Pani Dwóch Krajów LXVI-LXX (Nefer) Brak ocen

Przeczytanie tego tekstu zajmie Wam 55 minut/-y    
Armand Point, "Izyda"

Armand Point, “Izyda”

LXVI

Po zakończeniu ceremonii pogrzebowej wszyscy wzięli się do pracy. Irias pobiegła zająć się koniem, kapłan towarzyszył Władczyni u podnóża urwiska, gdzie kończono przygotowania do zwalenia sztolni.

– Opuszczamy Tamadah jeszcze dzisiaj – poinformowała Nefera Najjaśniejsza. – Teraz, gdy przybyła księżniczka, nie mamy tu już czego szukać. Tak swoją drogą, czy ty zawsze musisz wtrącać się do udzielanych przez Królową audiencji? – spytała z uśmiechem, zaprzeczającym ostrej wymowie słów.

– Tylko wówczas, o Wielka, gdy osoby, które zaszczycasz posłuchaniem, nie znają swojego miejsca.

– A cóż to za miejsce? – kontynuowała dociekliwie.

– U Twych stóp, o Pani.

– Z tym może być niejaki kłopot, gdyż zazwyczaj zajmuje je pewien niewolnik i trudno go stamtąd usunąć. – Roześmiała się. – A tak poważnie, to Korina rzeczywiście zasługiwała na nauczkę. Potrafiłabym ją osadzić, oczywiście, ale mogłoby dojść do niepotrzebnej awantury, której chciałam uniknąć ze względu na Irias… Dziękuję ci więc. Postąpiłeś bardzo zręcznie… Powiedziałam już kiedyś, że dałbyś sobie radę z opiekunką stadniny i miałam rację.

– Ciekawe, dlaczego w ogóle tu przyjechała…

– Też się nad tym zastanawiam – przyznała Amaktaris. – Spodziewałabym się, że zostanie raczej w domu, aby intrygować przeciwko rządom Talii i wzmacniać własną pozycję. Może chce pozyskać zaufanie i względy młodej królowej? Jeżeli tak, to jesteś wręcz stworzony do tego, by temu przeszkodzić. Całkiem dobrze zacząłeś. Zdobyłeś już przyjaźń Irias i nie spodoba się jej, jeżeli Korina spróbuje cię od niej odsunąć, albo potraktuje z góry. A tego ostatniego nasza nader dumna opiekunka stadniny nie zdoła sobie zapewne odmówić. Takie ma nawyki, a prawdę mówiąc, potrafisz być bardzo irytujący, niewolniku! Postaraj się więc przebywać blisko księżniczki. Ja ze swojej strony opowiem jej historię Mojego uwolnienia z rąk buntowników. I tak nie zdołałabym się od tego wykręcić. – Ponownie się uśmiechnęła. – Pewne szczegóły nie nadają się, co prawda, dla uszu Irias, ale twoją odwagę i pomysłowość ukażę w całej pełni. I tak patrzyła już na ciebie jak na bohatera. To na pewno nie zaszkodzi, a ty zasłużyłeś przecież zarówno na wdzięczność Królowej, jak i podziw naszej Amazonki.

Na szczęście, nie musiał udzielać odpowiedzi, podszedł bowiem komendant Temar, by zawiadomić o ukończeniu prac w sztolni i poprosić o pozwolenie jej zwalenia.

– Czy wszystko sprawdziłeś, dowódco?

– Tak, Wielka Pani. Uczyniłem to osobiście. Korytarz jest gotowy do zasypania – zameldował gorliwie, licząc może na puszczenie w niepamięć poprzednich zaniedbań.

– Wierzę ci, komendancie i nie mam zamiaru tam wchodzić. Czyńcie, co należy!

Na znak Temara ze skalnej półki zrzucono dwie grube liny, które ginęły w głębi wyrobiska. Podczas gdy ostatni żołnierze i niewolnicy schodzili po drabinach, do wolnych końców obydwu sznurów zaprzęgnięto konie. Zachęcone przez woźniców, szarpnęły zgodnie, zwalając drewniane belki, którymi podparto naruszony celowo strop sztolni. Rozległ się głośny rumor, z wylotu korytarza buchnęły kłęby pyłu. Zdawało się, że cała góra jęknęła z bólu. Lico ściany zapadło się, lawina głazów i kamieni runęła w dół, zasypując otwór wyrobiska oraz obrywając część półki. Wszyscy stali jednak na tyle daleko, że uniknęli niebezpieczeństwa. Złożone w korytarzu zapasy miedzi zostały pogrzebane zwałami skał i bez poważnych prac górniczych nikt nie był w stanie ich wydobyć. Resztki drabin oraz liny pospiesznie wrzucono do wciąż pełnego żaru stosu pogrzebowego Amara. Ani książę, ani Hapiru nie znajdą w Tamadah niczego przydatnego.

Władczyni udała się teraz do magazynów, gdzie pod nadzorem Harfana rozmieszczano na wybranych rydwanach woreczki z grudkami wypłukanego złota. Był to ciężki ładunek i należało zadbać o jego właściwe zabezpieczenie. Nefer zauważył, że do przewożenia złota Libijczyk wyznaczył tylko swoich ludzi. Najwidoczniej ufał im bardziej, niż żołnierzom miejscowego garnizonu. W innym miejscu wybierano resztę wody z wykutego w skale zbiornika. Napełniano wszystkie skórzane worki, przeznaczone do jej transportu. Tym, co zostało, szczodrze pojono zwierzęta, ludzie także korzystali z tej chwilowej obfitości. Sama Bogini dała dobry przykład, opróżniając kilka kubków i polecając uczynić to samo osobistemu niewolnikowi.

– Resztę i tak wylejemy na piasek, wypij więc teraz, ile zdołasz!

Na zaspokojenie pragnienia pozwolono nawet pozostałym przy życiu więźniom. Było ich razem dziewięciu, czterech wybranych przez komendanta specjalistów, którzy uprzednio pracowali przy zwaleniu sztolni, oraz pięciu pojmanych buntowników z Taharem na czele. Wyprowadzeni z jakiegoś lochu, pili chciwie, skuci łańcuchami. Nadal jednak żyli, tak, jak przyrzekła Władczyni.

– Co zamierzasz z nimi uczynić, Pani? – spytał zaciekawiony Nefer.

– To, co obiecałam. Uwolnię ich i każdy otrzyma worek złota.

Powiedziała to jednak tonem tak zimnym, i zarazem zmierzyła skazańców wzrokiem tak surowym, że Nefer zadrżał w duchu.

– Pani, czy Ty…

– Królowa zawsze dotrzymuje słowa… Obiecując im wolność i złoto, nie zapowiedziałam jednak, gdzie zostaną uwolnieni. Zabierzemy ich teraz ze sobą, aby nie przyłączyli się przypadkiem do Hapiru albo ludzi księcia, jeżeli ich wysłał. Jutro, daleko stąd, zdejmiemy im łańcuchy, damy każdemu złoto – tylko złoto – i pozwolimy odejść.

– Na środku pustyni, bez wody…

– Tak, Neferze. Chcieli jedynie złota i jedynie złoto dostaną!

– To wyrok śmierci, o Wielka. Okrutnej śmierci. Czy nie lepiej zabić ich od razu?

– Obiecałam, że nie wydam rozkazu egzekucji, i tego dotrzymam. Zasłużyli jednak na śmierć.

– Wiem, o Pani. Podnieśli świętokradczą rękę na Twoją Osobę.

– To też… Ale wiesz, dlaczego tak naprawdę chcę ich śmierci? Bałam się o ciebie, myślałam już, że zginiesz… Tego im nie wybaczę.

– Pani, jeżeli to jest główna przyczyna Twego gniewu, to błagam, przemyśl tę decyzję.

– Prosisz o łaskę dla nich? To groźni przestępcy.

– Nie chcę jednak, by ginęli z mojego powodu. Nie chcę też, byś złamała królewskie słowo. Tam, w sztolni, uratowała mnie Twoja obietnica i to, że wszyscy wiedzą, iż zawsze dotrzymujesz tego, co obiecasz.

– Wszystkim im obiecałam w duchu śmierć, gdy umierał Amar i gdy byłam pewna, że ciebie również zabiją.

– Żyję głównie dzięki ich wierze w Twoje słowo, O Wielka… Proszę, nie łam przyrzeczenia z mojego powodu.

– Chcesz ocalić nawet tego Tahara? Znęcał się nad tobą, gdy miał okazję… Jest nikczemny i fałszywy, wzbudza jedynie obrzydzenie.

– Mimo wszystko… Pozwól im zabrać chociaż wodę, o Świetlista. Dotrzymaj danego słowa. Proszę o to w imię dziecka, które nosisz i którego, jak sama powiedziałaś, jestem być może ojcem.

– To nie daje ci żadnego prawa wpływania na Moje decyzje! Zapamiętaj to na przyszłość, niewolniku, i nigdy o tym nie zapominaj! – rzuciła z autentycznym gniewem.

– Ja tylko proszę, o Wielka Pani…

– Zamilcz wreszcie! Zaczynasz przemawiać jak wszyscy mężczyźni, którym wydaje się, że brzemienna kobieta traci natychmiast rozum i wolę! Dobrze, rozważę twoje słowa, ale niczego nie obiecuję… Idź zobaczyć, co z Irias. Muszę wydać Harfanowi rozkazy dotyczące porządku marszu i nie jesteś do tego potrzebny!

Oddalił się pospiesznie, licząc, że rozdrażnienie Królowej szybko przeminie. Brzemienne kobiety bywały istotnie podatne na nagłe zmiany nastroju… Najwyraźniej dotyczyło to także samej Bogini. Czuł się jednak zobowiązany przemówić w obronie skazańców, skoro obiecał to Taharowi. Irias oporządzała właśnie konia przed wyruszeniem w drogę. Bestia, klacz – jak zauważył teraz Nefer – została już napojona i nakarmiona. Księżniczka kończyła rozczesywanie sierści przy pomocy specjalnego grzebienia. Z pewnym trudem sięgała dłonią wysokiego grzbietu wierzchowca.

– Czyż nie jest piękna, Neferze? I taka kochana. – Poklepała pysk konia, który chętnie pochylił głowę, przyjmując pieszczotę. Nie uczynił tego zresztą zupełnie bezinteresownie, okazało się bowiem, że dziewczynka miała dla niego przysmak – wyciągniętą zza pazuchy rzepę. „Ooo, teraz Ahmes będzie musiał pilnować nie tylko swoich ciastek.” – Kapłan uśmiechnął się w duchu.

Tymczasem Irias schowała szczotkę w jukach i stanęła przy boku klaczy.

– Podsadź mnie, Neferze! Jestem jeszcze trochę za mała – oznajmiła ku zdumieniu kapłana. – Poradziłabym sobie, poszukałabym jakiegoś kamienia albo skały, ale chętnie przyjmę twoją pomoc.

– Jak rozkażesz, księżniczko, a raczej królowo! – poprawił się.

– Pamiętaj, że masz mówić do mnie po imieniu!

– Oczywiście, Irias. Ale dla mnie zawsze będziesz już księżniczką. – Chwycił dziewczynkę w talii i uniósł w górę, tak, że zdołała zręcznie przerzucić nogę przez grzbiet konia.

Tę chwilę wybrali zawistni bogowie, aby sprowadzić Korinę oraz dwie spośród jej wojowniczek. Te ostatnie siedziały już na swoich wierzchowcach. Opiekunka Stadniny, także w stroju jeździeckim, prowadziła jeszcze własne zwierzę na postronku. Był to ogier, raczej ognisty, jak Nefer miał okazję się przekonać. Może zresztą Korina celowo pospieszyła w stronę młodej królowej, widząc, że Irias rozmawia z przyjacielem.

– Jak śmiesz dotykać brudnymi rękoma władczyni Amazonek, niewolniku! Powinieneś upaść przed nią na kolana i okazać należny szacunek!

– Nefer pomagał mi tylko wsiąść na Bestię. Sama go o to poprosiłam!

– Nie powinnaś tego robić, pani! Jesteś królową!

– Ale mogę chyba skorzystać z pomocy przyjaciela przy dosiadaniu konia?

– Nie w ten sposób, moja pani. Jeżeli pozwolisz, pokażę ci,  jak Amazonka dosiada swego wierzchowca i jak sługa może jej w tym pomóc!

Nie czekając na odpowiedź, władczym gestem przyzwała Nefera.

– Podejdź tu, niewolniku! Na kolana! – Kolejny, niecierpliwy ruch dłoni. – Tak, tutaj, uklęknij przy boku mojego ogiera!

– Neferze, nie rób tego! Ona nie ma prawa! Należysz do Pani, a nie do niej!

– Irias, księżniczko. Jestem niewolnikiem i muszę okazać posłuszeństwo rozkazom dostojnej wojowniczki. Nic, co uczyni szlachetna opiekunka stadniny nie może mnie poniżyć.

Domyślał się, co za chwilę nastąpi, chciał jednak uniknąć awantury, która zapewne  zaangażowałaby Osobę Najjaśniejszej. A przecież Amaktaris nie życzyła sobie sporów z Amazonkami, no i zostawił niedawno Królową w stanie rozdrażnienia. Niech zresztą Irias zobaczy, jak Korina traktuje jej przyjaciół. Zgodnie z poleceniem, powoli upadł na kolana.

– Pochyl grzbiet, niewolniku! Szybciej!

Gdy tylko to uczynił, poczuł stopę Opiekunki Stadniny na swoich plecach. Jeszcze przed momentem było jej bardzo spieszno, by dosiąść konia, teraz jednak zdawała się przedłużać tę chwilę i najwidoczniej celowo przydeptywała kark niewolnika podeszwą jeździeckiego buta. Wreszcie wybiła się w górę, czym rzuciła pochylone ciało Nefera na piasek pustyni i wskoczyła na grzbiet rumaka. Podniósł się powoli.

– Dobrze się spisałeś, sługo! – rzuciła Amazonka z wysokości końskiego grzbietu, tocząc wierzchowcem w taki sposób, aby najechać na kapłana. Sądził już, że zamierza ponownie obalić go na ziemię, zatrzymała się jednak tuż przed Neferem. – W nagrodę, możesz ucałować moją stopę. Ale to już twoja wolna wola!

Pomyślał, że wobec Niezrównanej Amaktaris taką posługę przy wsiadaniu na konia oddałby z prawdziwą przyjemnością, a Jej stopę – czy raczej czubek buta – ucałowałby chętnie. Dla Any zrobiłby to samo. Na ile znał swoją uzdrowicielkę, też zapałałaby bowiem ochotą do galopady na końskim grzbiecie. Butów Koriny nie zamierzał jednak całować. Wbrew temu, co powiedział Irias, ta scena w jakiś sposób go upokorzyła. Czy to dlatego, że nie cierpiał wojowniczki, pomimo jej niezwykłej urody, dumy i władczego zachowania? A przecież zazwyczaj podziwiał takie cechy u kobiet… Tym razem było inaczej i tylko ponuro wpatrywał się w twarz Amazonki. Zrozumiała, że odniosła zwycięstwo w tym starciu, chociaż może nie do końca pełne…

– Pamiętaj, niewolniku, że tego konia nikt nie dotyka, ani nie karmi bez mojego pozwolenia!  A teraz zejdź mi z drogi!

Musiał odskoczyć, gdy Opiekunka Stadniny wbiła pięty w boki wierzchowca, nakazując rumakowi postąpić naprzód. Skinęła na towarzyszące jej wojowniczki. Irias została jednak na miejscu i podjechała do Nefera.

– Dlaczego to zrobiłeś? Przecież ci zabroniłam! Jej też powinnam była zabronić! W końcu nazywa mnie swoją królową!

– Obawiam się, księżniczko, że Korina mogłaby teraz nie posłuchać akurat tego polecenia. A jako królowa powinnaś wiedzieć, że nie należy wydawać rozkazów, których wykonania nie jesteś pewna, albo kiedy posłuszeństwa nie możesz natychmiast wymusić. Nic wielkiego się nie stało, naprawdę.

– Nie lubię jej, chociaż to ona dała mi Bestię i pokazała, jak jeździć konno. Moich rozkazów będą słuchać wszyscy! Zwłaszcza teraz, gdy dostałam od Pani koronę. Jeszcze zobaczysz, znajdę sposób!

Wyruszyli wreszcie rozciągniętą kolumną. Po śmierci Amara Władczyni osobiście powoziła przeznaczonym dla Niej nowym rydwanem. Poruszali się wolniej niż poprzednio, wozy obciążono bowiem ludźmi, złotem i zapasami. Nie było też jednak aż tak wielkiej potrzeby pośpiechu. Rozsyłane nadal przez Harfana patrole donosiły o powolnym marszu Hapiru. Wojsk księcia nie zauważono. Nefer z zadowoleniem opuszczał przeklętą przez bogów kopalnię z nadzieją, że już nigdy tu nie wróci. Zatrzymywali się co jakiś czas, by przeczekać największą spiekotę albo najgłębsze ciemności nocy, gdy brakowało srebrnej tarczy Tota. Drugiego dnia, kiedy oddalili się już od Tamadah, ale wciąż jeszcze długa droga dzieliła ich od żyznych ziem Dolnego Kraju, Królowa postanowiła na popołudniowym postoju pozbyć się więźniów. Postawiono ich przed Jej obliczem, oswobodzonych od łańcuchów. Upadli na twarz przed Majestatem, podczas gdy Ona obserwowała skazańców z platformy rydwanu.

– Nędzne psy! – zawołał Harfan. – Zasługujecie wszyscy na śmierć, ale Najdostojniejsza z Bogiń, Oby Żyła i Władała Wiecznie, postanowiła w swej łaskawości okazać wam miłosierdzie! Tak jak obiecała, zostaniecie uwolnieni i na dodatek każdy z was może zabrać worek złota! Sławcie wielkość i wspaniałomyślność Najpotężniejszej Amaktaris, Pani Obydwu Krajów!

Na znak oficera, żołnierze rzucili przed każdym z więźniów spory woreczek wypełniony brzęczącą zawartością

– Oto wasza nagroda! Bierzcie i idźcie. Jesteście wolni!

Kilku spośród skazańców chciwie pochwyciło złoto. Nadal klęcząc, ważyli w dłoniach ciężkie sakiewki. Po chwili jednak zaczęli rozglądać się po okolicy, po pokrytym piaskiem pustkowiu, urozmaicanym tylko przez równie suche, skaliste granie. Słoneczna tarcza Amona-Ra zalewała wszystko bezlitosnym żarem. Tahar pierwszy pojął grozę ich położenia.

– Panie, uwalniacie nas tutaj?

– Taka jest wola Najdostojniejszej Pani!

– Nie to nam obiecano! Wielka Pani, obiecałaś nam łaskę! Obiecałaś nam życie, w zamian za życie Twego sługi!

– Obiecałam, że was uwolnię oraz to, że dostaniecie złoto! – zawołała Monarchini. – Jesteście wolni i możecie odejść, dokąd zechcecie. Oto wasze złoto! Dotrzymałam przyrzeczenia!

Wygłaszając te słowa, Bogini zachowała kamienny wyraz twarzy, natomiast przez usta przypatrującej się całej scenie Koriny przemknął drapieżny uśmiech. Z całą pewnością aprobowała taki sposób postępowania z niewolnikami. Nefer rozsądnie zachował milczenie. Nie była to odpowiednia chwila, by starać się wpłynąć na decyzję Królowej. On też złożył obietnicę, ale wykonał ją już na tyle, na ile zdołał, narażając się przy tym na gniew Najjaśniejszej. Nie miał zamiaru zrobić nic więcej.

– Wielka Pani! Najpotężniejsza z Bogiń, okaż łaskę swym niegodnym sługom! – zawodził Tahar, ponownie uderzając czołem o piasek, w czym naśladowali go pozostali skazańcy.

– Trafnie powiadasz, że niegodni jesteście jakiejkolwiek łaski! To, co obiecałam, właśnie dotrzymałam! Ktoś, kogo cenię, prosił jednak za wami i dlatego każdy z was dostanie też worek z wodą oraz sztylet do obrony przed zwierzętami! – Skinęła dłonią i kolejni żołnierze położyli przed więźniami ofiarowane przez Królową dary. – A teraz zejdźcie z Moich oczu i przestańcie kalać Moje uszy jazgotem waszych słów!

Szarpnęła wodzami i nakazała ruszać swemu zaprzęgowi. W ślad za Najwspanialszą podążyła reszta kolumny. Popołudniowy postój dobiegał końca. Nefer dostrzegł jeszcze, że więźniowie gorączkowo rzucili się na wodę oraz broń, w obawie, że ktoś może chcieć im je odebrać albo też, że któryś z towarzyszy okaże się szybszy. Skoro nie ufali sobie wzajemnie, nie wróżył skazańcom większego powodzenia w marszu przez pustynię. Dostali jednak przynajmniej szansę, co koiło sumienie kapłana i pozwalało odegnać upiorne wspomnienia z kopalni. Harfan ponaglił konie i dogonili rydwan Królowej.

– Czy masz jakieś rozkazy, o Pani?

– Pilnuj porządku i rozsyłaj patrole, jak dotąd. Wkrótce ponownie zbliżymy się do Awaris.

– Masz doprawdy ciekawe poczucie sprawiedliwości, Królowo. – To odezwała się Korina, która nieproszona podjechała konno do pojazdu Władczyni. – Czy nie prościej byłoby zabić ich wszystkich na miejscu? Najlepiej jeszcze w Tamadah, tak, jak rozkazałaś uczynić z innymi? To była bardzo słuszna decyzja, muszę przyznać. Nie spodziewałam się, że tak cywilizowana Osoba jak Ty potrafi zdobyć się na coś takiego. To czyn godny wojowniczki.

– Nie znasz Mnie, opiekunko stadniny. Jestem zdolna do wielu niespodzianek. A tym tutaj rzeczywiście złożyłam pewne obietnice… Niech bogowie zadecydują o ich losie…

– Obiecałaś im łaskę w zamian za życie swego niewolnika? Nigdy nie zrozumiem do końca cywilizacji… Ale to, że dałaś im złoto, odrobinę wody oraz broń, nie było jednak takie głupie. Jest duża szansa, że  powyrzynają się nawzajem i pozbędziesz się kłopotu, nie łamiąc obietnicy. Tak, nigdy nie pojmę zawiłości cywilizacji…

– Czy masz jeszcze jakieś sprawy, opiekunko?

– Właściwie tak. Moje wojowniczki oraz nasze konie potrzebują ruchu. Ten konwój wlecze się zdecydowanie zbyt wolno. Chciałabym, aby i one wyruszały na patrole.

– Nie znacie pustyni i już raz zabłądziłyście. A teraz rośnie szansa napotkania wrogów.

– Dlatego właśnie chcemy poznać pustynię, a walki z wrogami się nie obawiamy. Czyżbyś nam nie ufała, o Ty, Która Władasz Wojownikami Egiptu?

Nefer miał właściwie pewność, że tak w istocie jest. Najjaśniejsza nie mogła jednak przyznać tego wprost, a wobec takiego postawienia sprawy przez Korinę, odmowa stanowiłaby jawną deklarację wrogości oraz obrazę.

– Dobrze, możecie brać udział w patrolowaniu okolicy.

– Zajmiemy się tym niezwłocznie. – Amazonka wreszcie odjechała, nie czekając bynajmniej na odprawę.

– Jak widzisz, nie mamy z nimi łatwego życia, bracie. Musisz teraz wzmocnić czujność i wysyłać jeszcze liczniejsze podjazdy.

– To może okazać się trudne, wiele rydwanów jest przeciążonych… Ale postaram się odpowiednio zmieniać przydziały, aby wszystkiemu podołać.

– Ufam ci, Harfanie i wiem, że dobrze wykorzystasz nasze siły. Wkrótce powinniśmy spotkać się z Horkanem, to poprawi sytuację.

– Jeśli pozwolisz, o Pani, sam także ruszę jutro na pustynię. Mam pewne przeczucie co do intencji Koriny…

– Dobrze, tylko nie daj się wciągnąć w jakąś awanturę z Amazonkami. Dla pewności zabierz ze sobą naszego kapłana. Może przydać się ktoś z chłodną głową. Z tego co wiem, opiekunka stadniny próbowała cię sprowokować, Neferze. Zachowałeś godne podziwu opanowanie. Mam tylko nadzieję, że uległość wobec tej damy nie sprawiła ci przyjemności? Znam kogoś, kto mógłby stać się o to zazdrosny…

– Pani, jeżeli wiesz, co zaszło, to wiesz też, że na pewno tak nie było…

– Wiem, Neferze… Poznałam cię lepiej niż myślisz… W drogę, opóźniamy pochód!

Horkan wyruszył na patrol o świcie następnego dnia. Oprócz własnego zabrał jeszcze dwa rydwany. Nefer spodziewał się, że podążą w stronę nieodległego już Dolnego Kraju oraz granicy zasiedlonych ziem, tymczasem pociągnęli dobrym tempem wzdłuż trasy ich dotychczasowego pochodu. Po przejechaniu pewnego dystansu stawała się ona zresztą niezauważalna, ślady przejazdu licznego nawet konwoju szybko pokrywał przesypujący się nieustannie piasek. Kierowali się jednak charakterystycznymi znakami terenu i po pewnym czasie dotarli do miejsca popołudniowego postoju z poprzedniego dnia, tam, gdzie Królowa uwolniła skazańców.

– Po co tu przyjechaliśmy, panie?

– Mam pewne przeczucie, Neferze i chcę coś sprawdzić. Musimy się teraz rozdzielić.

Libijczyk rozesłał towarzyszące im zaprzęgi, aby zataczały kręgi wokół pozostałości porzuconego biwaku. Sam przeczesywał teren rozciągający się wzdłuż ich własnej trasy, przebytej i wczoraj, i dziś. Po dłuższym czasie jego wysiłki zostały nagrodzone. Wzrokiem godnym wojownika pustyni wypatrzył trzy, niewyróżniające się, piaszczyste wzgórki w dolinie pomiędzy wydmami. Podjechał bliżej, zeskoczył z rydwanu i oszczepem, a później nogą, rozgrzebał te kupki piasku. Ukazały się przysypane dotąd ciała. Nefer rozpoznał trzech spośród skazańców, towarzyszy Tahara. Ktoś zabił ich przy użyciu sztyletu lub miecza. Złoto, ofiarowana z rozkazu Władczyni broń oraz worki z wodą zniknęły. Przez chwilę doznał niepokojącej myśli, iż to sama Królowa jeszcze poprzedniego dnia posłała kogoś, by odnalazł i zgładził tych ludzi. Chciała przecież ich śmierci i ustąpiła tylko pod wpływem nalegań kapłana. Może nie życzyła sobie, aby kiedykolwiek dowiedział się, że jednak rozkazała ich zabić? Niemal natychmiast odrzucił to podejrzenie. Takim posłańcem śmierci, gdyby Wielka Pani chciała go istotnie wysłać, stałby się niewątpliwie Harfan. A wtedy nie wyruszyłby przecież na te poszukiwania i nie przywiózłby Nefera tutaj… Hapiru byli jeszcze daleko, ludzi księcia też nie zauważono… Kolumna Królowej celowo podróżowała zresztą inną niż poprzednio, okrężną nieco trasą.

– Jak myślisz panie, kto mógł to zrobić… Bo na pewno czegoś takiego się spodziewałeś…

– Nie masz żadnych podejrzeń, Neferze? Niemożliwe, abyś niczego nie zauważył…

– Może rzeczywiście zabili ich towarzysze… Tahar i ostatni z więźniów. Dla wody i złota… Wątpliwe jednak, by we dwóch zdołali zabrać wszystko to, co zniknęło. Może złoto i broń ukryli gdzieś w piasku, ale…

– Sam w to nie wierzysz. Mógł to uczynić jeden z naszych patroli. Ufam jednak moim ludziom, rozsyłam najlepszych, i nie wierzę, by któryś z nich złakomił się na złoto.

– Pozostaje więc tylko jedna możliwość…

– Tak. Nie możemy tego udowodnić, bo wszelkie ślady zasypał piasek, ale… Korina bardzo nalegała na udział jej wojowniczek w patrolowaniu okolicy.

– Po cóż jednak miałaby zrobić coś takiego? Dla złota?

– Może i dla złota, po części… Nie jest obojętna na jego urok. Myślę jednak, Neferze, że bardziej chciała odegrać się na naszej Pani, choćby potajemnie. Chciała zabić tych, którym Najjaśniejsza okazała łaskę.

– Jeśli to prawda, to zaiste, oddała Pani Dwóch Krajów niezamierzoną przysługę. – Nefer mimowolnie, nerwowo się roześmiał. – Najdostojniejsza życzyła sobie śmierci tych skazańców i zgodziła się dać im wodę oraz broń tylko na moją prośbę.

– Może więc Korina pragnęła odegrać się też na tobie, jeżeli w jakiś sposób się tego domyśliła… To bardzo niebezpieczna kobieta, a nienawidzi cię z całej duszy. Uważaj na siebie, kapłanie.

– Jak myślisz, co stało się z Taharem i ostatnim z więźniów?

– Bogowie jedni wiedzą. Może spoczywają tu gdzieś pod piaskiem, a może udało im się uciec… Pozostałe załogi nic nie znalazły. Musimy wracać. Tak. Powiadomimy, oczywiście, Najszlachetniejszą o tym, co znaleźliśmy… Powinna wiedzieć o poczynaniach opiekunki stadniny. Wątpię jednak, aby podniosła tę sprawę. Nie mamy żadnych dowodów, jak sam powiedziałeś, a zresztą, ja także mam przeczucie. Przeczucie, że twoje odkrycie wcale nie zmartwi Pani Obydwu Krajów.

LXVII

Nie mylił się w tej sprawie. Królowa spokojnie wysłuchała raportu i podejrzeń Harfana, zdaniem Nefera – dobrze ukrywając przy tym własną satysfakcję. Nie podjęła też żadnych kroków. Podążali więc dalej w stronę Dolnego Kraju, jak gdyby nic się nie stało. Irias chętnie spędzała czas w towarzystwie kapłana, ku cichemu zadowoleniu Najwspanialszej i widocznej irytacji Koriny. Amazonka okazała się jednak na tyle rozsądna, że nie próbowała już przeganiać czy prowokować Nefera. Z Irias ćwiczyli posługiwanie się procą. Dał jej własną, na miejsce tej, którą ofiarowała Amarowi. Księżniczka wypytywała też o różne szczegóły wydarzeń, które rozegrały się pod jej nieobecność, zwłaszcza o wypadki na polowaniu oraz bunt w Tamadah. O tych pierwszych opowiadał dość szeroko, o drugiej sprawie starał się mówić jak najmniej, odsyłając małą przyjaciółkę do Najdostojniejszej Amaktaris. Dziękował bogom, że żołnierze okazali się dyskretni i Irias nie nasłuchała się żadnych plotek dotyczących pewnych przejawów bliskości Świetlistej Pani oraz Jej osobistego niewolnika. Z właściwą sobie bezpośredniością pewnie poruszyłaby i ten temat. Ze swojej strony opowiadała natomiast dużo o wrażeniach z pobytu w ojczyźnie Amazonek. Wyglądało na to, że ten dziki, górzysty kraj przypadł dziewczynce do serca. Oferował tyle możliwości przygód i polowań… Spodobało się też jej surowe społeczeństwo kobiet-wojowniczek, z których większość życzliwie i z ciekawością powitała młodą królową. Dziwiły jednak Irias niektóre jego aspekty. Mówiła sporo o Talii i Melegarze, zdradzając niechcący różne szczegóły ich związku.

– Oni spędzają razem wiele czasu i Melegar pomaga Talii w wielu sprawach. To przecież normalne, jeśli chodzi o niewolnika i jego panią. Ty i nasza Pani robicie dokładnie to samo. – Tu Nefer omal się nie zakrztusił i szybko odwrócił głowę, aby ukryć nagły rumieniec. – Nie rozumiem więc, dlaczego tak bardzo złościło to Korinę. Wiele wojowniczek też ma swoich niewolników i przeważnie żyją ze sobą w zgodzie. Ktoś musi zresztą zajmować się stadami czy uprawą ziemi. Myślę, że Korinie także przydałby się osobisty niewolnik, ale gdy kiedyś jej o tym powiedziałam, nakrzyczała na mnie jak nigdy. Nie chce to nie, i tak jej nie lubię! Szkoda, że należysz już do Pani, bo inaczej sama wybrałabym cię na mojego sługę.

Nefer uznał za stosowne zmienić temat rozmowy i zaczął wypytywać o Bestię. O swoim koniu księżniczka mogła opowiadać bez końca. Gdy ofiarował jej procę, uparła się, że w zamian nauczy kapłana jeździć na klaczy. Usiłował odwlec tę chwilę jak tylko się dało, ale Irias potrafiła okazać zdecydowanie oraz upór, gdy coś postanowiła. Była to, oczywiście, cecha godna wielkiej władczyni, ale wolałby, aby jej siła woli nie przejawiała się akurat w tej kwestii. Próbował jeszcze zasłonić się obowiązkami, koniecznością uzyskania zgody Najjaśniejszej czy bardzo prawdopodobną niechęcią Koriny. Ten ostatni argument okazał się jednak zupełnie chybiony. Obydwie Królowe uznały bowiem zgodnie, chociaż każda z innych zapewne powodów, że Nefer tym bardziej powinien dosiąść konia. Z obawą w sercu musiał więc poddać się życzeniu Irias.

Po pierwszych, mrożących krew w żyłach doświadczeniach, okazało się to nie aż tak straszne. Bestia rzeczywiście przejawiała nadzwyczajną cierpliwość, w czym największą zasługę miały namowy, pieszczoty i akty przekupstwa przy użyciu rzepy lub innych smakowitych kąsków, stosowane bezwstydnie przez księżniczkę. Odtąd spore odcinki drogi pokonywali wspólnie na grzbiecie klaczy, przy czym Nefer siedział za plecami Irias, podczas gdy to ona powodowała zazwyczaj koniem. Za nic nie chciał tylko nakładać niekształtnych ochraniaczy na uda i siedzenie, za co płacił bólem obtartej skóry. Królowa narzekała na jego upór w tej sprawie, nie odmawiała jednak leczniczych balsamów, a z Irias planowały już zaprojektowanie specjalnych, wygodniejszych ubrań, które każą uszyć, gdy tylko wrócą do Pałacu. Zamiary te napawały Nefera prawdziwym obrzydzeniem.

Korina okazywała, rzecz jasna, niezadowolenie, ale nie stanowiło to żadnej nowości. Wojowniczka często opuszczała zresztą oddział i wyruszała na pustynne patrole. Zachowała przynajmniej tyle rozsądku, że nie próbowała zabierać ze sobą Irias. Księżniczka wyraziła wprawdzie taką ochotę, ale tym razem zarówno Pani Obydwu Krajów jak i Opiekunka Stadniny zaprotestowały wyjątkowo jednomyślnie.

Gdy tak jechał na grzbiecie Bestii za plecami Irias, raz czy drugi pochwycił pełne zazdrości spojrzenia Amaktaris Wspaniałej, a nawet Harfana. Władczyni z całą pewnością bardzo chętnie spróbowałaby jazdy konnej, co do tego Nefer nie żywił żadnych wątpliwości. Pamiętała jednak o swoim stanie i nie musiał Jej o tym przypominać. Harfan miał z kolei zbyt wiele obowiązków i sam dobrze to rozumiał. Cierpliwości Koriny nie należało zresztą wystawiać w tej chwili na zbyt ciężką próbę.

Dwa dni później spotkali się z oddziałem Horkana. Oficer zawiadomił, iż z Awaris istotnie wyruszył na pustynię silny wypad złożony z około setki rydwanów. Książę musiał więc uwierzyć w otrzymaną wiadomość i wysłał chyba wszystkie posiadane zaprzęgi. Świadczył o tym także brak większej aktywności jego wojsk w innych okolicach. Zapewne zbierał siły i czekał na nadejście Hapiru. Może liczył też na pojmanie Najwspanialszej i szybkie zakończenie wojny. Przynajmniej te z jego planów na pewno się już nie powiodą.

Na kolejnej naradzie, oczywiście bez udziału Nefera, Królowa postanowiła jak najszybciej wracać do Stolicy i dopilnować wymarszu zebranych tam oddziałów. Horkan sam zaoferował się obserwować nadal przeciwnika, na co Świetlista Pani bez oporu przystała. Kapłan dowiedział się o tych szczegółach od Libijczyka i zaczynał już mieć nadzieję, że zauroczenie Najwspanialszej młodym oficerem może powoli przemija… Wolał jednak nie zagłębiać się w takie rozważania. Tymczasem cieszył się towarzystwem obydwu Królowych i rychłym powrotem do wygód cywilizacji. Zaczynało mu ich trochę brakować. Ponieważ nie musieli już teraz utrzymywać swego marszu w aż tak wielkiej tajemnicy, mogli odwiedzić najbliższy wierny garnizon, gdzie zostawili Temara i jego ludzi. Pożegnanie nie wypadło dla pechowego oficera najlepiej.

– Niezbyt dobrze wywiązałeś się z obowiązków zarządcy kopalni, komendancie. Nie wykazałeś należytego baczenia i w dużej części odpowiadasz za ten bunt! Nie będę więcej tolerowała podobnej nieudolności! – Królowa nie oszczędziła Temarowi reprymendy, udzielonej co prawda tylko w obecności Harfana i Nefera.

– Ukarz mnie, o Pani, ale nie wydalaj z Twojej służby…

– Przyznaję, że może bez szczególnej potrzeby udałam się do tej sztolni, ale to nie zmienia tego, iż jeden z twoich ludzi zdradził i stąd powstało całe niebezpieczeństwo. Dam ci jednak szansę odkupienia win w walce. Jeżeli wykażesz się w nadchodzącej bitwie, zapomnę o tym, co się stało, i zachowasz stopień.

– Jesteś najłaskawszą z Władczyń! – Komendant upadł na kolana.

– Podziękować możesz Neferowi, bo to on Mnie uratował. Wspólnie z  Amarem, ale jemu żadna wdzięczność nie jest już potrzebna… Ruszaj i w przyszłości bardziej starannie traktuj swoje obowiązki!

Mniej obciążeni ludźmi oraz zapasami posuwali się teraz znacznie szybciej i jeszcze do wieczora pokonali spory kawał drogi. Królowa wyraźnie się spieszyła. Już dawno posłała do Memfis stosowne wiadomości oraz rozkazy, zamierzała jednak jak najszybciej dotrzeć do Stolicy i osobiście objąć dowództwo nad zgromadzonymi tymczasem oddziałami.

– Tereus powinien już zakończyć koncentrację wojsk – oznajmiła Neferowi. – Nie możemy zresztą zbyt długo czekać. Nie chcę aby Hapiru dotarli do Dolnego Kraju, gdzie będą mordować i grabić Moich poddanych. Jeżeli zdołamy, trzeba zatrzymać ich jeszcze na pustyni. Na szczęście idą powoli, a my powinniśmy przybyć do Memfis najdalej za trzy dni.

Pomimo pośpiechu Najjaśniejsza zatroszczyła się podczas postoju o pewien drobiazg. Nefer przekonał się o tym, gdy na wieczornym biwaku wezwała go przed swoje Oblicze. Było późno, ale księżyc krył się jeszcze za wzgórzami i żołnierze oraz konie odpoczywali. Kapłan wykonał już wszystkie powierzone mu obowiązki i nawet Irias zmorzył sen. Bogini nadal nie korzystała z namiotu ani żadnych szczególnych wygód, miała spać na zwykłej macie, rozłożonej pod osłoną dwóch przydzielonych Jej rydwanów. Gdy nadszedł, osobiście wydobyła z bagaży pękate, gliniane naczynie i wręczyła je niewolnikowi.

– Przyjmij to jako podarunek, Neferze.

– Cóż to takiego, Pani?

– Piwo. Obiecałam sobie, że zdobędę dla ciebie pełen dzban, gdy tylko dotrzemy w jakieś bardziej cywilizowane okolice. Jeśli poszukasz, znajdziesz też dwa kubki. Ja nie przepadam za piwem, ale chętnie napiję się z tobą wody. To bardzo piękny wieczór, pomimo wojny… Gwiazdy nigdzie nie świecą tak jasno jak na pustyni…

– Czy… Czy wszystko w porządku z… sama wiesz, z czym, o Świetlista. Czy dobrze się czujesz?

– Tak, Neferze. Nie jestem chora. Noszę w sobie nowe życie. Czuję się szczęśliwa i pełna sił… Muszę tylko wygrać tę wojnę…

Znalazł obiecane kubki oraz worek ze świeżą wodą i nalał dla obojga. Z przyjemnością skosztował piwa, którego od tak dawna był pozbawiony. Po raz kolejny zadziwiła go delikatność i wrażliwość Amaktaris. A także Jej zmienność. W jednej chwili potrafiła wydawać bezlitosne wyroki na tych, którzy na to zasługiwali, by potem podobnymi obecnemu gestami zdobywać serca wiernych przyjaciół i poddanych.

– Czy naprawdę nie wiesz kto…

– Nie Neferze, to wiedzą tylko bogowie.

– Ale dlaczego… Dlaczego tak to urządziłaś?

– Znasz dzieje dawnych Władców Kraju i wiesz, że Królowie i Królowe Egiptu często pojmują za małżonków najbliższych krewnych… Braci, siostry, kuzynów. W ten sposób boska krew nie rozrzedza się, a i łatwiej wtedy poskromić ambicje tych krewniaków i mniej pojawia się pretendentów… Sam to widzisz na przykładzie Mojego kuzyna. Spodziewał się, że go poślubię i w ten sposób zostanie Królem. Gdy to się nie spełniło, wybrał bunt i wojnę… Ale mimo wszystko, nie potrafiłam… Niech mi bogowie wybaczą…

– Nikt nie mógłby żądać takiej ofiary… Ale dlaczego w taki sposób poczęłaś następcę?

– Nie przerywaj, to ci powiem. Czy nigdy cię nie dziwiło, gdy czytałeś o dziejach dawnych Królów, że często po wielkich władcach przychodzili nieudani potomkowie? Chorzy, bezwolni, słabi na ciele i umyśle? Doprowadzali państwo i własne dynastie do upadku. Ja się nad tym zastanawiałam. Mój Ojciec, Jego Ojciec i Ojciec Ojca Mojego Ojca byli żołnierzami. Wszyscy Moi przodkowie byli żołnierzami i nie zawsze stosowali się do tej tradycji, o której mówiłam. Moja Matka, Królowa Taramis, urodziła się jako córka zwykłego oficera, ale o tym pewnie wiesz… I chyba nie nazwiesz Mnie słabą czy bezwolną, niewolniku?
– Na pewno nie, o Pani! Jesteś chlubą Egiptu! Najwspanialszą z wszystkich Władców i Władczyń Kraju! – odparł żarliwie.

– Na takie pochwały muszę dopiero zasłużyć, kapłanie. Ale nie o to chodzi. Bogowie często zsyłają słabość na potomków bliskich krewnych… Jestem uzdrowicielką i znam takie sytuacje… To samo powiedzą hodowcy zwierząt… Może jednak bogom nie podobają się podobne małżeństwa, wbrew temu, co opowiada się w świątyniach i w co wierzy lud? Krew Królów wcale nie musi być błogosławieństwem… Dlatego postanowiłam poszukać godnego ojca dla Księcia lub Księżniczki Egiptu poza kręgiem Moich kuzynów. Długo nikt się nie pojawiał, a potem… Horkan jest silny, odważny, niegłupi. Jest przystojny i potrafi okazać zarówno czułość, jak i męskie zdecydowanie… Byłby właściwym ojcem Króla…

– Z pewnością, o Wielka – odparł głucho Nefer i opróżnił kubek jednym łykiem.

– No, tylko się nie obrażaj, niewolniku. Chyba nie jesteś zazdrosny? – Nakazała  gestem ponownie napełnić obydwa naczynia, a gdy to uczynił, przysunęła się i pozwoliła, aby kapłan objął Ją ramieniem. – Noce na pustyni są piękne ale jednak chłodne. Nie odmawiaj swego ciepła… Ty także posiadasz zalety, które byłyby ozdobą Władcy… Nie zamierzam ich wyliczać, żeby nie wbijać cię w dumę… Wiedz jednak, że naprawdę wywarłeś na Królowej wielkie wrażenie, gdy odkryłeś tajemnicę Labiryntu… To właśnie wtedy… No i tak, pojawiliście się obydwaj w tym samym czasie, a Ja nie potrafiłam wybrać… Oddałam więc decyzję w ręce nieśmiertelnych, w któregoś z was wcielił się Wielki Ozyrys, Małżonek Boskiej Izydy.

– Tylko czy lud w to uwierzy? Wątpię, by mnie, albo nawet Horkana, ktokolwiek uznał za bogów.

– Znajdę na to radę, zobaczysz. Niezrównana Izyda ma własne sposoby i żywię nadzieję, że nie uważasz swojej Królowej za głupią dziewczynę z jakiejś zapadłej wsi?

– Na pewno nie, o Świetlista.

– Chociaż teraz miałabym ochotę na coś naprawdę niemądrego… Chciałabym, abyś rozgrzał swoją Panią, tak, jak ty to potrafisz… Dał Jej ciepło i rozkosz twymi dłońmi… Jeśli bylibyśmy ostrożni, pewnie nikt niczego by nie zauważył…

– A Irias?

Wskazał na uśpioną księżniczkę, zwiniętą w kłębek pod jednym z rydwanów. Od chwili spotkania sypiała razem z Amaktaris.

– Tak. Masz rację… Nie jestem wiejską dziewczyną, mądrą czy też głupią… Nie czas i miejsce na takie sprawy… – Przywarła wargami do ust Nefera. – Przynajmniej tyle możemy sobie ofiarować. Wiem, że pewnie czujesz teraz ból, ale może wytrzymasz? W nagrodę pozwolę ci ucałować stopy Królowej, gdy tylko znajdziemy jakiś tron!

LXVIII

Do Memfis przybyli po kolejnych dwóch dniach spiesznej jazdy. Podczas pobytu Królowej na Synaju Nil zaczął opadać i woda odsłaniała kolejne, bardziej oddalone od Rzeki pola, pokryte żyznym mułem. Tu i tam rolnicy brali się już do siewów. Na wschodnim brzegu, naprzeciw Stolicy, zgromadziły się liczne oddziały rydwanów oraz pieszych łuczników i oszczepników, w przystaniach czekały łodzie oraz barki wyładowane zapasami. Jakimś sposobem wieści o powrocie Królowej rozeszły się wśród wojska i żołnierze witali Ją radośnie, domagając się natychmiastowego poprowadzenia na wroga. To samo powtórzyło się podczas przeprawy przez Rzekę, wśród załóg stojących na kotwicy okrętów.

– Żołnierze chcą się bić za Ciebie, o Wielka – zauważył Nefer, gdy zbliżali się do pałacowej przystani. – To dobry znak.

– Nie wiedzą jeszcze o Hapiru… Przysięgam, że ci barbarzyńcy nie spalą ani jednej chaty w Kraju nad Rzeką, a książę zapłaci za wszystko! – rzuciła Amaktaris z prawdziwą pasją.

Na Świetlistą czekały liczne obowiązki, narady i przeglądy zebranych wojsk. Nefera nie zapraszano do udziału w tych czynnościach, co zresztą doskonale rozumiał. Nie znał się na sprawach wojny i jego obecność byłaby zdecydowanie nie na miejscu. Lekcji z Irias tymczasem nie wznowił, zakładając, że wkrótce i tak zostałyby przerwane w związku z wymarszem. On sam był zdecydowany zrobić wszystko, aby wyruszyć z armią. Przecież ciężko i uczciwie ćwiczył pod okiem Harfana. Miał też nadzieję na wstawiennictwo wojownika, gdyby przypadkiem Monarchini wyraziła odmienne zdanie w tej sprawie. Okazało się, że mógł liczyć także na innego sojusznika.

Jeszcze pierwszego dnia, późnym popołudniem natknął się przypadkiem na sierżanta Tereusa, gdy ten wracał z pospiesznie odbytej narady. Skłonił się lekko na jego widok i dyskretnie usunął z drogi. Stary wojak przywołał jednak niewolnika gestem dłoni.

– Neferze, wiem już od Harfana co stało się w kopalni… A przecież ostrzegałem, prosiłem… Ona jest jak ogień, jak podmuch wiatru… Zawsze robi to, co zechce… Gdyby nie ty… Czułem od początku, że nie jesteś pierwszym lepszym sługą, jakich wielu, i tego się bałem… Przez chwilę podejrzewałem cię o złe zamiary i zdradę, byłem gotowy zabić. W tym się myliłem…

– Panie, służymy Najjaśniejszej tak, jak potrafimy najlepiej.

– Ale niektórzy robią to w sposób szczególny… Możesz liczyć na przyjaźń moją oraz tych, którzy kochają naszą Panią. I nie myśl, że to koniec. Dołożę wszelkich starań, abyś wyruszył na wyprawę i pozostawał blisko Najwspanialszej. Masz na Nią dobry wpływ i chyba przynosisz wszystkim szczęście.

– Nie wszystkim, panie. Amar…

– Tak, szkoda go. Bardzo szkoda. Ale zginął jak wojownik. Można mu pozazdrościć… A teraz wybacz, mam obowiązki.

Korzystając z braku dyspozycji oraz tego, że Irias pospieszyła ponownie objąć dowództwo nad swymi „żołnierzami” i z dumą prezentowała się podwładnym na grzbiecie Bestii, Nefer spędził wieczór z Ahmesem. Kucharz wydawał się nieco rozczarowany tym, iż Boska Pani nie wyraziła ochoty skorzystania z wyszukanych dań, które przygotował z okazji Jej powrotu i zadowoliła się skromnymi przekąskami, podanymi podczas narady.

– Wyobraź sobie, że poleciła odesłać moje potrawy dla pacjentów szpitala! A były tam prawdziwe cuda sztuki kulinarnej! Miałem wreszcie okazję rozwinąć moje talenty… Ale wszystkiego tam nie dałem, o nie! Próbki najlepszych dań zostawiłem na nasze spotkanie. Jeżeli Ona weźmie mi to za złe, to przysięgam, że porzucę służbę i niech potem zjada podeszwy żołnierskich sandałów!

– Mniej więcej to właśnie jedliśmy podczas wyprawy na Synaj. – Roześmiał się Nefer, kosztując znakomitego piwa i spoglądając z pewnym przerażeniem na bardzo obfite „próbki” dzieł Ahmesa.

– Dokładnie tego się spodziewałem! Zaraz sprawimy, że zapomnisz o tamtych pomyjach!

– Mam nadzieję, że pomyślałeś też o czymś dla księżniczki? I lepiej postaraj się o duże ilości rzepy dla jej ulubieńca!

– Ha! Za kogo mnie bierzesz? Irias zdążyła już spustoszyć moją kuchnię. Rzepa to nie problem, ale okazało się, że Bestii bardzo przypadły do smaku te egzotyczne owoce z północy, którymi nadziewam najlepsze ciastka. Sprowadziłem ich całkiem sporo, ale w tym tempie nie wystarczą na długo.

– Na pewno sobie poradzisz! Możesz wystawić straże w kuchni oraz w spiżarni, w ten sposób dostarczysz księżniczce dodatkowej zabawy.

– Nie doceniasz mnie, przyjacielu. Kosz najlepszych jabłek trzymam w moim osobistym schowku i będę jej dawał po jednym. A teraz koniecznie opowiadaj o wszystkim. Krążą niesamowite plotki o twoich wyczynach!

Ostatecznie obydwaj byli radzi, że Najjaśniejsza nie wyznaczyła im żadnych konkretnych obowiązków, zasiedzieli się bowiem do późna, a Nefer raz już odebrał reprymendę z podobnego powodu.

Wezwanie otrzymał następnego popołudnia. Najdostojniejsza wybrała tę najgorętszą porę wędrówki słonecznej tarczy Amona-Ra, by odwiedzić szpital. Nie było to zresztą wcale takie niemądre, sadzawka i zacieniony dziedziniec dawały bowiem przyjemny chłód. Nefer zdziwił się tylko, że znalazła na to czas. Świetlista Pani nie występowała wprawdzie tym razem w roli uzdrowicielki czy pielęgniarki. Chciała jedynie odwiedzić chorych, podnieść ich na duchu swoją obecnością, przywitać się z Mistrzami uzdrowicielami. Sentot dotarł już do Stolicy i zadomowił się w szpitalu. Mistrz Serpa z zadowoleniem przekazał mu część obowiązków. Królowa wysłuchała podziękowań przybysza z prowincji dotyczących warunków podróży oraz przydzielonej kwatery, po czym szybko przeszła do wypytywania o ciekawsze przypadki. Z zainteresowaniem przysłuchiwała się następnie fachowej dyskusji uzdrowicieli, której Nefer nie był w stanie śledzić. Po dłuższej chwili przeszła do właściwego zapewne celu wizyty

– Mistrzu, co z chłopcem ze świątyni Anubisa?

– Pani! Z prawdziwą radością mogę powiedzieć, że udało się go uratować i uzdrowić! Trochę tylko kuleje, ale stan malca jest dobry. Mam nadzieję, że czeka go długie życie. – Wezwał jedną z pielęgniarek i polecił przywołać małego pacjenta. Okazało się, że bawił się w chowanego z kilkoma kolegami i zajęło to nieco czasu.

– Ani, przywitaj się z naszą Panią. To Ona daje nam wszystko, co tutaj mamy.

– Zostawmy, to mistrzu.

Najjaśniejsza pochyliła się i wydobyła z fałd szaty ciastko. Nefer rozpoznał jedno z wyszukanych dzieł Ahmesa. Najwidoczniej Boska Pani nie pogardziła całkiem staraniami kucharza.

– Nazywasz się Ani, tak? Masz ochotę na ciastko? Jest bardzo smaczne.

– Eee, tak. – Chłopiec rozejrzał się ukradkiem i pochwycił łup.

– Ani, podziękuj naszej dobrej Pani – upomniała łagodnie opiekunka.

– Aaa, tak, dziękuję. Ale może miałabyś jeszcze kilka dla moich przyjaciół?

– Coś znajdę. – Królowa okazała się przewidująca i wyjęła następne ciastka. Malec wyciągnął ręce. – Pewnie chciałbyś jak najszybciej się z nimi podzielić?

– O tak, dziękuję ci!

Nie czekając na pozwolenie, ruszył biegiem w stronę ukrywających się za kolumnami towarzyszy zabawy. Najjaśniejsza odprowadziła chłopca wzrokiem.

– Jest bardzo żywy, mam nadzieję, że wybaczysz mu brak manier, o Pani. Nie podziękował jak należy, tylko wyprosił następne ciastka – odezwał się Mistrz Serpa.

– To Ja powinnam ci podziękować, mistrzu. Dokonałeś prawdziwego cudu… Nazywacie go Ani?

– Tak. To ja nadałem mu to imię. Na pamiątkę tego znaku z głową Anubisa. Poza nami tutaj nikt jednak nie wie dlaczego.

– I niech tak zostanie… Czy on cokolwiek pamięta?

– Nie, o Pani. Tego się zresztą spodziewałem. Nie chciałbym też aby malca wypytywano. To mogłoby przynieść wielkie szkody.

– Jestem tego samego zdania. Czas chyba, by trafił do sierocińca. Potem niech uczy się w szkole…

– Jeśli pozwolisz, Pani, zatrzymałbym Aniego tutaj. To prawdziwy spryciarz, jak mogłaś się przekonać. Interesuje się tym, co tu robimy i stara się pomagać… Może zostanie uzdrowicielem… Ja sam zająłbym się jego nauką.

– Znakomity pomysł, mistrzu! – ucieszyła się Najjaśniejsza. – Byłaby to prawdziwa szkoda, gdyby przepadły twoja wiedza i doświadczenie. Potrzebujesz ucznia.

– Miałem już bardzo utalentowaną uczennicę… Co prawda, porzuciła zawód uzdrowicielki dla innych zajęć, ale nikt nie dorówna Jej zdolnościami…

– Najwyższy więc czas, abyś zaczął kogoś takiego szukać! – Roześmiała się. – Wizyta u was daje prawdziwe wytchnienie po tym wszystkim, czym muszę zajmować się gdzie indziej…

– Pani, wybacz, że przypominam o takich sprawach, ale miałbym prośbę – odezwał się Mistrz Sentot.

– Słucham, mistrzu.

– Dałaś Twemu niegodnemu słudze możliwość pracy w najlepszym szpitalu w Kraju. Ofiarowałaś znakomite warunki… Chciałbym odwdzięczyć się w miarę moich skromnych możliwości. Pozwól, bym wyruszył z wojskiem, na pewno przyda się tam nawet tak marny uzdrowiciel jak ja.

– Nie nazwałabym cię marnym uzdrowicielem, mistrzu Sentocie… Nie obawiasz się? A jeżeli przegram tę bitwę?

– Wtedy i tak nie miałbym po co żyć i pracować, o Wielka!

– Zawsze znajdą się tacy, którzy będą potrzebowali zdolnego uzdrowiciela. Na polu bitwy nawet bardziej niż gdzie indziej… Wiedz jednak, że Mój kuzyn, jeżeli zwycięży, nie przyjmie tego dobrze.

– On nie może zwyciężyć, o Najdostojniejsza. I ja chcę w tym pomóc, na ile potrafię.

– Dobrze, mistrzu. Wyruszamy pojutrze, o świcie. Przygotuj, co potrzebujesz… I dziękuję ci.

Sentot skłonił się.

– Macie z pewnością mnóstwo obowiązków, Ja zresztą również. Nie będę wam już dzisiaj przeszkadzać. Dziękuję za wasze starania.

Skinęła na Nefera i opuścili szpitalny dziedziniec. Spodziewał się powrotu do oficjalnej części pałacu i podobnej, uprzejmej odprawy. Zamiast tego Najjaśniejsza skierowała się w stronę ogrodów.

– Ani… To prawdziwy cud… Naprawdę, ucieszyłam się, że udało się go uratować i jest zdrowy… – Nagle spoważniała, a Jej oczy stały się zimne. – Neferze, nie zaprosiłam cię do odwiedzenia szpitala przypadkiem. Byłeś obecny przy początku tej sprawy, widziałeś, jak wyglądał chłopiec, gdy go znaleziono… Chcę, abyś był też świadkiem jej końca. Złożyłam przysięgę na wszystkich bogów Egiptu, że ten potwór, który torturuje dzieci zginie, kimkolwiek by nie był… Chcę byś zobaczył, jak Królowa dotrzymuje przysięgi… Jeżeli Ozyrys i Izyda okażą nam przychylność, stanie się to dzisiaj… Ty sam bardzo przyczyniłeś się do odkrycia prawdy i zasługujesz na to, aby wiedzieć… Obiecaj tylko, że nie będziesz prosił o łaskę dla mordercy, nie udzielę jej.

– Pani?

– Mistrz Apres wykorzystał z powodzeniem informacje, które zdobyłeś. Przygotował pułapkę, dzisiaj ją zamkniemy. Będziesz przy tym obecny.

– Kto to jest, o Wielka?

– Zobaczysz… Cierpliwości… Ja sama czekam na tę chwilę od długiego czasu. Opóźniłam nawet o jeden dzień wymarsz wojsk, aby osobiście wymierzyć karę.

– Ale dlaczego teraz? Czy to rozsądne?

– Nie, to nie jest rozsądne. Ale chcę przy tym być i nie mów mi, że to niebezpieczne czy coś w tym rodzaju. A nadto… Jeżeli mimo wszystko przegramy tę wojnę to… On nie może ujść… Wtedy mógłby mordować zupełnie otwarcie.

– Nie przegramy! Któż to jednak jest, o Pani?

– Zobaczysz. Miałeś okazję go poznać… Bądź gotowy o zachodzie słońca. Udamy się do miasta.

– Ty także zamierzasz iść, o Najjaśniejsza? Sądziłem, że tylko odprawisz sąd i wymierzysz karę, tak jak zapowiedziałaś?

– Chcę być przy tym, gdy zostanie pojmany na gorącym uczynku. I tak mogę ukarać tego zbrodniarza tylko potajemnie. To ktoś bardzo ustosunkowany, a to, co robi, w świetle prawa nie jest nawet przestępstwem. Przecież on tylko kupuje małe dzieci, a ze swoimi niewolnikami może przecież zrobić, co zechce.

– W takim razie…

– Neferze. Jestem Panią Górnego i Dolnego Kraju, Żywym Obrazem Izydy na Ziemi, Królową Królów… Ja także mogę zrobić to, co chcę. Mam taką władzę i środki… A chcę jego śmierci i tego dopilnuję. Wezmę cię ze sobą, pod warunkiem jednak, że nie będziesz już prosił dla nikogo o łaskę!

– Obiecuję, o Pani. Czy to jednak nie jest niebezpieczne, że idziesz także Ty sama?

– Pójdą też Harfan i mistrz Apres z kilkoma najlepszymi ludźmi. Sierżant będzie czekał w pogotowiu w koszarach, gdyby coś poszło nie tak.

– I on się na to zgodził? Nigdy bym nie uwierzył…

– Szczerze mówiąc, Ja też nie mogłam w to uwierzyć… Sam rozumiesz, że Tereus nie nadaje się do takich akcji, ale oczekiwałam ostrej kłótni. On czasami zupełnie zapomina kim jestem i nie okazuje należytego szacunku… Wiesz, kiedy się zgodził? Gdy usłyszał, że zabieram cię ze sobą. Powiedział, że przynosisz szczęście…

– Oczywiście, żadnemu z nich nie zdradziłaś, że nosisz w łonie dziecko?

– Wtedy nie pozwolili by nie tylko na tę wyprawę, ale przede wszystkim nie mogłabym wyruszyć z armią. W tym na pewno byliby zgodni i nawet twoja przynosząca szczęście obecność nic by tu nie pomogła. A Ja chcę i muszę iść z wojskiem. Sam widziałeś, że żołnierze tego oczekują, a w tej wojnie ich przywiązanie do Królowej będzie szczególnie ważne.

– To prawda, ale jednak…

– Nie zmienię zdania w tej sprawie, ty także Mnie do tego nie przekonasz, więc nawet nie próbuj, Neferze. Zamierzam odnieść szybkie zwycięstwo i obiecuję, że nie będę bez potrzeby ryzykować.

– To samo obiecałaś sierżantowi przed wyprawą do Tamadah…

– Zaczynasz robić się natrętny i nudny, niewolniku. Skończ z tymi wymówkami, bo jeszcze zrezygnuję z zabrania cię z armią, a przecież masz przynieść Królowej szczęście na wojnie!

– Pozwolisz mi, Pani, wyruszyć razem z wojskiem?

– A oczekiwałeś czegoś innego? Zabieram też Irias.

– Ale przecież… Nie możesz jej narażać, o Wielka. Mimo wszystko, to jeszcze dziecko!

– Gdyby teraz cię usłyszała, przyjaźń księżniczki dla twojej osoby mogłaby doznać uszczerbku. Ale obiecuję, że jej o tym nie powiem. – Uśmiechnęła się w typowy dla siebie sposób. – Czy wyobrażasz sobie, że mogłabym nie zabrać Irias? Po pierwsze, nasza młoda królowa nigdy by mi tego nie wybaczyła, po drugie, nie chcę zostawiać jej tutaj z Koriną, a po trzecie… Sądzę, że będzie bezpieczniejsza ze Mną i z armią, niż sama w Stolicy, w obecnej sytuacji…

– Obawiasz się czegoś, o Pani?

– Moje uczucia wobec Irias nie są tajemnicą. Ktoś mógłby próbować to wykorzystać… Lepiej niech jedzie z nami.

– Mam nadzieję, że przynajmniej nie zamierzasz pozwolić jej brać udziału w walce?

– Oczywiście, że nie. Królewski miecz Amazonek będzie musiał jeszcze poczekać, nim ponownie zasmakuje krwi. Tymczasem wyślę Tereusa, aby trochę ćwiczył z Irias. Ma sporo obowiązków, ale powinien znaleźć chwilę czasu. Też bardzo ją lubi. Liczę przy tym, że nie będziesz miał nic przeciwko temu, jako jej nauczyciel? Bo to, że Korina okaże ogromne niezadowolenie, jest więcej niż pewne.

– Obawiam się tylko, czy zdołasz upilnować księżniczkę, o Świetlista, kiedy znajdzie się już w pobliżu pola bitwy. Zwłaszcza teraz, gdy ma konia.

– To zadanie powierzam tobie, niewolniku. – Amaktaris uśmiechnęła się rozbrajająco. – W końcu musisz się do czegoś przydać. Samo przynoszenie szczęścia to za mało.

– Będzie to wymagało więcej szczęścia niż wygranie kilku bitew, dobrze o tym wiesz, o Wielka!

– Królowa wierzy w twoje talenty, Neferze! Ale dość już o tym. Robi się późno, a mam jeszcze obowiązki, zanim wyjdziemy do miasta. Oczekuję cię po zachodzie słońca w Moich apartamentach.

LXIX

Tym razem Świetlista Pani nie wykorzystała postaci Nerissy. Jej szaty, dyskretna lecz bogata biżuteria, a także wyrazisty makijaż, wyraźnie wskazywały, iż zamierza wystąpić w roli Królowej i Bogini, Władczyni Górnego i Dolnego Kraju. Na szczęście nie planowała dać się poznać każdemu przechodniowi na ulicy i zaopatrzyła się także w obszerną, luźną opończę z głębokim kapturem, którą nosiły często kobiety z pustyni, aby osłonić się zarówno przed słońcem, jak i przed spojrzeniami mężczyzn. Był to ubiór bardzo stosowny, skoro oficjalnie miał Jej towarzyszyć Harfan, prawdziwy libijski wojownik z Królewskiej Gwardii. Nikogo nie powinno już dziwić, że wyruszając na targ zabrali ze sobą miejscowego sługę, czyli Nefera, któremu przeznaczono niesienie sporych rozmiarów kosza. Znalazł w nim prosty lecz porządny sztylet oraz, ku swemu zdumieniu, pewną liczbę ciastek, będących z pewnością dziełem Ahmesa.

– Ostrze jest dla ciebie – powiedziała Amaktaris, odchylając połę szaty i ukazując podobną broń. – Ciastek lepiej nie ruszaj, to ważne.

Harfan uzbroił się zupełnie otwarcie w krótki miecz, był w końcu wojownikiem w służbie Królowej. Mistrz Apres ponownie wybrał stworzoną wręcz dla niego postać średniej rangi urzędnika z nieodłączną laską. Jego ludzi nie zobaczyli aż do chwili, gdy mieli okazać się potrzebni. Towarzysz Prawej Ręki został zapewne uprzedzony o obecności Nefera, w żaden sposób nie próbował bowiem skomentować jego obecności.

Pałac opuścili znaną już kapłanowi drogą, zanurzając się w gwarny tłum wypełniający ulice Stolicy. Wydawało się, iż mieszkańców Memfis nie obchodzi trwająca wojną i, jak zwykle, zajmują się przede wszystkim własnymi sprawami, nabywając na targu potrzebne im przedmioty oraz szukając okazji do zarobku lub rozrywki. Mistrz Apres zniknął w tym zbiorowisku bez śladu, Nefer nie wątpił jednak, iż zarówno on sam, jak i jego podwładni czuwają nad wszystkim. Skierowali się w okolice znane już kapłanowi z poprzedniej wizyty w mieście. Nawet budynek, do którego w końcu podeszli, wydał mu się znajomy. Był to kantor Pazera, mistrza podejrzanych i z pewnością zyskownych interesów. Zanim zdążył nieopatrznie wyrazić swoje zdumienie, pojawił się Apres i dał zapewne jakiś dyskretny znak Królowej oraz Harfanowi, cała ich czwórka weszła bowiem do środka przez uchylone drzwi, bez zwracania na siebie uwagi, ale i bez zbędnej zwłoki. Natychmiast pojawił się gospodarz we własnej osobie, który spodziewał się najwidoczniej niezwykłych gości.

– Wszystko gotowe, o Pani – zameldował Mistrz. – Pozostaje nam tylko czekać.

Władczyni odrzuciła kaptur, dając się poznać Pazerowi, który nie okazał zresztą zdziwienia.

– Najdostojniejsza z Bogiń, to zaszczyt służyć Twojej Osobie. – Powitał Królową głębokim ukłonem, nie próbował jednak padać na twarz czy w podobny sposób wywoływać zamieszania. Musiał doskonale pojmować, iż nie czas teraz na oficjalne hołdy i coś takiego tylko zirytowałoby Najjaśniejszą. Z pewnością nie był głupcem.

– Pazerze, wiem doskonale, że interesy, które prowadzisz, najczęściej nie są legalne. – Kupiec nie próbował nawet zaprzeczać, czym ponownie zyskał uznanie w oczach Nefera. – Tak jak zapowiedział w Moim Imieniu mistrz Apres, to nie ma teraz znaczenia. Królowa przymknie na to oko i będzie wdzięczna za pomoc, której udzielasz w dużo ważniejszej sprawie.

– Wielka Pani, moje skromne usługi są do Twojej dyspozycji. Ta sprawa, do której przywiązujesz taką wagę, i we mnie budzi wstręt, jeśli pozwolisz, by Twój sługa wyznał swoją opinię.

– Dziękuje, ci kupcze. A teraz, czy wszystko gotowe? Chciałabym zobaczyć dzieci…

– Może lepiej nie, o Wielka. Chyba, że tylko przez tajemny otwór – zaoponował Mistrz.

– To właśnie miałam na myśli. Prowadźcie!

W ślad za Pazerem ruszyli na tyły budynku. Okazał się on bardzo rozległy, ze skomplikowanym układem pomieszczeń i niewielkich dziedzińców, co w sumie nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę specyfikę profesji gospodarza. Stanęli wreszcie pod ścianą, w której uczyniono kilka otworów służących do dyskretnej obserwacji sąsiedniego pomieszczenia. Królowa, a za Jej przykładem i Nefer, przysunęli oczy. Ujrzeli zamknięty, oświetlony pojedynczą lampą pokój, w którym siedziały na podłodze skute łańcuchami dzieci. Kapłan naliczył ich pięcioro, trzech chłopców i dwie dziewczynki, w wieku najwyżej trzech, pięciu lat. Na ile zdołał się zorientować, były to zarówno dzieci ludu z Kraju nad Rzeką, jak i barbarzyńcy z południa czy z pustyni. Sprawiały wrażenie smutnych i osowiałych, czemu Nefer się nie dziwił, ale przynajmniej nie głodnych albo spragnionych. Nie nosiły też śladów brutalnego traktowania.

– Jak długo już tutaj są? – spytała ostro Najjaśniejsza.

– Tak jak ustaliliśmy, sprowadzałem je z prowincji od kilku tygodni. Ale nie trzymam ich zwykle w łańcuchach, tylko dzisiaj, z wiadomego powodu.

– Rozumiem – rzekła chłodno. – Mam nadzieję, że właśnie dzisiaj doprowadzimy sprawę do końca… Klient ma przybyć przed północą, jak mi powiedziano?

– Tak się umówiliśmy. Dzieci są wyjątkowej urody, specjalnie takie wyszukałem. Chce sam ocenić i wybrać, zanim zapłaci, ale zamierza zrobić to dyskretnie. Ruch na targu będzie już wtedy mniej uciążliwy, a jeszcze na tyle duży, by ukryć się w tłumie.

– Mnie też to odpowiada, tylko z innych powodów – zauważyła Władczyni głosem zimnym i złowrogim. – Czekajmy więc.

– Czy zechcesz, o Najwspanialsza, zaszczycić Twego sługę przyjęciem skromnego poczęstunku?

Nefer odniósł wrażenie, że Bogini zamierzała odmówić, zapewne z uwagi na dzieci. Pazer przewidział to jednak i uprzedził Jej słowa.

– Dzieci dostają to samo, o Najdostojniejsza Pani. Nie głodzę ich, tylko lepiej, aby nie jadły akurat wtedy, gdy on przyjdzie. Otrzymały kolację już wcześniej.

– Rozumiem. W takim razie i Ja skosztuję tych specjałów.

Podane przez gospodarza proste przekąski nie były wprawdzie dziełami sztuki kulinarnej godnymi Ahmesa, okazały się jednak smaczne i pożywne. Nefer próbował ich z przyjemnością, również Świetlista Pani spojrzała raz czy drugi na kupca przychylniejszym wzrokiem. Popijali czystą, zdrową wodą.

– Mam wrażenie, że widzę cię nie po raz pierwszy, panie. – W odróżnieniu od wielu innych, Pazer nie miał problemów z zaakceptowaniem niejasnej pozycji Nefera. – Pojmuję już teraz, skąd wziąłeś to znakomite srebro. Wiedz, że dotarło do miejsca przeznaczenia, tak jak obiecałem. – Czyżby jednak upewniał się odnośnie statusu dziwnego niewolnika?

– Nefer uczynił to, co uczynił, na Moje polecenie. – Któryż to już raz Najwspanialsza zamknęła w ten sposób kwestię poczynań osobistego niewolnika? Postarał się ukryć rumieniec.

– Oczywiście, o Wielka. Wspomniałem o tym, bo dopiero teraz pewne kwestie zaczynają stawać się jasne dla Twego sługi. Jesteś bardzo mądra, o Pani.

– Mam tylko nadzieję, że wszyscy razem okażemy się mądrzejsi od mordercy. – Zakończyła rozmowę, przypominając o celu, który ich tu sprowadził.

– Jak rozkażesz, Najpotężniejsza. Pozwól, że przygotuję się na jego wizytę.

– Ja także sprawdzę moich ludzi – odmeldował się Mistrz Apres.

Zostali we troje z Harfanem, który zachowywał wzmożoną czujność i nie skorzystał z poczęstunku. Zapewne nie ufał do końca Pazerowi. Amaktaris i Nefer popijali natomiast wodę dla zabicia czasu. Może zresztą to narastające napięcie wzmagało pragnienie. A więc Mistrz wykorzystał podejrzanego kupca celem przygotowania zasadzki i przywabienia mordercy ze świątyni, kimkolwiek by on był. Pomimo gładkich słów i dwornego zachowania, które zaprezentował, ich gospodarz najprawdopodobniej nie podjął się tego zadania dobrowolnie. Cóż, oskarżenie o kupowanie szat i klejnotów skradzionych w świątyni musiałoby skończyć się surowym wyrokiem. A z pewnością nie wyczerpywało to listy przestępstw Pazera.

– Nawet nie wiem, czy to srebro naprawdę dotarło do Any… – zauważył Nefer. – Nie miałem okazji zapytać.

– Dostała je na czas. Kupiec dotrzymał słowa i między innymi dlatego postanowiliśmy z mistrzem zaangażować go w tę sprawę i tym samym darować winy.

– Pewnie wcale nie było jej do niczego potrzebne – dodał jeszcze kapłan.

– Miałeś mądrze użyć tego srebra, pamiętasz? Ciekawiło Mnie, co z nim zrobisz. Spodziewałam się, że może będziesz chciał posłać je żonie i utrudniłam trochę to zadanie. Ale poradziłeś sobie. Przynajmniej w tym okazałeś się wystarczająco mądry i sprytny.

– Pani, ja…

Dalszą rozmowę przerwał powrót Mistrza Apresa, w którego obecności Nefer nie zamierzał roztrząsać relacji pomiędzy swymi dwoma Paniami oraz nim samym. Czekali więc w milczeniu na przybycie tajemniczego nabywcy małych niewolników. Wreszcie do pomieszczenia zajrzał dyskretnie jeden z podwładnych Towarzysza, zamienili kilka cichych słów.

– Już czas, o Pani. Klient przybył, tak, jak na to liczyliśmy. Kupiec za chwilę zaprowadzi go do dzieci. Wszystko przebiega zgodnie z planem. Jesteśmy gotowi i czekamy na Twój znak.

– Dajmy mu chwilę… Chcę zobaczyć, jak się zachowuje.

Najjaśniejsza powstała z siedziska i pospiesznie podeszła do ściany z otworami obserwacyjnymi. Nefer i Apres podążyli w Jej ślady, tylko Harfan nadal czuwał nad ich własnym bezpieczeństwem. Drzwi do sąsiedniego pomieszczenia uchyliły się i do środka wkroczyły trzy postacie. Pazer oraz dość przeciętnie wyglądający mężczyzna w średnim wieku nieśli dodatkowe lampy, które rzuciły teraz więcej światła. Uwagę Nefera, a zapewne i Królowej, przykuła jednak trzecia postać. Podobnie jak Władczyni, przybysz osłaniał swoją sylwetkę opończą z kapturem, której nie odrzucił nawet teraz. Wprawdzie to, co robił, nie było ściśle rzecz biorąc nielegalne, ale najwidoczniej nie zamierzał chwalić się swymi uczynkami i wolał zachować własną tożsamość w tajemnicy.

– Oto te dzieci, panie. Sam zobacz, że nie przesadzałem, mówiąc, iż to towar najwyższej jakości.

Klient skinął na towarzyszy, którzy przysunęli się z lampami. Szturchnął nogą jednego z chłopców, potem dziewczynkę. Pozostałe dzieci same się rozbudziły i uniosły głowy. Zakapturzona postać pochyliła się i kolejno ujmowała malców za szyje, przyglądała się twarzom. Nie tylko zresztą twarzom i nie poprzestawała na przyglądaniu się. Palce potencjalnego nabywcy obmacywały różne fragmenty drobnych ciał. Czyniły to w sposób, który Nefer uznał za zachłanny.

– Towar jest istotnie wysokiej jakości – przyznał przybysz głuchym głosem. – Ale i cena, której żądasz, nie jest niska.

– Dlatego zasugerowałem, panie, abyś sam obejrzał to, co oferuję – odparł Pazer.

– Może i miałeś rację.

Dłonie tajemniczego gościa dotykały teraz czarnoskórej dziewczynki. Sprawiał wrażenie zadowolonego, nawet bardziej niż zadowolonego. Prawdopodobnie dlatego podjął decyzję.

– Dobrze. Z pewnych powodów jestem zainteresowany kupnem całej partii, wezmę wszystkich pięcioro. Jeżeli obniżysz cenę.

– Panie, poniosłem znaczne koszty, aby spełnić twoje wymagania. Sprowadziłem je z prowincji, karmiłem…

– To mnie nie obchodzi. Dam dwadzieścia talentów srebra.

– Panie, mówiliśmy o trzydziestu talentach.

– Mówiłeś nie ze mną, tylko z moim sługą. To ja decyduję.

– Dwadzieścia osiem… Niech będzie chociaż dwadzieścia pięć… Muszę z czegoś żyć, dostojny panie. Dwadzieścia cztery, taniej już nie mogę. – Pazer bardzo przekonująco wcielał się w rolę żądnego zysku sprzedawcy, biorąc pod uwagę, że pieniądze na wcześniejszy zakup dzieci i tak pochodziły zapewne ze szkatuły Królowej.

– Dobrze. Zależy mi na czasie, więc dam dwadzieścia cztery talenty. Kupuję wszystkie, ale tymczasem wezmę tylko dwoje. Tę dziewczynkę… – Nadal trzymał dłoń na ramieniu małej niewolnicy. – I tego chłopca. – Wskazał na innego malca. – Mój sługa przyniesie jutro srebro i odbierze towar. Pozostałych przetrzymasz jeszcze tydzień, na własny koszt. W przyszłości mogę potrzebować kolejnych dostaw, miej to na uwadze. I zależy mi na dyskrecji.

– Oczywiście, panie. Stanie się, jak sobie życzysz.

Gospodarz ponownie uchylił drzwi, ale przybysz z wyraźnym ociąganiem opuścił komnatę.

– Widziałam już dość, mistrzu. Aresztuj ich! – rozkazała Królowa, odsuwając się od ściany.

– Jak zechcesz, o Wielka.

Apres nie tracił czasu, wyjął z zanadrza gwizdek i tyły domu Pazera przeszył niezbyt głośny, ale za to przenikliwy świst. Po chwili rozległy się zduszone okrzyki i odgłosy szamotaniny. Mistrz wyszedł z pomieszczenia, wkrótce jednak powrócił.

– Obydwaj są w naszych rękach. Czy życzysz sobie ich ujrzeć, o Pani?

– Tak, chodźmy. Najpierw dajcie kapłana.

Komnata, do której zawiódł ich przybyły pospiesznie Pazer, nie dorównywała rzecz jasna pałacowym apartamentom, ale była z pewnością najbogatszym i najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniem w domostwie kupca. Władczyni zasiadła w umieszczonym na podwyższeniu fotelu, który z konieczności mógł uchodzić za coś w rodzaju tronu. Okryła głowę opończą. Kupiec usunął się z sali. Po chwili trzech ludzi Mistrza wprowadziło schwytanego klienta. Ręce i nogi miał już skute krótkimi łańcuchami. Rzucono go na kolana. Na znak Królowej Apres zerwał osłaniający dotąd przybysza kaptur. W silnym świetle lamp Nefer ujrzał młodą twarz o szczupłych, arystokratycznych rysach. Zgolone włosy wskazywały na kapłana. Przez chwilę przeszukiwał wspomnienia… Tak, przed Najjaśniejszą klęczał tutaj Temes, ambitny i podobno bardzo zdolny bratanek arcykapłana Heparisa. Osobisty niewolnik widział ich obu tylko raz, podczas pamiętnej uczty po powrocie z folwarku, ale dumne zachowanie hierarchów utkwiło mu w pamięci. Pomimo łańcuchów Temes nie stracił wiele ze swej arogancji.

– Co to ma znaczyć, nędzne psy? Macie mnie natychmiast uwolnić! Nie wiecie kim jestem! Zapłacicie za tę zniewagę!

Na niemal niedostrzegalny ruch ręki Monarchini, Mistrz typowym dla siebie, oszczędnym i precyzyjnym ciosem uderzył więźnia laską w usta. Pojawiła się krew i kapłan zamilkł.

– Mylisz się Temesie, Pisarzu Domu Boga w świątyni Anubisa. To ty zapłacisz za swoje czyny!

Królowa wstała z siedziska i odrzuciła szatę, ukazując się w całym majestacie Jej Boskiej Osoby.

– Pani… Co tu robisz, w tym nędznym kantorze?

– To Ja mogłabym o to zapytać ciebie, ale doskonale wiem, po co tu przybyłeś.

– Nie popełniłem żadnej zdrady ani przestępstwa, Szlachetna Pani!

– Może nie w oczach prawa, na pewno jednak w oczach Królowej i w oczach wszystkich bogów, jeżeli są godni tego miana! Jesteś mordercą, Temesie. Mordercą dzieci! Te tutaj także zamierzałeś zamęczyć dla własnej, chorej przyjemności!

– Chciałem je tylko kupić, Pani! – Młody kapłan zaczął wreszcie okazywać strach, chociaż nie zniżył się jeszcze do błagania o łaskę. Czuł zapewne, że i tak jej nie otrzyma. – To tylko niewolnicy! Zaopiekowałbym się nimi, Anubis dba o swoje sługi!

– Pamiętasz małego chłopca, którym „opiekowałeś się” kilka miesięcy temu? On też był niewolnikiem Anubisa. Nosił jego znak na ramieniu. Myślałeś, że nie żyje… Trafił jednak do pałacowego szpitala i w ten sposób dowiedziałam się, że w mieście przebywa potwór. – Temes drgnął, najwyraźniej zaskoczony i zaniepokojony. – Złożyłam wówczas przysięgę, że morderca nie ujdzie kary, kimkolwiek by nie był. Trochę czasu zajęło wykrycie, że jesteś nim właśnie ty, Temesie, Pisarzu Domu Boga. Dzisiaj Królowa dotrzyma przysięgi!

– Wielka Pani! To tylko niewolnicy! Mój stryj, arcykapłan Heparis z pewnością…

– Pochodzisz z wielkiego rodu, Temesie. Ty i tobie podobni uważają się za szlachetniej urodzonych od Królowej, której przodkowie byli tylko żołnierzami… Nie wiem, czy arcykapłan Ozyrysa wiedział o twoich wyczynach. Chcę wierzyć, że nie był ich świadomy i zepsucie, którego jesteś dowodem, nie ogarnęło wszystkich. Chcę w to wierzyć dla dobra Egiptu… Ale co do ciebie, nie mam żadnych wątpliwości.

– Żaden sędzia nie skaże mnie za to, że kupowałem małych niewolników i czyniłem z nimi to, co chciałem. To nie jest przestępstwo!

– Zapominasz, że to Królowa, Żywy Obraz Izydy, jest najwyższym sędzią w Kraju nad Rzeką. W Moich oczach jesteś winny i zapłacisz za to, co zrobiłeś. Osądziłam cię już dawno, teraz tylko oznajmiam wyrok.

– Nie możesz tego zrobić! Nie jestem byle kim! Mam potężnych krewnych, arcykapłan Ozyrysa…

Królowa wykonała nieznaczny gest dłonią i jeden z ludzi Mistrza uderzył więźnia drewniana pałką w szczyt wygolonej czaszki. Pałka została owinięta skórą jakiegoś zwierzęcia, a sam cios wymierzono bardzo starannie. Miał tylko ogłuszyć, w żadnym wypadku zabić. Apres pochylił się, aby uzyskać co do tego pewność.

– Żyje, Najdostojniejsza Pani. Tak, jak rozkazałaś.

– Zabierzcie go i przygotujcie do drogi – odprawiła podwładnych Mistrza. – Został jeszcze sługa – podjęła, gdy bezwładne ciało Temesa wywleczono z komnaty. – Pomógł wciągnąć mordercę w zasadzkę. Co mu dokładnie obiecałeś?

– Darowanie kary oraz srebro.

– A co zamierzasz teraz z nim zrobić?

– Pani, najkorzystniej byłoby, gdyby zniknął. Pozwól, że zorganizuję to na swój sposób.

– Chciałabym najpierw z nim porozmawiać.

Do stóp Bogini rzucono kolejnego, skutego łańcuchami więźnia. Ten nie próbował udawać, że nie odczuwa strachu. Na widok Królowej zaczął od razu błagać o łaskę.

– Wielka Pani, okaż litość Twemu pokornemu słudze! Uczyniłem wszystko, co mi rozkazano! Wszystko, aby spełnić Twoją wolę!

Władczyni powstrzymała tę powódź słów uniesieniem dłoni.

– Jak cię zwą i kim jesteś?

– Ures, Najdostojniejsza Pani.  Służę w Domu Anubisa. Obiecano mi łaskę, jeżeli przywiodę tu dostojnego Temesa. Tylko dlatego tu jestem! Obiecano mi łaskę!

– Nie pytam, po co tu przybyłeś. Nie pytam też, w jaki sposób służyłeś Temesowi. O tym wszystkim wiem doskonale i tym nie zasłużysz na litość w Moich oczach. Rozmawiam z tobą tylko z jednego powodu, Uresie. Jakiś czas temu, tuż przed porą żniw, do pałacowego szpitala trafił mały chłopiec ze świątyni Anubisa. Co wiesz o tej sprawie?

– Wielka Pani! To ja zaniosłem go pod drzwi sierocińca, musisz o tym wiedzieć! To ja go uratowałem!

– Tylko dlatego wysłuchuję twoich słów. Dlaczego to zrobiłeś?

– Mój pan, Temes… miał dziwne upodobania. Jestem jego sługą i nie mnie je osądzać, ale nie podobało mi się to, co kazał czasami robić… Gdy polecił, bym pozbył się ciała tego chłopca, powiedział, że on nie żyje. Malec był cały zakrwawiony, ale jednak jeszcze oddychał… Wiele mówi się o Twojej miłości do dzieci, o Najłaskawsza, o tym, że im pomagasz, o Twojej uzdrowicielskiej mocy Żywej Bogini… Pomyślałem, że może zdołasz go uratować…

– Czy uczyniłeś coś szczególnego, zanim podrzuciłeś dziecko?

– Pani, ja…

– Mów, Uresie!

– Na ramieniu miał wypalony znak Anubisa, głowę szakala. Usunąłem to piętno nożem. Nie chciałem, aby został tak wyraźny ślad. Nie podobało mi się to, co robił mój pan, ale bałem się… Bałem się uczynić cokolwiek więcej.

– Dlaczego więc zdradziłeś Temesa i przywiodłeś go tutaj na polecenie mistrza Apresa?

– Nie miałem wyboru, o Wielka. Mistrz zagroził mi śmiercią i obiecał życie… Co miałem zrobić? Mój pan… Nie był zbytnio łaskawy dla swoich sług.

– To akurat mogę zrozumieć… Wiedz, że na Moją łaskę możesz zasłużyć tylko jednym, tym, że uratowałeś tamto dziecko. Zabrać go! – poleciła strażnikom.

– I cóż powiesz Neferze? Co Królowa ma uczynić z tym człowiekiem? – spytała, gdy więźnia usunięto z komnaty.

– Pani, poleciłaś, abym nie wypowiadał się dzisiaj w sprawie Twoich wyroków.

– Ale na pewno chciałbyś coś powiedzieć. Mistrz już to uczynił, więc i tobie zezwalam.

– Najjaśniejsza. Obiecano mu łaskę w Twoim imieniu. I uratował tego chłopca…

– Wiedziałam, że to powiesz… Zawsze prosisz za innymi… Swoją drogą, kiedyś przewidziałeś, że kapłan-morderca może nie cieszyć się poważaniem swoich pomocników… Ten sługa pomagał w zbrodniach Temesa, ale też ulitował się nad pobitym dzieckiem i dzięki temu poznaliśmy całą sprawę oraz położyliśmy jej kres… Niech odejdzie wolno, tak jak mu obiecano.

– Pani, Heparis na pewno każe  szukać bratanka. Jeżeli trafi na tego Uresa, to…

– Wyślij go gdzieś daleko, byle nie do bogów Zachodniej Krainy – podkreśliła z naciskiem. – Potrafisz załatwiać takie sprawy. A jeżeli nawet arcykapłan dowie się o losie zbrodniczego krewnego… Może będzie to dla niego ostrzeżeniem. I tak nie jest Naszym przyjacielem.

– Uczynię jak rozkażesz, o Wielka, ale to błąd.

– Tym niemniej, tak właśnie postanowiłam, mistrzu – zamknęła dyskusję. – Doskonale przeprowadziłeś tę sprawę. Jestem bardzo zadowolona.

– Pani, służba dla Ciebie to zaszczyt.

– Liczę, że przygotowałeś się także na przyjęcie mordercy w podziemiach twego królestwa, tak, jak ustaliliśmy?

– Tak, o Najwspanialsza. Wszystko jest już gotowe.

– Udamy się tam wkrótce. – Westchnęła lekko. – Zanim jednak będę zmuszona wykonać ten obowiązek, zajmijmy się przyjemniejszymi sprawami. Neferze, mam nadzieję, że nie próbowałeś tych ciastek? Są znakomite ale dodałam do nich odrobinę usypiającego wywaru z maku. Dzieci powinny zjeść je ze smakiem, a potem usną i bez zwracania niczyjej uwagi zabierzemy wszystkie do sierocińca. Ten kosz też się przyda, chociaż będą potrzebne także inne. Ty nie powinieneś teraz spać, bo Królowa ma jeszcze dzisiaj coś do zrobienia i będziesz Jej towarzyszył.

Pomimo kończącego wypowiedź żartu, oczy Władczyni stały się nagle zimne i twarde jak głaz. Nefer znał ten wyraz twarzy Bogini. Zapowiadało się coś naprawdę paskudnego.

– Tylko pamiętaj, że jednak zabroniłam ci prosić o łaskę dla mordercy – dodała, potwierdzając obawy kapłana.

LXX

Nastrój Najjaśniejszej uległ poprawie, gdy mogła przyglądać się uwalnianiu dzieci z łańcuchów, uspokoić je, pocieszyć ciastkami. Tak jak się spodziewała, wkrótce zasnęły i można było dyskretnie przenieść niedoszłe ofiary Temesa do pałacowego sierocińca. Mistrz zajął się  nieprzytomnym nadal więźniem, którego zawinięto w jakiś dywan, przewidująco dostarczony przez gospodarza.

– Dziękuję za twoją pomoc, Pazerze. Możesz liczyć na wdzięczność Królowej. – Władczyni pożegnała  kupca łaskawie.

Niestety, nie był to jeszcze koniec tego wieczoru i Nefer oczekiwał dużo mniej przyjemnych wydarzeń. Nie pomylił się. Gdy dzieci umieszczono już bezpiecznie w sierocińcu, Amaktaris skinęła na Harfana oraz osobistego niewolnika i razem ruszyli w stronę Placu Śmierci. Mistrz oczekiwał ich przy zawsze strzeżonej bramie. Skłonił się lekko, po czym poprowadził mały orszak Monarchini poprzez budzący grozę dziedziniec. Nie pozostawał on pusty i jacyś nieszczęśnicy także teraz płacili za swoje winy. Nefer miał nadzieję, że były one adekwatne do kary, wolał jednak nie rozglądać się po otoczeniu i z ulgą przyjął to, iż po chwili przeszli przez kolejne, niewielkie drzwi. Zagłębili się teraz w wąskim korytarzu, który wkrótce zamienił się w prowadzące w dół schody. Nie zdziwiło to kapłana. Mimo wszystko, Temes był osobistością zbyt znaczącą, a jego czynów – chociaż odrażających – prawo nie uznawało za przestępstwo. Nie można było ukarać mordercy otwarcie, należało zrobić to w tajemnicy, a podziemne królestwo Mistrza stanowiło akurat najodpowiedniejsze ku temu miejsce. Nefer nie spodziewał się jednak ujrzeć tego, co zobaczył, gdy w ślad za Apresem przekroczyli następne wrota, strzeżone przez dwóch milczących strażników.

Znaleźli się na wąskiej, zabezpieczonej poręczą galeryjce, biegnącej wzdłuż ścian rozległego pomieszczenia. Właściwa podłoga usytuowana została niżej, mniej więcej tyle, ile sięgał wzrost postawnego mężczyzny. W świetle kilku pochodni przybyli dostrzegli nagą postać Temesa, rozciągniętego na kamiennych płytach. Specjalne obręcze unieruchamiały mu przeguby rąk i kostki nóg. Kapłan odzyskał przytomność i nerwowo wodził oczyma po otoczeniu, wciśnięty w usta knebel pozwalał wydawać tylko stłumione, niezrozumiałe dźwięki, którymi powitał nadejście Władczyni. Nefer podążył za rozbieganym wzrokiem więźnia i, gdy przyzwyczaił się już do pełgającego blasku pochodni, ujrzał kilka szczegółów, budzących prawdziwe zdumienie.  Wzdłuż wszystkich ścian lochu wyżłobiono płytki lecz stosunkowo szeroki rów, wypełniony wodą. Podobne zagłębienie dzieliło podłogę piwnicy na dwie nierówne części. Mniejszą z nich zajmował uwięziony Temes, rzucono tam także krótką, szeroką deskę. W środku dalszej i większej części majaczył niezbyt wysoki, przysadzisty kopiec. Zanim osobisty niewolnik zdołał dokładniej mu się przyjrzeć, jego uwagę przyciągnęły słowa Najjaśniejszej. Amaktaris nie traciła czasu, zapewne wizyta w tym miejscu nie sprawiała Świetlistej Pani przyjemności.

– Czy wszystko gotowe, mistrzu?

– Tak, o Wielka. Czekamy tylko na Twoje rozkazy.

– Na początek każ wyjąć mu knebel. Mógłby się jeszcze udusić, a tego sobie przecież nie życzymy.

– Pani, obawiam się, że w obecnej chwili jego słowa nie będą wyrażały szacunku należnego Twej Boskiej Osobie.

– Słowa zbrodniarza w żaden sposób nie zdołają znieważyć Królowej, mistrzu, a krzyki staną się muzyką dla Jej uszu.

– Może odgryźć sobie język i w ten sposób uciec swemu losowi.

– Na coś takiego nie starczy mu odwagi.

Mistrz nie oponował dłużej i kilkoma ruchami dłoni wydał polecenie jednemu ze strażników. Ten zszedł na dół po wpuszczonych w kamienie szczeblach i wykonał rozkaz.

– Co to za miejsce? Co chcecie ze mną uczynić? – W głosie Temesa brzmiał teraz strach, z trudem maskowany resztkami dawnej arogancji.

– Ogłosiłam już wyrok w twojej sprawie. Jesteś mordercą i poniesiesz karę stosowną dla twoich zbrodni.

– Nie możesz tego zrobić! Nie masz prawa! Pochodzę z wielkiego rodu!

– Wiem, kim jesteś, Temesie, i wiem też, kim są twoi krewni. Okazałeś się niegodny swego urodzenia oraz otrzymanych zaszczytów. W Moich oczach czyni cię to tym bardziej winnym. Mistrzu, czyń co należy.

Apres ponownie wykonał szereg szybkich ruchów dłońmi. Stojący przy więźniu strażnik potwierdził przyjęcie rozkazów kiwnięciem głowy. Nefer zorientował się, że jest on prawdopodobnie głuchoniemy. Obaj zapewne byli. Mistrz potrafił dbać o to, by jego tajemnice pozostały nimi nadal. Mężczyzna wydobył wąski sztylet. Przeciągnął ostrzem po podudziu Temesa, pozostawiając długą, lecz płytką ranę. Pojawiła się krew, jej upływ nie zagrażał jednak życiu mordercy.

– Co robicie? Chcecie mnie zaszlachtować jak owcę? Aaaa….

Kolejne cięcie, poprowadzone na drugim podudziu, przerwało protesty kapłana.

– Nie, Temesie. Tak łatwo się nie wymkniesz – odpowiedziała Monarchini.

Szybkimi, precyzyjnymi ruchami ostrza strażnik otwierał następne rany na udach, torsie, ramionach więźnia. Same w sobie, chociaż bolesne – co potwierdzały okrzyki zbrodniarza – nie zagrażały jednak jego życiu. Oszczędzono tylko twarz Temesa. „O co tu chodzi?” – Zastanawiał się Nefer, mimowolnie zafascynowany grozą odbywającego się na jego oczach widowiska, czy raczej zapowiedzianej przez Królową egzekucji.

Amaktaris przyglądała się wykonywaniu własnych rozkazów z pobladłą, lecz kamienną twarzą. Mistrz raz jeszcze spojrzał pytająco na Panią Obydwu Krajów, a widząc potwierdzający ruch głowy, wydał kolejne polecenie podwładnemu. Strażnik schował nóż, przerzucił deskę w poprzek dzielącego komnatę kanału z wodą, po czym z widocznym pospiechem wspiął się na galerię. Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Przerwał ją następny okrzyk Temesa, który zaczął nadto szarpać się w łańcuchach.

– Co to takiego? To boli… Co to takiego?

Królowa skinęła dłonią na Apresa.

– Na południu Górnego Kraju i w Nubii żyją pewne owady… Bardzo dzielne i pracowite owady, zawsze posłuszne swojej królowej… Poprosiliśmy je o pomoc w twojej sprawie… Nie za darmo, za swe trudy zasługują na nagrodę… To mrówki, ale inne niż te, które zna większość mieszkańców Egiptu. To mrówki-wojowniczki. Żywią się mięsem, potrafią zjeść wołu… Czują krew i za nią podążają. Twoją właśnie poczuły… Zachowaj jednak spokój, masz jeszcze sporo czasu… Ta uczta zajmie im resztę dzisiejszej nocy i zapewne większość jutrzejszego dnia. A ty będziesz na niej obecny, prawie do samego końca. Obawiam się tylko, że nie zdążysz już ujrzeć widoku swych objedzonych do kości stóp. Oczy są jednym z ich przysmaków… Ale będziesz wtedy żył i będziesz czuł… Będziesz czuł wszystko…

Temes słuchał tej przemowy osłupiały ze zgrozy. Beznamiętny głos Mistrza zdawał się go hipnotyzować… Ten spokój prysł, gdy Apres wreszcie zamilkł, a więzień poczuł kolejne ukąszenia pierwszych zwiadowców, szukających pożywienia dla kopca.

– Najjaśniejsza Pani! Najdostojniejsza z Bogiń! Okaż miłosierdzie! Okaż łaskę! Jestem, będę Twym sługą i niewolnikiem… Uczynię co zechcesz… – Z dawnej wyniosłości Temesa nic już nie pozostało.

– Nie obrażaj Moich niewolników. Jesteś mordercą i nie ujdziesz śmierci!

– Boska Pani! Każ przynajmniej poderżnąć mi gardło! Okaż taką łaskę!

– A czy ty okazałeś łaskę któremuś z tych dzieci? Wiesz chociaż, ile z nich zabiłeś? Zamęczyłeś na śmierć?

– Tylko sześcioro, o Wielka! Może ośmioro! Tylko tyle!

– Skąd je brałeś?

– Żadnego z nich nie porwałem! Wszystkie były niewolnikami. Kupowałem je na targu, o Najwspanialsza… Potem posyłałem sługę… Jeżeli nic się nie trafiało, to raz czy drugi wziąłem któregoś z niewolników Anubisa… Ale ofiarowałem w zamian bogu stosowne dary, nie ukradłem jego własności. Pani, daj mi łaskę szybkiej śmierci!

– Kiedy i jak to się zaczęło? Czy twój stryj, arcykapłan, o tym wiedział?

– Najjaśniejsza Pani, w młodym wieku wstąpiłem na służbę u bogów, jak wszyscy z mojej rodziny. Szybko awansowałem, zostałem ofiarnikiem… Codziennie składałem w ofierze zwierzęta, większe i mniejsze… Te mniejsze z najwyższą radością… Gdy ofiarowywałem bogu cielęta, jagnięta, ptaki… Gdy podrzynałem im gardła, wyjmowałem wnętrzności… Czułem wtedy, że nieśmiertelni do mnie przemawiają, odpowiadają na moje prośby, spełniają życzenia… Byłem najlepszym ofiarnikiem, wielu chciało, abym to ja składał zakupione przez nich ofiary…

– I tak doszedłeś do dzieci? Bogowie Egiptu nie żądają już takich ofiar!

– Ale kiedyś je otrzymywali… Chciałem spróbować, trafiła się okazja… Bogowie przemówili wtedy do mnie tak wyraźnie, jak nigdy dotąd. Spełniałem tylko wolę nieśmiertelnych, Którzy Władają Nami Wszystkimi!

– Czy twój stryj o tym wiedział?

– Nie wiem, o Najdoskonalsza. Nigdy mu o tym nie mówiłem, a on nie pytał… Pani, łaski, one są już przy mojej twarzy! Obiecałaś mi łaskę! – Temes rozpaczliwie, aczkolwiek bezskutecznie szarpnął się w łańcuchach.

– Zostałeś skazany na śmierć i nie cofam tego wyroku. Nie obiecywałam ci miłosierdzia.

– Boska Pani! Każ poderżnąć mi gardło! Powiem wszystko, co zechcesz! Pozwoliłaś wierzyć, że jeżeli to zrobię, ulitujesz się!

– Powiedziałeś już to, co miałeś do powiedzenia. Możesz krzyczeć albo milczeć. Twoje słowa nie mają teraz dla Królowej żadnego znaczenia.

– Najłaskawsza z Bogiń, błagam!

– Wydałam już wyrok. Umieraj w ciemnościach i w samotności, zostawimy pochodnie, ale – jak twierdzi mistrz – wkrótce stracisz oczy.

– Ty suko! Ty kurwo! Pomiocie szakala i hieny… Kim ty jesteś, abyś rozkazywała takim jak ja? Abym błagał cię o łaskę? Nie jesteś żadną boginią, tylko córką ladacznicy i parszywego rozbójnika! Bo tacy byli twoi przodkowie. To ja pochodzę z wielkiego rodu, z krwi bogów. To nam należy się Tron Obydwu Krajów! I zasiądziemy na nim, nawet, jeżeli ja zginę! Każesz mi umierać w ciemnościach, sama też tak umrzesz! Też tak umrzesz, przeklinając swój los! A razem z tobą umrą wszyscy, którzy ci służą. Którzy służą dziwce! Już niedługo nieśmiertelni upomną się o swoje prawa. Już niedługo! Wspomnisz moje słowa, wściekła suko!

– Może on jednak coś wie i należałoby go przesłuchać? – spytał Apres.

– Nie, mistrzu. Obiecałam temu zbrodniarzowi śmierć i chcę ujrzeć jego ciało, albo to, co z niego zostanie. Nie mamy czasu, muszę wyruszać z armią. To tylko brednie zrodzone ze strachu i nienawiści. Niech ten, który zabijał najmniejszych, sam ginie za sprawą jeszcze mniejszych!

– Jak rozkażesz, o Pani. – Mistrz nie wyglądał na w pełni przekonanego, ale nie zaprotestował. Nawet na nim, zawsze chłodnym i beznamiętnym, rozgrywająca się w piwnicy scena wywarła jednak wrażenie i zdawał się opuszczać lochy z ulgą. Królowa przeciwnie, nadal zachowywała zimny spokój.

– Chodźmy stąd. Obiecałam mu śmierć w samotności. To znaczy, w towarzystwie małych wojowników, poddanych królowej kopca.

Posłuszni rozkazowi, podążyli za Najjaśniejszą. Nefer, jako najniższy rangą, wychodził ostatni. On także porzucał miejsce kaźni z ulgą. Coś jednak kazało mu po raz ostatni spojrzeć w twarz Temesa. Kapłan rozpaczliwie miotał się w łańcuchach, usiłując strząsnąć przynajmniej owady krążące po jego głowie. Napotkał spojrzenie osobistego niewolnika.

– Ty też zginiesz, nędzny kundlu! W ciemnościach, tak jak twoja dziwka!

Strażnik zamknął drzwi i okrzyki skazańca zaczęły wreszcie cichnąć. Szybko wspięli się po schodach, pozostawiając wartowników na ich szczycie.

– To był bardzo długi i trudny wieczór, mistrzu. Zawiadom Mnie, gdy tylko będzie po wszystkim. Chcę ujrzeć to, co z niego zostanie, a najdalej pojutrze przed świtem muszę opuścić Stolicę.

– Do tej pory mrówki z pewnością dokończą dzieła.

– Doskonale, a zatem życzę spokojnej nocy, mimo wszystko.

Królowa ruszyła w stronę prywatnej części pałacu. Harfan i Nefer eskortowali swoją Panią do pierwszej z komnat Jej apartamentów. Wejścia strzegły wzmocnione straże, jak zawsze, odkąd rozpoczęła się wojna. Tu Najjaśniejsza odprawiła Harfana, Neferowi nakazała natomiast podążyć za sobą.

– Nalej wina, niewolniku. Nalej nam obojgu – poleciła. – Pora już wprawdzie bardzo późna, ale to wino na pewno nam się przyda…

Przez dłuższą chwilę popijali w milczeniu.

– Wielka Pani, czy… – Przerwał, przerażony własną zuchwałością, ale jakaś siła jak zwykle nie pozwoliła mu zamilknąć. – Czy często korzystasz z pomocy wojowników królowej kopca?

– Nie, Neferze. Możesz mi wierzyć albo nie, ale uczyniłam to po raz pierwszy… Nawet morderców Mojego Ojca, Wielkiego Faraona, nie ukarałam w taki sposób… Temes był kimś szczególnym. Przeznaczyliśmy to z mistrzem specjalnie dla niego, chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy… Towarzysz zaczął czynić przygotowania wkrótce po tym, gdy zaczęło się śledztwo. To w dużej części dzięki tobie udało się schwytać tego potwora.

– Akurat teraz wolałbym o tym nie pamiętać, Pani.

– Uważasz Mnie za okrutną? – Spojrzała ponad kielichem. – Wielu mówi tak o Królowej, chociaż nie widzieli tego, co ty dzisiaj.

– Pani, już kiedyś o tym rozmawialiśmy. W Tamadah…

– Wtedy dodałeś mi sił, a teraz? Przypomnij sobie tego chłopca, Aniego. Przypomnij sobie jak wyglądał, gdy trafił do szpitala. A on miał szczęście. Wielu innym takiego szczęścia zabrakło… I było ich z pewnością więcej niż ośmioro.

– Temes powinien zginąć. Nie był godny, by żyć. Ale mogłaś rozkazać, aby po prostu poderżnięto mu gardło, tak, jak o to prosił.

– Możesz być pewien, że jego ofiary też prosiły. Tak jak umiały. Nie wyrywał im języków, chciał słyszeć ich ból. Przemawiali do niego bogowie – dodała ze wstrętem. – Czy ty okazałbyś temu zbrodniarzowi łaskę szybkiej śmierci?

– Nie wiem… Chyba tak…

– Tak mówisz ty, mężczyzna… Może to dlatego bogowie sprawili, że na Tronie Obydwu Krajów zasiada obecnie Izyda, a nie Horus? Ja nie boję się wydawać takich wyroków, gdy są niezbędne. Ale jestem Kobietą, Królową i Boginią.

– Pani, możesz mi wierzyć albo nie, ale za to także Cię podziwiam.

– Już to kiedyś mówiłeś i chyba ci wierzę… Jutro udam się ponownie do lochu, aby obejrzeć ciało. Nie wolno podejmować podobnych decyzji i uciekać przed ich konsekwencjami. Widzisz, dziś w nocy oboje powtarzamy nasze dawne słowa… Ciebie zwalniam z obowiązku towarzyszenia Królowej. Dość już zrobiłeś w tej sprawie.

– Najjaśniejsza, mówisz, że powtarzamy naszą rozmowę… Wtedy uciekłem na pustynię, teraz znajdę siłę. Pójdę z Tobą, jeśli pozwolisz.

– Jesteś pewien?

– Tak. Wówczas nie znalazłem woli i źle to się skończyło.

– Gdybyś został, mógłbyś łatwo zginąć i kto wtedy uratowałby Królową? I tak zresztą omal nie zginąłeś.

– Ocaliło mnie Twoje słowo.

– Pamiętam też, że po wszystkim potrafiłeś ukoić Mój ból. – Dokończyła kielich. – Może teraz uczynisz to samo? Choćbym wypiła cały dzban tego wina i tak nie zdołam zasnąć.

– Mam tylko nadzieję, o Pani, że nie ujawnisz podobnych jak wówczas niespodzianek. – Chciał zażartować, ale rezultat okazał się mierny.

– Nie, Neferze. Teraz spotkają nas o wiele gorsze niespodzianki. A pierwsza z nich już jutro będzie czekała w lochach na naszą wizytę. Dajmy sobie nawzajem potrzebną siłę.

W nadchodzących dniach miał wielokrotnie wspominać słowa Amaktaris oraz podziwiać ich trafność. I rzeczywiście, potrzebował wszystkich sił, aby wytrzymać widok doczesnych szczątków Temesa, gdy ujrzeli je następnego popołudnia. To nie była dobra śmierć, a zachowane reszki ciała, właściwie niemal same kości, z całą pewnością nie gwarantowały przeżycia duszy w Kraju na Zachodzie. Może to i lepiej, bo sąd Ozyrysa musiałby wypaść dla młodego kapłana bardzo niekorzystnie. Zginął w ciemności i trafił w ciemność. Tylko dlaczego tak uporczywie przepowiadał to samo im wszystkim, Królowej i Jej sługom oraz samemu Neferowi? Czy rzeczywiście były to tylko majaki ogarniętego grozą i szaleństwem umysłu? Pewnie tak, osobisty niewolnik nie potrafił jednak uwolnić się od widoku udręczonej, ale i pełnej nienawiści twarzy Temesa, ujrzanego w chwili, gdy ich oczy spotkały się po raz ostatni.

„Trzeba złożyć ofiary Izydzie, aby odczynić zły urok.” – Pomyślał. Zaraz jednak przypomniał sobie, że najlepsza byłaby ofiara z jakiegoś małego zwierzęcia, a także to, jak zaczęły się zbrodnicze upodobania upadłego kapłana… Odrzucił ten pomysł… Z  niewesołymi myślami szykował się do wyruszenia z wojskiem.

.

Przejdź do kolejnej części – Pani Dwóch Krajów LXXI-LXXV

..

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Kara dla mordercy była mocna. W następnej części pewnie odbędzie się pierwsza bitwa.
Zastanawia tajemnicze zachowanie opiekunki Iris.

Wątpię żeby dumnej Amazonce chciało się układać z mężczyzną, do tego nedznikiem spiskującym przeciwko prawowitemu władcy. Zdecydowanie nie każdy mógł zostać królem, zupełnie inaczej niż dziś. Dla tego lewactwo od zawsze walczyło z monarchią.

Neferze, kolejny udany odcinek. Jestem już po pierwszym czytaniu. Wkrótce dołączę do dyskusji.

Neferze,
Poza zachwytami (jak zwykle, po kolejnej części), tym razem dodam, że według mnie królowa jest okrutna. Jednakże jest taka w naszym pojęciu. Przypuszczam, iż w czasach starożytnych podobna kara również zrobiłaby wrażenie, ale daleko mniejsze, niźli obecnie. Swoją drogą, genialnie to wymyśliłeś. Taki prosty sposób, a jaki ekologiczny!
Pozdrawiam, Roksana

Kiedyś czytałem pracę licencjacką w której pisano o roli cierpienia fizycznego i podejścia do tego tematu na przestrzeni wieków. Rzeczywiście, kiedyś tortury były częstsze z braku np. innych metod śledczych, inna struktura prawna umożliwiała torturowanie gdyż wyrok po przyznaniu był w zasadzie automatyczny.

To jak się przyjmuje takie sceny, zależy od poziomu empatii, zaś tą zwycięża się gniewem. Kobiety mają z reguły więcej empatii, wiadomo … poród, macierzyństwo. Trzeba do tego wiele sił a empatia przychodzi jako refleksja. Więc sympatyzuję z tą wypowiedzią. Jednocześnie zgadzając się z Neferem (autorem).

Janie: Tak, to miał być dominujący motyw tej części. Chodziło mi też o to, aby ani Czytelnicy ani Nefer nie zapomnieli tej sceny w lochach. Odegra to jeszcze dużą rolę. Nie mylisz się, bitwa jest nieunikniona. A zachowanie Koriny znajdzie z czasem wyjaśnienie.

Mick: W sumie to też jestem chyba monarchistą, nawet jeden szaleniec czy głupiec na tronie nie zdoła jednak sprawić tyle chaosu niż miliony szaleńców i głupców przy urnach wyborczych, widzących tylko koniec własnego nosa oraz własną sakiewkę. Trudno ich zresztą winić, że to priorytety. Po prostu, ustrój nie powinien tego promować. 🙂 Masz też rację, że Korina musi głęboko gardzić księciem, który jest zresztą ucieleśnieniem wszelkich” antycnót” – męskich i ogólnych także. Zapraszam, oczywiście.

Roksano: Dziękuję za dobre słowo. Tak, ona potrafi być okrutną, w końcu też tak ją nazywają (oczywiście, poza plecami) i powinna na to miano niekiedy zasłużyć. Tu jednak wina była jednoznaczna i odrażająca, a że wypala zgniliznę gorzej niż rozżarzonym żelazem? Cóż, nie musiała krępować się “prawami człowieka i obywatela”. Myślę, że rzeczywiście kara i wtedy zrobiłaby wrażenie. Dodatkowym aspektem jest unicestwienie ciała, co zgodnie z wierzeniami Egipcjan odbiera szansę na życie pozagrobowe. A więc śmierć ostateczna. I, jak już napisałem, Neferowi ta scena powinna z różnych powodów zapaść w pamięć. Chyba łatwo o niej nie zapomni.
Pozdrawiam wszystkich.

Hmmm … raczej nie jestem monarchistą, uważam monarchię za anachronizm. Wiesz, król sprawował świecką władzę w imieniu Boga, koronowany był w katedrze przez biskupa bądź papierza. Z drugiej strony Chrystus uczynił nas równymi przed Bogiem. Oczywisty dysonans. Poza tym król nie mógł wszystkiego bo był kontrolowany a już na pewno dobrze sprawdzany. Z drugiej strony kiedy możni rośli we władzę, jakość monarchii zazwyczaj spadała.

Co do akcji. Nie miałem na myśli tylko księcia ale również kapłanów. Amaktaris uśmierciła bratanka. Na pewno nie przejdzie to bez echa. Po słowach tego zboczeńca oddał bym jednak sprawę Apresowi. Bo dzieciobójca otwarcie wyznał że spisek ma miejsce. Tutaj najbardziej potrzebne było śledztwo, żeby oddać mrówkom lub wziąć na powróz resztę tej chołoty ze świątyni. Oni mogą wbić nóż w plecy.

Ewakuujesz wszystkich ze stolicy Neferze, Czyżbyś miał się w przyszłości o nią bić ?

Wydaje mi się, że choć amazonka poczyna sobie w najlepsze, kieruje się jednak pewnymi zasadami. Czasem ci brudni barbarzyńcy bywali honorowi.

Poprzez monarchię rozumiem system władzy jednoosobowej, ze zdecydowanym ośrodkiem. Tytuł, otoczka religijna i ceremoniał to sprawy drugorzędne, wykorzystywane zwykle dla wzmocnienia tejże władzy. W mojej opowieści, jak widać, wszystkie te elementy występują w jaskrawej formie, chociaż o Chrystusie nikt jeszcze nie słyszał i długo nie usłyszy. Nie należy więc utożsamiać monarchii z religią, chrześcijaństwem, czy nawet konkretnie katolicyzmem. To dużo szersze pojęcie, czasowe i kulturowe. Wiem, że pewnie celowo trochę uprościłeś sprawę i chyba rozumiem, o co Ci chodziło. Ale nawet ta równość obiecywana przez Chrystusa (bo Jahwe niczego takiego nie obiecywał) miała i nadal ma dotyczyć życia pośmiertnego, w żadnym razie ziemskiego. Ludzie są różni (oraz nierówni sobie – stado zawsze ma hierarchię, to naturalny stan rzeczy) i tak już zostanie. Oczywiscie, taka władza jednoosobowa łatwo przeradza się w krwawą dyktaturę (przykładów aż nadto) ale dotyczyło to zwykle nuworyszy przy sterze. Dlatego lepiej sprawdza się monarchia ugruntowana, z dziada pradziada, wtedy obecny władca czuje się w jakiś sposób zobowiązany wobec własnych przodków oraz następców, którym legalnie władzę przekaże.
Odnośnie poruszanej wyżej kwestii okrucieństwa, wobec rodzaju zbrodni gniew Królowej był bardzo silny i przezwyciężył empatię. A raczej odczuwała empatię wobec ofiar i uważała to wszystko za swój obowiązek, skoro tylko Ona sama mogła coś w tej sprawie zrobić. Chciała ujrzeć śmierć mordercy i nie miała czasu oczekiwać na wyniki ewentualnego śledztwa w innej sprawie. Może ten wewnętrzny nakaz naruszył nieco zasady chłodnego rozsądku? Jeżeli jednak przegra nadchodzącą wojnę, zbrodniarz mógłby ujść cało. Do tego w żadnym wypadku nie mogła dopuścić. A mistrz nie zdobył się na bardziej zdecydowane postawienie sprawy. To z kolei pewna jego słabość. Dokładnie wykonuje rozkazy, nie sprzeciwi się jednak woli Królowej. Natomiast Nefer wyciągnie z tego wszystkiego różne istotne wnioski.
Co do spekulacji, jak potoczy się wojna… To wiedzą tylko bogowie.
Pozdrawiam

Moją intencją nie było definiowanie monarchii a jedynie wyrażenie pewnych wątpliwości które przeszkadzają mi w uznaniu jej. Poza tym skupiłem się na Europie bo nie interesują mnie zbytnio pogańskie czasy, przecież gdyby chcieć się cofnąć w tamte czasy to tak by to właśnie wyglądało. Także dziękuję Ci Neferze za ten mini wykład ale nie był potrzebny.

Mick, Nefer:

skupiacie się obydwaj na ustrojach, a przecież sam ustrój wcale nie decyduje, gdzie tak naprawdę leży władza. W demokracjach ludowych (zwłaszcza tych orientalnych) jedynowładztwo było silniejsze niż w jakiejkolwiek deklaratywnej monarchii w historii. Ale przecież nawet w Korei Północnej czy Chinach w czasach rewolucji kulturalnej nie było tak, że rządził jeden człowiek. Zawsze istniały kręgi, grupy trzymające władzę, wyobcowane elity rządowe, skorumpowana biurokracja. I te grupy wypaczały wolę jednostki, czasem ją wyostrzając, a czasem stępiając. Państwo to zbyt wielki organizm, by mogła nim zarządzać nawet najbardziej wybitna osobowość.

Podobnie jest w demokracji – wola ludu przepuszczona przez sito organów przedstawicielskich, a następnie przez kolejne – ministerialnych struktur, administracji terenowej, wreszcie moderowana przez sądownictwo oraz nacisk instytucji międzynarodowych, a także mniej lub bardziej formalnych grup interesu – zostaje w znacznym stopniu zmodyfikowana. Albo wywrócona na drugą stronę 🙂

Monarchia, demokracja, to tylko słowa. Żeby zobaczyć, kto naprawdę sprawuje władzę, trzeba złapać za lupę i zacząć przyglądać się sieci powiązań, ścieżek, którymi krążą procesy decyzyjne. Wtedy okaże się, że monarchie wcale nie są takie jedynowładcze, a w demokracji niekoniecznie wielu ma coś do powiedzenia. O stopniu degeneracji ustroju podobnie, nie decyduje jego nazwa, czy nawet sposób wyłaniania formalnych liderów – tylko to, jak rządy sprawują ci nieformalni.

A tak w ogóle, świetny odcinek przygód naszego kapłana-wojownika 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Nie wydaje mi się żebym się na czymś specjalnie skupiał. Podszedłem do sprawy ideowo i chciałem temat poruszyć jedynie pobieżnie.

A właśnie. Megasie, czy wiadomo coś o Twoich planach autorskich ?

M.A. Dodam tylko, że właśnie nie chodzi mi o nazwę. Wspomniane przez ciebie orientalne demokracje ludowe to właśnie przykład monarchii pod innym mianem. Choćby Korea Północna, mamy tam wszystko: dynastia z ojca na syna od kilku pokoleń, krwawe intrygi w łonie najbliższej rodziny, erotyczne i inne ekscesy następcy tronu, otoczony dworem przywódca kreowany na ojca narodu. Czym to się różni od Tudorów czy Ludwika XIV?. Tylko “szef” nazywa siebie sekretarzem, a nie Synem Nieba, królem czy cesarzem i religia nieco inna niż tradycyjna (ale z podobnymi środkami oddziaływania). A demokracja, jeśli chce rządzić efektywnie, musi znaleźć takich przywódców, którzy potrafią lud “oszukać” (podczas wyborów) i poprowadzić w jakimś sensownym kierunku. Realizacja dosłownych zamysłów tegoż ludu musi prowadzić do katastrofy, bo lud myśli żołądkiem albo emocjami i nic tego nie zmieni. Sam to pokazujesz w “Demetriuszu”. W historii Aten chociażby można znaleźć liczne przykłady samobójczych wręcz decyzji ludu. I trudno się dziwić, zabrakło wtedy prawdziwych przywódców. Dlatego sympatyzuję trochę z Dionizjuszem, pomimo ogólnej antypatyczności tej postaci. Obecnie też widzimy brak takich przywódców we wszystkich właściwie państwach demokratycznych. Ostatni rządzili w latach osiemdziesiątych i wygrali zimną wojnę, od tej pory same miernoty, coraz niższego lotu. Nie radzą sobie, schlebiają tłumowi ale boją się odważnych decyzji, w sumie szykują drogę do dyktatury, czyli monarchii w najgorszym, niestety, wydaniu. Ale może się mylę i obym się mylił.

Dzięki za opinię, muszę tylko przypomnieć, że Nefer nie jest wojownikiem i marnie sobie radzi z mieczem czy oszczepem. -:)

Mick:

Jeśli chodzi o plany autorskie, to kolejny rozdział Perskiej Odysei przesłany już do Ateny. Powinien się ukazać na łamach NE na początku grudnia.

Nefer:

A więc sam przyznajesz, że to nie nazwa ustroju kształtuje jego formę 🙂 Możesz mieć demokrację ludową będącą w istocie reżimem wodzowskim, jak i monarchię, w której tak naprawdę rządzą możnowładcy, ewentualnie średnia szlachta czy nawet przedstawiciele mieszczaństwa. W istocie nazwa niewiele mówi o tym, gdzie leży realna władza. Prawdziwy jej system jest zwykle ukryty – nawet w sytuacjach, jak by się wydawało ewidentnych. W przywołanej choćby Korei Północnej dziedziczna władza Kimów nie mogłaby funkcjonować gdyby nie wspierająca ich partia, będąca oczyma, uszami oraz pięścią rządu. Pytanie jednak – czy Kim, który widzi i słyszy tylko to, co mu wskazują i mówią, w istocie sprawuje władzę dyktatorską, czy może jest zależny od swojego zaplecza? Podobnie było z faraonami egipskimi, co pokazał już Bolesław Prus. Mit o mądrym władcy który samotnie kieruje nawą państwową jest – w istocie mitem. Władza jest zwykle rozproszona i podzielona. To warunek jej skuteczności w zarządzaniu olbrzymimi społecznościami ludzkimi.

Demokracja czy monarchia to nie tyle ustrój władzy, co teoretyczny model wyłaniania władców. Teoretyczny, bo zawsze istotna jest jeszcze praktyka, często skrajnie odmienna od teorii 🙂

A Nefer może nie macha dobrze oszczepem, ale ma już wojownika w sercu 🙂

Pozdrawiam
M.A.

Co racja to racja, mit o “dobrym carze” jest tylko mitem. Ciągle jednak żywym i użytecznym dla władzy. Nadal jednak uważam, że jednostki wybitne odgrywają dużą rolę w dziejach i potrafią te dzieje kształtować, a przynajmniej wywierają na nie wpływ. I nieważne, czy nazywa się je królem, pierwszym minstrem albo sługą sług bożych. Wywierają wpływ bo mają jakąś wizję i potrafią wykorzystać dążenia szerszych grup, których interesy realizują ale zarazem i kanalizują.
Co do Nefera, to takie serce bardzo mu się przyda, będzie bowiem musiał stanąć do walki dużo trudniejszej niż pojedynek na oszczepy. Ale to z czasem.

Przepraszam, Neferze, że dopiero teraz komentuję, ale miałam małą blokadę czytelniczą.

Dla jednych tortury (bardzo pomysłowe), innym darowane życie.
Królowa niezmiennie nieprzewidywalna. Z jej wolą trzeba się godzić i uginać kark. Od wyroków Świetlistej nie ma odwołania, chociaż niektóre budzą grozę.

Miło Cię widzieć, Podróżniczko. Obawiałem się już trochę o Twoje zdrowie, nigdzie bowiem (pod żadnym opowiadaniem) nie można było dostrzec śladów Twoich stóp.
Wyrok surowy, nie przeczę, ale zasłużony bo zbrodnie były ohydne. A nadto Nefer powinien bardzo dobrze zapamiętać tę scenę, to okaże się ważne. Myślę, że łatwo nie zapomni…

Napisz komentarz