Magnetyzm XI (Ania)  3.71/5 (187)

14 min. czytania

Źródło: Pixabay

Wymykanie się

– Hej, jesteś w domu? – Jak zwykle go zaskakuje. Nie dzwoniła już tak dawno, że bał się, iż porządnie ją wystraszył i więcej się nie zobaczą. Nie wie, co go wtedy naszło, że nieopatrznie wspomniał o zamieszkaniu razem. Czuł się wtedy cholernie przybity i zdesperowany. Oczywiście bardzo chciałby, żeby się zgodziła, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że to niemal niemożliwe. Szkoda.

– Tak. – Ani przez chwilę nie zamierza ukrywać radości.

– Mogę przyjść? – Ania pyta tym swoim wyjątkowym tonem, obiecującym niebiańskie rozkosze.

– Zapraszam, przecież wiesz, że moje drzwi zawsze stoją przed tobą otworem. – Stara się zawrzeć w odpowiedzi równie wiele słodyczy.

Dziewczyna pojawia się po piętnastu minutach, szybciej niż kiedykolwiek. Ciemne włosy ma rozpuszczone, a makijaż dyskretny. Jest ubrana w rozkloszowaną białą spódnicę za kolana z trzema szerokimi, poziomymi, czarnymi pasami, do tego biała bluzka odsłaniająca śliczne ramiona oraz spory kawałek pleców. Na nogach sandałki na niewielkim obcasie z połączonych ze sobą białych i beżowych paseczków. Świeża, pachnąca i apetyczna, ale jakaś taka inna niż zwykle. Bardziej nieśmiała, zmieszana.

– Nie przeszkadzam? – Rozgląda się niepewnie.

– Nigdy. – Uśmiecha się od ucha do ucha, mile zaskoczony niespodziewaną wizytą. Podchodzi bliżej, bardzo blisko, dłonią zaczyna gładzić jej policzek, kciukiem muska usta. Całuje. Delikatnie i czule, a ona oddaje ten pocałunek. Taki niewinny. – Wszystko w porządku? – upewnia się, patrząc w przepastne, ciemne oczy. Anna kiwa głową, po czym przyciąga go bliżej i całuje w bardziej zdecydowany, drapieżny sposób. Lepiej do niej pasujący.

– Chcę… – Tylko na moment odrywa się od jego ust. – …żebyś… – cedzi powoli, nie przerywając na dłużej szaleńczego tańca języków – …oddał… hołd… mojej… świątyni.

Takich rozkazów nie trzeba dwa razy powtarzać. Po to został stworzony – by oddawać jej hołd, na wszystkie możliwe sposoby, w tym taki, jakiego oczekuje dzisiaj i taki, jaki przyjdzie jej do uroczej główki jutro.

Błyskawicznie docierają do sypialni, nie odrywając się od siebie. Z czystą przyjemnością pozwala jej powalić się na łóżko. Patrzy, jak zdejmuje białe, koronkowe figi. Lubieżnie oblizuje usta, gdy Anna wchodzi na łóżko i staje nad nim w rozkroku. Przez moment patrzą sobie w oczy, a później ona opada na jego twarz swoją soczystą fiśką.

Uwielbia całować ją i pieścić. Te wszystkie płatki, zakamarki, fałdki, całą tę mięsistość. Uwielbia sprawiać kochance przyjemność, ślizgać się po jej wilgoci i smakować jej cymesu. Nic nie może się z tym równać! Z poczuciem, że wtedy jest jego i tylko jego, że dzieli się z nim czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym.

Ukryty w namiocie obszernej spódnicy, z zapałem liże najczulsze miejsca, ugniatając przy tym dłońmi nagie pośladki. Zapach, który czuje, wydaje mu się najpiękniejszym na świecie. Delikatnie piżmowy, trochę kwaskowaty, niepodobny do żadnego innego. Jest pewien, że rozpoznałby go pośród tysięcy innych.

Ślina zmieszana z kobiecymi sokami ścieka po brodzie, policzkach i szyi, moczy świeżo zmienioną pościel, znaczy ją ich wspólnym uniesieniem. Dziewczyna cichutko kwili. Kręci biodrami. Dociska się mocniej do dopiero co ogolonej twarzy. Specjalnie dla niej. Tyle zdążył zrobić.

Łechtaczka puchnie. Nabrzmiewa. Wysuwa swój dzióbek z kapturka. Nabiegłe krwią wargi są pulchne i miękkie. Przyjemne w dotyku. Zapach nasila się, a wilgoć wzbiera gwałtowną falą. To już blisko. Już zaraz. Przeczuwa to. Dziewczyna cała napina się, a po chwili zaciska uda, niemal go dusząc. Drży. Jej niekontrolowane ruchy są niebywale podniecające, dowodzące satysfakcji, więc tym bardziej fascynujące.

Dysząc ciężko, schodzi z niego i opada obok na łóżko. Jest szeroko uśmiechnięta. Radosna i zmęczona. Policzki ma zaróżowione, a oczy błyszczące wdzięcznością. Przygarnia ją do siebie ramieniem. Anna wtula się, głowę kładzie na torsie, tuż ponad sercem bijącym dla niej. Grzegorz już to wie, już zaczyna rozumieć własne uczucia.

– Co z tym weekendem? – pyta niepewnie, bojąc się odpowiedzi. Liczy jednak, że tuż po orgazmie, jaki jej właśnie zafundował, będzie życzliwsza wobec tego pomysłu. Przez całą wieczność milczenia gładzi dziewczynę ostrożnie po plecach. Czeka.

– Chętnie… – Kochanka zaczyna z wahaniem, a jego serce przyspiesza. – Ale… – Jezu! Zawsze musi być jakieś ale! – Na razie nie bardzo jest na to szansa. – Grzegorz rozluźnia napięte nieświadomie mięśnie. Ciekawe, czy ona to zauważyła?

– Więc kiedy? – Ma nadzieję, że kiedyś!

– Nie wiem. – Odwraca swoją śliczną twarz.

– Proszę, popatrz na mnie – szepcze zmysłowo i unosi jej brodę. – Nie chcesz? – pyta, patrząc prosto w oczy.

– Nie wiem. – Ania wzrusza ramionami.

– Dlaczego? – Grzegorz drąży.

– Bo to się chyba robi zbyt poważne. – Odsuwa się i kładzie na plecach. Patrzy w sufit. – Nie chcę cię skrzywdzić. – Ciężko wzdycha, jakby wyznanie stanowiło nie lada wysiłek.

– Za późno… – Teraz mężczyzna odwraca się plecami, zbyt słaby, by znieść jej spojrzenie. Wstaje i idzie do łazienki. Da jej czas, da jej chwilę na oswojenie się ze zbyt szczerym wyznaniem. Sam też musi ochłonąć, bo głupie serce wyrywa się boleśnie z piersi.

Kiedy wraca, ona nadal wpatruje się w sufit. Idealnie biały, bez plam, pęknięć czy rysek. Zresztą gdyby tam były i tak pewnie by ich teraz nie widziała. Przysiada na skraju łóżka. Anna wydaje się nieobecna. I piękna, szlachetnie piękna. Odgarnia włosy z policzka, ale ona zdaje się nie czuć jego obecności. Nieruchoma i zimna.

– Jesteś głodna? – pyta szeptem. Ania odwraca się i spogląda tak, jakby dopiero wraz z tymi słowami uświadomiła sobie obecność drugiej osoby.

– Nie. – Kręci nieznacznie głową. – Chodź, połóż się przy mnie – prosi, przyciągając go do siebie.

Kładzie się z przyjemnością, uzależniony od niej, niezdolny do sprzeciwu.

Ania najpierw wtula się w niego, miękkie, wiotkie ciało przylega szczelnie do boku mężczyzny, a głowa znajduje bezpieczną kryjówkę tuż przy szyi. Odrobinę później chłodne dłonie wślizgują się pod materiał koszulki. Opuszki okrężnymi ruchami przesuwają się po boku, brzuchu, docierając nawet wyżej, przyprawiając go o przyjemny dreszcz. Dziewczyna świadomie omija sutki, tak wrażliwe i tak spragnione dotyku. W końcu nie zaznał jeszcze zaspokojenia, i to od ich ostatniego spotkania. Ciekawe, czy jest tego świadoma i czy byłaby z tego zadowolona, gdyby wiedziała.

Drży, czując na szyi ciepły, zwinny język. Będzie delikatnie i czule, tak? Odwraca głowę, by odnaleźć jej usta, ale ona umyka. Całuje jego policzki. Powieki. Czoło. Przejeżdża językiem wzdłuż łuków brwiowych. W końcu daje mu szybkiego całusa w usta. Kolejnego. Potem znowu znaczy wilgocią powieki, dobiera się do ucha. Jedną dłoń wplata we włosy, drugą nadal subtelnie gładzi naprężone męskie ciało. Grzegorz jęczy pod tymi pieszczotami, próbuje chwycić kochankę i mocniej przyciągnąć, ale ona szamocze się niczym ryba złapana w sieć.

– Bądź grzeczny – szepcze namiętnie – inaczej cię zwiążę.

Z głuchym stęknięciem opada bezwładnie na pościel. Nie stać go na żadną odpowiedź ani na protesty. Spragniony, chce się całkowicie oddać. Na zawsze. Ciałem i duszą. Chce, by nim zawładnęła. Opętała.

Otwartymi dłońmi przejeżdżając wzdłuż boków kochanka, zdejmuje jego koszulkę. Siada na mężczyźnie okrakiem i pocałunkami poczyna znaczyć męskie ramiona, wysmukłą pierś, górne partie brzucha. Nie potrafi trwać obojętny. Pręży się i wije, Rumcajs w spodniach robi zresztą to samo, chętny do zbójowania.

Kobiece pieszczoty są zbyt subtelne, zbyt delikatne, chciałby czegoś więcej, pragnie czuć ją mocno, jej gorącą obecność. Nie śmie jednak przeszkadzać, buntować się. Po prostu ulega. Chłonie bodźce.

Ania przerywa na chwilę, by zdjąć z siebie bluzkę i stanik. Gdy pochyla się ponownie, zamiast szorstkości materiału czuje wreszcie gładkość ciepłego ciała. Jedwabistą. Cudowną. Ocierające się o niego miękkie półkule. Jasne aureole sterczących sutków. Krajobraz jej ciała jest najpiękniejszym widokiem na świecie. Nie wie, od kiedy, za pierwszym razem tak tego nie czuł, ale teraz…

Pełen zachwytu obserwuje jej poczynania. Jest niczym bawiące się dziecko. Wesoła. Zadziorna. Z chytrym uśmieszkiem zdejmuje mu spodnie. Obcisłe bokserki zostawia. Póki co. Bez wątpienia zauważyła stan jego urwisa, ale ignoruje wzwód. Czyżby prowokując? Sprawdzając, jak długo wytrzyma te słodkie tortury?

Staje nad nim i zdejmuje spódnicę. Całkiem naga wygląda jeszcze bardziej pociągająco. Z wyeksponowaną kosmatką. Lubi te jej miękkie sprężynki, urocze loczki pozostawione na wzgórku. Lubi też idealną gładkość rowka. Aksamitną. Lubi, gdy spośród bujnych warg wyziera magiczne oczko, błyszczące, tak jak teraz.

Ania uśmiecha się triumfalnie, widząc zamglone spojrzenie i siada mu na podbrzuszu, oddzielona tylko cienką barierą bawełny. Droczy się z nim, to jasne. Namiętnie całuje szyję, ocierając się piersiami o pierś i kroczem o jego krocze. Zakrętka jedna. Nie wytrzymuje i obejmuje ją mocno. Męskie dłonie zaczynają taniec na plecach kochanki, na jej pośladkach, karku. Nie odpycha go ani nie każe mu przestać. Grzegorz nabiera głośno powietrza w płuca. Ma zielone światło i zamierza to wykorzystać! Jak najlepiej!

Zwinnym ruchem przewraca dziewczynę na plecy, przyszpilając do łóżka. Zamierza oddać każdą pieszczotę, każde muśnięcie, każdy pocałunek. Zaczyna jednak od wpicia się żarłocznie w jej wargi. Takie miękkie i takie delikatne. Ona rozchyla je dla niego, wpuszcza język, jednocześnie nogami oplatając jego talię, a rękami szyję. Ociera się i mruczy. Prowokuje. Coraz silniej. Nieudolnymi ruchami nóg próbuje zsunąć ostatnią barierę – przeklęte bokserki. Nie ułatwia jej tego. Jeszcze jest czas.

– Proszę – stęka. – Wbij się. – Cichy, błagalny pisk działa na Grzegorza jak nic innego na świecie. Rozpala. Odbiera rozum. Sprawia, że harcownik między nogami przejmuje kontrolę. Już nic się nie liczy, żadne plany i nadzieje, żadne snute spiski ani żadna inna rozkosz.

Sprawnym gestem zsuwa gumkę majtek pod sakiewkę z klejnotami i jednym, płynnym, ale powolnym ruchem wchodzi w słodką rozpadlinę. Pierwszy raz całkiem nago, bez żadnej bariery czy zabezpieczenia. Pierwszy raz czując na sobie bezpośrednio miękkość i wilgoć jej wnętrza, satynę ścianek obejmującą szczelnie jego wahadełko.

Zatapia się w błogim odczuciu, patrząc prosto w piękne, ufne, brązowe oczy. Myśli przelotnie, że chciałby móc nigdy jej nie zawieść, do końca życia stać na straży jej spokojnego snu, chciałby zestarzeć się z nią i umrzeć razem, w miłosnym uścisku.

Powoli i z rozmysłem penetruje tajemniczy ogród, wtłaczając się w niego głęboko, wypełniając sobą aż po brzegi. Ania uśmiecha się słodko, od czasu do czasu napierając biodrami, pomagając wbić się jeszcze dalej, do najciemniejszych zakamarków.

O tak, chce być ogrodnikiem podlewającym jej żyzną glebę, chce być fontanną, gejzerem. Chce ją napełniać, oddawać jej swoje soki.

Twarz dziewczyny jest rozmyta w ekstazie, oczy przymknięte, z ust wydobywają się ciche jęki i zaklęcia. Już jakiś czas temu jedna dłoń zniknęła między udami. Całuje ją. W usta. Policzki. W szyję. Szepcze coś do ucha, sam nie bardzo świadom co, spragniony jej ciała i spełnienia, jakie może mu ono dać. Jej aksamitka.

Dyszy z wysiłku, już niemal u bram raju, ostatkami rozsądku zmuszając się do wyślizgnięcia się z gościnnego wnętrza. Anna natychmiast zrywa się, dmąc w jego fujarkę i rozpoczynając iście mistrzowską grę. Eksploduje. Zdecydowanie zbyt wcześnie. Orgazm niemal odbiera mu zmysły. Rozsadza od środka. Wstrząsa całym światem.

Oboje opadają na łóżko. Dziewczyna, nadal niezaspokojona, ociera się, całuje i gładzi, ale on ma wrażenie, że wprowadzenie jej teraz na szczyt jest ponad jego siły. Oddycha ciężko, czeka aż serce się uspokoi, aż wszystko wokół przestanie wirować.

Ania nakierowuje jego dłoń na swojego świstaka, palce układa wzdłuż warg, porusza nimi sugerując odpowiedni nacisk i rytm. Grzesiek zdobywa się na ten ostatni wysiłek. Dla swojej pani.

Wkrótce i jej małe zwierzątko zaczyna pulsować, wstrząsając całym ciałem. Prężnym i młodzieńczym. Takim seksownym. Dziękuje mu niewinnym całusem w policzek, tak jak tylko ona potrafi podziękować, i zasypiają dokładnie ze sobą spleceni.

Nie mogąc się uwolnić

Kiedy Mati przysłał esemesa, właśnie wychodziła spod prysznica po ciężkim dniu pracy. Miała czas. Mogła pojawić się u niego w ciągu kilkunastu minut. Ubrała się nawet, ale zaraz przypomniało jej się silne postanowienie nie biegania na każde zawołanie. Zadzwoniła do Grześka, a gdy potwierdził, że może go odwiedzić, odpisała przyjacielowi, że jest zajęta.

W kolejnej wiadomości Nowik poprosił, żeby przyszła, gdy tylko będzie mogła, o dowolnej porze dnia lub nocy. Obiecała sobie przetrzymać go, spotkać się dopiero nazajutrz, ale teraz, leżąc nago u boku tego, bądź co bądź obcego, mężczyzny, nie potrafi przestać myśleć o przyjacielu w potrzebie.

Ostrożnie odsuwa się od kochanka i upewniwszy się, że nie zmąciła jego snu, wstaje, zakłada ubranie i czym prędzej wychodzi. Nawet nie spojrzawszy w lustro ani nie poprawiwszy makijażu. Na zewnątrz panuje przyjemny spokój, wielkimi krokami zbliża się północ.

Zamawia taksówkę i już z tylnego siedzenia dzwoni do kumpla. Mati nie śpi, rzeczywiście czeka. Umawiają się, że jak będzie pod jego domem, puści sygnał i razem zejdą do piwnicy. Piwnicy, w której ten jeden, jedyny raz zbliżyli się do siebie, jak tylko kobieta i mężczyzna zbliżyć się mogą.

Wzdycha ciężko. Nic z tego nie będzie, ale i tak przed oczami przemykają obrazy. Te same migawki, co zwykle. Jak gnany nagłą żądzą posuwa ją od tyłu, opartą o beczkę kiszonej kapusty, jak w uniesieniu zrzucają z półek słoiki z przetworami, jak rozsypują ziemniaki kupione na zimę…

Drzwi otwiera ubrany wybitnie aseksualnie – w powyciąganą, brunatną piżamę, w okropnych szmacianych kapciach – ale nawet na takiego ma ochotę. Nieposkromioną. Czuje się podle. Przyszła pomóc, nie ślinić się na jego widok! Beszta się w myślach.

Mati narzuca na ramiona kraciasty koc i schodzą na dół. Stara się cicho otwierać pordzewiałe zamki, ale to chyba niemożliwe.

– Wyrwałem cię z czyjegoś ciepłego łóżka? – docieka wyjątkowo przymilnie. W jego tonie nie słychać żadnego sarkazmu ani świętego oburzenia.

– Powiedzmy – mruczy – ale i tak nie zamierzałam tam nocować.

Wlepia w nią swoje śliczne ślipka, jakby się nad czymś zastanawiał. Dopiero teraz zauważa, że w jednej ręce trzyma coś jasnego. Delikatnie, niczym skarb. Kropeczka momentalnie rozpoznaje białego iPhone’a, zupełnie niepasującego do odpornego na nowinki techniczne chłopaka, który nie ma nawet własnego komputera. Nie rozumie, o co chodzi, ale zapewne zaraz się dowie. Tak czy siak domyśla się w tym działania tej przeklętej modliszki.

Nie myli się, co nie znaczy, że rozwój wypadków jej nie zaskakuje. Dziwna gra w telefonie, tego się akurat nie spodziewała. A już na pewno nie takiej! Najpierw nic niemówiąca ikonka z ledwo zarysowanymi postaciami przytulonych, roześmianych dziewczyn. Później granatowo-niebieskie logo Sittel Deams – pocieszny, mały ptaszek schodzący ostrożnie w dół, w typowy dla kowalików sposób – i w końcu plansza wyboru między trzema, cóż… postaciami.

Pierwsza to cycata blondyna z wydatnymi ustami młodej Pameli Anderson, w czerwonej obcisłej sukience, pończochach i szpilkach. Druga to bardziej subtelna w swojej urodzie brunetka z gładko zaczesanymi włosami i typowym biurowym uniformem, szarą garsonką. Trzecia zaś, zadziorny rudzielec w dżinsach i topie na ramiączkach, ma krótkie włosy przysłaniające większą część twarzy i roziskrzone zielone oczy.

– Czy to ona? – Przygląda się podejrzliwie, czując powstającą na całym ciele gęsią skórkę. Bynajmniej nie z zimna! Druga z postaci jest zbyt podobna do niej samej, nawet ubranie wygląda znajomo, choć dość schematycznie.

Przyjaciel głośno przełyka ślinę i nieznacznie kiwa głową. Wiedziała! Pokręcone! Delikatnie powiedziawszy! Szczególnie, że gra polega na doprowadzeniu wybranej postaci do ekstazy. Z bocznego menu można wybierać, czy chce się pieścić dziewczynę palcami czy językiem, jest też piórko i pejcz, a znając życie, dalej będą pojawiać się dodatkowe akcesoria. Kurwa! – klnie w myślach. Nie wróży to dobrze. A już na pewno nie dla niej. Jak zwykle będzie musiała obejść się smakiem.

Mateusz obsługuje podłe urządzenie dosyć nieporadnie, dłońmi zgrabiałymi od ciężkiej, fizycznej pracy. Ania zaczyna się zastanawiać, kiedy ostatnio grał na gitarze, ale to tylko pogarsza sprawę. Pieszcząc czule swój instrument, wygląda po prostu bosko. Seksownie. Te jego zmysłowe ruchy, palce przejeżdżające po strunach i wszystkie dźwięki, które potrafi wyczarować! I głos. Niski, nieco zachrypnięty, gardłowy. Męski.

Z trudem powstrzymuje się, by nie przysunąć się jeszcze bliżej, by nie chłonąć ciepła prężnego ciała i zmysłowego zapachu, by nie próbować uwodzić. To poważny sprawdzian dla siły jej woli – upragniony mężczyzna na wyciągnięcie ręki. Sam na sam, w środku nocy, w cichej i pustej piwnicy, pachnącej stęchlizną oraz pierwszymi kiszącymi się ogórkami.

Skupia się na rozwiewaniu wątpliwości i uczeniu obsługi. Niby intuicyjność urządzenia stoi na wysokim poziomie, ale oczywiście nie dla Matiego, wybitnie opornego na postęp techniczny. Wzdycha. Nie wie, czy coś z tego będzie. No i nie ma najmniejszej ochoty zapoznawać się bliżej z tą przeklętą grą. Najchętniej jej twórczynię wysłałaby prosto do piekła! Diablicę jedną.

Chłopak w końcu przerywa tortury. Siada nieco dalej, wyraźnie speszony. Chce rozmawiać, widać po oczach, nie ma jednak odwagi zacząć.

– O co chodzi? – Próbuje mu pomóc.

– O nic. – Mati kręci z rezygnacją głową.

– No przecież widzę, że o coś. – Karci przyjaciela wzrokiem niczym niesforne dziecko. Lubi tę jego nieśmiałość. To, że się rumieni i że o niektórych rzeczach nie potrafi mówić wprost. Zresztą wszystko w nim lubi. Kocha go. Chyba. A już na pewno chciałaby znowu skosztować kusząco rozchylonych ust.

– Wiesz… ja… – bąka.

Rety! A więc o to chodzi! Chce rad dotyczących postępowania z kobietami! I co ona biedna ma mu powiedzieć?! Bierze powolny, głęboki wdech, przygotowując się na najgorsze. Od czego zacząć?

– Wiem – szepcze nieporadnie. – Doskonale wiem. Sądzę jednak, że jeśli ona wybrała właśnie ciebie, spośród tabunów zainteresowanych nią mężczyzn, zrobiła to świadomie. Może lubi nieśmiałych, młodych, niedoświadczonych, a może dostrzegła w tobie coś innego…

– Tak, ale co… – słowa z trudem wychodzą Mateuszowi z gardła, bolesne i ciężkie, jakby naszpikowane żyletkami – …jeśli ją rozczaruję?

– Kobiety są skomplikowane, każda jest inna, a do tego wszystkie zmienne. – Wzdycha. Ona sama jest stała, aż nadto stała w swoich pragnieniach i oczekiwaniach, ale jak zawsze chce niemożliwego. Niepoprawnego romantyka, który chwyciłby nie tylko za serce. – Dlatego powinieneś dać sobie spokój z bezsensownym dumaniem i jak przyjdzie co do czego, po prostu iść na żywioł, pamiętając tylko o kilku rzeczach. Po pierwsze. – Zerka zadziornie w oczy chłopaka i wymierza w niego palec wskazujący. Mati wygląda na co najmniej skołowanego. – Powinieneś być uważny i skupić się na niej, a nie na sobie. Po drugie, powinieneś być delikatny, przynajmniej dopóki ona, werbalnie lub niewerbalnie, nie zażyczy sobie czegoś innego. I po trzecie, raz na zawsze zapomnij o męskim fallocentryzmie. Świat nie kończy się na penisie!

Cóż, nic więcej powiedzieć mu nie może. Nic nie wie o tej kobiecie. Nie wyobraża sobie nawet, czego Ewa Kowalik może oczekiwać. Oczyma wyobraźni widzi go już znękanego i wykorzystanego, ze złamanym sercem. Widzi, jak tamta wyrzuca Mateusza ze swojego łóżka za zbyt nieporadne pieszczoty, jak każe mu się wynosić i nigdy więcej nie wracać. Nie, to nie powinno się tak skończyć. Chłopak musi sobie jakoś poradzić!

Po powrocie do domu wyjmuje z szafki nocnej ulubionego, purpurowo-złotego przyjaciela. Nie rozbiera się ani nie myje. Potrzebuje szybkiego, natychmiastowego zaspokojenia. Jeszcze raz wspomina wcześniejszą rozmowę z Matim. Kiedy speszony, z rumieńcem zawstydzenia na twarzy, pytał ją o „Jacka i Agatkę” albo kiedy nieśmiały niczym pensjonarka mówił o dziobakach i bobrach, z chęcią podciągnęłaby spódnicę i pokazała mu wszystko dokładnie. Z bliska. Bardzo bliska.

Teraz, pieszcząc się zapamiętale, wyobraża sobie jego drżące dłonie na swojej łechtaczce, jego sprawne palce odnajdujące ten magiczny punkt w środku i uczepione go, mimo nieskoordynowanych ruchów. Wyobraża sobie jęki i krzyki, jakie mógłby z niej wydobyć, zafascynowanie widoczne w chabrowych oczach, podniecenie zasnuwające cały świat mgłą.

Doskonale wie, że tylko w tych pierwszych razach można odnaleźć dziecięcą ciekawość, że tylko wtedy zabawa jest beztroska i niewinna, nie ma żadnej gry, żadnej taktyki, jedynie odkrywanie nowego, nieznanego świata.

Ustawia najsilniejsze wibracje, wypustek precyzyjnie nakierowując na swój kamyczek rozkoszy. Jej ruchy są powolne i precyzyjne, doskonale zna swoje ciało i lepiej niż jakikolwiek kochanek potrafi zaspokoić jego potrzeby. W męskich sypialniach szuka czegoś innego. Zupełnie innego.

Przyjemność narasta, wzbiera wysoką falą i w końcu zalewa całe ciało, odbierając na chwilę oddech. Jest bosko. Błogo. Przyjemnie. Lekko. Przed oczami nadal ma twarz Mateusza ozdobioną wstydliwym rumieńcem, nadal czuje jego przyjemny, nieco duszący zapach.

Przejdź do kolejnej części – Magnetyzm XII

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wejdź na nasz formularz i wyślij je do nas. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Ach kobiety… Kocha się potajemnie w jednym, ale poznać mu tego nie daje chociaż wie, że on sam nigdy nie domyśli się w czym rzecz, zaspokojenia szuka z innym. W rezultacie nieszczęśliwia wszystkich łącznie z sobą i zmuszona jest do udzielania przyjacielskich rad jak ukochany powinien zachować się wobec awansów rywalki by tę rywalke zadowolić. Sama sobie winna. A udzielone rady…
dość „jednostronne”. Czekam jednak z ciekawością co dalej i w jaki sposób rozplaczesz węzły, które zasuplalas.
Nefer

No i czemu ci panowie wiecznie tacy niedomyślni? 😀 😀 😀

A tak poważnie: interesujące, że obaj z Radoskim zwróciliście na to uwagę. Tylko co zmieniłoby potencjalne wyznanie miłości, kiedy chłopak jest zafascynowany inną? I czy ona naprawdę chciałaby zdobyć jego serce? A może wcale go nie kocha, jedynie pożąda? Dla mnie sytuacja nie jest jednoznaczna 😉

Mam podobne spostrzeżenia do Nefera, pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę na ciekawe i bogate słownictwo erotyczne w pierwszej części tekstu 😉

Drogi Radosky,
Prawie w każdym tekście Autora można znaleźć próbki nowatorskiego słownictwa. Trzymam kciuki za misję Ani: próbę wzbogacenia polskiego słownika erotycznego, co mogłoby być także misją całej NE (jedną z wielu).
Uśmiechy,
Karel Godla

I jednocześnie pilnie dbasz, Karelu, żebym nie popełniła pensjonarskiej grafomanii! Sądzę, że masz olbrzymi wkład w oszczędzanie zębów Czytelników! 😀

Fakt, interesuje mnie słownictwo erotyczne, zarówno używane w literaturze, jak i w języku potocznym. Uważam, że jest bogate i problem nie leży w języku a w fantazji i odwadze jego użytkowników. Jednak tym, co marzy mi się szczególnie jest przywrócenie niektórych słów sferze erotycznej (i tylko jej).

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Napisz komentarz