Sezon godowy (LadyInRed) 4.61/5 (6)

Stan Lieberman(stanjean257), "Embrace3", CC BY-NC-ND 3.0

Stan Lieberman(stanjean257), “Embrace3”, CC BY-NC-ND 3.0

Poniższe opowiadanie jest publikowane powtórnie w ramach cyklu Retrospektywy. Pierwszy raz pojawiło się na portalu Najlepsza Erotyka 13 czerwca 2013 r.

Potężny Boeing 747 majestatycznie sunął przez powietrze. Karolina siedziała wygodnie rozparta w fotelu, sącząc lekkiego, owocowego drinka i przeglądając raporty finansowe. Gęste kolumny cyfr, kompletnie niezrozumiałe dla przeciętnego zjadacza chleba, były dla niej czytelną i wyraźną mapą. Widziała wśród nich sieci powiązań między wielonarodowymi spółkami, delikatne nieuchwytne zależności, które kształtowały polityki firm, sugerowały kierunki możliwych przejęć i obiecywały szanse na dalszą ekspansję.

Bilanse, zestawienia, raporty – większość z tych informacji ludzie zawsze uważali za nudne, ale dla niej były jak szerokie ulice wielkiego miasta, które prowadziły ją do jej celu.

Stewardessa podeszła do niej, niosąc tacę z kieliszkiem. Szampan delikatnie mienił się kryształowymi bąbelkami.

– Dla pani to co zwykle? – spytała z uśmiechem. Karolina spojrzała na nią. Dziewczyna zastygła w wyszkolonej, wystudiowanej pozie. Była piękna klasyczną, elegancką urodą. Wystarczyłoby zrobić zdjęcie – i bez wielkiego retuszu mogłaby trafić na okładkę eleganckiego magazynu.

Karolinę rozbawiła przemykająca umysł nagła myśl: czy dziewczyna wyglądałaby dobrze nago? Czy nadal prezentowałaby ten firmowy uśmiech? Miała fenomenalnie zgrabne nogi. Karolina potrząsnęła lekko głową, usiłując odsunąć od siebie obraz natrętnie podsuwany przez wyobraźnię.

– Tak, dziękuję bardzo. To naprawdę miłe, że pamiętacie o moich słabostkach – powiedziała, jak zwykle. Ta scenka powtarzała się już tyle razy…

– Jest pani naszym stałym klientem – uśmiechnęła się dziewczyna promiennie. Karolina skinęła głową i odebrała drinka.

– Lubię waszą linię. Macie świetne samoloty. I najlepszą na świecie załogę… Wracam za cztery dni. Mam nadzieję, że gdy będę wracać, również będziesz na pokładzie – Karolina ceniła język angielski za to, że tak łatwo było w nim przejść do bezpośredniości.

Stewardessa skinęła głową. Gdyby to mówił facet, uznałaby to za wstęp do jednego z tych prostackich flirtów, których doświadczała prawie codziennie i których tak nie znosiła. Czemu wszyscy uznają, że stewardessy nie robią nic innego, tylko uprawiają seks z pasażerami albo pilotami? Na szczęście stała pasażerka była znana z tego, że po prostu zdarzało się jej kupić jakiś drobiazg stewardesom, albo nawet kapitanowi. Nie było w tym jednak nic z nowobogackiej, dyrektorskiej wyższości. Upominki były skromne, przekazywały bardziej podziękowanie, niż mniej lub bardziej zawoalowany komunikat: mam kupę forsy, w pudełku oprócz pierścionka masz mój numer telefonu – zadzwoń, chętnie cię przelecę.

Tymczasem Karolina podniosła kieliszek do ust. Ulubiony musujący płyn łaskotał ją delikatnie w język. Przymknęła oczy, odłożyła wydruki i pogrążyła się w myślach. Tym razem cel jej podróży nie był wyłącznie biznesowy.

***

Trzy dni w Nowym Yorku upłynęły bardzo szybko. Spotkania, rozmowy i delikatne negocjacje zajmowały Karolinie cały czas. Lubiła to. Wiedziała, że od wyników jej konsultacji zależy bardzo wiele. Zasłyszana lub przekazana informacja, z pozoru błaha, mogła oznaczać milionowe zyski. Lub straty. To było jak wieczna gra w szachy, pokera i brydża jednocześnie. Dziwny i skomplikowany taniec w wiecznie zmieniającej się, wielowymiarowej przestrzeni.

Zawsze lubiła amerykańskie drapacze chmur. Stojąc w najwyżej położonych biurach mogła obserwować przepiękną panoramę miasta. Rozwierająca się u jej stóp przestrzeń tętniła życiem. Przez ulice metropolii przelewały się setki tysięcy ludzi. Mieszkańcy Molocha dzień po dniu pracowali, spali, odpoczywali i kochali się. Zdradzali i nienawidzili. Wiedziała, że rozmowy prowadzone w tym pokoju wpłyną na los wielu z nich, choć malutkie ludzkie mrówki z mozołem przemierzające betonową dżunglę nie zdawały sobie z tego sprawy. Władza. Władza niezależna od zmiennej decyzji wyborców, bezpiecznie schowana przed ciekawskimi aparatami paparazzich. Władza prawdziwa. Rozkoszna. Upajająca. Z westchnieniem dokończyła kawę i wróciła do stołu. Pozostali uczestnicy dyskusji już zajęli miejsca. Obrzuciła ich spojrzeniem. Znajomi. Rywale. Przyjaciele i wrogowie. Zmienna konstelacja układów.

– Jak bogowie na Olimpie – pomyślała – Jesteśmy jak greccy bogowie. Rządzimy światem szarych śmiertelników ze szczytów gór ze szkła i betonu. Nie interesują nas, ale sprawujemy nad nimi władzę. Ingerujemy w ich życie na każdym kroku, choć oni nigdy nas nie widzieli…

Do sali weszły dwie młode, sympatyczne dziewczyny z obsługi uzupełniając drinki i zbierając naczynia. Były ładne, sympatyczne i profesjonalne. Karolina zachichotała w duchu widząc, jak kilku męskich negocjatorów przygląda się im taksującym wzrokiem.

– I, jak to Olimpijczycy, czasem schodzimy na ziemię, do ich świata. Żeby, jak Zeus, uwieść jakąś interesującą śmiertelniczkę albo nawet spłodzić Heraklesa.
Podeszła do dziewczyny i odstawiła filiżankę na trzymaną przez nią tackę.
– Dziękuję, kawa była naprawdę dobra – powiedziała uprzejmie, bo napój nie smakował jej specjalnie. Ale to nie była wina tej niskiej, ale ładnej brunetki. Kiedy odstawiała naczynie, poczuła zapach jej młodego ciała i dobrze dobranej wody toaletowej.

Ostatniego dnia negocjacji jej koncentracja wyraźnie osłabła. Z pewną złością stwierdziła, że jej… dodatkowe plany związane z wizytą w USA, zaczynają przyciągać na tyle jej uwagę, że zaczyna cierpieć na tym jej profesjonalna ocena sytuacji. Najpierw musiała przełknąć gorzką pigułkę, gdy nie zwróciła uwagi na delikatne porozumienie, zawarte bez słów przy negocjacyjnym stole. W drugim przypadku, dopiero w ostatniej chwili zorientowała się, że dwie firmy – na pierwszy rzut oka ostro ze sobą rywalizujące – w subtelny sposób starają się wspólnie przejąć krytycznych dla całego regionu producentów w Austrii. Na szczęście zauważyła niebezpieczeństwo i zmieniła bieg negocjacji. Tamci błyskawicznie zorientowali się, że ich tymczasowy układ został odkryty i wycofali się. Atak i zasłona. Parowanie i kontra. Przez cały dzień. Trudne spotkanie dobiegało na szczęście końca. Jeszcze tylko wzajemna wymiana uprzejmości, kilka uśmiechów wymienionych ze znajomymi i koniec.

Stała, czekając na windę, gdy podszedł do niej George. Był jej dobrym znajomym, przedstawicielem konkurencji. To był rywal z klasą. Wysoki, sympatyczny i piekielnie inteligentny. Ceniła go.

– Caroline, jesteś jak zwykle piękna. Wszystkie Słowianki są takie? – uśmiechnął się do niej. Kilka pięter niżej taka odzywka zostałaby uznana za molestowanie. Ale oni byli z innej gliny, nie krępowały ich ograniczenia przewidziane dla zwykłych menedżerów i pracowników.

– George, jesteś jak zwykle zbyt uprzejmy… – uśmiechnęła się – Co u żony?

– Przysyła gorące ucałowania. Może wpadniesz do nas ponownie? Ostatnim razem było cudownie…

Karolinie mignęły przed oczami wspomnienia prywatnego spotkania z sympatyczną parą. Żona biznesmena była dużo młodsza od niego, ale mimo nieledwie nastoletniego wieku była świetną kochanką. Spędzili we troje fantastyczną noc.

– Och, tak, to były niezapomniane chwile. Musimy to powtórzyć. Niestety, tym razem jestem zajęta. Jutro wracam do domu, a chciałabym jeszcze coś załatwić po tej stronie oceanu.

– Interesy? Wydawałaś się dziś nieco rozkojarzona. Zupełnie, jakbyś myślała o czymś innym. Masz coś ciekawego na oku? Może przyda ci się drobny wspólnik?

– Och nie, tym razem to nie biznes. Raczej coś osobistego.

– Rozumiem, nie będę się narzucał – uśmiechnął się ze zrozumieniem. Złożył ofertę, ale została odrzucona. – Mam nadzieję, że uda ci się to, co zaplanowałaś. Jesteś świetna.
– Przesada – roześmiała się – Straszny z ciebie komplemenciarz.

– Mówię poważnie – dodał – Pięknie dziś załatwiłaś te dwa młode wilczki.

Przyznaję, do ostatniej chwili zastanawiałem się, czy blefujesz, czy rzeczywiście nie widzisz, że się dogadali. A ty, jak zwykle, utarłaś im nosa. Majstersztyk.

– A gdybym ci powiedziała, że faktycznie zorientowałam się w ostatniej chwili?

– Och, Caroline… daj spokój. Mnie nie musisz nabierać. To, że akurat pracujemy dla konkurencji nie oznacza, że musimy stale się kontrolować.

Roześmiała się cicho. Lubiła, gdy żartuje.

– Być może będę w NY za jakieś dwa miesiące. Zadzwonię do ciebie, jeśli propozycja weekendu u was jest aktualna. Może też będę miała dla was jakąś niespodziankę.
– Świetnie, będziemy czekać. Sarah będzie wniebowzięta.

Winda w końcu nadjechała i drzwi otworzyły się bezgłośnie. Telefon Karoliny cichutko zadzwonił. SMS. WSZYSCY POTWIERDZILI SWOJĄ OBECNOŚĆ. SPOTKANIE, TAK JAK BYŁO UMÓWIONE. Uśmiechnęła się. Właściwy cel jej przybycia do USA zostanie zrealizowany.

Zjechała na dół i, podekscytowana, zawołała taksówkę. Szybko przekazała adres, zapisany na niewielkiej kartce. Kierowca wydawał się odrobinę zdziwiony, bo rzadko zdarzało się, aby klient z City zamawiał kurs do dzielnicy bądź co bądź niezbyt ekskluzywnej. Wzruszył jednak ramionami. Płacono mu za to aby jeździł, a nie za to, żeby myślał. Mignął kierunkowskazem i szybko włączył się do ruchu, ignorując protesty i klaksony innych kierowców.

***

Hotelik nie był elegancki, ale nie był też obskurny. Uznała, że jak na tę okolicę, jest całkiem zadowalający. Zdążyła jeszcze zamówić szampana i wziąć długi prysznic. Punktualnie o umówionej godzinie usłyszała, że ktoś otwiera drzwi. Przyjrzała się sobie w lustrze. Nieźle. Tymczasem drzwi otworzyły się. Karolina uchyliła drzwi hotelowej łazienki. Jej goście właśnie wchodzili.

– Cześć – powiedziała wesoło – Miło, że wpadliście. Siadajcie i rozgośćcie się. Skorzystajcie z barku, jeśli chcecie. Ja zaraz będę gotowa.

Zamknęła drzwi i szybko dokonała ostatnich oględzin w lustrze. Wyglądała dobrze, żeby nie powiedzieć świetnie. Seksowna bluzka znacząco podkreślała kształt jej ciężkich, pełnych piersi. Przez jej delikatnym materiał prześwitywały nabrzmiałe i sterczące sutki. Pogładziła je dłońmi, czując, jak momentalnie zalewa ją fala podniecającego oczekiwania i przyjemności.

Przesunęła dłońmi po ciele. Nie była szczupła, ale nie przeszkadzało jej to.

Wręcz przeciwnie, jej – może trochę zbyt zaokrąglone – ciało tryskało esencją kobiecości i seksualności. Miękkiej, przyjemnej i namiętnej. Jej piersi nie miały może jędrności silikonowych implantów, ale nie znała mężczyzny… ani kobiety, która nie miałaby chęci poczuć w dłoniach ich ciężaru, zbadać dotykiem ich wielkości. Sutki były już sztywne i wzwiedzione. Bardzo dobrze. Już niedługo poczują na sobie żar męskich dłoni. Sięgnęła na półkę i wychyliła duszkiem szklankę szampana. Na odwagę. Spojrzała zadowolona w lustro i pociągnęła usta mocną, czerwoną szminką.

– Dziwka – pomyślała rozbawiona i zadowolona – Wyglądam jak dziwka.

Zabawne, jak odrobina makijażu i frywolny styl zmieniają człowieka. Należała przecież do kapitalistycznej elity tego świata, była świetnym menadżerem dużej, europejskiej firmy. W swoim środowisku znana była jako prawdziwy ekspert od finansów – mówiło się o niej, że potrafi postawić na nogi każdą firmę. Korporacje wręcz biły się o nią, oferując świetne warunki i fantastyczne zarobki.

Tak, jej pensja pozwalała w pełni korzystać z życia, ale jednocześnie jej praca zamykała drogę do stałego związku. Żaden facet spoza jej środowiska nie wytrzymałby trybu życia, jaki prowadziła, żaden też nie pogodziłby się z tym, że jego partnerka zarabia znacznie więcej od niego. Po za tym, nie mogli być dla niej partnerami, nie dorastali jej do pięt. A mężczyźni z “jej półki”… cóż, również nie mieli czasu na związki.

Karolinie taka sytuacja nie przeszkadzała. Potrafiła doskonale zaspokajać swój seksualny apetyt w krótkich związkach. Albo nawet w jednorazowych romansach. Seks był dla niej przyjemnym odprężeniem, którego doznawała, kiedy przyszła jej na to ochota. Po za tym świadomość, że w dzień jest szanowaną dyrektorką, elementem wielkiego, finansowego świata, w którym liczył się respekt i etykieta – gdy tymczasem w nocy łamie wszelkie obyczajowe normy, była dla niej niezwykle podniecająca. Uwielbiała te ostatnie chwile spędzane w pracy, na najwyższych piętrach szklanych wieżowców, w wielkich gabinetach, gdy czuła, że już za chwilę wyjdzie z firmy i zadzwoni do jednego z kochanków. Albo kochanek. Że za chwilę umówią się gdzieś w podrzędnym hotelu, na ostry, drapieżny i wulgarny seks. Na prymitywne pieprzenie.

Z biegiem czasu jednak okazało się, że potrzebuje czegoś nowego. Poczuła zew biologicznego zegara – niedawno przekroczyła trzydziestkę. Chciała poczuć, jak jej brzuch wypełnia nowe życie. Chciała wiedzieć, jak to jest czuć w sobie ruchy dziecka. Chciała, żeby jej piersi wypełniły się życiodajnym mlekiem. Oczywiście wiedziała, że to tylko jej hormony pchają ją do takiego szalonego kroku – ale nie przeszkadzało to jej. Problemem był tylko dobór ojca. Po przeprowadzce do nowego miasta nie miała jeszcze nowego kochanka.

Po za tym nie chciała, żeby potencjalny ojciec mieszkał tak blisko. Co by było, gdyby odkrył jej prawdziwą tożsamość? Może zażądałby widzeń z dzieckiem? Praw do niego? Albo miejsca w jej świecie? O, nie! To miała być tylko jej sprawa. Ojciec był potrzebny wyłącznie jako organ rozrodczy.

Kilka miesięcy temu zarząd jej firmy postanowił, że Karolina będzie systematycznie uczestniczyła w spotkaniach kilku najważniejszych dyrektorów jej branży. Ot, taki malutki kartelik, który miał sprawiać, żeby na rynku mogły działać tylko te firmy, które dopuszczono do sprzysiężenia. Wyjazd do Stanów był idealną okazją do poszukania samca. A może należałoby raczej stwierdzić: rozpłodowca (tak o nim myślała). Po za tym zawsze miała skłonność do wielkich, ciemnoskórych mężczyzn. Hojnie obdarzonych przez naturę i… potrafiących z tego korzystać.

Mrrrr… już od najmłodszych lat miała fantazję, żeby mieć dziecko z silnym, zdrowym Murzynem. Ona, drobna, inteligentna i pochodząca z dobrej europejskiej rodziny; on – potężny, dorodny i dominujący. No, przynajmniej podczas seksu, potem nie potrzebowała go już widzieć na oczy. Liczyły się tylko jego geny.

Karolina nigdy nie wspięłaby się na szczyt, gdyby nie potrafiła załatwiać nietypowych i delikatnych spraw. Przez hojnie opłaconych, acz dyskretnych przedstawicieli wytypowała potencjalnych kandydatów i sprawdziła ich profile. Czuła się jak właścicielka stadniny, która dobiera do hodowli najlepsze ogiery. Z tą drobną różnicą, że to ona miała być klaczą do pokrycia.

W końcu zdecydowała się na stworzenie krótkiej listy najlepszych kandydatów. Jej pełnomocnicy dyskretnie omówili rodzaj spotkania i miejsce. Ostateczny cel nie był oczywiście szczegółowo nakreślony. Trzech wybrańców dowiedziało się jedynie, że pewna biała, bezpruderyjna arystokratka z Europy przebywa na wakacjach w Nowym Yorku i chce przeżyć niepowtarzalny wieczór w towarzystwie kilku ciemnoskórych obywateli USA. Obie strony powinny być zadowolone. Nie, nie ma żadnych ograniczeń. Europejka zgadza się na dowolny rodzaj seksu. Oczekuje też wzajemności w tym względzie. Zabezpieczenia nie będą konieczne, choć oczywiście strony wymienią się wynikami odpowiednich badań. W epoce HIV to po prostu pewien standard. Czy panowie są zainteresowani? Byli.

Karolina popatrzyła jeszcze raz na swoje odbicie i mrugnęła do niego porozumiewawczo okiem.

– No – mruknęła – Sezon godowy rozpoczęty!

Wyszła z łazienki i znalazła się w pokoju. Na jej widok, wszyscy mężczyźni odwrócili się w jej kierunku. Pierwszy, największy z nich, właśnie nalewał sobie whisky. Zwalistą sylwetką przypominał rozgrywającego w footballu amerykańskim. Gładko ogolona czaszka doskonale współgrała z jego muskularną postacią. Jasna, lekka koszula ledwie opinała jego szeroki tors. Karolina z aprobatą przesunęła po nim wzrokiem, po czym spojrzała mu prosto w oczy.

Hormony porozumiały się z hormonami. Zrozumieli się bez słów. Uśmiechnął się szeroko.
– Wszędzie jesteś taki wielki…? – zamruczała podchodząc do niego i bezceremonialnie kładąc dłoń na jego kroczu. Pod palcami poczuła wyraźny, szybko powiększający się kształt.

– Nie będziesz narzekać – odpowiedział pewnym głosem, przykrywając jej dłoń swoją ręką. Kiedy zapakuję go w twoją cipkę, zobaczysz, czemu kobiety aż piszczą na myśl o takim kawałku czarnego kutasa. Roześmiała się.

– Na to liczę, mój ogierze. Ty jesteś Steven, prawda?

Przytaknął. Odwróciła się do pozostałych dwóch mężczyzn.

– A wy, panowie? Nie macie ochoty na to, aby zerżnąć taką małą, białą, niewinną cipeczkę?

Obaj – John i Dave – również byli dość wysocy. Pierwszy miał bardzo ciemną karnację, jego lśniąca, gładka skóra była prawie hebanowoczarna, co w połączeniu z płaskim nosem znamionowało silne, afrykańskie dziedzictwo. Wrażenie to potęgowały jeszcze krótko przycięte, kędzierzawe włosy. Karolina bez trudu wyobraziła go sobie jako pierwotnego zdobywcę, myśliwego w lamparciej skórze, prawdziwego wojownika sawanny. Przeszedł ją dreszcz oczekiwania. Która kobieta nie myślała czasem o takim doskonałym produkcie ewolucji? Silnym, męskim, przepełnionym testosteronem. John wyglądał, jakby cały czas był spięty, gotów do walki. O pożywienie… lub o samicę. O nią.

Dave był jego kompletnym przeciwieństwem. Uśmiechnięty, rozluźniony, typowy hawajski surfer. Kruczoczarne włosy miał splecione w niezbyt długie dredy. Obrazu dopełniała elegancko i modnie przystrzyżona bródka.

– No co, chłopaki, macie ochotę na moją różowiutką cipeczkę – spytała ponownie, podchodząc do nich. Szeroki uśmiech Dave’a był najlepszą odpowiedzią. John popatrzył na nią z góry.

– Nieźle się napaliłaś, mała – powiedział krótko – Pokaż nam, co tam masz.
Lubię wcześniej popatrzeć na towar, który mam przelecieć.

Karolina uśmiechnęła się. Szampan buzował w jej żyłach. Zaczęła zmysłowo kołysać biodrami, przesuwając rękami po swoim ciele. Jej piersi kołysały się kusząco w rytm niesłyszalnej muzyki, która wibrowała w jej umyśle. Trzej mężczyźni wlepili w nią wzrok. Steven odstawił szklankę. Dłonie Karoliny powoli zsunęły się na jej spódnicę. Lubieżnymi ruchami zaczęła ją zsuwać z szerokich, kobiecych bioder. Nie opuściła jej jednak całkowicie. Zatrzymała się na krawędzi, prowokująco gładząc swoją kobiecość przez delikatny materiał. Atmosfera wyraźnie stała się bardziej gorąca.
– No, moi panowie… – zamruczała Karolina – nie krępujcie się. Zrzućcie te łachy i pokażcie, co tam dla mnie macie!

Nie trzeba było im tego długo powtarzać. Trzy pary spodni błyskawicznie znalazły się na podłodze. Ich właściciele rozsiedli się wygodnie w fotelach i trzymając w rękach rosnące członki przyglądali się solowemu występowi Karoliny, od czasu do czasu wulgarnie komentując jej ruchy. Obserwowała ich spod przymkniętych powiek. Zawsze podniecało ją obserwowanie rosnących męskich kutasów. Uwielbiała patrzeć na facetów, którzy masturbowali się dla niej. To zawsze burzyło w niej krew, sprawiało, że momentalnie robiła się mokra.

Ruszała się coraz śmielej, na przemian to głaszcząc pośladki, to wymownymi ruchami pieszcząc piersi lub po prostu wodząc dłońmi po ciele. Zatraciła się w tych wężowych ruchach. Serce biło jej coraz mocniej, zwłaszcza gdy pomyślała o ich coraz bardziej sterczących kutasach. Gdzieś pod nimi znajdowały się pełne życiodajnej spermy, wielkie, czarne jądra. Już niedługo gotujący się w nich płyn zaleje jej wypielęgnowane, czekające wnętrze.

Kobieta czuła coraz większe podniecenie. Obudziły się w niej pierwotne instynkty. Niemal fizycznie czuła, jak hormony buzują w jej żyłach. Była suką w rui, którą otaczały gotowe do krycia psy. Całe jej ciało krzyczało o zespolenie. Obrzuciła wygłodniałym spojrzeniem ich potężne fiuty. Wielkie, ciemne pały, zakończone obscenicznie nabrzmiałymi zwieńczeniami. Poczuła, jak fala podniecenia wznosi się w niej z niepohamowaną siłą. Nie mogła nad sobą dłużej panować. Błyskawicznym ruchem ściągnęła bluzkę. Jej ciężkie piersi, wyzwolone spod delikatnego materiału, zakołysały się uwodzicielsko, gdy schyliła się, by ściągnąć spódniczkę. Majtek nie miała, więc wygolona, nabrzmiała cipeczka wyjrzała na światło dzienne, budząc głośną aprobatę u trójki obserwatorów.

Karolina jednym skokiem znalazła się przy łóżku. Oparła się o nie łokciami i wypięła swój krągły tyłek w ich stronę. Jej szparka była cała mokra.

– Pieprzcie mnie – jęknęła gardłowo – Natychmiast!

John zerwał się z krzesła pierwszy. Nie było żadnego wstępu. Podszedł do niej i z całej siły wbił się w nią sterczącym prąciem.

– Taaaaaaak – krzyknęła głośno i wbiła palce w pościel – Pieprz mnie. Wsadź mi go! Zawsze chciałeś zerżnąć białą dupę, prawda? John roześmiał się. Europejska arystokratka, tak?

– Posmakuj prawdziwego faceta, biała suko – wydyszał, mocno ruszając biodrami.
Z impetem wchodził w Karolinę, by po chwili wyciągnąć błyszczącą od śluzu pałę i ponownie znaleźć drogę wgłąb kobiety. Poruszał się rytmicznie, szybko, pewnie. Jego dłonie odnalazły zwisające, ciężkie piersi kobiety i zaczęły je mocno ugniatać. Wewnętrzna część dłoni rozkosznie tarła o nabrzmiałe sutki.

Steven i Dave patrzyli z uśmiechem, czekając na swoją kolej. John jednak wcale nie zamierzał dać im miejsca. Jego członek wsuwał się i wysuwał z głośnym mlaskaniem. Dave, widząc, że na razie szparka Karoliny jest niedostępna, wszedł na łóżko i ukląkł na nim tuż przed jęczącą z rozkoszy kobietą.

Karolina uniosła głowę i spojrzała na niego zamglonym wzrokiem. Wielki, ciemnobrązowy penis prężył się przed nią dumnie. Ciężkie, pełne jądra kołysały się pod nim w pięknym, starannie wydepilowanym, męskim worku. Kobieta wiedziała, czego od niej się oczekuje. Złapała za czekającego kutasa i chciwie pochwyciła go w usta. Jej wargi zamknęły jego koniec w mokrym uścisku, a dłoń rozpoczęła intensywny masaż na całej długości. Pod palcami czuła aksamitną, gładką skórę. Z ust Dave’a wydobył się jęk rozkoszy.

– Biała suka umie ciągnąć, co? – skomentował John, nie przestając wbijać się w wilgotną brzoskwinkę Karoliny – Takim jak ona potrzeba dobrej, czarnej pały! No, jak ci jest, dziwko?

Karolina nie wypuszczając z ust Dave’a wymruczała coś nieartykułowanego. Johnowi się to nie spodobało. Otwartą ręką uderzył ją silnie w pośladek. Z jej gardła wydobył się pisk protestu.

– Odpowiadaj, jak cię pytają, dziwko!

Na chwilę wypuściła z ust czarną pałkę.

– Jest… mi… dobrze… – wyjęczała w takt ruchów Johna. Uśmiechnął się zwycięsko do stojącego obok Stevena.

– Powiedz, lubisz to? – zwrócił się znowu do Karoliny
– Lubię… jak… mnie… bierzesz!

Zaśmiał się i przyspieszył ruchy.

– Tak odpowiadają grzeczne dziewczynki. Ty jesteś tylko nagrzaną suką!

Odpowiedz, jak powinna mówić suka!

– Uwielbiam, jak mnie pieprzysz! – krzyknęła Karolina – Jak mi wsadzasz tego swojego wielkiego, czarnego kutasa. Przez moment błysnęła jej myśl, że w sąsiednich pokojach musieli ją słyszeć. Ta wizja spodobała się jej. Jej tyłeczek zaczął poddawać się rytmowi Johna. Ten używał sobie przez kilka chwil, po czym jęknął głośno i wysunął biodra wprzód. Jego czarne jądra skoczyły do góry, gdy skurcze mięśni zaczęły pompować gęstą, białą spermę w oczekujące, ciepłe wnętrze kobiety. Wpuścił w nią całą zawartość, po czym stęknął i wysunął się z Karoliny z głośnym mlaśnięciem. Na jego spracowanym, wiotczejącym organie lśniły soki kobiety.
– Chodź, bracie, poużywaj sobie – dodał w kierunku Stevena, który stał obok, masując swojego członka i przygotowując go na wejście.

Zmienili się miejscami. Penis Stevena przypominał jego właściciela. Był potężny, mięsisty, pokryty grubymi żyłami. John gwizdnął z uznaniem. Karolina, nie przestając obciągać sterczącej pały Dave’a wypięła się mocniej w ich kierunku, czekając, by ją wypełniono po raz drugi.

Steven podszedł do dziewczyny. Ujął w dłoń swój wielki narząd i z zadziwiającą delikatnością potarł końcówką o wejście. Chwilę wodził nabrzmiałą główką po śliskiej od soków i spermie łechtaczce. Karolina sięgnęła ręką do tyłu i niecierpliwie pokierowała go do środka. Wielki wał zanurzył się w niej. Stęknęła, zaskoczona jego grubością, ale Steven bezlitośnie pchał dalej. Dziewczyna puściła Dave’a i oparła się ciężko na obu rękach, głośno łapiąc powietrze.

– Oooooo taaaak! Ależ on jest wielki!

Steven chwycił mocno jej obfite, zmysłowe pośladki. Zawsze lubił kobiety, które miały duże tyłeczki. Jego wielkie, czarne dłonie wyraźnie odcinały się na ich tle. Karolina z wysiłkiem obróciła głowę.

– Steven, ależ on jest potężny! – sapnęła – Czuję, jakby mnie dymał koń!
Steven uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Na tle potężnego Murzyna, niewysoka Karolina wydawała się jeszcze mniejsza. Jego biodra intensywnie pracowały, a penis pracował jak tłok silnika. Nabrzmiałe wargi sromowe Karoliny obejmowały go czule za każdym poruszeniem, jakby ani na moment nie chciały wypuścić go z jej wnętrza. Kobieta jęczała z rozkoszy.

– Rób tak dalej! Nie przerywaj…! Błagam… jeszczeeeee…. Juuuuuż… Taaaaaak!
Ostatni krzyk przerodził się w nieartykułowany skowyt. Potężny orgazm targnął ciałem kobiety. Niekontrolowane skurcze przepełniły jej ciało. Jej umysł płonął, a każda komórka jej ciała wiła się w obezwładniających spazmach spełnienia. Nigdy jeszcze nie doszła tak szybko.

Steven zrobił jeszcze parę ruchów i wyciągnął swoją maczugę.

– Dave, co powiesz na małą współpracę? – uśmiechnął się porozumiewawczo
– Dawaj ją – usłyszał w odpowiedzi.

Karolina opadła ciężko na łóżko, wciąż ciężko dysząc. Steven wskoczył na łóżko obok niej i zbliżył swoje usta do jej ucha.

– No, co, księżniczko… Masz ochotę na nową przygodę?
Karolina uniosła głowę. Jej oczy płonęły. Z trudem nabrała powietrza do płuc.

– Kochany, dla takiego jebaki zrobię wszystko. Tylko pamiętaj, spuszczasz się do środka. Nie chcę uronić ani kropelki twojej gęstej, białej spermy! Jej miejsce jest w mojej cipce!

Twarz Stevena rozświetlił szeroki uśmiech.

– Masz to jak w banku!

Położył się na plecach i rozsunął nogi w zapraszającym geście. Jego wielki członek wznosił się bezczelnie do góry, jak czarna, megalityczna kolumna. Karolina popatrzyła na niego z błyskiem w oku. Nachyliła się nad nim i łapczywie pocałowała jego koniec, delikatnie obciągając palcami gruby zwał napletka. Powiodła po nim końcem języka. W nozdrza uderzyły ją ich zmieszane zapachy.

– Mmmm…. cudowny smak. Nie wiedziałam, że moje soki są takie dobre.

Przełożyła nogę nad rozciągniętym kochankiem. A potem ujęła wielki pal i powoli, ostrożnie skierowała go w swoje wnętrze. Wsuwał się w nią majestatycznie, wolno, jakby z namysłem; jakby oboje chcieli sobie przedłużyć rozkosz tej chwili. Jej rozciągnięta cipka z wysiłkiem objęła ciemny kształt. Karolina jęknęła przeciągle.
– Cudownie… Rany, ale on jest wielki. Czuję go chyba w żołądku. Powoli położyła się na torsie leżącego mężczyzny. Krągły tyłeczek podniósł się zachęcająco. Dave podszedł z tyłu i zaczął delikatnie masować drugi otworek miłości Karoliny. Poślinił palec i starannie przygotował dziewczynę na swoje wejście. Jego nabrzmiały narząd był już cały mokry od wcześniejszej francuskiej zabawy. W końcu Hawajczyk przystawił czerwoną główkę penisa w odpowiednim położeniu i pchnął.
– Ooooooch – jęknęła Karolina, po części z bólu, po części z przyjemności. Nigdy czegoś takiego nie próbowała, a uczucie, które temu towarzyszyło było po prostu niesamowite. Nigdy wcześniej nie była tak wypełniona. To było spełnienie jej marzeń. Czuła w sobie dwa mocarne, żylaste, czarne penisy. Dave i Steven trzymali ją w żelaznym uścisku, a ich miarowe, pewne ruchy wyzwalały w niej rozkosz, jakiej jeszcze nigdy nie doznała. Stojący z tyłu Dave zajął się jej piersiami, a Steven przygarniał ich oboje do siebie. Czuła każdy ruch w środku, miała wrażenie, że oba członki, rozdzielone jedynie cieniutką warstwą ciała, w rzeczywistości splatają się ze sobą, walcząc są jak dwa oszalałe węże. John obserwował tę scenę z uśmiechem, siedząc rozpostarty w fotelu i swobodnie pieszcząc dłonią swojego kutasa.

Palcami drugiej dłoni pieścił swoje jądra. Czuła, ze zbliża się orgazm. Intensywność doznań z obu otworów była po prostu oszałamiająca. Zaczęła silnie pracować ciałem, aby przyspieszyć magiczną chwilę. Wbiła palce w szeroką klatkę piersiową Stevena. Czuła ciała obu mężczyzn ściskające ją w wielkim, czarnym imadle.

– Tak…. rżnij mnie… chcę go…. tak cudownie…. proszę, nie przestawaj… jeszcze trochę, taaaaaaaaak!

Spełnienie, które nadeszło, było jak uderzenie pioruna. Nie wiedziała, czy sprowadził je buszujący w ciaśniejszym otworze Dave, czy olbrzymi penis Stevena rozpychający jej przednią dziurkę. W jednej chwili przed jej oczami wybuchły setki słońc. W chwilę potem poczuła uderzenie wielkiej fali, głęboko w sobie. Z ust Stevena wyrwał się głęboki, przeciągły jęk. Jego członek drgał spazmatycznie w cipce Karoliny wypuszczając coraz to nową strugę. Dave wyjął swojego członka i teraz intensywnie pieścił go ręką.

– Zaraz… dojdę – usłyszała jego głos.

Ścisnęła, jakby na pożegnanie, powoli zmniejszającego się w niej czarnego węża Stevena i uwolniła go, po czym szybko obróciła się do Dave’a.

– Daj go szybko tutaj!

Złapała go i pociągnęła za sobą na łóżko. Czuła, że się zbliża do końca.
– Chodź do mamusi… – wyszeptała gardłowym głosem – Chodź do jej cipki, tam gdzie jest twoje pieprzone miejsce.

Ledwo zdążyli. Dave był już tak podniecony, że wystrzelił, gdy tylko znalazł się w śliskim od soków kobiety i spermy wejściu do norki Karoliny. Jej nienasycone łono chciwie wchłonęło trzecią dawkę tego dnia.

Przez jakiś czas leżeli wszyscy czworo, odpoczywając i zbierając siły.

– No i co, podobało się? – spytał w końcu Dave, unosząc się na łokciu.

– Jeszcze pytasz – zaśmiała się cicho – Mało nie straciłam przytomności.

Nikt mnie jeszcze tak w życiu nie wypieprzył. Mam nadzieję, że wam też było dobrze.
Steven roześmiał się.

– Jasne. Uwielbiam spuszczać się do środka. Jak tylko mi powiedzieli, że ty też lubisz bzykać się bez opakowania, pomyślałem: wchodzę w to.

– Nie ty jeden w to wszedłeś – odpowiedziała Karolina, przesuwając palcami po swojej obolałej kobiecości. Strumyczki spermy pociekły po jej udach.

– A tak właściwie, to co ty robisz w USA – spytał John – Przyjechałaś na stałe, czy na wakacje?
– Umowa była taka, że nie pytamy się o szczegóły naszego życia – przypomniała grożąc mu przekornie palcem.

– Jasne – wzruszył ramionami – Ale ja nie pytam o szczegóły. Pytam, bo chcę wiedzieć, czy będziesz miała to chęć powtórzyć – wyszczerzył się w uśmiechu.

– Kto wie…

– Ja bym tam chętnie powtórzył już zaraz – roześmiał się Dave.

Karolina przeciągnęła się rozkosznie.

– Już? Tak szybko odzyskujesz siły?

– Sama sprawdź, dziecinko.

Karolina podniosła się na kolana i przyjrzała leżącym mężczyznom.

– Mrrrrr… trzy piękne, czarne kutasy – zrobiła zabawną minę, jak nieśmiała lolitka – Którego tu wybrać… na początek?

– Spróbuj tego, córeczko – Dave przesunął się tak, aby ułatwić jej dostęp. Karolina mrugnęła porozumiewawczo okiem.

– Ojej, tatusiu, jaki on duży… – udawanie przychodziło jej z łatwością – Mogę go dotknąć?

– Czekałem na to, kiedy zapytasz, skarbie… Dotykaj ile chcesz, możesz się nim bawić choćby i do rana.

Powiodła delikatnie palcem wzdłuż jego ciemnego kształtu. Penis natychmiast drgnął i wyraźnie się powiększył.

– Ojej – zaśmiała – On rośnie! Muszę go pocałować w nagrodę. Mogę? Tatusiu, proooooszę…

Dave jedną ręką ujął na wpół sztywnego członka, a drugą przysunął do niego za włosy twarz Karoliny. Uśmiechnęła się promiennie i posłusznie zbliżyła usta do pęczniejącego kutasa. Objęła go dłonią i nasunęła na niego całą skórę od nasady, tworząc na jego końcu coś na kształt rozkwitającej różyczki z ciemnego napletka. Jej wargi delikatnie, pieszczotliwie uszczypnęły gruby zwał skóry. Potem Karolina rozchyliła go delikatnie muśnięciami wszędobylskiego języka. Dave zamruczał z zadowolenia, gdy jej liźnięcia dotarły do czubka żołędzi.

– A może chciałbyś spuścić się na moje piersi – spytała Karolina patrząc mu w oczy – Chciałbyś zobaczyć, jak sperma spływa mi z sutków? Jak je sobie masuję korzystając z twojego wspaniałego olejku?

Jej słowa podziałały magicznie. Napływająca krew natychmiast wypełniła członka nowym wigorem. Czuła, jak błyskawicznie rośnie jej w dłoni. Pocałowała go jeszcze raz i położyła się na kochanku, umieszczając sztywny i gorący pal pomiędzy swoimi piersiami.
– Taaaak – westchnął Dave podkładając ręce pod głowę – Zrób mi dobrze cycuszkami. Masz zajebiste balony.

Karolina uśmiechnęła się prowokująco i nie wypuszczając czarnego gościa z opiekuńczego uścisku swoich ciężkich piersi zaczęła ruszać się. W górę i w dół. Główka penisa to pokazywała się, to chowała pomiędzy wielkimi półkulami. Prowadziła go umiejętnie, nie pozwalając, by pragnienie spełnienia zbyt szybko wzięło górę nad przyjemnością. John i Steven obserwowali cały spektakl. Ich członki także szybko prostowały się. Karolina przyspieszyła ruchy, jednocześnie nie przestając szeptać do kochanka.

– Taaaak, właśnie tak. Uwielbiam twojego fiuta. Gorącego, czarnego fiuta. Zaraz zrobię ci dobrze… zaraz będziesz mógł się spuścić… spryskać mi te cycki, które tak ci dobrze robią. One tego chcą. Lubią być śliskie od spermy. Gęstej spermy czarnego ogiera. Zrób to… spuść się… Bądź grzeczny i załaduj na mnie wszystko co masz w tych swoich wielkich jajach…

W końcu poczuła, że nie będzie w stanie już panować nad Davem. Przechodziły przez niego autentyczne dreszcze, a członek nagle stał się bardzo twardy. Wiedziała, że to już. Błyskawicznym ruchem wskoczyła na leżącego. Zaborczym ruchem chwyciła go za sterczący narząd i nabiła się na niego. Dave wyprężył się i przeciągle jęknął. Poczuła, jak w jej środku główka penisa cofa się na chwilę i eksploduje wyrzucając kolejny ładunek.

– Taaaaak, maleńki, strzelaj, strzelaj… – powtarzała, zaciskając mięśnie na jego palu. Wiedziała, że mu się to spodoba. Wyssała go całego, aż do ostatniej kropli.
– Och, dziecinko, potrafisz robić magiczne rzeczy – wyszeptał.

Karolina ostrożnie zeszła z Dave’a, siłą mięśni i palcami starając się zatrzymać w sobie możliwie wiele cennego płynu. Steven i John przyglądali się jej z błyszczącymi oczami. Wystudiowanym ruchem podniosła dłoń do twarzy. Lekko marszcząc nos, powąchała wilgotne smugi, po czym starannie zlizała pozostałości. Obrzuciła wzrokiem sterczące pałki dwóch mężczyzn.

Obróciła się w ich stronę rozsuwając nogi, aby pokazać im zachęcający i prowokujący widok. Jej cipka była cała napuchnięta i mokra od jej soków i od wyciekającej spermy.

– No co, ogiery? Dave już swoje zrobił. Który mnie teraz pokryje?
Steven już był gotów. Przesunął się nad Karolinę. Łóżko aż jęknęło pod jego ciężarem.

– Kotku… – zamruczała – załatw mnie tym wielgachnym fiutem. Pieprz mocno i skutecznie, skarbie.

Spojrzał w jej oczy – dzikie, namiętne i rozświetlone pożądaniem i uśmiechnął się. Wziął w rękę swojego członka i kilka razy przesunął po nim ręką. Karolina przyglądała się temu z zapartym tchem. W końcu sięgnęła ku swojej norce i rozsunęła placami jej wejście.

– Chodź do mnie, mój koguciku, schowaj się tam, gdzie twoje miejsce.
Wszedł w nią spokojnie, z rozmysłem. Wsuwał się w nią powoli. Zmieszana sperma wypływała bokami, gdy stopniowo wielki wał wypełniał całe wnętrze Karoliny. Mlasnęło głośno, gdy wycofywał się. Przymknęła oczy i zaczęła bawić się swoimi piersiami. Były wrażliwe i nabrzmiałe prawie do bólu.

Ruszał się coraz szybciej, a Karolina nagle poczuła, że miarowe ruchy jego wielkiego ptaka są dla niej szalenie podniecające. Był silny, groźny i niepowstrzymany, jak nadchodząca burza. Zaczęła cichutko pojękiwać z rozkoszy. A potem zadarł jej nogi do góry i położył na swoich szerokich barkach. Poczuła się nagle bardzo malutka, przytłoczył ją swoją wielkością i ciężarem.

– Tak, kochany, rżnij mnie teraz – stęknęła – jestem cała twoja. Ruszał się dalej, jednostajnym stałym tempem. I wtedy poczuła, że dojdzie szybciej niż on. Przygarnęła rękami jego byczy kark do siebie i zaczęła kręcić ciałem, aby jeszcze mocniej czuć w sobie każdy jego ruch.

– Pieprz mnie, pieprz mnie mocno – zaklinała go – Wsadź mi go jeszcze głębiej… Jeszcze… mocniej… i spuść się…

Szeptane do ucha słowa spodobały mu się, bo jego ruchy stały się jeszcze mocniejsze. Poczuła, jak wgniata ją w skrzypiące coraz mocniej łóżko. Czuła uderzenia jego wielkich jaj na swoich pośladkach – Klap! Klap! Klap! – za każdym razem gdy potężny kutas wypełniał jej wnętrze.

– Rżnij mnie… jeszcze… jeszcze… jesteś jebaką wszechczasów… zaraz… zaraz… dojdę… tak! Tak! Idzie mi… idzie…. idzieeeee…… juuuuuuuż!

Steven zareagował na dzikie pulsowanie jej pochwy. Napięty do krańca wytrzymałości kutas spiął się, jak podcięty ostrogą koń. Przez trwające fale orgazmu Karolina poczuła, jak kolejne, potężne strugi wypełniają jej wnętrze. Jej nogi zatoczyły łuk i objęły go na pasie. Przyciągnęła go do siebie. Mocno.
– Więcej, chcę więcej… – powtórzyła, choć czuła, jak sperma wycieka na łóżko. Członek Stevena zaczął powoli maleć. Poczekali, sczepieni, zanim nie zmalał na tyle, że sam wysunął się z niej, ciągnąc za sobą lepki płyn. Steven przetoczył się na plecy i rozciągnął na łóżku, zajmując więcej niż jego połowę.

– Więcej? Chcesz więcej – usłyszała głos Johna – Dostaniesz więcej, mała. Był już gotów. Sterczący kutas przysunął do jej twarzy. Z wysiłkiem uniosła rękę.

– No, obciągnij go, suko.

– Nie chcę… – powiedziała, drażniąc się z nim. Wiedziała, że lubi twardy, brutalny seks. Jej też się to podobało. Wielka dyrektorka, obracająca milionami, sprowadzona do roli taniej dziwki w małym hotelu… podniecało ją to.

– Obciągaj go, albo skuję ci mordę – zagroził. Spuściła oczy na nabrzmiały czubek jego penisa, na którym nadal widać było wilgotne plamy spermy. Czuła jej ostry, męski zapach. Posłusznie objęła go ustami. Najpierw delikatnie, sam koniec, potem jej ciepłe, miękkie wargi objęły go całego. Włożyła go głęboko, ale jemu to nie wystarczyło. Chwycił ją za głowę i pchnął dalej.

Poczuła, jak wielki, obleśny kształt wchodzi coraz głębiej. Nagle zakrztusiła się i straciła oddech. Przez krótki moment, przez mgnienie oka, poczuła w sobie dziki zwierzęcy strach. Zalały ją niekontrolowane, pierwotne emocje. Ból, przerażenie i… nagłe olśnienie, że jest tu sama, nikomu nie znana, wydana na pastwę trzech brutalnych samców. Adrenalina rwącym potokiem przetoczyła się przez jej ciało – ale wraz z nią nadeszło też dziwne, mroczne podniecenie. Szarpnęła i spróbowała się wycofać, ale nie puszczał.

Wycofał się odrobinę – zdążyła wciągnąć haust powietrza – i pchnął ponownie. I jeszcze raz. Kurczowo zacisnęła palce na pościeli.

John wyciągnął wyprężonego członka.

– Widzisz? Lepiej obciągnij po dobroci – rozkazał. Posłusznie wzięła go ponownie do ust i zaczęła go masować. Obiema rękami. Potem jedną dłoń przeniosła na jego wielkie jądra, kołyszące się w czarnym worku, pokrytym tymi jedynymi, cudownymi zmarszczkami na męskim ciele, których kobieta naprawdę kocha. Z obscenicznym mlaskaniem koniec penisa pojawiał się i znikał w jej ustach. Wystarczyło kilka chwil, żeby poczuła, jak zbliża się do finału. Wyciągnął swego czarnego kutasa, ale zbliżył go do jej twarzy.

– Nie, nie chcę na twarz – poprosiła, ale nie przerwała intensywnego masażu jego kolumny
– Zamknij się, białasko – warknął – Nie obchodzi mnie, czego chcesz.

– Proszę, nie – odsunęła twarz, ale John chwycił ją za włosy i potrząsnął jej głową.

– Ty mała dziwko – rzucił przez zaciśnięte zęby – Nie odwracaj tej swojej arystokratycznej buźki. To dobre miejsce dla mojej czarnej spermy, suko!
Poczuła, że nie może się mu przeciwstawić. Posłusznie zwróciła się w jego stronę.

– No to na co czekasz, ogierze – warknęła – Spuść się. Chcę poczuć twoją spermę. Zrób to.

Poczuła, jak hebanowoczarny członek staje się bardzo twardy, jak pod jej palcami fala spermy przeciska się przez wyprężony narząd.

– Oblej mnie całą, chcę ją poczuć…

John krzyknął głośno i wystrzelił. Gorąca struga wylądowała na jej policzkach. Jedna, druga, trzecia… Mężczyzna opadł na kolana. Karolina uśmiechnęła się i ostrożnie zebrała palcami biały płyn, po czym przeniosła go na swoją cipkę. Ile to już wystrzałów zebrała dzisiaj do środka? Nie pamiętała. Włożyła pokryty męskim nektarem palec do środka. Czuła, jak cała jest wypełniona zmieszanymi sokami. Zacisnęła nogi, aby ochronić jak najwięcej cennej zawartości. Resztę spermy Johna wytarła w swoje nabrzmiałe piersi. Zawsze lubiła bawić się nawilżonymi w ten sposób sutkami, ale tym razem były już tak pobudzone, że aż bolesne.

– Mrrrrr… Tego mi było trzeba, chłopaki – westchnęła i przymknęła oczy.

Nie odpowiedzieli, równie zmęczeni, jak ona. Przez kilka chwil leżeli na łóżku, przeżywając w pamięci jeszcze raz dzikie chwile uniesienia.

– Chyba powinnam wziąć prysznic – mruknęła Karolina.

– Nie, zostań – poprosił Steven – Ślicznie wyglądasz taka oblepiona… Uśmiechnęła się.
– No dobrze. Zresztą nie mam siły się podnieść… Was jest trzech, a ja tylko jedna.
Przytuliła się do ich czarnych, spoconych ciał, delikatnie gładząc aksamitną, ciemną skórę. Minęła godzina, zanim udało im się podnieść.

Pożegnali się zadziwiająco czule, wymieniając ostatnie pocałunki. Najdłużej żegnała się ze Stevenem. Otoczył ją wielkimi, czarnym ramionami.

– Hej, dziecinko… to było niezłe. – zamruczał – Zadzwoń jeszcze, jak będziesz w NY.

– Dobrze, zadzwonię… – odpowiedziała sennie.

Wyszli. Usłyszała odgłos zamykających się drzwi i w westchnieniem opadła na łóżko. Pogładziła ręką obolałe krocze, jakby w nagrodę, że jej cipka wytrzymała całe spotkanie. Poczuła, jak po jej palcach śliską strużką spływa zmieszana sperma jej kochanków. Zgarnęła biały płyn z powrotem, choć czuła, że i tak jest cała przepełniona nasieniem. Wiedziała, że miliony silnych, żwawych plemników zaczęło właśnie zaciekłą rywalizację o swoją nagrodę. Karolina poczuła ogarniające ją zmęczenie i słodką ociężałość. Położyła rękę na otartej muszelce i przymknęła oczy.

– No, to do roboty, maleństwa – pomyślała sennie – Niech wygra najlepszy. Chwilę potem już spała.

***

Dziewięć miesięcy później urodził się Alex. Śliczny, ciemnoskóry chłopczyk. Nie wiedziała, kto jest jego ojcem. Nie obchodziło jej to. W każdym razie, na pewno przekazał mu zdrowe, silne geny.

Inspiracją dla opowiadania były filmy erotyczne Inseminated by 2 Black Men,
Blackzilla i Blacks on Blondes. Mrrrrr… Polecam!

*Na zakończenie mała uwaga lingwistyczna…


Jeśli chodzi o słowo Murzyn, które może budzić kontrowersje – według mnie (i nie tylko mnie – zadałam sobie trud sprawdzenia w źródłach) jest ono neutralne znaczeniowo. Oczywiście, jeśli jest używane po prostu jako desygnat człowieka o ciemnym kolorze skóry. Fakt, że są osoby, które używają go jako epitetu nie znaczy, że samo słowo jest nacechowane pejoratywnie (bo wtedy za niedopuszczalne należałoby uznać np. słowo Żyd). Nie można też bezmyślnie używać amerykańskich kalek językowych (np. Afroamerykanin), bo są po prostu sztuczne w naszym języku, nie mówiąc już o tym, że oznaczają co innego (czarnoskórego obywatela USA, a nie czarnoskórego w ogóle). Zresztą słowo Murzyn nie jest tożsame anglosaskiemu Negger/Niger/Nigga (odpowiada mu polskie czarnuch). Zresztą przesadna polityczna poprawność jest po prostu wynaturzeniem – to trochę tak, jakby nagle ustawowo zakazać używania słowa Niemiec (bo jest ono uwłaczające – pierwotnie miało ono znaczenie podobne do “niemy”, czyli “nie potrafiący mówić”).*

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

I tak oto, wraz z opowiadaniem "Sezon godowy" do naszego grona dołączyła kolejna gwiazda z Dobrej Erotyki. W tym wypadku jest to mroczna gwiazda. Jednak ani trochę nie odbiera jej to uroku!

Wręcz przeciwnie. W przypadku Damy w Czerwieni mrok jest pociągający, zmysłowy, intrygujący. W dodatku mocno uzależnia. Zakosztujmy zatem z lekka perwersyjnej literackiej strawy, którą uraczy nas Dama.

Życzę smakowitej lektury!

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Droga Damo w Czerwieni!

No rewelacja. Rasowe opowiadanie erotyczne. Świetnie napisane, mocne i podniecające. Z wielką przyjemnością wróciłam do niego po latach, i tak jak kiedyś, wciąż ma odpowiednią siłę rażenia 😉
A tak w ogóle – bardzo plastycznie opisana wizja. Niezwykle smakowicie.

Pozdrawiam i przyłączam się do Megasowych powitań. Bardzo się cieszę, że do nas dołączyłaś. Mam nadzieję, że entuzjastyczne komentarze czytelników będą wystarczająca motywacją do napisania nowych, świetnych tekstów.

Rita

super opowiadanie.
jimmyg

Tytuł trafiony. Fraza o jedynych męskich zmarszczkach, spowodowała uniesienie brwi. Bardzo inżynierskie: mechanika ciał, płynów tudzież na dokładkę genetyka 🙂 Konwencja tekstu spójna. Uśmiech.

Dawno, dawno temu przeczytałem te opowiadanie na Dobrej Erotyce. W ten weekend miałem okazję ponownie wziąć je "na warsztat". I stwierdzam, że wcale się nie zestarzało. To wciąż kawałek porządnie napisanej, mocnej erotyki, ocierającej się o pornografię. Mam wielką nadzieję, że LadyInRed wróci do pisania i będziemy mieli okazję poznać dalsze (wcześniejsze) losy bohaterki powyższego tekstu!

Choć, gdyby się nad tym zastanowić, przynajmniej jedna rzecz zmieniła się od premiery "Sezonu godowego". Wtedy jeszcze kontrast: wielka prezeska międzynarodowej korporacji – promiskuityczna łowczyni po godzinach mógł szokować. Dziś, kiedy znamy już sprawę Dominique'a Strauss-Khana, a cały świat wielkiej finansjery skompromitował się w nowym, wielkim kryzysie, kontrast ten przestał zaskakiwać. Wielki finansiści zeszli z piedestału, na których umieszczono ich w latach 80-tych, wraz z triumfem neoliberalizmu i "chicagowskiej szkoły ekonomii". Przestali być świętymi naszych czasów. Trochę też, być może, stracili ze swej władzy współczesnych demiurgów, władzy, która jak każda nieusankcjonowana prawnie potęga, opiera się przede wszystkim na sprawnym tworzeniu złudzeń i obronie swojego dobrego wizerunku.

Chętnie dowiedziałbym się, co prezeska Karolina robi dziś. Czy przełomowe wydarzenia w życiu prywatnym (ciąża) i publicznym (kryzys gospodarczy) zmieniły trochę jej nastawienie do świata i sposób myślenia. Czy wciąż emanuje swym triumfalizmem, poczuciem, że jest jak bogini na Olimpie, czy też zdobyła się na nieco pogłębioną autorefleksję.

Mam też gorącą nadzieję, że nawet się zmieniła, to mimo wszystko nie odeszła od swoich hedonistycznych praktyk i kiedyś jeszcze usłyszymy (przeczytamy) o jej szaleństwach 😉

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Triumf chicagowskiej szkoły ekonomii? Kiedy? Gdzie, poza krótkim okresem w Chile? Natomiast to co nazywasz neoliberalizmem to w istocie ideologia praktykowana przez socjaldemokratów (a nie liberałów), której celem jest produkcja pieniądza kredytowego bez związku z realnym stanem gospodarki, po to by rządy państw mogły zaspokajać coraz wyższe oczekiwania socjalne ludu. Czysty keynesizm.

No i zrobiła się dyskusja ekonomiczna 🙂 Nie wiem, czy to właściwe ku temu miejsce, no ale skoro sam dałem do niej asumpt…

Cóż, powiem tyle – jeśli uważasz Miltona Friedmana i jego "Chicago boys" za socjaldemokrację, to muszę się z Tobą zgodzić. Bo rozumiem, że na problem patrzysz ze stanowiska tak radykalnie liberalnego, że nawet Maggie Thatcher i Ronald Reagan to dla Ciebie paskudni socjaliści 😀

Pozdrawiam
M.A.

P.S. Wątpię, czy przy bliższym poznaniu uznałbyś też "czystość doktryny" chilijskiej. Zwracam uwagę na utrzymanie przez Pinocheta państwowego monopolu na wydobycie miedzi. Nawet generał wiedział,że jak dopuści prywatne firmy, to jego rząd dostanie z tego tylko ochłapy. I nawet nielegalny handel bronią go nie uratuje 🙂

Rzeczywiście nie jest to właściwe miejsce do prowadzenia dyskusji ekonomicznych więc krótko. Dyskutując z tezami, których nie wypowiedziałem stosujesz klasyczny chwyt erystyczny. Winnymi trwającego kryzysu nie są Margaret Thatcher, Ronald Reagan, Milton Friedman ani neoliberalizm tylko nieodpowiedzialna polityka kreowania popytu i sztucznego pieniądza, bez związku ze stanem realnej gospodarki czyli coś dokładnie przeciwnego niż postulowali monetaryści.

Skoro się zgadzamy, że to nie miejsce do prowadzenia dyskusji ekonomicznych, proponuję zamknąć tę tutaj, albo przenieść ją na inne forum 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Przeczytałam je jako pierwsze na całym blogu i bardzo mi się podoba 🙂
Rocznik81

Przeczytałem ten tekst jednym tchem – super, pozdrawiam

Dobry tekst. Szczególnie przypadł mi do gustu fizyczny opis bohaterki. Zdecydowanie trafił w mój gust.
Bardzo dobre i ciekawe opisy. Miły przerwynik w podróży ☺

Napisz komentarz