Radio (Ania)  3.02/5 (32)

14 min. czytania

Kochając się z mężem, lubiłam słuchać jego głosu – niskiego, zmysłowego, szalenie męskiego. W naszym domu prawie cały czas włączone było radio, bardzo konkretna stacja zresztą. Często gdy całował i lizał moją szparkę, zamykałam oczy i zatapiałam się w dźwiękach płynących z głośników. Czasem energetyzujących, czasem leniwych. Muzyka budowała nastrój, nadawała rytm. Choć oczywiście nie wszystko co gości na antenie nadaje się na tło erotycznych igraszek…

Najsilniej działał na mnie JEGO głos, był niczym pieszczota, takie delikatne łaskotanie za uchem. Starałam się słuchać prowadzonych przez niego audycji leżąc wygodnie na plecach, z zamkniętymi oczami, pozwalając mężowi błądzić językiem po całym moim ciele. Idealne zestawienie! Mąż też miał przyjemny głos, szeptem potrafił rozkołysać jak mało kto, nie mógł jednak jednocześnie mówić mi prosto do ucha jak bardzo mnie pragnie i pieścić oralnie. Niestety było to niemożliwe. Właśnie dlatego w moim łóżku musieli znajdować się dwaj mężczyźni – jeden realny, drugi niczym duch unoszący się na falach eteru, obecny a jednak daleki, wręcz nieosiągalny. Obaj wspólnymi siłami, jeden zupełnie tego nieświadomy, dawali mi prawdziwe spełnienie. Do czasu.

Nic nie zapowiadało katastrofy, żyliśmy spokojnie, zwyczajnie, kochaliśmy się często, mnóstwo czasu spędzając razem. Chwilami przypominaliśmy parę zakochanych sprzed lat, ale wszystko ma swój koniec.  Poznał inną, przypadkiem, na stacji kolejowej. Ktoś wyrwał dziewczynie torebkę, a on niczym rycerz w lśniącej zbroi zjawił się na swoim rumaku, żeby pomóc. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Podczas podróży z Gdańska do Warszawy znaleźli wiele wspólnych tematów. Wymienili się numerami telefonów i adresami. Zaczęli romans na odległość. Przyznał się niemal od razu, jeszcze zanim poszli do łóżka. W końcu jakoś musiał wytłumaczyć się z nagłego braku zainteresowania moją osobą.

Nadal prowadziliśmy długie rozmowy, oglądaliśmy filmy i wspólnie gotowali, ale spaliśmy w dwóch różnych pokojach. W weekendy jeździł do niej, a ja zostawałam w domu. Sama. Nagle zaczęło brakować mi chęci do życia. I oczywiście seksu, przywykłam bowiem do regularnego zaspakajania potrzeb. Musiałam sobie jakoś radzić, choć samotny seks obarczony jest dwiema poważnymi wadami: nie ma się do kogo przytulić, ani z kim porozmawiać. Tym ważniejsze stało się radio, stanowiące namiastkę drugiego człowieka. Tym ważniejszy stał się Jego głos.

Nie wiem jak długo trwałabym w tym swoistym letargu, gdyby nie wyrwał mnie z niego mąż. Któregoś razu nie wyjechał. W sobotę zrobił śniadanie i przyniósł mi je do łóżka. Został razem z nim. Kochaliśmy się, rozmawialiśmy i znów kochaliśmy – był wyjątkowo czuły i delikatny, chciałoby się rzec nostalgiczny. Dopiero rano w niedzielę powiedział, że chce się rozwieść. Czyli to było pożegnanie. Długo płakałam, a on długo mnie pocieszał. W końcu wyszłam na samotny spacer, przemyśleć wszystko. Niby czemu miałabym zatrzymywać go na siłę, jest wolny i zrobi co zechce, niezależnie od stanu cywilnego i obrączki na palcu. Tylko dlaczego bolało jak cholera?

Po powrocie zastałam go jak świeżo umyty, jeszcze z mokrymi włosami, leżał na naszym małżeńskim łożu, całkiem nagi, w jednej ręce trzymał słuchawkę telefonu, a drugą tarmosił swoją męskość. Rozmawiał z nią. Czułym głosem opowiadał, co zrobiłby gdyby był obok. Nie przerwał ujrzawszy mnie w drzwiach. Ona prawdopodobnie też pieściła się po drugiej stronie kabla. Podeszłam, powoli, kocimi ruchami wspięłam się na łóżko dokładnie pomiędzy jego rozłożone nogi. Musnęłam ustami jeszcze wiotkiego członka i popatrzyłam mu prosto w oczy. Wiedziałam, że tego chce – tej odrobiny perwersji – żeby jego żona, już niedługo była, poobciągała mu podczas erotycznej rozmowy z kochanką.

Wzięłam penisa głęboko do ust, aż zadrżał mu głos. Kilka razy, trzymając go dwoma palcami u nasady, nabiłam się na niego do samego końca. Znacznie stwardniał i zrobił się naprawdę duży, wręcz purpurowy. Wtedy wyjęłam go z ust i zaczęłam błądzić gorącym językiem po całej długości, czasem schodząc nieco niżej, całując i masując nabrzmiałe jądra. Po chwili znów nabijałam się na członka ustami, ssałam i masturbowałam dłonią na zmianę. Gdy tylko czułam, że się zbliża, zwalniałam pieszczoty – chciałam go drażnić i długo nie doprowadzać do upragnionego szczytu. Wiedziałam, że to lubi. Był niewiarygodnie rozgrzany, wił się na łóżku, jęczał, tracił wątek w rozmowie i wyraźnie nie mógł się skupić. Po dość długiej zabawie zaczął sam ruszać biodrami. Kiedy wzięłam go ponownie do ust, mocno chwycił mnie za włosy i zaczął nabijać głowę na swój pal. Już nic nie mówił, tylko głośno dyszał i jęczał. W pewnym momencie wypuścił z ręki słuchawkę. Z hukiem spadła na podłogę. Teraz już oburącz trzymał w uścisku moją głowę. Wjeżdżał w usta tak głęboko, że aż się dławiłam, a jego członek drgał i wciąż pęczniał. W chwili, gdy w moje gardło wlała się pierwsza porcja gorącej spermy, wydał z siebie niemal zwierzęcy ryk, który prawdopodobnie było słychać nawet dwie ulice dalej. Pozwoliłam mu ochłonąć, po czym wstałam, podniosłam słuchawkę z podłogi i jak gdyby nigdy nic odłożyłam na widełki. Dziewczyna po drugiej stronie była pewnie skołowana, zresztą próbowała oddzwonić, ale on nie był w stanie odebrać, a ja nie chciałam.

Właśnie tak skończyło się nasze idealne małżeństwo. Wtedy po raz ostatni się z nim kochałam. To wydarzenie uświadomiło mi, że oczekuję czegoś więcej, że w seksie czegoś mi do tej pory brakowało, może tej zwierzęcości, może odrobiny perwersji.

Dwa miesiące później – jeszcze formalnie jako mężatka – uwiodłam żonatego kolegę z pracy. Już wcześniej wodził za mną wzrokiem i wgapiał się w mój dekolt, czasem nawet specjalnie pochylałam się przed nim lub gdy on pochylony nade mną coś tłumaczył, tak siadałam na krześle, żeby mógł dostrzec koronkę pończoch.

Tamtego dnia odwoził mnie późnym wieczorem do domu, po drodze flirtowaliśmy, niby niewinnie, a gdy byliśmy już prawie na miejscu, położyłam rękę na jego udzie. Był tym więcej niż zaskoczony, bo w końcu czym innym jest flirt, żarty, luźne aluzje, a czym innym przejście od słów do czynów.

Bardzo powoli przesunęłam dłonią wyżej, docierając aż do sedna. Jego pała prężyła się już zachęcająco. Starał się skupić na prowadzeniu samochodu – ciężko mu to szło, szczególnie, gdy uwolniłam penisa i pochyliłam się, żeby wziąć go do ust. Przerwałam igraszki, bo bałam się, że zaraz spowoduje wypadek. Jego policzki płonęły gorącym rumieńcem, a oczy zamgliło pożądanie. Był bardzo podniecony, gdy tylko dotarliśmy na miejsce skwapliwie skorzystał z okazji i podążył za mną krętymi alejkami ogrodu.

Ledwie krok za drzwiami rzucił się na mnie niczym dzikie zwierzę. Zatrzasnął drzwi i przypierając do nich, namiętnie całował, w pośpiechu zrywając ubranie. Dzikość i niecierpliwość ogromnie na mnie podziałały. Przerwałam jego niezdarne próby, klęknęłam na podłodze podciągając do góry spódnicę i wypinając się. Zerżnął mnie mocno i szybko, w ciszy przerywanej jedynie jękami i w otaczającej nas ciemności. Doszłam pierwsza. Była to zwierzęca przyjemność kojąca zwierzęcą potrzebę, prosta, wręcz pierwotna. Kiedy skończył, poprosiłam żeby wyszedł.

Kochaliśmy się jeszcze kilka razy – zawsze podobnie dziko, zwierzęco i po ciemku. Jednak to nie było to. Szukałam innego ujścia dla palącej od środka namiętności, ognia, który wcale nie malał, a wręcz rósł przy każdym naszym zbliżeniu.

To był początek moich eksperymentów. Gdyby nie rozwód i prymitywne, nie przynoszące satysfakcji pieprzenie, pewnie nigdy nie chciałabym spróbować innych, bardziej wyrafinowanych, a jednocześnie wyuzdanych układów, nie przeżyłabym największej przygody, najważniejszego w moim życiu romansu. Romansu z Głosem.

Dzięki temu uświadomiłam sobie, że żaden mężczyzna nie jest nieosiągalny, każdy to zwierzę, które pragnie zaspokojenia oraz ciągłej zmiany partnerek. Dzięki temu postanowiłam spróbować spełnić własne fantazje erotyczne, zarówno te bardziej, jak i mniej grzeczne, dotyczące jednego mężczyzny, jak i wielu, a także te dotyczące Głosu.

Dźwięki zawsze miały dla mnie olbrzymie znaczenie, większe niż obrazy – erotyka składała się w czterdziestu procentach z dźwięków, w trzydziestu z odczuć dotykowych i w trzydziestu z zapachów oraz smaków, połączonych tak ściśle, że wręcz nierozerwalnych. Właśnie dlatego mężczyzn wybierałam bardziej niż pod względem wyglądu, pod kątem odpowiedniego głosu, głosu który sprawiał, że przechodziły mnie przyjemne dreszcze i stawałam się mokra. Do tego jeszcze odpowiedni zapach, delikatny dotyk i silne ramiona. W tym przypadku wystarczył głos, ale jakże wyjątkowy.

Pewnego dnia podniecona i rozedrgana postanowiłam spróbować. Podczas trwania audycji napisałam do niego mejla:

Mów do mnie, właśnie masturbuję się zatapiając w Twój zmysłowy głos.

Nie wiem czy mi się wydawało, ale gdy przeczytał  wiadomość głos mu nieco zadrżał, jakby zatrzepotał skrzydełkami… z podniecenia? Nigdy o to nie spytałam. Po audycji czekała na mnie krótka odpowiedź, jego prywatny adres i jedno zdanie:

Napisz, będę za dwie godziny.

I owszem, napisałam. O erotycznej przyjemności jaką daje mi słuchanie go. W sumie banalny początek, ale za to skuteczny. Jeszcze tego samego dnia wymieniliśmy kilka mejli o tym co sprawia nam przyjemność. Może nie do końca szczerych, bo mówiących wyłącznie o tym co miłe i delikatne, bez żadnych perwersji czy ostrych fantazji, które niekoniecznie chce się realizować.

Kilka dni później podałam mu numer telefonu – ostrzegając że mój głos, w przeciwieństwie do jego, nie jest zbyt ładny. Zadzwonił. Mówił do mnie, szeptał, pieścił głosem, a ja tylko lekko pojękiwałam, korzystając z niespodziewanego prezentu. Przyjemność, którą wlewał mi do ucha była wręcz niewyobrażalna.

Gdy doszłam, poprosił żebym się odwdzięczyła. Zrobiłam to. Dałam ponieść się fantazji, opowiadając jak nabijałabym się na jego pal i przygryzała płatki uszu. Teraz to on sapał i jęczał, zbliżając się do nieuniknionego końca. Po wszystkim dłuższy moment milczeliśmy, później powiedział po prostu „dobranoc” i rozłączył się.

Podobne sesje powtarzaliśmy niemal codziennie. Z utęsknieniem czekałam na telefon, jego specjalną audycję tylko dla mnie. Z czasem jednak zaczęłam pragnąć więcej: ciepła, dotyku. Nie chciał się spotkać, bał się że czar pryśnie i nigdy więcej nie będziemy tak ze sobą rozmawiać. Ani pisać. To prawda, nie miałam pojęcia jak wygląda, ani nawet czego mogłabym się spodziewać – nigdy mnie to nie interesowało, choć na pewno w internecie dałoby się znaleźć jakieś zdjęcie. Wymusił na mnie obietnicę, że nie będę szukać.

Boleśnie odczułam, że choćby najbardziej podniecający głos jest tylko głosem, a nie żywym mężczyzną. Nalegałam na spotkanie, którego on ciągle unikał. Skoro nie chciał żebym go zobaczyła, nie musiałam wcale go widzieć. W pewnym sensie rozumiałam, mnie też ogarniał niepokój, że mogłabym mu się nie spodobać. Twierdził, że to niemożliwe, że na pewno jestem piękna. Jak każda kobieta powątpiewałam w swoje piękno, ale stwierdziłam, że żadne kompleksy nie staną mi na drodze do szczęścia.

W końcu się zgodził. Miałam czekać na niego z zawiązanymi oczami, okryta wyłącznie szlafrokiem, w pokoju hotelowym. Przyjechałam w umówione miejsce. Pensjonat był mały, spokojny, na uboczu, pokoje miał duże i słoneczne, urządzone ze smakiem. W moim stało wielkie łoże z baldachimem, a w łazience ogromna wanna z jacuzzi. Na początek wzięłam aromatyczną kąpiel z bąbelkami, wtarłam w ciało pachnące balsamy. Zmieniłam nieco wystrój rozstawiając mnóstwo świec. Zaciągnęłam kotary w oknach, zgasiłam światło i zadzwoniłam do niego, że jestem gotowa. Powiedział, że będzie za pięć minut, owinęłam się więc czerwonym, satynowym szlafrokiem, usadowiłam wygodnie w głębokim fotelu i zawiązałam przepaskę na oczach. Umowa była taka, że jeśli nie przypadnę mu do gustu, po prostu wyjdzie. Drżałam więc zarówno z podniecenia, które od kilku dni we mnie narastało na myśl o planowanym spotkaniu, jak i z lęku, że naprawdę wyjdzie zostawiając mnie rozpaloną. Pięć minut dłużyło się w nieskończoność.

Usłyszałam skrzypienie ostrożnie otwieranych drzwi, a tuż potem zgrzyt zamka, który miał nas odgrodzić od całego świata. Podszedł powoli do fotela, poprawił moją przepaskę, upewniając się, że na pewno go nie zobaczę, po czym chwycił moją dłoń i pomógł unieść się z fotela. Jednym ruchem zrzucił okrywający mnie szlafroczek na podłogę i odsunął się o kilka kroków. Czułam na moim nagim ciele oceniające spojrzenie, czułam jak okrąża mnie i bada wzrokiem każdy centymetr. To była tortura! Głównie dlatego, że milczał. Nie mogłam mieć pewności, że to on, nie mogłam mieć pewności, że mogę czuć się bezpiecznie. Byłam bezbronna i bardzo, ale to bardzo podniecona właśnie tą bezbronnością i niepewnością. Przylgnął do mnie, uderzyła szorstkość ubrania. Mocno przytulony od tyłu, wymusił żebym uklękła na fotelu, wypinając przy tym mocno pośladki. Gdy przyjęłam pozycję, o którą mu chodziło, odsunął się nieco i klepnął w pośladek. Nie zareagowałam, więc zrobił to drugi raz, a potem kolejny. Bił moją wypiętą dupę coraz mocniej. Cicho pojękiwałam z bólu, on jednak najwyraźniej chciał czegoś innego: krzyków. Usłyszałam bowiem jak wyciąga ze spodni pasek. Szepnęłam cichutko:

– Proszę, nie… – I zaczęłam się odwracać, ale on zdążył się już zamachnąć, pasek dosięgnął mojego brzucha. Zawyłam z bólu. Bunt nie przypadł mu do gustu, postanowił go zdławić. Ściągnął mnie na podłogę i oparł brzuchem o fotel, jeszcze bardziej wypinając moje pośladki. Po czym rozebrał się i wepchnął mi do ust swoje majtki. Jedną ręką zatykał ciągle usta, a drugą nakierowywał swojego penisa na moją cipę. Wepchnął go gwałtownie do samego końca, sprawiając mi przy tym ból. Przytrzymał dłuższą chwilę po czym wykonał kilka pełnych ruchów, niemal całkowicie go ze mnie wyjmując. Gdy w końcu wyjął całkiem i nakierował na kakaowe oczko, zaczęłam się wyrywać, próbowałam krzyczeć, ale zakneblowane usta skutecznie mi to uniemożliwiały. Nikt nigdy jeszcze tam nie gościł, bałam się tego jak ognia, zwłaszcza że kiedy mąż próbował, ból był nie do wytrzymania. Teraz do mojej dupy dobierał się obcy mężczyzna, nawet nie wiedziałam czy ten, na którego czekałam. Byłam co prawda niewiarygodnie rozgrzana i to co ze mną robił do tej pory, mimo bólu, bardzo mnie podniecało, ale seksu analnego panicznie się bałam.

Męskie ramiona przytrzymywały mnie jednak na tyle mocno, iż nie byłam w stanie wyrwać się z uścisku. Siłowałam się dość długo, ale on cierpliwie poczekał aż się zmęczę i gdy już przestałam wić się niczym piskorz, ponownie nakierował członka i naparł z całej siły. Cholernie bolało, ale mimo tego bólu, gdy włożył do środka niewiele więcej niż główkę, przeżyłam coś niewiarygodnego – najlepszy orgazm w życiu. Przyszedł niespodziewanie i wielką falą zalał całe moje ciało, przyprawiając o utratę przytomności. Drżałam, chłonęłam tę rozkosz rozpływającą się po każdym zakamarku, odczuwaną każdym włoskiem, wszystkimi paznokciami, każdą komórką, a po chwili oczy zaszły mi mgłą, świat zawirował, zrobiło się ciemno i cicho, przestały docierać do mnie jakiekolwiek bodźce.

Kiedy odzyskałam przytomność nadal posuwał moją dupę. Czułam jak ją, zaskakująco wilgotną, rozpiera swoją pałą. To uczucie było bardzo dziwne, ale już nie bolesne. Po chwili penis zadrżał i wystrzelił z siebie życiodajny płyn. Tajemniczy kochanek opadł na mnie całym ciężarem. Przytuleni i nadzy zasnęliśmy na podłodze.

Tamtego wieczoru ani razu się nie odezwał. Może chciał być kimś więcej niż tylko głosem? A może chciał żebym nie była pewna czy to on, żebym oddała się komuś całkiem obcemu? Miałam nawet chwilę zwątpienia, ale następnego dnia rozwiał wszelkie wątpliwości.

Rano, obolała, obudziłam się dopiero koło południa, obok nie było ani jego ani żadnych śladów miłosnej walki, która odbyła się poprzedniego wieczoru. Wzięłam gorącą kąpiel z orzeźwiającymi olejkami zapachowymi. W wannie z zaciekawieniem zaczęłam dotykać swojego kakaowego oczka. Skóra w tamtej okolicy była niezwykle delikatna i gładka, a dziurka, wbrew moim obawom, silnie zaciśnięta, jakby poprzedniego dnia nic się nie wydarzyło. Tylko w środku czułam coś trochę dziwnego. Nie wiem jak to opisać, ale było po prostu INACZEJ. Pozostał ślad, cień jego rozgrzanego fiuta. Postanowiłam sprawdzić również to dziwnie odczuwane wnętrze, delikatnie napierając na wejście palcem wskazującym. Wsunęłam ledwie kilka centymetrów, gdy nagle przeszył mnie przyjemny dreszcz… i wtedy usłyszałam dzwonek telefonu.

Zadzwonił, żeby porozmawiać nieco inaczej niż zwykle, nie o naszych fantazjach i seksualnych pragnieniach, ale o tym co przeżyliśmy razem. Rozmowa była niezwykle ciepła i otwarta, aż dziw, w końcu nawet się nie znaliśmy, a jednak było bardzo intymnie, choć nie współgrało to z wcześniejszą brutalnością. Gdy już upewnił się, że pragnę dostać od niego więcej – więcej przyjemności, klapsów, orgazmów, ale też czułości i delikatności – poprosił, żebym przygotowała się na jego przyjście. Tym razem chodziło jedynie o zawiązanie oczu. W końcu miałam go nigdy nie zobaczyć, niezależnie od tego jak bardzo się sobie nawzajem oddamy.

Świeżo umyta, naga, z przepaską na oczach, usiadłam w fotelu i oczekiwałam. Wszedł po cichu, spokojnie, bez pośpiechu, delektując się chwilą. Podszedł i wziął mnie w swoje gorące ramiona, delikatnie uniósł i przeniósł na łóżko. Ukląkł. Leżałam bezbronna, otwarta, oddana, widząc tylko ciemność przed zawiązanymi oczami. Oprócz cichych szelestów jego ruchów nie słyszałam niemal nic, czasem ptaka za oknem lub ludzi na korytarzu. Za to czułam wszystko, cały świat. Każdy fragment mojej skóry odczuwał. Odczuwał jego bliskość, ciepło, chłodne powiewy świeżego powietrza, meble w pokoju, drzewo szumiące za oknem. Byłam jednym wielkim odczuciem. A on? On klęczał u moich stóp i delikatnie pieścił je ustami. Długo, bardzo długo. Potem powoli zaczął przesuwać się w górę całując i gładząc moje łydki, kolana, uda, później biodra i brzuszek. Pominął piersi, ale zajął się szyją. Uwielbiam pieszczoty szyi i karku.

Gdy dotarł do mojego ucha (najpierw lewego) possał płatek przygryzając leciutko, wwiercił się nieco językiem do środka aż wreszcie zrobił to, na co cały czas czekałam – zaczął mówić! Najpierw pochlebstwa, komplementy, jaka jestem piękna i jak cudownie mu wczoraj było… ale później… aż wstyd mówić.

Kiedy rozpoczął pieszczenie mojego mózgu swoimi słowami, obróciłam go na plecy, żeby zadbać o jego przyjemność. Zaczęłam od góry, podążając powoli ku dołowi. Tak jak on pominęłam sutki i sedno, ale gdy już wypieściłam palce u stóp, jeden po drugim, dość szybko wróciłam w stronę penisa. Na chwilę zamarł w bezruchu i zamilkł. Nie spodziewał się? Szybko jednak wznowił swą opowieść. Zatapiałam się w zmysłowym głosie jednocześnie chłonąc zapach jego skóry. Pachniał bosko! Lubię zapach męskich genitaliów – szczególnie czystych, jedwabiście gładkich jąder. Moje usta i język musiały trochę go rozpraszać, bo aksamitny głos momentami załamywał się, drżał, milkł, gubił wątek. A pieściłam z prawdziwym zapałem. Liżąc i całując penisa na całej długości, schodząc czasem niżej, żeby possać jądra, ale też biorąc całą pałę głęboko w usta. Doszedł gdy powoli, mięciutkim językiem, pieściłam wędzidełko. Miał silny i obfity wytrysk, a wstrząsy targały całym ciałem. Porzuciłam zwiotczałą już pałę i udałam się na poszukiwanie nektaru. Po omacku wcale nie było to proste. Nieco zdezorientowany, a może jeszcze zbyt pochłonięty przeżywaniem, nie wiedział co chcę zrobić i nie potrafił mi pomóc, ale i tak znalazłam i z zapałem zlizałam z brzucha całą spermę. Gdy już nie została ani kropelka, podciągnęłam się wyżej i wtuliłam się w silne ramiona. Był taki ciepły i bliski, zupełnie inny niż dzień wcześniej, nie do poznania. Tylko która z jego dwóch twarzy była bardziej interesująca? A może raczej kiedy której oczekiwałam? Teraz zdecydowanie pasowała mi ta, a jutro? Zobaczymy co będzie jutro, może czeka mnie więcej niespodzianek.

Gdy już odpoczął po najpiękniejszej w świecie agonii, delikatnie ułożył mnie na plecach i ponowił wcześniejsze pieszczoty. Tym razem nie pominął piersi, a wręcz przeciwnie, poświęcił im wiele uwagi, zataczając językiem najpierw duże koła na ich obwodzie, żeby potem spiralą zbliżyć się do sterczących sutków, które ssał, lekko przygryzał, całował. To trwało wieki. Musiałam ruchami bioder ponaglać go do zejścia niżej. Moja szparka już dawno płonęła i domagała się pieszczot. Musiałam w końcu zadbać o jej dobro!

Cudownie lizał i całował moją muszelkę pieszcząc wszystko dookoła, przygryzając wargi, liżąc wejście do rozdziewiczonego wczoraj otworku, zasysając łechtaczkę. Brakowało mi tylko jednego – jego głosu! Czemu nie można jednocześnie szeptać kobiecie czułych słów prosto do ucha i pieścić ustami jej skarbów?!? Z czasem rozwiązaliśmy ten problem, nagrywał mi swój głos na potrzeby pieszczot oralnych. Najczęściej opowiadania erotyczne, ale też swoje sny lub fantazje, a nawet to, co ja napisałam dla niego, specjalnie po to, żeby mi przeczytał. Nagrania przydawały się (i nadal przydają) również w innych okolicznościach. Na przykład, gdy na dłużej zostaję sama. Tym razem jednak nie było takiej możliwości. Poprosiłam więc żebyśmy zrobili to inaczej.

Położyłam się bokiem, a on mocno przytulił mnie od tyłu. Do ucha szeptał mi gorące słowa, lewą ręką przyciągał do siebie, a prawą pieścił łechtaczkę między szeroko rozłożonymi udami. Już po chwili wstrząsnął mną pierwszy spazm rozkoszy. Wtedy chwycił mnie mocniej i pieścił dalej. Szczytowałam długo i intensywnie, unoszona na dźwiękach niskiego, zmysłowego głosu. Niezapomniana chwila!

Wyczerpana szybko zasnęłam w kojących objęciach. Nawet nie wiem kiedy wyszedł. Obudziłam się późnym wieczorem. Wiedziałam, że musiał wyjechać i że tym razem to koniec. Z drugiej strony był to dopiero początek niesamowitej przygody…

.

Aby pobrać ebooka z powyższym tekstem w formatach pdf, epub, mobi:

Zajrzyj http---chomikuj.pl-Najlepsza_Erotyka2 (2)

Utwór chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie w całości lub fragmentach bez zgody autora zabronione.

.

Czytelniku, chętnie zamieścimy dobre opowiadania erotyczne na Najlepszej Erotyce. Jeśli stworzyłeś dzieło, które ma nie mniej niż 2000 słów, zawiera ciekawą historię i napisane jest w dobrym stylu, wyślij je na nasz adres ne.redakcja@gmail.com. Każdy tekst, który przypadnie do gustu Redakcji Najlepszej Erotyki, zostanie opublikowany, a autor dostanie od nas propozycję współpracy.

Przeczytałeś? Oceń tekst!

Tagi:
Komentarze

Jakiś zalążek pomysłu jest, ale wykonanie pospieszne, niestaranne. Nawciskane sceny nie budują napięcia, tylko obrazują machinalnie wulgarne coś, co zachodzi po między pragnieniem a realizacją w trybie… chcę – mam, a to jest nudne.

Nie czarujesz ani słowem, chcesz być dosłowna i jesteś aż do przesady, obrzydliwie dosłowna.

Witam!
Miło mi, że znając poprzednie opowiadanie mimo wszystko poświęciłeś czas na przeczytanie kolejnego, ale na przyszłość odradzam…
Ten teks jest dość stary i rzeczywiście niezgrabny, nie zamierzam go bronić. Niemniej jest stosunkowo łagodny, dalej będzie tylko gorzej… zamierzam być obrzydliwie dosłowna i będę. Po prostu mam inny gust niż Ty 🙂

Pozdrawiam

Ania

Twoja koncepcja opowiadań niespecjalnie mi odpowiada. Cała akcja dzieje się w łóżku, a jednak mnie to zupełnie nie rusza. Żadnego dozowania napięcia, tylko bzykają się jak króliki ?
Jak dla mnie za dużo seksu a zbyt mało wewnętrznych przemyśleń i fabuły.
Twoi bohaterowie występują wyłącznie w pozycji horyzontalnej. Do mnie to nie trafia.

Witam!

Nie trafia i nie musi trafiać, każdy lubi coś innego. Na Najlepszej Erotyce jest ogrom wyśmienitych opowiadań z rozwiniętą fabułą i sądzę, że bez problemu znajdziesz coś dla siebie. Osobiście szczególnie polecam Ravenhearta, który tworzy bardzo klimatyczne opowieści. „Noc kwitnącej wiśni” jest naprawdę wyjątkowa 🙂

Serdecznie pozdrawiam

Ania

No ale te wiśnie… to chyba nie w Twoim guście?

Zależy co rozumiesz przez mój gust 😉
To, że lubię dosłowność nie znaczy, że nie potrafię docenić dobrego opowiadania w zupełnie innym klimacie. „Noc kwitnącej wiśni” zdecydowanie nie jest wulgarna i zdecydowanie jest nastrojowa, uważam ją za świetną literaturę. Moim zdaniem na Najlepszej Erotyce zresztą łatwiej o dobrą literaturę niż o erotykę… ale to oczywiście kwestia gustu ;D

Oj… to może daj się skusić i popełnij choć raz i na chwilę „świetną literaturę”, która jak najbardziej może być najlepszą erotyką.

Nie mogę uwierzyć że próbujesz to rozdzielić.

Nie sądzę bowiem, by o stopniu rozerotyzowania miała decydować liczba dosłowności i głębia wulgarności. Paradoksalnie „głębia” w tym przypadku spłyca wartość tekstu i gust nie ma tu nic do rzeczy.

Jeśli będziesz się w kółko odwoływać do gustu, to nikt nie będzie chciał komentować. Wiadomo, że każdy ma inny gust, ale aż tak się znów nie różnimy, żeby nie móc wypowiedzieć się autorytatywnie.

Ależ różnimy się 🙂
Dobrej literatury nie muszę szukać w internecie, jest jej od groma w księgarniach i bibliotekach. To czego mi brakuje to dobrze (w tym poprawnie językowo) napisane porno. Dosłowne, wulgarne i „głębokie” z tymi wszystkim obrzydliwymi i obślizgłymi szczegółami w których będę mogła się taplać. Nie przeczę, że erotyczne mogą być też bardziej subtelne teksty podobnie jak erotyczna może być kąpiel w jeziorze czy promienie słońca muskające skórę. Ale tak jak mizianie piórkiem po skórze nie zastąpi mi orgazmu, tak poetyckość nie zastąpi literackiego porno.

Dziękuję za polecenie Ravenhearta, ale czytałam wymienione przez Ciebie opowiadanie. Potrafię korzystać z wyszukiwarki 🙂
Ja czasem też lubię się „potaplać”. Ale w granicach rozsądku.
Odbieram Twoje pisanie, jako pójście na skróty. Kilka pozycji, fiku-miku i już jest opowiadanie. Może się mylę, sama nigdy nic nie napisałam.
Przed przeczytaniem kolejnego tekstu Twojego autorstwa poważnie się zastanowię 🙂

W żadnym wypadku nie zachęcam do lektury kolejnych moich testów. Jeśli te dwa Ci się nie spodobały, duża szansa, że z innymi będzie podobnie.

Jeśli chodzi o łatwiznę, trudno powiedzieć… Wiele osób ma problem z pisaniem właśnie scen erotycznych, innym przychodzi to naturalnie, choć z punktu widzenia czytelnika oczywiście liczy się tylko efekt… Niemniej moim zdaniem można o ludziach opowiadać właśnie poprzez seks, za pośrednictwem drobnych gestów i reakcji, nie zawsze potrzebna jest rozbudowana fabuła i pogłębiona analiza psychologiczna, czasem wystarczy tu i teraz. „Radio” nie jest najlepszym przykładem, ale sądzę, że „On” w pewnym sensie obrazuję tę filozofię 🙂

W takim razie źle trafiłaś.

Na pierwszej stronie NE mamy zapis:

„NAJLEPSZA EROTYKA – najlepsze opowiadania erotyczne, poezja erotyczna, eksperci oraz media
Droga Czytelniczko! Drogi Czytelniku!
Trafiliście na portal Najlepsza Erotyka. Tworzy go zespół ludzi, których łączy wspólna pasja – opowiadania erotyczne. Założeniem naszego portalu jest stworzenie takiej przestrzeni, w której oprócz dobrej dawki erotyki stawia się duży nacisk na jakość literacką opowiadania – nie tylko pod względem czysto językowym, ale również fabularnym.
Każde opowiadanie o miłości to porywająca historia, w której akt seksualny czy orgazm opisany będzie zawsze w niepowtarzalny sposób. Nie epatujemy tanim sloganem „sex sells”, nie publikujemy porno. Nasze opowiadania erotyczne poruszają często trudną problematykę, zgłębiając mroczne zakątki ludzkiej psychiki. Kimkolwiek więc jesteś i cokolwiek Cię pobudza – heterycy, geje, lesbijki, romantycy i wielbiciele BDSM i fetish – wszyscy znajdą u nas coś dla siebie.
Zachęcamy do zapoznania się z naszymi tekstami – dostępnymi także jako e-booki i audiobooki – i pozostawienia choć śladu swojej obecności w formie komentarza.
Pozdrawiamy
Redakcja Najlepszej Erotyki”

„… Nie epatujemy tanim sloganem „sex sells”, nie publikujemy porno. ”

Nie dziw się więc, że tak reaguję. Po prostu twoje teksty nie spełniają założenia.

A jednak tu jestem… ciekawe… może ktoś miał inne zdanie na ten temat niż Ty? Sądzisz, że to możliwe? ;D

Spokojnie, daleko jej do Ciebie. Nie ma sensu zdaje się, występować z paragrafami. Erotyka i pornografia mają ten sam cel a granice między nimi zatarły się dawno temu.

Moc jest w sam raz. Utwór ma w sobie to „coś”. Podobał mi się dużo bardziej niż wcześniejsze wątpliwe igraszki. Oczywiście stylistycznie leży. Jest w nim zbyt wiele nie logicznych i nie pasujących do siebie wątków. To opowiadanie jest spiepszone tak że nic się z niego nie da zrobić.

Np. raz Piszesz że fajnie było z mężem (postać totalnie fikcyjna, aż widać) zaś później Określasz to jako prymitywne rżnięcie. Co ciekawe w porównaniu z kolejnym prostym rżnięciem.

Spodobał mi się motyw laski podczas rozmowy telefonicznej z kochanką. Dość rasowe wyuzdanie.

Co ciekawe, spotkałem kiedyś podobny fetysz u kobiety. Jakąś niespełna dekadę temu.

Cieszę się, że znalazłeś coś dla siebie nawet w tak słabym opowiadaniu 🙂
Mam jedną uwagę: „prymitywne rżnięcie” ani razu w tym opowiadaniu nie odnosi się do seksu bohaterki z mężem. Pojawiło się w jednym zdaniu z rozwodem, ale dotyczyło seksu z kolegą z pracy, który miał miejsce kiedy jeszcze formalnie była mężatką.

Cóż. Chcieć czy nie, autor stanowi jak gdyby jedność z utworem. Chciało by się powiedzieć że jaki utwór, taki autor.

Może i rzeczywiście Napisałaś inaczej, nie chce mi się już tego sprawdzać. Napisałem tak jak zrozumiałem z tego gąszcza słów.

Dobrze powiedziane: jak gdyby ;D
Więź autora z utworem jest nierozerwalna i oczywiste jest, że w utworze odbija się sposób widzenia świata przez autora, ale nigdy nie należy zapominać o wielkim trójpodziale AUTOR-NARRATOR-BOHATER. Nawet kiedy autor, podobnie jak ja, ma niepoprawną skłonność do narracji pierwszoosobowej. Zdaniem niektórych wręcz nie istnieje proza non-fiction, ostatecznie nawet biografie są swego rodzaju kreacją, nie da się nigdy uchwycić życia w całości i obiektywnie, sama forma wymusza przyjęcie jakiegoś punktu widzenia…

Dzisiaj przeczytałem drugi raz i rzeczywiście, na seks z mężem nie było takiego określenia.

Ponownie urzekł mnie mocny język który używa w narracji kobieta. Czytałem też komentarze pod utworem, lekko to Ty nie Miałaś.

Użyłem sformułowania że opowiadanie jest „spieprzone”, wielce autorytatywnie z resztą :/. Myślę że po kolejnym wygładzaniu po prostu trudno by było je poprawić, przerobić. Choć wątpię żeby teraz zachodziła taka potrzeba.

I jeszcze jedno. Ostatnio ktoś zauważył że Twoje klimaty to emancypacja z czym dziś po części się zgadzam. Ten utwór jest dość stary ale Robisz z bohaterki momentami niewolnicę, to trochę w drugą stronę.

Pozdrawiam,
Mick

Przeczytałem Radio zafrapowany komentarzami pod tekstem. Opinie czytelników nie znalazły potwierdzenia.
Utwór to zwykła podróż w kobiecy świat. Bez ogródek, śmiało napisana. Jedyne zastrzeżenie budzi język erotyczny. Ale nie jego dosłowność, tylko niewymyślność, płaskość, ubogi repertuar słów, wzięty tu i ówdzie ze słowniczka gimnazjalnego grafomana. Autorka wspomina, że to tekst z jej początków drogi twórczej, a więc trudno moje zastrzeżenie przekształcić w poważny zarzut. Jak na początek drogi, to i tak nieźle. Parę zdrobnień rani moje uszy, ale to też nie jest zarzutem, jeno kwestią gustu, odbiciem krytyk, jakich sam zaznałem, gdy poddawałem się ocenie. Padł zarzut o porn. Nie przychodzi mi do głowy właściwa metafora, oddająca moją opinię o tym, jak daleko to opowiadania znajduje się od pornografii. Lata świetlne. W tym kraju, na tysiące tekstów w polszczyźnie wprost kandydujących do tego miana (patrz definicja) spotkałem raptem dwa oraz kilka nieudolnych tłumaczeń, które miały silne jej cechy (patrz definicja). Nie spotkałem na NE tekstów o zakazanej prawem treści. Ale jak się ktoś uprze, to zobaczy ducha, tam gdzie go nie ma.

Nawet nie wiesz jak miło było przeczytać te słowa… Dziękuję 🙂

Gdy zaczęłam czytać ten tekst, pomyślałam: „Ukradła mi pomysł.” 😉 Chciałabym kiedyś opowiedzieć historię, krążącą w mojej rodzinie – też był głos w radiu, też była długa korespondencja, tylko zakończenie dalece różne i epoka całkiem inna…
A tu? Dwoje dorosłych ludzi zdecydowało się na nietypową relację seksualną. Znaleźli swoje szczęście.
Początek – nieszablonowy. Porzucona kobieta nie miota się z wściekłości, nie upadla w rozpaczy. I dobrze.

Mi się podoba. I czekam na Twoje kolejne teksty, Aniu 🙂
artimar

Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę 🙂
Też nie lubię szablonów…

Wróciwszy na NE po dłuższej przerwie, nadrabianie zaległości rozpocząłem od tego właśnie tekstu. I muszę powiedzieć, że wbrew niektórym krytycznym komentarzom, nie zawiodłem się. Oryginalny pomysł łączy się z bardzo poprawnym wykonaniem. Nie jest to może szczyt literackiego Parnasu, ale jak najbardziej mieści się w stanach średnich Najlepszej i nie przynosi portalowi wstydu 🙂

Miło mi 🙂

Dobry pomysł. Trzymam kciuki.
Pozdrawiam B.

Dzięki. I tak wiem, że rozciągnąłbyś go na tysiąc dwieście odcinków zachowując pierwotną ilość scen ;D

Cześć. Wie ktoś, gdzie znajdę tutaj „zaloguj”?:D Byłabym wdzięczna, bo ciągle podpisuję się innym nickiem.

Aniu, szkoda mi Cię, że musiałaś przyjąć tę frustrację JiNn’a. Ktoś ma tutaj problem i to spory. O tym, czy tekst wpasowuje się w jakiekolwiek założenia, czy nie, decyduje redakcja, nie Ty, JiNn. Przełknij tę kluskę, bo stanie Ci w gardle i możesz się udusić. A co by to było, bez Twoich wpasowujących się w założenia opowiadań! O, zgrozo!

Fajnie przeczytać coś trochę innego. Rzeczywiście, akcja rozwija się szybko, dużo tu seksu, mało filozofii, nie czuję napięcia, ale przeczytałam całe, a rzadko to robię. Najczęściej, kiedy zaczyna się long story o Bóg wie czym, to przewijam najdalej, jak tylko można, byleby się pozbyć tego sprzed oczu. „Założenia” biorą w łeb, kiedy przez 90% teksu lub fragmentu jakiejś większej całości, dostajemy obszerny opis przeżyć bohaterów, historię 100. lat przed erą dinozaurów. No, wiecie. Bez sensu. Za dużo i po co?

Pozdrawiam!

Możesz się zalogować przez swoje konto w WordPressie w innym oknie i wtedy z automatu tutaj będziesz zalogowana.

Ależ to nie była flustracja… tylko wyłożenie własnego zdania, przecież po to są komentarze. Ani było wolno napisać co chciała i mnie wolno to skomentować, tak jak chcę, w końcu należę do grona redakcyjnego 🙂 Myślę, że mój problem, czy go sobie przełknę, czy nie, może pozytywnie wpłynąć na twórczość, chociażby by w formie refleksji, zarówno Ani jak i innych na NE.

Na samym dole strony możesz założyć konto u nas. :-))
Miło Cię widzieć, B.S.
Pozdrawiam serdecznie,
artimar

Na szczęście jestem bardzo odporna i nie musisz mnie żałować 🙂
Akcja może rzeczywiście rozwija się trochę za szybko, ale jak sama zauważyłaś trudno znaleźć złoty środek. Też nie lubię zbyt długiej gry wstępnej ;D

A co do JiNna to tylko takie przyjacielskie przepychanki, które obawiam się nie zmuszą mnie jednak nawet do refleksji…

Miłego dnia 🙂

Ania

Przepych Hanki?

Żałować można tylko tekstu. Nie podjąłem się żadnej krytyki autorki, której w ogóle nie znam i o której niczego nie wiem. Założyłem, że jest to bardzo inteligentna osoba, stąd moja „surowa” krytyka.

Owszem, trzeba przyznać, że dyskusja jest kulturalna i na temat, bez żadnych personalnych wycieczek 🙂

No, no. Niestety nie wiem, kto tutaj jest w redakcji, a kto nie. Dziwi mnie jedynie, że Ravena tu nie ma. Ma wakacje od NE?:D Miałby używanie.
JiNn, cieszę się zatem niezmiernie, weź jednak pod uwagę, że lepiej będzie przełknąć, niż wypluć. 😉 Może nie w każdym wypadku, ale jednak! I oczywiście dziękuję za radę, tak zrobię.
Artimar, Ciebie również miło widzieć, niestety już tylko tutaj i coś rzadko! ;> Dziękuję za informację, znalazłam to wczoraj. Z tym, że konto tutaj zrobiłam już jakiś czas temu zachęcona losowaniem książki. Apropos, mogę się jakoś skontaktować z działem, który je rozsyłał? Pisano do mnie, że wygrałam książkę w losowaniu, podałam adres i minęło już kilka tygodni, a książki nie ma. 🙁 Napaliłam się na nią!
Aniu, cieszę się, że się nie przejęłaś aż nadto, czy tam w ogóle. Konstruktywną krytykę warto przyjmować, a reszta niech spływa jak po kaczce. 🙂

Z pozdrowieniami dla wyżej wymienionych,
B.S.

Brawo! Świetne opowiadanie, jak najbardziej pasuje do „najlepsza erotyka”, a jechanie po autorce jest takie typowo polsko cebulackie.

Dziękuję za komentarz i ciepłe słowa 🙂

Napisz komentarz