Miniatury Autorek NE z okazji Dnia Chłopaka Brak ocen

Źródło: Pixabay

Źródło: Pixabay

Ania – Zawahanie

O ileż prościej byłoby wyznać miłość kobiecie! Wielki bukiet czerwonych róż powiedziałby wszystko, wykwintne czekoladki przewiązane ozdobną wstążką lub maleńkie pudełeczko, kryjące w miękkim wnętrzu diamenty. A co podarować mężczyźnie? Jak obyć się bez słów, które przecież zawsze pozostają niezręczne, nie oddają pełni intencji i szczerości uczuć? Każdy prezent będzie dwuznaczny…

Kwiaty wyśmieje, czekoladki odrzuci. Biżuteria? Tacy jak on nie noszą szpanerskich zegarków, spinki do mankietów zakładają najwyżej na własny ślub, a rzemienie owijane wokół nadgarstków dobierają sami, przywożąc je jako pamiątki z egzotycznych podróży. Najszlachetniejsza nawet whisky może wyrażać sympatię, wdzięczność, przywiązanie, ale swoim bogatym bukietem więcej zagmatwa niż wyjaśni. Serce namalowane na murze? Sztubackie wyznanie sprejem na chodniku przed blokiem? Bilecik wrzucony do plecaka? Wyrycie inicjałów na ulubionej ławce kusi, prawie jak w podstawówce, ale kto potraktowałby je poważnie. Na pewno nie On. Na tyle go zna.

Pierwsze były stopy, szerokie i silne, rytmicznymi ruchami produkujące wirujące w basenowej wodzie bąbelki. Hipnotyzujący spektakl kolorów i światła, od którego nie dało się oderwać oczu. Prowadziły jak po nitce, nadając rytm, popędzając, bo przecież tak łatwo mogły uciec, wyślizgnąć się łakomemu spojrzeniu. Później wynurzył się z wody, prezentując napięte mięśnie, idealne, harmonijnie zbudowane ciało, szczupłe, ale wyrzeźbione niczym z marmuru, obleczone najpiękniejszym odzieniem na świecie: skórą. Błyszczącą wilgocią, gładką, lśniącą i opaloną. Bezwstydnie czerwone kąpielówki niepotrzebnie przepoławiały sylwetkę, wcale nie chroniąc przed lepkim wzrokiem twardych półkul pośladków. Zielone jabłuszka.

Ciemnobrązowe włosy schowane były pod czepkiem, szare oczy, sprawiające wrażenie pociągniętych konturówką, skrywały się za okularami pływackimi, nos zniekształcał żółty odblaskowy zacisk, pochylona twarz dodawała szczypty tajemniczości. Gra cieni. Pełne usta zdawały się być obietnicą, zachęcały do snucia nieprzyzwoitych fantazji. O pocałunkach. Również w tych sekretnych miejscach.

W ubraniu był nie do poznania – skutecznie ukrywało drzemiącą pod materiałem siłę, tłumiło sprężystość ruchów, odbierało grację. Do tego oblicze – jakże odmienne, gdy pozbawione akcesoriów. Spokojne, może wręcz nieobecne. Jakby to woda była jego środowiskiem naturalnym, jakby dodawała mu mocy i odwagi, jakby tylko w niej czuł się dobrze. Lew morski.

Oczy, szare, choć nie pozbawione koloru, z grającymi w nich wesołymi ognikami i strukturą tęczówki układem przypominającą chabra, złożoną z ciemniejszych i jaśniejszych włókien rozchodzących się promieniście od pulsujących źrenic, jeszcze przez dwa tygodnie pozostały tajemnicą. Łącznikiem był jedynie basen i wirujące bąbelki powietrza. Ale to właśnie oczy dały nadzieję i pozwoliły zaryzykować.

Ileż można z daleka podziwiać grę mięśni, krople wody pieszczące ciało, które samemu chciałoby się pieścić? Ileż można wzdychać i zastanawiać się, czy czekoladki czy może jednak kwiaty? Róże, koniecznie pąsowe róże, bukiet tak wielki, że niemieszczący się w drzwiach, wulgarny w oczywistości przesłania.

To nie miało być śledzenie, nogi same wybrały drogę, podążyły w ślad za szczupłą sylwetką kołyszącą się łagodnie przy każdym ruchu. W sposobie poruszania się chłopaka było coś szalenie zmysłowego – lekkość i ociężałość jednocześnie – coś z wielkiego kota, o masywnym, zwalistym cielsku i leniwych ruchach, na pierwszy rzut oka sprawiających wrażenie niezdarnych, a jednak uważnych i wystudiowanych, w biegu przekształcających się w skomplikowaną choreografię.

Zawędrowali do parku, nie razem, lecz osobno, rozdzieleni dziesięcioma metrami pustej przestrzeni. Później była biblioteka i sklep, a w końcu mieszkanie. Podglądanie szybko stało się nawykiem, uzależniało, doprawione ekscytującym dreszczykiem emocji. Nie tak subtelne, jak przyglądanie się tańczącym bąbelkom powietrza, ale dostarczające przecież cennych informacji. O tym, że lubi jabłka, w domu słucha dużo muzyki w wielkich, czarnych słuchawkach, nie umawia się z dziewczynami, za to uśmiecha na widok każdego napotkanego psa, rzadko wieczorami wychodzi, nie pija alkoholu i czyta głównie kryminały.

Smętne spacery, krok w krok na odległość dziesięciu metrów, dawały jednak jedynie dalekie i średnie plany, brakowało zbliżeń, detali. Trudno było wyobrażać sobie uścisk dłoni, których nigdy się nie widziało, pocałunki ust, których kształt znało się tylko w zarysie, wyznania czynione niesłyszanym głosem i głębię obcych oczu.

Głód ściskał żołądek, nieznane dotąd pragnienie mrowiło w podbrzuszu. Dotknąć. Posmakować. Nasycić się. Chłonąć zapach ciała ukryty pod drażniącą warstwą chloru, pieścić każdy zakamarek, każde zagłębienie i każdą wypustkę, poznać blizny, zapamiętać niepowtarzalny układ piegów, ich unikalną konstelację. Kochać się. Dawać i brać jednocześnie. Cieszyć się cudzym szczęściem i cudzą przyjemnością.

Z każdym dniem sny stawały się coraz odważniejsze, również te na jawie. Czasem całowali się w basenie jak opętani, czasem demonstrował swoją siłę pod prysznicem lub łaskawie pozwalał wysysać z siebie spermę na odrapanej klatce schodowej, ale najczęściej leżeli w łóżku, obdarowując nawzajem czułością. Więcej było przytulania niż seksu, zawsze jednak skóra do skóry, bez żadnych barier czy udawanego wstydu. Jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie… Bliskość, emocjonalna i fizyczna, z tym niesamowitym mężczyzną, najprzystojniejszym facetem na świecie.

Kiedy już się poznali, właśnie to zdawały się obiecywać roześmiane szare oczy, pełne ciepła i akceptacji, oczy zawsze zachęcające, żeby posunąć się dalej, zrobić coś całkiem szalonego, tak szalonego, jak kupienie największego bukietu pąsowych róż.

Zrobił to, choć sam bał się swojej odwagi. Stanął pod drzwiami, niecierpliwie wypatrując kumpla przez szeroko otwarte okno na klatce schodowej. Czy naprawdę da radę? Czy nie stchórzy w ostatniej chwili?

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Źródło: Pixabay

Źródło: Pixabay

artimar – Kobieta

Przyjdziesz jednej z tych ciężkich, letnich nocy, które lepią się do skóry gorącą wilgocią; o tej gęstej porze, gdy najlżejszy dotyk piecze na przegrzanym za dnia ciele, a napięta ciemność nie pozwala opaść znużonym powiekom. Jakby oko mogło cię wypatrzyć w mroku pomrukującej w przestworzach burzy…

Przyjdziesz cicho, ukradkiem, otulona wonią stęsknionej żądzy. Nim dotrzesz do stóp łoża, opuści cię odwaga. Zatrzymasz się, w nieprzeniknionej czerni szukając mojego oddechu, z nadzieją, że miarowy szelest snu pozwoli ci jeszcze niepostrzeżenie zawrócić. Ale będę na ciebie czekał. Więc gdy spragniona staniesz niepewnie na granicy grzechu, spętana karzącym szeptem sędziego sumienia, tylko przez kilka uderzeń serca sycił się będę twoim wahaniem. Nie, nie pogrążę cię w hańbiącym świetle lampy, choć tak bardzo chcę cię ujrzeć płonącą wstydem i wszetecznym głodem. Trzaśnie zapalniczka, żar nabrzmieje czerwienią, lecz nie uronię ani słowa. Pojmiesz, że za późno na ucieczkę, i zrzucisz ciężar ostatniego wyboru skrytym westchnieniem ulgi.

Twój oddech z moim połączy gryzący tuman. Dopiero wtedy podejdziesz. Przysiądziesz na skraju pierwotnego przymusu, jeszcze zaklęta w kajdany wpojonych zasad. Nie przyjmę dotyku twej dłoni na mojej. Odpowiem duszącym tchnieniem dymu ustom zmierzającym ku moim.

Nie dla mnie tu przyszłaś.

Skłonisz głowę jak więdnący kwiat. Bo znam twój sekret. Włosy, nie mniej parzące niż posłanie, które zaraz zbrukamy, spoczną na mej piersi, osypią się na brzuch powoli piaszczystą kaskadą. Ugnie się poszycie chuci, gdy ostrożnym krokiem sarny zapuścisz się między me uda, spoczywające niby pnie upadłych drzew w bujnej pokrywie napęczniałego mchu pościeli. Twym celem będzie samotny obelisk u ich zbiegu, wzrastający wulgarnie ponad me na wpół siedzące ciało.

Nie ujrzysz go w głuchej ciemności. Nakryjesz mgłą oddechu jak oparem kadzidła i powiedziesz licem wciąż oprószonym rumieńcem, lecz już nie wstydu; z uwielbieniem niby welonem po gładkich obłościach cokołu rozpusty.

Oto twój Pan.

Opadniesz gorączką warg, rozstępujących się u szczytu lubieżnego pala, na który naniżesz twą godność. Zaczniesz bić pokłony, wierna kapłanko, pradawnemu bożkowi, z należną mu po tysiąckroć czcią; starannie, gorliwie, aż nabrzmieje twą łapczywością i zapamiętaniem w występku. Ledwie podołasz spełnianemu obrzędowi. Na nic się zdadzą kuglarskie sztuczki nierządnicy – ani palce opinające posuwiście trzon, ani dłoń ważąca ciężkie grona życiodajnej esencji. Dumne i wyniosłe bóstwo wzgardzi kobiecym fortelem.

Posłuszny jego kaprysowi chwycę twoje włosy, nim w tchnieniu zaskoczenia zrodzi się sprzeciw. Ugnę twój kark. On ugodzi cię w gardło jak włócznia, dusząc bunt. Z mocą, bez zawahania, bez współczucia. Szarpniesz się, lecz przy każdym sztychu słabiej, ofiaro we wnykach pożądania. Nie uciekniesz. Nie tyś tu panią. Dopiero teraz pojmiesz swą nicość wobec odwiecznego ładu i ulegniesz nieugiętej woli. Oddasz siebie bez kresu.

On nie zaspokoi jednak głodu. Opęta mnie bez cienia oporu. Daremny i pusty byłby to gest. Bo chcę mu służyć. Oderwę cię przemocą od totemu upadłych, lecz zaraz na powrót rzucisz się pokornie na twarz pod pieszczotliwym niemal naciskiem ręki. Powstanę jak tytan, wspierając się na twym karku.

Wstąpię między dwie kolumny, wśród których kryjesz zroszone chucią podwoje. Okręcę twe włosy wokół dłoni. Ani drgniesz. Będziesz czekać napięta w pragnieniu pełnienia posługi temu, który pożarł mą duszę.

Do twej świątyni wedrze się barbarzyński zdobywca, co gwałci ugładzone obyczaje. Raz po raz uderzy taranem w otwarte wrota, by roztrzaskać jaźń i wolę istnienia poza jego obojętną łaską grzechu. Nie ty będziesz jego celem, lecz dopełnienie rytuału, który spina od tysiącleci takich jak my – zatraconych niewolników żądzy.

Rytm twardy, miarowy. Dziki instynkt. Podświadoma pogoń, w której poświęcimy wszystko, by osiągnąć koniec. Bezmyślnie. Bez czucia. Zwierzęco. Mokre zderzenia. Pierwsza muzyka, której wszystko potem było tylko odbiciem.

My, zaślubieni w ceremonii, która okryje cię wyrzutem sumienia. Ciebie, lecz nie mnie. W jego władzy jestem najeźdźcą, myśliwym, władcą. Dlatego poderwę twoje ciało z uniżonego upadku, wyginając grzbiet we wklęsły łuk, aby nakarmić się złudzeniem mocy. Ja, chętny więzień twego Pana. On uczyni nas jednością, coraz szybciej, coraz mocniej. Ten łomot setek szamańskich bębnów w moich myślach…

Czy poczujesz się skalana, gdy gorące nasienie tryśnie i spłynie doliną kręgosłupa? Dotknięta? Naznaczona? Zhańbiona? Czy będziesz żałowała? Moje wyzwolenie. Twoje poniżenie. Odepchnę cię, gdy wróci oddech i cisza, a z pożogi pozostaną zgliszcza. Padniesz we wciąż ciepłe, lecz wygasłe już popioły.

Twój Pan cię opuścił.

Wstanę i podejmę tlącego się wciąż papierosa. Podejdę do okna oblepionego sproszkowanym grafitem nocy. Czerwony żar nakreśli moje odbicie we szkle.

Umkniesz bez słowa. Nieważne, kim byłaś: żoną kolegi, który użyczył mi noclegu; dziewczynką na kolonii zwiedzioną swobodą; nieznajomą z hotelowego baru… Gardzę słabością.

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

women-1209471_1280

Źródło: Pixabay

Ania – Tekla

Przyszedł przed czasem – punktualność uważa za kwestię szacunku, a kobiety szanuje w szczególny sposób – ale ona i tak już tam była. Mały prztyczek w nos na początek. Ubrana w czerń, z bardzo dyskretnym makijażem, wyglądała na jakąś pieprzoną poetkę-egzystencjalistkę. Niestety nie zdołał dostrzec tytułu książki, która przed chwilą pochłaniała całą uwagę dziewczyny. Ujrzawszy go w drzwiach, natychmiast ją zamknęła i schowała do przepastnej torebki.

– Witam. – Uśmiechnęła się szeroko, aż w oczach zatańczyły wesołe iskierki.

Skąd ta bezczelna pewność, że to właśnie on i że przyszedł właśnie dla niej, widzą się przecież pierwszy raz. Zamiast głowić się nad równie banalnym problemem, skoro już wstała, żeby uścisnąć mu dłoń, wolał otaksować sylwetkę. Niska, zbyt niska, trochę nazbyt krągła, nawet przez gruby sweter można było ocenić, że piersi ma większe niż lubi, a jednak było w niej coś magnetyzującego.

Umówili się na rundkę pokera, dałby głowę, że chciała przegrać. Stawiał, że należała do kobiet potrzebujących pretekstu, by oddać się we władanie mężczyzny, na co dzień niezależnych i pewnych siebie, od święta łaknących oddać całą odpowiedzialność w cudze ręce. A w czyje jak nie w jego? W końcu już tyle kobiet dało się złapać na pracowicie budowaną sławę mrocznego kochanka…

Ewidentnie z nim flirtowała – nie odebrał tego jednak jako próby odwrócenia uwagi od kart, raczej sądził, że pragnie odegrać rolę trzpiotki, która przegrała przez nieuwagę. Ups! Naprawdę? Walet to niższa karta niż As? Nie wiedziałam… I co teraz? Będę musiała oddać ci się na cały dzień? Ciało i duszę? Ale nie skrzywdzisz mnie, prawda? Będziesz delikatny?

A wyszło na to że – ups! – przez nieuwagę wygrała. Jakim, do cholery, cudem? Że niby nawet nie znała zasad i od czasu gry w wojnę w dzieciństwie nie trzymała w ręku talii. Kłamczucha! Nie mógł jednak okazać rozczarowania, ostatecznie gra trwała nadal, niezależnie od tego, która ze stron miała prawo żądać posłuszeństwa.

– Więc od teraz, przez całą dobę jesteś mój?

Zdawało mu się, że w przesłodzonym wręcz uśmiechu dostrzegł nutkę złośliwości. Co ta mała pchła szachrajka planuje?

Korzystając z tego, że nie wolno mu było oponować, zapłaciła rachunek, a później na dodatek przepuściła go w drzwiach, twierdząc, że chętnie sobie popatrzy na zgrabny tyłek.

Nie bardzo rozumiał, dlaczego zabrała go na spotkanie ze wspólnymi internetowymi znajomymi, ale zdawała się świetnie bawić. Stał się chłopcem na posyłki, z zaciśniętymi zębami spełniającym wszystkie zachcianki. Choć bardzo chciał, nie mógł się rozluźnić i zająć rozmową – nie, kiedy bezczelnie filtrowała ze wszystkimi wokół.

– To który z was wytłumaczy mi w końcu, gdzie leży ta tajemnicza… nieuchwytna… granica intymności uda? – pytała, kładąc dłonie na kolanach młodych byczków siedzących po obu jej stronach – po prawej wychudzonego poety w okularkach, po lewej barczystego sierściucha odpowiadającego monosylabami.

– Tutaj? A może tutaj? – Dłoń przesuwała coraz wyżej, centymetr po centymetrze, a co gorsze na własnym udzie także poczuł jej stopę. Na trzy fronty naraz? W co ona gra? – Nie pij tyle, będziesz miał problemy z dojściem – ni z tego, ni z owego zmieniła temat. Ciało i dusza, ale kto powiedział, że trzeźwe? W pokoju hotelowym na pewno by nie pił…

Tak prawdę powiedziawszy najbardziej wkurzał go siwy pokurcz, jakieś sto pięćdziesiąt centymetrów wzrostu i sto dwadzieścia kilko wagi, wpatrujący się w dziewczynę z obrzydliwym wręcz uwielbieniem, zdecydowanie zbyt lekko doprawionym nutką zazdrości. Z jakiegoś dziwnego powodu odnosił wrażenie, że to właśnie on ma największą nadzieję na resztki z pańskiego stołu. Dureń!

Długo przyszło mu czekać na koniec męczarni, niemal skruszył sobie zęby ciągłym zgrzytaniem. Wyglądała pięknie, roześmiana, z lekko zaróżowionymi policzkami, szklistym wzrokiem i niesfornymi kosmykami wyślizgującymi się z wysoko upiętego koka. Tylko czemu cały czas go ignorowała? Czemu nie pozwoliła się zbliżyć, zaciągnąć zapachem, posmakować soczystych ust? Musiała tego chcieć, inaczej cała zabawa nie miałaby sensu.

Kiedy wstali, znów puściła go przodem, jakby chcąc w ten sposób wykastrować, a przecież sam chętnie popatrzyłby na rozkołysane biodra, rozkoszował się niewypowiedzianą obietnicą zespolenia w jedno, spocone i dyszące ciało. Bo przecież tak miało być: prosto, naturalnie, bez udziwnień.

– Rozbieraj się! – zażądała tuż po przekroczeniu progu.

Ton jej głosu był ostry, nieznoszący sprzeciwu. Nie znał ciemnej strony księżyca – do tej pory mówiła łagodnie, z wyraźnie wyczuwalnym rozbawieniem, wyglądając przy tym niewinnie i przede wszystkim niegroźnie, a teraz stała przed nim Królowa Śniegu o mrożącym spojrzeniu.

– A może najpierw rozbiorę ciebie? – Zbliżył się o krok, próbując nie tracić rezonu, mimo że poczuł nagłe ukłucie niepokoju.

– Rozbieraj się! – powtórzyła gniewnie.

Zadrżał. Nie żeby miał coś przeciwko nagości. Lubi nagość, nagi czuje się bardziej naturalnie, choć nie ma szczególnie czym się poszczycić. Zwykle jednak dba o to, by to partnerki pierwsze wyskakiwały z ciuszków. Raz – że chce je podziwiać, sycić się pięknem i zawstydzeniem; dwa – że skupione na niedostatkach własnej urody i przerażone oceną, nie zaprzątają sobie ślicznych główek przyglądaniem się jemu. Robiąc wyjątek, rzeczywiście straci kontrolę, pozwoli przejąć dowodzenie, a jednak nieposłuszny drąg między nogami bezwstydnie podniósł swój łeb, dając znak do kapitulacji.

Głęboki wdech, wzruszenie ramion i części garderoby lądują po kolei na podłodze pod chłodnym spojrzeniem dziewczyny. Wydaje się kpić ze wszystkich jego niedoskonałości, wyszydzać każdy pieprzyk, krytykować każdy zbędny kilogram; jednak nic nie mówi, nie wychodzi, a jedynie czeka. Czeka na wykonanie polecenia. Skąd on to zna? Sam nieraz tak robił.

Całkowicie obnażony prostuje się, pręży niemal tak jak własny fiut. Co teraz? Chciałby znać scenariusz, móc przygotować się psychicznie, ale niepokój też go kręci. Spora odmiana – z reżysera stać się zwykłym aktorem.

– Kładź się! – Wskazuje łóżko.

Och tak, jak najbardziej pragnie znaleźć się w pozycji horyzontalnej, razem z nią!

– Nie tak, na brzuchu – instruuje cierpliwie, widocznie nie zamierza zostawić mu nawet minimalnego marginesu swobody. Musi być tak, jak ona zechce.

Kiedy spełnia polecenie dziewczyna podchodzi, siada tuż obok i pierwszy raz dotyka jego skóry. Nie miał pojęcia, że aż tak tego pragnął. Nie powstrzymał jęku. Nie drgnął jednak, jedynie napiął mięśnie. Nie będzie skomleć o więcej. Nigdy w życiu!

Delikatne, łaskoczące głaskanie, kilka uspakajających szeptów i nagle szorstki sznur oplatający nadgarstki.

– Widzisz, śliczny, polując na muszki same wplątujące się w twoją sieć, najwyraźniej zapomniałeś, że pająki są kanibalami…

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

.

Utwory chronione prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Świetne…;-))

Bardzo to wszystko piękne. Można się zanurzyć w tych tekstach jak w górskim potoku. Dziewczyny się postarały i dzięki im za to.

Mrrr… Nic dodać, nic ująć.

Co znaczy to “Mrrrr….”?

Co za niespodzianka… jakie gładkie czarno-białe teksty…
artimar… co za pejzaż… nakryty mgłą oddechu odchodzę w krainę marzeń 🙂

Aniu (jeśli moge w użyć tej ślicznej formy), twoje odpowiadania sa dobre, momentami wrecz bardzo dobre. Podobaly mi się. Wyjawszy “zielone jabuszka”, przy których się skrzywiłam.
Ale Artimar… Poszycie chuci, łaska grzechu. Wow. Na mnie ten tekst wywarł spore wrażenie i na pewno go zapamiętam. Gratuluję.

Nigdy nie chciałaś wgryźć się w męskie pośladki niczym w jabłko? 😉

:/

Mick, dlaczego się krzywisz? Ja tak robię 😉

To co Robisz to przecież Twoja sprawa, nic mi do tego. Po prostu wyobrażałem sobie jakby mnie jakaś laska chciała ugryźć w tyłek i mi to nie podeszło, co wyraziłem. Z dużą łatwością przychodzi Wam pisanie publicznie o ulubionych zabawach. Aleksandra mogła się poczuć zawstydzona.

Zawstydzona się nie poczułam. Zwyczajnie mi się nie podoba zielone jabłuszko (sama nazwa przywodzi mi na myśl płyn do naczyń, choć uwielbiam jeść Granny Smith’y) i męski tyłek jako zestawienie, zarówno brzmieniem jak i skojarzeniem.

Fakt, też nie lubię zapachu zielonego jabłuszka… od lat nie miałam z nim styczności, więc jakoś mi się nie skojarzyło…

Po prostu zabrakło mi słów! Trzy różne teksty, zmuszające do zupełnie innego odbioru. Każdy pełen emocji, ale innych, a może podobnych, tylko ujętych inaczej? Od delikatnej melancholii, przez coś soczystego, mięsistego, aż po odczucie szorstkie, chwilami trudne.Nawet kolejność wydaje mi się przemyślana. Majstersztyk.

Dziękuję za ciepłe przyjęcie tekstu. To mój miniaturowy debiut. Jeszcze niedawno zaklinałam się, że nie potrafię pisać tak krótkich form. 🙂
Przyznam, że w zabawie słowem, kiedy szuka się świeżych metafor, w tak emocjonalnym tekście łatwo popaść w grafomanię. Podejrzewam, że zdania na temat mojej produkcji są podzielone, bo balansuję na granicy straszliwego zjawiska na “g”. 😉

Bardzo podobają mi się oba teksty Ani. Oba przewrotne – pierwszy ku zaskoczeniu Czytelnika, drugi – głównego bohatera, któremu zgrabnie uciera nosa. Taką inteligentną i przemyślaną nieprzewidywalnością akcji zawsze można mnie kupić.

Roksano, mam wielką nadzieję, że w przyszłym roku przygotujesz niespodziankę dla naszych chłopców razem z nami. 😉 Chociaż zapowiedziana to już żadna niespodzianka… Hm…

Pozdrawiam czym serdeczniej. 🙂

Tak, to prawdziwy majstersztyk.;-))

Bardzo cieszę się, że chłopcom przypadła do gustu niespodzianka (o ile ich zachwyty nie są czystą kurtuazją ;)).

Miniaturka Artimar rzeczywiście jest majstersztykiem. Nastrojowa, zmysłowa, poetycka – napisana z prawdziwym wyczuciem i wdziękiem. Może być dobrym przykładem dla wszystkich balansujących na granicy grafomanii, nie spadła z cienkiej liny, choć być może ta parę razy niebezpiecznie się zakołysała. Gratuluję udanego debiutu miniaturowego, oby sukces zachęcił Cię do dalszych prób 🙂

Z mojej strony nie są. Kurtuazja w takim przypadku to rzecz zbędna. Utwory artimar chyba natchnęły mnie do pisania, pierwszy raz od 15 lat napisałem coś w temacie. Twoje były też niezłe ale odniosłem wrażenie że zostały poddane bardzo głębokiej edycji.

Zawstydzona!!! Tutaj?
Nie gryzła? ….czas spróbować.;-))

Nie wszystkie gryzą. Niektóre wolą być gryzione 🙂

No… pamiętam na brąz opalone … w śnieżnobiałej pościeli… nic tylko gryźć…;P

Wypada tylko bić brawo i podziękować za ten prezent.

“Kobieta” a wewnątrz Pan.
Pan w kobiecie.
Niezwykłe metafory.
Niezwykle poetycko.
Niezwykle po prostu.
Przyjemność czytania ogromna.
Artimar – gratuluję tej krótkiej formy.

NNN

Prawda? Dobrze artimar w kusej…

Bardzo.

Dzięki dziewczyny, przez to zagonienie nawet nie zauważyłem że i tu świętowałyście dzień chłopaka/mężczyzny/szowinistycznej świni;]
Droga Artimać ćwicz krótkie formy;]

Swoją drogą – “Zawahanie” przywodzi mi na myśl pewien tekst Boobra 😉

Miłość do faceta, niepewność i lekceważenie, dominacja w jednym zdaniu – “…Nie pij tyle, będziesz miał problemy z dojściem…” Czy można wymarzyć sobie lepszy tryptyk?
Panie przeszły Same Siebie. Dziękuję za ucztę. ;-))

Napisz komentarz