silnym uściskiem ramion przetoczyła oboje, tak, że obecnie to on leżał na niej.

– Teraz, książę, tak właśnie… Nie zmarnuj ani odrobiny!

Nie miał takiego zamiaru i zalał studnię po brzegi, a przynajmniej tak mu się wydawało. Poczuł znajome już uczucie ssania… Czy właśnie w taki sposób odbywało się to zawsze z damą szlachetnego rodu, przejmującą moc do ostatniej kropli? Przekona się, gdy spotka wreszcie księżniczkę Berenikę, swoją żonę… Został przecież prawowicie poślubiony i ma swoją panią, której przysiągł wierność oraz posłuszeństwo… Ta myśl przebiła się na chwilę przez opary odurzenia, by utonąć w nowej fali rozkoszy. Pragnął wykrzyczeć tę rozkosz pełnym głosem, na cały świat. Władczyni Siedmiu Bram zamknęła mu jednak usta kolejnym pocałunkiem, może raz jeszcze okazując większe doświadczenie, a może poskramiając przy okazji własne oznaki uniesienia.

Gdy uwolniła go z objęć i łagodnie zepchnęła ze swego ciała, poczuł nieuniknione osłabienie. Mógłby tak leżeć leniwie bez ruchu, ale księżna miała inne plany.

– Marcusie, odbyłeś dzisiaj dwie przejażdżki, a ja tylko jedną. Przyznasz, że to niesprawiedliwe i powinieneś wynagrodzić mi tę stratę.

– W jaki sposób, szlachetna pani?

– Przytul się i zajmij się mną swoimi palcami, tylko delikatnie…

– Ale to nie ma nic wspólnego z mocą, pani…

– I co z tego? Ale jest przyjemne… Drugą dłonią naciśnij o tutaj, trochę ponad łonem, tak będzie dobrze…

Poprowadziła jego ręce i szybko pojął zamysły towarzyszki. Jej tajemne miejsce rozkoszy wciąż było pełne wilgoci i wymykało się jego palcom, zwłaszcza w chwilach, gdy wzmacniając może odczuwaną rozkosz, zaciskała uda. Raz czy drugi wytknęła mu niezręczność, ale w końcu zaczęła cicho jęczeć, a jej ciało wygięło się w łuk. Wreszcie odsunęła dłonie chłopaka. I dobrze, bo zdrętwiały mu już trochę palce, ale bał się do tego przyznać. On sam otrzymał przecież swoją rozkosz. I w dodatku uwolniła go, by mógł przejechać się na Demonie. Zasługiwała na wszelkie starania podopiecznego.

– Dobrze się spisałeś, książę. Och, to cudowne znowu poczuć pełnię mocy. Jesteś prawdziwym skarbem. – Pocałowała go, nie tak może namiętnie jak poprzednio, ale nie bez pewnej czułości. – Ale nie mamy czasu do stracenia. Przy takich zdolnościach jak twoje, za chwilę nie zdołamy nałożyć ochraniacza, pomimo naszych niedawnych starań! Obmyj się tylko, tam stoi misa z wodą. Potem napijemy się wina.

– Może, może…

– Tak, Marcusie?

– Może nie trzeba nakładać tego przyrządu? Ja i tak… bardzo chętnie…

– O nie, książę. To niemożliwe. Ale obiecuję, że wyruszymy razem jeszcze na niejedną przejażdżkę.

 

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Zapraszając do lektury, chcę w tym miejscu podziękować Violet za konsultacje oraz uwagi dotyczące sztuki jeździeckiej, co pozwoliło na lepsze oddanie jednej z kluczowych scen tego odcinka. Taki już los autora aspirującego do tworzenia fantasy, tematu koni i jazdy konnej trudno uniknąć. Osobne podziękowania dla MA za pracę korektora.

Dobry wieczór, Neferze,

Violet najwyraźniej dobrze się sprawiła (przynajmniej z mojej perspektywy laika), bo nic mi nie zgrzytało w scenie wyścigu. Co więcej, była ona najbardziej emocjonującą w tej części. Naprawdę obawiałem się o życie i sukces naszej bohaterki.
Bardzo dobrze napisany fragment.

Fabuła się rozkręca, Marcus coraz bliżej swojej przyszłej żony… pytanie tylko, czy teściowa nie pokrzyżuje planów małżeńskiego szczęścia? Tak czy inaczej, szykuje się interesujący trójkąt miłosny.

A po cichu mam nadzieję, że rywalizacja między matką i córką da Marcusowi na tyle przestrzeni, by się wyemancypował i nieco nagiął zasady rządzące tym światem. Skoro niegdyś to mężczyźni władali magią, czemu nie miałoby się tak stać znowu? Trzymam kciuki za tego młodzieńca! No i czekam na kolejną część.

Pozdrawiam
M.A.

Część niezwykle interesująca , szczególnie gdy spojrzeć na uległość i zależność młodego księcia. Wysoko urodzony niewolnik czy poniewierany przez silne kobiety arystokrata? Jaka jest różnica, o ile taka istnieje? Co się dzieje w umyśłe takiego młodzieńca? Niby posiada wszystko, a tak naprawdę nie ma nic… Czekam na spojrzenie w głąb umysłów prawdziwych władców tego świata, aby uzyskać odpowiedź na pytanie: Czego jest warte takie poddaństwo. Świetne.
Wszystkie gwiazdki oddaję Marcusowi za oddanie własnego konia innemu jeźdźcowi… mało kogo byłoby na to stać 😉
Pozdrawiam

Scena wyścigu bardzo ciekawy i realistyczny opis, pobudzający wyobraźnię. Co do lady matki … Wydaje mi się że zbyt ochoczo korzysta z usług się zięcia

MA. Tak, ten konflikt wydaje się nieunikniony, tym bardziej, że księżna najwyraźniej ma w stosunku do Marcusa własne plany, które niekoniecznie muszą spodoabać się jej córce. To może okazać się szansą dla naszego bohatera, tylko czy zdoła ją wykorzystać?

Violet: Dokładnie tak, niby wysoko urodzony arystokrata, a w istocie nie ma nic do powiedzenia i nie panuje nad swoim losem. Ale to nie jest sytuacja niezwykła. Takowe zdarzały się bardzo często i były czymś normalnym, tyle, że w odwróconym układzie. Co może kryć się w głowach władczyń tego świata – pragnienie poszerzenia władzy w pierwszej kolejności. A ważnym środkiem wiodącym do tego celu jest pozyskiwanie mocy, czyli da się łączyć pragnienie władzy z zaspokajaniem różnych innych apetytów. Tylko czy tego tortu wystarczy dla wszystkich?

AnonimS: Księżna łączy przyjemne z pożytecznym. I przynajmniej w tej chwili w sukcesem.

Dziękuję za komentarze i pozdrawiam.

Rywalizacja między matką i córką może ciekawie wyglądać. Tutaj matka ewidentnie skorzystała z okazji.
Pewnie w kolejnej części orszak dotrze do miejsca przeznaczenia i poznamy wybrankę.
Może też gwardzistka swoje wywalczy ?

Przeczytałem też zakończenie przygód Nefera w Egipcie. Jak zawsze pierwsza klasa.

Do celu podróży jeszcze daleko i wiele może się wydarzyć, tym bardziej, że księżna z całą pewnością ma na oku własne cele, niekoniecznie zgodne z wyobrażeniami córki. A i Marcus nie jest zupełnym głupcem. A Nefer osiagnął to, co dało się osiagnąć. Może nie ma wszystkiego, ale to nie bywa dane nawet bogom. Pozdrawiam.

Napisz komentarz

− 4 = 1