Brak ocen On, ona i oni (Coyotman)

Alan Antiporda, bez tytułu, CC BY 2.0

Alan Antiporda, bez tytułu, CC BY 2.0

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 23 września 2012 roku.

On

– No, dzięki. Na pewno będę się dobrze bawił – skończył rozmowę, naciskając czerwoną słuchawkę w swoim telefonie.

Telefon od kumpla zawsze poprawiał mu nastrój. Ot, po prostu kolejny, zwykły dzień, choć raczej w odcieniach szarości. Jesień trwała w najlepsze.

Chwilę potem znów rozległ się dzwonek. W słuchawce odezwał się oczekiwany przez niego charakterystyczny, lekko zachrypnięty damski głos.

– Cześć.

– Cześć – odpowiedział, dość szorstko.

– Miałbyś coś dla mnie? – zapytała z nutką niepewności.

– Chcesz to, co zwykle?

– Tak – odpowiedziała po chwili wahania.

– Masz pieniądze? – spytał, choć z góry znał odpowiedź.

– Nie – odburknęła ponuro.

– Dobra. Kiedy możesz być?

– Za piętnaście minut?

– Czekam – rozłączył się.

Odłożył telefon na stół i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Miał już wszystko przygotowane, spodziewał się, że przyjdzie. W końcu bywała tu z niezwykłą regularnością. Mimo, iż wiedział, że nie była z siebie dumna, był pewien, że wróci, że znów da się poniżyć, że kolejny raz wyjdzie niemal z płaczem, a potem znowu wróci. Wszystkie wracają… prędzej czy później.

Kim była? Była jedną z wielu. Obecnie jedną z kilkunastu, a może ta liczba już przekroczyła dwudziestkę? Nie myślał o tym, szkoda mu było na to czasu. Dawno już przestał liczyć, a przejmować się przestał jeszcze wcześniej. Wyrzuty sumienia były dla niego tylko pustym słowem, nic nieznaczącym. W końcu dostawały to, po co przychodziły. Nikt ich do niczego nie zmuszał – pomyślał.

Ona

Jesień, zimno, powietrze miało ten swój charakterystyczny, niemal elektryczny smak.

Za chwilę będzie padać, pomyślała, idąc chodnikiem bez celu, wpatrując się w granatowe niebo wyglądające jak na kilka minut przed deszczem. Przed chwilą wyszła z domu po kłótni z matką. Ich relacje nie były wcale złe, to była po prostu zwyczajna domowa sprzeczka. Wolała wyjść z domu, niż milczeć przez resztę popołudnia. Wibracja w tylnej kieszeni wyrwała ją z zamyślenia. Wiadomość tekstowa od Artura.

– Hej. Co dziś robisz?

– Idę właśnie w twoim kierunku – odpisała.

– To wyjdę ci naprzeciw – szybka odpowiedź.

Szła dalej. Nie odpisała, nie musiała. Szkoda jej było kasy na koncie, a odpisanie krótkiego „ok.” było zbędne. Artur już się pewnie ubierał.

Wpadli na siebie po kilku minutach. Przywitali się przytuleniem i niemal entuzjastycznym „hej”.

– No i co? Dokąd podążasz?

– Chciałam po prostu wyjść z domu, miałam wpaść do ciebie, pogadać, fajeczkę zapalić.

– Może jakieś odprężenie na wieczór?

– No tak, myślałam, żeby się spotkać. Nie chce mi się siedzieć w domu. Nie wiesz, co porabia reszta?

– Pisali właśnie do mnie czy przypadkiem nie mamy czegoś relaksującego – uśmiechnął się.

– Dave ma jeszcze wolną chatę?

– Tak, jego starzy wrócą dopiero za kilka dni.

– No to gitara, w takim razie u niego.

Wyglądało nawet, jakby się ucieszyła.

– A masz coś w ogóle? – zapytał.

– Nie mam – spojrzała na niego spod oka, oparła się o jego ramię.

– Masz jakieś siano?

Wiedział, że zapyta.

– Nie mam nic.

– To lipa.

Znowu czoło wsparte o ramię. Jakby chciała, żeby wyczarował jakieś pieniądze.

– Kurde. I co teraz? – wyciągnął paczkę fajek, zostały mu tylko cztery.

Ciszę  przerwał na chwilę odgłos pstryknięcia zapalniczki. Wdech i wydech. Dym wymieszał się z powietrzem.

– Nie wiem. Coś wymyślę – zaciągnęła się – Tymczasem będę lecieć. Jak się czegoś dowiem, dam znać. Do wieczora.

– Na razie – odpowiedział.

Przytuliła się, odwróciła i poszła w przeciwnym kierunku. Co prawda wcześniej, niż przypuszczała, ale w końcu trzeba było działać. Szła tak parę minut, minęła swoją kamienicę, sklep, w którym zawsze robiła poranne zakupy. Biła się z myślami, trzymając w ręku telefon. Znowu ogarnęło ją to przytłaczające uczucie, że kolejny raz wszystko zależy od niej, chyba za bardzo ich przyzwyczaiła, że to ona się wszystkim zajmuje.  W końcu zawsze dawała radę. Pech w tym, że w całym miasteczku była tylko jedna osoba, dość pewna, jeśli chodzi o zioło. Tylko on zawsze miał towar, w dodatku dobry. Wszyscy pozostali się wykruszyli. Albo ściągnęła ich policja, albo sami mieli takie problemy z załatwieniem czegokolwiek, że zostawiali raczej dla siebie, lub ewentualnie dla najbliższych kumpli. Problem w tym, że nie miała pieniędzy, co zdarzało się ostatnio często. Wiedziała, co to oznacza, wiedziała jaki on jest i jakiej będzie oczekiwał zapłaty. Wiedziała, że nie odpuści, bo przecież nigdy nie odpuszczał… żadnej.

Przystawiła telefon do ucha.

– Cześć – zachrypnięty głos wydał się jej samej tak obcy…

On

Przyszła jakieś dziesięć minut później niż się umawiali, jakby po drodze jeszcze się wahała.

– Witaj –  objął ją jedną ręką.

– Hej – wydusiła jedynie z siebie, zaskoczona dość ciepłym jak na niego powitaniem.

– Grubsza impreza się dziś szykuje? – zapytał.

– Nie, w kilka osób chcemy się spotkać, wiesz, pogadać, pośmiać się… – urwała.

Zdjęła kurtkę, przez mały przedpokój weszła do dużego holu. Jak zawsze rozejrzała się. Rzucająca się w oczy plazma, pewnie koło 50 cali, oraz dwa duże, czarne, skórzane fotele i kanapa. Niby nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach, ale dla niej to i tak był luksus, o jakim mogła jedynie pomarzyć.

Urządzenie pokoju uzupełniały ława przed kanapą, jakiś obraz na ścianie, kilka szafek. Z holu wchodziło się do dużej kuchni.

Drzwi do sypialni były otwarte.

– Co mogę dla ciebie zrobić? – zapytał, przerywając krępujące milczenie.

– Wiesz co – odpowiedziała dość oschle.

Podszedł do jednej ze swoich szafek, otworzył jedną, po chwili drugą. Z każdej coś wyciągnął. Zwrócił się do niej, trzymając w prawej ręce, na wysokości ramienia charakterystyczną plastikową torebeczkę z oczekiwaną przez nią zawartością. Popatrzyła, sięgnęła dłonią w jego kierunku, kiedy nagle cofnął się, pokazując jednocześnie palcem wskazującym w dół. Opuściła bezradnie rękę. Przecież wiedziała, że do tego dojdzie. Czego się spodziewała? Uklękła.

Chcesz towaru, to trzeba się pomodlić, pomyślał.

Ona

Piętnaście minut… Czemu powiedziała, że będzie tam tak szybko, skoro wcale się jej nie spieszyło? Szła powolnym krokiem, jakby miała nadzieje, że znajdzie się inne wyjście, że towar załatwią chłopaki. Wiedziała jednak, że nawet nie spróbują. Szła dalej, licząc płyty chodnikowe i czasami jak mała dziewczynka, wchodząc na krawężnik, próbując utrzymać równowagę. Wiatr zaczął się wzmagać charakterystyczny świszczący dźwięk jesiennych zimnych podmuchów wwiercał się w uszy. Niebo jeszcze bardziej pociemniało. Dobrze wiedziała, po co tam tak naprawdę idzie, co się wydarzy. Czy tego chciała? Raczej było jej już wszystko jedno, to był po prostu następny, kolejny raz. Po wszystkim zwyczajnie weźmie prysznic i zapomni. Cel uświęca środki – tłumaczyła sobie.

To już nie to, co kiedyś, kiedy przychodziła tam z przyjemnością a seks był dobrą zabawą. Trawa była tylko umilaczem czasu, sposobem na rozluźnienie, dopiero z czasem stała się niezbędnikiem do spotkań czy lekarstwem na bezsenność. Czy żałowała? Nigdy. Dlaczego? Nie umiała sobie na to pytanie odpowiedzieć… a może nie chciała.

Weszła lekko spóźniona, ale było jej wszystko jedno. I tak będzie miał trochę czasu, zanim przyjdzie następna – pomyślała.

Jego „witaj” zabrzmiało niemal miło, prawie wspaniałomyślnie, jakby ucieszył się na jej widok. Może się martwił, że się spóźniam? – przeszło jej przez głowę.

Rozejrzała się, jakby chcąc zyskać na czasie, a może po prostu unikała jego wzroku. Zwróciła uwagę na otwartą sypialnię. Jakże by inaczej – pomyślała. To był oczywisty sygnał.

Wymienili się grzecznościami, a właściwie on zapytał, co dziś planuje.

Co go to obchodzi? – myślała zirytowana. Mimo tego odpowiedziała.

– Co mogę dla ciebie zrobić?

Nie odpowiedział. Podszedł do swojej „świętej szafy”, wyciągnął ‘worek’ i prezerwatywę, choć tej drugiej od razu nie pokazał. Po chwili jednoznacznym ruchem pokazał czego chce w zamian. Opadła na kolana, niemal bezwiednie, mimo że przecież wiedziała, że tak będzie. Schemat znała doskonale. Rozpięła mu spodnie.

On

Czy była dziwką? Tak, była. Nie miał co do tego żadnej wątpliwości. Skoro nią gardził, dlaczego to robił? A dlaczego nie? Nie miał żadnych zobowiązań, zabezpieczał się, lubił seks, więc dlaczego nie? Tym bardziej, że ona wiedziała, jak grać w te klocki. Może gdy spotyka się ją na ulicy, nie sprawia takiego wrażenia. Wygląda raczej na ładną, szarą myszkę, trochę zagubioną, nie wiedzącą, w którym kierunku podążyć. Niektórzy mogliby ją uznać za nudną, ale głównie dlatego, że w nieswoim towarzystwie była raczej zamknięta w sobie, grała rolę obserwatorki. Skoro nawet ją lubił, dlaczego po prostu jej tego nie dawał za darmo? Dlaczego ją wykorzystywał? Przecież były inne. Ano postępował tak choćby dla zasady, tak robił zawsze i nie zamierzał tego zmieniać. Do znudzenia powtarzał sobie, że żadnej nie krzywdzi, żadnej do niczego nie zmusza.

Wzięła go do ust, a trzeba przyznać, że znała się na rzeczy. Jedną rękę trzymała na jego penisie, energicznie poruszając, ssąc główkę. Była jedną z niewielu, które potrafiły go tak szybko postawić. I nie tylko wynikało to z tego, że dobrze ciągnęła. Miała po prostu rozkosznie ciepłe ręce, figlarnie zwinne paluszki. Po prostu świetna jako całokształt. Może tylko jeszcze jedna dziewczyna była co najmniej tak dobra, ale ona przychodziła do niego zawsze w niedziele, tuż po mszy. Kilka dni więc jeszcze poczeka.

A jeśli o nią chodziło, to miała też pewną fantastyczną zaletę. Otóż kiedy przechodziła do rzeczy, w kilka chwil z szarej myszki zmieniała się w rozkoszną, drapieżną lwicę. Jakby znikały wszystkie jej wątpliwości, z którymi tu przyszła,.

W końcu przeszła do rzeczy, położyła obie ręce na jego pośladkach, nadal przed nim klęcząc. Wiedział już, co zaraz nastąpi. Była w tym zdecydowanie idealna. Odchylił lekko głowę ku górze, zamknął oczy, ręce położył na jej głowie. Ustami wodziła po jego penisie coraz łapczywiej, coraz intensywniej.

Właśnie takie chwile sprawiają, że nie ma nic za darmo – mruczał w myślach.

W końcu stało się, jego stwardniały korzeń wszedł cały. Wiedział już, że może wkroczyć do akcji, że nadszedł moment, kiedy sam może ustalać tempo. Zacisnął ręce na głowie swojej niewolnicy i zaczął ją zwyczajnie pieprzyć w usta. W cichym mieszkaniu rozległy się donośne dźwięki mlaskania i bulgotania przerywane próbami łapania powietrza. W jej oczach pokazały się łzy. Wiedział, że nie jest to dla niej przyjemne, ale nie miała już wyjścia. Wiedziała, że to lubił najbardziej. Podniecało go to strasznie, uwielbiał jak jego członek wchodził aż do gardła, a im dłużej ją posuwał, tym mniejszy odczuwał opór, tym większą satysfakcję. Wiedział, że zaraz skończy, starał się jak najszybciej, bo wiedział, że ona nie wytrzyma już zbyt długo. Poczuł nagle jej palce na jądrach, zaczęła je namiętnie uciskać, masować, czekając na uwolnienie.

W końcu wystękał z siebie kilka dobrze znanych jej dźwięków. To było dla niego wspaniałe uczucie. Trudno było mu sobie wyobrazić faceta, który choć raz nie marzył, żeby jakiejś pannie spuścić się prosto do gardła. Przycisnął ją jeszcze mocniej do siebie, tak żeby upewnić się, że jest najgłębiej jak to możliwe, tak że jej oczy niemal wyszły z orbit. Załzawione, przekrwione… pełne rozpaczy.

Ona

Czy była dziwką? Nie była, przynajmniej tak starała się o sobie myśleć. Przecież nie musiała tego robić.  Przecież mogłaby w każdej chwili przestać, mogła przestać jarać. Nie musiałaby być nic nikomu winna. Mogłaby siedzieć teraz gdzie indziej, robić co innego. Dlaczego więc tego nie zmieni? Tak było po prostu prościej. Jak mówił Morgan Freeman w słynnych „Skazanych na Shawshank” – „życie każdego składa się z rutyny” – taka była właśnie jej rutyna, do której przywykła. Stała się ona niemal jej codziennością. Ale za godzinę przecież będzie gdzie indziej, za godzinę zapomni.

Wzięła go do buzi, wiedziała, jak on bardzo to lubi, wiedziała jak sprawić, żeby szybko doszedł. Kochał kończyć głęboko w jej środku. Kumplom potem opowiadał, że jednej to spuszcza się prosto do żołądka, że tak dobrze ciągnie. Ale nie obchodziło jej to, że tak gada. Zresztą nigdy się nikomu nie przyznał, o kogo chodzi. Dla niej to wystarczyło żeby się tym nie przejmować. Coraz trudniej było łapać powietrze, Jego penis rósł coraz bardziej. Nie był bardzo duży, może nieco większy niż przeciętny. Po prostu zwykły penis, jakich widywała wiele. Lekko zakrzywiony ku górze. Ale z facetami to tak już jest, każdy ma nieco innego. Zresztą cipki podobne do siebie też wcale nie tak łatwo znaleźć.

Zwiększyła tempo. Oczy zaszły jej łzami. Czuła coraz większy dyskomfort, w dodatku jego ręce coraz usztywniły jej głowę. Wiedziała, że zaraz będzie ostro. Kiedy w końcu przyspieszył i zaczął sam ustalać rytm, po prostu starała się wyłączyć, nie myśleć o tym, co się dzieje. Widziała tylko, jak jego brzuch oddalał się i przybliżał z coraz wyższą częstotliwością. Słyszała coraz głośniejsze i szybsze mlaśnięcia. W końcu przycisnął ją do siebie tak, że niemal nic nie widziała. Czuła jak pulsuje w środku, jak wylewa się z niego nasienie. Słyszała pomruki zadowolenia. Przytrzymał ją tak kilka sekund, upewnił się, że wszystko zostanie w środku. Wyszedł.

Zaczęła kaszleć, przeraźliwie kaszleć. Z trudem łapała oddech. Patrzył na nią z zadowoleniem,  wymieszanym z nutką politowania.

Ona i On

Wziął ją na ręce, zaniósł do sypialni i położył na łóżku. Patrzył na nią, jak odzyskuje rytm oddechu, w międzyczasie ściągając koszulkę. Podał jej karton chusteczek żeby doprowadziła twarz do jako takiego porządku. Sperma wyciekała jej nawet z nosa. Dla niego nie był to szczególnie estetyczny widok, a dla niej niezbyt miłe uczucie.

Usiadł koło niej.

– I jak? – zapytał.

Kiwnęła głową, że ok. Po chwili ściągnęła z siebie górę, on ściągnął jej spodnie i majtki. Była już zupełnie naga. Siedziała na łóżku nieco przygarbiona, jakby się wstydziła. W takich chwilach, kiedy oboje byli nadzy jak ich Pan Bóg stworzył, przypominały się jej dawne dni, kiedy jeszcze miała kilka lat mniej, kiedy on nie był jeszcze taki jak teraz, kiedy wszystko było zwyczajnie inne, prostsze.

Był wtedy fajnym, czułym facetem dbał o nią. Ba! Wydawało jej się, że nawet o nią zabiegał, seks był zdecydowanie bardziej partnerski, intymny, nie liczył się tylko on, tylko oni oboje. Nie znaczy to oczywiście, że teraz jej nie potrafił zaspokoić, bo zazwyczaj potrafił, tyle że wcześniej było to inne, lepsze. Czerpała z tego więcej przyjemności. Może dlatego, że miała jakieś złudzenie bliskości, a może po prostu nie robiła tego dla zioła, jak teraz, ale wyłącznie dla przyjemności, po prostu tego chciała.

Klęcząc na łóżku wszedł po kolanach między jej nogi tak, że musiała je rozchylić. Zobaczył jej cipkę. Tak właśnie lubił ją nazywać, po prostu cipka. Patrzył na nią, była bardzo starannie wygolona, tylko niewielki paseczek włosów przyozdabiał fragment tuż nad nią. Drogowskaz, strzałka, pokazująca, dokąd się kierować, by znaleźć miejsce rozkoszy. Lubił na nią patrzeć, delektować się jej widokiem, patrzeć, jak niecierpliwie czeka, jak odkrywa swoje tajemnice. Zaczął głaskać ją po udach, kolistymi ruchami posuwał się ku górze. Tylko obserwowała jego ruchy, opierając się łokciami o poduszkę. Czy nadal było jej wszystko jedno? Przecież lubiła seks. Czyż nie modą jest teraz sypiać z facetami dla sportu, czy dla osiągnięcia jakiejś małej korzyści? – próbowała się usprawiedliwiać. Musiała jednak przyznać, że była taka jej cząstka, która tego chciała. Chciała żeby w nią wszedł i pomógł, choć na chwilę, zatracić się w błogiej rozkoszy… choć na chwilę.

Co z pozostałymi cząstkami, które czuły, że to, co robi, jest złe? Nie miały teraz prawa głosu,  stłamszone przez pierwotną żądzę, która z kolejnymi ruchami jego dłoni coraz bardziej przejmowała władzę nad jej ciałem. Położyła się, rozluźniając ręce. Jej biust rozkosznie zafalował, jakby prosił o rozpoczęcie pieszczot. Pochylił się nad nią, ustami pochwycił jej sutek. Miała piękne, różowe sutki , wieńczące spore, okrągłe piersi. Gdy leżała, wyglądały na bardziej płaskie, mimo to nie odbierało im to ich uroku, ich dziewczęcego jeszcze wdzięku. Zaczął ją pieścić ustami, przygryzać to jeden to drugi sutek, czasami kładąc na jednej piersi policzek, tuląc się jak dziecko. Ręką był już na cipce, pocierał ją zdecydowanymi ruchami, wilgotniała z każdym kółeczkiem, z każdym przyciśnięciem, z każdym zagłębieniem palca. Była już wyraźnie podniecona, zaczęła dyszeć. Ręką pochwyciła twardniejącego członka, zaczęła go pocierać, wykonując półkoliste ruchy. Byli gotowi. Na znak porozumienia spojrzeli sobie w oczy. Nie było już widać u niej śladu niedawnego bólu i upokorzenia, lecz jedynie pożądanie. Może nieco wbrew sobie, ale mimo wszystko chciała tego. Tyle, że on i tak nie zamierzał pytać. Po prostu założył prezerwatywę i zaczął w nią wchodzić. Tym razem nie był jednak natarczywy, nie spieszył się. Chciał się rozkoszować jej ciałem, chciał posłuchać jak pojękuje, jak jej oddech zmienia rytm. Czy tak robi zawsze? Zdecydowanie nie. Po prostu miał ochotę zrobić to na spokojnie.

Wiedział też, że ona tak lubi. Dlaczego więc oboje nie mieli czerpać z tego przyjemności? Przecież nie chciał jej zniechęcać. Pieprzył ją więc powoli. Tak, pieprzył, bo nie można było tego nazwać kochaniem się. Robił to niemal mechanicznie, prawie bez uczucia, choć z dużą przyjemnością.

Ona leżała pod nim z szeroko rozłożonymi nogami, wiedziała, że lubił jak ma je rozprostowane, tak że wystawały daleko poza linię rozkoszy, którą wspólnie tworzyli. Imponowała mu jej rozciągliwość. Niegdysiejsze próby zostania gimnastyczką nie poszły całkiem na marne. Od czasu do czasu chwytał jedną z nóg i podczas kolejnych pchnięć opierał się o nią. Czuł się panem sytuacji. Choć bywało inaczej, kiedy zmienili pozycję. Mieli to już tak opracowane, że wystarczył jego mały gest i już znajdowali się w innej konfiguracji. Tak jak teraz to właśnie zrobili. Tym razem on był pod nią.

Teraz ona była na górze, teraz to ona panowała nad nim. Patrzyła na niego z góry, widziała każdą jego reakcję, widziała jak na nią spoglądał, widziała, jaką mu to sprawiało przyjemność. Delektowała się jego męskimi, silnymi dłońmi, które masowały jej biust, a od czasu do czasu dociskały jej pupę, intensyfikując doznania obojga. Rozkoszowała się jego wzrokiem, gdy patrzył, jak sama schodzi palcami w dół, masując łechtaczkę, jak patrzył na piersi kołyszące się w takt ich wspólnej muzyki, którą tworzyli. Byli już blisko, zaczęli przyspieszać i coraz głośniej pojękiwać…

On wystrzelił pierwszy, dociskając ją do siebie. Patrzył na jej wijące się na nim ciało, czuł jego pulsujące wibracje. Po chwili i ona wspięła się na szczyt swoich doznań. Szybkim ruchem zdjął ją z siebie, zaczął energicznie masować ją po cipce, koncentrując się na górnej części, co dodatkowo pobudziło jej lędźwie. Gdy szczytowała, on położył się obok niej, ciężko jeszcze dysząc, przyglądał się jak jej ciałem rządzi ta magiczna siła, która nie pozwala mu spocząć w bezruchu.

W końcu zastygła. Obserwowała, jak się jej przyglądał. Dziś było naprawdę miło, lepiej niż ostatnio. Mimo nienajlepszego startu, efekt końcowy był ekscytujący. Czy to zapowiedź nieco lepszych czasów? Może minimalna szansa na powrót do dawnych dni? Nie mogła o tym nie myśleć. Wszystko samo cisnęło się jej do głowy.

– Dobra, idź pod prysznic, ogarnij się i spadaj – rozwiał jej wszelkie nadzieje.

Wstała bez słowa i jak wierna służka poszła do łazienki. Twarz ukryła w dłoniach. Gdy odchodziła, jeszcze spoglądał na jej kołyszące się pośladki.

Na kanapie położył jej wszystkie rzeczy, telefon, kilka gramów zielska. Wyszedł. Wiedziała, że jak wróci, ma tu już jej nie być.

Ona i Oni (Dave, Benek i Artur)

Siedzieli w domu u Dave’a, czekali aż w końcu przyjdzie. Wiadomość, że właśnie wychodzi, dostali niecałe pół godziny temu. Powinna być lada moment. Co robili? Nic szczególnego, po prostu czekali, kontrolowali czas i mieli nadzieje, że za chwile przyjdzie z umilaczem. Dlaczego sami sobie nic nie załatwili? A po co? Przecież ona zawsze daje radę. Żaden z nich nie mógł sobie przypomnieć sytuacji, kiedy przyszłaby z niczym. Czy wiedzieli, skąd to bierze i jak płaci?

Przyszła. Nic już nie było ważne, wszyscy już niecierpliwie czekali na odpalenie jointa. Wzrok utkwili w jednym punkcie.

Po chwili dym zawładnął pomieszczeniem, zawładnął radością i wszechobecnym spokojem. Żaden alkohol nie tworzył takich cudów. Czy uważali to za coś złego? Już teraz nie. Traktowali to normalnie, tak, jak starsze pokolenie traktuje wódkę. To był po prostu element ich codzienności. O czym rozmawiali? O niczym konkretnym, z resztą na drugi dzień i tak mało kto pamiętał szczegóły rozmów. Miało być po prostu zabawnie i było.

Od Dave’a wyszli po kilku godzinach. Wyszli wszyscy, Dave zawsze odprowadzał resztę do domów.

Ona

Szła koło Dave’a, Przy nim nie sposób było mieć zły nastrój. Cały czas sypał śmiesznymi tekstami i po prostu nie można było być smutnym. Czuła się dobrze. Nie myślała już o nim. Cieszyła się z udanego wieczoru, że mogła spędzić ten czas z Arturem, Dave’em i Benkiem.  Dlaczego oni? A nie jakieś koleżanki, czy ktoś kto by jej pomógł wyrwać się ze wszystkich problemów? Zawsze sobie tłumaczyła to, że tak się po prostu ułożyło życie i tyle. Nie miała siły tego zmieniać. Po cichu i tylko czasami marzyła żeby ktoś ją uratował, wyswobodził…

Dave

Szedł, jak zwykle, rozbawiony. Nieczęsto tracił dobry humor, rzadko łapał muła.  Kochał maryśkę i korzystał z każdej okazji, żeby zapalić. Co sądził o niej? Po prostu ją lubił… Choćby za to, że zawsze coś ze sobą przynosi.

Szedł debatując z nią o rzeczach mało ważnych, byle by było wesoło.

Benek

Jak ja ją kocham… – dławił się w myślach – Nie wiem jak długo jeszcze zniosę to wszystko.

Dlaczego więc nic jej  nie powie? A no paraliżuje go strach, widzi jak ona sobie świetnie radzi, jak lubi z nimi wszystkimi spędzać czas. Jak ogarnia im maryśkę, nigdy nie chcąc od nich nic w zamian. Była po prostu świetną koleżanką. Bał się, że gdy coś powie, wszystko się rozpadnie. Kochał jej czarne długie włosy, kochał jej rozkoszny zadarty nosek, duże ciemne oczy, jej wspaniałe idealne, proporcjonalne piersi, jej rozkoszny okrąglutki tyłeczek. Uwielbiał słuchać jak mówi, jak się śmieje. Chłonął każdy jej gest. Ale niczego nie mógł mieć tylko dla siebie. Szedł w milczeniu, gapiąc się na chodnik.

Artur

Szedł nieco z tyłu, z telefonem przy uchu. Tak jak reszta, był zadowolony z wieczoru. Po prostu było fajnie, ot, kolejny, relaksujący wieczór. Z kim rozmawiał przez telefon? Wśród śmiechu Dave’a dało się usłyszeć kilka słów.

– To mówisz, że jest w formie? – mówił niemal szeptem, aby nie słyszeli o czym rozmawia.

– Tak, tak – odpowiedział głos w telefonie – Było po mistrzowsku. Dzięki, że mi ją nagrałeś na dziś.

– Nie ma sprawy –  odpowiedział.

– Zresztą, już niedługo twoja kolej. Widziałem, że kończy się jej karta w telefonie – dodał głos ze słuchawki.

.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

 

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nie czytałem wcześniej Twoich przed robertowych opowiadań i naprawdę jestem pod wrażeniem. Prawdziwe odkrycie dzisiejszego wieczoru. Przemyślane, dojrzałe, dobre literacko, z pomysłem. Są emocje, które z podwójnej perspektywy robią tu jakąś przestrzeń. Świetne. Bardziej mi się podoba niż Twoja sławna seria.

Dzięki Mefisto.
Może to dobrze, że nie czytałeś wcześniej tekstów poza robertowych. Teraz przynajmniej miałeś przed oczami wersje wyraźnie poprawioną w stosunku do tego co wrzuciłem na DE jakieś dwa lata temu.
Jeśli chodzi o sam tekst to także go lubię. W moim prywatnym rankingu swoich opowiadań (pomysłów) uważałem za jeden z lepszych – Na DE jednak nigdy nie przekroczył średniej 4,4 – więc do entuzjazmu było mi daleko. Trzeba jednak przyznać, że technicznie i stylistycznie było ze mną wtedy na prawdę kiepsko. Sporo się naczyłem przez ten czas i teraz efekty zaczynają być powoli widoczne. Oczywiście wielka w tym zasługa osoby trzeciej, która wskazała mi gdzie popełniam największe gafy (a która swego czasu prosiła mnie o anonimowść :P).

Teraz powrzucam same Roberty aż do zakończenia serii.
Potem biorę się za Zabójczy układ.

Pozdrawiam

O, na Zabójczy układ to ja będę czekać, przytupując nóżką i w ogóle 🙂
Ten twój tekst uważam za bardzo dobry – zdecydowanie lepsze od "Roberta" którego się fajnie czyta, lecz nic ponadto. Ten tekst jest prawdziwy i daje do myślenia.

Literacko, fabularnie i stylistycznie – bardzo dobre – taką też dostaniesz ocenę 😉 Natomiast sama historia przejmująco smutna. Mnie uderza podwójnie bo niestety zawodowo z taką estetyką, takimi ludźmi i tego typu problemami mam do czynienia. Ciężkie jak na poranne czytanie. Ale jako tekst – dobre.
No i oczywiście, lepsze od Roberta – chociaż tamta seria doskonale poprawia nastrój :

Pokazałeś tym tekstem zupełnie innego Coyotmana:-) Opowiadanie poruszające, bo prawdziwe w każdej warstwie, a jednocześnie udało Ci się ustrzec pułapki egzaltacji.

Tak to jest niezłe. Bohaterka z jakimiś niezrozumiałymi dla mnie, ale powodującymi współczucie, deficytami.
Kg

Coyotmanie, pokazałeś się tu naprawdę z zupełnie innej strony. Chapeau-bas! Opowiadanie mocne, narracja umiejętnie prowadzona (bez popadania w patos czy jakieś moralizatorstwo; oceny pozostawia Czytelnikom). Dziwię się stosunkowo niewysokim ocenom na DE. Najlepszy dowód, że ranking czasami się mylił i ginęły w nim prawdziwe perełki. Tekst krótki, ale dobitny. No i oczywiście szacunek również dla anonimowego dobrego ducha 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Na DE nie pamiętam czy akurat na ten tekst zwróciłem uwagę, ale teraz z przyjemnością nadrobiłem zaległości. Tekst naprawdę poruszający ciekawy temat i w przeciwieństwie do Twojej sztandarowej serii bardzo blisko rzeczywistości. Cała rzecz zrealizowana z dużym pomysłem i przemyślana.
5, choć to akurat nie jest sprawą pierwszej wagi na tym blogu 🙂
Fox

Patrząc na daty innych komentarzy to się trochę spóźniłem (o jakieś 5 lat) ale tak mi się to opowiadanie spodobało że naskrobię parę słów. Nie będę powtarzał pochwał choć jestem pod wrażeniem stylu ale chciałbym zwrócić uwagę na sposób życia tych ludzi. Czyli brak pomysłu na inne sposoby spędzania czasu. Taki kierat . Dać przysłowiowej dupy żeby załatwić towar, potem popalić i pieprzyć głupoty. Wszystko to bez zaangażowania , bez wielkiej przyjemnością a momentami z przykrością. To ludzi ogłupia. Podobnie jak cotygodniowe grille lub oglądanie wielotysięcznego odcinka serialu. Podobnie jest z wyjazdem na działkę z tym że działka jest bardziej zdrowa i odstresowująca . Pozdrawiam

Napisz komentarz