Pani Dwóch Krajów CI-CV (Nefer) Brak ocen

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 76 minut/-y    

Frederic Arthur Bridgman, “Procesja byka Apisa”

Niniejsza część przygód Nefera jest piątą z opublikowanych 16 października. Wcześniejsze części znajdziecie poniżej.

CI

Namiętności i emocje opadały powoli. Ana tuliła męża w ramionach z niesłabnącą siłą.

– Teraz musi się udać – wyszeptała. – Dzisiaj nadszedł mój czas, a Ona dotrzymała obietnicy… Kiedy, jeśli nie teraz? – urwała, dostrzegając nadchodzącą Amaktaris.

– Trzeba chyba uwolnić naszego arcykapłana? Skuty kajdanami wywołałby obecnie sensację na Dworze, nie jest już niewolnikiem. Chociaż kto wie? Może nawet trochę tego żałuje?

– Sprawując taką służbę, chętnie pozostałbym w niewoli – odpowiedział.

– Królowa ma jednak dla ciebie również inne zadania, takie, których nie zdołałbyś wypełnić pozostając w łańcuchach. – Nadal bawiła się biczem, spoglądając przy tym na Nefera.

Ana niechętnie wypuściła męża z objęć i powstała, by pozbierać porzucone insygnia władzy Pani Obydwu Krajów. Monarchini pochyliła się, sięgając dłonią po ukryty pod ceremonialnym pancerzem klucz od kajdan. Nie zdążyła jednak rozkuć Nefera.

Z tylnej części pomieszczenia dobiegły jakieś odgłosy. W oczach Królowej dało się dostrzec zdziwienie. Strażnicy oraz słudzy zostali przecież odesłani i otrzymali zapewne wyraźne rozkazy, by nie przeszkadzać Najjaśniejszej w kąpieli, czy też w tym, czym zamierzała się zajmować. Kapłan domyślił się, że za skrytymi obecnie w półmroku, bardziej odległymi kolumnami umieszczono boczne wejście dla służby, niezbędne dla funkcjonowania łaźni. Unoszące się znad niektórych basenów kłęby pary dodatkowo ograniczały widok. Po chwili wyłoniły się z nich cztery postacie, wkraczając w krąg lepszego światła. Postacie kobiece.

– A więc tak się zabawiacie w tym waszym cywilizowanym kraju. A nie chciałam wierzyć… I to nas nazywacie barbarzyńcami. – Mistrzyni Łowów obrzuciła pogardliwym spojrzeniem odzianą w królewskie szaty Anę, skutych łańcuchami mężczyzn oraz przede wszystkim samą Amaktaris. – Przynajmniej wiecie, jak należy postępować z niewolnikami. – Dostrzegła zapewne ślady po biczu na plecach czterech jeńców, jak również na grzbiecie samego Nefera. – Tym lepiej, to tylko ułatwi nasze zadanie. – Skinęła dłonią na towarzyszki.

– Czego tu szukasz, Charis? To prywatna część apartamentów i nie zostałaś zaproszona. – Władczyni zachowała wymuszony spokój, mocniej ściskając bicz, swój jedyny oręż. Ana zdążyła podnieść pasterską laskę. Bez zbędnych słów, obydwie z Najjaśniejszą ustawiły się w taki sposób, by zablokować przed Amazonkami przejścia pomiędzy basenami, podestami i kolumnami oraz osłonić zarówno siebie nawzajem jak i Nefera, nadal skutego i bezbronnego. Nie mogły jednak zagrodzić drogi wszystkim wojowniczkom. Kapłan chciał zawołać o pomoc, a przynajmniej krzyknąć, by uciekały, zrozumiał jednak natychmiast, że żaden z tych pomysłów nie ma sensu. Łaźnia znajdowała się w samym sercu osobistych komnat Bogini, pomieszczenie posiadało grube mury, a straże przecież odesłano i zapewne uprzedzono, by nie zwracały uwagi na ewentualne odgłosy rozkoszy czy bólu. Nie liczył też na to, by któraś z lwic chciała porzucić męża albo byłego osobistego niewolnika i ratować się ucieczką. Tymczasem dwie spośród podwładnych Mistrzyni Łowów rozeszły się po komnacie, odnajdując skutych Hetytów i Hapiru. W naturalny sposób wojownicy z tych samych plemion poszukali własnego towarzystwa, gdy Najjaśniejsza odpędziła ich od Any. Teraz nie próbowali krzyczeć, a uciekać nie byli w stanie. Przyglądali się zdumieni, nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć i czy to dalszy ciąg zabawy Pani Obydwu Krajów, do udziału w której ich zmuszono.

– Zaprosiłam się sama, Władczyni Wojowników. W taki oto sposób. – Charis błysnęła nałożonym na palec pierścieniem. – Poznajesz? To podobno twoja własność i otwiera tu wszystkie drzwi. Rzeczywiście, podziałało. Zresztą straże i tak stoją daleko… Zapewne, by nie przeszkadzać w twoich rozrywkach…. To także powinnaś rozpoznać… – Tym razem dobyła sztyletu.

– A więc służysz teraz Moim wrogom i zdrajcom? To w taki sposób wojowniczki pojmują  honor gościa?

– Nikomu nie służymy i nikomu służyć nie będziemy! To właśnie dlatego musisz zginąć, Pani Wojowników! Zbyt często wtrącasz się w nasze sprawy! A ten sztylet… Obiecałam tylko, że napije się twojej krwi. To znakomita broń, a obietnica niewiele mnie kosztowała, skoro i tak zamierzam cię zabić!

– A co ze złotem, na którym tak bardzo wam zależało?

– Pierwsza rata już nadeszła… Otrzymałam taką wiadomość. Może zdołamy też wydobyć więcej, ze świątyni Marduka w Babilonie. Złoto nie jest zresztą najważniejsze… Co prawda, po wszystkim chętnie zabiorę tę zabawkę. – Trąciła stopą zapomnianą, podwójną koronę królów Egiptu. – Na pamiątkę.

– Nigdy jej nie dostaniesz.

– Czyżby? Nie mam teraz jednak czasu na próżne rozmowy. Żegnaj, Pani Wojowników. – Charis ruszyła powoli w stronę Najjaśniejszej. – Zabijcie te głupie psy, nie potrzebujemy żadnych świadków – rzuciła jeszcze ku swoim podwładnym. – Tylko tego tutaj zostawcie mnie, sama poderżnę mu gardło! – Chodziło jej oczywiście o Nefera.

Pozostałe Amazonki także dobyły sztyletów. Stanowiły one ich jedyny oręż. Oczywiście, wchodząc na osobiste komnaty Królowej i posługując się nawet pierścieniem ze znakiem Oka Izydy nie mogły przecież otwarcie wnieść mieczy czy oszczepów. Na coś takiego straże mimo wszystko by nie pozwoliły. Dawało to jakąś szansę, ale przecież ani Amaktaris, ani Ana także nie posiadały prawdziwej broni. Ana nie była w dodatku żadną wojowniczką. Pomimo tego uniosła trzymaną w dłoni laskę, gdy towarzyszka Mistrzyni Łowów postąpiła w jej kierunku. Nefer chciał już zawołać do żony, by jednak się cofnęła, gdy jego uwagę przyciągnęło jakieś zamieszanie. Jedna z Amazonek bez wahania wykonała rozkaz przywódczyni i szybko poderżnęła gardła dwóm bezbronnym Hapiru. Drugiej poszło gorzej. Hetyci, chociaż nadal skuci łańcuchami, próbowali walczyć. Pierwszy z nich rzucił się gwałtownie, gdy wojowniczka pochyliła się i przystawiła ostrze do jego gardła. Nie uniknął śmiertelnego pchnięcia, ale zdołał zachwiać zabójczynią. Sztylet wszedł głęboko, ale w inne niż wybrane pierwotnie miejsce i zaklinował się przy kościach obojczyka. Amazonka nie zdążyła już uwolnić broni, w jej nogi wbił się bowiem towarzysz umierającego wojownika. Ostatecznie straciła równowagę i oboje wpadli do jednego z napełnionych basenów. Pozbawiona oręża, nie była w stanie natychmiast zabić walczącego z siłą rozpaczy Hetyty. Szamotali się w zimnej, pokrytej kawałkami pływającego lodu wodzie.

– Pomóż jej! – zawołała Charis do pierwszej z wojowniczek, zapominając na chwilę o koncentracji.

Ten moment nieuwagi wykorzystała Amaktaris, smagając Amazonkę batem. Rzemień pozostawił czerwony ślad na twarzy Mistrzyni Łowów. Ta nie wypuściła jednak z dłoni sztyletu i otarła tylko oczy z zalewającej je krwi. Zachowując już czujność, ponownie postąpiła ku Najjaśniejszej. Było jasne, że drugi raz nie popełni podobnego błędu. W dodatku, widząc kłopoty przywódczyni oraz uznając słusznie Królową za najgroźniejszego z wrogów, podwładna Charis puściła mimo uszu otrzymany rozkaz i zaczęła zachodzić Najjaśniejszą od boku. W tym celu musiała jednak okrążyć jeden z basenów.

Wojowniczka, bawiąca się raczej dotąd z Aną niż prowadząca prawdziwy atak, postanowiła najwidoczniej szybko zakończyć sprawę i także pomóc towarzyszkom. Ruszyła zdecydowanie do przodu.

– Cofnij się, Ano! Uciekaj! – zawołał rozpaczliwie Nefer, dostrzegając przy tym pewną szansę. Nie wiedział, czy żona zrozumiała jego intencje czy też odstąpiła odruchowo. Tak czy inaczej, dziękował za to później wszystkim bogom. Widząc ustępującą przeciwniczkę, Amazonka skoczyła w pogoń i potknęła się o stopy kapłana, który wziął przykład od bezimiennego Hetyty. W przeciwieństwie do towarzyszki zdołała jednak ustać na nogach. Silnym kopniakiem odrzuciła ze złością krępującego jej ruchy Nefera, ale nie próbowała użyć sztyletu. Może pamiętała jeszcze o zaleceniu Charis, a może nie znalazła już czasu, wobec nowego ataku Any. Uzdrowicielka nie zdołała, niestety, wykorzystać okazji natychmiast. Oficjalny stój Królowej i Bogini niezbyt nadawał się do walki, zwłaszcza ulubione przez Nefera eleganckie sandałki na obcasie, zapewne nałożone uprzednio z uwagi na upodobania męża. Odskakując, Ana także straciła równowagę i teraz dopiero rzuciła się naprzód, zadając cios laską i usiłując ponownie osłonić kapłana. Amazonka uchyliła się zręcznie, wykonała zwód sztyletem i zaskoczyła przeciwniczkę, chwytając wolną dłonią końcówkę królewskiego berła oraz wyrywając je uzdrowicielce z ręki.

– Uciekaj! – wrzasnął ponownie Nefer, ogarnięty nową falą grozy. – Zostaw mnie i sprowadź pomoc! – Na coś takiego było już oczywiście za późno, a okrzyk męża zdezorientował tylko niepotrzebnie Anę. Cofnęła się jednak instynktownie.

Do łaźni wpadli głównym wejściem Harfan i Mistrz Apres. Libijczyk dzierżył w dłoni oszczep, Towarzysz Prawej Ręki nieodłączną laskę. Zerwał z niej końcówkę, odsłaniając wąskie, długie może na dwie pięści ostrze. Mistrz skoczył w stronę Amaktaris, cofającej się powoli, by uniknąć okrążenia.

– Tutaj, Harfanie, szybko! – zawołał Nefer.

Przyjaciel posłuchał, naruszając być może obowiązki gwardzisty Królowej. Odepchnął Anę i stanął naprzeciw Amazonki. Uzbrojona tylko w sztylet nie miała szans w walce z najlepszym oszczepnikiem Królewskiej Gwardii. Nie próbowała jednak uciekać, a Libijczyk nie okazał żadnej litości. Poruszał orężem tak szybko, że kapłan nie potrafił nawet rozpoznać zwodów oraz docenić umiejętności żołnierza. Po chwili brązowy grot wgryzł się w trzewia wojowniczki. Harfan beznamiętnie przekręcił drzewce, uwalniając oszczep i pozwalając umierającej Amazonce upaść na kamienie posadzki.

Tymczasem Mistrz zaatakował towarzyszkę Charis, nadal usiłującą zajść od boku Najjaśniejszą. Wojowniczka zdążyła się jeszcze odwrócić, ale nie zdołała uniknąć pchnięcia. Kończące laskę ostrze wbiło się w ciało Amazonki. Tę chwilę wykorzystała Łowczyni, skacząc w stronę Towarzysza Prawej Ręki z nisko pochylonym sztyletem w dłoni. Ponownie nie doceniła jednak umiejętności i odwagi Amaktaris. Nie widząc innego sposobu by ją zatrzymać, Królowa zarzuciła na szyję przeciwniczki trzymany oburącz rzemień bicza. Dzięki temu Apres zdążył uwolnić laskę i ugodził teraz Charis, tuż poniżej lewej piersi. Mistrzyni Łowów zdołała jednak użyć swego oręża i zadając cios w tył, właściwie na oślep, trafiła w prawe udo Królowej. W tym miejscu ciało Władczyni osłaniał paradny pancerz. Być może mógłby on spełnić swoją rolę i powstrzymać uderzenie, gdyby chodziło o zwykły sztylet z brązu. Charis walczyła jednak o wiele groźniejszym ostrzem, wykutym z niezwykłego, hetyckiego metalu. Przedarło się ono przez utwardzoną skórę i naszyte złociste blaszki. Coś nieprzyjemnie zgrzytnęło, może przebity pancerz, a może uszkodzona kość… Noga Amaktaris spłynęła krwią. Najjaśniejsza zachwiała się, ale nie upadła i nie wydała nawet jęku. Uwolniła tylko z uchwytu konającą Amazonkę, uniosła krawędź skórzanej spódniczki i usiłowała zacisnąć rzemień powyżej rany. Harfan podbiegł tymczasem do basenu z zimną wodą i raz jeszcze użył oszczepu, precyzyjnym ciosem kończąc trwające nadal zmagania ostatniej wojowniczki z hetyckim jeńcem. Tam również popłynęła krew, barwiąc na czerwono zarówno wodę, jak i pływające w niej bryły lodu.

– Skąd się tu wzięliście, Harfanie? – spytał głupio Nefer, po chwili dopiero pojmując, że odpowiedź nie ma w tej chwili żadnego znaczenia.

To Ana jako pierwsza otrząsnęła się z szoku i zaczęła działać w najważniejszej sprawie. Przypadła do Amaktaris, która zmuszona była tymczasem wesprzeć się na ramieniu Mistrza. Razem podprowadzili Najwspanialszą ku najbliższemu podestowi, na którym Władczyni mogła się położyć. Uzdrowicielka szybko zbadała ranę.

– To nic… – powiedziała Królowa. – Kość jest cała… Tylko krew… I trochę boli.

– Masz rację, gdyby kość została naruszona, nie zdołałabyś tu podejść. Ale musimy natychmiast zatrzymać krwawienie. Harfanie, szybko. Trzeba mocno zacisnąć ten węzeł. – Ana poprawiła ułożenie rzemieni bicza. – A ty, mistrzu, sprawdź, czy sztylet nie został zatruty!

– Nie sądzę… To nie byłoby w stylu Amazonek… Ani też tego, kto dał im tę broń…

– Wygląda na czysty, o Pani. Pozwól jednak, że dokładnie zbadam to ostrze.

– Pamiętaj tylko, towarzyszu, że chciałabym odzyskać ten oręż… To dawny sztylet Mojego Ojca… Ojciec chyba nigdy by nie pomyślał, że napije się także Mojej krwi… Mimo wszystko, Charis dotrzymała danego słowa…

– Nie czas teraz na takie rozważania! Krwawienie ustaje, trzeba jednak zaszyć i obandażować ranę! – Ana wydawała polecenia tonem nie znoszącym sprzeciwu.

– Sprowadzę mojego brata.

– Później. Nie potrzebujemy zbędnego zamieszania… Nikt nie powinien o tym wiedzieć, w końcu krew królów nie może spływać na ziemię… Uzdrowicielka Ana zajmie się wszystkim. W sypialni mam potrzebne przybory… Nefer powinien wiedzieć, gdzie je znaleźć… Musimy tylko wreszcie uwolnić naszego arcykapłana… Gorącą wodę weźmiecie z jednego z tych basenów. – Najwspanialsza sięgnęła po klucz od kajdan i podała Libijczykowi.

Podczas gdy przyjaciel zdejmował okowy z przegubów Nefera, Świetlista Pani powróciła do poruszonego już wcześniej tematu.

– Powiedz jednak, mistrzu, jakim sposobem przybyliście tutaj z Harfanem w tak odpowiedniej chwili? Przecież odesłałam straże.

– To właśnie mnie zaniepokoiło, gdy w końcu o tym usłyszałem. Jak mogłaś, Amaktaris?

– Nie będę więźniem we własnym Pałacu… Straży do niczego dzisiaj nie potrzebowałam, a Horkan jest już od wczoraj w drodze na Synaj.

– Okazało się, że jednak potrzebowałaś i to bardzo, Najjaśniejsza Pani! Gdy Harfan przyznał się, co uczynił na Twój rozkaz, sprawdziliśmy posterunki. I znaleźliśmy żołnierzy, którzy przepuścili Amazonki okazujące Twój pierścień. Libijczyk nalegał, by nie sprowadzać tu od razu wszystkich dostępnych strażników, więc przybiegliśmy sami. Na szczęście zdążyliśmy.

– Wszystko skończyło się dobrze, towarzyszu.

– Gdyby było ich więcej niż cztery…

– Właśnie… Gdzie są Elena i dwie pozostałe Amazonki? Zapowiadały, że wybierają się na polowanie, chciały zabrać ze sobą Irias… Mistrzu, natychmiast sprawdź co z księżniczką!

– Zostawiliśmy ją pod opieką sierżanta na placu ćwiczeń – odezwał się Harfan, podchodząc z uwolnionym już Neferem.

– Natychmiast upewnijcie się gdzie jest Irias! Potem możecie aresztować Elenę i jej towarzyszki, o ile zdołacie je znaleźć! – Władczyni wydała ten rozkaz podniesionym głosem. – Natychmiast!

– Ja się tym zajmę, Harfanie. Ty zostań tutaj i czuwaj nad naszą Panią! Przyślę straże.

– Nie rób zamieszania, mistrzu. I zajmij się Irias! Harfan wystarczy! – Amaktaris zdawała się tracić cierpliwość.

– Jak rozkażesz, o Wielka. – Towarzysz Prawej Ręki pospiesznie opuścił łaźnię.

– Idź po te igły i bandaże Neferze, skoro tak dobrze znasz sypialnię naszej Pani. – Ana nie darowała sobie tej uwagi. Zaraz jednak ponownie skupiła się na ranie.

Gdy kapłan wrócił po dłuższej chwili niosąc koszyk z przyborami leczniczymi Najjaśniejszej, Harfan ponownie zaciskał rozluźniony najwidoczniej węzeł na udzie Królowej. Szczęśliwie, krwawienie prawie ustało. Ana obmyła ranę.

– Muszę to teraz zaszyć. Przytrzymajcie naszą Panią, nie powinna się ruszać.

– To niepotrzebne. Wytrzymam – zaprotestowała Amaktaris.

– Nie mam zamiaru ryzykować – odparła Ana. – Wolisz tak, czy mam kazać zakuć Cię w te łańcuchy? – dodała, a Nefer wcale nie miał pewności, czy żona żartuje.

Postawiona przed taką alternatywą, Najwspanialsza wybrała uchwyt dłoni żołnierza i arcykapłana. Dotrzymała przy tym słowa i nie poruszyła się oraz nie wydała jęku, podczas gdy uzdrowicielka zszywała ranę, fachowo i starannie, ale niezbyt delikatnie. W takich chwilach nie należało jednak zważać na cierpienia pacjentki, choćby była nią sama Pani Obydwu Krajów. Wreszcie Ana skończyła i doceniła na swój sposób odwagę Bogini.

– Harfanie, przynieś kilka brył lodu z tamtego basenu. Gdy je przyłożymy, zmniejszą ból i osłabią ewentualne krwawienie.

Libijczyk pospieszył wykonać polecenie.

– Najjaśniejsza Pani! – zawołał nagle. – Ten Hetyta jeszcze żyje. Mam go dobić?

– Nie bracie. – Królowa zamyśliła się na chwilę. – Okazał się dzielnym wojownikiem i zasłużył na to, by żyć. Daj ten lód, a potem wyciągnijcie Hetytę z wody, zanim zamarznie.

Przekonali się, że skuty łańcuchami jeniec nie był w stanie samodzielnie wydostać się z basenu i rzeczywiście, pozostawiony tam samemu sobie musiałby umrzeć z zimna. Harfan i Nefer wyciągnęli go z pewnym wysiłkiem, zziębniętego i mokrego, ale jeszcze żywego. Mimo woli spojrzał na nich z wdzięcznością.

„Ciekawe, co on z tego wszystkiego rozumie?” – Pomyślał Nefer.

– No i dobrze – odezwał się Libijczyk. – Nie lubię zabijać bezbronnych.

– Wiem o tym, przyjacielu. Dzięki temu ja sam jeszcze żyję. – Kapłan uderzył wojownika w plecy.

– A z kolei dzięki tobie żyjemy my wszyscy. Ten tutaj… Żaden z władców Obydwu Krajów nie miał jeszcze w osobistej gwardii Hetyty… Zobaczymy, może ten się nada. Wśród swoich i tak nie ma już teraz czego szukać.

Ana ukończyła tymczasem nakładanie bandaży. Opatrunek pozostał czysty, a  okłady z lodu najwyraźniej zmniejszyły ból.

– Jest jeszcze jedna sprawa – odezwała się Amaktaris. – Arcykapłanie, pierścień. Przynieś go!

Nefer podszedł do ciała Charis i z pewnym trudem zerwał z palca Amazonki klejnot ze znakiem Królowej. Błękitny kamień, w którym wycięto Oko Izydy, lśnił tu i tam złocistymi plamkami. Magiczny kamień Władców Górnego i Dolnego Kraju. Ostatni raz kapłan widział ten pierścień w Tamadah, w ręku Kruto, gdy zbuntowany więzień zgniatał kabłąk i wpychał klejnot do tulejki z listem do księcia Nektanebo. Kuzyn Królowej polecił najwidoczniej naprawić obręcz i posługiwał się znakiem we własnych celach… Ale nie, przecież później jeszcze, na oczach Nefera, arcykapłan Heparis przekazał pierścień Ramose… Wielu wykorzystywało ten kamień, a wszyscy w złych zamiarach… Ale teraz wreszcie z tym koniec.

– Drogo kosztowało Mnie odzyskanie tego klejnotu… – powiedziała cicho Amaktaris. – Uczynił wiele zła… – Zdawała się wtórować myślom swego sługi.

– Pani, gdybym nie zawołał Harfana… Może nie zostałabyś ranna… – Poczucie winy dręczyło Nefera od chwili, gdy ujrzał krew Władczyni spływającą na kamienie posadzki.

– I zapłaciłabym za to życiem twojej żony, a pewnie i twoim? Wtedy dopiero ten pierścień stałby się prawdziwie przeklętym… Wolę już, by ceną stała się tylko Moja własna krew.

A jednak życzenie Królowej nie spełniło się. Zapłata okazała się znacznie wyższa. Przekonali się o tym już wkrótce, gdy powrócił Mistrz Apres. Wszedł bez pośpiechu, z pozbawionym uczuć wyrazem twarzy. Oczyścił już swoją laskę i ponownie ukrył ostrze.

– Co z Irias? – spytała szybko Władczyni.

– Żyje, jest cała i zdrowa. Obecnie pod dobrą opieką.

– Elena i pozostałe Amazonki? – Najjaśniejsza pozwoliła sobie na okazanie ulgi.

– Wszystkie trzy nie żyją, Wielka Pani. Zginęły w walce i żadnej nie udało się pojmać. Zabito je zresztą, zanim przybyłem z rozkazem aresztowania. – Apres nadal nie ujawniał żadnych emocji. Nie wzbudziło to niepokoju Nefera, ale Amaktaris musiała znać Towarzysza Prawej Ręki o wiele lepiej.

– Co się stało, mistrzu? Mów i nie ukrywaj złych wieści!

– Pułkownik Tereus, Najdostojniejsza Pani… To on powstrzymał Amazonki, nie pozwolił im zabrać Irias, chociaż powoływały się jakoby na Twój rozkaz… Doszło do walki i otrzymał pchnięcie oszczepem. To jednak zaalarmowało straże i sprowadziło pomoc. Wojowniczki nie zdołały porwać księżniczki i zginęły… Tyle, że dla pułkownika było już za późno.

– Co z nim?

– Umiera… Wezwałem mojego brata, ale… Sierżant już z tego nie wyjdzie, ostrze rozpruło wnętrzności… Jest przytomny i chce Cię widzieć… Raczej nie da się go przenieść…

– To ja tam pójdę… – Królowa usiłowała wstać, w czym przeszkodziła Jej Ana. – Pomóżcie mi! – rozkazała Władczyni. – Tym razem nie próbuj grozić zakuciem w łańcuchy, muszę iść do umierającego wojownika!

Mistrz okazał pewien ślad zdziwienia, słysząc ostatnie słowa Amaktaris, ale Ana ustąpiła.

– Chyba rzeczywiście musisz… Pomóżcie naszej Pani, tak jak tego chce! Dajcie tu jakąś deskę i zanieście Ją, nie powinna teraz chodzić! – poleciła Neferowi i Harfanowi.

Libijczyk pospiesznie przyniósł z najbliższej komnaty proste siedzisko, na którym spoczęła podtrzymywana przez uzdrowicielkę Królowa, podczas gdy kapłan i wojownik unieśli Ją w górę. Mistrz ruszył przodem, by usunąć z drogi przypadkowych gapiów. Władczyni nadal zależało na zachowaniu odniesionej rany w tajemnicy. Gdy pamiętnym dla Nefera korytarzem dotarli na plac ćwiczeń, zastali tam już tylko Towarzysza Prawej Ręki, Mistrza Serpę, Irias i oczywiście sierżanta. Ciała trzech martwych wojowniczek zdążono odsunąć ku bocznym ścianom, nadal widać było jednak ślady krwi.

– Co się stało, Pani? – Roztrzęsiona Irias podbiegła do Królowej. – Ty też jesteś ranna? Ale nic Ci nie będzie?

– Tak, nic mi nie będzie… Co z tobą? Co z sierżantem?

– One przyszły tu nagle, chciały, żebym pojechała z nimi na polowanie… Mówiły, że o tym wiesz. Ale przecież obiecałam wczoraj, że nie pojadę i zostanę w pałacu… Powiedziałam, że nie pójdę… Ta Elena bardzo nalegała, chciała mnie zmusić i wujek Tereus na to nie pozwolił… Kazał im stąd iść… A potem ona… Wtedy one we dwie ruszyły na niego z oszczepami… Wujek miał swój miecz, uderzył Elenę, ale ta druga wbiła mu oszczep w brzuch… Z jedną ręką nie mógł walczyć tarczą… Chciałam pomóc, ale ostatnia z nich trzymała mnie przez cały czas… W końcu udało mi się ugryźć ją w palec i puściła, ale było już za późno… Potem nadbiegli żołnierze… Może powinnam była z nimi pojechać… Powiedz, że wujkowi też nic nie będzie!

– Dobrze zrobiłaś, że nie chciałaś z nimi iść, bardzo dobrze. – Amaktaris wstała z trudem i przytuliła księżniczkę. – A sierżant Tereus… – Królowa spojrzała ku leżącemu na piasku żołnierzowi, przy którym klęczał Mistrz Serpa. Ten ledwo dostrzegalnie pokręcił głową. – Chodźmy do niego.

Amaktaris zrobiła kilka kroków, prowadząc Irias za rękę i sama podtrzymywana przez Anę. Powoli, z wysiłkiem uklękła. Twarz Tereusa wydawała się niezwykle blada. Okropna rana na brzuchu nie pozostawiała wątpliwości co do losu wojownika. Któryś z gwardzistów albo też sam Mistrz usiłował ją zamknąć, ale nie wydawało się to możliwe do wykonania. Obecnie uzdrowiciel powstrzymywał już tylko wnętrzności przed wylaniem się na zewnątrz.

– Sierżancie…

– Jesteś, Księżniczko… To dobrze, na to czekałem…

– Tereusie, jak mam ci dziękować? Co mogę dla ciebie zrobić…

– Szkoda czasu na takie gadanie, Księżniczko… Mam tylko dwie prośby…

– Mów!

– Opiekuj się Irias…

– Tak, Terusie… Co jeszcze?

– Zachowaj mój miecz… Chcę, byś to Ty go teraz miała…

– Złożę to ostrze na twoim stosie pogrzebowym! – Królowa nie próbowała ukrywać przed umierającym prawdy. Jako doświadczony wojownik i tak wiedział już zresztą wszystko. Taka rana musiała przynieść śmierć.

– Nie, jest Twój… Obiecałaś… A mój stos pogrzebowy… Twoim poddanym nie będzie w smak taki cudzoziemski obrzęd…

– Nie dbam o to!

– A powinnaś, zwłaszcza teraz… To wszystko nie może pójść na marne… Jeśli już koniecznie musisz, to gdzieś na uboczu, na pustyni… Moim bogom nie zrobi to różnicy… To też obiecaj…

– Dobrze, obiecuję.

– I jeszcze jedno… Chciałbym… Nasza księżniczka… Może kiedyś, sama wiesz co… Gdy uznasz, że nadszedł czas… – Pułkownik wyszeptał to z wysiłkiem i oprócz pochylonej nad jego głową Amaktaris tylko Nefer usłyszał te słowa, a raczej bardziej domyślił się ich znaczenia.

– Zrobię co zechcesz, sierżancie. Obiecuję!

Ostatnie przyrzeczenie Amaktaris nie miało już jednak znaczenia. Tereus przymknął oczy, a jego oddech po chwili zamarł.

– Sierżant nie żyje – ogłosiła Władczyni. – Zginął w służbie Królowej i teraz możemy tylko urządzić mu odpowiedni pogrzeb oraz pomścić jego śmierć.

– Te, które zaatakowały Tereusa, są już martwe – odezwał się Mistrz Serpa. – Jedną z nich zabił on sam.

– Jest jeszcze ktoś… Ktoś bardziej winny niż te wojowniczki… Towarzyszu, daj mi ten hetycki sztylet. Gdyby nawet został zatruty i tak nic już na to nie poradzimy. Nie odczuwam zresztą żadnych objawów, poza normalnym bólem zranionego ostrzem ciała…

Mistrz podał Władczyni niezwykłą broń, a ta wezwała z kolei Harfana.

– Bracie, oto sztylet Mojego Ojca. Zdobył go i używał w walce. Wręczyłam to ostrze komuś niegodnemu i bardzo żałuję tej decyzji. Przyjmij ten oręż jako nowy dowódca Królewskiej Gwardii!

– Pani, ja nie nadaję się na to stanowisko! Zawiodłem Cię choćby dzisiaj.

– Ostatnio ciągle słyszę podobne słowa, nie powtarzaj ich więc na darmo. Nadajesz się znakomicie i nie możesz odmówić Królowej swojej służby w takiej chwili. Dowódco, oto twoje pierwsze zadanie. Ruszaj za oddziałem Horkana i sprowadź tutaj setnika. Jeżeli to się nie uda, przywieź jego ciało. Ale wolałabym, by przybył żywy. Wybierz najlepszych ludzi i wykonaj tę misję bez wzbudzania rozgłosu. Oto pierścień, który potwierdza, że spełniasz rozkazy Pani Obydwu Krajów! Niech raz chociaż posłuży przeprowadzeniu Mojej woli! Nie trać czasu, bracie.

Wobec takich słów Władczyni Harfan nie zawahał się. Przyjął tak klejnot, jak i sztylet, uderzył pięścią w tors, po czym bez zwłoki ruszył ku koszarom.

– Mistrzu uzdrowicielu, dziękuję za to, że próbowałeś pomóc sierżantowi… Bogowie zadecydowali inaczej… Zajmij się ciałem Tereusa. Spalimy je zgodnie z obyczajem jego ludu, za kilka dni… Tak jak chciał, na pustyni.

– Pani, twoja rana…

– Wiem, wymaga opieki. Nie wątpię w talenty Any z Abydos. Ty chyba także nie? Ale dobrze, pozwolę wam obejrzeć ją wspólnie jeszcze raz. Tylko zachowajcie wszystko w tajemnicy. Ty zaś, towarzyszu… – Monarchini zwróciła się teraz ku Mistrzowi Apresowi. – Musisz jak zawsze zadbać o wszystko i uprzątnąć ten bałagan. Tutaj oraz w łaźni.

– Myślę, że wojownicy kopca poradzą sobie i z tym zadaniem, o Wielka.

– O nie, mistrzu. Ostatnią ucztę mieli dwa dni temu. To zbyt krótki czas, by porządnie zgłodnieli, a Ja chciałabym, by odczuwali głód. Wielki głód, podobny Mojemu własnemu… Niech poczekają… Mam nadzieję, że to oczekiwanie nie potrwa długo.

CII

Na powrót Harfana czekali cztery dni. Władczyni nie udzielała w tym czasie audiencji, ograniczyła liczbę osób, którym przyznała prawo przebywania w Jej obecności, spędzała czas w prywatnych komnatach lub w zamkniętej części ogrodów. Nie życzyła sobie, aby wieści o odniesionej ranie rozeszły się wśród ludu czy nawet w koszarach. To odsunięcie się od życia Dworu wytłumaczono zmęczeniem Królowej ostatnimi wydarzeniami. Wcale jednak nie próżnowała i odbywała długie narady z Mistrzem Apresem. W tych chwilach, gdy Nefer dostępował zaszczytu towarzyszenia Pani Obydwu Krajów, okazywała z trudem tłumione rozdrażnienie, którego nawet on nie potrafił przezwyciężyć. Rozdrażnienie i niecierpliwość… Toteż chętnie schodził Najjaśniejszej z drogi, rozumiejąc, iż dopóki nie powróci nowo mianowany dowódca gwardii wraz z więźniem lub przynajmniej z jego ciałem, Monarchini nie odzyska spokoju.

Kilkakrotnie poddała się starannym badaniom zranionego uda, które przeprowadzili wspólnie Ana, Mistrz Serpa oraz dopuszczony do tajemnicy Sentot. Rana goiła się dobrze, jak arcykapłan dowiedział się od żony. Nic nie wskazywało na to, by sztylet zatruto. Nefer też zresztą uważał, że coś takiego nie odpowiadałoby charakterowi ani Horkana, ani Amazonek. Najjaśniejsza miała więc wrócić za jakiś czas do pełni sił, tymczasem okazywała jednak wobec uzdrowicieli większe jeszcze zniecierpliwienie niż przy innych okazjach. Sama znając tajniki sztuki uzdrawiania, wtrącała się jakoby do dyskusji nad sposobami leczenia, krytykowała poczynania wszystkich dookoła, a zwłaszcza lekceważyła odniesione obrażenia i domagała się jak najszybszego uznania Jej za całkowicie zdrową. Doprawdy, potwierdzało się powtarzane niekiedy przez Anę powiedzenie, iż nie kto inny jak uzdrowiciele są najgorszymi pacjentami.

Nefer wznowił tymczasem lekcje z Irias, odwiedzał też regularnie plac ćwiczeń. Wobec nieobecności Harfana trenował samotnie, nacierając oszczepem na słomiane kukły. Wprawdzie podczas ataku Amazonek był skuty łańcuchami i niewiele mógł zrobić, zastanawiał się jednak w skrytości ducha, czy nawet wolny i z bronią w ręku zdołałby stawić czoła tym wojowniczkom, tak jak uczyniły to Ana i Amaktaris. Nie potrafił sam sobie odpowiedzieć na to pytanie i ćwiczył z tym większą determinacją. Odwiedził też boczną salę szpitala, gdzie pod nadzorem Mistrza Serpy spoczęło tymczasem obłożone bryłami lodu ciało sierżanta. Królowa postanowiła poczekać z wyprawieniem pogrzebu do powrotu Harfana. Jak powiedziała, Tereus już dawno wyraził życzenie, by w razie śmierci w żadnym wypadku nie oddawać go w ręce mistrzów sztuki balsamowania i to staremu wojakowi wtedy obiecała. Znalazła więc taki właśnie sposób, by przez jakiś czas uniknąć rozkładu ciała. Ahmes sprowadził podobno z gór Libanu spore zapasy lodu, ale przy takim zużyciu jak w ostatnim czasie, bloków zamarzniętej wody z pewnością nie starczy na długo. To jednak nie był już kłopot Nefera.

Kapłan starał się skupić wzrok na spokojnej twarzy martwego Tereusa, omijając spojrzeniem brzuch, który zdołano wprawdzie wreszcie zamknąć i obandażowano, ale który nadal sprawiał wrażenie mocno zdeformowanego. Wolał zapamiętać sierżanta pełnego życia, silnego i potężnego jak skała. Nigdy nie stali się przyjaciółmi, ale stary wojownik zawsze traktował Nefera sprawiedliwie, a od czasu wyprawy do Tamadah, a zwłaszcza wydarzeń późniejszej bitwy, wyrażał nawet ostrożne uznanie. Nie miało to z pewnością żadnego związku z wyniesieniem obecnego arcykapłana. Czyż sierżant nie ujął się za nieznanym sobie niewolnikiem już pierwszego dnia jego pobytu na Dworze? Czyż na placu ćwiczeń nie poskromił morderczych zapędów Harfana i nie zawahał się nawet przed stawieniem czoła gniewowi samej Królowej Amaktaris, bo uznał, że tego wymaga sprawiedliwość? O tym Nefer nie miał zamiaru zapomnieć. Stary żołnierz mógł dla każdego stać się wzorem lojalności oraz tego, jak należy służyć swemu panu. W tym wypadku Pani, Władczyni Obydwu Krajów, której nie omieszkał zresztą mówić prawdy prosto w oczy i dosadnie krytykował Jej poczynania, gdy uważał, że na to zasługują. Tak, Najwspanialsza Amaktaris straciła kolejnego wiernego sługę i przyjaciela…

Aby otrząsnąć się z ponurych myśli, drugiego dnia Nefer zaproponował żonie ponowne odwiedziny w urządzanym właśnie pałacu arcykapłana Izydy, w którym w najlepsze trwały prace. Przystała na to chętnie, być może rada z okazji oderwania się od utyskiwań dostojnej, a zarazem nieznośnej pacjentki. Podobnie jak poprzednim razem, Ana z entuzjazmem wydawała rozliczne polecenia zarządcy, robotnikom, ogrodnikom i wszelkiego rodzaju sługom. Zapewne uznali ją za równie kapryśną i wymagającą panią, jak ona sama myślała od kilku dni o Królowej. Tym niemniej, ta wizyta poprawiła nastrój zarówno arcykapłanowi jak i jego uzdrowicielce. Nie na długo jednak. Wieczorem nadeszły wiadomości od Harfana, przyniesione przez jednego z gołębi, które zabrał wyruszając na swoją misję. Libijczyk donosił w krótkich słowach o tym, że wykonał zadanie nie napotykając większych przeszkód. Setnik Horkan został aresztowany. Zgodnie z  poleceniami Najjaśniejszej, skuty łańcuchami więzień zostanie bez rozgłosu dostarczony do Pałacu. Zajmie to kilka dni, w celu zachowania tajemnicy oddział będzie się teraz poruszał wolniej.

Wieści te przekazał Neferowi w zaufaniu Mistrz Apres.

– Jak myślisz, panie, czym to się skończy?

– O tym zadecyduje Pani Obydwu Krajów, Oby Żyła i Władała Wiecznie. Ponowiła jednak rozkaz przygotowania wojowników kopca.

– Czy sądzisz, że zdecyduje się na coś takiego?

– Nie wiem, Neferze. To Boska Pani  została zdradzona i to Ona wyda osąd…

– Ale czy ty, mistrzu, popierasz taki wyrok?

– Nie jest moją rzeczą popierać lub kwestionować decyzje Najpotężniejszej i Najdostojniejszej Władczyni Niebios i Ziemi. Ja tylko wykonuję Jej wolę. W tej sprawie uczynię to również, cokolwiek postanowi.

Nefer zrozumiał, że od Towarzysza Prawej Ręki nie usłyszy już nic więcej i zrezygnował z dalszych pytań, dziękując tylko za okazane zaufanie.

– Nie masz potrzeby dziękować, powinieneś wiedzieć, co się dzieje i w pełni na to zasługujesz. – Apres pożegnał się, kończąc rozmowę.

Od tej chwili koszmarny obraz oczu umierającego Temesa, który Nefer miał już nadzieję wyrzucić z pamięci, zaczął znowu prześladować kapłana.

Pomimo pomyślnych wiadomości, potwierdzających wykonanie Jej rozkazów, Najjaśniejsza Amaktaris nadal okazywała rozdrażnienie, w oczywisty sposób nie odnoszące się już do postępów w powrocie do zdrowia. Wszyscy wtajemniczeni zdawali sobie sprawę, iż ten stan rzeczy nie zmieni się aż do rozstrzygnięcia sprawy Horkana i sami czekali z niecierpliwością na przybycie komendanta gwardii oraz pojmanego przezeń więźnia.

Nastąpiło to wieczorem czwartego dnia i istotnie odbyło się w tajemnicy. Nefer dowiedział się o wszystkim właściwie przypadkiem, niespodziewanie natknąwszy się na Harfana w jednym z pałacowych korytarzy. Przyjaciel wyglądał na zdrożonego i kapłan zamierzał zaproponować wspólne opróżnienie dzbana z piwem, który z pewnością zdołałby w jakiś sposób zdobyć w kuchni, Libijczyk jednak odmówił.

– Mam jeszcze obowiązki i otrzymałem nowe rozkazy… Tobie też zresztą radzę unikać teraz piwa. Ta noc może okazać się dla nas wszystkich bardzo długa…

Rozumiał jednak ciekawość Nefera i podzielił się najważniejszymi nowinami.

– Tak, pojmaliśmy Horkana… Nie stawiał oporu… Zaprowadziłem go na komnaty Najjaśniejszej… Ona chciała porozmawiać z nim bez świadków… Bez obawy, nadal ma na sobie  łańcuchy… A teraz wybacz, muszę zająć się ludźmi i zaprzęgami.

No tak, Najwspanialsza Amaktaris z pewnością nie wydałaby wyroku nie wysłuchawszy oskarżonego, nie leżało to w zwyczaju Pani Obydwu Krajów, niezależnie od tego, ile miałaby Ją taka rozmowa kosztować. Nefer przypomniał sobie własną audiencję w namiocie Królowej na pobojowisku… Gdy czekał na Jej decyzję, oskarżony o zdradę, napaść na Irias, zabójstwo Koriny i zamiar kradzieży złota… Wtedy też stanął przed Amaktaris w łańcuchach, licząc nawet nie tyle na łaskę, co na szansę złożenia wyjaśnień, wytłumaczenia tego, co się stało, zrozumienie… Nie spełniła się żadna z tych nadziei… Królowa pozwoliła mu mówić, ale nie chciała słów osobistego niewolnika usłyszeć… Pamiętał Jej zimne spojrzenie i chłodną, okrutną odprawę… A potem, już w Pałacu,  równie bezlitosne słowa wyroku…

Dawno wybaczył to wszystko swojej Pani, czyż mógłby postąpić inaczej wobec tego, co wydarzyło się później? Wobec Jej szczerego żalu i przeprosin? Tym niemniej, wiedział, wiedział aż za dobrze, jak Władczyni potrafi zachować się w takich chwilach i odczuł wobec młodego oficera coś w rodzaju współczucia. Nie zapomniał, że setnik intrygował przeciwko niemu, chciał zniszczyć rywala, pogrążyć go w oczach Amaktaris i tamten Jej gniew kapłan zawdzięczał w dużej części właśnie Horkanowi, ale jednak… On nie wydawał się całkowicie zły, potrafił zdobyć się na czyny odważne i szlachetne, samemu Neferowi dwukrotnie uratował życie, nieważne, co o domniemanych motywach setnika mówił później Towarzysz Prawej Ręki. Osobistego niewolnika oskarżono o zranienie i może zamiar zabójstwa Irias, nie znalazł wtedy łaski w oczach Królowej… Teraz również chodziło o zdradę, o zamach na życie samej Monarchini, ale także o próbę porwania księżniczki… I przede wszystkim o śmierć sierżanta… Czy tym razem Amaktaris potrafi wybaczyć? Czy może postąpi z zimną surowością i zrealizuje swoje gniewne, okrutne zapowiedzi? Kapłan sam nie wiedział, czego powinien sobie życzyć i co przyjąłby z większą radością lub odrazą…

Dowiedział się jeszcze tej samej nocy, gdy do pawilonu Any przyszedł bez zapowiedzi Mistrz Apres, przynosząc dla arcykapłana i uzdrowicielki bardzo szczególne zaproszenie.

– Najdostojniejsza Pani Obydwu Krajów pragnie spotkać się z wami, w moim królestwie, na Placu Śmierci. Natychmiast.

– Czy Ona…

– Tak, Neferze. Otrzymałem stosowne rozkazy i wszystko jest już przygotowane. Wielka Pani życzy sobie twojej obecności. Ty, szlachetna uzdrowicielko, możesz towarzyszyć mężowi albo zrezygnować z udziału w dzisiejszym widowisku. Z pewnością nie okaże się ono przyjemne, dla nikogo z zainteresowanych, ale Najpotężniejsza z Królowych uznała, że zasługujesz na to, by ujrzeć karę wymierzoną zdrajcy, skoro i ty omal nie zginęłaś w następstwie jego uczynków. Możesz jednak zrezygnować – powtórzył.

– Pójdę. Niech nie myśli, że nie wystarczy mi siły.

Ponieważ spodziewali się podobnego rozwoju wydarzeń i nie przygotowali się jeszcze do snu, mogli bez zwłoki udać się wraz z Mistrzem na Plac Śmierci. Ana nie miała dotąd okazji ujrzeć tego strasznego miejsca, także obecnie bynajmniej nie pustego, Nefer szybko jednak zrozumiał, że czekają ich gorsze jeszcze widoki. Władczyni postanowiła bowiem wykonać swoje zapowiedzi, również Horkan nie znalazł dzisiaj łaski w Jej oczach. Amaktaris czekała już przy znanym kapłanowi zejściu do lochów, w towarzystwie Harfana oraz Mistrza Serpy. A więc uzdrowiciel także został zaproszony i zaproszenie przyjął. Jeżeli nie liczyć martwego sierżanta, którego duch krążył z pewnością w pobliżu, ponownie spotkają się tej nocy uczestnicy pamiętnej narady, która zadecydowała o utrzymaniu panowania Królowej Amaktaris, o życiu Irias, przyszłości Kraju oraz o losie ich wszystkich.

Mistrz Apres otworzył drzwi i mały orszak ruszył w dół mrocznych schodów. Wszyscy zachowywali milczenie. Władczyni szła powoli, z wyraźnym trudem, lekko utykając. Ten szczególny spacer nie wydawał się dobrym pomysłem. Gniewnym ruchem ręki odrzuciła jednak ofertę pomocy, złożoną bez słów przez Mistrza uzdrowiciela. Uznała z pewnością, iż w takiej chwili powinna stanąć przed skazańcem i wydać ostateczny wyrok o własnych siłach, podobnie jak i on na stojąco przyjął niegdyś z Jej rąk wyróżnienie za odwagę wykazaną podczas polowania na lwy i uratowanie życia Neferowi. Kapłana akurat teraz nawiedziło to nieproszone wspomnienie…

Wiedział, czego może oczekiwać, dlatego nie został zaskoczony słabym światłem pochodni, widokiem nagiego, rozciągniętego na kamieniach i skutego łańcuchami Horkana, a także czekających na rozkazy, głuchoniemych pomocników Mistrza. W półmroku majaczył groźnie kopiec królowej mrówek i jej żarłocznych wojowników. Tylko dla Any była to zapewne nowość, wzięła głębszy oddech i uchwyciła męża za ramię. Zachowała jednak milczenie. Milczał również sam Horkan, chociaż oszczędzono mu zakneblowania ust. Zapewne powiedzieli sobie z Amaktaris już wszystko.

„Może on znajdzie odwagę, aby odgryźć własny język?” – Pomyślał Nefer.

A jednak zostało jeszcze coś do powiedzenia.

– Setniku Horkanie z Nennesut, zostałeś skazany na śmierć z powodu zdrady, którą odpłaciłeś swojej Królowej za wszystkie otrzymane łaski. Byłam gotowa wybaczyć nawet to, ale w zamian zorganizowałeś zamach na Moje życie oraz porwanie księżniczki Irias. Sierżant Tereus poległ w walce, broniąc dziewczynki. Za to teraz zapłacisz – oświadczyła Władczyni tonem, któremu starała się nadać beznamiętne, oficjalne brzmienie. Nie do końca z powodzeniem. Jeżeli spodziewała się odpowiedzi, to musiał Ją spotkać zawód. Więzień nadal się nie odezwał.

Skinęła dłonią na Mistrza Apresa, a ten również bez słów wydał rozkazy swoim podwładnym. Powtórzyła się znana kapłanowi, okropna scena nacinania ostrzem ciała skazańca. Ana mocniej ścisnęła ramię Nefera. Setnik ciągle milczał, znosząc ból bez żadnego jęku. Towarzysz miał już polecić przerzucenie kładki otwierającej drogę wojownikom kopca, gdy Amaktaris powstrzymała go uniesieniem ręki.

– Horkanie… Czy naprawdę nie masz nic do powiedzenia? Dlaczego to zrobiłeś? Chciałabym wiedzieć przynajmniej tyle…

– A czy Ty naprawdę tego nie wiesz? Naprawdę nic nie rozumiesz? – Oficer nie wytrzymał jednak targających nim z pewnością emocji. – Nie potrafiłaś wybrać, a potem dokonałaś złego wyboru. Zamiast mężczyzny wolałaś sługę, zamiast wojownika – tchórza i niedołęgę, zamiast lwa – łaszącego się u Twych stóp kundla.

– Nefer nie jest tchórzem, przekonałam się o tym wiele razy! – Amaktaris też nie zdołała się opanować. Czyżby oboje nie powiedzieli sobie jeszcze wszystkiego podczas wieczornej rozmowy?

– Ale z pewnością nigdy Ci się nie sprzeciwił, nigdy też tego nie zrobi. Nie ścierpisz obok siebie kogoś posiadającego własny rozum i własną wolę!

– On nie jest głupcem. Widzi to każdy, kto sam ma rozum!

– Ale woli i charakteru jednak mu brakuje! To dlatego wybrałaś właśnie jego! – wykrzyknął z triumfem Horkan. – I tego nie potrafiłem znieść – dodał już ciszej.

– To ty dokonałeś złego wyboru.

Na tym Władczyni poprzestała, nie zamierzając zapewne kontynuować tej kłótni, a może nie znajdując stosownej odpowiedzi na ostatnie zarzuty byłego faworyta. Bez słowa skinęła ręką, a Apres ponownie przekazał Jej rozkaz. Podwładni Mistrza przerzucili deskę i pospiesznie wspięli się na galeryjkę. Horkan milczał, zawstydzony może poprzednim wybuchem, a może pragnął zachować godność podczas ostatniej drogi swego życia. Drgnął tylko mimowolnie, gdy poczuł na ciele pierwsze owady. Nefer spodziewał się, że Królowa, podobnie jak przy poprzedniej okazji, da teraz znak do opuszczenia lochu. Najdostojniejsza postąpiła jednak inaczej… Stała w miejscu, przyglądając się całej scenie. Członkowie niewielkiej świty Monarchini także nie mogli więc odejść, musieli patrzeć oraz słuchać. Co prawda, słuchać nie było czego, więzień nie otwierał już teraz ust, zdawałoby się obojętny na coraz częstsze ukąszenia. – „Czy Ona ma zamiar zostać tu do samego końca?” – Pomyślał Nefer.

Uwolnił się od uchwytu Any i zacisnął dłoń na rękojeści ukrytego pod szatą hetyckiego sztyletu, który zabrał ze sobą kierowany jakimś dziwnym przeczuciem… Zanim ktokolwiek zdołał w tym przeszkodzić, przesadził ochronną barierkę i opadł na kamienie posadzki.

– Stój! Co robisz? – Usłyszał słowa zaskoczonej Amaktrais.

Nie tracąc czasu podbiegł do Horkana i przyklęknął, ignorując liczne, krążące już wszędzie dookoła owady. Dobył ostrza.

– Co chcesz uczynić, niewolniku? – spytał skazaniec.

– Zamierzam ci pomóc, setniku.

– Zabraniam, Neferze! Powstrzymajcie go! – rozkazała Królowa, podnosząc głos na widok sztyletu.

Nefer ponownie nie zwrócił uwagi na Jej słowa, w tej chwili liczył się tylko Horkan.

– Kiedyś uratowałem twoje życie, sługo.

– Nawet dwa razy, panie. W zamian dam ci śmierć.

– To równie cenny dar… Przyjmę go z wdzięcznością, arcykapłanie. Uderz w pierś, od dołu, prosto w serce…

Nie było już na co czekać, Harfan w ślad za Neferem zeskoczył z galeryjki. Mistrz Apres pospiesznie schodził po stopniach drabiny, za nim tłoczyli się jego milczący słudzy. Kapłan po raz pierwszy miał użyć zdobytego w bitwie sztyletu, dotąd zdarzało mu się posługiwać nożem w podobnym celu tylko podczas składania ofiar, ale ofiarnym ptakom czy jagniętom podrzynano gardła… Zebrał siłę i wolę, po czym uderzył. Doskonałe ostrze nie zawiodło ani Nefera, ani Horkana, weszło głęboko i pewnie. Setnik nawet teraz nie wydał jęku, wyprężył się tylko w łańcuchach. Po chwili opadł na posadzkę, z ust popłynęła strużka krwi, było po wszystkim. A raczej po wszystkim dla samego Horkana, kapłan musiał stawić czoła gniewowi Władczyni.

Jako pierwszy podszedł Harfan. Nefer odniósł przedtem wrażenie, że Libijczyk zwlekał odrobinę z wykonaniem ostatnich rozkazów Najjaśniejszej, teraz jednak nie okazywał wahania.

– Pojmać go i zabrać mu sztylet! – Gniew Królowej nie opadał.

Kapłan wydobył ostrożnie ostrze i otarł je o własną szatę. „Znowu zniszczyłem kolejne ubranie.” – Pomyślał niedorzecznie.

– Przyjacielu, pozwól, że sam poddam się naszej Pani i złożę ten oręż u Jej stóp – powiedział cicho ale wyraźnie.

Za plecami Harfana pojawił się Mistrz Apres, ściskając w dłoni laskę.

– Nie ja mogę o tym zadecydować, Neferze… – odparł przepraszająco gwardzista.

– Dobrze, niech tak zrobi. Pozwólcie mu na to! Nie chcę waszej krwi!

Amaktaris zmieniła pierwotne polecenie, czyżby Jej gniew nieco opadł? Żywiąc taką nadzieję, Nefer wspiął się na galeryjkę, poprzedzany przez Harfana, który bez wahania zaufał przyjacielowi, a za sobą mając Mistrza Apresa. Zanim został dopuszczony w pobliże Władczyni,  Libijczyk i Towarzysz Prawej Ręki zajęli miejsca u Jej boku, cofnięci nieco z powodu braku miejsca, podczas gdy beznamiętni słudzy ustawili się czujnie za plecami kapłana. Ana i Mistrz uzdrowiciel przypatrywali się wszystkiemu z dalszej odległości. Trzymając sztylet za skierowane ku sobie ostrze Nefer upadł na kolana i na wyciągniętych dłoniach złożył oręż u stóp Najjaśniejszej. Pochylił głowę i milczał, bo i cóż mógł powiedzieć? Wszystko było jasne i to do Niej należała teraz decyzja.

– Jak śmiałeś sprzeciwić się Moim rozkazom, niewolniku? – Gniew jednak pozostał.

– Były to złe rozkazy, Najdostojniejsza Pani. Niegodne Kobiety, Królowej i Bogini, niegodne Ciebie – odparł cicho.

– Nie tobie to osądzać, sługo!

– Czy nie pojmujesz, o Najdoskonalsza, że postępując w ten sposób poniżasz samą siebie?

Być może zaskoczona takim postawieniem sprawy nie znalazła odpowiedzi i poszukała innego oskarżenia.

– Mówili o tobie, że potrafisz zabijać tylko bezbronnych. Okazuje się, że to prawda! I to orężem, który Ja sama ci wręczyłam. Wtedy oszczepem, a teraz tym sztyletem!

– Pani, wiesz najlepiej, jak było dzisiaj… Wtedy, z Koriną… Nie potrafię udowodnić prawdziwości moich słów, możesz tylko uwierzyć lub nie swemu słudze… A ten sztylet zdobyłem podczas bitwy…

– Może i zabiłeś Horkana okazując temu zdrajcy łaskę, której Ja odmówiłam, ale to nie znaczy, że nie możesz natychmiast zająć jego miejsca!

– Jestem Twym sługą i niewolnikiem, możesz uczynić ze mną, co zechcesz. – Wygłaszając po raz kolejny tę formułkę, Nefer miał jednak nadzieję, że Bogini nie spełni rzuconej w gniewie groźby.

– To szczera prawda, sługo… I wiedząc o tym, nadal pragniesz służyć swojej Królowej? W podobnie krnąbrny sposób, jak do tej pory?

– Najlepiej, jak potrafię, o Świetlista – odparł cicho.

Milczała zamyślona przez dłuższą chwilę, przyglądając się klęczącemu u Jej stóp mężczyźnie, co kapłan zauważył, gdyż wyczuwając zmianę nastroju Pani Obydwu Krajów ośmielił się unieść głowę.

– A jednak, Horkan wcale cię nie znał, Neferze… Znalazłby teraz odpowiedź na swoje słowa…

– Myślę, o Najdostojniejsza, że setnik zdążył się o tym przekonać w ostatnich chwilach życia. – Opinię tę, ku zdumieniu obecnych, wygłosił Mistrz Apres.

– Wstań arcykapłanie, Władczyni przyjmuje twoją służbę taką, jaką Jej ofiarowujesz. I naprawdę potrafi ją docenić… A ten sztylet rzeczywiście zdobyłeś w walce, nie odbiorę ci ponownie tej broni… Użyłeś dziś oręża w godny sposób…

Słysząc te słowa Nefer poczuł ulgę oraz dumę, dumę z tego, że ma szczęście służyć takiej Królowej i takiej Bogini. – „A także służyć takiej Kobiecie.” – Przemknęło mu przez głowę.

– Nakaż odrzucić kładkę, mistrzu! Wojownicy kopca nie zaspokoją dziś swego głodu… Oddaj Horkana balsamistom, proste ale wystarczające zabiegi… Zorganizuj skromny, dyskretny pogrzeb… Tylko nigdy już nie mów Królowej, gdzie w końcu spoczął… I zadbaj o zachowanie wszystko w tajemnicy, nomarcha nie powinien o niczym wiedzieć. Oficjalnie jego syn zginął na Synaju w trakcie misji zleconej przez Panią Obydwu Krajów, ciała nie udało się zachować i pogrzebano je z honorami na pustyni… Zginął jak bohater… Nie wiem, czy zdołam napisać coś takiego Torkanowi, więc może ty się tym zajmij w Moim imieniu…

– Jak rozkażesz, o Wielka.

– Jeszcze jedno… To wszystko tutaj … Odeślij królową kopca i jej wojowników z powrotem do Nubii. Tam jest ich właściwe miejsce, nie będę już korzystać z ich pomocy.

Tym razem Towarzysz Prawej Ręki skłonił się bez słowa, nie okazując uczuć.

– Chodźmy stąd – rozkazała Amaktaris. – Jutro musimy zająć się innym pogrzebem.

CIII

Na miejsce żałobnej ceremonii pułkownika Tereusa Władczyni wybrała otoczoną niewysokimi wzgórzami dolinę w pobliżu gospodarstwa zarządzanego niegdyś przez Pachosa. Miejsce to leżało w niezbyt dużej odległości od Stolicy, a zarazem wydawało się ustronne. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że do folwarku można było wygodnie dotrzeć drogą wodną, wykorzystując nawadniający tamtejsze pola kanał. Rana Amaktaris goiła się wprawdzie dobrze, jak nieustannie zapewniali wszyscy wtajemniczeni uzdrowiciele, tym niemniej Najwspanialsza nadal odczuwała z jej powodu poważne dolegliwości i utrudniała ona swobodę poruszania się Monarchini. Stosowne przygotowania rozpoczęto już wcześniej, teraz należało jednak dopełnić smutnej ceremonii. Boska Pani wypłynęła następnego dnia po śmierci Horkana, korzystając z własnej łodzi spacerowej. Na jej pokład zaprosiła też Irias, Nefera, Anę oraz Mistrza Apresa. Harfan wolał wyruszyć z silnym oddziałem rydwanów przez pustynię, by dopilnować na miejscu ostatnich szczegółów, Mistrz Serpa nadzorował żałobną barkę, którą przewożono ciało sierżanta. Okrężna podróż Rzeką, a następnie długim kanałem nawadniającym zajęła prawie cały dzień. Wszyscy przebyli ją w ciszy i skupieniu, nawet Irias powstrzymała się od zwykłych psot. Po wydarzeniach poprzedniej nocy Amaktaris zdawała się szukać samotności i schroniła na osłoniętej przed słońcem rufie łodzi. Pozostali uszanowali to niewypowiedziane życzenie Monarchini. Nefer obawiał się nieco niemiłych wspomnień z poprzedniego pobytu na folwarku ale okazało się, że również Najjaśniejsza odczuwa zapewne niechęć do tego miejsca, a już w żadnym wypadku nie zamierza skorzystać z dawnej kwatery Pachosa. Odrzuciła chłodno czołobitne zaproszenie nowego zarządcy i wyraziła życzenie natychmiastowego udania się na miejsce ceremonii. Musiała jednak zauważyć, że w gospodarstwie panuje obecnie dużo większy porządek niż niegdyś i ostatecznie znalazła kilka łaskawych słów dla speszonego nadzorcy. Z trudem powstrzymała się natomiast przed wyrażeniem otwartego niezadowolenia na widok oczekującej przybycia Monarchini lektyki, przygotowanej zapewne na rozkaz Towarzysza Prawej Ręki. Oświadczyła, iż nic nie powstrzyma Jej przed oddaniem sierżantowi Tereusowi honorów na sposób żołnierski, po czym zażądała podstawienia rydwanu. Uzdrowiciele oraz Mistrz Apres wymienili bezradne spojrzenia i ustąpili bez słowa. Najdostojniejsza zgodziła się tylko zrezygnować z osobistego powożenia zaprzęgiem i zajęła miejsce w pojeździe prowadzonym przez Harfana. Dla pozostałych członków świty znalazły się inne wozy, ciało pułkownika nieśli na powiązanych oszczepach jego ukochani wszarze. Pochód tak czy inaczej poruszał się więc powoli, a droga nie okazała się długa, co złagodziło nieco obawy Any i Mistrza Serpy.

Na miejsce dotarli w zapadającym już zmierzchu. Stos pogrzebowy przygotowano o wiele większy i okazalszy niż w przypadku tego w Tamadah, przeznaczonego dla Amara  – i nic w tym dziwnego, skoro tym razem można było skorzystać z najlepszych i najcenniejszych gatunków drewna. Różnych rozmiarów bale spławiano w tym celu od kilku dni. Natomiast wybrane dla zmarłego dary okazały się bardzo podobne: broń, wyposażenie wojownika, różne przydatne przedmioty osobiste. Amaktaris ofiarowała świetny gwardyjski zaprzęg, tak jak poprzednio osobiście zabijając oszołomione jakimś wywarem konie. Harfan rzucił do stóp martwego wojownika głowy trzech Amazonek, które zaatakowały Tereusa i spośród których jedną zdążył powalić sam pułkownik. Najwidoczniej te krwawe trofea także zachowano w lodzie. Irias podarowała swemu ojcu, o którym być może kiedyś się dowie, procę – podobnie jak niegdyś Amarowi. Wzruszyła tym Nefera, który pomyślał, że wprawdzie sierżant doceniał tę nową broń, ale miał zapewne z jej powodu również niemiłe wspomnienia. On sam przeznaczył dla Tereusa dar bardzo skromny, ale taki, który powinien sprawić staremu wojakowi przyjemność – dzban najlepszego piwa Ahmesa. Na pamiątkę ich pierwszego spotkania na placu ćwiczeń…

Raz jeszcze przyszło Amaktaris i Irias podpalić wspólnie stos pogrzebowy. Płomienie rozświetliły mroczne wzgórza, wzbiły się ku upstrzonemu gwiazdami pustynnemu niebu. Władczyni wzniosła niezwykły miecz, salutując ulatującemu duchowi niezrównanego wojownika.

– Wiele ci zawdzięczam, Tereusie! – zawołała. – Dałeś Krajowi i jego Królowej zwycięstwo w wielkiej bitwie, ocaliłeś Moje życie i panowanie, byłeś dla Mnie przyjacielem i drugim ojcem. To wspaniałe ostrze zdobyłeś zabijając wroga pragnącego zguby Egiptu oraz pohańbienia Pani Obydwu Krajów! Zasłużyłeś na to, by zabrać je ze sobą do krainy bogów i bohaterów. – Wykonała gest, jak gdyby zamierzała rzucić oręż w ogień. – Uczyniłeś jednak honor Królowej, ofiarowując Jej tę klingę. Uszanuję twoje życzenie, sierżancie, przyjmę twój dar i będę używać go z dumą dla obrony Kraju!

Nadal wznosząc miecz cofnęła się wraz z Irias przed narastającym żarem. Obydwie stanęły w ten sposób tuż obok Nefera. Księżniczka uniosła własny, podobny oręż, naśladując Amaktaris. W jej oczach pojawiły się łzy.

– Płacz, jeśli chcesz, siostro. – Kapłana dobiegły ciche słowa Królowej. – Obydwie żegnamy dziś ojca. Dla Mnie był drugim, po śmierci Wielkiego Faraona, dla ciebie ojcem pierwszym i prawdziwym. Przed śmiercią chciał, byś dowiedziała się o tym, gdy nadejdzie właściwy czas, a Ja uznałam, że nigdy nie będzie lepszego…

Żołnierze wznieśli gromki okrzyk ku czci martwego dowódcy i Nefer nie usłyszał już reszty. O ile nastąpiła jakaś reszta. Irias drgnęła, ale zachowała opanowanie godne wojownika. Wzruszeniu księżniczki nikt zresztą nie mógł się dziwić. Nikt też poza kapłanem nie pochwycił przeznaczonych dla niej słów Amaktaris.

Gdy stos się dopalił, ruszyli ku rozbitemu w sąsiedztwie folwarku obozowisku. Najwidoczniej Monarchini nadal nie zamierzała zatrzymywać się w samym gospodarstwie, co szczerze ucieszyło Nefera. Z powodu późnej pory i ciemności powrót do Stolicy odłożono na następny dzień, ale w przygotowanych namiotach nie brakowało pewnych wygód. Amaktaris zaszyła się razem z księżniczką w największym z nich, zapewne miały sobie wiele do powiedzenia. Dla arcykapłana Izydy oraz jego małżonki przeznaczono schronienie niewiele mniejsze i w niczym nie ustępujące wyposażeniem kwaterze samej Władczyni, na ile Nefer mógł to ocenić na podstawie dawniejszych doświadczeń. Wolał jednak nie dzielić się tą myślą z Aną. Obydwoje zrezygnowali z obozowej kolacji i poszukali ucieczki przed chłodem pustyni w cieple wygodnego legowiska oraz objęciach swych ramion. Wśród gwałtownych wydarzeń ostatnich dni teraz dopiero znaleźli pierwszą chwilę swobodnego wytchnienia.

– Dlaczego to zrobiłeś? – spytała uzdrowicielka.

– Bo żadne z nich nie zasługiwało na to, co miało się stać – odparł, bez słów pojmując właściwe znaczenie pytania żony.

– Z tego co słyszałam, on nigdy nie był twoim przyjacielem, chociaż kiedyś uratował ci życie.

– To nie miało i nie ma znaczenia.

– To dlaczego ryzykowałeś… Nie, nie  musisz odpowiadać… Ja wiem… Uczyniłeś to przede wszystkim dla Niej…

– Jeżeli wiesz, to po co pytasz?

– Nadal Ją kochasz…

– Amaktaris nie powinna postępować w taki sposób, wydawać takich rozkazów… I sama to zrozumiała…

– Tylko dlatego, że Ona z kolei kocha ciebie. Nikomu innemu nie wybaczyłaby czegoś takiego… A tak, zyskałeś jeszcze w Jej oczach…

– Może powinienem zrezygnować… Wrócić do Abydos… Miłość Królowej i Bogini nie zawsze przynosi szczęście… Miałaś dobry przykład… Ty pewnie także byś tego chciała…

– Nie, Neferze… Nawet gdybyś teraz zrezygnował, a Ona pozwoliłaby ci odejść… Nigdy byś mi nie wybaczył… Oboje dobrze o tym wiemy… A poza wszystkim, zasługujesz na swoje stanowisko jak mało kto.

– To co mam zrobić? – spytał bezradnie.

– Nie wiem, sama już nie wiem…

– A ty… Tam w łaźni, dlaczego zostałaś? – zamierzał zmienić przykry temat rozmowy, chociaż przypuszczał, że zna odpowiedź.

– Bo ja też cię kocham, Neferze. – To właśnie chciał usłyszeć. – I chociaż wiem, że lubisz niekiedy znaleźć się skuty łańcuchami na łasce pięknej kobiety, to nie przypuszczam jednak, byś pragnął akurat w tamtej chwili towarzystwa Charis i jej Amazonek – zażartowała, a przynajmniej miał nadzieję, że to żart.

– W takiej chwili pragnąłbym tylko twojego towarzystwa, szlachetna pani – odpowiedział.

– To chyba nie do końca prawda, mężu. Obecność Boskiej Amaktaris także nie byłaby zapewne przykra, czyż nie?

– Uknułyście to wspólnie za moimi plecami, salę audiencyjną i łaźnię. – Starał się ratować sytuację, mając nadzieję, że żona nie wie jednak wszystkiego o jego dawniejszych przygodach.

– Obydwie czytałyśmy twoje wiersze, nie mów więc, że nasze plany sprawiły ci przykrość.

– Owszem, były tam łańcuchy, nie  pisałem jednak niczego o tych pierścieniach.

– Łańcuchy miały rozpalić do czerwoności twoje pożądanie, mężu, a obręcze to pomysł samej Amaktaris. – Ana także potrafiła mijać się nieco z prawdą. – Dłuższa przerwa wzmacnia podobno siłę nasienia, a tylko taki sposób dawał pewność, że zdołasz ją zachować…

– Doprawdy… – żachnął się Nefer, zaraz jednak przypomniał sobie okoliczności wszystkich sytuacji, w których zasiał jakoby nowe życie w łonie kobiety… Tinian, Najjaśniejszej i może teraz również Any, na co oboje mieli nadzieję. No tak, zawsze w kajdanach, podniecony w najwyższym stopniu, po długim okresie niemożności zaspokojenia pożądania, wymuszonym zwykle przez znienawidzone pierścienie. Czyżby Amaktaris robiła to swemu niewolnikowi celowo? Zapewne tak, na ile zdążył poznać przebiegłość Boskiej Pani.

– Ano, czy ty… – spytał, mocniej obejmując żonę.

– Nie wiem, jeszcze za wcześnie bym mogła coś poczuć… Liczę zresztą nie tylko na te wszystkie sposoby, ale i na moc Izydy…

Jego uzdrowicielka, zawsze silna i rozumna, w tej akurat sprawie nie różniła się wiarą i uczuciami od prostej, wiejskiej dziewczyny. Ale przecież każdy powinien to zrozumieć, a on sam jako pierwszy. Zamknął ją w silniejszym jeszcze uścisku ramion. Ana otrząsnęła się z chwili przygnębienia.

– Nie lubiłam tych Amazonek, Charis, Eleny i innych, ale zazdrościłam im jednego, jazdy na koniu… To musi być niesamowite uczucie, szybkość, swoboda, pęd wiatru… Podobno Irias pozwalała ci dosiadać swojej klaczy?

– Tak. Ona nazywa się Bestia i jest w sumie łagodna dla przyjaciół, ale ja i tak podczas jazdy odczuwałem głównie strach, szczerze mówiąc.

– Ale pojechałeś, gdy było trzeba?

– Tak, nie miałem innego wyjścia.

– Oto cały ty, Neferze. I za to też cię kocham… A ja chętnie bym spróbowała. Jestem pewna, że Amaktaris także. Powstrzymuje się tylko z powodu swego stanu… Ja również poczekam… – Nie dokończyła, a Nefer bez słów pojął jakie nadzieje kryje milczenie żony. Ponownie zdołała opanować smutek. – Jest jednak coś, z czym czekać nie muszę… – Niemal dostrzegł w ciemnościach uśmiech Any. – O tych Amazonkach mówią różne rzeczy… Dosiadają jakoby nie tylko koni, ale w podobny sposób traktują również swoich niewolników… Taki uczony mąż jak ty powinien gdzieś o tym przeczytać. – Tym razem roześmiała się zupełnie otwarcie.

– Jest zimno, szlachetna pani…

– Zaraz rozgrzejemy się porządnym galopem, sługo!

Uniosła się, odrzucając przykrywające ich skóry i odnalazła palcami męskość Nefera. Słowa żony rozpaliły wyobraźnię kapłana i Ana mogła się z zadowoleniem przekonać, iż penis męża zdążył zesztywnieć. Ujęty silnym uściskiem nabrzmiał jeszcze bardziej. Poruszając dłonią w górę i w dół doprowadziła kapłana do jęków rozkoszy.

– Litości, wielka pani!

Uzdrowicielka wspięła się na biodra Nefera i nie wypuszczając z dłoni jego męskości wprowadziła ją do swego lekko już wilgotnego, ciepłego wnętrza.

– Zamierzam zajeździć cię aż do wyczerpania, koniku. Tylko nie waż się upaść zanim nie dojedziemy do Memfis i z powrotem. Pamiętaj o tym, bo pożałujesz! Ruszaj!

Otwartą dłonią lekko uderzyła męża w twarz. Była to w istocie pieszczota, w połączeniu z wydanym ostrym tonem rozkazem podziała jednak na rozpalonego Nefera jak smagnięcie batem. Poderwał biodra udając, że zamierza zrzucić swoją Amazonkę, ta jednak trzymała się pewnie, ściskając małżonka udami. Pochyliła się tylko, ujmując dłońmi ręce kapłana i unieruchamiając je skrzyżowane nad jego głową. Tuż przed swoją twarzą bardziej wyczuł niż ujrzał piersi żony. Z pewnym wysiłkiem uniósł głowę i nie przestając poruszać biodrami, odnalazł ustami jeden z sutków. Ana pozwoliła na to i wydała kilka cichych jęków, po chwili stały się one głośniejsze. Poczuł w męskości nabrzmiewające ciepło i sam jęknął z rozkoszy. Głowa kapłana opadła na posłanie.

– Zwolnij, już nie mogę! – błagał.

– Nie waż się! Dojeżdżamy dopiero do Stolicy!

Amazonka uwolniła jednak ręce swego rumaka i sięgnęła dłońmi sutków Nefera, drażniąc je i ściskając palcami. Czyniła to niezbyt delikatnie, ale był już tak pobudzony w najważniejszej w tej chwili części ciała, że inne wrażenia docierały do jego świadomości z pewnym trudem. Ana wzmocniła pieszczoty i szczypała teraz męża raczej mocno i boleśnie. Wreszcie to poczuł, ale nie ośmielił się unieść rąk znad głowy i przeszkodzić swojej uzdrowicielce.

– Proszę, łaski… – wyjęczał.

– To nie próbuj zwalniać! Chcę galopować!

Ból pozwolił kapłanowi przywrócić kontrolę nad wypełnionym żarem przyrodzeniem, sama Ana też zresztą spowolniła nieco rytm własnych poruszeń biodrami. Dzięki temu Nefer zdołał powstrzymać bliską już przelania falę.

– Zawracamy do obozu! – ogłosiła po chwili, ponownie chwytając dłońmi ręce męża i przyciskając je do posłania. – Ruszaj i wytrzymaj ile zdołasz!

Starał się ze wszystkich sił, nagrodą stały się coraz głośniejsze jęki żony. On sam wydawał podobne odgłosy rozkoszy, gorąca fala powracała z coraz większą mocą. Potężna i niemożliwa do powstrzymania. Wierzgnął rozpaczliwie nogami. Ana usiłowała raz jeszcze opanować swego wierzchowca ściskając sutki Nefera, tym razem bez większego powodzenia. Jęczał głośno z bólu i rozkoszy zarazem.

– Galopuj! Szybko, jak najszybciej! Nie zatrzymuj się! – zawołała, odrzucając głowę i czując, że nic już nie zdoła powstrzymać wytrysku męża.

– Przed nami rów, musisz go przeskoczyć! – Mocniej ścisnęła kapłana nogami i z całej siły wbiła pięty w jego uda.

Ten ostatni bodziec przelał czarę, Nefer wyprężył się, naparł biodrami i wytrysnął, napełniając wnętrze Any nasieniem. Silnym tej nocy czy słabym, o to już nie dbał, w każdym razie płynącym obficie niczym odnoga Rzeki. Oboje jęczeli głośno, nie myśląc o niczym innym niż odczuwana rozkosz. Po dłuższej chwili Ana opadła na ciało małżonka. Nadal złączeni, trwali w uścisku, ich wargi spotkały się w pocałunku.

– Odczuwasz strach, mężu? – zażartowała. – Dla mnie taka galopada to wspaniałe uczucie! Chcę ją powtórzyć przy pierwszej okazji, na obydwu bestiach! Tej prawdziwej i tej tylko z imienia!

– Księżniczka nie będzie miała nic przeciwko, jeżeli ją poprosimy. Teraz tylko ona w całym Kraju potrafi jeździć na koniu.

– Ale chyba nie na takim? – Uzdrowicielka trąciła Nefera łokciem.

– Na to ma jeszcze czas.

– Z pewnością znajdzie się jednak inna Amazonka, która chętnie spróbowała by tego wierzchowca…

– Ano…

– Przemyślałam pewne sprawy, Neferze… Nie chcę i nie mogę stawać na drodze twojej kariery… A ty nie możesz już teraz wrócić do Abydos i dawnego życia… Nie ze względu na mnie. To nie wyszłoby na dobre nikomu z nas.

– Cóż mam więc uczynić? Ciebie także kocham i nie chcę utracić.

– Nie przerywaj proszę… Jeżeli mamy pozostać w Stolicy i na Dworze, pozostać oboje, bo oczywiście możecie mnie odesłać, albo ty sam, albo Pani Obydwu Krajów…

– Ano, ja nigdy…

– Prosiłam, żebyś nie przerywał. Zażądałam kiedyś obietnicy od Amaktaris, obietnicy, że nie posadzi cię obok siebie na Tronie Górnego i Dolnego Kraju. Może uczyniłam to bez potrzeby, ze strachu… Ale obiecała i wiem, że słowa dotrzyma… Teraz… Teraz chcę czegoś od ciebie… Nie zażądam tylko poproszę…

– Powiedz o co chodzi, Ano, spełnię twoją prośbę.

– Nie tak szybko, Neferze. Dowiedz się najpierw czego dotyczy… Ona jest Królową i Boginią, ja tylko Kobietą. Ona ma władzę nad całym Krajem i wszystkimi jego mieszkańcami, posiada niezliczone skarby i bogactwa, ja chcę posiadać tylko jednego mężczyznę, ciebie mój mężu, o ile nie będzie ci to przykre.

– Przecież wiesz, że nie jest i nie będzie. Ja…

– Miło, że tak mówisz i czuję, że to prawda ale… Ona jest nie tylko Władczynią, ale także Kobietą… Wobec takiej rywalki muszę mieć pewność, muszę mieć odrobinę władzy w sprawie, na której tak mnie, jak i Jej bardzo zależy…

– Co masz na myśli?

– Te pierścienie… Tylko one dadzą skromnej uzdrowicielce tę pewność oraz tę odrobinę władzy, nawet wobec Pani Obydwu Krajów… Czy zgodzisz się nosić je ponownie, Neferze? Nałożone moją ręką?

– Stanę się wówczas na powrót niewolnikiem…

– To chyba nigdy ci nie przeszkadzało? Zwłaszcza w służbie Pani Niebios i Ziemi?

– To było coś zupełnie innego…

– Czyżby, mój mężu? Podziwiasz silne, dumne kobiety, pragniesz czuć nad sobą ich władzę… I to nie ja powinnam czynić ci z tego powodu wyrzutu, jeżeli w ogóle ktokolwiek miałby do tego prawo… Ona panuje jednak nad całym Krajem, służymy Jej wszyscy jako poddani, jest piękna, mądra i silna, podnieca cię, budzi twoje pożądanie…

– Ty także jesteś piękna, Ano. Mądrości, siły i dumy również ci nie brakuje.

– Ale w czymś Jej ustępuję. W czymś, co jest dla ciebie ważne i nic na to nie poradzisz… Jeżeli mam znieść Ją obok siebie, jeżeli mam znieść Ją jako rywalkę, bo przecież jesteśmy rywalkami, to również muszę mieć prawdziwą władzę, wystarczy mi władza nad tobą, nad pewną częścią twego umysłu i twego ciała, innej zresztą nie pragnę…

– To nie jest takie łatwe…

– Wiem, ale czy to wszystko nie powinno cię tym bardziej podniecać? – Przez chwilę Nefer spodziewał się, że żona zechce go w tej chwili pocałować albo uczynić coś jeszcze bardziej pobudzającego, okazała się jednak o wiele za mądra, by próbować czegoś takiego.

– Może… nie wiem…

– Nie chcę twojej odpowiedzi w tej chwili. Chciałam tylko, byś wiedział, co o tym myślę… A teraz przytul się i ogrzej mnie… Noc jest rzeczywiście chłodna.

Gdy Nefer spełnił to życzenie żony i oboje ofiarowali sobie nawzajem ciepło swoich ciał zdawało mu się, że usłyszał cichy szept Any.

– Ona też powinna mieć o co prosić, jeżeli naprawdę Jej na tym zależy. To na pewno nie zaszkodzi Pani Obydwu Krajów.

CIV

Powrotna podróż do Stolicy upłynęła w dużo lepszej atmosferze. Wszyscy zdawali się wyczuwać, że cudzoziemscy bogowie sierżanta nie mogli odmówić swojej łaski komuś tak dzielnemu i prawemu. Ciało spalono zgodnie z obyczajem jego ludu, ale duch musiał trafić do miejsca przeznaczonego dla bohaterów, gdzie znajdzie nagrodę albo przynajmniej spokój i zapomnienie.

Władczyni nie szukała już samotności, do swego siedziska na rufie przyzwała najpierw Mistrza Apresa, z którym długo się naradzała, a następnie, ku zaskoczeniu Nefera, zaprosiła Anę. Obydwie damy pogrążyły się wkrótce w ożywionej dyskusji, zażądały nawet papirusu i przyborów do pisania, zapełniając sporych rozmiarów rulon, notując coś i wykreślając.

Tylko osamotniona Irias wpatrywała się bez słowa w wodę oraz przesuwające się powoli brzegi, najpierw kanału, a później Rzeki. Nefer usiadł obok nadal smutnej dziewczynki i położył jej dłoń na ramieniu. Chciał pocieszyć małą przyjaciółkę ale nie bardzo wiedział, jak zacząć. Księżniczka odezwała się jednak pierwsza.

– Dlaczego nic nigdy nie powiedział? Dlaczego dopiero teraz?

– Królowa Amazonek nie może mieć ojca, a przynajmniej żyjącego ojca. To własne słowa sierżanta.

– Ale ty wiedziałeś, prawda Neferze? I też nic mi nie powiedziałeś.

– Wiedziałem od niedawna… Ale to prawda, księżniczko, nie powiedziałem… On tego nie chciał i miał rację, to nie przyniosłoby nic dobrego.

– Wy zawsze wiecie wszystko lepiej ode mnie, wujek, Pani, ty także… A ja nawet nie pamiętam prawie matki… A teraz dowiaduję się dopiero wtedy, kiedy wujek Tereus zginął i jest już za późno!

– Nie powinnaś wiedzieć nawet tego, takie są zwyczaje królestwa Amazonek…

– To głupie zwyczaje i ja je zmienię! Zobaczysz!

Nefer wolał zachować milczenie i tylko mocniej objął Irias ramieniem. Nie rozpłakała się jednak.

– Wujek był taki… taki… Bardzo go kochałam, chociaż wtedy o niczym nie wiedziałam…

– On też cię kochał, księżniczko… Z pewnością kochał też twoją matkę…

– Jak ona mogła go zostawić? Nie powinna!

– Takie są zwyczaje Amazonek… – Powtórzył bezradnie. – Ona i tak złamała wiele z nich dla Tereusa i dla ciebie. Lepiej jednak, by nikt się o tym nie dowiedział.

– Ale ja tak nie chcę! Słyszysz? Nie chcę! Nie pozwolę, żeby… Tylko czy znajdę kogoś takiego jak wujek Tereus?

– Na pewno, księżniczko.

– Wiesz, gdyby nie to, że należysz już do Pani, a ja też Ją kocham…

– Nic nie mów, Irias… – Zakłopotany Nefer chciał cofnąć ramię, ale teraz to mała wojowniczka wczepiła z całej siły w jego rękę. – Masz dużo czasu, zaczekaj aż wrócisz do swojego kraju. Przecież pokochałaś jego góry, lasy, polowania…

– Właśnie! Nasze polowanie na lwy! Pani obiecała już dawno, a teraz zwleka. Na pewno Jej o tym przypomnę!

– Chyba będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. – Nowy temat rozmowy, chociaż nieco kłopotliwy i tak wydał się kapłanowi dużo bezpieczniejszy.

– Obiecała!

– Zanim ruszę na lwa będzie lepiej, jeżeli poćwiczę więcej z oszczepem. – Znalazł szczęśliwe rozwiązanie.

– To ćwicz szybciej! Ale dobrze, ja też wypróbuję nową procę! Pokażesz mi wszystko, a potem nauczę cię wreszcie jeździć na koniu!

– Jak mówisz, księżniczko. – Przytulił dziewczynkę z lekkim westchnieniem. Czyż ktokolwiek zdołałby oprzeć się Irias?

Płynęli tak spokojnie prawie do wieczora. Następnego dnia czekały na wszystkich nowe obowiązki. Nefer przekonał się o tym, gdy po zakończeniu w porannych ćwiczeń z Harfanem i Irias otrzymał wezwanie, by stawić się w komnatach Królowej. Sformułowała je wprawdzie uprzejmie i wysłana w tym celu służka przekazała wiadomość jak zaproszenie, tym niemniej był to w istocie rozkaz i arcykapłan wykonał go bezzwłocznie. Zastał Boską Panią w gabinecie, otoczoną rulonami i tabliczkami. Nie pracowała jednak, tylko wpatrywała się w obracany w dłoni pierścień. Królewski pierścień ze znakiem Oka Izydy. Najwyraźniej oczekiwała już od jakiegoś czasu nadejścia Nefera, nie chcąc może naglącym poleceniem przerywać jego ćwiczeń. Spodziewał się przykrej zapewne rozmowy na temat ostatnich chwil Horkana,  ale Najjaśniejszą zdawały się pochłaniać inne myśli.

– Czy uwierzyłbyś, Neferze, przez ile rąk przeszedł ten klejnot odkąd utraciłam go w Tamadah? Kruto, Mój kuzyn, Tahar, Pachos, Heparis i Ramose, a w końcu Horkan i Charis… Nikomu z nich nie przyniósł jednak szczęścia i teraz wszyscy są martwi, martwi co do jednego, a ich plany obróciły się w niwecz… Pragnęli wykorzystać pierścień w złym celu, przeciwko Mnie… I wszyscy to uczynili, sprowadzając wiele bólu i krwi… I w końcu nawet Ja sama… Czy gdybym spełniła przy pomocy tego kamienia Moje zamiary bogowie także uznaliby to za czyn niegodny? Czy Mnie również ukaraliby podobną klątwą?

Zamilkła, ale kapłan uznał, że Najjaśniejsza nie oczekuje odpowiedzi.

– To ty, Neferze, przeszkodziłeś temu w ostatniej chwili… Miałeś rację i winna ci jestem podziękowanie… To był rozkaz niegodny Pani Obydwu Krajów… Ty jeden to dostrzegłeś, albo też tylko ty jeden miałeś odwagę się sprzeciwić… A ten kamień został jednak przeklęty przez bogów. Odebrałam pierścień od Harfana, bo nie chciałam, by splamił i jego ręce… Ale sama też nie zamierzam się już nim posługiwać. Weź go teraz.

– Pani? – spytał zdziwiony.

– Weź i zniszcz ten klejnot! To jedyny sposób! – ponowiła rozkaz, wskazując zarazem na jeden z kątów gabinetu, gdzie arcykapłan teraz dopiero dostrzegł niewielkich rozmiarów kowadło i leżący na nim młot. Pochodziły zapewne z polowej kuźni, towarzyszącej wojsku podczas większych wypraw.

Ostrożnie przejął pierścień z rąk Monarchini, przyjrzał się niezwykłemu, błękitnemu kamieniowi poznaczonemu złotymi plamkami oraz starannie wyciętemu wizerunkowi Oka Izydy.

– To królewski kamień i królewski znak. Nikt nie ma prawa ich dotykać, a tym bardziej niszczyć, bez bezpośredniego rozkazu prawowitego Pana Górnego i Dolnego Kraju.

– Tak, to magiczny kamień królów i bogów, nieśmiertelni przeklęli jednak ten klejnot. Uderz weń młotem, arcykapłanie, rozbij… Taka jest Moja wola jako Pani Obydwu Krajów!

Ostrożnie ułożył pierścień na kowadle i uchwycił stylisko kowalskiego narzędzia, nadspodziewanie ciężkiego. Wystarczyło jedno uderzenie. Błękitne Oko Izydy rozprysło się na mnóstwo drobnych, nierozpoznawalnych odłamków, złota oprawa i kabłąk straciły kształt i się spłaszczyły.

– Dobrze… To zniweczy klątwę… Raz jeszcze ci dziękuję, Neferze, za wszystko co zrobiłeś… Możesz teraz ucałować stopy Królowej, jeśli zechcesz…

– Przecież wiesz, że sprawi to radość Twemu słudze.

Nie zwracając uwagi na leżące tu i ówdzie odpryski rozbitego kamienia upadł na posadzkę i oddał się ulubionemu aktowi adoracji Bogini. Po raz pierwszy od bardzo dawna miał okazję czynić to bez przeklętych pierścieni i od razu odczuł różnicę. Uwolniona z okowów męskość pulsowała gorącem, domagając się swoich praw… Z tym większą żarliwością obsypywał pocałunkami stopy i sandałki Amaktaris, jak zawsze niemal przy takich okazjach złociste i eleganckie. Czy to także robiła mu celowo? Może i tak, musiała bowiem zdawać sobie sprawę z obecnych uniesień swego niewolnika…

– Nie mogę dać ci nic więcej, Neferze. Ta nieszczęsna rana… – powiedziała to tonem niemal przepraszającym. – Chcę jednak, byś poczuł rozkosz… Podobno potrafiłeś znaleźć ją u kamiennych stóp Moich posągów, znajdź ją teraz u żywych stóp Obrazu Izydy, u moich własnych stóp… Mnie także sprawi to przyjemność…

Pobudzony w ten sposób, zdwoił wysiłki oraz ośmielił się ująć w dłonie kostkę Amaktaris i postawić jedną ze stóp Władczyni na własnym karku, podczas gdy drugą nadal pokrywał pocałunkami. Pozwoliła na to i nawet docisnęła głowę sługi podeszwą sandałka. W tej chwili nie pomyślał nawet, że prawdopodobnie odczuła przy tym ból urażonej rany na udzie. Tak czy inaczej, nie mogło to trwać długo, podniecenie Nefera sięgnęło niebios i po chwili pulsująca, rozgrzana męskość kapłana rozlała się obfitą strugą, brudząc posadzkę oraz kolejną szatę, tym razem – na szczęście – niezbyt wytworną.

– Już, o Najwspanialsza – wydyszał, nadal jednak przywierając ustami do kształtnej stopy Amaktaris. Nie cofnęła jej i wciąż przyjmowała ten hołd.

– Mówiłam ci już kiedyś, że nikt nie całował nigdy Moich stóp z równą twojej żarliwością… Ale nie powiedziałam wtedy, że to twoje służby sprawiały i sprawiają Królowej największą radość… Wiesz dlaczego, Mój niewolniku?

– Nie ośmielę się zgadywać, o Świetlista.

– Jestem przyzwyczajona do adoracji Mojej Osoby i czołobitności poddanych, tego nie da się uniknąć i często nie jest to wcale przykre, ale…

– Ale co, Najjaśniejsza?

– Cóż znaczą hołdy składane przez byle kogo? Prawdziwą satysfakcję może dać tylko służba ofiarowana z własnej woli przez kogoś, kto jest coś wart i potrafi zaimponować nawet Królowej… Nie jest to łatwe, ale ty to potrafiłeś, Neferze.

– Pani moja, Amaktaris… – odparł zakłopotany.

– Wszyscy twoi poprzednicy, Pachos, tamten nieszczęsny chłopak Koros i inni… Bawili Mnie, dostarczali rozrywki, okazywali się nawet interesujący, ale w niczym nie przewyższali swojej Pani, nigdy nie zdołali zadziwić Bogini, wprawić Jej w podziw… Byli właśnie tylko pyłem u stóp Monarchini…

– Ja także nim jestem, Najdostojniejsza.

– Ale stąpając po takim pyle mogę poczuć dumę. Osobisty niewolnik świadczy o Pani, której służy. Pamiętaj, zawsze chętnie ujrzę cię na Moim Dworze, będę dumna i szczęśliwa przyjmując twoją służbę, jakąkolwiek zechcesz ofiarować i cokolwiek się jeszcze wydarzy… – Mocniej przydeptała głowę Nefera, po czym trąciła ją czubkiem sandałka.

– Wstań, sługo. Chcę się przekonać, czy  nie okłamałeś Królowej!

Podniósł się z podłogi i mogła na własne oczy ujrzeć nie budzące wątpliwości dowody uniesień swego niewolnika. Wzbudziło to uśmiech na Jej twarzy i pominęła milczeniem żałosny stan szaty Nefera. Po chwili poruszyła nowy temat.

– Wezwałam cię nie tylko po to. Mamy jeszcze inne sprawy do omówienia.

– Świetlista Pani?

– Zbliża się dzień twego wprowadzenia na urząd, arcykapłanie. To już za trzy dni, chyba o tym nie zapomniałeś? – W spojrzeniu Amaktaris dostrzegł iskrzące ogniki, poprzedni zły nastrój zniknął bez śladu. Może rzeczywiście odczuwała magię przeklętego przez bogów, a zniszczonego obecnie klejnotu? A może to hołdy osobistego sługi sprawiły Jej najwyższą radość i satysfakcję?

– Nie, o Wielka, nie zapomniałem.

– To dobrze. Powinieneś zawczasu złożyć wizytę w świątyni Izydy i zapoznać się ze wszystkim. Mistrz ceremonii zajmie się szczegółami uroczystości, ale twoje oko jako nowego pana i gospodarza też z pewnością się przyda. I będziesz jeszcze musiał wydać ucztę…

– Ucztę, o Najwspanialsza? – spytał zaskoczony.

– Oczywiście, taka uroczystość nie może obejść się bez uczty. Na szczęście, wyposażanie pałacu zostało już prawie ukończone i możesz bez wstydu zaprosić gości do swojej rezydencji… – mówiła to z rozbrajającym uśmiechem, najwidoczniej dobrze bawiąc się narastającym przerażeniem Nefera.

– Najjaśniejsza Pani, ja… Obawiam się…

– Nie trać odwagi, arcykapłanie. Wypożyczę ci na tę okazję Ahmesa, zajmie się kuchnią i potrawami, możesz być o to spokojny – ulitowała się nad swym sługą. – Ana zadba o resztę… Ale pozostaje jeszcze kwestia zaproszonych gości…

– Gości, o Najdostojniejsza? – ponownie poczuł uścisk w żołądku. Przecież nie znał tu nikogo spośród arystokracji, wyższych oficerów czy kapłanów.

– Oczywiście. Trzeba sporządzić listę gości i odpowiednio ich rozmieścić. To bardzo ważne. Ponieważ sama Pani Obydwu Krajów zdecydowała się przyjąć łaskawie twoje zaproszenie… Chyba nie sądziłeś, że postąpię inaczej? A może zamierzałeś pominąć Moją Osobę? – spytała z czarującym tym razem uśmiechem. – Otóż obecność Królowej oraz powaga samej uroczystości sprawią, że ten bankiet stanie się wydarzeniem. Właściwie, to już się stał i wielu pragnie w nim uczestniczyć… A wobec niedawnych zmian na wysokich stanowiskach wszyscy będą obserwować, oceniać i komentować nowe układy na Dworze oraz w świątyniach… No dobrze. – Raz jeszcze z żartobliwym błyskiem w oczach wyciągnęła ku oszołomionemu Neferowi pomocną dłoń. Dłoń ta trzymała podniesiony ze stolika rulon papirusu. – Oto lista tych, których zechciałeś zaprosić, arcykapłanie. Ułożyłyśmy ją wczoraj razem z Aną i przydzieliłyśmy wszystkim stosowne miejsca. Ja sama zajmę najbardziej honorowe, ale to oczywiste i mam nadzieję, że jako gospodarz zadowolisz się lożą po lewej stronie Mojej własnej.

Rozwinął zwój i przebiegł wzrokiem po długim wykazie nieznanych mu w większości imion, opatrzonych na szczęście krótkimi komentarzami podającymi urząd czy też rangę każdego z gości. Właściwie, rozpoznał tam tylko Harfana, określonego dumnie jako dowódca Królewskiej Gwardii. Na samej górze uwzględniono Osobę Najwspanialszej Amaktaris, Pani Obydwu Krajów. W loży miała Jej towarzyszyć Irias, królowa Amazonek. Poniżej, ku swemu zaskoczeniu, Nefer znalazł imię księcia Manetosa, kuzyna Władczyni i dowódcy armii syryjskiej. Przewidziano dla niego miejsce po prawej stronie Monarchini.

– Książę Manetos? Nie wiedziałem, że przebywa w Stolicy? – spytał zdziwiony.

– Jeszcze nie, ale wezwałam Mojego kuzyna z Syrii w związku z ostatnimi wydarzeniami. Powinien przybyć jutro lub pojutrze. Oczywiście, nie można pominąć jego osoby.

– Oczywiście, o Pani.

– Przejrzyj w spokoju tę listę. Jeśli chcesz, możesz kogoś dodać, ale nikogo nie wykreślaj. Zaproszenia zostały już rozesłane.

– Dziękuję za Twoją pomoc, o Wielka.

– Podziękuj też Anie, z pewnością napracuje się przy urządzaniu tej uczty… A teraz… Możesz odejść, arcykapłanie… Tylko skorzystaj po drodze z Mojej łaźni i doprowadź się do porządku.

Wykonawszy to polecenie odnalazł żonę i reszta dnia upłynęła im na gorączkowym dopilnowywaniu różnych szczegółów.

– Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

– Ona chciała zrobić ci niespodziankę, a zresztą wczoraj i tak nie mógłbyś niczego zarządzić i tylko niepotrzebnie byś się niepokoił.

– Za to teraz niepokoję się w dwójnasób!

Odwiedzili nowy pałac Nefera, gdzie kończono ostatnie prace i szykowano już salę bankietową. W kuchni zdążył zadomowić się Ahmes, narzekający na wszelkie możliwe braki w jej wyposażeniu, poganiający i rozsyłający pomocników oraz układający listę potraw.

– Nie obawiaj się, przyjacielu – uspokoił kapłana. – Na pewno ze wszystkim zdążymy i nie będziesz musiał się wstydzić. Nigdy nie darowałbym sobie jakiegoś uchybienia przy takiej okazji. Ale teraz nie przeszkadzaj, zresztą to nie jest miejsce dla takiego wielkiego pana jak ty.

– Jeszcze się policzymy, kucharzu – rzucił żartobliwie Nefer, ale pochłonięty obowiązkami Ahmes nie przejął się tą groźbą.

Do listy zaproszonych arcykapłan postanowił dodać Mistrza Sentota razem z małżonką, co Ana przyjęła z aprobatą. Jak powiedziała, Mistrz Serpa z zasady unikał natomiast podobnych bankietów i dlatego pominęły z Amaktaris jego osobę. Może jednak tym razem się zdecyduje, jeżeli sama go poprosi? Z kolei Towarzysz Prawej Ręki wymówiłby się z całą pewnością, co do tego obydwie damy nie miały żadnych wątpliwości, a Nefer usłyszał to z pewną ulgą. Wizytę w świątyni Izydy odłożył do następnego dnia i poprzestał tylko na posłaniu sługi z odpowiednią zapowiedzią. Tym niemniej, dzień i tak okazał się bardzo pracowity toteż z zadowoleniem powitał powrót do Pałacu. Ana oświadczyła, że uzdrowiciele mają jeszcze przeprowadzić codzienne, wieczorne badanie stanu rany Królowej i obiecała przy okazji przekazać obydwu kolegom po fachu zaproszenia na ucztę. Pozostawiony samemu sobie, arcykapłan zamierzał wreszcie odpocząć, bez entuzjazmu ujrzał więc Mistrza Apresa, który zdawał się na niego czekać w pobliżu wejścia na komnaty Władczyni, dokąd odprowadził żonę.

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałbym z tobą porozmawiać, Neferze.

– Oczywiście, panie.

Towarzyszowi Prawej Ręki nie odmawiało się przyjacielskiej pogawędki, gdy zechciał takową zaproponować. Apres poprowadził gościa do swojej osobistej kwatery, która okazała się niezwykle skromna. To akurat bynajmniej arcykapłana nie zdziwiło, z prawdziwym zaskoczeniem ujrzał natomiast dzban z piwem oraz dwa kubki. Nigdy dotąd nie widział Mistrza kosztującego wina lub piwa. Gospodarz napełnił jednak naczynia i sam także uniósł jedno z nich do ust. Co prawda zamoczył tylko wargi, ale Nefer docenił ten gest. Piwo okazało się znakomite, co zapewne mogli obydwaj zawdzięczać znajomości rzeczy jakiegoś zaufanego sługi Towarzysza.

– Ostatnie wydarzenia nie były łatwe dla nikogo z nas, arcykapłanie.

– Na szczęście wszystko już za nami, a Tron Pani Obydwu Krajów stoi silny jak nigdy.

– To prawda, Neferze… – Przez twarz Mistrza przemknął ledwie zauważalny cień. – Nie ma tym jednak mojej zasługi. Zawiodłem naszą Panią.

– Co ty opowiadasz, panie? Czuwałeś nad wszystkim, jak zawsze. Najdrobniejsze szczegóły spoczywały na twoich barkach.

– Właśnie, szczegóły. Nie potrafiłem ujrzeć całości wydarzeń. Gdyby nie ty, wszyscy razem runęlibyśmy w przepaść…

– Plan Heparisa i jego popleczników był bardzo chytry, nie czyń sobie wyrzutów, panie. Nikt na twoim miejscu nie zdołałby go przejrzeć.

– Ty jednak umiałeś to uczynić. Ty jeden, chociaż wcale nie zajmowałeś mojego miejsca… Zabrakło mi wiedzy i wyobraźni. Ty je posiadasz, myślę, że nadeszła pora, bym znalazł następcę… Nie jestem już młody i szukałem go od jakiegoś czasu ale… Tylko ty możesz nim zostać, obydwaj dobrze o tym wiemy…

– Nie jesteś też starcem, panie.

– Służyłem już Ojcu Ojca naszej Pani, Najwspanialszej Amaktaris… Potem Wielki Faraon Totmes uczynił mnie tym, kim jestem, Towarzyszem Prawej Ręki. Ona utrzymała mnie na tym stanowisku i przyznaję bez fałszywej skromności, pomogłem zachować Jej Tron Pani Górnego i Dolnego Kraju. Zawsze odczuwałem z tego powodu dumę, ale teraz zawiodłem… Czas mojej służby dobiega powoli końca… Nadchodzi wasz czas, młodych i silnych… Ona sama, Harfan, który zastąpił sierżanta… Mój brat również znajdzie następców, on też to widzi i cieszy się z tego.

– Brakuje mi twego doświadczenia i wiedzy, panie.

– Przecież nie mówię, że ustąpię już jutro… Jeżeli się zgodzisz, wprowadzę cię stopniowo we wszystkie sprawy… To trochę potrwa, bo będziesz miał też sporo zajęcia z uporządkowaniem sytuacji w świątyniach. Ale taka władza i pozycja przydadzą tylko siły nowemu towarzyszowi prawej ręki.

– Czy Ona o tym wie?

– Oczywiście. Nie składałbym takiej propozycji bez zgody Najdostojniejszej.

– Dlaczego ja?

– Czyż musisz o to pytać? Dowiodłeś swojej wierności i rozumu wiele razy. A gdyby tego było jeszcze mało… Naszej Pani zaimponowałeś odkryciem tajemnicy Labiryntu i potem na inne jeszcze sposoby… Mnie natomiast tym, że potrafiłeś sprzeciwić się Jej rozkazom, gdy uznałeś je za niesłuszne. Ja sam nigdy tego nie umiałem.

– Nie wiem, czy akurat to jest najlepszą rekomendacją w oczach Pani Obydwu Krajów.

– Zapewniam, że jest, skoro wyszedłeś z tego cało. Tylko nie próbuj podobnych rzeczy zbyt często.

Nefer przypomniał sobie słowa Królowej wypowiedziane w chwili, gdy leżał dzisiaj u Jej stóp i wydało mu się, że teraz dopiero rozumie ich znaczenie.

– Amaktaris nie postępuje w taki sposób, nigdy nie postępuje niegodnie.

– Bywa, że trzeba jednak uczynić coś niegodnego, że nie ma innego wyjścia… Wtedy, jeżeli nawet Ona nie wyda bezpośredniego rozkazu, ty sam jako towarzysz prawej ręki będziesz musiał wziąć to na własne barki i sumienie. To także część twoje służby.

– Co masz na myśli, panie?

– Podam ci przykład. Sprawę zaćmienia należy za wszelką cenę zachować w tajemnicy. Nikt nie może wiedzieć, że to zjawisko naturalne, jak twierdzicie razem z tym starcem Ahoresem i macie zapewne rację. Nikt nie może choćby pomyśleć, że to nie Boska Pani przywróciła blask słońca i ofiara z życia księcia nie miała żadnego znaczenia, a zwłaszcza tego, że on i tak był już wówczas martwy.

– O tym wszystkim wiedzą tylko nieliczni i najbardziej zaufani.

– Niestety, to nie do końca prawda, Neferze. I towarzysz też musi pamiętać o takich szczegółach… Zacznijmy od Ahoresa. To dawny znajomy, nawet przyjaciel mego brata, ale czy można bezwzględnie ufać jego wierności i rozumowi? Kto wie, co i komu może opowiadać spragniony słuchaczy, stojący nad grobem, ślepy starzec? Nawet bez własnej, złej woli?

– Nie chcesz chyba powiedzieć, panie, że… – Aż wzdrygnął się na przypuszczenie, które przyszło mu do głowy.

– Nie, arcykapłanie… Tak byłoby najlepiej, ale Ona nie dała zgody, nie na coś takiego…

– Czyli jednak mam rację!

– Ahores będzie żył, jego wzrok ponownie już słabnie, ale będzie żył. Otoczony najlepszą opieką. Nigdy jednak nie wróci już do świątyni Tota, jak tego pragnie. Na to nie możemy pozwolić. Do końca swoich dni pozostanie w Pałacu.

– To nie wydaje się jeszcze takie straszne i chyba nie powinno ciążyć na sumieniu twoim czy Najjaśniejszej.

– To tylko początek, Neferze. Pamiętasz okoliczności śmierci księcia? Jego prawdziwej śmierci? Było tam dwóch moich ludzi, im mogę zaufać, są zresztą głuchoniemi i nie znają sztuki pisania. Tylko ja potrafię się z nimi porozumieć. Ale ciało znalazł jakiś strażnik roznoszący jedzenie i zameldował o tym swojemu oficerowi. Dopiero potem zawiadomiono mnie.

– I co dalej?

– Jakkolwiek wierni i oddani byliby ci  żołnierze, wiedzieli zbyt dużo. Poznali tajemnicę, która mogłaby wstrząsnąć Tronem.

– Trzeba było nakazać im milczenie, zaprzysiąc, nagrodzić, wysłać na prowincję…

– Sam nie wierzysz w to, co mówisz. A gdyby któryś z nich wygadał się przy dzbanie piwa? Nawet gdzieś na prowincji, nawet po wielu latach? O zaćmieniu i złożonej ofierze przebłagalnej ludzie będą pamiętać bardzo długo. Ty to wymyśliłeś, Neferze i miałeś słuszność… Nie mogłem ryzykować. Wiary w boski status naszej Pani, Żywego Obrazu Izydy, nie wolno żadnym sposobem poddawać w wątpliwość. Należało wówczas uczynić tylko jedno… Zanieśli najpierw swoich  zamordowanych kolegów do wiadomego lochu, a potem sami zginęli, zabici przez moich ludzi, którym to nakazałem… Zginęli nie wiedząc, że umierają, ale to niewiele zmienia… Ciała  ich wszystkich pożarli wojownicy kopca. To była ostatnia uczta tych mrówek.

– Czy Amaktaris o tym wiedziała? Nie wierzę, by wydała taki rozkaz! Pamiętam, w jaki sposób podchodziła zawsze do podobnych spraw!

– Nie wydała rozkazu, to prawda. Ale też o nic nie pytała i nie poruszała tej kwestii. Może po prostu nie pamiętała o takim drobiazgu, a może jednak tym razem wolała nie wiedzieć… Zostawiła podobne szczegóły mnie… Nie było innego wyjścia…

– Ale to wszystko i tak nie miało sensu, zabiłeś ich bez potrzeby! – Nefer nagle stracił ochotę na piwo w towarzystwie Mistrza Apresa. – O księciu wiedział jeszcze Horkan, co prawda wkrótce potem i on zginął, ale wtedy nie mogłeś tego przewidzieć, panie. A wiedzę o tym, że zaćmienia wcale nie zesłali bogowie i o tym, że to nie Królowa przywróciła jasność posiadają też arcykapłan Heparis oraz jego wspólnicy, przynajmniej ci zaufani. To zdrajcy i kto nam zagwarantuje, że i oni nie zaczną o tym rozpowiadać?

W tej chwili przypomniał sobie nagle jeszcze jeden fragment dzisiejszej rozmowy z Amaktaris. Słowa, w których Władczyni wyliczała wszystkich nieprawych posiadaczy Jej pierścienia… Niegodnych, przeklętych przez nieśmiertelnych i obecnie już martwych, martwych co do jednego… Wymieniła także imię byłego arcykapłana Ozyrysa, na co Nefer nie zwrócił wówczas uwagi. Czyżby nie chodziło o zwykłe przejęzyczenie?

– Ten problem też został już rozwiązany…

– Co chcesz przez to powiedzieć, panie? – zadał to pytanie, chociaż słowa Mistrza właściwie wcale go nie zaskoczyły.

– Oni nie żyją, arcykapłanie. Heparis i wszyscy ci, których imiona znalazły się na liście sporządzonej przez Panią Obydwu Krajów, sporządzonej zresztą przy moim udziale, temu też nie zaprzeczę. Gdy ich ujęliśmy albo sami się poddali, zostali od razu rozesłani w różne zapadłe kąty na prowincji i tam po cichu zgładzeni. Nadchodzą właśnie ostatnie raporty. Tak, zorganizowałem to na polecenie Najjaśniejszej. Tym razem wydała jasne i bezpośrednie rozkazy.

– Obiecała im łaskę, jeżeli uwolnią Irias i oddadzą się ręce Królowej… Ja sam obiecałem to Heparisowi w Jej imieniu… Upoważniła mnie do tego podczas narady, musiałeś to słyszeć!

– Potem jednak otrzymałem inne rozkazy… Wykonałem je jak zawsze, starannie i dokładnie. Jak przystało towarzyszowi prawej ręki.

– Ja też pomagałem przy układaniu tej listy. Pytała mnie o zdanie na temat różnych osobistości w świątyniach. – Nefer przypomniał sobie teraz kolejny szczegół. – Okłamała ich wszystkich, okłamała także mnie!

– Może po prostu nie powiedziała ci tego, o czym nie powinieneś wówczas wiedzieć? To ostatnie jest zresztą sprawą pomiędzy tobą a naszą Panią. Macie wiele wspólnych spraw, pamiętaj o tym, zanim podejmiesz decyzję. – Mistrz zawiesił głos, a arcykapłan zastanowił się przez chwilę, jakie jeszcze informacje posiada tak naprawdę Apres i co zachowuje dla siebie.

– Jaką decyzję?

– Czy zechcesz przyjąć moją propozycję i służyć Pani Obydwu Krajów.

A może poprzednie słowa Towarzysza stanowiły ukrytą groźbę lub przeciwnie, ostrzeżenie? Nefer niczego nie był już pewien.

– Pragnę służyć Jej z miłości i szacunku, a nie ze strachu czy pod przymusem!

– Taka właśnie służba jest najcenniejsza i taką Najjaśniejsza z pewnością przyjmie najchętniej. O tym też pamiętaj.

– To Ona poleciła ci opowiedzieć o tym wszystkim?

– Gdyby nawet tak było, to zapewne zabroniłaby odpowiadać na takie pytanie. Tak więc moje słowa nie miałyby teraz żadnego znaczenia. Chyba to pojmujesz? Tak czy inaczej, uznałem, że powinieneś wiedzieć o pewnych sprawach jeżeli, jak sam powiedziałeś, masz służyć naszej Pani z prawdziwej miłości i szacunku. Prędzej czy później i tak poznałbyś prawdę. Przemyśl to, co dzisiaj usłyszałeś, Neferze.

– Uczynię to, panie. Możesz być pewien. A teraz pozwól, że się pożegnam.

Wychodząc pozostawił prawie pełen dzban i niedopity kubek.

CV

W ciągu dwóch kolejnych dni pozwolił pochłonąć się pracy. Udał się do świątyni Izydy, rozmawiał z kapłanami, zajął gabinet zwierzchnika, zażądał przedstawienia dokumentów, czytał je z zajadłością. Nie przejmował się tym, że musiał wywrzeć na podwładnych wrażenie surowe i przykre. I tak traktowali go z uniżoną służalczością, co wprawiało Nefera w tym gorszy nastrój. Przecież wcale nie był pewien, czy przyjmie to stanowisko, a jeżeli nawet, to na jak długo je zachowa… Przecież wszystko wydawało się teraz możliwe… Czy mógł wierzyć Jej łaskawości i zapewnieniom? A zresztą, wśród stołecznych kapłanów Izydy i tak nie dostrzegł dotąd nikogo godnego zaufania i ewentualnego awansu. A powinien poszukać takich ludzi, z tego zdawał sobie sprawę. Ocenił w myślach kolegów z Abydos, tam też nie… Może ten młody kapłan z Nennesut? Wydawał się niegłupi i wierny Królowej. Całkiem zręcznie rozegrał sprawę dyskretnego przekazania wiadomości, potrafił szybko podjąć trafną decyzję… Nefer nie znał nawet imienia ówczesnego rozmówcy, ale to nie stanowiło większego problemu. Dowie się… Na to przyjdzie jednak czas po oficjalnym wprowadzeniu na urząd… „Jeżeli przyjmę tę godność…” – Po raz kolejny upomniał się w duchu. Tymczasem oddawał się nowym obowiązkom. Sprawy kultu Izydy, od dawna pozbawionego najwyższego zwierzchnika, pozostawały w pewnym nieładzie. Upewniał się, że trzeba będzie zaprowadzić tu porządek. I pewnie nie tylko tutaj… „Gdy już zostanę arcykapłanem… Oczywiście, jeżeli przyjmę ten urząd”.

Anę zajmowało doglądanie przygotowań do uczty, widywali się tylko wieczorami. Nie powiedział żonie o tym, czego sam dowiedział się od Mistrza Apresa oraz o otrzymanej propozycji. To był jednak jego własny problem. Problem jego i Królowej, czy też raczej jego i Amaktaris… A może problem ich trojga, bo miał wrażenie, że Najjaśniejsza potrafi stawać się dwoma zupełnie różnymi osobami… Jeżeli tylko dwoma… Nie wzywała tymczasem swego arcykapłana, być może dając mu czas na przetrawienie wszystkiego. Przypomniał sobie teraz także inne słowa, które wypowiedziała podczas ich ostatniej rozmowy. O tym, że przyjmie jego służbę, cokolwiek się jeszcze wydarzy. To utwierdziło Nefera w przekonaniu, iż Towarzysz ujawnił pewne sprawy za wiedzą i wolą Władczyni, cokolwiek by na ten temat mówił, czy też cokolwiek by przemilczał.

Tylko co on sam miał teraz zrobić? Oni wszyscy, Heparis i inni, zasługiwali oczywiście na śmierć, to nie ulegało wątpliwości. Ale to Nefer obiecał im łaskę w imieniu Królowej, za Jej wiedzą i zgodą. Czy można uznać, że złamał słowo? Czuł się oszukany i wykorzystany… Ona zrobiła to zresztą nie pierwszy raz, nie po raz pierwszy wykorzystała swego sługę… I zawsze wybaczał to przecież swojej Królowej… Kimże był, by osądzać Jej czyny? A tamci zamierzali zamordować Irias i uczyniliby to bez wahania, gdyby nie przejrzał ich planów i nie przeszkodził… Wrócił myślami do swoich obydwu wizyt w świątyni Ozyrysa… Heparis potraktował go zadziwiająco życzliwie i ostatecznie uwolnił razem z Irias, ufając słowu Władczyni oraz posłannictwu Nefera… On też dał się oszukać… Czy jednak naprawdę? Przypomniał sobie słowa hierarchy wypowiedziane podczas ich ostatniej rozmowy, gdy tamten już zrozumiał, że przegrał i może liczyć tylko na łaskę Władczyni… „Jeszcze się o tym przekonamy, ja i wielu innych… Żegnaj, z pewnością widzimy się po raz ostatni”.

Teraz dopiero do Nefera dotarł właściwy sens tego, co wówczas usłyszał. Arcykapłan Ozyrysa wiedział! Wiedział, przeczuwał, że Królowa, w normalnych warunkach szlachetna i honorowa, teraz złamie jednak daną obietnicę. Wiedział, że Najdostojniejsza nie może pozostawić przy życiu spiskowców znających tak groźną tajemnicę, tajemnicę przeczącą Jej własnej mocy i boskości, w dodatku takich, którzy zamierzali zamordować Irias. Dlaczego więc ustąpił? Dlaczego poddał się bez walki i wybrał własną śmierć? Liczył na sztylet Horkana? Bzdura, powinien się spodziewać, że setnik także zostanie uwięziony natychmiast po zeznaniach zwabionego do Pałacu i schwytanego Ramose… O co jednak Heparis mógłby jeszcze walczyć? Tak czy inaczej, już przegrał. Sam Nefer zadbał o to najlepiej, jak tylko potrafił…

Jego przeciwnik nie był głupcem i rozumiał, że została mu już tylko zemsta, zemsta wywarta na Neferze i małej księżniczce. Zemsta za zrujnowany plan, za własną śmierć, za życie zbrodniczego bratanka… Czynów tego ostatniego co prawda nie pochwalał, chociaż zamierzał je naśladować, gdy miały otworzyć spiskowcom drogę do władzy… Ale dla samej zemsty? Na to się jednak nie zdecydował, wolał uwolnić Irias. Może przesądziły o tym wstyd oraz cienie bezimiennych ofiar zbrodni Temesa, zbrodni które hierarcha tolerował? A może polubił też trochę księżniczkę? Przecież jej nie sposób było nie lubić i podziałało to chyba nawet na Heparisa, gdyż traktował dziewczynkę przyzwoicie… Nefer potrząsnął głową. Jeszcze chwila i zacznie żałować śmiertelnego wroga, który w pełni zasłużył na swój los. Lepiej zająć się uporządkowaniem spraw w świątyni. Czeka go mnóstwo pracy. – „Jeżeli przyjmę ten urząd…”

Ostatecznie nie poprosił o rozmowę z Najjaśniejszą i dał się ponieść biegowi wydarzeń. Królowa również wydawała się zresztą zajęta przybyciem księcia Manetosa i odbywała z dowódcą armii syryjskiej długie konferencje. Gdy wieczorem dnia poprzedzającego święto Izydy Nefer udał się do sanktuarium bogini by przygotować się do ceremonii zrozumiał, że teraz już za późno na odmowę. Zrozumiał też, że tak naprawdę odmówić wcale nie chciał. Pragnął tego stanowiska, które odpowiadało jego talentom i ambicjom, przede wszystkim pragnął jednak nadal służyć Świetlistej Pani, służyć Jej we wszystkich postaciach, które przybierała: Bogini, Królowej i Kobiety. Podjąwszy to postanowienie znalazł wreszcie spokój i poddał się rytualnym zabiegom.

Zgodnie z tradycją przyszły arcykapłan musiał powstrzymać się od jedzenia i picia, a także od kontaktów z jakimikolwiek kobietami. To dlatego spędzał tę noc w świątyni. Modlił się żarliwie leżąc plackiem przed posągiem Boskiej Pani, czas jednak się dłużył. Aby nie zasnąć, zaczął w końcu porównywać rysy rzeźby z twarzą Żywego Obrazu Izydy, znajdując pewne podobieństwo, co w końcu nie powinno aż tak dziwić. Stąd był już tylko krok do wspomnień z dawnej służby w Abydos… Musiał unieść się do pozycji klęczącej, by uniknąć niebezpieczeństwa powtórzenia się ówczesnych uniesień. Tym razem nie udałoby się uniknąć zażenowania… W końcu ból kolan dociśniętych ciężarem ciała do kamiennej posadzki pozwolił mu ochłonąć. Mógł ponownie upaść na twarz i oddać się modlitwie. Wreszcie doczekał świtu. Nadal bez jedzenia i picia, stał się obiektem kolejnych rytuałów. Ciało Nefera dokładnie ogolono, w chwili inauguracji nowego arcykapłana nie mógł szpecić żaden, najmniejszy nawet włosek. Następnie poddał się długiej, równie starannej kąpieli. Jeszcze później przyszedł czas na natarcie skóry oliwą oraz różnymi wonnościami. Musiał siedzieć bez ruchu i oczywiście bez słowa, gdy wybitny zapewne specjalista nakładał makijaż. Wreszcie przyobleczono go w kosztowną, zdobioną złotem szatę i nałożono ciężką biżuterię. Wszystko to zdawało się ciągnąć bez końca i pocieszał się tylko tym, że zarówno Amaktaris jak i Ana też przygotowują się w podobny sposób do ceremonii oraz uczty. Po raz kolejny zastanowił się, jak mogą znajdować przyjemność w czymś takim? A może jednak nie znajdowały? Nikt nie zrozumie kobiet, a już na pewno bogiń. Przynajmniej jednak mogły się wyspać!

Ceremonia miała odbyć się na zewnętrznym dziedzińcu, gdzie przygotowano imponujące podwyższenie z jeszcze bardziej wyniosłym tronem przeznaczonym dla Osoby Bogini i Królowej oraz dokąd dopuszczono mieszkańców Stolicy. Oczywiście tych, którzy zdołali się dopchać. Znacznie większe tłumy tłoczyły się na zewnątrz. Dla dworzan, arystokratów i innych znaczniejszych osób zarezerwowano trybunę po zacienionej stronie placu. Nefer dostrzegł tam chyba Anę oraz Irias. Nadeszło już południe, na szczęście dzień nie był szczególnie gorący. Zajął miejsce w przedsionku właściwego budynku świątyni i otoczony kapłanami niższej rangi oczekiwał przybycia Najwspanialszej Amaktaris. Odbyło się to jak zawsze przy podobnych okazjach. Odgłosy rogów i bębnów, radosne okrzyki sławiące Władczynię, poddani oddający hołd Jej Osobie, ozdobna lektyka, słudzy z wachlarzami i wreszcie sama Pani Obydwu Krajów, Żywy Obraz Izydy. Gdy zajęła już miejsce na tronie dłuższą chwilę trwało oczekiwanie na zamilknięcie i uspokojenie się tłumu. Uniosła dłoń i głos zabrał obwoływacz.

– Mieszkańcy Memfis! W dniu święta Najłaskawszej Izydy, Matki swego ludu, Najjaśniejsza i Najwspanialsza Amaktaris, Pani Obydwu Krajów, Dawczyni Światła, Żywy Obraz Bogini zaszczyciła nas wszystkich szczególnym darem. Oto postanowiła ustanowić nowego arcykapłana własnej świątyni, arcykapłana Wielkiej i Łaskawej Izydy! To Jej wola oraz Jej prawo jako Bogini i Królowej, Pani Górnego i Dolnego Kraju. Wybór Najdostojniejszej Władczyni Niebios i Ziemi padł na czcigodnego i uczonego Nefera z Abydos, dotąd kapłana w tamtejszym sanktuarium Wielkiej Dawczyni Życia!

Herold przerwał, przeczekując nowy wybuch entuzjazmu tłumu, może zawczasu zorganizowany, a może jednak szczery. Najwspanialsza Amaktaris cieszyła się przecież obecnie niekłamaną popularnością. To, co uczyniła gdy znowu zapadła cisza nie zostało jednak wcześniej zaplanowane, a przynajmniej nie przewidywał tego przedstawiony arcykapłanowi program uroczystości. Oczekiwał wezwania do stóp Tronu wypowiedzianego ustami obwoływacza, tymczasem Królowa powstrzymała herolda i osobiście przyzwała arcykapłana, głosem silnym i dźwięcznym.

– Zbliż się, Neferze z Abydos, wierny sługo Izydy!

Postąpił kilkanaście kroków na czele towarzyszących mu kapłanów, którzy jednak zatrzymali się u stóp podestu i upadli tam na twarze, oddając pokłon Bogini. Na schody wspiął się już sam, składając podobny hołd przed Tronem Władczyni.

– Wstań, Neferze! – rozkazała.

Gdy to uczynił, ujrzał ze zdziwieniem, że sama również powstała ze swego siedziska.

– Okazałeś się wiernym i mądrym sługą Wielkiej Izydy, wiernym i mądrym sługą Pani Obydwu Krajów! Jako Bogini oraz jako Królowa Górnego i Dolnego Kraju ustanawiam cię Moim arcykapłanem, arcykapłanem Najwspanialszej i Najpotężniejszej Izydy! Przyjmij to na znak swojej godności!

Pewny głos Najjaśniejszej słyszeli wszyscy obecni na placu. Wyciągnęła w stronę Nefera ozdobną, zakrzywioną laskę, którą ujął w dłonie. Zgodnie z rytuałem zamierzał teraz oddać kolejny pokłon i ucałować stopy Boskiej Pani, o ile Ona zezwoli na taki hołd – w co jednak nie wątpił – gdy po raz kolejny naruszyła ceremoniał.

– Przyjmij również ten pierścień, arcykapłanie. Na znak, że wykonując swoje obowiązki wypełniasz wolę Królowej i Bogini!

W dłoni Amaktaris pojawił się klejnot podobny temu, który on sam rozbił młotem przed trzema dniami. Błękitny, nakrapiany złotem kamień z wyciętym znakiem Oka Izydy. Nakazała wykonanie kopii? Zapewne przy bliższym oglądzie pierścień różnił się od poprzednika takimi czy innymi szczegółami. To jednak nie miało większego znaczenia. Dawał władzę działania w imieniu Pani Dwóch Krajów. I oto Najjaśniejsza wręczała go teraz Neferowi na oczach wszystkich, obdarzając taką właśnie władzą.

Zapomniał o poprzednich wątpliwościach. Nie zawahał się i przyjął klejnot, po czym natychmiast upadł na kolana i uderzył czołem o deski podestu.

– Najdostojniejsza Pani, nie zawiodę Twego zaufania. Jestem Twym sługą i niewolnikiem!

Pochylił się i poszukał ustami Jej stóp. Przyjęła ten hołd nadal stojąc.

– Niech więc tak będzie, Mój arcykapłanie!

Odepchnęła go leciutko, dając dyskretnie znak, że czas już wstać. Sama nie zamierzała jednak ponownie zasiadać na tronie.

– A teraz złożymy właściwe ofiary Boskiej Izydzie! – oznajmiła. – Prowadź, arcykapłanie Neferze!

Powiódł więc Amaktaris w głąb świątyni, aż do samego sanktuarium z posągiem siedzącej na tronie Bogini. Towarzyszyli im wtajemniczeni akolici z lampami oraz darami. Kamienna postać Izydy lśniła w blasku płomieni, natarta uprzednio najdroższymi olejkami. Królowa własną ręką rzuciła do ognia obfitą garść kadzidła, kapłani złożyli kosze i szkatuły z ofiarowanymi przez Panią Obydwu Krajów klejnotami, cennymi tkaninami, strusimi piórami… Nowo ustanowiony arcykapłan namaścił z kolei świeżą warstwą oliwy piersi, dłonie, srom i stopy Najłaskawszej Matki. Te ostatnie miał następnie okazję raz jeszcze ucałować i uznał teraz w duchu, że taki rodzaj służby jest jednak o wiele przyjemniejszy wobec Żywego Obrazu Bogini… Potem należało jeszcze nałożyć Izydzie nowe szaty i klejnoty. To także uczynił osobiście Nefer. Na szczęście nie musiał natomiast uczestniczyć w wynoszeniu posągu na dziedziniec. Zajęli się tym silniejsi od zwierzchnika, rośli akolici, korzystając z drągów wsuniętych w wydrążone w podstawie rzeźby otwory. Lud przywitał kamienną Boginię kolejnymi przejawami czci. Umieszczona na specjalnej platformie, której wygląd miał przypominać rzeczną barkę, podążyła teraz w uroczystym pochodzie do świątyni Ozyrysa, swego Boskiego Małżonka. Prowadzenie tego orszaku również przypadło w udziale arcykapłanowi, wszyscy mieszkańcy Stolicy mieli więc okazję ujrzeć go w nowej funkcji. Tuż za ciągniętą przez zmieniających się kapłanów niższej rangi barką podążała lektyka Królowej, Żywego Obrazu Bogini. W ten sposób Amaktaris raz jeszcze okazywała własną boskość, o ile było to jeszcze potrzebne po niedawnych wydarzeniach. Tego wymagała jednak odwieczna tradycja.

Powitanie w świątyni Ozyrysa przez tamtejszych kapłanów oraz wprowadzenie posągu Izydy do sanktuarium Jej Boskiego Małżonka przebiegło bez zakłóceń. Miała tam pozostać przez trzy dni oraz trzy noce, na pamiątkę przywrócenia Ozyrysa do życia przez wierną żonę i siostrę oraz dla uczczenia ich ponownych zaślubin. Po tym czasie odbędzie się kolejny, uroczysty pochód Bogini, powracającej tym razem do własnej świątyni. Powracającej z synem, Horusem, w łonie… Zbliżały się żniwa i wszyscy cieszyli się szczęściem Najłaskawszej Matki oraz pomyślnością Kraju. Pozostawało jeszcze złożyć ofiarę z nieskalanie białej jałówki, co Nefer zdołał uczynić bez trudu i w czym pomogły nauki wyniesione niegdyś z Abydos. Pomodlił się przy tym żarliwie w pewnej intencji… Musiał następnie odebrać hołdy wielmożów, kapłanów i ludu, skierowane tym razem ku nowemu hierarsze. Herold ogłosił zaproszenie dla mieszkańców Stolicy na zwyczajowy poczęstunek rozdawany na głównych placach miasta i uroczystość dobiegła wreszcie końca.

Bynajmniej nie zakończył się jednak jeszcze ten pracowity i pamiętny dla Nefera dzień. Oczekiwała go teraz uczta, którą sam wydawał jako gospodarz w swoim nowym pałacu. Właściwie zostawił tam wszystko od kilku dni na głowie Any i Ahmesa, okazało się jednak, że niepotrzebnie uprzednio się niepokoił. Obydwoje nie zawiedli i na gości oczekiwała odpowiednio wyposażona oraz przystrojona sala bankietowa, tłumy służby gotowej podawać potrawy i spełniać wszelkie życzenia zaproszonych dostojników, tancerki, fletnistki, żonglerzy, akrobaci, których zdaniem stać się miało uprzyjemnianie dalszego ciągu uczty. Nefer zajął miejsce razem z żoną i nie mógł doczekać się rozpoczęcia biesiady, przecież nie miał nic w ustach od poprzedniego dnia! Tymczasem musiał jednak poprzestać na obserwowaniu napływających stopniowo gości, rozmieszczanych pod czujnym okiem zarządcy. Wszyscy oczekiwali na przybycie Pani Obydwu Krajów, najważniejszej z osobistości, które zapowiedziały swoją obecność. Jak zwykle, pojawiła się z pewnym opóźnieniem, zapewne by dać czas gospodarzowi na dokończenie wszelkich przygotowań, może także zdążyła odwiedzić własny pałac i odświeżyć się po wcześniejszych uroczystościach. Nadal w postaci Żywego Obrazu Izydy, promieniowała bowiem urodą oraz zadowoleniem. Królowej towarzyszyli Irias, zachowująca nietypową dla niej powagę, oraz książę Manetos, opanowany mężczyzna w zaawansowanym wieku średnim, który wybrał na tę okazję strój wysokiego oficera. Amaktaris przyjęła wdzięcznie hołd zebranych, zajęła wraz z księżniczką miejsce w honorowej loży, po czym gestem zezwoliła Neferowi na przystąpienie do pełnienia obowiązków gospodarza oraz ogłoszenie rozpoczęcia uczty. Powstał i zbliżył się do siedziska Władczyni.

– Najjaśniejsza Pani, szlachetny książę, księżniczko Irias oraz wy wszyscy, dostojni panowie i panie, dziękuję za łaskawe przyjęcie zaproszenia. Cieszcie się i weselcie wasze serca wedle swej woli. Za Twą zgodą, o Wielka, niech zacznie się biesiada.

– Zanim to nastąpi, czcigodny arcykapłanie, to ty zechciej przyjąć należny gospodarzowi upominek.

Skinęła dłonią i dwaj słudzy złożyli u stóp Nefera sporych rozmiarów kufer, po czym  unieśli wieko. Ujrzał zwinięte i upchane ciasno zwoje.

– Oto kopie dzieł z Mojej prywatnej biblioteki, które powinny wzbudzić twoje zainteresowanie. Korzystaj z nich do woli.

Zaskoczony kapłan nie zdążył nawet wyrazić odczuwanej wdzięczności, okazało się bowiem, że także Irias przygotowała prezent i nie mogła już doczekać się swojej kolejki.

– Ja też coś dla ciebie mam, Neferze. Łuk i strzały! Przydadzą się, gdy ruszymy na polowanie!

W sposób niezbyt zgodny z etykietą zerwała się ze swego miejsca i podbiegła do przyjaciela, trzymając w dłoniach niewielkie, nienaciągnięte obecnie łuczysko oraz kołczan z pociskami i zapasowymi cięciwami. Broń nie nosiła żadnych ozdób ale wykonano ją bardzo starannie. Z pewnością był to wyrób najwyższej jakości.

– Pani, księżniczko, winien Wam jestem słowa podziękowania.

Przyjął podarunek z rąk małej wojowniczki i uściskał ją serdecznie. Ponad ramieniem Irias dostrzegł uśmiech Amaktaris. Z pewnością obydwie Królowe znały się na sztuce wyboru i składania darów. Tego samego nie dało się powiedzieć o księciu Manetosie. Nadal poważny i opanowany, wręczył kosztowny, złoty łańcuch. W istocie Nefer po raz pierwszy widział z bliska tego kuzyna Amaktaris  i po raz pierwszy miał okazję zamienić z nim kilka słów. Wypadły one oficjalnie i zdawkowo, czemu trudno się było zresztą dziwić. Złożył otrzymane prezenty w skrzyni, którą słudzy odnieśli pospiesznie na tyły jego własnej loży. Gdy wracał na miejsce, Ana dała znak zarządcy i zaczęto podawać potrawy oraz napoje. Rozpoczynała się właściwa uczta. Nefera nadal czekały jednak obowiązki, podobnie zresztą jak Królową. Goście kolejno podchodzili do loży Najjaśniejszej i składali wyrazy szacunku. Jak zwykle, rozmawiała z nimi przez krótszą lub dłuższą chwilę. W obliczu ostatnich zmian na różnych stanowiskach musiała przy tym bardzo uważać na czas trwania tych nieformalnych audiencji oraz każdy uczyniony gest czy uśmiech. Wszystko to pilnie obserwowano. Uczestnicy bankietu skłaniali się następnie przed księciem, który także kierował do nich kilka zdań. Na koniec stawali przed lożą gospodarza, składając nowemu arcykapłanowi gratulacje, życzenia pomyślnego sprawowania urzędu oraz mniej lub bardziej wyszukane dary.

Tylko niektóre z tych pogawędek i podarunków sprawiły Neferowi prawdziwą przyjemność. Harfan wręczył oszczep, również pozbawiony ozdób i również najwyższej jakości wykonania. Podobnie jak Irias wspomniał o polowaniu, ale świeżo ustanowiony hierarcha nie zdołał powstrzymać porozumiewawczego uśmiechu. Już w tej chwili poczuł ból zdzielonych drzewcem pleców czy też mniej jeszcze szlachetnej części ciała. Mistrz Serpa, który ostatecznie przyjął zaproszenie, ofiarował komplet najlepszych przyborów do pisania, podczas gdy przybyły w towarzystwie dość przeciętnie wyglądającej i wyraźnie zakłopotanej małżonki uzdrowiciel Sentot podarował wyciosany z drewna cedrowego podgłówek, przydatny w trakcie odpoczynku i zwłaszcza podczas lektury w pozycji leżącej.

„Skąd on wiedział, że właśnie w ten sposób najbardziej lubię przeglądać zwoje?” – Spytał się w duchu arcykapłan. Słysząc jednak ożywioną rozmowę pomiędzy żoną Mistrza uzdrowiciela, a Aną, która starała się dodać otuchy onieśmielonej prowincjuszce, domyślił się istoty tego małego spisku.

Pozostali goście składali dary mniej wyszukane, klejnoty, tkaniny, pachnidła, różne kosztowne naczynia i drobiazgi. Nefer dziękował wszystkim jak umiał, ale nie zwracał na te podarunki większej uwagi. Na szczęście wyznaczony do tego sługa zapowiadał imiona oraz tytuły lub urzędy poszczególnych osób. Tymczasem na stół arcykapłana podano pierwszy półmisek oraz solidnych rozmiarów garniec. Korzystając z chwili przerwy w pochodzie gratulantów zdołał skosztować zawartości obydwu naczyń. Rozpoznał specjalną pieczeń Ahmesa oraz jego wyborne piwo. Podobna potrawa, tym razem w towarzystwie dzbanów z winem i sokiem z granatów, pojawiła się tylko w loży obydwu Królowych. Nefer domyślił się, że oto kolejny z jego przyjaciół ofiarował mu prezent. Bardzo już głodny i spragniony, z wdzięcznością pomyślał o kucharzu.

Zajęty jedzeniem, z opóźnieniem zwrócił uwagę na raczej niezwykłą parę cudzoziemskich gości, podążających właśnie, by złożyć wyrazy uszanowania Królowej. Wzrok przyciągała zwłaszcza kobieta, w średnim wieku, nadal jednak urodziwa, o uprzejmej, ale zarazem pełnej godności postawie, znamionującej siłę i poczucie dumy. Towarzyszył jej mężczyzna, który budził zapewne podobne zainteresowanie obecnych na sali kobiet jak tajemnicza dama ich partnerów. Jego postawa i gesty także mogły zostać odebrane jako przejaw dumy i zdecydowania, mniej opanowane jednak i bardziej gwałtowne, zdradzały zarazem arogancję. Kobieta wybrała raczej szczególny, egzotyczny strój, zakrywający całą jej sylwetkę od szyi aż po koniuszki stóp. Szerokie fałdy spódnicy wlokły się po posadzce. Szata zadziwiała przy tym niezwykłym, niespotykanie intensywnym kolorem, czymś pośrednim pomiędzy czerwienią a granatem[1]. Nefer nigdy jeszcze nie widział podobnie barwionej tkaniny, a sądząc po reakcji zebranych dam, nie on jeden znalazł się w podobnej sytuacji. Nawet Ana przerwała jedzenie i wpatrywała się w nieznajomą. Ta zbliżyła się do loży Najjaśniejszej, skłoniła lekko i zamieniła z Amaktaris kilka słów. Arcykapłan odniósł wrażenie, że Bogini kiwnęła ledwie dostrzegalnie głową, a w Jej oczach pojawił się ślad uśmiechu. Kobieta uniosła ręce ku szyi i odrzuciła opończę, która, jak się okazało, stanowiła górną część jej odzienia. Oczom wszystkich ukazały się całkowicie nagie piersi, bardzo zresztą kształtne i dumnie sterczące, z sutkami pomalowanymi henną. To zwróciło już uwagę wszystkich, zwłaszcza obecnych na sali mężczyzn. Rozległ szmer szeptów dezaprobaty i skrywanego uznania zarazem. Nefer domyślił się natomiast w tejże chwili, że przybysze muszą pochodzić z wielkiej wyspy na północnym morzu, gdzie damy wysokiego rodu nosiły podobno takie toalety przy oficjalnych okazjach. Odsłaniały bez wstydu piersi, dokładnie zakrywając za to stopy. Czytał o tym kiedyś w jakimś zwoju.

– Któż to taki, Ano? – spytał małżonkę, która układała przecież listę gości.

– Kupcy zza północnego morza. Przybyli do Kraju w interesach, podobno handlują z Pałacem.

– Zaprosiłyście na bankiet jakichś kupców?

– Na tej ich wyspie handlem zajmują się także szlachetnie urodzeni i nikt nie uznaje tego za ujmę. A ci tutaj zamierzają nabyć większą partię jeńców. Królowa zarobi dużo złota, zamiast bez potrzeby żywić tłumy tych Hapiru.

– I to wystarczyło, by trafili tutaj? Słyszałem, że o zaproszenia nie było łatwo…

– Jest jeszcze coś… Przyjrzyj się tej kobiecie…

– To właśnie robię, podobnie jak wszyscy inni.

– Ale spójrz na coś innego, niż jej piersi. Neferze, gapisz się jak jakiś prostak! Gdybym cię nie znała i nie wiedziała, że i tak wolałbyś ujrzeć stopy tej damy…

Kapłan zmieszał się i nie odpowiedział, żona nie mijała się bowiem z prawdą. Twórcy tej cudzoziemskiej mody nie byli jednak całkiem szaleni… Odsłaniając bardzo wiele, potrafili zarazem pobudzać wyobraźnię…

– Na cóż mam więc patrzeć? – Nieco zakłopotany, wrócił do rozmowy z Aną.

– Na tę niezwykłą szatę… A raczej na jej cudowny kolor… Jest wspaniały, czyż nie? Jedynie ludzie morza potrafią barwić w ten sposób tkaniny. Podobno uzyskują potrzebny barwnik z jakichś morskich ślimaków czy innego paskudztwa, ale rezultat jest niezrównany. Tylko utrzymują to wszystko w tajemnicy…

– Szczerze mówiąc, wolę biel i złoto.

– Nie masz pojęcia o modzie, mężu. Kobiety potrzebują nowości. Zobaczysz, wszystkie damy oszaleją z powodu tej barwy… A my z Królową musimy mieć ją jako pierwsze! Chcemy też poznać ten sekret! Cóż nam szkodziło wystosować to zaproszenie? W twoim imieniu, oczywiście.

W trakcie tej rozmowy zamorscy goście odbyli obowiązkową wymianę uprzejmości z księciem Manetosem i podeszli do loży arcykapłana Izydy.

– Szlachetna pani Raisa oraz dostojny pan Reies z północnych wysp – zapowiedział sługa, być może zniekształcając cudzoziemskie imiona.

Obydwoje skłonili się lekko, kobieta z wdziękiem i elegancją, mężczyzna sztywno. Nefer dostrzegł pomiędzy nimi pewne podobieństwo.

– Jesteśmy zaszczyceni twoim zaproszeniem, arcykapłanie Neferze.

To przemówiła dama. Jej towarzysz milczał. Może lepiej znała język Kraju, chociaż dało się wyczuć obcy akcent, a może też po prostu czuła się bardziej swobodnie w atmosferze dworskiego w istocie przyjęcia.

– To ja dziękuję za przybycie. – Odkłonił się.

– Zechciej przyjąć pewien upominek. Wybacz jego skromność, panie Neferze, ale odbyliśmy długą podróż i nie spodziewaliśmy się takich honorów.

Kobieta kiwnęła dłonią i sługa pospiesznie przyniósł duży pakunek, który złożył u stóp loży gospodarzy, po czym nieco go rozwinął. Ukazała się sporych rozmiarów sztuka barwionej w niezwykły sposób materii. Ana nie zdołała ukryć rozbłysku oczu, który z pewnością nie uszedł uwagi ofiarodawczyni.

– Mamy nadzieję, że nasz podarunek ucieszy tak ciebie, arcykapłanie, jak i twoją piękną małżonkę.

– To dar godny samej Królowej, pani Raiso. Przyjmujemy go z wdzięcznością. Ja i moja żona mamy z kolei nadzieję, że dobrze się bawisz, że oboje dobrze się bawicie i skorzystacie z wszelkich uroków oraz rozrywek tej uczty.

– O tak, z pewnością, panie Neferze. – Kobieta uśmiechnęła się i obrzuciła obecnych na sali, z których wielu wciąż gapiło się na nią nieprzyzwoicie, spojrzeniem dzikiego sokoła. – Z pewnością skorzystamy.

Ponownie skłonili się lekko i odeszli ku własnej loży, nadal odprowadzani szmerem komentarzy oraz wzrokiem pełnym ciekawości. Co prawda, śledziły ich obecnie głównie spojrzenia mężczyzn, wiele kobiet nie potrafiło bowiem powstrzymać się przed skierowaniem pełnych zazdrości oczu na ofiarowany Neferowi i Anie pakunek. Tylko sama Amaktaris posłała arcykapłanowi i jego małżonce życzliwy uśmiech.

– Ona dostała już podobny podarunek. I nic w tym dziwnego – wyjaśniła Ana. – Ale ja miałam tylko nadzieję…

– Cieszę się razem z tobą. Nie wydaje mi się jednak, by ta cudzoziemska dama mogła kiedykolwiek wyjawić jakieś tajemnice, jeżeli sama nie zechce tego uczynić. Wątpię, by wystarczył udział w jakimś bankiecie.

– To nie jest jakiś tam bankiet, Neferze. Ale może tobie powiodłoby się lepiej? Może nawet znalazłbyś wówczas okazję, by ujrzeć z bliska również jej stopy?

– Nie żartuj w ten sposób, Ano.

– Z drugiej strony, ten jej mąż, brat, kuzyn czy też kimkolwiek jest, także powinien znać tajemnicę tego barwnika…

– Za to nie zna chyba języka Kraju…

– To akurat nie powinno stanowić wielkiej przeszkody…

– Zdecydowanie wolę jednak biel i złoto… Zresztą bardzo ci w nich do twarzy…

– Tak uważasz? Właściwie… Ja również powinnam ofiarować ci podarunek, tylko zmierzałam zrobić to po uczcie…

– Podarunek w bieli i złocie?

– Może bardziej w samym złocie, mężu… – Dyskretnie trąciła Nefera obcasem sandałka, oczywiście także złocistego.

Podczas gdy żartowali w ten sposób, uczta wyraźnie się rozkręcała. Dobiegało powoli końca obowiązkowe składanie wyrazów szacunku, podawano kolejne potrawy, goście żądali wina i piwa. Pojawiła się muzyka, rozpoczęli popisy żonglerzy, połykacze ognia, zaklinacze węży. Zapewne z uwagi na obecność księżniczki nie wezwano jeszcze tancerek i akrobatów. Na to miał przyjść czas później. Tymczasem Irias chłonęła prezentowane przed jej lożą występy, nagradzając swoich ulubieńców oklaskami, okrzykami podziwu i zachęty. Trwało to dłuższy czas i pozostali goście zdążyli nasycić pierwszy głód, opróżniali też kolejne puchary i kielichy. Wołano o następne dzbany. Nefer wiedział, że pora już na bardziej zmysłowe rozrywki ale pojmował, że należy z nimi poczekać na opuszczenie sali przez dziewczynkę. Ta jednak bawiła się w najlepsze, a arcykapłan nie miał serca wypraszać małej przyjaciółki. Z pomocą przyszła Amaktaris. Rzuciła gospodarzowi porozumiewawcze spojrzenie i pochyliła się ku Irias. Rozmawiały przez dłuższą chwilę. Księżniczka nadąsała się, ale po kolejnych słowach Królowej kiwnęła głową na zgodę, ukłoniła się lekko Neferowi i opuściła salę pod opieką kilku służek oraz zaufanych gwardzistów. Odetchnął z pewną ulgą… Jutro poprosi o wybaczenie. Tymczasem Ana wydała stosowne polecenia zarządcy. Wniesiono kolejne dzbany, muzyka przybrała tony bardziej zmysłowe, pojawiły się też oczekiwane przez wielu tancerki… Tak, uczta wyraźnie się ożywiła…

Zanim jednak biesiadnicy zupełnie zatracili się w oferowanych im rozrywkach wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Nieco już podochoceni ale wciąż jeszcze trzeźwi uczestnicy bankietu, stanowiący elitę wyższych warstw Stolicy, ujrzeli jak Władczyni skinęła dłonią na dwóch stojących za Jej plecami żołnierzy. Wystąpili do przodu i unieśli wojskowe rogi. Ich dźwięk przebił się przez muzykę oraz ogólny rozgwar.

– Uciszcie się! – zawołał jeden z gwardzistów w zapadłej nagle ciszy. – Pani Obydwu Krajów, Oby Żyła i Władała Wiecznie, pragnie ogłosić coś zarówno wam, jak i wszystkim poddanym!

Większość spodziewała się zapewne jakiegoś toastu, może na cześć gospodarza, ale nie tylko ich spotkało jednak wielkie zaskoczenie. Najjaśniejsza uniosła się z godnością ze swego siedziska, oszałamiając urodą oraz strojem Żywego Obrazu Bogini.

– Szlachetni i dostojni panowie oraz czcigodne panie! Wybrałam ten dzień, dzień święta Najłaskawszej Izydy, Matki Kraju nad Rzeką, by powiadomić was o szczęśliwej nowinie. Jak wiecie, bogowie obdarzają Egipt oraz swoją Córkę i Siostrę nieustającą pomyślnością, czego dowodem są ostatnie wydarzenia! Tak było, jest i będzie dla dobra nas wszystkich! Jednakże ani Żywy Obraz Horusa, jak dzieje się to zazwyczaj, ani też obecnie Wcielenie Boskiej Izydy w Mojej Osobie, nie powinni zasiadać na Tronie Obydwu Krajów samotnie! Izyda pragnie towarzystwa swego Boskiego Małżonka, Ozyrysa! Cały Egipt także chce ujrzeć takie małżeństwo Izydy! Dlatego postanowiłam poślubić Mojego szlachetnego kuzyna, dostojnego Manetosa, dotąd służącego wiernie Krajowi oraz jego Królowej w Syrii. Pragnę uczynić księcia prawowitym Małżonkiem i posadzić obok siebie na Tronie Górnego i Dolnego Kraju! Podejdź, kuzynie, mężu i panie!

Wyciągnęła dłoń w kierunku krewnego, który nie wydawał się bynajmniej zaskoczony tą przemową i zaprosiła do zajęcia miejsca obok siebie, opróżnionego niedawno przez Irias. Gdy stanął już obok swojej Pani i przyszłej Małżonki, nadal nieco sztywny i oficjalny, ta kontynuowała w pełnej zdumienia ciszy.

– Trzeciego dnia od dziś, w dniu powrotu Izydy, uroczyście przyjmę Mego kuzyna i pana w królewskich apartamentach Pałacu, które zajmie należnym mu prawem. To uczyni Nas mężem i żoną. Tego dnia szlachetny Manetos nałoży też Podwójną Koronę Górnego i Dolnego Kraju oraz zasiądzie obok Mnie na Tronie Horusa jako prawowity władca! Radujcie się i cieszcie! Niech dzień powrotu brzemiennej Bogini stanie się także dobrą wróżbą rychłych narodzin następcy! Takie wieści zostaną też jak najszybciej ogłoszone ludowi!

Buchnął gwar okrzyków zdumienia, radości, gratulacji. Przecież od dawna oczekiwano małżeństwa Królowej, prędzej czy później musiała posadzić kogoś obok siebie na Tronie, począć i urodzić następcę. Bez tego boski porządek pozostawał zakłócony, a trwałość rządów, przyszłość dynastii oraz bezpieczeństwo całego Kraju i wszystkich mieszkańców niepewne… Wreszcie to zrozumiała i podjęła najlepszą możliwą decyzję… Czyżby przyczyniły się do tego niedawne, dramatyczne wypadki? Pewnie wielu tak pomyślało, chociaż takimi domysłami należało podzielić się tylko z najbardziej zaufanymi przyjaciółmi… Książę, zawsze wierny i oddany, był najbliższym krewnym Najjaśniejszej, dobrym żołnierzem i miał za sobą armię syryjską… Wszystko doskonale się układało, a Kraj zyska wreszcie poczucie bezpieczeństwa… Jeżeli jeszcze błogosławieństwo Najłaskawszej Matki rzeczywiście sprawi, iż szybko narodzi się następca, Egipt czekają lata spokoju i pomyślności. Z tego wszyscy musieli się cieszyć.

Tłumy dworzan i dostojników rzuciły się ku królewskiej loży, składając życzenia oraz gratulacje, poszukując już może również sposobów wejścia w łaski nowego Faraona. Nefer przyglądał się temu osłupiały. Właściwie stracił zdolność ruchu i wypowiadania słów w chwili, gdy padły najważniejsze zdania przemowy Amaktaris. Gdy mówiła o małżeństwie i nadziejach na narodziny następcy. – „A więc to tak! Tak to ułożyła.” – Natrętna myśl tłukła się w głowie arcykapłana.

– Rusz się, Neferze. – To Ana trąciła męża w ramię. – My także musimy złożyć gratulacje!

– Wiedziałaś o tym?

– Nie. Przysięgam, że nie. Wiedziałam, że to ważne przyjęcie, ale o tym nie. Dlaczego zresztą Ona miałaby mówić mi o czymś takim? Chodźmy, twoja nieobecność rzuca się w oczy.

– Jutro pogratuluję Pani Obydwu Krajów… Tak, zrobię to jutro… Teraz muszę się napić… – Wychylił należący do żony puchar z winem i ponownie napełnił naczynie.

– Ano… Obiecałaś mi podarunek… Chcę cię o coś poprosić…

– Tak, mój mężu?

– Te pierścienie, o których mówiłaś… Masz pewnie tamten komplet…

– Tak, mam.

– Chcę, byś je nałożyła. Chcę złożyć gratulacje Pani Górnego i Dolnego Kraju stając jutro przed Jej Obliczem w tych obręczach. Nałożonych twoją ręką.

[1] Dla bardziej dociekliwych. Wspominane w tym rozdziale barwnik oraz barwa to purpura, tzw. purpura tyryjska. Barwnik ten uzyskiwano z pewnego gatunku ślimaków morskich, a tajemnicę jego wytwarzania odkryli dopiero w I tysiącleciu p. n. e. Fenicjanie. Długo utrzymywali ją w sekrecie. Ponieważ jednak mieszkańcy Krety (a stamtąd pochodzi para cudzoziemskich gości) także słynęli z zamiłowania do żywych barw i kolorów, a cywilizacja kreteńska upadła w gwałtowny sposób i jej ewentualne zdobycze mogły zostać utracone… Nadto według jednej z teorii (obecnie, co prawda, mniej uznawanej) Fenicjanie mieli wywodzić się od tzw. Ludów Morskich, a jednym z nich byli też Kreteńczycy… W sumie pozwoliłem sobie na taki zabieg. Pozdrawiam.

.

Przejdź do ostatniej części – Pani Dwóch Krajów CVI-CX, Epilog

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Miła i sympatyczna powieść. Udało Ci się stworzyć postać moralnie dobrą, w której szlachetność wygrywa z tchórzostwem. Jednocześnie przebiegłą i inteligentną. Jako że jestem zwolennikiem teorii że “jaki twórca – taki bohater” myślę że Masz sporo tych dobrych cech Twojego Nefera. Te zaś które są mi bliskie to uwielbienie dla kobiet, wybaczanie im bez końca zdawało by się. Wiara w ich dobre serce (tutaj powieść jednak nieco odbiega od rzeczywistości). W Twoim utworze dominują dwie główne postacie kobiece, łączy je miłość do jednego mężczyzny, dzieli zaś wszystko inne no może z wyjątkiem zainteresowań zawodowych jeszcze. Udało Ci się jednak opisać lwice a nie kociaki. Przyjąłem to z pewnym zdziwieniem gdyż myślałem że Ana pozostanie jednak głównie w Abydos.

Niestety nie mogłem się wyrobić w jednym poście więc kończę.

Jednak da się zauważyć że u Ciebie kobieta (w pełni tego pięknego słowa) dopełnia się z mężczyzną. Inne (Amazonki) zostają przedstawione jako płytkie i wręcz prymitywne. Skore do zdrady. I tu znów to co jest mi bliskie, wyniku kolizji Twojego uwielbienia kobiet oraz Twojego życiowego doświadczenia doszło do rozdzielenia cech i odbyło się to w najprostszy sposób, poprzez stworzenie negatywnych i pozytywnych postaci kobiecych. Oczywiście Amaktaris bywa okrutna ale okrutna okazuje się i Ana. Otóż wg. mnie Nadałeś tym postaciom cechy negatywne ale jedynie w takim stopniu żeby pasowało to do Twoich upodobań. Ty im na to Zezwoliłeś Neferze i wbrew pozorom dokładnie Kontrolowałeś tą cechę. To tyle. Trochę więcej napiszę jak przeczytam ostatnią część.

Ta teoria jest pewnie słuszna, jakieś więc moje cechy da się u Nefera odnaleźć. Czy koniecznie dobre, to już inna sprawa. “Kociaki” nie nadawałyby się na bohaterki tej opowieści, ani też nie odpowiadałyby gustom Nefera. Owszem, potrafią być bezlitosne i okrutne, ale też nie przekraczają granicy, której bohater nie potrafiłby ostatecznie zaakceptować (wobec siebie samego i innych). A gdy już któraś z nich to uczyni, potrafi potem starać się o naprawienie tego kroku. Amazonki to bardzo specyficzne postacie, produkt innej obyczajowości. Czy ich odmienność jest skutkiem “braku mężczyzny” to kwestia dyskusyjna. Mit o Amazonkach to produkt męskiej fantazji, konkretnie starożytnych Greków.

Mit o Amazonkach pojawia się w wielu kulturach o nie udowodnionych powiązaniach. Nawet w przekazach indian Ameryki Południowej.

Myślę że ubogość kultury jednak związana jest z brakiem mężczyzny ale bynajmniej nie w frywolnym znaczeniu lecz w znaczeniu najgłębszym. Nie może się rozwijać i ewoluować społeczeństwo którego podstawy są wbrew naturze. Bo tak już jest stworzony ten świat że prawdziwe kobiety potrzebują prawdziwych mężczyzn i na odwrót. Więc z tej strony może i tak, może i jest to wymysł męskiej fantazji.

A jednak!

Bohaterom zmęczonym egipską grą o tron, mimo triumfu nie dany jest jeszcze odpoczynek. Zawieszone na ścianach w poprzednich rozdziałach strzelby wypalają, najgorsze podejrzenia się realizują. W dodatku Nefer po raz kolejny przekonuje się o tym, że Amaktaris potrafi być przebiegła, nieprzewidywalna, a na pierwszym miejscu stawia nieodmiennie rację stanu. Co dla tego niepoprawnego romantyka jest trudne do zniesienia. Z czego raz jeszcze wynikną jego kłopoty.

To już prawie koniec, ale można być Autorowi wdzięcznym za te ostatnie 10 rozdziałów, które nieco przedłużają przyjemność, jaka płynie z obcowania z Panią Dwóch Krajów.

Pozdrawiam
M.A.

Tak, Nefer jest romantykiem i pewne sprawy pojmuje wprawdzie rozumem, ale nie potrafi pojąć sercem. I nieodmiennie pakuje się wtedy w kłopoty. Wygląda na to, że chociaż nie jest już tym naiwnym “uczniakiem”, który zaczynał całą tę przygodę, to jednak musi jeszcze przejść kurs przyspieszonego dojrzewania oraz umiejętności godzenia sie na nieuniknione kompromisy. Na szczeście, znajdą się tacy, którzy zechcą mu tej lekcji udzielić, nie oblewając już na egzaminie wstępnym oraz nie przywiązując najwyższej wagi do “nieodpowiedniej” z zachowania. 😀
Pozdrawiam

Napisz komentarz