Zaufaj mi II (Roksana)  3.26/5 (9)

62 min. czytania
img_8168

zbiory własne Autorki

Rozdział 6 (Piątek)

Po nocy spędzonej na przeglądaniu wszystkich dostępnych informacji na temat Fabia, Katarzyna obudziła się z lekkim szumem w głowie. Wiedziała, że jest gościem jednego z największych pośredników w handlu nieruchomościami we Włoszech. Facet był ciężko bogaty, bo odziedziczył fortunę, ale też pomnożył to, co dostał. Miał czterdzieści lat, choć musiała przyznać, że nie wygląda na tyle.

Skończył zarządzanie na Oxfordzie, co tłumaczyło jego świetny angielski. Ożenił się zaraz po studiach, ale żona zginęła w wypadku niespełna trzy lata po ślubie. Matki Vanessy nie poślubił i chyba nigdy nie miał nawet takiego zamiaru, o ile można było wierzyć plotkarskim portalom. Łączono go za to z wieloma kobietami. Zbyt wieloma i zbyt młodymi, jak na jej gust. Katarzyna wiedziała dość, żeby wyrobić sobie zdanie o Fabrizio. Nadal jej się podobał, ale nie miała złudzeń. Ten facet nie mógł być nią zainteresowany.

Rankiem zeszła do jadalni. Gdy tylko usiadła, pojawił się kelner. Poprosiła o włoskie śniadanie z croissantem i cappuccino. Kiedy kończyła, podszedł Stefano.

– Pan De Luca prosił, żeby zjadła z nim pani lunch. – Zmierzył Katarzynę tym samym badawczym spojrzeniem, co Fabio poprzedniego dnia. Miała już tego dość, czy była aż tak dziwna dla tych ludzi?

– Czy mam wrócić tutaj, czy zjemy na mieście? – zapytała z kwaśną miną.

– Niech Marco zawiezie panią na Via Donati. Będzie wiedział gdzie. – Stefano wydawał się ubawiony jej irytacją. Udała, że tego nie widzi.

Marco czekał już przy samochodzie. Pamiętając o lunchu ubrała się w jedną z dwóch spódnic, jakie zabrała, dżinsową do połowy uda. Do tego obcisła bluzeczka na cienkich ramiączkach. Była ciekawa, czy zrobi na nim wrażenie. Rychło przyłapała chłopaka na tym, że zerka na jej odsłonięte nogi.

– Muszę cię przeprosić – zaczął, kiedy ruszyli. – Wczoraj zachowałem się nieodpowiednio. Nie powinienem tego robić. – Głośno przełknął ślinę. – Mam nadzieję, że się nie gniewasz. – Rzucił Katarzynie szybkie spojrzenie i wbił wzrok w drogę.

Aż zaniemówiła. Tego się nie spodziewała. Odwróciła głowę w jego stronę, ale chłopak uparcie patrzył przed siebie.

– Daj spokój. Nic się nie stało. Poza tym, to mi pochlebia. – Położyła mu rękę na kolanie – Jestem z dziesięć lat starsza od ciebie. – Samochód szarpnął gwałtownie. Marco musiał nacisnąć pedał gazu. Nie wiedziała, czy dlatego, że go dotknęła, czy dlatego, że usłyszał, ile ma lat. Przyjęła, że to drugie. – Naprawdę, nie obraziłam się – dodała ze śmiechem. – Mógłbyś być moim młodszym bratem – zażartowała.

– Mógłbym być też kimś innym – powiedział tak cicho, że ledwie go usłyszała. Więc jednak błędnie założyła, że to jej wiek zszokował chłopaka. Cofnęła szybko rękę, widząc, że on lekko się rumieni. Nie miała odwagi zerknąć niżej. Postanowiła na razie do tego nie wracać. Wakacyjny romans tymczasem nie mieścił jej się w głowie, zwłaszcza że czułaby się z tym młokosem jak deprawatorka.

Muzeum Egipskie podobało jej się jeszcze bardziej, niż to z samochodami. Znowu mogła wchodzić nawet do zastrzeżonych sal. Kiedy okazało się, że pozwolą jej obejrzeć część laboratorium, w której eksponaty poddaje się renowacji, zapytała wprost, co jest powodem takiego specjalnego traktowania.

– Pan De Luca sponsoruje nasze muzeum. – Otrzymała odpowiedź, która potwierdziła jej podejrzenia.

– Marco… – Przypomniała sobie o zaproszeniu. – Czy możesz mnie zawieźć na Via Donati na lunch?

– Jesz z panem De Luca – stwierdził. – Oczywiście, że cię zawiozę. Tylko, jak będziemy w restauracji, nie mogę mówić do ciebie po imieniu – dodał po chwili wahania.

– Dlaczego? – Uniosła brwi. – Myślałam, że już to sobie wyjaśniliśmy.

Wbił wzrok w podłogę. Przewróciła oczami i wtedy to zobaczyła. Gdy się ruszyła, oko kamery podążyło za nią. Poczuła, że robi jej się gorąco. Stefano widział. Czy tylko on? – „Głupia sprawa.” – Pomyślała, ale w końcu to nie ona rzuciła się na Marco, tylko on na nią. No, nie rzucił się, tylko podrywał. Podrywanie jest w porządku. Poza tym, do niczego przecież nie doszło.

– Dobra, możemy jechać – stwierdziła wreszcie. – Obejrzałam wszystko, co mnie interesowało. Jestem głodna.

Po drodze próbowała delikatnie wybadać Marco, ale milczał, jak zaklęty.

                                                                                  ***

Fabrizio De Luca miał swój ulubiony stolik w głębi restauracji na Via Donati. Siedział teraz przy nim, obserwując salę, ale samemu będąc prawie niewidocznym. Spojrzał na zegarek. Dochodziła druga, a ich nadal nie było. Skrzywił się lekko. Marco nie stanowił przecież żadnej konkurencji, cóż go więc napadło? Drzwi skrzypnęły i zobaczył Caterinę. Weszła trochę niepewnie z pełnego słońca do pomieszczenia, które musiało jej się wydać mroczne. Przy Marco wyglądała na drobną. Odchyliła głowę odrzucając włosy. Przebiegł wzrokiem po jej sylwetce od szczupłych ramion do długich nóg, odsłoniętych do połowy uda. Była naprawdę ładna. Mężczyźni się za nią oglądali, choć ona zdawała się tego nie widzieć. Może właśnie ten brak pewności siebie uważał za tak pociągający? Wstał i wtedy go zauważyła. Uśmiechnęła się delikatnie, jakby nieśmiało. Wyszedł zza stołu, gdy się zbliżyła.

– Dzień dobry, Fabio – powiedziała to tym miękkim głosem, który zaczynał lubić.

– Dzień dobry, Caterina. – Nachylił się i pocałował ją w policzek. Poczuł zapach jej włosów i natychmiast zapragnął powtórzyć to doznanie. Spojrzała zaskoczona jego zachowaniem.

– Marco. – Odwrócił się na chwilę. – Wróć za półtorej godziny. Jesteś wolny.

            Nie oglądając się więcej na ochroniarza, który odszedł bez słowa, odsunął krzesło. Kiedy siadała, nachylił się i poczuł ciepło, jakie od niej biło oraz ten szczególny, owocowo-kwiatowy zapach.

– Jak muzeum? – spytał lekko ochrypłym głosem.

– Wspaniałe. – „Między innymi dzięki twoim pieniądzom.”- Pomyślała. – Jestem pod wrażeniem.

– Cieszę się. Pozwoliłem sobie zamówić coś na start. Widzę, że właśnie nadchodzi. – Spojrzał gdzieś w bok.

Kelner postawił na środku stołu talerz pełen oliwek, suszonych pomidorów, grillowanych warzyw i drobnych mozzarelli.

– Mamy to wszystko zjeść? Nie tknę niczego więcej… – stwierdziła.

– Chyba jednak coś wybierzemy – powiedział Fabio, do wypłoszonego słowami Cateriny kelnera. – Co polecasz?

– Dla pani może sałatka z grillowanymi prawdziwkami i kurczakiem, dla pana polędwiczki i polenta? Mamy też wyśmienite risotto z truflami na białym winie.

– W takim razie ja poproszę risotto. Właściwie to jestem głodna – przyznała nie podnosząc wzroku.

– Dla mnie ta polędwica. Wino zostaje. – Podał kelnerowi kartę, ujął kieliszek i uniósł go w górę. – Popatrz na ten kolor.

Musiała się pochylić, żeby spojrzeć pod światło. Poczuła zapach wody kolońskiej i bezwiednie wciągnęła go do płuc. Żeby pokryć zmieszanie, ujęła własny kieliszek i upiła mały łyk.

Fabrizio śledził jak Caterina przełyka wino. Gdyby położył dłoń na jej szyi, mógłby wyczuć pod palcami jak płyn spływa do gardła i dalej w dół. Na dolnej wardze wciąż miała odrobinę wina i musiał bardzo się starać żeby nie spróbować, jak smakuje zlizywany z jej ust. Pochwyciła jego głodne spojrzenie i natychmiast spuściła wzrok. Przygryzła lekko wargę.

„Zachowuję się, jak nastolatka.” – Zbeształa się w myślach. Fabio podobał jej się znacznie bardziej niż Marco. – „Gdybyśmy nie żyli w dobie Internetu.”- Pomyślała. – „Mogłabym zapytać, skąd tak świetnie zna angielski, a on powiedziałby, że studiował w Anglii. Och, naprawdę, a gdzie, spytałabym. W Oxfordzie, a pani? Ja w Warszawie, wie pan gdzie to jest?, a on…”

– O czym myślisz, piękna Caterino? – spytał aksamitnym głosem i sam się zdziwił, że to powiedział. – „Co ja wyprawiam?” – Przemknęło mu przez głowę.

– Zastanawiam się, jak mogłaby wyglądać nasza rozmowa, gdyby nie Google – odparła i lekko się zmieszała. Właśnie się przyznała, że sprawdziła go w sieci. – Ty pewnie myślisz podobnie – dodała, usprawiedliwiając się. Na pewno też zajrzał, przynajmniej na Facebooka.

– Cóż, chyba nie myślałaś, że oddam jedyne dziecko pod opiekę komuś, o kim nic nie wiem. – Kącik ust drgnął mu lekko.

– Zauważ, że nie miałeś wielkiego wyboru, tam, w restauracji. Musiałeś mi zaufać – powiedziała cicho.

Zaufał jej. Spojrzała mu w oczy i wtedy jej zaufał. – „Co się ze mną dzieje.” – Pomyślał. – „Mam czterdzieści lat, a zachowuję się, jak gówniarz. Ona pojutrze wyjeżdża!” – Nabił z pasją oliwkę i wsunął do ust. Caterina poszła w jego ślady. Przez kilka minut sprawdzała, co jej smakuje, a co nie.

– Nie wszystko jest w Internecie – powiedział wreszcie Fabio. – Widzę, że lubisz oliwki i mozzarellę, a nie tknęłaś pomidorów. Tego o tobie nie napisali.

– Sama tego nie wiedziałam. – Zamyśliła się na chwilę. – Wielu rzeczy o sobie nie wiedziałam – dodała ostrożnie. – – „Daj mu znać, że jesteś zainteresowana.”- Myślała gorączkowo. Nie, to beznadziejne! Już po chwili wątpiła w siebie.

Dostali główne dania i znów na chwilę zamilkli. Katarzyna nie mogła skupić się na jedzeniu. – „Co się ze mną dzieje.” – Mówiła sobie w duchu. – „Nie miałam ochoty na żadnego faceta od śmierci Roberta. Nie mogłam nawet pomyśleć, że ktoś by mnie dotknął tam, gdzie on mnie dotykał, a teraz ślinię się na widok czterdziestoletniego Włocha, który jest dla mnie tak samo nierealny jak książę Monako. Nie chodzi nawet o to, że facet ma miliony, ale on ma pewnie kolejkę oczekujących, które wyglądają jeszcze lepiej niż Valeria.”

– Wiesz, że trufle są afrodyzjakiem? – spytał nagle, wyrywając ją z zamyślenia.

– Nie wiedziałam. To znaczy wiedziałam, ale zapomniałam – powiedziała, czerwieniąc się. W jego obecności trudno jej było panować nad sobą. Zaczynała żałować, że zgodziła się na ten wyjazd. – „Robię z siebie idiotkę.” – Pomyślała.

Świetnie się bawił, obserwując jej zmieszanie. Wreszcie się zlitował. – Jaki kolor najbardziej lubisz? – spytał.

– Chyba niebieski – odparła już swobodniej. – Ale lubię też czerwień.

– Wiesz, że wymieniłaś dwa kolory z przeciwnych biegunów? Jesteś pełna sprzeczności. Nie wiem, jakim sposobem, ale godzisz to wszystko ze sobą i to jest najbardziej niesamowita mieszanka, jaką widziałem. – Głos Fabia stał się jakby niższy.

– Naprawdę tak sądzisz? – spytała miękko.

– Jestem tego absolutnie pewien. – „Jeśli znów tak się odezwie.” – Pomyślał. – „Będę musiał ją pocałować.”

– Czy życzą sobie państwo deser albo kawę? – Słowa kelnera sprawiły, że aż podskoczyli.

– Masz ochotę na deser? – spytał Fabio, siląc się na spokój.

– Nie, ale poproszę espresso – szepnęła.

– Dwa espresso – rzucił lodowatym tonem do kelnera, przebijając go wzrokiem.

„Nastrój diabli wzięli.”- Pomyślała niechętnie. Zapanowało kłopotliwe milczenie i postanowiła, że pójdzie do toalety. Nie musiała, ale to siedzenie naprzeciw siebie było okropne. Wstała i nagle zaczepiła o coś nogą, zachwiała się. Fabio złapał ją w ramiona. Zanurzył twarz we włosy Katarzyny, wdychał ich zapach, upajał się jej bliskością, sprężystością a jednocześnie miękkością ciała. Nie odsuwała się od niego, pozwalała mu tak się trzymać. Musnął ustami szyję. Odetchnęła głębiej i przywarła do Fabio. – „Pocałuj mnie, pocałuj mnie.” – Błagała w myślach. Zadrżał. – „Co ja, kurwa, wyprawiam?” – Opanował się i powoli odsunął. Schylił się, po serwetkę, która upadła na podłogę. Wypchnął całe powietrze z płuc. Kiedy się wyprostował, był już spokojny, jak zawsze.

Katarzyna bez słowa poszła do toalety. Zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Jezu, co to było? Dotknęła szyi tam gdzie wydawało jej się, że… Nie, odsunął się od niej. Oparła się rękami o umywalkę i spojrzała w lustro. Miała lśniące oczy z szerokimi źrenicami i rumieńce pożądania na twarzy. – „Tylko nie to.” – Jęknęła w duchu. Musiało paść akurat na niego? Co teraz? Stała tam i czekała, a on nic nie zrobił. Puściła zimną wodę i zamoczyła dłonie. Gdy były już lodowate, strzepnęła je i ułożyła na karku pod włosami. Powtórzyła to jeszcze dwa razy. W końcu zakręciła kran. Nie mogła tkwić tu do końca świata, ale jak miała spojrzeć mu w twarz? Wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Najchętniej po prostu by zniknęła. Fabio siedział przy stole, a obok stał Marco. Korzystając z okazji, podeszła i szybko wypiła kawę, nie podnosząc wzroku. Była mocna, gorzka i po prostu wstrętna.

– Dziękuję za lunch – wydusiła z siebie.

– To ja dziękuję. – Fabio wstał. – Marco cię odwiezie.

– Chciałabym odwiedzić Vanessę. – Głos Katarzyny lekko drżał, ale się opanowała.

– Świetnie – odparł obojętnym tonem.

Wyszła pospiesznie, nie oglądając się za siebie. Marco podążał za nią nachmurzony. Nie odzywali się do siebie. Kiedy zadzwonił telefon, prawie się ucieszyła. Spojrzała na wyświetlacz: Karola. Odrzuciła rozmowę, ale po chwili zmieniała zdanie. Wybrała numer.

– Karola, coś się stało?

– Nic szczególnego, ale chciałam wiedzieć, jak sobie radzisz.

– Z Vanessą świetnie, ze sobą gorzej. Jestem kompletnie skołowana.

– Mów!

            Korzystając z tego, że Marco nie rozumiał polskiego, streściła szybko ostatnie dwadzieścia cztery godziny.

– Typowe. – Usłyszała prychnięcie Karoliny – Pies ogrodnika! Sam nie zje i komuś nie da. On sobie z tobą pogrywa, ale wygląda na to, że jest zainteresowany. Jestem pewna, że to on zabronił podrywać cię temu ochroniarzowi.

– Nie sądzę.

– Jest tam z tobą ten chłopak? Wyduś to z niego, a jak się potwierdzi, to zagraj z tamtym gościem jego bronią.

– Oszalałaś?!

– A co masz do stracenia? Jutro wyjeżdżasz. Poza tym to ma być tylko gra. Rzeczy nie muszą wyglądać na takie, jakie są.

Katarzyna zastanowiła się przez chwilę. Już to gdzieś słyszała. No tak, przed wyjazdem zadzwonił do niej policjant i poprosił o jeszcze jedną rozmowę na temat męża i jego zwyczajów. Szczególnie dopytywał się o siłownię, ale to zrozumiałe, przecież właśnie w jej pobliżu Robert zginął. I na koniec wypowiedział to zdanie. Użył dokładnie tych samych słów.

– Karola, po co zadzwoniłaś? – spytała.

– Wiesz, to nic pilnego, ale telefonował do mnie facet z policji, który z tobą rozmawiał. Nie może dodzwonić się do ciebie, z wiadomych względów. Przypomniał sobie, że jestem twoim prawnikiem i skontaktował się ze mną.

– Jezu, czego on jeszcze chce? Przecież ja już prawie nic nie pamiętam – jęknęła.

– Nic pilnego. – Bagatelizowała sprawę Karolina – Prosił o rozmowę, gdy wrócisz z wakacji. Mają jakiś telefon i chcą sprawdzić, czy to twój.

– Boże, Karola, czy coś wiadomo? Wiedzą, kto to zrobił!? – Nagle wszystko wróciło: niepokój, złość i żal…

– Uspokój się. Mają tylko telefon i nawet nie wiedzą, czy jest twój. Nie ma żadnego podejrzanego. Pytałam o to, a wiesz, że potrafię być upierdliwa, kiedy mi zależy.

– Wiem, jasne, że wiem. Karola, ja po prostu myślałam… – Głos jej się załamał.

– Ja też tak pomyślałam, kiedy zadzwonił ten gliniarz, ale naprawdę nic nie mają. Jeśli chcesz, to dam mu twój numer i powiem, żeby wysłał zdjęcie tego telefonu, OK?

– OK. – Powoli docierało do niej, że niepotrzebnie robiła sobie nadzieję.

– Kaśka, jesteś tam?

– Mhm.

– Postaraj się o tym na razie nie myśleć, dobra? Daj temu dupkowi wycisk. Pamiętaj, nie masz nic do stracenia.

                                                                       ***

Zamierzała tylko zajrzeć do Vanessy, ale wizyta przeciągnęła się do godziny. U podstawy szyi dziewczynka miała już tylko niewielki opatrunek. Przed wyjściem zaczepił Katarzynę lekarz, który operował Małą. Kiedy się dowiedział się, że koleżanka po fachu zatrzymała się w domu De Luca, obiecał rozważyć wypisanie pacjentki jeszcze tego wieczoru.

– Marco, zawieź mnie do jubilera – poprosiła po wyjściu ze szpitala. – Muszę kupić jakiś drobiazg dla Vanessy.

– Idź za róg – polecił, zatrzymując się na chodniku. – Tu nie wolno parkować, więc poczekam.

Kiedy wracała, zobaczyła policjanta w stroju motocyklisty, wyciągającego bloczek mandatowy i Marco, stojącego przed nim. Westchnęła ciężko.

– Wsiadaj – warknęła do „swojego” ochroniarza i odwróciła się do policjanta z czarującym uśmiechem.

Chłopak patrzył zdumiony, jak Caterina rozmawiała z policjantem. Odgarniała włosy i przechylała zalotnie głowę. Dotykała jego munduru, a potem… O kurwa! Podeszła do zaparkowanego motoru i usiadła okrakiem, obejmując nogami siedzisko. Krótka spódniczka opięła się mocno i odsłoniła całe uda. Marko zacisnął palce na kierownicy, gdy policjant przytrzymał motocykl, niby przypadkiem ocierając się przy tym o Katarzynę. Nagle stała się taka pewna siebie, taka kobieca! Już miał wysiąść i powiedzieć, że chce dostać ten pieprzony mandat, gdy ona zsunęła się zgrabnie z motoru i odwróciła w stronę chłopaka. Mrugnęła porozumiewawczo. Powiedziała jeszcze coś do policjanta, który uśmiechnął się szeroko.

– Dzięki – burknął Marco, kiedy wsiadła do samochodu. Zauważył, że policjant pogładził siedzenie, na którym przed chwilą siedziała Caterina.

– No, to wisisz mi przysługę albo pięćdziesiąt euro – powiedziała.

– Przysługę? – Rzucił jej podejrzliwe spojrzenie. Nie miał zamiaru pozbywać się kasy.

– Ktoś cię wczoraj objechał, prawda? – spytała. Nie odpowiedział, ale zacisnął szczęki, co upewniło Katarzynę, że trafiła. Postanowiła zmienić strategię. Położyła Marko dłoń na bicepsie i zaczęła kciukiem przesuwać po materiale koszuli.

– Proszę cię. To dla mnie ważne – poprosiła miękkim, słodkim głosem. – Co powiedział?

– Że mam trzymać ręce z daleka od ciebie – przyznał niechętnie.

– Że co? – Zatkało ją. Zaraz, takie sformułowanie oznacza tyle, co zostaw ją w spokoju. Przewróciła oczami – Stefano tak powiedział? – Spojrzał zaskoczony na dziewczynę i natychmiast się odwrócił, ale ten ułamek sekundy wystarczył. Poczuła, że krew napływa jej do twarzy. Już wiedziała, kto wydał polecenie.

– Co dokładnie powiedział? – wysyczała przez zaciśnięte zęby.

– Że nie wolno mi ciebie dotykać! – wyrzucił z siebie, nie pozostawiając żadnych wątpliwości.

Katarzynę zalała fala gniewu. W co Fabrizio sobie pogrywa? Bawi się nią, igra z jej emocjami, wiedząc, że ma przewagę! Taaak? Zobaczymy! Poczuła łzy pod powiekami i zamrugała szybko. Wjeżdżali właśnie przez bramę i Marco akurat wtedy spojrzał na twarz dziewczyny. Wytrzeszczył oczy i już otworzył usta, ale nie miał pojęcia, co powiedzieć. Gdy zatrzymali się przed domem, wypadła z samochodu jak z procy i ruszyła do wejścia prawie biegnąc. Pójdzie do niego i powie mu… powie mu… Co właściwie? Zatrzymała się w holu. To ja ratuję twoje dziecko, a ty mnie tak traktujesz? Odwróciła się, słysząc kroki. Marco wszedł za nią do domu.

– Idę na basen! – prawie krzyknęła. – Do zobaczenia za dziesięć minut – rzuciła ciszej w kierunku ochroniarza.

Chciał coś powiedzieć, zaprotestować, ale ona już biegła po schodach. – „Chcesz się bawić, draniu, to się zabawimy.” – Pomyślała, wpadając do swojego pokoju. Gdzie ten cholerny kostium? Już na schodach kończyła wiązać pasek od szlafroka.

                                                                       ***

            – Chyba też popływam. Strasznie dziś gorąco – Fabrizio zostawił Stefano przy biurku i podszedł do drzwi łazienki obok gabinetu. Gdzieś tu powinny być spodenki. Jeśli nie, to ze dwie pary leżały zwykle w przebieralni obok basenu. Za oknem ujrzał nadjeżdżającego SUV-a. To nie miało sensu, ale i tak nie mógł się powstrzymać. Kiedy zawołała, że idzie na basen, podziałało to na niego, jak katalizator. Przebierając się zerknął w lustro i napiął mięśnie. Dobrze się prezentował, ale… – „Przydałoby się trochę opalenizny.” – Pomyślał.

– Jeśli chcesz pływać, to lepiej się pospiesz. – W głosie Stefano dało się słyszeć rozbawienie. – Dobra jest – dodał z uznaniem, gdy Fabrizio podszedł do przyjaciela i spojrzał na ekran pokazujący obraz z kamer przy basenie.

                                                                       ***

            – Podejdź tu – rzuciła Katarzyna, zbliżając się do Marco. Zanim przyszedł, zdążyła przepłynąć dwie długości i teraz oddychała ciężko. Złość nie tylko jej nie minęła, ale wręcz narastała, na samo wspomnienie dzisiejszego lunchu. Stanęła obok chłopaka niebezpiecznie blisko, tak, że cofnął się pół kroku.

– Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – powiedział niepewnie.

– Nie dotkniesz mnie. – Uśmiechnęła się kpiąco, patrząc wprost w oko kamery – Załóż ręce za głowę, na kark. Bardzo dobrze – pochwaliła, gdy wykonał polecenie. Miała teraz okazję ocenić, jak pięknie jest zbudowany. Obeszła go wokoło, oceniając sylwetkę. Podążał za nią wzrokiem, a ona widząc to, oblizała usta koniuszkiem języka i znacząco zawiesiła wzrok na spodenkach. Marco jęknął, poczuł, że za chwilę będzie miał erekcję. Wykonała drugie okrążenie, wodząc palcem po jego nagim torsie. Nie spieszyła się. Stanęła naprzeciw chłopaka i zajrzała mu w oczy.

– Caterina, błagam – jęknął.

– Wybacz mi – powiedziała i dotknęła tatuażu, a potem powoli zaczęła przesuwać palec w dół – Jesteś naprawdę przystojny, Marco, ale nic z tego nie będzie. Zrozum to i nie miej do mnie żalu. Chcę tylko kogoś zdenerwować, nic więcej.

Spojrzał na nią z wyrzutem. Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie i ukazał się w nich Fabrizio De Luca we własnej osobie. Podszedł do Katarzyny i nawet nie spojrzawszy na Marco, rzucił przez ramię krótkie via (wynocha). Chłopak wycofał się bez słowa. Fabio miał kamienną twarz, nie drgnął na niej nawet jeden mięsień, tylko oczy wydawały się ciemniejsze niż zwykle. Ochroniarz może górował nad nim posturą, ale Fabrizio emanował niewidzialną siłą, która sprawiała, że ludzie woleli zejść mu z drogi. Jeżeli spodziewał się, że dziewczyna się przestraszy, to się przeliczył. Stała z gniewną miną naprzeciw mężczyzny. Z pociemniałymi niczym wzburzone morze oczyma, pobladła, z kosmykami mokrych włosów przyklejonymi do czoła i policzków, wydała się tak niewiarygodnie piękna, że zaniemówił. Oboje oddychali szybko, mierząc się wzrokiem. W końcu Fabrizio podniósł komórkę.

– Marco – powiedział lodowatym tonem. – Za pół godziny w moim biurze. – Rozłączył się.

Serce podskoczyło Katarzynie do gardła. Nie chciała, żeby ten chłopiec miał z jej powodu problemy. – To nie jego wina – zaczęła urywanym głosem – Posłużyłam się nim. On nic nie zrobił.

Fabrizio patrzył ma jej mokrą skórę. Wyobraził sobie, że to on stoi z uniesionymi rękami, a ona wodzi palcem po jego ciele.  Zatrzymuje się tuż przed nim, dotyka mokrą dłonią torsu i sunie w dół. Przymknął oczy, prawie poczuł ten dotyk. Miał wrażenie, że przeszył go prąd, a jej palce podążają teraz ku podbrzuszu i niżej. Głośno przełknął ślinę i powiedział chrapliwym głosem.

– Nie powinien…

– Nie dotknął mnie – przerwała gniewnie. – To ja dotykałam jego.

– Nie powinien spoufalać się z moimi gośćmi – dokończył przez zaciśnięte zęby.

Poczuła, jakby ziemia zachwiała się jej pod nogami. Fabio był wściekły, to pewne, ale to co wzięła za zazdrość, w rzeczywistości było… – „Idiotka, kretynka, idiotka do kwadratu. Nadużyłam jego gościnności. Zachowałam się skandalicznie! Oczekiwał, że będę damą, a ja…” – Obrzucała się w myślach wyzwiskami. – Przepraszam – wyszeptała pobladłymi wargami.

Patrzył, jak w oczach dziewczyny odbijają się emocje, jak łagodnieje pod wpływem jego słów. Co takiego właściwie powiedział? Nie pamiętał. Jej usta pobladły i lekko drżały. Pragnął tych ust, pragnął jej całej. W niewytłumaczalny sposób zapragnął jej „tu” i „teraz”. Poczuł skurcz w jądrach i zdał sobie sprawę, że najprawdopodobniej Stefano wciąż siedzi przy ekranie, a on sam właśnie czuje, że spodenki robią się ciasne. Odwrócił się i ruszył do basenu.

Katarzyna została sama. Nie chciał nawet jej wysłuchać. Po prostu wskoczył do wody. – „Boże, co ja zrobiłam? Co za wstyd! Co ja chciałam udowodnić? Zachowałam się, jak idiotka! Od kobiety w moim wieku oczekuje się czegoś więcej.” – Lamentowała w duchu. Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Zrobiło jej się niedobrze. Przysiadła na skraju drewnianego leżaka i ukryła twarz w dłoniach. Kiedy usłyszała plusk wody, świadczący o tym, że Fabio wychodzi z basenu, chciała się zerwać i uciec, ale tylko mocniej wtuliła twarz w dłonie. Usiadł naprzeciw niej.

– Mam propozycję – powiedział powoli.

– Tak? – szepnęła unosząc głowę, ale nie mając odwagi spojrzeć mu w oczy.

– Został ci jeszcze tydzień wakacji, więc proponuję, żebyś nie jechała na wycieczkę. – Zamilkł, pozwalając, by dotarło do niej to, co mówił. – Ja również mam urlop, który musiałem przerwać. Jednym słowem, chciałbym, abyś spędziła ten tydzień na moim jachcie.

Patrzyła na niego zszokowana. Jakby w odpowiedzi, uniósł komórkę i wybrał jakiś numer.

– Patrik? Wszystko w porządku? Gdzie jesteś? – Umilkł i słuchał przez chwilę. – Doskonale. Pokręć się gdzieś w pobliżu Wenecji. Dojadę tam w niedzielę. – Rozłączył się i czekał.

– Ty nie żartujesz – wyszeptała.

– Nie.

– Ale dlaczego?

Dlaczego? To było pytanie za sto punktów. Nie miał pojęcia, dlaczego. Po prostu nie chciał, żeby wyjeżdżała, a to był sposób, żeby ją zatrzymać jeszcze na chwilę. – Może dlatego, że nadal niewiele o tobie wiem, a bardzo chciałbym poznać cię lepiej – powiedział powoli. – „Zgódź się.” – Zaklinał ją w myślach.

Nie mówił niczego o wdzięczności, o wynagrodzeniu jej za uratowanie córki. Nad czym się zastanawiała? Rejs jachtem, wspólne pływanie, skutery, romantyczne kolacje, długie wieczory i… noce. – „Przecież o tym marzyłaś, nie oszukasz samej siebie.” – Pomyślała. Zadrżała na myśl, że mogłaby pójść z nim do łóżka. Zrobiłaby to, gdyby zechciał.

– Czego ode mnie oczekujesz? – Ledwie przeszło jej to przez gardło.

– Niczego, czego sama byś nie chciała – powiedział, starając się ukryć targające nim emocje.

Wiedziała, że gdzieś daleko czeka jej zrujnowane, beznadziejne, szare życie, i że jeśli się zgodzi, będzie to szaleństwo. Wiedziała, że jeśli zakocha się w tym mężczyźnie, on złamie jej serce. – „To tylko wakacyjny romans, nic więcej.” – Przekonywała w duchu samą siebie. – Dobrze – odparła miękkim, drżącym głosem.

– Dziękuję ci. Nie będziesz żałować – powiedział z przekonaniem – A teraz wybacz, ale muszę z kimś porozmawiać.

„Mam nadzieję, że rzeczywiście nie pożałuję.” – Pomyślała przerażona tym, co zrobiła. Fabrizio wstał i skierował się do drzwi. Nagle wróciła jej świadomość.

– Fabio – zawołała nieśmiało. – Nie ukarzesz go, prawda?

– Oczywiście, że to zrobię. Za karę nie pojedzie z nami. – Widząc jej zdumienie, zarzucił ręcznik na ramię. Był z siebie bardzo zadowolony.

                                                                       ***

– Kocham cię. – Fabrizio ucałował córkę w czoło. – Tak się cieszę, że mogłem cię zabrać ze szpitala już dzisiaj.

Dottoressa fata to załatwiła – powiedziała z przekonaniem Vanessa. – Nie patrz tak, tato, wiem, że jest lekarzem, ale tak przyjemnie udawać, że jest wróżką. Żadna z moich koleżanek takiej nie ma.

Fabrizio pokręcił tylko głową z rezygnacją. Oddał córkę pod opieką niani i ruszył na taras, gdzie po kolacji zostawił Caterinę i Valerię. Mała miała rację z tą wróżką. Ona zjawiła się w ich życiu dokładnie wtedy, gdy była potrzebna i wcale nie miał przy tym pewności, czy jej „czary” zadziałały tylko na Vanessę.

– Musisz bardzo lubić te spódnicę. – Wysoki głos Valerii dobiegł Fabrizia, zanim zdążył pokazać się obu kobietom. – Już drugi raz masz ją na sobie.

– Zauważyłaś? – Chwila namysłu. – Stały element garderoby daje mi poczucie bezpieczeństwa.

– Nie rozumiem…

– Na co dzień noszę w pracy fartuch, więc kiedy jadę na wakacje, czuję się nieswojo, gdy każdego dnia mam na sobie coś innego. – Zabrzmiało to bardzo przekonująco.

– Ach tak! – Valeria była jak pelikan, „łykała” wszystko, gdy odpowiednio to podać.

Nie czekając dłużej, Fabrizio wkroczył na taras, przerywając rozmowę. Jeden rzut oka wystarczył, by dojrzeć wszystkie różnice między stojącymi naprzeciw siebie kobietami. Valeria w ultrakrótkiej sukience w krzykliwych kolorach, nadrukowanych w przedziwny sposób i Caterina w ciemnej bluzce, podkreślającej dziewczęce kształty oraz długiej spódnicy, która lekko falowała na wietrze, co chwilę to przylegając ściśle do sylwetki, to znów ją ukrywając. Masywny biust Valerii, za który z pewnością on sam zapłacił, pysznił się uniesiony stanikiem. Tuż nad ciasnym rowkiem między piersiami spoczywał ciężki, złoty krzyż. Rozpuszczone loki okalały twarz zdradzającą, że jest nie tyle dziełem natury, co raczej medycyny estetycznej. Niebotycznie wysokie szpilki zmuszały dziewczynę do ciągłego przenoszenia ciężaru ciała z nogi na nogę. Wyglądała apetycznie, ale zupełnie nie robiła na Fabio wrażenia. Ależ nie! Jednak robiła, jak każda ładna kobieta, tyle, że nie takie, które sprawia, iż mężczyzna ma ochotę zawrócić i pójść za nią na koniec świata. Caterina była wyższa, ale płaskie sandałki niwelowały różnicę. Włosy związała tuż nad karkiem w luźny węzeł. Na szyi nie zawiesiła żadnej ozdoby, tylko kolczyki z drobnych złotych płatków migotały przy każdym poruszeniu, rzucając na skórę dekoltu refleksy odbitego światła. Kiedy odwróciła twarz ku nadchodzącemu mężczyźnie, zobaczył drobne zmarszczki w kąciku oka, co dodawało filuterności jej uśmiechowi. Była piękna. Być może zawróciłby, żeby pójść właśnie za nią?

–  Vanessa wreszcie zasnęła – powiedział, z trudem odrywając wzrok od Cateriny. – Czy mogę wam czegoś nalać?

– Raczej nie. – Valeria odstawiła kieliszek – Powinnam już jechać. Jutro muszę jeszcze dokończyć zakupy dla Vanessy, bo ona oczywiście nie może się przemęczać. Widziałam takie cudowne balerinki u Valentino. Po prostu słodkie…

– Moja droga – przerwał jej Fabrizio. – Jestem pewien, że ma wystarczająco dużo butów. Możesz też kupić je w Mediolanie, tylko nie spóźnij się tym razem na samolot.

– No dobrze. – Westchnęła. – Jaka szkoda, że już wyjeżdżasz, Caterina – zmieniła temat. – Gdyby nie to, mogłybyśmy razem wybrać się na zakupy – trajkotała. – No cóż, może innym razem? Jestem pewna, że znalazłybyśmy coś odpowiedniego. – Cmoknęła powietrze obok policzka Katarzyny. – Do zobaczenia jutro, moja droga.– Odwróciła się do Fabrizia i również cmoknęła powietrze koło jego twarzy – Przyjadę po Vanessę około jedenastej – dodała.

– Mnie też było miło. – Katarzyna uścisnęła jej dłoń z uśmiechem. Jakoś nie chciała informować Valerii, że przyjęła zaproszenie Fabia.

– Chyba ty także powinnaś wypocząć. Jutro będziesz miała męczący dzień. – Fabrizio musnął ustami policzek Katarzyny i ruszył w dół po schodach.

Stała jeszcze przez chwilę, jakby nie docierały do niej jego słowa. Posłał ją do łóżka! A czego właściwie oczekiwała? Że rzuci się na nią? To nie młody gówniarz, któremu staje na widok miniówki. Przyzwyczaił się do towarzystwa atrakcyjnych kobiet. Odstawiła niedopitego drinka na stolik i powlokła się do pokoju. Czy ona sama jest atrakcyjną kobietą? Kiedyś z pewnością była. Gdyby poznali się dziesięć lat temu, kto wie? Zrzuciła ubranie i zmyła makijaż wodą z mydłem, ignorując waciki i tonik. Ciekawe, gdzie mieliby się spotkać? Na Mazurach? Poza tym, znała już wtedy Roberta. Sprawdziła komórkę, ale nie dostała żadnych wiadomości. – „Ciekawe, gdzie znaleźli mój telefon?” – Pomyślała sennie. – Jeśli to faktycznie mój? Postanowiła jeszcze, że rano zadzwoni do Karoliny i poprosi o numer tego gliniarza.

Rozdział 7 (Sobota)

Rano nie musiała jednak nigdzie dzwonić, bo gdy tylko spojrzała na komórkę, zorientowała się, że ma nieodczytaną wiadomość. Dwa zdjęcia telefonu. Niestety, obraz na wyświetlaczu iPhona nie pozwalał ocenić, czy to na pewno jej komórka. Kiedy powiększała zdjęcia, widziała tylko fragmenty. Potrzebowała komputera. Było wcześnie, więc spędziła prawie godzinę na siłowni obok basenu, potem przepłynęła cztery długości i wzięła prysznic. Po dziewiątej przebrała się i zbiegła do jadalni. Zastała tam już Vanessę oraz Fabrizia. Gawędzili przy maślanych bułeczkach i kakao. Mała wyglądała na wypoczętą, a Fabio na zrelaksowanego. Patrzył na córkę z taką miłością i troską, że Katarzynie aż ścisnęło się serce. Odwrócili się do niej, gdy wchodziła i oboje uśmiechnęli się w identyczny sposób. Odpowiedziała uśmiechem, rozbawiona tym widokiem. Ten facet był niesamowity. Na co dzień opanowany oraz w chłodny sposób uprzejmy, w kontaktach z Vanessą, sprawiał wrażenie beztroskiego i szczęśliwego. Ale ona wiedziała, że nie jest beztroski. Dostrzegła to w jego oczach, kiedy zrozumiał, że może stracić córkę. Ponownie spojrzała na oboje.

– Wybieramy się na spacer po parku. – Fabrizio uniósł głowę i potarł gładko ogolony podbródek. – Może pójdziesz z nami?

– Będziemy jeździć meleksem. Takim jak do golfa – kusiła Vanessa.

– Jestem pewna, że to świetna zabawa – odparła z uśmiechem. – Ale myślę, że we dwójkę doskonale sobie poradzicie. Zresztą mam pewną sprawę do załatwienia – dodała. – Potrzebowałabym tylko komputera i chyba przydałaby się pomoc kogoś, kto umie obsługiwać oprogramowanie do iPhona.

– Przyślę tu Stefano. – Przez twarz Fabrizia przeleciał jakiś grymas, ale natychmiast zniknął. Wstał i podał dłoń córce. – Chodźmy, młoda damo, zanim będę musiał oddać cię mamie.

Katarzyna nie zdążyła skończyć porannej kawy, gdy zjawił się Stefano. – Możesz się do mnie przyłączyć? – spytała niepewnie, wskazując na filiżankę. – Nie znam tutejszych zwyczajów.

– Oczywiście, że mogę, jeśli sobie pani tego życzy, dottoressa – odpowiedział z uprzejmym uśmiechem i poprosił o kawę noszącego biały uniform chłopaka, który pojawił się w drzwiach jadalni.

– Chciałabym, abyś mówił mi po imieniu – poprosiła. – Wiem, że Włosi nazywają wszystkich po studiach dottore, ale dla mnie to krępujące.

– Jak sobie… życzysz – powiedział z pewnym trudem, ale spojrzał na nią z sympatią. – Podobno masz problem z telefonem?

– Niezupełnie. Chodzi o to, że muszę mieć cały obraz zdjęć, żeby rozpoznać, czy to moja komórka, czy nie.

– Znalazł się twój telefon? – spytał z niedowierzaniem.

– Nie ten, który mi ukradli – odparła szybko, widząc minę Stefano. – Ten należał wcześniej do mojego męża. Kiedy zginął w wypadku, miał przy sobie moją komórkę. Pożyczyłam mu ją, bo jego iPhon się rozładował. I to właśnie ona zaginęła, jeszcze w Polsce. Prawdopodobnie zabrał ją ten, kto potrącił Roberta, ale to nie jest pewne. Teraz, w związku z jakąś inną sprawą, mają kilka komórek. Chyba kradzionych? Jedna z nich odpowiada opisowi, który im dałam, więc policjant wysłał mi zdjęcia.

– OK. Trochę to zawiłe, ale rozumiem. – Wziął kawę od szeroko uśmiechniętego chłopaka i popatrzył na Katarzynę. – Teraz rozumiem, czemu tak ci zależy na tym iPhonie.

– Nie jestem sentymentalna, ale to jedyna pamiątka. Resztę wywaliłam w amoku po śmierci Roberta i po włamaniu…

– Było u ciebie włamanie? – Zmarszczył brwi. – Zaraz po wypadku twojego męża?

– W dniu pogrzebu. – Kiwnęła głową. – Policja powiedziała, że to się często zdarza. Złodzieje sprawdzają nekrologi. Zresztą nie bardzo było co kraść. Nie mieliśmy niczego naprawdę cennego.

– Więc nic nie zginęło? I to cię nie dziwi? – Znów spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– A dlaczego powinno? Zabrali aparat fotograficzny, dysk zewnętrzny, trochę gotówki, którą miałam w szufladzie biurka i zrobili okropny bałagan. Mojej biżuterii nie znaleźli. Pewnie ich ktoś spłoszył.

– A komputer? Nie mieliście komputera? – Stefano zaczynał się rozkręcać.

– No tak, komputer. Podałam, że ukradli laptopa, ale po dwóch tygodniach zadzwonił do mnie facet, który miał tego laptopa w naprawie. Zepsuło się jakieś gniazdo, czy coś, i Robert postanowił oddać do serwisu. Facet nic nie wiedział o śmierci Roberta. Zadzwonił na jego komórkę, ale odebrałam ja. Wiem, co myślisz – dodała, widząc jego minę. – Ale policja sprawdziła ten zakład.

– I nic im się nie nasunęło? Uznali to za zbieg okoliczności? – Nie mógł w to uwierzyć.

– Słuchaj, ja też na początku miałam wątpliwości, ale prawie dostałam paranoi. Gliniarze rozmawiali ze mną ze sto razy i naprawdę nie znaleźli niczego dziwnego. Powiedziałam im wszystko… – Przerwała, zastanawiając się.

– Wszystko? – powtórzył za nią, jak echo Stefano.

– Wiesz, teraz, gdy o tym myślę, to… – Znowu zamilkła.

– To co?

– Mniej więcej dwa miesiące po śmierci męża mój dyrektor zaczął mnie wypytywać o jakieś dokumenty. Podobno Robert miał je zabrać z pracy. Nic o tym nie wiedziałam, ale przeszukałam cały dom i niczego nie znalazłam. Albo wcale ich nie zabrał, albo zostały skradzione, albo wyrzuciłam je sprzątając.

– Mówiłaś o tym policji?

– Nie, bo już mnie wtedy o nic nie pytali. Poza tym, gdy powiedziałam dyrektorowi, że nie znalazłam tych dokumentów, ale może były, tylko ktoś je ukradł, to mnie prawie wyśmiał. Uznałam, że mam paranoję – zakończyła. – Właściwie, gdyby nie ty, to w ogóle bym o tym nie pomyślała.

– No dobrze, to chodźmy zobaczyć te zdjęcia – powiedział, zastanawiając się nad czymś.

Przeszli do jednego z pomieszczeń w części biurowej, jak nazwała ją Katarzyna. Był to ciąg trzech pokoi z komputerami, drukarkami i półkami pełnymi segregatorów, zakończony mahoniowymi drzwiami. – „To pewnie gabinet szefa.” – Domyśliła się. W pokoju bezpośrednio przed gabinetem siedziała krótko obcięta szatynka, odbierająca nieustanne telefony i sprawdzająca coś na ekranie srebrnego laptopa, ustawionego na biurku ze szklanym blatem. Obok przy podobnym meblu siedział młody chłopak w obcisłym garniturze i pracował na dwóch laptopach oraz iPadzie równocześnie. Zajęli jedno z biurek w pierwszym pomieszczeniu, które chwilowo było puste. W środkowym pokoju chyba ktoś był, ale Katarzyna nie widziała kto. Słyszała tylko dźwięk postukiwania w klawiaturę.

– Tutaj jest biuro? – zdziwiła się. – W domu?

– Nie, to tylko mała cząstka, choć ważna. – Stefano wskazał jej miejsce przy biurku, a sam przyciągnął sobie krzesło. – Właściwa siedziba firmy jest w mieście. Do tego filie w Londynie, NY i Pekinie, z tego co wiem.

Gwizdnęła przez zęby i natychmiast zakryła usta dłonią, ale Stefano tylko się roześmiał. Wyciągnął z szuflady kabel i wziął jej iPhona. Po chwili oglądała na ekranie powiększone zdjęcia. Przedstawiony na nich telefon wyglądał na podniszczony, miał wiele rys i otarć, ale wszystko wskazywało na to, że to była jej stara komórka. – Szkoda, że nie ma karty SIM. – Westchnęła. – Wtedy mielibyśmy pewność.

– A z pamięci telefonu nic nie da się wyciągnąć? – Stefano przyglądał się obrazowi na ekranie, przekrzywiając głowę.

– Moja prawniczka rozmawiała z gliniarzem, który mi to przysłał – powiedziała. – Telefon jest bardzo uszkodzony, ale może jeszcze jakieś fragmenty da się odzyskać? Chociaż on raczej nie liczył na powodzenie.

– OK. Możemy powiększyć bardziej, jeśli to ma znaczenie. – Stefano majstrował coś przy klawiaturze.

– Gotowe! – Odchylił się razem z krzesłem – Więcej się nie da.

Teraz miała pewność. To była jej komórka. Wzięła swojego iPhona i odesłała sms-a z informacją, że rozpoznała telefon.

– To dziwne, że mogę spokojnie o tym rozmawiać. Jeszcze tydzień temu, taka rozmowa zakończyłaby się płaczem – Katarzyna odczuwała szczerze zaskoczenie.

– Wszystko kiedyś mija, choć wydaje nam się, że są rzeczy, z którymi nie da się pogodzić – Stefano zamyślił się, patrząc na biały meleks wolno jadący w stronę domu.

Wydawało jej się, że wie, o czym myśli Stefano. Na jednym ze zdjęć z pogrzebu Tiziany, które znalazła w Internecie, stał obok Fabia. Ochroniarz i przyjaciel był przy nim przez cały ten czas. Wspomagał w trudnych chwilach, a musiało ich być niemało. Fabio dostał od życia w kość. Mimo wszystko, nie mogła, po prostu nie potrafiła nie myśleć, z iloma kobietami spotkał się od tamtej pory. Z drugiej strony, może po prostu szukał odpowiedniej? Postanowiła, że przy lepszej okazji spróbuje wyciągnąć coś ze Stefano. Na razie jej myśli dziewczyny krążyły wokół starej komórki, leżącej gdzieś w policyjnym depozycie.

– Uważasz, że powinnam powiedzieć policji o tych papierach? – spytała bez przekonania – Właściwie, to nawet dokładnie nie wiem, o jakie dokumenty chodziło.

– Nie przez telefon, ale gdy będziesz z nimi rozmawiała… – zawiesił głos – To może nie mieć żadnego znaczenia. Może w szpitalu już znaleźli te papiery i nawet nie pamiętają, że cię o nie pytali.

– Masz rację – powiedziała raźniej. Jakoś nie miała ochoty się w to zagłębiać. Na dole dało się słyszeć hałas. Zeszli więc, by usłyszeć, jak udał się spacer. Vanessa była nieco zmęczona, ale szczęście wprost biło z jej roześmianej twarzyczki. Fabrizio dawał dyspozycje służącej, która miała spakować jeszcze jakieś rzeczy dziewczynki.

– Mam coś dla ciebie – powiedziała Katarzyna, kiedy Vanessa skończyła dziki taniec wokół swojej „wróżki”.

– Naprawdę? – Mała, zaskoczona ale i uradowana, ruszyła na schody za nową przyjaciółką.

Fabrizio spoglądał na to z dziwnym uczuciem. Wydało mu się, że Caterina tu pasuje. Poprzedniego wieczoru miał wielką ochotę poprosić, by została na tarasie. Chciał z nią rozmawiać, zadać jej tyle pytań, pragnął mieć ją obok siebie, mieć blisko, bardzo blisko. – „Długo się zastanawiała, czy przyjąć moje zaproszenie.” – Pomyślał. Nie była gotowa, a on nie miał pewności. Wystarczyłby jeden błąd. Otrząsnął się. Postąpił słusznie. Poszli do swoich sypialni, jak grzeczne dzieci, choć świadomość, że ona śpi w jego domu, nie pozwalała Fabrizio zasnąć. Przynajmniej przez dwie godziny przewracał się z boku na bok, zanim wstał i poszedł do gabinetu. Czym go właściwie zauroczyła? Obejrzał jeszcze raz zdjęcia, które znalazł Stefano. Kiedyś miała bardziej krągłą sylwetkę. Twarz, choć młodsza, nie wydawała się aż tak subtelna jak obecnie. Właśnie tak, subtelna. Podobało mu się to słowo. Doskonale pasowało do Cateriny. Miała taki smutek w oczach. Nie była po prostu smutna, o nie, przejawiała zwykle raczej pogodne usposobienie, ale nawet wówczas, gdy się uśmiechała, w jej oczach czaił się smutek. Kiwnął na Stefano i ruszył do gabinetu.

                                                                       ***

            Katarzyna posadziła Vanessę przy toaletce, wyjęła z pudełeczka srebrny naszyjnik, który dla niej kupiła i trzymając za jeden koniec łańcuszka, pozwoliła mu swobodnie zwisać. Użyła delikatnego środka odkażającego w aerozolu i spryskała środkową część ozdoby, pełną srebrnych i perłowych kuleczek.

– Teraz możemy go zapiąć – powiedziała. – Gdy zdejmą już opatrunek, też tak powinnaś robić, żeby nie przenieść na skórę bakterii.

– Prawie nie widać tego plastra spod naszyjnika. – Vanessa odgarnęła włosy i przyglądała się sobie w lustrze. – A blizny to już w ogóle nikt nie zobaczy. – Ucieszyła się.

– Gdy niania będzie zmieniać opatrunek, niech zrobi zdjęcie twoim telefonem, OK.? Potem prześlesz mi je MMS-em. No co? – Wzruszyła ramionami na widok zdziwionej miny dziewczynki – Jestem nowoczesną wróżką.

– Vanessa, mama przyjechała! – Fabrizio zajrzał do pokoju, ale nie wszedł do środka – Przepraszam. – wymamrotał. – Chciałem tylko znaleźć córkę.

– Nie ma sprawy. – Katarzyna pocałowała dziewczynkę w policzek. – Idziemy. Nie zapomnij tego. – Podała jej buteleczkę ze środkiem odkażającym.

Uściskały się i Vanessa pobiegła do swojego pokoju. Fabrizio wciąż czekał w progu, więc Katarzynie nie pozostało nic innego, jak podejść do niego.

– Mamy niewiele czasu – zaczął niepewnie, co wydało jej się dziwne. Ten ton zupełnie do niego nie pasował. – Pomyślałem, że zatrzymamy się w Wenecji na kolację, a jutro wsiądziemy na jacht, więc przyda ci się jakiś strój na dziś wieczór.

– Szybko robię zakupy ubraniowe – stwierdziła, wzruszając ramionami. Tyle zachodu o jedną sukienkę? OK, nie chciał jej urazić. To mogła zrozumieć. – Zdążę skoczyć do miasta? – spytała. Ostatecznie, nie bardzo wiedziała kiedy właściwie mają wyjechać. Na wszelki wypadek prawie się spakowała, ale potrzebowała jeszcze jakieś pół godziny.

– Stefano cię zawiezie. – Rozluźnił się po jej słowach. – W razie potrzeby zaczekamy, aż wszystko załatwicie.

Katarzyna pożegnała się z Vanessą i Valerią przed domem po czym podeszła do SUV-a, widząc, że Stefano otwiera jej drzwi od strony pasażera. Podczas jazdy zastanawiała się, do jakiego sklepu powinna pójść. Wszystko zależało od tego, dokąd wybiorą się na tę kolację. Pamiętając jednak restaurację, w której spotkali się po raz pierwszy, należało oczekiwać bardzo eleganckiego lokalu. Skoro nawet zwykły lunch jedli na Via Donati, która, jak twierdziły plotkarskie portale, była jednym z lepszych miejsc w Turynie?

– Stefano, czy wiesz, gdzie mamy jeść dzisiaj kolację? – spytała wreszcie. Że też od razu na to nie wpadła. On na pewno to wie.

– Oczywiście. – Uśmiechnął się do niej. – Hotel Danieli.

Nazwa niewiele jej mówiła. – To dobry hotel, prawda? – spytała od niechcenia, zastanawiając się, kogo próbuje oszukać. Powinna zapytać wprost, czy ma nadwyrężyć kartę kredytową.

– Pięciogwiazdkowy, z widokiem na zatokę – odpowiedział bez mrugnięcia okiem. – Jeśli widziałaś „Turystę” …?

– Nie kończ – jęknęła. Tego należało się spodziewać.

Zajechali przed jakiś elegancki sklep z niewyobrażalnie lśniącą witryną, w której wystawiono samotną torebkę „Berkin” Hermesa. Katarzyna spojrzała na Stefano pełna złych przeczuć. Już miała powiedzieć, że nie ma zamiaru zrujnować się na jedną wieczorową sukienkę, kiedy on wyciągnął kartę kredytową i wskazał widniejące na niej nazwisko.

– Nie mogę tego przyjąć. – Pokręciła energicznie głową. – Doskonale o tym wiesz.

– Możesz, a nawet powinnaś. – Stefano spojrzał poważnie na Katarzynę. – On chce sprawić ci przyjemność i zabrać na prawdziwą kolację, a nie na dinner w domu. Powinnaś teraz dać mi w twarz za moją bezczelność, ale nie oceniaj go źle.

– Stefano! – Prawie krzyknęła, ale on, chwyciwszy ją za rękę, mówił dalej.

– De Luca nie zaprasza byle kogo na kolację do najlepszego hotelu w Wenecji. Nie jest też typem podrywacza, jak przedstawia go większość portali. Trzyma się z dala od prasy, więc informacje pochodzą od jego byłych albo tych, które się nie załapały.

– Stefano, co ty mi próbujesz powiedzieć? – rzuciła z lekką irytacją.

– Chodźmy. – Nie zamierzał niczego więcej wyjaśniać. – Naprawdę nie mamy zbyt wiele czasu.

– Bardzo ci na tym zależy, prawda? – spytała, nie ruszając się z miejsca.

– Bardzo – odpowiedział szczerze.

Wysiadła z samochodu, wyciągając telefon. Wybrała szybko numer Fabia, nie zwracając uwagi na Stefano, który delikatnie ale stanowczo ujął ją pod rękę i prowadził do sklepu. Usłyszała sygnał świadczący o tym, że Fabio właśnie rozmawia. Ha, przynajmniej zobaczy, że dzwoniła i pewnie oddzwoni. Weszła do sklepu, porządnie już zirytowana całą tą sytuacją. Oczywiście, wolałaby zrobić zakupy gdzie indziej, ale stać ją było na przyzwoitą sukienkę z dobrą metką. Od czasu gdy zrezygnowała z dokończenia domu, a nadal „pracowała jak wół”, na jej koncie przybywało pieniędzy. Poza tym nie pamiętała już, kiedy ostatni raz wybrała się na prawdziwe ciuchowe zakupy.

– Witam! – przeraźliwie chuda kobieta w nieokreślonym wieku przywitała ich, gdy tylko przekroczyli próg. – Jestem Daniela. Jest pani gościem pana De Luca, dottoressa? – Obdarzyła Katarzynę życzliwym spojrzeniem. – Witaj Stefano – rzuciła od niechcenia.

– Dzień dobry. Owszem jestem jego gościem – odpowiedziała uprzejmie, choć trochę sztywno Katarzyna. Chcąc nie chcąc, schowała telefon do torebki.

Rozejrzała się po sklepie. Nie zauważyła żadnych innych klientów, ale to wydawało się zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że zbliżało się południe. Eleganckie wnętrze pełne luster, żyrandoli i stojaków z ubraniami wypełniała pogodna muzyka, nastrajająca do zakupów. W powietrzu unosił się delikatny zapach wanilii. – „Więc tak robią zakupy właściciele jachtów.” – Pomyślała.

Dottoressa potrzebuje… – zaczął Stefano.

– Och, wiem wszystko. Naprawdę, De Luca miał szczęście, że pani tam była. Biedna Vanessa. Doprawdy, to szczęście w nieszczęściu! Ale ten bagaż? Ludzie nie mają przyzwoitości. – Potrząsnęła głową z oburzeniem.

Katarzyna uniosła brwi. Czy ta kobieta zwariowała? Spojrzała na Stefano, ale on tylko rozłożył ręce z rozbrajającym uśmiechem. Miała ochotę go udusić i nawet zrobiła krok w stronę mężczyzny, gdy usłyszała sygnał sms-a.

– Przepraszam – powiedziała i spojrzała na ekran.

Fabrizio De Luca: „Jestem na spotkaniu. Oddzwonię. Wybacz historię z bagażem ”

Zastanowiła się chwilę i odpisała: „Nie zgadzam się. Nie mogę tego przyjąć ”

Tymczasem Daniela zawołała asystentkę i nakazała jej przyniesienie kawy z pobliskiego baru. Po czym zawołała kolejną. Obie miały migdałowe oczy i długie czarne włosy. Były ładne, ale nie na tyle, żeby ich uroda onieśmielała klientki. Uniformy też nosiły eleganckie, ale nie przytłaczające. Wszystko tu starannie przemyślano. Spojrzała znów na Stefano, a on odpowiedział jej spojrzeniem pełnym niepokoju.

– Jak można ukraść czyjś bagaż? – Daniela wydawała się wstrząśnięta – Ciebie oczywiście nie winię. – Spojrzała wymownie na Stefano. – Wiem, że chodziło o Vanessę, ale reszta? W każdym razie to elegancko, że De Luca pokrywa koszta, prawda? – Po czym zwróciła się do Katarzyny – Europejskie 36 prawda? Czyli u nas 38/40. Zaczniemy od sukienki na wieczór.

Katarzyna zamierzała właśnie zaprotestować, gdy znów dostała sms-a.

– Przepraszam – powiedziała i spojrzała na ekran.

            Fabrizio De Luca: „Ochrona się nie popisała. Następnym razem będę lepiej dobierał ochroniarzy. Proszę, pozwól mi naprawić szkody ?”

Czy to napisał ten Fabio, którego znała? Zaraz, zaraz, przecież właściwie wcale go nie znała. Miała tylko mętne wyobrażenie o tym, jaki jest. Wyglądało na to, że jej wyobrażenie przypominało kałużę po burzy. I dlaczego miała wrażenie, że wcale nie chodziło mu o Stefano, kiedy pisał o ochronie?

            Odpisała szybko: „ si vedra’ ” (zobaczymy)

Asystentka Danieli poprowadziła Katarzynę do przymierzalni i wręczyła jej dwie czarne sukienki. Żadna nie miała na metce ceny. – „Może to i lepiej.” – Pomyślała Katarzyna. Włożyła pierwszą i natychmiast pożałowała, że tu przyszła. Sukienka leżała idealnie. Była to prosta „mała czarna” z satyny na jedno ramię, sięgająca niemal do kolan. Ramiączko zawiązano na ramieniu w zwykłą kokardę, jednak specjalne cięcia materiału sprawiały, że uwydatniała to, co miała uwydatnić i podkreślała cudownie figurę. Katarzyna wyszła z przebieralni, przed którą czekała już asystentka z parą sandałków na niewielkim obcasie. Daniela rozmawiała ze Stefano, ale słysząc odgłos odsuwanej zasłony, natychmiast podeszła i na jej twarzy wymalowało się zadowolenie.

– Doskonale, doskonale – powtarzała. – Przynieś wyższe buty – rzuciła do asystentki i spojrzała na Katarzynę. – Ta jest idealna. Czy mówiłam już, że świetnie pani mówi po włosku, dottoressa?

– Dziękuję. – Katarzyna jakoś nie była w stanie powiedzieć jej, że właśnie zakończyła zakupy. – Uczę się od roku, ale wcześniej miałam styczność z włoskim w czasie studiów.

– Proszę przymierzyć te. – Daniela podała wysokie szpilki składające się z podeszwy oraz cienkich rzemyczków oplatających stopę w wymyślny sposób. Były po prostu nieziemskie i Katarzyna pomyślała, że nigdy nie miała na sobie równie pięknych butów. Nawet w czasach, gdy naprawdę dbała o siebie. A przecież były takie czasy. Na studiach i potem, przez kilka lat, nawet na co dzień zakładała buty na obcasie. Kiedy już wyszła Roberta też starała się „odpicować” na większe okazje. Tylko do pracy biegała w spodniach. Nigdy za to nie polubiła T-shirtów. W ostatnim roku, kiedy strój stał się jej w zasadzie obojętny, byle był czysty, używała dżinsów i koszul o różnej długości rękawa, w zależności od temperatury na zewnątrz.

– Czy możemy zobaczyć, jak to wygląda w ruchu? – Daniela sprowadziła Katarzynę na ziemię.

– Tak, oczywiście – odparła na wpół przytomnie i przeszła się po sklepie.

To ja? Patrzyła na swoje poruszające się z gracją odbicie w lustrach, przemyślnie umieszczonych na wszystkich ścianach. Widok sprawił jej przyjemność. Kiedy ostatni raz chciała się komuś podobać? Rok temu? Coś ją ścisnęło za gardło, ale zdusiła to w sobie.

– Przymierzę tę drugą sukienkę – powiedziała szybko i wróciła do kabiny.

Druga sukienka okazała się równie ładna, ale nie robiła aż takiego wrażenia. Poza tym, jak stwierdziła Daniela, nie była w stylu Katarzyny.

– Doskonale, doskonale – powtarzała Daniela i dziewczyna doszła do wniosku, że w jej ustach oznacza to zarówno aprobatę jak i niezadowolenie.

W międzyczasie druga asystentka wróciła z tacą pełną filiżanek, drobnych ciasteczek, orzeszków oraz oliwek w małych miseczkach. I zaczęło się…

Dottoressa, Stefano powiedział mi, że płyniecie jachtem, więc przygotowałam wszystko, co będzie potrzebne – Daniela dopiero teraz czuła się w swoim żywiole. – Sugerowałabym rybaczki, bo one zawsze się przydają, ale widząc pani nogi oczywiście jestem również za szortami, więc mamy tu dwie pary. – Rozłożyła krótkie lniane spodenki, białe oraz granatowe. – Do tego bluzeczki, rzecz jasna w stylu sportowym…

– Zaraz, powoli. – Katarzyna patrzyła, jak asystentki znoszą kolejne ubrania i rozkładają je na szerokiej ladzie. – Ja wcale nie mówiłam, że tego potrzebuję – próbowała protestować.

– Och, rozumiem, ale De Luca powiedział wyraźnie, że niezależnie od pani obiekcji, mam skompletować nowy bagaż, więc sama pani rozumie, dottoressa… – Obdarzyła ją kolejnym uśmiechem – Natasza przygotowała też niezbędne drobiazgi. – Asystentka nazwana Nataszą przyniosła kosmetyczkę wypełnioną kremami i balsamami do codziennej pielęgnacji.

– Dołożyłam też cienie w neutralnych kolorach, koralowy błyszczyk oraz szminkę z filtrem przeciwsłonecznym – powiedziała z uroczym uśmiechem. – Tylko podkład będę musiała zamienić na jaśniejszy.

– Stefano, musimy porozmawiać! – Katarzyna wciąż ubrana w sukienkę i szpilki wyszła zza ściany, oddzielającej przymierzalnie od reszty sklepu.

Zerwał się z kanapy i na jej widok stanął jak wryty. Jego reakcja trochę zaskoczyła dziewczynę, więc również przystanęła niezdecydowana. Z jakiegoś powodu ten facet chciał, żeby przyjęła prezent od Fabrizia. Mało tego, czuła, że zależało mu na tym, żeby się podobała. Jednocześnie, wcześniejszy wybuch złości ochroniarza na prasę, żerującą na prywatnym życiu De Luca, wydawał się szczery. Nie miała powodu sądzić, że to ukartowali. Wciąż jednak czuła się niezręcznie, przyjmując taki prezent. Z drugiej strony, jeśli mężczyzna kupuje kobiecie ubranie, to albo jest nią zainteresowany w sposób bardzo bezpośredni, co w tej chwili odczuła jako przyjemne łaskotanie gdzieś poniżej pępka, albo jej własne ubranie jest beznadziejne, co natychmiast ją otrzeźwiło.

– Taaak? – powiedział powoli, przenosząc wzrok z nóg, na twarz Katarzyny.

– Dlaczego powinnam się zgodzić? – spytała, opierając dłonie na biodrach. – Podaj mi jeden powód, który mnie nie upokorzy.

– Bo wyglądasz w tym zabójczo – odparł bez zastanowienia.

Za plecami usłyszała ciche kaszlnięcie i zobaczyła w lustrze Danielę, wychylającą się z przymierzalni. Spojrzała na Stefano.

– Weź to, co ci się spodoba – powiedział szybko. – Jeśli któraś z rzeczy nie będzie odpowiednia, możemy ją potem oddać. Prawda? – zwrócił się do Danieli.

– Oczywiście – przyznała bez entuzjazmu.

– Musimy trochę przyspieszyć. – Stefano podszedł bliżej – Nie rób scen, potem to sobie wyjaśnimy w samochodzie – szepnął.

Zdała sobie sprawę, że on ma rację. Daniela z pewnością aż się paliła do odkrycia, co łączy niezwykłą klientkę z Fabiem. Odetchnęła głęboko i odwróciła się do właścicielki butiku. – „Skoro mogę potem wszystko zwrócić, to proszę bardzo.” – Pomyślała.

– No to pospieszmy się z tymi zakupami – rzuciła z udawaną swobodą i pomaszerowała do przebieralni.

            Po czterdziestu minutach wsiadali do samochodu, żegnani przez uśmiechniętą od ucha do ucha Danielę i jej asystentki. Niewątpliwie rachunek za elegancką walizkę ze znanym logo, wypełnioną ubraniami i butami oraz pokaźną kosmetyczkę, bardzo się do tego przyczynił. Katarzyna poczekała, aż odjadą na tyle daleko, żeby zniknąć im z oczu i sięgnęła po telefon. Nie miała zamiaru rozmawiać ze Stefano. To nie on to wymyślił. On tylko chronił szefa. Tylko, że ona nie miała zamiaru dać się potraktować, jak zwykła… „No powiedz to.” – Pomyślała. – „Powiedz!”- Ale jakoś nie mogła. Już miała wybrać numer Fabia, gdy Stefano oparł dłoń na ekranie jej iPhona.

– Nie przez telefon – powiedział spokojnie. – Jeśli czujesz się obrażona i chcesz mu to powiedzieć, to zrób to w cztery oczy – poprosił łagodnie. – Nigdy nie ufaj komórkom – dodał. – Nie wiadomo, kto tego słucha i kto czyta Twoje wiadomości.

Już miała zaprotestować, kiedy dotarło do niej, że jej własne dwa telefony są teraz w rękach obcych ludzi. Schowała iPhona do torebki. Ostatecznie mogła poczekać te piętnaście minut, które dzieliły ją od spotkania z Fabiem.

– Jesteśmy spóźnieni. – Westchnął Stefano. – Mam nadzieję, że będziemy mogli ruszyć zaraz po powrocie do domu. – Spojrzał na Katarzynę. – Mamy przed sobą co najmniej trzy godziny jazdy samochodem, jeśli szczęście nam dopisze.

Zajechali przed dom, gdzie stała już zaparkowana lancia, która przywiozła ich z lotniska. Chłopak w białym uniformie oraz dziewczyna w podobnym stroju pakowali do bagażnika walizki i Katarzyna rozpoznała swoją torbę znikającą w jego czeluściach. Chyba faktycznie byli spóźnieni. Nigdzie nie dostrzegła Fabrizia, więc przystanęła obok samochodu.

– Zapraszam na lunch – rozległ się głos z góry.

Nie musiała nawet unosić głowy, żeby wiedzieć, do kogo należał. Fabio patrzył, jak Stefano przekłada kupioną niedawno walizkę do bagażnika lancii, a następnie przeniósł wzrok na Katarzynę. Zmarszczyła brwi i poszła do jadalni.

– Wiedziałem, że to zły pomysł – przywitał ją – Przepraszam, jeśli cię uraziłem.

Przynajmniej nie musiała zaczynać tej nieprzyjemnej rozmowy. Popatrzyła na minę Fabio i jej gniew jakby zelżał. Miał na twarzy wymalowane poczucie winy i autentyczne zakłopotanie.

– Aż tak źle się ubieram? – spytała chłodno.

– Nie, nie to miałem na myśli – zaprzeczył gorliwie.

– W takim razie, co? – Oparła dłonie na biodrach. – Wiesz, jak się poczułam? Powinnam zażądać natychmiastowego odwiezienia mnie do miejsca zbiórki mojej grupy.

– Wiem – powiedział cicho.

Jego szczerość i pokora ją zaskoczyły. Nie próbował bagatelizować tego, co się stało. Zdawał sobie sprawę z błędu i przyznawał się do winy. Nie myślała, żeby faktycznie zażądać odwiezienia, ale też nie chciała tak łatwo przejść nad wszystkim do porządku dziennego. Owszem, podobał jej się, ale jego zachowanie zupełnie zbiło Katarzynę z tropu. Uważała Fabio za gentelmana, a teraz poczuła się zawiedziona.

– Czy mogę to jakoś naprawić? – zapytał, kiedy tak stała i wpatrywała się w gospodarza.

– Jeszcze nie wiem – odparła powoli.

            Zacisnął szczęki i czekał. Chciał tylko kupić pięknej dziewczynie sukienkę na wieczór, żeby poczuła się jak księżniczka. Pomysł ze skradzionym bagażem wydawał się idealny, żeby nie wprawić jej sklepie w zakłopotanie. Nie miał pojęcia jaki nosi rozmiar i jakie ma upodobania, więc zamówienie czegoś w ciemno było niemożliwe. No i chciał, żeby nałożyła szpilki, a tego nie dało się załatwić bez jej udziału. Wszystko szło świetnie, dopóki Daniela się nie rozkręciła, a potem nie było już odwrotu. Gdyby nie to cholerne spotkanie w interesach, mógłby zadzwonić i próbować jakoś wszystko wytłumaczyć. Miał tylko nadzieję, że Stefano postarał się zminimalizować straty. Był na siebie wściekły. Jak dorosły, poważny facet może okazać się takim kretynem?

– Jeśli naprawdę nie chcesz tych rzeczy – zaczął ostrożnie. – To wyrzucisz wszystko za burtę.

– Myślałam raczej o odesłaniu ich do sklepu – odparła, wciąż nachmurzona.

– To już lepiej je wyrzuć. – Westchnął. – Daniela nie chciałaby mnie widzieć przez następne pół roku. Nie wspominając o opinii, jaką wyrobiła by mi wśród przyjaciół.

            O tym nie pomyślała, ale to nie znaczyło, że zamierzała odpuścić. Skoro więc nie mogła oddać tych ubrań do sklepu, to co jej pozostało? Z kuchni dochodziły cudowne zapachy zapiekanego makaronu i poczuła burczenie w brzuchu. Jeśli mieli jechać do Wenecji, to powinni się chyba pospieszyć. Fabio ani razu nie spojrzał na zegarek, ani też nie popędzał gościa. Chyba naprawdę myślał, że Katarzyna zrezygnuje?

– Czy możemy coś zjeść, zanim zdecyduję? – spytała i zobaczyła, że odetchnął z ulgą. – Ale to nie znaczy, że wszystko jest w porządku – zaznaczyła.

                                                                       ***

            – Fakty są takie. – Głos Karoliny zabrzmiał donośnie w telefonie przestawionym na tryb głośnomówiący – Mieszkasz w jednym z najlepszych hoteli w Wenecji, zaproszona przez przystojnego faceta z własnym jachtem, który w dodatku zapłacił za twoją sukienkę. To może oznaczać tylko jedno: seks!

Katarzyna starała się delikatnie osuszyć mokre włosy ręcznikiem. Odbyła już rozmowę z mamą, informując ją, że zamierza sama zorganizować sobie pobyt we Włoszech, na wypadek, gdyby z biura podróży zadzwonili z pytaniem, dlaczego się nie zgłosiła. No i opowiedziała Karolinie prawie wszystko, co się wydarzyło między nią i Fabiem. Uznała, że nie musi mówić przyjaciółce o bagażu, który jednak przywiozła ze sobą do hotelu. W końcu Fabrizio wyjaśnił, że nie zamierzał uzupełniać garderoby gościa, ale tak po prostu wyszło i choć nie miała zamiaru zatrzymać tych rzeczy, w końcu przekonał dziewczynę, że wyrzucanie ich nie ma sensu.

– Mam nadzieję. – Westchnęła. – Żartowałam! – dodała szybko, słysząc chichot Karoliny. – Mieszkamy w osobnych pokojach, więc to nic pewnego, ale nie wykluczam takiej możliwości. Po tych czterech godzinach w samochodzie, trochę inaczej na niego patrzę.

– Hej, to brzmi poważnie. Czyżbyś zapomniała mi o czymś powiedzieć? – Przyjaciółka znów się roześmiała.

– Wiesz już wszystko, ale przysięgam, że jeśli jeszcze raz zachichoczesz w ten sposób, to na pewno nic więcej nie powiem!

– Spoko. Nikt nie życzy ci tak dobrze, jak ja. Może poza twoją mamą. Po prostu myślałam, że już się do siebie trochę zbliżyliście. No wiesz, pocałunki, takie przypadkowe dotknięcia tu i tam…

– Karola! Nie jesteśmy nastolatkami. Jeśli do czegoś ma dojść, to musimy to omówić, ustalić zasady i w ogóle.

– Ta, ta, ta, już to widzę!

Katarzyna wyobraziła sobie przyjaciółkę, jak przewraca oczami i robi minę pod tytułem: „Nie wciskaj mi kitu”. Tylko, że ona naprawdę była przekonana, że tak to powinno wyglądać. – „I tak właśnie będzie wyglądało.” – Postanowiła. W samochodzie, mimo szyby między pasażerami a Stefano i kierowcą, nie czuła się na tyle komfortowo, żeby poruszyć tę kwestię, a Fabio, jakby na złość, również omijał ten temat. – „Podczas kolacji będą lepsze warunki do takiej rozmowy.” – Pomyślała.

            Rozległo się pukanie do drzwi.

– Karola, muszę kończyć. To pewnie fryzjer – powiedziała szybko – Un attimo! (moment) – krzyknęła w kierunku wejścia.

– Kaśka, baw się dobrze – zawołała Karolina. – Tylko…

– No?

– Tylko się nie zakochaj!

– Spoko! – Rozłączyła się i poszła otworzyć drzwi. – „W moim wieku ludzie nie zakochują się ot tak.” – Pomyślała.

Miła ciemnowłosa dziewczyna z kolczykiem połyskującym w skrzydełku nosa wyszczerzyła do niej zęby w szerokim uśmiechu. Miała na sobie ciemnoniebieski fartuszek, przypominający szmizjerkę i ciągnęła za sobą metalowy kufer na kółkach.

– Dobry wieczór, zamawiała pani fryzjera? – spytała i nie czekając na odpowiedź weszła do pokoju. – Woli pani łazienkę czy przy toaletce? Ja wolałabym przy toaletce, bo w łazience jest trochę za mało miejsca na przybory. Co mam zrobić?

Mówiła z prędkością karabinu maszynowego i już otwierała kufer. Katarzynie opadły ręce, posłusznie usiadła na krześle przed lustrem.

– Doskonale – ucieszyła się dziewczyna. – Czyli zostajemy tutaj. Mam na imię Andrea. Czy ma pani jakieś życzenia? Mogę panią również umalować, bo jest pani ostatnią klientką, a widzę, że już umyła pani włosy.

– Dobrze. – Było to pierwsze słowo, które Katarzyna zdołała wypowiedzieć od chwili wtargnięcia do pokoju tego wulkanu energii. – Dobry wieczór – dodała i uśmiechnęła się, rozbawiona swoim zachowaniem. Dała się zdominować dziewczynie z kolczykiem.

– Proszę się nie przejmować moim gadaniem. – Andrea jakby czytała w jej myślach. – Wolę gadać niż słuchać. Poza tym jest pani zmęczona. Podać szklankę wody albo kawę?

– Wezmę wodę z lodówki – odparła Katarzyna i pomyślała, że Andrea może jej sporo powiedzieć o towarzystwie, które tu bywa. Może warto ją spytać o zwyczaje, jakie tu panują?

– Ja pani podam, proszę się zrelaksować. – Dziewczyna przeszła przez pokój, omijając masywny stolik oraz fotele obite kremowym, połyskującym materiałem i otworzyła lodówkę ukrytą pod blatem biurka. Nalała wody do szklanki którą przyniosła do części sypialnej. – Upinamy, czy zostawiamy rozpuszczone? – Rozejrzała się po pokoju. – Mogę zobaczyć sukienkę?

– Oczywiście. – Katarzyna wyjęła z szafy zakupioną niedawno kreację i powiesiła na drzwiach.

– Piękna – zachwyciła się Andrea. – Zostawmy rozpuszczone. Będą spływały na gołe ramię. Pewnie zjedzą państwo na zewnątrz, a wieczorem nie jest tak gorąco. Jakie miękkie, jak jedwab. – Westchnęła i zaczęła rozczesywać Katarzynie włosy. – Piękne są te pokoje. Pracuję tu dopiero dwa miesiące, więc nie widziałam jeszcze wszystkich, ale ten należy do najładniejszych – paplała. – Są jeszcze ogromne apartamenty, ale całe w złocie, tak, że człowiek czuje się jak w muzeum.

– Apartamenty? Mają jedną czy dwie sypialnie?

– I tak, i tak. Widziałam chyba dwa z dwiema sypialniami? Takich z pojedynczą jest więcej. To właściwie też apartament, tylko mniejszy.

– Naprawdę?

– Są jeszcze zwykłe pokoje jednoosobowe. – Andrea spojrzała na Katarzynę zdziwiona – No tak, pewnie nie rezerwowała pani tego osobiście. – W oczach fryzjerki odbiło się coś w rodzaju zazdrości.

„Co za ironia.” – Pomyślała Katarzyna. – „Nie mogę jej powiedzieć, że mnie także nie stać na taki hotel.” – Zostałam tu zaproszona – stwierdziła zamiast tego.

– Ach tak – rozmarzyła się natychmiast Andrea. – Pewnie zaręczyny, a może jakaś rocznica? – dodała szybko, zerkając na obrączkę na lewej ręce Katarzyny.

No tak, zapomniała, że we Włoszech mężatki noszą obrączkę na serdecznym palcu lewej dłoni. Zastanowiła się chwilę i przełożyła obrączkę na prawą dłoń. Poczuła się dziwnie i to uczucie jeszcze wzrosło, gdy napotkała zdziwione spojrzenie dziewczyny. – Jestem wdową – powiedziała, ale, o dziwo, nie poczuła przy tym ani bólu, ani żalu. Po prostu stwierdziła fakt. Popatrzyła na swoje dłonie i zsunęła obrączkę, kładąc ją na blacie przed sobą. Po chwili Andrea bez słowa zajęła się włosami gościa. W międzyczasie Katarzyna polerowała paznokcie. Sama robiła sobie pedicure i manicure, które zwykle ograniczały się wycięcia skórek i wypolerowania płytek.

– Piękne paznokcie. – Andrea najwyraźniej nie potrafiła długo milczeć. – Mogę je pomalować. U stóp też.

– Jak uważasz. – Katarzyna powoli zapadała się w błogi stan „nicnierobienia”. Dawno przestała przejmować się tym, ile zapłaci za te zabiegi. Czuła się tak dobrze, kiedy Andrea czesała i suszyła jej włosy, że ani trochę nie żałowała, iż przy zamawianiu fryzjera w recepcji nie pozwoliła odezwać się Fabriziowi. Trzeba przyznać, że bardzo dyplomatycznie próbował wliczyć wszystko do ceny pokoju, ale zdecydowanie odmówiła i już nie nalegał. – Tylko proszę cię o bardzo dyskretny makijaż – zaznaczyła – Na co dzień prawie się nie maluję.

Kiedy godzinę później przeglądała się w lustrze, nie mogła nacieszyć się własnym widokiem. Andrea naprawdę potrafiła czynić cuda. Kobieta lustrze wyglądała jak „milion dolarów”. Włosy kołysały się miękko przy każdym ruchu, łaskocząc Katarzynę poniżej łopatek, oczy wydawały się większe i bardziej zielone dzięki szaremu cieniowi o niebieskawym odcieniu. Koralowo-czerwone paznokcie dopełniały obrazu. Zerknęła na zegarek i sięgnęła po sukienkę. Właśnie dopinała sandałki na obcasie, gdy rozległ się dźwięk telefonu.

– Czy jesteś już gotowa? Mogę po ciebie przyjść? – Usłyszała znajomy głos. – „A jednak gentelman.” – Pomyślała. – Daj mi pięć minut.

Odrobina perfum tuż za uchem oraz na nadgarstki, błyszczyk i była gotowa. Na blacie wciąż leżała obrączka. Schowała ją do kosmetyczki, a na palec wsunęła mały złoty pierścionek z drobnymi cyrkoniami. Dobrze współgrał z kolczykami ze złotych płatków. – Wystarczy – powiedziała na głos.

Rozległo się pukanie. Podeszła powoli do drzwi i otworzyła.

Fabrizio spodziewał się, że Caterina będzie wyglądała pięknie, ale kiedy otworzyła drzwi, zabrakło mu słów. Nieczęsto się zdarzało, że aż tak się zachwycał widokiem kobiety. Prawdę powiedziawszy, ostatnio coraz rzadziej, ale tym razem go zatkało. Jednak szczęka opadła dopiero wówczas, gdy odezwała się swoim miękkim, ciepłym głosem.

– Czy twoje milczenie oznacza, że jest dobrze?

– Jest… – Oczy Fabia wyrażały zachwyt w czystej postaci. – Jest fantastycznie. – Głos miał niski i lekko ochrypły. Nie był w stanie ukryć, że ona mu się podobała i to w sposób, który sprawiał, iż czuł się swobodniej, mając na sobie dłuższą marynarkę. Podał Katarzynie ramię, a ona z czarującym uśmiechem wsparła się na nim i zrobiła kilka kroków. Kołysała się lekko, ale stąpała pewnie. – „Boże, kobieto, kim ty jesteś.” – Pomyślał oszołomiony. Skierowali się ku windzie, a kiedy drzwi się rozsunęły, weszła przed towarzyszem i odwróciła zgrabnie w miejscu, jak tancerka. Wewnątrz były już dwie pary, więc stali blisko siebie. Wdychał zniewalający zapach i czuł, że pragnie, by ta winda nigdy nie dojechała do celu. Rozległ się dzwonek, drzwi otworzyły się bezszelestnie. Ponownie podał dziewczynie ramię. Kiedy szef sali spytał o rezerwację, Fabio spojrzał, jakby zobaczył go dopiero w tej chwili. Caterina zaśmiała się cicho. – De Luca – rzucił, spoglądając na jej profil. Poszła za kelnerem, a mężczyzna za nią. Poruszała się z gracją, wciąż lekko kołysząc biodrami. Kiedy spojrzał w dół, zobaczył szczupłe stopy oplecione rzemykami. Stawiała je pewnie, mimo wysokich obcasów, tak jak gdyby nigdy w życiu nie chodziła w innych butach. Łydki, uda… Westchnął cicho, na widok krągłej pupy osłoniętej tylko cienkim materiałem, przez który delikatnie zarysowywała się na pośladku ukośna linia majteczek.

Kelner zaprowadził ich na taras, do stolika przy samej barierce, tak, że mieli widok na wyspę naprzeciw hotelu.

– Boże, jak pięknie. – Westchnęła Caterina i odwróciła się do Fabio przodem. – Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. – Delikatnie musnęła jego policzek. Zanim zdążył zareagować, odsunęła się i spoczęła na krześle, które przytrzymał dla niej kelner. Jak w transie, usiadł naprzeciw, czując, że ma zbyt opięte spodnie. – „Reaguję jak dzieciak.” – Pomyślał zaskoczony, przyjmując od kelnera kartę.

– Musisz mi pomóc. – Uśmiech błądził po twarzy Cateriny. – Wszystko ma takie zawiłe nazwy. Nie chciałabym się skompromitować – powiedziała, przesuwając palcem po brzegu menu, a on prawie poczuł ten dotyk.

– Na co masz ochotę? – spytał, siląc się na obojętny ton.

            Uniosła lekko jedną brew, co wywołało w nim falę gorąca, niebezpiecznie zmierzającą w dół, do miejsca, które i tak już go uwierało. Czy ona naprawdę flirtowała?

– Coś lekkiego – powiedziała wreszcie – Myślałam o drobiu, ale może być też ryba. Tylko bez trufli – dodała. – Nie sądzę, by były potrzebne.

– „Tego już za wiele.” – Pomyślał skonsternowany. – „To powinna być moja rola.” – Pochwycił jej spojrzenie i… ugrzązł, nie mogąc zebrać myśli. Jej oczy wydawały się zielone przy skąpym świetle zachodzącego słońca. Dyskretne oświetlenie restauracji podkreślało jeszcze ich barwę. Patrzyła na niego ze spokojem, tylko tajemniczy uśmiech, co chwila rozjaśniał twarz dziewczyny, zdradzając, że myśli nie tylko o jedzeniu. Przechyliła głowę i odgarnęła włosy, a on sięgnął po szklankę z wodą, bo nagle wydało mu się, że ma w gardle pustynię.

– Dobrze – powiedział po chwili. – Poprosimy o pomoc kelnera. Ja też jeszcze nie wiem, co będę jadł tego wieczoru. Waham się między krwistym stekiem i delikatną piersią w miodzie.

            Ledwie dostrzegalny rumieniec, jaki pojawił się na jej twarzy, powiedział mu, że Katarzynie spodobało się porównanie. Nie spuściła wzroku, ale przykryła nieco oczy rzęsami. Miała długie, ale delikatne, naturalne rzęsy. Spojrzał niżej, na usta, lśniące i koralowe. Tego wieczoru zamierzał spróbować tych ust. Być może czegoś jeszcze? Jak na razie wysyłała aż nadto oczywiste sygnały.

            Chłopak w uniformie zjawił się, gdy tylko zamknęli karty.

– Pani chciałaby coś lekkiego, może drób? – Fabrizio skierował wzrok na kelnera. Nie chciał się rozpraszać przy zamówieniu. Włoch idzie do restauracji nie tylko po to, by zjeść, ale aby odczuć całą gamę przyjemności z zamawiania, dobierania wina, kosztowania potraw. To swoista gra między gościem i obsługującym.

– Oczywiście, mamy wyśmienity drób, ale może skusi się pani na wołowinę? Polecam doskonałe polędwiczki z manzo ze świeżymi kurkami. Podajemy je bez sosu, który jest zbyt ciężki, tylko z ziołami i kolorowym pieprzem. Proponuję do tego grillowane warzywa i sałatę. – Kelner, co nie uszło uwadze Fabrizia, po prostu pożerał Caterinę wzrokiem.

– Zabrzmiało to tak kusząco, że nie potrafię odmówić – powiedziała gdzieś pomiędzy niego i chłopaka, ale Fabio mógłby przysiąc, że obaj poczuli się podobnie. Jakby obiecano im prezent.

– Doskonały wybór, signorina, nie będzie pani zawiedziona. – Kelner powiedział to z zachwytem – A dla pana? – zwrócił się uprzejmie do Fabrizia.

– Dla mnie stek – odparł chłodno. „Signorina”? – Krwisty – dodał po chwili. – I butelkę Prunotto di Barolo.

– Oczywiście. Czy życzą sobie państwo przystawki? – Chłopak natychmiast przyjął ugrzecznioną postawę – Proponuję szparagi z octem balsamicznym o aromacie trufli, bresaura z truskawkami na rukoli, szynka parmeńska z figami…

Fabrizio patrzył, jak Caterina przesuwa palcem wskazującym po brodzie, tuż pod dolną wargą i zastanawiał się, jakby jej smakowały truskawki albo figi. Jak ona by potem smakowała? Zauważył, że nie nosi na palcu obrączki, choć przysiągłby, że jeszcze w samochodzie ją widział.

– Weźmiemy bresaurę i szynkę z figami, Signora nie chce trufli – powiedział powoli, kładąc nacisk na słowo „Signora”. – Zgadza się? – zwrócił się do Cateriny, która kiwnęła głową z uśmiechem.

– Deser? – kelner spojrzał na nią z nadzieją.

– Z pewnością – odparła, podnosząc wzrok na wyprężonego jak struna chłopaka. – Ale musimy się najpierw naradzić – powiedziała tajemniczo, jakby chodziło o sprawę najwyższej wagi.

– Oczywiście – spłonął rumieńcem pod jej wzrokiem i czym prędzej się oddalił. – Przywiązujecie wielką wagę do określeń pani i panna? – spytała niewinnym tonem, kiedy zostali sami.

– Dosyć dużą. – Kącik ust mu drgnął. Zauważyła. – Dlaczego pytasz?

– Jakiego, twoim zdaniem, powinnam używać określenia, mówiąc o sobie? – Pochyliła się lekko do przodu, a włosy przerzucona na jedną stronę, wysunęły się zza ucha i spłynęły miękko w przód, osłaniając policzek. Miał taką ochotę odgarnąć je, a potem wsunąć palce głębiej, pod ucho, aż na kark.

– Właściwie… – Zastanowił się i spojrzał na jej dłonie. Nagle sięgnął przez stół i ujął jedną z nich w swoje. – Możesz używać obu określeń. Ty decydujesz – powiedział niskim głosem. Wydawało mu się, że zadrżała. Szybko spojrzał jej w oczy. Były ciemne, prawie nie widział tęczówek. O tak, teraz był pewien, że pragnęła go tak, jak on jej. Ta myśl sprawiła, że całe opanowanie diabli wzięli. Czuł, że ma erekcję i jeśli natychmiast nie porozmawia o czymś neutralnym, to ciężko będzie wytrzymać do końca kolacji.

            Ratunek nadszedł wraz z kelnerem, który postanowił zapracować na napiwek i w ekspresowym tempie podał przystawki oraz wino. Fabrizio patrzył, jak Caterina delektuje się kawałkami cieniutko pokrojonej wołowiny i truskawkami z pieprzem. Połączenie smaków było egzotyczne, ale jej odpowiadało.

– Mmm, to jest pyszne – stwierdziła, oblizując koniuszkiem języka usta, do których przylgnęły kawałeczki grubo mielonego pieprzu. – Ciekawe zestawienie.

– Coś mi to przypomina – powiedział, nie spuszczając wzroku z jej ust. – Słodycz z odrobiną pieprzu.

Zaśmiała się cicho. Spojrzała na niego tak, że zrobiło mu się gorąco.

– Chcesz spróbować? – spytała i zaczęła powoli zawijać kawałek truskawki w skrawek wołowiny. – Chyba, że w takim lokalu to nie wypada – dodała z wahaniem, nie podnosząc wzroku znad talerza.

– Do diabła z tym, co wypada. – Zastanawiał się, jakim sposobem zdołał to powiedzieć, skoro wcześniej wypuścił z płuc całe powietrze. Wziął ostrożnie do ust to, co podała mu na widelcu. Jadł tę potrawę chyba ze sto razy, ale nigdy nie smakowała tak dobrze.

– Chcesz spróbować mojego? – Zdał sobie sprawę z gry słów dopiero wówczas, gdy to powiedział, ale oboje byli już podnieceni, więc tylko uniósł znacząco brew.

– Mogę – odparła i zsunęła zębami kawałek szynki owinięty wokół ćwiartki figi, który nabił na swój widelec – Mmm, jeszcze lepsze. Słona figa – powiedziała powoli, wpatrując się w Fabia. Oczywiście wiedziała, ze figa po zmianie jednej zaledwie litery może oznaczać cipkę, ale nie zdołała się powstrzymać. Teraz oczekiwała reakcji i doczekała się.

            Przełknął z trudem, poprawił się na krześle, jakby nagle stało się strasznie niewygodne.

– Państwa wołowina. – Kelner zjawił się nie wiadomo skąd, a może po prostu oni byli zbyt zajęci sobą, by go zauważyć. – Czy przystawki smakowały?

– Jeśli danie główne okaże się równie dobre, jak przystawka, to obawiam się, że będę musiał przejść do deseru szybciej, niż planowałem. – „Mam ochotę na ciebie.” – Mówił jego wzrok, zawieszony na odsłoniętym ramieniu Cateriny.

            Z pasją odkroiła kawałek mięsa i wsunęła do ust. Gdyby ktoś zapytał ją o zdanie, to w tej chwili nie potrafiłaby powiedzieć, jak właściwie smakowało. Czuła na sobie parzący wzrok, który co chwila prześlizgiwał się po jej ciele i było to naprawdę wspaniałe wrażenie. Pożądanie, z jakim Fabio na nią patrzył działało niczym afrodyzjak, lepszy niż wszystkie trufle świata. Pociągnęła spory łyk wina, którego ostry aromat podrażnił jej podniebienie. Po raz pierwszy od śmierci Roberta czuła, że pragnie mężczyzny i w dodatku ten mężczyzna siedział obok, na wyciągnięcie ręki. Jadła powoli, przeżuwając każdy kęs i rzucała mu od czasu do czasu spojrzenie pod którym topniał jak wosk. Gdyby powiedziała, że chce iść do pokoju, pobiegłby za nią, jak napalony nastolatek. Myśl, że jeden z bardziej pożądanych singli we Włoszech siedział teraz z nią i obmyślał w jakiej pozycji ją przelecieć, sprawiała Katarzynie perwersyjną przyjemność. – „Niech to jeszcze trochę potrwa, zanim pójdziemy do łóżka.” – Pomyślała. – „Potem mogę się grzecznie opalać razem z jego gośćmi na jachcie.” – Nie miała wątpliwości, że jutro czar pryśnie, ale tej nocy było „tu” i „teraz”.

            Kończyli już prawie jeść, kiedy z głównej sali dobiegły ich dźwięki muzyki i po chwili ciepły męski głos oznajmił, że parkiet i muzyka „na żywo”, są do dyspozycji gości.

– Zatańczysz? – spytał Fabrizio, czując, że ryzykuje uszkodzeniem swojej męskości, jeśli taniec będzie szybki.

– Chętnie – odparła i odłożyła sztućce. Uwielbiała tańczyć, a w tej chwili miała ochotę poczuć na sobie dłonie Fabia.

            Wstał, zapinając guzik marynarki i podał Caterinie dłoń. Miał wrażenie, że jej wzrok prześliznął się po jego sylwetce zdecydowanie niżej, niż nakazywała przyzwoitość i natychmiast na to zareagował. Czy ona nie miała litości? Szła jakieś dwa kroki przed nim i Fabio zauważył ukradkowe spojrzenia, które siedzący przy najbliższych stolikach mężczyźni posyłali jego towarzyszce. Czyli, nie tylko on zwrócił na nią uwagę, ale tylko on miał do niej prawo. Poczuł dumę. Weszli na parkiet, gdzie tańczyły już dwie pary. Położył rękę na szczupłej talii, a Caterina oparła piersi o tors partnera, tak że przez warstwy dzielącego ich materiału poczuł ciepło. Miał gdzieś, czy wyczuła, jaki jest napalony. Wolną dłoń położyła na ramieniu Fabio. Ich twarze znalazły się blisko siebie. Wdychał zapach włosów, muskał delikatnie policzek i rozkoszował się gładkością skóry dziewczyny. Taniec się skończył, ale oni nie zmieniali pozycji i czekali. Zabrzmiało Lady in red i oboje zgodnie dopasowali się do rytmu. Poczuł, jak drobna dłoń przesuwa się na jego kark i z gardła mężczyzny wyrwał się cichy pomruk. Jezu, ależ miał ochotę wpić się w te pełne usta, sięgnąć językiem głębiej… Bezwiednie przyciągnął dziewczynę do siebie, mocniej przyciskając jej biodro do… Kurwa, miał potężny wzwód! Odchyliła się lekko i musnęła ustami kąt żuchwy Fabia, a potem również otarła się o niego biodrami. Tańczyli, więc nikt poza nim nie widział w tym nic niezwykłego, ale on poczuł nagle ucisk gdzieś pod jądrami. Nie mógł dłużej ignorować natury, bo gotowa była przejąć kontrolę nad jego fiutem.

            Katarzyna śmiała się pod nosem, gdy prowadził ją między stolikami. Nie miała zamiaru dłużej się pastwić. Chciała poczuć go w sobie i to jak najprędzej. Wyraziła żal, że nie może skosztować wspaniałych lodów z owocami, ale espresso w zupełności jej wystarczy, po czym patrzyła z satysfakcją, jak Fabrizio wychyla filiżankę jednym haustem i daje kelnerowi sowity napiwek za rekordowy czas podania kawy. Drogę do windy pokonali, trzymając się za ręce.

– Jak się czujesz? – spytał, kiedy czekali na przyjazd kabiny.

– Jak w filmie – szepnęła zmysłowo, mając w pamięci „Turystę”, a we krwi prawie pół butelki ciężkiego wina.

– Jak w filmie? – powtórzył, przysuwając się bliżej, kiedy drzwi windy zasunęły się za nimi.

– Tak – spojrzała szeroko otwartymi oczami – Przecież o to chodziło, prawda? Luksusowe stroje, drogi hotel, kolacja przy świecach… – wyliczała – To wszystko miało mnie oczarować i… oczarowało.

            Podziałało jak kubeł zimnej wody. Więc to nie on był powodem jej stanu, ale… oprawa? Poczuł się, jakby dała mu w twarz.

– Naprawdę tak sądzisz? – Głos Fabio był zupełnie inny, głuchy i Katarzyna aż zadrżała pod jego wpływem.

– A nie jest tak? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.

            Drzwi windy rozsunęły się cicho. Wyszła pierwsza i zrobiła kilka kroków w kierunku swojego pokoju. Myślała, ze pójdzie za nią, ale on został w tyle, więc odwróciła się skonsternowana. Była pewna, że jej pragnął, a ona pragnęła go również, bardziej niż chciała to przyznać.

– Nie, ale cieszę się, że ci się podobało – wygłosił formułkę, która pewnie miała ją udobruchać, ale odniosła wprost przeciwny skutek. To nie do wiary, że był aż tak czuły na punkcie swojej męskości. On i kompleksy?

– Och, przepraszam, że uraziłam twoje Ego – powiedziała ze złością. – Tak czy inaczej, dziękuję za kolację i za taniec. Było naprawdę wspaniale. – Czuła, że jeszcze chwila i głos zacznie jej drżeć. – Dobranoc.

            Dotknęła kartą magnetyczną zamka, modląc się w duchu, by zadziałała za pierwszym razem.

– Dobranoc, Caterina. – Usłyszała jeszcze, nim drzwi się za nią zamknęły. Nie mogła uwierzyć, że jej nie zatrzymał.

– Głupi dupek – wymamrotała pod nosem. – Głupi, zakompleksiony makaroniarz z małym fiutem! – dorzuciła i ze złością odsunęła zamek w sukience. Kiedy została tylko w bieliźnie i szpilkach, spojrzała na swoje odbicie w lustrze, przegięła się w pasie, odchylając głowę. Przez koronkowy stanik bez ramiączek przebijały sterczące sutki, a cienkie majteczki nie były w stanie wchłonąć już ani odrobiny wilgoci więcej.

– Twoja strata, palancie! – wysyczała i poszła do łazienki.

                                                                       ***

            Fabrizio stał na balkonie i patrzył na przepływające w dole łodzie. Właśnie pobił swój rekord. Udało mu się dwa razy spieprzyć sprawę z tą samą kobietą i to w ciągu jednego dnia. – „Kurwa, Tiziana, zabiłbym cię, gdyby nie to, że nie żyjesz.” – Pomyślał, zaciskając szczęki tak mocno, że aż zabolało. Zareagował, jak byk na czerwoną płachtę, kiedy Caterina powiedziała mu, że oczarował ją pieniędzmi. Jakby po raz kolejny czytał ten przeklęty list: Nigdy cię chyba nie kochałam. Oczarowałeś mnie przepychem i podarkami, ale to za mało, żeby dzielić z Tobą życie… Przeczytał to tyle razy, że znał każdy wers na pamięć. A myślał, że świat może się zawalić tylko raz. Odchodzę z człowiekiem, którego kocham… napisała. Gdyby znalazł ten list zanim zginęła, mógłby rzucić jej w twarz, jaką jest dziwką, mógłby kazać jej iść precz… Nie chodziło o pieniądze, które zabrała. Niech je szlag! Ale ona pieprzyła się z tym facetem przez pół roku i jednocześnie wchodziła do ich wspólnego łóżka. – „Rozkładałaś nogi tym chętniej, im większy brylant dostałaś.” – Odczuwał niesłabnącą gorycz.

            Wrócił do pokoju i nalał sobie whisky, które znalazł w barku. Spieprzył sprawę z Cateriną. Gdyby nie jego demony, miałby ją teraz w ramionach. Wymawiałaby jego imię tym ciepłym, miękkim głosem, który przyprawiał o dreszcze. Chciała być szczera, chciała pokazać mu, jak docenia jego starania… Zależało jej. Wytłumaczyła sobie nawet to głupie zachowanie z zakupami. Miała prawo się wkurzyć. Nic dziwnego, że nie odebrała teraz telefonu i nie otworzyła drzwi. Nie zdziwiłby się, gdyby rano kazała odwieźć się do miasta. Po tym wszystkim, co przeszła, zasługiwała na wakacje z beztroskim facetem, który pozwoliłby jej zapomnieć, a nie na kogoś takiego jak on. Znów poczuł, że zaciska szczęki. Dała mu drugą szansę, trzeciej już nie otrzyma. Nie po tym, jak się zachował. A jednak nie mógł tego tak zostawić.

– Recepcja? Chciałbym zamówić bukiet róż, czerwonych. Na jutro, na… – zastanowił się chwilę. Była rannym ptaszkiem, ćwiczyła na siłowni kilka minut po siódmej. – Na siódmą trzydzieści. Do tego śniadanie na dwie osoby na niebieskiej zastawie, a jeśli nie macie, to mają być niebieskie serwetki, kokardki, cokolwiek. I niech tu przyjdzie boy z bilecikiem, chcę go dołączyć do kwiatów – rozłączył się.

            Po pięciu minutach rozległo się pukanie i Fabrizio wpuścił do pokoju chłopaka w uniformie. Miał rudą czuprynę i śmiejące się oczy, tak, że nawet Fabio musiał się na chwilę rozchmurzyć.

            Jestem idiotą, ale zjedz ze mną śniadanie, proszę.

            Schował liścik do maleńkiej błękitnej koperty. Wręczył ją chłopakowi wraz z pięćdziesiątką euro.

– Zaniesiesz to jutro razem z kwiatami do apartamentu obok i dasz kobiecie, która tam mieszka, zanim wejdzie kelner. Jeśli ona przyjmie śniadanie, dostaniesz pięć razy tyle. Zrozumiałeś?

            Chłopak nawet nie mrugnął, jakby codziennie otrzymywał takie polecenia i takie napiwki. Kiedy wyszedł, Fabrizio wziął szklankę z whisky i stanął na balkonie. Co on by dał za to, żeby być teraz za ścianą? Dochodziła dwunasta i Caterina pewnie położyła się spać. Złapał się na tym, że zgaduje, czy ona sypia nago. – „Kurwa, jestem masochistą.” – Pomyślał, zerkając na swój rozporek. Powiał lekki wietrzyk, przynosząc owocowo-ziołowy zapach, który sprawił, że puls mężczyzny przyspieszył. Podszedł do barierki i ostrożnie wychylił się tak, by widzieć sąsiedni balkon.

                                                                       ***

            Katarzyna stała oparta o barierkę i patrzyła przed siebie. Miała na sobie szlafrok, mocno rozchylony na piersiach. Słaby podmuch przyjemnie łagodził wilgotny upał, który utrzymywał się mimo późnej pory i osiadał na ciele nieprzyjemną mgiełką. Nagle, kątem oka zauważyła ruch na balkonie obok, jednak nie odwróciła głowy.

– Caterina – powiedział cichym, lekko schrypniętym głosem Fabio. Czuła w nim zarówno podniecenie jak i niepewność. Oszałamiająca mieszanka, pomyślała.

– Taak? – odparła nie patrząc na niego. Nie była już zła. Długo się zastanawiała, dlaczego tak zareagował i doszła do wniosku, że nie chodziło tylko o urażoną dumę. Nie mogło chodzić o taką bzdurę. Co nie zmieniało faktu, że zepsuł jej wieczór.

– Jestem idiotą! – powiedział z tak rozbrajającą szczerością w głosie, że odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy.

– Przez grzeczność, nie zaprzeczę – odparła, starając się zachować powagę. Jednak zdradziło ją lekkie drżenie kącików ust.

– Nawet nie pytam, czy wybaczysz… – zaczął, wbijając wzrok w swoje dłonie splecione na szklance z resztką alkoholu – Ale chciałbym ci powiedzieć, że rzeczywiście zależało mi na tym, aby cię oczarować – zamilkł, a ponieważ nie wydała żadnego dźwięku, przyjął to za dobrą monetę – Ja również byłem… jestem oczarowany. Jesteś piękna. – Podniósł wzrok i zobaczył, że przygląda mu się uważnie. – Żałuję tego, co powiedziałem – zniżył głos do szeptu – I tego, czego nie wypowiedziałem.

            Caterina wodziła opuszkami palców po dekolcie, wzdłuż brzegu szlafroka, jakby zastanawiając się nad sensem jego słów. Wreszcie sięgnęła dłonią pod materiał, do obojczyka i odchyliła głowę, przymykając oczy. Śledził ruch ręki, zastanawiając się, jak delikatna i pachnąca musi być wilgotna skóra kobiety. Westchnął głęboko, czując narastającą w podbrzuszu falę ciepła. – „Zaraz mi stanie.” – pomyślał.

            Gdyby chodziło o coś więcej, niż wakacyjny romans, Katarzyna wycofałaby się na z góry upatrzone pozycje. Ale nie chodziło. Ostatni raz, kiedy umówiła się na randkę wyłącznie dla seksu, miał miejsce na trzecim roku studiów. Pojechała na obóz narciarski i miała absolutną pewność, że nie spotka gościa nigdy więcej. Zadbała tylko o prezerwatywy. Dziś nawet nie pamiętała, jak miał na imię, a co dopiero, czy był gentelmanem. Czy miało znaczenie, jak Fabio się zachował? Pociągał ją fizycznie i czuła, że ona też go pociąga. Inteligencja stanowiła miły dodatek, a pieniądze pozwalały na dobrą zabawę.

– Co pijesz? – spytała, zerkając na prawie pustą szklankę. – Też miałabym ochotę na drinka.

– Whisky – odparł bez tchu. – Jeśli pozwolisz, to przyniosę ci coś lepszego.

– Za pięć minut – powiedziała i ruszyła do pokoju.

            Stanął przed drzwiami i odliczał sekundy: dziesięć, dziewięć, osiem, siedem… Jeszcze nigdy nie przygotowywał crodino z martini w takim tempie. Miał tylko nadzieję, że jej posmakuje. …trzy, dwa, jeden. Do diabła, miał tremę jak za pierwszym razem! I czuł się z tym wspaniale.

            Drzwi otwierały się wolno, a z każdym centymetrem, napór na spodnie Fabrizia przybierał na sile. Wreszcie ukazała się Caterina, bosa, w luźno zawiązanym szlafroku, z włosami opadającymi na ramiona. Bez słowa podał drinka, a ona podniosła go do ust i cofnęła się o krok, by pozwolić mu wejść. Pchnął drzwi, które zamknęły się z cichym stuknięciem za jego plecami. Poczuł szybsze uderzenia krwi, kiedy upiła spory łyk i z zadowoleniem oblizała usta koniuszkiem języka.

– Dobre – powiedziała tym miękkim głosem, który od tej chwili miał już kojarzyć z seksem.

            Uniosła głowę, odstawiając szklankę i wiedział, że to sygnał dla niego. Ujął twarz Cateriny w dłonie, sięgnął wargami ust. Były tak cudownie miękkie i wilgotne, smakowały gorzkawym crodino i czymś jeszcze, co przyprawiało Fabia o zawrót głowy. Śmiało wsunął język w rozchylone usta, a dziewczyna przyjęła go z cichym jękiem i zarzuciła mężczyźnie ręce na szyję, przesuwając palcami po głowie i karku. Jedną dłoń wsunął pod włosy, a drugą sięgnął w dół, do podstawy pleców i przygarnął Caterinę do siebie. Pragnął w tej chwili tak bardzo, tak mocno… Nabrzmiały fiut znalazł się pomiędzy nimi. I wtedy ona zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Wypchnęła biodra do przodu, napierając śmiało i jednocześnie przesunęła własnym językiem po jego języku, jakby to był… Jezu! Brakowało mu tchu, ale za nic w świecie nie chciał tego przerywać, więc odsunął usta na centymetr od jej gorących ust i nie cofając języka, wciągnął powietrze nosem, Caterina zrobiła to samo i znów na siebie natarli, pochłaniali się wzajemnie, ssali i kąsali. Fabio zdążył już przesunąć dłonią po karku, szyi, ramieniu i sięgnął ku piersi. Była jędrna i miała sterczącą, twardą brodawkę. Ścisnął ją w dłoni, jak dojrzały owoc przed skosztowaniem. Oderwał się od ust Cateriny i ciężko dysząc pochłonął ustami zarówno brodawkę, jak i okalającą ją aureolę. Usłyszał cichy jęk, rozchylił usta by poczuć więcej. Ssał i kąsał, a każdemu zaciśnięciu zębów towarzyszyły jęki rozkoszy. Opierała ręce na jego ramionach, wyginając się w tył i wciąż napierała biodrami. Sięgnął do drugiej piersi, zsuwając szlafrok. Caterina zaczęła odpinać drżącymi rękoma koszulę Fabio, aż wreszcie zdarła ją i rzuciła na podłogę. Przyciągnął dziewczynę do siebie, by poczuć jej delikatną skórę na swojej. Westchnęła głośno i oparła mu głowę na ramieniu. Poczuł na szyi gorący oddech i nie był w stanie czekać dłużej. Poprowadził ją do części sypialnej, trzymając ciasno w talii, jakby się bał, że nie pójdzie za nim, że się wycofa, ale szła posłusznie, nadal z głową na jego ramieniu. Kiedy zatrzymał się obok ogromnego łoża, położyła dłonie na pasku spodni i spojrzała Fabio w oczy, szukając przyzwolenia. Rozsunął szlafrok, czując, że Caterina powoli rozpina klamrę. Zanim spodnie opadły na podłogę, sięgnął do kieszeni, wyjął kilka srebrnych torebeczek i rzucił je na brzeg łóżka.

– Aż tyle? – zaśmiała się dźwięcznie i pozwoliła opaść szlafrokowi na podłogę.

            Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie miała nic pod spodem. Spojrzał w dół. Mała kępka jasnych kręconych włosów łonowych, ukształtowana w taki sposób, by pozostawała niewidoczna pod kostiumem. Poczuł w jądrach gorąco, które przelało się falą do twardego jak kamień fiuta. Caterina podeszła bliżej i oparła ręce na biodrach mężczyzny. Pochylił się i znów pochłonął słodkie usta, sięgając jednocześnie dłonią między jędrne uda. Naparła na jego dłoń z głośnym westchnieniem. Omijając łechtaczkę, śmiało wsunął w nią palec. Krzyknęła, odrywając usta od jego ust i mocniej wypchnęła biodra do przodu.

– Jezu, ale jesteś gotowa. – Uśmiechnął się do Katarzyny i powoli wycofał palec, by po chwili znów zanurzyć go w jej ciepłym wnętrzu. Jęczała i wiła się pod wpływem pieszczot. – Chcesz go, prawda?

– Chcę – jęknęła ochryple i wsunęła dłoń pod gumkę bokserek, obejmując twardego fiuta, jednocześnie drugą ręką zsunęła je w dół, na uda. Stęknął z wysiłkiem, czując paznokcie przesuwające się po delikatnej skórze od główki aż po nasadę. – Mmmm – zamruczała zmysłowo. Był duży i miał nabrzmiałe żyły na całej długości.

            Pomógł sobie ręką i pozbył się wreszcie ostatniej części garderoby. Popchnął Caterinę na łóżko, a sam sięgnął po prezerwatywę. Podciągnęła się do wezgłowia i oparła o poduszki, śledząc spod rzęs jak w pośpiechu naciąga gumkę. Ukląkł na brzegu łóżka i spojrzał na dziewczynę głodnym wzrokiem. Nawet w słabym świetle widział rumieńce na delikatnych policzkach, obrzmiałe od pocałunków usta i oczy… ciemne, zamglone. Oddychała płytko i szybko, czekając na niego. – „Doczekałaś się, skarbie.” – Pomyślał i jednym gwałtownym ruchem rozsunął jej uda. Drżała na całym ciele, kiedy powoli zbliżał się do obrzmiałej, wilgotnej cipki. Oparł wreszcie główkę o miękkie ciało i spojrzał w rozszerzone oczy Cateriny. Pchnął mocno, zanurzając się aż po jądra. Powitała go wyrzutem bioder i krzykiem, który uwiązł jej w gardle, tak że wydała tylko stłumiony, ochrypły i niski dźwięk. Wycofał się powoli, prawie do końca, napawając się efektem, który wywołał. Naparli na siebie znowu, jednocześnie wyginając biodra i nic już nie mogło ich powstrzymać. To było jak pierwotna siła, która pchała ku sobie kochanków. Szaleńcze tempo, jakie narzucili, sprawiło, że po chwili dwa ciała pokryły się potem. Caterina jęczała cicho przy każdym pchnięciu i wyprężała się coraz bardziej. Nagle Fabio zdał sobie sprawę, że za moment eksploduje, a nie jest pewien, jak daleko zaszła jego kobieta. Zmienił rytm, sięgając jednocześnie do jednej z piersi. Objął ją prawą dłonią, wspierając się na łokciu i kciukiem zaczął pieścić brodawkę, co dziewczyna powitała głośnym jękiem. Pracował teraz wolniej, ale pod nieco innym kątem, wyginając kręgosłup w pałąk.

– Dochodzę – sapnęła.

„W samą porę.” – Pomyślał, gdy poczuł znajome ukłucie pod jądrami. Zbliżał się do mety, ale nie chciał przekroczyć jej pierwszy. Oderwał dłoń od piersi i przesunął ją po śliskim od potu ciele Cateriny, aż na sam dół, do mokrej, pulsującej szparki. Odszukał kciukiem łechtaczkę. Dziewczyna wyprężyła się gwałtownie. – „Tu cię mam.” – Jej reakcja zachwyciła Fabia. Zataczał kciukiem kółka, zwiększając stopniowo nacisk. Jednocześnie nie przestawał wbijać się w nią swoim potężnym kutasem. Rozchyliła mocno uda, by ułatwić dostęp i wilgoć z jej cipki spłynęła mu na jądra. Czuł paznokcie na łopatkach, a w uszach rozbrzmiewało kwilenie, jak skarga na przedłużające się, słodkie tortury. Nagle wygięła się mocniej, przyciągając równocześnie mężczyznę do siebie. Krzyknęła cicho. Po chwili krzyknęła po raz drugi i zrozumiał, że słyszy własne imię, zniekształcone przez rozkosz, która ją ogarniała i porywała ze sobą. Twarz Cateriny zastygła w ekstazie. Miała przymknięte oczy i rozchylone usta. Fabio czuł bolesny żar wypełniający jądra. Znieruchomiał na moment, a potem pchnął jeszcze raz z całej siły i doszedł z głośnym jękiem.

            Leżeli jeszcze przez długą chwilę bez ruchu, dysząc jak po biegu. Wreszcie Fabrizio wysunął się z ostrożnie i ściągnął prezerwatywę. Zawiązał ją wprawnym ruchem i rzucił na podłogę obok łóżka.

– Boże – szepnęła Caterina. – Ale trzęsienie ziemi.

            Wezbrała w nim taka duma, że przygarnął dziewczynę do siebie i pocałował mocno w usta. Jego sztywny jeszcze i mokry fiut dotknął jej brzucha.

– Wybacz, zaraz się umyję – powiedział, nagle zakłopotany.

– Nie, zostańmy tak – szepnęła miękkim, ciepłym głosem. – Tak jest dobrze.

            Leżał, słuchając, jak gdzieś za oknami miasto tętni nocnym życiem. Wtulili się w siebie, okryci tylko prześcieradłem, które wchłaniało pot, oblepiając dwa splecione ciała.

– Chyba powinnam zamknąć okno. Strasznie gorąco, może klimatyzacja pomoże? – powiedziała sennie Caterina.

– Ja to zrobię. – Fabio pocałował ją po raz kolejny. – Za chwilę…

            Okno pozostało jednak otwarte. Po kilku minutach słychać było tylko miarowe spokojne oddechy i dalekie odgłosy miasta, które nie miało zamiaru zasnąć. Lekki wietrzyk poruszał cienkimi zasłonami, wpuszczając do pokoju powiewy ciepłego, wilgotnego powietrza.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Mój. Boże. W końcu.

Jestem pod wrażeniem lekkości i płynności, z jaką piszesz. Kiedy przeczytam już ostatnią część, będę wracać do wszystkich z kilkanaście razy. Gratuluję.

B.S.

Dzięki.
Nie ukrywam, że bardzo czekałam i po cichu liczyłam na pozytywny pierwszy komentarz 😉

Cieszę się zatem, że mogłam spełnić Twoje oczekiwania!
Jak idą prace nad kolejną częścią?:D

Rety… Bardzo dobre opowiadanie. Rozgrywka pomiędzy bohaterami… Palce lizać. Dawno nie czytałam czegoś równie podniecającego. Napisane lekko i z łatwością, a jednocześnie duszne, mokre i lepkie. Będę wracać, na pewno.

I jeszcze…
„[proponuję taką frazę aby uniknąć powtórzenia słowa „być”. „Być” to podstępny czasownik, jak zauważyła kiedyś mistrzyni stylu oraz korekty – Artimar. Aby go usunąć, trzeba zwykle przebudować całe zdanie.] ”
😉

Masz świętą rację! To moja „pięta achillesowa”. Pracujemy nad tym z moim wspaniałym korektorem.
Niestety, na przebudowywaniu zdań cierpi wartkość akcji. Ale się staram 🙂
Pozdrawiam

Wszystko fajnie, ale fragment, który zacytowałam wypadałoby usunąć z tekstu 😉

Chyba nie zrozumiałam 😉 Który konkretnie fragment masz na myśli?

Madź wprost zacytowała uwagę korektora, która została w tekście:

[proponuję taką frazę aby uniknąć powtórzenia słowa „być”. „Być” to podstępny czasownik, jak zauważyła kiedyś mistrzyni stylu oraz korekty – Artimar. Aby go usunąć, trzeba zwykle przebudować całe zdanie.].

Takie rzeczy nie powinny się zdarzać. Literówki czy drobne błędy można wybaczyć, ale to naprawdę była przesada…

Masz ładny styl, czyta się przyjemnie, choć jak dla mnie za dużo całej tej „obyczajowości”. Za dużo lukru 😉

Przynajmniej wiemy że nie mamy do czynienia z jakąś wulgarną nastolatką. Tylko z wrażliwą i dojrzałą kobietą.

Różnica 10 lat w przedziale wiekowym 20-40 jest całkiem w porządku :).

Przeczytałem. Warto było trochę się przymusić na początku. Wrażenie takie że mi trochę brakuje słów :). Bardzo mi się podobają opisy seksu. Po mimo że w odbiorze obrazu zazwyczaj potrzebuję silnego bodźca, Tobie udało się osiągnąć efekt środkiem delikatnym. Fajne, kobiece i soczyste opisy.

Wow, czy ja się doczekałam pochwały przy drugim rozdziale???
Ciesze się, że Ci przypadło do gustu. Nie będę się wypierać, to kobiece podejście do tematu i nie potrafię go zmienić.
Pozdrawiam i dzięki. Trochę mi urosły skrzydełka.

I dobrze że nie Zmienisz. Bo była by szkoda …

Ja trochę się może czepiałem na początku ale podobał mi się Twój niepowtarzalny styl i estetyka języka. Chciałbym tak umieć.

A dlaczego chcesz zmieniać? Jakby wszyscy mieli takie same podejście to świat byłby nudny.

Niczego Roksano nie poprawiaj.
Jeżeli mogę cokolwiek sugerować.;-))
Nikt tutaj nie jest nieomylny.;-))

Z zainteresowaniem sledze losy bohaterow, oboje maja bolesne doswiadczenia utrudniajace im wzajemne zblizenie pomimo widocznej fascynacji. Autorka oddaje to w sposob przekonujacy i wciagajacy zarazem. Do tego pieknie wkomponowane elementy obyczajowo-humorystyczne, w szczegolnosci dwie sceny bardzo „kobiece” – zakupy w butiku oraz rozmowa z Andrea. Usmiechalem sie pod nosem.

Wspaniale się czyta. W przeciwieństwie do B.S. mam nadzieję, że to jest ostatnia część. Takie niedopowiedzenie do końca, pozostawia miejsce wyobraźni.

Nie jest ostatnia, ale nie powiem „niestety nie”. Myślę, że znajdziesz coś dla wyobraźni, choć jeszcze sporo się wyjaśni.
Pozdrawiam.

Nie zawiodłem się ;-))

Kochani, strasznie Was przepraszam za te „niedoróbki”. Moja wina, moja wina itd. Już naprawiam i obiecuję solennie poprawę 😉

Tak mnie wciągnęło czytanie, że nie widziałam żadnych usterek. Namalowałaś słowami wiarygodną historię. Jest podniecająco, momentami zabawnie, a wszystko w luksusowej scenerii. Cieszę się niezmiernie na ciąg dalszy opowieści 🙂

Patrycjo, piszę dalej. Mam nadzieję, że dalszy ciąg także Ci się spodoba.
Pozdrawiam.

Czytając to czuję się jakbym czytała Meg Cabot. Niestety nie mam już 12 lat i twój styl zupełnie do mnie nie przemawia.
Może zbyt wiele razy obejrzałam pretty woman?
Zastanawiam się jak można coś kroić na talerzu z pasją, bo jedyny obraz który mam w głowie jest teatralny i w prawdziwym życiu wyglądało by to zupełnie idiotycznie. W poprzedniej części z pasją nabijano oliwkę jeśli się nie mylę.
Birkin, nie berkin. Jak Jane Birkin, która była inspiracją dla tego modelu.
Niebieski nie wydobywa zielonego koloru oczu tylko fioletowy.
Po co dodajesz takie szczegóły jeśli się przy nich mylisz! Ja wiem, że to pierdoły ale mnie akurat drażnią.
Wydawało mi się że postać Katarzyny jako głównej bohaterki powinna być pełna, wyrazista, a ja w ogóle nie czuję jej emocji. Jest tylko takie bach! chyba się zakochałam, a jestem na to za stara. Zamiast jakiejś wewnętrznej przemiany, wychodzenia z własnej skorupy jest taką zakochaną nastolatką, a wszystko jest jak w bajce. Powinien jeszcze wpaść Bond James Bond i zrobić rozróbę, albo śpiewający kelnerzy. Po przeczytaniu dwóch części stwierdzam, iż to jest słabe opowiadanie, a nie najlepsza erotyka.

Aleksandro, z całym szacunkiem dla wszystkich twórców, ale mianem najlepszej erotyki nie można tu określić chyba niczego. W każdym opowiadaniu jest coś nie tak. Zresztą, o gustach się nie dyskutuje, ale jeśli już zaczęłaś, to mnie osobiście odpycha, jak widzę, że opowiadanie ma już dwudziestą któraś część, a jego tematyka kręci się wokół świata, który całkowicie mnie nie kręci. Jednak generalnie staram się pamiętać, że skoro ktoś to pisze, to ktoś to też czyta, więc jest grono, któremu się podoba. Gusta, guściki.
Naprawdę fioletowy wydobywa zieleń oczu? Jaki kolor wydobędzie mój, jeśli mam brązowe? 😀

Pozdrawiam,
B.S.

To jest tekst rodem z Babeczkarni i jej podobnych stron, proszę nie obrażać innych autorów NE. Najdziwniejsze, że zazwyczaj każda nuta sentymentalizmu jest przez czołowych autorów i komentatorów NE ostro krytykowana, a tu kicz leje się strumieniami, a wszyscy zachwyceni, że to takie dojrzałe (tak, erotyka dla samotnych pięćdziesięcioletnich księgowych z Kłaja i Pcimia). Widać, że autorkę najbardziej podnieca bogactwo, te wszystkie prywatne jachty, helikoptery, baseny, błękitne laguny, drogie ciuchy, których nazw nawet nie potrafi poprawnie przepisać, imiona jak z telenoweli. Psychologia postaci i „tajemnice”? Ach, jakież to głębokie i zaskakujące: piękna jak Barbie a skromna i superzdolna (operacja wykonana metodą MacGyver) lekarka-Kopciuszek, która cierpi z powodu starzenia się i niespełnionego instynktu macierzyńskiego, i zepsuty przez bogactwo (ale w głębi serca zdolny do miłości, nie tylko do dziecka) wyżelowany włoski Ken.

No i co ? Weź coś sam napisz a nie jęczysz . Pokaż jak się to twoim zadaniem powinno robić.

Drogi Anonimie, gdybyś zadał sobie odrobinę trudu, by przeczytać ze zrozumieniem, to odkryłbyś, że „bogactwo” jest tu niezbyt ważnym tłem, traktowanym momentami prześmiewczo. Z drugiej strony, nigdzie nie jest powiedziane, że ludzie bogaci nie mogą przeżywać tego samego, co biedni. Na pewno jednak nie fascynuję się bogactwem, choć nie widzę w nim niczego złego. Nie wiesz, co mnie fascynuje, ale to znaczy, że byłam przekonująca, bo uwierzyłaś-eś w to, w co chciałam, abyś uwierzył/a. Ta operacja nazywa się tracheotomia i mogłabyś lub mógłbyś wykonać ją nawet Ty (zakładam, że nie jesteś lekarzem) przy pomocy np. długopisu. Osobiście znam dwie osoby, którym w ten właśnie sposób ocalono życie. Zapewniam Cię, że jest to dużo łatwiejsze niż np. skuteczny masaż serca, a przecież każdy kierowca powinien to umieć, prawda? W każdym razie, opisany zabieg jest prawdziwy. Reszta, cóż, jednym pasuje, innym nie. Widziałam dobrze sprzedające się gorsze „utwory” i dlatego nie będę rozpaczać z powodu kilku ostrzejszych komentarzy. Traktuję zaproszenie do NE jako wyróżnienie i cieszę się, że mogą tu zaistnieć bardzo różniący się od siebie autorzy.

Nikt tutaj nie obraża autorów NE, tylko wyraża swoje zdanie. Konstruktywna krytyka jest narzędziem trudnym do opanowania. Nie polecam używania słowa „kicz”, kiedy mówimy o czyjejś pracy lub jej częściach. To nieładnie. 🙂

Pozdrawiam,
B.S.

Mi się BARDZO PODOBA 🙂
Tak bardzo, że postanowiłem wydrukować obie części i dać żonie w prezencie 🙂

Tq, żartujesz sobie, czy naprawdę? Dasz znać, czy się spodobało?
Pozdrawiam

Opowiadanie, a właściwie powieść, napisane jest żywo, akcja rozwija się płynnie, przeszłość bohaterów skrywa różne tajemnice, które Autorka powinna stopniowo odsłonić. Nie każdy utwór musi koniecznie eksplorować duszę ludzką na miarę dzieł Dostojewskiego. Przede wszystkim powinien natomiast dobrze się czytać, w przeciwnym razie na nic wszelkie inne walory. I ten warunek jest spełniony, o czym świadczą zamieszczone powyżej, liczne opinie Czytelników. W końcu po lekturę sięgamy głównie dla rozrywki. Oprócz erotyki jako takiej mamy tutaj różne smaczki obyczajowe, interesująco przedstawiane z perspektywy bardzo kobiecej, co mnie osobiście zaciekawia i bawi. Jak najbardziej na tak.

Po prostu ostatnio jest masa debiutów, a cóż, nie zawsze jest to poziom opowiadań Artimar czy Megasa (akurar moi personalni ulubieńcy). To prawda, że każdy ma swoje gusta i owszem, moze tylko mnie czytało się to nieprzyjemnie…
Cóż, ale przyznać muszę, iż są naprawdę dobre fragmenty, więc czuję potencjał.
B.S. Jest takie koło kolorów i te wydobywające to przeciwne. Przy moich zielonych oczach śliwkowe odcienie kredki czy tuszu działają 😉

W takim razie czy tylko Artimar i Megas mają prawo pisać ?

Ja bym pozwolił jeszcze Neferowi!

Aleksandro, debiutuję na NE, ale nie jestem do końca debiutantką. Co prawda, na co dzień muszę pisać rzeczy dość ciężkie w odbiorze, ale dzięki temu „bawiąc się” pisaniem na blogu lub NE, odpoczywam. Cieszę się, że czasem wzbudzają one emocje, bo między innymi po to je zamieszczam. Wasze komentarze są bardzo pomocne, te negatywne, także, ale o tym już pisałam.
Co do kolorów, to masz rację z tymi zielonymi oczami, ale jako dziecko fascynowały mnie oczy mojej mamy, które raz były niebieskie, a raz zielone. Dopiero jako nastolatka odkryłam, że malowała się właściwie dwoma rodzajami cieni: oliwkowo-zielonym lub błękitnym i kolor tęczówek zaczynał przeważać w jedną lub drugą stronę. Teraz wiem, dlaczego tak jest i ma to związek nie tylko z kołem barw, ale też z budową tęczówki. Jeśli zaś chodzi o pasję, przy krojeniu mięsa, to zapewniam Cię, że zdarzyło mi się to przynajmniej raz, a gdybyś spytała Włocha z południa, wiedziałby, o czym mówię.
Pewnie Cię nie przekonam, bo najwyraźniej mój styl Ci nie „leży”, ale to mnie jakoś nie zniechęca, najwyżej ominiesz kolejną część.
Pozdrawiam.

Dobry wieczór Roksano

Honoriusz Balzac ponad 160 lat temu zmienił powiedzenie pochodzące z Kastylii.

„piękna kobieta w tańcu, koń pełnej krwi w galopie i fregata pod pełnymi żaglami”

Obecnie dodał bym jeszcze dobra kawa, kliszek dobrego wina, lampka koniaku przy czytaniu dobrej powieści lub opowiadania podczas wieczornego relaksu.
Dziękuje Ci za miłe chwil podczas lektury Twego opowiadania , a może opowieści ?
Dobrymi rzeczami należy się delektować jak bukietem dobrego koniaku.
Myślę że następne rozdziały przyniosą mi taka sama a może większa radość podczas czytania.
Jak już wcześniej zauważono lekkość i płynność z jaka piszesz pobudza wyobraźnie.
Styl Marcela Prousta (z wyraźnie zarysowanymi postaciami) nie pozostawił by nic w tej sferze.
Choć jestem mężczyznom rozumiem zachowanie Katrin. Nieraz wystarczy moment , fluid, bodziec aby obudzić się z letargu i powrócić do życia
Ha …ha myślę że Aleksandra nieświadomie prawdopodobnie zdradziła pewien wątek opowiadania który przemycasz podczas rozmowy ze Stefano.
Ciekaw jestem, jeśli zgadłem jak wypadniesz w roli Joe Alexa :). Macie podobny styl w lekkości pisania.
Proszę bądź sobą i nie zmiataj stylu. Opowiadanie na NE to nie dokument z dokładnymi datami i nazwami
Czekając na następny rozdział przeczytam poprzednie z wielka przyjemnością

lupus

Lupus, trochę przesadziłeś z tym porównaniem, ale czuję się mile połechtana, bo autor przedni!
Miałam nadzieję, że nikt nie zauważy tej małej „zdrady”, ale wygląda na to, że nie doceniłam bystrych czytelników.
Początkowo wątek, o którym, jak sądzę mówisz, miał marginalne znaczenie, ale wpadła mi w ręce gazeta z krótką notką policyjną i… popuściłam wodze wyobraźni. Zobaczymy, czy słusznie.
Napisałeś piękny i miły komentarz. Będę miała przyjemny wieczór.
Pozdrawiam 😉

Słowa piosenk Lady In Red zamkneły II rozdział fascynacji 🙂
Pomyśl nad słowami do III rozdziału proponuje … piosenkę Rihanny – Stay

Dobrej nocy zyczę
Czekam z niecierpliwoscia na III rozdział

Witam,

ostatnio niewiele miałem czasu na lekturę, więc II część opowieści Roksany dokończyłem czytać dopiero dziś. Cieszę się jednak z każdej poświęconej na ten tekst minuty. Ostatnie sceny w pełni wynagrodziły oczekiwanie i stanowiły naturalną kulminację budującego się od początku napięcia. Przyjemnie było obserwować grę między Cateriną i Fabiem. No i wspólną konsumpcję owoców zwycięstwa 🙂

Zdaję sobie sprawę, że opowieść ta ma mocno romansowy posmak. Zazwyczaj nie gustuję w tego rodzaju literaturze, a jednak tutaj wcale mi nie przeszkadza. Doceniam również to, że w tej części jest znacznie mniej lukru niż w poprzedniej, mniej zachwytu nad blichtrem, więcej krytycyzmu i ironii. Myślę ,że to dobry kierunek.

Jestem niezmiennie ciekaw, jak dalej potoczy się historia dwojga głównych bohaterów, a także jak rozwiną się wątki poboczne (zwłaszcza ten ewentualnego morderstwa męża Cateriny). Odnosząc się do co bardziej krytycznych komentarzy pojawiających się pod tekstem, powiem tak: Najlepsza Erotyka lubi różnorodność. Czasem jest pikantnie, a czasem słodko. A czasem i tak i tak, jak te przykładowe truksawki owijane wołowiną, z pieprzem. Serwujemy tu różne smaki by a) każdy i każda znalazł(a) coś dla siebie i b) co jakiś czas Was zaskakiwać. Nawet jeśli ryzykujemy, że od czasu do czasu sprawimy komuś zawód, bo uzna publikowane treści z niegodne nazwy portalu, to myślę, że jest to ryzyko warte podjęcia. A prace Roksany cenię sobie i jestem przekonany, że NE jest właśnie miejscem dla nich.

Pozdrawiam serdecznie
M.A.

Megasie, bardzo Ci dziękuję za taki obszerny komentarz. Sprawiłeś mi nim wielką przyjemność. Mam nadzieję, że kolejna część również Cię nie rozczaruje. Nie chcę uprzedzać faktów, ale Twoje spostrzeżenie na temat lukru jest tu wyjątkowo trafne. To zamierzony efekt. Zresztą, sam zobaczysz…
Pozdrawiam ciepło, Roksna

Napisz komentarz