Czarownica VI (MRT_Greg)  3.71/5 (7)

16 min. czytania

Czarownica -I-

– Ach, tu pan jest! – Zofia wyrosła jak spod ziemi, tuż koło różanej pergoli. – Wszędzie pana szukałam.

– Ja się nie zgubiłem – skłamał gładko, odwracając powoli głowę w jej kierunku – to pani wypruła do przodu jak…

Zagapił się na nią. Staruszka stała wyraźnie zadowolona, po raz kolejny dokładnie go lustrując. Za pierwszym razem czuł lekkie zażenowanie, teraz nie w głowie były mu takie emocje, bowiem to, co zobaczył, zmroziło mu krew w żyłach. Zofia, choć nadal miała na sobie to samo ubranie, wyglądała na znacznie wyższą niż podczas spaceru alejką. Jej twarz też była znacznie gładsza; głębokie zmarszczki, wcześniej przecinające jej czoło, stały się cieńsze i ledwo dostrzegalne. Obróciła na chwilę głowę, podążając wzrokiem za kolorowym motylem. Znamię pod uchem było znacznie wyraźniejsze. Teraz był pewien, że prócz podkowy znajduje się tam jakaś litera. Zofia uchwyciła jego badawczy wzrok i zarumieniła się. Sądząc, że młody mężczyzna dostrzega jej urok, podeszła kołyszącym krokiem. Adam przełknął głośno ślinę. Choć wyraźnie odmłodniała, nadal była w wieku, w którym – według niego – powinno zachować się nieco większy dystans do swojej osoby. Przez mgnienie oka wyobraził sobie jej chude ciało ujeżdżające jego ptaka i zrobiło mu się niedobrze.

– Przygląda mi się pan – stanęła blisko.

Gryzący zapach perfum ulotnił się zastąpiony słodką wonią ziół.

– Wcześniej chyba nie dostrzegłem pani prawdziwej urody. – Usiłował dostrzec powód zmian.

– Niech pan nie będzie taki uprzejmy. Dobrze wiem, ile mam lat. – Zawarty w wypowiedzi Adama podtekst zbyła machnięciem ręki – A to, co widać na zewnątrz, zależy tylko od tego, jak się czuję.

To pewnie rano stałaś nad grobem – pomyślał, a na głos dodał:

– Czyli teraz wybiera się pani na schadzkę z nieznajomym?

– Świntuszek – skarciła go Zofia, jednak mile połechtana uśmiechnęła się promiennie: – Tylko jedno panu w głowie. Na razie, młody człowieku, mam ochotę na kawę, a jak usiądziemy, to mi ładnie opowiesz, czego dowiedziałeś się od naszego naczelnika. No, no! – Złapała Adama za podbródek i przekręciła z powrotem w swoją stronę. – Widziałam, jak żeście się ulotnili.

– Nie wiem niczego, co nie zostało powiedziane. Ale w sumie możemy gdzieś usiąść, bo już powoli mam dosyć tego łażenia.

Ująwszy ją pod ramię, skierował się w stronę kawiarni. Podeszli do stolika skrytego w cieniu okapu. Szarmancko przytrzymał krzesło, nim usiadła, co skwitowała kolejną porcją słodkiego uśmiechu. Jej udawane nieśmiałe spojrzenie tak go rozbawiło, że nie zauważył, jak kilka innych kobiet przygląda mu się z ciekawością. Nachylały się do siebie, szepcząc między sobą. Ich spojrzenia wędrowały to na Adama, to na siedzącą w milczeniu Zofię.

Podszedł do baru, przy którym stali już Zbyszek z kilkoma innymi osobami. Usłyszawszy płytką historię o tym, jak znaleziono samochód syna Witowskiego na poboczu wśród łąk, co prawdopodobnie miało oznaczać, że młodzieniec uciekł z miasta, nachylił się nad kontuarem, szukając pryszczatego młodzieńca. Jego oczy przyzwyczajone do pełnego słońca nie dostrzegły siedzącej w mroku baru dziewczyny. Chrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Podniosła się szybko. Nie zdążył się odsunąć i zderzyli się głowami.

– Au! Co pan wyprawia? – Rozzłoszczona rozcierała szybko rosnącego guza.

– Przepraszam, nie zauważyłem pani. Myślałem, że nikogo nie ma. Proszę przyłożyć szklankę. Albo kufel. – Sięgnął po stojące obok grube szkło. – Przepraszam jeszcze raz.

Pomógł jej przycisnąć naczynie dokładnie w miejscu uderzenia. Przez ten czas miał okazję lepiej jej się przyjrzeć. Ciemnowłosa, na oko dwudziestoletnia dziewczyna nie wyglądała jak modny od ponad wieku model anorektyczki. Wyraźnie wysportowana sylwetka niepozbawiona była kilku fałdek, które nadawały jej prawdziwej kobiecości. Mocne ramiona sugerowały sporą siłę. Jednak jej twarz była tak dziecinna, że gdyby nie widok jej ciała, mógłby uznać ją za młodziutką nastolatkę. Mała twarzyczka z perkatym noskiem i wąskimi bladymi ustami znikała wśród czarnych jak smoła loków. Sztucznie naprostowane w okolicach grzywki, dodawały jej uroku, od którego nie mógł oderwać wzroku.

– Nieładnie tak się gapić – usłyszał po raz drugi tego dnia.

Tym razem słowa padły z ust ślicznej dziewczyny, nie omieszkał więc odpowiedzieć.

– Cóż poradzę, gdy widzę anioła.

– Pff… – wydęła wargi – kiepski tekst na podryw.

– Naprawdę? – Adam nie dawał za wygraną, choć czuł, że wyraźnie nie trafił.

Uśmiechnęła się jednak, kiwając nieznacznie głową.

– Co podać? – szybko zmieniła temat.

Zasępił się. Najwyraźniej musiał pozostać przy wieku czterdzieści plus…

– Yyy… – usiłował sobie przypomnieć, po co przyszedł. Rozglądnął się dookoła i dostrzegłszy Zofię, pacnął się w czoło. – Dwie kawy poproszę.

Dziewczyna spojrzała ponad jego ramieniem. Zobaczywszy staruszkę, zaśmiała się.

– No niezły masz rozrzut. Ją też bierzesz na takie gadki?

Adam spurpurowiał na twarzy, jednak szybko odzyskał rezon.

– Ona przynajmniej dała się namówić na kawę.

– Latte – wpadła mu w słowo.

– Słucham? – Nie rozumiał.

– Latte Machiatto. Taką pija koło południa, czyli tak jak teraz. Rano musi być mocna czarna w szklance do połowy wypełnioną fusami, a wieczorem lekka z miodem i dużą ilością mleka, po której, jeśli nie zdąży się na czas zebrać, usypia przy stole.

– To ja też taką poproszę – Adam nie bardzo znał się na kawach, ale uznał, że każda okazja może być dobra na poznanie nowego trunku. – I dodatkową porcję cukru.

– Ooo… znaczy gorzka to znajomość? – droczyła się z nim, nie zważając na konwenanse.

– Nie – zazgrzytał zębami. – Słodycz rozpali nasze pożądanie.

– Uważaj, żeby nie rozpaliła jej nerek – zaśmiała się, uruchamiając ekspres.

– Możesz się nabijać, ale taka kobieta jest prawdziwym bogactwem.

– O, to na pewno! Zwłaszcza gdy stoi nad grobem! Ale tu się nieco przejechałeś, mój drogi. Tej staruszce jeszcze daleko na tamtą stronę. Ona jeszcze niejednego tu przeżyje.

– A skąd to wiesz? A poza tym od kiedy to jestem „twój drogi”?

– Wiem, bo znam ją odkąd tylko zaczęłam rozumieć coś więcej niż „kupa” i „mama”. I powiem ci, że nie przypominam sobie, by kiedykolwiek była młoda.

– W porównaniu z tobą to każda będzie stara.

– To już lepiej zabrzmiało. – Uniosła lekko brew – A mój drogi to taki zwrot. Tak jak: „chłopie, spiesz się, bo ci zaraz baba ucieknie!”

Postawiła przed nim dwie wysokie szklanice, wypełnione aromatycznym płynem z gęsta pianką na górze. Jej wymowne spojrzenie za Adamem zmusiło go do odwrócenia się. Jakiś starszy mężczyzna właśnie usiłował przysiąść się koło Zofii. Ta, wbijając srogie spojrzenie w plecy Adama, stawiała coraz słabszy opór niedzielnemu podrywaczowi. Porwał szklanki z lady i ruszył raźno ku kobiecie.

– Ta pani jest ze mną – dobitnie oświadczył starszemu mężczyźnie, siadając tuż przy Zofii.

Tamten prychnął, skrzywił się i odszedł bez słowa.

– Już myślałam, że do mnie nie wrócisz. Poznałeś młódkę i próbowałeś wyrwać ją do łóżka?

– Owszem – odrzekł bezwstydnie – ale się nie dała.

– Nie wie, co traci – mruknęła staruszka. – Za kilka lat jej piersi obwisną, brzuch wydmie, a uda po kolana pokryją się cellulitem. Wtedy przypomni sobie młodego mężczyznę, który chciał ją porządnie wydymać na tylnym siedzeniu swojego samochodu i zapłacze nad swoją głupotą.

Adam po raz kolejny tego dnia omal nie udławił się ziarenkiem, tym razem częstując się solonymi orzeszkami, stojącymi w niewielkiej miseczce na stole. Zatrwożyła go obsceniczność wypowiedzi kobiety. Aż nie śmiał sobie wyobrazić, jak zachowuje się w kuluarach. Był pewien, że nim wypije do końca kawę, pozna jeszcze wiele soczystych zwrotów, godnych pijanego marynarza.

– Dzień się jeszcze nie skończył – mruknął. – Kto wie, co przyniesie wieczór.

– Tak, tak. Możesz sobie filozofować do woli, ale ja wiem, co mówię. Jestem kobietą i wiem, co znaczy pożądanie. Wiem też, że zniknęły już te dobre czasy, gdy młodzież wyjeżdżała za miasto, by w tajemnicy przed rodzicami poznać sekrety swoich ciał. Teraz wszystko jest tabu. Seks zmienił się w prokreację, a nawet i to wymawiane tylko półgębkiem. Dziewczyny flirtują, ale weź no którąś poproś, by pokazała ci pępek, to zaraz usłyszysz grzmiący głos obrońców moralności.

Adam przez chwilę przysłuchiwał się kobiecie, w końcu pozwolił, by jej słowa płynęły niezmącone, sam zaś ukradkiem rozglądał się dookoła. Już wcześniej zauważył, że choć na uboczu, to tak naprawdę siedzieli jak na widelcu, obserwowani przez kilkanaście ciekawskich oczu. Grupka starszych kobiet, siedząca równym rządkiem przy klombie jak na wiejskiej dyskotece, zawzięcie dyskutowała, raz po raz rzucając spojrzeniami w kierunku Adama. Para młodych ludzi, popijając sok pomarańczowy, rozmawiała ze starszym mężczyzną siedzącym wraz z nimi przy stoliku. Ich wzrok też czasem padał w kierunku przybysza. Dwóch staruszków siorbiących ciemnego portera jawnie gapiło się na niego. Jednak ci zupełnie się nie odzywali.

Adam uspokoił oddech i lekko przymknął powieki. W takim stanie, udając, że przysypia, łatwiej wyczuwał atmosferę miejsca. I nie pomylił się. Niemal wszędzie wokół dało się wyczuć otulający ogród chłód. Dochodził niemalże zewsząd, czuł zimno przenikające przez podeszwy jego mokasynów, ziąb wkradał się w myśli, znieczulając je. Szczególnie niską temperaturę czuł od strony starszych kobiet, lecz i młoda para nie była jej pozbawiona. Znacznie bliżej, bo niemal na wyciągniecie ręki wyczuł bryłę lodu. Otworzył oczy. Na ułamek sekundy zobaczył złowrogie spojrzenie przewiercające jego mózg.

– Wszystko w porządku? – Zofia zatrzepotała powiekami.

– Tak… – spojrzał po sobie, strzepnął okruszki z koszuli i dodał: – Przepraszam, ale muszę na chwile wyjść. Wybacz, zapomniałem i…

– …teraz sobie przypomniałeś – dokończyła za niego. – Spokojnie, nie przejmuj się. Też tak miewam. Tylko ja mam już swoje lata.

– No tak. Masz rację. – Miał już dość formy grzecznościowej, zwłaszcza, że sama z niej wcześniej zrezygnowała. – Ale dziś… jakoś tak… ten upał i w ogóle…

– Idź już, idź. Nie marudź i nie tłumacz mi się. – Zofia zbyła go wyraźnym gestem. – Ja tu sobie poszukam innego, bardziej wiernego partnera. I słuchacza.

Musiała wbić mu ostatnią szpilę. Wstał energicznie. Był tak nabuzowany, że nieomal przewrócił krzesło. Atmosfera wokół niego zgęstniała. Wyraźnie czuł obślizgłe macki usiłujące przeniknąć jego myśli. Broniąc się, na ile mógł, wymknął się z kawiarni. Mijając bar, dojrzał spojrzenie dziewczyny. Jej wzrok wyrażał zdziwienie, a zaraz potem zatroskanie. Udając, że odgania ścierką muchę, szybko wskazała dłonią w kierunku kaplicy.

Skręcił gwałtownie i rzucił się w kierunku drewnianych wrót. Wpadł do sali i dopadłszy pierwszych z brzegu ławek, zwalił się ciężko na jedną z nich. Oddychał z trudem, jakby przebiegł cały maraton. Nogi mu się trzęsły, a spojrzenie rozbiegało. Zamazana sylwetka postaci przy ołtarzu to rosła, to malała. W końcu udało mu się na tyle skupić wzrok, że rozpoznał znaną na całym świecie rzeźbę. Zaskoczony jednak zmianami usiadł prosto, by przyjrzeć się im dokładniej. Miast masywnego krzyża za postacią nie było niczego, a jedynie dwa metry za nim na szybie majaczył zrastrowany rysunek wielkich skrzydeł. Błękitne, rozpostarte i uniesione ku górze podkreślały potęgę postaci młodego mężczyzny z cierniową koroną. Jednak gdy przekrzywił głowę, skrzydła się zmieniły. Wyraźnie opadały, tracąc błyszczące pióra. Czując się jak głupek i uważając, czy nikt go nie podgląda, zaczął przekręcać się, by spojrzeć na postać do góry nogami. Gdy już niemal mu się to udało, usłyszał skrzypnięcie, a potem pisk trampek na kamiennej podłodze. Szybko wrócił do pozycji siedzącej i dostrzegłszy znajomą twarz barmanki, zamachał ręką.

– Tutaj! – krzyknął półgłosem.

Dobiegła do ławki, gdzie siedział i złapała go za rękę, pociągając za sobą. Razem ruszyli w kierunku, skąd przybiegła. Ukryte za ciężką kotarą drewniane drzwi otworzyły się lekko. Wpadli do ciemnego korytarzyka, cuchnącego wilgocią i czymś bliżej nieokreślonym, słodkim i oblepiającym. Po omacku przesuwał się do przodu, trzymając szczupłą dłoń dziewczyny. Kilka razy otarł się o mokrą ścianę, rozdarł rękaw na łokciu i potknął się o sterczący kamień. Gdy po raz kolejny poczuł, jak nisko opadający strop musnął mu włosy, zatrzymał się zdyszany.

– Dalej nie idę – mruknął

– Cicho! – Doskoczyła do niego, zakrywając mu dłonią usta. – Nie teraz!

Niemal dostrzegł jej zalęknione spojrzenie, ciemność jednak nie pozwalała dokładnie odróżnić kształtów.

– Już niedaleko – szepnęła mu do ucha.

Pozwolił więc, by poprowadziła go dalej. Pewien, że zaraz wpadnie do jakiejś ciemnej dziury, gdzie dziewczyna zostawi go na pastwę szczurów i pająków, wzdrygnął się, czując pod nogami szeroki próg. Po chwili się zatrzymali. Woń wilgoci stała się silniejsza, jednak znikł zapach zgnilizny. Mógłby wręcz przysiąc, że dało się odczuć mocną bryzę, charakterystyczną dla otwartych zbiorników wodnych. Wzrok, przyzwyczajony już do ciemności, szybko odróżnił pędy krzewów zasłaniających wejście do kamiennej groty. Przesunął dłonią zieloną ścianę i wydostał się na zewnątrz. Dziewczyna szła za nim, zacierając ślady.

– O ho ho! Muszę przyznać, że mnie nieźle zaskoczyłaś!

Adam podziwiał teren wokół. Tuż przed nim soczyście zielona łąka schodziła łagodnie ku szumiącym delikatnie falom niewielkiego jeziorka. Woda pluskała miedzy wysokimi trzcinami. Pałki wodne wznosiły się wysoko, otaczając niewielkie drewniane molo, wychodzące kilka metrów w głąb toni. Wysoko stojące słońce prażyło tak samo, jak wszędzie, jednak orzeźwiająca bryza znad wody skutecznie tłumiła ukrop. Adam odwrócił się, mierząc spojrzeniem wysoką skałę, spod której wyszli. Jej gładkie ściany ciągnęły się daleko na boki, dopiero na horyzoncie spadając uskokami łączyły się ze wznoszącym się lekko terenem. Wygładzone przez wiatr, gdzieniegdzie w wąziutkich szczelinach porośnięte mchem, zdawały się odgradzać pobliską osadę od raju, w jakim się znalazł. Wzdłuż brzegu jeziorka ciągnęła się ledwie widoczna ścieżyna. Niedaleko nich kilka wierzb wrastało w toń wody. Ich długie pędy sięgały nisko, tuż nad taflę jeziora, dając schronienie latającym wokół owadom. Co jakiś czas słychać było plusk wody, gdy narowisty okoń, dostrzegłszy ofiarę, wyskakiwał z głębiny. Rejwach, jaki potem następował, sugerował istnienie większej ławicy drobnych rybek spłoszonych przez drapieżnika.

– Bądźmy szczerzy, w trakcie przeciskania się tunelem spadłem w komin i obudziłem się w raju, prawda?

– Nie! – Zaśmiała się dźwięcznie. – Jesteś nadal wśród żywych! Jesteśmy w miejscu, gdzie kiedyś przyjeżdżała młodzież, żeby spędzić trochę czasu we własnym towarzystwie. Moi rodzice tu często bywali. Teraz… – posmutniała wyraźnie – teraz rzadko kto już tu zachodzi.

– Bo pewnie niejedna tu zaszła, zatem wiedząc, czym to grozi, mamusie trzymają córusie jak najdalej od tego miejsca. Hmm, jestem w takim cudownym miejscu, a nawet nie wiem, jak masz na imię…

– Ewa – podała mu drobną dłoń.

– Adam – uścisnął ją delikatnie – No patrz. Kolejny powód, dla którego mam prawo sądzić, że jestem w raju. Tylko jabłoni brakuje.

– Jeśli szatan będzie chciał nas usidlić, to i na wierzbie zasieje – odrzekła, śmiejąc się.

– Chyba nie będzie musiał – mruknął, wpatrując się w dziewczynę.

Obcisłe spodnie uwidaczniały jej zgrabną sylwetkę, przez lekką koszulkę na ramiączkach prześwitywał beżowy staniczek podtrzymujący pełne piersi. Dostrzegła jego spojrzenie i zarumieniła się. Przez chwilę stała niezdecydowana, w końcu chwyciła dłońmi za dół koszulki i ściągnęła ją przez głowę.

– Kto ostatni w wodzie, ten kutwa! – krzyknęła, biegnąc w kierunku toni.

Po drodze zdążyła ściągnąć stanik i odrzucić go daleko na bok. Jej piersi zakołysały się. Przez moment widział fragment cudownej półkuli. Raźno rzucił się za nią. Rozerwał koszulę na piersiach, rozpiął zamek i zatrzymał się na chwilę, by uwolnić się z nogawek. Ewa w tym czasie mocowała się z legginsami, które jak na złość nie chciały się zsunąć. Siadła na molo, a w końcu przewróciła się na bok, szarpiąc materiał. Adam zdążył pozbyć się spodni i w samych slipkach dobiegł do dziewczyny. Z nieskrywanym pożądaniem rzucił się jej na pomoc. Szarpnął materiał, który w końcu poddał się jego sile. Zdążył tylko zauważyć, że nie miała majtek, po czym wskoczyła do wody. Zdjął slipy i wskoczył za nią, nie czekając, aż się wynurzy.

Zanurkował na chwilę, a gdy wychynął na powierzchnię, dojrzał ją umykającą na środek jeziora. Zamachnął się i ruszył w pościg. Jego mocne ramiona żwawo zagarniały wodę, szybko zatem zbliżał się do dziewczyny. Pisnęła i na chwilę zniknęła pod wodą, gdy chwycił ją za kostkę. Zaraz potem wynurzyła się i ochlapała go, uderzając dłonią o taflę jeziora. Szeroki pióropusz wody na chwilę przysłonił mu obraz, lecz gdy tylko ciepłe krople spłynęły po twarzy, złapał ją pewnie za ramiona, obrócił wokół siebie i wdusił pod wodę. Przyzwyczajony, że zazwyczaj w takim przypadku ofiara zaczyna na oślep bić rękoma, zdziwił się, gdy przywarła do niego, gryząc go w sutek. Syknął zaskoczony i pozwolił ściągnąć się w dół. Usiłował ją złapać, jednak odsunęła się nieznacznie od niego i wypuszczając powoli powietrze, opadała w kierunku majaczącego pod nimi dna. Wykonał ten sam manewr i po chwili ją dogonił, tak że miękkiego jasnego mułu dotknęli równocześnie.

Obserwował, jak leniwie porusza rękoma, starając się utrzymać w pionie. Stojąc w lekkim rozkroku, wbijała stopy w piasek. Podziwiał jej zgrabne ciało, przenosząc wzrok powoli z piersi w dół, zatrzymując się na wygolonym sromie, tylko przelotnie muskając wysportowane nogi. Przesunęła językiem po wargach i mrugnęła porozumiewawczo. Nie miał co się ukrywać. Jej widok bardzo go podniecał. Członek sterczał ku górze, odciągnięty napletek ukazywał napęczniałą główkę. Sięgnął ku niej ręką, lecz w tym momencie zgięła nogi w kolanach i wybiła się do góry. Przez chwilę obserwował, jak się wznosi, skupiając wzrok wyłącznie między jej udami. Wąska szczelinka, niemal na wyciągniecie ręki, była jak młodzieńczy sen. Delikatny prąd pod wodą przepływał wokół jego penisa jak muślinowa pościel, zbrukana hojnymi porcjami spermy dojrzewającego nastolatka. Czując mrowienie w klatce piersiowej, podążył za oddalającym się powabnym kształtem. Płynął na skos, tak by wynurzyć się tuż koło płynącej na plecach dziewczyny. Oddychała głęboko, czując na sobie pożądliwy wzrok mężczyzny.

Będąc bezpieczna pod jego opieką, nie patrzyła, dokąd zmierza, więc gdy tylko wyprzedził ją nieco i wsunął się pod jej ciało, pozwoliła, by dalej sam kierował. Jego członek przesunął się wzdłuż jej tułowia, sprawiając, że skóra wokół piersi zmarszczyła się, a miękkie sutki zesztywniały, unosząc się znad wody. Zbliżając się do brzegu, coraz mniej leżała na wodzie, w coraz większym stopniu spoczywając na ciele Adama. W końcu znaleźli się tuż przy brzegu. Objął ją swymi ramionami, przesunął nimi wzdłuż brzucha i zacisnął na piersiach, zamykając w uścisku. Westchnęła, wyciągając swe ciało jak struna. Przesunęła dłońmi po jego rękach i ramionach, zatrzymała się na mięsistych biodrach. Czując, jak całuje jej szyję i płatki uszu, przymknęła powoli oczy, rozkoszując się jego gorącym oddechem. Puścił jej piersi i tym razem przesunął dłonie w dół. Gdy dotarł między uda, rozłożyła je mimowolnie. Jego palce grały prawdziwą symfonię rozkoszy, przebiegając szybko po mokrych fałdkach. Rozsunął delikatnie wargi sromowe, wnikając między nie. Powoli poznając jej ciało, wnikał głębiej, starając się nie okazywać rosnącej w nim gwałtownie chuci. Jego pieszczota sprawiła, że raz po raz ocierała się pupą o jego krocze, stopą tarła o jego łydkę, tym mocniej, im jego ruchy stawały się bardziej natarczywe.

Westchnęła, gdy opuścił jej rozpalone wnętrze, zajmując się na powrót wnętrzem ud. Zniecierpliwiona postanowiła sama doprowadzić się do rozkoszy. Jej energiczny ruch ręką zaskoczył Adama. Przez chwilę nawet się nie ruszał, wyczuwając tężejące ciało dziewczyny. Oddychała coraz szybciej, a jej palce mocowały się z łechtaczką. W pewnym momencie przerwała i odsunąwszy rękę, starała się chwilę odpocząć. Widząc to, Adam przejął inicjatywę. Wpił się ustami w jej szyję, jedną dłoń zacisnął na piersi, drugą zaś zaczął tarmosić jej cipkę. Zadowolona początkowo cicho pojękiwała, z czasem przedłużające się okrzyki rozkoszy zlały się w jeden przewlekły skowyt a gdy pierwsze skurcze targnęły jej ciałem, krzyknęła głośno, wbijając paznokcie w skórę dłoni zaciśniętej na piersi. Puścił jej szyję i zagryzł zęby z bólu. Jej chwyt był tak silny że niemal wyłamała mu palce. Jednak rozkosz, jaką jej dał, rekompensowała niemiłe uczucie. Ewa zsunęła się z jego ciała i zaciskając uda, przeżywała kolejne fale orgazmu. Z rękoma pod brodą i zaciśniętymi oczami raz po raz odpływała niczym w narkotycznym transie.

Leżał obok niej, głaszcząc gładkie ciało dziewczyny i obserwując, jak stabilizuje się jej oddech. Choć już od jakiegoś czasu odczuwał ból sterczącego wciąż członka, starał się nie dać tego po sobie poznać, zwłaszcza gdy jej buzia uniosła się znad mokrego piasku. Nie chciał, by dojrzała jego natarczywe pożądanie, mając nadzieję, że wkrótce się nim zajmie. Uśmiechnęła się i zerknęła w dół. Zatrzymała wzrok na penisie mężczyzny, po czym dźwignąwszy się z ziemi, zbliżyła twarz do jego krocza. Mokre włosy oblepiły jej twarz – mimo to widział pożądanie w jej oczach. Skrywana ochota, którą czuła od momentu, w którym pojawił się w mieście, teraz mogła zostać zaspokojona.

Zacisnęła szczupła dłoń na członku, oplatając go swoimi długimi palcami. Przesunęła delikatnie w górę i w dół. Cmoknęła z zadowolenia, gdy na czubku pojawiła się perłowa kropla. Pochyliła się i szybko ją zlizała. Słony smak tylko jeszcze bardziej ją rozochocił. Nachyliła się niżej i wciągnęła go do ust. Złapał ręką jej kark i przytrzymał dłużej. Rozumiejąc ten gest, wciągnęła go jeszcze głębiej, czując twardą żołądź w przełyku. Wyciągnęła język i polizała mosznę Adama. Jęknął, wczepiając drugą dłoń między włosy dziewczyny. Kontrolował jej unoszenie się ku górze do momentu, aż mokra od śliny główka niemal cała wysunęła się spomiędzy jej ust. Dopiero wtedy mocno ją przytrzymał, po czym docisnął z powrotem, zmuszając, by ponownie połknęła go całego. Gdy, jak sądził, zrozumiała już jego potrzebę, pozwolił sobie puścić jej kark i teraz tylko delikatnie kontrolował poruszającą się głowę. Odsunął włosy z jej czoła i zagapił się na dziubek z warg, między którymi znikał jego penis. Spotkali się spojrzeniami. Mimo iż zachowanie dziewczyny było swobodne, czuł się jak wezyr dawnego imperium, któremu posłuszna nałożnica robi porannego loda. Wstrzymała ruch głową, pozwalając, by sam mógł posuwać ją w usta.

Syknął głośno, gdy zahaczył przewrażliwioną główką o jej zęby. Mruknęła przepraszająco. To mu nie wystarczyło. Zerwał się z piasku i zmusił ją, by uklękła przed nim. Usidlił ją w swych dłoniach i wepchnął penisa głęboko do gardła. Zakrztusiła się, lecz pozwalała na kolejne, coraz intensywniejsze ruchy mężczyzny. Jego gwałtowne, szybkie pchnięcia sprawiały, że nie mogła złapać oddechu, modliła się więc w duchu, by w końcu dotarł do finału, pozwalając jej na odpoczynek. Szczęka bolała ją coraz bardziej i gdy sądziła, że dłużej już nie wytrzyma, Adam stęknął głośno, na moment się zatrzymał, a potem silnie pchnął jeszcze raz. Wiedziała, co zaraz nastąpi i w ostatnim momencie udało jej się przygotować na gorący strumień spermy, który wdarł się wprost do jej gardła. Adam jakby chciał wstrzelić się wprost do jej żołądka, trzymał mocno jej głowę między rękoma, ejakulując raz za razem. Ostatnia strużka spłynęła jej po języku, gdy zaczął się już powoli wysuwać.

Pomogła mu usiąść, gdyż trzęsące się nogi Adama groziły, że zaraz zwali się na nią. Pozwoliła, by odpłynął na chwilę w niebyt. Mimo to jego ręka wciąż delikatnie ją głaskała. Chwyciła ją, pocałowała i położyła się obok niego, wtulając w jego ramiona. Przez chwilę obserwowała, jak członek mężczyzny szybko się kurczy, przybierając po chwili formę małego ślimaczka. Przymknęła powieki i spoczęła nieruchomo, pozwalając palącym promieniom słońca pełzać po swej delikatnej skórze.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Nikt się jeszcze nie wypowiedział? To ja będę pierwszy. Czytam tę powieść z zainteresowaniem od samego początku. Gratuluję sposobu przedstawiania świata stanowiącego specyficzny wariant naszego własnego, klimatu, otoczki obyczajowej, nastroju czajacej się gdzieś w tle tajemnicy i grozy. Nadal to znajduję, i bardzo. Przyznam jednak, że czekam już na bardziej zdecydowane postępy fabuły.
Pozdrawiam.
Nefer

Muszę przyznać że w chwili kiedy Adam opuszczał bar, zelektryzował mnie ten gest barmanki (w stronę kaplicy). Myślałem że ona coś wie o tym miejscu i wie co się może dziać w duszy Adama. To zakończenie trochę mnie rozczarowało. Mam nadzieję że będzie coś więcej niż tylko ten seksik przy jeziorku. Może ta zbieżność imion nie jest przypadkowa.

Na plus można zaliczyć bystre dialogi, co wraz z resztą nadaje pewien poziom fabule.

Do tej pory nie potrafię zgadnąć czy te odloty Adama wynikają ze zwiększonej empatii dzięki której wyczuwa negatywne emocje innych ludzi ? Czy Adam się niegrzecznie bawił w przeszłości że teraz tak ma ? A może wszyscy w tym barze to wampiry psychiczne ? A może jest tam tylko jeden sprawca tych stanów, na przykład wiedźma Zofia.

Każdy kolejny odcinek coś wyjaśnia i podsyca kolejne niedopowiedzenia.
Autor nieraz prowadził czytelnika w swoich opowiadaniach po meandrach ludzkiej psychiki.
Tutaj zbudował szczególna atmosferę tajemniczości, niedopowiedzeń.
Pozwolę sobie poczekać do zakończenia opowiadania i dopiero wtedy skomentuję całość.
Fantazy i SF zawsze stanowiły jedną z ważniejszych pozycji w czytanej przeze mnie literaturze.
Czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki cyklu.
Pozdrawiam. B.

[…] Przejdź do kolejnego odcinka – Czarownica VI […]

Piękna scena w jeziorze i na jego brzegu – ucieczka z grozy do męskiego raju. Tak tylko przemknęło mi przez myśl, że lepiej, aby Ami nie dowiedziała się o Ewie…
Mozolnie próbuję poskładać sobie ten nowy świat po katastrofie – odgadnąć rządzące nim prawa i obyczaje. Wciąga, i to bardzo. 🙂

Czytam i czekam. Czekam na wielkie bum!, które nadciąga nieubłaganie. Jakimi zdolnościami wykaże się Adam?

Nawet w fikcyjnym świecie czterdziestoletnia kobieta to ostatnia deska ratunku 🙂 Ach ci mężczyźni i ich pogoń za coraz młodszymi partnerkami :))

Wywody pani Zofii godne złotej czcionki 🙂

Napisz komentarz