Uratuj mnie VII (Roksana)  3.6/5 (84)

43 min. czytania

Źródło: Maxpixel

Mila krzątała się po kuchni, starając się nie hałasować. Dopiero po wstawieniu rogalików i nakryciu do śniadania, wróciła do sypialni. Stefano jeszcze spał. Usiadła po turecku na brzegu materaca i przyjrzała się ukochanemu, przekrzywiając głowę. Musiał wrócić bardzo późno, ale wyglądał na wypoczętego. Pachniał winem i wodą kolońską. Wyciągnęła dłoń, żeby dotknąć jego włosów, ale zatrzymała się wpół drogi. Obróciła się ostrożnie, żeby wstać.

– Nie odchodź. – Ciepła dłoń spoczęła na biodrze dziewczyny.

– Nie chciałam cię obudzić.

– Nie obudziłaś. – Przeciągnął się i usiadł. – Ufff! – Przeczesał palcami włosy, przymykając oczy i odchylając głowę do tyłu.

– Ciężka ta praca, co? – spytała z przekąsem, ale po chwili roześmiała się. – Chcesz aspirynę?

– Poproszę. – Westchnął. – Conte ma doskonałe wina, ale mocne.

– W kuchni stoi cała skrzynka. Musi mieć do ciebie nie lada interes! – Zerwała się, nie czekając na odpowiedź i wybiegła z pokoju. Po chwili wróciła z tabletką i szklanką wody. Razem z Milą do sypialni wdarł się zapach świeżego ciasta. – Dasz radę jeść? – Przyjrzała się Stefano z powątpiewaniem.

– Zobaczę, co da się zrobić. – Zamiast wziąć tabletkę, chwycił dłoń ukochanej i zgarnął biały krążek językiem. Popił wodą, odrzucił kołdrę i nie przejmując się swoją nagością, najspokojniej w świecie ruszył do łazienki.

Mila niecierpliwie czekała w kuchni, zaglądając co chwila do piekarnika. Tysiące pytań cisnęły się jej na usta. – „Pewnie i tak mi nie powie, czego dotyczyło to spotkanie” – pomyślała, ale przecież nie to najbardziej chciała wiedzieć. – „Powiedział, że mam pytać” – usprawiedliwiała się w myślach. Alessandra nie pozostawiła jej złudzeń co do intencji Chiary.

– Życie mi wraca. – Stefano w białej koszulce i spodniach od dresu wkroczył do kuchni, pociągając nosem. – Mmm, czy ja czuję konfitury z pomarańczy?

– Aha! – Pokiwała energicznie głową. – Opowiesz mi, jak było? – Starała się, żeby zabrzmiało to w miarę naturalnie.

Usiedli naprzeciw siebie przy ogromnych filiżankach z cappuccino i półmisku pachnących rogalików.

– No cóż, bardzo elegancko. Przepiórki, szparagi, karczoch po rzymsku… – wyliczał. – Gdybyś zobaczyła, jaką mają piwnicę win!

– Próbkę mamy tutaj. – Wskazała głowa skrzynkę.

– Taaak. Trochę się przeliczył, bo i tak nic z tego nie będzie – powiedział powoli. – Chciał, żebym zajął się jego majątkiem, ale ja cenię sobie obecną pracę. I wspólnika – dodał, wpychając do ust apetyczny rogalik.

– Uhm. – Pokiwała głową, przyglądając mu się uważnie.

– Co? – Zmarszczył brwi.

– Jak się miewa Contessa? – spytała z miną niewiniątka, maczając kawałek rogalika w kawie.

– Dobrze. Dlaczego pytasz? – Czyżby wiedziała? Skąd?

– Przecież nie jedliście kolacji sami. – Postanowiła spróbować swoich sił i zagrać w otwarte karty. – Czy ich urocza kuzynka też została zaproszona?

– Chiara? – Starał się, żeby zabrzmiało to obojętnie. Dlaczego czuł się przyłapany? Przecież nie zrobił niczego złego! – Chyba nie jestem najlepiej poinformowaną osobą w okolicy? – Spróbował zażartować. Nagle wzrok Stefano padł na marynarkę, którą poprzedniej nocy rzucił na oparcie jednego z foteli. Podszedł do niej powoli i sięgnął do kieszeni. Niewielka wizytówka w bladofiołkowym kolorze miała odciśnięty na odwrocie ślad uszminkowanych ust. Poczuł się głupio, że tego nie wyrzucił. Spojrzawszy na Milę, napotkał jej pytające spojrzenie. Popatrzył jeszcze raz na kartonik i zapamiętawszy numer telefonu, przedarł go na pół.

– Co to jest? – spytała z rosnącym zainteresowaniem.

– Nie wiesz? Przecież tu jest imię i nazwisko – stwierdził chłodno. Wydało mu się oczywistym, że przeszukała jego kieszenie.

W oczach Mili pojawiła się irytacja.

 – Stefano, zadałam ci proste pytanie. Sam chciałeś, żebym pytała, a teraz odstawiasz jakieś przedstawienie. – Prychnęła. – Nie mam pojęcia, co to jest! To znaczy…, teraz się domyślam, ale dopóki nie wyjąłeś tej wizytówki, nie wiedziałam o jej istnieniu. Chyba nie sądziłeś…? – Otworzyła szeroko oczy. – No, nie!

– Przepraszam – wymamrotał zbity z tropu. Dopiero teraz poczuł się naprawdę głupio. Po prostu, jak skończony idiota! – Nadmiar wina wyraźnie mi nie służy.

Mila siedziała naburmuszona.

– Kochanie. – Głośno wypuścił powietrze z płuc. – Masz prawo być na mnie zła…

– Nie jestem zła, tylko mi przykro – odparła cicho. Uniosła głowę i posłała mu spojrzenie pełne wyrzutu. – Chociaż… tak, jestem zła! Siedziałam w domu, a ty piłeś sobie wino w towarzystwie tej… – W ostatniej chwili powstrzymała się, żeby nie nazwać Chiary zdzirą. Na pewno go podrywała!

– Masz rację – przyznał. – Ale nie ja ją zaprosiłem. Poza tym, mam o niej takie samo zdanie, jak ty. Zadowolona?

Mila wybałuszyła oczy. Czy ona dobrze słyszała?

– Właściwie, chodziło mi o to, że mnie podejrzewałeś. Nie sprawdzam cię, przecież wiesz – dodała pojednawczo.

– Wiem. – Rzucił marynarkę na fotel i podszedł do siedzącej na wysokim stołku Mili. – Zawsze mi się to w tobie podobało. Nie złość się na mnie. – Zajrzał ukochanej w oczy. – Kochasz mnie jeszcze?

Kąciki pełnych ust zadrgały delikatnie, ale opanowała chęć roześmiania się. Zdradziły ją oczy. Nie potrafiła ukryć uczuć.

– Masz tu okruszki ciasta. – Ujął dłonią brodę dziewczyny, dotykając kciukiem dolnej wargi. Schylił się, ale nie pocałował jej od razu.

Mila rozchyliła usta i spróbowała się oblizać. Wtedy poczuła wargi Stefano na swoich. Język mężczyzny smakował jak konfitura z pomarańczy z dodatkiem mięty. Wessała go chciwie, jakby w obawie, że za chwilę się rozpuści. Wciągnęła z sykiem powietrze. Całowali się namiętnie. Dlaczego tak bardzo zapragnęła go w tej właśnie chwili?

– Jesteś zazdrosna? – wyszeptał cicho, odrywając się od ust dziewczyny.

Czytał w jej myślach? Zamrugała szybko, żeby pokryć zmieszanie.

– Nie! Tak! Ja… Ona jest bardzo ładna. – Spuściła wzrok. – Pamiętam, jakie to było podniecające na początku. To, jak się poznawaliśmy. Nasze pierwsze razy… – Spojrzała szybko w górę, ale zaraz znów przysłoniła oczy rzęsami. – Boję się, że cię tym skusi! – „Jakim cudem przeszło mi to przez usta?” – zastanowiła się. Poczuła drapanie w gardle.

– Sikorko! Moja słodka! – Stefano ujął w dłonie twarz ukochanej i zmusił, by na niego spojrzała. – Ale my się właśnie poznajemy na nowo. To nasze nowe pierwsze razy – dodał z uśmiechem.

– Nie mówisz tak, żeby mnie uspokoić? – Czuła, jak puls jej przyspiesza.

– Nie. Mówię tak, bo tak właśnie czuję. Poza tym, nie ma znaczenia, czy jest ładna, czy nie. Ona mnie nie interesuje. Nie masz konkurencji, wiesz o tym. – Schylił się i dwa czoła się zetknęły, a oddechy zmieszały ze sobą. – Nie wiem, jakich użyć słów…

Stali tak, oddychając ciężko, jak po biegu. Nagle Stefano sięgnął ręką w dół, chwycił dłoń Mili, położył ją sobie na brzuchu i przesunął w dół. Pod materiałem dresu poczuła wyraźne wybrzuszenie.

– Teraz mi wierzysz? – spytał, wypychając biodra w przód.

Przyciągnęła ukochanego do siebie i oplotła ramionami. Znów poczuła jego usta tuż przy swoich.

– Długo dziś pracujesz? – wyszeptała.

– Nie. Dzisiaj nie. – Urwał, jakby się nad czymś zastanawiał. – Umówmy się o piątej. Co ty na to?

– Na randkę? – Czuła, jak całe ciepło z jej ciała kieruje się w dół i spływa między nogi, wywołując przyjemne łaskotanie. – Dopiero o piątej? – Nic nie mogła poradzić na błagalny ton.

– Gdyby nie to, że mam umówione spotkania, wziąłbym cię teraz, na tym stołku. – Rozchylił uda dziewczyny i wcisnął się między nie. – Ale to nawet lepiej, że będziemy mieli niedosyt. Mam dla ciebie niespodziankę.

– Och?!

– Och, to mało powiedziane! Niech Luca przywiezie cię do biura przed piątą. Dasz radę? – Spojrzał Mili głęboko w oczy.

– Tak – wyszeptała bez tchu. Było w nim coś władczego, a jednocześnie budzącego zaufanie. Dziwna sprzeczność. A może wcale nie?

– No, to mały przedsmak. – Chwycił ukochaną za włosy i pociągnął je lekko do tyłu, zmuszając do odchylenia głowy. Objął drżące usta swoimi i wypełnił językiem. Silna dłoń opadła ciężko na pośladki dziewczyny i przycisnęła mocno, sprawiając, że jej wrażliwe miejsce otarło się o szorstki materiał dresu. To dziwne! Zawsze myślała, że jest miękki… Stefano przechylił Milę w tył, napierając biodrami na jej uda. Oplotła mężczyznę nogami, żeby nie stracić równowagi. Natarczywy język krążył w jej ustach, by po chwili się cofnąć. Podążyła za nim, nie wyczuwając podstępu. Nagle poczuła, że Stefano zaciska zęby na jej własnym języku i zaczyna go ssać. Jęknęła cicho. Robił to mocno i zdecydowanie, odbierając zmysły. Krew dudniła Mili w skroniach. Czuła tę inwazję w całym ciele. Stwardniałe sutki mrowiły nieznośnie, a łechtaczka pulsowała pożądaniem, ocierana raz po raz twardym podłużnym kształtem. Brakowało tchu!

Równie niespodziewanie, jak zaatakował, mężczyzna ustąpił. Przyciągnął ukochaną do siebie, tak, że usiadła pionowo, ale po chwili odsunął się na długość ramion. Przyjrzał się swojemu „dziełu”.

Mila stanowiła widok jedyny w swoim rodzaju, potargana, z zaróżowionymi policzkami, łapiąca powietrze rozchylonymi, obrzmiałymi od pocałunku ustami. Ale najpiękniejsze wydawały się oczy. Przymglone, wpółprzytomne, z ogromnymi źrenicami… Drżała z emocji.

– To do wieczora, sikorko! – Stefano przesunął kciukiem po swoich ustach, jakby sprawdzając ich stan. – Bądź gotowa! – Mrugnął do dziewczyny, odwrócił się i po prostu poszedł do sypialni.

Zacisnęła uda, czując, jak z jej wnętrza wypływa wilgoć. Jak, do cholery, miała się teraz skupić na pracy?

***

Mila przyglądała się z zainteresowaniem, jak Carlo, jeden z architektów Fabia odręcznie nanosił zmiany na plany kamienic. Lubiła z nim pracować. Miał świetne pomysły i nie stał się „buldożerem”, jak czasami określała w myślach tych, którzy skuszeni pieniędzmi, nie liczyli się z historią przebudowywanych miejsc. Zlecenie też jej się spodobało. Właściciele chcieli przekształcić dwie przyległe kamienice w niewielki hotel. Poprosili o konsultacje przed podjęciem decyzji. Zależało im na udziale Mili, ale to raczej nie dziwiło. Wyrobiła sobie dobrą markę. Posiadała solidne wykształcenie, które dawało jej przewagę nad innymi, a przy tym z niezwykłą lekkością zestawiała stare, wartościowe elementy z nowoczesnym wyposażeniem. No i potrafiła współpracować prawie z każdym: z architektami, inżynierami, a co najważniejsze, również z architektami wnętrz i dekoratorami. Fabio wykorzystywał jej zdolność do prowadzenia mediacji, dając jednocześnie dużo swobody w podejmowaniu decyzji. Oboje na tym zyskiwali.

– Co o tym sądzisz? – zwrócił się do dziewczyny Carlo. – Jeśli pozbędziemy się tej ściany, powstanie ładne i przestronne pomieszczenie. Mogą tu serwować nawet kontynentalne śniadania.

– Zgadzam się, ale zostawimy łuk. Inaczej konserwator zabytków nie da nam zgody. – Szczupłym palcem zakreśliła na kartce półkolistą linię.

Carlo potarł brodę palcami i zmarszczył czoło.

– Jesteś pewna? – Nie wyglądał na zachwyconego.

– Obawiam się, że tak. – Pokiwała głową. – Pogadam z nim, ale na wszelki wypadek, weź pod uwagę łuk.

– Skoro ty tak mówisz, to tak musi być! – Podniósł dłonie w geście poddania.

Roześmiała się na ten widok. Od samego rana miała doskonały humor. Co prawda, w trakcie pierwszego spotkania w ogromnych magazynach meblowych, trudno jej się było skupić, ale jakoś się pozbierała. Miała w brzuchu motyle, raz po raz przypominające o porannym szalonym pocałunku i zapowiedzi równie niesamowitego wieczoru. Teraz też, na samo wspomnienie, poczuła przyjemny dreszczyk.

– Co jest? – Carlo przyglądał się Mili podejrzliwie. – Masz taką dziwną minę.

– Tak? – Znów się roześmiała.

– Moja żona miała taką, gdy w zeszłym tygodniu powiedziała mi, że zostanę po raz drugi ojcem – zachichotał.

– Naprawdę? Gratuluję! – Podekscytowana, ucałowała kolegę w oba policzki. – Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś?

– Jesteś dziś taka roztargniona… – Pokręcił głową.

– Ja nie jestem w ciąży. – Zachichotała. – Zakochałam się – dodała konfidencjonalnie.

Carlo wybałuszył oczy. Znali się przecież wszyscy od lat.

– W Stefano! – Prychnęła, widząc zdumienie mężczyzny.

– Aha, to w porządku. – Odetchnął z wyraźną ulgą i mrugnął do niej przyjaźnie. – Wiosna idzie! Może też pomyślicie o pisklętach?

Dalsze żarty przerwało im nadejście reprezentującego właścicieli, szpakowatego mężczyzny z brzuszkiem. Poznali go przed godziną i wydał im się rzeczowym oraz rozsądnym człowiekiem.

– Jak sądzicie? Opłaci się ta inwestycja? – spytał uprzejmie. – Miejsce jest doskonałe, ale jeśli zmiany okażą się kosztowne, albo trudne do przeprowadzenia… – zawiesił głos.

– Proszę się nie martwić. – Mila starała się oderwać myśli od Stefano i zawartości jego spodni. – Dopatrzyłam się już kilku wcześniejszych przeróbek, na które konserwator się zgodził. Poza tym, te kamienice nie są aż tak stare, jak na Turyn.

– To wspaniale! – Rozmówca zatarł ręce. – Jeśli pani pozwoli, to właścicielka jest w domu obok i chciałaby z panią zamienić dwa słowa, a pan… – zwrócił się do Carla. – Gdyby mógł mi pan pokazać, co wymaga największych przeróbek.

Mila bez pośpiechu wyszła z kamienicy i ruszyła do wejścia budynku stojącego obok. Mieli je z Carlem scalić i stworzyć spójną przestrzeń… – „O rany, znów będzie ojcem!” – Przypomniała sobie przyjęcie z okazji narodzin pierwszego syna tej pary, jakieś trzy lata temu. Jak on to powiedział? Pisklęta… Nagle zatrzymała się gwałtownie. Kurde, minął tydzień, a nie dostała okresu! Wyciągnęła z torebki telefon i szybko przeliczyła dni w kalendarzu. Nie wzięła ostatnich dwóch tabletek, bo straciła je razem z torebką, ale Caterina twierdziła, że to nic takiego. Miała zrobić tygodniową przerwę i zacząć kolejne opakowanie po miesiączce… Cholera! Nie krwawiła. –„Spokojnie, spokojnie” – powtarzała w myślach. Test, wizyta u ginekologa… To może tylko reakcja na stres. Schowała telefon i wzięła głęboki wdech. Nawet jeśli była w ciąży, to co? Stefano chciał mieć dziecko. Weszła do obszernego holu i rozejrzała się. Nie zauważyła nikogo.

– Dzień dobry! – Głos Mili odbił się echem od pustych ścian.

– Dzień dobry. Jestem tutaj. – Odpowiedź dobiegła z pokoju w głębi.

Ruszyła w tamtym kierunku, nie mogąc jednak pozbyć się myśli o ciąży. Ciekawe, jak Stefano zareagowałby na taką wiadomość? Zatrzymała się w drzwiach do salonu i na moment ją zatkało. W niedbałej pozie, oparta o parapet, stała Chiara.

– Ciebie się tu nie spodziewałam. – Mila z trudem odzyskała zdolność mówienia.

– Dlaczego? To domy wujostwa, a właściwie prawie moje… – zawiesiła głos.

Dziewczyna milczała.

– Nie jesteś ciekawa, o czym chcę z tobą rozmawiać? – Chiara odepchnęła się lekko od kamiennego parapetu i stanęła wyprostowana, krzyżując ręce na piersiach.

– Jestem pewna, że i tak zaraz mi to powiesz. – Mila siliła się na spokój. – Jeśli chodzi o kamienice, to potrzebuję dwóch, trzech dni… – zaczęła.

– Och, mniejsza o kamienice! – W głosie młodej kobiety pojawiło się zniecierpliwienie. – Wolę porozmawiać o tobie, a właściwie o tobie i Stefano.

– No, to akurat nie jest temat do rozmowy. – Mila poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Miała zamiar po prostu odejść. – „Niech diabli wezmą zlecenie!” – pomyślała.

– Nie tak szybko! Nie uciekniesz przede mną! – Chiara nie dawała za wygraną.

– Nie uciekam. Po prostu nie mamy o czym mówić. – Wzruszyła ramionami. – „Kogo ja chcę oszukać? Nie potrafię z nią rozmawiać!” – desperowała.

– Zależy mi na nim – rzuciła rywalka. – A ja zwykle dostaję to, czego chcę.

– Skoro tak, to po co mnie tu zwabiłaś? – spytała Mila, czując, że w środku cała dygocze. Jednak próbowała uciec. – Może warto zapytać, czego chce Stefano? – Samo wypowiedzenie imienia ukochanego dodało jej sił.

– Nie bądź naiwna! Nie masz ze mną żadnych szans! – Chiara popatrzyła na Milę z wyższością. – Proponuję ci pieniądze w zamian za to, że oszczędzisz mi bezsensownego użerania się z tobą.

Dziewczyna odwróciła się bez słowa. Chciała jak najszybciej opuścić to pomieszczenie. Czuła, jak cała krew odpływa jej z twarzy. Czy to miała być kara? Jeszcze tego ranka myślała, że najgorsze minęło.

– Nie udawaj, że nie słyszysz! – Dobiegł ją gniewny głos. – Mogę dać mu rzeczy, o których nawet nie marzył!

Zatrzymała się. Coś się w niej zagotowało. Ta wredna baba chciała odebrać jej sens życia!

– Nie masz pojęcia, o czym on marzy. – Głos Mili zabrzmiał zadziwiająco spokojnie, wręcz zimno. – Skąd wiesz, czy ja już mu tego nie dałam? Może spełniłam jego marzenia…? – Zawiesiła głos i patrzyła z satysfakcją jak zmienia się twarz jej rozmówczyni.

– Chyba nie powiesz, że… – Zachłysnęła się.

Nic ci nie powiem. – Dziewczyna roześmiała się, trochę sztucznie.

Rozległo się skrzypnięcie drzwi wejściowych.

– Mila, jesteś tu?! – Rozpoznała pełen niepokoju głos Luki.

– Idę! – odkrzyknęła, dziękując w duchu, że zjawił się akurat w tej chwili. Była bliska omdlenia.

– I tak go stracisz. – Usłyszała jadowity szept.

– Nie sądzę – wycedziła przez zęby. – „Przeżyłam takie rzeczy, że niczym mnie nie zastraszysz” – dorzuciła w myślach.

Nie miała pojęcia, skąd znalazła w sobie siły, by dotrzeć do wyjścia. – „Niech diabli wezmą te kamienice i tę przebudowę!” – powtórzyła w duchu.

Przy drzwiach czekał Luca

– Gdzie Carlo? – spytała, siląc się na spokojny ton.

– Już pojechał do biura. Powiedział, że tam się spotkacie. – Luca zmarszczył brwi – Coś się stało?

– Nie. Głowa mnie boli. – Machnęła ręką – Zatrzymaj się koło apteki.

– Nie ma sprawy. Stefano dzwonił i prosił, żebyś na niego poczekała w biurze, bo jest na spotkaniu.

– Dlaczego sam do mnie nie zadzwonił? – Przynajmniej wiem, że nie spotkał się z tą suką!

– Bo wiedział, że jesteś zajęta. Zawsze może przekazać wiadomość przeze mnie. – Luca wydawał się zaskoczony pytaniem.

Mila potarła czoło, próbując się skupić. To wydawało się logiczne. Stefano też często tak robił, kiedy podróżował z Fabiem. Odbierał telefony szefa i pilnował rozkładu dnia. Teraz Luca robił to dla niej, a przynajmniej się starał. Tak po prostu. Złapała się na tym, że szuka drugiego dna w każdej decyzji ukochanego. – „To jakiś obłęd! Nie zapomnij o teście! Będzie czas, żeby go zrobić, zanim się spotkamy” – pomyślała. Wyciągnęła z torebki komórkę i odszukała numer swojego ginekologa. – „Przy odrobinie szczęścia powinno się udać.”

Kiedy parkowali przed budynkiem, w którym mieściły się pracownie architektów, inżynierów i informatyków, Mila prawie odzyskała równowagę. Luca upewnił się, że nie opuści gmachu i odjechał. Wreszcie mogła użyć testu, który zdawał się wypalać dziurę w jej torebce.

Zamknięta w kabinie toalety, Mila czekała na wynik, zastanawiając się, czy dodatkowy paseczek w okienku plastikowej płytki skomplikuje jej życie, czy raczej uprości? Siedziała na klapie zamkniętej muszli klozetowej i kiwała się w przód i w tył, wpatrując się tępo w mały prostokącik. Przypomniała sobie słowa Alessandry. – „Powinniście się pobrać. To ostudzi zapędy tej cwaniary. Dziecko, to chyba wystarczający powód do ponownego oświadczenia się?” – pomyślała. Z drugiej strony, jak to będzie wyglądało?! – „Ożeń się ze mną, bo jestem w ciąży. Okropność! Jeszcze wystarczy poprosić o pieniądze i i mamy „brazylijską telenowelę.” – Wzdrygnęła się.

Ktoś wszedł do łazienki. Słyszała stukanie obcasów o posadzkę, ciche skrzypnięcie drzwi od kabiny obok. – „Ja tu przeżywam katusze, a życie obok toczy się jakby nigdy nic” – przemknęło jej przez myśl. Dziewczyna za ścianą pogwizdywała coś cicho i niepostrzeżenie wpadająca w ucho melodia wśliznęła się do umysłu Mili. Znała to, znała…

Come vorrei vorrei amarti meno
e invece no, niente oltre te
e invece no, sei padrone di me…”

(Jak bardzo chciałabym, chciałabym kochać cię mniej
a tymczasem nie, nic oprócz ciebie

a tymczasem nie, jesteś władcą mojego życia…)

Poczuła drapanie w gardle. – „Co się ze mną dzieje? Stara piosenka z San Remo wytrąca mnie z równowagi? Kompletnie mi odbiło!”

Odgłos spuszczanej wody i równoczesne trzaśnięcie drzwi sprawiły, że aż podskoczyła. Spojrzała na test. Jedna kreska. Jedna! Sprawdziła na zegarku. Osiem minut, a wystarczyło pięć… Z głośnym sykiem wypuściła powietrze z płuc. A więc los chciał, żeby wszystko oparło się na wolnej woli, bez przymusu… Przełknęła ślinę. Może to i lepiej? Upchnęła wszystko do torebki i ostrożnie uchyliła drzwi. Została w łazience sama.

Come vorrei vorrei amarti meno
e invece no, niente oltre te…”

Nuciła pod nosem, myjąc ręce.

***

Stefano stał już przy drzwiach, kiedy Benedetta podeszła do syna i położyła mu na ramieniu dłoń. Odwrócił się i ucałował matkę w oba policzki.

– Dziękuję – szepnęła z uśmiechem. – Mogłam kogoś wynająć, ale nie lubię, jak obcy dotykają moich osobistych rzeczy.

– Mamo, przecież wiesz, że zawsze ci pomogę. Wystarczy telefon… – Spojrzenie Stefano nabrało ciepła i miłości.

– Mój mały chłopiec. – Westchnęła. – Tak bym chciała, żebyś był szczęśliwy.

– Jestem. – Rozciągnął usta w szczerym uśmiechu.

– Wiesz, co mam na myśli. – Pogłaskała gładko ogolony policzek. – I chciałabym dożyć wnuka – dodała cicho.

– Pracuję nad tym. – Poczuł się odrobinę zakłopotany. Matka potrafiła go przejrzeć, jak nikt inny. Na szczęście, nie była zachłanna, jak większość matek włoskich „mammone”. – Chcę powiedzieć Mili o domu… – zawiesił głos.

Benedetta przyglądała się synowi z uwagą. Poczuł się dziwnie. Z jednej strony chciał już wyjść, skryć się przed badawczym spojrzeniem matki, ale z drugiej… Gdzieś w głębi duszy nosił niepokój.

– Obawiasz się jej reakcji? – Pytanie trafiło w sedno. Uniósł głowę zaskoczony. – Niepotrzebnie – powiedziała ze spokojem. – Stefano, nie jestem głupia. Widzę, że coś się dzieje między wami. Mila nie miała na palcu pierścionka, który ci dałam. – W głosie kobiety dało się wyczuć nutkę zawodu. – Ale wiem, że się kochacie. Ja nigdy nie zaznałam czegoś tak wspaniałego… Może dawno temu, na samym początku. – Zamrugała szybko.

– Właściwie mi nie odpowiedziała… – Nie bardzo wiedział, jak wytłumaczyć matce całą sytuację, bez wciągania jej w szczegóły.

– Na twoim miejscu byłabym spokojna. Po prostu zapytaj ją znowu. – Wzruszyła ramionami – Kobiety takie są. Pokaż jej, że może na tobie polegać, że zapewnisz jej dom. Kocha cię.

– Mam nadzieję – wykrztusił przez ściśnięte gardło.

– Mnie nie oszukacie. Widzę, jak na siebie patrzycie. Jakby wcale nie było tych lat, jakbyście poznali się wczoraj – dodała weselej. – No, idź już – Popchnęła lekko syna w stronę drzwi.

Wsiadając do samochodu spojrzał w lusterko. Po twarzy błąkał mu się uśmiech. Czuł przyjemny dreszczyk emocji na myśl o niespodziance, którą przygotował dla Mili. Tak naprawdę, miała to być niespodzianka dla nich obojga. Przed pracą zdążył jeszcze kupić potrzebne rzeczy… Te rozmyślania przerwał niespodziewany sygnał SMS–a.

„1. Propozycja przyjęta. 2.Przesyłka zlokalizowana, do podjęcia za trzy dni”.

Stefano uśmiechnął się do siebie. Zdaje się, że wszystko zaczynało się wreszcie układać po jego myśli. Bardzo liczył na Nikołaja. Już od pewnego czasu chciał mu zaproponować stałą posadę w nowotworzonej części firmy. Fabio nie miał zastrzeżeń. Ostateczna decyzja zapadła po osobistym spotkaniu. Przypadli sobie do gustu. Dla przyzwoitości, odczekał dobę i złożył propozycję. Nikołaj postąpił tak samo, zanim się zgodził. No i drugi „ptaszek” się znalazł.

– To dobra wróżba – powiedział do siebie i zapuścił silnik. Przyjemny niski dźwięk wydał się Stefano muzyką.

***

– Jaka jesteś rozśpiewana. „Come vorrei vorrei volerti meno. Come si fa? Bella come sei…” (Jak chciałbym, chciałbym pragnąć cię mniej. Jak to zrobić? Jesteś taka piękna…) – zanucił na powitanie.

– Przyczepiła się do mnie dzisiaj ta melodia! Dokąd mnie zabierasz? – Mila domknęła za sobą drzwi samochodu i pocałowała Stefano w policzek.

– Jak ci powiem, to nie będzie niespodzianki – Uśmiechnął się chytrze i podał ukochanej elegancką papierową torebkę.

– Prezent? – Zdziwiła się.

– Tak. Zawiąż sobie oczy – polecił. – Najpierw musimy ustalić reguły.

– Reguły? – rzuciła podekscytowana.

– Mhm. Chciałbym czegoś spróbować, ale żeby się udało, musisz mi całkowicie zaufać. Powiedzmy… na dwie godziny.

– Ufam ci. Zawsze ci ufałam…

– Chodzi mi o takie zaufanie… – Szukał słów. – Całkowite. Bezwzględne. Masz robić dokładnie to, czego zażądam. – Obniżył głos. – Teraz zasłoń sobie oczy.

– Och! Reguły. – Już sama zapowiedź podniecała. – Hasła bezpieczeństwa też?

Stefano nie odpowiedział od razu. Właściwie wcale o tym nie pomyślał. Nie potrzebowali żadnych haseł, ale skoro tak ją to kręciło? Spojrzał na zaciśnięte uda dziewczyny.

– Taaak – powiedział powoli. – Wybierz sobie słowo, którego użyjesz, gdybyś chciała mnie powstrzymać. – Celowo nadał swojemu głosowi niskie głębokie brzmienie.

Mila zawiązała szal z tyłu głowy. Zastanawiała się przez chwilę, oddychając przez otwarte usta

– Zamek – wyszeptała przejęta.

– Zamek? – powtórzył. – No tak! Już raz to wykorzystałaś. – Uśmiechnął się do siebie.

O rany, wcale nie miała zamiaru użyć wtedy tego słowa jako hasła. Naprawdę widziała zamek. A on zapamiętał ich rozmowę sprzed kilku lat!

– Święte nieba, pamiętasz wszystko, co ci mówię? – spytała z niedowierzaniem.

– Dlaczego cię to dziwi? Zapamiętuję ważne rzeczy, a ty jesteś dla mnie ważna. Najważniejsza – poprawił się. Jechał niezbyt szybko, wybierając nieco okrężną drogę. – No dobrze, wróćmy do reguł. Masz spełniać moje polecenia bez sprzeciwu. Wolno ci się odzywać tylko wtedy, kiedy ci pozwolę, albo o coś zapytam. Zrozumiałaś? – W głosie Stefano zabrzmiała groźba, ale Mila odebrała ją jak grzeszną obietnicę.

– Zrozumiałam! – pisnęła. – Czy mam do ciebie mówić „tak, panie”?

– Chyba jednak nie zrozumiałaś. – Głos Stefano zabrzmiał seksownie nisko. – „O kurwa, ale to podniecające!” – przemknęło mu przez myśl. Właśnie sobie uświadomił, że mu stanął. – Potem się z tobą policzę.

– Przepraszam – szepnęła. Wierciła się niespokojnie, nasłuchując odgłosów ulicy. Kiedy samochód się zatrzymał, wydawała się tak podekscytowana, że całkiem zapomniała, gdzie jest i uderzyła głową o szybę.

– Spokojnie kochanie, poczekaj tu i nie podglądaj. – Wysiadł z samochodu, przeskoczył kilka schodków i otworzył szeroko drzwi do domu, blokując je, by się nie zamknęły. Wrócił do samochodu i pomógł Mili wysiąść. – Wezmę cię na ręce – powiedział, zamykając drzwi do auta.

Mijający ich ludzie przyglądali im się z uśmiechem. Wyglądali jak para nowożeńców, przekraczająca po raz pierwszy próg nowego domu.

– Gdzie jesteśmy? – Mila łowiła docierające do niej hałasy.

– Wszystko w swoim czasie. Ty naprawdę mnie prowokujesz tym swoim nieposłuszeństwem – szepnął ukochanej do ucha.

Umilkła natychmiast. Stefano niósł ją w górę, potem zamknęły się za nimi drzwi. Kawałek przeszedł po prostym, potem znowu po schodach w górę. Wokół panowała całkowita cisza. Kroki odbijały się echem od ścian. Nie miała pojęcia, gdzie jest. – „W domu nie, w hotelu też nie” – myślała gorączkowo.

– Postawię cię na podłodze – powiedział nagle mężczyzna i po chwili dotknęła stopami podłoża. – Stój grzecznie, chcę cię rozebrać.

Mila poruszyła się niespokojnie, ale tym razem powstrzymała się od słów. Stefano powoli rozpiął guziki bluzki i zsunął ją razem z płaszczykiem, który narzuciła na wierzch przed wyjściem z biura. Po chwili poczuła, że sięgnął do tyłu i rozpiął guzik. Spódnica gładko zjechała w dół. Usłyszała pomruk zadowolenia. Specjalnie zmieniła rajstopy na pończochy. Opłaciło się!

– Zrób krok do tyłu i usiądź – Usłyszała tuż przed sobą seksownie niski głos. Wykonała polecenie. Zdjął ostrożnie krótkie kozaczki na obcasie. – Ręce do przodu. To nam nie będzie potrzebne – Odpiął stanik. Popchnął lekko dziewczynę, upadła na łóżko. – Teraz ręce w górę – polecił.

Poczuła, jak materac obok niej ugina się pod ciężarem mężczyzny. Podciągnął Milę i założył pętlę z miękkiego sznura najpierw na jeden, a potem na drugi nadgarstek. Zadrżała.

– Nie jesteś związana – powiedział natychmiast. – Możesz w każdej chwili wysunąć ręce,o tak. – poruszył dłońmi dziewczyny – Ale nie chcę, żebyś to robiła. Zgoda?

– Zgoda – szepnęła bez tchu. – Jesteśmy tu sami? – upewniła się.

– Kochanie, do trzech razy sztuka. Miarka się przebrała! – Położył ciężką dłoń na dekolcie dziewczyny i powoli przesunął po jej ciele w dół, między piersiami, po brzuchu, aż do ud.

Wyprężyła się pod tym dotykiem, zaciskając jednocześnie palce na sznurze.

– Chcę wiedzieć, czy cię to podnieca? – Władczy ton doskonale podkreślał słowa. – Odpowiedz.

– Nie wiem, co? – jęknęła, zaciskając odruchowo nogi.

– To, że nie przestrzegasz reguł i będę musiał dać ci klapsa, albo nawet kilka… Odpowiedz mi!

– Tak.

– Co tak?

– Podnieca mnie to! – wydyszała.

– Tak myślałem – stwierdził z zadowoleniem. Zrzucił z siebie kurtkę i koszulę. Wcześniej pozbył się butów i skarpet. – Rozsuń uda. Chcę wiedzieć, jak bardzo się podnieciłaś.

Niski tembr głosu i władczy ton sprawił, że zareagowała natychmiast. Z drugiej strony, pokusa odrobiny nieposłuszeństwa wydawała się tak silna, a wizja wymierzanej kary cielesnej, taka podniecająca… Dotyk sznura na rękach sparaliżował Milę na ułamek sekundy, ale to minęło. Teraz czuła przyjemne rozpieranie między nogami i narastające pragnienie wypełnienia, ale Stefano się nie spieszył. Gładził palcem koronkę majtek, sunąc za każdym razem nieco niżej. Mila oddychała coraz szybciej i płycej. Wreszcie poczuła, jak palce męzczyzny zahaczają o gumkę i po chwili miała na sobie jedynie samonośne pończochy.

– Jaka jesteś mokra. – Dwa palce wsunęły się do wilgotnego wnętrza, sprawiając, że jęknęła głośno, próbując jednocześnie złączyć nogi. –„Nie mówić bez pytania? Zgoda, ale jednak…” – Szeroko skarbie! – wydyszał. – Jedną ręką pieścił łechtaczkę i obrzmiałą, ociekającą wilgocią szparkę, podczas gdy drugą rozpiął spodnie i wyciągnął na zewnątrz twardy wzwód. Widok leżącej przed nim, całkowicie oddanej i potulnej Mili wydawał się tak podniecający, że Stefano zaczął się obawiać o swoje możliwości. – „Weź się w garść!” – zganił się w myślach. Palce miał mokre od soków. Chwycił miękkie uda i zmusił do podciągnięcia w górę kolan. – Powiesz mi, jak będziesz blisko – warknął.

– Tak, powiem… – wyjęczała.

Wszedł powoli, jednym płynnym ruchem. Natychmiast odpowiedziała mu wypchnięciem bioder i przeciągłym jękiem. Oboje zamarli na chwilę w bezruchu, jakby się upajali tym zespoleniem.

– Ale mi w tobie dobrze – Stefano odetchnął głęboko i wycofał się. Oparł się na rękach po obu stronach szyi ukochanej i zaczął gwałtownie pracować biodrami. Pięć… dziesięć… dwadzieścia… liczył w myślach, starając się opanować narastające podniecenie. Mila wiła się i prężyła pod nim bliska ekstazy. Jej rozchylone usta łapały szybkie, płytkie oddechy…

– Oooooch! – Wygięła się, odchylając głowę.

Znieruchomiał. Mila nadal się poruszała, próbując zmusić ukochanego do działania.

– Błagam! – skamlała. Było jej wszystko jedno. Pragnęła doświadczyć spełnienia, które wydawało się tak bliskie.

– Nie ruszaj się skarbie. – Dotarł do niej schrypnięty głos. – Nie ruszaj się!

Ale ona właśnie chciała się ruszać!

– Och!

Stefano wysunął się gwałtownie, wciskając jednocześnie biodra dziewczyny w materac.

– Trzymaj się – wychrypiał, chwytając Milę za nogi i nagle obrócił na brzuch. – Nie słuchasz mnie! Tyłek w górę – warknął.

Wsunął pod biodra dziewczynycoś miękkiego, sprężystego… poduszkę? Leżała, dysząc z emocji. Była tak blisko… – „Co teraz? Klapsy?” – Miała w głowie zamęt. Najpierw usłyszała głośne plaśniecie, a dopiero potem poczuła piekący ból

– Auuua!

– Bolało? – Cichy, niski głos zabrzmiał tuż obok ucha Mili. Poczuła ciepły oddech na karku i twardy kształt dociskający się do obolałego pośladka.

– Tak. – Jęknęła.

– Przyjemne? – Wyprostował się.

– Tak – wyszeptała. Co mogła poradzić na to, że właśnie tak to odczuła?

– Podoba mi się ślad mojej ręki na twojej pupie. – Stefano pogładził zaczerwienione miejsce. – To za to, że byłaś nieposłuszna, a to… – Cofnął rękę i wymierzył klapsa w drugi pośladek. – Za to, że mi nie powiedziałaś… – Krzyknęła głośno. – Chciałaś dojść, chociaż ci nie pozwoliłem.

            Spodziewał się sprzeciwu, albo chociaż użalania się nad sobą, ale się nie doczekał.

– Przepraszam, już nie będę. – Cichy szept zabrzmiał tak słodko…

Pochylił się i zaczął delikatnie całować zaróżowione pośladki. Mila wciągnęła powietrze z głośnym sykiem. Obnażył zęby i przyszczypał skórę. Wypięła się mocniej. Czuł, że musi ją mieć. Teraz. Natychmiast! Pragnął tego, jak powietrza. Podciągnął w górę krągłe biodra.

– Dalej skarbie, zróbmy to – wychrypiał, wchodząc w nabrzmiałe ciało bez trudu. Zagłębienie pleców tuz nad pośladkami dziewczyny  lśniło od potu. Czysta rozkosz. – Krzycz, jeśli chcesz. Nikt nie usłyszy…

Krzyknęła przeciągle, czując, że narasta w niej pulsująca fala rozkoszy. Stefano poruszał się mocnymi zdecydowanymi ruchami, wydając przy każdym pchnięciu gardłowe stękniecie. Zwykle kochał się cicho, ale tym razem go poniosło. Od czasu do czasu, wymierzał lekkiego klapsa to w jeden, to w drugi pośladek. Były słabsze niż dwa pierwsze, ale wywoływały dokładnie taki sam efekt. Mila odchodziła od zmysłów.

– Dalej sikorko, chcę zobaczyć, że ci dobrze – wychrypiał. – Chcę usłyszeć.

Słowa dotarły do Mili i zadziałały jak katalizator. Tego potrzebowała, przyzwolenia.

– Teraz. – Jęknęła. – Teraz! Teeeraaaaaz! – Głośny krzyk odbił się od ścian.

Stefano wbił się jeszcze raz, ostatni, po czym znieruchomiał, czując, jak potężna fala przetacza się przez jego wyprężone ciało. Uporczywe skurcze jąder zmusiły mężczyznę do poruszenia biodrami. – „Więc to tego szukali: ona – uległości, on – dominacji. Zawsze dążyli do uzupełnienia się, choć sobie tego nie uświadamiali. Teraz, kiedy wreszcie odkryli swoje prawdziwe natury, stworzyli doskonałą całość.” – Odetchnął głęboko i ostrożnie przetoczył się na bok, pociągając Milę za sobą. Dyszeli.

– Fantastycznie – westchnęła z rozmarzeniem. Tak cudownie było nie myśleć, tylko czuć. Bez skrępowania, bez hamulców, wiedząc, że ukochany odczuwa taką samą rozkosz…

– Jesteś uzależniająca – szepnął dziewczynie do ucha, pokrywając pocałunkami spoconą szyję i kark.

– Ale nie idź na odwyk – zachichotała.

– Teraz, kiedy wiem, jak się z tobą bzykać? Nie zamierzam! – Sięgnął w górę i uwolnił nadgarstki Mili.

– Mogę już patrzeć? – spytała nieśmiało.

– Jeszcze nie, ale reguły już nie obowiązują. Chcę cię o coś spytać. Nie musisz mi odpowiadać, ale pamiętaj, że było mi naprawdę dobrze i twoja odpowiedź tego nie zmieni. – Dał jej chwilę, żeby dobrze go zrozumiała – Chcę się tak kochać – ciągnął. – Nie zawsze muszę zadawać ból. Bardziej zależy mi na dominacji.

– W porządku. Pytaj. – Chyba wiedziała, co nie dawało mu spokoju.

– Czy kiedy się kochaliśmy, mam na myśli „teraz”… Czy przypomniało ci się tamto? – Zadał to pytanie spokojnie, ale wiedziała doskonale, że w głębi duszy wcale nie był spokojny.

– Nie. Ani przez chwilę! – odparła z mocą. – Nawet kiedy mnie wiązałeś. Zawahałam się, ale to był odruch. Nie myślałam.

Otoczył ukochaną ramionami i przytulił do siebie, wdychając zapach jej włosów. Czuła Stefano w sobie i na sobie, czuła go tak blisko, jakby stopili się w jedną całość. Mili wydało się, że ich własne serca biją jednakowym przyspieszonym rytmem. Leżeli tak dobrych kilka minut, zanim mężczyzna rozluźnił uścisk, odsunął się i jednym wprawnym ruchem zdjął z oczu dziewczyny zasłonę. Zamrugała kilka razy, zanim obraz wyostrzył się na tyle, że poznała wnętrze.

– O ja cię…! – Głos uwiązł Mili w gardle. Usiadła gwałtownie.

W ogromnych oczach pojawiło się zdumienie. Szok mijał powoli.

– Jak to? Zabrałeś mnie do domu swojej matki, żeby… O kurwa, Stefano! – Brakło jej słów.

– Uspokój się. – Ta gwałtowna reakcja zbiła go nieco z tropu, ale już po chwili odzyskał pewność siebie – Jesteśmy tu sami. Zresztą, to już nie jest jej dom.

– Co? – Miejsce zaskoczenia zajął niepokój. – Chyba go nie sprzedaliście?

Myśl, że potrzebował pieniędzy na wykup udziałów spółki uderzyła Milę jak niespodziewana fala.

– Nie – uspokoił ją. – Nadal należy do rodziny.

Mila wpatrywała się w Stefano bez słowa. Prawie widział jak obracają się trybiki jej myśli.

– Ten dom jest ogromny i ma pełno schodów. Mama wolała coś mniejszego – powiedział powoli. – Teraz należy do mnie i muszę podjąć decyzję, co z nim zrobić. Miałem nadzieję, że mi pomożesz. – Przelotny uśmiech rozjaśnił twarz mężczyzny.

– Co masz na myśli? – Nagle Mili zrobiło się duszno. Czuła, jak powietrze gęstnieje, jak ją oblepia.

– Moglibyśmy się tu przeprowadzić… – Zawiesił głos, czekając na reakcję ukochanej.

– Tutaj? – Rozejrzała się po sypialni. Mimo braku osobistych rzeczy Benedetty, nadal czuło się jej obecność.

– Możemy go przemeblować, przebudować. – Przyglądał się dziewczynie badawczo, jakby wyczuwając wahanie. – Możemy sprzedać część mebli, albo nawet wszystkie…

Mila zakryła usta dłońmi. Miała wrażenie, że serce wyrwie jej się z piersi. Jeśli to nie była próba powiedzenia, że chciałby spędzić z nią życie, to co to, do diabła, było?

– Żartujesz? – Zarzuciła ręce na silne męskie ramiona i przyciągnęła je do siebie. – Ja miałabym pozwolić, żebyś się tego wszystkiego pozbył? Ja?

– Czyli… chciałabyś tu zamieszkać?

– Chciałabym? – Przewróciła oczami. Nawet jej się nie śniło coś takiego! – Och, Stefano! – Wtuliła się w szyję mężczyzny. Ten dom traktowała jak coś wspaniałego, nieosiągalnego… Uwielbiała go!

Radość Mili zarażała. Poczuł się wreszcie w pełni odprężony. Chwycił lgnącą do niego dziewczynę i rozstawiając szeroko nogi posadził ją przodem do siebie. Wewnętrze obydwu kobiecych ud dotykało jego torsu, podczas gdy twarde męskie nogi obejmowały biodra dziewczyny. Bliskość i ciepło nagich ciał, w połączeniu z unoszącym się w powietrzy zapachem niedawnego seksu, podziałały na oboje.

– Znowu? – spytała z niedowierzaniem Mila, spojrzawszy w dół. Gładka, lśniąca żołędź nabrzmiałego członka wyróżniała się intensywnym kolorem.

– Mówiłem, że jesteś uzależniająca. – Stefano wodził opuszkami palców po plecach ukochanej, przyglądając się, jak pełne piersi robią się jeszcze pełniejsze, a brodawki twardnieją, choć nawet ich nie dotknął – Ciekawe – powiedział, jakby do siebie. – Przygotowałem się na bitwę, a tymczasem poddałaś się prawie natychmiast. – Miał na myśli dom.

– Nie chcę walczyć – odparła miękko. – Taka niewola mi odpowiada…

Nie dokończyła jeszcze zdania, kiedy silne dłonie chwyciły jej tyłek i uniosły w górę.

– No, to siadaj na mojego rumaka. Zobaczymy, czy naprawdę jesteś gotowa na niewolę! – Nakierował ciało dziewczyny na siebie i ściągnął w dół.

– Ufff! Potrafisz zrobić na kobiecie wrażenie – wysapała.

Stefano miał teraz przed sobą piersi ukochenej i zamierzał to wykorzystać. Powolnym ruchem ogarnął jedną z nich i ważąc w dłoni zaczął pieścić ustami. Biodra Mili zadrgały i zaczęły się poruszać minimalnie w przód i w tył. Jej gotowość i uległość wydały się takie podniecające!

– Ooooo!? – krzyknęła przeciągle, czując zęby, zaciskające się na wrażliwej brodawce. Nowa fala wilgoci wypełniła wnętrze dziewczyny i spłynęła w dół. Przyjemne ciepło zaczęło rozlewać się po ciele, odganiając wszelkie myśli. Możliwość oddania kontroli Stefano wzmagała pożądanie, a jednocześnie sprawiała, że czuła się bezpieczna.

Po niedawnym zmęczeniu nie pozostał już ślad. Poruszali się wolno, ze stałym dręczącym rytmem, jakby wpadli w trans. Stefano wciąż pieścił delikatną aksamitną skórę i twarde wisienki brodawek, od czasu do czasu wydobywając z gardła Mili ciche pomruki aprobaty lub głośne okrzyki, w reakcji na ostrzejsze doznania. Szczupłe palce dziewczyny zaciskały się raz po raz na męskich ramionach, kłując paznokciami. Jednak była to tylko niewinna pieszczota w porównaniu z tym, jak on obchodził się z jej cudownie wrażliwym ciałem. Kiedy do mężczyzny dotarło, że ukochana jęczy właściwie nieprzerwanie, a jej skóra pokryła się mgiełką potu, postanowił narzucić szybsze tempo. Wypuścił z ust brodawkę, z zadowoleniem obserwując czerwone ślady pozostawione przez zęby i odchylił się do tyłu, opierając częściowo plecy o pokaźny zagłówek i wezgłowie łóżka. Przesunął dłonie na poruszające się teraz w górę i w dół biodra Mili.

– Dalej, branko! Daj rozkosz swojemu panu! – Wyszczerzył zęby do przymglonych oczu.

Dziewczyna oparła dłonie o pierś ukochanego, a on nadał jej ruchom szybszy rytm, wzmacniając go jeszcze własnymi biodrami. Pokój wypełnił się jego gardłowymi pomrukami, rozlegającymi się na tle głośnych jęków i odgłosu uderzających o siebie ciał. Kochając się wcześniej, Mila dochodziła do orgazmu stopniowo, z przerwami, na nowo budując napięcie, teraz pędziła do celu na złamanie karku. Nacierali na siebie bez opamiętania. Spełnienie osiągnęli równocześnie, krzycząc i drżąc jak w gorączce. Padła na łózko wykończona, bez tchu.

– Za–mek. – Cichy szept wydobył się z obrzmiałych, spękanych ust dziewczyny.

– Teraz? – Stefano nie mógł powstrzymać rozbawienia. – Prawie cię zabiłem, a ty dopiero teraz mnie powstrzymujesz?

– Ja umarłam, prawda? – spytała słabym głosem. – Na ziemi takie rzeczy się nie zdarzają.

– Co za poezja. – Położył dłonie na szczupłych plecach. – Żyjesz kochanie. I to jeszcze jak!

– Ale, jak tak dalej pójdzie, to możemy jednak tego nie przeżyć. – Jęknęła, ostrożnie rozciągając mięśnie. – Jesteś boski! – dodała z uwielbieniem.

Odpoczywali długo, wypełniając czas delikatnymi czułymi pieszczotami. W końcu udało im się wstać. Stefano naciągnął bokserki i spodnie, a Mila okryła się tymczasowo jego koszulą, która w połączeniu z pończochami dała wyjątkowo seksowny „look”. Wyszli z sypialni i zajrzeli do wszystkich pokoi na piętrze, potem wspięli się wyżej, gdzie z obszernego pomieszczenia można było wyjść na ogromny taras. Rozciągał się z niego widok zapierający dech w piersi. Stanęli przed szklaną taflą drzwi.

– Dachy Turynu. – Westchnęła Mila, dotykając nosem szyby. – Jak dachy Paryża.

– Nasza prywatna podniebna przestrzeń. – Stefano obserwował ukochaną uważnie. – Moja matka prawie tu nie przychodziła. Jak zrobi się cieplej, ustawimy parasol albo zawiesimy markizę.

Zeszli na sam dół po szerokich schodach wyłożonych kamieniem w odcieniu ciepłego brązu.

– Kiedy chcesz się przeprowadzić? – Mila rozejrzała się po pozbawionym zasłon salonie.

– Na pewno trzeba będzie zrobić jakiś remont…, malowanie… – Przesunął dłońmi po krótko przystrzyżonych włosach. – Chodź. Obejrzymy kuchnię.

Weszli do dużego pomieszczenia z oknami wychodzącymi na ulicę. Całą przestrzeń podzielono kuchenną wyspą na dwie części. Jedna stanowiła właściwą kuchnię, a druga jadalnię, z niewielkim podwyższonym kominkiem, w którym zainstalowano ruszt. Wszystko utrzymano w stylu toskańskiej prowincji: meble z przetartego drewna, rustykalne kafelki. Natychmiast  zrozumieli, że tu renowacja będzie wręcz nieodzowna.

– Musisz zadecydować, jakie chcesz mieć meble i wyposażenie. – Stefano wykonał zamaszysty ruch ręką.

– Te mi się podobają, trzeba je tylko odnowić. – Mila szła wzdłuż szafek, sunąc dłonią po kamiennym blacie. – Poza tym, twoja mama bardzo tę kuchnię lubi… Myślę, że byłaby zadowolona…

– Chcę, żebyś to ty była zadowolona – przerwał z naciskiem. – Ojciec przywiózł ją tu zaraz po ślubie. To było jedyne pomieszczenie, którego nie kazał umeblować wcześniej.

– Mówiła mi o tym. – Roześmiała się Mila. – Pytałam, dlaczego tak różni się stylem od reszty domu.

Stefano spochmurniał. Matka na pewno kochała ojca. On chyba na swój sposób też ją kochał. Późniejsze zdrady wszystko zmieniły, zepsuły…

Dziewczyna uważnie przyglądała się ukochanemu. Zmiana nastroju ujawniła się tak wyraźnie! Zawsze reagował w ten sposób na wspomnienie rodziców. Wiedziała dlaczego. Z tego samego powodu długo nie myślał o małżeństwie. – “Ale zmienił zdanie” – zakołatało jej gdzieś z tyłu głowy. Ostatnią rzeczą, którą chciała teraz oglądać, był jego smutek.

– Więc, to jest moje, tak? – Rozłożyła szeroko ręce. Postanowiła odwrócić uwagę Stefano od nieprzyjemnych myśli.

– Tak.

– W takim razie zostaje tak, jak jest. Mam fantastycznego renowatora. Drogi, ale zrobi z tego cudo! Tylko dokupię trochę sprzętów. Może taki ekspres do zabudowy? – Dotknęła z czułością jednej z szafek. – Zobaczymy, czy wystarczy mi pieniędzy. Najwyżej wstawimy go później – zamruczała do siebie.

– Kochanie, zrób wszystko, co tylko zechcesz. Mamy pieniądze.

– Ty masz… – Zbyt późno ugryzła się w język.

– Na jedno wychodzi. – Wzruszył ramionami. – Zresztą, potraktuj to jak rodzinną tradycję. Pod tym względem, ja i tak jestem postępowy. Moja matka nigdy nie pracowała zawodowo. To, że ojciec pozwolił jej wybrać kuchnię, było z jego strony gestem. Płacił za wszystko…

– Ja pracuję, a poza tym, ty nie przywiozłeś tutaj żony – wypaliła, biorąc się pod boki.

Stefano uniósł gwałtownie głowę i otworzył szeroko oczy. Zaskoczyła go.

– Nie. – Zmarszczył brwi. W oczach Mili igrały wesołe ogniki – Dla ciebie to temat do żartów? – spytał, mrużąc oczy.

Natychmiast spoważniała. – „Kurwa, nie o to chodziło!” – zaklęła w myślach. Miała nadzieję skierować rozmowę w zupełnie inną stronę. A może wcale nie…?

– Ej, nie bądź taki – poprosiła łagodnie. Podeszła do ukochanego i położyła mu dłonie na torsie, wpatrując się w orzechowe oczy. – Nie chcę się kłócić. Po prostu, nigdy nie miałam niczego tak… swojego. Meblowanie naszego mieszkanka było fajne, ale to co innego. Mam swoją kuchnię! – Nawet nie starała się ukryć radości. – I jeszcze jadalnię!

– Sikorko, masz cały dom. – Ujął w dłonie drobną twarz Mili. Dziecięca radość tej dziewczyny zupełnie go rozbrajała. – Daję ci to wszystko. Chcę, żebyś urządziła po swojemu. Tak, jak ci się podoba.

– A tobie jak się podoba?

– Mnie? – Zastanowił się. – Funkcjonalnie. Przygotuj ten dom dla nas. Znasz się na tym, jak nikt inny.

– Postaram się. To będzie świetna inwestycja. – Rozpogodziła się.

– Jestem tego pewien. – Otoczył ukochaną ramieniem. – Jutro pogadam z prawnikami. Chcę, żeby to wszystko naprawdę należało do ciebie.

– Ja chyba znam sposób – wyszeptała. – „Teraz, albo nigdy” – postanowiła. – Nawet dość prosty…

Stefano zatrzymał się i powoli uniósł w górę brodę dziewczyny, szukając oczu, ale Mila nakryła je rzęsami. Serce zabiło mu mocniej. Czyżby chciała odpowiedzieć wreszcie na pytanie, które zadał dawno temu?

– Pomyślałam… że jeśli… że… – dukała nieskładnie. – Jeśli nadal chcesz… – Głos odmówił Mili posłuszeństwa. Dlaczego on nic nie mówi? Posłała Stefano szybkie pełne desperacji spojrzenie.

– Wiesz, że chcę. – Przyszedł ukochanej z pomocą, gdy tylko dotarło do niego, co próbowała powiedzieć. – Cały czas czekam. Nic się nie zmieniło!

Broda dziewczyny zaczęła drżeć i zanim zdążyła wydusić z siebie nastepne słowa, rozpłakała się.

– Sikorko! – Objął mocno ukochaną.

– To nic. – Szlochała i śmiała się przez łzy. – Ja tak mam. Przecież wiesz… – Otarła twarz wierzchem dłoni.

– Czy teraz mi odpowiesz? – Zajrzał w pełne wilgoci oczy. Po twarzy błąkał mu się wesoły chłopięcy uśmiech. – Wyjdziesz za mnie?

– Tak, tak, tak! – Rzuciła się Stefano na szyję. – Wyjdę za ciebie i będę cię kochać, i słuchać, i będę się strasznie starać… – Łzy płynęły Mili po policzkach, kapiąc na nagie ramiona i plecy mężczyzny.

Chwycił ją w ramiona i okręcił się wokół własnej osi. Rozpierała go radość. Miał ochotę ogłosić swoje szczęście całemu światu. Dziwnie się z tym poczuł, bo przecież nigdy nie był ekstrawertykiem. – Dlaczego mam wrażenie, że wodzisz mnie za nos? – spytał wesoło, pozwalając, by jej stopy dotknęły posadzki.

– Ja? – W jej głosie dało się usłyszeć szczere zdziwienie – Nie śmiałabym… – Uśmiechnęła się, ocierając lśniące od łez oczy.

– Ty czarownico! Rzuciłaś na mnie urok… – Westchnął.

Stali tak, tuląc się i dotykając, jakby chcieli mieć pewność, że to nie sen. Stefano pierwszy odzyskał głos.

– Na końcu ulicy jest świetna restauracja. Co ty na to? Ja umieram z głodu!

– W porządku. Tylko musimy uzupełnić garderobę. – Zamachała ukochanemu przed nosem zbyt długimi rękawami koszuli.

– Jeśli o mnie chodzi, to może tak zostać. – Prześliznął wzrokiem po widocznych przez cienki materiał, apetycznych krągłościach. – Ale masz rację, nie będę się z nikim dzielił.

***

Mijając gustowne wejścia do mieszkań oraz nieliczne wystawy elegancjich sklepów i lokali usługowych, zajmujących partery budynków, Mila starała się wyobrazić sobie ich dwoje w tej dzielnicy. Do tej pory każde z nich prowadziło jakby odrębne życie. Stefano podążał za Fabiem, jak cień towarzysząc mu także w podróżach. Ostatnie dwa lata obfitowały również w inne wyjazdy. Nie wiedziała co robił, ani gdzie, ale wracał zmęczony i spragniony snu. Drżała o niego, choć nigdy głośno nie wyrażała swoich obaw. Musiał jednak zdawać sobie sprawę z tego, co przeżywała. Choćby dlatego, że zawsze witała ukochanego, jak gdby wracał z zaświatów.

– O czym tak myślisz? – spytał, przyciągając dziewczynę do siebie, by nie zderzyła się z grupką Azjatów z aparatami fotograficznymi.

– Dociera do mnie, że wszystko się zmienia – szepnęła. – I jeszcze bardziej się zmieni, kiedy tu zamieszkamy.

– Mam nadzieję! – Mrugnął do Mili wesoło, jakby planował jakąś psotę.

Weszli do przestronnego, ale przytulnego wnętrza i zatrzymali się obok niewielkiego blatu z kryształowego szkła, wspartego na kamiennej kolumnie. Natychmiast podszedł do nich szef sali i wskazał stolik w głębi. Mila usiadła przodem do okna, by widzieć przechodniów. Był to chyba najbardziej lubiany przez Stefano typ lokalu. Turyści stanowili niewielki odsetek gości, ze względu na dość wysokie ceny, natomiast z upodobaniem przychodzili tu okoliczni mieszkańcy. To jedno z tych miejsc, gdzie mogli powiedzieć kelnerowi „to, co zwykle” albo „ostatnio mieliście taką tartę z bakłażanem…”. Z przyjemnością pomyślała, że teraz staną się tu stałymi bywalcami. Mogliby też od czasu do czasu zamówić gorące cornetti con cioccolato na śniadanie z niewielkiej ciastkarni na końcu ulicy. Podejrzewała, że wielu mieszkańców tak robiło. Miała już podzielić się ze Stefano swoimi rozmyślaniami, ale spojrzawszy na ukochanego zmieniła zdanie. Wydawał się całkowicie pochłonięty studiowaniem karty dań, a po jego twarzy błąkał się ledwie uchwytny uśmiech. Zdała sobie sprawę, że ostatni raz widziała takiego Stefano chyba na wakacjach poprzedniego roku. Westchnęła cicho i odwróciła głowę do okna, gdzie po przeciwnej stronie ulicy zaparkował swój skuter kurier. Od razu się domyśliła profesji chłopaka, bo bagażnik pojazdu miał przymocowaną ogromną, jak na jednoślad, skrzynkę. Otworzył ją i ostrożnie wydobył nieregularny, jasnoszary pakunek. Zatrzasnął niedbale kufer i rozejrzał się na boki z zamiarem przejścia na drugą stronę ulicy.

– Sikorko, na co masz ochotę? – Głos Stefano odwrócił uwagę Mili.

– Może karczoch po rzymsku? – spytała z roztargnieniem.

– Też o tym pomyślałem. – Mrugnął z uśmiechem i uniósł nieznacznie dłoń, dając znak kelnerowi. Następnie pochylił się nad stolikiem i ujął dłonią brodę dziewczyny, zaglądając jej w oczy. – Jestem szczęśliwy – powiedział i złożył na ustach narzeczonej długi gorący pocałunek.

Zachichotała nerwowo, zaskoczona zarówno jego zachowaniem, jak i szczerym stwierdzeniem.

– Przesyłka dla pana. – Kelner zatrzymał się obok stolika. Zza jego pleców wyłonił się kurier z… bukietem róż!

– Właściwie, to przesyłka dla tej damy. – Stefano podał chłopakowi dyskretnie złożony banknot, po czym wziąwszy od niego kwiaty, wstał z miejsca i odwrócił się w stronę oniemiałej z wrażenia Mili.

Nagle w całym lokalu zapadła cisza.

Nie zważając na to, Stefano uklęknął na jedno kolano.

 – Wiem, że już mi odpowiedziałaś, więc to ułatwia sprawę, ale i tak powiem. Chciałbym, żebyś to przyjęła – Sięgnął pomiędzy kwiaty i odnalazł mały satynowy woreczek, przywiązany do jednej z róż. Rozsupłał go sprawnie i wyciągnął z niego pierścionek.

Mila zacisnęła dłonie w piąstki i przycisnęła je do piersi. Dopiero po dłuższej chwili wyciągnęła w kierunku Stefano drżącą dłoń.

– Ja… ja nie wiem, co powiedzieć – wyszeptała wzruszona. – Nie spodziewałam się…

Stefano wsunął pierścionek na palec ukochanej i przyjrzawszy się swemu dziełu, przycisnął dłoń do ust.

Auguri! (Gratulacje!) – Ze wszystkich stron dobiegły ich głośne okrzyki i oklaski. Wśród gości wybuchła euforia. Kiedy wreszcie zapanował względny spokój, Stefano mógł wrócić na swoje miejsce. Siedzieli przez dłuższą chwilę wpatrując się w siebie. – Jak to zrobiłeś? Kiedy? – Mila nie mogła wyjść z podziwu – Przecież nie wiedziałeś…

– Poczekałem, aż wejdziesz do łazienki. – Twarz dorosłego poważnego mężczyzny rozświetlił chłopięcy uśmiech. – Naprawdę nie wiedziałem. Nie zabrałem ze sobą pierścionka. No, ale w końcu słynę z umiejętności organizacyjnych.

– Jesteś niemożliwy, ale kocham cię za to! – Wpatrywała się w połyskujący na jej własnym palcu kamień. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że musi być antykiem. Owalny rubin w kolorze wina otaczały maleńkie diamenciki osadzone w białym i żółtym złocie. – Jest piękny. Wygląda jak Tiffany…

– Bo to jest Tiffany. Matka kupiła go na aukcji. Podobno była pod wrażeniem filmu… Nalegała, żebym dał ci właśnie ten pierścionek.

Dalszą rozmowę przerwał im kelner, który poza przystawkami przyniósł też szampana i dodatkowy kubeł na lód wypełniony wodą. Umieścił w nim bukiet czerwonych róż, który Mila ułożyła tymczasowo na stoliku i co chwila dotykała delikatnych chłodnych płatków. Ledwie zdążyli skosztować delikatnego serca karczocha, który w połączeniu z wytrawnym szampanem mógł swobodnie pretendować do królewskich stołów, kiedy leżący na stoliku telefon zadrgał leciutko, wydając cichy, pojedynczy dźwięk. Stefano rzucił okiem na ekran, ale nie wykonał żadnego ruchu. Mila posłała mu pytające spojrzenie.

– Moja matka. – Nadal nie odbierał, choć telefon wibrował.

– Och, nie wygłupiaj się! Odbierz. To może być coś ważnego – ofuknęła go. Doceniała, że chciał całą uwagę skupić na niej samej, ale to w końcu matka! I właśnie dostała pierścionek, który należał wcześniej do niej!

– Tak mamo. – Stefano z wyraźną ulgą podniósł do ucha komórkę. Słuchał przez chwilę, po czym spojrzał na Milę z wyrazem zaskoczenia na twarzy. – Dziękuję – bąknął. Rozejrzał się dyskretnie i po chwili skinął głową parze w wśrednim wieku, siedzącej kilka stolików dalej. Nachylił się tak, żeby Mila mogła słyszeć. Przełączenie na głośnomówiący nie wchodziło w grę.

– Mila, słyszysz mnie? – Głos Benedetty lekko drżał.

– Tak – odparła z przejęciem.

– Bardzo, bardzo się cieszę! Mam nadzieję, że nie macie planów na sobotę, bo chciałabym was zaprosić na małe przyjęcie do mojego nowego mieszkania… – Zawiesiła głos, czekając na odpowiedź.

Stefano kiwnął głową, dając Mili znak, że dysponuje wolnym czasem.

– Przyjdziemy na pewno – odparła szybko. – Ten pierścionek jest przepiękny!

– To cieszę się podwójnie! Bawcie się dobrze, dzieci. Miłego wieczoru.

Rozłączyła się, pozostawiając Milę z wyrazem osłupienia na twarzy. Nigdy tak do niej nie mówiła. „Dzieci”, to było także o niej, do niej samej… Poczuła drapanie w gardle. Matka jej ukochanego nie tylko ją zaakceptowała, ale najwyraźniej także polubiła.

– Co jest? – Stefano przyglądał się narzeczonej podejrzliwie. – Jeśli nie chcesz iść, to nie musimy, ale Caterina i Fabio też tam będą.

– Och, Stefano, oczywiście, że chcę iść! Po prostu nie radzę sobie z taką ilością szczęścia na raz.

***

Stefano przeciągnął się leniwie. Powinien wstać i pobiegać przed wyjazdem do pracy, jeśli chciał się utrzymać w formie, ale ciepło bijące od Mili i jej odurzająco słodki zapach wabiły zbyt silnie. Leżał więc spokojnie wpatrując się w sufit. Wrócił myślami do poprzedniego dnia. Oboje podjęli decyzje, które miały zmienić ich życie, uprawiali fantastyczny seks, odkrywali się na nowo i było… jak z innego świata! W tej chwili nie potrafił znaleźć lepszego określenia na to, jak się teraz czuł. Wrócili z kolacji późno, ale nie mogli zasnąć. Kochali się długo, leniwie, bez pośpiechu. Zresztą, po popołudniowym maratonie mógłby to robić nawet całą noc.

Mila posapywała cicho przez sen. Spojrzał na dłoń dziewczyny leżącą na jego własnej piersi. Nie zdjęła na noc pierścionka. Uśmiechnął się na wspomnienie jej zaskoczenia. Uwielbiał ten dziecięcy zachwyt, ten blask oczu… Stefano ogarnęła tkliwość. Przecież miał Milę tylko dla siebie od tak dawna, a mimo to świadomość, że się pobiorą, zamieszkają razem, będą mieć dziecko, była czymś nowym, miłym i napełniała mężczyznę radością. Dlaczego wcześniej tego nie zrobił? Matka tyle razy próbowała poruszyć ten temat…

Mila odetchnęła głębiej i przekręciła się, przywierając ciaśniej do boku i uda narzeczonego. Jeszcze pięć minut, postanowił i przymknął oczy, rozkoszując się błogim uczuciem ciepła i zadowolenia. O czym myślał? Aha, matka zadzwoniła, gdy tylko się dowiedziała. No cóż, wybrał miejsce, gdzie nie był anonimowy. O dziwo, nie czuł złości. Może nawet dobrze się stało, że akurat siedzieli tam ludzie z kręgów zaprzyjaźnionych także z Conte Marcello? Na pewno już do nich dotarła informacja o zaręczynach. W końcu nie była to „jakaś tam” wiadomość! Przypomniał sobie natychmiast, jak wielu ludzi przyszło na ślub Fabia tylko po to, żeby móc zobaczyć Caterinę i potem komentować stroje i inne tym podobne. Wzdrygnął się. Z drugiej strony, Conte i ta jego bezczelna smarkula dostaną jasny przekaz: Miał swoje plany i nie zamierzał dać się kupić!

Otworzył oczy. Dość wylegiwania się! Ostrożnie odsunął się od Mili, pocałował narzeczoną w ramię i usiadł. Zamruczała sennie, ale nie obudziła się. Wstał. Spojrzał w dół, a potem na leżącą w pościeli dziewczynę i jeszcze raz w dół. Jego członek wyglądał imponująco. Przeciągnął się z zadowoleniem.

Bieganie z erekcją nie należało do ulubionych sportów Stefano. Na szczęście chłód poranka sprawił, że dość szybko uporał się z tym problemem. Dwukrotnie obiegł cały teren, lustrując uważnie ogrodzenie. Robił to z przyzwyczajenia, bo przecież teraz należało to do obowiązków Luki. Wracał zmęczony trochę bardziej niż zwykle, ale za to, gdy tylko uchylił drzwi wejściowe, poczuł zapach kawy i wanilii. Czekało na niego wyśmienite śniadanie.

– Wstałaś? – Z zadowoleniem popatrzył na Milę, krzątającą się po kuchni. Miała potargane włosy i nieco zaspane spojrzenie, ale przez to wyglądała jeszcze bardziej pociągająco. Podszedł do ukochanej szybko i zwinnym ruchem przyciągnął do siebie za poły miękkiego szlafroka.

Pisnęła zaskoczona, ale nie broniła się, więc złożył na jej pełnych ustach soczysty pocałunek.

– Podkradłam Pietro rogaliki – rzuciła wesoło, kiedy wreszcie ją puścił.

– Łobuzie! – Pogroził palcem. – Zaraz przyjdę – Ściągnął przez głowę przepoconą koszulkę.

– Tak naprawdę, to sam mi je dał! – krzyknęła za nim. – Pytał, czy będziemy na kolacji. Chyba chcą nam pogratulować…

W odpowiedzi usłyszała tylko szum prysznica.

***

– Jakie plany na dziś? – Stefano obserwował znad filiżanki z cappuccino okruszki rogalika poprzyklejane do ust Mili. Chętnie by ich skosztował, gdyby nie dzielący ich blat. – „A co tam blat!” – przemknęło mu przez myśl. Odstawił filiżankę.

– Powinnam podskoczyć po receptę. Muszę tam jechać z Luką? – Nie, żeby miała z tym problem, ale do ginekologa wolałaby go ze sobą nie ciągnąć.

– Musisz – odparł mechanicznie. – Zaraz… – Znaczenie słów dziewczyny dotarło do Stefano z opóźnieniem. – Receptę na tabletki? Chcesz nadal je brać?

Mila odłożyła rogalik na talerzyk i przyglądała się narzeczonemu przez dłuższą chwilę, jakby szukała w nim natchnienia. Otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła. Policzki dziewczyny lekko się zaróżowiły. Co miała teraz powiedzieć?

– I tak powinnam iść na badanie… – zaczęła wymijająco. –„Test wypadł ujemnie, ale lepiej dmuchać na zimne” – pomyślała. Z drugiej strony, Stefano chciał dziecka. A ona sama? Czego chciała? – Trochę mi się wszystko rozregulowało przez to porwanie…, ale nie jestem w ciąży – dodała.

– Nie poganiam cię. – Wyczuł w głosie ukochanej niepewność. – Wiem, że to ważna decyzja, ale ja jestem gotowy. Moglibyśmy spróbować… Przecież i tak niedługo się pobierzemy. Nie chcę czekać, aż osiwieję – roześmiał się trochę wymuszenie.

– Kochany, to się dzieje tak szybko. – Sama już nie wiedziała, co ma myśleć. Nie miała już nastu lat. Caterina właśnie zaszła w ciążę… – Chcesz mieć ze mną dziecko – powiedziała powoli, jakby się upewniała, że właśnie o to chodziło.

– Tak, sikorko. Bardzo tego chcę, ale jeśli potrzebujesz czasu… – zawiesił głos.

– Nie! To znaczy, tak. Dobrze. – Język jej się plątał. – O mój Boże, nad czym ja się zastanawiam? Kocham cię. Chcę mieć dzieci! Po prostu przez te wszystkie lata myślałam, że nigdy… że nie będę mogła…

– Mila, skarbie. – Wyciągnął do narzeczonej ręce. – Chodź do mnie. – Wstał i przyciągnął dziewczynę do siebie. – Chcę spróbować. Wiem, że to nie zawsze się udaje od razu, ale…

– Nie o to chodzi. – Wyjąkała. Znów musiała się cofnąć do bolesnych wspomnień. Jednak tym razem nie uciekała. – Od tamtego czasu… no wiesz… U nas się mówiło, że taka dziewczyna jest do niczego, że się nie nadaje… – Potrząsnęła głową. – Ja wiem, że to tylko takie gadanie, ale wiesz… To gdzieś we mnie zostało.

– Posłuchaj. – Ujął twarz Mili w dłonie i zajrzał w oczy. – Zabraniam ci tak myśleć! Ja najlepiej wiem, czy się nadajesz, czy nie. Kochasz mnie?

– Najbardziej na świecie! – szepnęła. – Przecież wiesz…

– Wiec mi zaufaj. – Zbliżył usta do ust dziewczyny. Całował długo, aż brakło im tchu, ale nie przestawał, póki nie poczuł, że się rozluźniła. – Będzie dobrze! – powiedział wesoło, widząc zamglone spojrzenie. – Fabio mówił, że próby są najprzyjemniejsze.

Roześmiała się w odpowiedzi. Nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby mu odmówić. Gdyby chciała…

– I kto tu kogo wodzi za nos? – prychnęła.

Bez pośpiechu zbierali się do wyjścia. Mogli jechać razem, bo Mila miała popracować w biurze, a wizytę u lekarza umówiła na popołudnie. Ciche brzęknięcie telefonu przykuło uwagę Stefano. Spojrzał na wyświetlacz”

Proszę o kontakt telefoniczny

Nikołaj odezwał się trochę niespodziewanie. Może termin „podjęcia przesyłki”, jak określali umownie czas wykonania zlecenia, uległ zmianie? Nie, wtedy po prostu wysłałby wiadomość.

Podniósł głowę. Mila posłała ukochanemu zaciekawione spojrzenie, ale gdy napotkała wzrok Stefano, natychmiast zaczęła intensywnie grzebać w szufladzie komody.

– Sikorko, musimy pogadać – zaczął. – Mam namierzonego tego drugiego faceta i… – zawahał się. – Czy chcesz się z nim spotkać, albo go zobaczyć? Albo po prostu powiedz mi, co mam z nim zrobić.

– Ja? – Stanęła jak wryta. Niby wiedziała, że ta chwila nadejdzie, ale mimo wszystko poczuła się zaskoczona. – Nie wiem, co zrobić…

– Niczego nie musisz. Poniesie karę, tak jak tamten i tyle. – Stefano wzruszył ramionami. – Chyba, że będziesz miała jakieś własne sugestie. Zastanów się na spokojnie.

Stefano zostawił Milę samej sobie i przeszedł do pokoju obok. Wyjął z szuflady biurka dwie nierozpakowane karty telefoniczne i podniszczoną komórkę. Wyglądała na toporną, nosiła ślady upadków i zadrapań, nie miała żadnego logo, za to dość solidną obudowę. Z półeczki nad biurkiem zdjął pudełko z pleksi i odszukał w nim baterię. Wrzucił to wszystko do zwykłej szarej koperty na dokumenty.

– Gotowa? – krzyknął w stronę sypialni.

Przeszli przez dom w stronę garaży. Przy podnoszonej bramie spotkali Franco.

– Dawno cię nie widziałam. – Mila powitała ochroniarza z uśmiechem. – Jak żebra?

– Dzięki, już lepiej. Odwiedziłem rodziców, ale jestem znowu w pracy. – Uścisnął dłoń, którą wyciągnął do kolegi Stefano. – Co mam robić? – zwrócił się bezpośrednio do niego.

– Skoro już jesteś w pracy, to odciążysz Lukę. Przed drugą przyjedź po Milę do biura, OK?

– Jasne. Tym? – Wskazał jeden z dwóch SUV– ów.

– Tak. –  Skinął głową i podszedł do swojej alfy. – Jedziemy. – Ponaglił łagodnie narzeczoną.

– Teraz będzie mnie chronił Franco? – spytała z rozbawieniem, kiedy jechali w stronę bramy. Zdecydowanie wolała go od surowego i małomównego Luki.

– Jeszcze nie wydobrzał, ale głowę ma sprawną, a to na razie wystarczy – westchnął.

Jechali jakiś czas w stronę centrum, po czym Stefano skręcił w lewo i dodał gazu. Przemieszczali się w stronę przemysłowej części Turynu.

– Wieziesz mnie na manowce? – zażartowała Mila, przyglądając się mijanym budynkom. Cześć z nich wyglądała na opuszczone, inne były w trakcie remontu albo przebudowy.

– A chciałabyś? – posłał dziewczynie lubieżne spojrzenie.

– No wiesz? Mieliśmy jechać do pracy… – Wyprostowała się na siedzeniu, zaciskając nerwowo uda. – „Chyba mi odbiło?” – zganiła się w myślach. Przyjemne drgania gdzieś w dole brzucha sprawiły, że lekko się zaróżowiła.

– Widzę, że nie masz nic przeciwko temu! – roześmiał się, ale zaraz spoważniał. – Niestety, muszę wykonać ważny telefon. Może wieczorem? – obiecująco uniósł jedną brew.

Skręcił z głównej drogi i po chwili zatrzymał się na placu przed jednym z opuszczonych budynków. Kawałek rozwalonego muru osłaniał ich od ulicy, ale ruch w tej części miasta był niewielki, więc nawet taka zasłona wydawała się zbyteczna. Mila przyglądała się z zainteresowaniem, jak Stefano otworzył kopertę, sprawnie zainstalował w komórce nową kartę i uruchomił telefon.

– Nie możesz zadzwonić ze swojego. – Bardziej stwierdziła, niż spytała.

– Nie. Lepiej, żeby nie dało się ustalić, kto dzwoni. Nawet jeśli ktoś tego będzie słuchał, to dowie się, że rozmowa odbyła się z Turynu z telefonu bez abonamentu.

– Będziesz rozmawiał o mnie? – spytała. Nigdy nie pozwalał, żeby się przysłuchiwała.

– Nie bezpośrednio. Nie odzywaj się. Ten człowiek dla mnie pracuje, ale nie musi wiedzieć wszystkiego. Zgoda?

– Zgoda – wykonała ruch, oznaczający, że zamyka usta na klucz.

Stefano posłał ukochanej rozbawione spojrzenie.

– To będzie pewnie wyglądało jak rozmowa w sprawie jakiejś dostawy – wyjaśnił. – Oficjalnie to firma zajmująca się spedycją. – Wstukał z pamięci numer i czekał na połączenie. – Dzień dobry, dzwonię w sprawie przesyłki – zaczął.

– Dzień dobry. Oddzwonię – odparł znajomy głos. Rozmowa została przerwana.

– Już? – Mila sprawiała wrażenie zawiedzionej.

– Nie. Zaraz oddzwoni z innego telefonu. – Roześmiał się. – Rozmowy są podsłuchiwane przez komputery. Jeśli użyjemy zwykłych słów, to ich to nie zainteresuje, ale jak powiesz „bomba”, „porwanie”, „likwidacja”, to wyłowią cię z tłumu.

– Żartujesz. – Zmarszczyła brwi.

– Nie. – Pokręcił głową. Komórka zadrgała bezgłośnie. – Teraz cicho – przykazał.

– Witaj. Co się dzieje? – Pominął zbędne wstępy, skupiając się na swoim angielskim.

– Są poważne komplikacje – odparł szybko Nikołaj. – Dostałem nowe zlecenie i uznałem, że muszę je przyjąć. Pracuję dla ciebie i dlatego rozmawiamy.

– Koliduje z poprzednim? – spytał spokojnie.

– Bardzo. Mam skasować przesyłkę, ale tego nie zrobię. – Głos Nikołaja brzmiał obojętnie.

– Ale przyjąłeś zlecenie… – Stefano nagle poczuł, że zasycha mu w gardle, a włosy unoszą się w górę. Zerknął na niczego nieświadomą Milę. – Co to za przesyłka? – spytał, starając się zachować spokój.

Przez chwilę z drugiej strony panowała cisza. W końcu usłyszał, jak Nikołaj głośno wypuszcza z płuc powietrze.

– Ty.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Wreszcie, wreszcie! Czekaliśmy na to od sześciu poprzednich rozdziałów. Stefano wziął się do rzeczy. I co się okazało? Z obydwojga wyszły ukrywane dotąd pragnienia: ona pragnie zniewolenia (oczywiscie, delikatnego) przez ukochanego mężczyznę, a on czuje się najlepiej w roli dominującego pana i władcy. Oboje dawali już wcześniej znaki, tylko Stefano obawiał się wystraszyć i zranić ukochaną, a już na pewno po ujawnieniu tamtej dawnej sprawy gwałtu. Z kolei Mila, mam wrażenie, uważała się za tak zbrukaną i pozbawioną wartości, że ujawnianie jakichlowiek własnych pragnień nawet nie przychodziło jej do głowy. Uważała, że nic takiego „jej się nie należy”, „na nic takiego nie zasługuje”. Oby wreszcie oboje się odblokowali! Scena oświadczyn, romantyczna i urocza. Z pewnością spodoba się paniom, panów wprawi w lekkie pomieszanie… Czy zdołają (a zwłaszcza, czy kiedyś zdołali :D) stanąć na wysokości zadania? Ogólnie ten rozdział pozostawia bardzo optymistyczne wrażenie, bohaterowie otrzymują to, na co zasłużyli. Nie zmienia tego nawet ostatnia scena, zapowiadająca poważne kłopoty. Ale tym zajmiemy się już w następnej części. Teraz cieszmy się jeszcze przez chwilę, razem z obojgiem zakochanych. Wszystko pięknie opisane, czyli daję piątkę, tym bardziej, że po utracie starych gwiazdek bardzo potrzeba nowych. 😀

Dzięki Neferze,
Dokonałeś bardzo wnikliwej analizy tego rozdziału. Wydaje mi się, że obojgu moim bohaterom należało się trochę przyjemności 😉 Końcówka rzeczywiście zapowiada kłopoty, ale tak już musi być, żeby nie przesłodzić. Zresztą, w życiu też tak bywa, że ledwie się człowiek ucieszy, a tu łup!
Jeszcze raz dzięki (za gwiazdki też).
Pozdrawiam

Hej,
Fajny, lecz krótki moment w życiu Stefano i Mili, w którym para pokonuje wszystkie problemy, zaszłości, narzucone sobie ograniczenia i po prostu cieszą się sobą. Gdy sprawy zaczynają iść tak, jak oboje by sobie tego życzyli, dzwoni ten nieszczęsny telefon.
Spekuluję (ponieważ lubię to robić), że dawny oprawca Mili jest kimś wysoko postawionym i ma środki oraz możliwości, aby zniszczyć oboju życie.
Jakby nie było, wydaje się, że Stefano ma równego sobie (a może i mocniejszego) przeciwnika.

Chiara póki co bardziej żałosna niż groźna, pierw mizdrzy się do mężczyzny, a gdy ten ją odtrąca, próbuje prymitywnie pozbyć się konkurencji w postaci Mili. Na razie więc sprawia wrażenie równie pięknej co pustej kobiety, która żeruje na pozycji, jaką zdobyli jej przodkowie. Mam jednak wrażenie, że jeszcze napsuje trochę krwi bohaterom…

Pozdrawiam
R.

Cześć Radosky,
Dzięki za komentarz i spekulacje. Uwielbiam je. Dla mnie to ciekawe doświadczenie, spojrzeć na swoją historię oczami innej osoby. Losy bohaterów potoczyłyby się inaczej, czy podobnie? Co by z tego wynikło? Może napiszę kiedyś coś w dwóch wersjach?
Udała mi się ta Chiara. Wzbudza bardzo różne emocje u odbiorców, a o to przecież chodzi.
Jeszcze raz, dzięki.
Pozdrawiam,
R

Napisz komentarz