Nowy świat czarownic 3-4 (Nefer)  3.78/5 (18)

22 min. czytania

3

Wykwintnego ubrania pozbył się w swoich komnatach przy pomocy Anity i Ingi. Dziewczęta, nadal trochę naburmuszone, nie próbowały nawet zaczepiać Marcusa w zwykły sposób. Raz jeszcze obiecał sobie naprawić jutro własne winy, ale tego wieczora przyjmował ich udawaną obojętność z ulgą. Nadal odczuwał skutki przemęczenia, chociaż z wolna już ustępowały. Pozostały natomiast niespokojne myśli. Odprawił służki i zamiast ponownej kąpieli obmył się tylko w misce z zimną wodą. Odkąd zrobiło się cieplej, sypiał nago. Sen jednak nie nadchodził, zbyt wiele pytań tłukło się po głowie. Czy Tamara i Sudrun powiadomiły już matkę? Czy znalazła czas, by je przyjąć? To bez znaczenia, margrabina dowie się o wszystkim najdalej jutro. Tylko co Milady wtedy postanowi? Jak ułoży przyszłość dorosłego obecnie syna? A może ułożyła już dawno i posiada jakieś trzymane w tajemnicy plany?

Gdy wreszcie zdołał zasnąć, nie znalazł jednak tej nocy wytchnienia. Spał niespokojnie i dlatego obudziło go skrzypienie drzwi oraz ciche kroki w salonie. Ktoś zakradł się do  apartamentu! Ktoś, kto musiał mieć tutaj dostęp. Zanim zdążył się wystraszyć, rozległo się pukanie do drzwi sypialni.

– Książę Marcusie, paniczu… To, ja, Anita… Wpuść mnie, proszę…

– Wejdź – odparł odruchowo, cokolwiek zaskoczony. Pomimo różnych igraszek, takich nocnych wizyt służek jeszcze dotąd nie doświadczył.

Dziewczyna wślizgnęła się do komnaty, trzymając w dłoni lampkę o wątłym płomyku. Ledwie zdążył ujrzeć jej przestraszoną twarz, pospiesznie zdmuchnęła ogień. Ciemności rozświetlał teraz tylko padający zza okna słaby blask kryjącego się za chmurami księżyca.

– Co tutaj robisz?

– Paniczu, ja… Tak się boję!

Głos Anity z całą pewnością drżał. Uświadomił sobie, że jego poprzednie pytanie musiało zabrzmieć raczej obcesowo. Wygrzebał się z pościeli i podszedł do niespodziewanego gościa. Położył służce dłoń na ramieniu. Nie krępował się wobec niej nagością, przecież i tak wielokrotnie usługiwała mu podczas kąpieli oraz przy innych okazjach. Poczuł, że napięła się cała, najwidoczniej naprawdę wystraszona i chciał już cofnąć rękę, gdy nagle sama rzuciła mu się w ramiona, obejmując ze wszystkich sił.

– Co się stało?

– Proszę, pomóż mi panie, pomóż mi!

Nie widział zbyt dobrze twarzy dziewczyny, ale zabrzmiało to tak, jak gdyby zaraz miała się rozpłakać. Nieprzyzwyczajony do takich sytuacji, tulił ją w objęciach i lekko speszony poklepywał po plecach. Gdzie się podziała ta śmiała i zadziorna Anita, zawsze chętna do nieprzyzwoitych igraszek?

– Ale co się stało? Nie mogę ci pomóc, jeżeli mi nie powiesz.

– Twoja matka, panie, dostojna margrabina…

Teraz on na chwilę zesztywniał. Jeżeli chodziło o Lady Mirandę, to sprawa musiała być poważna. Nie miał pojęcia, czy w takim wypadku zdoła cokolwiek poradzić. Dziewczyna chyba to wyczuła, przywarła do niego jeszcze silniej. Gdy wspomniała o pani Międzyrzecza, rozpoznał ślad słabego, ale znajomego zapachu wytwornych perfum…

– Mów, przysłała cię moja matka? Rozmawiałaś z nią? – Znowu popisał się brakiem delikatności.

– Nie, paniczu… To znaczy tak, dostojna pani wezwała mnie dzisiaj na rozmowę, ale przyszłam tu sama… Nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc. – Jej ramiona zadrżały.

Przeklął własną głupotę i zaprzestał dalszych indagacji. Poprzestał na utuleniu dziewczyny oraz delikatnym gładzeniu jej włosów. Zabiegi te okazały się na tyle skuteczne, że po chwili Anita doszła nieco do siebie. A przynajmniej, zdecydowała się wyjawić, cóż takiego ją spotkało.

– Książę Marcusie, ja… Ja przepraszam, że zawracam ci głowę… Ale zawsze byłeś dla nas taki dobry i uprzejmy… A ja naprawdę nie mam nikogo… – Tym razem nie wyrywał się z pytaniami i po prostu zaczekał. – Dostojna margrabina powiedziała… Powiedziała, że nasze służby, moje i Ingi nie są już potrzebne, że my obie nie jesteśmy już potrzebne. Chce nas odprawić! A co ja zrobię? Dokąd pójdę?

Drgnął, naprawdę zaskoczony. Dlaczego matka postanowiła akurat teraz oddalić te dwie miłe dziewczyny?

– Przyznaj się, zrobiłyście coś złego? Jeżeli nie powiesz, nie będę mógł ci pomóc.

– Nie, naprawdę! Przysięgam! Nigdy nic nie ukradłyśmy, nie rozsiewałyśmy plotek… A przynajmniej żadnych takich, o których wszyscy i tak by nie wiedzieli… I zawsze bardzo się starałyśmy, sam wiesz najlepiej…

– To dlaczego…

– Nie wiem, paniczu! Milady wezwała nas dzisiaj obie z Ingą, późnym wieczorem, gdy odprawiła już sir Doriana. Wyszedł z jej apartamentów bardzo… wyczerpany, jeżeli wiesz, co mam na myśli, panie.

„To tyle, jeśli chodzi o te plotki.” – Przemknęło mu przez głowę. Ale prawda, o dzisiejszej obecności drugiego męża w komnatach pani zamku wiedzieli prawie wszyscy i z pewnością domyślali się, w jakim celu zażyczyła sobie jego towarzystwa po kolacji.

– Dostojna margrabina brała akurat kąpiel i chciała, abyśmy jej usługiwały. – To mogło wyjaśniać ten zapach perfum. – Wydawała się bardzo zadowolona i życzliwa! A potem, gdy już skończyłyśmy,  powiedziała, że obie nas odprawia! Jutro mamy iść sobie z zamku! Ośmieliłam się zapytać dlaczego, prosiłam o łaskę. Potwierdziła tylko swoją wolę i zaraz kazała nam wracać do kwater służby i pakować rzeczy!

To też wydawało się prawdopodobne, matka rzadko kiedy zmieniała raz ogłoszone decyzje. Sprawa stawała się, niestety, coraz trudniejsza.

– Na pewno dostaniecie odprawę.

– Milady też to obiecała… Ale co mi po srebrze, wychowałam się na zamku, nie mam nikogo, dokąd pójdę? Skończę na ulicy, albo jeszcze gorzej.

Bezradnie pogładził dziewczynę po włosach.

– To dlatego przyszłam prosto tutaj, książę. Inga się bała, ale ja… Ja wiem, że zawsze byłeś dla nas dobrym panem. Wybacz, że zawracam ci głowę, ale… Błagam, przemów za mną, za nami, przed dostojną margrabiną… Proszę… Ciebie może wysłucha…

– Wiesz dobrze, że niewiele znaczę na tym dworze…

– Ale jesteś przecież synem naszej pani… Ciebie przynajmniej wysłucha… – powtórzyła.

Anita desperacko wzmocniła uścisk i jeszcze głębiej wtuliła się w jego ramiona. Czyż mógł odmówić? Nie potrafił, chociaż zdawał sobie sprawę, że robi zapewne dziewczynie daremną nadzieję. Narastało w nim jednak niepokojące przeczucie, że to wszystko mogło mieć coś wspólnego z jego własnym wkroczeniem w wiek męski.

– Dobrze, porozmawiam jutro z matką… Ale nie wiem, czy to coś zmieni…

– Och, dziękuję, panie… Dziękuję… Wiedziałam, że nam pomożesz…

Dłoń rezolutnej służki opadła nieco niżej, podrażniła sutki, potem przesunęła się w dół jeszcze bardziej, odnajdując ciekawy, zaiste, punkt oparcia. Uchwyciła się tej podpory z siłą rozpaczy i wzbudzonej nagle nadziei. Wiedział, że to głupie, ale poczuł jednak skrupuły.

– Nie musisz… Ja nie dlatego…

– Wiem, paniczu… Ja też nie dlatego…

– Jestem trochę zmęczony po tej przejażdżce, wiosenne powietrze… – Mówił bez sensu, starając się jeszcze zachować resztki szacunku dla samego siebie. – Dzisiaj wieczorem… Byłem zmęczony – powtórzył.

Drgnęła, jakby lekko zaskoczona, a może zaniepokojona.

– Ale teraz już chyba nie jesteś? Czuję to wyraźnie, prawda, książę Marcusie…

W jej głosie zabrzmiało nieudawane zadowolenie, poruszyła dłonią w sposób znamionujący dużą wprawę, wyciskając zarazem na ustach chłopaka zmysłowy pocałunek, w którym wzięły udział zarówno wargi, język jak i ostre ząbki. Nigdy dotąd podczas ich igraszek, chociaż nie brakowało jej zadziorności i odwagi,  nie okazywała aż takiej znajomości rzeczy. Czy to przypadkiem nie złe prowadzenie się dziewczyny zaważyło na decyzji Lady Mirandy? A może to on sam wciąż jeszcze nie potrafił właściwie oceniać zdolności dziewcząt w tej szczególnej sztuce? Pomimo wszystko, terminował w niej dopiero od kilku miesięcy.

– Nie, nie jestem już zmęczony… Na pewno nie jestem… – wydyszał, gdy uwolniła jego usta.

– To dobrze, mój książę, to bardzo dobrze – zamruczała mu do ucha, kontynuując zarazem pieszczoty przyrodzenia. – Wiem, że może nie uda ci się zmienić decyzji dostojnej pani margrabiny, ale… Jeżeli nawet będę musiała iść precz z zamku, to chciałabym na koniec dostać też inną odprawę niż tylko srebro… Odprawę od ciebie, Marcusie, za całą moją służbę. – Jej głos wydał mu się wypełniony żądzą, nigdy dotąd nie brzmiał w ten sposób. – Po to też tu przyszłam. Inga się bała, ale ja nie! Wiem, że stałeś się mężczyzną – tchnęła tym swoim nowo ujawnionym, zmysłowym szeptem. – Dostojnej pani wymsknęło się coś na ten temat, gdy jeszcze okazywała nam łaskawość. I wiem, że możesz dać mi dzisiaj coś więcej, niż tylko samą rozkosz!

Słowa Anity potwierdzały przypuszczenia chłopaka. To on sam i jego nowa dojrzałość musiały stać się powodem odprawienia dziewcząt. Przysiągł w duchu, że istotnie porozmawia w ich sprawie z matką, chociaż zdawał sobie sprawę z niewielkich szans na zmianę decyzji margrabiny. Tym bardziej w takich okolicznościach. Dalsze myśli utonęły w fali narastającego gwałtownie podniecenia. Dziewczyna bardzo umiejętnie pieściła jego sterczące już w całej okazałości przyrodzenie, obejmując je dłonią i wykonując dające rozkosz, posuwiste ruchy. Przejęła inicjatywę i popchnęła chłopaka w kierunku łoża. Opadli na pościel, przy czym Anita nie wypuściła swego łupu. Jej palce zajmowały się teraz głównie dolną, spodnią część penisa. Podniecenie jeszcze wzrosło.

– Może zajmę się twoim otworkiem, wyliżę go – wydyszał, gdyż w tej materii posiadał największe doświadczenie i czuł się najpewniej.

– Nie, Marcusie. Dzisiaj chcę od ciebie czegoś innego. To pierwszy i pewnie ostatni raz…

Nie przerywała swoich zabiegów, a on nie miał zamiaru protestować. Spróbował wsunąć rękę pod sukienkę dziewczyny i odwzajemnić pieszczotę, ale odepchnęła jego dłoń.

– Zdejmijmy tę szmatę, tylko przeszkadza…

– Może dla ciebie to szmata, ale to najlepszy strój jaki posiadam – obruszyła się Anita.

– Zniszczy się.

– Nieważne. Chcę choć raz zrobić to jak wielka dama, skoro mam tu prawdziwego księcia.

– Skąd wiesz, jak robią to damy? – spytał głupio, odpowiedź była oczywista. Służba musiała wiedzieć o wszystkim, nawet o tym, co działo się w komnatach pani zamku.

Zamknęła mu usta kolejnym pocałunkiem, nie ustając w drażnieniu przyrodzenia młodzieńca. Choćby i chciał, nie potrafiłby się już teraz powstrzymać. Zresztą wcale tego nie pragnął. Pragnął, by dłonie Anity bez końca obejmowały, ugniatał, gładziły, ściskały, ciągnęły czy co tam jeszcze robiła z jego fallusem, stojącym niczym kołek. Pragnął, by powtórzyło się cudowne doznanie, sprowadzone tego popołudnia przez Sudrun. Palce służki wydawały się równie zręczne jak język i wargi gwardzistki. Czuł budzący się gdzieś we wnętrznościach ogień, zupełnie jak wtedy. W tej chwili nie myślał już o tym, by w jakikolwiek sposób odwzajemnić pieszczoty Anity, czerpał po prostu własną rozkosz, wprost z jej dłoni.  Dziewczynie zdawało się to nie przeszkadzać. Już, już… Żar unosił się ku górze, gotowy do wydostania się na zewnątrz. Jęczał z rozkoszy, niech ona da mu wreszcie wyzwolenie…

Kochanka, bardziej chyba doświadczona niż sądził Marcus, bezbłędnie wyczuła krytyczną chwilę. Ścisnęła nabrzmiały członek młodzieńca, powstrzymując na krótko wytrysk. Jęczał teraz zarówno z rozkoszy, bólu jak i niespełnionego pożądania. Anita uniosła się na kolana, pochyliła. Wolną ręką odgarnęła fałdy sukni, drugą poprowadziła chłopaka i jego uwięzionego penisa.

– Uklęknij za mną, szybko!

Wreszcie zrozumiał i sam opadł na kolana, gładząc dłońmi odsłonięte krągłości pośladków, obejmując w półmroku ramionami jej plecy. Sukienka okazała się jedynym odzieniem służki. Gdyby nie pomoc jej zręcznych palców i tak nie trafiłby jednak swoim przyrodzeniem na czas. Na szczęście, ponownie okazała więcej doświadczenia.

– Tak chcę! Właśnie tak! Wchodź głęboko, nie możesz uronić ani kropli!

Nie miał wcale takiego zamiaru! Gdy tylko poczuł obejmującą go ciepłą wilgoć, ruszył w głąb, naparł z całych sił. Opanowania wystarczyło ledwie na kilka pchnięć. Nie pamiętał potem ile, trzy czy cztery. Gorąca lawa wydostała się na zewnątrz, zalewając wnętrze dziewczyny. Doznanie okazało się jeszcze pełniejsze, niż to, co przytrafiło mu się nad rzeką. Tym razem czuł się tak, jak gdyby otaczająca penisa studnia ssała i wyciągała zeń wszystko, co tylko zdolny był ofiarować. Wysysała do ostatniej drobiny. Pragnął krzyczeć z rozkoszy, nie dbając o to, czy ktoś może go usłyszeć, ale z zaciśniętych ust zdołał wydobyć tylko cichy jęk. Czując się opróżnionym i pozbawionym sił, opadł na łoże. Teraz dopiero spostrzegł, że kochanka nie wydawała z siebie żadnych odgłosów własnego zadowolenia. Może potrafiła lepiej nad sobą panować i bardziej zależało jej na zachowaniu ciszy, a może po prostu takowego zadowolenia nie odczuwała, gdyż skupiony na sobie, zupełnie ją zaniedbał. Kobiecie, dziewczynie, nie wystarczało samo wsunięcie nabrzmiałego przyrodzenia w jej otwór. Tyle zdążył się już nauczyć. Poczuł lekkie zawstydzenie i ponownie chciał sięgnąć dłonią tajemnego miejsca  Anity. Po raz drugi powstrzymała jego rękę.

– Nie, tak jest dobrze.

– Ale przecież ty…, ja nie…

– Zostaw… Dałeś mi to, czego chciałam i potrzebowałam. Muszę już iść. Tak będzie najlepiej.

– Ale…

– Jeżeli ktoś mnie tutaj przyłapie, jeżeli ktoś coś zauważy albo zacznie podejrzewać… Nie skończy się na wygnaniu z zamku. Milady rozkaże poszczuć mnie psami, albo jeszcze gorzej.

Pojął przynajmniej tyle, że jakiekolwiek zapewnienia o tym, że potrafi ochronić ją przed gniewem matki byłyby zwykłym kłamstwem i oboje doskonale by o tym wiedzieli. Przypatrywał się więc w milczeniu, jak powstaje i wygładza suknię.

– Było mi bardzo dobrze… Czy myślisz, że damy naprawdę robią to w taki właśnie sposób? – spytał trochę przekornie, a trochę z ciekawości.

– Pewnie tak też. Jeżeli mają akurat taki kaprys… Naprawdę, muszę już iść, paniczu Marcusie. Życzę ci szczęścia.

– Porozmawiam jutro z matką…

– To miłe z twojej strony, ale myślę, że i tak już się więcej nie zobaczymy.

– Ale, zaczekaj… Ona nie może cię odesłać!

– Dostojna Pani Margrabina uczyni co zechce, ale to miłe, co mówisz – powtórzyła.

Zamierzał jeszcze wycisnąć na jej ustach pożegnalny pocałunek, ale przeklęta wiosenna słabość spowolniła jego ruchy. Wywinęła się zręcznie i wymknęła z pokoju. Porwała wprawdzie swoją lampkę, ale nie trudziła się rozpalaniem ognia. I tak nie miał zresztą w komnatach żadnego żaru. Zima dobiegła końca i w apartamentach młodego panicza nie palono już w kominku. Żywił nadzieję, że wzrok dziewczyny wystarczająco przyzwyczaił się do ciemności. Może zresztą zabrała jednak krzesiwo, odniósł bowiem wrażenie, że w salonie zamigotało przez chwilę słabe światło kaganka. Nie chciało mu się tego sprawdzać. Rzucił się na łoże, wdychając jej zapach, pomieszany nadal z wonią wytwornych perfum oraz nawijając na palce kilka znalezionych w pościeli długich włosów. Może zachowa je na pamiątkę swojego pierwszego razu?

4

Śniadania nie spożywano w podobnie uroczysty i oficjalny sposób jak wieczerzy. Przede wszystkim sama Lady Miranda, o ile tylko pozwalały jej na to obowiązki, chętnie pozostawała w łożu aż do późnego poranka. Życzyła sobie wówczas podania lekkiego posiłku do sypialni. Jeżeli przebywał tam jeszcze od poprzedniego wieczora któryś z mężów margrabiny, co zdarzało się często, zapraszała go do towarzystwa, a on usługiwał swojej pani i małżonce. Wszyscy znali ten rytuał, toteż pozostali członkowie rodziny jadali w małej sali usytuowanej tuż obok kuchni, dowolnie wybierając odpowiadającą im chwilę, gdyż potrawy trzymano tam w gotowości przez dłuższy czas.

Marcus zerwał się wcześnie. I tak nie potrafił zresztą spać po tym, co wydarzyło się w nocy oraz czego oczekiwał po dzisiejszym dniu. Z pewnością matka zechce poruszyć sprawę męskiej dojrzałości syna, a on sam, ulegając może nastrojowi chwili, obiecał porozmawiać z panią zamku o pozostawieniu obydwu służek. Tymczasem rano nie zastał już nigdzie ani Anity, ani Ingi, co nie wróżyło najlepiej. Chcąc poprawić sobie nastrój, po szybkim spożyciu śniadania zaszedł jeszcze przed lekcjami do stajni, gdzie przywitał się z Demonem oraz dopatrzył oporządzenia swoich pozostałych wierzchowców, a następnie odwiedził sokolarnię, polecając przygotować na popołudnie dwa ptaki. Może zdąży jeszcze wybrać się na polowanie, jeżeli zadowoli mistrza Matteo postępami w nauce. Powinien właściwie poprosić o spotkanie z Lady Mirandą, ale ranek nie uchodził za jej ulubioną porę udzielania audiencji, postanowił więc tymczasem zaczekać.

Okazało się jednak, że to na niego oczekuje wezwanie od pani zamku, przekazane przez jedną z służek na progu sali szkolnej. Mistrz Matteo nie mógł zaprotestować i w taki sposób dzisiejsze lekcje zostały co najmniej odroczone. Zdziwił się, że matka zdecydowała się na rozmowę o tak wczesnej porze. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że podobno poprzedniego wieczora odesłała jednak sir Doriana, gdy tylko odpowiednio jej usłużył. Wynikało to niedwuznacznie z opowieści Anity. Jeżeli tak, to margrabina postąpiła wbrew swoim zwyczajom, a to musiało oznaczać, iż uważa sprawę syna za poważną.

Istotnie, Lady Miranda daleka była od zamiaru, by wylegiwać się tego dnia w łożu. Zastał ją kompletnie odzianą, w szaty proste i funkcjonalne. Prezentowała się zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia przy kolacji, związała włosy, nie nałożyła żadnych klejnotów, wybrała dyskretny makijaż. Nadal jednak mogła z powodzeniem rywalizować z najbardziej nawet urodziwymi służkami, a takich na zamku nigdy nie brakowało. To przypomniało mu o jego własnej sprawie i obietnicy. Postanowił zaczekać na właściwą sposobność.

– Witaj, Milady. Wzywałaś mnie, pani? – przywitał się oficjalnie.

– Tak Marcusie. Muszę z tobą porozmawiać, zarówno jako pani zamku i całej naszej rodziny oraz jako twoja matka. Wierz mi, wolałabym wystąpić tylko w tej drugiej roli.

– Co się stało?

– Przejdźmy do gabinetu, Marcusie.

To już zapowiadało rozmowę bardzo poważną. Z pewnym zdziwieniem zauważył stojące pod ścianą pomieszczenia wiadro wypełnione pokruszonym lodem.

– Marcusie, dowiedziałam się właśnie, że wszedłeś w wiek męski. – Margrabina zaczęła bez żadnych wstępów. – Nie masz się czego obawiać. To zupełnie normalne w twoich latach, że zyskałeś zdolność obdarzania kobiet swoim nasieniem. Spodziewałam się tego już od pewnego czasu. To jednak nakłada na ciebie istotne obowiązki, a ja, jako twoja matka oraz pani naszej rodziny muszę zadbać o to, byś je pojął i właściwie wypełniał. Oznacza dla ciebie pewne zmiany w życiu… Nie możemy dopuścić, by twoje nasienie marnowało się, jak wczorajszego popołudnia. Mam nadzieję, że coś takiego przydarzyło ci się po raz pierwszy?

–  Tak, przedtem miewałem tylko skurcze. Ten biały płyn, jeśli o to chodzi, nie wypłynął nigdy wcześniej. Przysięgam. To nie była wina Sudrun i Tamary… Nie odsyłaj ich, dostojna pani!

– Oczywiście, że one nie są niczemu winne. Wykonały swój obowiązek i natychmiast powiadomiły mnie o wszystkim. Skąd ci przyszło do głowy, że miałabym je ukarać albo usunąć z służby?

– Odsyłasz przecież Anitę i Ingę, szlachetna pani. One też w niczym nie zawiniły.

I oto do jakiego rezultatu doprowadziło postanowienie o wyczekiwaniu na właściwą chwilę. Ta z pewnością nie okazała się odpowiednia. Margrabina zmarszczyła brwi.

– A mogłyby w czymś zawinić, Marcusie?

– Nie, Milady… Ale zawsze dobrze mi służyły, a teraz chcesz je odesłać i to z najpewniej z mojego powodu…

– A skąd ty o tym wiesz? Może któraś z nich prosiła cię o pomoc? Przyznaj się, Marcusie!

– Szlachetna pani…

– Ciekawe, która… Nic już nie mów, synu. Na pewno Anita… Tak, to musiała być ona. Co jej obiecałeś?

– Prosiła, abym wstawił się za nią, abym wstawił się za nimi obydwiema… Proszę cię, matko, proszę łaskawa i dostojna pani. Ona nie ma nikogo, trafi na ulicę, nawet jeżeli dasz jej srebro…

– Za to ty masz naprawdę szlachetne serce, Marcusie… Może nawet zbyt szlachetne… Czy coś ci zaoferowała, w zamian za twoją pomoc?

– Nie, Milady… Obiecałem sam z  siebie.

Oszukiwanie matki przychodziło z trudem, ale w końcu akurat w tej konkretnej sprawie mówił prawdę. Obiecał, zanim jeszcze dziewczyna obdarzyła go swymi wdziękami.

– To bardzo szlachetne, że pragniesz dotrzymać złożonej obietnicy. Godne księcia i dwornego kawalera. Możesz uważać, że wywiązałeś się z danego słowa. Poprosiłeś i to ja, Margrabina Międzyrzecza, odmówiłam twojej prośbie oraz postanowiłam usunąć jednak obydwie te dziewki. Wierz mi, Marcusie, w obecnej sytuacji to jedyne wyjście. Narobiłyby jeszcze kłopotów, zwłaszcza ta Anita.

– Pani… Matko… Ona naprawdę nie ma gdzie pójść, nie możesz po prostu wygnać jej w pole czy do lasu. Przecież zawsze jesteś dla nas wszystkich łaskawą panią. Proszę…

Milady zamyśliła się…

– Dobrze… Nie okażę się mniej szlachetna od własnego syna i nie wyrzucę ich precz, ale tutaj w żadnym wypadku pozostać nie mogą. Jeszcze dzisiaj wyruszą do Doliny Zielonego Strumienia. Znajdą miejsce w tamtym dworze i ułożą sobie życie. To wystarczająco odległa posiadłość, by nie zdołały tu w niczym zaszkodzić.

– Dziękuję ci, pani! Dziękuję ci, matko!

– Ale mam pewne warunki, Marcusie. Nie będziesz nigdy próbował się z nimi spotkać, zwłaszcza z tą Anitą. I zwłaszcza dzisiaj, zanim opuści zamek. Nie mam zamiaru pozwolić, by próbowała ci podziękować. Jeżeli nie dotrzymasz tego warunku, cofnę moją obietnicę i pójdą precz, bez żadnej odprawy. Wiesz, że nie zmienię zdania w takiej sprawie.

Przemówiła jak Władczyni i Marcus nie miał wątpliwości, że dla dobra dziewcząt powinien podporządkować się woli margrabiny.

– Nie będę ich nigdy szukał… Ani ich, ani ich podziękowań… Natomiast, raz jeszcze dziękuję tobie, dostojna pani.

– Jestem twoją matką, Marcusie i zawsze możesz liczyć na moją życzliwość… w takich drobnych kwestiach. Mamy jednak do omówienia rzeczy znacznie ważniejsze. To po to cię wezwałam. Odczuwałeś jakoby wczoraj jakieś dolegliwości? – zmieniła nagle temat rozmowy. – Czy teraz czujesz się już lepiej?

– To zwykłe wiosenne osłabienie. Poczułem się lepiej już późnym wieczorem. Rano znowu wróciło przemęczenie, ale teraz sił mi nie brakuje. To nic poważnego matko, naprawdę – odpowiedział odruchowo i dopiero po chwili przemknęła mu myśl, w jaki sposób margrabina posłyszała o jego chorobie? Chorobie? To przecież tylko normalne, wiosenne przemęczenie.

– Doskonale. Słyszę to z prawdziwą radością, Marcusie. – Matka okazała autentyczne zadowolenie i nie drążyła tematu. Najpewniej też nie uznała tych przejściowych i  niezbyt w końcu uciążliwych dolegliwości za istotne. – Skoro stałeś się mężczyzną, powinieneś okazać się teraz okazem zdrowia. Z wiekiem męskim wiążą się bowiem pewne konsekwencje i obowiązki. Moim zadaniem jest uświadomienie tego własnemu synowi oraz dopomożenie w ich właściwym wypełnianiu.

„Czyżby chciała już teraz mówić o moim małżeństwie?” – Zaniepokoił się. Mylił się jednak. Margrabina miała inne plany.

– Marcucie, rozbierz się, proszę. Chciałabym obejrzeć twoje przyrodzenie.

– Ale po co?

– Proszę cię, zrób to. To konieczne.

Wiele razy rozdziewał się już przed różnymi dziewczętami, często z ich ochoczą pomocą, obecnie poczuł jednak dziwne skrępowanie. Najchętniej odmówiłby tej prośbie, wiedział jednak doskonale, że to w istocie rozkaz, a Milady posiada środki, by w razie potrzeby wymusić jego wykonanie. Tym niemniej, pozbywał się ubrania powoli, trochę dla zyskania na czasie zdejmując też kubrak i koszulę. Ostatecznie stanął więc przed Lady Mirandą zupełnie nagi.

Przyjrzała się z zadowoleniem jego męskości, zarówno fallusowi jak i mosznie, wprawną dłonią obmacała jądra, obciągnęła napletek. Pomimo odczuwanego zażenowania, czynności te zdawały się w jakiś sposób pobudzać chłopaka. Oczywiście, matka musiała być mistrzynią sztuki miłosnej, posiadając czterech adorujących ją mężów i od lat korzystając z ich służby, na którą nigdy  się zresztą nie skarżyli i którą zawsze gotowi byli świadczyć z najwyższą ochotą.

– Bardzo dobrze, Marcusie. Znajduję wszystko w najlepszym porządku. Twoja przyszła pani i małżonka z pewnością okaże zadowolenie. Teraz jednak musimy jeszcze zadbać o pewien szczegół. Podaj, proszę, to wiadro.

Wykonał polecenie, a zaniepokojony wzmianką o małżeństwie nie zwrócił nawet początkowo większej uwagi na to, że matka sięgnęła do szuflady biurka i wydobyła stamtąd dziwny przyrząd, wykonany z metalu i skóry.

– Podejdź, Marcusie. Muszę teraz nałożyć ci ten ochraniacz. To dla twojego dobra.

– Po co? Co to takiego? – spytał zdziwiony

– To ochraniacz na twoją męskość – powtórzyła. – Zapewni bezpieczeństwo tej części twojego ciała.

– Ale po co? Dotąd nic takiego nie było przecież potrzebne!

– Teraz jesteś mężczyzną i ten przyrząd stał się bardzo potrzebny, po prostu niezbędny. Coś takiego noszą wszyscy szlachetnie urodzeni panowie, wszyscy w których żyłach płynie błękitna krew. Od chwili, gdy stali się mężczyznami właśnie. Wszyscy moi mężowie także, a i Jason również.

– Ale po co to wszystko? Jeździłem dotąd konno, polowałem i robiłem inne rzeczy, a wcale tego nie potrzebowałem! A teraz nagle potrzebuję? Twoi mężowie nie zajmują się przecież niczym niebezpiecznym, hodują kwiaty, łowią ryby, tłoczą wino, malują… Albo ten Jason, który stroi się tylko przed lustrem. Przed czym mają się chronić?

– Ich nasienie… Twoje także, Marcusie, jest zbyt cenne. To ono musi być chronione. Nie może się marnować, jak stało się to wczoraj.

– Ale co mam zrobić, żeby się nie marnowało? W czym pomoże ten przyrząd?

– Sam się przekonasz. Ale teraz pozwól, że go nałożę.

– Ale…

– Marcusie, nie chcę robić tego przy użyciu siły. To nie byłoby właściwe, wiesz jednak przecież, że w razie potrzeby mogę sięgnąć i po taki sposób. Nie chcę, ale nie utrudniaj, proszę.

Na takie słowa nie znalazł odpowiedzi. Wiedział, że Lady Miranda mówi prawdę. Nie korzystała ze swojej mocy i talentów zbyt często i rzadko kiedy w sprawach błahych, ale w dzieciństwie kilkakrotnie miał okazję przekonać się, co potrafi. Unieruchomienie rozbrykanego potomka nie stanowiło dla pani Międzyrzecza żadnego problemu. Widząc milczącą zgodę chłopaka, margrabina sięgnęła po garść lodu i przycisnęła wypełnioną jego bryłkami dłoń do penisa oraz moszny syna. Poczuł nagły, przeszywający chłód.

– A to po co?

– Tak jest najprościej. W tym miejscu lepiej nie ingerować mocą, a ten sposób jest bardzo skuteczny. Sam się przekonasz.

Narastające zimno spowodowało znaczne skurczenie się genitaliów. Margrabina uznała ich rozmiary za odpowiednie i odrzuciła lód do wiadra. Sięgnęła teraz ponownie po dziwny przyrząd. Z narastającą fascynacją Marcus obserwował, jak starannie dobiera pierścienie obejmujące nasadę moszny, nakłada na penisa dziwną, zakrzywioną tulejkę, wsuwa dokładnie dopasowane bolce w stosowne otwory. Czyniła to szybko i z widoczną wprawą. On sam poczuł niewiele, nadal dominowało wrażenie lodowatego chłodu. Wreszcie Milady zakończyła swoje zabiegi przewlekając przez kolejny otwór w ostatnim bolcu kabłąk niewielkiej kłódeczki. Przekręciła klucz, coś szczęknęło w zamku i oto jego męskość tkwiła uwięziona w tym dziwacznym przyrządzie.

– Czy nic cię nie uciska, Marcusie? To trzeba bardzo starannie dopasować. Mów zawsze, gdybyś odczuwał ucisk.

– Nie, matko.

Powiedział prawdę. Najwidoczniej Lady Miranda miała duże doświadczenie w posługiwaniu się podobnymi przedmiotami. Na wszelki wypadek sprawdziła jednak efekt swoich poczynań szczupłymi, długimi palcami. Upewniła się, że pierścienie nie obejmują genitaliów zbyt ciasno, ale też nie pozostawiają zbędnego luzu.

– Nic mnie szczególnie nie ciśnie, ale to jednak trochę niewygodne… I w jaki sposób mogę to zdejmować? – spytał, badając dłońmi osłonę przyrodzenia. Tkwiła na swoim miejscu mocno i pewnie.

– Przyzwyczaisz się, Marcusie. Jak wszyscy… A zdejmowanie… W tym właśnie rzecz, że nie możesz zdjąć tego przyrządu. Nikt nie zdejmie bez kluczyka. Wszystko wykonano ze specjalnych stopów różnych metali, a przede wszystkim wsparto mocą. To może akurat nie najszczęśliwsze miejsce do jej stosowania, ale nie ma innego wyjścia. Korzyści przewyższają w tym wypadku możliwe straty. Próba przełamania takiego zaklęcia też skończyłaby się źle dla wszystkich zainteresowanych. I raczej nie udałoby się jej ukryć. Tak więc, tylko prawowita pani i małżonka, posiadająca właściwy kluczyk. A zanim ją poślubisz, chwilowo ja, jako twoja matka.

Nie do końca pojmował znaczenie słów Lady Mirandy, zrozumiał tylko, że sam tego ochraniacza nie zdejmie, a to rodziło poważne i przykre konsekwencje.

– Ale jak będę załatwiał swoje potrzeby?

– Mocz oddasz bez problemu. Tylko pamiętaj, żeby starannie się potem umyć.

– A… inne sprawy? Przecież teraz nikt nie może zająć się moim przyrodzeniem, ani ja sam, ani żadna dziewka. I w jaki sposób sprawię im w zamian przyjemność, wsuwając coś takiego… Wiesz dokąd.

– Powtarzam. Właśnie o to chodzi, Marcusie. Jesteś szlachetnie urodzony, w twoich żyłach płynie błękitna krew, twoje nasienie jest zbyt cenne, abyś marnował je na jakieś tam dziewki. Prawo do niego będzie miała tylko twoja przyszła pani i małżonka. Gdy ją poślubisz, sama natychmiast nałoży własne pierścienie wierności i cnoty.

– Ale czy to znaczy, że ja… że ja nie będę mógł więcej bawić się z dziewczętami?

– Pozwalałam na takie igraszki, bo młody panicz powinien jak najszybciej obudzić swoje ciało, a hoże i niebrzydkie dziewki to najlepszy sposób. Ale od teraz będziesz służył już tylko jednej damie, twojej prawowitej pani i małżonce. To ona przyjmie całe twoje nasienie, a ty zawsze okażesz siłę i ochotę, gdy tylko zostaniesz wezwany. Będziesz wręcz pragnął i wyczekiwał takiego wezwania. Ten przyrząd jest przydatny także w tym względzie, dobrze o tym wiem. Uwierz, to bardzo ułatwi życie wam obojgu.

– Ale przecież ja nie mam pani i małżonki!

– Wkrótce ją poślubisz. Poczyniłam zawczasu pewne przygotowania, podjęłam negocjacje. W takich sprawach nie można zresztą czekać zbyt długo.

– Matko i pani, kto… Kto zostanie moją panią i małżonką? Dokąd trafię?

– To w tej chwili nie jest twoja sprawa, Marcusie. Mogę tylko powiedzieć, że poślubisz dziedziczkę wielkiego rodu i zostaniesz jej pierwszym mężem. Jak widzisz, staram się zapewnić ci wysoką pozycję.

– Matko, proszę!

– Jeżeli wieści rozejdą się zbyt szybko, ktoś mógłby spróbować przeszkodzić temu związkowi oraz temu przymierzu.

– Proszę… Nikomu nie powiem.

– Księżniczka Berenika, córka i następczyni księżnej Berengarii z księstwa Siedmiu Bram.

– Córka tej wiedźmy z północnych gór, której wszyscy się boją?

– Marcusie, nie powinieneś mówić w ten sposób o matce twojej przyszłej żony oraz pani dworu, na który trafisz. Prawda, księstwo Siedmiu Bram leży na północy i strzeże naszych granic. Prawda, życie upływa tam w surowszych warunkach niż tutaj, a ludzkie języki zawsze znajdą powód do obmowy i plotek. Ale księstwo jest potężne, a księżna należy do najlepszej linii arystokracji. Stara, silna krew. Jej córka, księżniczka Berenika, to podobno bardzo urodziwa dziewczyna i to nawet już teraz, przed ślubem. Przekonasz się jeszcze, że małżeństwo służy każdej damie wysokiego rodu. Spójrz chociażby na twoją siostrę, bardzo wypiękniała mając przy boku Jasona…

Lady Miranda uśmiechnęła się do własnych myśli i bawiła kosmykiem kruczoczarnych włosów. Czyżby ostatnia uwaga odnosiła się również do niej samej? Istotnie, zachwycała urodą pomimo tego, że lata pierwszej młodości dawno miała już za sobą. Czy przyczyniło się do tego właśnie posiadanie czterech oddanych jej mężów?

– Pamiętaj o swojej obietnicy, Marcusie. Nikt nie może dowiedzieć się o moich, o naszych planach.

– Tak, Milady. I dziękuję, że zechciałaś mi o nich powiedzieć.

– Pamiętaj, że jestem nie tylko panią rodziny, ale też twoją matką i chcę dla ciebie jak najlepiej. Księżniczka Berenika to znakomita partia, a do tego w twoim wieku i zapowiada się na prawdziwą piękność. Z pewnością z rozkoszą usłużysz jej w łożu, a ona chętnie przyjmie twoje służby. To nie okaże się aż tak straszne, jak może w tej chwili myślisz. – Wskazała na ochraniacz.

– Ale kiedy…

– Już wkrótce, gdy tylko doprecyzujemy ostatnie szczegóły. Rozumiem, że będziesz czekał na zaślubiny z niecierpliwością i zamierzam doprowadzić do nich jak najszybciej. Dlatego chcę, byś po lekcjach pozował sir Rolandowi. Poprosiłam go o wykonanie twojego portretu. Oczywiście, wystąpisz na nim nago. Obraz poślemy jak najszybciej do Siedmiu Bram. Z pewnością wpadniesz w oko księżniczce, gdy tylko ujrzy twoją podobiznę, a to może przyspieszyć negocjacje. Ale Roland potrzebuje dobrego światła. A teraz ubierz się i idź na lekcje. Niektórzy odczuwają początkowo z powodu tych pierścieni pewien wstyd, chociaż nie ma ku temu żadnego powodu. Przekonasz się zresztą, że pod ubraniem ich nie widać i znajdziesz wiele interesujących zajęć, przy których nie przeszkadzają.

– Chciałem zapolować dzisiaj z sokołami. Demonowi przyda się więcej ruchu… Jeżeli ma wyruszyć ze mną na północ, musi się zahartować. – Sięgnął po porzuconą odzież i z pewnym trudem wykonał polecenie. Zwłaszcza wciągnięcie spodni okazało się nieco kłopotliwe.

– Marcusie… Będzie najlepiej, jeżeli zapomnisz o Demonie…

– Ale dlaczego? Jeszcze nie poślubiłem tej dziewczyny i zresztą chcę zabrać tego konia ze sobą.

– Marcusie, pogódź się z tym, że pewnie nigdy już nie dosiądziesz Demona.

– Ale dlaczego? – Przeraził się nawet bardziej, niż perspektywą zaprzestania rozkosznych igraszek z dziewczętami.

– Z ochraniaczem pomiędzy nogami możesz korzystać tylko z męskiego siodła. A ten koń nie nadaje się do dosiadania go w taki sposób. Ale zawsze pozostają łagodniejsze rumaki…

– Co, miałbym jeździć na czymś takim? Jak twoi mężowie albo Jason podczas letnich przejażdżek czy oficjalnych przeglądów? W takim siodle trudno zapolować nawet na króliki!

– Przykro mi, Marcusie. Taka jest kolej rzeczy. To dlatego nie chciałam podarować ci Demona, wiedziałam, że pokochasz tego konia. Wtedy ustąpiłam, może nie powinnam…

– Nie chcę rezygnować z mojego Demona! Nie ma sobie równych i to prawdziwy przyjaciel!

– Nie należy jednak do koni, które mógłby dosiadać mężczyzna. Jeździłeś na nim jako chłopiec, teraz dorosłeś. Taka jest kolej rzeczy.

– Gdybyś zdjęła ten ochraniacz… Tylko na czas przejażdżki.

– To wykluczone, Marcusie. Z bardzo wielu powodów. Jesteś obecnie mężczyzną,  musisz nosić pierścienie wierności i cnoty przez cały czas, z wyjątkiem chwil, gdy będziesz służył swojej pani i małżonce. Tak jak inni panowie szlachetnego rodu. To wykluczone. – Margrabina wypowiedziała te słowa tonem Władczyni.

– Wcale nie prosiłem się o to, by urodzić się jako błękitnokrwisty! By urodzić się jako mężczyzna, a tym bardziej, by dorosnąć. Nienawidzę cię!

Wykrzyczawszy te pełne buntu  słowa, książę wybiegł z komnaty. Pani zamku nie próbowała go zatrzymywać. Chłopak ochłonie, a ona osiągnęła już najważniejsze cele, zaplanowane na chwilę wejścia Marcusa w wiek męski. Albo była ich bardzo bliska.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Coś mi się wydaje, że przebiegła Anita wykorzystała Marcusa. A ich ostatnie spotkanie będzie miało swoje konsekwencje w niedalekiej przyszłości…

Generalnie surowy to świat. Opis jest skupiony na sprawach cielesnych, co na pierwszy rzut oka może sprawiać mylne wrażenie dużej swobody obyczajowej, podczas gdy jest zupełnie inaczej. Trochę przywodzi mi to na myśl purytańska Anglię z elementami średniowiecza…

Nefer pisze świetne cykle, a do tego robi to regularnie. Można powiedzieć że jest płodny. Szanuję. Tym samym robię przytyk wszystkim autorom cykli niedokończonych, oraz zawieszonych „na potem”, jak też ciągnących się z częstotliwością raz na kwartał. Wiem, że to nie wasz obowiązek pisać, ani mój czytać, ale szanujcie nas czytelników, nie jesteśmy szufladą.

Rad: Masz rację, to spotkanie będzie miało swoje konsekwencje. A świat jest istotnie surowy, swoboda obyczajowa pozorna i służąca pewnemu celowi.

Rafale: Dzięki za wysoką ocenę. Na usprawiedliwienie autorów powiem, że nie zawsze okoliczności sprzyjają pisaninie. Z drugiej strony, masz pełną rację w tym, że o czytelników należy dbać, bo przecież jesteście najważniejsi. Rozpoczęte powieści wypada kontynuować. I słusznie o tym przypominasz. Ze swojej strony, zamierzając trzymać się tej zasady, zapowiadam dokończenie w najbliższym czasie mojej „Pani Dwóch Krajów”.

Dziękuję za wpisy i pozdrawiam.

Nefer

Świetne, szczególnie końcówka: „Wcale nie prosiłem się o to, by urodzić się jako błękitnokrwisty! By urodzić się jako mężczyzna, a tym bardziej, by dorosnąć.” W naszym świecie to niestety kobiety częściej myślą o tym, że wcale nie prosiły się o to, żeby urodzić się kobietami… Podoba mi się takie odwrócenie sytuacji, choć oczywiście nie odmawiam Marcusowi prawa do emancypacji – wręcz przeciwnie, sądzę że czytanie o wybijaniu się na niezależność, będzie fascynujące.

Jest cała masa smaczków, począwszy od tego, że młody panicz nauczył się już, że do zadowolenia kochanki nie wystarczy sama penetracja, a skończywszy na pobudzającym wyobraźnię męskim siodle. Cóż, ze względów anatomicznych nie może to być raczej prosty odpowiednik damskiego siodła. Nie rozumiem tylko po co aż całe wiadro lodu 😉

I tym razem nurtuje mnie ile lat ma nasz bohater…

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Odwracanie różnych schematów i sytuacji to jeden z motywów tej opowieści, który zresztą dostarcza autorowi nieco przewrotnej zabawy. Wszystko to ma zresztą swój sens w przedstawianym świecie. Marcus nie pogodzi się łatwo z tym co szykują mu matka, los i pochodzenie. Tymczasem najbardziej brak mu konia. Wiadro… Pewnie wystarczyłaby jakaś miska, ale w razie przedłużenia się rozmowy mniejsza ilość lodu mogłaby się nieco stopić. :D. Wiek bohatera. Opierając się na własnych (nieco już odległych) doświadczeniach szacuje na 15-16 lat. I odpowiadając na niezadane pytanie: to jednak świat fantasy, wymyślony, a w starożytności, średniowieczu czy Japonii samurajów obowiązywały jednak inne od współczesnych normy obyczajowe. I… jeszcze jedno… W tej akurat kwestii nie preferuję lustrzanego odbicia. Młody panicz ma zwykle o wiele mniej do stracenia i ponosi mniejsze ryzyko niż młoda panienka. Z przyczyn czysto biologicznych. Co prawda, w tym świecie ta teza może okazać się nie do końca prawdziwa. Ale to z czasem. Pozdrawiam.
Nefer

W zasadzie to nie wiedziałam jeszcze czy chcę zadać to pytanie, ale widzę, że wyrywny jesteś 😉
Osiągnięcie „dojrzałości” jest bardzo indywidualną sprawą, jednak większość przepytywanych w tym temacie mężczyzn wskazywało na pierwsze mokre orgazmy w wieku 12-13 lat, choć oczywiście nie jest wykluczone, że niektórym przydarzają się znacznie później…

Ryzyko biologiczne to dosyć śliski temat, uważałabym na Twoim miejscu! 😉
Ciąża nie jest końcem świata, młode matki lepiej ją znoszą, szybciej dochodzą do siebie, a wiele badań wskazuje, że wczesne rodzenie dzieci może chronić przed niektórymi chorobami (przynajmniej zmniejszać ryzyko ich wystąpienia). Sęk w tym, że skutki biologiczne i społeczne to dwie różne rzeczy, choć nawet tutaj, gdyby nie krzywe spojrzenia otoczenia, mogłoby się okazać, że łatwiej połączyć opiekę nad dzieckiem z edukacją niż z pracą. No ale my nie o tym, absolutnie nikomu nie życzę nieplanowanej ciąży, jestem przekonana, że takie decyzje należy podejmować świadomie, uważnie przy tym dobierając partnera.

Chodzi mi raczej o to, że zarówno młodzi chłopcy, jak młode dziewczęta mają wolną wolę i prawo decydowania o sobie. Obie strony powinny być świadome zagrożeń i konsekwencji związanych z podjęciem współżycia, przed jego podjęciem, powinny posiadać przynajmniej solidne podstawy teoretyczne – niestety tego u nas brakuje, polska edukacja seksualna to jakaś kpina, inaczej trudno to nazwać, a będzie tylko gorzej… Dziewczynki, u których bardziej ceni się umiejętności miękkie, rozwija empatię, głębiej uspołecznia itp., dodatkowo szybciej dojrzewają emocjonalnie, co stawia je w nieco lepszej sytuacji niż chłopców. Tyle, że w ich przypadku pułapką staje się zwykle nieumiejętność rozróżniania miłości od pożądania – również zwykle wynikająca z wychowania, bowiem cała nasza kultura jest nastawiona na negowanie kobiecej seksualności.

Tak trudno byłoby Ci Neferze wyobrazić sobie beztrosko bawiącą się swoją cielesnością rówieśniczkę Marcusa? Jeśli tak, szkoda, bo to najprościej w świecie smutne… Wam wolno cieszyć się życiem, a my powinnyśmy się „szanować”, zamknięte w nieco większą klatkę niż ta na penisa…

Cześć. Wybacz, że odpowiadam z opóźnieniem. Od podjęcia dyskusji nie uchylam się, gdy została rozwinięta. Mam nadzieję, że nie uważasz mnie za szowiniste. Jestem jak najbardziej za rownouprawnieniem, odgrywaniem przez kobiety istotnych ról społecznych, obejmowaniem wysokich stanowisk, sprawowaniem władzy itp. Daję temu wyraz także w moich opowiastkach. Pewne różnice są jednak nieuniknione i niezależne od społeczeństwa. Przykładowo, to kobiety cierpią regularne niedogodności z powodu miesiączki. Można uznać to za niesprawiedliwe, ale niczego to nie zmieni. Podobnie, moim zdaniem, ma się sprawa z nieskrepowanym szukaniem przyjemnosci erotycznych, bez zobowiązań. Cokolwiek byśmy nie powiedzieli, to kobieta jest w tym wypadku obciążona wiekszym ryzykiem. I pomijam już tutaj względy obyczajowe, w naszej kulturze ubiegające obecnie zmianom. I dobrze. Ale pozostają względy czysto biologiczne. Oczywiście, że z przyczyn medycznych najlepiej, gdy rodzą kobiety młode. Ale czy tylko na takie względy powinniśmy zwracać uwage? Natura dba tylko o przedłużenie i pomyślność gatunku. Pomyślność pojedynczego osobnika, w tym wypadku młodej matki ma znaczenie drugorzędne. Przecież nie jest przypadkiem, że w społeczeństwach rozwiniętych wiek urodzenia pierwszego dziecka statystycznie ulega opóźnieniu. Kariera, zdobycie wykształcenia i pozycji, znalezienie odpowiedniego partnera, zachowanie większej swobody osobistej (przecież teraz mając dziecko w domu, nawet 16-letnie nie można nawet piwa wypić bo jak cokolwiek sobie zrobi to prokurator) to względy które posiadają wielkie znaczenie, nazwijmy je społecznymi właśnie. Osoba dorosła (wiem, 18 lat to granica umowna, ale jakąś trzeba przyjąć, zwłaszcza z prawnego punktu widzenia) ma przynajmniej większą świadomość. Albo powinna mieć. A osoba młoda? Hormony szaleją (tak to matka natura urządzila dla własnych celów) a wiedza i poczucie konsekwencji małe. O edukacji seksualnej w Polsce już się wypowiedzialas. Dodam, że nową podstawę programową dla poruszania tego tematu w szkole średniej opracowała pani profesor… zgadnij z jakiej dziedziny? Otóż z teologii! Wykłada na KUL. Słowo sex pojawia się tam dwa razy. Raz jako cybersex, drugi jako sexoholizm. To o czym my tu mówimy? Śmiech na sali, gdyby nie było to tragiczne i niebezpieczne. A dla kogo najbardziej? Dla młodych dziewczyn najbardziej. W dużo większym stopniu niż chłopaków. Wiem, to niesprawiedliwe. Ale czy zaprzeczysz, że nie jest to prawdą? Nie mam zamiaru zamykać nikogo w klatce, takiej czy innej. Konstatuje tylko fakty. Pełna swoboda już teraz, w bardzo młodym wieku, może oznaczać dużo bardziej bolesny brak tej swobody później, może przez całe życie. A w wieku nastu lat trudno to ocenić i podejmować świadome decyzje na podstawie własnych emocji oraz przypadkowej wiedzy z internetu. Wiem, chłopaki czynią to samo. Ale podejmują ryzyko o wiele mniejsze. Na pocieszenie, w mojej obecnej historyjce życie młodego panicza, a potem małżonka, celowo nastawione na potegowanie emocji erotycznych, nie jest żadną sielanka. Wszystko to służy określonemu celowi, który z osobistym zadowoleniem zainteresowanego niewiele ma wspólnego.
Pozdrawiam
Nefer

Historyjka rzeczywiście jest pocieszna, trzeba przyznać! 😀

Ale po kolei Neferze. Przede wszystkim równie zagorzałego miłośnika silnych kobiet trudno zaszufladkować jako szowinistę, naprawdę Ci to nie grozi 🙂

Oczywiście, że pewnych różnic nie przeskoczymy – gównie tych związanych z prokreacją. Równouprawnienie w sferze seksualnej w dużej mierze opiera się na antykoncepcji. To pigułka wywołała rewolucję seksualną, stając się dla kobiet jednocześnie wybawieniem i przekleństwem. Kontrola płodności jest tematem ważnym zarówno dla pojedynczych osób jak i całego społeczeństwa, na dodatek tematem bardzo trudnym. Skuteczna daje wolność, pozwala kobiecie decydować o sobie, czasem nawet wbrew woli mężczyzny… Bo tak, niestety zawsze znajdzie się jakiś facet, który chce mieć władzę nad łonem lub łonami i to bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji, całą odpowiedzialność i wszystkie ciężary (antykoncepcja, szczególnie hormonalna, jest sporą ingerencją w funkcjonowanie organizmu – jej skutków długofalowych nigdy nie da przewidzieć się w pełni) zrzucając na, podobno, słabszą płeć.

Wracając jednak do tematu, po to wymyślono alimenty, żeby bardziej sprawiedliwie rozłożyć ryzyko ;p
A i tak wielu mężczyzn woli okradać własne dzieci, niż przyjąć na siebie odpowiedzialność za własne czyny…

Sęk Neferze w tym, że niezależnie od konsekwencji, nie upilnujesz nikogo – jeśli młodzi ludzie zechcą uprawiać seks, znajdą na to sposób. Nie przeżyjesz też za nikogo życia. Możesz najwyżej postarać się jak najlepiej przygotować własne dzieci na dorosłość. I tu dobra wiadomość: jeśli nie upilnujesz syna, też możesz cierpieć z jego powodu, płacąc w jego imieniu alimenty. A co! Sprawiedliwość musi być! Podwójna moralność czasem się mści…

Obawiam się zresztą, że większość młodych, samotnych matek to nie szalone imprezowiczki puszczające się z kim popadnie (one mimo wszystko częściej myślą o potencjalnych konsekwencjach), a dziewczęta wierzące, że idą do łóżka z tym jedynym, zakochane po uszy i zaślepione. Tym gorzej, że problem wcale nie musi wynikać z tego, że chłopak chce je skrzywdzić, po prostu zwykle jest niedojrzały emocjonalnie.

I tutaj kłania się edukacja seksualna. Bo tak naprawdę tylko to możemy zrobić, nie pomoże żadne pilnowanie czy restrykcje dotyczące wieku. Oczywiście na szkołę nie ma co liczyć… zresztą lepiej o miłości i seksie dowiedzieć się od bliskich, obdarzanych zaufaniem osób, nie uważasz?

Po pierwsze należałoby zbudować ciałopozytywny klimat, zadbać o poczucie własnej wartości młodych osób (tak, w XXI wieku nadal zdarzają się dziewczyny, które naśladują gwiazdki porno, żeby się komuś przypodobać!) i odczarować temat masturbacji – jest zdrowa, nieszkodliwa (o ile oczywiście nie kompulsywna), naturalna, pozwala poznać własne ciało i własne upodobania, a przede wszystkim rozładować napięcie seksualne, w momencie kiedy nie chcemy jeszcze podejmować współżycia. Choroby przenoszone drogą płciową i antykoncepcja to oczywiście tematy obowiązkowe, ale ja osobiście rozszerzyłabym temat o wchodzenie w relację seksualną powoli, poczynając od bardzo przyjemnych i nie prowadzących do prokreacji praktyk. Bo można się dobrze bawić, minimalizując ryzyko…

To w znacznej mierze od rodziców zależy czy młoda osoba ma wiedzę i poczucie konsekwencji, czy jest świadoma i odpowiedzialna. Oczywiście i bez wsparcia dorosłych można wyrosnąć na wspaniałego człowieka, ale z rozsądnym wsparciem bez wątpienia jest łatwiej. Są natomiast ludzie, którzy niezależnie od metryki, niczego się nie uczą… Ocenianie po dacie urodzenia naprawdę nie ma większego sensu. Podobnie jak uznawanie z góry, że ciąża to problem. Bo Ty wydajesz się postrzegać dzieci jako problem, oczywiście to ogromna odpowiedzialność, ale z drugiej strony też szczęście. Coś, co dla Ciebie może być ograniczeniem, dla kogoś innego będzie sensem życia. Więc dobrze radzę, jeśli zbyt młodo zostaniesz dziadkiem, nie oceniaj, w końcu chodzi o to, żeby Twoje dzieci były szczęśliwe a nie startowały w jakimś kosmicznym wyścigu szczurów… a tym bardziej realizowały Twoje niespełnione marzenia. Są różne drogi, którymi można pójść 🙂

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Neferze,
chylę czoła. Naprawdę potrafisz zaczarować czytelnika swoimi opowiadaniami. Sielanka z pierwszego rozdziału mnie także zmyliła. Słodko-gorzkie wydaje się teraz życie, które czeka biednego Marcusa. Założę się jednak, że nie po to został głównym bohaterem, byś mógł nam pokazać ten „odwrócony” świat. Bardzo liczę, że w jakiś sposób uda mu się uzyskać niezależność. Na razie jest zbuntowanym nastolatkiem, który prawdopodobnie napytał sobie biedy przez własną naiwność i niedoświadczenie. Lubię tego chłopaka. Stworzyłeś go po mistrzowsku. Mówi i robi dokładnie to, co powinien, byśmy uwierzyli, że jest żywym człowiekiem. Daję 5 gwiazdek i niecierpliwie czekam na rozwój wypadków.
Pozdrawiam, Roksana

Masz z pewnością „siódmy zmysł”, bo chłopak rzeczywiście zdążył się już wpakować w kłopoty, tylko sam nie wie jeszcze, jak poważne. Ja też liczę na to, że potrafi się wyzwolić i przy okazji może coś zmienić w tym świecie. W pojedynke nie zdoła tego uczynić, ale może znajdzie sojuszników? Dziekuję za pochlebny komentarz i zapraszam do dalszej lektury.

Aniu: Opisujesz stan postulowany, który w praktyce nie istnieje, szczególnie w naszym kraju. Jak wygląda sprawa dostępności antykoncepcji wiemy wszyscy. O nakładanych i szykowanych ograniczeniach prawnych w tej kwestii głośno w mediach. Alimenty trudno uznać za pełne zadośćuczynienie, bo wszystkich spraw nie załatwiają (a nawet bardzo licznych). Wielu skutecznie ich zresztą unika i co więcej, istnieje na to przyzwolenie społeczne. Mało kto postrzega unikanie płacenia alimentów jako „okradanie własnych dzieci”. Dla jednych to sposób na sprytne naciąganie państwowego funduszu alimentacyjnego, inni uważają alimenty za nieuzasadnione finasowanie byłej partnerki. I tutaj swoją rolę odgrywają też mechaniczne wyroki sądów w sprawach o przyznanie opieki nad dzieckiem, a potem trudności w wyegzekwowaniu warunków tej opieki. Ale to inna sprawa. Co do edukacji seksualnej, to natrafiłem ostatnio na wyniki badań socjologicznych wskazujących, że duża część rodziców nie wie, jak się do tego zabrać i najchętniej pozostawiłaby to szkole. A co tam mamy, też wiadomo. Czyli, zostają rówieśnicy oraz niezastąpiony internet. A ciąża i macierzyństwo… Z pewnością mogą okazać się źródłem radości, ale z łatwością może też stać się inaczej (przypominam któryś z poprzednich odcinków „Magnetyzmu”). A już zwłaszcza w bardzo młodym wieku. Nie mnie jednak wypowiadać się w takiej kwestii. Nie nawołuję też do wprowadzania totalnej kontroli, nakładania pasów cnoty itp. Ale jednak pewne zachowania niosą ze sobą określone ryzyko i nie należy ich „na siłę” propagować, szczególnie w imię fetyszu „równouprawnienia”.
Pozdrawiam

A może w imię „fetyszu równouprawnienia” warto na równi nie propagować pewnych zachowań wśród młodzieży obojga płci, co? Przyszło Ci to może do głowy, Neferze?

Osobiście uważam, że na posiadanie dzieci należałoby wydawać koncesje. Nie każdy powinien je mieć, szczególnie ci, którzy nie potrafią lub nie chcę ich wychowywać. Szkoła nigdy nie załatwi wszystkiego, również w innych dziedzinach.
Ale swoją drogą wyczerpująca edukacja seksualna i dostęp do środków regulacji płodności należą do Praw Człowieka. Zostały za takie uznane w 2002 r. na mocy Powszechnej Deklaracji Praw Seksualnych. Może warto zapoznać się z tym dokumentem, bo przy okazji uświadamia on, że seksualna więź z drugim człowiekiem zaspokaja również szereg potrzeb emocjonalnych, czasem niemożliwych do zrealizowania w innej formie.

Zapewne nieświadomie w swoich wypowiedziach kategoryzujesz ludzi ze względu na płeć czy wiek. Piętnastolatek piętnastolatkowi nierówny, podobnie trzydziestolatek czy sześćdziesięciolatek. Nieudane związki i samotne rodzicielstwo mogą być równie poważnym problemem w różnym wieku. Każdy też w innym tempie dojrzewa do podjęcia współżycia czy założenia rodziny. Nie ma idealnych recept. Czasem też musimy zbłądzić, żeby wyjść na prostą…

Zauważ również proszę, że to, na co jest przyzwolenie społeczne zależy od nas. Jest na niepłacenie alimentów, na prowadzenie samochodu po pijaku czy obrażanie osób o inny kolorze skóry, a nie ma choćby na karmienie piersią w miejscach publicznych. Może pora coś zmienić?

Wspominasz „Magnetyzm”, tam umieściłam chwilę kryzysu, która może przydarzyć się każdej, choćby najbardziej kochającej matce, bo mimo wszystko opieka nad dzieckiem jest ciężką i wyczerpującą pracą. Nad niemowlakiem 24h/dobę i siedem dni w tygodniu. A każdy potrzebuje czasem odpoczynku… Sądzę zresztą, że równie realistyczna wizja, może niektórych bardziej zniechęcić niż grożenie potępieniem 😉

Serdecznie pozdrawiam

Ania

Napisz komentarz