Bitwa na kolory – dogrywka  3.47/5 (5)

16 min. czytania

Źródło: MaxPixel

Pojedynek na świat bez świata jakim go widzimy. Miłość uwolniona z więzów barw, kształtów i światła. Wszystko co nas otacza, czym zachwycamy się na co dzień konsumując łakomie, bezkarnie i z radością, może być naszym ograniczeniem, może blokować nas przed pełnym poznaniem właściwego. Czym właściwie jest dotyk bez wzroku? Wzrokiem w dotyku? Jak to widzą autorzy następujących opowiadań? Czytajcie i głosujcie, które opowiadanie jest lepsze.

 

Źródło: Pixabay

Radosky – Zapach Afryki (31% Waszych głosów)

Mówili, że można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Ja natomiast zakochałem się w Twoim zapachu. Jeśli można pachnieć jak kontynent, to Ty Sanaa, tak właśnie pachniałaś. Jak Afryka. Równie zdumiewającego, co tajemniczego skrawka świata, z którego pochodziłaś.

Mówili, że oczy są oknem do naszej duszy, dla mnie była nim barwa i ton Twego głosu. Głos zawsze miał dla mnie duże znaczenie. Wyczulony na choćby jedną fałszywą nutę, potrafiłem odróżnić prawdę od kłamstwa, radość od smutku. Ton zdradzał emocje, barwa – osobowość. Więc słuchałem i poznawałem Twoje uczucia, nastroje, namiętności…

Dzieliło nas niemal wszystko. Ja dopiero wkraczałem w dorosłość, Ty już poznałaś zarówno jej słodki aromat, jak i gorzką woń. Wyznawałem wiarę katolicką, Ty wierzyłaś w prawdy objawione prorokowi Mahometowi. Prowadziłem życie samotnika, Ty znajdowałaś się zawsze w centrum uwagi przyjaciół. Żyłem utopijnymi ideami, podczas gdy Ty twardo stąpałaś po ziemi. Nigdy nie wyjechałem z kraju, Ty zwiedziłaś dwa kontynenty. Miałaś mężczyzn przede mną, dla mnie natomiast byłaś pierwszą i jedyną.

Łączyła nas niepełnosprawność. Ja byłem niewidomy, a Ty Sano… O Twoich demonach Sano napiszę w innym miejscu…

Mówiłaś, że to nie kalectwo, lecz dar. Twierdziłaś, że jako jedyny poznaję świat takim, jakim jest naprawdę.

„Wzrok kłamie” powtarzałaś uparcie.

„Wolałbyś nie widzieć tego, co widziałam ja” dodawałaś, a ja zachodziłem w głowę, cóż takiego widziałaś?

„Lubię cię. Lubię, ponieważ jesteś inny od reszty…” i zamykałaś mi usta pocałunkiem. A ja piłem z Twoich warg, poznawałem za pomocą tysięcy kubków smakowych, odurzałem się zapachem. A dłońmi błądziłem po ciele. I pragnąłem, aby ta chwila trwała i trwała…

Piersi. „Możesz dotknąć moich piersi” szeptałaś roznamiętnionym głosem, a ja zastanawiałem się, co w nich takiego wyjątkowego? I dlaczego ich dotykanie miałoby mieć znaczenie?

Pociągał mnie Twój głos. Delektowałem się zapachem.

A ciało? Ciało sprawiało wrażenie kształtu, którego jeszcze nie poznałem. Jednak Ty się tylko z tego śmiałaś. I nalegałaś. Coraz bardziej nalegałaś.

„Dotknij moich piersi” powtarzałaś. A ja stałem przed Tobą, drżący, rozgorączkowany i nie wiedziałem co uczynić.

„Dlaczego chcesz, abym to zrobił?” pytałem. „Porozmawiajmy o tym” dodawałem, próbując grać na zwłokę.

Znów się śmiałaś. Głośno, szczerze, całą sobą. Uwielbiałem ten Twój chichot.

„Wy, Europejczycy, zawsze chcecie o tym rozmawiać!” odpowiadałaś, tłumiąc śmiech i próbując przybrać oskarżycielski ton głosu.

„To tylko fragment ciała, dlaczego miałby być taki ważny?” Nie ustępowałem i znów mogłem  cieszyć się Twoim śmiechem. Nigdy w życiu nie słyszałem nic prawdziwszego od Twego śmiechu…

„To dla mnie ważne, ponieważ jestem kobietą” odpierałaś. „Biust jest atrybutem każdej kobiety. Jeśli chcesz ze mną być, musisz poznać moje piersi”.

Bardzo chciałem abyśmy byli razem, ale wciąż jednak lękałem się nieznanego. Nigdy nie znajdowałem się tak blisko kobiety, nigdy też nie dotykałem piersi.

„Jestem tuż przed tobą” szeptałaś. „Czekam na twój dotyk, pragnę, abyś mnie zobaczył, po swojemu… Tak jak zobaczyć możesz tylko ty” niemal mruczałaś, wprawiając nas obojga w nieznośny nastrój oczekiwania. A ja czułem Twoją obecność i zapach. Zapach Afryki. Lądu tak odległego, a przecież tak mi bliskiego.

Złapałaś moją dłoń, poprowadziłaś ją ku sobie.

Poczułem miękkość pod opuszkami palców, a zaraz potem ciepło. Spięłaś się pod wpływem dotyku zimnej dłoni, ale zaraz rozluźniłaś. Serce biło Ci przyśpieszonym rytmem. Zrozumiałem, że oboje czujemy to samo. I że pomimo dzielących nas różnic, jesteśmy tacy sami.

Pod palcami miałem aksamitnie gładką, sprężystą i plastyczną wypukłość. Falowała wespół z każdym Twym oddechem. Zapomniałem o lękach, zapomniałem o obawach. Zapragnąłem bliżej poznać ten wyjątkowy aspekt kobiecości. Tak też uczyniłem, nachalnymi muśnięciami oswajając insygnia Twojej płci. Od tamtej pory piersi stały się ważne również i dla mnie…

Tym sposobem zostaliśmy nie tylko kochankami, ale też objęliśmy w posiadanie własne królestwo. Nie należało do największych. Obszarem obejmowało dwa pokoje, łazienkę oraz kuchnię. Wystarczało nam w zupełności. Opowiadałem Ci o własnym świecie, wypełnionym barwami dźwięków, mnogością zapachów, bodźcami czuciowymi… Ty mówiłaś o Afryce. Odległym, jakże fascynującym lądzie. Pachniałaś Afryką, uczyłaś mnie Afryki, wreszcie pokazywałaś mi swoją Afrykę.

Nazywałaś ją czarnym lądem, chociaż ja nigdy nie poznałem znaczenia barw i kolorów. Wtulona we mnie swoim miękkim, nagim ciałem, opowiadałaś o ojczystym kraju, Nigerii. Ja w zafascynowaniu słuchałem o tym, że mieszka tam wiele osób, lecz prawdziwych ludzi zaledwie ułamek całego ogółu. Większość mieszkańców stanowić mają bowiem termity… Czasem Twoje słowa budziły we mnie niepokój, czasem nie rozumiałem ich znaczenia. Zawsze jednak mnie uwodziły, zawsze kontemplowałem je w ciszy… Tłumaczyłaś, że termity oznaczają kłopoty. Niczym biologiczne maszyny całymi dniami wałęsają się po zatłoczonych ulicach wielkich miast, myśląc tylko o przetrwaniu do następnego dnia. Ich próżne mózgi mierzą się z trzema problemami. Pierwszym, podstawowym i najważniejszym według Ciebie ma być jedzenie. Umiejętność zdobycia jedzenia i przetrwania do następnego dnia z pełnym brzuchem, świadczy o pozycji termita w kolonii jemu podobnych istot. Drugi problem, to proste rozrywki typu telewizja oraz używki, jak alkohol, nikotyna i narkotyki. Trzeci problem w życiu termita stanowi pieprzenie. Termity bowiem uwielbiają kopulować… Uważałaś, iż rozwiązanie tych trzech problemów czyni życie termita nieprawdopodobnie szczęśliwym i spełnionym. Jedzenie, chlanie i dupczenie. Oto, do czego sprowadzać się miało życie termita. Ty jednak marzyłaś o czymś więcej, porzuciłaś więc dom, termity i Afrykę. Wyjechałaś do Europy.

Opowiadałaś mi o tym wszystkim, a ja słuchałem w ciszy. Słuchałem i wtulałem się w Twoje ciało. Przywierałem twarzą do włosów i chłonąłem ich zapach. I niczego więcej nie potrzebowałem.

„Twoje włosy pachną niczym drzewo baobabu” szeptałem Ci do ucha, ale Ty wciąż myślami przebywałaś w Afryce. Czasem odnosiłem wrażenie, że nigdy tak naprawdę do końca jej nie opuściłaś.

„Nie wiesz, jak pachnie drzewo baobabu” odpowiadałaś i zaraz dodawałaś „Możesz poczuć Afrykę, możesz ją usłyszeć, ale nigdy jej nie zobaczysz”. „A zobaczyć Afrykę, znaczy ją zrozumieć”.

A ja wtedy jeszcze bardziej kochałem Cię, za tę szczerość i bezpośredniość. I tę dosadną prawdę, jaką usłyszeć mogłem tylko od Ciebie.

Stopy. Stopy człowieka są ważne. Wiele o nim mówią i o życiu, jakie prowadzi. Najchętniej poznałbym stopy każdego człowieka, którego miałem przyjemność spotkać. Dowiedziałbym się o nim więcej, niż sam mógłby mi powiedzieć. Oczywiście nie robiłem tego z obcymi. Robiłem to z Tobą… Dałaś mi do tej części swego ciała nieograniczony dostęp. A ja z niego chętnie korzystałem. Twierdziłaś, że piersi znamionują kobiecość. Ja odpowiadałem, że sekret tkwi w stopach. Tak jak doktor Livingstone odkrywał nieznany skrawek lądu, tak ja odkrywałem Twoje stopy. Przemierzałem je wzdłuż i wszerz. Penetrowałem ich wzgórza, doliny, rzeki i wybrzeża. Chłonąłem je wszystkimi możliwymi zmysłami. Dotykiem, węchem, wreszcie poznawałem je smakiem.

I znowu się śmiałaś, ponieważ całowałem Twoje stopy. Brałem palce do ust. Zostawiałem mokre ślady na nich. Uczyłem się Ciebie. Powierzchownej słabości i wewnętrznej siły. Odkrywałem słodkość i poznawałem ukrytą nutkę goryczy.  Twoje stopy zdradzały, jak wiele przeszłaś w życiu, aby móc się tu znaleźć.

Seks. „Jeżeli chcemy żyć jak normalna para, musimy uprawiać seks” stwierdziłaś pewnego razu apodyktycznie, a ja odpowiedziałem, że przecież kochaliśmy się wielokrotnie. I że jesteśmy normalną parą, która do szczęścia potrzebuje tylko siebie…

„To tylko pieszczoty… Przyjemne, sprawiające satysfakcję, ale to tylko pieszczoty” tłumaczyłaś niecierpliwie, podczas gdy ja leżałem wtulony w Ciebie. Nagi, zakochany, wsłuchany w bicie Twego serca.

„Czym jest więc ten seks, jeśli nie pieszczotami?” pytałem zaczepnie, drażniąc palcem zesztywniały sutek.

„Seks jest połączeniem obojga kochanków” odpierałaś z wyczuwalną irytacją w głosie, podczas gdy nasze ciała pozostawały splecione ze sobą. Uśmiechałem się, a jednocześnie dumałem – czy moglibyśmy się jeszcze bardziej połączyć?

Miałaś jednak na to sposób. Rozwarłaś przede mną uda, przedstawiłaś swej najskrytszej tajemnicy. Nie ukrywam, jej ujawnienie wzbudziło we mnie nieznaną wcześniej fascynację.

Dłonie niecierpliwie powędrowały w dół Ciebie, odkrywając przede mną kolejny element kobiecego ciała.

Odnalazłem szlachetne linie wieńczące nogi z biodrami, trójkątny wzgórek, który nazywałaś łonowym. Poczułem pod opuszkami palców kępkę włosów, a poniżej niej największy sekret świata. Miejsce, w którym wszystko się zaczynało.

Nazywałaś ją cipką. Już sam dźwięk tego słowa, przyprawiał mnie o przyjemne mrowienie w różnych częściach ciała…

„Cipka” powtarzałaś raz za razem, tonem głosu właściwym wypowiadaniu rzeczy z zakresu sacrum.

„W cipce zaczyna się wszelkie życie”, „Jeśli jesteś moim mężczyzną, a ja mam być twoją kobietą, musisz włożyć członek do cipki”, „Tym jest właśnie seks. Wkładaniem członka do cipki”.

Tłumaczyłaś, a ja słuchałem tego cały rozgorączkowany i brakowało mi słów. Surowy, pierwotny, kuszący zapach intymności otumaniał moje zmysły. Penis prężył się dumnie, jakby dla tego jednego, jedynego momentu został stworzony. Dreszcze raz za razem przeszywały moje ciało.

Zachęcałaś mnie, wydawałaś rozkazy głosem nieznoszącym sprzeciwu. Zupełnie jakby nie chodziło o miłość, tylko o coś mroczniejszego, pełnego grozy.

„Musimy to zrobić!” stwierdziłaś z wyczuwalnym lękiem. Czyżbyś zapomniała, że z barwy Twego głosu potrafiłem rozpoznać co czujesz?

Zrozumiałem wtedy, że nie dążysz do miłości, lecz do zniszczenia. Chciałaś, abym Cię upokorzył, napełnił wstydem i poniżeniem. Tego zrobić nie mogłem.

Pokonałem pożądanie, odsunąłem się od Twojego ciała.

Zaczęłaś płakać, pragnąłem Cię przytulić, objąć, ucałować. Powiedzieć, że Cię kocham, ale mnie odtrąciłaś.

„Jesteś kaleką” krzyknęłaś i dałaś upust całemu gniewu, który tkwił przez lata ukryty gdzieś w głębi duszy. „Jesteś kaleką i do niczego się nie nadajesz”, „Nie jesteś nawet mężczyzną, nie jesteś nim nawet w połowie”, „Brzydzę się tobą, brzydzę się twoim dotykiem”.

Raniłaś mnie słowami. Sprawiałaś ból odrzuceniem. Płakałaś i krzyczałaś, a ja nic nie rozumiałem. Nie rozumiałem dlaczego chociaż tak bardzo Cię kochałem, sprawiałem Ci tak wielkie cierpienie.

„Nigdy więcej mnie nie dotykaj” wrzeszczałaś i szlochałaś na przemian.

Próbowałem się zbliżyć, lecz mi nie pozwalałaś. Nie ustąpiłem. Złapałem Cię z całych sił i przycisnąłem do siebie. Nie walczyłaś, skryłaś twarz pod moim ramieniem i dalej wylewałaś łzy. A ja czekałem cierpliwie, aż do mnie wrócisz. Aż odzyskam swoją Sanę…

„Jestem kaleką… Kaleką taką samą jak ty” szeptałaś opatulona ramieniem, gdy już zabrakło Ci łez.

I opowiedziałaś mi jeszcze jedną historię o Afryce. I o swoim domu, znajdującym się gdzieś w Nigerii, gdzie się urodziłaś i gdzie dorastałaś. Mówiłaś o szkole i swoich rówieśnikach, chłopcach i dziewczynkach. O wspólnych zabawach i o odtrąceniu. O wytykaniu Cię palcami przez inne dzieci. Nazywaniu brudną i nieczystą. O śmiechach i szykanach. I o powrotach do domu, które spędzałaś na opłakiwaniu doznanych upokorzeń.

Nie chciałaś pozostać wyrzutkiem.  Chciałaś zdjąć z siebie odium brudu i nieczystości. Prosiłaś i błagałaś mamę o pomoc. A ona tylko milczała. Ty jednak nie ustępowałaś… Nie dawałaś jej spokoju, dniem i nocą prosząc o coś, czego nawet nie rozumiałaś.

Twoje prośby spełniły się pewnego dnia, gdy zabrano Cię do domu starej kobiety. To, co zaszło w jej chacie, starałaś się później wyprzeć z pamięci. Jednak nie potrafiłaś. Nieustannie wracałaś w snach do tego momentu, gdy przytrzymywana przez inne kobiety, byłaś krojona tępą żyletką. I znowu krzyczałaś, znowu płakałaś i błagałaś, choć tym razem, aby przestały. Jednak one nie przestawały. Nie przestały, dopóki nie zostałaś obrzezana, a Twoje intymne wargi zaszyte. Krwawiłaś i cierpiałaś, dwa tygodnie leżałaś w łóżku, odzyskując siły po traumatycznym doznaniu. A gdy to się stało, gdy znów stanęłaś na nogi, wcale nie czułaś się czysta. Czułaś tylko, że odebrano ci coś ważnego, część siebie, której nigdy już nie odzyskasz…

„Przepraszam, przepraszam za wszystko” mówiłaś wciąż wtulona w moje ramię. „Nie jestem prawdziwą kobietą”, „Nie zasługuję na ciebie”.

A ja całowałem Cię w czoło i po tych Twoich długich lokach. I nie rozumiałem, dlaczego miałabyś nie być prawdziwą kobietą? I mówiłem, że Cię kocham… Że dla mnie jesteś całym światem… I że Cię nigdy nie wypuszczę z ramion…

A jednak pozwoliłem wrócić Ci do domu. Do Afryki. Musiałaś zmierzyć się z przeszłością, zostawić ją za sobą.

Obiecałaś wrócić najszybciej, jak to tylko będzie możliwe. Ja obiecałem czekać.

Mijały dni, potem tygodnie, następnie miesiące. Sanaa, od jak dawna Cię przy mnie nie ma?

A ja wciąż czekam, wciąż wierzę, że wrócisz do mnie, zapełnisz moją przestrzeń swoim prawdziwym śmiechem, dotykiem oraz zapachem. Zapachem Afryki…

 

 

„Dawid”, Michał Anioł

Ania – Dawid (69% Waszych głosów)

Dawid wesoło pogwizduje, przewracając skwierczące na patelni jajka. Potrzebował wielu godzin, żeby nauczyć się robić je dokładnie tak, jak ona lubi. Teraz jednak idealnie wyczuwa moment, kiedy białko jest ścięte, a żółtko jeszcze nie. Czuje się głupio dumny ze swojego małego sukcesu, uwielbia rozpieszczać Basię, przekonany, że ona zasługuje na znacznie więcej, niż potrafi jej dać.

Na bambusowej tacy stoi już dzbanek z sokiem pomarańczowym, szklanka, koszyczek ze świeżym pieczywem oraz wazon z bukietem przecudnie pachnących frezji,  które kupił w pobliskiej kwiaciarni. Zaraz dostawi dwie filiżanki aromatycznej kawy – może nieco banalnie z kapsułek, ale taka wciąż wychodzi mu najlepiej – i perfekcyjnie przyrządzone sadzone, a potem cichutko ruszy w stronę sypialni, uważając, by niczego nie rozlać ani nie przewrócić. Żywi nadzieję, że dziewczyna jeszcze śpi, chciałby zbudzić ją delikatnym całusem lub odgarnięciem z policzka jedwabiście miękkich loków.

Właśnie drobiazgi sprawiają, że powoli zaczyna wierzyć we własne szczęście. Zwyczajność: szum wody dochodzący z łazienki, skrzypienie podłogi pod ciężarem drugiej osoby, zapach cytrynowego żelu pod prysznic i tych soczystych, lekko gorzkich perfum, których najczęściej używa, a nawet niedosunięte krzesło czy buty niedbale porzucone w przedpokoju.

Przyjechała wczoraj wieczorem, jak zwykle tylko na weekend. Niecierpliwa i wygłodniała, szeptała, że ostatnio żyje wyłącznie ich spotkaniami, pomiędzy nimi jedynie tęskniąc i czekając. Ucieszył się, bo ma tak samo, choć wieczorne rozmowy telefoniczne zagłuszają lęki. Drżący, melodyjny głos koi; ciepły i wysoki poprawia nastrój, szczególnie, gdy z zapałem przyspiesza i słychać w nim radość; zachrypnięty i obniżony burzy krew. Łatwo odczytać nastroje Basi. Nawet smutek, który próbuje ukryć pod ostentacyjnym entuzjazmem, nie panując jednak w pełni nad oddechem i minimalnie dłuższymi pauzami. Gdyby nie znał kochanki równie dobrze, może dałby się oszukać.

Już na peronie obściskała go i wycałowała, wprawiając w osłupienie. Zapach wyprzedził ją o kilka kroków, podobnie wesołe postukiwanie obcasów, coraz szybsze i szybsze. Sam mimowolnie rozłożył ramiona, pozwalając dziewczynie wpaść w nie z zaskakującą, jak na drobną istotkę, gwałtownością, w taksówce przygarnął mocno, z ulgą przyjmując na piersi ciężar głowy i drażniące łaskotanie elektryzujących się włosów na szyi.

Chłodna dłoń wędrująca w górę uda wprawiła Dawida w osłupienie, ale przecież po tej figlarnej zakrętce powinien spodziewać się wszystkiego. Powstrzymał ją, nakrywając własną i dociskając władczo, a wtedy druga musnęła delikatnie policzek. Na szczęście kurs nie trwał długo. Za zamkniętymi drzwiami nie musieli się już powstrzymywać. Nie chcieli. Żadne z nich.

Strasznie niezdarnie wyszło zdejmowanie butów i płaszczy, przy jednoczesnym nadrabianiu straconego czasu. Plątały się ręce, nogi, języki, były westchnienia i piski, coś potrącili, zabrzęczał metal uderzający o podłogę, z głuchym trzaskiem upadła wypuszczona niechcący torebka, odbijali się od jednej ściany i od drugiej. Ciepło bijące od kochanki oszałamiało, miękkość, krągłości, gładkość skóry, mieszanka naturalnych i sztucznych zapachów, smak miętówki w ustach i wiśniowej pomadki na ustach, tworzące niepowtarzalne zestawienie. Jest pewien, że zapamięta na zawsze właśnie tę chwilę i te wrażenia, choć przecież tak krótkie i ulotne.

Kiedy włożył ręce pod bluzkę i sięgnął ku haftkom stanika, pociągnęła go do sypialni. Wystarczyły dwie wizyty, żeby poczuła się jak u siebie, niczym kotka wpuszczona za próg, momentalnie przywłaszczająca przestrzeń, ocierająca o meble i zaglądająca w każdy kąt, przez kilka pierwszych chwil ostrożna, a po upewnieniu się, że nigdzie nie ma najmniejszego śladu konkurencji, szybko wprowadzająca własne porządki.

Nie miałby nic przeciwko pierwszej rundce właśnie tam, na stojąco. Uniósłby kochankę, oparł o drzwi wejściowe i wbiłby gwałtownie w czekające tylko na to wnętrze, ściągnąwszy lub rozdarłszy uprzednio rajstopy. Nigdy tego nie robił, nie pragnął nawet szybkich numerków, dziwnych miejsc, kobiet moczących majtki na samą myśl o nim, ale świadomość rodzących się możliwości, uskrzydlała. Spróbują, nie tym razem to innym. Mają czas.

Opadli na łóżko, popchnęła go lekko. Poddał się, pozwolił poprowadzić. Zdecydowanie woli być górą, czuć kruchość Basi, mieć władzę nad kochanką: ciałem i reakcjami; ale w tamtym momencie wiedział, że chodzi bardziej o głód bliskości, sycenie się sobą, niż dążenie do jakiegokolwiek celu, bo przecież każda rozłąka trwa zbyt długo…

Całowała na przemian drapieżnie i czule, muskając tylko wargi, skubiąc je własnymi i wdzierając się głęboko językiem, drażniąc nim podniebienie, smakując. Dłonie błądziły chaotycznie, wszystkie cztery, po ubraniu i pod, wplątując we włosy, chwytając za kark, przyciągając bliżej. Nogi splatały się i rozplatały. Rozkosznie było czuć bujne półkule piersi  przylegające szczelnie do torsu, brzuch i biodra ocierające się rytmicznie o podbrzusze w niewysłowionym pragnieniu. Niejeden oddałby rękę czy nogę, żeby choć przez chwilę poczuć taką wijącą się chuć we własnych ramionach, kobiece pożądanie nie znające granic, bezwstydnie obnażone. Podarowane.

Miał wrażenie, że temperatura w pokoju wzrosła o kilka stopni, powietrze zgęstniało od aromatu perfum i przedzierającego się przez warstwy ubrań zapachu kobiety. Nie chciał się powstrzymywać, panować nad sobą. Być może nieco zbyt mocno, zbyt gwałtownie, chwycił za włosy, bo aż pisnęła. Drugą dłonią ścisnął sprężysty pośladek. Potrzebował bliskości, cielesności, namacalnych dowodów, że jest prawdziwa, realna, że nie wymyślił jej sobie. Zgniótł usta niesmakujące już wiśniami, a bardziej nią, tą prawdziwą, wytrawną, ukrytą pod niezliczonymi warstwami drobnych oszustw. Miękkie, soczyste, przypominały egzotyczny owoc. Nigdy by się nim nie nasycił. Słonawa, metaliczna nutka powstrzymała agresywne zapędy. Zwolnił uścisk, stonował pocałunki, ale ona znów zadziwiła, domagając się więcej, wtulając mocniej, wbijając długie paznokcie w czubek głowy. Tak, uwielbiała powtarzać, że nie jest z porcelany, nie roztrzaska się na tysiące, maleńkich kawałków. Siniaki zajdą, zadrapania zagoją, a co przeżyje to jej.

Nie pamięta szczegółów, tylko urywki, emocje, doznania, fragmenty szeptów i westchnień, najsłodsze obietnice i prośby, którym nie sposób odmówić. Rozbierali się długo, powoli i chaotycznie, zrzucając coraz bardziej denerwujące bariery. Najpierw ten przeklęty drapiący sweter – poprosi później, żeby nie zakładała go więcej – następnie spodnie, spódnicę, bluzkę, stanik… aż zostali całkiem nadzy, skóra do skóry.

Dawida ciągle zadziwia gładkość, nie aksamitna czy satynowa, nieprzypominająca szkła ani marmuru, raczej specyficzny rodzaj silikonu, po którym palce suną bez większego oporu, ale nie równie płynnie, co po nieskazitelnej, wyszlifowanej powierzchni posągów. Nieco inna na udach, nieco inna na placach, zaburzona w kilku miejscach krostkami wrastających włosów i podłużnymi, wystającymi bliznami, możliwymi do wyczucia jedynie przy wielkim skupieniu. Nigdy o nie nie pytał, choć chciałby poznać historię ciała, które raz za razem jest mu ofiarowywane. Miękkiego, plastycznego, poddającego się łatwo, dostosowującego do zachcianek oraz kaprysów, posłusznego, zdrowego, tryskającego energią, o poranku pachnącego solonym karmelem lub gotującym się mlekiem.

Pojawiła się nagle, przyszła znikąd i każdego dnia modlił się, żeby została, nie rozpłynęła we mgle niczym mara senna, fantazja zrodzona z najodważniejszych pragnień, tak skrytych, że niemożliwych do ubrania w słowa. Miała się nie stać, nigdy nie przydarzyć, ominąć z daleka, a jednak szalony chochlik zetknął ich i dał nadzieję na więcej, niż wolno było mu oczekiwać. Jest tu. Śpi.

Nagą pieścił, dotykał, badał, poznawał na nowo zakamarek po zakamarku, każdą fałdkę i każde wklęśnięcie; ustami, językiem, palcami, całą dłonią. Czytał ją. Na twarzy skupiając tylko trochę dłużej, równie poważnie traktując drobne stopy czy szczelnie przylegające do głowy, sztywne małżowiny o dużych i bardzo wrażliwych płatkach, w sam raz do przygryzania. Apetycznych. W tajemniczy sposób kojarzących się z rozkosznie miękkimi, choć pomarszczonymi fałdkami na dole. Sama nazwała je kiedyś kogucim grzebieniem, bo spod pulchnych, jędrnych warg większych, szczelnie zetkniętych, zanim podniecenie otworzy drogę dalej, wystają jedynie wiotkie, mięciutkie falbanki tworzące kilka drobnych wzniesień, unoszących się i opadających po łuku, niczym wystający ze szczeliny czubek zdobnego wachlarza. Bawi się czasem nimi, trącając z prawej na lewo i z powrotem, mógłby tak godzinami, ale zwykle kochanka ponagla, żeby przeszedł dalej, poszukał wrażliwszych miejsc, dających nie tylko przyjemność, ale i rozkosz. Dalej, niekoniecznie głębiej.

Rzadko chce poczuć palce w sobie, najczęściej tylko po to, by zaczerpnąć więcej wilgoci, do rozsmarowania wszędzie wokół. Woli łagodne kółka zataczane na twardniejącej gwałtownie żyłce, schowanej w złączeniu pulchnych warg lub przesuwanie tych miękkich poduszeczek między położonymi wzdłuż palcami, tak żeby stłumiona pieszczota mogła trwać znacznie dłużej. Drży, wije się, zaciska uda, utrudniając wszelkie manewry, ale przede wszystkim krzyczy, śmiało wyrażając ekstazę. Za każdym razem jest wdzięczny, że dzieli się swoją rozkoszą, pozwala prowadzić na szczyt i nie krępuje prosić, wręcz żądać, żeby usłużył, jak tylko potrafi.

Tym razem odkładał jednak spełnienie, omijając miejsca szczególnie wrażliwe, ignorując własną erekcję, od pewnego momentu bolesną, wręcz uciążliwą. Czuł się pełny, naładowany, jakby organizm tylko czekał na pozwolenie, by trysnąć, zalać spermą kochankę, od stóp po czubek głowy, co tylko się da. Mimo wszystko nie ustawał w wysiłkach, by najpierw nasycić inny głód, równie fizyczny i dotkliwy, ale trudniejszy do nazwania. Chciałby zostać kanibalem, pożreć ją, nasycić, wchłonąć w siebie.

Gdy prężyła się, chcąc odwdzięczyć tym samym, całować, przygryzać, zachłannymi dłońmi przywłaszczać całe partie ciała, instynktownie utrudniał, obezwładniał, ogarniał ramionami i wciskał w materac, demonstrując własną przewagę, siłę fizyczną i siłę pragnienia. Była branką, zdobyczą, zupełnie niezasłużoną nagrodą. I cieszył się nią… tak po prostu…

Drobna, miękka zdawała się w pełni zdana na jego łaskę, a jednak nadal zaciskał dłonie, nadal miażdżył, z każdą chwilą potrzebując więcej i więcej. Sam nie wie, kiedy zaczął się ocierać, członkiem przesuwając po wzgórku łonowym, po wargach, między nimi. Obrócił ją, ustawił na klęczkach, z głową wtuloną w poduszkę, robiąc dokładnie to samo, ale od tyłu, wśród jęków i błagań kobiety, pod naporem jej pośladków kręcących się zalotnie, próbujących bez użycia rąk znaleźć ten jeden jedyny kąt, to ustawienie, które pozwoli złączyć się choć na chwilę.

W akcie niezrozumiałego masochizmu, chwycił krągłe, sprężyste biodra, mocno zaciskając palce, odwlekając chwilę zespolenia, utrudniając. Ależ ze środka bił żar! Ileż rozpościerało się śliskiej wilgoci o nieco kwaśnym zapachu mokrego torfu! Jak przemożna ciągnęła go siła, głęboko zakorzeniona potrzeba, żeby zagłębić się, choć troszeczkę! Chociaż koniuszek!

Penis, jednocześnie najwrażliwszy i zupełnie niewrażliwy, odbierał przyleganie, gładkość skóry, tarcie przyjemne, acz niewystarczające, nie rozpoznając jednak krajobrazów, pełzając po omacku, trąc uparcie na oślep, zachęcony drżeniem i przybierającymi na sile jękami kochanki. To dłonie mówiły więcej, odczytując każdy ruch, każde napięcie mięśni, podpowiadając, że sięgnęła między własne uda, chcąc przyspieszyć spełnienie.

Zacisnął zęby, żeby nie ulec pokusie, już na skraju… już prawie… zdeterminowany… zwierzęcy… skupiony na cieple rozlewającym się od podbrzusza, aż po czubek głowy, koniuszki palców… kiedy usłyszał krzyk, pierwotne, dzikie wezwanie, napinające każdy nerw. Kochanka zadrżała, raz, drugi, jej ciało rytmicznie napinało się i rozluźniało, targane konwulsjami najpiękniejszej agonii, urywany oddech spłycał się i uspakajał, ale zanim zmęczona opadła na poduszki, wbił się. Do końca. Jednym ruchem.

Doskonale pamięta ulgę i dziwną pewność, że właśnie znalazł się na odpowiednim miejscu, jakby ostatni element układanki wskoczył w lukę, która podobno była nie do zapełnienia. Świat nagle skurczył się do doznań płynących z tysięcy zakończeń nerwowych znajdujących się na czubku penisa, po to tylko, by zaraz eksplodować. Wśród fajerwerków wybuchających w głowie, przez ułamek sekundy, wydawało mu się, że wreszcie ją widzi, choć nigdy nic nie zobaczył na własne oczy, niewidomy od urodzenia.

Utwory chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autorów zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je nam ze strony: https://najlepszaerotyka.com.pl/dolacz-do-nas/. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Erotyka kontra literatura własnymi drogami idąca. Błądząca. Ale kiedyś może przestanie błądzić. Może wzejdzie na wysokości.
Więc czekając, aż literatura skończy etap poszukiwania dróg, zagłosuję na erotykę. Ale dalej będę śledził, jak się literatura potyka błądząc. Ciekawość mnie zżera, co będzie, gdzie dojdzie, co odkryje i pokaże.

Co roku w moim mieście odbywa się pewna impreza kulturalna, wieczorki poetyckie i teatralne. Trwa to 3-4 dni i w ostatnim dniu występują utalentowani i samodzielni twórcy. Odnoszę wrażenie że większość twórców to szukające poklasku, rozerotyzowane nastolatki piszące o swych kompleksach. Zapamiętałem jeden tekst, powalił mnie, szło to mniej więcej tak: „Jesteś pierwszy, pieprz mnie delikatniej.” Powalał tym bardziej że był jak uderzenie młota po raczej kiepskim wprowadzeniu.

Tutaj mamy historię dwóch facetów, jeden nie rozumie religii w której się niby wychował a drugi godzinami uczył się smażyć jajka. Cóż … czyżby historie wyjęte żywcem z życia młodego pokolenia ?

Mój głos ma drugie opowiadanie, za kotkę :). To filuterne porównanie bardzo przypadło mi do gustu.

Mój głos na „Zapach Afryki”. Może za wplecenie aktualnych odniesień do wątku erotycznego? Może za docenienie erotycznej roli stóp? Może za to, ze przeczytałem z większym napięciem, czekając na puentę? Jedyny dysonans to upodobanie bohatera do słowa „cipka”, które ma go szczególnie pobudzać. Dla mnie to określenie łączące wulgarność ze zdrobnieniem. Ale „de gustibus”… Głos na Afrykę.

Przede wszystkim dziękuję wszystkim głosującym 🙂
Cieszę się, że mój tekst przypadł komuś do gustu… choćby częściowo.

Radosky miał świetny pomysł, choć odrobinkę niedopracowany. Mnie osobiście nie przekonał – przede wszystkim ze względu na „nieżyciowość” głównego bohatera. W swojej miniaturce starałam się pokazać normalność niewidomego mężczyzny. Ostatecznie widzący i niewidzący odbierają ten sam świat, tylko odrobinę inaczej. Może jednym łatwiej przychodzi smażenie jajek lub robienie zakupów, ale to jeszcze nie powód, żeby osoby niepełnosprawne uważać za diametralnie inne. W jakimś sensie widzę tu echo wygodnego postrzegania ich jako aseksualnych. Szkoda, bo potencjał był znaczny…

Gratuluję Aniu dobrego opowiadania i zdecydowanego zwycięstwa. A także dziękuję za możliwość stoczenia pojedynku – to bardzo interesujące i rozwijające doświadczenie. Polecam każdemu 😉

Już moje wstępne założenie było takie, aby nieco poeksperymentować ze słowem pisanym. Od jakiegoś czasu nosiłem się zamiarem napisania czegoś w formie narracji drugoosobowej i o to nadarzyła się wyśmienita ku temu sposobność. Musiałem spróbować…
Wiedziałem też, że bohater, będzie niewidomy, ale też zadawałem sobie pytanie – co ja właściwie wiem, o osobach niewidzących? Niewątpliwie, byłem i zapewne nadal jestem w tej kwestii ignorantem(może już troszkę mniejszym). Czasu miałem mało, w swoim stylu sięgnąłem więc do źródeł na ten temat i zacząłem się dokształcać.
Istnieją duże różnice w odbiorze świata zewnętrznego przez osoby niewidome od urodzenia i przez te, które utraciły wzrok w pewnym etapie życia. Zainteresowałem się tą pierwszą grupą. Do niej należy też mój bohater.

Moje początkowe założenie było przeciwstawne do założenia Ani – osoby niewidome zupełnie inaczej odbierają świat zewnętrzny i spotykają się z problemami dla nas trudnymi do wyobrażenia. Np. Śnią, ale zamiast widzieć obraz tylko słyszą głosy… Każde, nawet najkrótsze wyjście na dwór muszą starannie planować…
Jak niewidzący spostrzega drugiego człowieka, jeśli go nigdy nie widział? Ciężko dotykiem zbadać dokładnie ludzkie ciało, toteż często uczą się kształtu na podstawie figurek…

Podjąłem więc próbę przedstawienia świata niewidzącego, nie tylko jeśli chodzi o treść, ale także formę opowiadania. Różnych epizodów, które zapadły w pamięć bohaterowi i które przypomina swojej ukochanej… Aby zrozumieć…
Trochę zabrakło mi czasu, byłoby dobrze gdyby opowiadanie poleżało z tydzień, a ja mógłbym do niego wrócić i wprowadzić poprawki. Być może też nieco zabrakło mi miejsca, aby uczynić przedstawioną historię bardziej zwartą…

Również dziękuję za pojedynek 🙂

Wiesz, ja bywam tym bardziej krytyczna, im mniej danemu tekstowi brakuje do doskonałości. Wystarczyłoby kilka poprawek i nie miałabym z Tobą najmniejszych szans. Bez względu na to, że narracja jest pierwszo- a nie drugoosobowa 😉

Już w pierwszym akapicie mamy jakieś problemy stylistyczne, dalej źle użyte cudzysłowy i kilka słabszych miejsc, ale potencjał w historii jest ogromny. Nie planowałam, ale chyba jednak nie powstrzymam się przed wytknięciem kilku rzeczy:
– jak okrutnym zwyczajem nie byłoby obrzezanie, raczej osób mu poddanych nie uznaje się za niepełnosprawne – kalectwo, mimo wszystko, wydaje się tu jednak trafniejszym określeniem;
– bohaterka przeczy samej sobie (tak wiem, niektórzy twierdzą, że kobiety to istne kłębowisko sprzeczności), raz twierdząc, że on jako jedyny poznaje świat takim, jakim jest naprawdę, raz twierdząc, że Afrykę można poznać tylko ujrzawszy ją na własne oczy – dużo lepszy efekt uzyskałbyś bez podobnych sprzeczności;
– ludzie dążą zwykle do bliskości fizycznej i dotyku, niewidomi tym bardziej, bo w ten sposób poznają świat, lęk przed dotknięciem piersi i granie na zwłokę wydaje się tu irracjonalne, nie ma też powodu, dla którego bohater miałby nie wiedzieć czym są piersi, zapewne wiele razy w życiu przytulał matkę/siostrę/ciocię i nawet nie mając wcześniej kochanki, powinien mieć na ten temat jakieś zdanie;
– coś tam szwankuje z realiami obrzezania – dzieci, nawet w Afryce, nie rozprawiają o „nieczystości”, ten problem pojawia się dopiero w wieku dorastania, kiedy wychodzi temat zamążpójścia, dziewczynki zwykle są obrzezane w bardzo młodym wieku, rzeczywiście często tępymi, zardzewiałymi żyletkami, tyle, że bynajmniej nie lądują później w łóżku, raczej zostawia się je na jakimś prowizorycznym posłaniu poza wioską, żeby nie straszyć innych… zakażenia, gorączka, bóle, krzyki są na porządku dziennym – ten zwyczaj niestety nie tylko odbiera kobietom sporą część seksualnej przyjemności, ale też zbiera krwawe żniwo.

Pozdrawiam

Ania

Nigdy nie krępuj się Anno, zawsze wytykaj mi potknięcia, błędy, dziel się uwagami…
To dla mnie ważne, aby móc zrozumieć w jaki sposób czytelnicy odbierają moje teksty, co zrobiłem dobrze, a co źle. To główny powód dla którego publikuję swoje opowiadania na internecie, a nie chowam ich po szufladach(folderach).

Staram się pisać teksty tak, aby można było je różnie interpretować. Przedstawię więc swoje zdanie odnośnie Twoich spostrzeżeń:
1. Bohater nie uznawał, Sany za niepełnosprawną, ani za kalekę. To ona sama się za takową uważała. Wiele osób ma rozmaite problemy ze sobą, wyolbrzymiają, wręcz skupiają się na własnych wadach, są przewrażliwione na opinie innych ludzi, wpadają w kompleksy, urojenia.
Tak wiem, na początku jest napisane że „łączyła nas niepełnosprawność” – ale czy na pewno chodzi tu o niedoskonałości fizyczne? Może jednak o te mające podłoże psychiczne? Dalej jest napisane o „demonach” które gnębić mają dziewczynę i opisany nieco skrzywiony sposób postrzegania świata(porównanie ludzi do termitów).

2. Rzeczywiście masz rację, wyszła mi sprzeczność. Być może mogłem napisać, że prawdziwe poznanie niewidomego bohatera dotyczy innych ludzi, a nie całego „świata”.

3. Przytulić matkę, to nie to samo co dotknąć nagich piersi. Pierwsze kontakty erotyczne często wywołują obawy, lęk – wiele zależy od osobowości i nastawienia danej osoby. Taki też był mój cel – ukazać nie doświadczonego chłopaka, mężczyznę, który trochę może i chce, ale też trochę się boi i mówi o tym.

4. Opisany moment, w którym dokonuje się obrzezania jest jak najbardziej prawdziwy. Pisałem go mając w pamięci wywiad z Somalijką, która uciekła do Europy. Wywarł na mnie duże wrażenie, toteż go zapamiętałem. I ona właśnie opowiadała o tym, jak to dzieci w szkole gnębiły ją z tego powodu, że jest nieczysta (w wieku 7-8 lat!) i jak potem płakała w domu aby pozbyć się tego „brzemienia”.
Dzieci odzwierciedlają zachowanie dorosłych, więc gdy im rodzice tłumaczyli, że tylko obrzezana dziewczynka jest czysta, to szykanowali pozostałe. Ot, takie okrutne dziecięce zabawy…

Pozdrawiam
R.

Hmmm… właśnie sęk w tym, że takie duperele jak „łączyła nas niepełnosprawność” znacznie zmieniają odbiór tekstu. Inny dobór słów wiele by zmienił 🙂
Rozumiem też oczywiście, że kontakt z piersiami kochanki to coś zupełnie innego niż kontakt z piersiami krewnych i przyjaciółek, ale z tekstu wynika, że kiedy zachęcała go do dotyku, byli już ze sobą blisko – widać nie podkreśliłeś wystarczająco kolejności zdarzeń. Wyszedł Ci nie tyle nieśmiały chłopczyk, co generalnie nieuświadomiony, nie mający pojęcia czym kobiety różnią się od mężczyzn i co obie płcie ciągnie do siebie nawzajem. Tak się składa, że mam sporo do czynienia z osobami niewidomymi i podobne postawienie sprawy mnie irytuje. Szczególnie osoby ślepe od urodzenia potrafią zaimponować swoją samodzielnością i wiedzą o świecie.

Mimo wszystkich niedociągnięć, jedna rzecz wyszła Ci znakomicie: traktowanie partnerki jak cudu. To jest chyba coś, co łączy wszystkich niepełnosprawnych: rzeczy, które nam wydają się oczywiste, dla nich są wyjątkowe. Większość pełnosprawnych uważa związki za coś oczywistego, co należy im się jak psu buda, przez co nie doceniają relacji i nie starają się o nie. Osoby niepełnosprawne natomiast często są przeświadczone, że miłość czy intymność mogą im się nigdy nie przydarzyć, nawet jeśli ich niepełnosprawność jest nieznaczna i nierzucająca się w oczy. Dzięki temu, będąc już w związku dają coś niesamowitego, bezcennego, w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy i nie doceniając tego, co mają do zaoferowania.

Co miałem napisać o tekście, napisałem powyżej, każdy czytelnik zinterpretuje miniaturkę po swojemu.

Cóż Aniu… Do następnej bitwy, bądź pojedynku 😉

Napisz komentarz