Nigdy ci na to nie pozwolę! (MałaMi) Brak ocen

Słońce chyliło się wolno ku zachodowi, ale upał wciąż był niemiłosierny. Wszędzie dookoła panowała niesamowita duchota.

“Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów” pomyślała kobieta i przyciskając zawiniątko do piersi, wolno ruszyła w stronę widzianych w oddali drzew.

Przeszła już kilkanaście kilometrów. Nie mogła sobie teraz pozwolić na odpoczynek. Nie tutaj, na zielonej polanie, bo była zbyt widoczna. Wlokąc się noga za nogą, podążała przed siebie. Sama nie wiedziała dokąd.

W końcu dotarła do upragnionego skraju drzew. Tu usiadła, z myślą o odpoczynku. Z dużej, niedbale przerzuconej przez ramię sakwy wyjęła menażkę z wodą. Piła łapczywie, ale uważnie – woda bowiem była zbyt cenna, by móc ją nieostrożnie marnować. Delikatnie odchyliła zawiniątko, które właśnie zakwiliło. Pochyliła się nad nim i coś szeptała. Po chwili przystawiła dziecko do piersi. A sama zamykając oczy, oparła głowę o pień drzewa i zapadła w krótki, niespokojny sen.

Ze wzgórza obserwowało ją dwóch jeźdźców, siedzących na gniadych wierzchowcach. Przyglądali się jej od dłuższego czasu, ale dopiero teraz, gdy zdecydowała się na odpoczynek, zdecydowali, co zrobią dalej. Zjechali w dół stoku. Zeskoczyli z koni i uwiązali je do pobliskiego drzewa. Cicho skradali się ku pogrążonej we śnie. W tym momencie zawiniątko głośno zakwiliło, a kobieta uniosła powieki. Niespokojnie rozejrzała się dookoła. Zbyt późno dostrzegła mężczyzn. Szansa na ucieczkę bezpowrotnie minęła.

Nie opierała się, gdy krępowali ją sznurem. Nie krzyczała, nie płakała, pozostawała nadzwyczaj spokojna. Bez żadnej walki podążyła za nimi, przyciskając tylko mocniej do piersi płaczące dziecko.

Szła długo, czasem potykając się, czasem zwalniając ich tempo. Do bram zamczyska przybyli niemal o zachodzie słońca. Wprowadzili ją na dziedziniec twierdzy, gdzie osunęła się na kolana, tak wyczerpana, że nie miała nawet siły, by podnieść głowę i rozejrzeć się dookoła. Dziecko niespokojnie łkało w jej ramionach.

Wokół niej zgromadzili się mieszkańcy tego zamku. Nagle ich tłum rozstąpił się, by zrobić przejście dla kogoś bardziej dostojnego. Rosły mężczyzna stanął nad nią, zasłaniając swym ciałem ostatnie promienie słońca, kryjącego się już za zębatymi blankami. Siłą raczej woli niż mięśni, zmusiła się by podnieść umęczony wzrok na tę ważną, pochylająca się już ku niej personę.

Zastygła w bezruchu. Był ostatnią osobą, jaką spodziewała się ujrzeć w swoim życiu. Był tym, którego nigdy więcej widzieć nie chciała. Duch z przeszłości, o którym usilnie starała się zapomnieć. Zjawa z prześladujących ją koszmarów…

Mężczyzna pochylił się nad nią i  wyciągnął ręce przed siebie. Niewiasta zaczęła potrząsać głową. To jednak go nie powstrzymało. Nie zważając na ów niemy protest, wyrwał  z jej objęć coraz głośniej płaczące dziecko. A potem wyprostował się i oddalił bez słowa…

Obudziłam się z krzykiem…

Rozejrzałam się wokół, próbując przyzwyczaić oczy do otaczającej mnie ciemności. Uniosłam się nieco na ramieniu. Byłam bezpieczna. Leżałam na ciepłym posłaniu, a obok stało łóżeczko, w którym, niczym niezagrożony, spał mój największy w życiu skarb. Ukochany syn – Dominik. Ponownie opadłam na poduszkę. Wiedziałam już, że bezsennie przeleżę tak do rana. Co noc, od siedmiuset osiemdziesięciu dwóch dni scenariusz był taki sam. Nie zmieniało się zupełnie nic. Najpierw ten koszmarny sen, powrót do przeszłości, a potem beznadziejna próba powrotu w ramiona Morfeusza.

Dokładnie dwa lata, jeden miesiąc i dwadzieścia jeden dni temu moje życie przewróciło się do góry nogami. Chodź nic na to wcześniej nie wskazywało. Wtedy miałam wszystko. Dobrą pracę, ładnie urządzone mieszkanie, mały samochód, i najważniejsze… miałam Artura. Miłość mojego życia. Dziś uczę się go od nowa. Stawiam pierwsze kroczki we własnym, na razie mało dochodowym biznesie, wynajmuje niespecjalnie przytulne mieszkanie, samochód już dawno zmuszona byłam sprzedać. I mimo, że pojawił się ktoś nowy – nie jestem przekonana, czy chce z nim dzielić wspólne życie.

Z Arturem tworzyliśmy tak zwany nieformalny związek. Przynajmniej ja wolałam tak to nazywać. Nienawidzę słowa “konkubinat”. Żyliśmy ze sobą bez ślubu, bo tak było nam, póki co, wygodniej. Artur prowadził warsztat samochodowy, który odziedziczył po tragicznie zmarłym ojcu. Ja studiowałam zaocznie i pracowałam jako krawcowa. Nie jest to być może szczyt marzeń dla młodej dziewczyny – lecz jeśli o mnie chodzi, już od dziecka uwielbiałam szyć. Żyliśmy jak przeciętni, młodzi ludzie. Mieliśmy po trzydzieści dwa lata, wspólne marzenia, plany na przyszłość… No, przynajmniej ja miałam. Wtedy.. Bo potem wszystko rozsypało się, jak domek z kart. Tamtej pamiętnej środy…

Od poniedziałku nie byłam w pracy. Źle się czułam, w niedzielę musiałam się czymś zatruć. Leżałam w łóżku, co jakiś czas zmuszając się do wstania i zaparzenia ciepłej herbaty, którą popijałam leki, przepisane przez lekarza z nocnego dyżuru. Artur musiał akurat wyjechać po części do remontowanych samochodów. Oczywiście, jak zawsze, wszystkie zrobione miały być „na wczoraj” – więc nie mógł odłożyć podróży ani o jeden dzień. Na szczęście we wtorkowe popołudnie poczułam się już znacznie lepiej, Udało mi się nawet zjeść dwa sucharki. Nazajutrz rano było już zupełnie dobrze. Zwlekłam się z łóżka i poczłapałam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zamarłam. Wyglądałam jak przysłowiowe siedem nieszczęść. Przetłuszczone, potargane włosy, zmęczona, matowa twarz, pozbawione blasku oczy… Bez zastanowienia wskoczyłam pod prysznic.

Wychodząc z łazienki, poczułam roznoszący się po mieszkaniu aromat świeżo zaparzonej kawy. Nieomylny znak, że wrócił Artur. Stał w kuchni, wykładając na talerz rogaliki z nadzieniem truskawkowym. Podeszłam do niego. Przywitał mnie namiętnym pocałunkiem, a potem spytał:

– Jak się czujesz?

– Już dobrze – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i znów zapragnęłam jego pocałunków. W momencie, kiedy poczułam oddech Artura na ustach zesztywniałam. Ukochany powoli rozbudzał moje zmysły ustami, zębami i językiem. Podniecał mnie szorstki jęk pożądania wydobywający się z jego piersi. Obudziła się w nas niespełniona namiętność. Nasze usta ponownie złączyły się w głębokim pocałunku. Artur trzymał mnie mocno. Żarliwie całował. Jego dłoń podtrzymywała mi kark, druga obejmowała pośladki, przyciskając je mocniej do swojej twardniejącej już męskości.

Zasyczał ekspres, dając nam znak, iż jest gotowa kawa. Niechętnie oderwaliśmy się od siebie. Artur nalał parujący napój do kubków, mnie dolał mleka, posłodził dwie łyżeczki, wymieszał, po czym postawił kubek na stole. Sam pił gorzką, czarną. Usiedliśmy do śniadania. Rozmawialiśmy o planach na dzisiejszy dzień. Oczywiście Artur wpadł do domu jak po ogień. Przede wszystkim, by osobiście upewnić się, że czuję się już dobrze, wziąć prysznic, zabrać jakieś papiery i zniknąć ponownie na cały dzień, tym razem w warsztacie.
Już po godzinie zostałam sama. Posprzątałam po śniadaniu, wywietrzyłam pokój, zmieniłam pościel, wyniosłam śmieci i zrobiłam małe zakupy w pobliskim warzywniaku. Po południu zasiadłam z książką na kanapie i z niecierpliwością czekałam na Artura. Zjawił się po dwudziestej. Widać było, że jest zmęczony, jednak na nic się nie skarżył.

– Ciężki dzień? – zapytałam.

– Niespecjalnie. Ale parę spraw nie ułożyło się po mojej myśli – odpowiedział.

– Zrobić ci drinka? – ponownie zapytałam.

– Jeśli nie będzie to dla ciebie problemem, poproszę o szklaneczkę whisky, z lodem – odpowiedział i miło się uśmiechnął. Uwielbiam kiedy Artur się śmieje. Hmmm… chyba powinnam napisać uwielbiałam… Robiły mu się wtedy takie urocze dołki w policzkach, a piwne oczy nabierały blasku.

Podając Arturowi drinka, usiadłam na kanapie koło niego. Przytulił się do mnie, objął ramieniem i zatopił się na trochę w swoich myślach. Nigdy nie naciskałam, by dzielił się ze mną problemami. Sam to robił, kiedy uznał, że jest coś, o czym chce, bym wiedziała.
Po jakimś kwadransie Artur wyszeptał mi wprost do ucha:

– Tęskniłem ze tobą Rybuś.

Był to dla mnie jakby znak, że wszystko już jest w porządku. Jak gdyby nigdy nic wstałam z kanapy. Zasunęłam rolety w oknach, zapaliłam tuzin świec, puściłam typową składankę pościelówek i ponownie przytuliłam się do Artura. Wyjęłam mu szklankę z dłoni i odstawiłam na blat małego stoliczka. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zbliżyłam usta do jego ust. Musnęłam je delikatnie. Poczułam przyjemny smak whisky. Pogłębiłam pocałunek, Nasze języki zaczęły wzajemny masaż, wirowały wokół siebie, szukały się wzajemnie. Dłonie Artura pieściły mi plecy, a moje błądziły w jego miękkich i puszystych, trochę przydługich włosach. Nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze, bardziej agresywne. Dłonie niecierpliwie zaczęły uwalniać nas od ubrań. Moja sukienka, koszula Artura – wszystko to, już po paru sekundach, leżało u naszych stóp.

Westchnęłam, a Artur nieznacznie odsunął się ode mnie. Zamglonym wzrokiem spojrzałam na niego i zawstydzona przygryzłam dolną wargę. Musiało się to chyba spodobać, ponieważ językiem polizał mi górną wargę, jednocześnie wyciągnął ręce i dotknął twarzy. Opuszkami palców przesuwał wzdłuż moich brwi i policzków. Znów przywarł do ust. Tym razem mocniej, z premedytacją nęcąc mnie i nakłaniając, bym rozchyliła wargi. Język wślizgnął się do środka i odnalazł język.

Moje ciało zadrżało. Artur przysunął się bliżej. Rozgościł się pomiędzy moimi udami. Nie sprzeciwiałam się. Jego usta były rozkosznie słodkie, zachłanne i wilgotne. Nasze języki niecierpliwie igrały ze sobą. Podniecenie narastało. Płonęłam z rozkoszy, a krew tętniła mi w żyłach gorącym rytmem. W tej krótkiej, szalonej chwili zasmakowałam namiętności, jakiej dotąd nie znałam. Namiętności, którą byłam w stanie wzbudzać i przyjmować.

W jednej chwili zapomniałam o całym świecie. Nie liczyło się dla mnie nic. Zupełnie nic. Myślałam tylko o tym, by pieścić i głaskać, ramiona i tors Artura. Gładzić jego muskularne uda. Dotykać twardej męskości między nimi. Wyobrażałam sobie, jak on zanurza się we mnie. Cholera… po prostu go pragnęłam. Pożądałam w najbardziej prymitywny, intensywny, instynktowny sposób. I to właśnie ta świadomość rozpalała moje wnętrze, zmieniała rozsądne i praktyczne przecież zachowanie w głęboką, erotyczną potrzebę.

Gdy czegoś chciałam, stawałam siębezwzględna. A teraz chciałam jego. Tu i teraz. Bez wahania wtuliłam się w jego ramiona. Niemal natychmiast poczułam jego zapach. Wywołało tu u mnie żar, fizyczny pociąg i nieodparte pragnienie. Moje nabrzmiałe sutki miażdżyły jego tors. Czułam się podekscytowana. Niespokojna. Moja żądza rosła z każdą sekundą, z każdym muśnięciem palców Artura, z każdym naszym jękiem… Spragniona wygięłam się do tyłu i przysunęłam bliżej. Chciałam czuć każdą część jego cudownego ciała. Chłonąć podniecający zapach, przemożną siłę, rosnące pożądanie.

Byłam wręcz zafascynowana jego ciałem. Satynowymi ciemnymi brodawkami, ukrytymi między delikatnymi lokami i siłą mięśni. Z zapamiętaniem wodziłam palcami po skórze Artura. Przywarliśmy do siebie w tej samej chwili. Nasze usta zespoliły się zachłannie i niecierpliwie. Artur pochylił głowę nad moimi piersiami. Jęknęłam i naprężyłam się, gdy wilgotne usta zacisnęły się na brodawce. Kochanek zaczął drażnić i pieścić językiem mojej wrażliwe ciało. Zachłannie ssał najpierw jedna pierś, później drugą. Składał wilgotne pocałunki na koniuszkach stwardniałych sutków, a następnie dmuchał na nie ciepłym powietrzem. Czułam spływające po mnie fale gorąca. Całe ciało zaczynało drżeć.

Zatraciliśmy się we wzajemnych pieszczotach. Nie padło między nami żadne słowo. Nie były one potrzebne. Wszystko mówiły nasze gesty i spojrzenia, urwane oddechy i szybsze bicie serca, drżenie i namiętne jęki. Artur poruszał się we mnie delikatnie, nieśpiesznie. Pieścił mnie dłońmi, językiem, wzrokiem, wargami, oddechem. Ja odwzajemniałam mu się tym samym…

To była nasza ostatnia noc. Ostatnia wspólna noc. To właśnie tej namiętnej nocy poczęliśmy naszego syna, Dominika. Problemy żołądkowe spowodowały, że zwróciłam dwie tabletki. Jakoś o tym w tamtym czasie nie pomyślałam…

Nazajutrz Artur został zatrzymany. Z przedstawionych mu na późniejszej rozprawie dziewięciu zarzutów, prokurator udowodnił sześć. Artur został skazany na sześć lat. Między innymi za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, kradzież samochodów i paserstwo.

Długo nie rozumiałam, o co chodzi. Wszystko to było dla mnie jak scenariusz kiepskiego, gangsterskiego filmu. Nie starałam się o widzenia, nie uczestniczyłam w rozprawach, bo nie wierzyłam w żadną winę Artura. Potrzebowałam czasu, by to wszystko do mnie dotarło. Obudziłam się z tego letargu, gdy właściciel wynajmowanego przez nas mieszkania zażądał spłaty zaległego za trzy miesiące czynszu. Nie było mnie stać na jego uiszczenie z mojej niewielkiej pensji. Wtedy sprzedałam samochód. Na szczęście byłam jego właścicielką. Spakowałam rzeczy i wróciłam do rodziców.

Ci na szczęście nie robili mi wyrzutów. Przyjęli marnotrawną córkę w ciąży i wsparli słowami otuchy. Dzięki ich pomocy obroniłam dyplom, a tym samym skończyłam studia. Załatwili mi też pracę w butiku jakieś dalszej kuzynki. Pracowałam niemal do końca ciąży. Potem urodził się Dominik. Dziadkowie z miejsca zakochali się we wnuku. Bardzo mi wtedy pomagali – za co jestem im wdzięczna.

Szczęśliwym dla mnie zbiegiem okoliczności, kuzynka – pamiętająca jeszcze moje „próbne projekty” na końcu niemal każdego szkolnego zeszytu – wkrótce wychodziła za mąż. Po godzinach próśb udało jej się namówić mnie bym „zaprojektowała” i uszyła suknię na jej poprawiny. Kamila była nią zachwycona. Zresztą nie tylko ona. Od jej koleżanki dostałam zlecenie na sukienkę na studniówkę, potem od innej na inną kreację… I tak postanowiłam rozkręcić własny biznes. Na brak klientek nie narzekam, ale za to nie spędzam z Dominikiem tyle czasu ile bym chciała. Oczywiście niezastąpioną pomocą jest dla nas mama.

Pół roku temu pojechałam na doskonalące szycie warsztaty. Tam poznałam Jarka. Pomimo moich obaw zaczęliśmy się spotykać. Rodzice gorąco kibicują temu związkowi. Jarek jest inteligentnym, zaradnym życiowo, uczciwym i prostolinijnym facetem, bezgranicznie zakochanym w Dominiku. Jest mi z nim dobrze, ale jeśli mam być szczera i uczciwa, nie czuję do niego nic poza zwykłą sympatią . Nie ma motyli w brzuchu, nie ma tego bezgranicznego podniecenia, które towarzyszyło mi w związku z Arturem. Z Arturem, którego mimo upływu czasu, wciąż w podświadomości darzę jakimś cieplejszym uczuciem…

Artur… Zadzwonił miesiąc temu i poprosił o spotkanie w tę sobotę. Akurat będzie miał przepustkę. Niechętnie, ale się zgodziłam. Wtedy znów nasilił się ten senny koszmar, który mnie prześladuje, odkąd się rozstaliśmy… Sen, w którym Artur wyrywa mi swojego syna, o którym istnieniu skądś się jednak dowiedział…

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Mam mieszane uczucia. Sceny erotyczne mi się podobają, natomiast samo opowiadanie przypomina mi felieton, referujący w sposób “szkolny” kolejność zdarzeń. Napisany poprawnie, ale nie porywający. Sen zapowiadał coś lepszego. Moim skromnym zdaniem, można było wycisnąć z tej historii więcej. Może, gdyby tekst poleżał, a Autorka wróciłaby do niego po pewnym czasie, ze świeżym spojrzeniem… Kto wie? Przeszkadzają mi też drobne “niedoróbki”: chce zamiast chcę, itd. Należałoby też unikać nadmiaru “być” i powtarzających się zaimków, ale to też moja bolączka, więc mogę być przewrażliwiona.
Generalnie, uważam, że opowiadanie nie jest złe, ale naprawdę początek mnie wciągnął, a potem trochę się rozczarowałam.
Mam nadzieję, że moje narzekanie na coś się przyda, bo nienawidzę pisać takich komentarzy.
Pozdrawiam, Roksana.

Bardzo podoba mi się pomysł. Tytuł, który go otwiera, sen który wprowadza konsternację i zakończenie, które wszystko to wieńczy i zgrabnie domyka. Pięknie pokazałaś dwa typy mężczyzn i kobietę, którą ciągnie do niegrzecznego, choć wie, że stabilność i bezpieczeństwo zapewni jej ten grzeczny. Tyle, że nuda jest najniebezpieczniejszą chorobą, jaką może nawiedzić umysł kobiety. Mimo snów… mimo groźby utraty syna, zgadza się na ponowne spotkanie z przestępcą. On ją pociąga, bo nie ma w nim przewidywalności. Nie jest to zachowanie racjonalne, tylko kobiece.

Sceny erotyczne są opisane z pewnym smakiem, bez niepotrzebnej wulgarności. W niektórych momentach są tylko zbyt strywializowane np. “Musiało się to chyba spodobać, ponieważ językiem polizał mi górną wargę, jednocześnie wyciągnął ręce i dotknął twarzy.” W powyższym fragmencie niepotrzebnie piszesz, że językiem i że wyciągnął ręce. Polizał mi górną wargę brzmi… trochę śmiesznie, mało erotycznie.

Co do warsztatu… mam wiele uwag, część pewnie do korektora (whoever he is):

“Wszędzie dookoła panowała niesamowita duchota.” – jak dookoła to w tym przypadku również wszędzie… takie to masło maślane, mleko mleczne, czekolada czekoladowa.

“„Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów” pomyślała kobita i przyciskając zawiniątko do piersi, wolno ruszyła w stronę widzianych w oddali drzew.” – po pierwsze te myśli kobiety ująłbym w bezcudzymsłowiu, po drugie dał po nich minus, zwany myślnikiem. Widziane w oddali drzewa to również nieeleganckie kontekstowo pojęcie. Lepiej by było po prostu, że ruszyła w stronę drzew.

“Wlokąc się noga za nogą, pożądała przed siebie. Sama nie wiedziała, dokąd.” – mmmniam zdanie ze smakiem, takie mi się bardzo podobają, niestety z kontekstu wynika, że to chyba pomyłka, ale słodka i zachęcająca…

“W końcu dotarła do upragnionego skraju drzew.” – nieeleganckie określenie, do granicy lasu za którą pragnęła się schronić.

“Cicho skradali się ku pogrążonej we śnie. W tym momencie zawiniątko głośno zakwiliło, a kobieta uniosła powieki. “ – Gdy się zakradli cicho… być powinno, a “w tym momencie” bym usunął.

“Bez żadnej walki podążyła za nimi, przyciskając tylko mocniej do piersi płaczące dziecko.” – bez “tylko” bo nie przyciskała tylko, ale również podążała. Tak się mówi potocznie.

“Dziecko niespokojnie łkało w jej ramionach.” – dziecko zazwyczaj łka niespokojnie, chyba że może łkać spokojnie, ale tego nie jestem pewien…

“ Siłą raczej woli niż mięśni, zmusiła się by podnieść umęczony wzrok na tę ważną, pochylająca się już ku niej personę.” – Jeżeli podnosiła tylko wzrok jak napisałaś bez ruchu głowy, to nie wiem jakie tam mięście pracują. Może są jakieś od gałki ocznej, ale lepiej to pominąć i pozbyć się mięśni razem ze słowem “raczej”.

“Mężczyzna pochylił się nad nią i wyciągnął ręce przed siebie.” – Nieco karkołomny opis, gdyby był lekko przechylony bokiem, jego wyciągnięte przed siebie ręce mogłyby nie trafić na “coraz głośniej” płaczące dziecko. Wyciągnął ręce po dziecko – nadaj tym ręką od razu nie opisuj ruchów to zbędne.

“Ponownie opadłam na poduszkę.” – Z tego co widzę czytając treść, to nie ponownie, bo pierwszy raz opadłam, lepiej by było – wróciłam na poduszkę.

“…w ramiona Morfeusza.” – lepiej się wystrzegać dość mocno oklepanych pojęć, czynią tekst kiczowatym

“Dobrą pracę, ładnie urządzone mieszkanie, mały samochód, i najważniejsze… miałam Artura. Miłość mojego życia. Dziś uczę się go od nowa.” – Uczę się kogo? Artura? Życia? Czy miłości?

“… – więc nie mógł odłożyć podróży ani o jeden dzień.” – podróż? Lepiej napisać wyjazd. Podróż kojarzy się z wyprawą na koniec świata na wiele dni.

“Wyglądałam jak przysłowiowe siedem nieszczęść” – Znów przysłowiowo jesteśmy mało oryginalni…

“… przyciskając je mocniej do swojej twardniejącej już męskości.” – słowo “już” nie jest tu konieczne.

“Oczywiście Artur wpadł do domu jak po ogień.” – Znów użyłaś popularnego niegdyś frazeologizmu, lepiej tego nie robić w tego typu narracji, lepiej wypadłoby to w dialogu.

“ Uwielbiam kiedy Artur się śmieje. Hmmm… chyba powinnam napisać uwielbiałam… Robiły mu się wtedy takie urocze dołki w policzkach, a piwne oczy nabierały blasku.” – To ciekawy fragment… Zdecydowanie powinnaś napisać uwielbiałam, ale nie ze względu na to co się później z Arturem wydarzyło, ale ze względu na czas w jakim wyraża się narrator. Sztuczka, którą próbowałaś wykonać nie wyjdzie tak łatwo w tym czasie. Może powinnaś zrobić wyraźniejsze przerwy w narracji i czytelniej wyrazić narracyjne westchnienie o byłym swoim Arturze.

“ Moje ciało zadrżało.” – No ja rozumiem, że Twoje… lepiej jednak napisać: “Zadrżałam.”

“ I to właśnie ta świadomość rozpalała moje wnętrze, zmieniała rozsądne i praktyczne przecież zachowanie w głęboką, erotyczną potrzebę.” – bez “przecież”

“Kochanek zaczął drażnić i pieścić językiem mojej wrażliwe ciało.” – literówka przy mojej i nie wiem czy ta wzmianka że wrażliwe… jest konieczne potrzebna

“Przyjęli marnotrawną córkę w ciąży…” – marna przeróbka wyłechtanego zwrotu.

“Szczęśliwym dla mnie zbiegiem okoliczności, kuzynka – pamiętająca jeszcze moje „próbne projekty” na końcu niemal każdego szkolnego zeszytu – wkrótce wychodziła za mąż.” – Takich zdań lepiej nie zostawiać. Wytrącają z rytmu i zmuszają do zatrzymania się i głębokiej analizy co psuje smak czytelnikowi.

“ Oczywiście niezastąpioną pomocą jest dla nas mama.” – Trochę przeszkadza brak konsekwencji… raz to są rodzice, innym razem dziadkowie, powinnaś się na coś zdecydować.

“Artur… Zadzwonił miesiąc temu i poprosił o spotkanie w tę sobotę.” – bez tę, nie musimy wiedzieć dokładnie w którą, czytając całość automatycznie przyjmujemy że w najbliższą.

Podsumowując:
Pomysł 5 gwiazdek,
Warsztat 2 gwiazdki,
Erotyka 4 gwiazdki.

Nie mam pojęcia czy niezręczności językowe występujące w tym opowiadaniu są warte podobnego wywodu, ale “wyłechtany zwrot” na pewno był wart przeczytania Twoich wypocin JiNn 😀
Za opozycję racjonalne-kobiece natomiast najchętniej wzięłabym Cię na tortury… a uwierz, że potrafię zadawać ból.

Napisałaś prostą historię kobiety, którą dopadła proza życia. Takich spraw jest bardzo wiele dookoła nas, nawet już ich nie zauważamy lub przechodzimy koło nich obojętnie. Zwróciłaś na to uwagę, wystarczająco umiejętnie żeby przystanąć na chwilę i zastanowić się, dałaś do myślenia. Nie odkryłaś wszystkiego, umożliwiłaś czytelnikowi obrócenie tej sytuacji na siebie. Bardzo ciekawe wprowadzenie, zaintrygowało mnie, zabrakło jednak troszkę zakończenia, ale to Twoje opowiadanie i Twoja decyzja jak je zakończyć. Kupiłam je, uznając że w prostocie moc.
Co do warsztatu, nie wypowiem się, nie jestem w tym mocna, dla mnie ważne jest to co autor chce mi przekazać. Do mnie dotarłaś tym tekstem. Dałam cztery gwiazdki.
Pozdrawiam.

Droga sroga Aniu. Każdy tekst jest wart pochylenia nad sobą. Wytknięcie niezręczności to główny cel komentarzy. Nie powinniśmy ich używać do poprawiania nastroju autora. Przez łaskotliwe, tkliwości ocierasz mu z oblicza sperlone męki tworzenia, z których powinien się od tak… otrząsnąć po ostatniej kropce… kropelce. 🙂
Nieustannie wskazywanie nad czym mógłby się jeszcze zastanowić, co dodatkowo poprawić, to jedyna droga pomocy. Komentarze mają rozzuchwalać przygnębioną, na czas pisania, pokorę.
Pisząc “autor” mam na myśli również korektora.

Czy strasząc bólem, próbujesz na mnie nikczemnej metody manipulacji?

Zdaje się, że w tym gronie słynę głównie z manipulacji 😉

Zachowam sobie Twój ostatni komentarz i przypomnę Ci go, kiedy kolejny raz zechcę skomentować Twoje opowiadanie. Będzie jak znalazł!

Tak. To prawda, manipulacja to podstawa tej części lewackiej retoryki która leży u podstaw propagandy, nikczemnej i haniebnej. Z resztą, nie to jest teraz najbardziej istotne.

Jin zadał sobie trud i pozbierał to wszystko. Wskazał bez ogólników. Ale jak widzę, garść konkretów Nazwałaś wypocinami. Czy tego nauczyli cię koledzy z Czerskiej ?

Mick, a może po prostu jestem zazdrosna, bo o żadnym z moich tekstów nie chciało mu się aż tyle napisać? 😉

Nie warto moim skromnym zdaniem kłócić się z tym osobnikiem. Zaloguje sięz innego konta i wystrzeli Ci tyradą w trzeciej osobie jaka to jest wspaniała. 😀

No cóż jak zauważono we wcześniejszych komentarzach opowiadanie “dupy nie urywa”
Może zabrzmiało to wulgarnie i bez szacunku do autorki . Szacunek powinien być wzajemny autora do czytelników i na odwrót. Raczcie szanowni komentujący zauważyć brak szacunku do was. Trzecie opowiadanie autorki i w żadnym nie było odniesienia do komentarzy. Ja jestem tylko biedny żuczek czytelnik, wdzięczny za to że mogę poczytać wasze opowiadania.
Lekceważąc autorów opowiadań autorka …

Tu muszę wystąpić w obronie MałejMi.

MałaMi kiedyś była aktywną uczestniczką społeczności Dobrej Erotyki, a następnie, przez pewien czas Najlepszej Erotyki. Później wycofała się, ale pozwoliła nam publikować swoje dawne prace. Nie odpowiada na komentarze, bo nie śledzi naszego portalu. A jeśli śledzi, to nie daje żadnego znaku 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Rozumiem ! Zwracam honor autorce za brak szacunku dla komentujących. Nagana dla wystawiających za brak informacji pod tytułem opowiadania. Psuje ? 🙂

Pasuje, nagana przyjęta 🙂

Megas Alexandros 🙂 )))

Wedle mnie to możesz odejść od ściany i opuścić ręce 😉
Nie wiem co zrobią z Tobą poprzednio komentujący

Pozdrawiam
PS. Wracaj z tarczą 🙂

Opowiadanie przeciętne ale dużo złej roboty robi niewłaściwie wybrany temat. Ludzie nie chcą czytać o życiu, mają swoje. Nie chcą czytać o cudzej codzienności, mają swoją. Pióro powinno służyć do pisania o rzeczach niecodziennych, niezwykłych. Tak jak hentai w pornografii, mężczyźni szczytujący 10 razy z rzędu i wylewający z siebie wiadra spermy, kobiety z siedmioma cyckami i rogami … :D. Może trochę przesadziłem ale mniej więcej to miałem na myśli. Dla tego opowieści tego typu zawsze będą nudne. Trzeba pisać o czymś co przeniesie czytelnika w baśń, miejsce w którym znów poczuje się jak dziecko, bajkowy i soczysty krajobraz.

Mick,
Mogłabym się podpisać pod Twoim komentarzem. Obawiam się jednak, że znajdą się tacy, którzy zarzuca Ci natychmiast pisanie pornografii albo harlequina 😉
Pozdrawiam

Moim zdaniem, dobrze napisane opowiadanie wywołuje stan jak najbardziej odległy od obojętności i mowa tu zarówno o negatywnych jak i pozytywnych uczuciach. Bo opowiadanie ma poruszyć. Owszem inni mogą mieć inne zdanie a nawet powinni bo dzięki temu istnieje dobro najwyższe czyli różnorodność. Pewnie mozna

Moim zdaniem, dobrze napisane opowiadanie wywołuje stan jak najbardziej odległy od obojętności i mowa tu zarówno o negatywnych jak i pozytywnych uczuciach. Bo opowiadanie ma poruszyć. Owszem inni mogą mieć inne zdanie a nawet powinni bo dzięki temu istnieje dobro najwyższe czyli różnorodność.

I w końcu mamy punkt zaczepienia Mick!
Ja uwielbiam codzienność i nigdy nie mam jej dosyć, w moich opowiadaniach nie znajdziesz ani wiader spermy, ani kobiety z siedmioma cyckami, więc najprościej w świecie powinieneś przestać je czytać – nie znajdziesz w nich tego, czego potrzebujesz 🙂

No nie znajdę, fakt. Prędzej ch..a w dupie. Nie moje klimaty.

Na razie nie ma ich tyle żeby można było zdecydować się na ich czytanie bądź nie czytanie. Myślę że Powinnaś kontynuować swoją twórczość skupiając się na pogłębieniu nastroju który bywa bardzo płaski. Jak już Musisz poruszać pedalskie klimaty to być może lepiej by było napisać coś więcej o uczuciach tych ludzi. To środowisko chyba nie jest aż tak płytkie. No chyba że jest ?

Nie, oni nie są płytcy, ale ja najwyraźniej tak 😀

No właśnie. Wydaje mi się że zbyt płytko ich Opisujesz. Jak jakieś brutalne i tępe stworzenia a przecież to Twoi towarzysze. Marks przewraca się w grobie.

Micki taki świat 🙂 )))

https://www.youtube.com/watch?v=NkYuv1eCWTk

Dziękuję 🙂 fajny kawałek.

Napisz komentarz