Pani Dwóch Krajów XCI-XCV (Nefer)  3.31/5 (14)

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 88 minut/-y    

Sir Edward Poynter, “Adoracja Ra”

Niniejsza część przygód Nefera jest trzecią z opublikowanych 16 października. Wcześniejsze części znajdziecie poniżej.

XCI

Mistrz Serpa zachowywał milczenie dopóki nie opuścili murów świątyni Tota, dopiero wtedy uznał za stosowne wyrazić swoje wątpliwości.

– Neferze, te obietnice które dałeś Ahoresowi… Jest moim przyjacielem i nie chciałbym, byś daremnie rozbudzał jego nadzieje. Wierzę, oczywiście, w boską moc naszej Pani, Królowej Amaktaris, sam widzę, że swoją obecnością w szpitalu potrafi czynić cuda, ale nigdy dotąd nie polegały one na przywróceniu komuś wzroku. Musisz mieć na myśli coś innego. Twoja żona, Ana, zajmuje się chorobami oczu, ale przecież nikt nie zdoła sprawić, by ktoś ślepy od lat ujrzał na nowo światło Amona – Ra.

– I tu się mylisz, panie. Ana potrafi uczynić coś takiego przy pomocy igieł oraz swoich zręcznych dłoni. Nie zawsze, ale jednak często. Sam to widziałem, widziałem ślepców, których przyprowadzano do niej w Abydos, a potem odchodzili bez niczyjej pomocy, błogosławiąc Anę i jej sztukę.

– I myślisz, że tym razem także się uda?

– Nie mogę być pewny, twój przyjaciel oślepł jednak już wiele lat temu, a jego oczy lśnią charakterystycznym blaskiem… Właśnie takich chorych Ana potrafi uleczyć najczęściej[1]. Muszę co prawda przyznać, że odzyskanego wzroku nie zachowują na długo i nie jest on tak dobry jak dawniej… Po pewnym czasie znowu go tracą… Ale tego nie kryłem przed Ahoresem, nie próbowałem oszukiwać czcigodnego starca…

– I tak dałbyś mu wielkie szczęście i radość, gdyby mógł znowu widzieć, choćby przez krótki czas. Sam to powiedział… Gdyby się udało, ja również byłbym ci bardzo wdzięczny.

– Cała wdzięczność należałaby się Anie, jeżeli oczywiście zdoła pomóc twojemu przyjacielowi.

– Oczywiście. Czy możesz zdradzić, w jaki sposób posiadła tę zdumiewającą umiejętność i dlaczego nie jest z niej słynna w całym Kraju?

– Choroby oczu interesują ją od dawna, a tego sposobu nie wyczytała w starych zwojach, ani też nie nauczyli ją żadni mistrzowie. Sama go odkryła… I ludzie znają ją w Abydos oraz w sąsiednich okręgach. Nie wszyscy uzdrowiciele oraz zwierzchnicy świątynnych szpitali okazują jednak równą twojej życzliwość, panie. W Abydos znaleźli się tacy, których drażnią odkrycia Any i jej podejście do sztuki uzdrawiania. Mówią, że sztuka ta została przekazana przez bogów i zawarta jest cała w papirusach, które przechowują w świątyniach. Nie pragną szukać nowych metod, nie podobają się im badania Any i utrudniają je na wszelkie sposoby. Zawsze odmawiali jej potrzebnych na to środków, tym bardziej nie zależało im na rozgłaszaniu sukcesów.

– Rozumiem… Wiem, że bywa i tak… Twoja żona posiada doprawdy niezwykłe talenty, które nie powinny się marnować. Gdyby zdecydowała się pozostać w stolicy, nasza Pani z pewnością zapewniłaby jej wszystko, czego mogłaby potrzebować. Sam bym o to prosił, a zresztą Amaktaris interesuje się żywo uzdrawianiem.

– Najjaśniejsza Królowa zechciała już wesprzeć szpital w Abydos oraz badania Any podczas swego pobytu w tym mieście.

– Żadna z nich nic o tym nie mówiła, ale i tak twoja żona znalazłaby najlepsze możliwe warunki w pałacowym szpitalu.

– Najpierw musi uzdrowić twego przyjaciela.

– Po twoich słowach mam szczerą nadzieję, że zdoła to uczynić. Dlaczego chcesz jednak przypisać całą zasługę boskiej mocy Najwspanialszej? Dobrze wiesz, że nasza Pani nigdy nie wyciąga ręki ani po cudzą chwałę, ani po nienależną wdzięczność.

– Wybacz, panie, to drobne oszustwo. Chodzi właśnie o wdzięczność Ahoresa. To bardzo ważne, aby jak najszybciej przeprowadził swoje obliczenia. Nawet jeżeli Anie się powiedzie, jego wzrok nie stanie się doskonały, a zadanie, które czeka twego przyjaciela, jest trudne. Pomogę, na ile zdołam, ale i tak będzie musiał postarać się ze wszystkich sił… I jeszcze jedno… Wiem, że mu ufasz, mistrzu, ale ta sprawa dotyczy losu Tronu i całego Kraju, a także życia Irias i może wielu innych… Wybacz, ale muszę mieć pewność, aby potem przedstawić moje domysły Najjaśniejszej i przekonać Ją do podjęcia pewnych działań…Wdzięczność Ahoresa wobec Bogini za przywrócenie wzroku wzmocni tę pewność…

– Tylko co na to twoja żona?

– Nie wiem… Spróbuję z nią porozmawiać.

– To wszystko, o czym mówiliście w świątyni, zasłonięcie oblicza Amona – Ra i nadejście ciemności… To zdumiewające, ale mój przyjaciel nie wydawał się zdziwiony. Wiem, że kiedyś badał ruchy gwiazd z wielkim oddaniem i posiadł ogromną wiedzę, powinienem wierzyć jego słowom. Skąd jednak ty o tym wiesz? Czy słoneczny blask powróci – na co mam nadzieję, wspominając twoje porównanie do tarczy srebrzystego Tota? I jaki to ma związek z porwaniem Irias?

– Amon-Ra powróci po pewnym, nawet niezbyt długim czasie. Tak przynajmniej sądzę, ale twój przyjaciel powinien dać nam pewność. Coś takiego wydarzyło się już kiedyś i wspominają o tym stare zwoje, chociaż niezbyt jasno. Reszty sam się domyśliłem. Wszystko, co nastąpiło dotąd w sprawie porwania Irias wskazuje, że Heparis i inni wiedzą o tym nadejściu ciemności i zamierzają to wykorzystać, podstępnie i okrutnie. W żaden inny sposób nie potrafię zrozumieć ich postępowania. Nie chcę jednak niepokoić przed czasem naszej Pani, a i ciebie, mistrzu, proszę o to samo. Może się jednak mylę, a moje przypuszczenia są doprawdy potworne i mogłyby wpłynąć na Jej osąd sytuacji. Muszę mieć pewność. Poprzyj tylko prośbę o jak najszybsze sprowadzenie do pałacu Ahoresa, zresztą najlepiej sam ją przedstaw, a potem zajmij się wszystkim. Jesteś jego przyjacielem i on ci zaufa.

– Ja z kolei ufam tobie, Neferze. Chodźmy bez zwłoki poszukać Królowej, powinna nadal przebywać w szpitalu. Ostatnio spędza tam bardzo wiele czasu.

Istotnie, Amaktaris zastali w jednej z bocznych sal, pogrążoną w ożywionej dyskusji z mistrzem Sentotem oraz Aną nad sposobem leczenia któregoś z chorych. Nefer pomyślał, że w obecnej sytuacji Władczyni powinna raczej czuwać nad sprawami państwa albo odwiedzać żołnierzy w ich obozach, po chwili zrozumiał jednak, że to i tak nic by nie dało, a Najjaśniejsza może rzeczywiście znajduje tu rodzaj wytchnienia. W obecności mistrza Sentota, któremu wprawdzie ufał, ale nie chciał wprowadzać go w najtajniejsze sprawy bez zezwolenia Królowej, pozostawił wyłożenie prośby Mistrzowi uzdrowicielowi. Z Aną i tak zamierzał porozmawiać na osobności, kwestia była bowiem bardzo delikatna. Tak jak przypuszczał, Amaktaris bez trudu, ale i bez większego zainteresowania zgodziła się sprowadzić do pałacu oraz ugościć starego, ślepego przyjaciela zwierzchnika szpitala. Zezwoliła na wysłanie lektyki i stosownej eskorty. Mistrz podziękował, spojrzał znacząco na Nefera i ruszył, by niezwłocznie wszystko zorganizować. Sam kapłan pozostał, szukając okazji dyskretnej rozmowy z żoną. Ana okazała się jednak bardzo zajęta i przez dłuższy czas towarzyszył po prostu obydwu uzdrowicielkom, przyglądając się ich pracy. Zdawały się okazywać sobie wzajemnie szacunek dla posiadanej wiedzy oraz umiejętności, mógł on jednak ukrywać tajemne napięcie. Raz czy drugi wykonał wydane odruchowo proste polecenie którejś z kobiet. Amaktaris oświadczyła wreszcie, że wzywają Ją inne obowiązki, po czym opuściła szpital. Ana także postanowiła odpocząć i korzystając z obecności męża spożyć wspólny posiłek we własnej rezydencji. Na jego miejsce Nefer zaproponował taras, zapewniający pewną dyskrecję.

– Co się stało, mężu, że tak gorliwie pomagałeś dzisiaj w naszej pracy? Zwykle unikałeś szpitala. Czyżbyś spodziewał się ujrzeć jakieś tarcia pomiędzy mną a Królową Amaktaris i sprawiłoby ci to przyjemność?

– O nie, Ano. Pewien przyjaciel, który już nie żyje, ale zdążył poznać tak ciebie, jak i Królową, nazwał was obie lwicami i miał w tym rację. Sam polował na lwy i dobrze wiedział, że to właśnie lwice są najgroźniejsze oraz nigdy nie oddają bez walki tego, co zdobędą.

– Rozumiem, że nazwanie mnie lwicą i porównanie z Boginią ma stanowić coś w rodzaju komplementu. – Uśmiechnęła się.

– O tak. Ale miejsce pomiędzy dwiema lwicami wcale nie jest godne pozazdroszczenia.

– Myślę, że może jednak stać się źródłem męskiej dumy, czyż nie? Słyszałam już zresztą, że brałeś udział w polowaniu i całkiem dobrze się spisałeś. Otrzymałeś nawet naszyjnik zabójcy lwów. Czy to nie lwicę wówczas ubiłeś?

– To nie do końca prawda, zadałem pierwszy cios, ale na to trofeum właściwie nie zasłużyłem. Nie jestem żadnym zabójcą, a już na pewno nie lwic.

– Czyżby? Jeżeli nawet pominiemy to zwierzę, które zaatakowało Królową i należało je powalić, to zabiłeś też inną lwicę. Znacznie bardziej podstępną i niebezpieczną, która zresztą także zagroziła naszej Pani, Amaktaris Wspaniałej.

– Skoro wiesz tak dużo, to powinnaś też wiedzieć, że nigdy nie uczyniłem niczego sam.

– Ale uczyniłeś również o wiele, wiele więcej, nie tylko przy pomocy oszczepu… I po tym wszystkim, Ona posłała cię na Plac Śmierci… Jak możesz nadal Jej służyć, a zwłaszcza jak możesz nadal Ją kochać?

– Nic na to nie poradzę, Ano. Taki mój los, że kocham lwice. A prawdziwe lwice mają zawsze ostre pazury… Ty także…

– Tak, jesteś jaki jesteś… I za to ja z kolei kocham ciebie, Ona pewnie także… I nosisz ślady naszych pazurów, to także prawda… Nie odpowiedziałeś jednak na pytanie, co sprowadziło cię do szpitala?

– Chciałem o czymś porozmawiać, a właściwie, o coś cię prosić.

– O cóż takiego?

– Mistrz Serpa ma przyjaciela, który przybędzie dziś do pałacu. To starzec, od dawna ślepy. Wiem, że wielu takim ludziom potrafisz przywrócić wzrok. Czy zechciałabyś spróbować i w jego przypadku?

– Nie wiem, czy zdołam. Nie każdemu można pomóc, nie zawsze wszystko się udaje, a i tak odzyskują wzrok tylko na miesiąc lub dwa.

– Wiem o tym, mistrz Serpa i jego przyjaciel, Ahores, także. Ale oślepł już przed wielu laty, a jego oczy mają ten sam połysk, który kiedyś mi pokazywałaś…

– Dobrze, zbadam go jutro przy pełnym świetle i zobaczymy. Ale dlaczego chciałeś specjalnie o to prosić? Mam wiele do zawdzięczenia mistrzowi. To wspaniały uzdrowiciel i nie tylko zresztą uzdrowiciel. Z radością pomogę jego przyjacielowi, jeżeli tylko zdołam.

– To bardzo ważne, by odzyskał wzrok, choćby na jakiś czas. Ważne dla aktualnych spraw Królowej. I jest jeszcze coś, o co chciałem prosić…

– Mów wreszcie o co chodzi.

– Rozmawiałem już z Ahoresem i… I obiecałem, że to Bogini, Królowa Amaktaris, Żywe Wcielenie Izydy, przywróci mu wzrok dzięki swojej szczególnej mocy… Chodzi o to, by czuł wobec Niej wielką wdzięczność i najlepiej jak potrafi wykonał następnie pewne bardzo ważne zadanie…

– Skoro tak, to niech Amaktaris okaże chociaż raz tę swoją moc i zasłuży na miano Bogini, prawdziwej Dawczyni Dobra i Życia. Nie potrzebuje chyba do tego pomocy skromnej uzdrowicielki?

– Ano, to naprawdę bardzo ważne…

– Nazywają ją Boginią i oddają cześć w całym Kraju. Ty także to czynisz, a Ona przyjmuje te hołdy, twoje i innych. Ale gdy trzeba tę boskość udowodnić, przychodzi do mnie, zwykłej uzdrowicielki z prowincji. I nawet nie prosi o coś takiego sama, tylko przysyła ciebie. Właśnie ciebie, mój mężu. Jak mogłeś podjąć się takiej roli?

– Ona o niczym jeszcze nie wie… To wszystko jest wyłącznie moim pomysłem. To naprawdę niezwykle ważne i Twoja pomoc, przywrócenie wzroku temu staremu kapłanowi, może zadecydować o losie Kraju, a zwłaszcza uratować księżniczkę Irias. Mówiłaś niedawno, że pomogłabyś, gdybyś potrafiła… Proszę cię…

– Dobrze… Jeżeli to tak wiele znaczy dla ciebie, dla Kraju i dla naszej Pani, Najwspanialszej oraz Wszechmocnej Bogini, postaram się pomóc… Ale mam pewien warunek. Chcę, by to Ona sama tu przyszła i bardzo uprzejmie o tę pomoc poprosiła. Aby Bogini bardzo uprzejmie poprosiła o pomoc w okazaniu swojej boskości pewną skromną uzdrowicielkę z prowincji. Ja również musiałam kiedyś uczynić coś takiego. Oczywiście, nie jestem żadną boginią, ale zapłaciłam za pomoc Boskiej Amaktaris o wiele drożej, niż się spodziewałam… Chociaż to ostatnie nie było może wyłącznie Jej winą, nieprawdaż? W każdym razie chcę, by teraz to ona poprosiła i to w twojej obecności, mój mężu. Najlepiej jeszcze dzisiaj wieczorem, w tym pięknym pałacyku.

– Ano, to może okazać się trudne…

– Myślisz, że przywrócenie komuś wzroku i udawanie bogini w cudzym imieniu będzie łatwe? To mój warunek, od którego nie odstąpię. Jeżeli miałeś odwagę przyjść do mnie z czymś takim, to teraz pójdziesz do Niej, skoro, jak mówisz, to wszystko twój pomysł.

– Chyba nie mam innego wyjścia, ale upokarzanie naszej Pani nie jest rozsądne… Nic, co możesz ewentualnie osiągnąć, nie będzie tego warte.

– Nie znasz kobiet i nic z tego nie rozumiesz… Jak wszyscy mężczyźni zresztą, ale może to i lepiej. Nie mam zamiaru Jej upokorzyć, bądź spokojny. A teraz dokończmy obiad i lepiej już idź. Robi się późno, a chciałabym przygotować się na wizytę Bogini, o ile Ona zdecyduje się przyjść.

Neferowi nie pozostało nic innego, jak zastosować się do tego życzenia żony. Chyba rzeczywiście nigdy nie zrozumie kobiet. Żaden mężczyzna nie zdoła zrozumieć. Świat się wali, a dla nich najważniejsze są nadal wzajemne rozgrywki. Czy Amaktaris okaże się rozsądniejsza?

Królowa nie wróciła już do szpitala, czego się zresztą spodziewał. Ruszył więc ku apartamentom Władczyni, zamierzając poprosić o prywatną audiencję, której Amaktaris zapewne mu nie odmówi.

– O co chodzi, Neferze? – zdziwiła się, gdy straże bez pytania wpuściły kapłana na komnaty Najjaśniejszej. – Wiesz, że zawsze chętnie przyjmuję twoje towarzystwo ale staram się unikać podobnych sytuacji w obecności Any.

– Sprawa dotyczy właśnie Any, o Wielka. A także Ciebie i zapewne Irias, jeżeli moje przypuszczenia są słuszne.

– Mów więc.

– Ten ślepy kapłan, przyjaciel mistrza Serpy, którego zgodziłaś się przyjąć w pałacu. Posiada wielką wiedzę o ruchach gwiazd na niebie, a mnie przyszła do głowy pewna myśl…

– Co z Irias?

– O tym później, jeśli pozwolisz… Pamiętasz, Pani, śmierć Temesa i to, co wołał w lochach gdy zostawialiśmy go wojownikom królowej kopca? To, że zginiemy wszyscy w ciemnościach? Nie dawało mi to spokoju, nadal nie daje…

– To tylko groźby szaleńca. Najlepiej szybko o nich zapomnieć.

– A jeżeli nie? Jeżeli on jednak coś wiedział? Był w końcu bratankiem i protegowanym Heparisa. Meren w Nennesut też oczekiwał czegoś ważnego zanim nadejdą żniwa, a jeszcze nie nadeszły. A jeżeli tym wydarzeniem wcale nie miał być bunt księcia czy najazd Hetytów? Jeżeli Twoi wrogowie spodziewają się nagłego nastania ciemności i zamierzają to wykorzystać, ku Twojej zgubie?

– To przecież niemożliwe.

– A jeżeli to jednak jest możliwe? Stare papirusy wspominają o czymś podobnym, chociaż bardzo niejasno. Słoneczny Amon-Ra potrafi zakryć na jakiś czas swoje oblicze, pewnie krótki, ale to może wystarczyć. Jeżeli ktoś umiałby przewidzieć, obliczyć, kiedy coś takiego nastąpi… Musimy dowiedzieć się o tym wszystkiego, co tylko zdołamy. Ahores, ten przyjaciel mistrza Serpy, zajmował się kiedyś badaniem ruchów gwiazd i potwierdzi moje słowa. Jest jednak ślepy i w obecnym stanie nie może zrobić nic więcej.

– W obecnym stanie?

– Najjaśniejsza… Obiecałem… Obiecałem w Twoim imieniu, że przywrócisz mu wzrok mocą Żywego Wcielenia Izydy, a wtedy wykona z moją pomocą potrzebne obliczenia.

– Ty chyba oszalałeś, Neferze. Już to, co mówiłeś o zakryciu słonecznej tarczy brzmiało jak słowa szaleńca, ale teraz… Przecież dobrze wiesz, że nie jestem prawdziwą Boginią, a przynajmniej nie tutaj, za życia na ziemi. Lud w to wierzy i niech tak zostanie, dla dobra Tronu i Kraju, ale nie posiadam żadnej szczególnej mocy, poza wiedzą uzdrowicielki i władzą Królowej. Ty sam miałeś wiele razy okazję, by się o tym przekonać… To nie wystarczy, by sprawić, że ten kapłan odzyska wzrok. Nikt nie zdoła uczynić czegoś takiego…

– Pani… Dla mnie zawsze będziesz Boginią, ale nie o to teraz chodzi… Ana najpewniej potrafi przywrócić wzrok Ahoresowi… Zna się na chorobach oczu, a jej sztuka wydaje się niekiedy równa mocy bogów… Ona… ona spróbuje sprawić, by starzec znów ujrzał światło Amona – Ra i myślę, że może się jej udać. Będzie to wiedziała jutro, gdy zbada kapłana przy blasku poranka. Zorganizujemy wszystko tak, by wyglądało to na łaskę Bogini, na Twoją łaskę, o Najjaśniejsza. Dla Ahoresa okażesz się prawdziwą Dawczynią Światła.

– I twoja żona zgodziła się na coś takiego, Neferze?

– Jeszcze nie do końca, o Wielka Pani. – Kapłan zawahał się. – Prosi, byś udała się teraz ze mną do kwatery, w której mieszka i sama zażyczyła sobie jej pomocy.

– Użyła takich słów? Nie wierzę. Przestań bawić się w dyplomatę i mów, czego naprawdę zażądała!

– Ona chce, byś jeszcze dziś poprosiła ją pokornie o pomoc. Poprosiła o pomoc w odegraniu roli Bogini. I masz to uczynić w mojej obecności. Najjaśniejsza Pani… Amaktaris… Nie wiem, dlaczego tak bardzo jej na tym zależy, chodzi przecież tylko o zaspokojenie dumy, z pewnością nie zamierza Cię upokorzyć, sama tak powiedziała…

– Neferze, żaden mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiet, czy byłyby boginiami, królowymi  czy uzdrowicielkami, jak widać… Nawet ty do końca tego nie potrafisz… Doskonale pojmuję, o co chodzi Anie… – Młodszy kapłan usłyszał w tej chwili tylko to, że obydwie użyły niemal tych samych słów. Jemu również nie pozostało nic innego.

– Najdostojniejsza, to naprawdę bardzo ważne… Od tej sprawy może zależeć los Twego panowania!

– Duma Królowej i Bogini też jest bardzo ważna, a Kobiety może nawet ważniejsza…

– Pani, jeśli nie potrafisz uczynić tego dla zachowania Tronu, to pomyśl o Irias!

– Właśnie, co to wszystko ma, twoim zdaniem, wspólnego z Irias?

– Nie posiadam jeszcze pewności, ale…

– Ale co?

– Jeżeli jednak się nie mylę… Jeżeli mam rację, to Irias umrze. Księżniczka zginie. Zginie zapewne okrutną śmiercią, cokolwiek byśmy uczynili, albo czegokolwiek byśmy nie uczynili. Umrze, jeżeli pozwolimy, by Heparis, Ramose i inni nadal grali według własnych reguł, by nadal nam je narzucali.

– Co masz na myśli?

– Nie mam jeszcze pewności… Nie mam wystarczającej wiedzy, by zmienić te reguły. A właściwie, abyś to Ty, Najjaśniejsza, mogła je zmienić, narzucić nowe.

– W jaki sposób powinnam to uczynić, skoro nic właściwie nie powiedziałeś?

– Powiem wszystko, gdy zyskam pewność. Wtedy sama zadecydujesz… Ale do tego potrzebuję pomocy Ahoresa.  Ahoresa, który widzi, choćby przez jakiś czas.

– Życie i śmierć Irias, a ty milczysz, bo nie masz pewności… Żądasz za to upokorzenia się Bogini, Królowej i Kobiety…

– Pani, ja…

– Zamilknij już, Neferze… Wierzę, że możesz mieć rację… Dla Irias zrobię prawie wszystko… A tu nie chodzi o Kraj, tylko o dumę jego Królowej… Pójdę z tobą od razu, pozwól jednak, że się przygotuję.

– Pani?

– Nie zauważyłeś, że w tej chwili wcale nie wyglądam jak Królowa i Bogini? Myślę, że twoja żona wolałaby, bym wygłosiła Moją prośbę w sposób bardziej uroczysty, skoro już tak bardzo jej na tym zależy.

„Kobiety… Świat się wali, a one nadal myślą o własnym wyglądzie. Chociaż to pewnie także element ich rozgrywki.” – Zauważył w duchu, niemal dosłownie powtarzając niedawne spostrzeżenia, podczas gdy Amaktaris zostawiła go samego, znikając w wewnętrznych komnatach.

Nefer wiedział już, że Najjaśniejsza potrafi w razie potrzeby obywać się bez pomocy służek, a teraz udowodniła to po raz kolejny. Elegancka biała szata, wytworne sandałki, dyskretna złota biżuteria, stosowny makijaż – wszystko to w niedługi nawet czas przeobraziło Amaktaris w Panią Obydwu Krajów. Oczywiście, nie zabrakło też złocistego bicza. Ruszyli ku ogrodowemu pawilonowi Any, przez całą drogę zachowując milczenie. To znaczy, zachowywała je Królowa, a Nefer nie ośmielił się podjąć próby nawiązania rozmowy. Władczyni mogła odczuwać gniew, doskonale to rozumiał. Czy jednak Ana nie pojmowała, że zaspokajając  w taki sposób własną, urażoną godność, w nieunikniony sposób musi zranić dumę Najdostojniejszej? A to z pewnością nie przyniesie nic dobrego.

– Niewolniku, zapowiedz przybycie Pani Górnego i Dolnego Kraju – poleciła Amaktaris, potwierdzając najgorsze obawy kapłana.

Z pewnym ociąganiem wykonał ten rozkaz, wcale bowiem nie pragnął stać się świadkiem nadchodzącej sceny. Ana oczekiwała wizyty niezwykłego gościa w głównej komnacie. Ona również się przygotowała, przywdziewając czysty i schludny, ale też ostentacyjnie prosty strój uzdrowicielki. Obywała się, jak zwykle, bez żadnej biżuterii i zdobił ją tylko dyskretny makijaż.

– A jednak przyszła, masz prawdziwy dar przekonywania, Neferze. Stań teraz z boku i przyglądaj się uważnie.

– Ano, może jednak… – podjął ostatnią próbę.

– Wiem co robię, mężu. Patrz i słuchaj, ale nie wtrącaj się. Nie chcesz chyba wejść pomiędzy dwie lwice? – Uśmiechnęła się niespodziewanie.

Amaktris wkroczyła do pomieszczenia, zachowując się bardzo oficjalnie.

– Najpotężniejsza i Najdostojniejsza Pani, Twoja służka jest zaszczycona wizytą Bogini.

– Przybyłam w ważnej sprawie i pozwól, że przejdziemy do niej bez żadnej zwłoki. Dowiedziałam się, że możesz swoją sztuką uzdrowicielki przywrócić wzrok komuś, kto powinien odzyskać ten dar i na czym Królowej z pewnych powodów zależy.

Obydwie damy, czy też może lwice, wymieniły spojrzenia. Nefer pomyślał, że Władczyni zbiera zapewne siłę swej woli do wygłoszenia kolejnych słów, a Ana chłonie chwilę triumfu. Dlatego to, co nastąpiło, okazało się dla niego całkowitym zaskoczeniem. To jego żona złożyła nagle głęboki, formalny ukłon i przerwała milczenie.

– Najwspanialsza z Bogiń, dla skromnej uzdrowicielki będzie prawdziwym zaszczytem możliwość usłużenia Ci w tej sprawie. Moje niewielkie umiejętności są na Twe rozkazy, o Wielka. Z radością postaram się pomóc i spełnię Twoją wolę.

– Ano, czy naprawdę potrafisz i zechcesz to uczynić? – Królowa wydawała się nieco oszołomiona rozwojem wypadków, ale szybko odzyskała opanowanie.

– Nie mogę mieć pewności, Pani, ale za sprawą bogów moja sztuka już nie jeden raz pomogła w ten sposób chorym.

– Zdumiewasz nas wszystkich… Unieś głowę, proszę. To w tej chwili zupełnie niepotrzebne… Posiadasz niezwykły dar i bogowie obdarzają cię swoją łaską… Musimy o tym porozmawiać.

– Oczywiście. Jeśli zechcesz uczynić zaszczyt i przyjąć moją skromną gościnę. A raczej to ja powinnam podziękować za gościnę Tobie. To przecież Twój pałac, a i ten pawilon też należy do Ciebie.

– Przyjmę z przyjemnością. To ty, Ano, przynosisz zaszczyt Pałacowi.

– Wybacz, ale został jeszcze jeden drobiazg. Neferze! – Uzdrowicielka zwróciła się do małżonka, który nadal stał osłupiały pod ścianą i rzuciła w jego stronę pełne zadowolenia spojrzenie. – Zostaw nas teraz same, proszę. I nakaż służbie, by przyniesiono odrobinę wina oraz jakieś przekąski. Mamy do omówienia wiele spraw.

– Oczywiście. Pozwól, Pani, a i ty także, Ano, że się oddalę. – W niedwuznaczny sposób odprawiony, Nefer zdołał wydusić z siebie coś w rodzaju pożegnania i ruszył przez ogród, powtarzając w duchu, że nigdy nie zdoła zrozumieć kobiet.

XCII

Nie dowiedział się już, o czym rozmawiały tego wieczoru Ana i Amaktaris. Mógł się tylko domyślać, że była to rozmowa długa i dotyczyła zapewne czegoś więcej niż tylko sztuki przywracania wzroku ślepcom albo szczegółów jutrzejszego zabiegu oraz roli, którą każda z nich miała w nim odegrać. Tak czy inaczej, temat ten także musiał zostać poruszony, gdyż rankiem okazało się, że wszystko zostało przygotowane i Nefer przynajmniej o to nie musiał się martwić. Zapowiedziany pokaz boskiej mocy Najwspanialszej Amaktaris, czy też może raczej uzdrowicielskiej sztuki Any z Abydos, przyciągnął uwagę zadziwiająco małej grupki wtajemniczonych. Tłumy ciekawskich były jednak ostatnią rzeczą, której wszyscy zainteresowani mogliby sobie życzyć i najpewniej nikogo postronnego o niczym nie poinformowano. Na pusty zazwyczaj, prywatny dziedziniec osobistych apartamentów Władczyni przybyli tylko Ana, Królowa, mistrz Serpa, który przyprowadził pacjenta, Towarzysz Prawej Ręki oraz sam Nefer. Młodszego kapłana nikt właściwie nie zapraszał, ale też i nie próbował wyprosić. Korzystając z dobrego światła i zachowując milczenie, Ana starannie obejrzała oślepłe oczy Ahoresa. Kiwnęła głową i podeszła do Królowej, podczas gdy mistrz Serpa odprowadzał przyjaciela w nieco bardziej zacienione miejsce.

– Wygląda to dobrze. Spróbuję i jest duża szansa, że wszystko się uda. Okażesz swoją potęgę i swoją łaskę. – Jeżeli zabrzmiały w tym nawet ślady ironii, to Amaktaris nie zareagowała.

– Dziękuję ci i nie zapomnę ani o tym, co teraz uczynisz, ani o złożonych obietnicach.

– Cały Kraj wie, że zawsze dotrzymujesz słowa. Pamiętaj jednak, że nawet jeżeli zdołam przywrócić światło jego oczom, to nie na długo. Za miesiąc lub dwa oślepnie ponownie, jak wszyscy, którym w ten sposób pomogłam. Nie traćmy czasu.

Mimowolną uwagę Any Nefer uznał za niezwykle trafną, rzeczywiście, nikt z nich nie mógł pozwolić sobie na stratę czasu w tym, co pragnęli i powinni uczynić.

Ahoresa ułożono na solidnym, drewnianym stole, sprowadzonym zapewne ze szpitala. Podczas gdy leżał na plecach, podeszła do niego Królowa. Nefer spodziewał się w skrytości ducha czegoś w rodzaju ceremonii świątynnej, może nawet kadzidła czy złożenia jakiejś ofiary, a przynajmniej dłuższych przemów Bogini oraz pacjenta. Obyło się jednak bez tego wszystkiego. Amaktaris położyła po prostu dłonie na oczach starego kapłana i powiedziała dobitnym oraz  pewnym, ale też życzliwym głosem.

– Ahoresie, zawsze dobrze służyłeś bogom, usłuż teraz i Mnie, Żywemu Obrazowi Izydy. Przywrócę w tym celu jasność twym źrenicom.

Starzec nie odezwał się. Być może podano mu jakiś środek oszałamiający, zachowywał się bowiem zadziwiająco spokojnie.

Królowa usunęła się, a Jej miejsce zajął mistrz Serpa, który silnie uchwycił głowę pacjenta. Z żywą uwagą przyglądał się następnie poczynaniom Any. Uzdrowicielka, nadal bez słowa,  kolejno rozwarła szeroko powieki chorego i unieruchomiła je w tej pozycji drewnianymi rozpórkami własnego pomysłu. Skinęła na męża oraz na mistrza Apresa, by na wszelki wypadek przytrzymali też ręce pacjenta. Uczynili to, starając się nie utrudniać dostępu. W dłoni Any zalśniła specjalna, brązowa igła, jedna z kilku wykonanych niegdyś na jej zlecenie z najlepszego brązu. Nefer dobrze zapamiętał te narzędzia. Musieli za nie zapłacić własnym srebrem i to sporo, żona nie była bowiem zadowolona z efektów pracy kolejnych rzemieślników i wciąż domagała się takich czy innych poprawek. Bardzo ceniła swoje igły i najwidoczniej zabrała je ze sobą w podróż do stolicy. Teraz miały się przydać jak nigdy dotąd.

Uzdrowicielka pochyliła się nad głową Ahoresa i kolejno wykonała dwie serie szybkich, pewnych ruchów dłoni przy obydwu oczach pacjenta. Pracowała bez wahania, nie zwracając uwagi na wbite w nią spojrzenia wszystkich obecnych. Nefer raz czy drugi miał już okazję obserwować żonę przy podobnych okazjach i wiedział, że zabieg nie potrwa długo. W pewnym momencie Ahores napiął mięśnie, ale żaden z pomocników nie miał problemów z utrzymaniem w koniecznym bezruchu ciała starca. Ana usunęła rozpórki i odstąpiła, nakazując przy tym gestem, aby Nefer i mistrz Apres na wszelki wypadek nie puszczali jeszcze dłoni kapłana. Nie powinien w tej chwili odruchowo rozcierać oczu.

– Ja widzę… To niemożliwe, ale widzę… Światło słońca, zieleń roślin… Nie wierzyłem, ale widzę… Dzięki Ci, o Wielka Bogini!

Ana uśmiechnęła się nieznacznie, przyzwyczajona do podobnych reakcji. Skłoniła się lekko w kierunku Amaktaris. Królowa przypatrywała się uzdrowicielce długo i uważnie, by w końcu także pochylić głowę, niżej nawet, okazując w ten sposób uznanie dla tak wielkiej sztuki. Teraz jednak musiała wrócić do roli Boskiej Dawczyni Światła.

– Puśćcie go – poleciła, podchodząc do stołu. – Niech stanie o własnych siłach. Tylko nie rozcieraj oczu, Ahoresie.

Oszołomiony tym, co się stało, a może także jakimiś ziołowymi naparami, stary kapłan wstał niepewnie, podtrzymywany przez mistrza Serpę i Nefera. Po chwili odtrącił ich jednak i upadł na kolana przed Amaktaris, pochylając głowę i całując ziemię u Jej stóp.

– Boska Pani! Prawdziwie nazywają Cię Dawczynią Życia i Światła! Dałaś światło moim oczom, oślepłym od wielu, wielu lat. Jesteś nie tylko Najpotężniejszą, ale też i Najlepszą oraz Najłaskawszą z Bogiń! Sądziłem, że to bogowie pokarali mnie za moją pychę, dawno, dawno temu… Pokarali za świętokradcze próby przejrzenia ich tajemnic… Porzuciłem te próby, ale nie liczyłam na łaskę… A teraz Ty… Pozwól, bym wielbił i sławił Twoje Imię, pozwól, bym służył Ci ze wszystkich sił!

– Nie popełniłeś żadnego świętokradztwa, Ahoresie. Dobrze służyłeś bogom i dlatego przywróciłam ci wzrok. Izyda to łaskawa bogini. – Przy tych słowach Władczyni spojrzała nieco zmieszana w stronę Any, ta jednak skłoniła tylko po raz drugi głowę. – Chętnie przyjmuję twoją wdzięczność oraz twoją służbę. – Ponownie zwróciła się do starego kapłana, przysuwając odrobinę stopę i pozwalając, aby ją ucałował, co uczynił żarliwie acz nieco niewprawnie.

– Wstań, mój wierny sługo. Wiedz, że nawet bogowie nie mogą jednak wszystkiego i nie zdołam przywrócić ci wzroku na zawsze. Po pewnym czasie ciemność powróci. Ciesz się więc tym, co potrafiłam ci ofiarować. Wstań wreszcie, nie powinieneś pochylać teraz zbyt mocno głowy.

– Najpotężniejsza i Najłaskawsza z Bogiń, nie lękam się tej ciemności, nauczyłem się z nią żyć. Jestem już stary, wkrótce i tak czeka mnie podróż do Kraju na Zachodzie… Ale to, że jeszcze raz ujrzę świat w blasku słońca, błękit nieba, zieleń pól, fale Rzeki… To wielka łaska i wielkie szczęście dla Twego sługi. Bądź błogosławiona na wieki, o Boska Pani.

– Korzystaj więc z tej łaski, Ahoresie. Jeżeli pragniesz obejrzeć świat, Rzekę, pola i łąki… Weź Moją łódź spacerową. Mistrz Serpa zapewne zechce ci towarzyszyć. Znajdziesz jeszcze sposób, aby okazać swoją wdzięczność. O tym pomówi jednak z tobą jutro Mój sługa, kapłan Nefer, którego zdążyłeś poznać.

Ahores skierował teraz spojrzenie swoich oczu, obecnie pozbawionych już zauważalnego uprzednio, szczególnego połysku, na stojącego obok młodszego kapłana. Odruchowo osłaniał twarz przed blaskiem słońca. Przyzwyczajenie się do nowej sytuacji zajmie mu zapewne kilka chwil i pomysł wycieczki po rzece luksusową łodzią oferującą wszelkie wygody – w tym dający cień baldachim –  nie wydawał się najgorszy. W razie potrzeby Mistrz uzdrowiciel zadba o niezbędne szczegóły.

– Tobie także jestem winien wdzięczność, panie, jako wysłannikowi Bogini, który odnalazł mnie, ślepego starca, i przyniósł dobrą nowinę, łaskę Boskiej Pani. Z radością zajmę się zadaniem, o którym mówiliśmy.

– Oczywiście, panie. Teraz jednak ciesz się odzyskanym pięknem świata i skorzystaj z zaproszenia Najjaśniejszej.

Nefer doskonale rozumiał, że scena ta musiała być jednak krępująca i w pewien sposób przykra dla Świetlistej Pani, która zapewne chciała ją już jak najszybciej zakończyć. Mistrz Serpa także chyba to pojął i właściwie odebrał ostatnie słowa Władczyni jako uprzejmą odprawę. Ujął przyjaciela za ramię i wyprowadził z dziedzińca.

– Dziękuję ci, Ano – powiedział cicho Nefer, podchodząc do żony. – Wiedziałem, że potrafisz uczynić coś takiego, a jednak nadal jestem pełen podziwu… Podziwu i wdzięczności.

– Mam nadzieję, że zdołałam cię zadowolić, mój mężu, nadzieję, że okazałam się użyteczną małżonką – odparła równie cicho, łagodząc ostatnie słowa uśmiechem. Nie wiedział więc, czy żartuje, czy też czyni wymówki. Dalszą rozmowę przerwało nadejście Amaktaris.

– Ano, jestem doprawdy pod wrażeniem twojej sztuki, wszyscy jesteśmy. W niezwykły sposób okazałaś swoją wiedzę i zręczność w uzdrawianiu. I nie kto inny, tylko właśnie Ja powinnam podziękować ci w sposób szczególny, raz jeszcze.

– Twoja sława, o Pani, wiele zyska. Chyba, że zamierzasz utrzymać to wydarzenie w tajemnicy.

– Akurat to uzdrowienie tak, w tym masz rację. Nie możemy jednak pozwolić, aby marnowały się taka wiedza i takie talenty. Czy zechcesz objaśnić szczegóły tej operacji? Mnie samej, mistrzowi Serpie i może kilku jeszcze uzdrowicielom? Wtedy wielu innych chorych odzyska wzrok i to niekoniecznie za sprawą boskiej mocy Izydy?

– Nie wiem, czy zostanę wystarczająco długo w stolicy, to nie będzie tylko moja decyzja, Pani.

– Ponawiam Moje zaproszenie. I wiesz, jakie złożyłam obietnice, zwłaszcza wczoraj.

– Wiem… Możesz się jednak przekonać, że nie wszystko zależy od Ciebie… Czy też ode mnie, jeśli już o tym mówimy… Dopóki jednak korzystam z Twojej gościnności, chętnie podzielę się moją skromną wiedzą. To prosty zabieg, gdy już wiadomo, co uczynić. Trzeba tylko dużo ćwiczeń, aby osiągnąć biegłość. Może to dziwne, ale najlepiej nadają się do tego oczy świni. Rzeźnicy drogo sobie jednak liczą za świńskie głowy, a zwierzęta muszą być niedawno ubite.

– Myślę, że wspólnie z mistrzem Ahmesem, nadwornym kucharzem, zdołamy coś na to poradzić…

Królowa wprowadziła Anę w głąb swoich apartamentów i ta niezwykle intrygująca Nefera rozmowa przestała być dostępna dla jego uszu. Co prawda, usłyszał już chyba to, co najważniejsze, gdyż szczegóły dotyczące świńskich oczu niezbyt jednak kapłana obchodziły. Problem leżał w tym, że niewiele zdołał zrozumieć. Nie otrzymał też czasu, by spokojnie się nad wszystkim zastanowić. Podszedł do niego mistrz Apres. Teraz dopiero Nefer zauważył, że Towarzysz Prawej Ręki nie opuścił dotąd dziedzińca. Okazało się, że szukał okazji do rozmowy na osobności.

– Twoja żona posiada niezwykłe talenty. Przekaż jej, proszę, najszczersze gratulacje. Opinia ignoranta nie ma wprawdzie większego znaczenia, ale mój brat mówi o Anie z najwyższym szacunkiem. Najdostojniejsza Pani również, jak słyszałeś.

– Dziękuję, ale sam powinieneś powiedzieć o tym mojej żonie. Z pewnością znajdziesz okazję, panie.

– Z pewnością… Teraz jednak chciałbym porozmawiać z tobą, porozmawiać o twoich talentach.

– O moich talentach?

– Tak. Tylko nie próbuj udawać, że takowych nie posiadasz… To wszystko to twój pomysł, czyż nie? Spodziewasz się zaćmienia tarczy Amona-Ra, nastania ciemności, a ten stary kapłan to znawca ruchów gwiazd na niebie. Chcesz, by obliczył kiedy słoneczny bóg zakryje oblicze i do tego potrzebujesz Ahoresa, który widzi.

– Panie…

– Tak, mój brat powiedział mi o waszej wczorajszej wizycie w świątyni Tota i o twoich przemyśleniach. Nie miej mu tego za złe. Obydwaj służymy Boskiej Pani i w tej służbie nie mamy tajemnic, ufamy też sobie wzajemnie, jak miałeś już okazję się przekonać. Czy Najjaśniejsza również wie o wszystkim?

– Wie tyle, ile twój brat, mistrzu… Ale nie ujawniłem przed Wielką Panią wszystkich moich przypuszczeń…

– Dlaczego, Neferze? I co jeszcze ukrywasz?

– Bo są one zbyt potworne… Mogłyby wpłynąć na Jej osąd sytuacji… Mam nadzieję, że może się mylę… Ale jeżeli nie, to muszę mieć pewność i muszę dokładnie wiedzieć, kiedy słoneczny bóg zakryje swoje oblicze, by przedstawić Świetlistej całą sprawę i myśleć nad sposobami uratowania Irias oraz Tronu naszej Pani.

– Mówisz zagadkami, Neferze. Im więcej ujawniasz, tym więcej nowych pytań. Co ma z tym wspólnego porwanie Irias? I jak wpadłeś na tę myśl z zaćmieniem, którą potwierdził już podobno Ahores? Ja również muszę to wiedzieć. Pamiętaj, że jestem twoim sojusznikiem i też pragnę dobra naszej Pani.

– Słowa tego zbrodniarza Temesa o ciemnościach, w których wszyscy zginiemy… Prześladowały mnie od tamtej nocy… Jako krewny i zaufany Heparisa mógł coś wiedzieć… Mętne plany i oczekiwania kapłanów Chnuma w Nennesut, o których chyba ci doniesiono, panie… Niejasne wzmianki w starych papirusach… Tytuł Świetlistej Pani, którą nazywają Dawczynią Światła… A gdyby nie zdołała tego uczynić? Gdyby nie potrafiła przywrócić Krajowi oraz ludowi słonecznego blasku, a ktoś spróbowałby to wykorzystać? To wszystko razem i każda myśl z osobna…

– To jeszcze nic konkretnego, Neferze… Ahores potwierdził jednak twoje przypuszczenia…

– Tak… ale potrzebujemy szczegółów, które musi dopiero obliczyć… Postaram się pomóc, na ile zdołam… Jego wzrok nie stał się wcale doskonały i po pewnym czasie starzec znowu oślepnie… Posiada jednak wielką wiedzę i sam nie zdołałbym uczynić tego, co on potrafi.

– Dlaczego więc jeszcze nie zabraliście się do pracy?

– Dzisiaj niech nacieszy się odzyskanym światłem… Ahores był pewien, że to bogowie odebrali mu wzrok za to, że próbował poznać ich tajemnice… Dopiero łaska Boskiej Izydy zmieniła to przekonanie. Potrzebuje spokoju, by oswoić się z tą myślą. Nadto uzdrowiciele podali mu zapewne przed zabiegiem jakieś środki odurzające… Rozpoczniemy jutro i modlę się, byśmy zdążyli… Czuję, że mamy niewiele czasu… Heparis i inni już realizują swój plan… Nie pojmuję wprawdzie, dlaczego zaczęli tak wcześnie? Dlaczego nie zaczekali? Dlaczego dali nam jakikolwiek czas? Może spłoszyłeś ich, panie, naciskami na świątynię.

– Zaczęli za wcześnie?

– Tak. Czyż nie widzisz, mistrzu, że na coś czekają? Porwali Irias, a teraz grają na zwłokę. Nie spieszyli się z przedstawieniem swoich żądań, a obecnie pozwalają Królowej zastanawiać się bez końca… Czy tak postępują porywacze, chcący wymusić ustępstwa?

– Żądania kapłanów są absurdalne. Wielka Pani nie może ich przyjąć i tak też postanowiła.

– Właśnie. Przedstawili bezsensowne warunki, warunki nie do spełnienia. Najjaśniejsza nie może poślubić księcia Nektanebo i oddać mu władzy… A raczej oddać władzy w ręce Heparisa i jego zauszników… Nie uczyni tego nawet dla Irias, bo zna swoje obowiązki wobec Kraju… Czyż arcykapłan tego nie pojmuje? Czy nie wie nic o charakterze Amaktaris? A może jest kompletnym głupcem? W to nie uwierzę… Królowa nie spełni jego żądań, a on zabije lub okaleczy księżniczkę? I co dalej? Nie znajdzie takiej dziury, w której zdołałby się ukryć.

– O co mu więc chodzi?

– Panie… Heparis zamierza zamordować Irias. Zamorduje księżniczkę nie bacząc na to, co zrobimy i czy spełnimy jego warunki…. W okrutny sposób, a może też rozkaże uczynić z nią wcześniej coś jeszcze bardziej potwornego.

– Przecież powiedziałeś przed chwilą, że to nie miałoby sensu. To nie byłaby nawet zemsta za Temesa. Heparis pragnie władzy, a nie krwi. Zwłaszcza krwi dziecka, za którą zapłaciłby własną.

– Och, przypuszczam, że wyda ten rozkaz z prawdziwym żalem, kierowany wyższą koniecznością. Nie potrafię powiedzieć, czy wiedział o poczynaniach bratanka, może jednak tak i może to one podsunęły mu pomysł… W każdym razie, jeżeli nawet tolerował upodobania Temesa, to na pewno ich nie pochwalał, nie jest bowiem zwyrodnialcem… Gdyby ten zbrodniarz nadal żył, zapewne to on zająłby się Irias… A tak, uczyni to Tahar… By sprawić ból i zemścić się na Królowej.

– Ale po co? Przecież ich plan opiera się na wiedzy o zaćmieniu słońca!

– Samo zaćmienie nie wystarczy, by obalić naszą Panią. Kapłani ogłoszą w świątyniach, że ciemność to kara zesłana przez bogów, ale za co właściwie? Najjaśniejsza rządzi dobrze, lud Ją kocha, bo włada sprawiedliwie, nie szuka wojen, wrogów jednak odeprzeć potrafi. Wylewy Rzeki są od kilku lat znakomite i Kraj żyje w dostatku, a przynajmniej nie cierpi biedy. Wszyscy wiedzą, że to zasługa Boskiej Amaktaris. I mieliby teraz uwierzyć, że ciemności są dowodem gniewu bogów wobec Królowej oraz wystąpić przeciwko Niej z tego powodu? Nawet podżegani przez kapłanów? W ciągu krótkiego w sumie czasu, kiedy zabraknie słońca? Bo mrok nie potrwa raczej długo, a nikt tutaj nie ma na to żadnego wpływu. I jest jeszcze armia… Dopóki stoi przy swojej Księżniczce, nikt nie zdoła Jej obalić. To żołnierze musieliby zbuntować się jako pierwsi, uwierzyć, że bogowie odwrócili się od Królowej… Myślę zresztą, że gwardia nie uczyniłaby tego nigdy, ale w stolicy nadal przebywają liczne oddziały z prowincji… Ich wierność może nie okazać się aż tak niezachwiana… Jeżeli znajdzie się oczywisty dla wszystkich powód gniewu bogów… I tu pojawia się Irias…

– Irias?

– Pomyśl, panie… To potworne, ale logiczne… W jaki sposób wrogowie mogą najlepiej wykorzystać jej śmierć? Śmierć zamordowanej okrutnie, dziesięcioletniej dziewczynki?

– Nie sądzisz chyba… – Mistrz Apres przyzwyczajony był do obcowania z cierpieniem, które sam potrafił zadawać w beznamiętny sposób. Wielokrotnie dał też dowody swojej przenikliwości, ale nawet on z pewnym trudem przyjmował myśl Nefera, a raczej myśl Heparisa i jego popleczników.

– Co się stanie, jeżeli w dniu zaćmienia znajdziemy przed bramą Pałacu ciało zamęczonej, może też zgwałconej księżniczki? – Nefer bezlitośnie nie oszczędzał Mistrzowi żadnych szczegółów. – Co uczyni wówczas Królowa? Czy ktokolwiek zdoła Ją powstrzymać przed wydaniem rozkazu zaatakowania świątyni? Wiesz, jak kocha Irias… Wiesz, jak reaguje, gdy myśli, że ktoś zamierzałby ją skrzywdzić. Ja sam także mogłem się o tym przekonać… Nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień i skazała mnie na śmierć, bo sądziła, że uderzyłem i zraniłem dziewczynkę, aby ukraść złoto… Nie chciała słuchać żadnych wyjaśnień, nawet moich… I to po wszystkim, co dla Niej zrobiłem, co wcześniej wyjawiła… – dodał z pewną goryczą, ale zaraz się otrząsnął. Miał szczęście i przeżył, przebaczył już Amaktaris, Ona sama szczerze chyba żałowała, a zresztą nie były to czas i miejsce na podobne myśli. Chodziło o coś znacznie ważniejszego, niż zranione uczucia pewnego niewolnika. I tak powiedział o kilka słów za dużo, ale szczęśliwie Mistrz nie zwrócił na to uwagi, ogarniając umysłem całą grozę planu kapłanów.

– Nic nie zdoła powstrzymać naszej Pani – wyszeptał Towarzysz Prawej Ręki. – Żadne słowa i żadna siła, boska czy ludzka.

– Zwłaszcza, jeżeli nie będziemy świadomi, co się właściwie dzieje. Wówczas nawet nie próbowalibyśmy Jej zatrzymywać. A tego przecież spodziewają się Heparis i inni… Oddziały szturmowe są już przygotowane… Władczyni uda się do koszar czy obozów, osobiście rozkaże zaatakować świątynię Ozyrysa, może nie tylko tę… Żołnierze pójdą za swoją Księżniczką. Tereus poprowadzi ich bez wahania, Amaktaris także zapragnie może uczestniczyć w szturmie, a przynajmniej go obserwować… A wtedy kapłani wezwą pomocy bogów i wszyscy wpadniemy w pułapkę… Oni będą przygotowani, będą wiedzieli, co mówić i co robić… Występna Królowa podniosła świętokradczą rękę na przybytki nieśmiertelnych, a ci okazali swój gniew… Tylko natychmiastowe odstąpienie, najlepiej śmierć zbrodniarki, przebłaga bogów i przywróci światło… Gwardia dochowa może wierności, ale inni? Nie można wymagać zbyt wiele od prostych żołnierzy… Lud też posłucha kapłanów… Pewnie szykują się w całym Kraju, o czym świadczą wieści z Nennesut.

– To straszne, co mówisz…

– To nadal tylko domysły, ale tłumaczą wszystko, co dotąd się wydarzyło. Wszystko, co dotąd nie dawało mi spokoju. Dlaczego porwano Irias, dlaczego zwlekano z wysunięciem żądań, dlaczego te żądania są tak absurdalne i dlaczego nikt nie nalega na ich szybkie spełnienie…

– Całe te negocjacje, wizyty tego Ramose, to jedynie fałszywe ruchy, zwody w prawdziwej grze… – dopowiedział Mistrz.

– Grają na czas, czekają na właściwy dzień, sypią nam piasek w oczy, a zarazem pokazują, kto i gdzie więzi księżniczkę. Tak, by Królowa nie miała żadnych wątpliwości… Po wszystkim posadzą na tronie księcia Nektanebo, o ile przeżyje w tym zamieszaniu. Tak będzie dla nich najwygodniej. A jeżeli zginie, to pewnie mają jakieś inne rozwiązanie.

– Czy powinniśmy już teraz powiedzieć o wszystkim Najdostojniejszej? I co właściwie możemy zrobić? Jeżeli zignorujemy śmierć Irias, jeżeli Ona potrafi to zignorować… wygra. Kapłani nie zdołają wówczas zaszkodzić Królowej.

– Mówisz to, panie, bardzo spokojnie. Dla Najjaśniejszej Amaktaris Irias nie jest pionkiem w grze, który można ot tak poświęcić… Nie wolno nam pomijać Jej uczuć, one posiadają w tej rozgrywce ogromną rolę i wrogowie o tym wiedzą. Musimy znaleźć sposób, by uratować księżniczkę… Bez takiego planu nie ośmielę się przedstawić moich domysłów Boskiej Pani. I ciebie też o to proszę, mistrzu. Przynajmniej w tej chwili. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co Najwspanialsza mogłaby uczynić, gdyby już teraz dowiedziała się o wszystkim… Muszę mieć jakiś plan.

– Na pewno już coś wymyśliłeś, Neferze.

– Tak, mam pewien pomysł… Ale do tego potrzebuję wiedzy, wiedzy o dokładnym czasie zaćmienia. To na początek… Potem potrzebne będzie zaufanie Boskiej Pani, Ona będzie musiała zaufać moim słowom i podjąć pewne decyzje, a także pewne zobowiązania… Tu spodziewam się twojej pomocy, panie. I na koniec liczę na rozsądek Heparisa… To niebezpieczny, wyrachowany przeciwnik, ale chyba nie szaleniec… Przynajmniej taką mam nadzieję.

XCIII

Zaczęli następnego dnia wczesnym rankiem. Królowa przydzieliła Ahoresowi pawilon w ogrodach, podobny kwaterze Any. Przenieśli tam z biblioteki wszystkie zwoje, które Nefer uznał za przydatne. Stary kapłan pogrążył się w ich lekturze i wkrótce okazało się, że pojmuje z nich o wiele więcej niż młodszy towarzysz. Jego wzrok nie stał się jednak doskonały, tak jak przewidziała to uzdrowicielka. Wystarczał, by cieszyć się pięknem świata, ale do niewielu rzeczy ponadto. Ahores często potrzebował pomocy przy odczytywaniu zwojów pokrytych drobnym pismem czy też niezbyt wyraźnych rysunków. Gdy przyjdzie do koniecznych zapewne obserwacji gwiazd i księżyca, młodsze oczy Nefera także z pewnością się przydadzą. Dzięki temu kapłan Izydy mógł jednak w pełni docenić ogrom wiedzy starca oraz poznawać jej tajniki. Zrozumiał już, że sam nie zdołałby przeniknąć tajemnic Amona-Ra i tym chętniej korzystał z okazji przejęcia doświadczeń Ahoresa. Stary kapłan pracował z niezwykłym zapałem, nie zrażając się kłopotami z odczytaniem tego czy innego zwoju. Nefer wyczuwał jego radość, radość którą dawał powrót do zajęcia niegdyś ukochanego i z konieczności porzuconego, jak sadził – już na zawsze.

– Byłem pewien, że jestem przeklęty przez bogów. Przeklęty i ukarany za to, że pragnąłem poznać ich tajemnice… Porzuciłem moje obliczenia, chciałem o tym wszystkim zapomnieć… Pogodziłem się z moim losem, ale żyłem jak martwy… A teraz… Sama Izyda przywróciła światło moim oczom i nakazała wrócić do pracy, którą kochałem… którą nadal kocham. Oddała mi nie tylko wzrok ale i życie… Nie zmarnowałem młodych lat, skoro mogę okazać się przydatnym Bogini. Nawet jeżeli znowu oślepnę, to umrę szczęśliwy. Jestem stary i wiem, że wkrótce wyruszę do Kraju na Zachodzie… Na co mi więc światło, gdy już wykonam zadanie, które otrzymałem od Boskiej Pani? To także twoja zasługa… Jeżeli zechcesz, przekażę ci wszystko, co sam poznałem i odejdę na Zachód bez żalu.

Po tych słowach Ahoresa Nefer tym bardziej przykładał się do pracy, nie tylko dlatego, że wiedział ile zależy od szybkiego i dokładnego przeprowadzenia obliczeń. Zagadka wciągnęła młodszego kapłana bez reszty. Czuł, że nie mają wiele czasu. Każdego dnia o poranku bał się, że to już, że może nadszedł ten dzień. Za chwilę pałac obiegnie wieść o martwym ciele zamęczonej Irias, znalezionym przy którejś z bocznych bram… Co powiedziałby wtedy Amaktaris? Czy zechciałaby w ogóle wysłuchać byłego osobistego niewolnika, a obecnie nieformalnego doradcy, czy też natychmiast wyruszyłaby szukać zemsty i znalazła własną zgubę? I jak czułby się wówczas on sam? Tak się jednak nie stało, minęły pierwszy, potem drugi i trzeci poranek… Mistrz Apres, który jako jedyny wiedział o wszystkich obawach Nefera dbał o to, by ofiarować mu spokój i uwolnić od bieżących spraw. Trzeciego dnia przyszedł tylko z wiadomością, że Ramose raz jeszcze przybył z prośbą o posłuchanie, a gdy Królowa udzieliła mu tej łaski, w dwornych lecz podszytych arogancją słowach domagał się udzielenia odpowiedzi na postawione uprzednio żądania. Ostatecznie zadowolił się jednak zapewnieniem, że Wielka Pani oznajmi swoją decyzję nim upłynie dziesięć dni. Młodszego kapłana nie wezwano, by uczestniczył w tej audiencji, która nie przyniosła zresztą nic nowego. Nefer odczuł z jednej strony ulgę – skoro wrogowie podtrzymywali nadal zwodnicze negocjacje, to potrzebowali jeszcze przynajmniej kilku dni… Z drugiej strony oczekiwali chyba rozstrzygnięcia nim upłynie wyznaczony termin… Zdusił mimowolną ochotę popędzenia Ahoresa. Starzec i tak robił, co tylko mógł. Bez jego wiedzy i doświadczenia Nefer nie zdołałby poczynić większych postępów – to zrozumiał już na samym początku – a na żadną pomyłkę nie mogli sobie pozwolić.

Dwa poranki później, po serii kolejnych nocnych obserwacji oraz po przeprowadzonych pospiesznie lecz kilkakrotnie sprawdzonych, końcowych obliczeniach, Ahores oznajmił nie bez tonu zasłużonej dumy w głosie.

– To stanie się trzeciego dnia od dziś. Amon-Ra zakryje swoje oblicze przed południem. Uczyni to powoli, ale pełna ciemność nie potrwa długo, może tyle, ile trzeba aby objechać rydwanem Memfis, wyruszając znad Rzeki i kończąc drogę także przy jej brzegach… Potem bóg stopniowo odsłoni słoneczny okrąg. Możesz powiedzieć o tym Boskiej Izydzie.

– Jesteś pewien, panie? – spytał niemądrze Nefer.

– Na tyle, na ile pozwalają te liczby i wykresy. Obliczałeś je razem ze mną. Teraz mógłbyś już zrobić to sam. Uczyń tak, jeśli uważasz to za potrzebne.

– Wybacz, panie. Jesteś prawdziwym mistrzem, a ja tylko pomocnikiem niegodnym miana ucznia. To jednak bardzo ważne… Powinniśmy przeliczyć wszystko jeszcze sto razy, ale trzy dni… Nie mamy czasu, Najdostojniejsza Królowa nie ma czasu… Musimy powiadomić Ją natychmiast.

– Więc zrób to, młodszy kapłanie… Mnie nie zależy już na chwale… Bogini i tak obdarzyła mnie największą łaską.

– Nie mów tak, panie. Wiem, że z radością złożysz u Jej stóp owoce swojej pracy, a Ona z pewnością to doceni. Ty sam powiesz o wszystkim Królowej, tylko uczyń to w prostych i szybkich słowach. Przygotuj, co potrzeba, a ja sprowadzę naszą Panią oraz towarzysza Jej prawej ręki.

Okazało się, że Władczyni udała się do jednego z obozów wojskowych w pobliżu stolicy i Mistrz musiał posłać specjalnego gońca. Nefer bardzo na to nalegał, a Towarzysz zgodził się, gdy usłyszał, że mają tylko trzy dni.

– I co teraz, Neferze?

– Proszę cię, panie, byś wysłuchał słów które wypowiem w obecności Najjaśniejszej i poparł mój plan, jeżeli uznasz go za rozsądny. Powstrzymaj też naszą Panią przed czymś nieroztropnym, o ile zdołasz.

Amaktaris powróciła do pałacu szybciej niż kapłan mógłby się spodziewać. Najwyraźniej wiedziała, że Mistrz nie posyłałby takiego wezwania bez istotnego powodu.

– Pani, ukończyliśmy naszą pracę. Amon-Ra zakryje swoje oblicze za trzy dni od dziś, pozwól jednak, by o wszystkim opowiedział Ahores. Te obliczenia to przede wszystkim jego dzieło i zasłużył, by przedstawić ich wyniki.

– Prowadź więc.

Stary kapłan, tak rozumny i przenikliwy w zmaganiach z liczbami czy wykresami, stracił jednak te zalety umysłu, gdy przyszło przedstawić osiągnięte wyniki Władczyni. Mówił niejasno i zagłębiał się w różne trudne do pojęcia szczegóły, składając przy tym nieustanne podziękowania za otrzymaną łaskę. Najjaśniejsza starała się słuchać nieskładnej przemowy Ahoresa uprzejmie i cierpliwie, ale Nefer w końcu nie wytrzymał.

– Pani, pozwól, że powiem to, co najważniejsze. Słońce straci swój blask za trzy dni od dziś, niedługo przed osiągnięciem najwyższego punktu na swej drodze. Sprawdziliśmy liczby i wykresy wiele razy. Ciemność nie potrwa długo i po pewnym czasie światło powróci, ale to wystarczy, aby przerazić oraz wzburzyć lud. Musimy podjąć odpowiednie kroki i wykorzystać tę wiedzę.

– Ahoresie, czy zgadzasz się z tymi słowami Nefera? – spytała Królowa.

– Tak, o Wielka Izydo… Doszliśmy do tego po następujących przeliczeniach…

– Jestem pełna podziwu dla twojej mądrości, czcigodny. Chętnie zapoznam się ze szczegółami waszej pracy, ale może przedstawisz je obszerniej w bardziej stosownej chwili? Teraz muszę podjąć wiele decyzji. Dobrze wykonałeś swoje zadanie i zasłużyłeś na wdzięczność oraz łaskę Bogini. Proszę, korzystaj jeszcze przez jakiś czas z gościny w pałacu, potem będziesz mógł powrócić do świątyni Tota, jeżeli zechcesz, albo też pozostać tutaj. Możesz spodziewać się Mojej wdzięczności – powtórzyła. W przeciwieństwie do Nefera, Władczyni nie uznała za potrzebne pytać Ahoresa oraz jego pomocnika o to, czy są pewni swoich obliczeń. Gdyby nie byli, to zapewne by ich nie przedstawili, a Ona i tak nie mogła w żaden sposób sprawdzić tych liczb i wykresów.

– Miałeś więc rację, Neferze. Stary kapłan potwierdził twoje przypuszczenia – odezwała się, gdy zostali sami w towarzystwie mistrza Apresa. – To bardzo ważna wiadomość sama w sobie, mam jednak wrażenie, że wiesz albo przypuszczasz o wiele, wiele więcej… Czy teraz ujawnisz to, co zataiłeś podczas naszej poprzedniej rozmowy?

– Tak, Pani. Musisz wiedzieć o wszystkim. Błagam jednak, byś zachowała spokój i pozwoliła Twemu słudze mówić do samego końca.

– Zaczynaj więc wreszcie! Doskonale rozumiemy z mistrzem, że czasu jest mało, ale w jaki sposób mam ci przerwać lub też zezwolić na dokończenie twoich rewelacji, skoro nadal zachowujesz je dla siebie?

– Pani, kapłani będący Twymi wrogami wiedzą o zaćmieniu oraz o jego dokładnym czasie już od dawna i zamierzają wykorzystać tę wiedzę do obalenia Twojego Tronu. Tylko przyjęcie takiego założenia pozwala zrozumieć ich postępowanie, wszystko to, co wiąże się z porwaniem księżniczki Irias.

– Porwali ją, bo chcą zmusić Mnie do małżeństwa z księciem i oddania władzy, ale to im się nie uda.

– Najjaśniejsza, wybacz swemu słudze słowa, które za chwilę wypowie i nie wiń go za czyny oraz zamiary Twoich wrogów.

– Mów wreszcie!

– Wielka Pani, Amaktaris… Nie o to chodzi kapłanom, to wszystko jest tylko oszustwem obliczonym na Twój, na nasz użytek. Ich prawdziwy plan jest inny. Jeżeli się nie mylę, a boję się, że jednak mam rację… – Widząc spowodowany jego ciągłym zwlekaniem wyraz irytacji na twarzy Władczyni, Nefer zdecydował się powiedzieć to co najstraszniejsze natychmiast. – Świetlista Pani, oni zamierzają zamordować Irias w dniu zaćmienia, by sprowokować Cię do wydania rozkazu zaatakowania świątyni. Gdy to uczynisz, przeklną fałszywą, bezbożną Królową za świętokradztwo i wezwą pomocy bogów. Ciemność, która nadejdzie tak czy inaczej, wszyscy uznają za karę zesłaną przez nieśmiertelnych… Podżegany przez kapłanów lud podniesie bunt, obawiam się, że żołnierze także. Jeżeli zostaniesz uwięziona albo zginiesz – tę drugą ewentualność Nefer uznał za bardziej prawdopodobną, przyszło mu nawet do głowy, że wrogowie mogli zawczasu zadbać o jej urzeczywistnienie – powracające światło ogłoszą jako dowód przebłagania obrażonych bogów. Potem posadzą na tronie księcia Nektanebo.

– Chcą zamordować Irias? Tylko po to, by zdobyć Mój Tron? – spytała z niedowierzaniem Amaktaris. – Jak mogli wpaść na tak potworny plan? Jak ty mogłeś pomyśleć coś takiego, Neferze? Byłam pewna, że ją kochasz…

– Kocham księżniczkę, Świetlista! I to nie jest mój plan tylko Heparisa, Ramose oraz im podobnych!

– To nie może być prawda, musisz się mylić! Pragną wymusić ustępstwa, ale nie mogą przecież myśleć o czymś takim! Porwali Irias i zamierzają ją zamordować bym wydała rozkaz zdobycia świątyni… Tylko po to?

– Aby odebrać Ci rozum, o Pani. Aby zmusić do uczynienia tego, co zaplanowali i co będą potrafili wykorzystać. Aby obalić Twój Tron, a pewnie i pozbawić Cię życia. Czy jeżeli znaleźlibyśmy ciało księżniczki ze śladami tortur nie wydałabyś rozkazu ataku? Uczyniłabyś to, o Wielka. I osobiście przypatrywałabyś się szturmowi… Czyż nie tak? I nikt z nas nie miałby Ci tego za złe… Przyznaj, że mam rację.

– Mówisz prawdę, Neferze! Tak, chciałabym zemsty… Zemsty na ludziach czy bogach, wszystko jedno, kto zawinił!

– I w ten sposób wpadłabyś w zastawioną sieć – dopowiedział ponuro mistrz Apres. – Tak by się stało, gdyby nie Nefer.

– Jeżeli ma rację. Może się mylić. Nawet oni nie mogą myśleć w taki sposób…

– A Temes, o Wielka? Był jednym z nich i taki czyn nie sprawiłby mu żadnych trudności, może nawet  ten zbrodniarz znalazłby w tym przyjemność… – odparł bezlitośnie kapłan.

Te słowa ostatecznie chyba przekonały czy też złamały Amaktaris. A raczej zburzyły wzniesione w Jej duszy bariery, chroniące umysł przed szaleństwem. Woli Królowej nic bowiem złamać nie mogło.

– Co możemy zrobić? Jeżeli masz rację, to Irias zginie za trzy dni, cokolwiek byśmy uczynili… W takim razie musimy zaatakować natychmiast… Jeżeli zdołamy zaskoczyć Heparisa, to może jest jakaś szansa…

– Nie ma żadnej… Księżniczka i tak zginie. – Nefer brutalnie rozwiał te złudzenia. – Heparis pewnie także, ale jego sojusznicy potrafią wykorzystać upadek świątyni i śmierć arcykapłana… Wykorzystają to za trzy dni.

– O to będziemy się martwić za trzy dni właśnie… Ja też mam rozum Neferze i nie zapominaj, że jestem Boginią… Przynajmniej dla ludu, jeśli już nie dla ciebie czy twojej żony… Nie jesteś żołnierzem i nie tobie oceniać, w jaki sposób i jak szybko można zdobyć tę przeklętą norę Ozyrysa. I czy jest szansa ocalenia Irias… Jeżeli nic nie zrobimy, umrze i tak. Torturowana i zamęczona. To twoje własne słowa! Przynajmniej damy jej szybką śmierć!

– To szaleństwo, Amaktaris! Błagam, nie podejmuj takiej decyzji w tej chwili. Zawsze masz na to jeszcze dwa dni!

– Pani, słowa Nefera są prawdziwe. Z pewnością coś wymyśli, jak wiele razy dotąd. – Mistrz ponownie poparł kapłana. Nie widział zresztą zapewne innego wyjścia, przerażony niepohamowanym gniewem Królowej. – Niech przynajmniej wypowiedzą się żołnierze. Zwołaj naradę Twoich najwierniejszych sług i wysłuchaj ich, zanim wydasz rozkazy.

– Niech i tak będzie… – ustąpiła Monarchini. – Wezwij natychmiast sierżanta, Harfana i Horkana. Potrzebuję opinii wojowników… Niech przyjdą też twój brat i Ana… Zasłużyła tym, co dla nas wszystkich zrobiła… Wy obaj także macie się stawić. W Moim prywatnym gabinecie, jak najszybciej! – Wydawszy te polecenia, Królowa oddaliła się, nadal wzburzona, ale przynajmniej pogodzona z tym, że zanim podejmie nieodwracalne kroki powinna wysłuchać wiernych doradców.

– Miałeś podobno jakiś plan, Neferze? Plan uratowania księżniczki. To, co chce uczynić Najdostojniejsza, natychmiastowy atak na świątynię, to szaleństwo. Nic to nie da, Irias i tak pewnie zginie, a kapłani dostaną dowód bezbożności Królowej.

– To nie była odpowiednia chwila, panie. Ona… Najjaśniejsza odczuwała zbyt wielki gniew, nie potrafiłem ukazać zamierzeń wrogów w inny, bardziej oględny sposób… Ale chyba nikt nie zdołałby tego uczynić… W tym stanie umysłu nie zgodziłaby się na mój plan… Przedstawię go na naradzie. Liczę, że do tej pory ochłonie i uzna moje racje. Musi uznać, bo nawet jeżeli się zgodzi, potrzebujemy trochę czasu. Trzy dni może wystarczą, ale nie wolno nam zwlekać. Trzeba zacząć działać już dzisiaj.

Pułkownika, Horkana i Libijczyka trzeba było wezwać z rozmieszczonych pod miastem obozów wojskowych, Mistrza Serpę oraz Anę zastali w szpitalu. Uzdrowicielka okazała pewne zdziwienie z osobiście przekazanego przez Towarzysza Prawej Ręki zaproszenia, ale szybko się opanowała.

– To dowód uznania Najdostojniejszej Królowej dla twojej sztuki, wiedzy i rozumu, szlachetna pani. Ja także je podzielam – wyjaśnił dwornie Apres.

– Nie znam się na sprawach państwa i nie pragnę w nich uczestniczyć – zastrzegła się Ana.

– Ta sprawa dotyczy nie tylko Tronu i Kraju ale również uczuć… A także zaufania, zaufania wobec wiedzy i słów twego tu obecnego małżonka, o pani. Może to dlatego zostałaś wezwana?

– Co takiego wymyśliłeś Neferze? To z pewnością musi mieć związek z tym starym kapłanem.

– Szlachetna uzdrowicielko, o wszystkim dowiemy się u Najdostojniejszej. To nie jest miejsce, aby o tym mówić – napomniał dyskretnie Mistrz. – Chodźmy, Królowa nie powinna czekać.

Zarówno oni w przedpokojach, jak i przebywająca samotnie w swoim gabinecie Władczyni musieli jednak zaczekać na przybycie sprowadzonych pospiesznie wojskowych. Stawiali się kolejno, niezadowoleni z odrywania ich od obowiązków. Szybko jednak poważnieli na widok surowego wyrazu twarzy Towarzysza Prawej Ręki. Nefer miał nadzieję, że to oczekiwanie pozwoli Monarchini ochłonąć i bardziej trzeźwo spojrzeć na sytuację. Może wtedy łatwiej przyjmie jego plan? Tym niemniej, naprawdę nie mieli czasu i kapłan dosłownie czuł, jak przepływa on pomiędzy palcami ich wszystkich, na podobieństwo wzbierających wód Rzeki. Wezwani zebrali się wreszcie i to zanim nastało południe. Jak zwykle przy takich okazjach, Królowa zrezygnowała z formalnych aktów hołdu.

– Czcigodni i szlachetni panowie, a także ty, znakomita uzdrowicielko, w sprawie Irias pojawiły się nowe okoliczności. Niezwykłe i przerażające przypuszczenia, które wysunął tu obecny kapłan Nefer. Musimy rozważyć te wiadomości i natychmiast zdecydować, czy i jakie podejmiemy działania. Oczekuję waszych mądrych i szczerych rad. Towarzysz prawej ręki przedstawi wszystko, co wiemy, a raczej czego spodziewa się Nefer.

– Pięć dni temu szlachetna Ana z Abydos przywróciła swą wspaniałą sztuką wzrok pewnemu staremu kapłanowi Tota. – Mistrz skłonił się lekko uzdrowicielce, podczas gdy wojskowi wymienili zdumione spojrzenia. – Uczyniła to na prośbę naszej Pani oraz własnego małżonka. Ten kapłan Tota, Ahores, jest znawcą i badaczem ruchów gwiazd na niebie. Odzyskawszy światło źrenic, dzięki własnej wiedzy oraz przy pomocy Nefera obliczył, że trzeciego dnia od dziś słoneczny Amon-Ra zakryje oblicze i straci swój blask, co zresztą młodszy kapłan przewidział już wcześniej, ale teraz mamy też potrzebne szczegóły. Ciemność zapadnie za trzy dni przed południem i nie potrwa długo… Tak, to jest możliwe, o czymś takim wspominają stare papirusy – dodał na użytek żołnierzy, którzy rzucali spojrzenia jeszcze bardziej zdumione niż poprzednio. – Słoneczny bóg zakryje swoją twarz, a następnie odsłoni ją zgodnie z własną wolą i niezależnie od poczynań kogokolwiek w Kraju czy gdziekolwiek indziej na ziemi. Tak się stanie, jak zapewniają Ahores i Nefer. Nefer przypuszcza także, że nasi wrogowie wiedzą o tym od dawna, a ja przyznaję, że od dłuższego czasu otrzymywałem raporty o dziwnym napięciu i niejasnych oczekiwaniach w różnych miejscach Kraju, których uprzednio nie potrafiłem pojąć.

– Z pewnością zechcą wykorzystać to nastanie ciemności przeciwko naszej Pani – odezwał się Horkan. – Jeżeli rzeczywiście spodziewają się ich nadejścia i wiedzą o tym, jak mówisz, od dawna. I jeżeli Nefer się nie myli.

– Czy to ma coś wspólnego z Irias? Jeżeli czekają na to niewiarygodne zgaśniecie słońca i czynili jakieś przygotowania, to po co porywali dziewczynkę? To musi mieć jakiś związek. – Sierżant wykazał się nadzwyczajną bystrością. Nie był przecież jednak głupcem i nie przypadkiem zajmował swoje stanowisko, posiadając taki czy inny stopień.

– Obawiam się, że to rzeczywiście ma związek. Jeżeli Nefer się nie myli, to mogą chcieć sprowokować nas do uczynienia jakiegoś nieprzemyślanego kroku niedługo przed zakryciem oblicza Amona-Ra, na przykład do szturmu na świątynię. Wtedy wezwą pomocy bogów i ogłoszą ciemności jako karę nieśmiertelnych zesłaną na świętokradców, jako karę zesłaną na naszą Panią. Wezwą do buntu, by przebłagani bogowie zechcieli przywrócić światłość. I tak pewnie się stanie… Czy możecie być pewni, jak zachowają się wasi żołnierze w takiej sytuacji?

– Dlaczego mielibyśmy akurat wtedy atakować tę przeklęta świątynię? Jesteśmy gotowi, to prawda, sam chętnie poprowadziłbym moich wszarzy gdyby nie Irias… I przecież trzymają  tam księżniczkę już od wielu dni. Skoro czekamy tak długo, to dlaczego… – Terus przerwał w pół słowa, naprawdę nie był głupcem.

– Tak pułkowniku… – Nefer postanowił sam powiedzieć to, co najgorsze. – Jeżeli ją zabiją, jeżeli tego dnia znajdziemy ciało Irias, to czyż sam pierwszy nie będziesz domagał się wydania rozkazu szturmu? A może nawet nie zechcesz czekać na taką decyzję Najdostojniejszej?

– Gdyby stało się jak mówisz, kapłanie, to sierżant nie musiałby długo czekać na Moje rozkazy. Wszyscy dobrze o tym wiecie! – Królowa przerwała milczenie.

– I tego właśnie oczekują nasi wrogowie. Taki jest ich plan. Zamierzają zamordować księżniczkę, podrzucić jej ciało i sprowokować nas do szturmu. Przede wszystkim sprowokować Ciebie, o Najdostojniejsza. Najlepiej dla nich, gdybyś osobiście wydała takie rozkazy żołnierzom, a potem była obecna przy ataku. I tak byś uczyniła, Amaktaris. – Nefer zapomniał w tej chwili o należnych Władczyni tytułach. – Nie mogłabyś postąpić inaczej jako Kobieta, jako Królowa i jako Bogini. Ale wrogowie też znają Twoją siłę, charakter i uczucia… Wszyscy poparlibyśmy zresztą ten rozkaz i wszyscy upadlibyśmy razem z Tobą. W ciemnościach…

Nie odpowiedziała, ale obecni, łącznie z samą Monarchinią, dobrze wiedzieli, że ostatnie słowa Nefera są prawdziwe.

– Teraz wiecie już wszystko, nasza Pani oczekuje waszej rady – podsumował Towarzysz Prawej Ręki.

– Sierżancie, setniku i ty, bracie. Każdy z was jest doświadczonym żołnierzem, każdy z was obserwował przeklętą świątynię Ozyrysa. Ile czasu potrzeba by ją zdobyć, korzystając z wszystkich sił jakie możemy zebrać? Czy mielibyśmy szansę, by zaskoczyć wrogów i uratować Irias? Mówcie szczerze!

– Pani, nie możesz tego uczynić! Nie uratujesz Irias, a kapłanom dasz to, czego chcą. Ogłoszą zaćmienie jako karę bogów! Pozwól mi mówić i wysłuchaj moich słów, o Świetlista!

– Zamilcz, Neferze! Nie ciebie pytam i nie o to! Ogłoszą za trzy dni, do tej pory znajdę sposób, by pokonać ich własną bronią. Nie zapominaj, że jestem jednak Boginią! A wy, mówcie!

– To niemożliwe. Widziałem świątynię Ozyrysa, byłem na dziedzińcu. To potężny gmach, właściwie twierdza. Zgromadzili tam liczne i czujne straże. Oczywiście, zdobędziemy tę norę i nikt nam nie ujdzie, ale zdążą zabić Irias. Musimy wymyślić coś innego. Nefer na pewno coś wymyśli, jak w Tamadah. – Jako pierwszy odezwał się Harfan. Królowa skinęła dłonią, ale nie wyglądała na zadowoloną.

– Pani, trzymają dziewczynkę od wielu dni, ich czujność musiała osłabnąć. Otwarty szturm da wrogom zbyt wiele czasu, to prawda. Gdyby jednak udało się ich zaskoczyć, wprowadzić choćby kilku żołnierzy udających wiernych czy pielgrzymów… Przecież nie mogą całkowicie zamknąć przybytku Ozyrysa przed ludem, zwłaszcza jeśli mają liczyć na jego wierność wobec boga… Mógłbym spróbować… – Horkan okazał się większym optymistą, a może też mniej przejmował się losem Irias.

– To zbyt ryzykowne i na pewno się nie uda, byłem tam! Księżniczka zginie! – zaoponował Libijczyk.

– Horkanie, czy możesz być pewny powodzenia? Czy uważasz, że miałbyś szansę?

– Sama jesteś wojownikiem, Pani, i wiesz, że takiej gwarancji dać nie mogę. Ale czy mamy inne wyjście niż taka próba? Chcesz czekać, aż ją zabiją? Może po długich torturach? Czy tego właśnie pragniesz, o Wielka?

– Sierżancie, a co ty o tym sądzisz?

Wszyscy spojrzeli na dowódcę gwardii, zdając sobie sprawę, że jego zdanie może okazać się decydujące. Sama Królowa zdawała się bliska podjęcia decyzji o próbie natychmiastowego ataku, opinie obydwu młodszych oficerów różniły się natomiast całkowicie…

– Księżniczko, dobrze wiesz, jak kocham Irias… Dobrze wiesz, że z całej duszy pragnę wykurzyć tych morderców z ich nory… Proszę o to, bym to ja mógł poprowadzić atak. – Nefer zamarł, słysząc te słowa. Czy ojcowska miłość do córki zaćmiła rozum starego wojaka? – Ale nie teraz, nie dzisiaj. Tak jak powiedział Harfan, niemal na pewno nie zdołamy uratować dziewczynki i ona zginie… Horkan jest młody, poznał dotąd tylko smak zwycięstw… Wysłuchaj starego żołnierza, który widział dużo więcej… Teraz nie mamy żadnej szansy.

– Z całym szacunkiem, pułkowniku, ale ty z kolei jesteś już stary i boisz się ryzyka!

– A tak, boję się. Boję się, bo to nie ja będę ryzykował, nawet prowadząc ten atak. Za niepowodzenie zapłaci Irias, a pewnie i nasza Pani również.

– Jeżeli nic nie zrobimy, Tereusie, Irias i tak zginie. Wiesz o tym, stary przyjacielu.

– Nikt nie będzie bolał z tego powodu bardziej ode mnie, nawet Ty, Księżniczko. Ale w ten sposób nie zdołamy jej pomóc, trzeba wymyślić coś innego… A jeżeli Irias przyjdzie jednak umrzeć… Jest królową Amazonek i prawdziwą wojowniczką, płynie w niej dumna krew… Nie okaże lęku przed tymi szczurami, a jej śmierć nie zdoła Ci już wtedy w żaden sposób zaszkodzić, Amaktaris… Inaczej niż atak podjęty w tej chwili… Potem będę mógł poszukać zemsty.

– A więc tylko setnik Horkan opowiada się za natychmiastowym szturmem świątyni… Poza Mną, oczywiście – podsumowała Królowa. – Nie porzucę Irias na łaskę tych synów szakala. Czy ktoś ma jakiś inny pomysł?

– Pani, zanim wydasz rozkaz ataku… Z tym zawsze przecież zdążysz… Pozwól, bym raz jeszcze poszedł do świątyni i porozmawiał z Heparisem.

– To ma być ten pomysł, Neferze? O czym chcesz z nim rozmawiać? Oszukiwał nas od samego początku, wszystkie jego słowa były kłamstwem!

– On nadal myśli, że o niczym nie wiemy. Sądzi, że ciągle ma przewagę, a my błądzimy jak zagubieni w burzy piaskowej… Co jednak zrobi, jeżeli dowie się, że tak nie jest? Jeżeli dowie się, że przejrzałaś, o Najwspanialsza, jego plan i wykorzystasz zaćmienie na swoją korzyść? Więcej, że już to zrobiłaś?

– Chcesz tam iść i powiedzieć Heparisowi, że wiemy o wszystkim? W ten sposób stracimy naszą jedyną przewagę, o ile w ogóle mamy jakąkolwiek. Wtedy już na pewno nie uda się ich zaskoczyć.

– Pani, w tej chwili widzę tylko jeden słaby punkt planu wrogów… Oni muszą czekać… Muszą zaczekać na Twój nieprzemyślany ruch, chcą Cię do niego sprowokować, ale zanim czegoś takiego nie uczynisz, sami nie mogą nic zrobić.

– Co masz na myśli, kapłanie?

– W tej chwili nie mogą ogłosić Cię bluźniercą i wrogiem nieśmiertelnych, nie mogą ogłosić nadejścia ciemności jako kary bogów. Przecież sama jesteś Boginią, jak nam to przypomniałaś. Lud w to wierzy i wszyscy widzą, że rządzisz dobrze, sprawiedliwie… Wylewy są znakomite, Egipt cieszy się dostatkiem, pokonałaś naszych najgroźniejszych wrogów, dałaś Krajowi pokój… Bogowie błogosławią swojej Córce i Siostrze… Kapłani muszą czekać, ale Ty nie! Ty nie musisz czekać!

– Na cóż to nie muszę czekać, Neferze?

– Pamiętasz, jak zniweczyłaś plany świątyni Chnuma w Nennesut? Ramose i jego mocodawcy pragnęli zasiać niepokoje, może wywołać zamieszki. Uknuli wszystko tak, że niezależnie od tego, czy wylew okazałby pomyślny czy też słaby, to Ciebie, o Wielka, obciążono by ewentualną winą, a oni sami przypisaliby sobie zasługę przebłagania bogów. To był sprytny plan, a Ramose to kolejny groźny przeciwnik, ale udaremniłaś ich zamiary dzięki szybkiemu zdobyciu i jeszcze szybszemu wykorzystaniu informacji o rozmiarach wylewu… Wiele się wtedy nauczyłem… Teraz, gdy wiemy to co Heparis, możesz postąpić dokładnie tak samo jak w Nennesut. Ty nie musisz czekać z ogłoszeniem wiadomości o zaćmieniu, o zakryciu tarczy Amona-Ra. Nie musisz czekać na fałszywy krok wrogów, który wszyscy uznają za powód gniewu słonecznego boga. Nie musisz czekać, ponieważ oni już taki krok zrobili!

– Masz na myśli porwanie Irias? Boję się, że losem księżniczki przejmuję się jednak tylko Ja sama, a także kilkoro jej przyjaciół, w tym i ty, Neferze. Lud nie wie nawet o jej istnieniu i nic ona dla niego nie znaczy.

– Tym razem nie chodzi o Irias. Niestety, nikt nie będzie dbał o jej los, to prawda… Ale jest przecież inny powód gniewu nieśmiertelnych… Bunt księcia Nektanebo… Wystąpił przeciwko prawowitej Władczyni Obydwu Krajów, Żywemu Obrazowi Izydy, Córce i Siostrze bogów. Co więcej, sprowadził na Egipt wrogów, barbarzyńskich Hapiru, a do tego straszliwych, budzących przerażenie Hetytów… Chcieli mordować, palić i grabić… Tego strachu nikt nie zdążył jeszcze zapomnieć… Pokonałaś najeźdźców, ale główny winowajca nie został ukarany. Okazałaś mu łaskę na oczach ludu stolicy… Czyż nie zasłużył na śmierć? Czyż bogowie nie mogą żywić gniewu wobec księcia? O to, że nadal żyje po tym, gdy zagroził ich ukochanemu Krajowi oraz wiernemu ludowi? I upominają się o jego głowę?

– To może się udać – zauważył mistrz Apres. – Ludzie bardzo się bali, a strach zostaje w pamięci dłużej niż jakiekolwiek inne uczucie.

– Książę jest Moim kuzynem, członkiem dynastii… Krew królów nie powinna wsiąkać w ziemię, bo to właśnie budzi gniew bogów…

– Ale tym razem powód jest szczególny. I nieśmiertelni bez zwłoki potwierdzą winę zdrajcy oraz własne zadowolenie, przywracając światło słońca! Jeżeli odpowiednio wszystko rozegramy, a nie wątpię, że towarzysz prawej ręki potrafi to uczynić.

– Bogowie świadkami, że nie kocham Mojego kuzyna… To ty, mistrzu, przekonałeś mnie wówczas, by oszczędzić tego szczura. Miałeś rację, jak widać… Po prawdzie, to podobna myśl i Mnie przemknęła dziś przez głowę… Sądzę, że znajdzie się jakiś sposób, by wysłać księcia do Kraju na Zachodzie na oczach wszystkich, ale bez rozlewania jego krwi? Poszukiwania odpowiedniego rozwiązania tego problemu mogą nawet okazać się interesujące, nieprawdaż towarzyszu? – Władczyni uśmiechnęła się drapieżnie, niczym głodna lwica. Zaraz jednak spoważniała. – Ale jak ogłoszenie wieści o zaćmieniu i egzekucja księcia celem przebłagania zagniewanych bogów mogą pomóc Irias?

To pytanie skierowane zostało do Nefera.

„Moje słowa przyniosły już dzisiaj śmierć.” – Pomyślał kapłan. – „Czas, aby przyniosły też życie, o ile zdołam to uczynić”.

– To dlatego muszę iść do Heparisa. Powiem, że jego zamiary nie są już tajemnicą, że wiemy o zaćmieniu, a heroldowie w tejże chwili zaczynają ogłaszać ludowi stolicy zapowiedź nadejścia ciemności. Ciemności jako dowodu gniewu nieśmiertelnych z powodu buntu księcia. Gniewu, o którym powiadomili swoją Córkę i Siostrę, a dla przebłagania którego oczekują ofiarowania życia zdrajcy. Podobne rozkazy trzeba natychmiast wysłać szybkimi łodziami i pocztą gołębią do wszystkich miast i okręgów. Tam także należy głosić wieści ludowi. Za trzy dni słoneczny Amon –  Ra zakryje swoje oblicze, ale Najłaskawsza Izyda wybłagała przywrócenie światła, jeżeli zdrajca i buntownik sprowadzający wrogów na Kraj zginie. Nastąpi to przed południem, takie słowa bogowie przekazali swojej Córce i Siostrze, a Ona spełni ich życzenia, więc lud nie powinien się lękać. Powiem arcykapłanowi, że Królowa nie zaatakuje teraz świątyni choćby i zabił dziewczynkę, jego plan z pewnością się więc nie powiedzie i nie zdoła już w żaden sposób zrzucić winy za nastanie ciemności na Świetlistą Panią. Przeciwnie, to Ona okaże się Dawczynią Światła. Powiem mu, że przegrał.

– I jak myślisz, Neferze? Co zrobi wtedy Heparis? Zabije tak ciebie, jak i księżniczkę, albo będzie miał dwoje zakładników, bo wie zapewne, jak bardzo cię cenię.

– Nie uczyni tego… Rozmawiałem z nim i nie wyglądał na szaleńca… Kiedyś uratowałaś moje życie, Pani, obiecując w zamian łaskę pewnym przestępcom i buntownikom… Dałaś słowo i uwierzyli, a ja dzięki temu żyję… Teraz obiecam w Twoim imieniu łaskę dla Heparisa oraz wszystkich jego sług i wspólników… Jeżeli uwolni Irias oraz ustąpi ze stanowiska… Obiecam mu możliwość wycofania się do jakiejś zapadłej dziury w Górnym Kraju czy gdzie indziej, gdzie będziesz miała dostojnego hierarchę pod kontrolą… Innym także…. Jeżeli się nie zgodzi… Cóż, wtedy zabezpieczona wolą bogów ogłosisz zdrajcami zarówno czcigodnego arcykapłana, jego wspólników, wszystkich krewnych, przyjaciół i kogo tylko zechcesz, o Wielka…

– Nadal nie jestem pewna, Neferze… Nie jestem pewna czy on to przyjmie i czy Ja sama chcę okazać taką łaskę… Obiecałam mu w duchu śmierć…

– Uczynisz to dla Irias. Jej życie jest warte o wiele więcej niż zemsta.

– W tym masz rację, ale nadal nie wiem, czy to w czymkolwiek jej pomoże…

– Zawsze jest to jakaś szansa, większa niż daje ją jakikolwiek szturm na świątynię… Heparis nie wyglądał na szaleńca…

– I na to chcesz postawić swoje życie? Bo to poselstwo będzie bardzo niebezpieczne, nie wątpię, że o tym wiesz.

– Pani, Irias ratowała moją skórę i moją głowę wiele razy… Częściej nawet niż myślisz… Czas, bym i ja zrobił coś dla naszej księżniczki.

– Z tego co mówisz wynika, że decyzję muszę podjąć natychmiast… Łodzie i ptaki z rozkazami powinny wyruszyć jak najszybciej…

– Tak, Najjaśniejsza. Mamy tylko trzy dni. Zdążymy, ale musimy zacząć działać bez żadnej zwłoki.

– Nie możesz zgodzić się na coś takiego, Najwspanialsza Pani! – Nie wytrzymał Horkan. – A jeżeli Nefer się myli? Jeżeli mylą się razem z tym starym kapłanem? Jeżeli nie będzie żadnego zaćmienia albo, co nawet bardziej prawdopodobne, pomylili się w obliczeniach i nadejdzie ono kiedy indziej? A Ty ogłosisz te fałszywe wieści jako przesłanie od bogów? Dopiero wtedy dasz okazję swoim wrogom! Zawołają, że nie jesteś żadną boginią, tylko uzurpatorką i lud w to uwierzy! To zniszczy szacunek dla Twego Tronu i tym łatwiej go obalą. Nie będą nawet wcale potrzebowali nastania ciemności!

– Zachowaj spokój, setniku. To spotkanie jest wprawdzie nieformalne, ale życzyłabym sobie, by Moi wierni słudzy wypowiadali się w należytym porządku. Cóż więc sądzicie o propozycji Nefera? Harfanie?

Królowa bardzo rozsądnie zaczęła od najniżej postawionego z zebranych, nie licząc oczywiście byłego osobistego niewolnika i być może Any, której jednak nie chciała prawdopodobnie onieśmielać, każąc mówić jako pierwszej. W taki sposób każdy przedstawi swoje zdanie nie bacząc na takie czy inne opinie samej Władczyni oraz pozostałych osób, jakoby bardziej dostojnych i doświadczonych.

– Nefer to mój przyjaciel, o Wielka. Jestem prostym wojownikiem i nie mnie oceniać trafność obliczeń uczonych mężów. Nie raz dowiódł już jednak swojej wierności i mądrości, choćby w Tamadah. Wierzę, że nie myli się i tym razem.

– Horkanie? Czy chcesz dodać coś do tego, co już powiedziałeś?

– Sprzeciwiam się temu planowi, Najdostojniejsza Pani! Ogłoszenie wieści o zaćmieniu jest zbyt ryzykowne. Jeżeli okaże się ona nieprawdziwa, utracisz wiele ze swej boskości. Nie możesz aż tak ufać niepewnym liczbom przedstawionym przez dwóch kapłanów. Liczbom, których nie pojmujemy i nie potrafimy sprawdzić.

– Cóż wobec tego proponujesz, setniku?

– Atak z zaskoczenia to najlepsze możliwe wyjście, chociaż przyznaję, szanse uratowania księżniczki nie są pewne… Albo niech Nefer idzie i przyciśnie Heparisa, skoro tego chce, ale bez ogłaszania wszystkiego ludowi. Wtedy niczym nie ryzykujemy. Niech powie tylko, że świątyni tak czy inaczej nie zaatakujemy. Albo po prostu nie róbmy nic w tej sprawie i spokojnie przeczekajmy ciemności, jeżeli w ogóle nadejdą. Mają podobno potrwać niezbyt długo.

– Przedstawiasz mnóstwo propozycji, oficerze, ale ani jedna z nich nie daje Irias większej szansy. A już ostatnia żadnej. Pułkowniku Tereusie?

– Księżniczko, powiedziałem kiedyś, że znam Nefera jako Twego wiernego sługę i ufam jego rozumowi. Nie cofam tych słów. Raz już mu zaufałem i wyszło to na dobre nam wszystkim, koniec końców nawet samemu Neferowi. – Czy słysząc to, Władczyni odwróciła spojrzenie? – Teraz mogę tylko powtórzyć to samo, zawierzyłbym naszemu kapłanowi ponownie.

– Mistrzu uzdrowicielu?

– Musimy uratować księżniczkę, a przynajmniej spróbować… Ahores to prawdziwy znawca ruchów gwiazd… Ufam też Neferowi, jego wierności i rozumowi.

– Towarzyszu prawej ręki?

– Przyjmując plan Nefera ryzykujesz bardzo wiele, o Pani. Może nawet Twój Tron… Najbezpieczniej byłoby nie robić nic, jak zaproponował setnik. Wiem jednak, że na coś takiego nigdy nie przystaniesz. Pomysł Nefera daje jakąś szansę, a nie tylko jej złudzenie… Przyznaję, kiedyś mu nie ufałem, ale nauczyłem się cenić jego opinie. A co do braku zaufania, myliłem się.

– A ty, Ano? Co powiesz?

– Nie mnie rozstrzygać o sprawach państwowych… Nie poznałam też księżniczki Irias, która z pewnością jest nadzwyczajnym dzieckiem… W rozum mojego męża nigdy nie wątpiłam, jego wierność musisz ocenić sama. W tej sprawie zaufałabym mu jednak bez wahania. Tylko dlaczego to akurat koniecznie on musi iść z tym poselstwem?

– Bo to mój pomysł, Ano. A rozmowa z arcykapłanem na pewno nie będzie łatwa.

– To prawda, to będzie prawdziwa bitwa, a w takiej rozgrywce nikt z nas nie dorówna Neferowi. Tylko on może stawić czoła Heparisowi… Dziękuję za wasze opinie, ale tę decyzję muszę podjąć sama.

Królowa zamyśliła się i sprawiała przez dłuższą chwilę wrażenie nieobecnej. Wszyscy z szacunkiem milczeli, czekając na słowa Władczyni.

– Ja także zaufałam kiedyś pewnemu niewolnikowi i mając tylko jego słowo skoczyłam w przepaść… Dzisiaj jestem gotowa uczynić to samo… Dobrze, niech będzie tak, jak mówisz, Neferze. Pójdziesz do świątyni Ozyrysa i spróbujesz  przekonać arcykapłana. Możesz obiecać mu w imieniu Królowej co tylko zechcesz, w granicach rozsądku, rzecz jasna. My tymczasem zajmiemy się drugą częścią planu. Towarzyszu, natychmiast przygotujesz i roześlesz rozkazy. Tereusie, dopilnujesz wojska… Widzę jednak jeszcze dwie dodatkowe kwestie i życzę sobie, by zostały uwzględnione.

– Pani? – spytał mistrz Apres.

– Innym mogę obiecać miłosierdzie, ale chcę oddać wojownikom królowej kopca przynajmniej Ramose i Tahara. Ramose jest oślizły niczym wąż i jeśli mu pozwolimy, znajdzie sposób, by się wymknąć. Tahar miał jak dotąd niezwykłe szczęście, równe prawie twojemu, Neferze. Zawsze wychodzi cało i potrafi zniknąć, by powrócić w najmniej odpowiedniej chwili. Tym razem zadbam, by to się więcej nie powtórzyło. A raczej ty zadbasz. Chcę, byś przed przedstawieniem arcykapłanowi jego sytuacji, sprowadził obydwu tutaj.

– Ale w jaki sposób, Pani?

– Powiesz… Powiesz, że zgadzam się na warunki kapłanów, że poślubię Mojego kuzyna. I chcę rozmawiać z Ramose, by ustalić różne szczegóły. Wzywam go w tym celu do pałacu, a ty będziesz gwarantem bezpiecznego powrotu.

– Ale przecież im nie zależy tak naprawdę na tym małżeństwie, po co miałby przychodzić? – wtrącił się Horkan.

– Bo nie mogą ujawnić tego już teraz, muszą zachować pozory jeszcze przez trzy dni. Co do Tahara… Neferze, oznajmisz, że Królowa życzy  sobie odzyskać swój pierścień. I chce, by zwrócił go ten, kto ukradł ten klejnot… Na kolanach… Taki kaprys Władczyni… To zabrzmi nawet prawdopodobnie, a pierścień nie jest im już teraz do niczego potrzebny. Nie znajdą powodu, żeby odmówić, a nawet gdyby próbowali, twoja w tym głowa, by Tahar jednak przyszedł. Wątpię, by Heparis darzył szczególnymi względami tego kundla, zresztą ty tam zostaniesz, a czcigodny wie, że cenię własne sługi o wiele wyżej. Gdy uznasz, że upłynął czas potrzebny na przebycie drogi ze świątyni do pałacu, poprosisz o kolejną rozmowę z arcykapłanem i dopiero wtedy wyłożysz wszystko. Ramose i Tahar będą już wówczas w łańcuchach, a heroldowie wyruszą na ulice Memfis.

– To niepotrzebna komplikacja, Pani – zaoponował mistrz Apres.

– To kaprys Władczyni, który nie powinien w niczym przeszkodzić. A waszym zadaniem jest spełniać Moją wolę. Królowej bardzo na tym zależy!

– Jak rozkażesz, o Wielka. Jak powiedziałaś, to nie powinno w niczym przeszkodzić.

– Dziękuję, Neferze. Jest jeszcze druga sprawa.

– Pani?

– Nie możesz tam iść jako były niewolnik, nie powinieneś iść nawet jako młodszy kapłan… Pójdziesz… Pójdziesz jako arcykapłan Izydy.

– Pani… To jedno z najwyższych stanowisk w Kraju… – wyjąkał oszołomiony.

– Czy myślisz, że o tym nie wiem? Wiem też, że od kilku lat pozostaje nieobsadzone.

Opowieści o okropnym końcu poprzedniego hierarchy, zamieszanego w spisek i straconego, dotarły nawet do prowincjonalnej świątyni w Abydos oraz do pewnego młodego akolity, chociaż powtarzano je najcichszym szeptem. I teraz on miałby zostać jego następcą?

– Pani, jestem tylko młodszym kapłanem… Ja nie mam prawa… – Przerażony upadł na kolana.

– Ściśle rzecz biorąc, jesteś byłym niewolnikiem. Moim niewolnikiem. Ja natomiast jestem Królową i Boginią, Żywym Wcieleniem Izydy. Jako Królowa, a tym bardziej jako Bogini, mam pełne prawo ustanowić własnego arcykapłana, co właśnie czynię. – Uśmiechnęła się lekko. – Wstań, arcykapłanie!

– Ja… ja się nie nadaję! – Usiłował rozpaczliwie protestować, wciąż klęcząc.

– Przeciwnie, uważam że nadajesz się znakomicie i przyniesiesz zaszczyt swemu urzędowi. Oczywiście, jeżeli dożyjesz do zachodu słońca. Raz jeszcze powtarzam, wstań arcykapłanie. Sam mówiłeś, że nie ma czasu do stracenia!

Podniósł się, nadal oszołomiony tym, co właśnie usłyszał. A potrzebował teraz umysłu jasnego jak nigdy, by wykonać to, czego się podjął.

– Szlachetni panowie, ruszajcie do swoich zadań. Ty zostań, Neferze. – Najwspanialsza odprawiła zebranych i po chwili w komnacie towarzyszyli Jej już tylko nowo ustanowiony arcykapłan Izydy oraz Ana, której rozkaz, jeśli przyjąć go dosłownie, nie obejmował, a która nie przejawiała zresztą najmniejszej ochoty opuszczenia gabinetu.

– Neferze, musisz przebrać się w szaty stosowne do twojej nowej godności, ogolić głowę. Słudzy będą czekać w Moich apartamentach, na dziedzińcu przygotują lektykę… Pozwolisz, że wprowadzeniem do świątyni i pałacu zajmiemy się później.

– Pałacu? – spytał niezbyt mądrze.

– Arcykapłan Izydy posiada, oczywiście, własny pałac. Jeden z najświetniejszych w stolicy. Ostatnio stał nieco zaniedbany. Wybacz, ale nie zdążyłam odnowić tej rezydencji, nie chciałam wzbudzać niepotrzebnych domysłów. – A więc nie podjęła decyzji pod wpływem chwili, Amaktaris musiała planować coś takiego już od dłuższego czasu. – Jak przypuszczam, twoja żona zajmie się może urządzeniem waszej siedziby, ale to musi trochę potrwać i liczę, że tymczasem skorzystacie nadal z gościnności Królowej.

Dlaczego w takiej chwili mówiła o rzeczach podobnie nieistotnych? Czy nowy arcykapłan w ogóle otrzyma od bogów okazję odwiedzenia posiadanej rzekomo siedziby? A może Królowa chciała tylko zagłuszyć własny niepokój?

– Neferze… Idź i przyprowadź Irias… Obiecaj im, co tylko zechcą, co uznasz za konieczne, ale uratuj ją… I sam też wróć… Nie chciałabym, byś został najkrócej sprawującym swoją godność arcykapłanem Izydy w dziejach tego urzędu.

– Dlaczego w ogóle musisz tam iść? – To Ana włączyła się do rozmowy. – Dlaczego nie potrafiłeś wymyślić czegoś innego? Czy zawsze musisz być takim głupcem?

– Gdy poznasz Irias, zrozumiesz. Jesteście prawdziwymi lwicami, ty Ano, oraz ty, Amaktaris, ale ona przerośnie was obie, jeżeli tylko dostanie szansę…

– Na szczęście, jest jeszcze zbyt młoda, by wyruszyć na własne łowy… Wierz mi, Ano, miałybyśmy z nią prawdziwe kłopoty.

– Uznano ją jednak za wystarczająco dorosłą, by to na nią ktoś zapolował… Pójdę poszukać tych służących i lektyki – dodał pospiesznie Nefer, oceniając, że nawet towarzystwo arcykapłana Heparisa może okazać się mniej niebezpieczne niż dalsze przebywanie w tej komnacie.

XCIV

Zapowiedzianych przez Najjaśniejszą służących znalazł bez trudu, ale przygotowania potrwały dłuższą chwilę. Neferowi ogolono odrastające włosy, namaszczono go olejkami i przyobleczono w kosztowną szatę z białego lnu. Stroju dopełniały eleganckie sandały. Przypomniał sobie, iż Heparis ubierał się raczej powściągliwie i odmówił nałożenia złotego naszyjnika, bransolet oraz pierścieni, które również przygotowano. Zadowolił się oznaką swego nowego urzędu – wygiętą, rzeźbioną laską z drewna cedrowego. Spodziewał się, że Amaktaris przyjdzie może, by zamienić jeszcze kilka słów, albo przynajmniej ujrzeć i zaaprobować końcowy efekt podjętych starań, tak się jednak nie stało. Pomyślał, że Królową zatrzymała zapewne rozmowa z Aną, ale dopiero na dziedzińcu poznał prawdziwy powód.

Ku swemu zdumieniu, oprócz lektyki i niewolnych tragarzy zastał tam grupkę dziesięciu żołnierzy dowodzonych przez Harfana. Na widok Nefera Libijczyk zasalutował i wydał gromkim głosem komendy nakazujące sformowanie szyku.

– O co tu chodzi, przyjacielu?

– Oto twoja eskorta, panie. A ja pełnię obowiązki jej dowódcy.

– Co takiego? I dlaczego nazywasz mnie panem? Jesteśmy przecież przyjaciółmi.

– Arcykapłanowi Izydy musi towarzyszyć eskorta, gdy udaje się z oficjalną wizytą.  A ty sprawujesz teraz wysoki urząd, panie. Nie wypada, byś miał przyjaciół wśród prostych żołnierzy.

– Nie opowiadaj bzdur, Harfanie. – Nefer ściszył jednak głos i podszedł do Libijczyka. – Zaszczyciłeś mnie swoją przyjaźnią gdy byłem niewolnikiem, a chcesz cofnąć ją w takiej chwili?

– Arcykapłani nie miewają przyjaciół wśród zwykłych żołnierzy – powtórzył uparcie wojownik.

– Nie chcę tego słuchać, rozumiesz? Jeżeli nie możesz inaczej, to przyjmij to jako rozkaz. I odpraw tych gwardzistów. Nie potrzebuję ich i nie zamierzam narażać.

– To niemożliwe, arcykapłan Izydy musi mieć właściwą asystę.

– Ale dlaczego akurat ty dowodzisz tymi żołnierzami?

– Bo sam o to poprosiłem Najdostojniejszą Panią… I nie myśl, panie Neferze, że łatwo mi przyszło osiągnąć to stanowisko. Musiałem pokonać kilku konkurentów, którzy także pragnęli tego zaszczytu.

– Jakich znowu konkurentów? I proszę, przyjacielu, nie nazywaj mnie panem.

– Jako pierwszy, korzystając ze swojej rangi, dowództwo próbował objąć sierżant, a właściwie pułkownik. Mocno się przy tym upierał i ustąpił dopiero na osobisty rozkaz Najjaśniejszej, bardzo niechętnie zresztą. Bo sprawa oparła się o Jej decyzję i to Ona musiała nas wszystkich rozsądzić.

– Was wszystkich?

– Zgłosił się jeszcze Horkan, ale Świetlista Pani mnie powierzyła ostatecznie to zadanie. Tak więc na pewno nie odstąpię teraz tego honoru, Neferze. – Harfan przestał przynajmniej tytułować kapłana panem.

– Horkan? – zdumiał się Nefer. – Zresztą mniejsza z tym… Ale dlaczego ty chcesz tam iść? To może okazać się bardzo niebezpieczne, a jeżeli miałoby stać się coś złego… Wybacz, twoja obecność i tak niczego nie zmieni.

– Arcykapłan Izydy musi mieć eskortę!

– Ryzykujesz bez żadnej potrzeby…

– Idę tam razem z przyjacielem, jak sam zechciałeś mnie nazwać… I idę po przyjaciela, bo los Irias i mnie nie jest obojętny.

– Dobrze… Nie traćmy więc czasu. I dziękuje ci, wojowniku.

Harfan powtórnie zasalutował, po czym zaczął wydawać kolejne rozkazy, podczas gdy Nefer usadowił się w lektyce. Nigdy dotąd nie korzystał z takiego środka transportu.  Nie przysługiwał on młodszym kapłanom, czy też tym bardziej niewolnikom. Prawdę mówiąc, wolałby udać się do świątyni Ozyrysa pieszo, zawsze najlepiej myślało mu się podczas spaceru… Musiał jednak pogodzić się z tym, że nowa ranga niosła ze sobą także pewne obowiązki reprezentacyjne. Jeżeli sama Najwspanialsza Amaktaris radziła sobie z zachowaniem stosownej pozy podczas podobnych okazji, to i on to potrafi… Skoro mowa o Świetlistej Pani, to miał wrażenie, że już z lektyki dostrzegł Jej postać pod jedną z kolumn otaczającego dziedziniec portyku. Obok stała również Ana… Żadna z nich jednak nie podeszła, ani też w jakikolwiek inny sposób nie zaznaczyła swojej obecności. Może to i lepiej, wszystko zostało już powiedziane, a długie pożegnania mogłyby tylko rozproszyć myśli arcykapłana.

Musiał przyznać, że dzięki lektyce do bram świątyni dotarli szybciej niż poprzednio. Główne wrota zastali zawarte, podobnie jak podczas ostatniej wizyty, tym razem jednak Harfan nie zamierzał zadowalać się wejściem przez boczną furtę. Rozkazał jednemu z żołnierzy uderzyć drzewcem oszczepu w zamknięte wierzeje.

– Jego dostojność, arcykapłan Izydy, przybywa na polecenie Pani Obydwu Krajów, Oby Żyła i Władała Wiecznie i życzy sobie widzieć się bezzwłocznie z czcigodnym Heparisem! – zawołał gromko Libijczyk, gdy odgłosy dobijania się do brązowych wrót świątyni oraz sam niecodzienny orszak zwabiły któregoś z niższych rangą kapłanów.

– Brama jest zamknięta… Może zechcecie wejść przez boczną furtę… – zaproponował niepewnie akolita, wskazując przejście z którego sam wyszedł.

– Arcykapłan Izydy oraz wysłannik Najdostojniejszej Królowej Górnego i Dolnego Kraju nie będzie wkraczał przez drzwi dla służby! Żądamy otwarcia głównych wrót!

– Muszę zawiadomić dostojnego Heparisa – odparł nieszczęsny młodszy kapłan. Nefer poczuł odrobinę współczucia. Jeszcze niedawno sam mógłby znajdować się na jego miejscu.

– Więc lepiej się pospiesz. Dostojny pan Nefer nie będzie czekał!

– Uczynię to natychmiast. Proszę o wybaczenie, szlachetny panie.

Akolita zniknął w bocznej furcie, a świeżo ustanowiony arcykapłan Izydy napawał się przez chwilę wrażeniem, jakie wywarł na niższym obecnie rangą koledze. Zdecydowanie, nie miał dotychczas okazji przyzwyczaić się do podobnych sytuacji… Szybko jednak otrząsnął się z niebezpiecznego samozadowolenia. Przybył tu w konkretnym celu, a jego misja równie dobrze mogła zakończyć się natychmiastową egzekucją „dostojnego pana Nefera”. Zaciekawiło go natomiast, czy butne zachowanie Harfana oraz prestiż własnej, nowej rangi wystarczą, by otworzyć przed orszakiem główne wrota świątyni. Czy Heparis okaże się wystarczająco pewny siebie i nieostrożny, by uczynić coś takiego w obecności dziesięciu gwardzistów? Jeżeli tak, to może jednak Horkan miał trochę racji? I czy hierarcha znajdzie jakieś inne rozwiązanie tego etykietalnego problemu?

Okazało się wkrótce, że znalazł. Po niedługiej chwili, wiadomość przekazano bowiem naprawdę bezzwłocznie, w furcie pojawił się sam Heparis we własnej osobie. Nie wydawał się zdziwiony wizytą niecodziennego gościa i jego nowym stanowiskiem.

– Dostojny panie, z radością witam cię w progach przybytku Ozyrysa. Zechciej wybaczyć, iż z ważnych powodów nie możemy otworzyć przed tobą głównej bramy. Proszę, byś raczył skorzystać z tej furty. Aby zaś nikt nie potraktował tego jako ujmy dla twojej godności arcykapłana Izydy oraz wysłannika naszej Pani, Oby Żyła i Władała Wiecznie, pozwól, że ja sam jako gospodarz wprowadzę cię tym przejściem, w normalnych warunkach nieodpowiednim zaiste dla osoby takiej rangi.

Neferowi nie pozostało nic innego jak skorzystać z tego zaproszenia. W tym celu musiał jednak wysiąść z lektyki, która w żadnym wypadku nie zmieściłaby się w wąskim otworze furty. Tragarze pozostali na zewnątrz, podobnie jak kilku wyznaczonych rozkazem Harfana żołnierzy. Sam Libijczyk oraz jego pozostali podwładni mogli zresztą odprowadzić arcykapłana Izydy tylko na zewnętrzny dziedziniec, gdzie wskazano im miejsce w cieniu. Heparis rozkazał jednemu z młodszych kapłanów, by polecił podać zarówno żołnierzom jak i tragarzom wodę, co stanowiło przejaw uprzejmości w chwili, gdy żar słońca osiągnął największe w ciągu dnia natężenie. Rozglądając się uważnie, Nefer dostrzegł wzmocnione straże, rozstawione w miejscach wypatrzonych uprzednio przez przyjaciela, ale też nie tylko tam. Sługi Ozyrysa trudno byłoby jednak zaskoczyć. Po chwili Heparis powiódł gościa do swego gabinetu.

– Zechciej przyjąć szczere gratulacje, panie, z powodu godności, którą objąłeś od czasu naszego ostatniego spotkania – zauważył gospodarz, gdy znaleźli się sami w znanej już Neferowi komnacie. – Twój awans wcale mnie zresztą nie dziwi.

– Nasza Pani, Oby Żyła i Władała Wiecznie, zbyt wysoko oceniła w swojej łaskawości moje skromne talenty.

– Jestem odmiennego zdania, panie Neferze. Przyznaję, znajdą się też tacy, którym twoje wyniesienie z pewnością się nie spodoba, ale uwierz, ja do nich nie należę.

– Dziękuję, panie. Pozwól jednak, że przejdę do wyjawienia celu mojej wizyty.

– Oczywiście. Czemu zawdzięczam ten zaszczyt?

– Czcigodny panie, twój wysłannik – szlachetny Ramose z Nennesut, przedstawił Najdostojniejszej Pani Obydwu Krajów propozycję rozwiązania pewnych problemów, które dotykają obecnie nas wszystkich. Dla dobra Kraju, dynastii, wiernych poddanych oraz dla zachowania łaski nieśmiertelnych, Najjaśniejsza postanowiła przychylić się do waszych próśb. Zdecydowała się poślubić swego kuzyna, księcia Nektanebo, posadzić go obok siebie na Tronie oraz obdarzyć  koroną Pana Górnego i Dolnego Kraju.

– To doprawdy szlachetna i wspaniałomyślna decyzja… – Heparis, nawet przy całej swojej dwulicowości nie potrafił ukryć śladów zdumienia. Najwyraźniej nie spodziewał się ustępstw ze strony Królowej. – To wszystko… Wymaga wielu szczegółowych ustaleń. – W słowach oraz zachowaniu arcykapłana Ozyrysa trudno byłoby doszukać się objawów zadowolenia i triumfu.

– To prawda, czcigodny panie. Z pewnych znanych nam obydwu powodów, Świetlista Pani nie chce jednak tracić czasu, skoro podjęła już postanowienie.

– I dlatego przysłała ciebie, arcykapłanie, by omówić te szczegóły?

– Niezupełnie, panie Heparisie. Ja mam tylko oznajmić wolę Najwspanialszej. Sprawy te dotyczą Królowej w najbardziej osobisty sposób i nie może dziwić, że sama pragnie wyjaśnić wszystkie detale. Wielka Pani rozumie, rzecz jasna, że w obecnej chwili nie możesz opuścić świątyni i przybyć do pałacu, dlatego spodziewa się, że zechcesz wysłać tam szlachetnego Ramose, który został już wtajemniczony w obecne problemy i jak dotąd dobrze przysłużył się dla ich rozwiązania. Najjaśniejsza oczekuje przybycia dostojnego kapłana bez żadnej zwłoki.

– Tak, oczywiście… Muszę z nim jednak porozmawiać…

– To zrozumiałe. Zaznaczam co prawda ponownie, iż życzeniem Pani Obydwu Krajów jest unikniecie jakiejkolwiek zbędnej zwłoki… Zapewne domyślasz się, arcykapłanie, jakie uczucia powodują Najjaśniejszą.

– Ramose wyruszy do pałacu już wkrótce… Najlepiej w twoim towarzystwie, panie Neferze.

– Nasza Pani poleciła mi przedstawić jeszcze jedno życzenie, czcigodny Heparisie. To w zasadzie drobiazg, istotny jednak dla dumy Najdostojniejszej.

– O cóż chodzi tym razem?

– Wielka Pani pragnie odzyskać królewski pierścień ze znakiem Izydy, który skradziono Jej w niegodny sposób. Nie sądzi, by ktokolwiek zdołał się nim jeszcze posłużyć wbrew woli Władczyni, ale życzy sobie, aby powrócił w ręce prawowitej Właścicielki.

– Dobrze, to rzeczywiście drobiazg. – Heparis nie próbował nawet zaprzeczać, że klejnot istotnie trafił w jego posiadanie. – Możesz go zabrać, albo też Ramose przekaże ten znak.

– To nie wystarczy. Kradzież pierścienia naruszyła dumę Monarchini. Pragnie teraz, aby został on zwrócony przez tego, kto ukradł klejnot. Powinien uczynić to osobiście, klęcząc przed Tronem Pani Obydwu Krajów.

– Czy tylko o to chodzi naszej wspaniałej Królowej? Czy przypadkiem nie zamierza również przy okazji ukarać sprawcę kradzieży? – Heparis nie był bynajmniej durniem.

– Takiej pewności nikt z nas mieć nie może… Najdostojniejsza przewidziała jednak twoje, jakże szlachetne wątpliwości, panie. Poleciła, bym pozostał w świątyni i zaczekał na bezpieczny powrót Ramose oraz tego Nubijczyka Tahara, bo to on ukradł swego czasu pierścień. Osobiście sądzę, że to sprawa bez większego znaczenia, zwykły kaprys Najjaśniejszej Pani… Jest w końcu nie tylko Królową i Boginią, ale także Kobietą i musimy to zrozumieć…

– Pewnie masz rację, Neferze… Sądzę, że tym razem spełnimy życzenie naszej Pani, Oby Żyła i Władała Wiecznie. To w sumie dobra myśl, byś skorzystał z gościny Ozyrysa do czasu powrotu naszych wysłanników… Tahar okazał się w pewnych sprawach użyteczny, nie ukrywam jednak, że to nikczemnik, niegodny szczególnej uwagi… Cenię natomiast Ramose z Nennesut… Oczywiście, nie wątpię, że Najwspanialsza w równym stopniu docenia twoją osobę, czego ostatni awans jest najlepszym dowodem… Czy zechcesz zaczekać w sąsiedniej komnacie i przyjąć skromny poczęstunek? Ja tymczasem wyprawię do pałacu Ramose i Tahara.

– Dziękuje, panie. Chciałbym jednak być obecnym przy ich wyruszeniu w drogę… Takie otrzymałem polecenia.

– Oczywiście. Zostaniesz zawiadomiony we właściwej chwili.

Nefer nie skorzystał niemal z jadła i napojów podanych w obfitości na polecenie gospodarza. Odczuwał zbyt duże zdenerwowanie i napił się tylko wody. Docenił jednak, że dostarczono także piwo. Heparis musiał sporo wiedzieć o swoim rozmówcy. Arcykapłan Izydy nie obawiał się wprawdzie, by potrawy zatruto – to nie miałoby żadnego sensu – ale potrzebował jasnego umysłu w nadchodzącej rozgrywce. Zwierzchnik świątyni Ozyrysa zachowywał się z wyszukaną uprzejmością. Pomimo oczywistego zaskoczenia wieściami przyniesionymi przez Nefera spełniał też, jak dotąd, plany i życzenia Najdostojniejszej. W tej chwili mógł jednak czuć się zwycięzcą, właściwe starcie miało dopiero nastąpić.

Po pewnym czasie któryś z młodszych kapłanów poprosił Nefera, by ten udał się z nim na zewnętrzny dziedziniec. Zastali tam Heparisa i Ramose,  w pobliżu kręcił się też Tahar.

– Dostojny panie, zgodnie z życzeniem Królowej, Oby Żyła i Władała Wiecznie, Ramose z Nennesut uda się do Pałacu by omówić wiadome nam sprawy wielkiej wagi. Z radością przekażemy też naszej Pani pierścień ze znakiem Izydy, który trafił w nasze ręce i który dla Niej przechowaliśmy. Tak jak chciała Najdostojniejsza, klejnot zwróci Nubijczyk Tahar. Tymczasem zaopiekuje się nim szlachetny Ramose. – Hierarcha wydobył pierścień, okazał Neferowi i wręczył swemu wysłannikowi. – Ty natomiast, arcykapłanie, zaczekasz tutaj na ich powrót.

– Będę zaszczycony, mogąc ponownie stanąć przed obliczem Boskiej Pani i służyć Jej pomocą oraz radą – dodał Ramose.

Obydwaj kapłani zachowywali pozory uprzejmości, chociaż sługa Chnuma pozwolił sobie na ledwie widoczny, drwiący uśmiech skierowany pod adresem Nefera. Nie wytrzymał natomiast Tahar.

– Ona chce, bym zwrócił pierścień na kolanach… I dobrze… Klęczałem przed nią wiele razy, ale dzisiaj to ja odczuję z tego powodu satysfakcję… Zapewniam cię, arcykapłanie Izydy… Wspomnij też to, co kiedyś już ci powiedziałem i nie myśl, że twoja obecna ranga cokolwiek zmieni…

– Sługo, nie wtrącaj się do rozmowy lepszych od siebie! – Heparis przerwał Nubijczykowi ze śladami irytacji w głosie. – Zechciej wybaczyć, dostojny panie. Czy życzysz sobie, aby ten kundel został na miejscu wychłostany za swoją bezczelność?

– To zbędne, czcigodny. Byłem już kiedyś świadkiem, jak ten człowiek odbierał baty z mojego powodu i nie pragnę ponownie takiego widoku. Stracimy tylko czas, a Pani nas wszystkich nie powinna czekać.

– To prawda. Ruszajcie zatem. – Arcykapłan odprawił swoich wysłanników.

Nefer przyglądał się, jak Ramose i Tahar przechodzą przez furtę w towarzystwie kilku strażników. Kroczyli dumnie, pewni zwycięstwa, chociaż każdy z nich musiał pojmować je inaczej, bo przecież Nubijczyka z pewnością nie wtajemniczono w istotę prawdziwego planu spiskowców. Kapłan zapamiętał położenie słońca…

„Idą, by umrzeć. Umrzeć w męczarniach.” – Pomyślał Nefer. – „I to ja posyłam ich na śmierć, równie pewnie, jak gdybym zajął miejsce Najjaśniejszej i wydawał w tej chwili rozkaz rzucenia obydwu wojownikom kopca. Na co jeszcze potrzebna chłosta Tahara? Moje słowa po raz kolejny przyniosły dzisiaj śmierć, czy zdołają przynieść w końcu życie?”

Po chwili wspomniał też własną, niepewną sytuację… On sam również mógł nie doczekać zachodu słońca i wydawało się to ewentualnością bardzo prawdopodobną. Poszukał spojrzeniem Harfana oraz jego żołnierzy, trzymających się razem w kącie dziedzińca i zachowujących czujność. Wbrew temu, co powiedział przed opuszczeniem pałacu, obecność przyjaciela dodawała teraz otuchy.

– Może pragniesz zobaczyć księżniczkę Irias, panie? Przekonać się, że niczego jej nie brakuje i samemu oznajmić dobre nowiny? – zaproponował niespodziewanie hierarcha. – Korzysta z ruchu i świeżego powietrza na jednym z bocznych dziedzińców.

– Jeśli pozwolisz, panie Heparisie. To bardzo uprzejme z twojej strony.

Nefer poczuł nagły przypływ niechęci do rozmówcy. Arcykapłan zezwala przekazać dobre nowiny i rozbudza w dziewczynce nadzieję, po to tylko, by za kilka dni wydać rozkaz jej uśmiercenia… Przypomniał sobie jednak własne myśli sprzed kilku chwil. Czyż on sam ma prawo czuć się w czymkolwiek lepszy? Zdołał opanować podobne odczucia dopiero podczas dość długiej drogi na wspomniany dziedziniec, którą odbyli z Heparisem w milczeniu.

Irias powitała przyjaciela z radością. Trudno powiedzieć, by zażywała poprzednio ruchu. Wyglądało na to, że snuła się po niewielkim zakątku świątyni pod czujnym okiem kilku rozstawionych pod ścianami strażników. Dopiero na widok przyjaciela ożywiła się i podbiegła, by utonąć w jego ramionach. Chyba nie zwróciła uwagi na kosztowne szaty oraz laskę nowego arcykapłana. Tym razem nie pytała już, czy Nefer przyszedł ją uwolnić. On sam nie potrafił jednak powstrzymać się od zyskania pewności w tej samie sprawie, co poprzednio.

– Czy nikt nie zrobił ci tu krzywdy, księżniczko?

– Nie… Zabrali nawet tego Tahara… Ale tęsknię za Panią, za tobą i innymi…

– Irias, drogie dziecko, Nefer przyniósł bardzo dobre wieści. Najdostojniejsza Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, zgodziła się przyjąć pewne rady i prośby, które przedłożyliśmy u stóp Jej Tronu. Jeżeli sprawy pójdą po myśli nas wszystkich, za kilka dni z pewnością opuścisz świątynię. Ja sam i wielu innych tutaj przyjmiemy to wprawdzie z wielkim smutkiem, ale rozumiemy twoje zadowolenie.

Słysząc te słowa, Nefer z trudem zmusił się do zachowania spokoju.

– Czy to prawda? Wiedziałam… Jak to zrobiłeś? – Dziewczynka nie ukrywała radości.

– To nasza Pani podjęła pewne decyzje… Ja tylko przynoszę Jej słowa… Zrobimy wszystko, by cię uwolnić. I mam nadzieję, że zdołamy tego dokonać.

– Szkoda, że nie możesz zabrać mnie od razu… Naprawdę tęsknię, ale przynajmniej jesteś teraz tutaj.

– Tak… Ty zaś jesteś bardzo dzielna, księżniczko… Cokolwiek się stanie, pamiętaj, że wszyscy cię kochamy, Pani, sierżant, Harfan, Ahmes i wielu innych.

– A ty nie?

– Ja także, Irias. Pamiętaj o tym. – Uścisnął mocniej dziewczynkę i spojrzał ponad jej głową na słońce… Tak, nadszedł zapewne czas. Jeżeli w sprawę nie wmieszali się jacyś zawistni bogowie, to Ramose i Tahar powinni już dotrzeć do pałacu, gdzie zgotowano im niespodziewane przyjęcie… Zebrał się w sobie. – Księżniczko, muszę teraz porozmawiać raz jeszcze z czcigodnym arcykapłanem. Mam rozkazy naszej Pani. Chodzi o bardzo ważne sprawy, chyba to rozumiesz? Pamiętaj, co ci powiedziałem i zaczekaj tu na mnie albo na wezwanie.

Irias niechętnie wypuściła przyjaciela z objęć, ale nie próbowała go zatrzymać. Jako wojowniczka rozumiała, że rozkazy należy wykonać.

– Dostojny panie, dziękuję za umożliwienie tego spotkania. Możesz liczyć na moją wdzięczność we wszystkim, co będę mógł dla ciebie uczynić.

– Ja także, Neferze, pragnę okazać ci życzliwość tak teraz, jak i w dniach, które nadejdą. Mówiłem już poprzednio, że byłoby wielką stratą zmarnować twoje talenty.

– Jeżeli pozwolisz, panie Heparisie, chciałbym obecnie porozmawiać o tym i o innych jeszcze sprawach. Najlepiej w twoim gabinecie.

– Chodźmy więc, a Irias niech cieszy się słońcem. Najgorszy żar już przemija.

Podążając w ślad za gospodarzem mrocznymi, wewnętrznymi korytarzami świątyni, Nefer przypomniał sobie poniewczasie, że Tahar kuleje i z tego powodu obydwaj z Ramose potrzebowali zapewne więcej czasu na pokonanie odległości pomiędzy przybytkiem Ozyrysa a pałacem. Na szczęście, do gabinetu Heparisa też wiodła droga dość daleka. Arcykapłan Izydy zaczął celowo zwalniać, udając zmęczenie. Nie miał pojęcia, czy jego towarzysz dał się nabrać na tak prosty manewr, liczyło się jednak tylko opóźnienie rozpoczęcia rozmowy. Dlatego też nie spieszył się z zajęciem wskazanego przez gospodarza miejsca w komnacie, przyjął również propozycję podania przez służbę wody. Wreszcie nie potrafił już znaleźć kolejnych pretekstów odwleczenia konfrontacji i pomodlił się tylko w duchu do Izydy o powodzenie całego planu, własną elokwencję oraz rozsądek Heparisa. To jednak arcykapłan Ozyrysa zaczął rozmowę.

– Panie Neferze, pozwól, że będę mówił szczerze. Jak już powiedziałem, bardzo cenię twoje talenty i nie chciałbym, aby się zmarnowały. Wiem, że książę Nektanebo, przyszły Faraon, nie darzy cię sympatią, wiem, że ten nikczemnik Tahar pragnie twojej śmierci…

– Jestem sługą Pani Obydwu Krajów i nie wątpię, że osłoni mnie Ona swoją łaską…

– W dniach, które nadejdą, wola Najdostojniejszej Amaktaris może nie wystarczyć, by zapewnić ci bezpieczeństwo, arcykapłanie. Spodziewam się natomiast, że książę, że Król Nektanebo, przychyli ucha do moich słów…

– Wątpię, by miał to uczynić akurat w mojej sprawie, dostojny panie.

– To zależy od tego, jak dobitnie wypowiem te słowa… Spytam wprost, czy zechcesz służyć nowemu Panu Obydwu Krajów i przyłączyć się do nas?

– Wybacz, czcigodny panie, ale służę już swojej Pani i tego nie zmienię… Twoja propozycja… Nie mogę też powiedzieć, by czyniła mi zaszczyt, chociaż zapewne tak właśnie sądzisz.

– To godne pochwały, ale jednak nierozsądne stanowisko, Neferze.

– Czy uważasz, panie, że mógłbym przyjąć podobną ofertę po tym, w jaki sposób zdobędziesz władzę i osadzisz księcia na tronie? Pozwól, że teraz ja będę mówił szczerze. Nadszedł właściwy na to czas… Nie przybyłem tu po to, aby przynieść słowa kapitulacji Wielkiej Królowej Amaktaris Wspaniałej. Ona nigdy nie poślubi swego kuzyna. Ty również wcale się tego nie spodziewasz, Heparisie, ani też nie na to czekasz.

– Co masz na myśli?

– Czekasz na to, co nastąpi za trzy dni od dziś. Czekasz na zaćmienie słońca, na to, by Amon-Ra zakrył swoje oblicze. I chcesz ogłosić to jako karę bogów za rzekome zbrodnie Królowej.

– Nie możesz o tym wiedzieć! Prawie nikt o tym nie wie… Ktoś musiał zdradzić, ale kto? – Heparis stracił na moment opanowanie, ale też słowa, które właśnie usłyszał, burzyły jego plany i ambicje.

Nefer poczuł swego rodzaju ulgę. Wysnute domysły znalazły właśnie potwierdzenie. Przez chwilę kusiła myśl, by utrzymać arcykapłana w błędnym przekonaniu o zdradzie, ale nie taki cel przyświecał przecież całemu poselstwu i tej szczególnej rozmowie.

– Nikt was nie zdradził, dostojny panie, co najwyżej ten i ów okazał się nie dość ostrożny. O takich przypadkach wspominają stare papirusy, skojarzyłem różne sprawy i zasięgnąłem opinii znawcy ruchów gwiazd. – W tej chwili arcykapłan Izydy wolał nie wspominać o Temesie i jego ostatnich słowach, które zapadły w duszę.

– Nie mogłeś tego uczynić. Takich mistrzów nie ma wielu i wszyscy albo służą Ozyrysowi albo są martwi, dopilnowałem tego.

– I tu się mylisz, panie. Został stary Ahores, kapłan Tota…

– To dziwak i zwariowany starzec. Na dodatek od wielu lat jest ślepy, bierze to za karę zesłaną przez bogów i dawno już porzucił badanie ich tajemnic. Ani nie chciałby, ani też nie potrafiłby nikomu pomóc w tej sprawie!

– Ponownie się mylisz, czcigodny. Nasza Pani, Królowa Amaktaris, Żywe Wcielenie Izydy, przywróciła Ahoresowi wzrok i nakazała przeprowadzenie stosownych obliczeń. Trochę przy nich pomogłem . Jak słyszę, starzec znakomicie wywiązał się z tego zadania.

– Przywróciła mu wzrok? To niemożliwe! – Heparis wydawał się wstrząśnięty.

– Nasza Pani jest Boginią i posiada boską moc, o czym chyba zapomniałeś, dostojny, chociaż ty z kolei jesteś kapłanem. – Tym razem Nefer nie odmówił sobie satysfakcji pognębienia przeciwnika.

– Nie wiem, jak tego dokonała, ale z pewnością musiałeś mieć z tym coś wspólnego.

– Jestem tylko kapłanem, tak jak i ty, panie. Mogę jedynie wznosić modły do bogów… albo bogiń.

– Skoro wiesz o tym wszystkim, to po co tu przyszedłeś? Udając, że przynosisz słowa poddania się Królowej?

– A dlaczego ty, panie, udałeś, że je przyjmujesz? Dlaczego posłałeś Ramose i Tahara w sprawie, o której wiedziałeś, że nigdy nie dojdzie do skutku?

– Czyli jest tak jak mówiłeś, Ona wcale nie zamierza poślubić kuzyna…

– Tak jak i ty, panie, nie zamierzasz uwolnić księżniczki… Nigdy nie miałeś takiego zamiaru… Tu dochodzimy do najgorszego… Co planowałeś uczynić z Irias? Jaki los spotkałby ją za trzy dni?

– Tego też nie możesz wiedzieć… – wyszeptał Heparis.

– Ale wiem… Wiem, do czego potrafią być zdolni słudzy bogów w tej i innych świątyniach… Twój plan, panie, jakkolwiek odrażający i nikczemny, z pewnością się już nie powiedzie. Nie sprowokujesz Najjaśniejszej Królowej. Nie znajdziesz powodów, by wezwać pomocy bogów oraz ogłosić naszą Panią winną nastania ciemności. Przeciwnie, to Ona stanie się Dawczynią Światła, jak zawsze…

– Czyżby? W jaki sposób zdoła to uczynić?

– W tej chwili heroldowie wyruszają na ulice Memfis i głoszą ludowi nowinę. Bogowie są zagniewani, obrażeni buntem księcia przeciwko ich Siostrze i Córce, a zwłaszcza tym, że zdrajca i buntownik nie poniósł dotąd właściwej kary. To dlatego Amon-Ra zakryje oblicze. Ale lud nie powinien się lękać, Boska Izyda ułagodzi bogów, spełni ich życzenia i przywróci światło. Takie same wieści oraz rozkazy ich głoszenia w całym Kraju, we wszystkich miastach i okręgach, niosą szybkie łodzie i gołębie pocztowe, które opuszczają właśnie Pałac. – Nefer miał nadzieję, że tak istotnie się dzieje. – Wszyscy dowiedzą się już wkrótce o przyczynach gniewu bogów oraz skutecznym sposobie jego zażegnania.

– A jakież to życzenia bogów Królowa zmierza spełnić?

– Takie, które podziałają na uczucia poddanych, wszystkich razem i każdego z osobna.

– Czyli zamierza tak po prostu stracić swego kuzyna? Nie obawia się rozlewu królewskiej krwi?

– Bogowie bardzo jasno wyrażą swoją wolę w tej sprawie.

– A raczej to Królowa, czy też może nawet ty sam, arcykapłanie, włożycie im w usta właściwe słowa.

– Czyż nie zamierzałeś uczynić tego samego, panie? Także używając w tym celu krwi? Krwi nie buntownika i zdrajcy, ale dziesięcioletniej dziewczynki?

– Jeżeli wiesz to wszystko, to po co tu przybyłeś z fałszywym przesłaniem? By zwabić Ramose i Tahara do pałacu i wydać obydwu w ręce Królowej? Po tym, jak ogłosiłeś się gwarantem ich bezpiecznego powrotu?

– Przybyłem, by spróbować uratować Irias. Aby zaoferować ci życie, panie, w zamian za życie i wolność księżniczki. Tobie i wszystkim tym, którzy brali udział w spisku.

– Odważna to decyzja, gdyż teraz ryzykujesz również własnym… Cóż jednak masz właściwie do zaoferowania?

– Uwolnisz Irias i pozwolisz, by odeszła ze mną ze świątyni. Do zachodu słońca zrezygnujesz ze stanowiska, znajdziesz jakiś pretekst. To samo najdalej jutro uczynią w Stolicy twoi krewni i przyjaciele, mistrz Apres sporządził już ich wykaz. – Nefer nie wątpił, że Towarzysz Prawej Ręki dysponuje podobną listą podejrzanych. – Kilka dni więcej otrzymają inni spiskowcy, tacy jak Meren z Nennesut czy Hethor z Abydos, ale i oni muszą ustąpić. – Imię swego niedawnego zwierzchnika arcykapłan dołączył kierując się jedynie silnym, wewnętrznym przekonaniem, jednak wyraz twarzy Heparisa potwierdził, że miał rację. – Zachowacie życie i zostaniecie wysłani do rożnych pomniejszych miejscowości w Górnym Kraju. Na tym represje się skończą. Jestem upoważniony, by obiecać to w imieniu Wielkiej Pani.

– Doprawdy… Wielce łaskawa propozycja… A jeżeli się nie zgodzę? Jeżeli zatrzymam tak Irias jak i ciebie, jeżeli rozkażę torturować i zabić was oboje?

– Tak czy inaczej, przegrasz. Królowa nie zaatakuje świątyni, w żadnym wypadku nie uczyni tego przed zaćmieniem… Potem… Potem wszyscy będą już znali przyczyny gniewu bogów, ale listę zdrajców i buntowników można powiększyć. Nikt z was nie ujdzie.

– A życie Irias? O twoim nie wspominając, arcykapłanie?

– Moje życie niewiele znaczy, a Irias… Tylko dlatego Wielka Pani gotowa jest zaoferować łaskę.

– Taką, jaką znalazła w swym sercu dla mojego bratanka? Wiem, że osobiście rozkazała go pojmać…Nie wiem tylko, co z nim uczyniła… Czy to samo czeka nas wszystkich? Czy tylko tych, których zwabiłeś do pałacu, pewnie po to, by nie zdążyło ich objąć wątpliwe miłosierdzie Królowej?

– Nie nam decydować, w jaki sposób Najjaśniejsza postąpi z Ramose i Taharem. – Nefer wolał nie zagłębiać się w szczegóły. – Co do Temesa, to chciałbym wierzyć, panie, że nie miałeś wiedzy o jego uczynkach. Myślę jednak teraz, że wiedziałeś i może nawet to on podsunął ci pomysł, jak sprowokować naszą Panią… Czy to twój bratanek miał zająć się nieprzyjemnymi szczegółami? A gdy go zabrakło, w twoich planach zastąpił go Tahar? Chcę wierzyć, że przynajmniej nie pochwalałeś upodobań Temesa, nawet, jeżeli postanowiłeś je wykorzystać.

– Co się z nim stało?

– Nie byłem obecny przy śmierci twego bratanka – odparł Nefer, nie chcąc mówić wszystkiego i poprzestając na tej półprawdzie.

– On… Jego czyny nie napawały mnie dumą, ale pozostawał przecież moim krewnym, widziałem w nim zdolnego następcę… Wykazywał naprawdę wielkie talenty, prawie równe twoim…

– W jego żyłach płynęła szlachetna krew, ja pochodzę z ludu… Zhańbił swoje szlachectwo.

– Jeżeli nawet, to cóż miałoby powstrzymać mnie przed dokonaniem zemsty? Na tobie, bo czuję w tym wszystkim twoją rękę, oraz na Irias, by sprawić ból waszej Królowej?

– Nie jesteś taki jak on, panie Heparisie, to dlatego tu przyszedłem.

– I na to postawiłeś swoje życie?

– Tę partię i tak przegrałeś, cokolwiek byś uczynił. Twoją zemstą miało stać się zdobycie władzy, odebranie jej Amaktaris. Tego nie zdołasz już w żaden sposób dokonać, nawet, jeżeli zabijesz nas oboje. Pomścisz tylko pewnego zbrodniarza, który rzeczywiście był twoim krewnym, ale zapłacą za to wszyscy inni członkowie twojego rodu i nie tylko oni. Tacy jak ty, panie, grają dla zwycięstwa, a nie dla próżnej zemsty.

– Nie zamierzam pytać, czy potwierdzasz gwarancje Królowej… Wagę Jej słowa znają wszyscy, a ty także od dawna nie jesteś przecież nikim w otoczeniu Władczyni…

– Czy to znaczy, że przyjmujesz warunki?

– Nie zdołam już wygrać… Temesowi nikt życia nie przywróci… Mam innych krewnych… I… pewnie nie uwierzysz, ale nie chcę zabijać Irias bez żadnej potrzeby, tylko w imię zemsty… Wolę ustąpić.

– To szlachetna i słuszna decyzja, panie.

– Tak naprawdę, to się dopiero okaże… Przekonamy się o tym ja sam oraz wielu innych… Pozwól, że polecę przyprowadzić księżniczkę. – Heparis sprawiał teraz wrażenie postarzałego, co dziwne, wydawało się jednak przy tym, że w jakiś przedziwny sposób odczuł również ulgę.

Arcykapłan wezwał jednego z akolitów i wydał polecenie przywołania Irias. Gdy to uczyniono, odesłał sługi oraz straże i zostali przez chwilę tylko we troje.

– Księżniczko, tak jak mówiłem, twój przyjaciel Nefer przyniósł słowa Królowej, które spowodowały, że postanowiłem cię uwolnić. Odejdziecie teraz razem.

– A jednak miałam rację! Potrafiłeś to zrobić już dzisiaj!

Słysząc wyczekiwaną nowinę, dziewczynka zachowała niezwykły spokój. Może wyczuła panujące w komnacie napięcie. Nefer podszedł i chwycił ją mocno za rękę. Nie pozwalał sobie jeszcze na uczucie ulgi, chciał tylko jak najszybciej opuścić zarówno ten gabinet, jak i całą świątynię.

– Panie, raz jeszcze powtórzę, to szlachetna decyzja. Przypominam jednak, iż słowo Najjaśniejszej Królowej obowiązuje tylko przez pewien czas. Do zachodu słońca.

– Potrafię rozpoznać, gdy przegrywam… I wiem też, komu zawdzięczam tę przegraną… Lepiej już idźcie… Pokusa, by wezwać straże, oddać cię w ręce kata, zemścić się, a potem niech dzieje się co chce, jest bardzo silna…

– Panie.

Nefer skłonił się i ruszył ku drzwiom, nadal trzymając Irias za rękę. Przynajmniej raz szła spokojnie, nie próbując się wyrywać.

– Arcykapłanie! – Cichy tym razem głos Heparisa zatrzymał ich przy wyjściu.

– Panie? – Odwrócili się oboje.

– Z pewnością widzimy się po raz ostatni, Neferze… Pozwól, że powiem coś na pożegnanie… A jednak… A jednak to wielka szkoda, że trafiłeś akurat na Hethora z Abydos.

– Dostojny panie, ja także kiedyś tak uważałem… Ale zmieniłem zdanie.

– Lepiej już idźcie – powtórzył arcykapłan i odprawił ich ruchem ręki.

XCV

Po pobycie w mrocznym sercu świątyni jasność zalewanego słonecznym blaskiem dziedzińca sprawiła ulgę tak Neferowi, jak i Irias. Dopiero za trzy dni nadejdzie niezwykła ciemność… Kapłan miał nadzieję, że dziewczynka nie zdawała sobie do końca sprawy z grozy własnego położenia. I niech tak lepiej zostanie, Najwspanialsza powinna podzielić tę opinię. Tymczasem radość z widoku księżniczki mógł okazać Harfan, który poderwał się ze swego miejsca i podbiegł do Irias. Na chwilę zapomniał chyba o obowiązkach dowódcy, ale trudno było brać mu to za złe.

– Wiedziałam, że po mnie przyjdziesz, wujku. Wiedziałam, że mnie uratujesz… – wyszeptała wojowniczka wtulając się w ramiona żołnierza.

– To Nefer cię uratował, księżniczko – burknął szorstko Libijczyk. – Ja tylko pilnowałem jego lektyki.

– Nefer ma lektykę? Niewolnicy nie miewają lektyk – zauważyła bystro.

– On nie jest już niewolnikiem. Nasza Pani nie tylko go uwolniła, ale uczyniła też swoim arcykapłanem, arcykapłanem Izydy. Został teraz wielkim panem, ma lektykę, własnych niewolników i pałac.

– O, to świetnie. – Z uciechy klasnęła w ręce. Zaraz jednak posmutniała. – Ale to nie znaczy, że przestaniesz mnie uczyć? Nadal będziemy się spotykać?

– Oczywiście, księżniczko. Jeśli tylko zechcesz. Mam też nadzieję, Harfanie, że my także pozostaniemy przyjaciółmi i dalej będziesz udzielał mi lekcji władania oszczepem? Chociaż już nie zamierzasz mnie zabijać – zażartował.

– Panie, nie wypada, by arcykapłan odbywał takie ćwiczenia…

– Jesteśmy przyjaciółmi i chyba zrobisz to dla mnie?

– Jeżeli ktoś się dowie, stracisz szacunek podwładnych.

– Ale przecież nikt nie musi o tym wiedzieć… A jeżeli nawet, to nie w ten sposób arcykapłan Izydy powinien zdobywać lub tracić szacunek. Nie brakowało zresztą takich, którzy zawsze uważali, że wcale nie nadaję się na kapłana. W ich oczach mogę stać się teraz marnym hierarchą, nie dbam o to. Nie sprawiało ci ujmy, gdy ćwiczyłeś i rzucałeś na piasek niewolnika, możesz teraz czynić to samo z arcykapłanem.

– Niewolnikiem też byłeś marnym, Neferze – wtrąciła się Irias. – Pani ciągle to powtarzała!

– No proszę, wszystko zostaje więc po staremu. I nie nazywaj mnie panem, Harfanie. Przynajmniej nie wtedy, gdy jesteśmy wśród przyjaciół. Ale teraz już ruszajmy, chciałbym jak najszybciej opuścić świątynię.

Libijczyk przypomniał sobie o swojej funkcji dowódcy eskorty i zaczął ponownie wydawać rozkazy. Gdy wyszli przez wąską furtę, lektyka już czekała. Nefer zajął w niej miejsce razem z Irias, wojownicy ustawili się wokół i cały orszak mógł wreszcie oddalić się od bram ponurej budowli. Teraz dopiero kapłan pozwolił sobie na westchnienie ulgi i czuł, jak opada z niego napięcie. Po drodze natknęli się na obwoływacza, który w otoczeniu kilku żołnierzy stanął na podstawie umieszczonego na jednym z placów obelisku.

– Ludu stolicy! Wysłuchaj słów, które bogowie przekazali swojej Córce i Siostrze, Najwspanialszej Królowej Amaktaris, Pani Obydwu Krajów, Władczyni Nieba i Ziemi, Tej Która Daje Życie i Światło!

Słowa herolda przyciągały uwagę szybko gromadzącego się tłumu. Zaciekawiony Nefer polecił orszakowi zatrzymać się przy wylocie ulicy. Harfan przystał na to niechętnie, ale nie sprzeciwił się.

– Bogowie kochają Egipt, kochają swój wierny lud oraz Tę, która włada w ich imieniu Górnym i Dolnym Krajem. Dlatego nieśmiertelnych zasmucił bunt księcia Nektanebo, który zamierzał naruszyć porządek ustanowiony przez nich samych, który sprowadził na Kraj wrogów, groźnych Hetytów oraz dzikich barbarzyńców Hapiru. Chciał wydać lud Egiptu na pastwę ognia, miecza i grabieży, chciał przynieść śmierć i zniszczenie! Bogowie wspomogli swą Córkę i Siostrę, dając zwycięstwo Jej wiernym wojskom i pozwalając pognębić wrogów, co wszyscy mogliście ujrzeć na własne oczy podczas parady zwycięstwa! Wielbimy ich za to i okazujemy im wdzięczność! Nieśmiertelni są jednak zagniewani, główny winowajca, sam książę, uszedł bowiem z życiem i nie poniósł dotąd kary. Najdostojniejsza Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, oszczędziła jego nędzny żywot, nie chcąc by królewska krew spłynęła na ziemię, co zwykle gniewa bogów. Teraz jednak jest inaczej! Nieśmiertelni ogłosili swoją wolę i dadzą ją poznać każdemu mieszkańcowi Kraju! Za trzy dni od dziś słoneczny Amon-Ra zakryje swe oblicze, cofnie jasność, którą zsyła. To znak gniewu bogów! Nieśmiertelni żądają życia zdrajcy, życia niegodnego księcia! Najjaśniejsza Amaktaris, prawowita Pani Obydwu Krajów, Obraz Izydy na Ziemi, Córka i Siostra bogów, spełni wolę swoich braci i sióstr. Gdy za trzy dni nastanie ciemność, nie lękaj się, ludu Egiptu! Najwspanialsza Królowa przywróci jasność, raz jeszcze stanie się Dawczynią Życia i Światła! Książę zapłaci za swoje winy i tak spełni się wola nieśmiertelnych! Jasność Amona-Ra powróci, a Kraj będzie dalej cieszył się światłem i pokojem, pod osłoną bogów oraz Najdostojniejszej Pani Amaktaris, oby Żyła i Władała Wiecznie! Nie lękaj się ludu stolicy, lecz raduj z tak wyraźnego znaku przychylności nieśmiertelnych!

Nefer uznał, że to wystarczy i dał znak do wznowienia marszu. Dalsza mowa herolda tonęła bowiem w coraz większym rozgwarze. Zdumieni i wystraszeni ludzie rozprawiali o niezwykłych nowinach. Słowa obwoływacza niosły jednak nadzieję i otuchę. Bogowie nie opuścili swego ludu, żądali tylko głowy zdrajcy, który sprowadził barbarzyńskich najeźdźców. To wydawało się słuszne i wszyscy to rozumieli, chociaż w żyłach winowajcy płynęła królewska krew. Nieśmiertelni dadzą dowód swego gniewu, ale Królowa, Córka i Siostra bogów spełni ich żądania, osłoni wierny lud. Tak się stanie i Egipt przetrwa. Trafiali się pewnie i tacy, którzy nie bardzo potrafili uwierzyć w nastanie ciemności, może też ten i ów nie do końca wierzył w moc bogów… Ci przekonają się, gdy nadejdzie właściwy czas. Tym większe odczują wówczas przerażenie i tym gorliwiej wielbić będą Izydę, Dawczynię Życia i Światła. – „Jeżeli tylko wszystko pójdzie zgodnie z planem.” – Myślał arcykapłan. Ale w tej chwili nic nie wskazywało na to, by miało stać się inaczej.

– O co chodzi z tą ciemnością, Neferze? – spytała zaniepokojona |Irias. – Czy bogowie mogą odebrać światło? I w jaki sposób Pani może je przywrócić?

– Bogowie mogą wszystko, księżniczko. Na szczęście Pani też jest Boginią i potrafi  odzyskać blask słońca. Sama zobaczysz za trzy dni.

– Skoro może wszystko, to dlaczego tak długo czekała z tym, by zabrać mnie z tej wstrętnej świątyni? I dlaczego to ty i Harfan w końcu po mnie przyszliście?

– To długa historia, Irias… Pani z pewnością ci to wyjaśni, albo ja to zrobię, ale nie tutaj, tylko podczas lekcji.

– Bardzo dobrze, lubię twoje opowieści, chociaż zawsze są za krótkie. Opowiesz wszystko ze szczegółami.

– To może się okazać… eee… trudne do zrozumienia.

– Bierzesz mnie za głupią, małą dziewczynkę, Neferze? Jestem królową i wojowniczką! Chcę i rozkazuję, byś opowiedział wszystko i wszystkiego mnie nauczył!

– Jak sobie życzysz, wielka pani. Ale to może trochę potrwać, nie da się przekazać całej tej historii od razu.

– No dobrze, to opowiesz po kolei. I tak zresztą myślę, że to ty zrobiłeś coś z tym światłem słońca i to dlatego kapłani Ozyrysa mnie wypuścili. Ty nie masz jednak boskiej mocy i dlatego potrzebowałeś więcej czasu.

– Tylko nie powtarzaj tego nikomu, księżniczko.

– Nie jestem głupim dzieckiem, jestem wojownikiem, Neferze!

Gdy przybyli do bocznej bramy pałacu, Królowa, obydwaj Mistrzowie oraz pułkownik Tereus czekali na jednym z pomniejszych dziedzińców. Nieco na uboczu arcykapłan dostrzegł też Anę. Oczywiście, świątynię z pewnością obserwowano i wiadomość o powodzeniu misji dotarła już do wszystkich zainteresowanych. Amaktaris i Irias, nie bacząc na królewską godność, rzuciły się sobie w ramiona, Nefer dostrzegł na ich twarzach ślady łez. Trudno się było zresztą temu dziwić, skoro w podobnie podejrzany sposób błyszczały również oczy Tereusa, który czekał w kolejce jako następny. Arcykapłan Izydy podszedł do Any. W oczach żony łez nie znalazł, nie spodziewał się ich zresztą.

– Wróciłeś, Neferze… Bogowie wysłuchali moich modłów, a może, jak zawsze, miałeś szczęście… Szczęście i rozum… Chociaż czasami wątpię, czy potrafisz tego rozumu używać. – Wypowiadając te słowa objęła męża i wtuliła się z całych sił.

– Masz wielki udział w tym zwycięstwie, Ano…

– To jest ta Irias, o którą wszyscy tak się niepokoili? Musi być niezwykłym dzieckiem… Chciałabym… Wiesz, czego pragnęłabym najbardziej na świecie…

Mógł tylko mocniej jeszcze objąć swoją uzdrowicielkę i liczyć, że jej czynione z Amaktaris oraz okrywane tajemnicą plany przyniosą jakiś skutek. Po chwili wspólne milczenie małżonków przerwała Najjaśniejsza.

– Neferze, tym co dzisiaj uczyniłeś, zasłużyłeś na wieczną wdzięczność Królowej. I nie sądź, że wyczerpuje się ona na twojej nominacji.

– To jeden z najwyższych urzędów w państwie, Wielka Pani.

– Trudno uznać go jednak za nagrodę, skoro zamierzam zaprzęgnąć cię do pracy. Nie myśl, że jako arcykapłan Izydy będziesz wylegiwał się w swoim pałacu. O nie, na pewno nie! Ale o tym pomówimy później.

– Dziękuję, Neferze. – To sierżant klepnął arcykapłana w ramię. – Bardzo chciałem iść z tobą, ale Księżniczka mi nie pozwoliła.

– Na nic byś się tam nie przydał, sierżancie. Byłeś i jesteś potrzebny tutaj – odezwała się Królowa. – Rozgrywka nie jest jeszcze skończona.

– Na mieście widzieliśmy i słyszeliśmy obwoływaczy… Wszystko idzie chyba zgodnie z planem?

– Niezupełnie… Nie udało się jednak pojmać Ramose i Tahara, ani też odzyskać pierścienia. Okazali się z Heparisem bardziej podejrzliwi niż sądziliśmy?

– Ależ nie… Sam widziałem jak opuszczali świątynię! Mieli udać się do Pałacu, tak jak chciałaś, Najdostojniejsza. Heparis wyprawił ich w mojej obecności.

– Nigdy tu nie dotarli… Coś musiało się stać. Mistrzu, czy możesz natychmiast wezwać i wypytać swoich ludzi obserwujących dom Ozyrysa?

– Uczynię to bezzwłocznie, Wielka Pani. Za Twoim pozwoleniem… – Towarzysz Prawej Ręki skłonił się lekko i oddalił pospiesznie. Nawet on nie potrafił ukryć niepokoju, który ogarnął wszystkich obecnych.

– Skoro tak, to kiedy rozesłano heroldów? I czy wyruszyły już łodzie z kurierami oraz ptaki?

– Tak. Rozkazy są w drodze… Wiedzieliśmy, że będziesz potrzebował tego argumentu i gdy minęło sporo czasu, a Ramose i Tahar nie pojawiali się, postanowiliśmy jednak z mistrzem nie zwlekać dłużej z wykonaniem naszej części planu.

– Chwała niech będzie za to wszystkim bogom!

– Może mistrz miał rację… Może była to niepotrzebna komplikacja, spowodowana Moim kaprysem i chęcią zemsty. Pewnie i tak byśmy ich pojmali.

– Nie jestem tego taki pewien… Jak dotąd obydwaj potrafią wychodzić cało z wszystkich opresji… A gdyby poddali się w świątyni objęłaby ich Twoja obietnica łaski, o Wielka.

– Doprawdy? Tak, to kolejne utrudnienie…

– W Twoim imieniu i za Twoją zgodą, Najdostojniejsza Pani, obiecałem łaskę Heparisowi oraz jego wspólnikom jeżeli uwolni Irias i do zachodu słońca ogłosi ustąpienie z urzędu. Inni spiskowcy w Memfis mają uczynić to samo do jutra, a na prowincji do dnia zaćmienia… Zapowiedziałem, że mistrz Apres posiada przygotowane stosowne listy winowajców. Jeżeli tego nie uczynią, dosięgnie ich gniew bogów, a konkretnie Boskiej Izydy, Dawczyni Światła.

– Tak, zajmiemy się tym razem z mistrzem… Najważniejsze jednak, że Irias jest bezpieczna i wydostałeś ją z tej jaskini zdrajców. Tylko to się liczy… Z resztą poradzimy sobie z pomocą bogów. Bądź pewien, że nie ominą cię wszelkie nagrody jakich sobie zażyczysz i na które zasłużyłeś. Nie zapominam też o obietnicach, które złożyłam tobie, uzdrowicielko.

– Heparisa bardzo poruszyła wiadomość, iż przywróciłaś wzrok Ahoresowi, o Wielka. Nie brał starca pod uwagę w swoich planach jako bezużytecznego ślepca… I, wybacz Pani, ale chyba nie wierzył też dotąd w Twoją boską moc.

– Ciekawe, czy ty wierzysz, Mój arcykapłanie?

– Poznałem ją wiele razy – odparł nieopatrznie Nefer, narażając się na wymowne spojrzenie żony.

– Mam nadzieję, że zdołasz ją okazać także w wiadomej sprawie. – Ana nie zamierzała Królowej niczego ułatwiać.

– Przekonamy się za jakiś czas, tak jak obiecałam! Wiedz, że, nigdy nie zapominam o swoich obietnicach! – Pomimo tak pewnych siebie słów, Najjaśniejsza sprawiała przez chwilę wrażenie zmieszanej. Szybko się jednak opanowała.

– Nie stójmy tak tutaj. Mistrz Ahmes przygotował jakieś specjalne przysmaki z okazji spodziewanego powrotu naszej księżniczki i z pewnością nie wybaczyłby nam, gdybyśmy nie skorzystali z dzieł jego sztuki. Zapraszam was wszystkich.

– Daruj, Księżniczko, ale muszę dopilnować żołnierzy. Jak sama powiedziałaś, jeszcze nie wszystko rozstrzygnięte – wymówił się Tereus

– Ja także powinienem zająć się moimi ludźmi. Wybacz, o Pani, oraz ty, Irias. – Do pułkownika przyłączył się Harfan.

– Przyniosę wam później najlepsze ciastka! – obiecała dziewczynka, która pomimo niedawnych trudnych przeżyć nie potrafiła powstrzymać radosnego uśmiechu na myśl o obiecanych smakołykach.

W ten sposób w prywatnej jadalni Królowej zasiedli w piątkę, gdyż wybrał się jeszcze Mistrz Serpa. Pomimo starań Ahmesa i radosnego entuzjazmu Irias wśród obecnych dawało się jednak wyczuć pewne napięcie. Nawet sama Amaktaris nie potrafiła tego całkowicie ukryć. Nefer przypisywał ten niepokój dziwnej sprawie zniknięcia Ramose i Tahara, może też kolejnej potyczce pomiędzy Najjaśniejszą a Aną. Wszyscy niemal z ulgą przyjęli przybycie Towarzysza Prawej Ręki, który poprosił Władczynię o rozmowę na osobności. Zamierzając zapewne rozładować atmosferę, Mistrz Serpa oświadczył, że chciałby zabrać księżniczkę do szpitala, by dokładnie ją zbadać, a zwłaszcza przyjrzeć się ranie na głowie i sprawdzić, czy właściwie się nią zajmowano. Dziewczynka nie nosiła już bowiem opatrunku. Irias zgodziła się bez entuzjazmu i to dopiero wówczas, gdy pozwolono jej zabrać na drogę spory pakunek ciastek, którymi planowała podzielić się z chorymi dziećmi. Ana oświadczyła, że chętnie przyłączy się do Mistrza uzdrowiciela. Pozostawiony bez żadnych zadań Nefer nie bardzo wiedział, co ze sobą począć. Z kłopotu wybawił go jednak Towarzysz Prawej Ręki.

– Jeśli pozwolisz, o Pani, prosiłbym, by także arcykapłan był obecny podczas naszej rozmowy, posłałem również po Harfana… Czeka w przedpokoju. Obawiam się, że tylko im możemy w tej chwili w pełni zaufać.

– Co się dzieje, mistrzu? – spytała Królowa, gdy tylko przeszli do gabinetu, zabierając po drodze Libijczyka.

– Przynoszę bardzo dziwne i niepokojące wieści. Ramose i Tahar znaleźli się, a raczej znaleziono ich ciała. Obydwaj są martwi.

– Co takiego? – Nie wytrzymał Nefer, zapominając, że powinien zaczekać na pozwolenie Władczyni zanim wyrazi swoją opinię. Niezbyt zresztą godną mądrości przypisywanej jakoby nowemu arcykapłanowi Izydy. Zaskoczenia nie kryli jednak wszyscy.

– Zginęli w jednym z opuszczonych magazynów nad Rzeką. Ktoś poderżnął im gardła.

– Ale skąd się tam wzięli? I jak to się stało, mieli przecież trzech świątynnych strażników. Sam widziałem, jak razem opuszczali dom Ozyrysa!

– Ja także to widziałem, Pani. – Harfan potwierdził słowa kapłana.

– Moi ludzie też dostrzegli, jak tamci wychodzili ze świątyni. Nie mieli jeszcze wówczas specjalnych rozkazów w ich sprawie, przyznaję to ze wstydem. Wykonując wydane wcześniej ogólne polecenia, jeden z moich wywiadowców poszedł za nimi. Istotnie, podążali w stronę pałacu, mniej więcej w połowie drogi spotkali się jednak z kimś, kto chyba na nich czekał. Ten ktoś rozmawiał przez chwilę z Ramose, po czym wszyscy skierowali się ku nabrzeżu, a w końcu weszli do tego magazynu. Po pewnym czasie tamten nieznajomy wyszedł i ruszył w do miasta. Mój człowiek był sam i postanowił nadal śledzić kapłana, takie zresztą dostał rozkazy od swego zwierzchnika. Miał podążać przede wszystkim za Ramose. Ponieważ nic się nie działo, zdecydował się w końcu zakraść bliżej. I znalazł ciała.

– Czyje konkretnie? – spytała chłodno Królowa.

– Ramose, Tahara i tych trzech strażników. Udałem się osobiście do tego magazynu i rozpoznałem tamtych dwóch.

– Jak zginęli?

– Jak już powiedziałem, z poderżniętym gardłem albo nożem wbitym w plecy. Wygląda to na atak z zaskoczenia.

– Przecież ten nieznajomy nie mógłby zabić ich wszystkich naraz! Nie zdołałby zaskoczyć jednocześnie pięciu ludzi, w tym trzech zbrojnych. Zresztą Tahar też potrafił zadbać o siebie, a Ramose z pewnością nie był głupcem. Ktoś musiał tam na nich czekać! – zawołał wzburzony Harfan.

– Nikogo nie znaleźliśmy, a mój człowiek nikogo więcej nie widział.

– Jak więc mogło się to stać?

– To dziwne, ale wiele wskazuje na to, że pozabijali się wzajemnie… Rany od noży, oręż pozostawiony w ciałach… To zresztą jedyne możliwe wyjaśnienie. Strażnicy zginęli jako pierwsi.

– Wszyscy trzej dali się jednocześnie zaskoczyć?

– Ten nieznajomy rozmawiał tylko z Ramose – zauważył Nefer. – To oni musieli zadecydować o zmianie drogi i o tym, że wszyscy poszli do tego magazynu. A Ramose mógł też wydawać rozkazy tym zbrojnym. Jeżeli tajemniczy przybysz przekonał go, że należy ich z jakichś powodów zgładzić, pozostała trójka była w stanie to uczynić.

– Dokładnie tak. – Mistrz skinął głową. – Potem przyszła zapewne kolej na Tahara, a jako ostatni zginął chyba kapłan. Nubijczyka opuściło w końcu jego szczęście, a Ramose po raz pierwszy i zarazem ostatni dał się oszukać.

– Wszystko sprowadza się więc do tego nieznajomego. Jak wyglądał? Czy twój człowiek potrafiłby go rozpoznać? – podsumowała Królowa.

– Może… ale to raczej mało prawdopodobne. Nosił opończę z kapturem i osłaniał twarz, a wywiadowca widział sylwetkę tylko z daleka. Nigdy chyba nie zyskamy pewności, nawet gdybyśmy okazali mu ewentualnego podejrzanego.

– A więc podejrzewasz kogoś, mistrzu?

– Nie ośmielam się mieć takich podejrzeń, Pani. Ale musimy zadać sobie pytanie, kto i w jakim celu mógł oraz chciał coś takiego uczynić?

– Czy przy Ramose znaleziono królewski pierścień? – spytał Nefer.

– Nie. Ani przy Ramose, ani nigdzie indziej w magazynie. A rozkazałem szukać bardzo dokładnie.

– Heparis na moich oczach wręczył klejnot kapłanowi tuż przedtem, nim opuścili świątynię. On musiał mieć go przy sobie w chwili śmierci.

– W takim razie pozostaje tylko jedna możliwość. Pierścień zabrał tajemniczy morderca – odparł Apres. – Ale to nie był z pewnością napad rabunkowy, a Ramose nie nosiłby takiego znaku na palcu. Zabójca wiedział zapewne, czego może się spodziewać i czego powinien szukać.

– Aby to uczynić musiał też wiedzieć o całej intrydze i o tym, że oni obaj udadzą się do pałacu – wskazał Harfan. – Ale przecież…

– Dlatego właśnie, Harfanie, informuję o tym wszystkim Najdostojniejszą Panią tylko w obecności twojej i arcykapłana Nefera. Gdy te wypadki miały miejsce, obydwaj przebywaliście w świątyni Ozyrysa i nie mogliście przeprowadzić tego zamachu. Nie mielibyście też raczej czasu, by coś takiego zorganizować. Ramose musiał zresztą znać swego zabójcę i zapewne mu ufał. To mogłoby wskazywać na kogoś ze świątyni Ozyrysa, ale tam chyba tylko sam Heparis wiedział o całej sprawie. A nie potrafię wyobrazić sobie powodu, dla którego miałby podejmować tak dziwaczny plan. Tym niemniej, musimy brać pod uwagę i tę możliwość, bo w przeciwnym razie pozostaje bardzo niewiele osób, które posiadały podobną wiedzę w Pałacu.

Słowa Mistrza zapadły w głuchą ciszę, wszyscy zdali sobie bowiem sprawę z ich znaczenia.

– Nie ufasz nawet swemu bratu, towarzyszu?

– Ufam, Wielka Pani, ale w tym wypadku nie ma to nic do rzeczy.

– To samo mógłbyś powiedzieć o Mnie samej!

– Mógłbym, ale Tobie ufać muszę, nie mam innego wyjścia.

– Spytałeś o powody Heparisa… Jaki powód miałby ktoś z nas?

– Tego nie wiem, ale jednak byłbym w stanie to sobie wyobrazić.

– Podziel się więc owocami swojej wyobraźni, mistrzu – zażądała ostro Królowa.

– Pani, wiemy zbyt mało, bym ośmielił się to uczynić.

– Skoro tak, to nie możemy podjąć w tej chwili żadnych kroków. Ramose i Tahar zasłużyli zresztą na swój los. Właściwie, to znowu mieli szczęście, ten zabójca okazał im łaskę, której nie otrzymaliby ode Mnie. Zajmowaliby się nimi teraz wojownicy królowej kopca. Uniknęli wyroku, który im przeznaczyłam…

Nefer dopiero teraz uświadomił sobie ten aspekt całej sprawy i odczuł ulgę. To przecież on skierował kapłana Chnuma oraz Nubijczyka na drogę śmierci. Co prawda i tak obydwaj zginęli, ale przynajmniej nie w równie przerażający sposób, jaki gotowała im Władczyni. Czy ktokolwiek powinien tak umierać? Czy znowu wracała słabość, którą dostrzegały w nim zarówno Amaktaris, jak i Ana? One obydwie były jednak lwicami, a on tylko młodszym kapłanem z prowincji. Teraz, co prawda, arcykapłanem stołecznej świątyni Izydy, ale w gruncie rzeczy niewiele to przecież zmieniało.

– Jedno mogę jednak jeszcze uczynić. Mistrzu, ciała Ramose i Tahara sprowadź bardzo dyskretnie do pałacu, do wiadomego lochu. Bardzo dyskretnie, jeżeli rozumiesz, co mam na myśli. Chcę zobaczyć ich na własne oczy i ujrzeć, jak pożywiają się nimi wojownicy kopca. Zawiadomisz Mnie, gdy wszystko będzie gotowe. Z zachowaniem największej tajemnicy.

– Tak się stanie, o Wielka.

– Zwłoki tamtych strażników wrzućcie do Rzeki. Tak, by nikt ich nie znalazł.

– Oczywiście, Najwspanialsza.

– W takim razie nie zatrzymuję cię, towarzyszu.

– Jest jeszcze jedna sprawa, o Pani.

– Słucham? – odparła Królowa z niezwykłą dla Niej niecierpliwością.

– Zaginiony pierścień. Trzeba natychmiast wydać rozkazy unieważniające ten znak oraz jego moc. Nie możemy pozwolić, by ktoś się nim posłużył, być może w samym Pałacu.

– Nie. Nie da się zrobić tego w sposób dyskretny. Musielibyśmy powiadomić o tym bardzo wielu ludzi. Oficerów, a przecież i zwykłych żołnierzy, strażników, urzędników, dworzan… nawet służbę i niewolników. Właściwie wszystkich w Pałacu. Ten, kto posiada w tej chwili ów klejnot dowiedziałby się także… I już nigdy by go nie użył… A ja muszę mieć dowód, muszę mieć niezbite dowody takiej zdrady! To jedyna szansa… Muszę mieć dowód…

– W takim razie, o Pani, musisz ustąpić nam wszystkim tu obecnym w innej sprawie.

– Jakiej znowu?

– Obejmiemy straż przy Twojej osobie. My trzej, na zmianę. Tylko my wiemy o tym, co się stało oraz o pierścieniu. I tylko my możemy zapobiec ewentualnemu zamachowi. Straże zostaną oczywiście wzmocnione, uzasadnimy to niepokojami związanymi z nadchodzącym zaćmieniem… Ale Twoją osobistą eskortą zawsze będzie dowodził ktoś z nas trzech.

– Spodziewasz się, że… – spytała z niedowierzaniem Królowa.

– Moim obowiązkiem jest spodziewać się wszystkiego. A skoro nie możemy podjąć innych kroków, jak sama rozkazałaś, o Pani, to musisz poddać się wymogom ostrożności.

– Myślę, że przewidziałeś nie tylko samo rzekome niebezpieczeństwo ale i Moją decyzję w tej sprawie. To dlatego wezwałeś Harfana i Nefera. Arcykapłan dowodzący osobistą strażą Królowej, to raczej niezwykła sytuacja.

– Nie zostanie sam, nikt z nas nie powinien pozostać sam przy takim zadaniu. Będziesz musiała, o Wielka, ścierpieć nasze towarzystwo, bo nie odstąpimy Twojej Osoby nawet na krok, wyłączając krótki czas na sen.

– Ty, Mistrzu, masz przecież mnóstwo obowiązków związanych z przygotowaniem wszystkiego na dzień zaćmienia.

– To prawda. Dlatego tym bardziej potrzebuję Nefera i Harfana.

– No proszę, kiedyś sam podejrzewałeś naszego kapłana o niecne plany, a teraz ufasz mu jako jednej czterech osób w całym Górnym i Dolnym Kraju. Wliczając w to Panią Obydwu Krajów oraz ciebie samego.

– Myliłem się co do Nefera, już to przyznałem.

– Mam nadzieję, że mylisz się również teraz. I że także będziesz potrafił się do tego przyznać.

– Uczynię to z radością… Jeżeli rzeczywiście się mylę.

– Nie zatrzymuję cię dłużej, towarzyszu. Znasz swoje rozkazy. A wy, Moi najwierniejsi z wiernych, zaczynajcie waszą służbę!

[1] Chodzi o chorobę znaną jako zmętnienie soczewki, zaćma albo katarakta. Przez całe wieki była najczęstszą przyczyną ślepoty, zwłaszcza u osób w starszym wieku. Obecnie zmętniałą soczewkę usuwa się operacyjnie i zastępuje sztuczną, co trwale przywraca zdolność widzenia. Lekarze egipscy potrafili jedynie wdusić zmętniałą soczewkę w głąb tzw.ciała szklistego. Otwierało to dostęp światła i pozwalało na jakiś czas odzyskać wzrok, co prawda niezbyt ostry. W wyniku nieuniknionego zanieczyszczenia dochodziło jednak najdalej po kilku tygodniach do infekcji oraz utraty przezroczystości przez ciało szkliste, a tym samym ponownej ślepoty.

.

Przejdź do kolejnej części – Pani Dwóch Krajów XCVI-C

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Sprawę dało by się rozwiązać w dwie godziny po otrzymaniu informacji ogłaszając mniej więcej to o czym ogłoszono. Sami by przypełznęli błagając o litość.
Myślałem że jednak Zapomniałeś o ogonie dla tych dwóch zdrajców :). Ja na początku myślałem że Wykorzystasz arcykapłana Izydy i że po pierwsze, Nefera nie da się już tak bezkarnie zabić (bez gniewu bogów) i że Dasz arcykapłanowi posłańca który uruchomi etap drugi informacją o przejęciu tamtych dwóch. Choć w sumie pewnie by to nic nie zmieniło. Nefer w chwili ogłoszenia arcykapłanem, już musiał z ewentualną śmiercią poczekać na zaćmienie. Zabicie go w zamku skomplikowało by sprawę z interpretacją zaćmienia.
Oczywiście już wiadomo kto jest zdrajcą. Apres (brrrr) też już to wie. Motyw po chwili myślenia też już jest oczywisty. Ale z przyjemnością poczytam o komplikacjach. Bo przecież to wszystko nie jest takie proste …

A i jeszcze jedno. To że nie mam możliwości dać pięciu gwiazdek, bardzo mnie trapi. Jak i również i to że choć sygnalizowałem problem to nikt mi nie chce pomóc. A wydawało by się że tu taka wolność …

Ale chodzi też jeszcze o uratowanie księżniczki. I Nefer chce ukazać wrogom szansę tego “przypełznięcia”. Nominacja na arcykapłana nie jest nagłym pomysłem Królowej, planowała to od dawna, gdy już przekonała się o wartości i wierności Nefera. Oczywiście, uczyniła to akurat w tej chwili, by dodać mu powagi oraz zwiększyć szansę powodzenia oraz przeżycia tej misji. Dodam tu, że prawo ustanawiania kapłanów leżało jak najbardziej w gestii faraona. Ważniejszych hierarchów powoływał zwykle osobiście i mógł wybrać dowolną osobę. Rzecz jasna, kapłani dążyli do tego, by staś się zamkniętą kastą i ze wszystkich sił promowali synów, krewnych itp. Zdarzały się jednak wypadki, gdy król mianował osobę z zewnątrz, świecką, np. oficera armii, gdy chciał przejąć kontrolę nad jakąś światynią. Oczywiście, musiał to być silny władca, bo kapłani nie okazywali w takich wypadkach entuzjazmu.
Nefer może i zapomniał o “ogonie”, ale Mistrz czuwa. 😀 Podejrzewa też, kto może być zdrajcą w otoczeniu Królowej. Wszyscy wtajemniczeni chyba się tego domyslają… Ona sama także, tylko nie chce przyjąć tego do wiadomości. To wahanie okaże się zresztą brzemienne w skutki. Pozdrawiam.
PS. Gwiazdki… Widocznie jakieś zawirowania techniczne, których ostatnio nie brakuje. Chyba już działają, bo zamieszczczałem je bez przeszkód przy innych tekstach. Może problemem jest korzystanie z telefonu? Ostatnio wiele funkcji nie pracuje, gdy próbuję uruchomić je z telefonu właśnie. Wstawisz przy okazji, jeśli zechcesz. Tymczasem autora cieszy sama deklaracja oraz zainteresowanie i komentarz.

Micku,

o co chodzi z tymi gwiazdkami? Mógłbyś opisać problem? Przyznam, że nie spotkałem się ostatnimi czasy z problemami z ocenianiem opowiadań, czy to z komputera, czy to z komórki.

Pozdrawiam
M.A.

Problem Megasie jest tego rodzaju że za logowanie kilka-kilkanaście tygodni temu był odpowiedzialny jakiś inny portal (wordpress czy coś takiego z takim W a’la volkswagen na niebieskim tle) tak jakby serwis miał zewnętrzną licencję. Mój telefon pamiętał hasło do mojego konta ale z chwilą zmiany systemu logowania android mi je wywalił. Pewnie siedzi sobie gdzieś w rejestrze ale ja z androida nie jestem za dobry a oddawać telefon komukolwiek ani myślę. Wasz system ma moje konto i jest do niego podpięty e-mail, normalnie serwisy umożliwiają resetowanie hasła (i zmianę). Gdyby i NE to umożliwiała to byłbym w domu ale tu nie ma takiej opcji, przynajmniej nie z poziomu appletu.

Witaj, Micku,

rozdzielmy dwie rzeczy. Wspominałeś o tym, że nie możesz wystawić Neferowi pięciu gwiazdek. To mnie zdziwiło, bo możliwość oceniania opowiadań jest niezależna od logowania. Można to uczynić po prostu z poziomu strony (gwiazdki pod opowiadaniami wyświetlają się na stronie głównej – po kliknięciu na “Najlepsza Erotyka” w menu górnym, albo po otworzeniu konkretnego tekstu).

Co do logowania, informatyk nad tym pracuje, ale niestety trudno powiedzieć, kiedy funkcjonalność zostanie przywrócona. Napisz mi na priva – na megas.alexandros.mod@gmail.com, spróbujemy znaleźć rozwiązanie tymczasowe, byś mógł się logować.

Pozdrawiam
M.A.

Dziękuję Megasie za objaśnienia. Istotnie myślałem że tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać utwory, mea culpa. Jeśli zaś chodzi o te techniczne problemy to jakoś sobie poradzimy. Dziękuję za szczere chęci i za uwagę.

Neferze, przepraszam że wymiana informacji na tak mało metafizyczny temat nastąpiła właśnie tutaj.

Ale mogła by kazać heroldom powiedzieć że Nektanebo zdradził i tak dalej ale wyjawił że do spisku należała świątynia Ozyrysa. Przyszli by tego samego dnia negocjować rodzaj śmierci. Ale Masz rację. Z tym drugim tematem to ciekawe gdyby Amaktaris rzuciła coś w stylu. “Izyda wpadła na kawę i powiedziała że to jednak nie Nefer jest ojcem dziecka. ” Dziś w nocy będę czytał dalej.

Myślę jednak, że zdrad było już zbyt wiele i bunt księcia wystarczy. Lepiej nie wtajemniczać ludu w inne rozgrywki, po co mu ta wiedza? Korzystniej będzie załatwić wszystko po cichu i ukazać Królową jako prawdziwą Dawczynię Światła i Życia niż ujawniać, że świątynie spiskowały przeciwko Niej i to od dawna. A kwestie techniczne też trzeba gdzieś omówić.
Pozdrawiam

Nie mam zbyt szczegółowej wiedzy na temat bóstw Egiptu i z braku tej wiedzy przyjąłem pogląd Danikena (powiedzmy ze nie tylko z braku wiedzy) ale czy te bóstwa nie były aby tak bardzo zróżnicowane i nie prowadziły ze sobą gry której ogólny zarys był wiadomy także poddanym ? Ludzie być może aż tak by się nie dziwili że inne świątynie maczały ręce w spisku ? Myślę że Spojrzałeś na ten temat od strony socjologii. Może Byłeś w którejś z inkarnacji udanym faraonem ;).

I jeszcze uwaga branżowa. “Najlepszy brąz” … nie pamiętam już czy cyna czy miedź miały w Egipcie większą wartość niż złoto dla tego że sztuka ich wytwarzania była bardziej wiedzą tajemną niż rzemieślniczą. Jednak rudom miedzi towarzyszy często złoto, srebro, ołów i czasem platynowce. Najwięksi producenci złota na świecie to producenci miedzi (np. KGHM który jest drugim na świecie producentem złota). Najlepszy brąz w moim mniemaniu to taki do którego miedź wytopiono z rudy bogatej w srebro co zapobiegło by ewentualnym infekcjom. Zauważ że infekcje występują lub nie występują, gangrena zabija w ciągu paru tygodni a czasem szybciej. Możliwe że utrata wzroku mogła być spowodowana raczej przez coś wspólnego z miedzią. Infekcja na pewno rozwijała by się na mózg.

Starałem się spojrzeć od strony techniki sprawowania władzy. Bogowie może i rywalizują między soba, ale wobec poddanych należy trzymać w miarę wspólny front. A już szczególnie nie warto ujawniać, że kapłani ośmielili się spiskować przeciwko władcy. Jeszcze ktoś mógłby zechcieć brać przykład. Trzeba ich usunąć i ukarać po cichu. W końcu Królowa sama jest dla ludu boginią i wszelka myśl o zdradzie nie powinna nawet zaświtać w głowie Jej poddanych, w tym kapłanów. Faraonem to chyba nie… Co najwyżej osobistym doradcą którejś z królowych Egiptu.
Pisząc o “najlepszym brązie” miałem na myśli taki, który dałby się uformować w pożądany, precyzyjny kształt. Infekcja nie musiała być dziełem bakterii obecnych na wspomnianych igłach. Soczewka w pewien sposób osłania i ochrania ciało szkliste w oku. Jej usunięcie (w tym wypadku brutalne wduszenie w głąb tegoż ciała szklistego) trwale otwiera drogę wszelkim możliwym zanieczyszceniom i bakteriom. To nie jest rana, która z czasem się zagoi. Infekcja jest więc w zasadzie pewna. Ale ciało szkliste, element składowy oka, nie ma bezpośredniego połączenia z mózgiem. Najprawdopodobniej wszystko skończy się więc na ponownej utracie wzroku.

A jaki brąz nie dał by się uformować w pożądany kształt ? Zazwyczaj takie stopy dają się kuć, ciągnąć i odlewać dość swobodnie.

Micku,

jak mawiał Biskarck, zwykli obywatele nie powinni wiedzieć, jak robi się kiełbasę oraz politykę. Bo mogłoby ich od jednego i drugiego zemdlić. Zdradzanie ludowi informacji “z zaplecza” obniża autorytet władzy. Faraon, na którego rządy można się ot, tak, zamachnąć, traci swój boski autorytet. Dlatego też zdrada kapłanów musiała pozostać tajemnicą. Zdrady księcia nie dało się utrzymać w sekrecie, bo ruszył z armią przeciw królowej. To już musiało sprawić, że wielu poddanych zadało sobie kilka niebezpiecznych pytań.

Autorytetu świątyń też nie należało podkopywać. Silny władca może rządzić, opierając się na świątyniach. Ponadto są one istotnym elementem systemu władzy w okresach przejściowych (bezkrólewi czy słabej władzy monarszej). Nawet jeśli ten czy ów kapłan zbłądził, lepiej było wyciąć rakową narośl, niż narazić popularność całej instytucji.

Zdaję się, że to Joseph de Maistre napisał, że lud należy trzymać w zabobonach i wierze w irracjonalne rzeczy, bo inaczej porywa się na rewolucje i obala stary porządek. I to właśnie czyni Amaktaris. Prowadząc walkę w ramach systemu, nie próbuje go obalać, bo sama by na tym straciła (może nawet życie). To raczej kapłani działają tu rewolucyjnie. Gdyby zrealizowali swój plan i zgładzili królową, jej następca miałby znacznie mniejszy autorytet. Z początku świątynie mogłyby na tym nawet skorzystać, ale w konsekwencji podłożyłyby ogień pod całą misterną konstrukcję egipskiego porządku polityczno-społecznego.

I tak oto, próbując wyjaśnić, jak rozumiem fabułę Nefera, zdemaskowałem się jako skrajny konserwatysta 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Ja też jestem konserwatystą w tym względzie. To znaczy, im mniej ludu w rządzeniu, tym lepiej. Bismarck znał się na polityce jak mało kto, na kiełbasie pewnie też (może niekoniecznie tylko wyborczej). W świecie tej powieści ujawnianie różnych zakulisowych rozgrywek mogłoby tylko zaszkodzić wszystkim zainteresowanym, nie tylko samej królowej zresztą. Chciaż jej najbardziej, bo sama myśl o spisku bylaby już czymś w rodzaju świętokradztwa. I po co pokazywać, że coś takiego mogło się zrodzić w czyjejkolwiek głowie? Rozwijasz ciekawą myśl o wykorzystaniu autorytetu świątyń jako jednego z filarów władzy, oczywiście, przez silnego monarchę. Amaktaris coś takiego właśnie zamierza, skoro już znalazła właściwego kandydata do roli zwierzchnika hierachii kapłańskiej. I trafna uwaga o wzajemnej zależności monarchii oraz religii i świątyń. Ewentualny sukces spisku osłabiłby przyszłego faraona. Nektanebo byłby już tylko marionetką. Nie wróżyłoby to najlepiej na dalszą przyszłość. Czyż nie tak potoczyły się zresztą w rzeczywistości losy XX dynastii? Pogrążyła się w maraźmie, coraz słabsi władcy ulegali świątyniom i ostatecznie arcykapłan Amona w Tebach, Herhor, sięgnął najpierw po faktyczną władzę, a potem po tron. Tylko, że nie przypadkiem tę akurat chwilę uznaje się za koniec NowegoPaństwa (gdy starożytny Egipt osiągnął największą potęgę) oraz za początek tzw. III okresu przejściowego (okresu schyłkowego). Na tych akurat wydarzeniach osnuł swoją powieść B. Prus.
Pozdrawiam

Myślę że i ja jestem konsewatystą choć może jako polski nacjonalista nie przywoływał bym akurat Bismarcka. On zapewne też “pożyczył” swoje mądrości.

Wiem co Chcecie powiedzieć lecz myślę że pewnym uproszczeniem jest założenie że lud jest ciemny i ma wszystko kupować jak leci. Bo Widzicie, w historii gloryfikowanej przez Was monarchii pojawiają się od czasu do czasu anty-Neferowie wybrańcy losu i nie tylko losu którzy z determinacją wykorzystują błędy monarchii przeciw niej samej. Zupełnie jak kapłani Ozyrysa chcący zastosować filozofię aiki-do w PDK.

Osobiście uważam że powinno być odwrotnie. Silnie promowane powinny być zasady moralne, intensywnie prowadzona praca od podstaw w celu ewolucji świadomości społeczeństwa. Monarchia jest reliktem a demokracja fasadą sprawiedliwości, komunizm zaś absolutnym złem w istocie gorszym od chaosu.

Chyba muszę się nieco wytłumaczyć.

Moje uwagi o wła9dzy odnosiły się do realiów przedoświeceniowych. Wtedy faktycznie nieodzowna była tradycyjna legitymizacja władzy, ludźmi trzeba było zarządzać poprzez utrzymywanie ich w naiwności wobec realnych mechanizmów władzy, wykorzystując wiarę w zabobony, chroniąc autorytet świątyń i boskiej jednostki.

W odniesieniu do dzisiejszych, pooświeceniowych czasów uważam, że legitymizacja władzy powinna być legalna, a państwo powinno opierać się na równości wobec prawa, przestrzeganiu powszechnie uznanych reguł oraz daleko posuniętej jawności funkcjonowania administracji. Żyjemy już w innych, odczarowanych czasach, większość ludzi (nawet identyfikujących się jako wierzący) nie uważa już, że władza pochodzi od Boga i realizuje niebiański plan. Zatem trzeba z ludźmi rozmawiać, przekonywać do swoich idei oraz racji, zabiegać o ich poparcie, także swoim codziennym działaniem. Zdecydowanie uważam demokrację za system lepszy i na dłuższą metę bardziej efektywny od władzy jednoosobowej i absolutnej, ale wymaga ona więcej od ludzi (np. wysokiego poziomu alfabetyzacji).

Oczywiście, założenie racjonalności współczesnych obywateli i wyborców doznaje pewnego uszczerbku, gdy czyta się o różnych Trumpach i innych Brexitach. Generalnie jednak dzisiejsze społeczeństwo bardziej przystaje do deliberacyjnych systemów władzy. Dawniej natomiast bardziej trzeba było brać ludzi za twarz i wbijać im do głowy, że ma być tak i tak, bo chce tego Zeus, Izyda czy Saturn.

Pozdrawiam
M.A.

No to teraz ma to trochę inny wydźwięk niż wcześniejszy post. Założenia o ktorych Piszesz wydają się być rozsądne.

Poruszyłeś pewną kwestię pisząc o ludziach wierzących lecz nie przekonanych. To jest skomplikowana sprawa i myślę że im bardziej jednostka jest świadoma (oświecona) tym bardziej staje się to zagmatwane. Władza ziemska nie pochodzi już bowiem od Boga w momencie kiedy pojawił się republikanizm ktorego składnikiem jest często laicyzm. Władza od tej pory jest w założeniu laicka. Weźmy na przykład jedną z moich ulubionych postaci Mustafę Kemala. Mustafa Kemal Paşa rozwinął rewolucję Młodoturecką w doktrynę Altı Og w której jedną ze “strzał” było laıçıte. W państwie muzułmańskim posiadajacym cel hadżich drugi po Mekce i Medynie. A to tylko jeden z przykładów. W Biblii jest mowa o “Królestwie Niebieskim” a nie o republice niebieskiej czy parlamencie niebiańskim :D. Więc chyba nie jest celowe, będąc katolikiem czy ogolniej, chrześcijaninem, uważać że władza pochodzi dziś od Boga. Pytanie w takim razie jak przejść nad tym do porządku dziennego ?

“Ojczyzna to Matka, Matkę czcić trzeba bo kto czci Matkę ten idzie do nieba. ” 🙂

Może wydaje się to Wam naiwne ale niczego lepszego nie mam.

Dobry wieczór!

Myślę, że nie należy się przywiązywać do literalnego tekstu Biblii, która była dziełem pisanym w określonych okolicznościach dla określonych odbiorców. Pojęcie takie jak parlament jeszcze wtedy nie istniało, a i republika była dość abstrakcyjna dla Żydów żyjących w I-III wieku naszej ery, którzy znali jedynie takie ustroje polityczne jak cesarstwo, królestwo i ewentualnie teokrację 🙂

I również lubię, a przede wszystkim bardzo szanuję Ataturka (i niezmiernie wkurza mnie, jak jego dzieło niszczone jest przez obecnego władcę Turcji)! Co więcej, uważam, że ktoś taki jak Ataturk bardzo by się przydał naszemu pięknemu krajowi 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Chyba Żartujesz Megasie. Pod jakim względem ? Nie, Atatürk w Polsce nie miał by co robić. Rolą Atatürka było wprowadzenie a raczej zaszczepienie demokracji w państwie religijnym. Uczynienie z narodu tureckiego perełki Islamu. Islamu oświeconego bo wzbogaconego o to laicyzm. (laicyzm jest Islamowi potrzebny jak witamina C szkorbutowi). W durzej mierze mu się to udało, choć dziś obserwujemy zwrot w Turcji, wręcz odejście od idei Atatürka. Ale być może to kolejny krok na drodze rozwoju tego państwa.

Biblia … tak, może i czasami na zamówienie, nie tyle pisana co tłumaczona na kolejne języki ze zmianami wprowadzonymi świadomie bądź nieświadomie. Swoją drogą ci którzy się tego dopuścili popełnili najcięższy możliwy grzech, dla tego nie wszystko fałszowano. Dowodem może być to że pismo w które wierzą miliony trzeba umieć interpretować i różne są tego szkoły (w Islamie jeszcze więcej choć przyczyna jest inna). Gdyby zmiany poszły tak daleko jak się powszechnie uważa, rozumielibyśmy ją bez problemów jako utwór dopracowany i logiczny. Pogląd na to że Biblia jest czymś wręcz kabalistycznym i że miejscami jest takim zlepkiem że wydaje się bełkotem, uważałem jeszcze do bardzo niedawna (2010). Nadal można by odnosić takie wrażenie lecz obecnie uważam że w niczym nie umniejsza to jej wartości. Biblię trzeba umieć czytać i zarówno dzieciom jak i dorosłym podsuwa się już najłatwiej interpretowalne “kawałki” np. “o synu marnotrawnym”,”o pannach roztropnych” itp. Na mszy świętej czytana jest Ewangelia w ustalonym rytmie i terminie, dekadę za dekadą to samo. O tekstach apokryficznych jedynie się słyszy że są a nikt nam ich nigdy nie czytał. Prawda w Biblii jest, ale może nie do końca w “obiegu powszechnym”, jednak dominują teksty wybrane z jakiegoś powodu przez religię a więc przez system. Dla tego też człowiek oświecony może być nadal chrześcijaninem choć jego przydatność dla systemu nie będzie wielka. Może się nawet spotkać z posądzeniem o blużnierstwa czy świętokradztwo ze strony ludzi którzy z wiary zrobili biznes i ich sług. Ale prawdą jest że Bóg nigdy nie zabronił nam myśleć i dochodzić do prawdy, dochodzić w sposób nieskrępowany dowolną drogą która na końcu i tak przejdzie przez główną bramę.

Osobiście nie uważam demokracji za ustrój idealny. Może się sprawdzić w społeczeństwie nie tyle nawet wykształconym, co względnie zamożnym, z niezbyt wielkim zróżnicowaniem majątkowym. Czyli, tam gdzie mamy silna klasę średnią. W społeczeństwach ubogich, z duzym zróżnicowaniem majatkowym (np. w Polsce) wypada słabo. Niestety, ci, którym “burczy w brzuchu” myślą najpierw o tym, by ten brzuch napełnić i tak będą zawsze glosować w wyborach. Co oznacza rządy demagogów i populistów. Przykładów daleko szukać nie trzeba. Każde sensowne posunięcie rządzących budzi opór, jeżeli wiąże się z jakimiś wyrzeczemniami. Najbardziej zaś absurdalne pomysły rozdawania państwowej, czyli “niczyjej” kasy zyskuja entuzjastyczne poparcie. Wypowiem tu opinię rodem z XIX w., ale co tam. Moim zdaniem, tyle głosu w wyborach, ile wynosi twój PIT. Jak w spółce akcyjnej. W końcu rząd decyduje głównie o sposobie rozdawania zebranych w kasie państwa pieniędzy. Jeżeli głosują ci, którzy niewiele tam wkładają, to zawsze będą za rozdawnictwem tych pieniędzy. Ale nawet w społeczaństwach dużo bardziej zamożnych mamy inne formy demagogii oraz populizmu. Odwołujące się do innych mechanizmów, ale także skuteczne. Ostatnio choćby różne fobie imigracyjne oraz chęć wychodzenia z unii albo odrywania sie od takiego czy innego państwa. Ludem trzeba sterować, w demokracji jest to trudniejsze zadanie i zapewne dlatego wymaga polityków dużego formatu. A gdzie mamy teraz takowych? I czyż najskuteczniejszym przywódcą nie jest ostatnimi czasy “superdemokrata” Władymir Władymirowicz?

Micku,

jak najbardziej – w historii Polski zabrakło nam lidera, który wpoiłby naszemu narodowi potrzebę silnego, drastycznego wręcz rozdziału Państwa i Kościoła. Ataturk potrafił to uczynić w Turkami, choć zrobił to bardzo brutalnymi metodami. U nas socjaliści w okresie międzywojennym byli zbyt słabi (a ich główny czempion – Piłsudski – zdradził sprawę i przeszedł na pozycje konserwatywne). Zaś za komuny ich wysiłki na rzecz laickości były skazane na niepowodzenie za sprawą polskiej przekory – skoro PZPR-owcy czegoś chcieli, to należało robić zupełnie odwrotnie. Przez to wszystko nie wiedzieć jak i skąd, Kościół splótł się w przekonaniu wielu Polaków z ideałami wolności i demokracji (choć jako instytucja jako żywo do nich nie przystaje). I po 1989 r. uzyskał bardzo silną pozycję.

Może gdyby Piłsudski miał ochotę i siłę uczynić II RP krajem laickim, żylibyśmy dziś w innych realiach. Choć podejrzewam, że fatalizm polskiej historii jest nie do przeskoczenia.

Pozdrawiam
M.A.

Neferze,

strasznie wysokie wymagania stawiasz tej demokracji, by mogła poprawnie funkcjonować (tym bardziej, że nie mamy dziś praktycznie przykładów dobrze funkcjonujących monarchii, a i z dyktaturami jest sprawa dyskusyjna). Nie zauważasz, że ten ustrój naprawdę nieźle działa, zarówno w krajach o małych rozpiętościach majątkowych (Skandynawia, Europa Zachodnia), jak i w tych mocno rozwarstwionych (USA, Wielka Brytania). Wiem, że obecna populistyczna czkawka, która ogarnęła nasz kraj, ale także Amerykę oraz Zjednoczone Królestwo sugerowałoby coś innego, ale to raczej wypadek przy pracy, niż stan wykazujący jakąś ciągłość. Zresztą, wydaje się, że ta brudna fala powoli opada wraz z porażkami populistów w Holandii, Francji, w prezydenckich wyborach w Austrii.

Co do sterowania ludem – naprawdę, nikt nie wymyślił do tego lepszego ustroju niż demokracja 🙂 Tylko ona daje możliwość bezkrwawego przekazania władzy, stabilizuje system polityczny i czyni go odpornym na wstrząsy. Nawet jeśli wydaje się nieefektywna, to jednak osiąga znacznie lepsze efekty niż inne ustroje – o czym można się przekonać obserwując rankingi najzamożniejszych i najbardziej wolnych państw świata.

Pozdrawiam
M.A.

Brutalne metody … widać niezbyt brutalne skoro Mustafa Kemal Pasa stał się Ataturkiem (nie stosuję znaków specjalnych bo tym razem piszę z komputera). Ataturk czyli ojciec wszystkich Turków, ojciec narodu Tureckiego. Historia oceniła go pozytywnie, w każdym mieście jest główna ulica nazwana jego imieniem. Ty Masz zapewne na myśli rewolucję młodoturecką i związaną z nią rzezią Ormian oraz generalnie czystkami etnicznymi. Jednak rewolucja młodoturecka to nie Ataturk, Ataturk zjawił się dopiero na sam koniec, podczas właściwej rewolucji pełnił rolę ambasadora w Niemczech. Rewolucję młodoturecką rozpoczęli generałowie: Talaat (pełniący urząd wezyra), Enwer i Dżemal. Chociaż kwestia ludobójstwa Ormian stanowi kość pomiędzy Europą a Turcją (głupi rząd Niemiecki chciał jej swego czasu użyć jako bata na Turcję), to nikt nigdy nie próbował w to wmanewrować Mustafę Kemala. Nawet mułłowie Istanbulu którzy wydali na Ataturka wyrok śmierci, nie zdołali tego wyroku wykonać.

Ataturk … czemu lud wielbił tego żyda greckiego pochodzenia ? Może dla tego że był on tym kim był Napoleon dla Francji za czasów ostatniego Ludwika. Odpowiedzią na modlitwy których bano się publicznie wyznawać. Szedł w pierwszej linii natarcia na wrogów, a później w pierwszej linii do burdelu. Tamtejsze dziwki, ponoć były zaszczycone mogąc usłużyć generałowi i zawsze dawały mu jakąś zniżkę lub nawet szły z nim za darmo. W wyniku nabytej od nich choroby wenerycznej nie mógł mieć dzieci z własnej krwi. Ale adoptował bardzo zdolne córki :). Ciekawe … córki, no ale może nie był obciążony tym muzułmańsko-genetycznym myśleniem że należy mieć co najmniej jednego syna. Ataturk był postacią nietuzinkową i ewenementem historii na skalę światową. Generał który odnalazł się doskonale i po wojnie. Stworzył, jak już pisaliśmy Ataturku Dusungce (kemalizm) – Alti Og.

Ale wracając do tematu, bo mnie ostro poniosło (uwielbiam Turcję od czasów mojej pierwszej wycieczki prawie dwie dekady temu). Rozdział państwa i kościoła był konieczny ze względu na to że państwa muzułmanów opierają rządy na prawodawstwie Szari, czyli wywodzącej się wprost z Koranu. To prawo musi być archaiczne gdyż religia ma z założenia być elementem stałym (latarnią dla błądzących). Nie da się nadgonić za np. nowinkami technicznymi, poza tym Szari nie jest jednoznaczna tak jak różne są szkoły Koraniczne co w samej teorii eliminuje ją jako sensowne prawodawstwo państwa które ma się rozwijać. To prawo jest dobre dla państwa które ma tkwić w średniowieczu. Jeśli chodzi o Europę na przykład to jest to dowód innej, inwazyjnej cywilizacji. Co ciekawe … cywilizacji nietechnicznej (paradoks). Turcy więc, czuli że chcą więcej ale nie było kogoś kto by to przeprowadził, aż znalazł się Mustafa Kemal.

U nas było jednak troszkę inaczej. Megasie, tutaj muszę napisać że dobrze się orientuję że trochę Ściemniasz i ostro mnie Podpuszczasz, mam nadzieję że w dobrej sprawie. Kościół niby ma silną pozycję ale spotyka się również z wszechstronną krytyką na którą niewiele może poradzić gdyż kościół jako instytucja (Kościół Katolicki z siedzibą w Rzymie) nie ma w statucie, przynajmniej dzisiaj, instrumentów wymuszania posłuszeństwa siłą (ostatnia zdaje się była tzw. święta inkwizycja w średniowieczu) i czyni to rękami innych rządów. Z resztą, inkwizycja się odbija kościołowi do dziś, jest to jeden z koronnych dowodów na zbrodnie Chrześcijaństwa, który znajduje się w rękach ateistów a który nawet dziecko może obalić (pisałem o tym w innym poście). Poza tym polscy patrioci również pamiętają stanowisko Grzegorza XVI który nader jasno wyraził współpracę KK z mocarstwami Europejskimi (konkretnie z Rosją) oraz oczywiście poświęcenie Wermachtu przez Piusa XII. To są przykłady kubłów zimnej wody na głowę. Więc jeśli chodzi o zaplecze tej “unii” z K.K.z.s.w Rz. to zbudowana jest ona na wierze i liturgii, nie zaś na naiwnym twierdzeniu że materialny interes tej organizacji jest żywotnie połączony z interesem naszego Narodu bo w to nie wierzy chyba nikt.

Piłsudski był masonem i co oczywiste nie był zainteresowany jakąkolwiek regulacją spraw które Poruszasz zwłaszcza po tym jak przestał być marionetką socjalistów (oni mają marionetki Megasie a nie liderów). Powiedział kiedyś “Jechałem pociągiem o nazwie >SocjalizmWolność<." Jeden z takich wielu sloganów.

Nader płytka interpretacja z tym PZPR Megasie. Organizacja KK to jest organizacja w gruncie rzeczy feudalna, Papierz (król), choć wybierany przez biskupów (książęta), jest monarchą w zasadzie absolutnym. Kościół więc obejmuje pojęcie tzw. walki klasowej czyli terminu wywodzącego się z Marksizmu. Interes komunizmu jest więc tutaj jasny ale na nieszczęście dla niego, taka walka budziła w Polsce atawistyczny lęk, nawet wśród czerwonej hołoty. Nawet Rosja Radziecka musiała się pogodzić z istnieniem Cerkwi Prawosławnej, nie mogła jej zaorać choć oczywiście zinfiltrowała ją na wszystkie strony łącznie do Patriarchy. Jednak fasada dla ludu musiała zostać zachowana. Poza tym walka z kościołem w Polsce … niektóre jednostki spośród duchowieństwa jak np. kapelani Wojska Polskiego lub błogosławiony ojciec Popiełuszko, zdawali się wyłamywać z polityki KK i angażować patriotycznie a to nie mogło przejść jakby tego nie było.

Ja bym jednak powiedział że rządy w naszym kraju jak najbardziej są laickie. No bo Zauważ że frakcja która rządzi Polską dziś, kiedyś rządziła trzy lata. To jest łącznie jakieś 5 lat w okresie obejmującym koniec lat 80' do czasów obecnych a przecież tylko tą "pseudo-prawicową" partię możemy posądzić o jawną sympatię do KK. Dla reszty bóstwem był zawsze oportunizm.

Gdyby Piłsudski chciał uczynić Polskę laicką, rozmawialibyśmy teraz być może po Rosyjsku. Bo ten termin "uczynienie Polski laicką" oznaczać może zupełnie różne rzeczy dla każdego. Myślę że nasza siła tkwi w pewnych aspektach trudnego do wytłumaczenia, sprzężenia liturgicznego KK z umysłem Polaków. Można powiedzieć że Polska jest bodajże ostatnim w Europie rzeczywistym państwem Chrześcijańskim. Zaś to ze dostawaliśmy po dupie jest spowodowane naszym wyjątkowo trudnym położeniem geopolitycznym, jednak inne narody nigdy by sobie nie poradziły z życiem tutaj (pomiędzy młotem i kowadłem) tak jak poradziliśmy sobie my, no chyba że to położenie ma tak wielką magię. Poza tym tego odłączenia nie chce również sam kościół bo … my dość dobrze płacimy za licencję na religię katolicką.

Neferze. Kilka razy się zabierałem do napisania odpowiedzi na Twój post ale jakoś nie dałem rady. Napisze tylko że każdy ustrój ma swoje wady. Chyba to jak można te wady wykorzystać przeciw ludziom i rozmiary ewentualnej katastrofy, dawały by także i w jakimś sensie odpowiedź na "dobroć ustroju". Od momentu wprowadzenia Traktatu Lizbońskiego, zaczyna się w Europie historia nowożytnego wykorzystywania właśnie błędów demokracji. Pewnymi posunięciami sprawia się że te zasady demokracji zaczynają szkodzić samym ludziom.

Megasie, mądry król jest chyba czymś lepszym niż skorumpowany parlament ? Z którym z tych zjawisk spotykamy się częściej ?

Pozdrawiam serdecznie,
Mick

Errata:

jest: „Jechałem pociągiem o nazwie >SocjalizmWolność<."

winno być: "Jechałem czerwonym tramwajem socjalizmu aż do przystanku „Niepodległość”, ale tam wysiadłem. …"

Przepraszam za pomyłkę.

Micku,

nie miałem zamiaru zarzucać Ataturkowi udziału w ludobójstwie Ormian (inna kwestia, że słusznie jest to sprawa problematyczna między Europą i Turcją; narody, które nie potrafią uznać i potępić zbrodni popełnionych przez swoich antenatów niezbyt nadają się do europejskiej wspólnoty, która jest nie tylko wspólnotą wartości, ale i pamięci, również tej niezbyt chlubnej). Natomiast wprowadzanie laickiej republiki wcale nie szło tak łatwo i bezboleśnie, jak mogłoby się wydawać. Należy pamiętać choćby o krwawo stłumionych rebeliach, jak choćby Szejka Saida (nie ma dokładnych danych o liczbie ofiar cywilnych, mogła się wahać między 40 tys. a ćwierć milionem). Oczywiście Turcy wciąż mogą dobrze wspominać swego wodza. Przecież większość wymordowanych to byli Kurdowie.

Fakt, że od lat 50-tych w Turcji funkcjonuje zakaz krytyki Ataturka świadczy o tym, że było za co go krytykować i zawsze znajdowali się do tego chętni.

Pozdrawiam
M.A.

Ach, Miałeś na myśli Saida. Nowy przywódca wkracza w sferę interesu i wpływów. Albo przyjmuje politykę tej strefy, albo zaczyna ją zmieniać licząc się z drastycznymi posunięciami przeciwko i ze strony nieuchronnych wrogów. Said stał na drodze przemian i był zbyt potężny by go lekceważyć, więc to musiało się tak skończyć. Alternatywą był by jedynie podział a na to nie można było się zgodzić.

“Wartości Europejskie” … no no.

Napisz komentarz